Przymusowe leczenie

15.10.10, 08:46
Witam!
Podjęłam decyzję o wysłaniu mojego alkoholika na przymusowe leczenie. Macie jakieś doświadczenie z taką formą leczenia? Czy warto? Bo szczerze mówiąc boję się, że to odniesie odwrotny skutek na zasadzie "Nikt mnie nie będzie zmuszał". Ale już nie dbam o to.
Decyzja podjęta - dzisiaj daję Dzielnicowemu znać żeby już nie zwlekał. Ciekawa jednak jestem jak to na alkoholików działa i czego mam się spodziewać jak wezwą go na spotkanie. Że się wścieknie to wiem, przerobiłam już wiele reakcji i jestem gotowa na wszystko ;) Odkąd chodze na terapię grupową jestem bardziej konsekwentna i mam siłę do tego - tak chciałąm się pochwalić ;)
    • czlowieek Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 09:29
      Obawiam się, że Ty nie możesz nikogo do niczego zmusić. I całe szczęście, że tak jest. Nie masz raczej boskich kwalifikacji.

      Dlaczego dajesz sobie do tego prawo? Czy czujesz się mądrzejsza, lepsza od chorego człowieka? Zostaw go po prostu. Brrrr, jak pomyślę sobie...

      Pozdrawiam Cię.
      • woka-liza DO czlowieek 15.10.10, 10:28
        Wiem, że nie mogę nikogo do niczego zmusić. Ale czy to nie jest dawanie mu szansy? Co znaczy zostaw go? Niech sobie pije, szleje i bije? Bo jest chory? Czy zostaw go, weź dwoje małych dzieci i tułaj się z nimi, a go zostaw w mieszkaniu... Chcę mu dać szanse, bo uważam ze potrzebuje przymusu, bo jest świadomy problemu.
      • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 12:17
        > Obawiam się, że Ty nie możesz nikogo do niczego zmusić. I całe szczęście, że ta
        > k jest. Nie masz raczej boskich kwalifikacji.
        >
        > Dlaczego dajesz sobie do tego prawo? Czy czujesz się mądrzejsza, lepsza od chor
        > ego człowieka? Zostaw go po prostu. Brrrr, jak pomyślę sobie...

        Masz rację, nikogo nie można zmusić do leczenia.
        Za to niektórych można ukarać za to że nie wypełniają swoich obowiązków, że zachowują się gorzej niż zwierzęta. Ja sobie dałam prawo do tego aby kazać mojemu eks mężowi by ponosił konsekwencje swojego picia i zachowania. Jestem mądrzejsza od niego, bo ja się leczę/leczyłam a on nie.
        Jak można zostawić ot tak po prostu ojca swoich dzieci? Co bym im miała powiedzieć za 5, 10 lat jak zapytają czy i co zrobiłam aby pomóc ich tacie? Jak mogłabym spojrzeć sobie w oczy ? Przecież kochałam, byłam z nim, chciałam mieć z nim dzieci i miałam odejść ot tak bo on jest chory , bez walki, bez spróbowania wszystkiego co możliwe? Ja tak nie umiałam.

        Do woka-lizy.
        Mój przepił cale 2 lata przez które miał nadzór kuratora ze sprawy o przymusowe leczenie. Więc nie wierzę w to. Ale dla niektórych to straszak, otwarcie oczu, bicz nad sobą- więc zawsze warto spróbować. Im bardziej się wścieka tym lepiej :)
        • czlowieek Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 12:44
          Tak, zostawić go samemu sobie po prostu... To najlepsza pomoc. Tym bardziej właśnie, że to ojciec Twoich dzieci. No... jeśli leży w poprzek torów, to najwyżej położyć go wzdłuż. Nic więcej. Innego rodzaju "pomoc " szkodzi tylko.

          Ale Ty będziesz czuła się lepiej, z tym wysyłaniem go na odwyk przymusowy, jeśli to w ogóle jest możliwe, Matka Polka, bohaterka, każdemu pomoże, zrobi wszystko, co możliwe... Ja i ja... tylko ja... To w rzeczywistości jest egoizm.
          • woka-liza Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:17
            Niech to będzie egoizm! A czemu to niby ja nie mam być ważna sama dla siebie? Kto się o mnie zatroszczy? Chory alkoholik? Dzieci? Jeżeli poczucie zrobienia wszystkiego pozwoli mi poczuć się lepiej, to co? To źle?
            Tak naprawdę to będę się z tym czuła okropnie! Ale to dla niego szansa, której sam sobie nie chce dać, bo piwko zabrało mu zdolność logicznego myślenia nawet na trzeźwo.
            A zresztą... Może macie rację... Zdjąć z torów i uciec!
            Wszytko i tak o kant d..y!
            • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:23
              czzlowiek.....nie irytuj sie. tak zostaly w polsce kobiety wychowane i sa w wielu wypadkach wychowywane nadal. zeby nam podcieraly du**, pracowaly ciezej niz my, splacaly nasze dlugi, modlily sie za nas w kosciolkach, karmily dzieci, nie marudzily w sypialni itd itp...a potem kolo 40-tki wygladaja jak po obozie pracy. zrozum to czlowieku.......matka polka to w rzeczywistosci czysciec za zycia: chocby pil, chocby bil, byleby byl........w koncu w kosciele przyssiegala ,ze go nie opusci w chorobie i zdrowiu.....szkoda tylko ze w polskich kjociolach facecvi nie musza przzysiegac tego samego ino na trzexwo....hej
              • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:38
                > czzlowiek.....nie irytuj sie. tak zostaly w polsce kobiety wychowane i
                > sa w wielu wypadkach wychowywane nadal. zeby nam podcieraly du**, pracowa
                > ly ciezej niz my, splacaly nasze dlugi, modlily sie za nas w kosciolkach, ka
                > rmily dzieci, nie marudzily w sypialni itd itp...a potem kolo 40-tki wyglada
                > ja jak po obozie pracy. zrozum to czlowieku.......matka polka to w rzeczywis
                > tosci czysciec za zycia: chocby pil, chocby bil, byleby byl........w koncu w
                > kosciele przyssiegala ,ze go nie opusci w chorobie i zdrowiu.....szkoda ty
                > lko ze w polskich kjociolach facecvi nie musza przzysiegac tego samego ino
                > na trzexwo....hej

                Masz racje Wolfigen, kobiety zostały tak wychowane:(
                Na szczęście mi się udało oderwać od tego wychowania. Opuściłam go przy pierwszym podniesieniu ręki na mnie, choć nie uderzył. Nie spłacałam jego długów, ale mam nadzieję że nie zrobi ich za wiele, bo po jego śmierci je przejmę;(. Chociaż z tego co wyczytałam to część ich już się przedawniła więc luzik.



                ........w koncu w
                > kosciele przyssiegala ,ze go nie opusci w chorobie i zdrowiu.....szkoda ty
                > lko ze w polskich kjociolach facecvi nie musza przzysiegac tego samego ino
                > na trzexwo....hej

                Przysięgają, tylko że w końcu okazują się dupkami bez honoru, dumy, ambicji, moralności.
                Ja biorę odpowiedzialność za słowa które wypowiadam, nie robię z buzi dupy jak co poniektórzy. Cieszę się że nie umiem zapomnieć o człowieku który zapisał się w moim życiu jako jedna z najważniejszych ludzi na świecie- to ojciec moich dzieci.
                • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:44
                  po kolei----dlugi sie dziedziczy , tylko jak sie tego chce
                  znajdz mi faceta, co sobie przed slubem, z rana nie chlapnal jednego czy dwoch dla kurażu z teściem, szwagrem, ojcem, bratem i kogo tam sobie życzysz.....i taka to potem trzeźwa przysięga......zamiast chrzcielnicy w dzień ślubu powinieen stać alkomat
                  • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:50
                    facet też ma obowiązki....a ponieważ w polsce3 jest jak jest----z reguły z pijackich domów uciekają kobiety z dziećmi i się potem blaakaja po rodzinie, osrodkach pomocy itp----a powinno byc odwrotnie. skoro alkoholik jest czlowiekiem chorym -niech zadba o swoje zdrowie sam i nie "zaraza" swoja choroba innych----do niedawna w krajach arabskich osoba podejrzana o czynna grużlice mogla byc wyproszona ze srodka komunikacji publiczznej. moze to okrutne-ale racjonalne.
                  • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:51

                    > po kolei----dlugi sie dziedziczy , tylko jak sie tego chce

                    Wiem.



                    > znajdz mi faceta, co sobie przed slubem, z rana nie chlapnal jednego czy dwo
                    > ch dla kurażu z teściem, szwagrem, ojcem, bratem i kogo tam sobie życzysz...
                    > ..i taka to potem trzeźwa przysięga......zamiast chrzcielnicy w dzień ślu
                    > bu powinieen stać alkomat

                    Ale ślubu nie bierze się z nienacka, on wie że ten ślub będzie, wie jakie są tego konsekwencje, zgadza się na ślub i nawet jeżeli nie jest całkiem trzeźwy to mimo wszystko słowa przysięgi go zobowiązują tak samo jak kobietę.
                    Mój eks był trzeźwy w dzień swojego ślubu- on nie pija sobie piwek, on pije ciągami.
                    • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:54
                      szczerze Kajda ?..........katolickie przysięgi są warte tyle co nic. tak było, tak jest i tak pozostanie. ani Wy kobiety katoliczki ich nie przestrzegacie ani faceci katolicy. taka to już sekta. bajkopisarzy odświętnych.
                      • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 14:06

                        > szczerze Kajda ?..........katolickie przysięgi są warte tyle co nic. tak b
                        > yło, tak jest i tak pozostanie. ani Wy kobiety katoliczki ich nie przest
                        > rzegacie ani faceci katolicy. taka to już sekta. bajkopisarzy odświętnych

                        Byłam na ślubie kościelnym u mojej koleżanki- moje odczucie było takie że powinno się go brać po 10 latach małżeństwa w USC. Nie miałam ślubu w kościele i wątpię abym kiedykolwiek go miała- przerażają mnie te wszystkie przygotowania itp.
                        Pomijając sam kościół- dwoje ludzi decydują się być razem, decydują się na dzieci (bardziej czy mniej świadomie), więc dlaczego w momencie kiedy następuje rozwód tylko jedna osoba przejmuje wszystkie obowiązki względem rodziny- a tak jest zawsze gdy chodzi o alkoholizm. Nie zgadzam się na to, choć w mojej sytuacji nie mam nic do powiedzenia. Czy chce czy nie sama ciągnę ten wózek. Myślę że miałam prawo być egoistką i powrzucać trochę kłód pod nogi mojego eks- tak dla mojego lepszego samopoczucia, żeby mu za łatwo nie było. W tej chwili jest już mi wszystko jedno czy przez to pije czy pomimo tego pije. Wiem jedno czułabym się źle, bezradna, jak ofiara i cierpiętnica gdyby tego wszystkiego nie zrobiła. Cieszę się że zdobyłam się na to wszystko i nie żałuje.
                        • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 14:18
                          no i git.......obowiązzkiem osoby chorej zakażnie ,jest się leczyć i nie zarażać . obowiązkiem kierowcy jest jeździć trzeźwym. ale wychodzi z tego , że alkoholikowi w polsce wolno o wiele więcej. czysta przyjemność z umierania we własnych szczynach, za cudze pieniądze. no więc niech zdychaja-jak taka ich wola. sam jestem alkoholikiem---i guzik komu do moich bolączek. sam sie w to wpakowałem i sam z tego albo wyjdę , albo i nie / sam-nie oznacza , ze na ksiezycu, lub bez pomocy innych.ale sam- to znaczy sam w pelni swiadomy konsekwencji jakie nalezy poniesc i co najwazniejsze-gotów je ponieść , czy mi sie podobaja czy nie/ tak w skrocie
                          • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 14:40

                            ale sam- to znaczy sam w pelni sw
                            > iadomy konsekwencji jakie nalezy poniesc i co najwazniejsze-gotów je poni
                            > eść , czy mi sie podobaja czy nie/ tak w skrocie

                            W pełni świadomy? Coś Ci się chyba pomyliło. Świadomym to można być na trzeźwo a nie w rynsztoku.
                            Właśnie o tym tu wszyscy piszemy: KONSEKWENCJE. Jesteś chory więc w konsekwencji jesteś wysyłany na komisję alkoholową- a co dalej, co ty z tego wyniesiesz, czy prawnie komisja, sąd mogą cię zmusić do leczenia to już całkiem inna sprawa.
                            • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 14:56
                              tu sie mylisz Kajda---pijany kierowca też jest świadomy swego upojenia-rynsztok nie rynsztok, ale wyżebrać kilka złotych na flaszke, byle menel potrafi..czyli świadomość ma. niektórzy zaczynaja ją mieć dopiero jak ich delira trzęsie, jeszcze inni nie odzyskuja jej wcale---dlatego zaledwie kilka proceent nałogów wychodzi jako tako na prostą..taakie jest życie- nie po równo, niezbyt sprawiedliwie no i ok
                              • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 15:01
                                dla wyjaśnienia--komisje alkoholowe i inne takie przymusy---to nawet nie konsekwencja- ani tym bardziej kara----to sygnał ostrzegawczy--powinien być tylko jeden--potem kopa w du** i wszelkimi srodkami pozbyc sie menela z domu ....dopiero poza domem w syfie, brudzie, na głodzie zaczynaja się konsekwencje--kto to przeżyje ma jakieś szanse--inni nie. conajwyżej umrą ze swego pijaństwa zagłaskani przez swoje mamy, żony-na śmierć....a świadomość? jest adekwatna do stopnia trzeźwości. jaka trzeźwość taka świadomość i do czego innego służy. nie mylić z "trzeźwościami nadprzyrodzonymi"....bo takowe nie istnieją



                                88
                                • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 17:03
                                  i wszelkimi srodkami pozbyc sie m
                                  > enela z domu ....dopiero poza domem w syfie, brudzie, na głodzie zaczyn
                                  > aja się konsekwencje--kto to przeżyje ma jakieś szanse--inni nie. conajw
                                  > yżej umrą ze swego pijaństwa zagłaskani przez swoje mamy, żony-na śmier
                                  > ć....

                                  Nie każdy ma takie "szczęście" że może usunąć pijaka z domu. Przeważnie jest to prawie nimożliwe. Jak pijak się nie awanturuje to nie ma podstaw aby go z tego domu usunąć.

                                  Piszesz o konsekwencjach ale tylko tych bytowych, materialnych- jak dla mnie to za mało.
                                  • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 18:51
                                    zycia alkoholika, lub innego narkomana ogranicza sie z reguly do prostych konsekwencji , banalnych odpowiedzialnosci i chwilowych zysków- reszta to ckliwe opowiesci o rozzlaanym mleku lub inne romatyczno-pijackie wynurzenia. uwazasz Kajda, ze utrata dzieci , lub kobiety, zrobi jakies wrażenie na czynnym nałogowcu?......idx pare razy na mityngi otwarte AA. tam sie dowiesz prawdy.......nawet po 10 latach trzeźwoścci, zlotów, prrogramów 12 kkroków w tył i wstecz, niewielu alkholików odczuwa jakiekolwiek inne konseekwencje niż odbytowo materialne.
                                    pozzbaw ich dzieci?.......to wredna sędzina
                                    pozzbaw żony?.........gupia baba
                                    pozzbaw szacunku w miejscu zzamieszkania?.......idioci nie dorośli do moich wyżyn rozwoju duchowego -itp itd
                                    pozbaw pijackiej renty, lub innego zasiłku ?.........no przeciez jestem chory na straszliwa i nieuleczlna chorobe/ czyli koniec świata/
                                    hej
                                    • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 19:05
                                      Z mojego doświadczenia to na pijaku nic nie robi wrażenia, a już chyba najmniej to czy będzie miał gdzie spać.
                                      Ale w początkowej fazie wydaje mi się że zdjęcie z alkoholika wszelkich obowiązków nie jest za dobre. Wydaje mi się że trzeba mu przypominać o tym że je ma, że musi je wypełniać- choćby tylko po to aby mu nie ułatwiać za bardzo życia.
                                      Więc uważam że woka-liza robi dobrze, przestaje myśleć jedynie o jej mężu a zaczyna myśleć o sobie, o tym co chce zrobić, że chce go podać na komisje- i pewnie tylko jej to pomoże. Jej życie jeszcze długoo będzie się kręciło wokół alkoholu, jest niemożliwością aby z tego kręgu wyjść przeciągu paru miesięcy.
                                      Dzisiaj moja córa (lat 6) stwierdziła że jak tata umrze to trzeba będzie pojechać na jego pogrzeb. Pewnie to czarnowidzctwo ale cieszę się że jest na to gotowa i jej to nie przeraża.
                                      • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 19:16
                                        o jakim zdjeciu obowiazków mówisz Kajda?......won z ddomu nie oznacza , ze na dzieci pracuje żona. ale przynajmniej już go nie opiera. a jak tyłek zmarznie, komornik zajmie wypłatę na alimenty---to najszybciej przywraca aalkoholika świetlanej trzeźwości- komisje alkholowe to tylko drobny psztyczek w pijacki nos.....no i przy okazji-brak alkoholika w domu= w miarę dobry rozwój psychiczny dzieci. to więcej moim zdaniem warte, niż przypominanie pijakowi w upierdliwy i nieskuteczny sposob o jego obowiazkach.
                                        • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 19:39
                                          Chyba masz rację. Ja patrzę przez pryzmat mojego alkoholika- który jest już na dnie, i w tej chwili brak mieszkania nic dla niego nie znaczą.
                                          Tylko że nie da się ot tak kogoś wyrzucić z mieszkania. Cholernie trudno jest ruszyć tą machinę. Ale to prawda, dom bez alkoholika jest bezcenny.
                                          Mój eks jak był trzeźwy zawsze wypełniał swoje obowiązki wobec dzieci, był u nich codziennie, pilnował aby były pieniądze na alimenty. Ech... ale to już było i nie wróci więcej. I niech tak zostanie, świat dalej się kręci. Ja dzięki temu wiem że mam siłę, że dam radę być sama, że nie potrzebuję nikogo aby być szczęśliwa. To ja decyduje o sobie i o moim domu.
                                          • bbooffii Re: Przymusowe leczenie 12.03.11, 17:41
                                            Jestem tu dzisiaj pierwszy raz. Ciekawi mnie ten temat bowiem i w moim najbliższym otoczeniu jest taka osoba, ktora ma problem ale tego oczywiście nie zauwaza. Na szczęscie może liczyć na wsparcie rodziny ale nie raz i dwa bylo cięzko to wszystko znieśc. Podziwiam Cię Kajda za Twoją mądrość i tylko mam nadzieję, że los już Ci to wynagrodzil i znalazlaś drugą swoją polowę i jesteś szczęśliwa. bbooffii
                                            • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 12.03.11, 22:51
                                              Aż się zarumieniłam.
                                              Co do wynagradzania to nie wiem za co mnie by los miał wynagrodzić, nic dobrego nie zrobiłam (przynajmniej w tym konkretnym przypadku). Co do reszty to czas pokaże.
                                              • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 13.03.11, 10:16
                                                kajda28 napisała:
                                                > Aż się zarumieniłam.
                                                - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                Nie klam... - Ty sie juz nie rumienisz...! ;-)
                                                _______________________________.
                                                kajda28 napisała dalej
                                                > Co do wynagradzania to nie wiem za co mnie by los miał wynagrodzić, nic dobrego
                                                > nie zrobiłam...
                                                - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                Los nie wynagradza ani za dobre, ani za zle...!
                                                A...
                                                • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 13.03.11, 11:29
                                                  > Los nie wynagradza ani za dobre, ani za zle...!

                                                  Nie wiem co, ale jednak jesteśmy wynagradzani za dobre uczynki, za te złe też. Dlatego zawsze warto być człowiekiem.


                                                  > Nie klam... - Ty sie juz nie rumienisz...! ;-)

                                                  Też zawsze tak mówię, ale czasami czuję straszne gorąco na policzkach- to chyba te rumieńce:)
                                                  • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 13.03.11, 11:42
                                                    kajda28 napisała:
                                                    > Nie wiem co, ale jednak jesteśmy wynagradzani za dobre uczynki, za te złe też.
                                                    > Dlatego zawsze warto być człowiekiem.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Ci zli mowia to samo...! ;-)
                                                    ___________________.
                                                    kajda28 napisała dalej:
                                                    > ... ale czasami czuję straszne gorąco na policzkach- to chyba te rumieńce:)
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Sprawdz swoje cisnienie...! ;-)
                                                    A...
                                                  • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 13.03.11, 12:22
                                                    > kajda28 napisała:
                                                    > > Nie wiem co, ale jednak jesteśmy wynagradzani za dobre uczynki, za te złe
                                                    > też.
                                                    > > Dlatego zawsze warto być człowiekiem.
                                                    > - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    > Ci zli mowia to samo...! ;-)


                                                    Pewnie masz racje. Wszystko jest względne.
                                            • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 13.03.11, 13:25
                                              bbooffii napisała:
                                              > Jestem tu dzisiaj pierwszy raz...
                                              - - - - - - - - - - - - - - -
                                              Serdecznie witam(y)...! ;-)
                                              ___________________.
                                              booffii napisała dalej:
                                              > ... w moim najbliższym otoczeniu jest taka osoba, ktora ma problem ale tego oczywiście nie zauwaza. Na szczęscie może liczyć na wsparcie rodziny ale nie raz i dwa bylo cięzko to
                                              wszystko znieśc...
                                              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                              Skad wiesz, ze osoba ta ma problem, skoro ona sama nawet tego nie widzi...!?
                                              W jakim sensie osoba ta ma wsparcie w rodzinie i po co ja wspierac...!?
                                              Piszesz; "bylo to ciezko zniesc", rozumiem, ze jest juz po wszystkim... - Jest juz latwo...!?
                                              A...
          • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:42
            > Tak, zostawić go samemu sobie po prostu... To najlepsza pomoc

            Jak nie wchodzi mi w drogę to tak robię. Ale jak podnosi na mnie rękę to idę na policję, jeżeli chleje to zgłaszam go na komisję bo on MA OBOWIĄZEK zajmować się swoimi dziećmi, wychowywać je.
            Dlaczego mam mu robić dobrze i zwalniać że wszystkich obowiązków? Jest dorosły i musi odpowiadać za swoje czyny.
    • czlowieek Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 13:43
      Chyba na razie nikt nie zatroszczy się o Ciebie. Zrobisz to sama, zaopiekujesz się sobą, zapewniajać spokój i bezpieczeństwo sobie i swoim dzieciom. Masz przecież obowiązki. Rozpoczynanie wojny tylko przysporzy ofiar, bólu, po każdej stronie. A płynące lata utrwalą tę toksyczną sytuację i przysporzą pracy następnym pokoleniom psychologów.

      Ty zdecydowałaś, że Twój mąż będzie się leczył... Żeby coś z tego było, to przecież on sam musi o tym zdecydować, sam się postarać, pracować na swoją trzeźwość. Nie Ty.

      Alkoholizm polega na utracie kontroli nad piciem. Nie uleczysz go. A jeśli go zostawisz, to może to będzie dla niego... otrzeźwienie... szansa na odbicie się... ale też niekoniecznie.

      Dziewięciu na dziesięciu z nas, alkoholików, idzie do piachu, zanim przestanie pić. W bólu i wstydzie, w rozpaczy albo w odrętwieniu. Bo choroba postępuje. Szkoda Twojego życia i dzieci.
      • deoand Re: Przymusowe leczenie 15.10.10, 21:01
        No weszła nowa ustawa - leczenie przymusowe tylko zdaje sie do końca roku i jeszcze dwa lata dopóki nie wygasnie postanowienie a trwa ono 2 lata .
        Czyli od przyszłego roku - pij sobie pijaku spokojnie
        jedyny minus to taki , ze pijaka bedzie można wyrzucic z domu w tempie przyspieszonym

        ano pójście do ołtarza w młodym wieku to jedna wielka loteria - jedne wychodza za przyszłego biznesmena a inne za pijaka czyli jaśnie pana alkoholika ale za to maja szanse na wspaniały rozwój osobisty .
        • kajda28 Re: Przymusowe leczenie 16.10.10, 08:34
          > No weszła nowa ustawa - leczenie przymusowe tylko zdaje sie do końca roku i jes
          > zcze dwa lata dopóki nie wygasnie postanowienie a trwa ono 2 lata .
          > Czyli od przyszłego roku - pij sobie pijaku spokojnie
          > jedyny minus to taki , ze pijaka bedzie można wyrzucic z domu w tempie przyspie
          > szonym

          Tak jak pisałam mój pijak spokojnie sobie pił przez całe 2 lata które miał utrzymywać abstynencję. Ale tak jak pisał wolfigen może nieuchronna eksmisja zmusi alkoholika do pomyślenia nad sobą- tylko że to też w tylko w przypadkach kiedy ten się awanturuje i nie płaci rachunków. A cała reszta sobie będzie dalej spokojnie piła i mieszkała na swoim.


