zakochanyjurek
07.02.05, 08:20
Witajcie,
Trafiłem na Wasze forum dzięki znajomemu, który powiedział, że tu jest sporo
doświadczonych ludzi i być może jakoś mi pomożecie.
Nie wiem, czy jesteście mi jakoś w stanie pomóc, ale ogromnie potrzebuję
jakiejś dobrej rady.
Myślę, że napiszecie mi, że muszę zwrócić się o pomoc do jakiejś przychodni
uzależnień, ale ja ... mieszkam w małym miasteczku i boję się spotkania ze
znajomymi w takim miejscu, a przy tym chyba nie jestem gotowy na wynurzania
przed obcym człowiekiem. Chociaż zdaję sobie sprawę, że to może jedyna droga
prowadząca dokądś.
Jestem z moją ukochaną żoną już wiele lat i zawsze układało się nam świetnie.
Byliśmy można powiedzieć wzorowym małżeństwem.
Ale niestety żona straciła pracę i wtedy zaczął się horror.
Zaczęło uciekanie się w alkohol. To trwa od jakiegoś roku.
Nie bardzo zdawałem sobie sprawę z tego co się dzieję, bo ona starała się
dość dobrze to ukrywać.
Ale w końcu wyszło szydło z worka.
Po długich bojach przyznała się i powiedziała, że chce się leczyć. Podjęła
leczenie.
I przez jakiś czas rzeczywiście było dobrze ( około miesiąca), ale potem
znowu się zaczęło.
W dodatku zaprzeczała, że pije.
Jest wtedy zupełnie innym człowiekiem, nie interesuje się ani mną ani
dziećmi.
Jesteśmy wszyscy już strasznie wyczerpani, tą nieustanną walką, tym strachem,
w którym żyjemy. Dzieci są przerażone tym co się dzieje.
Bardzo ją kocham i nie chce jej tracić, zawsze była całym moim życiem.
Nie wiem, pewnie jej nie rozumiem, co przeżywa, co czuje, ale kiedy ją widzę
znowu w stanie po spożyciu dopadają mnie takie emocje i nerwy, że nie mogę
powstrzymać się od wyrzutów.
Tyle razy już obiecywała....
A nam tak ciężko normalnie żyć, kiedy życie nie jest już normalne.
Ciężko pracować, robić cokolwiek, nerwy w strzępach.
Zresztą nie będę pisać więcej, bo wielu z Was tu wie jak sprawa wygląda i jak
to działa na partnerów.
Nie sądziłem, że kiedyś dojdzie do czegoś takiego w moim życiu. Bardzo bym
chciał jej pomóc, a przy okazji sobie, bo czuję, że jestem na wyczerpaniu.
Kocham ja, bardzo ją kocham, pomimo tego cierpienia, które zadaje.
Co robić?