Dodaj do ulubionych

Kierowanie swoim życiem - możliwe?

18.12.14, 13:52

Przyznam, że od wczoraj to zdanie nie daje mi spokoju:

Fajnie jest odzyskać zdolność kierowania swoim życiem i nie cierpieć z powodu bezsilności wobec alkoholu.

Nie wiem na ile jej autor ma świadomość tego co tu napisał?
Nie wiem, czy napisał to, żeby napisać? Czy to jego rzeczywiste osiągnięcie ?
Z chęcią poczytam merytoryczne dowody na powyższe.
Byłby to pierwszy znany mi przypadek człowieka kierującego swoim życiem, nie licząc czynnych alkoholików, którzy są o takiej zdolności dogłębnie przekonani.
Dodatkowo interesuje mnie kontekst "cierpienia z powodu bezsilności wobec alkoholu" - jak się objawia? w wydaniu abstynenckim? To cierpienie również dotyczy czynnego alkoholizmu.
W wątku o baclofenie pojawiła się kobieta twierdząca, że nie ma tu dyskusji merytorycznej po czym sama w dłuższym poście nie napisała niczego istotnego. Co to znaczy, że mąż zażywając lek sprowadził na ich życie rodzinne "normalność"? ma okazję na wypowiedź merytoryczną. Dodam, że w moim głębokim przekonaniu uzależnienie poziomu swojej wypowiedzi od poziomu wypowiedzi innych jest niczym innym, jak eksplozją zależności. "nie piszę, nie bywam, nie zależy mi" - po czym następuje pisemny dowód na ciągłą bytność w tym miejscu.
Ja rzeczywiście tu bywam od czasu do czasu i z pewnością nie jestem zorientowana w tutejszych zwyczajach. Nie przeszkadza mi to drążyć tematu. Przekonuję się za każdym razem, o braku konkretów u osób które baclofen doradzają. Dla mnie to trochę jak "viagra", powoduje reakcje nie będące już naturą zażywających ją osób. Jak spytasz, po co mu te doznania, odpowie - bo inni mówią, że to ważne.

Zapraszam :-) pomimo, małej wiary w konkret!
Obserwuj wątek
    • alkodarek Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 15:30
      wiedza_to_podstawa napisał(a):

      >
      > Przyznam, że od wczoraj to zdanie nie daje mi spokoju:
      >
      > Fajnie jest odzyskać zdolność kierowania swoim życiem i nie cierpieć z powod
      > u bezsilności wobec alkoholu.

      >
      > Nie wiem na ile jej autor ma świadomość tego co tu napisał?
      > Nie wiem, czy napisał to, żeby napisać? Czy to jego rzeczywiste osiągnięcie ?
      > Z chęcią poczytam merytoryczne dowody na powyższe.<

      Przecież to zdanie zawiera dowód. Jednak dla mnie to było za mało, wybrałem kilka zachowań opisywanych w literaturze "fachowej" a będących kwalifikatorami "choroby alkoholowe".
      1. Kanon zasad terapeutycznych i aowskich(czyli też terapeutycznych). Alkoholik musi zachować 100% abstynencję (kukułki!), w innym przypadku zapije, wpadnie w ciąg i umrze w rynsztoku.
      ad.1. Pomimo 15 letnich doświadczeń potwierdzających tę zasadę po rozpoczęciu terapii baclo ( zachowują ponad roczną abstynencję) mogę dzisiaj pozwolić sobie na lampkę wina, piwo bądź dwa, toastowy kieliszek wódki. To wszystko nigdy nie zakończyło się zapiciem. To ja decyduję czy sięgnę po napój z alko a nie alkohol decyduje za mnie.

      2. "Panie Darku, jak pan przez kilknaście dni będzie w stanie pić po jednej pięćdziesiątce wódki
      i pan nie zapije, to znaczy, że nie jest pan uzależniony" słowa mojej terapeutki.
      ad.2. Próbowałem, ale się nie udało. Po tygodniu już mi się tej pięćdziesiątki nie nie chciało.
      Nie lubię wódki. To spróbowałem z piwem, które lubię. Też się nie udało. Po 7 dniu nie miałem ochoty na siłę w siebie wlewać 0,5 litra złocistego.
      Eksperyment się nie udał.

      3. Kukułki, tort na spirytusie, czekoladowe beczułki z koniakiem- nie odmawiam.


      > Byłby to pierwszy znany mi przypadek człowieka kierującego swom życiem, nie licząc czynnych alkoholików, którzy są o takiej zdolności dogłębnie przekonani.<

      Nie pierwszy, nie ostatni, takich jest wielu.

      > Dodatkowo interesuje mnie kontekst "cierpienia z powodu bezsilności wobec alkoholu" - jak się objawia? w wydaniu abstynenckim? <

      Nie wiem, mnie to nie dotyczy.

      > Ja rzeczywiście tu bywam od czasu do czasu i z pewnością nie jestem zorientowana w tutejszych zwyczajach. Nie przeszkadza mi to drążyć tematu. Przekonuję się za każdym razem, o braku konkretów u osób które baclofen doradzają. <

      Jakich chcesz konkretów, ponad to, że dzięki baclo można powrócić do stanu "przedchorobowego" ?

      >Dla mnie to trochę jak "viagra", powoduje reakcje nie będące już naturą zażywających ją osób. Jak spytasz, po co mu te doznania, odpowie - bo inni mówią, że to ważne. <

      Chybione. Wiem, że to ważne, nie dbam o to co mówią inni.


      • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 16:20

        Z całym szacunkiem, ale w postawionej tezie, w tym przypadku zdaniu coś stwierdzającym, nigdy nie mam dowodu. Dowód należy przeprowadzić. Twój dowód mnie nie przekonuje, w dodatku jest w nim sporo sprzeczności, która dodatkowa sprawę komplikuje, ale po kolei:

        Stawiając pytanie o kierowanie życiem, miałam na myśli życie, a nie decyzję w sprawie wypicia, bądź też nie wypicia alkoholu. To jest pewien element życia, ale nie życie. Jeśli pisząc, o odzyskaniu kierowania własnym życiem, miałeś na myśli tylko i wyłącznie kontrolę nad piciem, to dobrze byłoby abyś zmienił tę formułę na właściwą. Gdybyś kierował swoim życiem, wiedziałbyś, co cię spotka jutro, pojutrze, za rok. Wiedziałbyś kiedy umrzesz, kogo spotkasz, na co zachorujesz, jak się z tego wyleczysz, komu pomożesz, komu zaszkodzisz. Mógłbyś unikać wypadków, przypadków i wszystkich niechcianych sytuacji. Mógłbyś uczynić z własnego życia bajkę typu 23 grudnia wygram 1 milon dolarów. Kierować swoimi decyzjami, nie znaczy kierować życiem. Gdybyś tak to ujął, ja nie dociekałabym i nie byłoby tego wątku. Wprowadziłeś mnie w błąd swoją nadinterpretacją wydarzeń.

        Nie pierwszy, nie ostatni, takich jest wielu.

        To prawda w tym sensie, że nie znam alkoholika, który nie twierdziłby, że kieruje swoim piciem, że ma nad nim pełną kontrolę. Nad piciem! Nie życiem! W tym sensie jest was wielu.

        Dodatkowo interesuje mnie kontekst "cierpienia z powodu bezsilności wobec alkoholu" - jak się objawia? w wydaniu abstynenckim?

        Nie wiem, mnie to nie dotyczy.

        Ale to ty o tym wspomniałeś. Nie znam ludzi, którzy cierpią z powodu bezsilności wobec alkoholu. Ci co ją zrozumieli w swoim piciorysie, uznali i zaakceptowali są zwyczajowo szczęśliwymi ludźmi. Można śmiało napisać, że bezsilność jest źródłem szczęścia, a nie cierpienia. Cieszysz się, że się uwolniłeś od czegoś co cię nie dotyczy? Raczej cieszysz się, że odzyskałeś kontrolę nad piciem. Dobrze byłoby gdybyś to też uściślał. Twój przekaż jest nie prawdziwy, przez to, że nie ścisły. Myślisz, że jak jesz kukułki, to kierujesz swoim życiem. Myślisz, że jak alkohol nie zawiaduje twoimi decyzjami, to nie cierpisz. Regulujesz głody lekiem i myślisz, że jesteś wolny. I o takim braku konkretności nadmieniam. Niezwykłe kłopoty z logicznym myśleniem. Obserwowałam tu coś podobnego u pewnej kobiety, jakiś czas temu.

        Baclofen polecasz innym, a dla nich nie jest obojętne dlaczego to robisz. Chyba, że jest? Tobie było, gdy się na niego decydowałeś? nie obchodziło cię co mówił ten co go brał?
        Podobnie jak inni zachęcają do zażywania viagry. Brak argumentów, oprócz tego, że ponoć jest fajnie. Bardzo trafiony przykład. Udowodniłeś to swoim kolejnym wpisem. Miarkuj w słowach i stwierdzeniach, bo są bardzo na wyrost i wpędzają w błąd.



        • alkodarek Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 17:08
          wiedza_to_podstawa napisał(a):

          >
          > Z całym szacunkiem, ale w postawionej tezie, w tym przypadku zdaniu coś stwierdzającym, nigdy nie mam dowodu. Dowód należy przeprowadzić. Twój dowód mnie nie przekonuje, w dodatku jest w nim sporo sprzeczności, która dodatkowa sprawę komplikuje, ale po kolei:
          > Stawiając pytanie o kierowanie życiem, miałam na myśli życie, a nie decyzję w s
          > prawie wypicia, bądź też nie wypicia alkoholu. <

          Qrczę, to chyba pomyliłaś forum. Może to www.filozofia.fora.pl/ będzie właściwsze.
          Tu o piciu się rozprawia.

          >To jest pewien element życia, ale nie życie. Jeśli pisząc, o odzyskaniu kierowania własnym życiem, miałeś na myśli tylko i wyłącznie kontrolę nad piciem, to dobrze byłoby abyś zmienił tę formułę na właściwą. <

          Jak wyżej, to jest FU, więc wszystko przechodzi przez ten pryzmat.

          >Gdybyś kierował swoim życiem, wiedziałbyś, co cię spotka jutro, pojutrze, za rok....<

          To chyba kwestie na forum czarodziejów i jasnowidzów.

          > Kierować swoimi decyzjami, nie znaczy kierować życiem.<

          Idąc Twoim tokiem rozumowania, nikt nie kieruje swoim życiem, wszyscy targani są falami złożoności przypadków.


          >Gdybyś tak to ujął, ja nie dociekałabym i nie byłoby tego wątku. Wprowadziłeś mnie w błąd swoją nadinterpretacją wydarzeń.<

          To nie ja tak to ująłem, tak to ujął Bill W. i spółka spisując z zakonnikami 12 Kroków.

          >Nad piciem! Nie życiem! W tym sensie jest was wielu.<

          Jak wyżej napisałem.

          >

          > Ale to ty o tym wspomniałeś. Nie znam ludzi, którzy cierpią z powodu bezsilności wobec alkoholu.<

          Ha, pod każdym nickiem osoby uzależnionej kryje się takie cierpienie. Co by nie pisała, czego by nie twierdziła.

          >Ci co ją zrozumieli w swoim piciorysie, uznali i zaakceptowali są zwyczajowo szczęśliwymi ludźmi. Można śmiało napisać, że bezsilność jest źródłem szczęścia, a nie cierpienia. <

          Płytka manipulacja.

          >Cieszysz się, że się uwolniłeś od czegoś co cię nie dotyczy? Raczej cieszysz się, że odzyskałeś kontrolę nad piciem.<

          W moim życiu picie bądź nie, nie zajmuje żadnego miejsca. Temat wywołują posty na FU, takie jak np. Twój.


          >Dobrze byłoby gdybyś to też uściślał. Twój przekaż jest nie prawdziwy, przez to, że nie ścisły. <

          Przyjęłaś nie właściwą metodologię. Powtórzę: To jest Forum Uzależnienia.

          >Myślisz, że jak jesz kukułki, to kierujesz swoim życiem.<

          Nie wieżę, że nie rozpoznałaś sarkazmu.

          >Myślisz, że jak alkohol nie zawiaduje twoimi decyzjami, to nie cierpisz.<

          Tak.

          > Regulujesz głody lekiem i myślisz, że jesteś wolny.<

          Nie można regulować czegoś co nie istnieje.

          >I o takim braku konkretności nadmieniam.<

          Konkret powyżej.


          >Niezwykłe kłopoty z logicznym myśleniem. <

          Gdzie widzisz brak logiki? Nie pasuje Ci mój obraz do tego co wyniosłaś z wykładów? Trudno, ja nie teoretyzuję Jungiem, mówię o swoi życiu.


          > Baclofen polecasz innym, a dla nich nie jest obojętne dlaczego to robisz.<

          Z pewnością!

          > Chyba, że jest? Tobie było, gdy się na niego decydowałeś? nie obchodziło cię co mówił ten co go brał?<

          Kim że jest "Ten"?

          >Miarkuj w słowach i stwierdzeniach, bo są bardzo na wyrost i wpędzają w błąd.<

          Udowodnij.
          • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 17:40

            Tu o piciu się rozprawia.

            To czemu piszesz o kierowaniu życiem? a nie piciem, skoro tak?
            To żadna filozofia, to logika.

            To chyba kwestie na forum czarodziejów i jasnowidzów.
            I tak właśnie odbieram twoje wpisy. Takie piszesz zdania. Piszesz bajki.

            Dokładnie tego jestem pewna :
            Idąc Twoim tokiem rozumowania, nikt nie kieruje swoim życiem, wszyscy targani są falami złożoności przypadków.
            To ty postawiłeś inną tezę, przypomnę o KIEROWANIU ŻYCIEM której raz się wypierasz, raz potwierdzasz i to w jednym wpisie. <szok> nie o życiu, ale piciu itd.

            To nie ja tak to ująłem, tak to ujął Bill W. i spółka spisując z zakonnikami 12 Kroków.

            No kolego tylko, że tam jest coś z goła innego, odwrotnego.
            Tam jest o NIE KIEROWANIU swoim życiem, i o przyznaniu się do bezsilności wobec alkoholu, jako drodze do wyzwolenia z nałogu. Nic o kierowaniu, tudzież cierpieniu.

            Ha, pod każdym nickiem osoby uzależnionej kryje się takie cierpienie. Co by nie pisała, czego by nie twierdziła

            Cierpienia nie wynika z bezsilności. Bezsilność i abstynencja jest podstawą i warunkiem dojścia do powód cierpień, alkoholem zagłuszanych. To proste.

            Nie można regulować czegoś co nie istnieje.

            Nie istnieje, bo zażywasz baclofen prawda? redukujesz nim głód, nad którym wcześniej nie potrafiłeś w sposób zdrowy zapanować. to jest czysta manipulacja. Gdybym codziennie zażywała morfinę daję głowę nic by mnie nie bolało. Ona odcina od bólu, a nie likwiduje go. To złudzenie. Podobnie z tym twoim głodem.

            Brak logiki oznacza jej brak w myśleniu, a nie nie mieszczenie się w jakiś schematach.
            Bardzo Ci na tym zależy, żeby być nieschematycznym, oryginalnym, wyjątkowym. To typowy stan czynnego nałogu. Paradoksalnie jesteś bardzo schematyczny. Nie możesz być inny.

            Trudno, ja nie teoretyzuję Jungiem, mówię o swoi życiu.

            Na początku o piciu? na końcu o życiu? Gdybyś był w stanie wyłapać te absurdy z pewnością być to zrobił.

            Kim że jest "Ten"?
            Napiszę jak dziecku. Twierdziłeś, że nie słuchasz tego co mówią inni, bo wiesz co jest ważne.
            Jednak musiałeś posłuchać TEGO, od którego do baclofenu się przekonałeś. Prawda? i to jest ten. Ty określiłbyś go może z imienia i nazwiska. Nie ma jednak takiej potrzeby.

            Udowodnij.

            Nie kierujesz swoim życiem, bo nikt z ludzi nim nie kieruje. Iluzja.
            Nie przestałeś cierpieć z powodu bezsilności wobec alkoholu, ale z powodu braku kontroli nad alkoholem. Przestałeś cierpieć, bo ją odzyskałeś. To wynika z twoich wpisów.
        • aaugustw Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 19:19
          bananarama-live napisał (do Wiedzy):
          > Nie zawracaj sobie głowy nami alkoholikami,którym
          sie wydaje że są zdrowi
          ____________________________________________.
          Widze bananie, ze nawet po uplywie tak duzego czasu
          dalej jestes niereformowalny... - Mow ty za siebie...! :-l
          A...
        • alkodarek Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 17:01
          bananarama-live napisał:


          > Znowu to samo :] Skoro jestes zdrowy ,to co tu robisz ?
          > Nie zawracaj sobie głowy nami
          > alkoholikami,którym sie wydaje że są zdrowi
          > ===========================================

          Jak zauważyłeś, zbyt wiele mnie tu nie ma. Jestem tu wyłącznie po to, żeby taki nieszczęśnik, jakim byłem ponad dwa lata temu, mnie odnalazł.
          Masturbowanie własnym nieszczęściem mnie nie dotyczy. Alko jest dla mnie płynem obojętnym. Nie mam potrzeby trącania sfer alkogennych. Nie rajcuje mnie to.
          Ważne jest to, że poddałem się alkoholizmowi w wyniku kłamstw terapeutyczno-aowskich, ponieważ po latach mitingów zaszeregowałem się do "tych nieszczęśników". Jednak rzutem na taśmę znalazłem baclofen. Dzięki niemu żyję szczęśliwie i daję szczęście mojej rodzinie. Reszta jest tylko słodką wisienką (macerowaną w spirytusie) na torcie.

          Pozdrówka marakuya, wiesz o czy rozprawiamy :)
          • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 17:21
            alkodarek napisał:
            . Alko jest dla mnie płynem
            > obojętnym.

            gdyby tak bylo, nie piłbys go Alkodarku....dla przyjemnosci, dla miłego spedzenia czasu itd etc.
            dla mnie jest obojętne wiele rzeczy.w tym diso-polo i jazzmodern..i nie słucham tego poprostu.nie dlatego ,ze mnie do irytuje...ale poprostu jest obojetne.a obojetnymi rzeczami nie zajmuje sie w swoim zyciu.bo po co ? :-)
            mam tylko nadzieje ,ze tutejsza rozmowa nie ugrzęźnie na różnicach swiatopoglądowych...bo to moze jednak byc przeszkoda trudna do obejscia w kontekcie: kierowanie wlasnym zyciem:
            wierzacy, moze stwierdzic, ze wszystko zawdziecza opiece i działaniu bskiemu, a nie swojemu kierowaniu itd etc
            niewierzacy-stwierdzi znów,ze całkowicie sobie samemu zawdziecza wszystko.
            agnostyk, na przyklad powie, ze nawet jesli bog dziala w jego zyciu, to on i tak tego nie wie, nie widzi i nie rozumie i dlatego stara sie samemu dzialac tak jakby ten bog byl jednak czasem "widoczny"...pomijam juz roznych oszolomow, mistykow, klerykow, idiotow i nawiedzonych duchem wszelkim...a najbardziej postalkoholowym :-0
            hey
            • alkodarek Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 17:26
              wolfbreslau napisał:

              > alkodarek napisał:
              > . Alko jest dla mnie płynem
              > > obojętnym.
              >
              > gdyby tak bylo, nie piłbys go Alkodarku....dla przyjemnosci, dla miłego spedzen
              > ia czasu itd etc.

              Miło czas to ja spędzam na kijkach z żoną i psiakiem hasającym.
              • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 17:31
                alkodarek napisał:

                > wolfbreslau napisał:
                >
                > > alkodarek napisał:
                > > . Alko jest dla mnie płynem
                > > > obojętnym.
                > >
                > > gdyby tak bylo, nie piłbys go Alkodarku....dla przyjemnosci, dla miłego s
                > pedzen
                > > ia czasu itd etc.
                >
                > Miło czas to ja spędzam na kijkach z żoną i psiakiem hasającym.

                no to nie rozumiem po co w ogole pijesz wino, lub co innego?chyba ze rozbisz to tylko ze względów słuzbowych , lub "towarzyskich "
                jak dla mnie nic złego jest w tym ,ze ktos lubi wypic nieco alkoholu dla odmiany smaku i nastroju...3/4 ludzi na swiecie wlasnie tak pije alkohol
                i git
                • alkodarek Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 17:37
                  wolfbreslau napisał:

                  > no to nie rozumiem po co w ogole pijesz wino, lub co innego?chyba ze rozbisz to
                  > tylko ze względów słuzbowych , lub "towarzyskich "<

                  Jakoś trzeba dobrać składnik gastronomiczny frutti de mare.

                  > jak dla mnie nic złego jest w tym ,ze ktos lubi wypic nieco alkoholu dla odmiany smaku i nastroju...3/4 ludzi na swiecie wlasnie tak pije alkoholu

                  Niestety, w moim przypadku tylko smaku.

                  ps. lubię Twój "git"

          • bananarama-live Re: 19.12.14, 19:34
            Ja to rozumiem tz mysle że rozumiem.
            Inaczej nie mogłeś i finito.
            Też bym tak uczynił, gdybym inaczej nie mógł .
            Nie byłem w takiej sytuacji jak ty, wiec mogę tylko domniemać ,że pewnie nie czułbym sie komfortowo, przejść z jednego uzależnienia w drugie --
    • aaugustw Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 15:55
      wiedza_to_podstawa napisał(a):
      > Przyznam, że od wczoraj to zdanie nie daje mi spokoju:
      > Fajnie jest odzyskać zdolność kierowania swoim życiem i nie cierpieć z powod
      > u bezsilności wobec alkoholu.

      > Nie wiem na ile jej autor ma świadomość tego co tu napisał?
      > Nie wiem, czy napisał to, żeby napisać? Czy to jego rzeczywiste osiągnięcie ?
      > Z chęcią poczytam merytoryczne dowody na powyższe.
      > Byłby to pierwszy znany mi przypadek człowieka kierującego swoim życiem...
      ________________________________________________________________.
      Tu, gdzie mieszkam pada mzawka i moze dlatego bylem bardzo spiacy...(!?),
      A moze dlatego, ze zjadlem dobry obiad a po nim smaczny deser...(!?) - Niewazne,
      waznym jest to, ze przeczytaniu powyzszych slow wiedzy "obudzilem" sie...! ;-)
      Zawsze gdy czytam takie slowa, ktore mnie takze bezposrednio dotycza staje sie
      "ozywiony", tym bardziej ze moge i ja w tym temacie cos powiedziec, bo zdobylem
      dzieki Wspolnocie AA swoje tam doswiadczenie...
      Przyznam sie, ze ucieklo mi to zdanie, zatytulowane na poczatku przez "Wiedze..."
      Krok Pierwszy AA (druga jego czesc) mowi o przyznaniu sie do nie kierowania
      wlasnym zyciem... - W jezyku panstwa gdzie mieszkam ten sam Krok przetlumaczyc
      moge jako: "...przyznanie sie do nie panowania nad swoim zyciem, do nie dawania
      sobie rady ze swoim zyciem..." - Te slowa bardziej do mnie trafiaja, poniewaz
      kierowac zyciem potrafilem zawsze, wtedy kiedy pilem i dzisiaj, kiedy rozwijam sie juz
      duchowo robiac odczuwalne postepy w domu, w spoleczenstwie...
      Dzisiaj takze kieruje swoim zyciem w jakims tam marginalnym stopniu i staram sie
      to robic poprawnie tam, gdzie tylko moge, przy tym wiem ze jako alkoholik nie potrafie
      kierowac swoim zyciem bez pomocy innych, na ktorych nb. nie mam zadnego wplywu...
      A...
      • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 16:54

        Wątek jako wynik ciekawości, argumentowanej jak się okazuje bardzo na wyrost ;-)
        Może jeszcze się dowiem, co to znaczy, normalność w rodzinie w której jej głowa zażywa baclofen, zamiast pić alkohol. Może...
        Czyżby teoria Pani Ewy miała uzasadnienie?

        Jesteśmy Narodem ćpunów?

        Środowisko w którym sama się obracam jest dalekie, od używek, farmakologi, iluzji, więc nie patrzę przez czarne okulary. Z pewnością dostrzegam uporczywe działania koncernów, aby z ludzi ćpunów uczynić. Wpaść z deszczu pod rynnę można łatwo.
          • aabroniewski Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 17:26
            Czlowiek chcialby byc panem samego siebie - nigdy nie pogodzi sie z czyms, co zostalo mu z gory przeznaczone.
            Na czym niby ma polegac te panowanie nad wlasnym zyciem, ze nie ulega sie nalogom?
            Przypomnialy mi sie slowa Marka Edelmana"
            ' Mlody czlowiek ma wielkie nadzieje."

            Dynamo chodzi po wodzie, a kiedys Jozef Marcinkowski przepowiadal przyszlosc.
            "Po wojnie pracował m.in. jako nauczyciel, wychowawca i behapowiec. Był autorem wielu artykułów publikowanych w prasie ludowej i młodzieżowej. Zajmował się także wróżeniem. W 1972 roku, jako młoda dziewczyna odwiedziłam jasnowidza Józefa Mustafę Marcinkowskiego. Z namowy koleżanki, bo ponoć trafnie bardzo przepowiadał, kiedy która z nas wyjdzie za mąż. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam inne karty od tych, które znałam – to był Tarot. Traktowałam tę wizytę lekko, tak sobie przyszłam z ciekawości i nie wiedziałam, że jego wróżba będzie miała wpływ na moje życie. Przyjmował w ciemnym pokoju, przy starym biurku, na którym rozłożył te karty – czytamy w artykule Eddy’ego Kozaka, opublikowanym na stronie www.wieczorslaski.pl. Ta kobieta była u niego w 1972 r. Przepowiedział mi, że moim życiem rządzą czwórki, wyjdę za mąż za cztery lata, będę miała w życiu jednego męża i dwoje dzieci, które jednak będą mówiły innymi językami niż mój. Wyjadę też z Polski, czy tego chcę, czy nie. Powiedział też, że będę miała w życiu taki okres, cztery lata, gdy nie będę wiedziała, czy jestem sama, panna, mężatka, wdowa – wspominała po latach. W jakiś czas potem na wakacjach w Wiśle poznała Ślązaka z Bytomia. W rok po ślubie mąż zadecydował, że wyjadą do Niemiec. Mają dwoje dzieci, które nie znają języka polskiego, przez cztery lata mąż miał kochankę i prowadził podwójne życie. Spełniło się wszystko, co jej przepowiedział Akhara Mustafa.'
          • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 17:50
            Możliwe.

            Napisz w konkretnych punktach jak pokierujesz swoim losem. Co się wydarzy, w ciągu najbliższego roku. Będziemy twoje kierowanie mogli potwierdzić, jeśli wszystkie twoje plany się zrealizują. W sumie to bardziej chodzi o to, żebyś pojął, że jest to zwyczajnie nie możliwe.
    • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 19:43
      wiedza_to_podstawa napisał(a):

      >
      > Z chęcią poczytam merytoryczne dowody na powyższe.

      biorac pod uwage,ze rozumiem utrate kontroli nad swoim zyciem, jako sume moich poczynań na przestrzeni lat. usystematyzuje to tak;
      -utraciłem prace, zdrowie, pozycje zawodowa, i co najwazniejsze-utraciłem rodzine, dom /czyli i mieszkanie fizycznie i w znaczeniu duchowym/, wylądowałem tak jak wielu innych przede mna na detoxie, odwyku i schronisku dla bezdomnych /tak w skrócie/
      co zyskałem gdy sie ogarnałem antyalkoholowo?
      prace, zdrowie, pozycje zawodowa i co najwazniejsze rodzine/nawet kontakt z była zoną stał sie bardziej niż koleżeński/ odzyskałem ponadto kontakt z rodzicami. mam nowy dom /w znaczeniu meta i fizycznym :-) /..wymagalo to duzo konkretnej pracy, wizyt u dentysty, komornika, kuratora. sam decydowałem co i jak zrobie w jakiej kolejnosci. oczywiscie pomagali mi w tym rózni ludzie. ale decyzje i wykonanie było moje///nawet gdyby ktos sie uparl ,ze to Bóg zadziałal, lub inna sila wyzsza-nie będe polemizowal. :-)
      mam do tego czysto agnostyczne podejscie...bog jakkolwiek go nie pojmuje /inni zresztą też nie pojmują, tylko wydaje im sie ,ze jest inaczej / nie przeszkadza mi w moich "cnotliwych" zamiarach i wysiłkach. gdy zas brnę w ślepe uliczki-zawsze mi wysyla jakis sygnal: a to rower mi sie zepsuje, a to kobieta każe mi umyć okna w grudniu, lub co najdziwniejsze, dzieci mi mówią: kocham Cie tato :-)
        • marakuya Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 20:41
          Zgadzam się, że uzależnionym jest się raz na zawsze. A ja lubię swoje uzależnienia, szczególnie od czasu, kiedy mam je pod kontrolą. Wiem, wiem! Według "nauki" psychologicznej nie ma kontroli nad uzależnieniami... No to może jestem wyjątkiem od zasady;-) Paliłam przez trzydzieści lat i rozpaczliwie nie potrafiłam przestać. Popadałam w alkoholizm i rozpoznawałam u siebie mechanizm zjeżdżania po równi pochyłej...
          Nie wiem co się tam dzieje z moimi płucami po wieloletnim złym traktowaniu, ale obecnie już nie palę, jeśli nie liczyć wypalenia paru papierosów na wycieczkach, spotkaniach towarzyskich.
          Zawsze w buzi pozostawał mi obrzydliwy smak, ale nie wykluczam recydywy.
          Alkohol też nie jest moim najlepszym przyjacielem, choć byłam blisko uznania go za taki:-)
          Tutaj też recydywy nie wykluczam.
          Możecie powiedzieć, że nigdy chora nie byłam, ale ja jestem innego zdania...
        • zdzislaw50 Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 18.12.14, 22:39
          wiedza_to_ podstawa napisała:
          Fajnie jest odzyskać zdolność kierowania swoim życiem i nie cierpieć z powodu bezsilności wobec alkoholu.......
          Z chęcią poczytam merytoryczne dowody na powyższe.

          Żeby odpowiedzieć zacytuje 1 krok AA :

          Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

          A teraz odpowiedz, moja oczywiście:
          Przyznałem , że jestem bezsilny wobec alkoholu - (bo on jest silniejszy niż ja, wiec mu uległem i nie próbuje się z nim), że przestałem kierować swoim życiem-(kiedy wypije alkohol, dziś nie pijąc wiem co robię i dlatego nie chce go pić,żeby tej możliwości się nie pozbywać.) To takie proste według mnie tłumaczenie. Pozdrawiam.
          • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 09:48
            Zdzisław niby proste!
            Z twojego wpisu wynika, że kierujesz swoim życiem, odkąd nie pijesz. Nie wracasz do picia, żeby tej umiejętności nie stracić. Wiesz, że pijąc nie kierowaleś nim. Jak nim kierujesz? To jest temat tego wątku. Czy możliwe jest kierowanie swoim życiem?

            Marakuya kompulsje też są dokuczliwe.
            • zdzislaw50 Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 10:03
              wiedza_to_podstawa napisała:

              ....Czy możliwe jest kierowanie swoim życiem?

              Przecież to normalne że nie mam wpływu na niektóre aspekty mojego życia, nie wiem kiedy umrę, kiedy zachoruję , czy wpadnę pod samochód ale...mogę np, dbać o zdrowie, nie leżąc w zimę pod ławką , uważam na przejściach przez jezdnię, bo dziś jestem trzeźwy. Ja tak to rozumiem a Ty, pewnie nie jesteś alkoholikiem, wiec napisz jak Ty to widzisz z perspektywy zdrowego człowieka, czy Twój wpływ na własne życie jest inny? :)
              • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 11:47

                Alkoholicy to ludzie wracający do zdrowia i w tym sensie nie ma między nami żadnej różnicy.
                Powrót do zdrowia rozumiem jak stan, w którym alkohol nie jest już im potrzebny do funkcjonowania, a nie jako powrót do kontrolowanego picia. Chcę, żeby to było jasne.
                Ja nie kieruje swoim życiem. Mam nadzieję, nie pewność, że moje decyzje wynikają ze zdrowego rozsądku, a nie nabytych dysfunkcji. Każdy w swoim życiu ma okres "narzucania" mu wszystkiego, gdy jest dzieckiem. Rodzice potrafią zarażać swoimi fobiami. Sami najczęściej wykazują się niedojrzałością. Kieruje zatem tylko i wyłącznie swoimi decyzjami. Moje plany bardzo często ulegają zmianom z powodów ode mnie nie zależnych.
                W pierwszym kroku mowa o przyznaniu się do nie kierowania życiem.
                Interesuje mnie dlaczego tak wielu alkoholików twierdzi, że życiem kieruje?

