smutna historia pewnej rodziny

19.06.10, 08:38
Najbliższa osoba rozpoczęła trzeźwe życie (3 lata temu). Terapia,
sponsor, pisanie prac, mitingi, modlitwa, nawrócenie. Przemiana
człowieka. Gigantyczna praca nad sobą. Okres niepewności,
oczekiwanie na wsparcie ze strony rodziny – wspólne wyjazdy służbowe
(żeby pilnować przed pokusą), wspólne wyjścia na bankiety (żeby
wspomagać przy ucieczce od baru), zbiorowa abstynencja rodziny.
Wspólny okres budowania jego trzeźwości. To był najwyższy cel całej
rodziny. Bardzo radosny okres.Udało się!
Mój post sprowokowała dyskusja na tym forum o życiu w prawdzie i
zerwaniu z zakłamaniem. Bo tak się nie stało. Może moje
spostrzeżenia nie są obiektywne, ale są moje, wnikliwe. AA stało się
najważniejsze, zastąpiło mu dom, rodzinę, zmieniła się hierarchia
wartości. Miejsce dla my zastąpione zostało ja. Skończyły się nasz
rozmowy, wygadać można było się na mitingach. Tam szczerość, w domu
krętactwo, obłuda lub milczenie. Podwójne życie. Skrywane plany
odejścia z domu i zapewnienia o stałości i miłości. Namacalna
dwoistość. Awantury, krytyka, krzyki. „Moje szczęście jest
najważniejsze, za nie jestem odpowiedzialny”. Ucieczka z domu. I
nowy – szczęśliwy związek, dom w ruinie. Pewnie napiszecie, że to
wszystko moja wina?
    • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 19.06.10, 09:09
      To nie Twoja wina.
      Wiele związków rozpada sie, gdy alkoholik przestaje pić.
      To niewiarygodne - ale tak sie dzieje.
      Przyczyn jest wiele:

      1. Gdy decyzje o związku podejmujemy w tw pijanym zyciu,
      pod wpływem pijanego myslenia, a potem przekonujemy sie,
      że to był zły wybór i gdybysmy nie znieczulali swoich uczuć alkoholem
      nigdy nie wybralibysmy tego partnera.

      2. Trzeźwiejący alkoholik w domu to kompletna
      " rozwałka " porządku w domu.
      Dotychczas zona miała nad wszystkim kontrolę
      i jezeli nie przeszła jakiejkolwiek formy terapii
      dla współuzaleznionych trudno jej ustapić gdy
      partner chce przejąc część jej obowiązków,
      bo najczęściej robi to - w jej przekonaniu -nie tak dobrze
      jakby ona tego sobie życzyła.
      A ona wyobrażała sobie, że jak on przestanie pic
      to w domu będzie wszystko po staremu z tą róznicą,
      że on będzie " grzeczny ".

      3.Opis historii Twojej rodziny - alkoholik,
      ktory nie zrozumiał do konca sensu terapii
      i z jednej skrajnosci wpadł w drugą.
      Rodzaj kompulsywnego zachowania - inni np
      uzalezniaja się od internetu, sexu, zakupów itd
      To nie jest trzeźwienie tylko dalsza ucieczka
      od opowiedzialności.

      W AA jest akceptowany taki jaki jest,
      tam czuje się pewniej niż na "rodzinnym gruncie",
      więc nie widzi potrzeby zmiany swojego sposobu myslenia.
      Wszelkie zrzuty odpiera uzywanymi jak mantry:
      " regułkami " AA - kroki, czy tradycje, lub wypowiedzi
      załozycieli AA.


      Jest przekonany, że trzeźwieje,
      bo nie dopuszcza do siebie mysli,
      że tak naprawdę uciekł od życia za zasłonę AA,
      tak jak kiedys uciekał " przy uzyciu" alkoholu.

      To przykre, lecz niezawinione przez nikogo,
      a tym bardziej przez działalność AA.

      Psychiki ludzkiej nie da się zamknąć
      w żadne ścisłe reguły,
      dlatego tak trudno leczyć uzależnienia.

      Współczuję Ci.
      Nie wiem czy uczestniczyłaś w terapii
      dla współuzaleznionych oraz mityngach Al Anon.
      " Namiary " znajdziesz w moim watku HALT.

      Nie jesteś juz jego niewolnicą,
      więc przestań się katować mysleniem o nim.
      • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 01:01
        dziękuję za Wasze opinie. Zahir – poznalam ideę AA od czasu terapii,
        znam mniej więcej założenia, kroki, tradycje, „regułki”.
        Przeczytałam literaturę i przegadałam na temat niejedną godzinę.
        Miałam aowską przyjaciółkę, trzeźwą od 13 lat i ona była doskonałą
        przewodniczką po tym zagadnieniu. Wszystko ma w małym palcu,
        przeszłam że tak powiem kurs u specjalistki.
        1. Może tak być. Kiedy go poznałam nie pił wcale, ale teraz, na
        końcu dowiedziałam się, że pił z mojego powodu, więc może rozpił się
        przeze mnie?
        2. To nie to. Nas to nie dotyczyło. Nie wchodziło w grę. To
        taka dziwna historia, może niewiarygodna, ale ja nie miałam pojęcia,
        że to alkoholizm. On pił w pracy, rano, po południu był trzeźwy,
        były incydenty, ale dość rzadko, o skali uzależnienia dowiedziałam
        się dopiero kiedy był na terapii. W trakcie niej i po powrocie do
        domu opowiedział mi jak to było. To nie było „menelstwo”, ciągłe
        picie, nie miałam świadomości, że jest to taki problem, rodziny to
        dotkliwie nie dotyczyło. Napisałam, że okres po terapii był bardzo
        szczęśliwy, bo czułam, że mówi i chce mówić prawdę, ta szczerość
        była dla mnie wielką wartością. Nie chodziło wcale o „grzeczność” i
        podporządkowanie mnie.
        3. Nie wiem, może? Namacalnie odczułam jak się ode mnie odsuwa
        przybliżając się do AA. Stawał się inny, nie taki jakiego poznałam,
        znałam i jakim się określał. Było dużo kłamstw, one wzbudzały moją
        niepewność i zazdrość. To paradoksalne, ale czas jego trzeźwienia
        nas najmocniej rozdzielał. Już nie byliśmy my, tylko ja i dzieci
        oraz AA i on. Nie jestem przeciwniczką AA, ale zadaję sobie pytanie,
        gdzie tkwi mój błąd, porażka i jak powinnam się zachować. Na terapię
        dla współuzależnionych nie chodziłam, czułam, że nie dla mnie są
        te „sztuczki”.
        Broniłam się do końca, żeby nie być niewolnicą i chyba w końcu
        poniosłam porażkę. Ciężko się podnieść. Dziękuję Zahir.
      • upsididit1 Re: smutna historia pewnej rodziny 15.05.11, 20:25
        7zahir napisała:
        > Wiele związków rozpada sie, gdy alkoholik przestaje pić.
        > To niewiarygodne - ale tak sie dzieje.
        > Przyczyn jest wiele:
        > 1. Gdy decyzje o związku podejmujemy w tw pijanym zyciu,
        > pod wpływem pijanego myslenia, a potem przekonujemy sie,
        > że to był zły wybór i gdybysmy nie znieczulali swoich uczuć alkoholem
        > nigdy nie wybralibysmy tego partnera.

        > 3.Opis historii Twojej rodziny - alkoholik,
        > ktory nie zrozumiał do konca sensu terapii
        > i z jednej skrajnosci wpadł w drugą.
        > Rodzaj kompulsywnego zachowania - inni np
        > uzalezniaja się od internetu, sexu, zakupów itd
        > To nie jest trzeźwienie tylko dalsza ucieczka
        > od opowiedzialności.

        Wszelkie zrzuty odpiera uzywanymi jak mantry: " regułkami " AA - kroki, czy tradycje, lub wypowiedzi załozycieli AA.
        Jest przekonany, że trzeźwieje,bo nie dopuszcza do siebie mysli, że tak naprawdę uciekł od życia za zasłonę AA, tak jak kiedys uciekał " przy uzyciu" alkoholu.
        ---------------------------------------------------------------------------------------
        Bardzo mądre słowa Zahir i dziękuję Ci za nie. Szkoda że wcześniej nie trafiłam na ten wątek, ale- że dziś został "ożywiony"- to bardzo dla mnie dobrze, pozdrawiam :)
        • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 17:00
          upsididit1 napisała:

          > 7zahir napisała:
          > Wszelkie zrzuty odpiera uzywanymi jak mantry: " regułkami " AA - kroki, czy tra
          > dycje, lub wypowiedzi załozycieli AA.
          > Jest przekonany, że trzeźwieje,bo nie dopuszcza do siebie mysli, że tak naprawd
          > ę uciekł od życia za zasłonę AA, tak jak kiedys uciekał " przy uzyciu" alkoholu
          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          upsididit1 napisała:
          > Bardzo mądre słowa Zahir i dziękuję Ci za nie. Szkoda że wcześniej nie trafiłam
          > na ten wątek, ale- że dziś został "ożywiony"- to bardzo dla mnie dobrze, pozdr
          > awiam :)
          ______________________.
          Mozesz to rozwinac Upsi...!?
          A...
          • upsididit1 Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 19:22
            aaugustw napisał:

            > upsididit1 napisała:
            7zahir napisała:
            Wszelkie zrzuty odpiera uzywanymi jak mantry: " regułkami " AA - kroki, czy tradycje, lub wypowiedzi załozycieli AA. Jest przekonany, że trzeźwieje,bo nie dopuszcza do siebie mysli, że tak naprawdę uciekł od życia za zasłonę AA, tak jak kiedys uciekał " przy uzyciu" alkoholu
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            > upsididit1 napisała:
            > > Bardzo mądre słowa Zahir i dziękuję Ci za nie. Szkoda że wcześniej nie tr
            > afiłam
            > > na ten wątek, ale- że dziś został "ożywiony"- to bardzo dla mnie dobrze,
            > pozdr
            > > awiam :)
            > ______________________.
            > Mozesz to rozwinac Upsi...!?
            > A...
            ----------------------------------------
            Mam rozwijać słowa Zahir za autorkę?? Wyraziła się wystarczająco jasno a ja nie czuję się upoważniona do dodawania czy ujmowania czegokolwiek.
            Mogę rozwinąć swoją wypowiedź: "pooooooooooooooooozdrawiam :):)"
            ;)U.
            • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 21:05
              upsididit1 napisała:
              > Mam rozwijać słowa Zahir za autorkę?? Wyraziła się wystarczająco jasno a ja nie
              > czuję się upoważniona do dodawania czy ujmowania czegokolwiek.
              > Mogę rozwinąć swoją wypowiedź: "pooooooooooooooooozdrawiam :):)"
              > ;)U.
              _________________________________________________________________.
              Nie... - Ty masz rozwinac swoje zrozumienie tego tekstu, bo ja zauwazylem
              w Twoich slowach tylko ironie, a teraz jeszcze (na dodatek) brak zrozumienia...! :-(
              A...
              • upsididit1 Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 21:38
                aaugustw napisał:
                upsididit1 napisała:
                Mam rozwijać słowa Zahir za autorkę?? Wyraziła się wystarczająco jasno a ja nie
                czuję się upoważniona do dodawania czy ujmowania czegokolwiek.
                Mogę rozwinąć swoją wypowiedź: "pooooooooooooooooozdrawiam :):)"
                ;)U.
                _________________________________________________________________.
                Nie... - Ty masz rozwinac swoje zrozumienie tego tekstu, bo ja zauwazylem
                w Twoich slowach tylko ironie, a teraz jeszcze (na dodatek) brak zrozumienia... ! :-(
                A...
                --------------------------------------------------------------------------------------------
                1. nie "masz", tylko "chciałbym abyś"
                2. ironię? w słowach podziękowania??? nie mierz wszystkich swoimi kategoriami
                3. brak zrozumienia czego?
                Jestem nieutulona w żalu Auguście, że ciągle doprowadzam Cię do smutku swoją głupotą bezdenną, powiem Ci coś, co Cię z pewnością uspokoi, że nie Ty jeden masz z tym kłopot :)), już jak miałam 4 latka to lekarze zaalarmowani przez przedszkolanki badali moje IQ :))...
                • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 22:56
                  upsididit1 napisała:
                  > Jestem nieutulona w żalu Auguście, że ciągle doprowadzam Cię do smutku swoją gł
                  > upotą bezdenną, powiem Ci coś, co Cię z pewnością uspokoi, że nie Ty jeden masz
                  > z tym kłopot :)), już jak miałam 4 latka to lekarze zaalarmowani przez przedsz
                  > kolanki badali moje IQ :))...
                  ________________________________________________.
                  I na Twoje szczescie po dzien dzisiejszy nic nie znalezli...! ;-)
                  A...
                  • upsididit1 Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 23:07
                    Ty lepiej idź spać już dzisiaj (tylko najpierw przeproś Kajdę28, że ją na noc wyprowadziłeś z równowagi, nie po to tu zajrzała i szukała wsparcia!)
                    • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 16.05.11, 23:22
                      upsididit1 napisała:
                      > Ty lepiej idź spać już dzisiaj (tylko najpierw przeproś Kajdę28, że ją na noc w
                      > yprowadziłeś z równowagi, nie po to tu zajrzała i szukała wsparcia!)
                      _________________________________________________________________.
                      Nie mam za co przepraszac... - W kazdym moim liscie znalezc mozna wsparcie,
                      wystarczy miec tylko dwie komorki, z tego jedna w kieszeni fartucha kuchennego...! ;-)
                      A...
    • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 19.06.10, 11:05
      normandia05 napisała:
      > ...dom w ruinie. Pewnie napiszecie, że to wszystko moja wina?
      ____________________________________________________________.
      W tej chorobie nie ma winnych... - Jest tylko "blad w sztuce"...!
      A moze czul sie zbyt osaczony Wasza nadmierny opieka, bez mozliwosci
      dania mu mozliwosci na usamodzielnienienie sie...(!?). Moze nie
      chodzilas na Al-Anon, aby rownolegle z nim trzezwiec...(!?).
      A moze po prostu bylo tak, jak pisze Zahir, ze bardzo duzo nastepuje
      rozwodow wlasnie wtedy, kiedy nastepuje trzezwienie...
      A...
      • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 01:02
        Auguście, ja byłam zbyt opiekuńcza, byłam normalna, wolności w
        naszym życiu było wiele, takie mieliśmy potrzeby i oczekiwania. Nie
        byłam pielęgniarką, nadal usiłowałam być partnerką, kumplem,
        przyjacielem. Nie udało się.
    • yuraathor Re: smutna historia pewnej rodziny 19.06.10, 19:08
      napisalaś:
      wspólne wyjazdy służbowe
      (żeby pilnować przed pokusą), wspólne wyjścia na bankiety (żeby
      wspomagać przy ucieczce od baru),

