Dodaj do ulubionych

od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza)

16.01.06, 09:47
Witam!
Jestem nowa na tym forum, ale bardzo mnie nurtuje sytuacja u mnie w domu i
chetnie zasiegnelabym rady kogos, kto wiecej wie o problemie.

Moj maz (superinteligentny, ze stopniem naukowym) od jakiegos czasu
codziennie (lub niemal codziennie) obala sam butelke czerwonego wina (czasem
pol butelki). Nie pije nic innego, bo tylko czerwone wytrawne wino jest dla
niego odpowiednio wyszukanym trunkiem (czyta o tym ksiazki itp.).

Dawniej bylo to od czasu do czasu, ale ostatnio zdarza sie niemal codziennie
i maz dba, aby zawsze byla w kuchni jakas butelka w zapasie.

Juz dwa razy (moze "tylko" dwa?) zdarzylo sie, ze pozno wieczorem specjalnie
wyszedl do sklepu kupic sobie wino.

Od paru miesiecy bardzo chetnie sam robi zakupy domowe w supermarketach
(mysle, ze to dlatego, ze zawsze moze swobodnie zadecydowac, ze kupi rowniez
wino).

Zauwazylam tez, ze ostatnio stal sie znacznie bardziej drazliwy, latwiej
mozna go rozzloscic z byle powodu. Ponadto zmienila mu sie cera - czesto ma
rumience (albo cala twarz zaczerwieniona).

Nie widac, zeby go ciagnelo do innego alkoholu, wiec nie mam pewnosci, co o
tym myslec.

Na moje uwagi odpowiada, ze wino pomaga mu sie zrelaksowac i ze po prostu je
lubi. Po winie ma tez wieksza ochote na seks.

Dodam jeszcze, ze leczyl sie kiedys na depresje.

Jak probuje z nim rozmawiac, to mowi, ze pije, bo lubi i ze potem ma lepszy
humor.

Czy ktos moglby mi poradzic, na co jeszcze zwrocic uwage i czy nalezy juz sie
obawiac, ze to poczatek nalogu, czy moze wyolbrzymiam problem?

z gory dziekuje.

(niedoswiadczona) zona
Obserwuj wątek
    • alta22 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 10:35
      Z przykrością muszę Ci powiedzieć "Witaj w klubie".
      Scenariusz jest zawsze ten sam. Zmieniają sie tylko aktorzy i scenografia.
      Spróbuj na początek tak zorganizować, żeby tej butelki nie było. Nie wylewaj jej i nie chowaj. Jak się skończy zrób wszystko, żeby odwrócić jego uwagę od kupna następnej. Nie awanturuj się i nie rozmawiaj z nim o tym. Użyj całego swojego czaru, aby o tym zapomniał. Jeżeli Ci sie uda to będzie oznaczało, ze to fałszywy alarm. Chociaż cały czas musisz być czujna. Jeżeli zaś będzie mimo wszystko kombinował i sytuacja się powtórzy to niestety cdn.
      • wiesia53 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 12:47
        jestem alkoholiczką - mi też kiedyś bardzo smakował alkohol /nigdy nie piłam
        wynalazków/, moja kochana - alkoholik to nie tylko ten,który pije denaturat i
        lezy pod mostem..twój mąż bezwątpienia również nim jest..nie wiem jak go
        przekonasz,że tak jest...może on sam też to już wie..tylko tobie się nie chce
        przyznać..zapytaj..
        • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 14:23
          > moja kochana - alkoholik to nie tylko ten,który pije denaturat i
          > lezy pod mostem..

          Nie mam takiego obrazu, bo wiem, ze nalog dopada niezaleznie od pozycji
          spolecznej czy inteligencji. miedzy innymi dlatego napisalam ten post.

          > twój mąż bezwątpienia również nim jest..

          dlaczego "bez watpienia"? ja wciaz mam watpliwosci "czy to juz"...

          > może on sam też to już wie..tylko tobie się nie chce
          > przyznać..zapytaj..

          Pytalam, ale uslyszalam klasyczna odpowiedz "pije, bo lubie i pomaga mi to
          lepiej sie poczuc / lepiej spac". Raz sie odwazylam poprosic go, zeby nie pil
          danego wieczora, ale nie posluchal (tyle, ze w innych sprawach tez nie slucha
          prosb, nie cierpi, jak mu sie cos narzuca i nawet grzeczne prosby o drobiazgi
          odbiera jako narzucanie).

          Sama juz nie wiem...
          • wiesia53 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 14:38
            kochana,nie pozostaje mi nic innego jak polecic ci strony w inernecie o
            alkoholizmie,jego objawach,skutkach,trzezwieniu- wystarczy,że w googlach rzucisz
            hasło alkoholizm,jest tego bardzo dużo,poczytaj sobie-chciałam ci powiedzieć,że
            ja tez długo sie broniłam przed przyznaniem sie do bezsilności wobec alkoholu
            /trwało to ładnych parę lat../.Nie pisze tego po to aby cie przestraszyć, w
            przypadku twojego męza jest to typowy objaw zaprzeczania...
            On ma juz fizyczne objawy alkoholizmu,pije codziennie,zaczerwienienia na
            twarzy...potem dojdą dreszcze,zimne poty..w chwilach abstynencji...skąd ja to
            znam...
      • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 14:42
        > Z przykrością muszę Ci powiedzieć "Witaj w klubie".

        Bardzo, ale to bardzo bym chciala jednak nie nalezec do "klubu"...

        > Spróbuj na początek tak zorganizować, żeby tej butelki nie było. Nie wylewaj
        je
        > j i nie chowaj.

