kapitanahab
11.07.09, 12:28
Polska i Ukraina milczą o zbrodni:
11 lipca 1943 r. o trzeciej nad ranem oddziały Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii otoczyły i zaatakowały polską
wieś Gurów w powiecie włodzimierskim. Stosując sprawdzoną taktykę, Ukraińcy
najpierw otoczyli osadę, tak by nikt nie mógł się z niej wymknąć. Następnie
zaczęli wywlekać z domów cywili, zaganiając ich na plac w środku wioski. Od
kul, siekier, wideł i młotków zginęło tu 410 Polaków. Z życiem uszło jedynie
70 mieszkańców. W ten sposób rozpoczęła się najkrwawsza dla Polaków niedziela
w historii Wołynia. Ukraińcy obchodzący tego dnia święto św. Piotra i Pawła w
skoordynowanej akcji wymordowali ponad 10 tys. osób ze 100 miejscowości w
powiatach kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Jak wynika z ujawnionych
rozkazów UPA i OUN, antypolskie akcje na Wołyniu miały na celu całkowitą
eksterminację ludności polskiej. Posługiwano się przy tym hasłem: "Wyrżnąć
Lachów aż do 7. pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po
polsku". Według najostrożniejszych szacunków, podczas II wojny światowej na
Wołyniu z rąk Ukraińców zginęło od 60 do 200 tys. Polaków. Ukraińskie władze
wolą jednak o tym milczeć. Polski rząd z kolei zbyt skwapliwie o przeprosiny
nie zabiegał. Szanse, by strona ukraińska sama zajęła się rozliczeniem
wydarzeń sprzed 66 lat, są równe zeru. Żadnemu z ugrupowań politycznych
mających obecnie coś do powiedzenia nie byłoby to na rękę.