      a gdzie miejsce na jego samodzielne podejmowanie decyzji??
      tak między wierszami wyczytałem ze facet czul się osaczony Twoją "pomocą" w
      trzeźwieniu.
      ( no może to tylko ja tak odczytalem, spotkalem przypadek że pani przywozila
      pana na mityng, czekala w samochodzie i zabierala do domciu po spotkaniu-jak
      myslisz długo był trzeźwy?)
      • pierzchnia Re: smutna historia pewnej rodziny 19.06.10, 20:48
        Czyli według Ciebie, jeżeli dobrze zrozumiałem, Twój mąż przestał być po prostu sobą.
        W miejsce alkoholu weszła nowa społeczność...
        Może najpierw przeczytaj fragment książki, którą kiedyś wrzuciłem na forum/dwie części/:
        forum.gazeta.pl/forum/w,176,103957044,103957044,Bog_w_butelce.html
        Ja uważam, że Twoje spostrzeżenie jest jak najbardziej trafne i myślę również, że podczas tych naszych forumowych dyskusji, znajdziemy wspólnie jakieś mądre rozwiązanie.

        • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 01:03
          Pierzchnia – przeczytałam, dziękuję, nie widzę dla siebie happy
          endu. Ale czuję, że to może jest happy end dla niego, chociaż.
      • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 01:03
        Yuraathor – to nie to. W nic się nie pakowałam na siłę, w ogóle się
        nie pakowałam. Byłam – jeśli prosił, sam o to prosił, z terapii
        wrócił z taką wiedzą, że dobrze by było, gdyby w tych pierwszych
        miesiącach, latach, ktoś komu ufa, ktoś bliski był z nim w
        newralgicznych okolicznościach.
    • konto.goscia Re: smutna historia pewnej rodziny 19.06.10, 23:08
      w czasie gdy facet pił odgrywaliście przed sobą pewne role, i Twoja
      rola przestała być potrzebna w jego sztuce. w czasie gdy on uczył się
      tej nowej roli, czy Ty myślałaś źe to będzie jak dawniej tylko same
      momenty "przebaczenia"?
      właściwie trudno dodać coś do tego co napisał(a) 7zahir.

      ale zwróciłem uwagę na to ostatnie zdanie "Pewnie napiszecie, że to
      wszystko moja wina?" - dla mnie są to słowa osoby zakompleksionej,
      przywykłej do tego, że jak coś się dzieje nie OK to odpowiedzialność
      spada na nią, więc chodzi za swoim alkoholikiem krok w krok żeby nie
      zapił, bo uznałaby to za swoją porażkę. Taka relacja rodzic-dziecko.
      Tymczasem gość poznaje kogoś, kto go nie kontroluje, ma dość szerokie
      horyzonty (do tańca i do różańca :) dobrze się czują razem, na każdej
      płaszczyźnie relacja jak równy z równym, a jak ta "nowa" jest młodsza
      to może w ogóle nie ma co mieszać w to alkoholizmu?
      • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 01:04
        Konto.goscia – pudło. Nie chodziłam krok w krok, to bardzo dalekie
        ode mnie. Takiej roli nie było. Nawet sobie teraz wyrzucam, że może
        powinnam tak robić, że może powinnam być bardziej zapatrzona w jego
        sprawy, może coś przegapiłam. Nie kontrolowałam, bo się tym po
        prostu brzydzę. No na pewno przegapiłam, jak się okazało! Nie znam
        horyzontów tej pani, spodziewam się, że są nie węższe niż moje,
        pewnie jest do tańca i różańca (a jakże!), mają doskonałe relacje i
        jest zdecydowanie nowa i młodsza!
        • konto.goscia Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 07:51
          być może nic nie przegapiłaś i wszystko jest "w normie" - jak 45
          letni facet poznaje 25-latkę to różne myśli przychodzą mu do głowy i
          w kilku procentach przypadków dochodzi do "konsumpcji".
          co do tego ma alkoholizm i terapia? ano nic, może tylko tyle że gość
          poczuł, że "wraca na rynek" po tym jak wytrzeźwiał.

          pewnie na deszczowe dni - jeśli mu się powinie noga - będzie chciał
          jednak wrócić do Ciebie.
          • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 08:45
            konto.goscia napisał:
            > być może nic nie przegapiłaś i wszystko jest "w normie" - jak 45
            > letni facet poznaje 25-latkę to różne myśli przychodzą mu do głowy
            i w kilku procentach przypadków dochodzi do "konsumpcji".
            > co do tego ma alkoholizm i terapia? ano nic, może tylko tyle że
            gość poczuł, że "wraca na rynek" po tym jak wytrzeźwiał.
            > pewnie na deszczowe dni - jeśli mu się powinie noga - będzie
            chciał jednak wrócić do Ciebie.
            ________________________________________.
            Poruszyles temat bardzo wazny, dot. zwlaszcza tych
            malzenstw, w ktorych jedna ze stron nie dba o sex...
            A...
            Ps. Dalej nie moge zrozumiec, jak mozna pic ran w pracy, a wieczorem
            byc nierozpoznanym przez zone...(`?).
            • sufsul Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 08:49
              nie na umór, tak pił poza domem (często wyjeżdża służbowo), w pracy
              pił codziennie, rano, małą butelkę i nie upijał się
              • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 09:10
                sufsul napisała:
                > nie na umór, tak pił poza domem (często wyjeżdża służbowo), w
                pracy pił codziennie, rano, małą butelkę i nie upijał się
                _________________________________________.
                O takim nie mozna mowic, ze jest alkoholikiem.
                Takiemu terapia nie jest potrzebna...!
                A...
    • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 01:05
      Napisałam, że pewnie uznacie, że to moja wina, bo na dowidzenia tak
      właśnie usłyszałam, ale nie mam kompleksów, tylko wielką żałość i
      to tyle. Dziękuję za uwagę. Szukam dla siebie pocieszenia i
      zrozumienia, nadal mam chaos i bałagan w głowie. Dobranoc.
    • aaugustw Smutna historia rodziny albo dwa bledy w sztuce!? 20.06.10, 07:40
      Normandio, w pierwszym swoim liscie piszesz, (cyt.):
      "AA stało się najważniejsze, zastąpiło mu dom, rodzinę, zmieniła się
      hierarchia wartości. Miejsce dla my zastąpione zostało ja. Skończyły
      się nasz rozmowy..."
      W drugim natomiast, ze (cyt.):
      "poznalam ideę AA od czasu terapii, znam mniej więcej założenia,
      kroki, tradycje, "regułki".
      Przeczytałam literaturę i przegadałam na temat niejedną godzinę...
      ... przeszłam że tak powiem kurs u specjalistki.
      ... okres po terapii był bardzo szczęśliwy, bo czułam, że mówi i
      chce mówić prawdę, ta szczerość była dla mnie wielką wartością.
      Na terapię dla współuzależnionych nie chodziłam, czułam, że nie dla
      mnie są te "sztuczki"...
      ______________________________________________.
      Sama widzisz jaki blad popelnilas nie chodzac na
      spotkania dla współuzależnionych...
      A on, coz; popelnia takze blad w sztuce, bo teraz kiedy
      zaczela sie jego trzezwosc (po 2 roku) i odbudowa rodziny,
      wg. Programu AA to on zaczyna wszystko od nowa ze zle
      pojeta idea AA, (prawdopodobnie nie ma sponsora), a to jemu
      takze nie wrozy nic dobrego... :-(
      A... ;-)
    • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 08:23
      Może jestem w błędzie, ale czuję, że AA odsunęło go ode mnie,
      w „poprzednim wcieleniu” (kiedy jeszcze nie pił i później kiedy
      został alkoholikiem) był człowiekiem dla którego jakąś wartością
      byliśmy „my”. Z mitingów wracał ja, dla mnie, moja, mój, o mnie, ze
      mną. Stał się pysznym egoistą. Twardym człowiekiem. To nie gorycz
      przeze mnie teraz przemawia, starałam się z nim o tym rozmawiać,
      potwierdzał – najważniejsza jest moja trzeźwość, za nią jestem
      odpowiedzialny, liczy się tak naprawdę moje szczęście, tylko na nie
      mam wpływ. Winę za rozpad rodziny przypisuje wyłącznie mnie i
      dzieciom. Sponsora miał, trwało to ponad rok i te spotkania
      skończyły się przerobieniem jakiegoś cyklu. Myślał nawet o drugim
      sponsorze, ale jakoś do tego nie doszło. Dziękuję za Wasze opinie.
      • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 09:42
        Z przyjemnościa czytałam to co napisałaś.
        Zabrakło mi tylko w tym wszystkim Twojej walki
        o sama siebie.
        Znam to z własnego doświadczenia - zawsze
        byłam pewna, że wszystko wiem i robię najlepiej,
        a przyznanie sie o błędu, kojarzyłam z porażką
        Pamietam ten nieznosny ból, gdy okazywało sie,
        że nie miałam racji i zawsze przyczyny szukałam w sobie.

        Al Anon to nie AA - bardzo mi pomogło
        zrozumieć siebie.
        Pamiętam to wspaniałe uczucie ulgi
        gdy zrozumiałam, że to nie moja wina.

        Poczytaj tu:
        www.al-anon.org.pl/index.html
        i tu:
        www.alkoholizm.akcjasos.pl/80.php
        a tu znajdziesz mityngi
        • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 09:46
          zapomniałam wkleić link:
          www.al-anon.org.pl/spis.html
          Ot mój błąd - ale teraz juz nie boli.
          Jestem tylko człowiekiem, nie bogiem
          i mam prawo popełniać błedy,
          oraz każdą życiową porazkę traktowac jak lekcje,
          z której mogę wyciągnąć wnioski.
          Warto się uczyć samej siebie - uwierz mi
          naprawdę warto.
          • pierzchnia Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 10:12
            Sądzę, że Normandi zależy po prostu na miłości - na byciu z człowiekiem, którego kocha i budowaniu wspólnego życia.
            Te wszystkie terapie, jak można łatwo zorientować się po treści wpisów, nastawione są na rozdział - zajmowanie się sobą.
            W miłości nie istnieje walka o siebie i pewnie każde z nas chciałoby mieć tę pewność, że pomimo upadków, byliśmy jednak kochani.
            Wspólne rozmowy, zabawy - cała ta spontaniczność nie podlega wypracowanemu wzorcowi bo taki wzorzec po prostu nie istnieje.
            Jeżeli człowiek zaczyna poddawać się takiej infiltracji, staje się chodzącym schematem, co środowisko, w którym żyje, bardzo szybko zauważy.
            • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 12:15
              Nie będziesz wstanie tak kochać,
              nie kochając najpierw siebie,
              a to wymaga pracy nad sobą.

              Współuzaleznienie to tez uzaleznienie Pierzchnia.
              • pierzchnia Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 13:06
                To jest zwyczajny frazes.

                Niektórym się wydaje, że wszystko można wypracować...
                Jednak owa prawdziwość polega właśnie na nieograniczoności - to jest wolność, nieodzowny atrybut miłości.
                Człowiek, który chciałby nad wszystkim panować jest obłąkany.
                Wystarczy przyjrzeć się zabawie dzieci, w której się kompletnie zapominają - mają swój własny świat wyobraźni - to jest właśnie ten CUD!
                • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 19:20
                  To nie jet frazes.
                  Wiem, że wolisz fantazje nt oczywistej oczywistości.

                  Zabawa dzieci o psychikach nieskalanych
                  przeszłością to nie to samo, co zmaganie
                  z zyciem dorosłych w ktorych te czyste uczucia
                  zostały zniekształcone doswiadczeniami.

                  Praca nad soba to dążanie do obudzenia tego dziecka w sobie.
                  • pierzchnia Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 20:07
                    Moja fantazja jest taka, że nie piję i czuję się coraz lepiej...

                    Praca nad sobą, nie musi się odnosić, do korekty wynikającej np. ze skrzywień środowiskowych.
                    Niemniej, jaka by ona nie była, z miłością nie ma nic wspólnego.
                    • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 20:27
                      pierzchnia napisał:


                      > Praca nad sobą, nie musi się odnosić, do korekty wynikającej np. ze
                      skrzywień środowiskowych.
                      > Niemniej, jaka by ona nie była, z miłością nie ma nic wspólnego.>

                      To Twoja opinia, na podstawie Twoich doświadczeń,
                      a nie reguła.
                      • pierzchnia Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 21:02
                        To nie jest kwestia mojej opinii czy też osobistej interpretacji, a rzeczywisty obraz rzeczy.
                        Zresztą już dawno temu o tym pisano:


                        "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów
                        a miłości bym nie miał
                        Stałbym się jak miedz brzęcząca/*3
                        Albo cymbał brzmiący/*3

                        Gdybym posiadał wszelki dar prorokowania
                        I znał wszystkie tajemnice,
                        I posiadał wszelką wiedzę,
                        i wszelką możliwą wiarę
                        Tak, iż bym góry przenosił
                        Lecz miłości bym nie miał/*1
                        Byłbym niczym/*2

                        Miłość cierpliwa jest, łaskawa
                        miłość nie zazdrości
                        nie szuka poklasku
                        nie pamięta złego
                        gniewem się nie unosi

                        I gdym rozdał majętność swoją
                        a ciało swe wystawił na spalenie
                        Lecz miłości bym nie miał/*3
                        nic bym nie zyskał/*3

                        Miłość nigdy nie ustaje
                        miłość nigdy nie ustaje..."
                        • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 21:09
                          Oczywista, oczywistość :-)
                        • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 02:38
                          Nasze dziecko w mailu do ojca powołało się na ten List. Odpowiedź
                          była brutalna. Nie tylko ze mną walczy.
              • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 02:37
                Zahir – tak nie jest, siebie można lubić, akceptować, być z siebie
                zadowolonym, dumnym nawet, ale miłość? Kocha się swojego
                wybranka/ę. Na siebie machniesz ręką, przetrzymasz, nie podejmiesz
                rywalizacji o swoje, kiedy kochasz, to chcesz, żeby jemu było nawet
                lepiej niż tobie. Ponosisz koszty dla kochanej osoby i wcale ci nie
                ciążą, bo chcesz to robić. I wszystko jest dobrze do czasu, kiedy
                dostajesz odpowiedź, że to nie idzie na marne. Tak to jest.
                • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 10:21
                  zadam Ci pytanie;
                  czy chcialabys cale zycie spedzic z kims, komu nie ufasz, masz za kogos
                  gorszego, ktory wiecznie porownuje sie z innymi i wychodzi mu, ze jest
                  nieudacznikiem, z kims, kto nie potrafi i nie wierzy, ze stac go na udane
                  zwiazki z ludzmi...? czy chcialabys zyc z kims, kto ma cigle zle mysli,
                  ocenia i potepia innych, nie znajduje zrozumienia ani dla siebie, ani dla
                  drugich, ktory dla odmiany podlizuje sie wszystkim, aby zaskarbic sobie choc
                  minimum akceptacji...czy chcialabys byc z kims , kto wiecznie marudzi, nie
                  znajduje zadowolenia w zyciu, nudzi sie lub martwi?...
                  czy chcialabys byc z kims, kto czuje sie opuszczony, nieprzydatny, brzydki i
                  glupi...?itd

                  cale nasze zycie, od swiadomego wziecia go w nasze rece spedzamy sami ze
                  soba...
                  niech nawet otacza nas tlum milujacych ludzi, to jednak jestesmy w sobie
                  zupelnie sami...
                  kiedy tego kogos, kto mieszka w naszym ciele nie kochamy, to co to za udreka
                  byc musi i jakze smutna egzystencja z kims takim...

                  jezeli kochasz dziecko, to jaka to jest milosc?
                  karmisz je cukierkami, pozwalasz wylegiwac sie do poludnia, mowisz, ze
                  nie musi sie starac i ze wszystko moze miec w nosie?
                  nie...bo to nie jest milosc...
                  dziecko, ktore kochasz prowadzisz milosna reka do chwili, kiedy nie stanie
                  na
                  wlasnych nogach, starsz sie je poznac, zasiegasz rady w wielu sprawach je
                  dotyczacych, sluchasz uwaznie i poswiecasz wiele czasu na zrozumienie
                  potrzeb,
                  zrozumienie psychiki i ewentualnych problemow...
                  przemawiasz do niego lagodnie, chcesz je otulic swoja miloscia...

                  dlaczego tego kogos, kto mieszka w nas nie mielibysmy traktowac podobnie jak
                  owo dziecko, co nie znaczy, ze propaguje kochanie dziecka w nas..( ta teoria
                  jest mi obca)

                  caly swiat zaczyna sie w nas, a od naszego postrzegania swiata, zalezy nasze
                  zycie...czy gdy przebywa w nas chuligan lub nieudacznik, nasz swiat nie
                  bedzie
                  podobnie, chuliganski lub nieudany?

                  kochanie siebie to dla mnie poswiecenie czasu na wychowywanie siebie, na
                  poznanie siebie, na wybaczaniu sobie pomylek, upadkow, na rozwijaniu sie i
                  doskonaleniu...nigdy nie jest tak, ze nasza osobowosc czy charakter nie moze
                  ulec poprawie...zawsze jest cos do zrobienia w nas...

                  pokochanie siebie, to wziecie opowiedzialnosci za siebie, ale nie na poziome
                  zewnetrznym, lecz wewnetrzym, wchodzenie w gleboki kontakt ze soba na
                  poziomie
                  jazni, czyli tej milczcej czesci naszej swiadomosci...do tego, by sie to
                  stalo,
                  potrzebujemu duzo czasu i cierpliwosci dla samych siebie, potrzebujemy
                  wiary w nasze mozliwosci i lagodnosci jesli cos sie nam nie uda, dokladnie
                  tak,
                  jak to dziecko, ktore darzymy miloscia...
                  nie ma nic zlego w kochaniu siebie...pokochac siebie, to pokochac swiat, bo
                  kazdy z nas jest calym swiatem...:)

                  nie traktuj siebie po macoszemu, traktuj siebie z miloscia..
                  • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 12:27
                    Zahir, jeśli ten nieudacznik życiowy, oceniający i potępiający
                    innych, lizus ubiegający się o akceptację, choć minimum akceptacji
                    innych, marudny, niezadowolony, nudny i zmartwiony, nieprzydatny,
                    brzydki, głupi i opuszczony to mam być ja, to muszę zaprotestować:
                    jestem zmartwiona i opuszczona, reszta się nie zgadza. Nie mam
                    rozdętego ego, ale wiem co jestem warta, zdaję chyba codziennie
                    egzamin przed sobą. Jasne, część rzeczy nie zawsze na piątkę czy
                    czwórkę, ale nie mam siebie za całkowitego ohyździela i lubię siebie
                    i lubię być ze sobą i są ludzie, którzy mnie lubią.
                    To o czym piszesz, ja się z tym w pewnym sensie zgadzam, życie nas
                    kształtuje, czasami zmieniamy postawy wyniesione z domu, to bywa
                    chyba instynktowne. Niektórzy wybierają terapię (czyli zewnętrzne
                    narzędzia), bo uznali, że z tym będzie im lepiej. Ja chyba nie.
                    Właśnie dlatego, że nie odczuwam do siebie niechęci i frustracji z
                    powodu braku samoakceptacji. Ale jest mi generalnie obce poczucie
                    wyniesienia się ponad, stworzenie z siebie wzorca. Mnie się wydaje,
                    że miłość własna jest tożsama z sympatią dla swoich postaw, wyborów,
                    uznaniem dla wewnętrznego kodeksu. Nie jestem pewna czy kochanie
                    siebie, to nie jest jakaś inna nazwa dla egoizmu, egotyzmu. Czułam,
                    że piękno życia tkwi w tym, że inni są z nami szczęśliwi, to był
                    największy bonus. Teraz tak nie czuję, mam nadzieję, że znowu
                    nadejdą takie dni, że jak kiedyś, noc będzie tą granicą od której
                    zaczynam wszystko na nowo. Pozdrawiam
                    • 7zahir Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 13:24
                      W najlepszej intencji ,bez oceniania Ciebie
                      napisałam co możesz zrobic dla siebie.

                      To Twoje zycie i Twoje wybory.
                      • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 14:56
                        wiem, tak też to odebrałam i jestem wdzięczna, napisałam jaka
                        jestem, pozdrawiam z sympatią
            • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 02:30
              Pierzchnia - dokładnie tak, o to chodziło, tak też się w naszym domu
              stało. Dlatego założyłam ten wątek, czując gdzieś, że po
              stronie „winien” jest praktyka aowska, mówię wyłącznie o naszej
              rodzinie, ona gdzie indziej może się sprawdza świetnie, u nas
              przeciwnie.
        • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 02:29
          Zahir – nie walczylam, byłam przekonana, ze wystarczy, że potrzeba
          się skupić wyłącznie na jego drodze do trzeźwości, że ja jestem
          zdrowa i nie potrzebuję wsparcia. Ze jestem dość silna i mądra. Że
          te terapie są dla ludzi bardziej niż ja zgnębionych i potrzaskanych.
          Nie chciałam wejść w schemat ofiary, ale też się nią nie czułam,
          przeciwnie, myślałam, że jestem tą zdrowszą częścią rodziny, dającą
          wolność (tak było), ale mającą prawo do tego czego zaczynało
          brakować – do rozmów, do wiedzy o tym jak mu jest. Ale tę część
          siebie omawiał na spotkaniach AA, w domu coraz rzadziej.
      • daleh Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 10:49
        nor...
        Sponsora miał, trwało to ponad rok i te spotkania
        skończyły się przerobieniem jakiegoś cyklu. Myślał nawet o drugim
        sponsorze, ale jakoś do tego nie doszło. Dziękuję za Wasze opinie.
    • daleh Re: smutna historia pewnej rodziny 20.06.10, 10:40
      nor...

      Namacalna
      dwoistość. Awantury, krytyka, krzyki. „Moje szczęście jest
      najważniejsze, za nie jestem odpowiedzialny”. Ucieczka z domu. I
      nowy – szczęśliwy związek, dom w ruinie. Pewnie napiszecie, że to
      wszystko moja wina?
      • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 02:36
        daleh napisał:
        ...Mamy wtedy dwa wyjścia czyli pogodzić sie ze status quo
        i odbudować dobre relacje z bliskimi, choć do końca nie jesteśmy
        przekonani, ze to jeszcze możliwe lub poszukać innej drogi,
        aby nie wrócić do picia...
        Może masz rację, ale to gorzka dla mnie racja, bo potwierdza tezę,
        że to moja wina…
        ...Mityngi nie maja na nasze działanie w tym względzie żadnego
        znaczenia,
        a dana osoba odzyskana pewność siebie wykorzystała, aby pokazać
        sie we właściwym świetle...
        Trzeźwość zmienia jedynie nasze zachowania, a nie ku...ki
        charakter...
        Nie mogę jeszcze ocenić spraw na zimno i w miarę uczciwie, sprawa
        jest świeża, prawie 2 miesiące, w każdym razie odejście z domu
        łączyło się z masą zarzutów w moim kierunku, w zasadzie przypisaniem
        mi 100 % winy, za to, że tak się stalo i to jest bardzo bolesne i w
        moim odczuciu bardzo niesprawiedliwe. Ponieważ znałam innego
        człowieka, który jak mi się zdawało nie byłby do tego zdolny, myślę,
        że to AA tak go zmieniło. Ale też muszę pamiętać, że powiedział, że
        pił (rozpił się, zaczął pić) przeze mnie, więc to może nie AA ale ja
    • normandia05 Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 02:39
      Dziękuję Wam za czas i rozmowę, próbuję sobie uporządkować chaos.
      Jestem bliska ześwirowania, dostałam wielką dawkę zarzutów, niektóre
      z nich są bardzo niesprawiedliwe i bardzo krzywdzące. Pisaliście na
      innym wątku, o tym, że w AA wraca się do uczciwości i prawdy, ale
      pomimo, że on jest w AA i tym żyje i to jest dla niego bardzo ważne,
      to go trzyma przy życiu i niepiciu, to mnie dotknął z jego strony i
      fałsz i dwulicowość i krzywdzące insynuacje. Jakoś nie widzę
      tymczasem dla siebie drogi. Obowiązki i przywileje (matki, córki)
      mam, ale jakoś nie potrafię odbić się od dna rozpaczy.
      • aaugustw Re: smutna historia pewnej rodziny 21.06.10, 12:45
        normandia05 napisała:
        > ... Pisaliście na innym wątku, o tym, że w AA wraca się do
        uczciwości i prawdy, ale pomimo, że on jest w AA i tym żyje i to
        jest dla niego bardzo ważne, to go trzyma przy życiu i niepiciu, to
        mnie dotknął z jego strony i fałsz i dwulicowość i krzywdzące
        insynuacje.
        ______________________________________________.
        "Wracac do uczciwosci i prawdy" nie jest rowne:
        "wrocil do uczciwosci i prawdy"...!
        Dupek, ktory bierze sobie o dwa numery za duza zone...
        Po zaprzestaniu picia i rozpoczeciu trzezwienia dalej
        bedzie dupkiem majacym zone o dwa numery za duza...!
        Szuka wiec sobie rownej...
        A...
    • 7zahir Czy wiesz co to jest współużaleznienie Normandia? 21.06.10, 14:38
      Spróbuj spokojnie ze zrozumieniem przeczytac i przemysleć to:

      www.biomedical.pl/nalogi/wspoluzaleznienie-193.html

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,1673744.html
      • pierzchnia Czy siła wyższ to Bóg? 21.06.10, 14:53
        Jeżeli wspólnota AA bez przerwy powołuje się na rozwój duchowy i Boga, to, w tym miejscu należy zadać konkretne pytanie-co to za Bóg?
        Pojmowanie na własną modłę siły wyższej nie oznacza spójni z Bogiem prawdziwym, bo wtedy obowiązywałyby zasady Katechizmu.
        Z założenia, mogę tę siłę pojmować jak mi się tylko podoba, a to oznacza, że może nią być zwykły kamień.
        Jeżeli ktoś opuszcza żonę swoją i dzieci postępuje wbrew przykazaniom obowiązującym, w Kościele i gdyby AA rzeczywiście opierało się na zasadach duchowych powinna takie przypadki piętnować.
        • normandia05 Re: Czy siła wyższ to Bóg? 21.06.10, 15:24
          Pierzchnio, to nas nie dotyczyło, Sakrament nie jest w tym wypadku
          moją "podpórką", ale stał się dla niego ważnym argumentem w
          wyjaśnianiu decyzji o odejściu. ("dość już życia w grzechu")
          • pierzchnia Re: Czy siła wyższ to Bóg? 21.06.10, 18:05
            Najogólniej rzecz ujmując, Twój mąż padł ofiarą infiltracji.
            Jeżeli nie macie ślubu, to dlaczego się z Tobą po prostu nie ożeni?
            A może chce wstąpić do zakonu?
            Na mój gust odwaliło mu i tyle.
            Prośbami nic się nie wskóra - sam musi się przekonać na jakiej teraz psychozie jedzie.
        • 7zahir Siiła wyższa wg AA to nie Bóg. 21.06.10, 15:41
          Czy Wspólnota AA jest organizacją religijną?

          Nie. I nie jest też powiązana z żadną sektą, wyznaniem ani Kościołem.
          Ale dużo się tam mówi o Bogu, prawda?

          Większość uczestników AA wierzy, że nasz problem alkoholowy udało nam
          się rozwiązać nie dzięki własnej sile woli, lecz dzięki jakiejś Sile
          Większej od nas samych. Każdy jednak definiuje ową siłę po swojemu.
          Wiele osób nazywa ją Bogiem, inne utożsamiają ją z grupą AA, a
          jeszcze inne wcale w nią nie wierzą. W AA jest miejsce dla
          wszystkich, zarówno wierzących, jak i niewierzących.

          Cytat stąd:
          www.anonimowi-alkoholicy.org.pl/aa3.htm
        • aaugustw Re: Czy siła wyższ to Bóg? 21.06.10, 16:03
          pierzchnia napisał:
          > Jeżeli wspólnota AA bez przerwy powołuje się na rozwój duchowy i
          Boga, to, w tym miejscu należy zadać konkretne pytanie-co to za Bóg?
          - - - - - - - - - - - - - - -
          To taki Bog, jakkolwiek Go Ty pojmujesz...!
          __________________________________________.
          pierzchnia napisał dalej:
          > Pojmowanie na własną modłę siły wyższej nie oznacza spójni z
          Bogiem prawdziwym...
          - - - - - - - - - - - - -
          Skad Ty wiesz, jaki jest Bog prawdziwy...!?
          __________________________________________.
          pierzchnia napisał dalej:
          > ... Jeżeli ktoś opuszcza żonę swoją i dzieci postępuje wbrew
          przykazaniom obowiązującym, w Kościele i gdyby AA rzeczywiście
          opierało się na zasadach duchowych powinna takie przypadki piętnować.
          - - - - - - - - - - - - -
          A skad wiesz co za swa maska ukrywa ta "zona". Slyszymy tylko
          wypowiedzi jednej strony... - Duzo trzezwych alkoholikow opuszcza
          swoje zony i nie sa pietnowani nawet przez ksiezy...
          Slubuje sie wypelniac obowiazki malzenskie, a kto ich nie wypelnia
          niech potem nie jeczy...!
          A...
      • normandia05 Re: Czy wiesz co to jest współużaleznienie Norman 21.06.10, 15:16
        przeczytam. A czy wg Ciebie każda tęsknota, żal po stracie, smutek
        po rozpadzie rodziny tłumaczy się współuzależnieniem?
        • 7zahir Re: Czy wiesz co to jest współużaleznienie Norman 21.06.10, 15:36
          Nadmiernie przeżywany - co mozna wnioskować po Twoich wpisach - tak.