            • lena1952 Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 13:01
              Ja też kieruję swoim życiem.
              W życiu część rzeczy dzieje się sama no i na nie nie mamy wpływu, musimy to rozróżniać.
              W życiu część rzeczy dzieje się za naszą sprawą i my tym kierujemy, właśnie podejmując różne decyzje,zachowując się różnie, mamy wpływ na to jak żyjemy.
              Uzależnionego z kierowania swoim życiem, zwalnia b. często używka, natomiast wolny od nałogu, często z kierowania własnym życiem zwalnia się sam z wygodnictwa. To wygodnictwo, oczywiście według mnie, często polega na tym, że jak powiem " a ja na to nie mam wpływu, niech się dzieje co chce", a jak się dzieje co chce, to niech nikt nie ma do mnie o nic pretensji.
              Lubię tych, którzy kierują swoim życiem, bo życie, to drzewa, ptaki,praca, zupa i decyzje. L.
                  • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 13:59
                    Marakuya fantastyczna uwaga! Ja też gdybym kierowała czym kolwiek pokierowalabym tym w stronę bogactwa, fortuny, pomyślności, nagród, sławy... Zbyt mało jednak ode mnie zależy. Mam tego świadomość. Zdaje się, że tu jednak nie o fakty chodzi, ale o pewne poczucie. Ludzie sprawujący kontrolę nad własnym losem chcą mieć i mają jedynie takie poczucie. Uczucie kontroli daje im bezpieczeńswo, stabilność i wiele innych profitów, niemniej tylko w sferze emocjonalnej nie rzeczywistej. U alkoholików to rodzaj nie zrealizowanej tęsknoty przeniesionej z nałogu na życie. Kontrola picia = kontrola życia. Tak myślę...
                    • aaugustw Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 14:25
                      wiedza_to_podstawa napisała (do marakuyi);
                      ... U alkoholików to rodzaj nie zrealizowanej tęsknoty przeniesionej
                      z nałogu na życie. Kontrola picia = kontrola życia. Tak myślę...
                      ______________________________________________________.
                      U czynnych jeszcze alkoholikow - tak...!
                      U trzezwych alkoholikow to rozwoj duchowy na pierwszym miejscu,
                      (bez chemii), rozwoj ten przynosi potem w parze zadowolenie nie
                      tylko duchowe, ale i materialne, a co za tym idzie i wspomniany tu
                      wczesniej urlop gdzies tam...! ;-)
                      A...
                      • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 15:28
                        To jasne, gdy się nie wydaje pieniędzy na alkohol można je wydać na urlop, o ile skutki picia nie odezwą się jakąś poważną chorobą, na leczeniu której alkoholik spędzi resztki życia :-(
                        Mniejsza o to! Pod wpływem twego wpisu pojawiła mi się inna myśl. Krok I mają w swoim programie zdrowienia też inne grupy samopomocowe Al-anon, DDA, DDD, SLA e.t.c i one też wwraz z nim ogłaszają swą niezdolność do kierowania życiem, choć samą bezsilność wobec innych niż alkoholicy czynników. Wydaje się, że ten krok usprawnia ludzi zmagajacych się z różnymi problemami. Odbiera energię i zapał zużywany na rzeczy niemożliwe (kontrola życia innych osób) i przekierowanie jej na działania możliwe. Z tym kierowaniem jest tak jak ze wszystkim, zaczyna się niewinnie, towarzysko, a potem rujnuje życie kontrolowanym i kontrolującym ;-) rzecz w skupieniu maksymalnej uwagi i troski na sobie, po to by być zdrowym dla innych.
                        • aaugustw Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 16:35
                          wiedza_to_podstawa napisała (na A... wypowiedz):
                          > To jasne, gdy się nie wydaje pieniędzy na alkohol można je wydać na urlop, o il
                          > e skutki picia nie odezwą się jakąś poważną chorobą, na leczeniu której alkohol
                          > ik spędzi resztki życia :-(
                          > Mniejsza o to! Pod wpływem twego wpisu pojawiła mi się inna myśl. Krok I mają w
                          > swoim programie zdrowienia też inne grupy samopomocowe Al-anon, DDA, DDD, SLA
                          > e.t.c i one też wwraz z nim ogłaszają swą niezdolność do kierowania życiem, c
                          > hoć samą bezsilność wobec innych niż alkoholicy czynników. Wydaje się, że ten k
                          > rok usprawnia ludzi zmagajacych się z różnymi problemami. Odbiera energię i zap
                          > ał zużywany na rzeczy niemożliwe (kontrola życia innych osób) i przekierowanie
                          > jej na działania możliwe. Z tym kierowaniem jest tak jak ze wszystkim, zaczyna
                          > się niewinnie, towarzysko, a potem rujnuje życie kontrolowanym i kontrolującym
                          > ;-) rzecz w skupieniu maksymalnej uwagi i troski na sobie, po to by być zdrowym
                          > dla innych.
                          __________________________________________________________________.
                          Wspaniala analiza... - Podziwiam...!
                          To wszystko co opisalas takze przeszedlem, ale dzisiaj jestem juz dalej, (na mysli
                          mam oczywiscie moja zone i cala rodzine i caly ten opisany wyzej proces rozwoju...!).
                          Niedawno obchodzilem swoja 18-rocznice trzezwosci, a kiedy obdarowany zostalem
                          poteznym tortem z "18" na gorze, a dzialo sie to podczas Konwencji AA, w towarzystwie
                          ponad 130 ludzi (glownie AA, ale i Al-Anon i DDA, DDD), podziekowalem wzruszony
                          wszystkim, ale nie zonie... - Wtedy ktos z tlumu (prawdopodobnie Al-Anonka..!?),
                          zawolala; "a gdzie podzieka dla zony...!?" - Spontanicznie odpowiedzialem:
                          My nie dziekujemy juz sobie... - My jestesmy juz na tym etapie rozwoju duchowego,
                          ze jestesmy wdzieczni Sile Wyzszej za to czym Ona nas obdarzyla, inaczej nie bylibysmy
                          tymi, kim jestesmy i nie mielibysmy tych serc, ktore mamy...
                          Dzieki tej chorobie, zakwitlo u nas zdrowie, w kazdym milimetrze naszego realnego zycia...!
                          (jak to Europa napisala: "z tragedii mozna zrobic komedie" i ja to wykorzystuje dzieki
                          innym trzezwym alkoholikom (nie mylic z abstynencja) i dzieki ich duchowemu
                          Programowi AA...!
                          A...
                          Ps. Nie tylko dlatego mozna pojechac dzisiaj na urlop, gdy nie wydaje sie pieniedzy na urlop, lecz glownie latwiej i wiecej mozna zarobic majac trzezwa glowe i postepowanie (nie mylic z abstynencja...!) ;-)
                          • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 18:32

                            Szkoda, że szczęścia nie da się zmierzyć!
                            Nie są mi obce takie świadectwa, a jednak zawsze wzruszają. Gratuluję!!!!
                            Wiem ile za tym stoi konkretnej pracy i rezygnacji z półśrodków.
                            Wiem też po sobie, że to co ma większą wartość, musi mieć większą cenę!
                            Czasami nazywamy szczęściem, coś co nim nie jest. Jakoś trzeba się pocieszać ;-)
                            Czytałam przed chwilą świadectwo, gdzieś na górze wątku, alkodarka twierdzącego, że szczęśliwy jest odkąd zażywa tabletki. Od tej pory też potrafi uszczęśliwiać bliskich.
                            Zaleca chodzenie na łatwiznę, w dodatku przypisuje niezwykłą moc "chemii".
                            Dla mnie ta tabletka niweluje napięcie mięśniowe, a nie gwarantuje szczęśliwe życie.
                            Nie ma takiej tabletki, po prostu. Jest natomiast mechanizm funkcjonujący w ludziach zdolny do racjonalizacji najgłupszej nawet decyzji, uznając ją za właściwą, jedyną i mądrą. W ten sposób, a nie iny, tabletka ma moc uszczęśliwiania. Wiara czyni cuda ;-)
                            Dodam, że "nieszczęśnicy" w literaturze AA, to ci, którzy nie potrafią lub nie chcą zachować uczciwość wobec samych siebie. To nie ich wina, tacy się po prostu urodzili. Widać z tego, że to dobre odkrycie, pochodzące sprzed blisko 80 lat, bo ma zastosowanie w czasach obecnych. Byli, są i będą tacy nieszczęśnicy. Inni wracają do zdrowia, jeśli tylko zdobędą się na uczciwość względem siebie. To proste! w ocenie z boku.

                            • alkodarek Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 22.12.14, 17:42
                              wiedza_to_podstawa napisał(a):

                              > Szkoda, że szczęścia nie da się zmierzyć!<

                              Ja to nie da się zmierzyć? AA liczy! Dniami abstynencji, świętowanymi tortami ( sprawdzone, bez śpirtu), cukierkami ( sprawdzone "nie-kukułki") i gromkie "sto lat" ( bez śpirtu, ale jak u Józka na zaprawianych imnienienach).

                              > Nie są mi obce takie świadectwa, a jednak zawsze wzruszają. Gratuluję!!!!<

                              Dokładniej proszę, znasz je czy obserwujesz? No i czego gratulujesz, młoda terapeutko.

                              > Wiem ile za tym stoi konkretnej pracy i rezygnacji z półśrodków.<

                              Konkretna praca, konkretny pinądz. Prawdziwy Alkoholik, Prawdziwy Polak. Dobrze jest się dowartościować.

                              > Wiem też po sobie, że to co ma większą wartość, musi mieć większą cenę!<

                              Wyższa cena nie oznacza większej wartości.

                              > Czasami nazywamy szczęściem, coś co nim nie jest. Jakoś trzeba się pocieszać ;-)<

                              No i się razem na grupie do tego przekonywać, podbijając wartość ;)

                              > Czytałam przed chwilą świadectwo, gdzieś na górze wątku, alkodarka twierdzącego, że szczęśliwy jest odkąd zażywa tabletki. Od tej pory też potrafi uszczęśliwiać bliskich. Zaleca chodzenie na łatwiznę, w dodatku przypisuje niezwykłą moc "chemii".<


                              Świadectwo otrzymałem po ogólniaku. Później były dyplomy.
                              Nie jestem Prawdziwym Alkoholikiem i Prawdziwym Polakiem, nie gloryfikuję cierpiętnictwa i glorii chwały porażek typu "osiągnięcia dna". Od dna się nie odbiłem, oszczany się nie obudziłem, a i na dołku nie spałem. Jednak, ponad dwa i pół roku spoko sobie żyję budując szczęście mojej rodziny, pracowników mojej firmy i własne. W takiej kolejności.
                              Dziwne, ale jakoś nie tęsknię za terapeutyczno-aowskim dnem.
                              Druga dziwność, moja żona nie zapisała mnie do miejskiej komisji zabezpieczenia pracy terapeutom. Nie wystawiła walizek za drzwi. Pewnie teraz jej szczęście jest nie pełne, bez uczestnictwa w grupie al-anon i pomocy oświeconych terapeutek. Bidula..., szkoda, bo mogłaby stać się najszczęśliwszą ko-alkoholiczką.

                              > Dla mnie ta tabletka niweluje napięcie mięśniowe, a nie gwarantuje szczęśliwe życie.<

                              Dobrze, że o tym nie wiedziałem, bo, zgodnie z terapeutycznymi moja rodzina, moi pracownicy i ja ciągle byśmy czekali na odbicie od mitycznego, a niezbędnego wg. aowsko-terapeutyczną wiedzą absolutną ( bo wiadomo, Wiedza_to_podstawa), dna. Nie jestem przekonany, że bliscy woleliby taki rozwój sytuacji... Raczej nie, skoro mają to bez traumy i beznadziei oczekiwania.

                              > Nie ma takiej tabletki, po prostu.<

                              Lubię i wierzę takim dowodom. Ziemia jest płaska, po prostu.

                              >Jest natomiast mechanizm funkcjonujący w ludziach zdolny do racjonalizacji najgłupszej nawet decyzji, uznając ją za właściwą, jedyną i mądrą.<

                              Racja. Na przykład zdecydowanie się na terapię u młodej terapeutki co to wiedzę_ma_za_podstawę. Nie ważne jaką, nie ważne jak i od kogo pozyskaną ale_podstawową. Nie ważne, że nie otwartą na inność i nie doświadczoną. Ważne, że _podstawową.

                              >W ten sposób, a nie iny, tabletka ma moc uszczęśliwiania.<

                              Jednak _podstawowa+wiedza nie gwarantuje zrozumienia, nawet _podstawowych_ komunikatów.

                              >Wiara czyni cuda ;-)<

                              U aowców i terapeutyzonanych, z pewnością! "Uwierz a zostaniesz zbawiony!"

                              > Dodam, że "nieszczęśnicy" w literaturze AA, to ci, którzy nie potrafią lub nie chcą zachować uczciwość wobec samych siebie. To nie ich wina, tacy się po prostu urodzili. Widać z tego, że to dobre odkrycie, pochodzące sprzed blisko 80 lat, bo ma zastosowanie w czasach obecnych. <

                              Trafne, właściwie zawsze należy stosować zasadę raz stwierdzoną, i broń boże jej nie kwestionować, nie weryfikować! Na przykład:
                              - "Wszystko, co mogło by wynalezione, już wynaleziono"
                              lub
                              - "128kB pamięci wystarczy każdemu"

                              Niech żyje racjonalność nauki_jako_podstawy_wiedzy lub odwrotnie.

                              Lub vice-versa, jak kto lubi.

                              Nie martw się w_t_p, masz tu tylu popleczników, że niczego w swoim myśleniu zmieniać nie musisz.
                    • lena1952 Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 21:29
                      Wiedza napisała "zbyt mało jednak ode mnie zależy" dalej napisała "Ludzie sprawujący kontrolę nad własnym losem chcą mieć i mają jedynie takie poczucie.
                      Nie mogę Wiedzo uwierzyć w to co czytam.
                      A jakie poczucie mają ludzie, którzy nie sprawują kontroli nad własnym losem, kim są Ci ludzie?. Wybacz Wiedzo, ale dla mnie to są ogromnie ograniczeni nieszczęśnicy.L.
                      • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 22:20
                        To ludzie, którzy oddają ster życia Bogu i wierzą, że to on poprowadzi ich sprawy najlepiej jak można. Działają i podejmują decyzje zostawiając ich rezultaty w ręku Boga. Nie oczekują, wierzą, że wszystko co ich spotyka jest dobre, choćby było bardzo trudne. I nie o ugotowaniu przesolonej zupy, czy upieczeniu zbyt mokrego jabłecznika tu piszę. Jeśli to dla Ciebie ograniczeni nieszczęśnicy nic mi do tego. Moja ocena jest z gola inna, to ludzie którzy nie kopią się z życiem, udając że mają bad nim władze. Nie tylko maja poczucie, ale są wolni.
                        Nie chodzi o brak kontroli nad sobą i swoimi decyzjami, ale o brak kierowania nadchodzacymi wydarzeniami. Zdaje się, że twoje myśli nie chcą tego odróżnić i zamiast to ugryźć wolisz wydawać zbyt śmiałe w mojej ocenie sądy.
                        • e4ska niechlujstwo bez przepraszam 19.12.14, 23:38
                          Właśnie odczytałam i nie wnikając zbytnio, o co tym razem Wiedza Niewiedza walczy, uważam, że powinna dać przyzwoite przeprosiny typu "sorki za usterki".
                          Czytasz ty czasem to, co piszesz, czy tylko bełkoczesz z wewnętrznej grafomańskiej potrzeby?

                          Choć ładnie to brzmi: "Moja ocena jest z gola inna"... w ogóle większość postów wskazuje na gimbusowaty poziom ortografii, co w połączeniu z poddaństwem wobec "hautorytetuf" wyjaśnia, czemu taki ktoś nie zrobi kariery poza pijanym światem średniowiecznych bogów czy bożków, których większość nie pojmuje, bo to niby ładnie brzmi.

                          A już takie stwierdzenie:
                          Zdaje się, że twoje myśli nie chcą tego odróżnić i zamiast to ugryźć wolisz wydawać zbyt śmiałe w mojej ocenie sądy.
                          jest po prostu piękne.

                          Otóż - weź i ugryź! Smacznego ;-)))
                  • lena1952 Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 18:00
                    I dlatego że, nie masz Nobla, wyspy na Karaibach,to uważasz, że nie kierujesz niczym?
                    Marakuja, co Ty? zwalniasz się z kierowniczego stanowiska?
                    Spróbuj, może z Noblem na Karaibach nie będziesz bardzo nieszczęśliwa.
                    A ja myślę, czytając Cię tu, że Ty kierujesz.L.
                  • aaugustw Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 14:18
                    lena1952 napisała (do A...):
                    > August, matematyką w szkole nigdy nie kierowałam, więc nie odpowiem Ci w procen
                    > tach, ale podpierając się moim wpisem wyżej, odpowiem tak, drzewa nie zawsze mo
                    > je, ptaki nie moje,
                    > ale praca moja, zupa moja i decyzje moje.L.
                    _________________________________________________.
                    Ach tak, zupa twoja...!? - A kto dal ci na te zupe - zastanowilas sie nie-matematycznie...!?
                    Nawet "glupiego" jablecznika nie potrafilabys sama zrobic, bo wczesniej musialabys sobie sad jablkowy stworzyc...!
                    A...
                    Ps. Ok, w matmie nie tylko ty z kobiet jestes slaba, wiec powiedz mi inaczej;
                    na palcach twoich rak (zakladajac ze nie sa one stolarskimi), ile w skali od "O" - "10"
                    myslisz, ze kierujesz swoim zyciem...!? Zakladajac, ze "O" oznacza "NIC"...
                    • lena1952 Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 16:03
                      Bóg stworzył człowieka, ale z pewnością nie po to, aby człowiek uznał "jakiegoś mnie Boże stworzył, takiego mnie masz" Bóg stworzył człowieka, dając mu możliwości, z których człowiek powinien umieć korzystać.
                      W skali od O do 10, wykorzystując możliwości, korzystam z sadu jabłkowego na piątkę, podejmuję decyzję i robię jabłecznik.
                      Powiem tak, to co mi zostało dane, chcę należycie wykorzystać i kierować dobrą drogą. Jestem to winna Ofiarodawcy.
                      Pozdrawiam L.
                      • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 16:25
                        Z wiedzy religijnej jaką posiadam wiem, że Bóg po stworzeniu człowieka oniemiał z zachwytu. Jest ogromne prawdopodobieństwo, że chciałby, aby człowiek pozostał takim, jakim go stworzył. Człowiek postanowił inaczej, skazał się na cierpienie oraz naraził na cierpienie wszystkich swoich potomków. Śmierć jest ratunkiem dla człowieka. Dostał ją w bonusie, żeby nie musiał cierpieć wiecznie. Człek miał być wieczny i szczęśliwy. Tyle religia w której większość z nas wzrastala. W zasadzie, nie chodzi o nic innego jak o to - przeżyć życie cierpiąc jak najmniej i jak najmniej krzywd wyrządzać innym. Życie to mgnienie, niesamowite, co ludzie z niego robią. Najważniejszy dzień w życiu człowieka? Dzień jego śmierci. Jedyny demokratyczny pewnik, a zarazem największa z tajemnic...
        • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 16:40
          wiedza_to_podstawa napisał(a):

          > Fajnie, że tak się ułożyło. Budujący kawał własnego doświadczenia!
          > Ciekawa jestem, czy odzyskanie tego co utraciłeś wiążesz z abstynencją od alkoh
          > olu? Bezsilnoscią? Czy nie ma to znaczenia? Tak wyszło? Tak się po składało?

          co to znaczy tak wyszło?
          tak mi wychodzilo wiele razy i niekoniecznie mialo to zwiazek z alkoholizmem...tak poprostu sie dzialo wtedy, gdy zoastawialem zycie samemu sobie...ja oczywiscie nie aspiruje do bycia bóstwem, nie znam godziny smierci itp...to sa oczywistosci....ale kierowanie zyciem nie ogranicza sie dla mnie do nobla, pieniedzy, wyspy na karaibach
          to raczej kwestia celu do jakiego zmierzam i jakie srodki ku temu stosuje.
          pomijam date choroby, cegle w drewnianym kosciele i tym podobne newsy od pana boga :-0
          ale dajmy na to, moge, zamiast jesc kebaby i inne swianstwa...jem brokuly, boczek domowy pieczony i popijam cocacola ;-0
          • wiedza_to_podstawa Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 19.12.14, 18:49
            tak mi wychodzilo wiele razy

            -utraciłem prace, zdrowie, pozycje zawodowa, i co najwazniejsze-utraciłem rodzine, dom /czyli i mieszkanie fizycznie i w znaczeniu duchowym/, wylądowałem tak jak wielu innych przede mna na detoxie, odwyku i schronisku dla bezdomnych /tak w skrócie/
            co zyskałem gdy sie ogarnałem antyalkoholowo?
            prace, zdrowie, pozycje zawodowa i co najwazniejsze rodzine/nawet kontakt z była zoną stał sie bardziej niż koleżeński/ odzyskałem ponadto kontakt z rodzicami. mam nowy dom /w znaczeniu meta i fizycznym :-)


            Masz 100 lat? wiele razy to powtarzałeś? chyba sam nie wiesz co napisałeś, lub zwykłe pytanie cię przerosło.
            • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 20.12.14, 11:05
              wiedza_to_podstawa napisał(a):

              > tak mi wychodzilo wiele razy
              >
              > [i]-utraciłem prace, zdrowie, pozycje zawodowa, i co najwazniejsze-utraciłem ro
              > dzine, dom

              > Masz 100 lat? wiele razy to powtarzałeś? chyba sam nie wiesz co napisałeś, lub
              > zwykłe pytanie cię przerosło.

              tym razem zgodze sie w 100% z Eska..jestes grafomanka, czy tylko grafoczytanką?
              napisałem wyraźnie:wychodziło mi tak wiele razy...i wymieniłem te razy...a ze na ostatek zebrały sie wszystkie do kupy?
              no widzisz moja droga...ludzie zyją intensywnie i giną pod gąsienicą czołgu, inni z kolei zyja jak psy na łancuchu i giną z głodu, bo pijany gospdarz o psie zapomniał.
              a lat mam 52. wczoraj miałem imieniny i jak widzisz zyje nadal
              obawiam sie, ze koniecznie usilujesz wcisnac "rozmowcow" w ramki swojej tezy.
              zatem nie kieruj swoim zyciem jakkolwiek to brzmi...i git
    • e4ska Jaja nudą trącące 18.12.14, 23:48
      Szczerze: próbowałam poczytać od pierwszego do ostatniego wpisu: nie da się...
      Co u nie:
      rano zaczynam od kawy... hej, zgłaszać się użytkownicy, którzy uwielbiają poranne mielenie i naparzanie, ten cudny rytuał kawowy... osoba taka jak ja wspomaga się poranną kawą...

      a znowuż na noc zaparzam rumianek z melisą - rumianek złocisty, melisa zielona ...
      Sypiam dzielnie nawet do 6 lub 9 godzin. Rano próbuję złapać swoje sny - i nawet zastanawiam się, dlaczego ja tak pogodnie śnię? Widać taki mój los. Śnić dobrych ludzi, śnić wesołe rozmowy, śnić zieleń...

      Ponieważ nie jestem w stanie (pijana,,, :-)))) ) czytywać tu i tam, stwierdzam, że odnośnie mojej osoby: terapeuta, lekarz (kto mu płacił za idiotyzmy) zgodnie twierdzili, że bez terapii i AA zapiję się w najbliższym czasie. Powinnam odbyć co najmniej sześć tygodni przez kilka godzin szkoleń, które miały mnie wepchnąć we wspólnotę dychawicznych zezowatych pijusów, które to pijusy są takie same jak ja!
      Ano...

      Ale nie pływają w basenach, nie parują w saunach, nie pedałują i nie znają angielskiego.

      W dodatku mają na koncie obecnym - o czym się dowiedziałam dzisiaj- dzięki, Darku, dzięki twojemu osobistemu próbowaniu, dzięki twojej odwadze pisania - podobno aż 19 osób, które dowiedziało się o baclofenie od tylko 1 pijaka niepijącego ( a temu ja podałam namiary na Ciebie, tzn. na Twoje już nieobecna wykasowane wpisy) - uratowało się baclofenem!

      A to od jednego.., a ilu od innych? to już idzie co najmniej stu! Tyleśmu pomogli.

      Napiszę banalnie - bardzo się cieszę i wszelkie mazgajstwa tutejsze są niczym w odniesieniu do ludzi, którzy już nie muszą na detoks, na terapię, na mityng. I będę podpowiadać, jeśli mi się kto trafi. Sam. Bo ja nie szukam.

      Naprawdę cieszę się - naprawdę :-)))
        • aaugustw Re: Jaja nudą trącące 19.12.14, 13:00
          e4ska napisała:
          > I jak zwykle w moim przypadku - zamiast poprawić usterki wysyłam posta.
          > Sorki za usterki :-)
          ______________________________________.
          To sie nie zmieni, dopoki nie zmienisz siebie...! :-(
          A...
      • wiedza_to_podstawa Re: Jaja nudą trącące 19.12.14, 09:24
        Szczerze: próbowałam poczytać od pierwszego do ostatniego wpisu: nie da się.

        To ja mam inaczej - mi się nie chce ciebie czytać.
        Zakodowałam ten nick jako nic nie wart banialuk.
        Dzięki za przypomnienie.
        Aaaa pisz pisz to pomaga! Przecież nie na znaczenia czy ktoś to przeczyta.
        Ty pewnie zrobisz to kilka razy. Głupotę trzeba utrwalać żeby przetrwała.
        • alkodarek Re: Jaja nudą trącące 19.12.14, 18:58
          wiedza_to_podstawa napisał(a):


          > To ja mam inaczej - mi się nie chce ciebie czytać.
          > Zakodowałam ten nick jako nic nie wart banialuk.<

          Jako młoda terapeutka powinnaś poszerzać wiedzę o różnorodności postaw i wielowymiarowości modelowania świadomości człowieczej jaźni.


          > Głupotę trzeba utrwalać żeby przetrwała.<

          Brak zrozumienia ludzką rzeczą jest, nie martw się tym!

          • wiedza_to_podstawa Re: Jaja nudą trącące 19.12.14, 19:13

            Przeróżne obsesje i relacjonowanie rzeczywistości bez "danych" to przypadłość utrudniająca normalne życie. Proponuję się tym przejąć jednak, bo zawsze lepiej żyć normalnie niż nienormalnie. Myślę, że intelekt ma swoje granice i nie został sprawiedliwie rozdany.
            Lepiej znać własne możliwości i uczciwie je oceniać.
            Nie traktuję poważnie ludzi, którzy pretendują do bycia myślicielami, pozostając ciołkami.
            Poważnie traktuję ciołków, którzy wiedzą kim są.
            - ja, młoda terapeutka
            - august, opętaniec alkoholowy
            - europa, przebieraniec
            - alkoholik w AA, nieszczęśnik
            - terapeuta, kłamca
            - baclofen, CUD nad CUDY

            Niezłe dane, z palca wyssane. I to tylko dziś wyłapane :D
            Ciekawe kiedy się ogarniesz? i czy w ogóle?
            • europa277 Re: Jaja nudą trącące 19.12.14, 20:09
              Dobre - kiedyś chodziłam jako dziecko na przebierńce i śpiewałam ludziom piosenki
              - dostawałam podwójne dary i zawsze pieniążka za odwagę. ( dziecinstwo )
              A smeciaki chodziły za mną i pytały jak to sie robi ? :-)
            • aabroniewski Re: Jaja nudą trącące 20.12.14, 10:09
              To forum ma swoj klimat :)
              Przy pewnej wrazliwosci mozna poczuc autora - bez zbednych analiz i popisywania sie swym intelektem.
              Kogos moge np. odbierac jako " ciezkiego" - to najczesciej zagorzały intelektualista taczacy wojny na tym polu.
              Mozna powiedziec, za Augustem, ze jest to patrzenie sercem.
              Cieie, Europo, odbieram bardzo pozytywnie.
    • wiedza_to_podstawa Podsumowanie wątku! 20.12.14, 10:44
      Czy kierowanie życiem jest możliwe?
      Mając na myśli, życie jako całokształt przeróżnych zjawisk, pełnej historii jednego człowieka, jestem pewna, że kierowanie nim nie jest możliwe. Zadałam pytanie. Kilka osób odpowiedziało, przedstawiło swój punkt widzenia. Spotkałam się tu ze stwierdzeniami zaprzeczającymi mojej pewności, ale też potwierdzającymi ją. Ja oczywiście pozostanę przy swoim, bez poczucia bycia ograniczonym nieszczęśnikiem. Co odkryłam? do jakich wniosków doszłam? Otóż niektóre osoby twierdzą, że kierują swoim życiem z powodu mylenia pojęć.
      Nie odróżniają zdolności kierowania sobą, od kierowania swoim losem. Dla nich to jedno i to samo. Z nimi spór jedynie formalny, choć nie wiem, czy wpłynie na pogłębienie terminologii.
      Inne osoby bez wahania przyznają, że spraw na które mają wpływ jest bardzo niewiele, a kierowanie swoim życiem oddają przypadkowi, zbiegowi różnych okoliczności lub Bogu.
      Jest też grupa osób, która twierdzi, że KIERUJE swoim życiem.
      Nie wątpliwie to ta grupa osób, która dała mi się poznać, jako nie kierująca nawet swoim językiem i swoimi emocjami. Nie biorąca odpowiedzialności za własne złośliwości, agresję, kpinę, szyderstwo, podejrzliwość, chroniczny brak empatii. Nie panująca nad swoimi brakami, wadami charakteru. Bardzo podoba mi się i oddaje sens ich istnienia sformowanie - niewolnicy braków. Jestem przekonana, że nikt nie wybiera bycia prostakiem i złośliwcem. Raczej jest niewolnikiem własnych wad. W tym wymiarze twierdzenie, o kierowaniu swoim życiem brzmi wręcz zabawnie. Niezwykłe przy tym jest więc, że ludzie znający swoje błędy i braki, panujący nad nimi, naprawiający je, uświadamiający sobie je, swoim życiem nie kierują.
      Nie od dziś wiem, że świat uzależnień pełen jest paradoksów. To kolejny z nich.

      Nasunęła mi się jeszcze jedna myśl.
      Wielcy mędrcy, aby dotrzeć do potencjalnych odbiorców, skracali swoje wielkie przewody filozoficzne do jednych, oddających ich sens, zdań. To perełki, sentencje, aforyzmy.
      Bardzo sensowne wydaje się, aby wielcy głupcy robili to samo.
      To jedyny sposób, aby ze swą głupotą się przebić.
      Proponują Pani o nicku Eska, aby nad tym po pracowała.
      Wiadomo, że przewody filozoficzne czytają myśliciele, a aforyzmy inni ludzie.
      Wiadomo, że przemyślenia głupca czytają głupcy, a ich perełki czytali by inni ludzie.
      Chyba, że nie dla czytelności powstają te elaboraty!

      Dobrego wszystkiego świątecznego tym którzy Święta świętują. Większej dobroci dla ludzi!
      Dobrego wszystkiego świątecznego tym którzy Świąt nie świętują. Większej złośliwości i ignorancji wobec ludzi, skoro to was uszczęśliwia. Mądrzy sobie z tym i tak poradzą.

      P.S kiedyś jeszcze wpadnę, aby sprawdzić, na ile poglądy alkoholików wpływają na ogląd świata i rzeczywistości. Coś mi mówi, że lewacy mają większe tendencje do panowania nad wszystkim, nie tylko własnym życiem ;-)
        • wiedza_to_podstawa Re: Podsumowanie wątku! 20.12.14, 11:26

          Źle widzisz!
          Intryguje mnie głupota, a ta Pani jest tutaj jej najwyraźniejszym przedstawicielem.

          Trzymaj się mojej prawdy, a nie własnych na mój temat wrażeń.
          Tutaj to dominujące zachowanie. Wrażenia uznawać za fakty.
          • aabroniewski Re: Podsumowanie wątku! 20.12.14, 12:21
            wiedza_to_podstawa napisał(a):

            >
            > Źle widzisz!
            > Intryguje mnie głupota, a ta Pani jest tutaj jej najwyraźniejszym przedstawicie
            > lem.
            >
            > Trzymaj się mojej prawdy, a nie własnych na mój temat wrażeń.
            > Tutaj to dominujące zachowanie. Wrażenia uznawać za fakty.

            Nadęty tekst jak i ten wcześniejszy.
            Ty szukasz podzialow - chcesz sie wyrozniac, a to dla mnie jest dostatecznym wskaznikiem.
            Trzeba glepiej patrzec - duzo glebiej...
            • wiedza_to_podstawa Re: Podsumowanie wątku! 20.12.14, 12:37
              A Taja jest moja wersja:
              Rzeczowy tekst! Nie szukam podziałów, ale je dostrzegamy gdy są, nie chce się wyróżniać. Wyróżniam się w sposób naturalny, jak każdy człowiek z tobą włącznie. Każdy jest inny.
              Głębiej myśleć to patrzeć tak jak wyżej. Gdybyś to potrafił nikogo byś nikogo nie szufladkował wprost. Uznałbyś tę myśl za zbyt płytką i nie przelał na forum. Wierzę, że zdecydowana większość forumowiczów tak właśnie czyni. Myśli zamiast pisać głupoty.

              Przesiądź się już na kogoś innego, bo przestaje czytać i pisać. Najlepiej na siebie samego.
              Zobacz ile siebie widzisz w innych.To doskonałe narzędzie do kierowania sobą w zdrowy nie przynoszący innym krzywd sposób. Powodzenia!
          • wolfbreslau Re: Podsumowanie wątku! 20.12.14, 18:31
            wiedza_to_podstawa napisał(a):

            >
            > Wrażenia uznawać za fakty.
            >
            zatem wycigam wniosek logiczny i ostateczny: przeczytałas kilka faktów jakie opisalem i uznałaś je zgodnie ze swomi wrażeniami jakoby faktem było moje 1oo lat ;-)))

            niezły purenonsens, ale slaby kabaret
    • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 20.12.14, 18:58
      "...Kierowanie swoim życiem - możliwe? "

      jak najbardziej możliwe i bardzo zalecane
      pod jednym warunkiem.
      .opisanym juz dawno temu w pewnej prostej modlitwie:

      "Boże,
      użycz mi pogody ducha,
      abym godził się z tym,
      czego nie mogę zmienić.

      Odwagi, abym zmieniał to,
      co mogę zmienić.

      I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

      hey
      ps- w miejsce "boże" można wstawic inne wartości...co nie zmieni sensu
      • deoand Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 20.12.14, 19:07
        cytat - hey
        ps- w miejsce "boże" można wstawic inne wartości...co nie zmieni sensu

        a jakie to niby wartosci ... kota , psa , wolfa , augusta, eske czy niby co jeszcze ....... doooooopa . zostaje tylko Bóg , który moze uzyczyc pogody ducha itd ..... albo i nie uzyczyc jak sie zdenerwuje .
        • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 20.12.14, 19:59
          deoand napisał:

          > a jakie to niby wartosci ... kota , psa , wolfa , augusta, eske czy niby co je
          > szcze ....... doooooopa . zostaje tylko Bóg , który moze uzyczyc pogody duch
          > a itd ..... albo i nie uzyczyc jak sie zdenerwuje .

          jedna z hipotez, zakłada ,ze autorem tej modlditwy jest Marek Aureliusz....zatem o jakiego Boga moglo chodzic rzymaninowi?
          bo raczej nie waszego chrzescijan. ale abstrahujac od tej hipotezy: napisałem swiadomie" wartosci....Bóg dla Ciebie jako katolika, jest jakąś wartością nadrzędna jak sądzę.
          dla mnie osobiscie jest bytem ktorego nijak nie dotkne i nie odczuje, i który być może wcale sie nami juz nie interesuje od dnia stworzenia świata.
          dla ateisty taką wartością będzie porządek naturalny świata od milionów lat

          komunistów, nazistów, kundli i feministek nie biore pod uwage i nie dedykuje im żadnej modlitwy
          • deoand Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 20.12.14, 22:07
            Jedna z hipotez, zakłada ,ze autorem tej modlditwy jest Marek Aureliusz....zatem o jakiego Boga moglo chodzic rzymaninowi?

            Bogów mieli Rzymianie pod dostatkiem ale ... jesli juz Marek Aureliusz to Bóg to Bóg ... jaki by on nie był - Bóg to Bóg !!! --
            • e4ska Re: Kot w roli siły wyższej!!! 20.12.14, 23:02
              a jakie to niby wartosci ... kota , psa , wolfa , augusta, eske czy niby co jeszcze

              Dlaczego nie kota? Czy kot nie jest wartością większą od jakiegoś bukwico? Kot jest ładny, mądry, puszysty i niewątpliwie istniejący gładko i namacalnie. W Egipcie kotom oddawano taką cześć ze względu na ich boskość, że balsamowano tych miauczących bogów, kiedy już zeszły całkowicie na psy, znaczy - na doskonalenie czysto duchowe, bo cieleśnie wysiadły jak jaki aowiec po ostatecznym zapiciu.

              Kapłani egipscy potrafili mądrze balsamować, a deuś jest ich lichym naśladowcą, marnym przedrzeźniaczem, gdyż jego balsamiczne płyny gó...wno się sprawdzają w praktyce, toteż balsamowane, a czasem pasowane pacjenty padają deusiowi - i nie do nóżek bynajmniej. starożytny kapłan egipski jak już co zabalsamował, to ono trwało tysiące lat! Dlatego kot znad Nilu jest lepszą siłą wyższą, szerszą i dłuższą niż propozycje kanibalów z kruchty.
                • e4ska Re: Kot w roli siły wyższej!!! 20.12.14, 23:37
                  Postaraj się, deuś, żeby do psychiatryka wsadzali za ateizm i za olewanie terapii alkoholowej ;-)))
                  Ja wolę boskie koty, bo cywilizacja egipska symbolizowana jest przez piramidy i piękną Nefretete, a nie przez krzyż. Szubienica albo krzesło elektryczne - to ci religia! - w sam raz dla chorych o deusiowym rozumku.

                  Czytałeś, co dzisiaj twój żydowski bożek wyprawił z choinką pod krakowskim okienkiem? Lepiej sypnij na tacę, żeby co się znów nie obaliło albo nie spaliło, jak pewna św. szopka z żywymi zwierzętami.

                  Mocno ci się poprzestawiało we łbie od próżniactwa, że cięgiem wsadzałbyś Eskę do psychiatryka. A toć tam siedzą te wasze mundre pacyjęty, nie gdzie indziej - tylko w szpitalu psychiatrycznym!
                  Balsamujże ich, deusinko, bo kotów ci tknąć nie wolno. Jakby ci strzeliło do łba skrzywdzić które z tych boskich zwierząt - z zazdrości innowierczej - będziesz o zaświadczonko walczyć z psychiatryczną pomocą.

                  No i wyjaśnij jeszcze, kto stworzył Boga? No kto?
                  • deoand Re: Kot w roli siły wyższej!!! 20.12.14, 23:48
                    Dyskusja z toba eska jest równa dyskusji z pijanym w tym wypadku pijaną .... ale w jednym ci przyznaje rację eska - , ze chyba rzeczywiscie Bóg spał snem sprawiedliwego albo był skacowany do imentu , że stworzył cos tak bezrozumnego jak ty ..... Jednak cudów nie ma - 6 tygodni picia i zaniki korowo - podkorowe jak drut i potem rzeczywiscie nie ma sie czemu dziwic ..... uposledzenie umysłowe .....
                  • aaugustw Nauki przedszkolne... 21.12.14, 09:42
                    e4ska zapytała:
                    > ... kto stworzył Boga? No kto?
                    _____________________________________________________.
                    Pytanie: Kto stworzył Boga? Jak powstał Bóg?

                    Odpowiedź: Ateista Bertrand Russell w swojej książce pt. „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem” napisał, że jeśli prawdą jest, że wszystko musi mieć jakąś przyczynę, Bóg również musi mieć przyczynę. Wywnioskował stąd, że jeśli Bóg musiał powstać z jakiejś przyczyny, nie jest On Bogiem (a jeśli Bóg nie jest Bogiem, nie ma prawdziwego Boga). Te słowa oczywiście są bardziej wyszukane od dziecięcego pytania: „Kto stworzył Boga?” Nawet dziecko wie, że nic nie powstaje z niczego. Zatem jeśli Bóg jest „czymś”, musi On posiadać jakąś przyczynę.

                    Pytanie to jest dość podchwytliwe: uznaje fałszywe stwierdzenie, że Bóg został stworzony, i dodaje do niego refleksję nad tym, kto mógł to zrobić. Zupełnie tak, jak gdybyśmy spytali „Jak smakuje niebieski kolor?” Niebieski nie jest czymś, co można zakwalifikować do zapachów, zatem pytanie samo w sobie jest błędne. Podobnie, Bóg nie jest rzeczą, która została stworzona, powstała czy posiada przyczynę. Bóg jest osobą, która nie została stworzona i nie posiada przyczyny- On po prostu istnieje.

                    Skąd to wiemy? Cóż, wiemy to dlatego, że nie może istnieć nic. Więc jeśli kiedykolwiek był taki czas, że nie istniało absolutnie nic na świecie, musiał nastać czas, że coś musiało powstać. Rzeczy istnieją. Zatem skoro nigdy nie istniało nic, zawsze musiało istnieć coś. Tym wiecznie istniejącym czymś, lub raczej kimś, jest Bóg.
                    ----
                    A...
                      • deoand Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 13:12
                        Do wolfa ...... Wszyscy na tym forum i w ogóle jesteście takimi samymi katolikami jak z koziej d... trąba jak równiez ateistami czy agnostykami jak z koziej ...itd Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i tak było -jest i bedzie ... amen .

                        ale wracajac do tutułowego watku autorki zaintrygował mnie ten akapit "

                        Dla mnie to trochę jak "viagra", powoduje reakcje nie będące już naturą zażywających ją osób. Jak spytasz, po co mu te doznania, odpowie - bo inni mówią, że to ważne.

                        Zakładam , że autorka tematu jest kobieta to nie dziwota , ze nigdy tego nie zrozumie - Viagra powoduje to , ze męzczyzna może znowu dostapic najwyzszej wartosci jaka jest przelecenie d........-
                        • wiedza_to_podstawa Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 21:56
                          Pisałam o viagrze doskonale rozumiejąc po co faceci ją zażywaja . Stracili wigor seksualny i go sobie w sztuczny sposób nakrecają. W końcu przestać móc to taki sam wstyd, jak nie móc wypić gdy się jest facetem. Zakladam też inny cel, niż wskazany przez przez ciebie. Nie musi chodzić o zaliczenie kolejnej du.. Może chodzić o miłość do jednej i tej samej tylko np. Znacznie młodszej, lub z większymi potrzebami erotycznymi.
                          Baclofen pomaga z tego co czytam, człowiekowi który utracił zdolność normalnego picia wypić piwo, lampkę wina, szampana bez wpadania w ciąg i bez wspomnianego wstydu. Mechanizm ten sam, choć dotyczy różnych spraw.
                          Nie mam potencji - viagra
                          Nie mam zdolności picia z umiarem - baclofen

                          Tak to rozumiem!
                          • deoand Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 22:31
                            Dokładnie tak jest jak w pierwszej cześci twojej wypowiedzi - nie chodzi o ilosc nawych partnerek -wystarczy ze sprawy sexu zaczna sie psuc w starym zwiazku i co = klapa dla męzczyzny i konflikty i zostaje alkohol .... Viagra przynajmniej pomoze w fizycznym sprawdzeniu się i przez to mężczyzna od razu dowartosciowuje się ... w koncu po to sa leki aby w czyms pomagały ale nie ma takich leków które pomagaja na stałe - chocby nadcisnienie - bierzesz leki to ok = przestajesz i po jakims czasie skok cisnienia .... wiec analogicznie nawet gdyby to działało jest z Baclofenem - bierzesz działa - nie bierzesz -klapa i pijesz z powrotem - chyba , ze nie jestes uzaleznionym ...sta pierwsze prawda -drugie fałsz czyli jak mnie kiedyś uczyli prawda i fałsz daja fałsz .
                            • wiedza_to_podstawa Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 23:08
                              Wiele osób uzależnionych w tyle głowy nosi myśl - może kiedyś się uda.
                              Nie ma na myśli picia z pogranicza DNA, ale z czasu towarzyskich uniesień.
                              Alkoholicy traktujący poważnie program AA z czasem w miejsce tej myśli zakorzenia się inna - nie ma takiej trudności w życiu, żebym nie pokonał jej na trzeźwo. Alkohol przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Zupełnie jakby go nie było. Jest masa produktów o istnieniu których się wie, ale do niczego nie wykorzystuje. Dla tych osób alkohol jest takim produktem. Uważam to za najlepsze z rozwiązań. Sama nie wiem, czy z tym baclofenem chodzi o trzymanie się ostatniej deski ratunku, o ochronę swojego istnienia w świecie ludzi pijących, udawanie normalnego, czy o coś innego. Znam cztery osoby z poważnymi problemami neurologicznymi, zażywajace baclofen od dawna i nie uchroniło to ich przed uzależnieniem chronicznym. Baclofen nie pomógł też w wychodzeniu z nałogu. Wszystko odbyło się klasycznie. Terapia, AA.Tym bardziej trudno mi uwierzyć w te rewelacje. Byliby dla mnie wiarygodni, gdyby przy okazji własnej drogi, nie atakowali tak zajadle drogi innych. Tych którym pomogła terapia i AA. A tak? To tylko mechanizm zaprzeczenie i iluzji rozbudowany o kolejny cudowny środek, pozwalający pić bez karnie. Tyle kierują ;-)
                              • wolfbreslau Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 07:40
                                wiedza_to_podstawa napisał(a):

                                > Wiele osób uzależnionych w tyle głowy nosi myśl - może kiedyś się uda.
                                może i tak, może i nie....zacznij Ty pisać o sobie...bo te miazmaty uniwersalne i inne beletrystyki dydaktyczne w 4 osobie, przypominaja felietony z Interi w dziale: psychologia i wróżbiarstwo :-)
                                • wiedza_to_podstawa Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 09:38
                                  .zacznij Ty pisać o sobie...bo te miazmaty uniwersalne i inne beletrystyki dydaktyczne w 4 osobie, przypominaja felietony z Interi w dziale: psychologia i wróżbiarstwo :-)

                                  Zastanawiam się z jakiego powodu mam robić coś innego niż większość piszących tu osób?
                                  Czyli pisać o innych w aurze psychologiczno - wróżbiarskiej właśnie?
                                  A jeśli o sobie to w klimacie teoretyzowania? Wydawania się?
                                  Jak na lekarstwo tutaj piszących o sobie w sposób wiarygodny.
                                  Uznałabym bym osobistą potrzebę dzielenia się sobą, w tym miejscu, na twoją prośbę, za zachowanie schizofreniczne. Piszę o tym o czym wiem. Piszę o faktach. Piszę o faktycznych zdarzeniach dotyczących tematyki tego forum. Zadaje pytania, na które malo kto potrafi odpowiedzieć. Dlaczego? Bo wyczytuje coś czego nie ma w tekście. Interpretuje to przez filtry, które oddalają go od sensu zdań pisanych, przybliżając do własnych dziur w mózgu.
                                  Np.jak ty piszesz o swojej rozmowie z zakonnikiem o którym myślisz tak, jakby on sam o sobie nie pomyślał to piszesz o sobie? Jak ja piszę o alkoholikach których poznałam bardzo dobrze i mogę sobie pozwolić na pewne podsumowania, wróżę z fusów?

                                  Pisałam już o tym podczas poprzedniego tu pobytu - aby pisać o sobie, trzeba mieć pewność, że zostanie to przeczytanie, a nie naditerpretowane, wykrzywione! A na koniec takie właśnie ( nie faktyczne) wykorzystane przeciwko piszącemu. Rozumiem, że tym którzy w to popadli, potrzebne jest ciągłe prostowanie wiedzy na swój temat, obrony swojej osoby, swoich doświadczeń, walki z wykrzywianiem tego co wydawało się takie proste i oczywiste i trudno odpuścić. Nigdy w coś takiego nie weszlam, i nie wejdę. Wiedza mi w tym pomaga. Nie muszę doświadczać tego typu kłopotów, bo ich nie chcę. Zostawiam je dla tych którzy chcą nawet jeśli to nieuświadomione działania.
                                  • wolfbreslau Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 12:55
                                    wiedza_to_podstawa napisał(a):

                                    > Zastanawiam się z jakiego powodu mam robić coś innego niż większość piszących t
                                    > u osób?


                                    sama o to apelowalas moja droga..o konkrety.
                                    a teraz porównujesz sie do innych nie wiedzieć czemu. to czy wierzysz w cos, lub nie...to zupelnie inna bajka. ale piszac o samej sobie. ty wiesz napewno co prawda jest...i tyle. i nie chodzi tu o jakies delikatne szczegoly, rozmiary buta i adresy....
                                    ale o wiarygodnośc, o ktorej tu sie pomiedzy wierszami tak rozpisywalas.a piszesz poprostu zręczne kocopoły
                                  • wolfbreslau Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 13:06
                                    wiedza_to_podstawa napisał(a):

                                    > [
                                    > Np.jak ty piszesz o swojej rozmowie z zakonnikiem o którym myślisz tak, jakby o
                                    > n sam o sobie nie pomyślał to piszesz o sobie? Jak ja piszę o alkoholikach któr
                                    > ych poznałam bardzo dobrze i mogę sobie pozwolić na pewne podsumowania, wróżę
                                    > z fusów?
                                    .no i widzisz mialem racje...kocopoły i pierdoły pisujesz namiętnie
                                    co tam sobie filtrujesz to twoja sprawa. fakty sa takie:
                                    -nic nie pisalem o tym ze to byl zakonnik...tylko kanonik.w dodatku proboszcz prałat pewnej parafii itd etc
                                    -sam na wlasne uszy slyszalem , jak mowil o sobie ,ze taki z niego kanonik, jak kości swiętych w relikwiarzu z 17 wieku są ludzkie :-)
                                    - a jego brat, koscielny w tej parafii, powiedzial cos takiego: mogl zostac biskupem pomocniczym w Inowrocławiu, ale sie uparł , ze nie nie nie...widac nie lubił szkarłatów i fioletów.
                            • e4ska Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 23:30
                              viagra przynajmniej pomoze w fizycznym sprawdzeniu się i przez to mężczyzna od razu dowartosciowuje się ...
                              Oj tak, seks służy mężczyźnie w celu dowartościowania się. Otóż to! bo do czegóż innego?

                              Bardzo budująca dyskusja - zestawienie baclofenu i viagry. Podobnie uwaga:
                              analogicznie nawet gdyby to działało jest z Baclofenem - bierzesz działa - nie bierzesz -klapa i pijesz z powrotem

                              Co prawda sprawa wyraźniejsza jest w przypadku terapii: pierwszy detoks, czwarty detoks, jedna terapia, druga terapia, trzecia terapia, siódmy odwyk i pogrzeb... ale jak się deuś zna na baclofenie tak jak na zaniku kory, to wychodzi na to, że jak kto poczuje głód - czy to w wyniku picia, czy w wyniku abstynencji - to zażywa baclofen i głód mija. Zatem pogrzeb może poczekać! Najwyżej księżulo nie zarobi... ani orszak anielski nie musi machać skrzydłami ani diabełek kręcić kudłatym kuperkiem.

                              i o to w tym chodzi, niedowartosciowany panie deuś!
                              :-)))
                          • aabroniewski Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 23:09
                            Z tym wigorem seksualnym to bywa roznie - ja np. jestem niezwykle wybredny - moj Boze, ile to ja mialem okazji...
                            I nagle sie pojawila - wystarczylo, ze sie odezwala - ten jej glos... dzialal jak najsilniejszy afrodyzjak.
                            Przepraszam cię stara, ale juz mnie nie podniecasz - miauuu...
                            • e4ska Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 23:17
                              Wszak viagra daje szczęście kobiecie!

                              Wczoraj jeden dyskutant zaopiniował w dyskusji o apetytach posłanki Pawlowicz:
                              Jak baba nie ma bolca
                              dostaje pie.r.dolca!

                              Chociaż na taką babę to ani viagra, ani baclofen nie pomogą... no ale mężczyźni mogą mniemać inaczej...
                              • wiedza_to_podstawa Re: Nauki przedszkolne... 21.12.14, 23:37
                                Oooo! Głupoforyzm nr1. Bardzo dobrze, dostatecznie!

                                Viagra, uszczęśliwia kobietę!

                                Chciałoby się rzec - jaka kobieta, takie źródło szczęścia!
                                Lub co to za kobieta, żeby bez viagry się nie dało :D prawdziwe nieszczęście dla mężczyzny.
                                A w ogóle o którą kobietę tu chodzi? Liczba pojedyńcza wskazuje na konkretną!
                                Nie będę spekulować ;-) swoje pomyślałam.



                                    • aabroniewski Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 00:00
                                      Zapasiewicz / aktor / powiedzial kiedys tak:
                                      ' Ludzie, ktorzy odpowiedzieli sobie na nawazniejsze pytania zycia, do teatru nie chodza, a ci, ktorzy chodza i tak niczego nie rozumieja..."

                                      W pojeciu buddyjskim istnieje pewien termin, ktory mozna by nazwac - orgazmem duchowym / doswiadczylem tego /.
                                      Takiej ekstazy nie mozna osiagnac podczas stosunku - do tego partner nie jest w ogole potrzebny.
                                      • wolfbreslau Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 07:46
                                        aabroniewski napisał:

                                        >
                                        > Takiej ekstazy nie mozna osiagnac podczas stosunku - do tego partner nie jest w
                                        > ogole potrzebny.

                                        o ku... ;-)
                                        to dopiero teraz sie o tym dowiedziałeś...ja to juz wiedziałem w wieku 14 lat ,choć straszyli mnie ,ze od tego włosy mi wyrosna miedzy palcami, zrobia się wory pod oczami i ogólnie zwariuje...nie mówiąc już jaki to grzech :-0
                        • wolfbreslau Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 07:34
                          deoand napisał:

                          > Do wolfa ...... Wszyscy na tym forum i w ogóle jesteście takimi samymi katoli
                          > kami jak z koziej d... trąba jak równiez ateistami czy agnostykami jak z koziej
                          > ...itd Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i tak było -jest i bedzie .
                          > .. amen .

                          odniose se do tego i drugiego o vagrze co napisala Wiedza...po kolei:
                          -kiedys poznalem jak nawet pisalem kanonika z pewnej parafii pod Inowroclawiem. stary czlowiek, mądry, nad podziw dowcipny i lekceważacy tak zwane procesy hierarchiczne :-). takesmy se gadali o dupie maryni, relikwiarzach na ołtarzu jego swiatyni, szwedzkiej kuli w obrazie Matki Boskiej...i jakos tak wyszlo ,ze ten kanonik wyglosil swego radzju herezje oczywista- katolikiem stać się każdy może, o mój wielki Boże, dopiero wtedy gdy to sobie uświadomi..wczesniej jest poprostu "ochrześciencem" i niczym więcej...choć sobór trydencki, czy jakis tam inny twierdzi co innego ;-) mniejsza o to. nie wiem, czy byłem katolikiem od dziecka. w kazdym razie wierzyłem w różne baśnie katolickie , na równi z Andersenem do pewnego momentu. i chyba tak po 5 odcinku czterech pancernych-oczy mi sie otworzyly. potem wiele lat , byłem pospolitym bezboznikiem....aż odkryłem ,ze posiadam jednak umiłowanie w trójcy jedyne ku mistycznemu objaśnianiu świata..a , że jako zaprawde powiadam sam sobie...coś w tym musi być.....świadomości strumien olsnił mnie: jesteś agnostykiem wolfie...i zaraz potem pobiegłem po słownik, sprawdzic co to znaczy....

                          co sie tyczy viagry: według mnie penis w pełni erekcji jest jak najbardziej zgodny z moją i innych facetów natura....i bardzo dobrze. jestem też pewien na podstawie wielu empirycznych doświadczeń, ze u kobiet, mój wzwód powodował usmiech satysfakcji....zatem wniosek: gdy mi kiedyś zabraknie, co jest mozliwe, a nawet wysoce prawdopodobne spytam mej lubej: czy będzie zgodne z Twoja i moja natura, gdy zamiast jęczeć w ataku podagry, uzyje luba moja pigułkę viagry ?hey
                      • wolfbreslau Re: Nauki przedszkolne... 22.12.14, 07:37
                        aabroniewski napisał:

                        > Tzw. waski umysl niczego nie pojmuje z tych rzeczy - woli zajmowac sie plankton
                        > em.

                        teraz już wiem, czemu przypominasz mi rekina tygrysiego...niby rekin ,a odzywia sie planktonem :-)a możdzek u niego tyci-tyci...cos jak u sikorki
              • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 21.12.14, 09:45
                chciałym uswiadomic obojgu panstwu...ze temat tyczy kierowania swoim zyciem..w stopniu takim siakim , lub innym. koty maja 9 zyć i jako takie mogą pozwolić sobie na boskie niekierowanie niczym razy 8. trójca święta koscioła katolickiego bodaj i prawosławnych pochodzi od trady bóstw egipskich , które zydzi sobie adoptowali jak egipcjanie mojżesza, za co on im sie odpłacił ohydnie plagami i manna z nieba....a jak mawial pewien ksiadz: prawda was wyzwoli, a drugi na to ...gowno prawda :-0
                • wolfbreslau Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 21.12.14, 09:59
                  czlowiek w swym ograniczonym systemie umyslu i instynktu-nie rozumie znaczenia takich pojęć jak : "nic" i "nieskonczonosc"...dlatego agnostycy w swej skromnosci i swiadomosci ograniczen, nie nazywali boga, ani zadnej innej sily sprawczej. uznali ze jest to poza ludzkim stanem zrozumienia.
                  a to czy Bogiem jest zbiór atomów i energii, czy literalnie stary dziadek na tronie z gwiazd..o tym sie przekonamy po smierci.
                  faktem tez jest,ze katolicy ...nie modla sie do boga, tylko do jego ludzkiego syna i jego matki....oraz innych malowanych swietych.czym sa podobni do wyznawcow kultu zlotego cielca i innych bałwanow.
                  w ogole kattolicy sa jakos mało pobożni...ale mówi sie trudno.
                  ateiści też dziela sie na walczące feministki, skretyniałych pedofili i psychologów od biznesu...oraz na zwykłych niegroznych zjadaczy chleba powszedniego i trudu naszego amen.
                  o zydach i buddystach nie bede sie rozwlekal nadto....bo ani koszerne jedzenie, ani siedzenie w pozycji lotosu...nie jest mi miłe.
                  czasem jednak korci mnie wizja mauretanskiego raju...te 40 hurys zwlaszcza :-)
              • marakuya Re: Kierowanie swoim życiem - możliwe? 21.12.14, 09:56
                wolfbreslau napisał:

                ..wedle najnowszych badan genetyc
                > znojakichs tam....nasz czesc kodu DNA jest wspólna z mikrobami i innymi plankto
                > nami ktore zyja w oceanie...i to jest ten porządek rzeczy...ja go nie zamierzam
                > burzyc.a czy on Boski, czy Naturalny-szanuje je tak samo.

                I tego trzeba się trzymać...:-) A że po drodze poczytamy jakiegoś Augustyna, na przemian z Seneką i Markiem Aureliuszem, który mordował chrześcijan, to zadziwimy się, jak taki plankton wszedł na taki poziom świadomości i świadomej nieświadomości... I dużo, dużo rozmyślań przed nami, dużo, dużo wątpliwości. I same korzystne rozwiązania, jakie by nie były:-)