          > ano pójście do ołtarza w młodym wieku to jedna wielka loteria - jedne wychodza
          > za przyszłego biznesmena a inne za pijaka czyli jaśnie pana alkoholika ale za t
          > o maja szanse na wspaniały rozwój osobisty

          Chyba że się trafi biznesmen pijak, który zarabia na dom, i nijak nie można go wygonić a żyć się z nim nie da.
          I znowu wszystko się kręci wokół faceta a kobieta to jedynie dodatek do niego, jej szczęście zależy jedynie od tego kto jej się trafi.
          • wolfigen Re: Przymusowe leczenie 16.10.10, 13:02
            w polsce nie ma tanich mieszkań, nie ma mieszkań komunalnych, pijaństwo traktowane jest jako swoisty folklor obowiązkowy, pijani lekarze, policjanci, politycy, biskupi polowi, kur** i pier***** , to język powszedni zarówno elit, jak i mój......to czego tu można oczekiwać?. jako ciekawostke można przytoczyć przykład , ze mamy jedno znajlepszych w europie prawodastw , i innych regulaminów. kiedyś też tak już było, polacy mieli najlepszą i najwcześniejszą konstytucję w europie i co z tego wyszło?......to co w polsce zwykle. burdel . choc akurat to porównanie jest krzywdzące dla burdelu.
    • boja55 Re: Przymusowe leczenie 16.10.10, 13:45
      Jestem alkoholikiem,nie piję 16 lat,ale nim jestem i zostanę do końca życia.Przymusowe leczenie sporadycznie przynosi efekty,bo rodzi się bunt,to on jest alkoholikiem ja tylko piję.Woka-lizo piszesz że chodzisz na terapię więc powinnaś wiedzieć że alkoholikowi należy odebrać komfort picia,zostawić go samemu sobie i twardo egzekwować obowiązki jakie na nim ciążą.Alkoholik musi osiągnąć swoje dno,niby to banał ale prawdziwy i on sam musi chcieć nie pić.Nawet szklanki wody nie należy mu podać,on sam musi wybierać.Nie wymądrzam się,bo piszę to z własnego doświadczenia.Moje dno było straszne,to dno i 7 metrów mułu i miałem wybór albo przestanę pić, albo się zapije.U mnie organizm się zbuntował,byłem jedna nogą po drugiej stronie i przyszło opamiętanie.Życzę Ci aby Twój alkoholik też podjął taką decyzję
      • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 21:02
        boja55 napisał:
        > Jestem alkoholikiem,nie piję 16 lat...
        - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
        Ty nie tylko nie pijesz... - Ty jestes trzezwy...!
        _____________________________________.
        boja55 napisał dalej:
        > ... Przymusowe leczenie sporadycznie przynosi efekty,bo rodzi się bunt...
        Woka-lizo piszesz że chodzisz na terapię więc powinnaś wiedzieć że alkoholikowi należy odebrać komfort picia,zostawić go samemu sobie i twardo egzekwować obowiązki jakie...
        - - - - - - - - - - - -
        Tylko tak to dziala... - Nie ma innej drogi na skroty...!
        A...
    • deoand Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 21:11
      Co to znaczy odebrać komfort picia - przestańcie auguście wraz z innymi udawać niewinne dzieci i opowiadać bajeczki dla grzecznych dziewic - odebrać komfort picia to znaczy wywalić na zbity sorry zbitą buzię i tyle . Własnie idą mrozy i śniegi i jeden już padł -wczoraj -40 letni gosciu zamarzł na działkach . Wylała go żona w ramach odbierania komfortu picia - wyedukowana na terapiach perfekcyjnie - męża wyleczyła na amen !!
      • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 21:20
        deoand napisał:
        > Co to znaczy odebrać komfort picia - przestańcie auguście wraz z innymi udawa
        > ć niewinne dzieci i opowiadać bajeczki dla grzecznych dziewic - odebrać komfort
        > picia to znaczy wywalić na zbity sorry zbitą buzię i tyle . Własnie idą mrozy
        > i śniegi i jeden już padł -wczoraj -40 letni gosciu zamarzł na działkach . Wyla
        > ła go żona w ramach odbierania komfortu picia - wyedukowana na terapiach perfek
        > cyjnie - męża wyleczyła na amen !!
        _____________________________.
        Coz, tu mamy do czynienia z tzw. ryzykiem "zawodowym"...! ;-)
        Jej przynioslo to ulge, ale nigdy nie dowie sie, jakiego stracila kochanego czlowieka...!
        A...
        • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 21:47
          aaugustw napisał:

          > Jej przynioslo to ulge, ale nigdy nie dowie sie, jakiego stracila kochanego czl
          > owieka...!

          Gdyby ten kochany czlowiek kiedys w pijanym widzie ja zaciukal, pewnie postawilby jej pomnik. :P
          • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 22:11
            sabinac-0 napisała:

            > aaugustw napisał:
            > > Jej przynioslo to ulge, ale nigdy nie dowie sie, jakiego stracila kochanego
            > > czlowieka...!
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            > Gdyby ten kochany czlowiek kiedys w pijanym widzie ja zaciukal, pewnie postawil
            > by jej pomnik. :P
            ______________________.
            Gdyby babcia miala wasy... ;-)
            A...
            • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 11:35
              aaugustw napisał:

              > Gdyby babcia miala wasy... ;-)

              Nie rozumiesz - zycie pod jednym dachem z alkoholikiem to ciezkie ryzyko.
              Jako mloda dziewczyna mieszkalam z babcia, u ktorej alkoholizm nalozyl sie na poczatki demencji i epizody psychotyczne. Rodzice, jak ty, wciaz wciskali mi kit ze powinnam byc dobra dziewczynka i miec cierpliwosc dla "biednej, chorej starszej pani". Gdy urodzilam dziecko, nie przespalam ani jednej nocy, ze strachu ze babcia moze wejsc do pokoju i zrobic malemu krzywde bo nieraz sie odgrazala co zrobi z "bekartem" (nie bylam jeszcze wtedy mezatka). Gdy synek mial rok, ku oburzeniu rodziny, zostawilam babcie samej sobie i wynioslam sie na zabita dechami wioche gdzie zaoferowano mi prace z mieszkaniem sluzbowym.
              Babcia, gdy zostala sama, zrujnowala mieszkanie i niemal umarla z brudu i niedozywienia. Rodzice, ktorzy tak usilnie pouczali mnie o obowiazkach wobec niej, wzieli ja do siebie ale wytrzymali tylko 2 miesiace (ja 9 lat).
              • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 11:45
                sabinac-0 napisała:

                > aaugustw napisał:
                > > Gdyby babcia miala wasy... ;-)
                - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                > Nie rozumiesz - zycie pod jednym dachem z alkoholikiem to ciezkie ryzyko.
                > Jako mloda dziewczyna mieszkalam z babcia, u ktorej alkoholizm nalozyl sie na p
                > oczatki demencji i epizody psychotyczne. Rodzice, jak ty, wciaz wciskali mi kit
                > ze powinnam byc dobra dziewczynka i miec cierpliwosc...
                _________________________________________________.
                Cos mi sie wydaje, ze to Ty pojmujesz wszystko na opak...!
                Od kiedy to ja namawiam do dawania alkoholikowi komfortu picia...!?
                A...
                • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 15:28
                  aaugustw napisał:

                  > Od kiedy to ja namawiam do dawania alkoholikowi komfortu picia...!?

                  Nie, do tego nie namawiasz, ale namawiasz do trwania przy alkoholiku "mimo wszystko" w nadziei na cud.
                  Wiem, wiem, cuda czasem sie zdarzaja. Ale nie kazdy ich doczeka - a zyc trzeba.
                  • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 16:50
                    sabinac-0 napisała:

                    > aaugustw napisał:
                    > > Od kiedy to ja namawiam do dawania alkoholikowi komfortu picia...!?
                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    > Nie, do tego nie namawiasz, ale namawiasz do trwania przy alkoholiku "mimo wszy
                    > stko" w nadziei na cud.
                    > Wiem, wiem, cuda czasem sie zdarzaja. Ale nie kazdy ich doczeka - a zyc trzeba.
                    _______________________________________________________________.
                    Czy potem to zycie, po tym "zyciu" jest lepsze...!?
                    Wypowiedz Twoja moze mylic, bo ja owszem namawiam do pomocy choremu
                    alkoholikowi, ALE przy pewnych zelaznych "regulach gry", oczywiscie nalozonych
                    na chorego (i do czasu), np:
                    On musi wyrazic chec zaprzestania picia. Zero alkoholu w domu. Spotkania z
                    terapeuta i (lub) z innymi trzezwymi juz alkoholikami, przejmowanie obowiazkow
                    domowych, etc...
                    A...
                    • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 18:36
                      aaugustw napisał:

                      > Czy potem to zycie, po tym "zyciu" jest lepsze...!?

                      Tak. Zdecydowanie tak.

                      > Wypowiedz Twoja moze mylic, bo ja owszem namawiam do pomocy choremu
                      > alkoholikowi,

                      Tylko jak sobie wyobrazasz pomoc alkoholikowi, jesli ma sie dzieci?
                      Jak myslisz, jak wplyneloby na mojego syna zycie pod jednym dachem z prababcia - pijaca, robiaca awantury, wygrazajaca, wzywajaca policje gdy nie mogla znalezc zachomikowanej flaszki?

                      Dzieki temu, ze bylam w stanie odpuscic sobie ped do ratowania jej zblakanej duszy, ja i moj syn zyskalismy spokojny dom.

                      >ALE przy pewnych zelaznych "regulach gry", oczywiscie nalozonych
                      > na chorego (i do czasu), np:

                      Nakladac, pilnowac, byc konsekwentna - to dla alkoholika. Dla siebie samej i dzieci w takim ukladzie zwyczajnie brakuje miejsca.

                      > On musi wyrazic chec zaprzestania picia.

                      A jesli nie wyrazi?
                      Zawsze okazujesz dezaprobate tym, ktorzy wyrzucaja niechcacych przestac pic ze swego zycia, czasem wrecz oskarzasz ich, ze nie chca walczyc i sie poswiecac.
                      Alkoholicy wymagaja od innych nadludzkiego wrecz poswiecenia. Ciekawe, ze sami raczej sie nie poswiecaja - chyba ze dla siebie.

                      > Zero alkoholu w domu. Spotkania z
                      > terapeuta i (lub) z innymi trzezwymi juz alkoholikami, przejmowanie obowiazkow
                      > domowych, etc...

                      To brzmi jak terror. Nie wiem, dlaczego uwazasz, iz zdrowa osoba, ktora nie ma problemu z alkoholem, mialaby sie mu poddac?
                      Tylko dlatego, iz zle ulokowala uczucie?
                      • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 20:08
                        sabinac-0 napisała (do A...):
                        > Tylko jak sobie wyobrazasz pomoc alkoholikowi, jesli ma sie dzieci?
                        > Jak myslisz, jak wplyneloby na mojego syna zycie pod jednym dachem z prababcia
                        > - pijaca, robiaca awantury, wygrazajaca, wzywajaca policje gdy nie mogla znalez
                        > c zachomikowanej flaszki?
                        __________________________________________________.
                        Pisalem o pewnych "zelaznych regulach", m.in. zero alkoholu w domu...
                        A w tej sytuacji, jaka tu przedstawilas, na pewno nie siedzialbym tam 6 lat,
                        z pijaczka, ktora nie chce przestac pic, bo dzisiaj mialbym do kazdego alkoholika
                        pretensje, ktore rozszerzaly by sie na caly swiat...
                        A...
                        • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 21:53
                          aaugustw napisał:

                          > Pisalem o pewnych "zelaznych regulach", m.in. zero alkoholu w domu...

                          Czyli, ze zdrowa osoba, tylko dla dobra alkoholika, tez musi sobie nalozyc rezim?

                          > A w tej sytuacji, jaka tu przedstawilas, na pewno nie siedzialbym tam 6 lat, (...)

                          Dziewiec lat.
                          Ty bys nie siedzial, ale trudno powiedziec "ide sobie", gdy ma sie 20 lat, pokoj w mieszkaniu gdzie pijaczka jest glownym lokatorem, studia i dochody prawie zadne.
                          Dla bezdomnych alkoholikow sa schroniska, dla uwiklanej w rodzinna matnie studentki zostalaby tylko ulica.

                          • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 30.11.10, 09:09
                            sabinac-0 napisała:

                            > aaugustw napisał:
                            > > Pisalem o pewnych "zelaznych regulach", m.in. zero alkoholu w domu...
                            . . . . . . . . . .
                            > Czyli, ze zdrowa osoba, tylko dla dobra alkoholika, tez musi sobie nalozyc rezim?
                            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                            Jezeli chce mu pomoc - Tak...! (do pewnego czasu).
                            Generalnie alkoholik mieszka najpierw z kims mu bliskim, a choroba
                            alkoholowa to takze choroba rodzinna, wiec na kogo on moze liczyc...
                            Na takich jak ty nie moze liczyc, bo samej chce ci sie pic...!
                            _______________________________________________.
                            sabinac-0 napisała dalej:
                            (A...):
                            A w tej sytuacji, jaka tu przedstawilas, na pewno nie siedzialbym tam 6 lat, (...)
                            . . . . . . . .
                            > Dziewiec lat.
                            > Ty bys nie siedzial, ale trudno powiedziec "ide sobie", gdy ma sie 20 lat, poko
                            > j w mieszkaniu gdzie pijaczka jest glownym lokatorem, studia i dochody prawie z
                            > adne.
                            > Dla bezdomnych alkoholikow sa schroniska, dla uwiklanej w rodzinna matnie stude
                            > ntki zostalaby tylko ulica.
                            ________________________________________.
                            Gdy ma sie 20 lat wyboru dokonuje sie juz samemu...!
                            Ty takze wybralas...!
                            A...
                            • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 30.11.10, 13:31
                              aaugustw napisał:

                              > Generalnie alkoholik mieszka najpierw z kims mu bliskim, a choroba
                              > alkoholowa to takze choroba rodzinna, wiec na kogo on moze liczyc...

                              Ciekawe tylko na kogo moze liczyc ten bliski, rowniez "chory rodzinnie", bo na alkoholika na pewno nie.
                              Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze na nikogo.

                              > Na takich jak ty nie moze liczyc, bo samej chce ci sie pic...!

                              A niby dlaczego mialaby na mnie liczyc?
                              Latami upokarzala mnie i niszczyla, dlaczego mialabym dla niej cokolwiek poswiecic? Dlaczego mialabym, tylko z jej powodu, rezygnowac np. ze studiow, ze spokojnego wieczoru, z kieliszka ulubionego wina? Czy ona byla w stanie zrezygnowac chocby z wrzasku i wyzwisk, gdy uczylam sie do egzaminow?
                              Ze"chora"? A czy ona miala na uwadze moje zdrowie, gdy w dwa tygodnie po porodzie wywalala mnie z dzieckiem na rekach na klatke schodowa, wrzeszczac ze "to jej mieszkanie" i ze "juz ona mnie urzadzi"?

                              > Gdy ma sie 20 lat wyboru dokonuje sie juz samemu...!
                              > Ty takze wybralas...!

                              Fakt, mialam wybor miedzy poniewierka u pijaczki i poniewierka na ulicy - zatem radosnie przypisujesz mi wine za zaznane cierpienie i sugerujesz, iz mialam "obowiazek", by odkupic owa "wine", sluzyc alkoholiczce do konca dni jej lub wlasnych.
                              Widac nalogowcy juz tak maja, ze zrzucaja odpowiedzialnosc za krzywdy, ktore wyrzadzili, na swoje ofiary - a to ze "za malo pomagaja", a to ze "egoisci", a to ze "sami wybrali" - by, manipulujac cudzym poczuciem winy (wszak kazdy wspoluzalezniony ma go az nadto) karmic swoje ego, wymuszac na innych wlasne kroki i reguly oraz zachowac status pepka swiata.
                              • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 30.11.10, 14:26
                                sabinac-0 napisała:
                                > Ciekawe tylko na kogo moze liczyc ten bliski, rowniez "chory rodzinnie", bo na
                                > alkoholika na pewno nie. Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze na nikogo.
                                - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                Z doswiadczenia (nie wlasnego) wiem, ze na siebie samego i to go odroznia od chorego alkoholika...!
                                _________________________________________________.
                                sabinac-0 napisała dalej:
                                > Latami upokarzala mnie i niszczyla, dlaczego mialabym dla niej cokolwiek poswie
                                > cic?
                                - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                Dlatego, ze mialas z niej korzysci inaczej nie bylabys w tym dealu...!
                                _________________________________________________________.
                                sabinac-0 napisała dalej:
                                > Fakt, mialam wybor miedzy poniewierka u pijaczki i poniewierka na ulicy - zatem
                                > radosnie przypisujesz mi wine za zaznane cierpienie...
                                - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                Tu nie ma winnych, (co najwyzej mozna by gadac o glupocie)... - Wybralas po prostu miedzy lepszym i gorszym zlem...!
                                __________________________________________.
                                sabinac-0 napisała dalej:
                                > Widac nalogowcy juz tak maja, ze zrzucaja odpowiedzialnosc za krzywdy, ktore wy
                                > rzadzili...
                                - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                Czynni nalogowcy tak maja, ale trzezwi sa przykladem dla spoleczenstwa... -
                                Takze dla tych, tzw. "normalnych"...!
                                A...
                                • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 30.11.10, 20:40
                                  aaugustw napisał:

                                  > Z doswiadczenia (nie wlasnego) wiem, ze na siebie samego i to go odroznia od ch
                                  > orego alkoholika...!
                                  >
                                  To tylko zludzenie. Po paru latach mieszkania z uzaleznionym ma sie kompletnie wyprany mozg i traci sie instynkt samozachowawczy.

                                  > Dlatego, ze mialas z niej korzysci inaczej nie bylabys w tym dealu...!
                                  >
                                  To ona miala korzysci ze mnie - miala posprzatany dom, dzialajaca pralke i lodowke, firanki zgaszone zanim wywolaly pozar. Mogla udawac przed rodzina i znajomymi dystyngowana pania, bo miala na kogo zwalic baterie butelek w kacie ("to nie moje, to wnuczki") lub podejrzanie wysokie badania watrobowe ("to przez wnuczke, z nerwow").

                                  Ja mialam tylko zmarnowana mlodosc.

                                  > Wybralas po pro
                                  > stu miedzy lepszym i gorszym zlem...!

                                  I to usprawiedliwia postepowanie mojej babci i obciaza mnie?

                                  > Czynni nalogowcy tak maja, ale trzezwi sa przykladem dla spoleczenstwa... -
                                  > Takze dla tych, tzw. "normalnych"...!

                                  Ty jestes trzezwy i wciaz tak masz.
                                  Badz laskaw nie pogardzac "normalnymi" a zwlaszcza tymi, ktorzy z Toba sie meczyli i mecza - dzieki nim jeszcze chodzisz po tym swiecie.
                                  • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 01.12.10, 10:10
                                    sabinac-0 napisała:
                                    > ... Po paru latach mieszkania z uzaleznionym ma sie kompletnie
                                    > wyprany mozg i traci sie instynkt samozachowawczy.
                                    - - - - - - - - - - - - - - -
                                    W przypadku wypranego mozgu ma sie potem kompletnie juz wyprany...
                                    ____________________________________________________.
                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                    > To ona miala korzysci ze mnie - miala posprzatany dom, dzialajaca pralke i lodo
                                    > wke, firanki...
                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    A ty dawalas jej komfort picia i mieszkalas tam za darmo...!
                                    ___________________________________________________.
                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                    > Ja mialam tylko zmarnowana mlodosc.
                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    Uzyty przez ciebie tutaj czas przeszly nie odzwierciedla prawdy o tobie...
                                    Ty dalej masz zmarnowana mlodosc i tak bedzie do czasu odrobienia swego zadania domowego...! - Nic z tego zdobytego doswiadczenia nie powinno isc na marne,
                                    a na pewno nie w taki sposob jak ty to robisz - z pozycji osoby "lepszej"...
                                    ____________________________________________.
                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                    > I to usprawiedliwia postepowanie mojej babci i obciaza mnie?
                                    - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    Ty sama siebie obciazasz... - To juz dostateczna "pokuta za grzechy",
                                    ktore podlegaja tym zelaznym "Regulom Duchowym".
                                    ________________________________________.
                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                    > Ty jestes trzezwy i wciaz tak masz.
                                    > Badz laskaw nie pogardzac "normalnymi" a zwlaszcza tymi, ktorzy z Toba sie mecz
                                    > yli i mecza - dzieki nim jeszcze chodzisz po tym swiecie.
                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    Lustro... - Gdyz to nie ja pogardzam "normalnymi". Jestem im wszystkim wdzieczny za to, ze jeszcze chodze po tym swiecie, choc prawdziwa tego zasluga jest (i byla) w innych Rekach...
                                    To laska i dar, ktora przez innych zostala mi dana... - Niektorzy nazywaja to: "wybrancy", bo z tej masy chorych pijanych zostalem wybrany do tej malej garstki trzezwych. Inni musza umrzec...
                                    A...
                                    • sabinac-0 Re: Przymusowe leczenie 01.12.10, 18:36
                                      aaugustw napisał:

                                      > W przypadku wypranego mozgu ma sie potem kompletnie juz wyprany...
                                      >
                                      Nie wiem co znow mi imputujesz, ale chyba nie rozumiesz co chcialam przekazac - zyjac z alkoholikiem zawsze ma sie zludzenie ze on jest w gruncie rzeczy dobry i wrazliwy, ze z tej wrazliwosci pije, ze tylko zapija bol istnienia i ze jesli tylko zdola sie ten bol mu zlagodzic on przestanie pic i zadawac bol nam, ze juz juz, jeszcze tylko troszke, wytrzymac tylko odrobinke a wszystko sie zmieni, on zauwazy i doceni nasze cierpienie, nasz wysilek i poswiecenie - i bedzie sielanka.
                                      I mimo codzienniego bolu tak trudno zrozumiec, ze on nie nas zwyczajnie nie kocha i ze sielanki nie bedzie...

                                      > A ty dawalas jej komfort picia i mieszkalas tam za darmo...!
                                      >
                                      Nie mieszkalam tam za darmo. Placilam polowe czynszu i rachunkow.

                                      > Ty dalej masz zmarnowana mlodosc i tak bedzie do czasu odrobienia swego zadania
                                      > domowego...! - Nic z tego zdobytego doswiadczenia nie powinno isc na marne,

                                      Byl potem krotki okres, gdy spotkalam starego przyjaciela - on pil niemal od zawsze i nie chcialam zauwazyc, ze przez czas niewidzenia stoczyl sie kompletnie.
                                      Prawie sie uwiklalam w romans - to bylo takie pociagajace, takie znajome - kochac, pomagac, ratowac, wyciagac reke, z milosci znosic kazdy bol - bo przeciez on jest z gruntu dobry, tylko z rozpaczy pije bo go niedobra zona z domu wyrzucila, ale jeszcze troszke, jeszcze ciut, zauwazy, doceni, zmieni sie i bedzie sielanka...

                                      Jak widac doswiadczenie nie poszlo na marne, bo sie ocknelam w pore. Nie wiem, co mnie obudzilo. Moze zawiodl i zranil mnie o jeden raz za duzo, dosc ze przypomnialam sobie stara prawde - ze nawet najwieksza miloscia i cierpieniem nie zmieni sie zaby w ksiecia, ze ktos rozkochany w butelce nie pokocha mnie - i ze sielanki nie bedzie.

                                      Gdy krotko pozniej poznalam meza, bylo mi z poczatku bardzo ciezko zaakceptowac jego prozaiczna normalnosc - brak koniecznosci poswiecania sie i ratowania, brak tego, jakze romantycznego, belkotliwego "jestes moja jedyna nadzieja", brak tych ekscytujacych faz euforii i rozpaczy.
                                      Na szczescie przywyklam do normalnosci, choc jeszcze dzis czuje sie w niej czasem zagubiona.

                                      W sumie moge powiedziec ze "odrobilam lekcje" - udalo mi sie powstrzymac zapedy do ratowania kulawych kaczat. Co ciekawe, ma to rowniez bardzo dobry wplyw na moje zycie zawodowe.

                                      > z pozycji osoby "lepszej"...
                                      >
                                      Ja nie czuje sie "lepsza".
                                      Nie wiem, czemu mnie o to posadzasz - moze to Ty czujesz sie gorszy.
                                      A moze poczuciem wyzszosci nawroconego nad wiernym zagluszasz wyrzuty sumienia.
                                      Nie wiem...

                                      > Ty sama siebie obciazasz... - To juz dostateczna "pokuta za grzechy",

                                      Jakie grzechy masz na mysli?

                                      > Niektorzy nazywaja to:
                                      > "wybrancy", bo z tej masy chorych pijanych zostalem wybrany do tej malej garstk
                                      > i trzezwych.

                                      Nie wiem czy "wybrancy". Raczej "uciekinierzy" - spod lopaty.
                                      Niestety, ani ja, ani Twoi bliscy nie uciekniemy od bolesnych wspomnien.

                                      Tutaj sprawdza sie biblijny werset o tym, ze temu, kto duzo ma, bedzie dodane a temu, kto nie ma, zabiora nawet resztki.
                                      • aaugustw "Kto ksiecia szuka, musi wiele zab pocalowac"... 01.12.10, 20:00
                                        sabinac-0 napisała:
                                        > ... I mimo codzienniego bolu tak trudno zrozumiec, ze on nie nas zwyczajnie nie kocha...
                                        > ... nawet najwieksza miloscia i cierpieniem nie zmieni sie zaby w ksiecia...
                                        > Na szczescie przywyklam do normalnosci, choc jeszcze dzis czuje sie w niej czasem zagubiona...
                                        > W sumie moge powiedziec ze "odrobilam lekcje"...
                                        > Niestety, ani ja, ani Twoi bliscy nie uciekniemy od bolesnych wspomnien.
                                        > Tutaj sprawdza sie biblijny werset o tym, ze temu, kto duzo ma, bedzie dodane a
                                        > temu, kto nie ma, zabiora nawet resztki.
                                        ______________________________________________________________.
                                        Bardzo mi sie podoba Twoja dojrzala wypowiedz, z ktora prawie calkowicie sie
                                        zgadzam, procz tych malych wyjatkow, ktore pozwolilem sobie przytoczyc, aby
                                        przedstawic Tobie moj punkt widzenia - moje zycie, moje odczucia...!
                                        Uwazam dalej, ze nie tak do konca potrafisz juz odnalezc sie w swiecie trzezwych,
                                        gdyz nie czulabys sie w nim zagubiona, lecz wolna i szczesliwa. Wiedzialabys, ze
                                        ci chorzy alkoholicy takze kochaja, ale ich obsesja picia nie pozwala im wytrzezwiec.
                                        Buntuja sie przeciw swiatu, swoim bliskim i sobie samym... - Krzywdza, choc tego
                                        sami nie chca...
                                        Moi bliscy, jak ich nazywasz, nie potrzebowali uciekac od swoich bolesnych wspomnien... -
                                        Oni je wspanialomyslnie zaakceptowali i wybaczyli... - Zaczelismy (po gruzach) nowe
                                        zycie, zycie wolne i szczesliwe. Do najwiekszych komplementow, ktore uslyszalem z ust
                                        mojej zony, kiedy jechalismy ze Zlotu Alkoholikow pod Paryzem byly slowa: "Dzis moge dziekowac Bogu, ze wyszlam za alkoholika"... Albo slowa wypowiedziane na ostatnim
                                        spotkaniu AA (260 km od domu); "Kocham wszystkich alkoholikow..." -To nie sa zadne
                                        komplementy na pokaz. To powazne i zdrowe slowa, ktore zrodzily sie z choroby...!
                                        A ten biblijny werset, ktory nam tu przytoczylas, ze temu kto duzo ma, bedzie dodane a
                                        temu, kto nie ma, zabiora nawet resztki, sprawdza sie w calej pelni i dotyczy duchowego wymiaru czlowieka... - Dotyczy wiary....!
                                        A...
                                        • sabinac-0 Re: "Kto ksiecia szuka, musi wiele zab pocalowac" 01.12.10, 22:47
                                          aaugustw napisał:

                                          > Uwazam dalej, ze nie tak do konca potrafisz juz odnalezc sie w swiecie trzezwyc
                                          > h,
                                          > gdyz nie czulabys sie w nim zagubiona, lecz wolna i szczesliwa. Wiedzialabys, z
                                          > e
                                          > ci chorzy alkoholicy takze kochaja, ale ich obsesja picia nie pozwala im wytrze
                                          > zwiec.

                                          Nie chodzi tylko o trzezwosc, raczej o milosc osiagalna i nie okupiona bolem.
                                          Jak mialabym czuc sie pewnie bedac kochana, skoro pierwsze 30 lat mojego zycia spedzilam dobijajac sie do serc zamknietych na glucho?

                                          Moj ojciec nie pil, ale jego metody "wychowawcze" zahaczylyby dzis o kilka paragrafow. Typowe bylo np. ostre bicie z jednoczesnym zmuszaniem mnie do klekania i calowania go po rekach. Albo teksty typu "jestes g...m, jestes k...a" - i tak codziennie. Mama nigdy mnie nie bronila, zrzucala na mnie wine za zachowanie ojca.
                                          Co mogla zrobic nastolatka, by zaskarbic sobie uczucie ludzi, ktorzy mieli ja gdzies - byc dobra, potrzebna, sluzyc, usmiechac sie. Majac 13-14 lat pucowalam dom od piwnic po strych i gotowalam obiady - bo przeciez oni tylko ze stresu i przepracowania bija, jesli bede dobra, grzeczna i pomoge w domu to przestana - juz juz, jeszcze troszke, zobacza ze sie staram, docenia, pokochaja i bedzie sielanka...
                                          Nie bylo. Odeszlam z domu - do babci, nobliwej starszej pani. Dlugo nie zdawalam sobie sprawy z jej picia, potrafila sie perfekcyjnie maskowac. Wrzeszczala, wyzywala, wciaz o cos posadzala - o kradzieze, o wrzucanie much do zupy, o trucie jej psa, o chec zagarniecia mieszkania. Wiec znowu - byc dobra, mila, potrzebna, sprzatac, gotowac, wyprowadzac psa, ze zrozumieniem znosic zniewagi - bo przeciez ona jest starsza, chora, nie chce zle, tylko dlartego ze miala ciezkie zycie mna pomiata, jak uczynie jej zycie lzejszym to przekona sie, ze osadzala mnie niesprawiedliwie, zauwazy, doceni, pokocha - i bedzie sielanka...

                                          To samo bylo z moimi pierwszymi milosciami (bardzo poznymi, blizej 30 niz 20, przeciez bylam "dobra" wiec uczylam sie a nie gzilam) - jeden byl zonaty ale "z problemami", drugi byl alkoholikiem w ostatniej fazie degeneracji, trzeci upijal sie dosc czesto i latal za kazda spodniczka, czwarty pamietal o mnie tylko gdy czegos chcial - a ja kochalam, rozumialam, znosilam, pomagalam, bo przeciez oni nie ze zlej woli tylko ten wewnetrzny bol ich rozdzieral, jesli pomoge, jesli oslodze ich gorycz i samotnosc, to zauwaza, docenia, pokochaja, zmienia sie - i bedzie sielanka.
                                          Sen o milosci skonczyl sie, gdy nr czwarty, na wiadomosc iz jestem w ciazy, przestal mnie znac. :P

                                          Na szczescie w tym samym momencie zaczal sie sen o normalnosci.
                                          Sama z dzieckiem, na wsi gdzie nikogo nie znalam, czulam sie osamotniona ale zaczelam doceniac spokoj i przewidywalnosc.

                                          Dzieki temu kilka lat pozniej w oparlam sie pokusie "nr trzeci-reaktywacja" i zamiast wdepniecia w kolejna bryndze z kolejnym biednym zuczkiem, ktory nie chce zle tylko jakos samo mu sie krzywdzi, ktoremu tylko trzeba pomoc i zrozumiec by docenil, pokochal i nastapila sielanka, zdolalam przelamac sie (tak, przelamac) i zwiazac z czlowiekiem, ktory kochal mnie zwyczajnie, nie wymagajac pomagania, cierpienia za niego ani pracy nad nim.

                                          Nie zapomne, jak czulam sie zdezorientowana, gdy maz, jeszcze jako narzeczony, przychodzil po mnie do pracy - punktualnie i trzezwy, gdy zajmowal sie dzieckiem i karmil kota, gdy interesowal sie moimi problemami lub opiekowal sie mna w chorobie. Nie bylam przyzwyczajona do takich awansow, umialam tylko dawac - nie bezinteresownie tylko w nadziei na milosc i akceptacje.
                                          Musialam nauczyc sie brac i byc wdzieczna - to wcale nie jest takie latwe. :)
                                          • elfkabezhaltera Re: "Kto ksiecia szuka, musi wiele zab pocalowac" 02.12.10, 10:21
                                            sabinac-0 napisała:
                                            > Musialam nauczyc sie brac i byc wdzieczna - to wcale nie jest takie latwe. :)
                                            Życzę samych spokojnych dni!
                                          • aaugustw Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 11:55
                                            sabinac-0 napisała:
                                            > Nie chodzi tylko o trzezwosc, raczej o milosc osiagalna i nie okupiona bolem.
                                            > Jak mialabym czuc sie pewnie bedac kochana, skoro pierwsze 30 lat mojego zycia
                                            > spedzilam dobijajac sie do serc zamknietych na glucho?
                                            > Moj ojciec nie pil, ale...
                                            _______________________________________________.
                                            Nie doczytalem Twego postu do konca... - Musialem przerwac, bo
                                            wyczytalem z niego, ze jestes DDD, a w takich przypadkach ja podnosze
                                            rece do gory, gdyz nie mam zadnego w tym temacie doswiadczenia,
                                            z ktorym moglbym sie z Toba podzielic... - Temat zreszta jest bardzo
                                            skomplikowany, a sama terapia dla tej grupy ludzi prowadzona musi byc
                                            nie przez byle jakiego terapeute, lecz przez specjalistow w tej dziedzinie...
                                            Przepraszam Ciebie za moja dotychczasowa wymiane zdan, ale nie
                                            wiedzielamem ze jestes DDD... - Myslalem, ze masz tylko negatywne
                                            doswiadczenia z alkoholikami - poza domem...
                                            A...
                                            • pierzchnia Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 15:08
                                              Przeprosinami chcesz się wykupić od grzechu, a kwiaty gdzie?
                                              • aaugustw Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 16:00
                                                pierzchnia napisał:
                                                > Przeprosinami chcesz się wykupić od grzechu, a kwiaty gdzie?
                                                ____________________________________________________.
                                                Od kiedy kwiaty daje sie pieknym kwiatom...!?
                                                DDD, (Dorosle Dzieci Dysfunkcji) to najpiekniejsze kwiaty...!
                                                A...
                                                Ps. Wykupic sie nie mam juz szans, ale prosic o wybaczenie
                                                zawsze moge...
                                              • aaugustw Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 21:21
                                                pierzchnia napisał:
                                                > Przeprosinami chcesz się wykupić od grzechu, a kwiaty gdzie?
                                                ____________________________________________________.
                                                I co ja teraz, biedny zuczek mam zrobic...? - 5 godzin czekalem
                                                na wybaczenie i co... - I nic... - Alkoholikowi nie wybaczy...!n :-(
                                                A...
                                                A´propos: Niektorzy pogardzaja grzechem, ale to tylko ich strach
                                                przed jego nastepstwami, a nie sam grzech...! ;-)
                                                "Kto sie grzechu wyrzeka, nie bedzie swietym".
                                                • aaugustw Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 21:25
                                                  Zapomnialem wstawic tytul: "Zamarzliscie"...?
                                                  A...
                                                  Ps. Zamarzlo Forum... - Zamarzla pierzchnia w lodzie... - Zamarzly dusze... -
                                                  Zamarzly przewody... (alkohol nie zamarzl... - to dobrze, czy zle...!?)
                                                  • pierzchnia Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 22:04
                                                    Byłem pierwszy na lodzie /inni się bali/ po południu wlazł drugi idiota, ale i tak niczego nie chwyciliśmy chociaż miałem dwa szturchnięcia.
                                                    Teraz robię inną błystkę - od czasu do czasu zerkając na forum i pornole.
                                                  • pierzchnia Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 23:23
                                                    Błystki zabezpieczamy lakierem do paznokci /żeby nie śniedziały/ najczęściej bezbarwnym +dodatki.
                                                    Poszedłem dzisiaj do sklepu dla pań i poprosiłem o lakier do paznokci.
                                                    Sprzedawczyni spojrzała na mnie bardzo dziwnie...
                                                    -Z brokatem! -dodałem.
                                                  • aaugustw Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 03.12.10, 09:45
                                                    pierzchnia napisał:
                                                    > Błystki zabezpieczamy lakierem do paznokci...
                                                    _______________________________________.
                                                    W ten sposob wedkujesz samice...? ;-)
                                                    A...
                                            • sabinac-0 Re: Przepraszam Cie Sabinac-0 02.12.10, 22:38
                                              aaugustw napisał:

                                              > Temat zreszta jest bardzo
                                              > skomplikowany, a sama terapia dla tej grupy ludzi prowadzona musi byc
                                              > nie przez byle jakiego terapeute, lecz przez specjalistow w tej dziedzinie...

                                              Na terapie nigdy nie moglam sobie pozwolic - duzo pracuje, ucze sie (lekarz cale zycie musi sie uczyc), no i wiekszosc zycia mieszkalam w malych miejscowosciach gdzie nie ma takich spotkan.
                                              Do wielu rzeczy musialam dojsc sama.
                                              Kiedys przeanalizowalam biografie moich wstepnych i zrozumialam, ze moj ojciec jest DDA bo zanim rozpila sie babcia, pil moj dziadek. Rodzina mamy tez nie nalezala do latwych. Mam nadzieje, ze przerwe ten lancuch i ze moj syn bedzie kiedys dobrze wspominal swoj dom rodzinny.

                                              > Przepraszam Ciebie za moja dotychczasowa wymiane zdan, ale nie
                                              > wiedzielamem ze jestes DDD... - Myslalem, ze masz tylko negatywne
                                              > doswiadczenia z alkoholikami - poza domem...

                                              W porzadku. Ani mnie, ani Ciebie zycie nie piescilo.
                                              • aaugustw Dzieki Sabinac-0...! ;-) 03.12.10, 09:40
                                                sabinac-0 napisała:
                                                > ... Do wielu rzeczy musialam dojsc sama...
                                                > ... Rodzina mamy tez nie nalezala do latwych. Mam nadzieje, ze przerwe ten lancuch i ze moj syn bedzie kiedys dobrze wspominal swoj dom rodzinny.
                                                _________________________________________________.
                                                Samemu trudno dojsc do wielu rzeczy... - Kazdy czlowiek obarczony jest roznego
                                                rodzaju niezdrowymi przyzwyczajeniami, tradycjami, nawykami, etc. ktore uwaza
                                                za "normalne", jezeli nie skonfrontuje tego z innymi... - To one nie pozwalaja mu
                                                na zdrowy kontakt z bliskimi i ze swiatem.
                                                Wazne jednak jest, ze Ty chcesz to zmienic... - Chcesz, aby Twoj syn inaczej
                                                wspominal swoj dom rodzinny... - Juz po tym widac, ze Twoje wnetrze wola o
                                                te szlachetne wartosci duchowe, ktore klada nacisk na sprawy niematerialne,
                                                (dzieci, rodzina, dom, praca, uczciwość, Bóg, miłość, przyjaźń… etc...).
                                                Ta droga okazala sie i dla mnie droga "krolewska" - wolna i szczesliwa...
                                                A...
                                                Ps. (Sabinac): W porzadku...
                                                - - - - - - - - - - -
                                                (A...): Dzieki...! ;-)
      • baiedesanges Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 21:23
        No oczywiście, winna jest żona. Zamiast biedaczkowi dać komfort picia, ona mu go odebrała, aż umarł - z jej wyłącznej winy.
        • aaugustw Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 22:13
          baiedesanges napisała:
          > No oczywiście, winna jest żona. Zamiast biedaczkowi dać komfort picia, ona mu g
          > o odebrała, aż umarł - z jej wyłącznej winy.
          _________________________________________________.
          W tej chorobie nie ma winnych... - Sa tylko nieuswiadomieni...!
          A...
          • e4ska Re: Przymusowe leczenie 28.11.10, 22:21
            Nie wiem, skąd Deo wie, ze ten niezidentyfikowany gość na dziełkach był wyrzuconym z domu pijakiem.

            A może żona była sadystką i uciekł, bo nie chciał żyć w poniżeniu, głodzony, katowany, przypalany zapalniczką w kształcie colta i smagany pejczem? A może bał się spłodzić następnego obywatela którejś tam RP, DDA albo DDD?

            Prawdopodobnie był on alkoholikiem, bo gdyby był ćwierćpijakiem, to on by się nie dał! Ot, taka notka o łódzkim ćwierćpijaku:
            www.dzienniklodzki.pl/aktualnosci/338348,lodz-pijany-zaatakowal-wozkiem-z-dzieckiem,id,t.html
            Jakby mu dać pół litra i czołg zamiast wózeczka, sam jeden zwyciężyłby na azjatyckich frontach...
      • elfkabezhaltera Niech zdycha ... 29.11.10, 09:53
        deoand napisał:

        > picia to znaczy wywalić na zbity sorry zbitą buzię i tyle . Własnie idą mrozy
        > i śniegi i jeden już padł -wczoraj -40 letni gosciu zamarzł na działkach . Wyla
        > ła go żona w ramach odbierania komfortu picia - wyedukowana na terapiach perfek
        > cyjnie - męża wyleczyła na amen !!
        Sam wybrał sobie taki los ...
        • aaugustw Re: Niech zdycha ... 29.11.10, 10:13
          elfkabezhaltera napisała:
          > Sam wybrał sobie taki los ...
          > Niech zdycha ...
          __________________________________________________.
          Zdychac to mozesz ty, kutafonie jeden, sieroto nie myta...!
          Nie waz sie tu wiecej wymieniac tych dwoch literek AA, bo pobije...!
          A...
    • kipur Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 13:19
      Niestety nie mogę cię pocieszyć .Przerabiałem to z byłą już żoną .Możesz się oczywiście tego podjąć ale to długa i trudna droga a efekt prawdopodobnie będzie znikomy .Jeżeli chcesz to podpowiem ci kilka rzeczy o których powinnaś wiedzieć . O skierowaniu na przymusowe leczenie odwykowe orzeka sąd wydział do spraw rodziny i nieletnich . Otóż wniosek o przymusowe leczenie może złożyć tylko gminna komisja rozwiązywania problemów alkocholowych na podstawie dokumentów z policji , izby wytrzeżwień i własnych ( zostanie wezwany do leczenia dobrowolnego w ośrodkach gminnej komisji . Jeżeli będzie tam chodził raz na jakiś czas nie będzie postaw do skieroawania wniosku do sądu ) . Po pierwsze. Zamierza się zlikwidować ustawą izby wytrzeźwień i instytucję przymusowego leczenia . Po drugie . Procedura jest długotrwała i bez ponagleń i interwencji będziesz czekała dość długo .Po trzecie . Jeżeli doczekasz się wniosku do sądu tam również wszystko trwa (wezwanie musi odebrać sam zainteresowany jeżeli nie będzie odbierał sąd będzie przekładał terminy rozpraw ) Po czwarte . Sąd prawdopodobnie orzeknie leczenie nie stacjonarne czyli dochądzące w tych samych gminnych ośrodkach i znów jeżeli będzie chodził raz na jakiś czas inkt mu nic nie będzie mógł zrobić . Po piąte . Jeżeli sąd orzeknie leczenie stacjonarne zwróci się do ośrodka o wyznaczenie terminu i tak dla mężczyzn okres oczekiwania wynosi 2 lata dla kobiet 1,5 roku . Czyli przy bardzo dobrym układzie trafi tam za jakieś trzy lata na 55 dniową terapię .O ile wcześniej nie zostanie to zlikwidowane a on dożyje . Po terapii wyjdzie i zacznie od nowa .Wszyscy specjaliści z którymi rozmawiałem twierdzą że przymusowe leczenie jest nieskuteczne . Jedynym rozsądnym wyjściem jest pozostawienie go samemu sobie ze wszystkimi konsekwencjami jakie niesie nałóg . Jeżeli będzie chciał zamarznąć lub aby go pociąg przejechał nie należy mu w tym przeszkadzać .To ON i tylko ON może podjąć decyzję o wyjściu z nałogu i nikt i nic go do tego nie zmusi .



    • kipur Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 18:28
      Jeżeli masz pieniądze możesz namówić go na leczenie w prywatnym ośrodku terapeutycznym . Terapie trwają tam około miesiąca i kosztują około 10 000,00 zł . Tyle kosztuje miesiąc spokoju w domu .W zależności od stopnia uzależnienia i twardości gościa terapii tych może potrzebować kilka .
      • pierzchnia Re: Przymusowe leczenie 29.11.10, 20:33
        Zgadzam się z tym, co kiedyś napisał August - stare musi umrzeć by narodziło się nowe.
        Rodzi się, w boleściach, ale warto...

        Ostatnie trzy miesiące zajmowałem się mechanizmem nawrotów i skumałem na czym bazują.
        Te sygnały ostrzegawcze /opisywane na necie/ to nic innego jak tworzące się napięcie.
        Wyłapywanie odblasków i odchodzenie uważam za błąd - jedyną /moim zdaniem/ słuszną drogą jest modelowanie.
        Napięcie, występujące w konkretnej sytuacji, wywołuje np. ból głowy, ale organizm można zahartować /modelować/ i drugi raz już się to nie powtórzy.
        Trzeba uruchamiać kolejne sytuacje i w ten sposób się wzmacniać - u mnie to działa na 100%.
        • mike68 Re: od roku mam problem z bratem 30.11.10, 07:48
          pije mieszkamy w jednym domu ja z rodziną i on sam po rozwodzie od kwietnia pije denaturat narobił mase długów podałem go o leczenie pół roku temu i cisza wszyscy chcieliśmy mu pomóc ale on woli kolegów od denaturatu tzw meneli co gorsze sprowadza ich do domu piją i śpią zmieniłem zamki ale są jeszcze okna chłopak ma dopiero 30lat i nic do niego nie dociera sprzedał już wszystko co miało wartość minimum 3.50 czyli na butelke on mieszka piętro niżej gaz mu odciąłem bo się bałem często coś robił i zasypiał a mnie smród spalenizny zrywał ma nieogrzewane piętro w domu a teraz mrozy to tyle zaraz córka wychodzi do szkoły wiec idę na klucz zamknąć dzwi bo mamy jedno wejście i nie mam zamiaru lumpa wpuszczać do domu w 1/2 części mojego ale na moim utrzymaniu już nie wiem co mam robić pozdrawiam Michał
          • aaugustw Re: od roku mam problem z bratem 30.11.10, 09:30
            mike68 napisał:
            > pije mieszkamy w jednym domu...
            ... podałem go o leczenie pół roku temu...
            > ... sprowadza ich do domu piją i śpią zmieniłem zamki ale są jeszcze okna...
            ... mieszka piętro niżej gaz mu odciąłem...
            ... nie mam zamiaru lumpa wpuszczać do domu w 1/2 części mojego...
            _________________________________________________________.
            "... Pawel i Gawel w jednym stali domu. Pawel na gorze Gawel na dole..."
            (albo: Paulek i Willi w jednej zyli willi...).
            Ty masz szczescie, ze masz takiego w porzadku brata, bo ja podalbym ciebie
            na milicje, ze zmieniasz mi samowolnie i bez mojej zgody zamki w moim
            wlasnym domu, ze odcinasz mi gaz, ze zakazujesz mi przyjmowac gosci,
            ze ... itd...
            Ty go chcesz wykonczyc, a nie pomoc choremu, wiec sam sie wykonczysz,
            bo to co czyni sie blizniemu swemu, sobie czynisz...
            A...
          • elfkabezhaltera Popsuta klawiatura? 30.11.10, 11:44
            Nie masz dużych literek oraz kropek i takich podobnych?
            Wystąp do sądu o podział majątku. Przedstaw dowody, że to wyłącznie ty utrzymujesz dom i wnieś o odliczenie kosztów utrzymania od udziału brata. Spłać go i ciesz się spokojnym życiem.
            • mike68 Re: To chyba jedyna słuszna opcja 30.11.10, 12:24
              Podział majątku sądownie zrobiłem niecałe pół roku po śmierci mamy bo nie chciałem żeby na mnie spadło kilkanaście kredytów jakie mama mu brała dla świętego spokoju więc mamy po 1/2 zaraz / wykonczył ją psychicznie a miała 57 lat / teraz rok temu to samo z babcią zrobił nawet jak już umierała to mu powiedziała ze przez niego , istny diabeł - ja w domu nie toleruję akloholu , oboje z żoną nie pijemy ale też nie zabraniam całkowitej abstynencji w ramach okazji np urodzinowych czy świąt
              • mike68 Re: To chyba jedyna słuszna opcja 30.11.10, 12:26
                Problem jest taki że on nie ma zamiaru nigdzie sie wynosic bo nie ma za co poza tym gdzie mu będzie lepiej ? nic go nie obchodzi tylko koledzy i picie
            • aaugustw Re: Popsuta klawiatura? 30.11.10, 14:10
              elfkabezhaltera napisała:
              Popsuta klawiatura?
              ___________________.
              Po co to tlumaczenie (sie)
              A...
          • pierzchnia Re: od roku mam problem z bratem 30.11.10, 12:43
            To, w końcu ten lump jest twoim bratem, czy nie jest?
            • aaugustw Re: od roku mam problem z bratem 30.11.10, 14:28
              pierzchnia napisał:
              > To, w końcu ten lump jest twoim bratem, czy nie jest?
              _____________________________________________.
              Tu chodzi o CALA chalupe, a konczy sie to to na doswiadczeniu
              z wiekiem... - Wiekiem od trumny...!
              A...
              • mike68 Re: to mój brat młodszy 30.11.10, 20:44
                lumpem jeszcze nie jest ale stacza się , siedzi w takim towarzystwie , do kwietnia było jako tako bo miał prace ale za wóde / wódę bo go jeszcze było na nią stać / wyleciał z pracy.
                Szkoda mi go bo zostaliśmy sami , nie mamy już rodziny , ojciec odszedł 20lat temu , dziadkowie i babcie zmarły i mama też - ona młodo dlatego pytam już tu na forum co mam robić ?? wyszedł dzisiaj przed południem nie wiem gdzie i jeszcze ok 21 go nie ma , mróz na dworze , na 99% wiem że jest na tzw. 'mecie - melinie' bo wiem gdzie się spotykają
                • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 30.11.10, 21:23
                  Przede wszystkim powinieneś zrozumieć mechanizm uzależnienia bo inaczej będziesz oceniał swojego brata niewłaściwie.
                  Takie zatrucie powoduje jakby wejście do innego świata i właśnie dlatego on sam nie potrafi już postrzegać tak jak należy.
                  Jest przesiąknięty alkoholem /zatruty umysł/ i ciągnie tam, gdzie czuje podobne - świat trzeźwych jest przez niego niedostrzegalny.
                  Dopiero, w trakcie odtruwania po kilku miesiącach to postrzeganie się zmienia - jest to bolesny proces, ale nie wolno się poddać dlatego tak ważny jest wtedy kontakt z innymi, którzy z tego wyszli.
                  Najważniejsze to zerwać ten pierwszy krąg, dotrzeć do niego gdyż pod przymusem niczego nie zrobisz.
                  Trzeba mieć jakąś motywację by przestać pić, ale trudno o nią, w takim stanie.
                  • mike68 Re: to mój brat młodszy 30.11.10, 21:53
                    cały czas tak robiłem ale on jeszcze bardziej w to wpada już ma nawet wyrok w zawiasach za próbę kradzieży z drugiej wpadki go wybroniłem kradzież okularów w markecie a że mnie znają z ochrony to zadzwonili do mnie pojechałem i zapłaciłem te 20zł ale kto wie co on ma jeszcze na sumieniu nie licząc niepłaconych ok kwietnia sądownych alimentów z 10kredytów mandatów izb wiem bo odbieram pisma zwykłe od wierzycieli oraz dwa nowsze telefon w erze za 1zł zaraz go sprzedał a abonament przychodzi i tak samo z cyfra +HD jest nawet do domu tunera nie doniósł wydaje mi się że na wszystko lage już położył bo mówi że i tak go zamkną a co do alkoholizmu też kiedyś przeginałem tyle że nie tak miałem ciągi po 2tyg ale obowiązki również więc powiedziałem sobie dość i juz 3 lata mija jak nawet nie lizne alkoholu ale jak on to olewa czyli nie chce żyć w trzeźwości to ja już białą flagę wystawiam
                    • sabinac-0 Re: to mój brat młodszy 30.11.10, 22:32
                      mike68 napisał:

                      > z drugiej wpadki go wybroniłem

                      To byl blad. Gosciu skonstatowal, ze wolnoc Tomku bo brat grzecznie przyjdzie i zaplaci.