          Uzaleznianie swojego samopoczucie od kogoś lub czegoś
          oznacza brak samoakceptacji, bez względu na to jak bardzo bronisz się
          przed przyznaniem się do tego przed sama sobą.

          Byłam w sytuacji dokładnie takiej samej jak Ty - rozumiem Co czujesz.
          • normandia05 Re: Czy wiesz co to jest współużaleznienie Norman 21.06.10, 15:42
            Nie, Zahir, nie to.
            > Uzaleznianie swojego samopoczucie od kogoś lub czegoś
            > oznacza brak samoakceptacji, bez względu na to jak bardzo bronisz
            się
            > przed przyznaniem się do tego przed sama sobą.
            Ja teraz przeżywam smutek rozstania i wielki żal, ale wcześniej moje
            samopoczucie raczej miało się dobrze, kiedy nasz związek wszedł w
            ostatni etap, było mi przykro, że nie próbujemy o tym rozmawiać,
            mówiłam mu o tym, ale do szczerych rozmów nie doszło i domowa
            terapia się nie powiodła.
            • pierzchnia Re: Czy wiesz co to jest współużaleznienie Norman 21.06.10, 16:06
              Nadmiernie przeżywany?
              To podaj normę!

              Cierpienie nie zawsze jest oznaką psychopatycznych relacji - taka jest cena naszego zaangażowania - naszego wołania o miłość.
              Wiele lat upłynęło bym zrozumiał na czym polega błąd, który możemy zaobserwować,w tym wątku.
              Skupiamy się na jednostce - tworząc swoistą wyjątkowość relacji, a w rzeczywistości miłość nie znosi podziałów.

              " Tym, co seks chwilowo ci daje, jest całkowite zapomnienie o sobie. Potem wracasz z powrotem do swego zamętu. Dlatego pragniesz powtarzać raz za razem ten stan, w którym nie ma zmartwień, problemów ani twojego "ja". Oto mówisz, że kochasz swą żonę. Z tą miłością jest związana seksualna przyjemność, przyjemność posiadania w domu kogoś, kto opiekuje się twoimi dziećmi i kto gotuje. Masz oparcie w żonie. Ona oddała ci swe ciało, swe uczucia, swe poparcie, daje ci pewne poczucie bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia. Po czym odchodzi od ciebie. Znudziła się lub odeszła z kimś innym. Cała twoja równowaga emocjonalna została zachwiana, a to zakłócenie, którego nie lubisz, jest nazywane "zazdrością". Jest w niej ból, niepokój, nienawiść i przemoc. Toteż w rzeczywistości mówisz: "Dopóki należysz do mnie, dopóty kocham cię, ale z chwilą, gdy przestaniesz być moja, znienawidzę cię. Dopóki mogę ufać, że zaspokoisz moje potrzeby seksualne i inne, dopóty będę cię kochał, ale z chwilą, gdy przestaniesz dawać mi to, czego chcę, przestanę cię lubić". Jest więc między wami antagonizm, rozdział, a gdy czujecie się rozdzieleni, nie ma miłości. Jeśli potrafisz żyć z żoną bez wytwarzania wszystkich tych sprzecznych stanów, tych nie mających końca wewnętrznych sporów, to może poznasz, czym jest miłość. Będziecie wtedy zupełnie wolni, ty i ona. Gdy jednak we wszystkich swych przyjemnościach zależysz od niej, jesteś jej niewolnikiem. Jeżeli człowiek kocha, to musi być wolny nie tylko od innych, ale też od siebie."

              Krishnamurti
              • 7zahir Re: Czy wiesz co to jest współużaleznienie Norman 21.06.10, 17:18
                Norma na podstawie mojego doświadczenia Pierzchnia - paraliżujacy
                racjonalne myslenie.
              • 7zahir Wzruszyłeś mnie Pierzchnia :-) 21.06.10, 17:30
                Obroną nieskazitelności uczucia miłości
                i Krishnamurtim - Wiesz, że go lubię :-)
                • pierzchnia Re: Wzruszyłeś mnie Pierzchnia :-) 21.06.10, 17:54
                  Wzruszenie nie jest równoznaczne ze zrozumieniem - oczywiście nie miałem Ciebie na myśli.
                  Żeby wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi trzeba to po prostu przeżyć.
                  Dokonania Krishnamurtiego opierają się o medytację dlatego rozumowe pojmowanie na nic się nie zda.
                  • 7zahir Re: Wzruszyłeś mnie Pierzchnia :-) 21.06.10, 17:59
                    pierzchnia napisał:

                    > Wzruszenie nie jest równoznaczne ze zrozumieniem - dla mnie jest -
                    zobacz moja sygnaturkę.

                    Czy Ty zawsze musisz byc NAJ ?
                    • pierzchnia Re: Wzruszyłeś mnie Pierzchnia :-) 21.06.10, 18:21
                      7zahir napisała:
                      Czy Ty zawsze musisz byc NAJ ?

                      To jest Twoje odczucie, wynikające prawdopodobnie, z jakiś kompleksów-sądzę, że powinnaś nad tym popracować.
                      Dla Ciebie wzruszenie jest równoznaczne ze zrozumieniem ponieważ jesteś kobietą...
                      • 7zahir Re: Wzruszyłeś mnie Pierzchnia :-) 21.06.10, 20:49
                        To był żart :-)))
                        • pierzchnia Re: Wzruszyłeś mnie Pierzchnia :-) 22.06.10, 10:26
                          Ubawiłem się do łez...
            • 7zahir Re: Czy wiesz co to jest współużaleznienie Norman 21.06.10, 17:13
              Skoro tak czujesz,
              nie pozostaje mi nic innego
              jak zacytować starszych ludzi zza Buga,
              którzy mimo iż przeżyli koszmar w czasie wojny
              ( m.in strata dzieci),
              zawsze byli życzliwi i pogodni:
              " Kochanieńka - jak Ci będzie ciężko,
              pomyśl o czymś przyjemnym i zrób to".
              Dzieki nim mam takie swoje koło ratunkowe:
              spis czynnosci, które sprawiają mi przyjemność.

              Trzymam za Ciebie Kciuki Dzielna Kobieto !
    • munik.11 Re: smutna historia pewnej rodziny 15.05.11, 18:17
      pamietaj ze to nie twoja wina i nigdy tak nie mysl to on nie docenil ciebie i twojej pomocy a to przeciez dziki wam zaczal to nowe zycie. MONIA
Pełna wersja