szwagierkatomka
16.11.05, 02:35
Chcialabym prosic o rade ? opinie ? lub o komentarz...bo sama nie wiem do
konca, jak powinnismy postepowac.
Zaznaczam. Mieszkamy osobno. Sami zdobylismy nasza praca wyksztalcenie,
mieszkanie, zawod. I mamy 2 cudnych dzieci. Dobrze nam sie uklada.
Moj maz ma brata mlodszego o 7 lat. Brat obecnie ma lat 29. Jest zonaty od
dwoch lat, ma 1,5-rocznego syna. Ze swoja zona jest od 8 czy 9 lat (dlugo
razem mieszkali). Znam go juz 17 lat, tyle bowiem jestem z moim mezem.
Szwagier jest uzalezniony. Nalogowo gra na automatach do gier. Uwielbia tez
zaszpanowac "kolegom" przepijajac i tak swoja malenka wyplate. Oszukuje
wszystkich, pozycza pieniadze od kogo sie da, pozniej kreci i mataczy gdy
nadchodzi chwila ich oddania lub gdy wierzyciele stukaja do drzwi.
Oszukuje swoja zone, oszukuje matke z ktora mieszkaja. Urzadza w domu
awantury (jeszcze nikogo nie uderzyl), ale drze sie przy dziecku, popycha
zone i matke, kopie sciany, meble. Kilkakrotnie grozil samobojstwem, pocial
sobie raz rece, a drugi raz lykal prochy na oczach matki.
Rownoczesnie, gdy nie pije jest "przylepny" i troskliwy. Taki wiecznie "maly
Tomus".
Dlaczego tu pisze ? Bo nie wiem, co mamy z tym zrobic. Dajemy sie w to
wciagac, denerwujemy sie. Tesciowa dzwoni i placze lub narzeka, zona szwagra
zas zabiera dziecko i znika wyjezdzajac do swojej matki. Szwagier pijany
dzwoni do nas i krzyczy, zebysmy "sobie matke zabrali". Wszyscy w rodzinie
licza, ze to my cos z tym zrobimy.
Prosilismy, tlumaczylismy, stosowalismy metode kija i marchewki. 2-3 miesiace
jest spokoj, pozniej na nowo albo sie zaczynaja matactwa i pijanstwo, albo
wychodza na jaw "stare" numery szwagra, dotad ukryte.
On i jego zona przyzwyczajeni sa, ze ciagle sa na utrzymaniu rodzicow.
Tesciowa udostepnila im pol domu, moze ze dwa razy dali jej na jakis
rachunek. Calymi latami ich utrzymuje za skromnej renty, a ich pieniadze -
albo przepije T. albo na automatach przegra, albo wydaja na glupoty (ciuchy,
dyskoteka itp.). A jak tesciowa zazadala zeby sie dolozyli do rachunkow
spakowali sie i poszli do jej matki mieszkac. I tak calymi latami - ciagaja
sie w jedna i druga strone, jak takie dwa pasozyty. (Ona nie pracuje, ma 25
lat a edukacje skonczyla na 8 klasach, bo "w zawodowce nie mogla dac rady z
matematyka").
Boze, juz sie sama zaplatalam w ta opowiesc.
No i do tego tesciowa. Ojciec mojego meza byl alkoholikiem. Rozwiodla sie z
nim po 19 latach. Moj szwagier mial wtedy 13 lat, moj maz 19. Od czasu
rozwodu tesciowa - kobitka niczego sobie, z wlasnym domem jednorodz. zyla z
trzema facetami. Przecietnie 2-3 lata z kazdym. Z zadnym nie jest do tej
pory. Zawsze przyczyna rozstania byl alkohol. Wszyscy oni pili. I o kazdym
mowila, ze da sobie z nim rade, ze oduczy go picia. Nie dala rady zadnemu.
Teraz mowi mi i mezowi, ze da rade "naprostowac" szwagra. Ukrywa jego dlugi
przed zona, oklamuje ja, usiluje lekcewazyc jego agresywne zachowania,
usiluje bagatelizowac jego picie, odnosi sie z jakim takim niedowierzaniem do
jego "grania na automatach". Traktuje to tak, jakby to mialo za chwile sie
zmienic....ale nie zmienia sie nic. I tylko jest z roku na rok gorzej. To
jest tak, jakby nigdy nie odciela tej pepowiny od mlodszego syna. Ciagle to
jest jej "Tomus" "Tomeczek". I ciagle go kryje...usprawiedliwia...tyle lat.
I niewazne, ze on pije, awanturuje sie, klamie, oszukuje, jest zawistny i
niezyczliwy.
Pamietam jeden moment, gdy szwagrem "wstrzasnelo" na rok prawie. To bylo
wtedy, gdy jego tesciowie wywalili go z ich domu za to, ze przez przwie rok
chodzil do pracy nie przynoszac ani grosza z niej - pil i gral za to. I za
to, ze wzial od nich kase na zakup mater. budowlanych na remont i tez te
pieniadze przepuscil. Wtedy wrocil pokorny do matki i hamowal sie prawie rok,
az znowu sie zaczelo.
Znowu popija, pogrywa, robi awantury. Znowu tesciowa lekcewazy to, tlumaczy
go, a jedniczesnie narzeka na niego i o niczym innym nie potrafi myslec i
mowic.
Ech...wiecie co, choc czesc wyrzucilam z siebie. Dziekuje za wysluchanie.
Przepraszam, to okropnie dlugie jest. Powiedzcie, czy tesciowa nie jest
wspoluzalezniona ? A moze my tez ? Co mamy z nim zrobic ? Czy my mamy sie w
ogole w to wtracac ?
Aha, cos jeszcze. Po ktorejs awanturze tesciowa nalykala sie tabletek,
wyladowala w szpitalu. Chciala ponoc popelnic samobojstwo, ale juz sama nie
wiem, czy to mialo moze wstrzasnac szwagrem ? Nie wstrzasnelo, nawet do
szpitala nie zajrzal. Jego zona tez zreszta nie.