Dodaj do ulubionych

Narkoman też człowiek - lubi by o niego walczyć.

IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.05.01, 10:35
Przykład Ameryki uświadomić nam winien bezsensowność walki z narkotykami,
pojmowanej zewnętrznie, tzn. walki z dostawcami, producentami i samymi
narkomanami. O ile te dwie pierwsze grupy teoretycznie najłatwiej zniszczyć, to
jednak zajęcie się narkomanami i przyszłymi narkomanami musi być pierwsze i
jest najtrudniejsze. Prawdę mówiąc nikt na razie nie zna sposobu gwarantującego
sukces. Problem dotyczy i biednych i bogatych, wierzących i niewierzących,
samotnych i otoczonych przyjaciółmi. Prawdopodobnie bardzo duża część ludzi w
różnym stopniu źle czuje się ze sobą samym. Dotyka ich problem słabej
samoakceptacji. Świadomość bombardowana mnogimi wzorcami osobowymi, gdy
tradycyjna moralna ocena ludzi i świata legła w gruzach, powoduje rozmycie
własnej osobowości. Coraz trudniej znaleźć sobie niszę emocjonalną
w "normalnym" otoczeniu. Poszukujemy takiego miejsca, takiego otoczenia, gdzie
jesteśmy akceptowani, lub choćby nie odbieramy sygnałów wrogości, odrzucenia a
nawet obojętności. Spójrzcie na walkę z reklamą alkoholu, szczególnie piwa. Ta
walka trwa, choć dawno jest przegrana i obecnie służy raczej celowi przeciwnemu
do tego jaki legł u jej podstaw. Tam jest relaks, luz, powszechne braterstwo,
radosć z przebywania razem i całkowita akceptacja dla każdego przybysza.
Narkomania jest również tym szukaniem niszy, czasem jest przejawem ostatecznego
zamknięcia się dla niekochanego świata. Możemy powiedzieć, że ludzie giną z
powierzchni naszego życia z jej powodu, z powodu narkotyku. Jest to błąd -
ludzie nie znajdują solidnego zaczepienia w życiu i ześlizgują się w namiastki
innych światów, ponosząc świadomie lub bezwiednie ogromną cenę, by choć przez
chwilę tam pobyć. Tak jak kochający człowiek nie widzi u ukochanej osoby,
oczywistych dla kogo innego wad, tak narkoman a początkowo i alkoholik nie jest
w stanie prawidłowo ocenić i skalkulować swych ucieczek. Osobiście stawiam na
równi alkoholizm i narkomanię gdy chodzi o szkodę, jaką wyrządzają
uzależnionym, jestem zdania, że puszczenie na wolność posiadania i zażywania
narkotyków byłoby czymś podobnym do zgody na eutanazję w rozmiarach trudnych do
wyobrażenia. Rozróżnianie narkotyków pod względem ich "twardości" jest zwykłym
przejawem rozdrabniania istoty problemu, by stał się trudniejszym do
określenia. Jak walczyć z jaźnią? Nie dałem pomysłu, nie jestem dość mądry, ale
jako alkoholik obecnie niepijący, apeluję o bardziej ludzki świat. Wiele
jesteśmy w stanie zrobić bez nakładów, bez wyrzeczeń, spróbujmy tej miłości
bliźniego o której niestrudzenie mówi i o którą błaga Ojciec Święty. Ona
niczego nam nie odbierze, nie umniejszy naszej pozycji, nie ośmieszy nas ani
nie sprawi nam przykrości. Pozostawiam na marginesie kwestie bezrobocia, biedy
i tych wszystkich oczywistych czynników, na które wskazują liczni dyskutanci, w
przekonaniu, że niczego tu nie wniosę. Dzięki, wszystkim którzy wypowiedzieli
się na tym forum, również tym, którzy potraktowali temat lekko, wypisując
dyrdymałki.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka