Dodaj do ulubionych

koronawirus a pomoc uzaleznionym

19.03.20, 14:25
Sale mityngowe pozamykane. Zakaz spotkan w grupach.
W szpitalach przebywają pacjenci z podejrzeniem
koronawirusa. Nie ma odwiedzin w szpitalach w ktorych
odbywaly sie Mityngi AA. Podobna sytuacja w wiezieniach.
Jak pomagac osobom uzaleznionym w walce o ich zycie?
A...
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 20.03.20, 10:30
      A... napisal, cyt:
      Jak pomagac osobom uzaleznionym w walce o ich zycie? (w czasach koronowirusa)
      __________________________________________________________________________________.
      Zadalem to pytanie i.... cisza!
      Gdzie podziali sie ci "wspierajacy"?. :-)
      To Forum mialo byc "wsparciem"(!?), ale krzykacze-pouczacze obrazili sie
      na caly swiat, czyli na A... i czytaja tylko jego wypowiedzi w ukryciu...! ;-)
      Ale tak jest dobrze, bo i dlaczego ma tu ktos wymadrzac sie i nadymac swoje nadete juz EGO.
      Wiec, na zadane wyzej pytanie odpowiem ja:
      W dobie koronowirusa, kiedy salki mityngowe sa pozamykane, najlepsza pomoca dla
      uzaleznionych okazuja sie (wedlug mnie) Mityngi online, ktore pod tym linkiem mozna znalezc:

      aa24.pl/pl/mityngi-on-lineA...
      Ps. Nic nie zastapi Mityngow AA w realu - to moje zdanie
          • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 23.03.20, 15:45
            Mifredo zapytala jezyka, cyt:
            Jerzy, dlaczego taki wredny jestes bez przerwy
            i jedynie kogoś oceniasz i deprawujesz?
            _____________________________________________.
            On jest ciezko chory, Mifredo a ponadto dalas
            mu kosza, kiedy zaproponowal ci rendez-vous d'Amour
            tylko we dwojke - na uboczu, wiec teraz szaleje…! ;-)))
            A...
            • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 26.03.20, 13:45
              Czasami spotykam sie tutaj z zarzutem, ze nie mowie o sobie i nie dziele sie swym
              doswiadczeniem, a ja przeciez zawsze; od czasu, do czasu mowie o sobie…
              Zawsze podkreslam, ze dzieki Wspolnocie AA zyje, ze tam, wsrod innych alkoholikow
              otrzymalem wielki DAR w postaci mojej trzezwosci, a wszystko zaczelo sie od czasu
              kiedy jakas Sila Wyzsza doprowadzila mnie do Wspolnoty AA, w ktorej po dzien dzisiejszy
              biore udzial.
              Ze wzgledu na obecna sytuacje odbywa sie to u mnie "tylko" na razie wirtualnie i telefonicznie.
              Dzisiaj takze odmowilem tel. nasz (AA) przyjazd do kliniki, na spotkanie z cierpiacymi jeszcze alkoholikami.
              A...
              • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 26.03.20, 13:50
                Co mi daja spotkania AA, czego ucze sie w AA i poza Mityngami AA?

                w zasadzie chyba wszystko czego nauczylem sie w AA oraz
                dzieki AA, (a do tego zaliczam rowniez literature duchowa spoza AA),
                wdrazam ciagle do mojego zycia praktycznego - do rodziny
                i spoleczenstwa, do ktorego zostalem przywrocony.

                W okresie obecnego koronowirusa ucze sie nie tylko tego,
                jak zapobiec i uniknac tego wirusa, ale takze dalej ciagle
                uwazam na inne wirusy, ktore mi szkodza gdyz tak jak dla
                ciala niebezpieczne sa rozne wirusy; grypy, aidsa, itp. tak
                rowniez dbam o moja dusze, o moja duchowa higiene, dla
                ktorej bardzo niebezpieczne sa takie wirusy, jak: zlosc, strach,
                agresja, stres, poczucie winy, itp.
                Im wiecej potrafie poradzic sobie z tymi wirusami i nie dopuscic
                ich do siebie tym wiekszej doznaje rownowagi wewnetrznej
                oraz duchowej harmonii i Pogody Ducha.
                A...
                          • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 05.04.20, 19:06
                            Mifredo napisala, cyt:
                            I tu właśnie uwidoczniła sie bezsilność i to wszystkich w całej postaci,
                            wobec niewidzialnego koronawirusa.
                            ____________________________________________________________________.
                            Mifredo, uwazam ze gdyby czlowiek potrafil zdac sobie w pelni sprawe
                            ze wszystkich swoich bezsilnosci (wobec alkoholu, paranoj, cukrzycy,
                            raka i wiele, wiele innych jeszcze rzeczy, jak bezsilnosc wobec innych
                            ludzi, pogody, etc.), wtedy bez gadania wielkiego zaakceptowal by te
                            Sile Wyzsza, czy Boga, jakkolwiek Go kto pojmuje lub nie rozumie wtedy
                            powiedzialby cichutko; badz wola twoja, nie moja…
                            A...
                              • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 06.04.20, 14:40
                                "Spojrzenie z zewnątrz"

                                Dopóki się człowiek nie zejdzie z człowiekiem,
                                A stary wiek z nowym nie zjedna się wiekiem,
                                Kraina się z drugą nie stopi krainą,
                                Rzek nurty poprzecznie do granic nie spłyną,
                                Dopóki nie znikną pojęcia: ojczyzna,
                                Mój dom, nasza ziemia - granica, obczyzna,
                                Nie zleją się w tęcze flag wszystkich kolory,
                                Muzyka narodów nie wzleci w przestwory,
                                Dopóki patrzenie na świat się nie zmieni,
                                We wszystkim zielonym nie dojrzy zieleni,
                                Tak długo jak język wsłuchany sam w siebie
                                Nie zdoła usłyszeć innego w potrzebie -

                                Będziemy w wierzeniu z rozumem tak sprzecznym
                                Codziennie z innego moc czerpać ołtarza,
                                Tłumacząc swą słabość absurdem odwiecznym,
                                Ze wciąż się od nowa historia powtarza,

                                Będziemy obwiniać zły los, albo Boga,
                                Lub winnych wśród ludzi będziemy wybierać
                                I świętą nam będzie przed ludźmi przestroga,
                                I strasznie samotnie będziemy umierać

                                (Autor tego wiersza nie jest mi znany)
                                A...
                                    • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 06.04.20, 16:15
                                      mifredo napisala, cyt:
                                      Może wreszcie od nałogów sie wyzwolą uzależnieni...
                                      … na starośc, to już nie grzeszymy, raczej.
                                      _____________________________________________________.
                                      W ten sposob jeszcze zaden alkoholik sie nie wyzwolil.
                                      Mowia, ze alkoholik i na biegunie półn. znajdzie alkohol.
                                      A co do grzechow, to ja mam o wiele lepiej, dzieki AA,
                                      bo ja nie mam juz grzechow, jedynie wady charakteru.
                                      A...
                                      • mifredo Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 06.04.20, 19:48
                                        W tej rzeczywistości związanej z pandemią,
                                        to ja ci odpowiem, że dziękuję i temu że są wyznaczone godziny dla nas siwych
                                        w tych godzinach 10-12.
                                        Po tym jak sklep opuściłam,
                                        to wielka kolejke zauważyłam,
                                        tych młodych.
                                        Och jakie numery ten Pan Bóg z nami wyczynia
                                        istnia schizofrenia,
                                        z którą kontakt mam ,od ponad 15 lat!
                                        • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 06.04.20, 20:21
                                          mifredo napisala, cyt:
                                          "... Och jakie numery ten Pan Bóg z nami wyczynia
                                          istnia schizofrenia, z którą kontakt mam ,od ponad 15 lat!
                                          _______________________________________________________.
                                          Czasami mam wrazenie, ze ty nie bierzesz na serio tego
                                          co tu przytaczam...
                                          Piec (5) godz. wczesniej przytoczylem te slowa, (cyt):
                                          "... Będziemy obwiniać zły los, albo Boga,
                                          Lub winnych wśród ludzi będziemy wybierać…"
                                          Pozostawie to bez komentarza.
                                          A...
                                          • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 15.04.20, 09:15
                                            Każdy człowiek kształtuje swoją osobowość w kontakcie z wartościami
                                            wyższymi. Poznaje i realizuje je w konkretnych wydarzeniach, wśród ludzi i
                                            w sferze własnej duchowości. Te trzy aspekty ludzkiego życia stawiają
                                            przed nami właśnie taką umiejętność. Możemy je albo odrzucać, albo uznać.
                                            Konsekwencją tych wyborów jest nasze JA.

                                            Życie tak obranymi wartościami i dla tych wartości odróżnia nas od
                                            zwierząt. Tylko my ludzie, odkrywamy, tworzymy, używamy i przenosimy te
                                            wartości na realizację siebie. Żyjąc własnymi wartościami, ulepszając je i
                                            odkrywając wciąż nowe, sami stajemy się konkretną wartością w otaczającej
                                            nas rzeczywistości i dla ludzi z naszego otoczenia, od najbliższych
                                            poczynając.

                                            Człowiek otwarty na wartości wyższe, odnajduje sens własnej egzystencji i
                                            może korzystać z życia w niczym nieograniczonej pełni. Pamiętając, że
                                            dobre bywa wrogiem lepszego, kierując się ku doskonałości, poznajemy
                                            możliwości bycia prawdziwym sobą.

                                            Każdego dnia i w każdej chwili żyjemy naszymi wartościami. Generalizując,
                                            stale wybieramy między dobrem, a złem. Uznajemy co jest ważne, ważniejsze
                                            i nieważne. W ten sposób decydujemy o naszej egzystencji, sensie życia,
                                            relacjach z innymi ludźmi, umiejętności rozwiązywania własnych problemów,
                                            stosunku do siebie oraz świata. Funkcjonujemy tak, jak potrafimy odnosić
                                            się do tych wartości. Właśnie to kształtuje komfort i styl naszego życia.
                                            Kreuje się tutaj prawdziwa tożsamość, kompetencje i jakość własnego
                                            człowieczeństwa.

                                            ============================================================

                                            dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                            ceń ideały

                                            Nasze nowe życie jest do głębi przeniknięte wielkimi i wzniosłymi
                                            ideałami. Lecz nie ma wśród nas ludzi doskonałych ani doskonale trzeźwych.
                                            Przy wszystkich zaletach i całej życiowej mądrości naszego ruchu, nadal
                                            gromadzimy nowe doświadczenia i dokonujemy ciągłych korekt, dążąc do
                                            idealnego programu i idealnych wartości duchowych.
                                            Osoby zabierające głos na naszych mityngach nie są świętymi ani prorokami:
                                            bezimiennie niosą Boże posłanie, nie uciekając się do teatralnych gestów.
                                            Razem wzięte, nasze nieznane imiona i nowe żywoty wyłaniają się z ruin i
                                            mroku, opromienione światłem Bożej Łaski.

                                            Czy moje czyny są odzwierciedleniem najwyższych ideałów?

                                            Panie, nawet jeśli niektóre ideały wydają mi się dziś nie do spełnienia,
                                            pomóż mi uwierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych.

                                            ============================================================
                                            coś ode mnie:
                                            Od momentu, w którym przestałem pić wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych.
                                            Zdaję sobie sprawę, że doskonały jednak nie będę, ale kierunek na pewno
                                            jest dobry.
                                            To w czasie najbrzydziej przeżywanych dni zrodziły się najpiękniejsze
                                            zmiany w moim życiu. Przestałem żyć skrajnościami. Zacząłem odkrywać uroki
                                            umiaru i normalności. Uczę się od ludzi jak żyć. Jak nie popełniać i
                                            jakich, błędów. I co robić, by mieć się lepiej z samym sobą. To owocuje w
                                            kontaktach z najbliższymi mi ludźmi i dalszymi, przyjaciółmi i znajomymi.
                                            Korzystam ze swojej szansy, bo mogę, a nie zawsze tak było.

                                            ============================================================
                                            bo skoro to można to można...

                                            pa-pozdrawiam
                                            jaras

                                            P.S.
                                            jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                            też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                            jeśli uważasz, że jest ktoś, kto powinien otrzymywać maile z tej
                                            subskrybcji, poinformuj tą osobę o tym... - Jaras +
                                            -----
                                            A...
                                            • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 15.04.20, 16:30
                                              Pozdrowienia od Jarasa +

                                              ZROZUMIENIE PIERWSZEGO KROKU

                                              W Wielkiej Księdze AA Krokowi Pierwszemu poświęcone są całe dwa rozdziały.
                                              Ma on tak fundamentalne znaczenie dla zdrowienia, że w Dwunastu Krokach i
                                              Dwunastu Tradycjach podkreśla się, iż jest to jedyny Krok, który "może być
                                              stosowany z całkowitą perfekcją" (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji
                                              str.69). Przyznajemy się w nim do kluczowego problemu, przed którym stoimy
                                              jako osoby uzależnione: do własnej bezsilności wobec określonej substancji
                                              uzależniającej oraz wynikającej zeń niezdolności do kierowania naszym
                                              życiem. Dopóki zaprzeczamy, że mamy problem, nie możemy sobie z nim
                                              poradzić. Gdy jednak uznajemy swoją bezsilność otwiera się przed nami
                                              możliwość rozwiązania tego problemu.
                                              Krok Pierwszy jest jedynym, w którym wspomina się o substancji
                                              uzależniającej i o naszym związanych z nią problemie - bezsilności.
                                              Począwszy od Kroku Drugiego, następnych jedenaście Kroków opisuje, co mamy
                                              robić, żeby ten problem rozwiązać. To znamienne, że tylko jeden Krok
                                              odnosi się do problemu, wszystkie pozostałe zaś skupiają się na
                                              rozwiązaniu.

                                              W AA nie żyje się problemami, lecz żyje się rozwiązując je.


                                              BEZSILNOŚĆ

                                              W Wielkiej Księdze AA czytamy: "My, alkoholicy - zarówno mężczyźni, jak i
                                              kobiety - jesteśmy ludźmi, którzy utracili możność kontroli nad swoim
                                              piciem alkoholu. Wiemy, że żaden alkoholik nigdy nie odzyska tej kontroli"
                                              (Anonimowi Alkoholicy str25 ). W Kroku Pierwszym przyznajemy, że
                                              ponieśliśmy klęskę w walce z alkoholem. Nie wystarczy tu jednak czysto
                                              intelektualne uznanie bezsilności. Przede wszystkim musimy zaakceptować ją
                                              na poziomie emocjonalnym. Na tym polega tzw. poddanie się, któremu w
                                              początkach AA dawano wyraz dosłownie na kolanach. Aowskich Dwanaście
                                              Kroków i Dwanaście Tradycji opisuje przeżycie Kroku Pierwszego jako
                                              doświadczenie "całkowitej i ostatecznej porażki", "bankructwa",
                                              "beznadziejności" i "dosięgnięcia dna". Według Wielkiej Księgi zaś,
                                              pierwszy krok na drodze do zdrowienia to "dojście do stanu, w którym
                                              upewniamy się i przekonujemy samych siebie, że jesteśmy alkoholikami"
                                              (Anonimowi Alkoholicy str25).

                                              Dlaczego owo doświadczenie klęski musi być aż tak bolesne, tak druzgoczące
                                              i wszechogarniające? Odpowiedz znajdujemy w Dwunastu Krokach i Dwunastu
                                              Tradycjach AA:
                                              ... mało kto zechce szczerze realizować Program AA, dopóki nie stoczy się
                                              na dno. Stosowanie [go]... oznacza przyjęcie takich postaw i zachowań,
                                              których prawie żaden nadal pijący alkoholik nie dopuści nawet do swych
                                              myśli. Kto z nas pragnie być absolutnie uczciwy i absolutnie tolerancyjny?
                                              Kto zechce wyznać swoje przywary i zadośćuczynić za krzywdy wyrządzone
                                              innym? Kto zechce zawracać sobie głowę Siłą Wyższą, a tym bardziej
                                              pamiętać o potrzebie medytacji i modlitwy? Kto będzie chciał poświęcać
                                              czas i energię na niesienie posłania AA innym towarzyszom niedoli? Nie
                                              łudźmy się - żaden przeciętny alkoholik, bezgranicznie zapatrzony w
                                              siebie, nie podda się takim rygorom, dopóki nie uzna, że musi się im
                                              poddać, by ratować własne życie” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji
                                              str.26).

                                              Motywację do pracy nad programem wzbudza w nas rozpacz związana z
                                              "dosięgnięciem dna".
                                              W Wielkiej Księdze AA czytamy: "Każdy z nas w różnych okresach czuł, że
                                              zaczyna budować w sobie umiejętność samokontroli. Są to jednak zazwyczaj
                                              krótkie epizody. Po nich nieuchronnie następuje stan tym większej utraty
                                              panowania nad sytuacja, co prowadzi do pożałowania godnej i
                                              niewyobrażalnej demoralizacji"(Anonimowi Alkoholicy str25). Nowicjuszom,
                                              którzy nadal mieli wątpliwości co do swojego alkoholizmu, pierwsi
                                              członkowie AA proponowali, aby spróbowali oni pić "w sposób kontrolowany"
                                              (Anonimowi Alkoholicy str26). Polega to na tym, że na przykład przez okres
                                              miesiąca staracie się wypijać tylko dwa drinki dziennie (i ani grama
                                              więcej), żeby sprawdzić, czy zawsze jesteście w stanie na tym poprzestać.
                                              Osobie nie uzależnionej od alkoholu to sie udaje. Dla alkoholika picie
                                              kontrolowane jest niewykonalne.

                                              Oto kilka przykładów bezsilności: wiedząc, że mamy ważne spotkanie,
                                              zamierzamy wypić tylko jednego, ale wbrew własnym intencjom upijamy się;
                                              idąc na przyjęcie, obiecujemy sobie, że nie będziemy pić alkoholu, ale
                                              znalazłszy się tam, jednak po niego sięgamy; przyrzekamy, że przez
                                              najbliższy tydzień nie będziemy zaglądać do kieliszka, ale przed upływem
                                              tego terminu łamiemy dane sobie lub innym słowo.


                                              NIEKIEROWANIE SWOIM ZYCIEM

                                              Kiedy zaprzeczamy naszej bezsilności wobec alkoholu, przestajemy kierować
                                              swoim życiem. W Kroku Pierwszym mierzymy się z naszą niezdolnością do
                                              panowania nad nim. Spod kontroli może nam się wymknąć kilka dziedzin życia
                                              albo wszystkie. W pewnych obszarach możemy zachować resztki kontroli, w
                                              innych zaś utracić ją całkowicie. Ale tak czy inaczej, nie radzimy sobie z
                                              naszym życiem. U osób uzależnionych nieumiejętność kierowania własnym
                                              życiem przybiera różne formy. Najczęściej wyraża się ona w problemach ze
                                              zdrowiem fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym; w kłopotach
                                              finansowych i prawnych; w złej sytuacji rodzinnej, zawodowej i
                                              towarzyskiej. Wszystkie te nieprawidłowości mogą być oczywiste dla naszego
                                              otoczenia albo też znane tylko nam, ale - w takiej czy innej postaci, w
                                              mniejszym lub większym stopniu - występują w życiu każdego z nas.

                                              Im dłużej zdrowiejemy, tym lepiej zdajemy sobie sprawę z niezdolności do
                                              kierowania swoim życiem. Uznając swoją bezsilność i niezdolność do
                                              kierowania naszym życiem, akceptujemy fakt, że w pojedynkę nie zdołamy
                                              wrócić do zdrowia. Potrzebna nam będzie pomoc. Zgodnie z Wielką Księgą AA
                                              pomoc tę uzyskamy od Siły większej niż my sami. Tak więc Krok Pierwszy
                                              jest fundamentem, na którym rodzi się nasza gotowość do otwarcia się na
                                              Siłę większą od nas samych i na wysiłek zdrowienia.


                                              ''PRZYZNALIŚMY..."

                                              Użycie w Kroku Pierwszym liczby mnogiej uświadamia nam, że nie jesteśmy
                                              sami i że nad programem zdrowienia nie będziemy pracowali samotnie. Stare
                                              aowskie powiedzonko mówi: "
                                              Ja się upijam; my trwamy w trzeźwości". "My" oznacza każdego z nas,
                                              wszystkich uczestników programu i naszą Siłę Wyższą. Poczucie wspólnoty i
                                              przynależności znajduje wyraz już w pierwszym słowie Pierwszego Kroku.


                                              CO NAM DAJE KROK PIERWSZY

                                              Krok Pierwszy zmusza nas do przyjrzenia się swemu uzależnieniu. Dotyka
                                              zatem specyficznego objawu naszej choroby - zaprzeczania. Uzależnienie to
                                              jedyna choroba, w której cierpiący na nią człowiek mimo przekonywujących
                                              dowodów zaprzecza, iżby na nią chorował, i zaprzeczanie to jest jednym z
                                              objawów jego choroby. W Wielkiej Księdze AA czytamy: "Towarzysząca nam
                                              uparta myśl, że jakoś, kiedyś będziemy jednak w stanie kontrolować picie
                                              alkoholu, jest czymś w rodzaju manii każdego alkoholika. Upór, z jakim
                                              podtrzymujemy w sobie tę iluzję, jest zadziwiający. Wielu z nas prowadzi
                                              on do szaleństwa albo śmierci". Podobne zaprzeczanie charakteryzuje też
                                              inne uzależnienia i kompulsje.

                                              Świadomi własnej bezsilności i gotowi się poddać czerpiemy z Kroku
                                              Pierwszego następujące korzyści: pomaga nam przedrzeć się przez system
                                              zakłamania i za-
                                              przeczeń, wskutek czego możemy uznać swoje uzależnienie i pogodzić się z
                                              faktycznym stanem rzeczy; bez tej akceptacji trudno wytrwać w zdrowieniu i
                                              pracować nad pozostałymi Krokami; pomaga nam wykrzesać w sobie gotowość do
                                              zmian (w nastawieniu, myśleniu, zachowaniu), których wymaga proces
                                              zdrowienia;
                                              uruchamia naszą zdolność do nauki, dzięki czemu możemy czerpać pożytek z
                                              następnych Kroków, z literatury wspólnotowej i z wypowiedzi innych
                                              zdrowiejących uczestników programu; wyzwala w nas potrzebę Siły większej
                                              od nas samych, która
                                              pomogłaby nam uporać się z uzależnieniem; zapoczątkowuje trudny proces
                                              "poskramiania ego", w którym pychę, narcyzm i egotyzm zastępujemy
                                              dojrzałością i pokorą.
                                              Poddanie się w Kroku Pierwszym wyzwala w nas gotowość do zmian i zdolność
                                              do nauki.


                                              STOSOWANIE KROKU PIERWSZEGO

                                              Niektórzy nowicjusze są tak zrozpaczeni i zagubieni, kiedy trafiają do AA,
                                              że z ulgą przyjmują odkrycie, iż alkoholizm jest chorobą. Nagle wszystko
                                              układa się w całość i staje się dl
                                              • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 16.04.20, 18:15
                                                dziś korzystając z dodatkowego czwartku roześlę dodatkowe materiały na
                                                temat 12 Kroków, w których jestem posiadaniu- (Krok Czwarty AA w "Kroku CZWARTYM AA)

                                                W KIERUNKU DWUNASTU KROKÓW ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
                                                /na podstawie Drogowskazu do Dwunastu Stopni AA grup AA Akron Ohio/ .

                                                "Dwanaście Kroków jest uważanych na podstawie doświadczenia, przez
                                                Anonimowych Alkoholików, za niezbędne dla każdego nowego członka AA
                                                prawdziwie pragnącego wkroczyć na nowa Drogę Życia. Głębokie zastanowienie
                                                się nad nimi i stosowanie w codziennym życiu szczerze polecamy. Przy
                                                pomocy tych kroków każdy Anonimowy Alkoholik może utorować sobie trwała
                                                drogę ku lepszej przyszłości, drogę na całe życie. Pierwsze trzy Kroki
                                                pomagają nam osiągnąć pokorę intelektualna, następnych sześć. stanowi
                                                oczyszczenie moralne naszego domu, a ostatnie trzy są PROGRAMEM
                                                TRZEŹWOŚCI".

                                                WSTĘP
                                                Opracowanie "W kierunku Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików" dokonane
                                                przez weteranów tej wspólnoty, zamierza w sposób krótki i zwięzły objaśnić
                                                zasady prowadzące do życia w trzeźwości. Twórcy i redaktorzy są członkami
                                                Grup Akron Ohio, gdzie powstała Wspólnota Anonimowych Alkoholików w 1935 r.
                                                Przygotowanie tej broszurki wymagało wielu starań. Większą część idei i
                                                tłumaczeń poszczególnych kroków była opracowana w Grupach AA na mityngach
                                                i innych zebraniach.
                                                Stosując Dwanaście Kroków, alkoholik otrzymuje logiczną metodę osiągnięcia
                                                i zachowywania trzeźwości. Historia AA dowodzi, że każdy alkoholik, który
                                                przyjął i stosuje w całości ten program pozostaje trzeźwy. Ci, którzy
                                                próbowali upraszczać czy opuszczać poszczególne stopnie, wcześniej czy
                                                później znaleźli się w kłopotach. Jest to regułą nieomal bez wyjątków.
                                                Na pytanie: Który z Dwunastu Kroków jest krokiem najważniejszym? Jeden ze
                                                weteranów AA odpowiedział pytaniem: która szprycha w kole jest
                                                najważniejsza? Jeżeli koło posiada 12 szprych i jedna zostanie usunięta,
                                                to koło prawdopodobnie nadal będzie podtrzymywało pojazd, lecz straci dużo
                                                na sprawności. Wyjęcie następnej szprychy osłabi koło jeszcze bardziej, aż
                                                dojdzie do katastrofy. Tak samo jest z Krokami w programie AA. Usunięcie
                                                któregokolwiek Kroku z programu, wcześniej czy później spowoduje upadek.
                                                Bardzo ważnym jest aby nowy członek zapoznał się z Dwunastoma Krokami tak
                                                szybko jak to możliwe. Poznanie Tych Kroków jest warunkiem powrotu do
                                                zdrowia. Jeżeli uważasz, że Kroki są dla ciebie niezbyt jasne w ich pełnym
                                                brzmieniu, można je przedstawić i zapoznać się z nimi w formie
                                                uproszczonej i dopiero później realizować pełen program.

                                                F o r m a u p r o s z c z o n a
                                                1. Szczerze wyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i prawdziwie
                                                chcemy temu zaradzić. Mówiąc inaczej, wyznaliśmy, że jesteśmy pokonani
                                                przez alkohol i mamy chęć zaprzestania picia.
                                                2. Prosiliśmy i otrzymaliśmy pomoc od siły większej? wyższej? I członków
                                                AA Uwaga! Dla niektórych siłą wyższą (większą) jest Bóg. Jest to Bóg
                                                taki, jakim go rozumie. Dla uproszczenia słowo Bóg użyte w tej broszurce
                                                znaczy: siła większa (wyższa) jakąkolwiek Ty ją przyjąłeś. W przypadku
                                                agnostyków, ateistów i innych niewierzących ważnym jest aby przyjąć
                                                jakąkolwiek siłę większą (wyższą) od siebie samego. Można nazwać ją
                                                Bogiem, Allachem, Jehowa, Słońcem czy Siłą Kosmiczna lub jeszcze inaczej.
                                                Każdy musi przyznać, że żyjemy w świecie, który jest czymś kierowany. W
                                                świecie, gdzie po nocy następuje dzień, po zimie wiosna, gdzie ziarno
                                                dojrzewa o właściwej porze, gdzie planety i inne ciała niebieskie krążą po
                                                wyznaczonych orbitach, więc myśląc logicznie, widzimy chyba, że działa tu
                                                jakaś siła większa (wyższa) od nas samych. Przyjęcie tych faktów
                                                wystarczy, by tę siłę znaleźć.
                                                3.Oczyściliśmy nasze życie, spłaciliśmy nasze długi, naprawiliśmy
                                                wyrządzone krzywdy.
                                                4 .Żyjąc nowym życiem niesiemy posłannictwo, pomoc innym alkoholikom
                                                będącym w potrzebie.

                                                Stosowanie Dwunastu Kroków przyczyniło się do uzyskania pomyślnego
                                                rezultatu w utrzymywaniu trzeźwości przez członków AA. Zostały one
                                                starannie przemyślane przez założycieli tej wspólnoty i są one tak samo
                                                niezbędne dziś do osiągnięcia i utrzymania trzeźwości jak były wówczas gdy
                                                broszurka ta została napisana.

                                                K R O K P I E R W S Z Y
                                                Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy
                                                kierować własnym życiem.

                                                Bez Pierwszego Kroku n i e m a m y ż a d n y c h s z a n s n a
                                                w y z d r o w i e n i e .
                                                Wiele razy dowiedziono, że osoba, która została trzeźwa i utrzymuje tą
                                                trzeźwość tylko dla siebie samej - osiąga trzeźwość prawdziwą i trwałą.
                                                Można utrzymywać trzeźwość czasowo, robiąc to dla kogoś lub np. ze strachu
                                                przed utratą pracy. Jeżeli jednak nie będziemy szczerze przekonani, że
                                                robimy to dla siebie samych, nasze dni trzeźwości są policzone. Jest to
                                                bardzo trudny Krok. W realizacji tego Kroku nikt nam nie może pomóc. Ten
                                                krok musimy zrealizować sami. Nie łatwo, jest bowiem przyznać się do
                                                porażki.
                                                Latami powtarzaliśmy: mogę pić, gdy tylko zechcę. Latami wierzyliśmy, że
                                                nasza trzeźwość jest blisko. Jest to tragiczne, gdyż naprawdę nigdy nie
                                                byliśmy bliscy trzeźwości, w końcu odkryliśmy ku naszemu przerażeniu, że
                                                nie możemy przestać pić. Ciągle oczekiwaliśmy cudu, lecz cud ten nie
                                                nadchodził i sam nie nastąpi.
                                                Ostatecznie stanęliśmy na rozdrożu: albo szczerze przyznamy się, że mamy
                                                problem, albo dalej będziemy tonąć coraz głębiej w bagnie alkoholizmu aż
                                                do utraty pamięci lub śmierci. Dopóki nie przyznamy, że nie możemy
                                                kontrolować naszego picia, dopóty nie ma żadnej nadziei na zaprzestanie.
                                                Programem otwieramy sobie drogę do trzeźwości. Dalsze Kroki programu będą
                                                łatwiejsze do przyjęcia i realizacji.
                                                Objawy alkoholizmu przedstawione są jasno, jest ich dość dużo, a oto
                                                główne:
                                                -potrzeba wypicia alkoholu rano po przepiciu dla "wyprostowania się",
                                                wypicie to powoduje naturalnie powrót do pijaństwa,
                                                -upicie się w czasie, gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że musimy być
                                                trzeźwi,
                                                -utrata pamięci w czasie pijaństwa, a następnego dnia brak świadomości co
                                                się działo dnia poprzedniego.
                                                Te fakty nasuną się nam gdy słuchać będziemy opowiadań innych członków AA.
                                                Gdy rozpoznajemy te fakty jako przypadki z naszego życia, to jeżeli
                                                jeszcze nie jesteśmy alkoholikami, to jesteśmy na najlepszej drodze aby
                                                nimi zostać i czas kiedy to nastąpi jest bardzo bliski.
                                                Medycyna nie zna żadnego przypadku wyleczenia z alkoholizmu. Gdy raz
                                                zostaniemy alkoholikami, a trudno rozpoznać kiedy przekroczy się tę
                                                granicę, pozostajemy nimi na całe życie.
                                                Alkoholik może żyć przez całe lata nie używając alkoholu, lecz gdy zaczyna
                                                pić znów będzie na tej samej karuzeli. Doświadczenie uczy, że stan jego
                                                będzie wówczas gorszy niż poprzednio.
                                                Ważnym jest nie to, że wyznaliśmy, że jesteśmy alkoholikami - musimy o tym
                                                myśleć i pamiętać przez cały czas. Tylko zupełna trzeźwość może nas
                                                utrzymać w normalnym stanie.
                                                Nowoprzybyły musi z całą otwartością powiedzieć do swych przyjaciół z AA -
                                                mam problem z piciem alkoholu, wiem na pewno że, jestem alkoholikiem i
                                                chcę coś z tym zrobić. Wtedy już pół walki jest wygranej. Jest gotowy na
                                                przyjęcie zasad i sposobu życia we wspólnocie Anonimowych Alkoholików.

                                                K R O K D R U G I
                                                Uwierzyliśmy, że siła większa (wyższa) od nas samych może przywrócić nam
                                                zdrowie.

                                                Rozważając Pierwszy Krok, zastanawialiśmy się co zrobić aby otrzymać
                                                pomoc. Dochodziliśmy do przekonania, że siła naszej woli nie wystarcza,
                                                aby przestać pić. Zawiodły szczere wysiłki naszej rodziny i przyjaciół.
                                                Niegdyś przedstawialiśmy siebie jako bezwzględnego indywidualistę, często
                                                myśleliśmy o sobie: jestem panem swego przeznaczenia, potrafię kierować
                                                swoją duszą. Obecnie myśląc o tym szczerze, musimy przyznać, jak źle
                                                wypełnialiśmy rolę "Pana i Kierownika" naszego życia. Szukaliśmy pomocy u
                                                lekarzy i w szpitalach, niektórzy szukali pomocy w religii. Wszędzie
                                                znaleźliśmy słowa głębokiego zrozumienia, ale trzeźwości tam nie
                                                znaleźliśmy. Końcowy rezultat był zawsze taki sam: dalsze pi
                                                • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 18.04.20, 10:50
                                                  Czym jest prawda? co za soba niesie? jak ja odkryc?
                                                  dzis troche na ten uroczy temat

                                                  niektorzy uwazaja, ze prawda to cos, co znajduje sie posrodku, a moze to
                                                  nie o prawde, a o racje chodzi? niektorzy uwazaja, ze prawda jest
                                                  nieosiagalna, niczym doskonalosc, a moze kazdy z nas reprezentuje prawde,
                                                  wlasna rzeczywistosc, a konfrontacja z drugim czlowiekiem, druga
                                                  rzeczywistoscia, ujawnia na ile nasza jest prawdziwa, na ile to tylko
                                                  iluzja na wlasne potrzeby?
                                                  Moze wiec wogole prawdy nie ma, a wszystko wokol to jedno wielkie
                                                  zaklamanie, jak byc uczciwym w tym czasem dziwnym swiecie, skoro wszedzie
                                                  wokol politycy, telewizja, szkolenia dla sprzedawcow, a klamstwo ma swoja
                                                  wartosc obliczalna w sukcesach i zdowywaniu celow.
                                                  Moze moj swiat to nie polityka, telewizja i sposoby szkolenia sprzedawcow
                                                  tylko to, co zalezy ode mnie, od moich decyzji i zaangazowania? to co mam
                                                  tu i teraz?
                                                  ============================================================
                                                  Dzisiejszym tematem medytacji jest:
                                                  DZIEL SIE PRAWDA

                                                  Tym, ktorzy wciaz jeszcze cierpia, nie pomozemy ani litoscia, ani wspolnym
                                                  zalewaniem sie lzami. Mozemy natomiast podzielic sie z nimi prawda. Prawdy
                                                  bowiem potrzebuja najbardziej - prawdy o sobie, o nas i o tym, co mozemy
                                                  zrobic, zeby sie uratowac. Prawda ta bywa niekiedy bolesna i szokujaca,
                                                  ale tylko ona pozwoli chorym znowu nawiazac kontakt z wlasna dusza,
                                                  zagubiona i poharatana. Prawda moze ich natchnac nadzieja i radoscia.
                                                  Prawda zas jest to, ze mamy wybor, ze nigdy nie musimy byc sami, stojac u
                                                  boku naszej Sily Wyzszej, ze zaczac zdrowiec mozemy zaczac juz dzis, w tej
                                                  chwili.
                                                  Zamiast sluzyc cierpiacym "podporkami", sluzmy im prawda. A za nia
                                                  przyjdzie wiara nadzieja i milosc.

                                                  Czy potrafie mowic prawde?

                                                  Panie, naucz mnie prawdy, azebym mogl sie nia podzielic z innymi.
                                                  ============================================================
                                                  ...zawsze uwazalem siebie za czlowieka na drodze do prawdy, ale sadzilem,
                                                  ze to cos nieosiagalnego, a pijanstwo wciaz nie pomagalo mi w normalnym
                                                  jej traktowaniu, cos tam orientowalem sie, ze jestem alkoholik, ale wogole
                                                  nie rozumialem co to znaczy, cos tam wiedzialem o tym, ze moje zycie
                                                  powinno byc inne, ale nie potrafilem nic zmienic
                                                  w koncu nastapil pechowy moment przelomu, jednak powodowany byl czynnikami
                                                  zewnetrznymi, nie wlasnym pomyslem i sila osobista, poddalem sie i teraz
                                                  rozumiem wszystko inaczej wtedy myslalem, ze alkoholizm to to nadciagajace wykolejenie, to co dopiero moze nastapic, a nie to co mam, dzis wiem, ze moge sobie byc alkoholikiem i zyc normalnie, a choroba moze tkwic w uspieniu i nie musi
                                                  sie juz wybudzic, jestem wolny i do mnie nalezy moja przyszlosc, a nie do
                                                  tego co porobi ze mna alkohol, odnalazlem swojego Boga i mam z czego
                                                  czerpac moc do budowania swojej przyszlosci, coraz mniej strachu, obaw i
                                                  lekow towarzyszy mi przy podejmowaniu decyzji i zobowiazan, jestem soba,
                                                  kazdego dnia coraz bardziej staram sie wiec pokazywac swoja przemiane dlatego, ze ona jest rzeczywista, pokazuje prawde o swoim zyciu dla tych, ktorzy zechca sobie
                                                  cos dla siebie wziac, moge byc przykladem dla podobnie jak ja, pogubionych
                                                  w rzeczywistosci ludzi, ktorym ujawni sie ta prosta prawda - z tego mozna
                                                  wyjsc..
                                                  ------
                                                  A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 19.04.20, 09:35
                                                    JAK TO DZIAŁA?
                                                    (fragment piątego rozdziału książki „Anonimowi Alkoholicy”)
                                                    Rzadko się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym programem. Nie wracają do zdrowia ludzie, którzy nie mogą lub nie chcą całkowicie poddać się temu prostemu programowi. Zazwyczaj są to mężczyźni i kobiety, którzy z natury swojej nie są zdolni do zachowania uczciwości wobec siebie. Istnieją tacy nieszczęśnicy. To nie ich wina. Tacy się po prostu urodzili. Z natury swojej nie są zdolni pojąć, a tym bardziej rozwinąć sposobu postępowania, który wymaga bezwzględnej uczciwości. Ich szanse na powodzenie są znikome. Istnieją też ludzie, których cierpienie wypływa z głębokich zaburzeń emocjonalnych lub umysłowych, ale wielu z nich wraca do zdrowia, jeśli tylko zdobędą się na uczciwość wobec siebie. Historie naszych zmagań opublikowane w tej książce ukazują - w ogólnych zarysach - kim byliśmy, co się z nami stało i jacy jesteśmy obecnie. Jeżeli czytelnik tej książki poweźmie decyzje, ze pragnie tego, co my w AA posiadamy, i że gotów jest uczynić wszystko, aby ów cel osiągnąć, wtedy jest już przygotowany do postawienia pierwszych kroków. Przy stawianiu niektórych z nich towarzyszyło nam wahanie. Sądziliśmy, że potrafimy znaleźć łatwiejszą i łagodniejszą drogę. Ale nie potrafiliśmy. Pozostaje nam, zatem prosić Was bądźcie nieustraszeni i gorliwi od samego początku. Niektórzy z nas przez jakiś czas bezskutecznie usiłowali trzymać się starych przekonań. Musieliśmy pozbyć się ich całkowicie. Pamiętajmy przy tym, ze mamy do czynienia z alkoholem, wrogiem potężnym, podstępnym i przebiegłym. Nie jesteśmy w stanie wałczyć z nim sami, bez dodatkowej pomocy. Ale na szczęście jest Ktoś potężniejszy pod każdym względem, posiadający wszystkie potrzebne zasoby sil. Tym kimś jest Bóg. Obyś znalazł Go teraz.
                                                    Stosowanie półśrodków nic nam nie dało. Znajdowaliśmy się ciągle w punkcie wyjściowym. Prosiliśmy Boga - z całkowitym oddaniem - o pomoc i opiekę.

                                                    (copyright © 1996 by Alcoholics Anonymous World Services Inc.)
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 19.04.20, 11:30
                                                    (dla jeszcze cierpiacych, ciag dalszy):

                                                    Niedawno napisalem zdanie, ze niezbędnym warunkiem do pokonania "problemu",
                                                    jest przyznanie się przed sobą, że problem w ogóle istnieje, czyli warunkiem jest
                                                    poddanie się.
                                                    - - - - - - -
                                                    Mogłoby się wydawać, że do pokonania problemu potrzebna jest walka,
                                                    twardość charakteru czy siła woli, a zatem te wszystkie cechy charakteru,
                                                    których w danej dziedzinie nie posiadamy, skoro mamy problem. Poddanie się
                                                    pozwala przyjąć nową postawę, a co za tym idzie, daje szansę na zmianę.

                                                    Na początek musimy wypracować sobie dystans do sprawy. To pozwala na
                                                    perspektywiczne spojrzenie i nowe wnioski. Wcześniej, być może,
                                                    postanawialiśmy, że sobie poradzimy, staraliśmy wykazać się silną wolą i
                                                    wytrwałością w działaniu. Być może nawet w wyniku tych działań problem na
                                                    jakiś czas znikał. Jednak okazywało się, że wraca w najmniej oczekiwanym
                                                    momencie. Oczywiście, nie z naszej winy! Bez nowej perspektywy i dystansu
                                                    nie znajdziemy rozwiązania, a problem będzie wciąż powracał. Nie ma
                                                    znaczenia z czyjej winy.

                                                    Powtarzalność sytuacji prowadzi do obłędu umysłowego. Wierzymy, że tym
                                                    razem się uda, a postępujemy tak samo jak poprzednio. Bez zmian nie
                                                    dojdziemy do nowych rozwiązań. Nasze ciało rónież zaczyna niedomagać i
                                                    wysyła nam sygnały o złej sytuacji w postaci wszelkiego rodzaju chorób
                                                    narządów wewnętrznych, układu krążenia, systemu nerwowego itp. itd.
                                                    Przestajemy wierzyć w dobro, miłośc i prawdę. Zwątpienie dobija naszą
                                                    wiarę i wydaje się, że nie ma rozwiązania, że problemy są naszym
                                                    naturalnym, negatywnym elementem życia. Zatrzymanie tego wszystkiego to
                                                    jednoczesne, całościowe odradzanie się.

                                                    Stanami charakterystycznymi w takich chwilach są stany ekstremalne i
                                                    skrajne, objawiające się najczęściej przeskakiwaniem od euforii do
                                                    przygnębienia lub depresji. Niemożność długotrwałego wytrzymania tej
                                                    "huśtawki emocjonalnej" powoduje przyciąganie kolejnych kłopotów. Musimy
                                                    więc, przede wszystkim, złagodnieć dla siebie, co prowadzi do zamiany
                                                    uczuć negatywnych na pozytywne, i stanowi jeden z podstawowych elementów
                                                    wyzwolenia.

                                                    Przyznanie się do problemów, uważane za słabość, nieoczekiwanie daje nam
                                                    siłę do pokonania naszych kłopotów życiowych. Wcześniej tej mocy
                                                    poszukiwaliśmy, bezskutecznie, w silnej woli i twardości charakteru.
                                                    Teraz, z nowej perspektywy, możemy zauważyć, że siła woli nie jest
                                                    konieczna tam, gdzie mamy wybór, wolną wolę. Nie musimy walczyć jeżeli
                                                    mamy wybór. Jeżeli przestajemy walczyć z czymkolwiek i kimkolwiek możemy
                                                    dotrzeć do istoty problemu i pokonać go. Otaczające nas konflikty nie
                                                    przesłaniają już nam widoku. Odzyskujemy moc pokonywania przeszkód, a
                                                    problemy przestają nas przytłaczać. Nie są niczym negatywnym, są nauką,
                                                    nie nauczką.
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest: Hartuj się

                                                    To prawda, że od osób zażywających dzieli nas jeden kieliszek, jedna
                                                    działka narkotyku lub tabletka. Nie powinniśmy jednak lekceważyć
                                                    wiarygodności, jakiej stopniowo nabieramy, kontynuując drogę we właściwym
                                                    kierunku. Dążenie do rozwoju duchowego zahartuje nas, pozwoli nam poznać
                                                    swoją siłę i odporność.
                                                    Według R.W. Emersona ludzie kultywujący w sobie wartości duchowe
                                                    nieustannie nabierają sił i bogacą swoje umiejętności. Uczą się właściwie
                                                    korzystać z każdej chwili i sytuacji, sami potrafią być sobie
                                                    nauczycielami i systematycznie się wzmacniają, tak jak spadające ciało
                                                    nabiera pędu z każdym kolejnym metrem.

                                                    Czy umacniam się w swoim dążeniu do trzeźwości?

                                                    Panie, spraw, aby dokonujący się we mnie wzrost duchowy pogłębił i umocnił
                                                    moją trzeźwość.
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:

                                                    Kiedyś bardzo mocno pogardzałem duchową stroną życia. Kojarzyło mi się to
                                                    z religijnością, a religijność ze śmiesznością lub dewotyzmem. W
                                                    zależności od potrzeb. Duchowość była dla mnie czymś obcym i nierealnym,
                                                    nie kojarzyłem tego aspektu życia z jakąś mocą. Niewiele więc mogłem
                                                    skorzystać.
                                                    Brak równowagi doprowadził mnie w końcu do upadku. Pech chciał, że aby sie
                                                    podnieść musiałem wzmocnić właśnie tę duchową, wzgardzaną, stronę mojego
                                                    życia. Najpierw przyznać, że jest coś poza mną, co może mi pomóc w
                                                    odnalezieniu tego miejsca, w które zepchnąłem swoją duchową cześć bytu.
                                                    Potem rozpocząłem wzrost duchowy. Przyznam, że bardzo mi się spodobał.
                                                    Dziś dążąc do celu nie musze polegać jedynie na sile swoich mięśni,
                                                    cwaniackiej zdolności umysłu, ale i na czymś co nazywam Opatrznością. Jest
                                                    coś poza mną, co świetnie rozumie moje potrzeby i ustawia życie tak, bym
                                                    mógł z tego korzystać. Krok Trzeci podpowiada, by określać to coś Bogiem.
                                                    OK mój ma na imię moovishimash. Muszę pamiętać, że nie zawsze moje
                                                    życzenia, są dokładnie tym, co jest dla mnie najlepsze.
                                                    Swego czasu, przywrócony mi rozsądek w stosunku do alkoholu, podpowiada,
                                                    jak wyjdę na tym, że się napiję. Moje ciało rozumie, że to boli. Mój umysł
                                                    też wie ile to kosztuje. A duch wogóle nie potrzebuje odmiennego stanu
                                                    świadomości. Stałem sie wolnym człowiekiem, a odzyskana równowaga trzyma
                                                    mnie we właściwej pozycji
                                                    ============================================================
                                                    jaras
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 20.04.20, 07:05
                                                    A L K O H O L I Z M
                                                    Znikoma wiedza, jaką posiada nasze społeczeństwo na temat alkoholizmu (uzależnienia od alkoholu) i jego leczenia, stanowi doskonałą okazją do zarobienia pieniędzy na ludzkiej naiwności. Wiadomo bowiem, że kochające osoby skłonne są wydać ostatni grosz, a nawet zapożyczyć się, żeby tylko umożliwić bliskiej osoba wyzdrowienie z alkoholizmu i odzyskać ją dla rodziny. O tym bardzo dobrze wiedzą nie tylko specjaliści, ale także pseudospecjaliści i różnego rodzaju "naciągacze", którzy pod hasłem udzielania pomocy osobom cierpiącym starają się wyłudzić od nich możliwie dużo pieniędzy.

                                                    Obok placówek spełniających odpowiednie standardy, zarówno w prasie jak i w internecie szeroko reklamują się "kliniki", "lecznice" i "ośrodki", a także indywidualne osoby podające się za specjalistów od leczenia zarówno uzależnień jak i wszelkich innych przypadłości. Jedni proponują "wypróbowane" i "skuteczne" metody oparte (jak twierdzą najczęściej) na "amerykańskich" doświadczeniach albo "nowoczesne" leki, które jakoby są w stanie "wyleczyć" z alkoholizmu. Inni usiłują przekonać swoich klientów do tego, że potrafią ich "wyleczyć" przy pomocy "kodowania", "biorezonansu magnetycznego", "biostymulacji", "sesji reinkarnacyjnych", "mostu energetycznego", sesji "zbiorowej hipnozy", seansów "hipnozy w stanie czuwania" i wielu, wielu innych, zagadkowo brzmiących "metod". Jeszcze inni proponują kosztowne, kilkudniowe wyjazdy "terapeutyczne" do atrakcyjnych miejscowości turystycznych, powtarzane co parę miesięcy albo same tylko "odtrucia" zakończone "wszyciem" esperalu (patrz ogłoszenia prasowe: "aaaaaaaaaaaa odtrucia, esperal najtaniej"!!!!!!). Ogłoszeniodawcy nie wahają się przed zainwestowaniem poważnych kwot pieniędzy w reklamowanie swoich "metod" bo wiedzą, że pieniądze szybko im się zwrócą, ponieważ potencjalni klienci nie mają prawie żadnej wiedzy na temat sposobów leczenia uzależnienia od alkoholu i poddają się najchętniej takim metodom, których nazwy brzmią obco, a jednocześnie nie wymagają od nich specjalnego wysiłku. Z tego powodu, zarówno w prasie jak i w internecie spotykamy często sponsorowane, czyli wykupione przez reklamującą się firmę, miejsca z wywiadami ze "specjalistami" oraz pseudonaukowe wywody na temat niemal 100% skuteczności tych właśnie metod.
                                                    Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do tych osób i do tych placówek, które reklamują się jako "najlepsze" albo "numer 1 w Polsce". Wiadomo przecież, że uznani specjaliści i dobre placówki nie potrzebują reklam, a jeśli już reklamują się to tylko po to, żeby wiadomo było jak się z nimi kontaktować. O ich skuteczności świadczą bowiem nie przechwałki, które najczęściej nie mówią prawdy, lecz ich zdrowiejący pacjenci.

                                                    Na szczęście już coraz mniej osób dyskutuje z opinią specjalistów ze Światowej Organizacji Zdrowia, którzy nie tylko uznali uzależnienie od alkoholu za chorobę, ale także za chorobę niezawinioną, przewlekłą i postępującą, na której powstanie złożyło się wiele czynników (biologiczne podłoże plus czynniki psychologiczne, duchowe i społeczne). Ze względu na wieloczynnikowość powstawania tej choroby jej leczenie musi przebiegać również na wielu płaszczyznach i stąd nie jest możliwe trwałe usunięcie objawów choroby przy pomocy leku, hipnozy, biorezonansu, "kodowania", akupunktury czy parodniowego wyjazdu w góry albo nad morze. Konieczna jest natomiast rekonstrukcja osobowości oraz nauka nowych umiejętności i zachowań, które zastąpią dotychczasowe, szkodliwe zachowania. Osiągnąć to można jedynie poprzez wielomiesięczną, systematyczną psychoterapię prowadzoną przez posiadających odpowiednie kwalifikacje i uprawnienia specjalistów terapii uzależnień, wg. określonego i uzgodnionego z pacjentem programu lub poprzez realizację samopomocowego Programu Dwunastu Kroków.

                                                    Niestety lenistwo, które bywa drugą naturą nie jednego z nas, skłania dość często do korzystania z pomocy "cudotwórców" i "czarowników" oferujących "metody" lecznicze, które nie wymagają od pacjenta prawie żadnego wysiłku, a jedynie określonej kwoty pieniędzy. Warto też wiedzieć, że sam fakt posiadania dyplomu lekarza czy psychologa nie daje gwarancji profesjonalizmu w leczeniu alkoholizmu i innych uzależnień, ponieważ na studiach ta tematyka traktowana jest niestety "po macoszemu". Zawsze trzeba upewnić się jakie kwalifikacje (przez kogo wydane dyplomy i certyfikaty) posiada terapeuta, a nie opierać się wyłącznie na tym, że posiada jakiś dyplom albo już komuś znajomemu pomógł, bo mógł to być tylko szczęśliwy zbieg okoliczności. Zdarza się niestety, że lekarz przeprowadzający odtrucie w domu jest osobiście zainteresowany dalszymi losami odtruwanego pacjenta głównie dlatego, że za skierowanie na "wszywkę" esperalu albo na wspomnianą wcześniej pseudoterapię, otrzymuje prowizję.

                                                    Bardzo często otrzymuję telefony z pytaniami o prywatne placówki zajmujące się odtruciami czy terapią alkoholizmu. Na ogół odpowiadam, że nie ma sensu szukać placówek prywatnych, bo placówki publiczne po pierwsze leczą dobrze, po drugie jakość ich usług jest kontrolowana przez NFZ, a po trzecie leczenie w nich jest nieodpłatne. Jednocześnie staram się uświadomić osobie pytającej, że zarówno sukces terapeutyczny jak i porażka to wspólne "dzieło" pacjenta i terapeuty. Najlepszy terapeuta nie jest w stanie pomóc osobie, która nie realizuje jego wskazówek i zaleceń. Z kolei, pragnący wyzdrowieć pacjent ma małe szanse na wyzdrowienie, jeżeli trafi na złego terapeutę. Jeżeli ktoś uważa, że nie ma szczęścia do terapeutów - powinien próbować zdrowieć poprzez zwrócenie się po pomoc do wspólnoty samopomocowej opartej na Programie Dwunastu Kroków, jaką są Anonimowi Alkoholicy .

                                                    dr n. med. Bohdan T. Woronowicz
                                                    specjalista psychiatra
                                                    certyfikowany specjalista terapii uzależnień
                                                    certyfikowany superwizor psychoterapii uzależnień
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 21.04.20, 10:20
                                                    Dzisiaj przytocze ten oto wazny fragment z:
                                                    ANONIMOWI ALKOHOLICY WKRACZAJA W DOJRZALOSC STR 124

                                                    "W Tradycjach AA zawarte, choc niejawnie, jest wyznanie, ze nasza
                                                    wspolnota nie jest bez skazy. Przyznajemy sie do wad charakteru jako
                                                    towarzystwo, a rowniez do tego, ze owe wady wciaz stwarzaja
                                                    niebezpieczenstwo. Nasze Tradycje sa przewodnikiem do lepszego
                                                    planowania naszej pracy i zycia, stanowia tez antidotum na rozne
                                                    nasze slabosci. Dwanascie Tradycji ma te sama wage i znaczenie dla
                                                    grupowego przetrwania i harmonii, co Dwanascie Krokow AA dla
                                                    trzezwosci i spokoju ducha kazdego indywidualnego czlonka. Jednakze
                                                    Dwanascie Tradycji wskazuje rowniez na wiele naszych wad
                                                    indywidualnych. Posrednio wiec Tradycje apeluja do kazdego z nas o
                                                    pozbycie sie pychy i uraz, apeluja o zarowno osobiste jak i grupowe
                                                    poswiecenie. Apeluja do nas takze, abysmy nie wykorzystywali imienia
                                                    AA w naszej pogoni za osobista wladza, wyroznieniem, czy pieniedzmi.
                                                    Tradycje gwarantuja rownosc wszystkich czlonkow i niezaleznosc
                                                    wszystkich grup. Wskazuja, jak pozostawac w mozliwie najlepszych
                                                    stosunkach z innymi czlonkami wspolnoty oraz ze swiatem zewnetrznym.
                                                    Ucza nas, jak mozemy najlepiej funkcjonowac w harmonii jako jedna
                                                    wielka wspolnota. Dla dobra calego naszego towarzystwa Tradycje
                                                    wymagaja, by kazda jednostka, kazda grupa i kazdy region AA
                                                    poniechaly wszelkich pragnien, ambicji i niefortunnych akcji, ktore
                                                    moglyby wywolac istotne podzialy miedzy nami lub tez zachwiac
                                                    zaufaniem swiata do nas. Dwanascie Tradycji Anonimowych Alkoholikow
                                                    symbolizuje wiec ofiarny charakter naszego zycia razem i stanowi
                                                    najwieksza sile dzialajaca na rzecz jednosci, jaka znamy.

                                                    Fragment tekstu Wielkiej Ksiegi rozdz. XI - Wizja dla ciebie:

                                                    ,,Zdajemy sobie sprawe, ze wiemy niewiele...
                                                    ... nie mozesz podzielic sie czyms, czego sam jeszcze nie masz...
                                                    Uporzadkuj swoja przeszlosc. Dziel sie tym, co odkrywasz..., i dolacz do nas.
                                                    Bedziemy z toba we Wspolnocie Ducha i z pewnoscia spotkasz niektorych
                                                    z nas na Drodze Szczesliwego Przeznaczenia. ... Zatem - do zobaczenia "

                                                    Jezeli jest ktos, kto ma problem a z sobie wiadomych powodow
                                                    nie zabral glosu, moze zwrocic sie ( na adres prywatny) do kazdego z
                                                    nas. Nikt nie odmowi mu pomocy.
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 21.04.20, 14:25
                                                    Dwanaście Tradycji AA
                                                    1. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików.
                                                    2. Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.
                                                    3. Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.
                                                    4. Każda grupa powinna być niezależna we wszystkich sprawach, z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub AA jako całości.
                                                    5. Każda grupa ma jeden główny cel, nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi.
                                                    6. Grupa AA nigdy nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu.
                                                    7. Każda grupa AA powinna być samowystarczalna i nie powinna przyjmować dotacji z zewnątrz.
                                                    8. Działalność we wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa, dopuszcza się jednak zatrudnianie niezbędnych pracowników w służbach AA.
                                                    9. Anonimowi Alkoholicy nie powinni nigdy stać się organizacją; dopuszcza się jednak tworzenie służb i komisji bezpośrednio odpowiedzialnych wobec tych, którym służą.
                                                    10. Anonimowi Alkoholicy nie zajmują stanowiska wobec problemów spoza ich wspólnoty, ażeby imię AA nie zostało nigdy uwikłane w publiczne polemiki.
                                                    11. Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu, musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu.
                                                    12. Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszch Tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.
                                                    - - - - - -
                                                    "W Tradycjach AA zawarte, choc niejawnie, jest wyznanie, ze nasza
                                                    wspolnota nie jest bez skazy. Przyznajemy sie do wad charakteru jako
                                                    towarzystwo, a rowniez do tego, ze owe wady wciaz stwarzaja
                                                    niebezpieczenstwo. Nasze Tradycje sa przewodnikiem do lepszego
                                                    planowania naszej pracy i zycia, stanowia tez antidotum na rozne
                                                    nasze slabosci. Dwanascie Tradycji ma te sama wage i znaczenie dla
                                                    grupowego przetrwania i harmonii, co Dwanascie Krokow AA dla
                                                    trzezwosci i spokoju ducha kazdego indywidualnego czlonka. Jednakze
                                                    Dwanascie Tradycji wskazuje rowniez na wiele naszych wad
                                                    indywidualnych. Posrednio wiec Tradycje apeluja do kazdego z nas o
                                                    pozbycie sie pychy i uraz, apeluja o zarowno osobiste jak i grupowe
                                                    poswiecenie. Apeluja do nas takze, abysmy nie wykorzystywali imienia
                                                    AA w naszej pogoni za osobista wladza, wyroznieniem, czy pieniedzmi.
                                                    Tradycje gwarantuja rownosc wszystkich czlonkow i niezaleznosc
                                                    wszystkich grup. Wskazuja, jak pozostawac w mozliwie najlepszych
                                                    stosunkach z innymi czlonkami wspolnoty oraz ze swiatem zewnetrznym.
                                                    Ucza nas, jak mozemy najlepiej funkcjonowac w harmonii jako jedna
                                                    wielka wspolnota. Dla dobra calego naszego towarzystwa Tradycje
                                                    wymagaja, by kazda jednostka, kazda grupa i kazdy region AA
                                                    poniechaly wszelkich pragnien, ambicji i niefortunnych akcji, ktore
                                                    moglyby wywolac istotne podzialy miedzy nami lub tez zachwiac
                                                    zaufaniem swiata do nas. Dwanascie Tradycji Anonimowych Alkoholikow
                                                    symbolizuje wiec ofiarny charakter naszego zycia razem i stanowi
                                                    najwieksza sile dzialajaca na rzecz jednosci, jaka znamy.
                                                    ------
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 22.04.20, 09:30
                                                    Konflikty wewnętrzne

                                                    O konfliktach wewnętrznych słyszał chyba każdy z nas. Okazuje się, że
                                                    przeżywa je lwia część naszego społeczeństwa, rzadko kto jednak zastanawia
                                                    się, na czym te konflikty polegają, jakimi prawami się rządzą i nad tym,
                                                    jak je rozwiązywać.

                                                    Przede wszystkim, by zaistniał jakikolwiek konflikt, muszą istnieć dwie
                                                    jego strony. Z jednej strony chcemy wstać, z drugiej pospać jeszcze pięć
                                                    minut. Chcemy wykonać jakieś zadanie, wypełnić obowiązki, ale przecież
                                                    możemy to zrobić później, a teraz odpocząć lub zrobić coś przyjemnego…

                                                    Nie znaczy to wcale, że mamy w głowach kilka oddzielnych istot. Po prostu
                                                    motywy naszego działania w niektórych sytuacjach prowadzą nas do kilku,
                                                    wykluczających się wzajemnie, rozwiązań.

                                                    Co decyduje o tym, które rozwiązanie wybierzemy?
                                                    ============================================================
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:
                                                    Daj z siebie wszystko

                                                    Mamy często tendencję do zachowywania sił na jakąś "wielką chwilę" lub
                                                    "wielkie wydarzenie". Mawiamy: "Kiedy stanie się to i to, wówczas dam z
                                                    siebie wszystko". Nie zdajemy sobie widocznie sprawy, że na każdy wielki
                                                    przełom składają się tysiące drobnych, solidnie wypełnionych powinności.
                                                    Nauka życia to nauka wywiązywania się z codziennych obowiązków. Jeśli
                                                    zaniedbujemy porządek w domu, spóźniamy się do pracy i z byle powodu
                                                    wpadamy w irytację, jakżebyśmy mogli podołać tak poważnym próbom, jak
                                                    zawarcie małżeństwa, przyjęcie awansu czy przetrwanie sytuacji
                                                    konfliktowej? Codzienny rozwój metodą małych kroczków może się wydawać
                                                    niewdzięcznym zajęciem, ale pamiętajmy, że "wielkie przełomy" zawsze
                                                    stanowią sumę wielu pojedynczych dni, uczciwie i pożytecznie przeżytych.

                                                    Czy zawsze robię to, co w mojej mocy?
                                                    ============================================================
                                                    Kiedyś często myślałem, że jeszcze nie jestem gotowy, że to nie mój czas,
                                                    że gdzie ja... i takie tam. Aż zrozumiałem, że trzeźwość jest jak konto w
                                                    banku, codzienna, choćby niewielka wpłata powoduje, że jest z czego
                                                    korzystać w nagłej potrzebie.
                                                    Zrozumiałem te słowa, bo znalazłem się w takiej potrzebie. Wtedy nawet nie
                                                    spodziewałem się jak bogate już było to moje konto. W moim życiu już nic
                                                    nie musiało być spektakularne, by w ogóle zaistnieć. Wiedziałem, że góry
                                                    przenoszą ci, którzy zaczynają od przesuwania kamieni. Przestałem się bać
                                                    angażować sercem w rzeczy, które wydają się niezauważalne i tak nauczyłem
                                                    się sięgać po to, co najlepsze. Ponieważ kiedy wreszcie podszedłem do tej
                                                    swojej góry, która wyglądała jak bezładna kupa gruzu, okazało się, że to
                                                    jest zasypane wejście do mojego własnego ogrodu życia.
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 23.04.20, 10:50
                                                    Moje życie jest moją modlitwą, moje czyny wyrażają moją wdzięczność.
                                                    To jedne z wielu słów, które od dawna robiły na mnie wrażenie. Zawsze
                                                    podziwiałem ludzi, którzy tak postępowali. Pragnąłem takim być, ale
                                                    prześladowało mnie piętno porażki i nie potrafiłem im dorównać.

                                                    Okoliczności sprawiły, że znalazłem się w sytuacji bez wyjścia. Co było
                                                    robić... Ku swojemu zaskoczeniu rozpocząłem drogę rozwoju. Jakążby inną
                                                    skoro znalazłem się na dnie. Przełamałem się i nagle moje czyny były
                                                    motywowane wdzięcznością. Nie wymagało to ode mnie zbytniego wysiłku.
                                                    Po prostu to co robiłem wynikało z tego, że dałem sobie taką szansę. Wcale
                                                    nie musiałem się od tego dna odbić. Równie dobrze mogłem tam pozostać i
                                                    się pogrążyć, ale wyszedłem z tego i nie muszę tam wracać. Jestem wolnym
                                                    człowiekiem i mogę robić co chcę, a nie, jak bywało wcześniej, to co muszę.
                                                    To co mi dyktują ci, którzy roszczą sobie do tego prawo, albo moja
                                                    własna niemoc, wobec słabości mojego ciała. To przeminęło, a ja coraz
                                                    bardziej pozwalam sobie na zupełnie nowe, inne życie.

                                                    Spotkałem ludzi, którzy kiedyś byli dla mnie niedoścignionymi ideałami.
                                                    Dzięki nim przypomniałem sobie, jakim zawsze chciałem być człowiekiem.
                                                    Dawno odłożyłem swoje pragnienia na półkę z mrzonkami. Okazało się jednak,
                                                    że mam wrócić do starych marzeń, zebrać je do kupy i zacząć nimi żyć.
                                                    Ludzie, którzy mnie wtedy otoczyli pomogli poukładać to w sensowną całość.
                                                    Nie opuścili mnie ani na chwilę. Nie są to imiona i nazwiska. Nie pamiętam
                                                    co poszczególne osoby zrobiły dla mnie. To nawet nie o to chodzi. Chodzi o
                                                    to, abym teraz ja, pomógł tym, którzy szukają pomocy. Tym, którzy
                                                    wyciągają ręce po pomoc. Moją rolą jest być tam, gdzie mogę pomóc, bo
                                                    kiedyś sam tam pomoc otrzymałem. To moja rola. Tak mogę wyrazić swoją
                                                    wdzięczność.

                                                    Wszystko to w moim życiu przydażyło się z jakiegoś powodu. Nie chciałem
                                                    się stoczyć, a jak się stoczyłem, nie widziałem szansy na wyzwolenie, ale
                                                    wyzwolenie przyszło. Nie wiedziałem czego się spodziewać dalej. Pragnąłem
                                                    tylko przetrwać, a otrzymałem wszystko. Znacznie więcej niż potrafiłem
                                                    sobie wyobrazić. Wierzę, że biorę udział w czymś większym ode mnie samego.
                                                    Mam jakąś rolę do spełnienia. Staram się więc odnaleźć swoje miejsce na
                                                    tym czasem dziwnym świecie i rozwijać swoje zdolności.

                                                    Moje życie jest moją modlitwą, moje czyny wyrażają moją wdzięczność. Cała
                                                    reszta to tylko opowieść wokół.
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    módl się czynem

                                                    Modlitwa to coś więcej niż szeptanie określonych słów ze złożonymi dłońmi,
                                                    na klęczkach. Twórcze i pełne miłości myśli też są modlitwą. Modlitwa
                                                    kryje się w doznawanym przez nas uczuciu wdzięczności. Element modlitwy
                                                    obecny jest w ciepłym uśmiechu, serdecznym geście, a nawet w powstrzymaniu
                                                    się nieprzyjaznych odruchów.
                                                    Przenikające nas radosne uniesienie również jest swego rodzaju modlitwą. W
                                                    oczach naszego Boga formą modlitwy jest także czuła opieka nad bezbronnym
                                                    dzieckiem. Nasza dusza klęka pokornie przed Panem niezależnie od pozycji
                                                    ciała.
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:
                                                    Dawno, dawno temu, ale zupełnie niedaleko, odkryłem, że w modlitwach
                                                    zawiera się moc mądrości. Lubiałem je czytać i przemyślać. Jednak nie
                                                    potrafiłem tej mądrości wówczas wprowadzić w swoje życie. Znalazłem więc
                                                    sobie grupę ludzi, która tak gorliwie się modli, a nic z tego w życie nie
                                                    wprowadza i nie stałem się religijnym człowiekiem.
                                                    Pragnienie poznawania jednak mnie nie opuszczało. Wciąż trafiałem na coś
                                                    fajnego. Ale byłem już w okowach uzależnienia i poddawałem się raczej
                                                    doznawaniu. Usprawiedliwiałem więc sobie odlot mistycyzmem. Wszystko
                                                    byłoby dobrze, gdyby ten cholerny alkoholizm się nie pogłębiał... dział
                                                    się pesy-mistycyzm.
                                                    Pech jednak chciał, że spotkałem na swojej drodze ludzi, którzy się
                                                    modlili, wprowadzali tą mądrość w swoje życie, okazali się zupełnie
                                                    normalnymi ludźmi i co gorsza, pozwolili mi do siebie dołączyć.
                                                    Okoliczności sprawiły, że nie miałem wyjścia i się poddałem.
                                                    Dziś kieruję się wdzięcznością. Do siebie, że pozwoliłem sobie na tą
                                                    szansę. Do innych, że mi pomogli w początkach, zanim się otrzaskałem w
                                                    temacie. Wszystko co robię i mówię wynika z tej wdzięczności. Tak jak na
                                                    obecną chwilę to pojmuję i potrafię wyrazić, pamiętając, że cokolwiek już
                                                    osiągnąłem, to dopiero początek mojej drogi rozwoju, wciąż jeszcze nie
                                                    koniec...

                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 24.04.20, 09:15
                                                    Medytacja "kontra" modlitwa.

                                                    Czasem nie wiadomo jak patrzeć na pewne rzeczy. Pewne zjawiska są
                                                    zaszufladkowane i przedstawione w taki sposób, że patrzymy na te rzeczy
                                                    jak na staromodne ciuchy czy inne "dinozaury" przeszłości. A które naprawdę
                                                    skrywają w sobie mnóstwo skarbów.

                                                    To dotyczy zwłaszcza modlitwy. Jej wartość została mocno obniżona przez
                                                    to, że jest propagowana głownie przez nasze obecne systemy religijne,
                                                    które systematycznie tracą swój autorytet i dzięki temu niestety także i
                                                    ona jest traktowana jako coś przestarzałego i niefajniego, nietrendy.
                                                    "Tylko zacofańcy się modlą. Ludzie nowego światopoglądu medytują."
                                                    Duży błąd.

                                                    A medytacja? Większości ludzi kojarzy się ona z jakimś klasztorem
                                                    buddyjskim, ciszą i wielogodzinnym siedzeniem ze skrzyżowanymi nogami i
                                                    jeszcze myśleniem nie wiadomo o czym.

                                                    Słyszeli, że jest skuteczna itd. Ale tak właściwie to nie wiadomo jak to
                                                    robić no i nigdy nie ma czasu.

                                                    Tymczasem są to dwa potężne narzędzia które powinniśmy wykorzystywać
                                                    maksymalnie często w naszym życiu.

                                                    Modlitwa jest naszym prywatnym kontaktem z Bogiem i nic jej nie zastąpi.
                                                    Jest naszym "czerwonym telefonem" do Boga. Bezpośrednią linią. Tylko dla
                                                    nas i zawsze dostępną. Jest ona niezbędna i powinniśmy się modlić
                                                    maksymalnie często. Modlimy się do naszego ideału Boga w słowach które
                                                    wypływają z naszego serca. Jest to rozmowa. Może na początku będzie
                                                    monologiem ale z czasem zauważysz, że Bóg Ci odpowiada. On zawsze
                                                    odpowiada i rozmawia z nami tylko że my musimy się nauczyć tego języka.
                                                    Dostroić się do niego i nauczyć się słuchać i dostrzegać efekty naszych
                                                    modlitw. Z czasem zauważysz, że zadajesz pytanie i jeszcze zanim je
                                                    skończysz dostajesz odpowiedź. To na prawdę niesamowite uczucie.

                                                    "Nasze codzienne życie jest medytacją" powiedział jakiś święty i ma rację.
                                                    Medytacja w tym znaczeniu nie jest siedzeniem z zamkniętymi oczami i
                                                    staraniem się żeby nie zasnąć medytacja to stan maksymalnej uwagi i
                                                    świadomości tego co się dzieje i co robimy, w jakim stanie się znajdujemy
                                                    względem Boga - świata. Nasza świadoma uwaga skoncentrowana na chwili
                                                    obecnej na tym co jest tu i teraz. To jest stan medytacji. Gdy jesteśmy
                                                    obecni w 100% wtedy jesteśmy w stanie medytacji. Twarz sama się uśmiecha
                                                    gdy widzimy - jesteśmy świadomi. To jest wspaniały stan umysłu, wewnętrzny
                                                    spokój, cisza... to są podwaliny do tego aby osiągać więcej szczęścia,
                                                    więcej życia, więcej Boga. Stan uwagi, wewnętrznej harmonii ze wszystkim.

                                                    Używajcie obu najczęściej jak się da. Rano dzień zaczynajmy od modlitwy
                                                    (najlepiej dziękczynnej) Wchodząc od samego rana w stan medytacji trwajmy
                                                    tak jak się da najdłużej. Koncentrujcie się na doskonałości boskiej która
                                                    jest wszędzie wokół nas, którą również i my jesteśmy i naszym zadaniem
                                                    jest to dostrzec. Skupiajcie się - koncentrujcie na świecie który jest
                                                    aktem łaski i wielkim wspaniałym wydarzeniem waszego życia.
                                                    Niepowtarzalnym i radosnym aktem stawania się świadomym swej prawdziwej
                                                    natury człowiekiem. Życie jest tak niesamowitym procesem, że aż brak słów
                                                    aby to opisać. To trzeba doświadczyć, a doświadczyć tego ma każdy i do
                                                    tego celu właśnie ma służyć między innymi i medytacja i modlitwa. Więc
                                                    używajcie ich jak najczęściej.

                                                    Niech fale miłości i światła rozmyją mury niewiedzy a Świadomość
                                                    Chrystusowa zagości w każdym z nas.

                                                    Z tym harcerskim pozdrowieniem żegnam się do następnego razu
                                                    Kris Tamiell

                                                    ps. skupienie się w tym przypadku nie oznacza zawężenia swej uwagi na
                                                    jakimś jednym małym szczególe tylko na rozszerzeniu swego postrzegania. Na
                                                    byciu całkowicie świadomym tego co się dzieje i w jakim stanie się
                                                    znajdujemy. Koncentracja na chwili obecnej i na tym co jest tu i teraz.
                                                    Nie dopuszczając myśli, a jeśli to nie zwracając na nie uwagi.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    ucz się modlić

                                                    Jakie są nasze modlitwy? Czy egoistycznie modlimy się o korzyści dla
                                                    siebie? Czy zamiast rozwijać w sobie określone cechy i wartości, błagamy o
                                                    jakieś "dekoracje" i "podpórki" z zewnątrz?
                                                    Modlitwa to jeden z najpiękniejszych przejawów życia i najszlachetniejsze
                                                    jego urzeczywistnienie; winna więc świecić światłem duszy, przepełnionej
                                                    miłością i radościa istnienia. W modlitwie ujawnia się działanie Ducha
                                                    Bożego na człowieka. Lecz te modlitwy, których celem jest własny interes,
                                                    a nie dobro samo w sobie, są swego rodzaju kradzieżą i nadużyciem.
                                                    Jednocząc się z Siłą Wyższą, o nic nie musimy Jej prosić ani błagać. Jedną
                                                    wielką modlitwą, zwróconą ku Niej, staniemy się my sami i całe nasze
                                                    istnienie.


                                                    Jak się modlę?
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:
                                                    Zawsze myślałem o modlitwie jako o wyrażaniu wdzięczności, ale był czas w
                                                    moim życiu, gdy myślałem, że nie mam za co być wdzięczny. Żyłem w poczuciu
                                                    upodlenia i całkiem nieźle było to widać, ale miałem pecha, znaleźli się
                                                    ludzie, którzy pokazali mi zupełnie inny, trzeźwy świat, a ja do nich
                                                    dołączyłem.
                                                    Dziś wyrażam wdzięczność całą swoją postawą, a życie moje stało się
                                                    modlitwą dziękczynną. Doświadczyłem w życiu alkoholizmu i wyjścia z niego.
                                                    Zatraciłem się, a dzięki pomocy innych odnalazłem i mogę pokazać chętnym,
                                                    że warto uwierzyć w siebie. Teraz mogę pokazać innym, że jest nadzieja,
                                                    choć był czas gdy ją straciłem. Życie moje stało sie radością, choć nie
                                                    omijają mnie kłopoty. Odzyskałem pogodę i spokój ducha więc sobie radzę,
                                                    choć nie zawsze tak było.
                                                    Nie klękam i nie stosuję żadnych magicznych ruchów, nie jestem zbyt
                                                    religijny, ale to nie znaczy, że odrzucam tak ważne narzędzie rozwoju
                                                    osobistego jak modlitwa i medytacja.

                                                    ============================================================
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 25.04.20, 11:40
                                                    Trzeźwość, uczciwość, godność - Wiktor Osiatyński
                                                    Nic tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!

                                                    cz. 1.

                                                    Na początku wydobywania się z uzależnienia jest jakaś katastrofa. Trzeźwi alkoholicy, mówiąc o niej, używają terminu dno. Obrazowo mawiają, że spośród blisko trzech milionów członków ruchu Anonimowych Alkoholików na całym świecie nie spotkali ani jednego przypadku, by ktoś zadowolony z życia i z siebie wstał, ogolił się nie drżącymi rękami, włożył dopiero co wyprasowaną przez siebie koszulę, wypił poranną kawę, zamyślił się i postanowił coś zrobić ze swoim alkoholizmem.

                                                    Godność nie jest pojęciem precyzyjnym. Być może właśnie dlatego odwołują się do niej międzynarodowe dokumenty praw człowieka oraz liczne konstytucje. Te akty zakładają równą godność jako przyrodzoną cechę każdego człowieka. Warto pamiętać, że takie rozumienie godności pojawiło się niedawno. Wcześniej godność była raczej wiązana z dostojeństwem urzędu, a nie traktowana jako przyrodzona cecha każdego człowieka, niezależna od jego kondycji społecznej. Dignitas jest rdzeniem słowa dygnitarz - człowiek uzyskiwał godność wraz z wyniesieniem na urząd, a nie nosił jej w sobie. Dopiero w połowie dwudziestego wieku personalizm chrześcijański oderwał pojęcie godności od urzędu i przeniósł je do samej istoty osoby, czyli człowieczeństwa. Ale uniwersalna - a więc wykraczająca ponad założenia jakiegoś konkretnego nurtu myśli filozoficznej lub religijnej - zgoda co do pojęcia godności kończy się na tym, że z samej natury przysługuje o¬na każdemu człowiekowi. Reszta jest przedmiotem dyskusji, domysłów i interpretacji. W tych dyskusjach ważne wydają się dwa elementy. Jeden wiąże się z wartością człowieczeństwa, a drugi - z pojęciem wolności.

                                                    Godność można rozumieć jako tę cechę człowieczeństwa, która odzwierciedla wartość człowieka samą w sobie, w rozumieniu kantowskich imperatywów. Godność oznacza, że człowiek jest wartością. Jest wart siebie, swego szacunku dla siebie, swej miłości. Jest wart tego, by być - dla innych i dla siebie - celem, a nie środkiem do innych celów. Jest wart tego, by chronić swoją istotę i swoje zadatki. A także tego, by się rozwijać wedle planu, na który ma wpływ. Człowiek jest wart tego, by mógł decydować o własnym życiu, o kierunku, jaki mu nadaje, o celach, do jakich dąży. Słowem, człowiek jest wart tego, by posiadać wolność i móc z niej korzystać. Wedle Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka uznanie przyrodzonej godności - obok równych i niezbywalnych praw - stanowi podstawę wolności, sprawiedliwości oraz pokoju światowego.

                                                    Ale wolność nie jest tylko konsekwencją godności. Wolność służy także realizacji oraz ochronie przyrodzonej godności każdego człowieka. Wyobraźmy sobie godność jako ziarno zasiane przez Stwórcę bądź przez Naturę w każdym człowieku. To ziarno trzeba chronić przed zagrożeniem z zewnątrz, a jednocześnie trzeba zapewnić mu przestrzeń, w której mogłoby wzrastać. Temu właśnie służą wolności, wyznaczające granice, w które inni ludzie nie mogą wtargnąć bez naszego zaproszenia. W tych granicach człowiek może się rozwijać i tworzyć samego siebie, korzystając z własnej energii oraz sił twórczych, a także z zasobów, które wszyscy ludzie przeznaczają, by taki rozwój umożliwiać. Temu z kolei służą prawa przysługujące każdemu człowiekowi. Godność wymaga również tego, by każdy współdecydował, choćby pośrednio, o przeznaczeniu takich zasobów oraz o tworzeniu i funkcjonowaniu instytucji, które mają umożliwić każdemu korzystanie z nich. W ten sposób godność, wolność i prawa jednostki są ze sobą splecione. Ale nie są o¬ne splecione w sposób absolutny.

                                                    Bywają bowiem sytuacje, gdy człowiek nie może korzystać z wolności, nie może swego losu wziąć we własne ręce, a mimo to nie musi utracić godności. Tak bywa w przypadku zniewolenia z przyczyn zewnętrznych. Właśnie niewolnictwo, podporządkowanie całych narodów obcym władcom, autorytarny ustrój państwa, dyktatorskie rządy lub po prostu zamknięcie w więzieniu mogą pozbawiać ludzi wolności. Korzystanie z wolności czasem staje się niemożliwe ze względu na czynniki, często niezależne od człowieka, w rodzaju biedy lub choroby. Ale we wszystkich tych przypadkach pozbawienie lub ograniczenie wolności nie pociąga za sobą automatycznie utraty godności. Owszem, zdarzają się ludzie, którzy w takich warunkach tracą godność, ale są i tacy, którzy właśnie w warunkach braku wolności zewnętrznej, biedy lub choroby swą godność afirmują. Ludzie zniewoleni z zewnątrz wiedzą, że wolność jest czymś bardzo ważnym i potrzebnym. Zdają sobie sprawę z tego, że wolność utracili i marzą o tym, a często walczą o to, by ją odzyskać. To właśnie pozwala im zachować godność.

                                                    Tracą godność ci, którzy jej się wyrzekają. Wyrzeczenie to często przybiera formę dobrowolnej decyzji, by żyć w kłamstwie - wobec innych i wobec siebie. Czasem wierzą, że kłamstwo pozwoli im zachować choć część wolności. Częściej kłamiąc przed samymi sobą, bronią złudzenia wolności, a wtedy samozafałszowania nawet sobie nie uświadamiają. Ulegają zniewoleniu wewnętrznemu, ale o tym nie wiedzą. Nie pragną wolności, bo myślą, że ją nadal posiadają. Takiemu zniewoleniu wewnętrznemu można ulec bez ograniczenia wolności z zewnątrz. Tak właśnie bywa w przypadku wszelkich uzależnień - od alkoholu, narkotyku, leku bądź innej substancji, od najróżniejszych kompulsywnych zachowań, a także od władzy. Wszystkim uzależnieniom towarzyszą bowiem podobne objawy, myśli i uczucia. Warto o tym pamiętać, tym bardziej że w dalszym ciągu niniejszych rozważań będzie mowa głównie o najczęściej spotykanym uzależnieniu - od alkoholu. (Odnoszą się o¬ne również do uzależnionych kobiet, mimo że częściej będzie używana forma męska i zaimek o¬n).

                                                    Człowiek uzależniony nie jest wolny, bo jego postępowaniem kieruje przymus picia lub brania, czyli sił, nad którymi nie panuje. Wyrzeka się o¬n również godności, gdyż używa siebie i innych jako środka do zaspokojenia głodu - głodu alkoholu, narkotyku, leku lub innej substancji bądź kompulsywnego zachowania - a nie jako celu. Alkoholik pielęgnuje takie kontakty i związki z innymi ludźmi, dzięki którym może nadal pić albo uniknąć konsekwencji picia. Inni ludzie potrzebni mu są przede wszystkim po to, by mu coś załatwić, skombinować flaszkę, kryć go lub dostarczać mu alibi. Potrzebuje też ludzi, którzy będą wraz z nim wierzyć, że nie jest alkoholikiem. Bo przecież każdy uzależniony wierzy, że nadal ma wolność, nawet jeśli w rzeczywistości ogranicza się o¬na do tego, czy upije się wódką czy piwem. Alkoholik stara się za wszelką cenę swoją wolność afirmować. Nawet wtedy, kiedy nie chce już pić, jeśli tylko ktoś znaczący w jego życiu mu powie, żeby nie pił, napije się wbrew sobie po to, by zamanifestować swoją wolność i udowodnić, że to o¬n sam decyduje o swoim piciu lub niepiciu.

                                                    Alkoholik wierzy w to, co myśli. Wierzy, że nie jest alkoholikiem. Tworzy bardzo skomplikowaną - i przeważnie spójną - strukturę myślową, która utrzymuje go w przeświadczeniu, że wszystko jest z nim w porządku. Wierzy, że jego model życia, sposób myślenia, wszystko, co czyni (w tym także to, że pije), jest uzasadnione i że nie ma w tym nic specjalnie złego. Ten system wierzeń określamy jako zaprzeczanie lub zakłamanie alkoholika.

                                                    Nie sposób zrozumieć uzależnienia ani pomóc osobie uzależnionej, nie dostrzegając iluzorycznie pozytywnej roli, jaką dla osoby uzależnionej jest jej nałóg, a zwłaszcza system zakłamania. Wielu znawców problemu wiąże uzależnienie z poczuciem wstydu, które często poprzedzało wytworzenie się nałogu. Niskie poczucie wartości może wynikać z odrzucenia, zaniedbań wychowawczych, przemocy i innych dramatycznych zdarzeń. Może być o¬no również rezultatem nadwrażliwości. Niezależnie od indywidualnych uwarunkowań wspólną cechą ludzi uzależnionych jest małe poczucie wartości, niska samoocena, wstyd oraz lęk przed odrzuceniem przez innych.

                                                    Alkohol pomaga neutralizować ten lęk. Pomaga zapomnieć, że czuję się gorszy od innych. Dodaje odwagi, pomaga przezwyciężyć nie
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 25.04.20, 11:41
                                                    c.d. z cz.1
                                                    Alkohol pomaga neutralizować ten lęk. Pomaga zapomnieć, że czuję się gorszy od innych. Dodaje odwagi, pomaga przezwyciężyć nieśmiałość. Słowem, pomaga wyjść z kryjówki, w której czyha samotność i depresja.

                                                    Dramat polega na tym, że postępowanie człowieka uzależnionego wydobywa jego gorszość z zakamarków duszy na zewnątrz. Alkohol zmniejsza kontrolę umysłu nad działaniem; padają grubiańskie słowa, często w ślad za nimi idą brutalne czyny. Skutkiem nadużycia alkoholu lub narkotyku jest niezdolność do wykonywania codziennych obowiązków; uzależniony nie pojawia się w pracy, nie dotrzymuje słowa, przestaje być solidny. Głód alkoholu lub narkotyku może prowadzić do kradzieży lub rabunku. Człowiek opętany obsesją kart lub seksu podporządkowuje jej wszystkie inne wartości i obowiązki. Każdy uzależniony z czasem przestaje kierować własnym życiem i traci wiarygodność w oczach innych. Próbuje sobie z tym radzić, spędzając coraz więcej czasu wśród ludzi podobnych sobie - alkoholików, narkomanów, karciarzy - dla których popijanie, "branie" czy hazard są czymś normalnym. Z czasem, gdy spirala uzależnienia coraz bardziej się nakręca, następuje degradacja społeczna i zmiana środowiska. Profesor albo lekarz przebywa coraz częściej pod budką z piwem, a później wśród lumpów, na których tle czuje się lepszy, a przynajmniej nie gorszy.

                                                    Gdy uzależnieniu towarzyszy coraz więcej zachowań destrukcyjnych, uzależniony pije, bierze lub obsesyjnie objada się po to, by o nich zapomnieć bądź stłumić wstyd i poczucie winy. Jednocześnie coraz bardziej doskonali myślową konstrukcję ułudy, potrzebną mu do obrony poczucia wartości. Każdy alkoholik jest tragicznie rozdarty. Zwłaszcza wtedy, gdy już nie chce pić, ale musi. Nie rozumie tego. Boi się, by nie uznano go za śmiecia - boi się potępienia i własnej degeneracji. Toteż tworzy fałszywy obraz rzeczywistości, który pozwala mu zachować resztki poczucia własnej wartości i rozumieć picie w innych kategoriach niż alkoholizm. Na ten obraz składają się tłumaczenia i wykręty, bagatelizowanie samego picia i jego konsekwencji, wyszukiwanie najróżniejszych powodów picia, użalanie się nad samym sobą i własnym losem, a także obwinianie innych o picie i jego skutki. Wytwarza się osobliwy obraz świata, w którym dominują mroczne barwy, bo przecież, gdyby świat był piękny, to alkoholik nie miałby powodów, żeby pić. W tej wizji świata rządzą też osobliwe zasady przyczynowości, każde zapicie i każdy czyn uzależnionego mają jakieś powody na zewnątrz - w złym świecie, wśród złych, głupich lub tylko niewrażliwych ludzi. Uzależniony szuka takich przyczyn po to, by zwolnić się z odpowiedzialności za siebie, za swój nałóg, za swoje czyny, za swoje życie. Intelektualny obraz świata oparty jest na formułce Piję BO. Może o¬na przybierać postać usprawiedliwiania: Piję, bo pracuję, bądź obwiniania: Piję, bo świat jest zły, bo jestem przeciw światu.

                                                    Ta konstrukcja wierzeń, myśli i przekonań służących podtrzymaniu nałogu - dokładniej: zachowaniu pozoru normalności, a przez to obronie złudzenia własnej godności - jest na pozór spójna. W dodatku uzależniony znajduje potwierdzenie u ludzi podobnych sobie. Ich świat coraz bardziej oddala się od świata rzeczywistego, aż wreszcie dzieli je przepaść trudna do przebycia. System zaprzeczania pozwala nadać jakiś sens światu, w jakim uzależniony żył, zanim zaczął pić, gdy sam był ofiarą krzywd i przemocy, oraz zapewnia pewien ład człowiekowi, którego życie coraz bardziej pogrąża się w chaosie. W tym sposobie myślenia wielką rolę odgrywa wiara w moc, jakiej dostarcza alkohol. Czasem pojawia się w nim jakiś przekraczający codzienność życia wielki cel, marzenie o odległym szczęściu lub o wielkości. A ponieważ uzależnienie odbiera człowiekowi możliwość systematycznego zmierzania do celu, alkoholik szuka drogi na skróty lub po prostu oddaje się snom, złudzeniom.

                                                    Ten świat tłumionych lęków, skrywanych przed samym sobą uczuć, fałszywych myśli i wyobrażeń, marzeń i złudzeń staje się nową kryjówką uzależnionych. Z tym, że w odróżnieniu od kryjówki depresyjnej, ta nowa jest od zewnątrz przezroczysta. Uzależnionym pozwala o¬na być ślepym na to, co inni widzą gołym okiem. Najczęściej potrzeba dramatu, aby obraz ten pękł. A później trzeba wytrwałej pracy i pomocy ze strony innych, by dostrzec fałszywość tego widzenia świata i zacząć budować nowy, lepiej pasujący do rzeczywistości.

                                                    Ten dramat iluzji i ułudy - niekoniecznie zresztą związany z uzależnieniem - pięknie oddaje wiersz Bolesława Leśmiana Dziewczyna o dwunastu braciach, którzy wierząc w sny, zbadali mur od marzeń strony i usłyszeli za nim piękny, wabiący ich głos dziewczyny. Leśmian pokazuje idealizację snu, podporządkowanie mu całego obrazu świata oraz rosnącą przepaść między braćmi a innymi ludźmi.

                                                    I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
                                                    I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...
                                                    Mówili o niej: Łka, więc jest! - I nic innego nie mówili,
                                                    I przeżegnali cały świat - I świat zadumał się w tej chwili...

                                                    Bracia wzięli więc w ręce młoty, by rozbić mur i wyzwolić dziewczynę. Ale oddanie życia na służbę złudzeniu nie prowadzi do celu, lecz do samozniszczenia:

                                                    Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił,
                                                    Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!

                                                    Siła marzenia była jednak tak wielka, że dzieło kontynuowały cienie, a po ich ponownej śmierci (i powymarli jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera) - same młoty, którym w końcu udało się rozbić mur.

                                                    I runął mur tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
                                                    Lecz poza murem nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!
                                                    Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
                                                    Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było, oprócz głosu!
                                                    Nic tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
                                                    Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?
                                                    To jest łkanie człowieka, któremu rozpadł się świat złudzeń. Ale inni ludzie nie rozumieją tego łkania. Często potępiają upadłych. Wyznaczają wyraźną granicę między nimi a samymi sobą. Przecież o¬ni sami od początku wiedzieli, że za murem nie ma niczego. To poczucie wyższości pozwala im drwić z upadłych. Drwią z nich tym bardziej, im mniej są skłonni przyznać, jak niewielka granica dzieli jednych od drugich. A przecież każdy ma w sobie jakieś pęknięcie, nawet gdy jest na pozór zdrowy i skuteczny. Każdy stara się to swoje pęknięcie jakoś zakłamać, ale też nie każdemu udaje się je dostrzec. Koniec cz.1
                                                    Czesc druga (2) jutro - 26.04.
                                                    -----
                                                    A...

                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 26.04.20, 09:10
                                                    cz. 2

                                                    … Do tych, którzy nie widzą swego pęknięcia, którzy żyją w poczuciu wyższości, nie rozumieją innych i potępiają ich, może przemówić zakończenie wiersza Leśmiana:

                                                    Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
                                                    Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów.
                                                    I była groza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
                                                    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z Ciebie.

                                                    Przecież sami nie jesteśmy wcale tak daleko od dwunastu braci. Wszyscy żyjemy w kryjówkach. Nie zawsze są one aż tak destruktywne jak tamte. Ale nawet tych, którzy oddali dla iluzji życie, nie można potępiać. Upadłych należy zrozumieć, ale nie po to, by mogli tkwić w upadku, lecz po to, by pomóc im odbudować życie w godności. Potępienie wyklucza taką pomoc.

                                                    Wielkość Leśmiana polega między innymi na metafizycznej niepewności autora, który nie mówi, po czyjej stronie jest racja. Podobnie w przypadku uzależnienia nie chodzi o rację, ale o koszt dotychczasowego sposobu życia. Skuteczna pomoc polega właśnie na tym, że udzielający jej nie mówi o racji, czyli nie potępia, a tylko pokazuje koszty, jakie ponoszą alkoholik i jego bliscy, oraz stara się przekonać go, że kosztów tych nie sposób zmniejszyć bez dramatycznej zmiany sposobu życia i myślenia. Ale przede wszystkim udzielający pomocy budzi w uzależnionym nadzieję. To właśnie nadzieja jest nicią prowadzącą do trzeźwości, godności, wolności i odpowiedzialności.

                                                    Na początku wydobywania się z uzależnienia jest jakaś katastrofa. Trzeźwi alkoholicy, mówiąc o niej, używają terminu dno. Obrazowo mawiają, że spośród blisko trzech milionów członków ruchu Anonimowych Alkoholików na całym świecie nie spotkali ani jednego przypadku, by ktoś zadowolony z życia i z siebie wstał, ogolił się nie drżącymi rękami, włożył dopiero co wyprasowaną przez siebie koszulę, wypił poranną kawę, zamyślił się i postanowił coś zrobić ze swoim alkoholizmem. Takie postanowienie podejmują ludzie na krawędzi, w chwili gdy patrzy im w oczy śmierć lub gdy tracą coś, co cenią najbardziej: zdrowie, wolność, rodzinę (zwłaszcza kobiety) bądź pracę (zwłaszcza mężczyźni). To są właśnie koszty uzależnienia. Gdy osoba uzależniona dostrzeże je, może zmienić się jej rachunek kosztów i korzyści. Korzyści z nałogu są coraz bardziej wątpliwe - znika wesołość, odwaga, euforia, picie przestaje pomagać w lepszym funkcjonowaniu wśród ludzi. Dla alkoholika znajdującego się na dnie jedyne "korzyści" to powstrzymanie głodu alkoholowego, ograniczenie drżenia rąk, zmniejszenie kaca i stłumienie uczuć, wśród których dominują smutek, samotność, złość, lęk, poczucie winy i wstyd.

                                                    Szala kosztów od dawna była bez porównania cięższa. Ale mechanizm zaprzeczania polega właśnie na minimalizowaniu kosztów. Temu służy okłamywanie przede wszystkim samego siebie. Obwinianie innych ma na celu powiązanie kosztów picia, takich na przykład jak rozpad rodziny, z innymi przyczynami niż alkoholizm, jak choćby niezrównoważenie partnera. Znajdowanie powodów picia ma podobny cel: wypadek samochodowy jawi się wówczas jako koszt konieczności wypicia z szefem, któremu przecież nie sposób odmówić. "Odkłamanie kosztów" jest warunkiem koniecznym trwałej trzeźwości. Alkoholik musi dostrzec te koszty i powiązać je z własnym piciem, a nie z rzekomymi innymi przyczynami.

                                                    Takiej zmiany sposobu myślenia właściwie nie da się dokonać samemu. Często niezbędna jest interwencja z zewnątrz. Bliscy ludzie, przyjaciele, pracodawca z pomocą przeszkolonego specjalisty pomagają właśnie dokonać takiego rachunku kosztów, pokazując jednocześnie drogę do odzyskania trzeźwości - poprzez leczenie, udział w grupie terapeutycznej bądź w ruchu AA. Podobnie mądry lekarz, psycholog, ksiądz, pracodawca, sędzia, prokurator, kurator etc. pokazują problemy zdrowotne, rodzinne, zawodowe czy prawne jako koszty nałogu. Wyciągając z zachowań uzależnionego konsekwencje, sędziowie potrafią uświadomić mu, że mimo wszystko wciąż ma wybór: albo będzie nadal ponosić konsekwencje picia, albo coś zrobi ze swym uzależnieniem.

                                                    Dostrzeżenie kosztów picia jest również celem pierwszego spośród Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować własnym życiem. Alkoholik robił wszystko, by udowodnić sobie i innym, że może pić tak jak o¬ni. W chwili kapitulacji musi przyznać to, co inni wiedzieli od dawna, że po wypiciu pierwszego kieliszka traci kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu. W odniesieniu do alkoholu nie ma o¬n woli - ani silnej, ani słabej, żadnej. Uruchamia się bowiem mechanizm psychofizjologiczny, który każe mu pić bez końca, aż do upojenia i utraty świadomości. Ale jeszcze trudniejsza jest druga część Pierwszego Kroku, która mówi o potrzebie uświadomienia sobie niezdolności do kierowania własnym życiem. To właśnie podczas przerabiania tego kroku następuje przełamanie struktury zaprzeczeń i dostrzeżenie wielorakich kosztów uzależnienia.

                                                    Uświadomienie sobie tych kosztów, narastających przez całe życie, jest przeraźliwym przeżyciem. Po to, by nie powrócić do nałogu, trzeba dokładnie przyjrzeć się temu, co jest na dnie, oraz drodze, która tam doprowadziła. Widać tam stałą obecność nałogu, zaniedbania, wypadki, pozrywane więzi z ludźmi i z Bogiem, ogrom krzywd wyrządzonych innym. Poczucie winy i wstydu, które dotychczas były ogólne i na dodatek natychmiast zabijane przez alkohol, nabierają wymiarów konkretnych czynów, przez co ulegają spotęgowaniu. I o ile poprzednio alkoholik próbował radzić sobie z tymi uczuciami za pomocą alkoholu, teraz już wie, że to lekarstwo w istocie jest trucizną. Mówiąc obrazowo, na początku trzeźwości alkoholik nie ma już siły leżeć na dnie, ale nie ma również sił, aby się podnieść. Wie, że musi żyć bez picia, ale nie wie jak. Przeraźliwy lęk rodzi depresję i myśli samobójcze, nierzadko zresztą wcielane w czyn.

                                                    Wtedy potrzebna jest nadzieja. Przychodzi o¬na od drugiego człowieka, choć nie od każdego. Nie wtedy, gdy ktoś potępia, karze lub rozkazuje. Nawet nie wtedy, kiedy ktoś pomaga alkoholikowi dostrzec ogrom szkód, chociaż bez tego trudno rozpocząć drogę do trzeźwości. Nadzieja przychodzi od kogoś, kto wyciągnie rękę i powie: Chodź ze mną. Ja też byłem tam, gdzie ty dziś jesteś. Ja też czułem lęk, gniew, samotność, poczucie winy i wstyd. Ja też nie wiedziałem, jak żyć bez alkoholu. Ale ktoś mi pokazał drogę do lepszego życia. Idźmy nią razem.

                                                    Ta wspólnota przeżyć, uczuć, myśli oraz zachowań legła u podstaw Anonimowych Alkoholików, Anonimowych Narkomanów, Anonimowych Hazardzistów i wielu podobnych ruchów wzajemnej pomocy. Wszystkie o¬ne polegają na tym, że ludzie, którzy sami wyszli z uzależnienia, dzielą się swoim doświadczeniem, siłą i właśnie nadzieją z tymi, którzy znajdują się na początku drogi. Józef Tischner powiedziałby o tym jako o wiązaniu nadziei.

                                                    Idąc tą drogą, człowiek stopniowo, krok po kroku, odzyskuje samego siebie. Najpierw odzyskuje trzeźwość. Później nabywa umiejętność codziennego życia bez korzystania z lekarstwa na wszelkie dokuczliwe uczucia, jakim był dlań alkohol. Nawet najdrobniejsze sukcesy pomagają odbudowywać poczucie wartości. Alkoholik na mityngu AA słyszy od innych, że jest dzielny, bo nie pije. To go utwierdza w przekonaniu, że robi coś dobrego i czegoś jest wart. Podobne znaczenie dla stopniowego odbudowywania wiary w siebie ma wypełnianie najprostszych czynności życiowych. Bardzo trafnie zaobserwował to Bogdan Mieszkowicz-Adamowicz, pisząc:

                                                    Zanim zostanie odbudowany autonomiczny (uzgadniany z własnym systemem wartości) sposób zaspokajania potrzeb godnościowych poprzez godnościowo znaczące uczynki, jako jedyny dostępny pozostaje mechanizm relacyjny, polegający na porównywaniu się z innymi. Bardzo często w tym początkowym etapie trzeźwienia poczucie godności pojawia się w związku z elementarnymi kryteriami, takimi jak bycie trzeźwym, czystym, ogolonym, ubranym, sytym. Dlatego dla alkoholika w tej fazie tak istotne są zewnętrzne atrybuty, które mogą świadczyć o
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 26.04.20, 09:15
                                                    c.d. i ostatni cz. 2

                                                    ... Dlatego dla alkoholika w tej fazie tak istotne są zewnętrzne atrybuty, które mogą świadczyć o jego pozycji i samoocenie. Dla osób nieuzależnionych, stosujących inne kryteria bycia godnym, fakt posiadania lub nie na przykład zegarka jest bez znaczenia; dla alkoholika, który odbił się od dna, jest to czasem sprawa o kapitalnym znaczeniu.

                                                    Jednocześnie trzeźwiejący alkoholik odzyskuje uczciwość. Najpierw odważnie spogląda w oczy prawdzie o swoim piciu oraz o skrywanych przed sobą kosztach uzależnienia. Później uczy się dostrzegać własne manipulacje, samousprawiedliwienia, obarczanie innych winą za własne uczucia i czyny. W domu i w pracy przestaje kłamać, bo przecież kłamstwa były mu potrzebne po to, by ukryć nałóg i jego konsekwencje. Na mityngach mówi uczciwie o swoich czynach, dzieli się myślami i uczuciami, nawet tymi, których się wstydzi. Inni mu wierzą, dzięki czemu odzyskuje wiaryGODNOŚĆ, będącą podstawą zarówno trzeźwości, jak i godności.

                                                    Anonimowi alkoholicy uważają, że w gruncie rzeczy istnieje tylko jeden warunek powrotu do trzeźwego życia. Jest nim właśnie bezwzględna uczciwość. Istotą alkoholizmu nie jest bowiem sam mechanizm fizjologiczny powodujący przymus picia, ale przede wszystkim pokrętny sposób myślenia, który to picie usprawiedliwia i nie pozwala dostrzec jego rzeczywistych konsekwencji. Nic dziwnego, że na każdym mityngu AA obok Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji czytany jest na głos rozdział czwarty tak zwanej Wielkiej Księgi, w której zawarte są zasady i filozofia ruchu oparte na doświadczeniach pierwszej setki Anonimowych Alkoholików. (W istocie tytuł tej książki brzmi po prostu Anonimowi Alkoholicy). Fragment tego rozdziału mówi właśnie o potrzebie uczciwości:

                                                    Ci z nas, którzy nie wracają do zdrowia, to ludzie z natury niezdolni do uczciwości wobec siebie samych. Zdarzają się niestety tacy nieszczęśnicy. Nie są temu winni - wygląda na to, że takimi się już urodzili. Po prostu nie są w stanie wieść życia w sposób, który wymaga bezwzględnej uczciwości. Ich szanse są znikome. Są wśród nas również tacy, którzy cierpią na poważne zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Mimo to wielu z nich wraca do zdrowia, jeśli tylko potrafią zdobyć się na uczciwość.

                                                    Powracamy więc do punktu wyjścia. Decyzja o tym, by żyć w kłamstwie, oznacza wyrzeczenie się godności, a jej odzyskanie musi poprzedzać uczciwość. Nie ma bowiem godności opartej na kłamstwie. I to nawet wówczas, gdy kłamstwo jest tak zwodnicze, iż budzi szacunek innych. Nawet wówczas, gdy sam wierzę w swoje kłamstwa, jakiś cichy, wewnętrzny głos mówi mi, iż ten szacunek jest niezasłużony, że pozory, które stwarzam, nie mogą być podstawą poczucia własnej wartości i godności. Gdy zagłuszam ten głos, ryzykuję kryzys, który bywa samobójczy.

                                                    Samo odkłamanie przywraca godność. Ale w tym procesie odzyskiwania godności - tak samo jak w niesieniu nadziei - zasadniczą rolę odgrywają inni ludzie, gdy zaczynają doceniać człowieka, który mówi prawdę. Akceptując go, umacniają jego poczucie wartości i godności. Człowiek uzależniony, który przełamuje swoje zakłamanie, otwiera się, mówi prawdę o sobie, budzi szacunek innych. Ten szacunek jest zwierciadłem godności, a od przejrzenia się w nim zaczyna się budowa szacunku do samego siebie. Tak powstaje fundament, na którym można budować najpierw trzeźwe życie, a później po prostu życie.

                                                    WIKTOR OSIATYŃSKI, ur. 1945, prof. dr hab., prawnik, wykładowca Uniwersytetu w Chicago i Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie i w Warszawie, twórca Komisji Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu przy Fundacji im. Stefana Batorego. Zajmował się historią myśli amerykańskiej, popularyzacją nauki, prawami człowieka, a obecnie konstytucjonalizmem. Autor wielu publikacji na temat uzależnień, m.in. Grzech czy choroba? (1992).
                                                    -----
                                                    A...


                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 27.04.20, 09:30
                                                    Najpierw rzeczy najważniejsze.

                                                    Naucz się określać priorytety i skutecznie zarządzać czasem.

                                                    Wszyscy musimy radzić sobie z ogromem obowiązków, zadań i wyzwań, jakie
                                                    stawia życie. Mamy przy tym poczucie, że powinniśmy być świetnie
                                                    zorganizowani i odnosić sukcesy na każdym polu. Jest to jednak niezmiernie
                                                    trudne - musimy dokonywać wyborów i ustanawiać priorytety. I tu okazuje
                                                    się, że umiejętność porządkowania spraw to nie lada sztuka.

                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    najpierw najważniejsze

                                                    Naszego Programu nie da się niczym zastąpić, ale wcale nie wyklucza on
                                                    innych form pomocy. Tyle, że angażowanie się w rozmaite działania i
                                                    terapie może prowadzić do chaosu. Lepiej się więc najpierw zakorzenić we
                                                    Wspólnocie i złapać nieco równowagi, a dopiero potem przystąpić do
                                                    poszerzania zakresu leczenia, łącząc Program z innymi formami aktywności
                                                    terapeutycznej.
                                                    Doświadczenie uczy nas, że inne formy pomocy sprawdzają się tylko w
                                                    połączeniu z Programem. Zapominając, że uratował on nam życie, narażamy
                                                    się na niebezpieczenstwo.

                                                    Czy pamiętam o tym, że "najpierw rzeczy najważniejsze"?

                                                    Panie, spraw, bym nie oddalał się od Programu i nie zaniedbywał go, bo
                                                    może mnie to kosztować życie.
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:

                                                    Pamiętam, na początku mojej przygody z trzeźwieniem, często słyszałem
                                                    "przestan pić, a wszystko się ułoży". Nie rozumiałem jeszcze, że chodzi o
                                                    zmianę stylu życia, wynikających z niego nawyków i reakcji na otaczającą
                                                    mnie rzeczywistość. Myślałem, że chodzi o samą abstynencję i po sprawie.
                                                    Tylko, że abstynencja źle mi się kojarzyła. Jakoś nie mogłem jej połączyć
                                                    z dobrym i fajnym życiem.
                                                    Wtedy odkryłem wartość 12 Kroków. Znalazłem w nich właściwe dla siebie
                                                    rozwiązanie oparte na rozwoju osobistym. Zrozumiałem, że stając się
                                                    lepszym człowiekiem, moje życie również stanie się lepsze. Widziałem, że
                                                    rzeczywiście ludzie potrafią połączyć fajne życie z abstynencją i niczego
                                                    im nie brakuje, więc postaniłem spróbować.
                                                    Korzystałem z narzędzi skierowanych do alkoholików, bo jestem
                                                    alkoholikiem. Terapii w ośrodku odwykowym i wsparcia innych, trzeźwych
                                                    alkoholików. Dzięki temu rozwiązałem problemy, które sobie jeden po drugim
                                                    uświadamianiałem, ucząc się radzić coraz lepiej z bierzącymi. Wcześniej
                                                    żyłem na spirali, która mnie pogrążała coraz głębiej w otchłan
                                                    beznadzieji, teraz zacząłem żyć na takiej, która pomagała mi wyjść na
                                                    powierzchnię, ku życiodajnemu światłu. Powoli uwalniam się coraz bardziej,
                                                    pamiętając, że moją motywacją do działania jest moja największa porażka.
                                                    Dno, do którego się doprowadziłem w uzależnieniu i już więcej nie chcę
                                                    tego przeżywać, ani pogrązania się, ani wychodzenia z niego...

                                                    ============================================================
                                                    P.S. (jaras)
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 28.04.20, 09:30
                                                    Co by było gdyby... to najprostszy sposób na odłożenie czegoś na później.
                                                    No bo gdyby ten i tamten to bym wtedy... gdyby ona to ja bym... gdyby nie
                                                    to, że... przecież gdyby się...
                                                    A co gdybym?

                                                    Gdy zrobię to teraz, moja przyszłość będzie lżejsza o to właśnie. Jeśli
                                                    zrobię sobie teraz herbatę, za kwadrans będę ją pił. Jeśli za kwadrans,
                                                    będę robił herbatę i dokańczał ten tekst...

                                                    Ok, jestem. Herbata stygnie. Miałem chwilę by się zastanowić. Pomyślałem o
                                                    odkładaniu na później i roztargnieniu. To dwie różne rzeczy.

                                                    Na roztargnienie można użyć "supełka". Mam takich parę sposobów, takie
                                                    skojarzeniówki. Gdy mam wyrzucić śmieci, wyciągam worek i kładę go pod
                                                    drzwiami wyjściowymi. Jeśli mam gdzieś być za kilka dni, wpisuję w
                                                    organizer w telefonie... Rachunki wkładam w dokumenty, a te zawsze mam
                                                    przy sobie i powoli wracam do regularnego płacenia. Jeśli mam coś do
                                                    zrobienia w kompie lub w sieci, zamieszczam skrót, ikonę na pulpicie.
                                                    Dzięki takim zabiegom coraz bardziej sobie ufam i podejmuję się coraz
                                                    bardziej odpowiedzialnych czynów. Rośnie moja wartość we własnych oczach i
                                                    coraz mniej się boję ludzi. To spirala, która kręci ku górze, ku
                                                    wzrostowi. Po co miałbym sobie tego odmawiać?

                                                    Rozumując przez różnicę między roztargnieniem, a odkładaniem na później,
                                                    doszedłem do tego, po co sobie odmawiam czegoś teraz i odkładam na
                                                    później. Otóż moja dysfunkcyjna przeszłość zaprogramowała mnie w jakiś tam
                                                    sposób. Tak, a nie inaczej odbieram rzeczywistość. Taka jest moja
                                                    konstrukcja i polega ona na strachu przed nieznanym. Nie wiem jak reagować
                                                    na nieznane, a nauczyłem się kilku reakcji, na kilka powtarzających się
                                                    sytuacji. Nie lubię tracić kontroli nad rzeczywistością. Często ją nawet
                                                    zniekształcam, byle było na moje. Potrafię nawet porzucić sprawę, a
                                                    przynajmniej odwlec w czasie, byleby się nie konfrontować z nowym. Nowym,
                                                    często znacznie lepszym od starego i oswojonego. W dodatku skażony
                                                    niezrozumieniem, dlaczego moje pijaństwo tak bardzo różni się od
                                                    normalnego, myślę o sobie jak o "dziecku gorszego Boga". Więc "dobre" i
                                                    "lepsze" mi się nie należy. Mam to co mam, jestem jaki jestem, a
                                                    odwlekając wszystko w nieskończoność utrwalam w sobie to mniemanie.

                                                    Odkładanie na później jest więc na pożytek dawnego stylu życia. Stąd tak
                                                    istotna jest przemiana i nauczenie się nowych nawyków i reakcji.
                                                    Odbierania ich po nowemu. Kiedyś podchodząc do jezdni bałem się szybkości
                                                    samochodu, nieoczekiwanego klaksonu, że się nie sprawdzę przechodząc na
                                                    drugą stronę, że będzie widać moje poddenerwowanie. Dziś korzystam z
                                                    przejść dla pieszych. Jak jest światło to nie mam żadnych trosk. Nie muszę
                                                    się zastanawiać nad swoim bezpieczeństwem. Wystarczy zachować minimum
                                                    ostrożności. Tam gdzie nie ma świateł polegam na sobie, ale też przyglądam
                                                    się jak inni przechodzą. Mam już prawidłową ocenę sytuacji, ufam sobie na
                                                    tyle. Potrafię się zachować trzeźwo kierując się rozsądkiem. To zupełnie
                                                    nowe podejście do sprawy. Jeśli odkładałbym przejście na drugą stronę
                                                    ulicy w nieskończoność, powracałoby stare myślenie i lęki.

                                                    Zawsze staram się pamiętać o skrajnościach, choć nie po to by się nimi
                                                    kierować, ale po to by pamiętać, że jeśli np. jutra nie ma, to równie
                                                    dobrze jest.
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Niczego nie odkładaj

                                                    Czy robimy wszystko, na co nas dzisiaj stać? Czy też z ochotą odkładamy to
                                                    i owo do jutra? Gdy zażywaliśmy środki zmieniające świadomość, nie było
                                                    sprawy (ani człowieka), która nie mogłaby poczekać - przede wszystkim
                                                    musieliśmy sobie "strzelić".
                                                    Czy teraz, kiedy mamy normalne, pełne sensu życie, robimy co w naszej
                                                    mocy, czy też wciąż odkładamy coś na później? Jeśli będziemy dziś z czymś
                                                    zwlekać, to możemy wkrótce utracić wszystko, co zyskaliśmy dzięki
                                                    Wspólnocie i Programowi.

                                                    Czy dbam o swoje sprawy na bieżąco?

                                                    Panie, spraw, bym zrobił dziś wszystko, na co mnie stać, uwolnij mnie od
                                                    nawyku odkładania różnych spraw na później, żebym nie stracił wszystkiego,
                                                    co już zyskałem.
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:

                                                    Spóźnialski, to moje drugie imię. Jestem jakaś taka konstrukcja, że
                                                    funkcjonuję tylko w poczuciu zagrożenia, przyparcia do muru, braku
                                                    wyjścia. Mam wiecznie coś odłożone, oprócz pieniędzy. Działam potem, gdy
                                                    już mnie sprawy przytłaczają.
                                                    Ale, jak już wielokrotnie wspominałem, miałem pecha. Spotkałem ludzi,
                                                    którzy skutecznie wyrywają mnie z tego typu stagnacji. Samo przebywanie z
                                                    nimi zaraża mnie motywacją. Powoli poprzez pracę nad sobą na Programie i
                                                    na terapii, poznaję w czym tkwi istota mojego problemu. Pogłębiam wiedzę
                                                    na ten temat, ponieważ wierzę, że świadomość jest drogą do wolności.
                                                    Znajduję narzędzia, które będą mi pomocne i staram się je wdrażać do
                                                    swojego nowego postępowania, nowego stylu życia.
                                                    Nie jest to takie proste i łatwe jakbym sobie życzył. Nie ma dróg na
                                                    skróty i półśrodków. Żeby usunąć chwasta, muszę się zagłębić w grunt i
                                                    wygrzebać korzenie. To są trudne i często bolesne przeżycia, ale wiem, że
                                                    prowadzą do wolności, a ja nie mam trzeciej drogi, albo ginę, albo żyję.
                                                    Sam alkoholizm przestał być dla mnie przekleństwem. Stał się motywatorem
                                                    do zmian. Dobrze pamiętam jak było i zrobię wszystko by tam nie wracać,
                                                    nawet wezmę się do roboty, a nie tylko nakreślę wizję świetlanej
                                                    przyszłości
                                                    (jaras)
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 29.04.20, 09:10
                                                    Powierzenie wlasnego zycia, poddanie wlasnej woli jakims czynnikom,
                                                    wydawaloby sie obcym i zewnetrznym, wyglada jak odbieranie sobie
                                                    przyjemnosci, ale drogi rozwoju duchowego koncza sie zawsze na znalezieniu
                                                    najwartosciowszych mocy we wlasnym wnetrzu, kazdy z nas jest godzien i
                                                    posiada madrosc jak zyc w dobrobycie, zagadka polega chyba na tym, by
                                                    odkryc co to jest ow dobrobyt, zapisany w Boskim planie naszego zycia
                                                    upadki w zyciu moga pomoc w zrozumieniu, ze to nie takie latwe, bledy, ze
                                                    nie tedy droga, a poprawa losu w odkrywaniu wlasnego przeznaczenia - ta
                                                    niezwykla droga jest wspanialym doswiadczeniem zycia, ktore czasem
                                                    przebiega nie po naszej mysli, ale jesli sie nie poddamy, moze stac sie
                                                    pasmem niesamowitych przygod i odkryc, podczas ktorych bedzie sie
                                                    wzmacniac poczucie szczescia i wolnosci.
                                                    Skoro kazdy czlowiek rodzi sie z potrzeba szczescia, to mozna
                                                    przypuszczac, ze szczescie jest realne - kto moze to urzeczywistnic dla
                                                    nas, jesli nie my sami?

                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    NIE BADZ PANEM I WLADCA

                                                    Krewni i przyjaciele ludzi uzaleznionych od srodkow zmieniajacych
                                                    swiadomosc czesto nagabuja ich, aby postarali sie byc "panami samych
                                                    siebie" - zeby cwiczyli "sile woli" i "opierali sie pokusie". Wlasciwie
                                                    nie bardzo wiadomo, co przez to rozumieja, ale w odpowiedzi skruszeni
                                                    nalogowcy zazwyczaj kiwaja tepo glowa, przyznajac im racje. Mieszanie
                                                    panowania i silnej woli do "walki" z uzaleznieniem to bardzo
                                                    rozpowszechnione nieporozumienie.
                                                    Zaden czlowiek nie jest do konca "panem" swojej duszy i zycia. W wypadku
                                                    uzaleznionych postep nastepuje dopiero wtedy, gdy przyznaja, jak bardzo
                                                    nie panuja nad wlasnym losem i nalogiem. Jedynie Bog, jakkolwiek Go
                                                    pojmujemy, ma dosc wiedzy i madrosci, by stanowic o naszej duszy i
                                                    kierowac naszym zyciem - nie uzurpujemy sobie wiec Jego praw. Wieloletnia
                                                    zabawa w "uzurpatorow" sprawila, ze jako ciezko chorzy ludzie trafilismy w
                                                    koncu do Wspolnoty.
                                                    ...::...
                                                    Czy powierzylem swoje zycie i wole opiece Sily Wyzszej?
                                                    ============================================================
                                                    ... cale zycie towarzyszylo mi "nieporozumienie", sam siebie nie
                                                    potrafilem zrozumiec, nie mialem pojecia co sie ze mna dzieje, myslalem,
                                                    ze jestem skonczony, ze alkoholik musi pic, przeciez obserwowalem u
                                                    siebie, ze nie potrafie nad tym zapanowac, stosowalem rozne gimnastyki by
                                                    sie nie upijac i nie wpadac w ciagi, wszystko na darmo, marnowalem sie i
                                                    nie potrafilem tego zmienic, az uslyszalem, ze jesli dzis nie napije sie
                                                    ani odrobiny alkoholu, mam 100% gwarancje, ze sie nie upije...
                                                    Pech chcial, ze spotkalem alkoholikow, ktorzy tak wlasnie postepowali,
                                                    ktorym nie tylko sie juz nie pogarszalo, ale poprawialo w zyciu i co
                                                    gorsza, powiedzieli mi, ze ja tez tak moge miec, wystarczy, ze sie
                                                    przylacze.
                                                    Niewiele moglem stracic, wiec postanowilem sprobowac i tak rozpoczal sie
                                                    moj proces powierzenia, najpierw madrosc i sila innych ludzi, potem coraz
                                                    bardziej zawezalem to grono, nazywam ich wybrancami i staram sie byc wsrod
                                                    nich, daje sobie szanse i mam wybor, albo ja, albo Sila Wyzsza, zycie
                                                    ujawnia mi co dla mnie lepsze i musze sie przyznac, ze pare razy musialem
                                                    wybrac dobrze, bo, mimo klopotow zyciowych, jakos tak zdrowiej mi ...
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 30.04.20, 09:30
                                                    Powierzenie wlasnego zycia, poddanie wlasnej woli jakims czynnikom,
                                                    wydawaloby sie obcym i zewnetrznym, wyglada jak odbieranie sobie
                                                    przyjemnosci, ale drogi rozwoju duchowego koncza sie zawsze na znalezieniu
                                                    najwartosciowszych mocy we wlasnym wnetrzu, kazdy z nas jest godzien i
                                                    posiada madrosc jak zyc w dobrobycie, zagadka polega chyba na tym, by
                                                    odkryc co to jest ow dobrobyt, zapisany w Boskim planie naszego zycia
                                                    upadki w zyciu moga pomoc w zrozumieniu, ze to nie takie latwe, bledy, ze
                                                    nie tedy droga, a poprawa losu w odkrywaniu wlasnego przeznaczenia - ta
                                                    niezwykla droga jest wspanialym doswiadczeniem zycia, ktore czasem
                                                    przebiega nie po naszej mysli, ale jesli sie nie poddamy, moze stac sie
                                                    pasmem niesamowitych przygod i odkryc, podczas ktorych bedzie sie
                                                    wzmacniac poczucie szczescia i wolnosci.
                                                    Skoro kazdy czlowiek rodzi sie z potrzeba szczescia, to mozna
                                                    przypuszczac, ze szczescie jest realne - kto moze to urzeczywistnic dla
                                                    nas, jesli nie my sami?
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    NIE BADZ PANEM I WLADCA
                                                    Krewni i przyjaciele ludzi uzaleznionych od srodkow zmieniajacych
                                                    swiadomosc czesto nagabuja ich, aby postarali sie byc "panami samych
                                                    siebie" - zeby cwiczyli "sile woli" i "opierali sie pokusie". Wlasciwie
                                                    nie bardzo wiadomo, co przez to rozumieja, ale w odpowiedzi skruszeni
                                                    nalogowcy zazwyczaj kiwaja tepo glowa, przyznajac im racje. Mieszanie
                                                    panowania i silnej woli do "walki" z uzaleznieniem to bardzo
                                                    rozpowszechnione nieporozumienie.
                                                    Zaden czlowiek nie jest do konca "panem" swojej duszy i zycia. W wypadku
                                                    uzaleznionych postep nastepuje dopiero wtedy, gdy przyznaja, jak bardzo
                                                    nie panuja nad wlasnym losem i nalogiem. Jedynie Bog, jakkolwiek Go
                                                    pojmujemy, ma dosc wiedzy i madrosci, by stanowic o naszej duszy i
                                                    kierowac naszym zyciem - nie uzurpujemy sobie wiec Jego praw. Wieloletnia
                                                    zabawa w "uzurpatorow" sprawila, ze jako ciezko chorzy ludzie trafilismy w
                                                    koncu do Wspolnoty.
                                                    ============================================================
                                                    ... cale zycie towarzyszylo mi "nieporozumienie", sam siebie nie
                                                    potrafilem zrozumiec, nie mialem pojecia co sie ze mna dzieje, myslalem,
                                                    ze jestem skonczony, ze alkoholik musi pic, przeciez obserwowalem u
                                                    siebie, ze nie potrafie nad tym zapanowac, stosowalem rozne gimnastyki by
                                                    sie nie upijac i nie wpadac w ciagi, wszystko na darmo, marnowalem sie i
                                                    nie potrafilem tego zmienic, az uslyszalem, ze jesli dzis nie napije sie
                                                    ani odrobiny alkoholu, mam 100% gwarancje, ze sie nie upije...
                                                    pech chcial, ze spotkalem alkoholikow, ktorzy tak wlasnie postepowali,
                                                    ktorym nie tylko sie juz nie pogarszalo, ale poprawialo w zyciu i co
                                                    gorsza, powiedzieli mi, ze ja tez tak moge miec, wystarczy, ze sie
                                                    przylacze.
                                                    Niewiele moglem stracic, wiec postanowilem sprobowac i tak rozpoczal sie
                                                    moj proces powierzenia, najpierw madrosc i sila innych ludzi, potem coraz
                                                    bardziej zawezalem to grono, nazywam ich wybrancami i staram sie byc wsrod
                                                    nich, daje sobie szanse i mam wybor, albo ja, albo Sila Wyzsza, zycie
                                                    ujawnia mi co dla mnie lepsze i musze sie przyznac, ze pare razy musialem
                                                    wybrac dobrze, bo, mimo klopotow zyciowych, jakos tak zdrowiej mi ...
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 01.05.20, 10:25
                                                    Ludzie zawsze mieli skłonności do komplikowania sobie życia. Gmatwamy i
                                                    utrudniamy sobie co się da. Tak naprawdę życie jest proste. To dążenie do
                                                    swoich celów poprzez robienie tego co tu i teraz. Odkrywanie tego, co
                                                    najistotniejsze, ustalanie priorytetów działania. Teraźniejszość to jedyny
                                                    realny czas, jaki jest nam dany do robienia czegoś, co pozwoli nam
                                                    osiągnąć nasze cele. Jednak kiedy tylko mamy możliwość znalezienia innej
                                                    możliwości jak tą najprostszą, wykorzystamy to. Tylko naprawdę dojrzali i
                                                    zdyscyplinowani ludzie osiągają szczyty swoich możliwości.

                                                    Pomyłka jest ludzką rzeczą. Nieludzką jest trwanie w niej. Wielu jednak
                                                    woli zakłamać rzeczywistość, by nie przyznać się błędu. Zakłamanie, czyli
                                                    zrzucanie winy na innych, na sytuacje, warunki zewnętrzne, na zły los i
                                                    Boga, to najczęstsza przyczyna niepowodzeń. Podobnie półprawda, czyli "być
                                                    moze...", "ale...", taka postawa przyjęcia prawdy, ale z zastrzeżeniem. To
                                                    półśrodki, które nie prowadzą do celu, a nawet są przyczyną powrotu do
                                                    punktu wyjścia. Ileż razy można zaczynać wszystko od początku?
                                                    Jest jeszcze coś takiego jak postawa życzeniowa. Gdyby tylko można było
                                                    tak i tak. Gdyby tylko to i tamto. Wydawaje nam się, że gdybyśmy mieli to
                                                    co mają oni to na pewno byśmy mogli też to osiągnąć. Gdybyśmy tylko
                                                    potrafili to co oni, to też byśmy to robili. Taka postawa wynika ze
                                                    zwątpienia we własne możliwości, albo roszczeń wynikających z poczucia
                                                    krzywdy lub winy.

                                                    Musimy więc myśleć pozytywnie. Tylko tak zdobędziemy to, na co nas
                                                    naprawdę stać. Trzeba jednak pamiętać o cierpliwości. Nie jest to takie
                                                    proste w dzisiejszym społeczeństwie. Wyścig szczurów i inne rozdrobnienia
                                                    naszej osobowości utrudniają podejście uczestniczenia we własnym życiu.
                                                    Trudno sobie odpuścić, zaufać światu i wierzyć, że życie nam pomoże, że
                                                    tak naprawdę wszystko już jest gotowe, wystarczy przyjąć. Trudno tak bez
                                                    walki, bez prób ustawiania po swojemu. Tak po prostu. Wolimy zamartwianie
                                                    się i popadanie w obsesje, zamiast dystans i pogodne, zdroworozsądkowe
                                                    podejście.
                                                    ============================================================
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:
                                                    Nie komplikuj

                                                    Nie utrudniaj sobie życia - nie komplikuj. Skomplikowane spekulacje
                                                    naszego umysłu nie są rzeczywistością. Wcale nie jest z nam tak źle, jak
                                                    myślimy. Możemy osiągnąć dziś całkowity spokój, jeśli tylko przyjmiemy
                                                    dzisiejszy dzień takim, jakim on naprawdę jest, nie zamartwiając się
                                                    przeszłością i nie obawiając się o przyszłość. Jeśli zrobimy dziś to, co
                                                    do nas należy, wypełnimy tym samym Boże zamiary wobec nas.
                                                    Wola naszego Boga to nie jakieś zawieszone w próżni abstrakcyjne pojęcie.
                                                    Towarzyszy nam ona tu i teraz. Wypełniamy ją sięgając po telefon,
                                                    pocieszając dziecko, które się rozpłakało, dzieląc się swoimi uczuciami.
                                                    Jeśli nie będziemy dziś kombinować i spełnimy proste zadania, może jutro
                                                    przyniesie nam bardziej intrygujące wydarzenia.

                                                    Czy nadal niepotrzebnie komplikuję sobie życie?
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:
                                                    Kiedyś nie potrafiłem pozbawić się żalu za przeszłość i strachu o
                                                    przyszłość. Było mi to potrzebne na użytek uzależnionego umysłu. Pijanego
                                                    myślenia, a w konsekwencji zachowania.
                                                    Teraz zupełnie inaczej patrzę na swoje życie i siebie samego. Dziś moja
                                                    przeszłośc jest moją wiedzą i mądrością. Czerpie ze swoich doświadczeń, a
                                                    mam ich sporo. Życie na krawędzi zrobiło swoje. Wierzę, że jestem godny i
                                                    potrafię być szczęśliwy. Wiem czego nie robić. Wiem jak rozpoznawać co
                                                    robić by osiągać swoje cele i uczę się to robić coraz lepiej. Dzięki temu
                                                    moja przyszłość jest pełna nadziei i wiary w lepsze. Kilka razy już
                                                    pokonałem swojego największego wroga - siebie samego, a to pozwala mi nie
                                                    tracić ducha i patrzeć w przyszłośc z ufnością.
                                                    Im bardziej i lepiej zajmuję się tym co na daną chwilę jest dla mnie
                                                    najistotniejsze, tym mniej mam potrzeby użalania się nad sobą. Tym
                                                    prostsze jest moje życie i bardziej spełnione. Czasem przychodzą "szare
                                                    dni", czasem takie, o których się mówi, że dla takich chwil warto żyć,
                                                    czasem jest naprawdę trudno. Mimo, że przestałem żyć na krawędziach, moje
                                                    życie jest pełne satysfakcjonujących mnie wydarzeń i już nie muszę go
                                                    sobie komplikować.
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to można to można...
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 02.05.20, 09:30
                                                    Ludzie zawsze mieli skłonności do komplikowania sobie życia. Gmatwamy i
                                                    utrudniamy sobie co się da. Tak naprawdę życie jest proste. To dążenie do
                                                    swoich celów poprzez robienie tego co tu i teraz. Odkrywanie tego, co
                                                    najistotniejsze, ustalanie priorytetów działania. Teraźniejszość to jedyny
                                                    realny czas, jaki jest nam dany do robienia czegoś, co pozwoli nam
                                                    osiągnąć nasze cele. Jednak kiedy tylko mamy możliwość znalezienia innej
                                                    możliwości jak tą najprostszą, wykorzystamy to. Tylko naprawdę dojrzali i
                                                    zdyscyplinowani ludzie osiągają szczyty swoich możliwości.

                                                    Pomyłka jest ludzką rzeczą. Nieludzką jest trwanie w niej. Wielu jednak
                                                    woli zakłamać rzeczywistość, by nie przyznać się błędu. Zakłamanie, czyli
                                                    zrzucanie winy na innych, na sytuacje, warunki zewnętrzne, na zły los i
                                                    Boga, to najczęstsza przyczyna niepowodzeń. Podobnie półprawda, czyli "być
                                                    moze...", "ale...", taka postawa przyjęcia prawdy, ale z zastrzeżeniem. To
                                                    półśrodki, które nie prowadzą do celu, a nawet są przyczyną powrotu do
                                                    punktu wyjścia. Ileż razy można zaczynać wszystko od początku?
                                                    Jest jeszcze coś takiego jak postawa życzeniowa. Gdyby tylko można było
                                                    tak i tak. Gdyby tylko to i tamto. Wydawaje nam się, że gdybyśmy mieli to
                                                    co mają oni to na pewno byśmy mogli też to osiągnąć. Gdybyśmy tylko
                                                    potrafili to co oni, to też byśmy to robili. Taka postawa wynika ze
                                                    zwątpienia we własne możliwości, albo roszczeń wynikających z poczucia
                                                    krzywdy lub winy.

                                                    Musimy więc myśleć pozytywnie. Tylko tak zdobędziemy to, na co nas
                                                    naprawdę stać. Trzeba jednak pamiętać o cierpliwości. Nie jest to takie
                                                    proste w dzisiejszym społeczeństwie. Wyścig szczurów i inne rozdrobnienia
                                                    naszej osobowości utrudniają podejście uczestniczenia we własnym życiu.
                                                    Trudno sobie odpuścić, zaufać światu i wierzyć, że życie nam pomoże, że
                                                    tak naprawdę wszystko już jest gotowe, wystarczy przyjąć. Trudno tak bez
                                                    walki, bez prób ustawiania po swojemu. Tak po prostu. Wolimy zamartwianie
                                                    się i popadanie w obsesje, zamiast dystans i pogodne, zdroworozsądkowe
                                                    podejście.
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Nie komplikuj

                                                    Nie utrudniaj sobie życia - nie komplikuj. Skomplikowane spekulacje
                                                    naszego umysłu nie są rzeczywistością. Wcale nie jest z nam tak źle, jak
                                                    myślimy. Możemy osiągnąć dziś całkowity spokój, jeśli tylko przyjmiemy
                                                    dzisiejszy dzień takim, jakim on naprawdę jest, nie zamartwiając się
                                                    przeszłością i nie obawiając się o przyszłość. Jeśli zrobimy dziś to, co
                                                    do nas należy, wypełnimy tym samym Boże zamiary wobec nas.
                                                    Wola naszego Boga to nie jakieś zawieszone w próżni abstrakcyjne pojęcie.
                                                    Towarzyszy nam ona tu i teraz. Wypełniamy ją sięgając po telefon,
                                                    pocieszając dziecko, które się rozpłakało, dzieląc się swoimi uczuciami.
                                                    Jeśli nie będziemy dziś kombinować i spełnimy proste zadania, może jutro
                                                    przyniesie nam bardziej intrygujące wydarzenia.

                                                    Czy nadal niepotrzebnie komplikuję sobie życie?

                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:

                                                    Kiedyś nie potrafiłem pozbawić się żalu za przeszłość i strachu o
                                                    przyszłość. Było mi to potrzebne na użytek uzależnionego umysłu. Pijanego
                                                    myślenia, a w konsekwencji zachowania.
                                                    Teraz zupełnie inaczej patrzę na swoje życie i siebie samego. Dziś moja
                                                    przeszłośc jest moją wiedzą i mądrością. Czerpie ze swoich doświadczeń, a
                                                    mam ich sporo. Życie na krawędzi zrobiło swoje. Wierzę, że jestem godny i
                                                    potrafię być szczęśliwy. Wiem czego nie robić. Wiem jak rozpoznawać co
                                                    robić by osiągać swoje cele i uczę się to robić coraz lepiej. Dzięki temu
                                                    moja przyszłość jest pełna nadziei i wiary w lepsze. Kilka razy już
                                                    pokonałem swojego największego wroga - siebie samego, a to pozwala mi nie
                                                    tracić ducha i patrzeć w przyszłośc z ufnością.
                                                    Im bardziej i lepiej zajmuję się tym co na daną chwilę jest dla mnie
                                                    najistotniejsze, tym mniej mam potrzeby użalania się nad sobą. Tym
                                                    prostsze jest moje życie i bardziej spełnione. Czasem przychodzą "szare
                                                    dni", czasem takie, o których się mówi, że dla takich chwil warto żyć,
                                                    czasem jest naprawdę trudno. Mimo, że przestałem żyć na krawędziach, moje
                                                    życie jest pełne satysfakcjonujących mnie wydarzeń i już nie muszę go
                                                    sobie komplikować.

                                                    ============================================================
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 03.05.20, 09:30
                                                    Zauważ potrzebę duchowości.

                                                    Człowiek nie może zrozumieć samego siebie analizując cząstkowo
                                                    poszczególne swoje wymiary: cielesność, emocjonalność i psychikę.
                                                    Zrozumienie siebie następuje dopiero dzięki sferze duchowej. To właśnie
                                                    dzięki duchowości odkrywamy sens swojego życia, własne wartości i ustalamy
                                                    rzeczywiste priorytety. Dopóki sfera duchowa nie stanie się scalającym
                                                    centrum naszej osobowości, dopóty pozostajemy w rozproszeniu, żyjąc od
                                                    przypadku do przypadku, bez zrozumienia istoty otaczającej nas
                                                    rzeczywistości.

                                                    To dzięki odkryciu duchowej strony naszego JA powstają w nas pytania o to
                                                    kim jesteśmy i po co żyjemy oraz jak mamy żyć, by zrealizować swoje
                                                    możliwości w pełni. Odpowiedzi na te pytania kształtują nasz światopogląd.
                                                    Różnimy się między sobą metodami dochodzenia do własnych odpowiedzi i samą
                                                    ich treścią. Ale dopóki nie rozwijamy własnej siły ducha, nie potrafimy
                                                    przyjąć prawdziwie dojrzałej postawy wobec siebie, świata i życia.

                                                    Próbując dotrzeć do głębi siebie i konkretnych odpowiedzi na tak istotne w
                                                    życiu pytania, jedynie poprzez strategię myślenia, sposoby przeżywania
                                                    emocjonalnego, czy potrzeby ciała, nie potrafimy całkowicie zrozumieć ani
                                                    samych siebie jako osoby, ani celowości własnego istnienia. Dopiero
                                                    uniesienie ponad siebie takiego pomaga to ogarnąć i pojąć.

                                                    Praktycznie, bez rozwiniętej własnej sfery duchowej uzależniamy sie od
                                                    potrzeb ciała, przedmiotów, subiektywnego myślenia, stanów emocjonalnych i
                                                    ulegamy naciskom i potrzebom środowiska. Przestajemy być sobą. Popadamy w
                                                    pustkę egzystencjalną, która prowadzi do depresji, nałogów i agresji.
                                                    "Poczucie bezsensowności jest cierpieniem psychicznym, którego być może
                                                    nie ogarnęliśmy w całej rozciągłości" - pisał Carl Gustaw Jung.

                                                    Uzyskanie głębokiej i prawdziwej odpowiedzi na pytania o sens naszego
                                                    człowieczenstwa, stałe i trwałe rozwijanie tej wiedzy jest właśnie
                                                    duchowością, naszą dojrzałością do życia. Rozwijanie własnej wrażliwości
                                                    jest fascynującą przygodą, na którą nigdy nie jest za późno, ani za
                                                    wcześnie, by ją podjąć, a dzięki niej życie może stać się niezwykłą
                                                    przygodą, która każdego dnia ma swoją kolejną premierę.

                                                    Duchowość jest szukaniem podstawowych zasad postępowania. Umożliwia
                                                    określenie dojrzałego sposobu życia, zgodnego z dobrze rozumianymi,
                                                    własnymi potrzebami i roli, która wspiera spełnienie. Duchowość, w
                                                    odróżnieniu od religijności, jest formą filozofii. Religijność zaś jest
                                                    formą realizacji jej w praktyce, pod warunkiem, że to religijność dojrzała.
                                                    ============================================================

                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Nie myl pojęć

                                                    Aby mieć pewność, że kroczymy właściwą drogą, winniśmy siebie coraz lepiej
                                                    poznawać. W kształtowaniu własnej osobowości wykażmy stanowczość i
                                                    zdecydowanie, ale nie sztywność czy nieustępliwość. Gdy są źle pojęte lub
                                                    niewłaściwie zastosowane, nawet pozytywne wartości ulegają wypaczeniu i
                                                    przynoszą więcej szkody niż pożytku. W swej drodze ku Sile Wyższej
                                                    kierujmy się szczerością, sprawiedliwością, cierpliwością, miłością i
                                                    tolerancją.
                                                    Pamiętajmy jednak, że nieprawidłowo rozumiana szczerość zamienia się w
                                                    brutalną otwartość; sprawiedliwość - w bezduszną oschłość; cierpliwość - w
                                                    pełne irytacji milczenie; miłość - w nadąsaną zaborczość; tolerancja - w
                                                    niepożądaną pobłażliwość.
                                                    W procesie samopoznania zwracajmy uwagę na to, żeby kultywowane zalety
                                                    były przez nas dogłębnie zrozumiane i właściwie zastosowane w życiu. W
                                                    innym bowiem razie mogą się okazać destruktywne.

                                                    Czy mam konstruktywne podejście do zalet?
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:

                                                    Dopóki żyłem autodestrukcją wszystkie dobre cechy mojego charakteru
                                                    odbierałem jako przeklenstwo. Głównie dlatego, że krzywdziłem innych,
                                                    często przypadkowo napotkanych ludzi. Krzywdziłem innych, krzywdziłem
                                                    siebie, nie potrafiłem o sobie myśleć dobrze.
                                                    W koncu jednak przyszedł czas, że przestałem żyć destrukcją, ale nie
                                                    wiedziałem jeszcze jak to jest inaczej... Zacząłem się uczyć nowego
                                                    podejścia do siebie i innych. Często rozdziawiałem gębę i drapałem się po
                                                    głowie, ale nie wpłynęło to na mój wygląd. Teraz żyję uczciwie, bo chociaż
                                                    nie zawsze tak o sobie myślałem, mogę tak żyć i co gorsza, potrafię!
                                                    Nie mogę powiedzieć, że coś mi nie wychodzi, bo jestem alkoholikiem. Nie
                                                    mogę powiedzieć, że czemuś nie podołam, bo jestem alkoholikiem. Alkoholizm
                                                    stał się dla mnie motywatorem do ulepszania swojego życia. Do lepszego, i
                                                    coraz lepszego, rozumienia siebie i swojej roli w tym czasem dziwnym
                                                    świecie. A skoro w moim życiu było już destrukcyjnie, to teraz może być
                                                    tylko konstruktywnie - na tyle, na ile starczy mi osobistej odwagi.
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to można to można...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 04.05.20, 09:40
                                                    Samozakłamanie jest niezwykle podstępnym aspektem popadania w kłopoty.
                                                    Najprostszym i najczęstszym tego typu zakłamaniem jest fakt zaprzeczania
                                                    towarzyszącym nam kłopotom pomimo widocznych i narastających jego skutków.

                                                    "Wszystko byłoby dobrze, gdybym miał pieniądze, lepszą żonę. czy rodzinę,
                                                    gdyby należycie doceniano moją fachowość, moje intencje i mnie samego,
                                                    etc." - czynnik zewnętrzny, to najczęstsze racjonalizacje, jakich się
                                                    wtedy chwytamy.

                                                    Innym rodzajem zakłamania jest częściowe przyznawanie się do kłopotów:
                                                    "Owszem, nie omijają mnie problemy, ale któż ich nie ma! Poza tym,
                                                    wszystko jest ze mną w porządku”- minimalizujemy.

                                                    Niezwykle groźny jest kolejny rodzaj zakłamania - wiara w kontrolę.
                                                    Samokontrola jest w przypadku posiadania problemów sprzecznością samą w
                                                    sobie. Potrafimy jednak wtedy, tylko sobie znaną siłą woli, przez jakiś
                                                    czas, unikać problemów, stwarzając przed samym sobą oraz przed innymi,
                                                    pozór, że wszystko jest w porządku. Niestety, prędzej czy później,
                                                    następuje katastrofa i to, jakże często, w zdwojonej sile.

                                                    Samozakłamanie ustaje w momencie przyznania się przed sobą do
                                                    nie najlepszego radzenia sobie w życiu, co pozwala wyjść po pomoc.
                                                    Samozakłamanie dotyczy także umysłu i duszy. Wszak musimy przez całe lata
                                                    wypracować sobie świadomy i podświadomy sposób na życie,
                                                    usprawiedliwiający nasze postępowanie, którego główną siłą napędową było
                                                    negatywne myślenie, niedojrzałość i huśtawka emocjonalna. Możliwość
                                                    realizacji takiego życia daje jedynie zakłamywanie innych oraz siebie.

                                                    Wychodzenie z problemów życiowych jest więc stopniową zmianą myślenia
                                                    negatywnego na pozytywne, inaczej mówiąc, jest to odkłamywanie całej
                                                    swojej osobowości.
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Nie oszukuj

                                                    Jako ludzie uzależnieni, obecnie powracający do zdrowia, szybko
                                                    nawiązujemy kontakt z nowymi członkami Wspólnoty. Doskonale pamiętamy
                                                    sztuczki i wymówki, jakie stosowaliśmy na początku zdrowienia, i dlatego
                                                    rozszyfrowanie nowicjusza nie sprawia nam większych kłopotów. Nie musimy
                                                    go nawet pytać, co kombinuje, bo sami możemy mu to powiedzieć; nie musimy
                                                    zastawiać na niego pułapek, żeby zaczął bujać - znamy na pamięć te
                                                    kłamstwa, przemilczenia i wykręty.
                                                    Widząc, że nie ma wyboru, człowiek zdobywa się na szczerość: rezygnuje z
                                                    oszukiwania, bagatelizowania, przeinaczania. W końcu, ile asów można
                                                    chować w rękawie?
                                                    Prawdę mówiąc, winniśmy być wdzięczni za ten dar intuicji. Odpór, jaki
                                                    dają nam inni, zmusza nas do szczerości; a ta szczerość ratuje nam życie.

                                                    Czy zrezygnowałem z kłamstw, wykrętów i przemilczeń?

                                                    ============================================================
                                                    Coś ode mnie:

                                                    Dawniej myślałem o sobie, że jestem mistrzem kamuflażu, bo udaję tak
                                                    świetnie, że nikt tego nie wyczuwa. Pech jednak chciał, że trafiła kosa na
                                                    kamień. Zaczęło się od terapeutki, młodej p. psycholog, która jeszcze
                                                    skakała na skakance, gdy ja już podnosiłem te ciężary. Dziwiłem się, że
                                                    nie daje się oszukać. Wielokrotnie mnie zaskakiwała rozumieniem istoty
                                                    sprawy. Kuliłem ogon pod siebie i przyznawałem, że ma rację. Potem
                                                    poznałem ludzi, którzy mówią prawdę, żyją prawdą i to ich ratuje.
                                                    Przyłączyłem się do nich. Dziś wiem, że jeśli mówię prawdę, nie muszę
                                                    niczego pamiętać. Jestem wolny od kontrolowania tego gdzie i z kim jestem.
                                                    Mogę mówić i patrzeć ludziom w oczy.
                                                    Życie prawdą przyniosło jeszcze jeden profit - mam świetny kontakt ze
                                                    sobą. Wraz z postępującą pracą nad swoim charakterem i umiejętnością
                                                    korzystania z jego cech, coraz głębszy. To również pomaga oszczędzać
                                                    energię. Widzę, kto pragnie pozbyć się problemu z alkoholem i wiem komu
                                                    poświęcać czas. Rozumiem co mówią do mnie inni, na ile się angażują, na
                                                    ile za słowami jest czynu. Widzę czy moja pomoc może być pomocna dla danej
                                                    osoby. Nie umiem powiedzieć co może zrobić żona, by jej mąż przestał pić,
                                                    wiem co sam zrobiłem, że przestałem i jeśli jakiś pijak mnie zapyta, to mu
                                                    mówię, ale nie mam wpływu na to, co z tą informacją zrobi. Nie unikam i
                                                    nie wstydzę się swojej przeszłości, ale pamiętam, że nie ma się czym
                                                    przechwalać. Mówię o niej tam, gdzie to ma sens.
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to można to można...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 05.05.20, 09:15
                                                    PORZUCENIE ROLI OFIARY I ŚWIADOMOŚĆ ODPOWIEDZIALNOŚCI

                                                    To, że ktoś spełnia rolę ofiary w życiu lub indentyfikuje się jako ofiara,
                                                    ma swoje konsekwencje w umiejętności brania na siebie odpowiedzialności.

                                                    Osoby, które potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

                                                    Ludzie, którzy potrafią przyznawać się do swoich przewin i podejmują
                                                    działania by naprawiać wyrządzane krzywdy, bez wątpienia, należą do grupy
                                                    ludzi odpowiedzialnych i godnych zaufania.

                                                    Prawdziwe ofiary
                                                    Ludzie, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to, co się stało,
                                                    nie przyczyniają się do dziejących się im krzywd, są prawdziwymi ofiarami.
                                                    Wypadki losowe, niezasłużone nieszczęścia przychodzą niczym "złodziej w
                                                    nocy" (że tak pozwolę sobie zacytować). W takich chwilach nie można brać
                                                    na siebie odpowiedzialności. Wina nie leży po stronie przechodnia
                                                    potrąconego przez pijanego kierowcę. Nie ma winy człowiek, któremu dom
                                                    zalała fala powodziowa. Niewinny jest pracownik, który został zwolniony z
                                                    pracy, bo nieudolne kierownictwo doprowadziło firmę do bankructwa. To
                                                    zaledwie kilka przykładów, ale ilustrują one ofiarę, człowieka bez winy, a
                                                    jednak trapionego nieszczęściem.


                                                    Swego czasu w książce "Anonimowi Alkoholicy" wyczytałem, że ludzie dzielą
                                                    się na trzy grupy. Takich, którzy potrafią być uczciwi wobec samych
                                                    siebie, takich, którzy nie potrafią i na takich, którzy nie chcą stać się
                                                    uczciwi wobec siebie. Choć tutaj kwestia dotyczyła odpowiedzialności wobec
                                                    swojej choroby alkoholowej, można to przenieść na szerszy grunt.

                                                    Uczciwym wobec siebie niewiele trzeba wyjaśniać, wiedzą co robić i jest im
                                                    łatwiej w życiu. Pozostałym grupom trzeba pomóc w uświadomieniu sobie, że
                                                    tkwią w błędzie i że to ich pogrąża jeszcze bardziej. Rozróżnienie kto
                                                    jest kto, może okazać się trudne, granica jest płynna, ale z pewnością
                                                    osoby takie są jednocześnie ofiarą i sprawcą.

                                                    Osoby, które czują się ofiarami
                                                    Ludzie pozbawieni samokrytycyzmu i właściwej analizy sytuacji, często
                                                    czują się ofiarami, choć w rzeczywistości nimi nie są. Wypierają swój
                                                    udział w wydarzeniach mających na nich znaczący wpływ. Życie wokół nich
                                                    dzieje sie wbrew ich woli i mają pod ręką nieskończenie wiele wyjaśnień
                                                    różnych zdarzeń, wymówek, by nie brać na siebie odpowiedzialności. Są to
                                                    na przykład kobiety kupujące mini spódniczki i narzekające na obleśne
                                                    spojrzenia szefa, czy ktoś z nadwagą, który zrzuca winę na producentów
                                                    żywności, albo kawaler komunikujący się przez internet z kobietami, z
                                                    drugiego końca świata, widzący swoją samotność w pechu.
                                                    Jeśli ktoś nie rozumie, że ma decydujący wpływ na swój los i może
                                                    kształtować swoją drogę życiową, pozbawia się możliwości pełniejszego
                                                    życia.

                                                    Osoby, które same czynią z siebie ofiary lub pozwalają na to innym i biorą
                                                    odpowiedzialność za sprawy, za które nie są odpowiedzialne.

                                                    Skłonność do upokorzeń, poddawania się presji innych i skwapliwe branie na
                                                    siebie winy za każde nieszczęście świata jest wyjątkowo szkodliwe. Nazywam
                                                    to autosabotażem ponieważ takie działanie niszczy wolę zmian, osłabiając
                                                    swoją własną wartość we własnych oczach. To uwięzienie siebie, w
                                                    więzieniu, które wybudowało się na taką właśnie potrzebę.

                                                    Do takich ludzi należą te wszystkie żony, wyrzucone lub uciekające przed
                                                    pijanym mężem, a potem proszącym go o wybaczenie gdy ten zaczyna narzekać
                                                    na bałagan w kuchni i nie wyprane gacie. Dokładnie to samo robią te żony,
                                                    które okłamują sąsiadów, rodzinę i szefów takiego pijaka, który przez
                                                    swoje pijaństwo robi awantury, wstyd się z nim pokazywać, albo nie jest w
                                                    stanie pójść do pracy. To także ktoś, kto przeprasza, że kolejny raz muszi
                                                    wypełniać papierzyska w urzędzie, bo niekompetentny urzędnik źle go
                                                    pokierował.

                                                    Dystans i odpowiedzialność
                                                    Najważniejsze to być świadomym tego co się naprawdę dzieje wokół nas i
                                                    poznanie naszej własnej w tym roli. Życie nie przebiega po skrajnościach,
                                                    życie to te wszystkie barwy, jakie nas codziennie otaczają. Kiedy popadamy
                                                    w kryzysy, zazwyczaj, jesteśmy zarówno ofiarami jak i sprawcami. Udział
                                                    rzadko jest pół na pół, trzeba więc zająć się swoją częścią, pamiętając o
                                                    czymś takim jak wypadek losowy i że nie ma sprawiedliwości na tym czasem
                                                    dziwnym świecie. Pamiętajmy jednak by nie zasłaniać tym sobie oczu na
                                                    otaczającą nas uczciwość i godnych zaufania ludzi.

                                                    Odpowiedzialność to wolność decydowania o tym jak traktować daną sytuację.
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Nie uciekaj od siebie
                                                    Ludzka dusza nie wykazuje tendencji do przemieszczania się.
                                                    Z doświadczenia wiemy, że zmiana miejsca pobytu pozostaje bez wpływu na
                                                    nasze uzależnienie. Zarówno w Afryce, jak i na Antarktydzie - czy
                                                    gdziekolwiek indziej - jesteśmy ludźmi chorymi. Podobnie rzecz ma się z
                                                    naszą trzeźwością: nie uciekniemy od siebie - ani od pracy nad sobą -
                                                    przenosząc się do innego miasta, kraju czy na inny kontynent. Żeby
                                                    zachować trzeźwość i powracać do zdrowia, szukajmy rozwiązań w sobie i w
                                                    zaleceniach Programu.
                                                    Żadna rzecz, osoba ani miejsce nie zagwarantuje nam trzeźwego, sensownego
                                                    życia. Potrzebny nam spokój odnajdziemy w Dwunastu Krokach, a także we
                                                    własnym sercu i sumieniu. Nasza dusza nie musi się Bóg wie dokąd udawać i
                                                    Bóg wie czego szukać - spokój gości w niej samej.

                                                    Czy wiem, gdzie szukać właściwych odpowiedzi?
                                                    Panie, spraw, bym zrozumiał, że spokój mieszka w mojej duszy, a nie w
                                                    miejscach na krańcu świata, które są tylko ślepym zaułkiem.
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:
                                                    Żyłem w takim środowisku, gdzie przeprowadzki były normą. Wprawdzie moją
                                                    rodzinę omijały jakieś większe ruchawki, ale nie obyło się bez przenosin.
                                                    Rozumiałem, że to nic nie zmienia. Jednak to co przy tym zrozumieniu
                                                    odczuwałem nie miało nic wspólnego z ucieczką, raczej potwierdzałem w
                                                    sobie poczucie porażki. Nie potrafiłem i nie próbowałem się od tego
                                                    uwolnić.
                                                    Bywały chwile w moim życiu, w których chciałem zawalczyć o siebie.
                                                    Pogłębiający się alkoholizm nie pozwalał mi na wytrwałość i zawsze
                                                    kończyło sie to kolejnym pucharem goryczy. Nic nie mogłem poradzić.
                                                    Doszedłem do takiego stanu umysłu, w którym wygasła we mnie nadzieja na
                                                    znormalnienie.
                                                    Wtedy wokół mnie znaleźli się ludzie, którzy mówili, że potrafią mi pomóc.
                                                    Co miałem do stracenia? Wysłuchałem ich. Otworzyli przede mną bramę do
                                                    zupełnie innego świata. Myślałem, że to nie istnieje, że nie ma tam dla
                                                    mnie miejsca. Wprowadzili mnie do niego i pomogli się urządzić. Odzyskałem
                                                    trzeźwość i poczucie sensu. Poczułem się wolny i szczęśliwy. Wiem, gdzie
                                                    szukać pomocy w kłopotach i wsparcia w podejmowaniu trudów życia.
                                                    Odzyskałem wiarę w siebie, ale pamiętam, że wcale tak nie musiało być...
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to można to można...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 06.05.20, 10:00
                                                    Dzis na temat przelamania samego siebie, przekonania, ze sa inne drogi,
                                                    akceptacji ich i poddania sie wplywom innych, alkoholicy, a koalkoholicy
                                                    byc moze rowniez, cechuja sie pewna postawa, ktora wynika z
                                                    uzaleznionego myslenia, ze dam sobie rade, albo przekonania, ze wszyscy
                                                    wokol gadaja jakies bzdury, ze dobrze wiem co robie.
                                                    Moment w ktorym uznajemy Sile wyzsza, a wiec przyznajemy, ze nie kierujemy
                                                    swoim zyciem, jest wiec trudny do przyjecia, zwlaszcza, gdy napotka sie
                                                    mistykow, ktorzy wmawiaja innym, ze to cos wiecej niz przyjscie do poradni
                                                    odwykowej, mityng AA lub inne spotkanie, ktore ma na celu odnalezienie
                                                    panaceum na alkoholizm, ze to jeszcze nie ten moment, w ktorym przyznajemy
                                                    swiatu i sobie, ze jednak nie daje rady i ze nie wiem co robic dalej...
                                                    Chwila poddania nie jest latwa i zapewne dotyczy to kazdego czlowieka,
                                                    a alkoholicy nie musza tu miec monopolu na odczucia odrzucenia, alkoholicy
                                                    co najwyzej maja swoja specyficzna motywacje do tego aby pozostac przy
                                                    woich starych przekonaniach, jednak jak uczy madrosc AA - bezskutecznych,
                                                    w tym nowym swiecie zachowan...
                                                    akceptacja jest wiec bardzo wazna, ma ona wplyw na cale dalsze
                                                    postepowanie i rodzaj kontaktu z drugim czlowiekiem, akceptacja daje
                                                    swobode poruszania w tej odmiennej rzeczywistosci, choc to przeciez
                                                    normalny swiat, a odmienny stan swiadomosci towarzyszyl alkoholikom
                                                    przedtem, tak wiec to, co bylo nienormalne, musi stac sie normalne, a co
                                                    bylo normanym, nienormalne...
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    POLUB TO

                                                    Poniewaz wiekszosci z nas podoba sie we Wspolnocie, nowicjusze odnosza
                                                    niekiedy mylne wrazenie, ze znalezlismy sie tu dobrowolnie i dla wlasnej
                                                    przyjemnosci. Uwazaja, ze nie moglismy sie wrecz doczekac pracy nad
                                                    Programem i ze pedzilismy tu niczym do jakiejs ziemi obiecanej!
                                                    Pomyslalby kto! Zadnemu z nas wcale sie nie palilo do przyjscia tutaj,
                                                    zwlaszcza na samym poczatku. Z czasem pokochalismy Wspolnote, bo jej
                                                    czlonkowie - i Program, z ktorym sie tu zapoznalismy - w jakims sensie
                                                    uratowali nam zycie. Teraz zas mamy moznosc rozwiazywania tutaj wszystkich
                                                    naszych problemow. Czy mozemy sie tu czuc zle?

                                                    Czy dobrze sie czuje we Wspolnocie?
                                                    ============================================================
                                                    ... kiedys moja postawe cechowal bunt, nie potrafilem inaczej, marzlem na
                                                    zlosc rodzicom, bylem madrzejszy od nauczycieli, wplatywalem sie w rozne
                                                    nieprzyjemne historie, bo "ja wam pokaze", "dobrze wiem o czym mowisz,
                                                    ale..." bylo to tak mocno we mnie wryte, ze sam juz nie moglem sobie z tym
                                                    dac rady, pilem by to lagodzic, by jakos potrafic sie otworzyc do ludzi,
                                                    ale pijanstwo tez mi szkodzilo, bylem w pulapce
                                                    wtedy uslyszalem najdziwniejsze zdanie, jakie tylko moglo zostac wymyslone
                                                    - "moze jakbys przestal pic, to cos by sie dalo zrobic", uznalem, ze
                                                    rozmawiam z jakas ignorantka, ktora wogole nie rozumie co do niej mowie,
                                                    jednak pech chcial, ze nie moglem ot tak sobie pojsc, zostalem,
                                                    obserwowalem, w koncu postanowilem sprobowac i nie pije do dzis
                                                    zrozumialem, ze moje zycie przestalo byc zabawa w pijanego zajaczka, ze to
                                                    czym do tej pory sie kierowalem przywiodlo mnie do upadku i tak naprawde,
                                                    cudem, uniknalem najwiekszych koszmarow pijackiej doli i w koncu smierci w
                                                    alkoholowym upodleniu, a alternatywa, zycie we Wspolnocie moglo przyniesc
                                                    ratunek na jaki mnie samego nie bylo stac, nie bylo latwo to zaakceptowac
                                                    i sie poddac, ale udalo mi sie i jestem z tego dumny, mam mozliwosc
                                                    budowania nowego zycia i zaczalem dobrze sie czuc z ludzmi ...
                                                    jaras+
                                                    PS
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 07.05.20, 08:50
                                                    Jak docenić to co posiadamy? Jak posiąść szczęście?

                                                    Działanie podejmujemy w kilku różnych sytuacjach. Czasami nie ma wyjścia.
                                                    Jesteśmy przyparci do muru, a cena jest zbyt wielka by nie podjąć działania.

                                                    Przykładowo, oglądamy film. Akcja się rozwija, mamy przeczucie, że dialog,
                                                    który teraz słuchamy jest istotny dla dalszej akcji. Ale kawa o 18 i dwie
                                                    herbaty przy kolacji robią swoje. Musimy wyjść do toalety. Wprawdzie
                                                    twórcy sprzętu audio już pracują nad ułatwieniem nam życia, ale chodzi o
                                                    tu i teraz. Takie chwile budzą w nas poczucie straty, a strata nie jest
                                                    elementem szczęścia.

                                                    Inna strata wynika z niespełnionych oczekiwań. Idąc na przystanek, na
                                                    ostatnią chwilę, bo jakże inaczej, spodziewamy się, że podjedzie właśnie
                                                    nasz numer i szybciutko dowiezie na miejsce. Tymczasem przyjeżdża inny,
                                                    przepełniony i trzeba będzie robić przesiadkę. To samo dotyczy posiadaczy
                                                    aut. Drogi zatkane, nie ma jak dojechać do celu, czas płynie, a samochód
                                                    miał ułatwiać przemieszczanie, a nie utrudniać. Rodzi się poczucie straty
                                                    sensu działania.

                                                    Można też zacząć działać za czyjąś namową. Ktoś coś tam zrobił i
                                                    zadziałało. Osiągnął sukces i jest zadowolony. Podpowiada nam co mamy
                                                    zrobić. Udziela rad, nawet wspiera nasze działania. I nic. Zrobiliśmy,
                                                    ściśle trzymając się wskazówek. Wszystko działa, a zadowolenia nie ma.
                                                    Zmarnowany wysiłek.

                                                    Jeszcze inny przykład. Ktoś zwraca nam uwagę na niedokładność. Jest
                                                    autorytetem, takiemu przyznaje się tylko rację. Wprowadzamy jego myśl do
                                                    naszego projektu i zauważamy, że nie osiągamy zamierzonego efektu. Wyszło
                                                    coś zupełnie innego. Nie bardzo potrafimy wyjaśnić o co nam chodziło, bo
                                                    teraz jest to coś zupełnie innego. Ale autorytet miał rację, a my
                                                    znaleźliśmy w sobie powód, by miał wpływ na zmianę naszych decyzji.
                                                    Pomyłka nie jest elementem szczęścia.

                                                    Co więc jest czynnikiem osiągania właściwych nam celów?

                                                    Może to właśnie podejmowanie działań powinno wynikać z poczucia szczęścia,
                                                    a nie z obowiązku? Co może nas zmącić, skoro działamy szczęśliwi? Skoro
                                                    porażka jest dobrą nauką, a nie karą? A osiągnięcie celu jest etapem
                                                    poszukiwania czegoś więcej, a nie końcem, który coś daje?

                                                    Warto zastanowić nad tym, co teraz posiadamy. Co naprawdę jest naszego i
                                                    na tym budować przyszłość. Doskonaląc się w tym co posiadamy, robimy
                                                    najlepszą robotę, na jaką nas stać. Dzieląc się tymi zasobami, robimy
                                                    miejsce na coraz nowe osiągnięcia. Zyskujemy poczucie pożytku. Żyjemy tak
                                                    jak chcemy, tym czym posiadamy. Znamy swoją wartość. Jesteśmy szczęśliwi.
                                                    Mamy za co wyrażać wdzięczność i komu.

                                                    Czyż wszystko wokół nas nie jest takim właśnie złudzeniem, na jakie sami
                                                    się decydujemy?
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Nie poluj na szczęście

                                                    Szczęście nie jest naszym celem, a jedynie efektem stosowania przez nas w
                                                    życiu zasad Dwunastu Kroków. "Polowanie na szczęście" to daremny trud.
                                                    Nasze minione doświadczenia potwierdzają tę prawdę: kiedy uganialiśmy się
                                                    za tak zwanym szczęściem, szukając go w środkach zmieniających świadomość,
                                                    łudziło nas fałszywymi obietnicami, a potem pryskało niczym bańka mydlana.
                                                    W procesie trzeźwienia, dojrzewania i wzrostu duchowego doświadczamy chwil
                                                    takiej szczęśliwości, o jakiej kiedyś nie mogliśmy sobie nawet zamarzyć.
                                                    Szczęście czerpiemy z pracy nad Programem, z uczęszczania na mityngi, z
                                                    niesienia pomocy innym. Jest ono rezultatem tych działań.
                                                    Im szybciej nauczymy się nie szukać "szczęścia samego w sobie", tym
                                                    szybciej pojmiemy, że jest ono swego rodzaju produktem ubocznym życia,
                                                    jakie obecnie prowadzimy.

                                                    Czy przestałem uganiać się za złudnymi mirażami szczęścia?
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:

                                                    Kiedyś myślałem, że szczęście do mnie przyjdzie jak zrobię to i to.
                                                    Zrobiłem i przychodziło zadowolenie, a ja myślałem, że jestem szczęśliwy.
                                                    Zadowolenie przemijało i musiałem znów coś zrobić, by poczuć się lepiej.
                                                    To była droga donikąd, ale nie od razu to pojąłem. Musiałem wcześniej
                                                    stracić sens takiego działania, stoczyć się na alkoholowe dno i zrozumieć,
                                                    że niekoniecznie mam rację, że inni też mogą ją mieć.
                                                    Wyjście z alkoholizmu łączy się u mnie z poczuciem wdzięczności. Zdaję
                                                    sobie sprawę, że wcale nie musiało tak być. Wyrażam swoją wdzięczność
                                                    robiąc to, co zrobili dla mnie inni, bym mógł wykorzystać daną mi szansę.
                                                    Dbam o jakość tego nowego życia. Zgłębiam wiedzę i dziele się nią.
                                                    Uczestniczę w tym co życie mi niesie. Jestem aktywny i staram się robić
                                                    swoje, doskonaląc się w tym co robię. Pojąłem, że wolność i szczęście, nie
                                                    wynikają z osiągania celów, ale, że to właśnie cele wynikają z poczucia
                                                    wolności i szczęścia.
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to można to można...
                                                    jaras
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 08.05.20, 07:55
                                                    Rozwój duchowy jako warunek trwałej trzeźwości w sytuacji choroby
                                                    alkoholowej
                                                    Ks. Marek Dziewiecki

                                                    Uzależnienie od alkoholu staje się chorobą śmiertelną, jeśli osoba, która
                                                    nadużywa alkoholu, nie zmieni swego zachowania, czyli nie zaprzestanie
                                                    picia. Jest zatem dosłownie kwestią życia lub śmierci pomaganie
                                                    alkoholikom, by przezwyciężali swoją chorobę. Nie wystarczy tu oczywiście
                                                    sama dobra wola osób pomagających czy ludzi uzależnionych. Konieczne jest
                                                    określenie konkretnych warunków, których spełnienie umożliwia powrót do
                                                    trwałej trzeźwości w sytuacji choroby alkoholowej. Ustalenie tych warunków
                                                    wymaga precyzyjnej znajomości genezy nadużywania alkoholu, mechanizmów
                                                    uzależnienia oraz wszystkich konsekwencji choroby. Kompleksowe i adekwatne
                                                    rozumienie całokształtu sytuacji człowieka uzależnionego od alkoholu nie
                                                    jest rzeczą łatwą nawet dla specjalistów i terapeutów o dużym
                                                    doświadczeniu w tej dziedzinie. Nie jest ono tym bardziej łatwe dla samych
                                                    zainteresowanych, czyli dla osób z chorobą alkoholową oraz dla ich
                                                    najbliższego otoczenia. Gdy pyta się ludzi, którzy zaczynają rozpoznawać
                                                    destrukcyjną obecność alkoholu w ich życiu, o to co według nich samych
                                                    stanowi ich główny problem, to prawie wszyscy odpowiadają, że problemem
                                                    tym jest oczywiście nadużywanie alkoholu ze wszystkimi konsekwencjami.
                                                    Taka odpowiedź wydaje się na pierwszy rzut oka logiczna i słuszna. Jak
                                                    jednak wynika z poprzednich analiz, tego rodzaju odpowiedź nie uwzględnia
                                                    jednak całej złożoności problemu.

                                                    W swej istocie bowiem nadużywanie alkoholu okazuje się nie tyle pierwotnym
                                                    problemem, co raczej błędną próbą rozwiązywania wcześniejszych problemów.
                                                    Próba ta polega na dążeniu do unikania świadomego kontaktu z własną
                                                    sytuacją emocjonalną i egzystencjalną, a zwłaszcza z emocjami bolesnymi.
                                                    Ich uświadomienie sobie oznaczałoby bowiem zwykle potrzebę podjęcia trudu,
                                                    by zmienić coś istotnego i trudnego we własnym świecie wewnętrznym lub w
                                                    kontaktach z zewnętrznym środowiskiem. W swoim ostatecznym znaczeniu
                                                    choroba alkoholowa jest więc konsekwencją błędnej próby rozwiązywania
                                                    własnych trudności życiowych przez daną osobę. Nadużywanie alkoholu oraz
                                                    pojawienie się choroby alkoholowej zmienia jednak radykalnie położenie tej
                                                    osoby. Człowiek uzależniony stoi odtąd w obliczu nie jednego, lecz dwóch
                                                    istotnych problemów. Z jednej strony znajduje się w obliczu negatywnej,
                                                    kryzysowej sytuacji życiowej, sygnalizowanej zwykle w sposób bardzo
                                                    dokuczliwy przez bolesne stany emocjonalne. Z drugiej strony stoi przed
                                                    zadaniem radzenia sobie z mechanizmami i wszelkimi konsekwencjami choroby
                                                    alkoholowej, co drastycznie pogarsza jeszcze jego wcześniejsze położenie.

                                                    Powrót do trwałej trzeźwości staje się więc możliwy tylko wtedy, gdy
                                                    nastąpi przezwyciężenie obu problemów. Konieczne jest zatem zarówno
                                                    likwidowanie skutków nadużywania alkoholu (mechanizmy choroby alkoholowej)
                                                    jak i jego ostatecznych przyczyn ( sygnalizowane przez bolesne stany
                                                    emocjonalne trudności z samym sobą i z własnym życiem, których uzależniony
                                                    nie próbował czy nie był dotąd w stanie rozwiązać). Analogią ilustrującą
                                                    tę sytuację może być las, w którym pojawił się pożar, gdyż w lesie tym
                                                    uruchomiono linię kolejową z wadliwą instalacją elektryczną. Powoduje to
                                                    obfite iskrzenie przy każdorazowym przejeździe pociągu. Aby w tej sytuacji
                                                    uratować las, nie wystarczy jedynie gaszenie pożaru (konsekwencja wadliwej
                                                    instalacji) ani też jedynie naprawa instalacji (przyczyna pożaru). W
                                                    pierwszym wypadku nastąpią bowiem kolejne pożary, a w drugim pożar trwać
                                                    będzie tak długo, aż zupełnie zniszczy cały las. Uratowanie lasu jest więc
                                                    możliwe tylko wtedy, gdy jednocześnie spełni się dwa warunki: ugasi się
                                                    aktualny pożar oraz zreperuje instalację elektryczną trakcji kolejowej.
                                                    Podobnie w sytuacji choroby alkoholowej warunkiem odzyskania trwałej
                                                    trzeźwości jest podjęcie całkowitej abstynencji do końca życia, a
                                                    jednocześnie uczenie się dojrzałej filozofii życia, która umożliwi
                                                    skuteczne rozwiązywanie przeżywanych problemów bez „pomocy” alkoholu.

                                                    Powrót do trzeźwości stawia zatem alkoholikowi bardzo trudne i wymagające
                                                    warunki.

                                                    Całość czytaj na stronie:
                                                    www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/odzyskiwanie_trzezwosci.html-----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 09.05.20, 08:17
                                                    Społeczne konsekwencje alkoholizmu
                                                    Obok aspektu masowego poszerzenia się alkoholizmu jest w globalnej
                                                    społeczności obecny aspekt konsekwencji w sferach: zdrowotnej, duchownej i
                                                    religijnej, moralnej, rodzinnej, narodowej i ekonomiczno-gospodarczej.
                                                    Negatywne konsekwencje przejawiają się w społeczności w coraz bardziej
                                                    zmniejszającej się wrażliwości na obiektywne wskazania moralne, godność,
                                                    odpowiedzialność moralną (w wymiarze indywidualnym i społecznym),
                                                    patriotyzm, honor osobisty, uczucia estetyczne oraz obowiązki moralne.
                                                    Wymienione wymiary są tylko konsekwencją tego, że sytuacja człowieka we
                                                    współczesnym świecie jest daleka od wymagań porządku moralnego i
                                                    sprawiedliwości, tym bardziej od miłości społecznej. Alkoholizm i jego
                                                    masowe poszerzenie bez wątpienia pogarsza sytuację, w której znajduje się
                                                    społeczność. Negatywny wpływ środowiska wynika z osobistego i społecznego
                                                    wymiary grzechu. Grzech bowiem jest zawsze wolną decyzją człowieka,
                                                    chociaż może być spowodowany różnymi okolicznościami, zewnętrznymi
                                                    nałogami oraz wieloma poważnymi czynnikami, tendencjami, skłonnościami i
                                                    przyzwyczajeniami.
                                                    Z punktu widzenia teologicznomoralnego można stwierdzić, że alkoholizm
                                                    jest formą ataku na życie człowieka i jest elementem kultury śmierci.
                                                    Powoduje gigantyczne straty w wymiarze indywidualnym i społecznym.
                                                    Alkoholizm można uważać za wyjątkowo poważny problem tym bardziej, że w
                                                    powszechnej świadomości ta konkretna forma ataku na życie, utraciła
                                                    charakter przestępczy i – paradoksalnie – uzyskała charakter prawny w
                                                    takiej mierze, iż od państwa wymaga się legalizacji prawnej.
                                                    Prawna legalizacja niczym nieograniczonej konsumpcji alkoholu wraz z jego
                                                    bardzo łatwą dostępnością połączona z obyczajami kulturowymi i
                                                    cywilizacyjnymi, powoduje ciągłe osłabianie wrażliwości na poszerzanie się
                                                    problemu alkoholowego w świecie. Społeczność powinna podjąć decyzje i
                                                    kroki na płaszczyźnie prawnej aby uczynić prawo bardziej surowe i
                                                    skuteczne w stosunku do używania alkoholu, miejsc sprzedaży, czasu
                                                    sprzedaży, reklamy oraz dopuszczalnego wieku uprawniającego do legalnego
                                                    zakupu alkoholu.

                                                    Konsekwencje społeczne na płaszczyźnie zdrowotnej
                                                    Zdrowotne konsekwencje alkoholizmu są jednym z negatywnych zjawisk, które
                                                    obejmują dłuższy przedział czasowy u człowieka. Bywa w niektórych
                                                    przypadkach, że dopiero po długich latach odczuwa obiektywne pogorszenie
                                                    stanu zdrowotnego. Fizyczny wymiar życia człowieka jest konsekwentnie
                                                    osłabiany i z powodu nadużywania alkoholu pojawia się coraz większe
                                                    uszkodzenie zdrowia fizycznego u człowieka.
                                                    Proces psychodegeneracji jest również ciągły i długotrwały, dlatego
                                                    człowiek nie jest w stanie obserwować i rejestrować pierwsze problemy czy
                                                    symptomy, które pojawiają się w długim przedziale czasowym.
                                                    Na podstawie badań medycznych, ukazujących zmiany w centralnym układzie
                                                    nerwowym, trawiennym, oddechowym, krążenia i w wątrobie, zaburzenia w
                                                    funkcjonowaniu popędu seksualnego i zmysłów, częstsze występowanie
                                                    (karcinogennych?) złośliwych nowotworów, można uznać, że alkoholizm jest
                                                    jednym z najbardziej skrytobójczych form ataku na życie. Można również
                                                    zaobserwować także pośredni negatywny wpływ na zdrowie człowieka. Polega
                                                    on na osłabieniu systemu odpornościowego, a „nałożenie się” alkoholizmu na
                                                    inne choroby może spowodować śmierć bądź radykalnie skrócić życie.
                                                    Konsekwencje zdrowotne ponosi cała społeczność nie tylko z powodu ciągłego
                                                    osłabiania materiału genetycznego, ale także osłabieniem globalnego stanu
                                                    zdrowotnego współczesnej populacji. Jest rzeczą oczywistą, że jeśli
                                                    społeczność chce zapobiec niebezpieczeństwom płynącym z alkoholizmu w
                                                    odniesieniu do zdrowia, powinna inwestować duże personalne i finansowe
                                                    środki na profilaktykę, terapię, resocjalizację i opiekę poresocjalizacyjną.
                                                    Paradoksalne jest to, że społeczność nie ma ochoty na respektowanie
                                                    etycznych i religijnych norm, które regulują postępowanie człowieka.
                                                    Formacja człowieka w duchu obiektywnych etycznych i chrześcijańskich zasad
                                                    i wartości może być dla społeczności mocnym i skutecznym środkiem
                                                    profilaktycznym. - c.d. na str. 2
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 10.05.20, 10:40
                                                    PODŚWIADOMOŚĆ:

                                                    Ważną rzeczą, którą należy wiedzieć o podświadomości i o funkcjonowaniu
                                                    pamięci, jest to, że wspomnienie każdego doświadczenia, niezależnie od
                                                    jego pochodzenia, przechowywane jest w ciele. Podświadomość nie
                                                    przeprowadza subtelnego rozróżnienia między tym, czy doświadczenie
                                                    pochodzi z wewnętrznego, czy też z zewnętrznego źródła, czy pochodzi z
                                                    autentycznej sytuacji życiowej, czy też z książki, filmu, programu
                                                    telewizyjnego, snu, intuicji lub wyobraźni. W ciele gromadzona jest pamięć
                                                    wszystkich informacji. Jedyne, co interesuje podświadomość, to
                                                    intensywność danego doświadczenia, czyli to, jaka reakcja fizjologiczna
                                                    (emocjonalna, chemiczna, mięśniowa) towarzyszyła danemu zdarzeniu. Dla
                                                    podświadomości jest to jedyne kryterium oceny, na ile "realne" jest
                                                    doświadczenie. Z tego faktu wynika praktyczny wniosek, że to, co
                                                    wyobrażamy sobie z odpowiednia intensywnością, jest równoznaczne z
                                                    autentycznym wydarzeniem, przynajmniej w takim sensie, w jakim dotyczy to
                                                    zachowań opartych na pamięci.

                                                    Szamani hawajscy i inni przez wiele wieków stosowali wiedze o działaniu
                                                    podświadomości jako narzędzie w uzdrawianiu i w samorozwoju.

                                                    W ostatnich czasach takie właśnie, szamańskie rozumienie tego zagadnienia
                                                    wykorzystywane jest, między innymi, przez olimpijczyków i to z bardzo
                                                    dobrym skutkiem. Używając wszystkich zmysłów do wyobrażania sobie, że za
                                                    każdym razem osiągają doskonałe wyniki, sportowcy tworzą przechowywane w
                                                    ciele wspomnienia, które ułatwiają osiąganie autentycznych wyników i
                                                    poprawianie ich.

                                                    Ten sam proces możesz i Ty wykorzystać dla doskonalenia każdej
                                                    umiejętności, dla osiągnięcia każdego pożądanego stanu i dowolnych
                                                    warunków.

                                                    POSŁUSZEŃSTWO:
                                                    Badania archeologiczne i antropologiczne pokazują, że nawet pierwotni
                                                    ludzie byli wynalazcami, artystami, czy rzemieślnikami i to żyjąc w bardzo
                                                    trudnych warunkach. To pragnienie odczuwania szczęścia zapewnia chęć
                                                    przeżycia, a nie odwrotnie.

                                                    Pragnienie zwiększenia szczęścia prowadzi nas do robienia rzeczy coraz
                                                    lepiej i lepiej - zarówno mentalnie, jak i fizycznie, duchowo oraz
                                                    społecznie.

                                                    Tak naprawdę jedyne, co powstrzymuje nas przed staniem się półbogami to
                                                    nasz strach. Strach, który przeszkadza naszej podświadomości w drodze do
                                                    spełnienia.

                                                    Myślimy, że podświadomość działa nielogicznie dlatego, że często nie robi
                                                    tego, co aktualnie chciałaby świadomość i ponieważ czasami działa bez
                                                    wyraźnego powodu. Kluczowym słowem jest tu określenie >>wyraźnego<<.

                                                    Podświadomość zawsze działa na podstawie jakiegoś założenia - przekonania,
                                                    co do rzeczywistości - które zaakceptowaliśmy jako prawdę na jakimś etapie
                                                    swojego życia.

                                                    Kiedykolwiek wydaje nam się, że podświadomość robi coś na przekór, dzieje
                                                    się tak dlatego, że wypełnia ona jakieś dawne polecenie, które jej
                                                    wydaliśmy, albo, którego nie usunęliśmy. A musi wypełniać poprzednie
                                                    polecenia, dopóki nie wydamy jej nowych.

                                                    Sukces nowych nawyków zależy w głównej mierze od tego, jak dobrze służą
                                                    one wzrastaniu oraz czy zgadzają się z obecnymi przekonaniami, dotyczącymi
                                                    tego, co jest możliwe, a co nie i tego, co jest dobre, a co złe.

                                                    Podświadomość nie jest niewychowanym zbuntowanym dzieckiem, ani też nie
                                                    zrobi nigdy niczego, co mogłoby nam zaszkodzić. Przynajmniej ze swojego
                                                    punktu widzenia.

                                                    Główną rzeczą, którą powinniśmy zapamiętać jest to, że podświadomość
                                                    będzie nam służyć wiernie i szybko, kiedy tylko nauczymy się wydawać
                                                    odpowiednie polecenia.

                                                    DOŚWIADCZ POTĘGI MYŚLI:
                                                    Jeżeli świat jest taki, jaki myślisz, że jest, to jesteś w stanie zmieniać
                                                    swój świat drogą zmiany myśli.

                                                    Usiądź wygodnie z otwartymi oczami, odwróć głowę jak najdalej w lewo i
                                                    spójrz z tego punktu prosto przed siebie. Znajdź coś na linii wzroku, co
                                                    możesz zapamiętać jako punkt odniesienia i odwróć głowę do normalnej
                                                    pozycji.

                                                    Następnie zamknij oczy i trzymając głowę nieruchomo wyobraź sobie, że
                                                    powoli, lekko i swobodnie, bez żadnego napięcia odwracasz głowę w lewo
                                                    poza punkt odniesienia aż do punktu, z którego bez żadnego wysiłku
                                                    patrzysz prosto za siebie.

                                                    Wyobraź sobie, co widzisz z tej pozycji; zdaj sobie sprawę z wrażeń i
                                                    odczuć, jakie towarzyszą takiemu widzeniu. Teraz wyobraź sobie, że powoli
                                                    przekręcasz głowę z powrotem do przodu. Następnie otwórz oczy i fizycznie
                                                    odwróć głowę w lewą stronę.

                                                    Jeżeli udało Ci się stworzyć w umyśle dostatecznie plastyczne wyobrażenie
                                                    odwracania głowy do tyłu, to teraz stwierdzisz, że z łatwością odwracasz
                                                    głowę dalej niż przedtem, a zasięg Twojego wzroku znacznie wykracza poza
                                                    granice wyznaczoną przez zapamiętany punkt odniesienia.

                                                    Wykonane ćwiczenie, polegało na wprowadzeniu zmian w ciele poprzez zmiany
                                                    dokonywane w umyśle. Wyobraźnia pokazała Ci, że jesteś w stanie zrobić
                                                    coś, co nigdy wcześniej nie było Ci dane, a ciało zareagowało na Twoją
                                                    myśl, przy pomocy której demonstrujesz mu, jakie masz możliwości.

                                                    Jest to proste doświadczenie, ale jego konsekwencje są ogromne.
                                                    ============================================================
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    ćwicz reakcje

                                                    Z doświadczenia wiemy, jaką trucizną jest dla nas głód, samotność i
                                                    zmęczenie. Podobnie rzecz się ma ze złością i urazą. Jak na ironię, nasze
                                                    wybuchy wywołane są najczęściej jakimiś błahostkami. A przecież utrata
                                                    panowania nad sobą i związane z nią negatywne emocje są dla nas zabójstwem.
                                                    Nasza skłonność do agresji i awantur, niczym nie uzasadnione lęki i
                                                    niepotrzebna udręka to po prostu złe, stare nawyki. "Wietrząc" swój umysł
                                                    i otwierając się na działanie Siły Wyższej, wpadniemy w dużo
                                                    przyjemniejszy "nałóg" reagowania miłością, cierpliwością i tolerancją.

                                                    Czy właściwie reaguję?
                                                    ============================================================
                                                    coś ode mnie:
                                                    Nie wszystko w moim życiu jest takie, jakie bym sobie życzył. Nigdy nie
                                                    było, więc przyjąłem sobie zasadę: "jest jak jest, a nie jak powinno być".
                                                    Moje reakcje na życiowe sytuacje wciąż są napiętnowane starymi nawykami,
                                                    ale nie usprawiedliwiam się w ten sposób. Biorę odpowiedzialność za to jak
                                                    i na co reaguję. Kiedy popełniam błędy, wyciągam wnioski i uczę się by
                                                    następnym razem, w podobnych okolicznościach przyrody, przynajmniej nie
                                                    zapędzić się tak daleko.
                                                    Wiem, że jak będę tolerancyjny i cierpliwy dla samego siebie, to
                                                    przeniesie to się na innych. A kochając siebie, takim jakim jestem
                                                    naprawdę, wciąż się siebie ucząc, będę umiał okazać miłość otaczającym
                                                    mnie ludziom. Rozumiem, że każda moja reakcja i zachowanie, jest
                                                    wyrażeniem swojego stosunku do siebie.
                                                    ============================================================
                                                    bo skoro to można to można...
                                                    pa-pozdrawiam
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 11.05.20, 10:30
                                                    Kiedy doprowadzimy siebie do jakiejś katastrofy życiowej, zrozumiemy swój
                                                    upadek i rozpoczniemy proces wyjścia, wyzwalania się z tego, rodzi się w
                                                    nas poczucie wdzięczności. Mamy się czym cieszyć i dzielić z innymi, a
                                                    przynajmniej możemy zacząć pozytywnie o sobie myśleć.

                                                    Możemy wówczas zrozumieć idee Boga. Znaleźć jakieś swoje pojmowanie Boga,
                                                    niekoniecznie związane ze wskazówkami religijnymi. Po prostu, coś
                                                    przewodniego. Coś co potrafi nam pomóc uchwycić i wyjaśnić pewną
                                                    logiczność naszego życia. Odzyskać poczucie pożyteczności przeszłości i
                                                    wiarę w przyszłość. To swego rodzaju uwolnienie, ale nie zwolnienie od
                                                    odpowiedzialności. Pozostaje teraźniejszość i umiejętność posługiwania się
                                                    przeszłością oraz konstruowanie lepszej przyszłości. Bóg może dodać klasy
                                                    i nadać sens życiu, ale niczego za nas nie zrobi.

                                                    W takich chwilach łatwo ulec euforii, próbom natychmiastowego nadrabiania
                                                    straconego czasu i nakłanianiu innych do swoich własnych odkryć i
                                                    budzącego się szczęścia. To nieporozumienie wynika ze zmiany
                                                    dotychczasowej hierarchi wartości, a powrót do normalności jest procesem
                                                    stałym, ustawicznym i ciągłym. Istotne jest kształtowanie cierpliwości i
                                                    rozwagi oraz ochrona przed zmiennością życia, mogącą wyprowadzić z
                                                    odzyskanej równowagi ducha i powrotu do destrukcyjnych zachowań.

                                                    Ponieważ nasz upadek, czegokolwiek by nie dotyczył, opierał się na jakiejś
                                                    formie zakłamania, zatem wygodnie było umacniać siebie oraz innych w
                                                    iluzji, że miało to konkretne przyczyny, często z powodu nie rozumiejących
                                                    nas bliższych lub dalszych osób. Ponieważ zakłamywaliśmy siebie oraz
                                                    innych, więc u podstaw naszego działania leżało myślenie negacyjne, pełne
                                                    nieufności do innych i całego świata.

                                                    Powrót do normalności jest odkłamywaniem tego wszystkiego. Nie można tego
                                                    uczynić bez zmiany naszego nawykowego, negatywnego myślenia. Jeżeli
                                                    traktujemy siebie poważnie i uczciwie, to zmiana taka będzie następować
                                                    równolegle ze zmianą naszej dotychczasowej hierarchii wartości.

                                                    Powinniśmy zatem zmieniać nasze myślenie, aby zmieniać także nasz umysł.
                                                    Praktykujemy to, poprzez systematyzację naszego życia i wprowadzanie w
                                                    czyn nowych zasad. Nie chodzi tu o pustą systemowość działań, ale realne,
                                                    wewnętrzne i głębokie uczestnictwo. Zdrowiejący umysł uzdrawia naszą
                                                    osobowość, a problemy, których sami jesteśmy autorami, przemijają.
                                                    Uzyskujemy powoli spokój i pogodę ducha.

                                                    Bycie łagodnym dla samego siebie i umiejętność cieszenia się z nowego
                                                    życia w duchu wdzięczności powoduje pozytywną zmianę w relacjach z innymi
                                                    ludźmi. Stanowi zaprzeczenie obwiniania się, plotkowania, urazów i złości
                                                    wobec innych.

                                                    Szczera chęć i gotowość praktykowania zasad wynikąjących z nowego
                                                    podejścia do życia stanowi gwarancję sukcesu. Wszystko przychodzi w swoim,
                                                    właściwym sobie czasie. Dzielenie się swoimi doświadczeniami z innymi,
                                                    potrzebującymi tego, co nam już zostało dane, ujawnianie swojej siły
                                                    wynikającej z przemiany oraz nadziei na przyszłość jest istotą wyrażania
                                                    własnej wdzięczności. Nie ma nic ponad dzielenie się sobą z innymi.
                                                    Potrzeba do tego prawdziwej wiary w siebie i przyszłość.
                                                    ============================================================
                                                    Dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    Pogłębiaj wiarę
                                                    Nasz nowy światopogląd sprawia, że z ufnością wychodzimy życiu naprzeciw.
                                                    Czy ufność tę bierzemy za wiarę? Ufność jest z tego świata, wiara zaś
                                                    pochodzi od naszego Boga.
                                                    W chwilach nieszczęścia i kryzysu uświadamiamy sobie własną bezsilność i
                                                    nasza ufność rozpada się niczym domek z kart. Tylko głęboka wiara może nas
                                                    wówczas wybawić. Przyjżyjmy się sobie uważnie, by sprawdzić, czy w naszym
                                                    codziennym życiu zdajemy się bardziej na ufność czy na wiarę.

                                                    Czy mam w sobie dość wiary?

                                                    ============================================================
                                                    Coś ode mnie:

                                                    W dawnych już czasach cechowało mnie obwinianie i obmawianie innych,
                                                    pielęgnowałem złość i urazy. Dzięki temu moje pijaństwo miało swoje
                                                    uzasadnienie, a życie toczyło się beztrosko. Potem, pech chciał,
                                                    uświadomiono mi, że to żadna beztroska, że to upokarzanie samego siebie.
                                                    Nie potrafiłem wybrnąć z tego o własnych siłach, więc skorzystałem z
                                                    chwili i miejsca w jakich się znalazłem. Pozwoliłem sobie pomóc i zacząłem
                                                    nowy, trzeźwy etap swojego życia. Skonstruowałem sobie jakąś wizję
                                                    przyszłości i dążyłem do niej w zaufaniu do siebie i wsparciu otoczenia.
                                                    Wszystko to budziło mój optymizm i chęć działania, ale okazało się
                                                    zwodnicze. To na czym zbudowałem sobie ową wizję rozpadło się niemal w
                                                    jednej chwili. Pozostały mi tylko te rzeczy, które wtedy wydawały się
                                                    najsłabsze. Wiara w swoją trzeźwość, bo czym jest trzeźwość u alkoholika,
                                                    i wiara w Opatrzność. Wiara w to, że życie jest po mojej stronie, choć
                                                    wtedy właśnie zapiła się na śmierć moja matka, a mój związek się rozpadł,
                                                    byłem bez pieniędzy i bez dochodów. Nie miałem nic, oprócz wiary, że
                                                    wszystko skończy się dobrze.
                                                    Rozpocząłem kolejny etap swojego życia i trwam w tym, co mi pozostało po
                                                    upadku, jestem trzeźwy, a życie jest po mojej stronie. Nie pisałbym tych
                                                    słów gdyby było inaczej. ============================================================
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jeśli uważasz, że te słowa coś wnoszą w Twoje życie, a znasz kogoś komu
                                                    też tego życzysz, wyślij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 12.05.20, 08:15
                                                    Co to znaczy "pracować" nad Krokiem?.

                                                    Nieprzypadkowo zrozumienie i stosowanie Dwunastu Kroków w życiu określa
                                                    się mianem "pracy". Bill Wilson napisał: "Cały program Dwunastu Kroków
                                                    wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad..."
                                                    (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.42) W samej możliwości
                                                    zdrowienia można upatrywać daru czy przejawu łaski, jednakże radość
                                                    zdrowienia jest efektem rzetelnej pracy nad Krokami.
                                                    Praca nad którymś z Kroków (inaczej: "przerabianie" go) składa się z
                                                    dwóch etapów. Pierwszy można by nazwać "zrozumieniem Kroku". Zapoznajemy
                                                    sie wówczas z treścią danego Kroku i zgłębiamy jego sens. Odbywa się to
                                                    pod czujną opieką i przewodnictwem sponsora i polega na zdobywaniu wiedzy
                                                    o danym Kroku za pomocą rozmów z innymi członkami Wspólnoty oraz czytania
                                                    wskazanych nam przez sponsora "lektur". Ten etap pracy powinien pomóc
                                                    podopiecznemu osobiście odnieść się do danego Kroku i zobaczyć, jaki
                                                    związek ma on z jego własnym życiem. Nie wystarczy ogarnięcie tego
                                                    materiału umysłem - trzeba, by podopieczny "przefiltrował" go przez swoje
                                                    emocje.

                                                    Pierwsza faza pracy nad Krokiem polega na zrozumieniu jego treści i sensu.

                                                    Drugi etap pracy można by nazwać "wprowadzeniem Kroku w życie". Świadomie
                                                    zdobywamy się wówczas na wysiłek, ażeby zmienić swoje zachowanie zgodnie z
                                                    wytycznymi, jakie zawiera dany Krok. Innymi słowy, zalecenia danego Kroku
                                                    staramy się co dzień stosować w naszym życiu. Wiąże się to z
                                                    systematycznym wysiłkiem i mądrze pojętą dyscypliną, z codzienną modlitwą
                                                    i medytacją, a także chodzeniem na mityngi i słuchaniem, jak inni radzą
                                                    sobie ze stosowaniem Kroków w życiu. Warto też zapytać siebie: "jak
                                                    zalecenia tego Kroku przekładają się na konkretne problemy i sytuacje z
                                                    mojego życia?" Albo: "co mam zmienić w swoim zachowaniu, aby żyć zgodnie z
                                                    zawartymi w tym kroku wytycznymi?" Niełatwo zmienić ustalone nawyki,
                                                    utarte schematy myślenia, wyobrażenia o sobie i świecie. Jednakże taką
                                                    właśnie przemianę ma na celu drugi etap pracy nad Krokiem.

                                                    Druga faza pracy nad Krokiem polega na stosowaniu w życiu zawartych w tym
                                                    Kroku wytycznych.

                                                    Praca nad programem Dwunastu Kroków doprowadza nas do przebudzenia
                                                    duchowego. W Kroku Dwunastym napisano wyraźnie: "Przebudzeni duchowo w
                                                    rezultacie tych Kroków..." Przebudzenie duchowe uwalnia nas od przymusu i
                                                    obsesji i umożliwia nam powrót do zdrowia. Aby mogło się ono dokonać, nad
                                                    Dwunastoma Krokami trzeba pracować systematycznie, Krok po Kroku, we
                                                    właściwej kolejności (zaczynając od Kroku Pierwszego). Kroki stanowią
                                                    spójną, logiczną całość - każdy następny wynika i czerpie z poprzedniego.
                                                    Praktycznie rzecz biorąc, pracując nad którymś Krokiem, utrwalamy zarazem
                                                    wszystkie poprzednie. Dlatego też pominięcie niektórych Kroków czy
                                                    chaotyczne podejście do nich uniemożliwia skuteczną pracę nad programem.

                                                    Program Dwunastu Kroków ta spójna całość, toteż należy pracować nad nimi
                                                    po kolei.

                                                    Ponieważ porządek Kroków nie jest przypadkowy, doświadczenie i mądrość
                                                    Wspólnoty każą przypuszczać, że jeśli podopieczny nie radzi sobie z
                                                    którymś Krokiem, to prawdopodobnie nie dość dokładnie "przerobił" Krok
                                                    poprzedni. Niejednemu podopiecznemu, który utknął w "martwym punkcie",
                                                    pomogła wyrwać się z zastoju sugestia sponsora, ażeby cofnął się do
                                                    poprzedniego Kroku i jeszcze raz gruntownie go przepracował.

                                                    Kłopoty w pracy nad którymś z Kroków zwykle wskazują na to, że nie dość
                                                    sumiennie "przerobiliśmy" Krok poprzedni.

                                                    Jak rozłożyć w czasie pracę nad Krokami.

                                                    Nowicjusz jest gotowy do pracy nad Krokiem Pierwszym, kiedy tylko zostaje
                                                    Waszym podopiecznym. Jak najszybciej do niej przystąpcie, udzielając
                                                    zarazem podopiecznemu ogólnych informacji na temat Dwunastu Kroków, które
                                                    przedstawiłem w tym rozdziale.
                                                    Natomiast nowy podopieczny, który nie jest nowicjuszem, powinien dokonać
                                                    wraz z Wami gruntownego przeglądu swojego programu zdrowienia, włączając w
                                                    to także Kroki, nad którymi już pracował. W efekcie takiego przeglądu
                                                    niektórzy podopieczni stwierdzają, że ich postępy w pracy nad programem są
                                                    mniejsze, niż myśleli. W takim wypadku wracają oni po prostu do pierwszego
                                                    "nie-przerobionego" Kroku.

                                                    Dokonaj z podopiecznym przeglądu jego dotychczasowej pracy nad Krokami,
                                                    aby upewnić się czy w istocie rzetelnie je wszystkie "przerobili".

                                                    Nie istnieją żadne zalecane "normy" co do czasu, jaki powinniśmy
                                                    poświęcić na pracę nad Krokami. Ponieważ i Wielka Księga AA i "Dwanaście
                                                    na Dwanaście" właściwie milczą na ten temat (ze sporadycznymi wyjątkami),
                                                    przedstawione tu spostrzeżenia są tylko wyrazem moich własnych opinii
                                                    (Hamiltona B. autora książki 12 Kroków ze sponsorem). Wynikają one z
                                                    analizy literatury dotyczącej Dwunastu Kroków, tradycji i praktyki
                                                    historycznej, a także rozmów z innymi członkami Wspólnoty i moich
                                                    osobistych doświadczeń z procesie zdrowienia.
                                                    W początkach AA, kiedy program zdrowienia składał się tylko z sześciu
                                                    Kroków, praca nad nimi przebiegała bardzo szybko; rozpoczynało ją tzw.
                                                    Poddanie się. Ów "rytuał kapitulacji" - w jego pierwotnej formie – został
                                                    potem zarzucony. Jego opis znajdujemy na kartach książki Dr. Bob and the
                                                    Good Oldtimers: A Biography, with Recollections of Early A.A. In the Midwest (str.101):

                                                    Poddanie się było więcej niż istotne; było absolutną koniecznością. Bob
                                                    E., który trafił do AA w lutym 1937 roku, wspomina, że po pięciu czy
                                                    sześciu dniach spędzonych w szpitalu, "jeśli dałeś do poznania, że sprawę
                                                    [niepicia] traktujesz poważnie, kazano ci uklęknąć przy łóżku i odmówić
                                                    modlitwę do Boga, w której przyznawałeś, że jesteś bezsilny wobec alkoholu
                                                    i że przestałeś kierować swoim życiem. Co więcej, musiałeś też oświadczyć,
                                                    że wierzysz w Siłę Wyższą, która przywróci ci zdrowie. Taki właśnie był
                                                    początek pracy nad Dwunastoma Krokami – powiedział. - Nazywaliśmy to
                                                    poddaniem się. Oni [Dr. Bob i inni pionierzy AA] domagali się tego. Nie
                                                    mogłeś pójść na mityng, dopóki nie spełniłeś tego wymogu. Jeśli jakimś
                                                    zrządzeniem losu nie zrobiłeś tego w szpitalu, musiałeś to uczynić w
                                                    sypialni na piętrze w domu Williamsa [podczas mityngu Grupy
                                                    Oxfordzkiej/mityngu AA]"
                                                    Po tej kapitulacji wiele Kroków – takich jak obrachunek, uznanie wad
                                                    charakteru i wynagrodzenie strat – podejmowano w czasie liczonym na dni.
                                                    (Dr. Bob and the Good Oldtimers: A Biography, with Recollections of Early
                                                    A.A. In the Midwest str.101)

                                                    W początkach AA praca nad Krokami przebiegała szybko.

                                                    Interpretacja Kroku Dziewiątego w Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach
                                                    (napisanych przez Billa Wilsona w roku 1952) dostarcza nam dodatkowych
                                                    informacji na temat rozłożenia w czasie pracy nad Krokami. Odnosząc sie do
                                                    aktów zadośćuczynienia, Bill pisze: "...słuszne będzie zachowanie większej
                                                    ostrożności [...] i odłożenie pierwszych rozmów na kilka tygodni lub
                                                    dłużej. Najpierw musimy poczuć, że wystarczająco pewnie stoimy na gruncie
                                                    AA" (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.84). Fragment ten wskazuje,
                                                    że pracę nad Krokiem Dziewiątym można było podjąć w ciągu kilku bądź
                                                    kilkunastu tygodni od momentu zaprzestania picia.
                                                    Z historii Wspólnoty wiemy, że Bill W., Dr. Bob i inni pionierzy AA za
                                                    słuszne uważali energiczne "aplikowanie" nowym członkom kolejnych dawek
                                                    programu. Praktyka i tradycja nakazują więc, aby podopieczni pracowali nad
                                                    Krokami bez ociągania się, a zarazem jak najrzetelniej. W końcu, Kroki są
                                                    kluczem do osiągnięcia i utrzymania trzeźwości, toteż takie podejście jest
                                                    w pełni uzasadnione. W latach osiemdziesiątych trzydziestodniowe programy
                                                    leczenia zamkniętego w prywatnych ośrodkach odwykowych – oparte na
                                                    Dwunastu Krokach – przewidywały "przerobienie" pierwszych pięciu Kroków w
                                                    ciągu pierwszego miesiąca zdrowienia.

                                                    Kroki są kluczem do trwałej i satysfakcjonującej trzeźwości, toteż pracę
                                                    nad nimi warto zacząć jak najszybciej, przy czym nie mniej niż o tempo
                                                    należy także zadbać o dokładność.

                                                    Oczywiście w zależności od osoby podopiecznego, na pracę nad
                                                    poszczególnymi Krokami trzeba będzie poświęcić więc
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 13.05.20, 08:50
                                                    Dzisiaj w temacie: Pycha

                                                    Pycha, o zgrozo, wynika z zależności od innych. Domaga się
                                                    więcej bezpieczeństwa, prestiżu i miłości niż jest to
                                                    potrzebne.

                                                    Kiedy człowiek owładnięty pychą osiąga sukces, chełpi się
                                                    jeszcze wspanialszymi marzeniami. Kiedy coś się nie
                                                    powiedzie, choćby tylko trochę, wini czynniki zewnętrzne,
                                                    szuka wrogów, buduje teorię spisku, tak, jakby inni ludzie
                                                    nie mieli lepszych rzeczy do roboty, niż koncentrowanie
                                                    swoich działań wokół niego.

                                                    Wielu z nas przyświecają jak najlepsze zamiary, jednak pycha
                                                    jest paraliżującą przeszkodą. To swego rodzaju
                                                    krótkowzroczność, brak perspektywicznego myślenia i zdrowego
                                                    dystansu do siebie. Człowiek ogarnięty pychą nie potrafi
                                                    zdać sobie sprawy z tego, że praca nad charakterem i
                                                    wartości wyższe muszą stać na pierwszym miejscu, a dobra
                                                    materialne wcale nie są celem życia. Przypomina upartego
                                                    szaleńca, choć zwykle on sam tak o sobie nie myśli.

                                                    Nasze kłopoty, w zasadzie pochodzą od nas samych. Powstają w
                                                    nas. A więc musimy przede wszystkim wyzbyć się egocentryzmu.
                                                    Musimy tego dokonać za wszelką cenę, gdyż inaczej
                                                    egocentryzm pokona nas.

                                                    Dopóki nie nauczymy się uczciwego wglądu w siebie i -
                                                    widząc, że mamy swój udział w naszych kłopotach - nie
                                                    będziemy potrafili odpowiednio reagować wewnętrznie i na
                                                    zewnątrz. Dopóki nie zdołamy odrzucić swoich wygórowanych
                                                    oczekiwań i zrozumiemy, że im większe one są, tym mniejszy
                                                    jest nasz spokój - dopóty nie doświadczymy pogody ducha i
                                                    nie zaznamy swobody i pewności w działaniu.
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 14.05.20, 11:00
                                                    Ten mail bedzie o asertywnosci.

                                                    Asertywnosc to zespol zachowan wyrazajacych uczucia, postawy, zyczenia,
                                                    opinie lub prawa czlowieka, w sposob bezposredni, stanowczy i uczciwy, a
                                                    jednoczesnie respektujacy uczucia, postawy, zyczenia, opinie i prawa
                                                    drugiego czlowieka

                                                    zachowanie asertywne moze obejmowac ekspresje takich uczuc jak gniew,
                                                    strach, zaangazowanie, nadzieja, radosc, rozpacz, oburzenie, zaklopotanie
                                                    ...i takie tam...

                                                    ale w kazdym z tych przypadkow uczucia te wyrazone sa w sposob, ktory nie
                                                    narusza praw drugiego czlowieka

                                                    zachowanie asertywne odroznia sie od zachowania agresywnego, ktore
                                                    wyrazajac uczucia, postawy, zyczenia, opinie lub prawa nie respektuje tych
                                                    samych elementow u innych osob

                                                    asertywnosc to umiejetnosc pelnego wyrazania siebie w kontaktach z inna
                                                    osoba (osobami) bez naruszania jej praw

                                                    Pewien, szczerze oddany drodze trzezwienia, przyjaciel opowiedzial kiedys
                                                    taka historie - byly to jego poczatki, idac do sklepu napotkal jednego ze
                                                    wspoluczestnikow terapii, ktory gwaltownym ruchem schowal pod kurtke piwo
                                                    i wyciagnal cwiarteczke, pytajac, napijemy sie?
                                                    Otoz, ow szczerze oddany drodze trzezwienia przyjaciej, byl akurat po
                                                    maratonie Trening Asertywnych Zachowan Alkoholika, znal wiec zachowania
                                                    asertywne bardzo dobrze i odpowiedzial, zachowujac pelny spokoj, krotko i
                                                    na temat - spierdalaj!

                                                    Moznaby sie rozwodzic nad technika, ale po co?

                                                    W rzeczywistosci asertywnosc jest bardzo stara i ujmuje ją powiedzenie -
                                                    "nie rob drugiemy, co tobie niemile" albo jeszcze pokretniej - "miluj
                                                    blizniego swego jak siebie samego", moim osobistym zdaniem, staroswiecka
                                                    nazwa asertywnosci to pokora, a pokora wedlug mnie, to czolo...
                                                    czolo, ktore nie jest ani za nisko, ani za wysoko, ale na swoim miejscu...


                                                    asertywnosc wyrazana jest prawem do:

                                                    - wyrazania wlasnych mysli i opinii, nawet jesli roznia sie one od
                                                    pogladow innych ludzi

                                                    - wyrazania wlasnych uczuc i brania za nie odpowiedzialnosci

                                                    - mowienia "tak" bez poczucia winy

                                                    - mowienia "nie" bez poczucia winy

                                                    - mowienia "nie wiem" bez koniecznosci usprawiedliwiania sie

                                                    - mowienia "nie rozumiem" bez koniecznosci usprawiedliwiania sie

                                                    - zmiany zdania bez koniecznosci usprawiedliwiania sie

                                                    - popelniania bledow i do ponoszenia za nie odpowiedzialnosci

                                                    - proszenia o to, czego chce

                                                    - szacunku u innych ludzi oraz ich szanowania

                                                    - wysluchania i powaznego potraktowania

                                                    - niezaleznosci

                                                    - odnoszenia sukcesow

                                                    - odmowienia sobie i innym asertywnego zachowania


                                                    prawa te wydaja sie oczywiste, jednak w praktyce bardzo czesto okazuje
                                                    sie, ze mamy z tym problemy, asertywnosc to, jak sadze, to postawa
                                                    wyuczona, tak jak i pokora, wymaga ujarzmienia instynktow, liczenia sie ze
                                                    soba i z drugim czlowiekiem, zrownowazenia ...i takich tam...

                                                    Wymaga trzezwosci

                                                    jaras+
                                                    PS.jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos
                                                    komutez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 15.05.20, 10:00
                                                    Dzis cos z symptomu DDA i DDD

                                                    osobiscie jestem coraz bardziej tym zainteresowany, odkad odkrylem, ze nie
                                                    rusze do przodu z kula u nogi, staram sie je po kolei odczepiac, bo
                                                    okazalo sie, ze przez lata "naczepialo sie mie" tego diabelstwa
                                                    wszelkiego...

                                                    Pierwszy krok to przerwanie milczenia wewnatrz samego siebie. Sam fakt, ze
                                                    tu jestes i czytasz ten tekst, oznacza, ze w Tobie milczenie zostalo
                                                    przerwane. To cwiczenie pomoze Ci poglebic ten proces, uczac lepszego
                                                    uswiadamiania sobie swoich mysli, uczuc, intuicji, osadow i reakcji
                                                    fizycznych towarzyszacych poczatkom tej podrozy.

                                                    Zachecamy, zebys odpowiedzial na pytania tak, jakbys pisal pamietnik, a
                                                    nie tak, jakbys wypelnial test. Kiedy prowadzi sie pamietnik, styl i
                                                    gramatyka nie maja wiekszego znaczenia. Staraj sie nie redagowac swoich
                                                    mysli i uczuc ze strachu, ze ktos moglby to przeczytac. Jestes jedyna
                                                    osoba wladna zadecydowac o tym, kto bedzie mial dostep do tych informacji.
                                                    Wypelniajac test wiekszosc ludzi stara sie pisac zwiezle, trzymac sie
                                                    scisle tematu, operowac krotkimi zdaniami, nie zostawiajac miejsca na
                                                    otwarte wyrazanie siebie i naturalny strumien swiadomosci. Pozwol sobie
                                                    pisac swobodnie, niech slowa plyna niepowstrzymanie.

                                                    Upewnij sie, ze masz dosc czasu, by otwarcie i cierpliwie odpowiedziec na
                                                    pytania. Pozwol tez, by Twoje odpowiedzi mogly pojawiac sie w formie
                                                    obrazow z przeszlosci wraz z uczuciami towarzyszacymi tym obrazom. Jezeli
                                                    zauwazysz, ze spieszysz sie w ktorejs czesci testu lub cwiczen,
                                                    ograniczajac swoje odpowiedzi do rownowaznikow zdan lub odpowiadajac sobie
                                                    w mysli, ze "nie ma potrzeby ich zapisywac", byc moze oszukujesz sam
                                                    siebie. Poswiec na to tyle czasu, ile potrzebujesz.

                                                    Niektorzy zastanawiaja sie nad tymi pytaniami i odpowiadaja na nie po
                                                    kawalku przez kilka tygodni. Swobodnie mozesz wracac do kazdego rozdzialu
                                                    czy cwiczenia, tak czesto jak zechcesz i przeznaczyc na to tyle czasu, ile
                                                    potrzebujesz. To Cie uwolni od poczucia, ze masz "zaliczyc je za pierwszym
                                                    podejsciem".

                                                    Wykorzystaj zeszyt, zeby pisemnie, odpowiedziec na nastepujace pytania:

                                                    1. Teraz, kiedy juz znalazles czas na wykonywanie cwiczen, zastanow sie,
                                                    jakie emocje ci towarzysza, kiedy zaczynasz pisac, a jakie doznania fizyczne
                                                    (czy sciska Cie w dolku? czy Twoje serce bije mocniej? czy poca Ci sie
                                                    dlonie?)

                                                    2. Siegnij pamiecia do czasow, kiedy byles dzieckiem. Jakie wspomnienia
                                                    przychodza Ci na mysl o czasach, kiedy Twoja matka lub ojciec, rodzenstwo
                                                    czy krewni, wprost lub posrednio ostrzegali Cie, aby nie mowic o
                                                    alkoholizmie Twojej rodziny?

                                                    3. O jakim wydarzeniu, ktore jeszcze pamietasz, chciales komus opowiedziec,
                                                    ale nie zrobiles tego?
                                                    4. Co zdarzylo sie, kiedy probowales z kims porozmawiac?

                                                    5. Siegnij pamiecia do cazsow, kiedy byles malym dzieckiem. Jakie byly
                                                    Twoje ukryte modlitwy czy marzenia o tym, by ktos dowiedzial sie o
                                                    problemach Twojej rodziny i uratowal Cie?

                                                    6. Czy marzyles o posiadaniu tajemniczej, wyjatkowej mocy? Opisz, na czym
                                                    ona miala polegac?

                                                    7. Jakie szczegolnie marzenie trzymalo Cie przy zyciu?

                                                    8. Teraz, kiedy jako dorosla osoba poswieciles nieco uwagi procesowi
                                                    przerywania milczenia, zastanow sie, czego oczekiwales dla siebie samego i
                                                    dla Twojego zdrowienia?

                                                    9. Jakie masz wyobrazenia co do wplywu tej pracy na zycie Twoje i rodziny?
                                                    Badz szczery. Kazdy z nas ma jakies wyobrazenia, nadzieje i marzenia.

                                                    10. Jaki jest najwazniejszy wynik Twoich wysilkow, ktory masz nadzieje
                                                    uzyskac, jesli nic szczegolnego sie nie wydarzy?

                                                    DWANASCIE KROKOW DOROSLYCH DZIECI ALKOHOLIKOW I POCHODZACYCH Z RODZIN DYSFUNKCYJNYCH

                                                    KROK DRUGI - Uwierzylismy ze sila wieksza od nas samych moze przywrocic
                                                    nam zdrowie.

                                                    Dzieki nadziei, wszystko w naszym zyciu jest mozliwe. - Any E. Dean

                                                    Krok drugi nazwano "krokiem nadziei"; po uznaniu bezsilnosci zwracamy sie
                                                    do sily Wiekszej od nas samych, ktora moze nam dac nadzieje. Moze zrobic
                                                    dla nas to, czego nie jestesmy w stanie zrobic sami dla siebie. Pozwala
                                                    uwierzyc ze pozytywna zmiana jest mozliwa jesli tylko zaczniemy przygladac
                                                    sie sobie, naszemu zyciu i swiatu zewnetrznemu w sposob roznicujacy te
                                                    dwie sprawy.

                                                    Zasadnicza trudnosc w pracy nad drugim krokiem stanowi przywiazanie do
                                                    starych sposobow dzialania. Nasze reakcje, zachowania, postawy wyniesione
                                                    z dziecinstwa sa tak silne ze jakkolwiek widzimy ich nieefektywnosc i
                                                    szkodliwosc w naszym doroslym zyciu, boimy sie z nich zrezygnowac. W
                                                    dziecinstwie kazda zmiana grozila niebezpieczenstwem. Trudno wiec nam
                                                    teraz zdecydowac sie na prace w kierunku zmiany i trudno uwierzyc, ze
                                                    dzieki rozwojowi osobistemu mozemy uzyskac prawdziwy spokoj wewnetrzny i
                                                    pogode ducha.
                                                    Inna przeszkoda w rozwazaniu nad krokiem drugim moze byc nasz brak wiary w
                                                    istnienie jakiejkolwiek sily wyzszej; wielu z nas nie wyznaje zadnej
                                                    religii. Dzieki pracy nad krokami mozemy otworzyc nasz umysl i stopniowo
                                                    zaczac tworzyc koncepcje wlasnej sily wyzszej. Niektorzy z nas inaczej
                                                    spojrza na wlasna religie, ktora wyznaja, inni odkryja nowy, duchowy sens
                                                    w naturze i wszechswiecie. Jakakolwiek koncepcje sily wiekszej od nas
                                                    samych stworzymy, bedzie ona punktem wyjscia do pracy nad dwunastoma
                                                    krokami i do nowego zycia. Bedzie prowadzic nas i pomagac nam jesli jej na
                                                    to pozwolimy.

                                                    Niektorym z nas jest bardzo trudno uwierzyc w czyjakolwiek opieke,
                                                    szczegolnie zas w opieke Boga. W dziecinstwie czesto modlilismy sie o
                                                    spokoj w domu, o milosc rodzicow, o szczesliwa rodzine, i nasze modlitwy
                                                    nie zostaly wysluchane. Moglo to nas doprowadzic do przekonania, ze Bog
                                                    nie istnieje albo ze wcale sie o nas nie troszczy. Mozemy wiec zastapic
                                                    slowo „Bog”, ktore kojarzy nam sie z religia w jakiej zostalismy
                                                    wychowani, innymi slowami np. "Uniwersum", "Kosmiczna Inteligencja
                                                    Wszechswiata", "Stwarzajaca Energia" czy tez "Sila Wyzsza". Mozliwe jest
                                                    tyle definicji Sily Wyzszej od nas samych, ilu jest ludzi na swiecie.
                                                    Najwazniejsze jest, zeby aby przestac odruchowo i uparcie zaprzeczac
                                                    istnieniu "kogos" czy "czegos" kto nami sie opiekuje. Warto otworzyc sie
                                                    na mozliwosc takiego istnienia. Niektorzy za sile wyzsza beda uwazac
                                                    wlasna grupe DDA – inni sam program dwunastu krokow. Sila wieksza od nas
                                                    samych moze byc duchowym przewodnikiem, jak matka, ojciec, przyjaciel czy
                                                    tez nauczyciel. Moze dac nam to, czego nasi wlasni rodzice dac nam nie
                                                    mogli. Jakkolwiek Ja pojmiemy, odczuwamy Ja jako pozytywna, kochajaca,
                                                    rozumiejaca i wybaczajaca sile ktora nie sadzi i nie karze. Nie bedzie
                                                    kontrolowac czy potepiac. Jest po to, aby pomagac nam, jesli tylko
                                                    pozwolimy sobie zaakceptowac te pomoc. Skutecznosc programu dwunastu
                                                    krokow, ktory pomogl juz milionom ludzi na swiecie, swiadczy o tym ze
                                                    wiara w opieke sily wyzszej od nas samych ma sens.

                                                    Pewien chlopiec, nazwijmy go "Janek", syn alkoholika, byl wychowywany w
                                                    rodzinie katolickiej; Janek jako dziecko byl ministrantem i chcial zostac
                                                    ksiedzem. Pojecia "Bog" i "Kosciol" stanowily dla niego jednosc. Janek
                                                    odrzucil wiare w Boga i przestal chodzic do kosciola od czasu, gdy jego
                                                    matka nie otrzymala pomocy od ksiedza w sprawie ojca alkoholika. Kaplan
                                                    odeslal ja ze slowami, ze alkoholizm meza to wlasnie jej krzyz. Gdy Janek
                                                    byl juz dorosly, przypadkowo wszedl do jakiegos kosciola gdzie spotkal
                                                    nieznanego mu ksiedza ktory byl ubrany po swiecku, nawiazala sie miedzy
                                                    nimi serdeczna rozmowa. Janek opowiedzial o swoim dziecinstwie i o tym
                                                    dlaczego przestal chodzic do kosciola. Ksiadz, ktory byl kiedys zolnierzem
                                                    w Wietnamie, okazal mu wiele zrozumienia, mowil o roznych religiach, o tym
                                                    ze Boga mozna znalezc wszedzie, nie tylko w kosciele. Powiedzial "Jesli
                                                    chcialbys spotkac sie z Bogiem powinienes zajrzec do wlasnego serca". Po
                                                    tym spotkaniu Janek zmienil swoj stosunek do ksiezy, religii, i Boga. Gdy
                                                    zaczal pracowac nad dwunastoma krokami stwierdzil, ze to jego sila wyzsza
                                                    spowodowala ze wszedl wtedy do tamtego kosciola.
                                                    Wiele pozytywnych, niby przypadkowych wydarzen w naszym zyciu mozemy uznac
                                                    jako przejaw dzialania sily wyzszej od nas samych.

                                                    Kolejna trudnosc w pracy nad krokiem drugim stanowi koniecznosc pog
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 16.05.20, 08:55
                                                    KOMUNIKACJA

                                                    Osadzanie - krytykowanie, obrazanie, orzekanie, chwalenie polaczone z
                                                    ocena, polega na narzucaniu wlasnych wartosci innym osobom i formulowaniu
                                                    rozwiazan cudzych problemow, kiedy osadzamy, nie sluchamy tego, co mowia
                                                    inni, poniewaz zajeci jestesmy ocena ich wygladu, tonu glosu i slow,
                                                    ktorych uzywaja

                                                    jak sie zachowuje ktos, kto osadza?

                                                    - krytykuje - "czy ty naprawde nic nie rozumiesz?"

                                                    - obraza - "to dlatego, ze z ciebie taki leniuch..."

                                                    - orzeka - "ciebie wogole ten temat nie interesuje..."

                                                    - chwali po to by oceniac lub manipulowac - "trzeba sie troche bardziej
                                                    starac, a na pewno wyjdzie ci to znacznie lepiej"

                                                    Decydowanie za innych - rozkazywanie, grozenie, moralizowanie,
                                                    nadmierne/niewlasciwe wypytywanie, moze utrudniac porozumiewanie sie nawet
                                                    wtedy, gdy podyktowane jest troska i checia pomocy, decydujac za innych
                                                    uzalezniamy ich od siebie i pozbawiamy mozliwosci samodzielnego
                                                    podejmowania decyzji, dajemy im takze do zrozumienia, ze ich odczucia,
                                                    wartosci i problemy sa niewazne

                                                    jak zachowuje sie ktos, kto decyduje za innych?

                                                    - rozkazuje - "bedziesz sie uczyc 2 godziny kazdego wieczora!"

                                                    - grozi - "jesli tego nie zrobisz..."

                                                    - moralizuje - "powinienes to zrobic..."

                                                    - zadaje liczne/niewlasciwe pytania - "gdzie byles? co robiles? kto byl z
                                                    toba?" - pytania tego typu zdecydowanie nie ulatwiaja komunikacji

                                                    Uciekanie od cudzych problemow - doradzanie, zmienianie tematu, logiczne
                                                    argumentowanie, pocieszanie, polega na tym, ze nie jestesmy sklonni
                                                    zajmowac sie nimi, nie bierzemy pod uwage uczuc ani zmartwien innych
                                                    ludzi, nie chcemy zajmowac sie ich lekami, obawami i troskami

                                                    jak zachowuje sie ktos kto ucieka od cudzych problemow?

                                                    - doradza - "najlepiej byloby, gdybys..."

                                                    - zmienia temat - "jaka dyscyplina sportu chcesz uprawiac?"

                                                    - logicznie argumentuje - "mozesz poprawic swoje wyniki tylko przez
                                                    bardziej wytezona nauke", najwazniejsze sa fakty, o uczuciach sie nie mowi

                                                    - pociesza - "wszystko bedzie dobrze...", w ten sposob poprawia nastroj
                                                    swego rozmowcy, ale nie zajmuje sie trapiacym go problemem

                                                    Do bezpiecznych tematow rozmow z ludzmi, ktorych spotykasz po raz pierwszy
                                                    lub ktorych nie znasz zbyt dobrze, naleza: pogoda, aktualne wiadomosci,
                                                    moda, sport

                                                    Komunikacja jest nieefektywna, gdy:

                                                    - jestes tak bardzo przejety tym, co chcesz powiedziec, ze nie zwracasz
                                                    uwagi na to, co mowia inni

                                                    - czekasz tylko na to, by wejsc w slowo mowiacemu i przedstawic swoj
                                                    punkt widzenia

                                                    - sluchasz wybiorczo, slyszysz tylko to, co chcesz uslyszec

                                                    - przerywasz mowiacemu i konczysz za niego wypowiedz, znieksztalcajac ja
                                                    dla wlasnych celow


                                                    Trzy podstawowe umiejetnosci przydatne w rozmowie:

                                                    - rozpoczynaj od pytan otwartych, zaczynajac od slow kto, co, kiedy, jak
                                                    dlaczego

                                                    - przysluchuj sie nie tylko odpowiedziom na pytania, ale takze wszelkim
                                                    innym informacjom, ktore dostarczaja wiedzy o mowiacym

                                                    - w rozmowie, niezaleznie od tematu, ujawniaj takze pewne informacje o
                                                    sobie

                                                    jaras+
                                                    P.S.jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos
                                                    komu tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 17.05.20, 09:30
                                                    Dziś coś dla najeżonych jeżykow ;-)

                                                    ZASADY KONTROLOWANIA WLASNEJ ZLOSCI

                                                    Daj sobie czas, zeby ochlonac i tym samym uniknac stosowania przemocy,
                                                    uswiadom sobie, ze zaraz stracisz panowanie nad soba, ataki wscieklosci
                                                    mozna przewidziec, poprzedzona sa one sygnalami

                                                    - sygnaly z ciala - nagle pocenie sie, ucisk w zoladku, gwaltowny naplyw
                                                    adrenaliny,

                                                    - mysli - Dosc! Nie zniose tego dluzej! Nikt nie ma prawa tak sie do mnie
                                                    odzywac! Nienawidze, nienawidze!

                                                    - dzialanie - nerwowe chodzenie po pokoju, zaciskanie piesci, podniecony glos

                                                    - jesli zauwazysz te sygnaly i nie zdolasz natychmiast ich powstrzymac,
                                                    to bezwzglednie potrzebujesz czasu, aby ochlonac.

                                                    wyjdz na chwile, idz w spokojne miejsce, gdzie mozesz powrocic do
                                                    rownowagi, poszukaj zajecia, ktore pomoze ci sie uspokoic, pozwol sobie na
                                                    relaks i odprezenie, po chwili byc moze wrocisz do rownowagi - zadaj sobie
                                                    pytanie - czy jestem w stanie wrocic i spokojnie porozmawiac?

                                                    po powrocie skieruj rozmowe na pierwotny problem, nie pozwol sobie stracic
                                                    zimnej krwi

                                                    mozesz zrobic wiecej, zeby uniknac zlosci - to dopiero pierwsza linia
                                                    obrony - zrob liste swoich mysli, slow i czynow, ktore najczesciej
                                                    obserwujesz przed swoimi atakami zlosci, nie wystarczy sie tylko oddalic
                                                    od kogos na kogo czujesz wscieklosc - zeby sie uspokoic, musisz podjac
                                                    pewne kroki zanim utracisz kontrole nad swoja zloscia:

                                                    - rozchmurz czolo i odprez sie, spogladaj lagodniej, oddychaj gleboko,
                                                    mow normalnym glosem, napinaj kilka miesni, a potem je rozluzniaj

                                                    - przestan starac sie kontrolowac innych, zlosc to nie tylko napady
                                                    szalu, nie jestes w stanie kontrolowac calego swiata

                                                    - zaakceptuj odmiennosc, kazdy mysli i dziala inaczej, mow to, co masz do
                                                    powiedzenia, raz i tylko raz, potem wycofaj sie i uspokoj, ludzie o wiele
                                                    chetniej sluchaja, kiedy sie ich do tego nie zmusza

                                                    - pros nie zadaj, nie masz zadnych praw w stosunku do czasu, pieniedzy,
                                                    cial i dusz innych ludzi, zanim to zrozumiesz, moze byc ci ciezko...

                                                    - nagradzaj zamiast straszyc

                                                    - mow spokojnie, nie przeklinaj

                                                    - bierz odpowiedzialnosc za wszystko, co mowisz i robisz, zapomnij o
                                                    istnieniu "doprowadzasz mnie do wscieklosci" jest nic nie warte, o wiele
                                                    uczciwiej jest mowic "doprowadzam sie do wscieklosci", jestes w stanie
                                                    uniezaleznic sie od wscieklosci i zrobisz to, ale tylko wtedy gdy
                                                    przyjmiesz calkowita odpowiedzialnosc za swoje slowa i czyny

                                                    - traktuj innych z szacunkiem, zaczynaj kazdy dzien obietnica
                                                    poszanowania innych, rozmawiaj spokojnie, uwaznie sluchaj tego, co mowia
                                                    inni, wyszukuj u innych cechy godne pochwaly, glosno wychwalaj dobro w
                                                    innych ludziach, mow im, ze sa potrzebni i godni milosci, mow im, ze sa
                                                    cenni i wazni, nie podnos glosu, nawet jesli masz odmienne zdanie, unikaj
                                                    mozliwosci atakowania, krytykowania, odrazania, pozwol innym wziac
                                                    odpowiedzialnosc za ich zycie, w czasie kiedy ty bierzesz odpowiedzialnosc
                                                    za swoje

                                                    - badz osoba bezposrednia, konkretna i uprzejma

                                                    - stosuj wypowiedzi typu "ja", wypowiedz typu "ja" sklada sie z trzech
                                                    czesci - z omowienia konkretnego problemu, ktory cie trapi, z twoich
                                                    odczuc na ten temat i z twoich konkretnych oczekiwan w zwiazku z dana
                                                    sprawa, wypowiedz typu "ja" to tylko trzy zdania, bez przeklenstw, bez
                                                    atakow, bez przewracania oczami, bez podwyzszonego cisnienia, to same fakty

                                                    pamietaj, ze nie masz byc doskonala osoba, nigdy tego nie osiagniesz, ale
                                                    nalezy doskonalic sie w kazdym obszarze wlasnego zycia, przeciez warto
                                                    stawac sie lepszym czlowiekiem od siebie...

                                                    jaras+

                                                    P.S.jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos
                                                    komutez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 18.05.20, 07:30
                                                    Kroki dla poczatkujacych wg Wielkiej Ksiegi

                                                    Jak wyzdrowiec z alkoholizmu robiac 12 krokow w sposob opisany w Wielkiej Ksiedze

                                                    Pomysl narodzil sie po raz pierwszy w 1940 roku w Cleveland w Stanie Ohio
                                                    w Stanach Zjednoczonych. Clarence S. i paru innych alkoholikow aktywnie
                                                    wychodzilo na ulice w poszukiwaniu pijakow i przyprowadzalo ich z barow i
                                                    rogow ulicznych.

                                                    Zima 1941 grupa AA "Crawford " zorganizowala osobny mityng, aby pomagac
                                                    nowicjuszom przy przerabianiu 12 krokow. W tym czasie AA liczylo juz okolo
                                                    1000 czlonkow i stalo sie prawie niemozliwe wprowadzanie kazdego z nich z
                                                    osobna w ten Program. Aby uzyskac efekty w jak najkrotszym czasie
                                                    warsztaty te zostaly podzielone na cztery jednogodzinne sesje. Dla
                                                    zainteresowanych istnieje broszurka w jezyku angielskim opisujaca historie
                                                    powstania tych warsztatow pt. "AA's Forgotten Beginning, the AA beginner's
                                                    classes".

                                                    Niniejsze warsztaty maja na celu przeprowadzenie przez Kroki i
                                                    umozliwienie nowicjuszom "przebudzenia duchowego". Wielka Ksiega bedzie
                                                    naszym podrecznikiem. Mamy zamiar przekazac sposob zdrowienia, poslanie
                                                    AA, dokladnie tak, jak to robili pierwsi czlonkowie AA. Nie jest to, i nie
                                                    powinna byc, w zadnym wypadku moja/nasza prywatna interpretacja Programu.

                                                    Wytyczne, ktore pomoga nam wspolnie przejsc przez te warsztaty:

                                                    Najlepsze wyniki osiagniemy pracujac z wlasnym sponsorem

                                                    Kazdy powinien miec swoja wlasna Wielka Ksiege

                                                    Odnosniki do stron i akapitow dotycza polskiego wydania kieszonkowego z
                                                    roku 2001 (granatowa twarda okladka).

                                                    Jestesmy tutaj, aby podjac konkretne dzialanie, o ktorych pisze Wielka
                                                    Ksiega a nie, aby ja tylko studiowac.

                                                    Sponsor powinien dzwonic i rozmawiac z nowicjuszem czesto, aby sprawdzic
                                                    jak sobie radzi i aby zaoferowac swoja pomoc i zachete podczas pracy.

                                                    Jesli zrobisz kroki dokladnie jak jest to opisane w Wielkiej Ksiedze
                                                    wyzdrowiejesz z alkoholizmu!

                                                    Krok Siodmy:

                                                    "Zwrocilismy sie do Niego w pokorze, aby usunal nasze braki"

                                                    To nic innego jak tylko prosta modlitwa.

                                                    (Anonimowi Alkoholicy str. 65, ostatni akapit w polowie)

                                                    Mozna ten Krok powtorzyc wielokrotnie. Krok Siodmy nie stwierdza, ze Bog
                                                    usunie nasze braki tylko, ze my go o to poprosilismy! Nie probujmy rowniez
                                                    zastanawiac sie jak On to zrobi, to juz Jego sprawa zawodowa. Po raz
                                                    kolejny pokora staje sie kluczem do rozwiazania.

                                                    Uwaga: oryginalnie Krok Siodmy brzmial:

                                                    "Zwrocilismy sie do niego w pokorze, na kolanach, aby usunal nasze braki"

                                                    od siebie dodam, cytujac madrych, ze wszystko powinno sie robic tak
                                                    prosto, jak tylko to jest mozliwe - ale nie prosciej

                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail

                                                    Wspolczesny, gwaltownie zmieniajacy sie swiat powoduje, ze przed
                                                    psychologia pojawiaja sie wciaz nowe pytania, watpliwosci, problemy -
                                                    natury zarowno teoretycznej, jak i badawczej. Globalna kultura,
                                                    przemienione spoleczenstwa czy "nuklearna" rodzina stwarzaja bowiem dla
                                                    podmiotu inne tlo rozwoju niz to sprzed lat.
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 19.05.20, 08:35
                                                    Dzisiaj o procesie zdrowienia z symptomu DDA i DDD

                                                    DWANASCIE KROKOW DOROSLYCH DZIECI ALKOHOLIKOW I POCHODZACYCH Z RODZIN
                                                    DYSFUNKCYJNYCH

                                                    KROK PIERWSZY

                                                    Uznalismy ze jestesmy bezsilni wobec skutkow alkoholizmu najblizszych nam
                                                    osob, oraz ze nie jestesmy w stanie kierowac calym naszym zyciem .

                                                    Doroslym dzieciom alkoholikow jest szczegolnie trudno doswiadczyc wlasnej
                                                    bezsilnosci. Przez cale zycie probowalismy wszystko kontrolowac, i uznanie
                                                    bezsilnosci wydaje sie nam czyms przerazajacym. Taka nadmierna tendencja
                                                    do kontrolowania ludzi i wydarzen jest konsekwencja wychowywania sie w
                                                    rodzinie alkoholowej. W naszym dziecinstwie bylo duzo chaosu i
                                                    nieprzewidywalnych zdarzen. Aby poczuc sie bezpiecznie rozwinelismy w
                                                    sobie silna potrzebe wplywania na wszystko i wszystkich. Uznalismy, ze
                                                    mozliwosc takiego kierowania ludzmi i wydarzeniami zalezy tylko od tego
                                                    czy bedziemy sie dostatecznie starac.

                                                    Gdy stalismy sie dorosli, nasza potrzeba kontrolowania wcale nie zmalala.
                                                    Wkladalismy nadal mnostwo wysilku w tworzenie naszego bezpiecznego,
                                                    uporzadkowanego zycia. Wielu z nas, wrecz obsesyjnie dazylo do zdobyczy
                                                    materialnych czy sukcesow zawodowych, i bylo w stanie poswiecic dla tych
                                                    celow inne wlasne potrzeby. W dazeniach tych, czesto upieralismy sie przy
                                                    pewnych postawach i zachowaniach, ktore wcale nie przynosily nam
                                                    oczekiwanych skutkow. Nasze samopoczucie pogarszalo sie, jednakze nie
                                                    zmienialismy niczego. Obecnie, wiekszosc z nas przezywa kryzys, bo trudno
                                                    wytrwac w zludzeniu ze posiada sie moc kontrolowania wszystkiego. Takie
                                                    oszukiwanie samego siebie, moze prowadzic do glebokiej depresji oraz
                                                    zaburzen somatycznych.

                                                    W pracy nad pierwszym krokiem staramy sie odrzucic przekonanie o naszej
                                                    mocy kontrolowania wszystkiego i zaakceptowac fakt ze nigdy nie bedziemy
                                                    jej mieli.

                                                    Pewna kobieta, nazwijmy ja Laura, byla z wizyta u rodziny meza; juz w
                                                    czasie jazdy samochodem odebrala mezowi kierownice „bo nie mogla bym
                                                    spokojnie usiedziec gdyby prowadzil moj maz”. Oczywiscie, byla przez to
                                                    bardzo zmeczona gdy dotarli na miejsce, pomimo to wstala wczesnie rano i
                                                    zaczela sprawdzac co robi szwagierka. Probowala pouczac ja jak powinna
                                                    gotowac, urzadzac mieszkanie, sprzatac, oszczedzac pieniadze..

                                                    Pewnego razu wszyscy razem postanowili isc do zoo, Laura choc nie miala na
                                                    to ochoty takze postanowila tam pojsc. Panowal upal i zwiedzanie zoo bylo
                                                    meczace, jednak Laura nie chciala nic jesc ani pic „w takim miejscu”. W
                                                    koncu ciaglym narzekaniem zmusila wszystkich do powrotu do domu. Kiedy
                                                    dotarli do domu okazalo sie ze nie mozna otworzyc drzwi do mieszkania; w
                                                    drzwiach byly zamontowane dwa zamki, jednego z nich gospodarze nigdy nie
                                                    uzywali. Jednak Laura uwazala ze bezpieczniej bedzie zamknac obydwa. Gdy
                                                    gospodarze wysli pierwsi, Laura zamknela dokladnie wszystkie okna i
                                                    rowniez ten nieuzywany, automatyczny zamek w drzwiach. Po powrocie z zoo
                                                    okazalo sie, ze nikt nie ma klucza do tego zamka, a okien takze nie mozna
                                                    otworzyc. Trzeba bylo wezwac slusarza.

                                                    Wszyscy zmeczeni i glodni, musieli przez godzine stac pod drzwiami. I
                                                    wtedy nagle Laura uswiadomila sobie ze chciala wszystko kontrolowac. „Nie
                                                    moglam pozwolic zachowac sie im po swojemu w ich wlasnym domu, nie moglam
                                                    odpoczac i zrelaksowac sie, wszystko wydawalo mi sie niewlasciwe poniewaz
                                                    bylo zrobione w inny sposob niz ja chcialam. Zmarnowalam wlasny odpoczynek
                                                    i zepsulam go innym. Zrozumialam ze bylo cos niewlasciwego w sposobie w
                                                    jaki sie zachowywalam i ze potrzebuje pomocy.”

                                                    Musimy, tak jak Laura, uswiadomic sobie ze nasze proby manipulacji i
                                                    kontrolowania innych w koncu sie nie powioda, bo zycie wymyka sie spod
                                                    kontroli. Dotychczas usilowalismy nie dopuscic tej mysli do swiadomosci,
                                                    poniewaz obudzilo by to w nas stale drzemiace w naszym wnetrzu poczucie
                                                    nizszej wartosci. Staralismy sie maskowac je poprzez wywyzszanie sie nad
                                                    innych lub branie za nich odpowiedzialnosci. Nasza potrzeba kontrolowania
                                                    przejawia sie tez w inny sposob; dotyczy bowiem nas samych, naszych
                                                    zachowan i naszych emocji. Nie chcemy przyznac sie sami przed soba do
                                                    przezywania bolesnych uczuc, ktore biora sie z naszego dziecinstwa;
                                                    zaprzeczamy im i tracimy zdolnosc do odczuwania i okazywania uczuc.
                                                    Uniemozliwia nam to prawdziwa bliskosc z innymi ludzmi i wpedza nas w
                                                    stany depresyjne. Stajemy sie niezdolni do odczuwania satysfakcji z pracy,
                                                    bycia z rodzina, czy tez jakichkolwiek przyjemnosci. W naszym ciale moga
                                                    sie nawet pojawiac dolegliwosci somatyczne typu: bol glowy, zebow, oraz
                                                    silne ataki lekowe. Jest to nasze- doroslych dzieci alkoholikow- dno.

                                                    Istota pracy nad krokiem pierwszym jest zaakceptowanie niemoznosci
                                                    kontrolowania wszystkiego i pozwolenie sobie na swobodna realizacje
                                                    wlasnych mozliwosci i potrzeb. Praca nad pierwszym krokiem w celu powrotu
                                                    do zdrowia, prowadzi do porzucenia zludnej kontroli checi wladzy nad
                                                    zdarzeniami i ludzmi, a takze do pogodzenia sie z faktem ze skutki
                                                    alkoholizmu czy innych zaburzen w naszej rodzinie, sprawily ze nie
                                                    jestesmy w stanie kierowac naszym zyciem.

                                                    Uswiadomienie sobie tej prawdy rozbija nasz system zaprzeczen ktory w
                                                    sobie tak usilnie podtrzymywalismy. Jednak przyznanie sie do bezsilnosci
                                                    nie jest kleska, poniewaz nie jest kleska robienie rzeczy niemozliwych.

                                                    Nie mielismy wplywu na nasza sytuacje rodzinna; nawet jako dorosli nie
                                                    mozemy kontrolowac uzaleznienia innych osob. Jest wiele problemow i
                                                    wydarzen, nad ktorymi nie mamy wladzy, bo miec jej nie mozemy.

                                                    Rezygnacja z checi kontrolowania calego swiata pozwoli nam wyjsc ze
                                                    zludzen, frustracji i rozpaczy. Odtad zacznie sie proces odzyskiwania
                                                    naszego zdrowia psychicznego. Poddajac sie opiece naszej sile wyzszej
                                                    bedziemy mogli, moze pierwszy raz w zyciu, pozwolic sobie na prawdziwa
                                                    swobode i odpoczynek

                                                    Mozemy zaczac isc w kierunku zadowolenia z zycia i szczescia, wiedzac ze
                                                    nie potrafimy osiagnac ich przez proby kontroli i manipulacji.

                                                    Praca nad pierwszym krokiem jest trudna i bolesna, wazne jest wiec abysmy
                                                    w tych poczatkach pracy nad soba byli lagodni dla siebie. Mozemy tez
                                                    liczyc na uzdrawiajacy wplyw czasu, a przede wszystkim na opieke naszej
                                                    sily wyzszej.

                                                    Praca nad pierwszym krokiem daje nam podstawe do dalszego rozwoju. Odtad
                                                    mozemy zaczac przepracowywac nasze negatywne doswiadczenia.
                                                    jaras+
                                                    P.S.jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos
                                                    komutez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 20.05.20, 11:15
                                                    UWIERZ W HASLA

                                                    We Wspolnocie krazy wiele obiegowych hasel, ktore osobie niewtajemniczonej
                                                    moga wydawac sie banalne: "nic na sile", "najpierw rzeczy najwazniejsze",
                                                    "zyj i pozwol zyc", "zyj tylko dzisiaj", "nie komplikuj".
                                                    Hasla te nie maja nic wspolnego ze sloganami - zawarta w nich jest wielka
                                                    madrosc i wiedza zdobyta droga wieloletnich doswiadczen. Slyszac je przy
                                                    jakiejs okazji, rozwazmy, czy sprawdzaja sie w naszym zyciu. Stosowanie
                                                    lub niestosowanie ich czyni roznice miedzy prawdziwym zdrowieniem a stanem
                                                    "suchosci".

                                                    Czy umiem w pelni docenic wazkosc naszych hasel?

                                                    Panie, uczyn mnie zdolnym do zapoznania sie z tym co pomoglo innym, azeby
                                                    i mnie moglo sie to dzisiaj przydac.

                                                    ...kupe lat swojego zycia spedzilem sluchajac swojej wlasnej madrosci i
                                                    omal nie doszedlem, w geniuszu swoim, do samozaglady, dopiero kiedy
                                                    zostalo mi to unaocznione i kiedy mialem wypowiedziec jednoznacznie, bez
                                                    kretactwa i cwaniakowania, uczciwie, gdzie jestem - dotarla do mnie prawda
                                                    - nie potrafie zyc! ...a jakos tak silnie i wlasnie tego zapragnalem
                                                    cala bajka polega jednak na tym, ze nie zostalem opuszczony, znalazlem
                                                    pomoc i moge zaczynac od nowa, a myslalem, ze juz nie ma dla mnie ratunku,
                                                    bo i nie bylo, gdybym sie nie ukorzyl i nie przyjal madrosci i sily
                                                    drugiego czlowieka, nie oparl sie na jego nadzieji, ktorej sam juz nie
                                                    mialem
                                                    w tych haslach odnalazlem wyrazenie tego, co powoli ksztaltowalo sie w
                                                    mojej glowie, wlasciwie to gotowiec dla mnie, nie jestem odkrywca ameryki,
                                                    to co przezywam, przezywali juz ci, ktorzy ida przede mna, wystarczy, ze
                                                    przyjme ich madrosc zyciowa, doswiadczenie i nadzieje, a bede uwolniony i
                                                    tak wlasnie udziele sobie szansy na szczescie w zyciu
                                                    tak wiec albo walcze po swojemu i mam pod gore, albo sie poddaje i
                                                    pozwalam kierowac swoim zyciem Silom Wyzszym doznajac spokoju
                                                    czesto powtarzam, ze mialem pecha, bo Bog udzielil mi rozsadku, a ten
                                                    rozsadek podpowiada mi, jaki mam wybor
                                                    latwo tez rozpoznaje kiedy kieruje sie rozsadkiem
                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    PS.jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos
                                                    komutez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 21.05.20, 10:25
                                                    ZAAKCEPTUJ PRZESZLOSC

                                                    Carl Gustav Jung, wybitny psychiatra, powiedzial kiedys, ze jesli czlowiek
                                                    potrafi zaakceptowac swoj grzech, to moze nauczyc sie z nim zyc, jesli zas
                                                    nie umie go zaakceptowac, czeka go meka nieuniknionych konsekwencji.
                                                    Przykre wydarzenia przeszlosci przestana sprawiac nam bol dopiero wtedy,
                                                    gdy sie z nimi wewnetrznie pogodzimy.
                                                    Caly Program pomaga nam osiagnac spokoj, ale w szczegolnosci Krok Czwarty
                                                    (obrachunek moralny) i Piaty, a takze Krok Osmy i Dziewiaty
                                                    (zadoscuczynienie). Jesli poddamy sie zawartym w nim zaleceniom, nie
                                                    bedziemy ani zalowac przeszlosci, ani sie od niej w strachu odzegnywac.

                                                    Czy zaakceptowalem siebie z calym bagazem przeszlosci?
                                                    ------------
                                                    ...swego czasu, kierujac sie pycha, twierdzilem, ze jestem taki wyjatkowy,
                                                    ze innym wszystko sie uda, a mnie, wlasnie mnie, nie uda sie nic! to taka
                                                    wlasnie duma, skierowala mnie do osrodka odwykowego...i, gdzie
                                                    myslalem, ze wyrobie sobie alibi do pijanstwa, zdobede szyld leczacego sie
                                                    alkoholika i uwolnie sie tym samym od wiecznego nagabywania o zmiane
                                                    postepowania, a alkoholik to przeciez ktos, kto pic musi i tyle...
                                                    mialem jednak pecha, w calym swoim geniuszu nie przewidzialem jednej,
                                                    jedynej sytuacji - ze to dziala! i ...kurde, zadzialalo...
                                                    Bog przywrocil mi rozsadne myslenie i wskazal jaki mam wybor, wiec sie
                                                    poddalem, choc nie bylo latwo, nie wiedzialem jak wytrwac w dokonanym
                                                    wyborze, nie potrafilem przeciez zbyt dlugo wytrzymac bez alkoholu,
                                                    srodowisko w jakim sie obracalem i ja sam, nie sprzyjalo takiej drodze
                                                    zycia, musialem to przyznac i zmienic, czulem, ze predzej czy pozniej
                                                    przeszlosc mnie dopadnie i drugi raz moge tej szansy nie otrzymac
                                                    dostalem narzedzia do reki, jak sie okazalo tak proste, ze nawet tej reki
                                                    nie trzeba bylo jakos specjalnie wyciagac, ale wtedy, wrosniety w moje
                                                    cialo bunt nie pozwalal mi tak latwo to przyjac, jednak pokonalem samego
                                                    siebie, dalem sobie szanse na ta nowa wolnosc i nowe szczescie, czasem,
                                                    tylko w ten sposob, ze jej sobie nie odebralem
                                                    moja przeszlosc przestaje byc moim ciezarem, staje sie czyms na ksztalt
                                                    ksiegi madrosci, doswiadczenia i sily, caly czas budzi we mnie nadzieje,
                                                    nadzieje, ktora kiedys sobie odebralem czujac sie niegodnym zycia,
                                                    nierozumiejac, ze to tylko choroba, a nie jakas skaza czy anatema, bo dzis
                                                    juz wiem, ze moge zyc lepiej, mam latwe porownanie i zaznaje pogody ducha,
                                                    poczucia Opatrznosci, przestaje sie bac o przyszlosc, nie musze juz
                                                    walczyc...
                                                    ========================
                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos
                                                    komu tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A....
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 22.05.20, 07:55
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:
                                                    UCZ SIE ZYC

                                                    Codziennie winnismy uczyc sie zyc, tak jak dziecko uczy sie chodzic i mowic.
                                                    Gdy przestalismy zazywac srodki zmieniajace swiadomosc, musielismy
                                                    jakby zaczac wszystko od poczatku. Sadzac z minionych "dokonan", nie
                                                    najlepiej radzilismy sobie ze sztuka zycia. Jesli naprawde pragniemy uczyc
                                                    sie zycia, nasz Bog krok po kroku, dzien po dniu poprowadzi nas ku coraz
                                                    wyzszym rejonom, az w koncu staniemy sie dojrzalymi i zdolnymi do milosci
                                                    ludzmi.

                                                    Czy ucze sie zyc?

                                                    Panie, modle sie, bym pozwolil Ci wziac mnie za reke i poprowadzic naprzod
                                                    zgodnie z Twoja wola, a nie moja.

                                                    ...kiedy nastapil moment, w ktorym zaczalem rozsadnie myslec, zaczalem sie
                                                    bac, cale moje dotychczasowe doswiadczenie zyciowe i madrosc moglem sobie
                                                    spokojnie schowac do szuflady na strychu, do wszystkiego musialem nabrac
                                                    nowego stosunku, stare podejscie okazywalo sie nieuzyteczne, nie byl to
                                                    latwy okres bo trudno mi bylo przyznac sie do tej prawdy, ze nie potrafie
                                                    zyc, byc odpowiedzialnym, zaradnym, stanowczym, czulym, rzetelnym,
                                                    powiedziec sobie, ze nie bylem soba - wiec kim bylem?
                                                    wyszedlem wtedy z praktycznego punktu wyjscia, nasluchalem sie juz, ze
                                                    Wielka Ksiega AA niesie wielka madrosc na ten temat, zaczalem do niej
                                                    zagladac i zaczalem trafiac na odpowiedzi zadawanych wtedy sobie pytan i
                                                    na teksty, ktore takie pytania inspirowaly, ta ksiazka byla pisana kiedy
                                                    nikt inny nie znal jeszcze sposobu na alkoholizm i niewielu wowczas
                                                    wierzylo w jakikolwiek sukces w tym temacie, teraz takich ksiazek o
                                                    alkoholizmie jest masa, ale ja akurat nie moge wyjsc z podziwu dla
                                                    pionierow AA i ich przeslania sie trzymam...
                                                    Dla zwyklego komfortu psychicznego przyjalem zalozenie, ze to co mnie tak
                                                    pcha i inspiruje, to Bog, nie musze odpowiadac sobie na pytanie o sens -
                                                    bozia wie co robi, bo mnie kocha, mi tylko pozostaje "daj czas czasowi"
                                                    ...do czasu oczywiscie...
                                                    Powoli buduje sie we mnie coraz wieksza swiadomosc kim jestem, jak i po co
                                                    staje sie nowym czlowiekiem, poddaje sie temu procesowi i jest mi w zyciu
                                                    coraz wygodniej, wydaje sie czasem, ze dzieje sie to bez wysilku z mojej
                                                    strony, nazywam to, ze wkraczam w obszary wlasnego przeznaczenia, przez
                                                    skrot myslowy Bog, rozumiem harmonie i madrosc, spokoj i pogode ducha,
                                                    milosc, wolnosc i szczescie, wiec kiedy jest w moim zyciu miejsce dla Boga
                                                    to te wlasnie cechy charakteru i odczucia biora u mnie gore...
                                                    dobrze pamietam, ze nie wcale nie musi tak byc...

                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 23.05.20, 09:20
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:
                                                    LICZY SIE DZISIAJ

                                                    Czesto chcielibysmy za duzo i za szybko, co sprawia, ze przeistaczamy sie
                                                    w chodzacy klebek nerwow. Zycie dniem dzisiejszym nie polega na
                                                    oczekiwaniu rozwiazan problemow jutrzejszych czy przyszlorocznych. Jesli
                                                    mamy jakis problem dzisiaj, powierzmy go naszemu Bogu i pozwolmy, by
                                                    pomogl nam go rozwiazac. Domaganie sie dzis rozwiazania problemu, ktory
                                                    dotyczy wydarzen przyszlego tygodnia, swiadczy o niedojrzalosci i braku
                                                    cierpliwosci. Wrocmy lepiej do Kroku Trzeciego i przestanmy sie zamartwiac
                                                    przyszloscia.

                                                    Czy skupiam sie na problemamch dnia dzisiejszego?

                                                    Panie, uzycz mi sil, abym akceptowal to, co mi zsylasz, w chwili, ktora Ty
                                                    wybierasz.

                                                    ...moje zycie polegalo na tym, ze ciagle wplatywalem sie w jakis konfilkt,
                                                    wciaz mialem roznego rodzaju trudnosci, ich skala czesto zwalala mnie z
                                                    nog i potrzebowalem ucieczki nie potrafiac sobie poradzic z "tym
                                                    wszystkim" dookola, porazony wlasna niemoca upijalem sie celowo lub
                                                    niecelowo, mniej lub bardziej chetnie, a to powodowalo, ze balem sie coraz
                                                    bardziej i nie potrafilem sie wyrwac z oblednego kola
                                                    zbawienny okazal sie Program Zdrowienia 12 Krokow, okazalo sie, ze nie
                                                    musze "tym wszystkim" kierowac, ze jest cos takiego jak Sily Wyzsze,
                                                    Opatrznosc, 24 godziny, dzien dzisiejszy, tu i teraz - cala masa narzedzi
                                                    uwalniajacych mnie od moich imaginacji, moge pozwolic sobie byc aktorem
                                                    spektaklu mojego zycia, nie musze byc jego rezyserem
                                                    dzieki takiemu podejsciu, wierze gleboko, ze uwalniam sie od swoich lekow
                                                    i powodowanych nim wyobrazen swiata, bedac wspoluczestnikiem mojego zycia
                                                    uwalniam sie od samolubstwa i uzalania sie nad soba, wierze rowniez, ze to
                                                    pozwala mi zajmowac sie, na biezaco, tym co przynosi mi kazdy kolejny
                                                    dzien mojego nowego zycia pamietajac, ze skoro jutro moze wogole nie
                                                    nadejsc, to rownie dobrze moze wlasnie nadejsc i aby te dwa zludzenia
                                                    nie mialy wplywu na to, co tu i teraz...

                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...

                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 24.05.20, 09:15
                                                    dzisiejszym tematem jest:
                                                    NIE PAPUGUJ

                                                    Nikogo nie musimy niewolniczo nasladowac. Jesli podziwiamy jakiegos
                                                    czlowieka, mozemy probowac rozwinac w sobie jego cnoty i zalety, ale to
                                                    nie znaczy, ze mamy jak papuga powtarzac kazde slowo i gest. Umiejetnosci
                                                    czlowieka sa rezultatem jego wlasnych doswiadczen, wiec talentem nie mozna
                                                    sie ot tak, po prostu "zarazic". Zreszta wcale nie ma takiej potrzeby! W
                                                    odpowiednim czasie nasz Bog pomoze nam odkryc w sobie to, co w nas
                                                    najcenniejsze.
                                                    Czlowiek zazwyczaj nie zna swoich potencjalnych mozliwosci, dopoki nie
                                                    zaistnieje okazja, by mogly sie one ujawnic. Najwiekszej radosci i
                                                    satysfakcji dostarcza nam spelnianie jak najlepiej tego, co do nas nalezy.
                                                    Chocby nie wiem jak blahe bylo to zadanie, w oczach Boga jestesmy wtedy
                                                    wartosciowymi ludzmi.

                                                    Czy przestalem bezmyslnie nasladowac innych?

                                                    Panie, zagosc, prosze, we wszystkich sferach mego zycia i przydaj blasku
                                                    wszystkim moim poczynaniom.

                                                    ...kiedy moje zycie sie odwrocilo i mialem stac sie samodzielnym i
                                                    odpowiedzialnym czlowiekiem, nie bardzo wiedzialem co i jak i gdzie i do
                                                    czego czym polaczyc, uslyszalem prosta zasade - szukaj zwyciezcow i
                                                    dolaczaj do nich wynalazlem wiec sobie takich, ktorych podziwiam, takich,
                                                    ktorzy przypomnieli mi, jakim czlowiekiem zawsze chcialem byc, uswiadomili
                                                    mi oni, ze nie jestem zatracony i wciaz mam szanse, dolaczylem do nich,
                                                    bo to byl jedyny warunek - zostac miedzy zwyciezcami, a wszystko sie ulozy,
                                                    niektore sprawy wolniej, niektore szybciej, ale na pewno - jesli nad nimi
                                                    popracuje.
                                                    Zauwazylem, ze sa oni bardzo zaangazowani w sprawy zwiazane z ogolnie
                                                    rozumianym trzezwieniem, roznymi formami i sposobami powrotu do normalnego
                                                    zycia, wyjscia z problemu alkoholowego, wiec i ja sie zaangazowalem, na
                                                    poczatku szwendalem sie miedzy nimi, troche zawadzajac, az znalazlem swoje
                                                    wlasne podworko na szerzenie idei trzezwosci i rozwoju osobistego, i
                                                    powoli to zaczyna dzialac, na pozytek moj i tych, ktorzy odnajduja w tym
                                                    droge dla siebie, to w nich odnajduje motywacje do dzialan, a moja misja
                                                    nabiera sensu staje sie soba, staje sie pozytecznym czlowiekiem, a bylo tak,
                                                    ze juz ani nie wierzylem w siebie, ani ze jest jakikolwiek sens mojego bytu...
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 25.05.20, 09:30
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:
                                                    LICZY SIE DZISIAJ

                                                    Czesto chcielibysmy za duzo i za szybko, co sprawia, ze przeistaczamy sie
                                                    w chodzacy klebek nerwow. Zycie dniem dzisiejszym nie polega na
                                                    oczekiwaniu rozwiazan problemow jutrzejszych czy przyszlorocznych. Jesli
                                                    mamy jakis problem dzisiaj, powierzmy go naszemu Bogu i pozwolmy, by
                                                    pomogl nam go rozwiazac. Domaganie sie dzis rozwiazania problemu, ktory
                                                    dotyczy wydarzen przyszlego tygodnia, swiadczy o niedojrzalosci i braku
                                                    cierpliwosci. Wrocmy lepiej do Kroku Trzeciego i przestanmy sie zamartwiac
                                                    przyszloscia.

                                                    Czy skupiam sie na problemamch dnia dzisiejszego?

                                                    Panie, uzycz mi sil, abym akceptowal to, co mi zsylasz, w chwili, ktora Ty
                                                    wybierasz.

                                                    ...moje zycie polegalo na tym, ze ciagle wplatywalem sie w jakis konfilkt,
                                                    wciaz mialem roznego rodzaju trudnosci, ich skala czesto zwalala mnie z
                                                    nog i potrzebowalem ucieczki nie potrafiac sobie poradzic z "tym
                                                    wszystkim" dookola, porazony wlasna niemoca upijalem sie celowo lub
                                                    niecelowo, mniej lub bardziej chetnie, a to powodowalo, ze balem sie coraz
                                                    bardziej i nie potrafilem sie wyrwac z oblednego kola
                                                    zbawienny okazal sie Program Zdrowienia 12 Krokow, okazalo sie, ze nie
                                                    musze "tym wszystkim" kierowac, ze jest cos takiego jak Sily Wyzsze,
                                                    Opatrznosc, 24 godziny, dzien dzisiejszy, tu i teraz - cala masa narzedzi
                                                    uwalniajacych mnie od moich imaginacji, moge pozwolic sobie byc aktorem
                                                    spektaklu mojego zycia, nie musze byc jego rezyserem
                                                    dzieki takiemu podejsciu, wierze gleboko, ze uwalniam sie od swoich lekow
                                                    i powodowanych nim wyobrazen swiata, bedac wspoluczestnikiem mojego zycia
                                                    uwalniam sie od samolubstwa i uzalania sie nad soba, wierze rowniez, ze to
                                                    pozwala mi zajmowac sie, na bierzaco, tym co przynosi mi kazdy kolejny
                                                    dzien mojego nowego zycia
                                                    pamietajac, ze skoro jutro moze wogole nie nadejsc, to rownie dobrze moze
                                                    wlasnie nadejsc i aby te dwa zludzenia nie mialy wplywu na to, co tu i
                                                    teraz...

                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    ----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 26.05.20, 09:45
                                                    dzisiejszym tematem jest:

                                                    WYZBADZ SIĘ LĘKU

                                                    Ci z nas, ktorzy maja juz niejaki staz we Wspolnocie, podzielaja troske
                                                    nowicjusza o jego przyszlosc, ale jego lęk nie jest juz ich udzialem.
                                                    Wiemy, ze nowicjusz jest calkowicie bezpieczny, lecz wiemy tez jak
                                                    straszliwie brak mu poczucia bezpieczenstwa. Ludzie czesto pozostaja slepi
                                                    na piekno i bogactwo zycia, gdyz nadmiernie przejmuja sie blahostkami lub
                                                    przywiazuja zbyt duza wage do pozbawionych glebszej wartosci doczesnych
                                                    dobr i rozkoszy.
                                                    Ale przerabiajac Kroki, uczeszczajac na mityngi i dzielac sie
                                                    doswiadczeniem we Wspolnocie, nowicjusz stopniowo nauczy sie odprezac.
                                                    Zachowanie abstynencji i praca nad Programem zaowocuja uwolnieniem sie od
                                                    obaw oraz radoscia z pelni zycia.

                                                    Czy wyzbylem sie lęku?

                                                    Panie, pomoz mi przezyc dzisiejszy dzien bez lęku, abym mogl doswiadczac
                                                    bogactwa zycia, ktoremu wychodze naprzeciw.

                                                    ...kiedy budza sie we mnie strachy wywolane grzeszkami przeszlosci i
                                                    powracam do niewiary w siebie, kiedy zaczynam watpic i powracam do
                                                    myslenia, ze jestem nieudacznikiem, ze sobie nie radze, kiedy powracam w
                                                    myslach do samooceny, ze jestem niesamodzielny i nieodpowiedzialny, kiedy
                                                    wreszczie zorientuje sie, ze to wlasnie robie, bo nie od samego poczatku
                                                    sie na tym łapię musi to dojsc do poziomu, na ktorym mam ze soba kontakt, bo wczesniej winni sa wszyscy dookola lub to oni robia sobie najgorsze rzeczy pod
                                                    sloncem, a moja postawa najpierw obiera cechy oswieconego, ktory ma prawo
                                                    sie wtracac w zycie innych i podpowiadac kierunki, ktorymi powinni
                                                    podazac, zaslaniajac sie nimi przed soba samym, az do momentu, w ktorym
                                                    poczucie wlasnego zagrozenia zacznie dzialac, wtedy zaczynam sobie
                                                    przypominac, ktoredy do celu a moim celem jest szczescie i wolnosc, zycie w poczuciu dobrobytu kiedy moje zycie zostalo przewrocone i z pijanego zaczalem robic sie trzezwy, zaczalem miec odwage marzyc, wyznaczac sobie cele, i co gorsza,
                                                    spelniac je, zorientowalem sie, ze jestem na czyms co w AA nazywane jest
                                                    "droga szczesliwego przeznaczenia..." i juz nie ma odwrotu, ze jestem jak
                                                    rzeka, ktora podazajac do morza, plynie roznie, pokonuje przeszkody i
                                                    nigdy nie zabladzi, tak i ja na swojej drodze, czasem moge wejsc w bloto,
                                                    jesli za wysoko bede zadzieral nosa, lub uderzyc sie glowa w nisko wiszaca
                                                    galaz przydroznego drzewa, jesli bede trzymal glowe za nisko, sa
                                                    przydrozne rowy, prace drogowe, jednak wciaz jestem na tej drodze kroczac,
                                                    czasem szybciej, czasem wolniej, trudniej albo latwiej, jednak wciaz do
                                                    celu pamietajac caly czas, ze nie musialo tak byc...

                                                    to tyle w temacie wyzbywania sie lęku, odwaga to lęk otulony plaszczem
                                                    modlitwy, w tym czasem dziwnym swiecie, mimo wszystko, da sie zyc godnie,
                                                    goraco zachecam do poszukiwan swojej drogi...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 27.05.20, 08:20
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    STOSUJ HALT

                                                    Nasz program zawiera miniprogram zwany HALT. Mowi on o tym, zeby nigdy nie
                                                    byc glodnym (hungry), zlym (angry), samotnym (lonely), ani przemeczonym
                                                    (tired). Wszystkie te stany powoduja zamglenie umyslu, mozemy wiec wowczas
                                                    stracic z oczu cel, ktory winien nam codziennie przyswiecac we wszystkich
                                                    naszych poczynaniach. Zapominajac o nim, zaczynamy uzalac sie nad soba;
                                                    nastepnym zas krokiem moze byc siegniecie po pierwszy kieliszek, dzialke
                                                    narkotyku lub tabletke.
                                                    Jesli wezmiemy przyklad z tych, ktorym ow miniprogram pomogl zachowac
                                                    abstynencje, mamy szanse nie dolaczyc do grupy wiecznych "nawrotowcow" i
                                                    "wpadkowiczow". Wskazania HALT warto sobie wziac do serca.

                                                    Czy stosuje HALT?

                                                    ...byl taki czas w moim zyciu kiedy uznalem, ze nie ma co o mnie juz
                                                    walczyc, uznalem, ze ktoregos radosnego dnia, po prostu zapije sie na
                                                    smierc, wszystko co posiadalem bylo nieskuteczne, nie moglem sie wyrwac z
                                                    nalogu, ale pech chcial, ze trafilem w miejsce, ktore myslalem, ze nie
                                                    istnieje, zobaczylem ludzi, o ktorych myslalem, ze ich nie ma na tym
                                                    czasem dziwnym swiecie - byli to niepijacy alkoholicy...
                                                    ja tez bylem niewatpliwie alkoholikiem, ale nie do konca rozumialem o co w
                                                    tym chodzi, myslalem przede wszystkim, ze alkoholik jest skazany na swoja
                                                    slabosc i nie moze przestac pic, ze to musi mnie w koncu zabic, i tyle
                                                    zrodzila sie wiec iskra nadzieji na normalne zycie, trudno bylo na
                                                    poczatku to tak zwyczajnie przyjac, ale nie odbieralem sobie szansy, nie
                                                    wracalem do picia, a pod kopulka wysychalo i ukladalo sie tam w jakas
                                                    logike - jesli stare narzedzia sa nieskuteczne to moze skorzystac z tych
                                                    nowych, ktore podaja mi na tacy, ci wlasnie niepijacy alkoholicy
                                                    nie bylo latwo nauczyc sie normalnie jesc, rzadko wczesniej mialem po temu
                                                    okazje, powoli jednak, obserwujac swoje zachowania i uczac sie nowych,
                                                    doskonale sie w tej nie lada przyjemnej czynnosci, ucze sie co to jest
                                                    zlosc, jak ja wyrazac, bo nauczylem sie myslec, ze grzeczny chlopak sie
                                                    nie zlosci, jest opanowany i do niczego jej nie potrzebuje
                                                    samotnosc i przemeczenie lacze w jedno, kiedy popadam w samotne uzalanie
                                                    sie nad swoja dola nieszczesna odczuwam jedynie zmeczenie i zniechecenie,
                                                    nie mam sil do robienia dobrych, przyjemnych i pozyteczncy rzeczy, ktore
                                                    potrafia niezle zmeczyc, ale nie drecza...
                                                    miniprogram do wolnosci od nawrotow i wpadek, spokoj i pogoda ducha, dary
                                                    dzieki ktorym dzis funkcjonuje normalnie, na tyle, na ile mnie stac i
                                                    estem gotow...

                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 28.05.20, 10:15
                                                    dzisiejszym tematem medytacji jest:

                                                    SZUKAJ SZCZESCIA W SOBIE

                                                    Zazywalismy srodki zmieniajace swiadomosc, by znalezc szczescie i doznac
                                                    spelnienia. Nie bedac w stanie stawic czola rzeczywistemu zyciu,
                                                    probowalismy wykreowac wlasny swiat, w ktorym czulibysmy sie bezpiecznie i
                                                    wygodnie. Zrodel radosci i przyjemnosci wypatrywalismy na zewnatrz, w
                                                    ludziach, miejscach i przedmiotach.
                                                    W miare jak zaglebiamy sie w nasz program rozwoju duchowego, odkrywamy, ze
                                                    szczescie i zadowolenie mieszkaja w nas samych. Czyniac stopniowe postepy,
                                                    zaczynamy odczuwac wdziecznosc. Odrobinka po odrobince przepelnia nas
                                                    coraz wiekszy spokoj, zadowolenie z zycia i radosne uniesienie, az
                                                    wreszcie, wesolo machajac reka, wolamy: "Witaj zycie! Oto jestem!"

                                                    Czy wypelnia mnie wewnetrzny spokoj i uczucie szczescia?

                                                    ...w tym czasie, kiedy to jeszcze radosnie kierowalem swoim zyciem,
                                                    myslac, ze jestem cwanszy od innych, ze znalazlem lepsza, szybsza droge do
                                                    szczescia, kiedy nie potrzebowalem tych wszystkich gimnastyk zwiazanych z
                                                    dobrym samopoczuciem bo starczylo strzelic sobie lufe, zyloby mi sie
                                                    nienajgorzej...
                                                    ale okupione to bylo straszliwymi kacami, poniewaz nie mialem kontroli nad
                                                    iloscia spozywanego alkoholu, a alkohol byl mi coraz bardziej potrzebny by
                                                    wylaczyc rzeczywistosc, ktora coraz mocniej sie mnie domagala, moj wlasny
                                                    swiat zamienial sie w gruz i chaos i coraz mniej moglem na to poradzic,
                                                    sam stalem sie gruz i chaos...
                                                    wtedy Bog przywrocil mi rozsadek, odkrylem w slowach innych ludzi, ze
                                                    jesli odstawie alkohol, moze mi sie udac powrocic do normalnosci, otrzepac
                                                    sie z gruzu i odnalezc nowy lad w zyciu, pech chcial, ze spotkalem ludzi
                                                    ktorym sie to powiodlo, a warunek byl tylko jeden - abstynencja od
                                                    alkoholu... nie bardzo w to moglem uwierzyc...
                                                    i do dzis nie moge wyjsc z podziwu, dzieki temu ze dzis nie pije, mam
                                                    szanse na nowe, drugie poznanie zycia, takim jakim ono jest naprawde, nie
                                                    musze juz naciagac rzeczywistosci pod siebie, oklamywac innych i pilnowac,
                                                    kto jest z ktorej bajki, nie trace czasu, ani na wyginanie umyslu, ani na
                                                    ciagi alkoholowe, oddycham swobodnie, coraz bardziej czujac sie wolnym i
                                                    szczesliwym, majac coraz wiecej mozliwosci do dokonywania wlasciwych
                                                    wyborow, bez strachu o konsekwencje, w poczuciu Opatrznosci i z
                                                    mozliwoscia dokonywania poprawek taka zmiana nie musiala sie we mnie dokonac, ani przez chwile nie mialem takiej intencji, bylem w stanie umyslu, ktory podpowiadal mi ze dla mnie to juz tylko placz i zal i mrok i niewiadomosc i zatrata!
                                                    ...a jednak...

                                                    bo skoro to mozna to mozna...
                                                    jaras+
                                                    P.S.
                                                    jesli uwazasz, ze te slowa cos wnosza w twoje zycie, a znasz kogos komu
                                                    tez tego zyczysz, wyslij mu ten mail
                                                    -----
                                                    A...
        • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 23.03.20, 15:40
          jeżyk ocenil A... podpierajac sie wszystkimi innymi ukrytymi (cyt.):
          "nikt tego belkotu nie czyta - czasami ja wpadam…"
          ____________________________________________________.
          Ano wpadles, wpadles… A to dlatego, ze z ciebie
          cienki Bolek skoro musisz podpierac sie "innymi"
          (z tego wynika, ze ci wszyscy "inni" takze mieszcza sie
          juz w twojej pustej bańce !).
          A... :-)
      • aaugustw Re: koronawirus a pomoc uzaleznionym 28.05.20, 14:30
        klaudia9090 napisala, cyt:
        Najlepiej iść na terapię do zamkniętego ośrodka, poszukaj na rankingu ośrodków terapii
        ____________________________________________________________________.
        Dlaczego mowisz za wszystkich:..!?
        Tobie to pasowalo, to nie znaczy, ze innym takze bedzie to pasowalo…
        A...
        P.S. znam bardzo duzo trzezwych, ktorzy bez terapii dali sobie rade tylko w AA

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka