nie wiem czy dobrze trafiłam..

03.03.04, 20:11
uzaleznienia.. hmm.. brzmi troche niejednoznacznie.. chciałabym wiedziec czy
znajdzie sie ktos kto mi pomoze.. oduzaleznic sie od jedzenia.. tzn. jestem
zapisana do psychologa na pierwsza wizyte, ale nie mam ochoty czekac i nic
nie robic przez 1,5 miesiaca.. dlatego prosze.. czy jest ktos kto bylby
zainteresowany wysluchac mojej historii pozadawac pytania, zdiagnozowac
[wstępnie] czy mamy do czynienia z uzaleznieniem czy tez [oby] nie.. błagam i
wołam o pomoc.. mam nadzieje ze znajdzie sie chociaz jedna osoba.
z góry dziekuje..

p.s.
prosiłabym najlepiej o maila: song_of_soul@o2.pl i to jak najszybciej -
niecierpliwa dusza jestem.
    • hepik1 Re: nie wiem czy dobrze trafiłam.. 03.03.04, 20:40
      ...a nie lepiej tutaj?
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=592
    • Gość: stachu34 Re: nie wiem czy dobrze trafiłam.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.04, 22:29
      Wprawdzie bliższe jest mi uzależnienie od picia, niż od jedzenia. Patrząc na
      oba przypadki, można zaryzykować tezę, że są bardzo podobne. Jednak po głębszej
      analizie, doszedłem do wniosku, że są to jednak dwie różne sprawy. Mimo tego,
      że droga jaką przebywają obie substancje jest taka sama, jednak ich spójność
      jest tylko pozorna. Mianowicie kończy się w żołądku. Jedna substancja
      uzależnieniotwórcza gnieździ się w mózgu, z kolei druga powoduje znaczny
      przybór wagi ciała. Ponadto stosując ogólnie przyjęte zasady pomiaru można
      łatwo określić stan zaawansowania uzależnienia, jeżeli chodzi o jedzenie ( w
      kilogramach), zaś w stosunku do picia to brak jest jednoznacznych kryteriów
      pomiaru (chyba, że biorąc pod uwagę ilość pobytów na izbie wytrzeźwień, chociaż
      ten pomiar jest mało wiarygodny). I tu muszę zakończyć swoje dywagacje,
      ponieważ mogę zostać posądzony o żarty. Pozdrawiam Cię
      serdecznie „zzagubionaa”. Chociaż może prof. Hepik cos poradzi...
      • hepik1 Tak... 04.03.04, 02:16
        Po pierwsze-pomimo Twoich zastrzeżeń ,że nie chcesz być posądzonym o
        żarty,żartujesz Stachu.A ja bym nie żartował mimo ,że trudno nie będąc
        uzależnionym od jedzenia zrozumieć tych ,którzy takowymi są.Podobnie zresztą
        ,jak nieuzależnionym od alkoholu trudno zrozumieć ,jak to możliwe ,że alkoholik
        musi się napić,choć o to by tego nie robił prosi naprzykład jego żona z
        nieletnimi dziećmi na ręku i stojącymi za jej plecami rodzicami-staruszkami.
        A że problem takowy jest,wystarczy spojrzeć do forum sąsiednie noszące
        tytuł"Anoreksja i bulimia"na którym znajduje się ponad 3000 postów,które wcale
        nie są żartami.Że to nie jest żadna ściema mnie naprzykład przekonało również
        zobaczenie kilku dokumentów o tych problemach ,gdzie nastoletnie dziewczyny
        ważące po 30 kg i wyglądające jak żywe kościotrupy.twierdziły ,że są za grube.
        Podobnie ,choć nie aż tak efektowna do pokazania jest bulimia.
        Po drugie-jako "profesor "odesłałem dziewczynę do tego właśnie forum dwie godz,
        wcześniej przed Twoim postem,aby uniknęła takich właśnie postów jak Twój.
        Choć oczywiście tego też nie można wykluczyć,że ten post może być jakims
        żartem,nudzącej sie osoby ,podobnie jak czasmi nam się wydaje przy listach o
        problemie alkoholowym,to w tym wypadku uznałem,że chyba takim nie jest i
        napisałem to co napisałem a w zasadzie wkleiłem linka.Pozdr.
        • mmilky Re: Tak... 04.03.04, 22:49
          ...jak uzaleznienia to uzaleznienia...protekcjonalizm jest niepotrzebny...
        • Gość: stachu34 Re: Tak... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 23:03
          Sam wstęp naszej czcigodnej respondentki usposobił mnie do żartobliwej formy
          mojej wypowiedzi, bowiem w jakimś sensie wszyscy jesteśmy uzależnieni od
          jedzenia czy oddychania. Więc myślę sobie po co mamy rezygnować z tego, czego
          natura od nas wymaga.
          Jednak w tym przypadku chodzi o brak umiaru w jedzeniu. Czy to może być
          uzależnieniem, co to jest uzaleznienie?
          Za encyklopedią cyt. „UZALEŻNIENIE, zaburzenie zdrowia, stan psych. albo psych.
          i fiz. zależności od jakiegoś psychoaktywnego środka chem. (najczęściej leku),
          przejawiający się okresowym lub stałym przymusem przyjmowania tej substancji w
          oczekiwaniu na efekty jej działania lub dla uniknięcia przykrych objawów jej
          braku.” Z całości wyjaśnienia można dopasować tylko ostatnie kilka słów „lub
          dla uniknięcia przykrych objawów jej braku.”
          Czytamy książkę-jemy...klikamy-jemy...nudzimy się-jemy...mamy stresik-jemy.
          Potem się zmęczymy-idziemy poleżeć. Po miesiącu stajemy na wagę, lub tylko
          przed lustrem...a tu przybyło kilka centymetrów i kilogramów. I co? Oświadczamy
          wszem i wobec, że jesteśmy uzależnieni. Psycholog ma pomóc, a nie siłownia czy
          marszobieg? Nie uzależniajmy się od uzależnień...
          Wiem Hepiku powiesz, że spłyciłem temat...Pozdrówka.

          • hepik1 Re: Tak... 05.03.04, 07:18
            Nie napiszę ,że spłycasz Stachu.Wkleję dwa posty z jakiegoś forum,bodajże Onetu.

            Ja też...

            Wiem co to bulimia, wiem również jak się czuje anorektyczka. Dopada na przemian,
            zalenie od humoru, pogody, motywacji. Istny koszmar: raz tracisz przytomnosc z
            glodu, a sa chwile, gdy wymiotujesz i nie masz sił już na to wszystko...
            Niestety nie jestem idealna, a szkoda... dziś straciłam siły, humor, motywacje,
            jutro bedzie lepiej.

            2 lata meczarni, 2 razy podciete zyly...

            juz 2 lata sie z tym mecze...nie moge sobie z tym poradzic.bardziej wyniszcza
            mnie to psychicznie niz fizycznie.najlepsze jest to,ze nikt nie rozumie o co w
            tym chodzi dopoki tego nie przejdzie
            az zyc sie nie chce...
            • Gość: stachu Re: Tak... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 16:56
              Oczywiście Hepiku w kwestii anoreksji czy bulimii masz racje. Oba przypadki
              znam tylko ze słyszenia, więc nie chciałbym zajmować stanowiska. Natomiast
              owo „uzależnienie od jedzenia” jest dosyć popularne, a chciałbym dowieść jednej
              rzeczy. Mianowicie czy nie warto przeznaczyć kasę na jakiś „klub fitnes” niż na
              psychologa. Prawdopodobieństwo sukcesu w pierwszym przypadku jest znacznie
              większe. Pozdrawiam...
Pełna wersja