Dodaj do ulubionych

Śmiertelność w zachorowaniu na marskość

10.11.05, 12:24
Witam,
Nigdzie nie mogę znaleźć tych danych,

Chciałabym prosic Was o infgormacje, jaka jest smiertelnosc w zachorowaniu na
marskość wątroby? jaki procent osób chorych umiera i jak długo można żyć z tą
chorobą? Dodam, ze chodzi mi o marskość spowodowaną wieloletnim alkoholizmem.
Dziękuję
Obserwuj wątek
    • deoand Re: Śmiertelność w zachorowaniu na marskość 10.11.05, 13:46
      Duża ....

      ale wszystko zależy jaka marskośc czy z żółtaczką czy bez czy z żylakami
      przełyku czy bez , w jakim stanie ogólnym jest chory ....

      w zaawansowanej postaci większośc umiera ... lecz znałem panią -sąsiadkę
      zreszta , która miała marskośc i przeżyła jeszcze 20 lat ....
      a drugi facio zżółkł ale wziął się za siebie i będzie już z 7 lat i żyje ...
      od czasu do czasu nawet popija .... tylko po co !!!
      • sylpha Re: Śmiertelność w zachorowaniu na marskość 10.11.05, 17:11
        Hm, no to ta marskość z żółtaczką oraz z żylakami przełyku. Chyba najgorsza
        wersja. Chory jest w kiepskim stanie, miał już dwie transfuzje i nadal leży w
        szpitalu. Ale udaje przed nami, i lekarzami oraz samym sobą też że już jest
        zdrowy i nie wierzy w zagrożenie życia. Rwie sie do wyjścia...
        Straszne to, nie umiemy jej powstrzymać, żadne argumenty nie działają. Nawet
        autorytet lekarza nie przekonuje.
    • letek17 Re: Śmiertelność w zachorowaniu na marskość 10.11.05, 23:39
      W kwietniu 2002 roku postawiono mi diagnozę - marskośc wątroby - piłem do
      września bo chciałem się zapić. Kiedy ostatni raz trafiłem do szpitala miałem
      żółtaczkę, białka oczu prawie fioletowe, mało płytek krwi, żylaki przełyku i
      nie tylko, wskażniki biochemczne krwi przekroczone kilkanaście razy a GGTP
      przeszło 30 krotnie. Niektórzy nie dawali mi wtedy szans na przeżycie roku.
      Postanowiłem jeszcze raz powalczyć o swoją godność - a może jeszcze raz coś
      udowodnić - postanowiłem umrzeć trzeźwy i przestałem pić. Odtrucie, odwyk,
      terapie i dziś w zależności od przestrzegania diety wskażniki są praktycznie w
      granicach normy. Żyję i jestem z jakości tego życia zadowolony. Nie pytam
      lekarza o to ile mi daje jeszcze lat - bo po co - może jutro przejedzie mnie
      jakiś wariat drogowy.
      Ważne, że chcę teraz żyć i nie pić pomimo,że ....... .
      Myślę, że wiele zależy od samego chorego - czy zechce jeszcze powalczyć o swoją
      godność, poszukać jakiegoś sensu życia i zgodzić się na bardzo bolesne
      trzeźwienie. Nie każdemu jest to niestety dane. Pogody Ducha. Letek
      • a_witaly Re: Śmiertelność w zachorowaniu na marskość 17.11.05, 20:39
        Jesteś szczęściarzem,doceń to więc i uszanuj jak najdłużej.Ja niedawno straciłem
        brata,który pił dużo,bardzo dużo.Też Mu wątroba wysiadła,a potem bardzo szybko
        było"z górki"Gdy wyladował w szpitalu,na ratunek było juz za późno.Wystarczyły 3
        dni,by odszedł z tego świata.W szpitalach takich ludzi traktują jako zło
        konieczne.Mnie lekarz odpowiedział"każdy pijak tak kończy".Bezsilność,choć
        bardzo wiele razy chciałem pomóc swojemu bratu.Cieszę się więc,że Tobie się
        udaje.Mój brat umierał w męczarniach.Byłem przy Nim do końca.Nikomu nie życzę
        tego widoku,tego co potem.Ja trzymam za Ciebie kciuki.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka