kapitanahab
17.06.09, 11:51
W New York Times Book Review 19 października 1986, Abraham Brumberg
skomentował książkę Hanny Krall Shielding the Flame, w której opisuje ona
życie Marka Edelmana, który był drugim po Mordechaju Anielewiczu dowódcą
Powstania w Getcie.
Brumberg zaczyna od tego, że Powstanie w Getcie wskrzesiło honor Żydów w
oczach romantycznych Polaków. Następnie wykracza on poza ramy książki i
stwierdza, że jego zdaniem Edelman nie powiedział Hannie Krall prawdy w
wywiadzie, który przeprowadziła z nim w roku 1976. Według Brumberga, Edelman
powiedział prawdę dopiero w 1985 roku w wywiadzie dla podziemnej gazety Czas.
Powiedział wówczas, że żydowscy bojownicy w getcie nie dostawali żadnej broni
od Armii Krajowej, która nie przyjmowała Żydów i była tak antysemicka, że po
likwidacji getta Edelman bał się poprosić o pomoc, podejrzewając, że będą
mogli chcieć go zabić.
Oburzony tymi pomówieniami, zdobyłem egzemplarz książki Hanny Krall. Brumberg
po prostu zignorował stwierdzenia autorki, zastępując je własnymi. Edelman
powiedział Hannie Krall, że żydowski bojownik o wolność, Michał Klepfisz,
został pośmiertnie odznaczony przez generała Sikorskiego Krzyżem Virtuti
Militari. Powiedział też, że prowadził rozmowy z polskimi partiami podziemnymi
i nigdy nie spotkała go jakakolwiek niegrzeczność w kontaktach z polskim
Podziemiem poza murami getta. Edelman powiedział również, że żydowscy
żołnierze otrzymali 60 karabinów od Armii Krajowej i Polskiej Partii
Robotniczej oraz że podczas Powstania w Getcie polskie oddziały przeprowadziły
atak na ulicy Franciszkańskiej, aby odwrócić uwagę Niemców. Dodał, że sam
walczył w szeregach Armii Krajowej na początku jej istnienia, w 1944 roku, że
nosił biało-czerwoną opaskę na ramieniu i że po Powstaniu Armia Krajowa
pomagała Żydom w ucieczce, że istniała Polska Rada Pomocy Żydom Żegota', że
Żydzi dostawali dolary ze zrzutów otrzymywanych przez Armię Krajową oraz że
Żydowska Organizacja Bojowa poddała się pod rozkazy generała Grota-Roweckiego.
Grot-Rowecki, wyznaczył Chruściela (Monter) na swego zastępcę i Zbigniewa
Lewandowskiego jako instruktora wojskowego oraz dostarczył broń. Edelman
stwierdził również, że katolickie zakonnice ukrywały Żydów, a czasem
przechowywały dla nich broń i materiały wybuchowe, że podczas Powstania
biało-czerwona flaga powiewała nad gettem obok biało-niebieskiej, co głęboko
wzruszało ludność polską, uważającą Edelmana za bohatera.
Szczególnie cieszę się z tego, że w książce Hanny Krall natknąłem się na
nazwisko Henryka Wolińskiego, o którym Edelman często wyraża się z wielką
serdecznością. Znam go sprzed wojny, gdy obaj byliśmy prawnikami. W czasie
wojny i okupacji został oficerem w sztabie Armii Krajowej i został
przydzielony do departamentu do spraw Żydów.
W lipcu 1942 roku otrzymałem instrukcję, by skontaktować się z osobą, która
może przekazać mi informacje otrzymane tajnymi kanałami z getta. Z
niecierpliwością oczekiwałem na to spotkanie. Ku memu zdziwieniu, tajemniczy
Kowalewski, który był moim kontaktem, okazał się być moim przyjacielem
Wolińskim. Zaczął dostarczać mi informacje, które ja następnie streszczałem i
wysyłałem do rządu polskiego w Londynie. Oto jedna z takich informacji:
20 czerwca 1944. Masowa eksterminacja rozpoczęła się 15 maja w Oświęcimiu.
Najpierw idą Żydzi, potem sowieccy jeńcy wojenni i tak zwani chorzy'.
Przybywają duże transporty węgierskich Żydów, 13 pociągów dziennie, każdy po
40-50 wagonów. Ludzie są przekonani, że zostaną wymienieni za członków POW lub
przesiedleni na wschód. Komory gazowe pracują całą dobę. Ciała pali się w
krematoriach i na wolnym powietrzu. Dotąd zagazowano co najmniej 100 000 ludzi.
Po wojnie straciłem kontakt z Wolińskim, lecz on znalazł mnie w Waszyngtonie.
Prowadził praktykę prawniczą w Katowicach i korespondowaliśmy ze sobą do jego
śmierci w 1986 roku. Życie Warszawy opublikowało dwie informacje: pierwszą od
rodziny, w której wspomniano fakt, że został on odznaczony izraelskim Yad
Vashem za ratowanie Żydów; drugą, podpisaną przez Marka Edelmana, oddającego
hołd Wolińskiemu w imieniu wszystkich żołnierzy Żydowskiej Organizacji Bojowej'.
Oczywiste jest, że Marek Edelman powiedział to, o czym pisze Hanna Krall i
potwierdza to jego ostatnia wiadomość o śmierci Wolińskiego. Stwierdzenia
przypisane mu przez Brumberga prawdopodobnie nigdy nie wyszły z jego ust, a w
każdym razie są całkowicie nieprawdziwe.
Oszczerstwo, że Armia Krajowa nie przyjmowała Żydów jest kłamstwem. Nawet w
Kwaterze Głównej AK, wśród najwyższego dowództwa było kilku oficerów
pochodzenia żydowskiego, między innymi Marceli Handelsman, Ludwik Widerszal i
Jerzy Makowiecki. Nie było żadnych restrykcji na najwyższym szczeblu, a tym
bardziej nie mogło być na niższych.
Czy Marek Edelman rzeczywiście opowiedział jedną historię Hannie Krall w 1976
roku, a drugą Brumbergowi w 1985? Oczekuję na jego wyjaśnienie.
Obok ataków na polski ruch oporu i Armię Krajową, rozpętano kampanię
gloryfikującą Żydów w getcie. Lucy Dawidowicz pisze na temat powstania, które
wybuchło w getcie 19 kwietnia 1943 roku, że pierwsze strzały do Niemców w
okupowanej Europie padły z broni żołnierzy z getta. A przecież polskie lasy
były pełne partyzantów od 1939 roku. Atakowali oni niemieckie konwoje,
wysadzali mosty kolejowe i zajmowali mniejsze koszary. W tym samym czasie
partyzanci generała Michaiłowicza walczyli w Jugosławii, podobnie jak
komuniści i maquis (francuscy partyzanci - przyp. tłum) działający w różnych
częściach Francji.
Twierdzenie pani Dawidowicz, że warszawscy Żydzi w 1943 roku jako pierwsi w
Europie zaczęli strzelać do Niemców jest tak absurdalne, że poddaje w
wątpliwość prawdziwość pozostałych jej stwierdzeń.
Zródło: forum Onetu.