ma_ditka
04.05.10, 13:13
Usiadłam niedawno w fotelu i zaczęłam zastanawiac sie gdzie jest granica, ta
granica oddzielająca spozywanie z nałogiem. Raz w zyciu upiłam się tak, że
straciłam świadomość i w moim przypadku nie znalazłam w tym niczego fajnego by
taki stan miał sie powtórzyć. W zasadzie to wręcz odwrotnie bo uciekłam w siną
dal, obawiając sie spożycia nawet jednego piwa. Niecierpie alkoholu i czasem
patrze na mimy osób przełykających, ktore mówia o jego okropnym smaku mimo
tego cos sklania do picia te osoby. Nierozumiem co dzieje sie na poczatku ze
cos zasadniczo niezbyt dobrego w smaku młoda osoba zaczyna pic w coraz
wiekszych ilościach. I gdzie jest ten moment w którym nie bardzo potrafi
przestać? W ktorym momencie pijący staje sie alkoholikiem, i dlaczego jeden
czlowiek moze pic pol zycia i alkoholikiem nie jest, a inny pije rok i sie nim
staje?