normandia05
19.06.10, 08:38
Najbliższa osoba rozpoczęła trzeźwe życie (3 lata temu). Terapia,
sponsor, pisanie prac, mitingi, modlitwa, nawrócenie. Przemiana
człowieka. Gigantyczna praca nad sobą. Okres niepewności,
oczekiwanie na wsparcie ze strony rodziny – wspólne wyjazdy służbowe
(żeby pilnować przed pokusą), wspólne wyjścia na bankiety (żeby
wspomagać przy ucieczce od baru), zbiorowa abstynencja rodziny.
Wspólny okres budowania jego trzeźwości. To był najwyższy cel całej
rodziny. Bardzo radosny okres.Udało się!
Mój post sprowokowała dyskusja na tym forum o życiu w prawdzie i
zerwaniu z zakłamaniem. Bo tak się nie stało. Może moje
spostrzeżenia nie są obiektywne, ale są moje, wnikliwe. AA stało się
najważniejsze, zastąpiło mu dom, rodzinę, zmieniła się hierarchia
wartości. Miejsce dla my zastąpione zostało ja. Skończyły się nasz
rozmowy, wygadać można było się na mitingach. Tam szczerość, w domu
krętactwo, obłuda lub milczenie. Podwójne życie. Skrywane plany
odejścia z domu i zapewnienia o stałości i miłości. Namacalna
dwoistość. Awantury, krytyka, krzyki. „Moje szczęście jest
najważniejsze, za nie jestem odpowiedzialny”. Ucieczka z domu. I
nowy – szczęśliwy związek, dom w ruinie. Pewnie napiszecie, że to
wszystko moja wina?