                      > miałem ciągi po 2tyg ale
                      > obowiązki również więc powiedziałem sobie dość i juz 3 lata mija jak nawet nie
                      > lizne alkoholu

                      Bo Ciebie nikt nie wyciagal z tarapatow - wiec wyciagnales sie sam.
                    • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 30.11.10, 23:06
                      Tak, jak napisałeś - położył lagę czyli brak motywacji.
                      Wyrzucanie z domu i inne temu podobne rzeczy mogą jeszcze bardziej go pogrążyć - to nie jest uniwersalna metoda.
                      Ważne jest by mieć dokąd wracać...
                      Przebywając, w tym środowisku, będzie się staczać coraz bardziej i być może dojdzie swego dna, od którego się odbije.
                      Ja się Tobie nie dziwię, ale trudno oczekiwać natychmiastowego cudu - tak to nie jest.
                      Dlatego własne nawrócenie traktuję jak łaskę.
                      • mike68 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 08:49
                        No niestety wczoraj wrócił przed 24 więc ja już spałem , córka mu domofonem otworzyła , o 5 rano obudziły mnie stuki i klnięcia , byłem rano po drewno do kominka i słyszałem że nie jest sam oraz słowa brata do 'gościa' '' to gdzie wczesniej spałeś ?? odpowiedż na klatce , dworcu'' tego już za wiele , denaturat i menele , już mu nawet nie współczuje bo co mu powtarzam on wie że żle robi robiąc melinę w domu ale zaraz robi to samo , teraz minie rok jak robi co chce - mnie wstyd bo śmierdzi w domu , przychodzą znajomi czy chłopaki do moich już prawie pełnoletnich córek - policja nic nie zrobi bo przecież nie zachowują się głośno - siedzą w pokoju , piją , usypiają się i znowu i tak leci
                        • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 14:13
                          Twój brat czuje więź, z tymi, którzy są tak samo biedni jak on - to mnie, w ogóle nie dziwi.

                          Z czasów ,kiedy knajpowałem, zapamiętałem pewną dziewczynę /totalny nałóg + rozrywka/- urodziła trójkę dzieci - wszystkie zostały jej odebrane.
                          Lubiłem ją - nie wiedziałem dlaczego i może nawet nie chciałem tego dociekać.
                          Minęło 10 lat ...
                          Miesiąc temu okazało się, że jedna z moich bezdomnych koleżanek, "wynajmuje" u niej pokój - była więc okazja by znów się spotkać.

                          Domek jednorodzinny, zaniedbany w środku /ubikacja jak po wrzuceniu granatu/ wraz z psychicznie chorą matką, której boją się wszyscy znajomi.
                          Ten pokój zamieszkiwał również jakiś bezdomny chłopak, któremu Gośka /tak ją nazwijmy/ użyczyła gościny.
                          Poznała mnie...
                          Długo rozmawialiśmy - spytałem, czy była na pogrzebie Teresy.
                          " Starała się wyjść z uzależnienia, była dwa razy w Charcicach, ale miała ciężko bo córka wyrzuciła ją z domu.
                          Nie dała rady - zamordowano Ją gdzieś nad Wartą."
                          Spojrzała na mnie wymownie i dodała:
                          "Nikt Jej nie pomógł."

                          • mike68 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 15:17
                            Smutna historia ale tak bywa w życiu , wydaje mi się ze oni stanowią jakąś zwartą grupę , znam duzo osób bezdomnych,biednych również / handluję złomem już 12 lat więc na codzien ich widzę / ale oni coś robią , zbierają złom a nie sępią o 50gr pod sklepem a takich to ja nie lubię
                            • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 15:39
                              Najgorsze jest to, że taki człowiek nie nadaje się do pracy - nieraz widzę jak ledwie pchają ten swój wózek ze złomem by mieć na najtańszy alkohol.
                              Widok ludzi grzebiących, w śmietniku i pchających prze sobą wózek, zawdzięczamy transformacji - nie każdy był, w stanie się przestawić, a często nie było takich możliwości.
                              Gdy się ktoś załamie i zacznie szukać pocieszenia, w butelce to na efekty nie będzie trzeba długo czekać.
                              Ja nie chcę być szczerym Maćkiem z cudzego worka, ale przecież można jeszcze coś dobrego zrobić.
                              • sabinac-0 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 18:51
                                pierzchnia napisał:

                                > Widok ludzi grzebiących, w śmietniku i pchających prze sobą wózek, zawdzięczamy
                                > transformacji

                                Owszem, dawniej pili w pracy po podpisaniu listy a zamiast szukac w smieciach godnie kradli i wynosili dobra z zakladu pracy. :P
                                Tych, co nie byli w stanie podpisac listy, zamykano do ciupy za "bumelanctwo", wiec nie ranili oczu.
                                No ale ich upadek to nie wina ich slabosci do flaszki, absolutnie. Transformacyja winna i juz.:P

                                > Ja nie chcę być szczerym Maćkiem z cudzego worka, ale przecież można jeszcze co
                                > ś dobrego zrobić.

                                Jesli chcesz, mozesz caly dworzec wziac do domu (jesli mieszkasz sam), ale nie kaz tego robic znekanemu gosciowi majacemu rodzine na utrzymaniu.
                                • mike68 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 19:53
                                  dokładnie , mam żonę i 2 córki i nie dam się tak zniszczyć przez brata jak on to zrobił z moją mamą i babcią a teraz nawet nie pójdzie znicza na ich grobie zapalić , mam to już gdzieś czy się wykonczy czy nie ale nie pozwolę z domu meliny robić bo jemu tak pasuje , ciekawe gdzie dzisiaj lata i o której przyjdzie jak taka zawieja na dworze , chetnie bym go nie wpuscił jak będzie póżno bo przegina a na pewno sam nie przyjdzie
                                  • aaugustw Wszystko pod kontrola... 01.12.10, 20:10
                                    mike68 napisał:
                                    > ... nie pozwolę z domu meliny robić bo jemu tak pasuje , ciekawe gdzie dzisiaj lata i o której przyjdzie jak taka zawieja na dworze, chetnie bym go nie wpuscił jak będzie póżno bo przegina a na pewno sam nie przyjdzie
                                    ____________________________________________.
                                    Ty jestes na calego juz wspoluzalezniony od alkoholika...!
                                    Szkoda tylko dzieci, ale sprobuj mimo wszystko porozmawiac
                                    z bratem z zyczliwymi uczuciami...
                                    A...
                                    • sabinac-0 Re: Wszystko pod kontrola... 01.12.10, 23:06
                                      aaugustw napisał:

                                      > Ty jestes na calego juz wspoluzalezniony od alkoholika...!

                                      Grasz znaczonymi kartami, Auguscie.
                                      Jesli go nie wpusci do domu, oskarzysz o bezdusznosc wobec biednego chorego. Jesli wpusci - oskarzysz o wspoluzaleznienie.
                                      Ot - jak nie wykreci, d...a z tylu. To kwintesencja zycia z alkoholikiem.

                                      > sprobuj mimo wszystko porozmawiac
                                      > z bratem z zyczliwymi uczuciami...

                                      Kiedy? Jak wroci nad ranem z "kompanami" czy jak bedzie bluzgal na kacu?
                          • kajda28 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 15:43
                            > Długo rozmawialiśmy - spytałem, czy była na pogrzebie Teresy.
                            > " Starała się wyjść z uzależnienia, była dwa razy w Charcicach, ale miała ciężk
                            > o bo córka wyrzuciła ją z domu.
                            > Nie dała rady - zamordowano Ją gdzieś nad Wartą."

                            Wkurzają mnie takie teksty, wycięte z życia. Za coś ją ta córka wyrzuciła z domu- nie za to że się leczyła. Szkoda że tak mało myślicie o ludziach których alkoholik krzywdzi, o tym co ta córka mogła przeżywać , jak się czuć musząc swoją mamę wyrzucić z domu, jestem pewna że dla niej była to większa tragedia niż dla pijanej matki.
                            • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 16:12
                              Zastanawiałaś się,Kajda, nad tym, że może i Ona pochodziła z pijackiego domu?
                              • kajda28 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 16:41
                                > Zastanawiałaś się,Kajda, nad tym, że może i Ona pochodziła z pijackiego domu?

                                Czy to znaczy że będę usprawiedliwiona i można mi pić, przestać opiekować się dziećmi, czy to z jakiego domu pochodzę na to jakoś rzutuje? Dla mnie nie.
                                To może być odpowiedzią dlaczego tak a nie inaczej, ale na pewno nie usprawiedliwieniem. Fakt ostatnio doszło do mnie że moja mama miała cięzkie dzieciństwo i troszkę inaczej na nią spojrzałam, co nie zmienia faktu że przez jej zachowanie w dorosłym życiu ja jestem pokrzywdzona.
                                • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 17:53
                                  Dlaczego od razu zakładasz, że Ona się nie opiekowała swoją córką?
                                  Znam dokładnie tę całą sprawę - nawet był nakręcony film o tej kobiecie - całe życie poszukiwała swoich rodziców.
                                  Tutaj nie chodzi o usprawiedliwianie się, ale o głęboko ukryte krzywdy, z którymi wielu ludzi musi żyć.
                                  Sądzisz, że wszystko, w sobie tak dobrze kontrolujesz?
                                  • sabinac-0 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 18:58
                                    pierzchnia napisał:

                                    > Dlaczego od razu zakładasz, że Ona się nie opiekowała swoją córką?

                                    Bo flaszka i dzieci sa niekompatybilne.

                                    > całe
                                    > życie poszukiwała swoich rodziców.
                                    > Tutaj nie chodzi o usprawiedliwianie się, ale o głęboko ukryte krzywdy, z który
                                    > mi wielu ludzi musi żyć.

                                    Duzo ludzi na swiecie zostalo skrzywdzonych przez progenitorow. To nie tlumaczy krzywdzenia tych, ktorzy nas kochaja lub sa wobec nas bezbronni.

                                    > Sądzisz, że wszystko, w sobie tak dobrze kontrolujesz?

                                    Nikt nie mowi, ze kontroluje - ale przynajmniej zachowuja uczucia wyzsze.
                                    • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 19:23
                                      "Bo flaszka i dzieci sa niekompatybilne."
                                      Zakładasz, ze wszyscy uzależnieni zaczynają pić już od kołyski.

                                      Często krzywdzimy nie wiedząc o tym - trzymając się pewnych reguł nie wyzbędziesz się błędów.
                                      Innymi słowy - nie sądźmy żebyśmy nie byli sądzeni.
                                      • sabinac-0 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 22:57
                                        pierzchnia napisał:

                                        > "Bo flaszka i dzieci sa niekompatybilne."
                                        > Zakładasz, ze wszyscy uzależnieni zaczynają pić już od kołyski.
                                        >
                                        Nie. Ze milosc do flaszki wyklucza milosc do dzieci.

                                        > Często krzywdzimy nie wiedząc o tym

                                        Jesli codzien rano, budzac sie po "imprezie", widzisz zmaltretowane, zaniedbane dziecko proszace "nie pij" gdy siegasz po klina - nie uwierze, ze nie wiesz, ze krzywdzisz.
                                        Raczej - dziecko i jego uczucia obchodza cie tyle, co zeszloroczny snieg.
                                    • aaugustw Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 20:05
                                      sabinac-0 napisała:
                                      > Bo flaszka i dzieci sa niekompatybilne.
                                      ____________________________________________________________.
                                      Ty takze krzywdzilas swoje dzieci, (dziecko..?), godzac sie na mieszkanie z alkoholiczka...
                                      A...
                                      • sabinac-0 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 22:59
                                        aaugustw napisał:

                                        > Ty takze krzywdzilas swoje dzieci, (dziecko..?), godzac sie na mieszkanie z alk
                                        > oholiczka...

                                        Gdybym sie nie godzila, napisalbys ze krzywdzilabym je zyjac w kartonach.
                                        Tak czy siaktomnie oskarzalbys o krzywdzenie, konsekwentnie rozgrzeszajac alkoholiczke, by nie dopuscic mysli, ze to ona krzywdzila mnie i moje dziecko.
                          • sabinac-0 Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 18:45
                            pierzchnia napisał:

                            > Twój brat czuje więź, z tymi, którzy są tak samo biedni jak on - to mnie, w ogó
                            > le nie dziwi.
                            >
                            Szkoda, ze z bratem nie czuje. I ze nie czul wiezi z matka gdy chorowala i umierala.

                            > Spojrzała na mnie wymownie i dodała:
                            > "Nikt Jej nie pomógł."
                            >
                            Owa kolezanka tez nie - zapewne zbyt byla zajeta wlasna butelka, by zauwazyc istnienie bliznich na swiecie.
                            A inni byli zajeci wychowywaniem jej dzieci.
                            • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 19:10
                              W tych ludziach, pomimo tej całej patologii, jest również człowiek i o tym nie wolno zapominać.
                              Pomogła na ile potrafiła - przyjmując bezdomną do swego domu.
                              Ciekawe ilu tych tzw. normalnych byłoby na to stać.
                            • aaugustw Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 20:02
                              sabinac-0 napisała:
                              > Szkoda, ze z bratem nie czuje. I ze nie czul wiezi z matka gdy chorowala i umie
                              > rala.
                              ...
                              > Owa kolezanka tez nie - zapewne zbyt byla zajeta wlasna butelka, by zauwazyc is
                              > tnienie bliznich na swiecie.
                              > A inni byli zajeci wychowywaniem jej dzieci.
                              __________________________________________________.
                              Czy to nie chorzy ludzie, aby tak sie zachowywac - Sabina...?
                              A...
                              • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 20:12
                                Nawet im Farelkę naprawiłem /w środku były jakieś nadpalone papiery/ - najlepsza grzałka, w PRL-u.
                                Jutro jadę na ryby - jezioro już zamarzło /sprawdzałem dzisiaj rano, gdy jechałem po haczyki/.
                                Na pierwszy lód chadza się z pierzchnią.
                                Mozę jakiś sandacz...
                                Życie jest piękne!
                                • aaugustw Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 20:45
                                  pierzchnia napisał:
                                  > Życie jest piękne!
                                  ________________________________________________________________.
                                  Tak, zycie jest piekne, ale zanim to czlowiek doceni, polowa zycia musi przeminac...
                                  (ono moze byc jeszcze piekniejsze, jezeli sie nie ma tyle oczekiwan od niego...!).
                                  A...
                                  "Czlowiek przezywa nie to co przezywa, lecz jak to przezywa".
                                  • pierzchnia Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 21:13
                                    Czy to duża, czy to mała, byle żyłka wytrzymała.
                    • aaugustw Re: to mój brat młodszy 01.12.10, 10:15
                      mike68 napisał:
                      > ... a co do alkoholizmu też kiedyś przeginałem tyle że nie tak miałem ciągi po 2tyg ale
                      > obowiązki również więc powiedziałem sobie dość i juz 3 lata mija jak nawet nie
                      > lizne alkoholu ale jak on to olewa czyli nie chce żyć w trzeźwości to ja już b
                      > iałą flagę wystawiam
                      _____________________________________________________.
                      Bo jestes (byles?) tylko pijoczkiem, a on (twoj brat) jest chory,
                      dlatego nie potrafi sam przestac pic i nie staraj sie tego zrozumiec
                      porownujac swiat ze soba...
                      A...
                      • andalus ciekawy wątke o wyrzucaniu 17.03.11, 13:54
                        Kto wyrzuciła sowjego alko z domu i jak długo to trwło.Jakoś nie wierzę w to. To jego dom , ma prawo tam mieszkać , nawet jak pije .Może przyjść z policją i powiedzieć tu jest mój dom
                        orzeczenie o rozwodzie nie daje z automatu gwarancji wyniesienia się alko. Jak się nie wyniesie to zakładasz sprawę o eksmisję. to trwa.
                        • kajda28 Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 17.03.11, 22:47
                          > Kto wyrzuciła sowjego alko z domu i jak długo to trwło.Jakoś nie wierzę w to. T
                          > o jego dom , ma prawo tam mieszkać , nawet jak pije .Może przyjść z policją i p
                          > owiedzieć tu jest mój dom
                          > orzeczenie o rozwodzie nie daje z automatu gwarancji wyniesienia się alko. Jak
                          > się nie wyniesie to zakładasz sprawę o eksmisję. to trwa.

                          Co prawda mój eks nigdy nie rościł sobie prawo do mieszkania w naszym mieszkaniu kiedy był pijany, więc nie wiem jak by to wyglądało w praktyce. Ale wiem że nie mieszkałabym z nim pijanym w jednym domu. Gdyby policja "nic nie mogła zrobić" to ja bym za każdym razem spała w ośrodku kryzysowym, pewnie też wniosłabym sprawę o eksmisję. Naprawdę bałabym się z nim spać pod jednych dachem, i jestem pewna że Policja nie kazałaby mi wpuścić pijanego agresora do domu - w dodatku pewnie po każdej jego wizycie musiałabym zgłosić kradzież. Choć zdarzyły mu się "tylko" 2 awantury, za to teściowej wyniósł wszystko co mógł, a jak nie mógł to koledzy pomogli.

                          Jak jest trzeźwy to nie mam prawa mu zabronić mieszkać i nigdy tego nie robiłam- zawsze wtedy dobrze się dogadawaliśmy. A ja miałam więcej czasu dla siebie.
                          • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 18.03.11, 07:39
                            nie mówie o momencie kiedy jest pijany, mówię o tym co potem. mówię o sytuacji, w której została podjęta decyzja. Podejmujesz i nic. Zanim szanowny alko opuści dom mogą minąć 2 lata, nawet jeśli rok to i tak długo. założenie,że wywalę go z domu ( może komus sie udało) jest niewykonalne w wielu przypadkach. W końcu chcesz go pozbawić jakiegoś tam komfortu picia ( dachu nad głową ) więc będzie walczył. Chyba że poza domem znajdzie większy ;)
                            • kajda28 Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 18.03.11, 09:04
                              > nie mówie o momencie kiedy jest pijany, mówię o tym co potem.

                              Kiedy potem? Jak jest trzeźwy?- przecież o to tu chodzi, o to aby był trzeźwy a nie o to aby go wywalić z domu.

                              W końcu
                              > chcesz go pozbawić jakiegoś tam komfortu picia ( dachu nad głową )

                              Więc gdy za każdym razem jak jest pijany nie jest wpuszczany do domu to jest właśnie pozbawienie komfortu picia.


                              Wiem że eksmisja jest bardzo trudna, m. in. dlatego nie starałam się o nią. Po drugie, nawet po eksmisji trzeba spłacić z połowy mieszkania tą drugą stronę.

                              >Podejmujesz i nic.

                              To najciekawsze zdanie. Długo się uczyłam na własnym, i nie tylko, życiu. Odpowiadam tylko i wyłącznie za swoje życie i czyny . Za nikogo innego nie mogę podjąć decyzji , ani za nic innego (np. sąd, prawo). Ja mogę podjąć decyzję że nie chce z daną osobą mieszkać, i swoją decyzję dostosowuje do reszty świata- i pewnie że mało kiedy jest to decyzja z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Ale za to każdy mój "ruch" jest w tym kierunku, a mój cel jest wyznaczony. Tyle, to wystarczy. Sama świadomość że podejmuje się samodzielnie decyzje , przybliża się do celu daje dość dużo motywacji i siły aby go osiągnąć- o ile ten cel jest dobry i nie służy aby krzywdzić innych. Czasami to oznacza że samemu trzeba się wyprowadzić (np. jak mieszkanie jest alkoholika), ale przecież i wtedy cel zostaje osiągnięty.
                              • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 18.03.11, 13:11
                                no i tu kajda się różnimy, mi chodzi o to aby wywalic go z domu.skutecznie. Jego trzeźwienie czy picie mnie już nie interesuje.
                                • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 18.03.11, 15:06
                                  andalus napisała:
                                  > no i tu kajda się różnimy, mi chodzi o to aby wywalic go z domu.skutecznie. Jeg
                                  > o trzeźwienie czy picie mnie już nie interesuje.
                                  ____________________________________________________.
                                  Czlowiek, ktory nie zywi juz zadnych uczuc do drugiego, nie zachowuje sie tak agresywnie...!
                                  Czy Ty siebie samej czasem nie oszukujesz...? - Tak mocno dal Ci sie we znaki, ze nie chcesz nawet ugodowo z nim sie rozejsc, nie mowiac juz o pomocy sobie i choremu...!?
                                  A...
                                  • sabinac-0 Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 18.03.11, 22:46
                                    aaugustw napisał:

                                    > Tak mocno dal Ci sie we znaki,

                                    Najwyrazniej.
                                • kajda28 Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 18.03.11, 23:00
                                  > no i tu kajda się różnimy, mi chodzi o to aby wywalic go z domu.skutecznie. Jeg
                                  > o trzeźwienie czy picie mnie już nie interesuje.

                                  Widocznie.
                                  Poza tym ja z moim eks naprawdę, kiedy ten jest trzeźwy, się dogadujemy. Nie jesteśmy przyjaciółmi ale jeżeli chodzi o dzieci to mamy to samo zdanie. Nie umiałabym go wywalić z domu. My się szanujemy, na tyle ile jest to możliwe w takim układzie. Ale w moich związkach to norma- z każdym chłopakiem z którym zrywałam obywało się bez kłótni, obwiniania, złością. Pewnie po prostu w odpowiednim czasie kończyłam związki.
                                  • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 19.03.11, 19:46
                                    wyczuwam w twoim poście podtekst - moje związki to norma twój bo chcę wywalić swojego alko z domu nie.Oczywiście,że nie jest mój związek normą choćby poprzez sam fakt życia z alkoholikiem. Dogadywanie się z alko zależy od etapu jego choroby. Wywalanie biednego "chorego" z domu i pozbawienie go korzyści płynących z rodziny to przyjmijmy element terapii dla jego dobra. Im niższe dno itd...CZy go nienawidzę - oczywiście, zniszczył życie moich dzieci, na zawsze będą pamietać pijaka i jego awantury, wstyd. Moja wina,że jak tylko to zauważyłam powinnam od razu wszcząć rozwód. Niestety chciałam dać mu szansę.
                                    Błąd.
                                    • kajda28 Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 19.03.11, 22:49
                                      oczywiście, zniszczył życie moich dzieci, na zawsze będą pamieta
                                      > ć pijaka i jego awantury, wstyd. Moja wina,że jak tylko to zauważyłam powinnam
                                      > od razu wszcząć rozwód. Niestety chciałam dać mu szansę.


                                      Awantury to też Twoja wina, na równi z nim. I nie mówię tego jako żona alkoholika tylko jako dziecko alkoholika. Taki jest niewdzięczny los współuzależnionych żon- przed dziećmi są tak samo, jak nie bardziej winne.

                                      Dogadywanie z alko bardziej zależy od jego charakteru a nie etapu choroby- mój jest na ostatnim etapie. Bo z ludźmi którzy nie piją też czasami nie da się dojść do ładu. Ja wiem jedno, jak do tej pory nikt nie był stanie zmarnować mi życia, mogłam to zrobić jedynie sama (np być dalej z alkoholikiem). Dla mnie tłumaczenie że alkoholik zmarnował mi życie jest podobne do tego że system polityczny, nuda i jeszcze dużo takich powoduje że ludzie stają się alkoholikami i lądują na ulicy.
                                    • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 11:10
                                      andalus napisała:
                                      > ...CZy go nienawidzę - oczywiście, zniszczył życie moich dzieci, na zawsze będą pamietać pijaka i jego awantury, wstyd. Moja wina,że jak tylko to zauważyłam powinnam od razu wszcząć rozwód. Niestety chciałam dać mu szansę.
                                      Błąd.
                                      _____________________________________________.
                                      Ten "Błąd" to owoc twojego charakteru... - Dla twojego
                                      dobra zrob cos z tym, inaczej pojdzie to jak cien za toba..!
                                      A...
                                      • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 14:20
                                        przecież napisałam ,że to był mój błąd,że jeszcze ze mna mieszka. Co do awantur,wybacz nie masz pojęcia co robił mój mąż dzieciom np przychodząc po nie do szkoły. Moja wina jak powtarzam- należało to od razy przeciąć. Będąc na otwartym mitingu rozmawiałam z innymi współuzależnionymi. Wiem, wiem rad podobno się nie daje ( co jest zresztą nie do końca prawdą ). Tam usłyszałam po co ci to? Po co chcesz męczyć siebie i dzieci? Błąd następny - jak ci radzą to bierz to pod uwagę . Czy moja nienawiść pójdzie za mną? Oby
                                        • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 14:40
                                          andalus napisała:
                                          > ... Czy moja nienawiść pójdzie za mną? Oby
                                          _________________________.
                                          Jaki szedł, takiego spotka(ł)...!
                                          A...

                                          • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 18:39
                                            o mój bozszz, znowu te teksty o oddawaniu. nienawiść mnie chroni.
                                            i zdecydowanie nie jest zła ( wiem znowu te komentarze) póki co tylko chcę go wyrzucić z domu. Nie mszczę się - niech to będzie znak mojej dobrej woli.
                                            i august wiecej opanowania pls. W końcu to ja jestem "chora od nienawiści " a ty trzeźwy alko przeabiający sowje kroki- umiesz nad sobą panować ;)
                                            • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 19:20
                                              andalus napisała:
                                              > ... i august wiecej opanowania pls. W końcu to ja jestem "chora od nienawiści " a t
                                              > y trzeźwy alko przeabiający sowje kroki- umiesz nad sobą panować ;)
                                              ______________________.
                                              Luudzie trzymajcie mnie...! :-&
                                              A... ;-)
                                            • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 19:40
                                              andalus napisała:
                                              > ... ty trzeźwy alko przeabiający sowje kroki- umiesz nad sobą panować ;)
                                              __________________________________________________________.
                                              Tu nie pomoze najtrzezwiejszy z trzezwych alko, ani zaden Program...!! ;-)
                                              A...
                                              • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 20.03.11, 21:42
                                                opanowania życzę i mniej wykrzykników
                                                • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 21.03.11, 10:55
                                                  andalus napisała:
                                                  > opanowania życzę i mniej wykrzykników
                                                  _______________________________________.
                                                  Dziekuje za zyczenia... - A moje nerwy do Ciebie
                                                  postaram sie zniesc z olimpijskim spokojem.. :-(
                                                  A...
                                                  Ps. Zauwazylas, juz bez wykrzyknika...! ;-)
                                                  • andalus Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 21.03.11, 13:39
                                                    no w końcu trzeźwość i AA zobowiązują do bycia "aaniołem"
                                                  • aaugustw Re: ciekawy wątke o wyrzucaniu 21.03.11, 15:07
                                                    andalus napisała:
                                                    > no w końcu trzeźwość i AA zobowiązują do bycia "aaniołem"
                                                    ___________________________________________________.
                                                    Zobowiazuja do idzenia w tym kierunku, ale nie zeby nim byc..!
                                                    A... ;-)
                                                    Ps. Widze, ze wiosna kreci w ludzkich glowach i rozbudza serca
Pełna wersja