        Obmyslam sposoby. Wylanie zapasu z szafki to byl moj pierwszy pomysl. Na razie
        nie zrealizowany, bo boje sie jego reakcji. Wlasciwie dlaczego nie wylewac?

        Czy dlatego, zeby nie zwracac jego uwagi, ze cos zauwazylam? Czy zeby tym samym
        nie zachecac go do ukrywania sie? (na razie sie nie kryje z piciem, codziennie
        lub co drugi dzien nowa butelka laduje w domowym koszu).


        >Jak się skończy zrób wszystko, żeby odwrócić jego uwagę od kupna
        > następnej. Nie awanturuj się i nie rozmawiaj z nim o tym.

        Problem w tym, ze on sam sobie kupuje, jedyne co moge zrobic, to przejac na
        siebie cale zakupy spozywcze, ale ze wzgledow technicznych bedzie to trudne...

        Zastanawiam sie, co jeszcze moge zrobic?
        -p.
      • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 14:47
        > Hmm...Z reguly, kiedy pytamy "czy to juz?" - to juz.
        > Wydaje mi sie,ze moze to juz byc problemem, jesli nie byloby powodu do
        > niepokoju, pewnie bys tu nawet nie zajrzala...
        > pozdrawiam
        > PaulSixtus

        Potwierdzasz moje najglebiej skrywane przeczucia, co stwierdzam ze zgroza...

        Poczytalam troche w Internecie, ale o wstepnych fazach znalazlam bardzo malo,
        wiekszosc materialow dotyczy bardziej zaawansowanych stadiow choroby na "a".

        Poza tym jak odroznic zaprzeczanie osoby wpadajacej w nalog od zaprzeczania
        osoby, ktora w nalogu nie jest? Nie bardzo widze te granice...

        -p.
        • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 15:15
          Znając nawyki własne i paru jeszcze osób muszę podpowiedzieć, że osoby nawet
          najbliższe nie wiedzą, ile naprawdę wlewamy w siebie alkoholu. Wydaje mi się, że
          pół butelki wina codziennie nie byłoby dawało skutkow w postaci niezdrowej
          obrzmiałości ani nie wyganiało Twojego męża wieczorem do sklepu. Prawdopodobnie
          spożywa o wiele więcej, a winko to stary pijacki chwyt, to pretekst. Ja też
          miałam dyżurny koniaczek w barku, lampka nie zaszkodzi, bo lepsze ciśnienie,
          trawienie, itp., a oprócz tego pół litra w bezpiecznym miejscu.
          Rewizji nie ma co robić. Zacznie pić na ulicy, w pracy, w kinie, gdziekolwiek.

          To, co prawdopodobnie będziesz musiała zrobić, jest ciężkie do zniesienia, ale
          nie takie znów trudne. Rzecz zwyczajna. Głowa do góry.

          Masz jeszcze kobiecy sposób wypróbowania, co ważniejsze dla Twego małżonka: seks
          czy alkohol. Powiedz mu, że Ci przeszkadza zapach alkoholu i w sytuacjach
          intymnych wymagasz trzeźwości. Jeśli wybierze abstynencję seksualną, to nie
          będzie znaczyło, że Cię nie kocha, taka to choroba i tyle:)
          • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 15:32
            > Znając nawyki własne i paru jeszcze osób muszę podpowiedzieć, że osoby nawet
            > najbliższe nie wiedzą, ile naprawdę wlewamy w siebie alkoholu. Wydaje mi się,
            > że pół butelki wina codziennie nie byłoby dawało skutkow w postaci niezdrowej
            > obrzmiałości ani nie wyganiało Twojego męża wieczorem do sklepu.

            Jestem niemal pewna, ze nie pije nic innego (do pracy jezdzi samochodem, chyba
            nie mialby odwagi), choc zycie niestety potrafi okrutnie zazkakiwac...

            > Prawdopodobnie
            > spożywa o wiele więcej, a winko to stary pijacki chwyt, to pretekst.

            Czy to mozliwe? To nie jest jakies tam winko, tylko koniecznie czerwone
            wytrawne. Choc musze przyznac, ze dawniej zglebial tajemnice wina (rodzaje
            winorosli, obszary uprawy na swiecie, roczniki, nazwy itp.), a ostatnio wydaje
            sie, ze mu to troche zobojetnialo. Albo juz wszystko wie, albo znaczenie
            zaczela miec sama zawartosc butelki, a nie jej pochodzenie...

            > Masz jeszcze kobiecy sposób wypróbowania, co ważniejsze dla Twego małżonka:
            > seks czy alkohol. Powiedz mu, że Ci przeszkadza zapach alkoholu i w sytuacjach
            > intymnych wymagasz trzeźwości. Jeśli wybierze abstynencję seksualną, to nie
            > będzie znaczyło, że Cię nie kocha, taka to choroba i tyle:)

            Sprawa nie jest taka prosta, bo to on raczej odmawia mi seksu, niz ja jemu...

            Mam tylko do Was pytanie? Co robic, kiedy on mnie prosi, zeby mu kupic wino?
            Zdarzylo sie to pare razy. Zawsze kupowalam, ale bylam na siebie zla.

            Aha, ja w ogole nie pije i on czasem ma do mnie zal, ze mu nie towarzysze przy
            lampce wina. Czy to tez jakis objaw?
            -p.
            • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 15:51
              nic mu nie kupuj.
              alkoholik ma rece i nogi, jak bedzie chcial to sam sobie pojdzie.
              Tak samo jak nie rob za niego nic, co on sam moze zrobic i nalezy do jego
              obowiazkow, a nie robi bo pije i "nie ma czasu", lub "chory".
              Nie usprawiedliwiaj przed nikimi - prosta sprawa, pije. Wstyd przed ludzmi???
              w dalszym etapie choroby alkoholowej wiecej przychodzi takich momentow ze
              wstydzic sie przyjdzie i pewnie z powazniejszych spraw. Jak pojdzie
              nabzdyngolony do sklepu sam po wino, i zaliczy kilka kaluz, to moze na drugi
              raz zastanowi sie czy warto.
              Wszystko co zrobisz za niego moze tylko opoznic moment, kiedy sam dostrzeze ze
              ma problem.

              i jeszcze co do etapu choroby, ze pije codziennie, to nie znaczy ze jest w
              ostatnim etapie, bo wtedy zazwyczaj bedzie staral sie "udowadniac" ze nie ma
              problemu z piciem, nie pijac nawet kilka miesiecy.

              Nawet dzis w Gazecie byl podany link do reportazu, jak alkoholicy robia
              przysiegi niepicia na kilka miesiecy w kosciele. To sie alkoholikowi czesto
              udaje. Ale to nie znaczy ze w ten sposob przestaje byc alkoholikiem, czy tez
              wychodzi z choroby.
            • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 16:24
              Aha, ja w ogole nie pije i on czasem ma do mnie zal, ze mu nie towarzysze przy
              > lampce wina. Czy to tez jakis objaw?

              Tak, to jest objaw bardzo dla Ciebie niebezpieczny. Bardzo dużo kobiet tak
              zaczynało. Chyba i w moim przypadku, w pradawnych czasach mojego wówczas
              szczęśliwego małżeństwa, była ta serdeczna więź małżeńska przy kieliszku, lampce
              wina, herbacie z rumem. Tylko że dla mnie skończyło się totalną katastrofą.

              Pretekst z winem polega na tym, że, jak ja sobie wnioskuję z mojego przypadku,
              bo z terapią mi nie po drodze, sama chciałam sobie wmówić, że piję "elegancko",
              dobra brandy, w pięknym złoconym kielichu zachowanym z XIX wieku, albo wiskacz
              , albo wino za stówkę. I dlatego, co przypomina mi siebie w zachowaniach męża:
              wielka uwaga przykładana do marki alkoholu, traktowanie picia jako mądrego i
              kulturalnego zwyczaju. Ileż ja się nadoszukiwałam zalet w winie i koniaczkach,
              ech, szkoda mówić.

              No i wyjscia do sklepu. Bardzo dziwne, żeby normalny człowiek tak polubił wino,
              że nie potrafi porozmawiać z żoną. I ze dopiero po winie ma jakąś ochotę na coś
              więcej.

              Wiesz, nie musi w Twoim przypadku dojść do rodzinnego dramatu. Mój mąż pił i
              pije bardzo dużo, ale całkiem dobrze sobie radzi. Musisz sobie na wszelki
              wypadek obmyślić strategię: co będzie, jeżeli to jednak alkoholizm, co ja wtedy
              zrobię? Czy to alkoholizm, czy koniec małżeńskiej więzi, powrót depresji,
              zniechęcenie sobą, Tobą, życiem? Czy może czeka Cię samotność we dwoje czy w
              pojedynkę. Co wtedy zrobisz?

              Przewidując zło unikniesz gromu z jasnego nieba i jakoś szybciej sie pozbierasz.
              Pesymistyczny optymizm...

              To wszystko, czym mogę się z Tobą podzielić.

              I życzę Ci wszystkiego dobrego, trzymaj się dzielnie:)
              • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 16:59
                eska, eska
                znow proponujesz strategie wywazania otwartych drzwi.
                Najlepsza strategia jest udanie sie do poradni leczenia uzaleznien,
                tam wiedza co to za strategia.
                A biorac pod uwage fakt,
                ze majac za partnera alkoholika,
                samemu staje sie po pewnym czasie osoba wspoluzalezniona,
                to faktycznie taka osoba wspoluzalezniona tez zazwyczaj ma jakas tam swoja
                strategie zycia z alkoholikiem.
                To jest pewnie ten pesymistyczny optymizm, ze bedzie dobrze, choc zaczyna sie
                robic coraz gorzej.
                Przytocze z ksiazki, za psychiatra:
                "Z obserwacji wynika ze u alkoholika jest mozliwy proces ozdrowienia w ciagu
                dwoch lat (leczenia), natomiast osoba wwspoluzalezniona, by dojsc do tego
                samego potrzebuje okolo pieciu, szesciu lat".
                Wiec prawde mowiac nie wiem kto jest w takim zwiazku bardziej poszkodowany,
                alkoholik czy wspoluzalezniony, jesli chodzi o dochodzenie pozniej do siebie,
                czyli zburzenia owej samodzielnie wymyslonej strategii.
                A poniewaz moze autorka postu nie jest w sytuacji takiej, ze jej
                wspoluzaleznienie jest daleko posuniete, wiec lepiej niech sama jak najszybciej
                zglosi sie tam, gdzie udziela jej pomocy dla niej samej,
                anizeli sama buduje strategie.
        • paulsixtus Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 00:58
          > Poza tym jak odroznic zaprzeczanie osoby wpadajacej w nalog od zaprzeczania
          > osoby, ktora w nalogu nie jest? Nie bardzo widze te granice...

          To raczej nietrudne - osoba pijaca nienalogowo nie bedzie zaprzeczala, bo...nie
          uslyszy zadnych pretensji/uwag/zarzutow, wobec ktorych musialaby sie
          zarzekac... :)
          Poza tym, jesli z kims dzielimy sie niepokojem na temat jego picia - osoba
          nieuzalezniona na pewno nie zareaguje nerwowo. Raczej bedzie dociekac, dlaczego
          uwazasz,ze cos jest nie tak i RACJONALNIE podejdzie do problemu.
          Alkoholik reaguje nerwami, szantażem emocjonalnym "no,tak...nawet wina
          spokojnie po pracy DLA ROZLUZNIENIA wypic nie mozna...":), a nawet grozbami
          samobojstwa (to pozniej).
          pozdrawiam
          PaulSixtus
          • hepik1 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 06:36
            parolka napisała:

            >i czy nalezy juz sie
            > obawiac, ze to poczatek nalogu, czy moze wyolbrzymiam problem?

            Ewa Woydyłło,jedna z najbardziej znanych terapeutek w Polsce,pracująca z uzależnionymi od lat kilkudziesięciu,twierdzi,że nie spotkała alkoholika,który by zaczął pic po 22 roku życia(w odróżnieniu od kobiet,które sięgają po alkohol często dopiero w wieku dojrzałym)
            Osobiście ,choc liczba alko ,których ja spotkałem jest o wiele mniejsza,też z takim sie nie zetknąłem.
            Nie będę oryginalny,zgadzając się z przedmówcami,że to czerwone ,wytrawne wino ,jest zapewne działaniem kamuflująco-maskującym.
            Najbliżsi,paradoksalnie ostatni problem zauważają a jeśli juz im to przeszkadza na tyle ,by szukać odpowiedzi czy to początek,po uzyskaniu podstawowych wiadomości o alkoholiźmie,dochodzą do wniosku,że to juz zawansowana faza uzależnienia.
            Polecam przeczytanie tekstu o Zaczarowanym Kole Zaprzeczeń:
            www.forum.akcjasos.pl/viewtopic.php?t=3668
    • wiesia53 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 15:00
      wiesz co,mam jednak lepszy pomysł,udaj sie do najblizszej Poradnii Leczenia
      Uzaleznień i opowiedz tam psychologowi o Twoich wątpliwościach...gwarantuje,ze
      otrzymasz odpowiedz na wszystkie nurtujace cię pytania....
      oby moja prognoza,ze twój mąż jest alkoholikiem,sie nie sprawdziła..ale mam
      dziwne przeczucie,a nawet więce..pewność,ze tak jest...
      tam powiedzą ci co masz zrobić..
    • wiesia53 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 15:10
      jeszcze jedno..kiedy ktos pije codziennie,to to juz nie jest jakaś faza
      wstępna..po mojemu to jest faza chroniczna,czyli ostatnia...on pije
      sam...tyle,ze jest na tyle arogancki w stosunku do Ciebie,ze robi to na Twoich
      oczach.Każdy alkoholik w fazie chronicznej pije sam, tyle,ze większość sie z tym
      ukrywa...
    • alina66 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 15:15
      dlaczego nie wylewać?

      Bo to nic nie da- kupi następną i jeszcze następną ... Na Ciebie będzie zły, że
      go kontrolujesz, że przesadzasz, że traktujesz go jak dziecko. Może zacznie
      chować, a może będzie wył na Ciebie, że robisz problem z niczego.
      Zawsze znajdzie sposób, żeby pić.
      Superinteligentny to znaczy niestety, że trudno będzie go przekonać do tego,
      że ma problem i że musi go leczyć.
      Mój inteligentny eks (może nie super ale inteligentny) mial i ma nadal całą
      filozofię, dlaczego pije, dlaczego AA jest nie dla niego (taką ciemnotę to
      można prostakom wciskać, a nie jemu). No i pije sobie dalej.
      Cóż, wszystko co można napisać na ten temat, zostało już na tym forum napisane -
      poszperaj w archiwum i - przede wszystkim szukaj tematu współuzależnienia
      (AlAnon), bo na jego picie nie masz wpływu, masz wpływ na swoje życie.

      Pozdrawiam
      • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 17:14
        Myśle ze jest tak:
        czerwone wytrawne to tylko pretekst i tuszowanie prawdziwego motywu [no bo on
        1. tylko winko i tylko czerwone i tylko wytrawne i tylko jedna flaszka ALE ZA
        TO CODZIENNIE - i to nie jst normalne
        2. z czasem beda dwie flaszki potem moze trzy [tolerancja na alkohol zwieksza
        sie i trzeba go wypic wiecej [moze juz pic w ukryciu - w drodze do domu -
        chociazby na schodach czy w parku - z gwinta]
        3. potem moze byc gorzala no bo ile trzeba wypic tego wina by sie zamroczyc
        4. nie pije bo prowadzi [ale gorzala nie zna hasla "piles - nie jedź"] tak wiec
        moze zaczać i pić i jeździc
        5. Wina nie wylewaj bi sie bedzie wsciekal - sproboj to zobaczysz jak sie
        wscieknie
        6. Zaprzeczac bedzie bo to normalne
        7. Jest prawdopodobnie na dobrej drodze do uzaleznienia
        8. To nic strasznego [uzaleznienie] - on nie pierwszy i nie ostatni
        Pewno za jakis czas zalapie ze cos nie wporzadku
        9. Podobni do niego - ale juz na koncu drogi alkoholizmu buszuja po smietnikach
        i pija denaturat [to tez alkohol - jak wino czerwone - znaczy sie podobnie
        dziala]
        Jerzy - pozdrawiam
        U mnie bylo podobnie - ale bez punktu 9 bo w punkcie 8 trafilem na terapie
        • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 17:52
          Bardzo Wam wszystkim dziekuje za posty. Obawialam sie, ze mam problem...

          > Myśle ze jest tak:
          > czerwone wytrawne to tylko pretekst i tuszowanie prawdziwego motywu [no bo on
          > 1. tylko winko i tylko czerwone i tylko wytrawne i tylko jedna flaszka ALE ZA
          > TO CODZIENNIE - i to nie jst normalne

          Jerzy, otworzyles mi tym komentarzem oczy. Rzeczywiscie tak jest. Chyba
          rzeczywiscie nalezy patrzec na czestotliwosc, a nie rodzaj trunku.

          Niby czlowiek patrzy, ale nie dostrzega...

          > 5. Wina nie wylewaj bi sie bedzie wsciekal - sproboj to zobaczysz jak sie
          > wscieknie

          A moze to bedzie dobry test? Tylko ze ja sie boje... Czy ktos z Was wylal
          zapasy swojego meza/zony/partnera/partnerki i co potem bylo?

          > 8. To nic strasznego [uzaleznienie] - on nie pierwszy i nie ostatni
          > Pewno za jakis czas zalapie ze cos nie wporzadku

          Masz na mysli, ze to nic niezwyklego, prawda? No bo jednak straszne to to
          jest...

          Przyszly mi do glowy jeszcze dwie "pograzajace" rzeczy:
          - jego siostra miala problem z alkoholem (nie wiem, jak teraz, bo mieszka
          daleko)

          - on mi stawia warunki i mowi, ze najpierw ja cos powinnam byc lepsza zona
          (chodzi o pare konkretnych rzeczy, ktore mialabym robic, mniejsza o szczegoly),
          a wtedy on bedzie sie lepiej czul i nie bedzie musial poprawiac sobie nastroju
          winem.

          zaczynam sobie uswiadamiac, ze chyba jest powaznie... dretwieje na sama mysl...

          -p.
          • paulsixtus Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 00:53
            > Jerzy, otworzyles mi tym komentarzem oczy. Rzeczywiscie tak jest. Chyba
            > rzeczywiscie nalezy patrzec na czestotliwosc, a nie rodzaj trunku.

            Masz zupelna racje. Ja jestem alkoholikiem, choc napojow wysokoprocentowych
            (wodka, koniaki, itp) wypilem zdecydowanie! mniej, niz piwa. Jest taki mit, ze
            im wiecej procentow, tym wieksze uzaleznienie - to bajka. Dobrze Ci radzą
            jerzy, rauchen - Osrodek Terapii Uzaleznien.
            pozdrawiam
            PaulSixtus
      • janulodz Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 16.01.06, 17:27
        Ta butelka to może być dla zmylenia uwagi. Może mieć drugą w garażu, w samochodzie, w piwnicy, gdziekolwiek. Może macie psa i on z nim wychodzi. Napić można się wszędzie. Inteligentny alkoholik potrafi być bardzo przebiegły w zapewnieniu sobie komfortu picia, a super inteligentny to już z tej przebiegłości własnoręcznie się może zabić, a przy tym zniszczyć wszystkich dookoła siebie. Chyba nie ma co już sprawdzać czy wybierze Ciebie, czy butelkę i wystawiać go na próby tak jak Ci proponowała Alta22. Fakty są bezsporne. On jest uzależniony. To w pierwszym momencie poraża, ale musisz przełamac wstyd i zgłosić się do przychodni dla uzależnionych. (oczywiście jako współuzależniona). Rozmowa z psychologiem powinna pomóc w podjęciu przez Ciebie decyzji, co dalej. Trzymaj się. Janu- trzeźwiejący alkoholik
      • katarzynaperek Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 09.01.19, 10:57
        Witaj, przeczytałam Twoją wypowiedź i zastanawiam się czy próbować układać sobie życie dalej bez męża, który nie dopuszcza za bardzo mysli , że ma problem. Rozmawialiśmy już wielokrotnie i spokojnie i w nerwach, przez to piwkowanie zawalił wiele tematów w życiu choć on nie widzi związku. Zawsze tylko obiecuje , że będzie robił to czy tamto, ale zawsze weekend zaczyna od zakupów pieczywa i przy okazji piwa, po czym słyszę w sypialni dobiegające z salonu znajome pssst..to zawsze jest pierwsze, przed sniadaniem...nie mam odwagi zdecydować tym bardziej, że wciąż mówi , że robi albo zrobi coś ale musi mieć dla kogo, zawsze robi coś dla mnie, nigdy dla siebie...mam wyrzuty sumienia , że jeśli odejdę skrzywdzę go, on nazywa to "...łatwo sie odwrócić plecami, co? potrzebuję twojego wsparcia..." K.
        • aaugustw Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 09.01.19, 13:00
          Katarzyno, tam gdzie ten Problem powstal, nie umie byc rozwiazany…
          Potrzebujecie oboje wsparcia, ale z zewnatrz.
          Uzalezniony od alkoholu (piwo ma ten sam wzor chemiczny, co i np. spirytus)
          zawsze bedzie usluzny, aby miec tylko spokoj i akceptacje do dalszego picia,
          ktorego zaden jeszcze z uzaleznionych nie utrzymal na jednakowym poziomie.
          Bedzie tylko gorzej… :-(
          A...
        • solwer Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 10.01.19, 19:06
          katarzynaperek 09.01.19, 10:57 opisała swoją sytuację...
          Może w podjęciu decyzji pomoże przeczytanie wątków kobiet będących w podobnej sytuacji.Forumowicze podawali sposoby wyjścia z sytuacji.Może coś dopasujesz do siebie. Z wyrazami współczucia. Solwer.
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,166828878,166828878,Alkoholizm_czy_nie_.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,166406999,166406999,alkoholik_czy_nie_.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,113858412,113858412,codzienne_picie.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,93287088,93287088,Jak_pomoc_mezowi_alkoholikowi_.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,165794575,165794575,Chce_sie_zapic_.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,165799021,165799021,czy_da_sie_uratowac_rodzine_.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,165085172,165085172,alkohol_zniszczyl_moj_zwiazek.html
    • magdacan Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 06:32
      Moja integligentna przyjaciolka zaczynala od bialego wina. Teraz pije wszystko.
      O! przepraszam piwo tylko w ostatecznosci jak nic innego nie ma. I tez pije
      tylko po to, zeby sie zrelaksowac. Na terapie nie pojdzie bo uwaza, ze jej
      inteligencja duzo powyzej przecietnej i w tym miescie (duze miasto w Kanadzie)
      nie ma terapeuty, ktory dorownywalby jej inteligencja a nie bedzie sie znizac
      do rozmowy z debilem. A ja bylam do bani przyjaciolka bo nie chcialam z nia pic
      (oczywiscie tylko po to, zeby sie zrelaksowac).
      • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 08:57
        "on mi stawia warunki i mowi, ze najpierw ja cos powinnam byc lepsza zona
        (chodzi o pare konkretnych rzeczy, ktore mialabym robic, mniejsza o szczegoly),
        a wtedy on bedzie sie lepiej czul i nie bedzie musial poprawiac sobie nastroju
        winem". TO KLASYCZNE PRZEWALANIE WINY - NIE DAWAJ SIE NA TO NABRAC
        alkoholizm jest straszny jak jest nieleczony i jak postepuje. Leczony niczym
        nie gorzi i jest mniej straszny od grypy [ale do tego doszedlem po 5-ciu, 6-ciu
        latach terapii
        Co do przyjaciółki z kanady i jej bardzo wysokiej inteligencji a "terapeuci to
        debile" to tak twierdzi KAZDY alkoholik - to forma odrzucania pomocy. ja tez
        tak robilem przez bez mala 5 lat.
        Moge tylko powiedziec ze taraz leczenie jest o wiele dostepniejsze i
        latwiejsze. jak ja zaczynalem 17 lat temu [juz tak na prawie powaznie] to bylo
        w Warszawie cos chyba 5 osrodkow leczenia uzaleznienia - teraz jest chyba ze 20
        a grup AA to jest chyba 150-200. Ponadto wiedza na temat tej choroby bardzo
        spowszedniala i nie jest to juz prawie wstydliwy problem.
        Pozdrawiam - uszy do gory - masz tu wsparcie w nas uzaleznionych i
        wspoluzaleznionych - korzystaj z nasej wiedzy nabytej przez wieloletnie picie,
        nastepnie leczenie itp.
    • elllos Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 09:50
      Dlaczego nikt z własnego doświadczenia nie chce napisać jak postępować z
      alkoholikiem tylko odsyłają nas do AA, przecież już ktoś korzystał, był tam i
      dostał tam wskazówki . Cytuję " zacznij od siebie" chciałabym , tylko trzeba
      mieć na to czas po pierwsze a w mojej miejscowości nie ma takich grup wsparcia,
      po drugie jesli już ktoś wie to niech podzieli się z nami na forum tymi radami.
      Dziękuję z góry.
      • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 12:50
        wydaje mi sie, ze dlatego ze "moje" doswiadczenie wcale nie musi byc podobne
        do "twoich" doswiadczen,
        i co gorsza czasem zamiast pomoc moze pogorszyc sprawe.(ja akurat jestem
        alkoholiczka, DDA)
        Kolejna sprawa jest taka, ze zazwyczaj osoba ktora pyta, jak postepowac z
        alkoholikiem, ma wytworzony jakis stosunek emocjonalny z alkoholikiem,
        i w tym momencie naprawde trudno jest pomoc alkoholikowi nie krzywdzac samej
        siebie. Dlatego chodzi tu raczej jak osoba wspoluzalezniona ma pomoc samej
        sobie, w pierwszej kolejnosci. Czesto jest to pierwszy krok do pomocy osobie
        uzaleznionej.
        Ale to nie jest jedna prosta rada - bo dobrymi radami to wiadomo co jest
        wybrukowane - chodzi o proces, i co wazne jest zazwyczaj - wlasnie kontakt z
        inna osoba ktora ma podobny problem, tyle ze twarz w twarz.
        Widzisz, alkoholik czesto wie, ze zeby nie byc pijanym, wystarczy nie ruszac
        pierwszego kieliszka, i czesto dzieki temu udaje mu sie utrzymac miesiace, ba,
        lata trzezwosci, a potem znow ucieka w picie.
        Tym ktorym udaje sie nie pic latami, trzezwym alkoholikom, zazwyczaj potrzebny
        byl proces zmian, dzien po dniu wprowadzania zmian w swoim zyciu, zeby
        trzezwosc nie byla pustym powstrzymaniem sie od picia, ale pijane zycie ktore
        staje sie trzezwym, bylo zapelniane czyms nowym, pustke ktora powstaje po
        zaprzestaniu picia trzeba wypelnic. Alkoholik pije latami - nie da sie w jeden
        dzien odwrocic wszysstko o 180 stopni.
        I podobnie jest z osoba wspoluzalezniona - dniami byc wspoltowarzyszem picia,
        wiec nie da sie tego zmienic w jeden dzien, i jedna rada.
        Oczywisciec jest stworzona taka podstawowa lista, ale to nie wszystko.

        A ta lista to:
        Jak się zachowywać, jak postępować albo co robić, żeby nie pomagać w piciu.

        * nie należy zapominać, że alkoholizm jest chorobą przewlekłą i aby pomóc w
        wyzdrowieniu trzeba koniecznie zaakceptować ten fakt i przestać się wstydzić;
        * nie należy również traktować alkoholizmu tak jakby był hańbą dla rodziny;
        jest to bowiem jedna z chorób a powrót do zdrowia jest możliwy, podobnie jak w
        większości innych;
        * nie należy traktować alkoholika tak jak niegrzeczne dziecko, bo przecież
        nie postępuje się tak kiedy ktoś cierpi na jakąkolwiek inną chorobę;
        * wątpliwy sens ma robienie wyrzutów i wdawanie się w kłótnie, szczególnie
        wówczas, kiedy alkoholik znajduje się pod działaniem alkoholu;
        * wygłaszanie kazań i robienie wykładów nie ma również większego sensu,
        ponieważ alkoholik prawdopodobnie wie już to wszystko o czym chcemy mu
        powiedzieć, można natomiast sprowokować go do dalszych kłamstw i wymusić
        obietnice, których nie będzie w stanie dotrzymać;
        * nie należy przyjmować obietnic, o których wiadomo, że nie będą możliwe w
        tym momencie do spełnienia;
        * dając okłamywać się i udając, że się wierzy można doprowadzić do tego, że
        alkoholik dojdzie do przekonania, że potrafi przechytrzyć;
        * używanie szantażu w formie "gdybyś mnie naprawdę kochał to byś przestał
        pić..." niczego nie zmienia, a jedynie zwiększa poczucie winy, nie mówi się
        przecież "gdybyś mnie kochał, nie przeziębiłbyś się";
        * wypowiadanie gróźb, których nie jest się w stanie spełnić pozwala
        alkoholikowi sądzić, że nie traktuje się poważnie swoich słów;
        * nie warto sprawdzać ile alkoholik pije, bowiem i tak nie ma szans na to,
        aby wiedzieć o wszystkim;
        * szukanie schowanego alkoholu, zmusza alkoholika do ciągłego wymyślania
        nowych kryjówek;
        * chowanie i wylewanie alkoholu jedynie skłania alkoholika do bardziej
        desperackich prób zdobycia go i ukrycia, a przecież wiadomo, że w końcu i tak
        znajdzie sposób żeby się napić;
        * wspólne picie alkoholu nie spowoduje wcale, że alkoholik wypije w sumie
        mniej, natomiast odwlecze to niewątpliwie moment, w którym zdecyduje się on
        poprosić o pomoc;
        * nie należy robić za alkoholika niczego, co mógłby zrobić sam, natomiast
        usuwanie problemów, chronienie przed ponoszeniem konsekwencji swoich własnych,
        nieodpowiedzialnych, zachowań (np. nieobecności w pracy, zaciąganie długów i
        inne skutki picia) odbierają szansę na to, aby alkoholik zauważył do czego
        doprowadziło go picie i aby zechciał zmienić swoje dotychczasowe postępowanie;
        * nie należy oczekiwać natychmiastowego wyleczenia, bowiem tak jak w każdej
        przewlekłej chorobie okres leczenia i rekonwalescencji jest długi, a nawroty
        choroby są możliwe;
        * bardzo potrzebne jest alkoholikowi otrzymywanie miłości, wsparcia i
        zrozumienia podczas podejmowanych prób zaprzestania picia i utrzymywania się w
        trzeźwości.



      • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 14:11
        elllos - ja tez latami gryzlem reke co mi wskazywala kierunek do AA -
        probowalem leczyc sie sam - takie rozne terapie-pseudo - odsylanie do AA ma to
        dobre ze jest to skarbnica wiedzy o tej chorobie darmowa i bezplatna i
        powszechnie dostepna - obecnie AA jest niemal w kazdej dziurze w Polsce - nawet
        najmniejszej - cos okolo 1800 grup - dlaczego nie skorzystac z ich pomocy -
        skutzecznej i bezpobesnej - no ale ja to jestem teraz mądry - wszak do tego
        wniosku [jak juz mowilem] dochodzilem 6 lat. Dlatego teraz z uporem maniaka
        powtarzam - AA - AA - AA - bo szkoda czasu na drogi okrezne, samoleczenie, itp.
        ja nie wiem jak postepowac z alkoholikiem - bo kazdy wymaga nieco innego
        postepowania
        • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 17.01.06, 19:29
          Bradzo Wam wszystkim dziekuje za reakcje, nie macie pojecia (pewnie jednak
          macie), jak bardzo pomaga spojrzenie z zewnatrz.

          Za zacheta paru obecnych tu osob postanowilam pojsc za ciosem - jutro mam
          pierwsza wizyte konsultacyjna w poradni uzaleznien Troche sie boje tego, co
          uslysze, ale nie chce chowac glowy w piasek.

          I jeszcze kilka kwestii:
          paulsixtus:
          >taki mit, ze im wiecej procentow, tym wieksze uzaleznienie - to bajka.

          Do tej pory wydawalo mi sie, ze pijac wino trudniej wpasc w uzaleznienie,
          zwlaszcza z cala ta otoczka typu "l'appellation d'origine controlee" i innymi
          rzeczami dla koneserow. Pewnie jednak bylam w bledzie.

          >Alkoholik reaguje nerwami, szantażem emocjonalnym

          niestety, wlasnie tak jest, kompletnie nie chce ze mna o tym rozmawiac i
          kieruje rozmowe na moje niedoskonalosci jako zony (nie przecze, ze pare by sie
          znalazlo, ale rozsadnie rzecz biorac na pewno nie odbiegam od sredniej, a juz
          na pewno jesli chodzi o zajmowanie sie dzieckiem - moj maz robi to niezmiernie
          rzadko i tylko wtedy, gdy sam ma ochote).

          > grozbami samobojstwa (to pozniej).

          ja to juz przechodzilam zanim zaczal pic, choc chyba w 'miekkim ' wariancie

          magdacan:
          > Na terapie nie pojdzie bo uwaza, ze jej inteligencja duzo powyzej przecietnej
          > i w tym miescie (duze miasto w Kanadzie) nie ma terapeuty, ktory dorownywalby
          > jej inteligencja a nie bedzie sie znizac do rozmowy z debilem.

          Rany, jakbym slyszala wlasne mysli (tyle ze w stosunku do mojego meza).
          Jaki jest w takim razie sposob na alkoholika, ktory jest intelektualista i
          uwaza, ze jest najmadrzejszy ze wszystkich znanych mu ludzi (a juz na pewno z
          rodziny)? namawialam go kiedys na terapie malzenska, ale byl tylko raz i z
          poblazaniem wypowiadal sie o intelekcie terapeuty. wiecej nie dal sie namowic.

          hepik1:
          >Ewa Woydyłło,jedna z najbardziej znanych terapeutek w Polsce,pracująca z
          > uzależnionymi od lat kilkudziesięciu,twierdzi,że nie spotkała
          > alkoholika,który by zaczął pic po 22 roku życia(w odróżnieniu od kobiet,

          Obawiam sie, ze jednak bywaja takie przypadki, bo moj maz zaczal w ogole pic
          blizej trzydziestki. Czy sklonnosci depresyjne cos tu wyjasniaja?

          jerzy30:
          > "on mi stawia warunki i mowi, ze najpierw ja cos powinnam byc lepsza zona
          >(chodzi o pare konkretnych rzeczy, ktore mialabym robic, mniejsza o
          > szczegoly), a wtedy on bedzie sie lepiej czul i nie bedzie musial poprawiac
          > sobie nastroju winem".
          >TO KLASYCZNE PRZEWALANIE WINY - NIE DAWAJ SIE NA TO NABRAC

          Latwo powiedziec, ale jesli ja naprawde nie jestem idealna zona, tylko taka
          zwyczajna (czasem cos obiecam i nie zrobie, czasem zostawie balagan itp. itp.).
          Jak mam wtedy argumentowac?
          On mowi: ty nie jestes idealna bo X, Y, Z. wiec ja nie jestem idealny i sobie
          pije wino.
          Co na to odpowiadac???

          z gory dziekuje Wam za wsparcie,
          -p.
          • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 18.01.06, 08:50
            parolka - nie wiem jak Ci odpowiedzieć.
            No ale spróbuję.
            Nie ma na świecie ludzi idealnych - to utopia.
            Każdy ma swoje mniejsze lub większe wady.
            A pozatym co to znaczy "idealny" - ten co nie bałagani czy ten co zawsze
            wszystko robi co obiecuje. Wystarczy że talerz na stole zostanie postawiony
            trzy centymetry w lewo i już jest pretekst do zarzutu bałaganu. Wystarczy
            obiecać "jutro zrobię zupę pomidorową" a tu jutro nie było pomidorów i zupa
            jest ale kapuśniak - już jest pretest do zarzutu "obiecywałaś!!!!!!!!!!"
            Nawet jak Ty nie jesteś idealna [co Ci zarzuca Twój współmałżonek] to Ty
            przecież nie pijesz z tego powodu winka. I to jest odpowiedź. "Nie jestem
            idealna tak jak ty ale ja sie nie upijam codziennie." Picie nie żadnego związku
            z tym czy ktoś jest idealny czy nie. Możesz też powiedzieć że jest Ci bardzo
            przykro iż z powodu iż Ty nie jesteś idealna on sie upija ale nie masz na to
            żadnego wpływu [i nie chcesz mieć - bo to jego picie i wymówki] bo jesteś taka
            jaka jesteś i że sie nie zmienisz w ideał tylko dlatego by przestał pić. Nic to
            nie da ponadto bo jak Ty sie zmienisz w ideał to on bedzie pił z rozpaczy iż on
            nie jest idealny. Każdy pretest jest dobry do picia.
            • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 18.01.06, 15:37
              jerzy30, duze dzieki za odpowiedz.

              > A pozatym co to znaczy "idealny" - ten co nie bałagani czy ten co zawsze
              > wszystko robi co obiecuje. Wystarczy że talerz na stole zostanie postawiony
              > trzy centymetry w lewo i już jest pretekst do zarzutu bałaganu. Wystarczy
              > obiecać "jutro zrobię zupę pomidorową" a tu jutro nie było pomidorów i zupa
              > jest ale kapuśniak - już jest pretest do zarzutu "obiecywałaś!!!!!!!!!!"

              Niestety, tak to wyglada. Jestem czesto oskarzana o rozne rzeczy tak drobne, ze
              az absurdalne. A czasem faktycznie czegos zapomne, ale nie tylko w stosunku do
              jego prosb. Niemniej jednak jest to dobry pretekst, zeby oskarzyc prawda?

              Tylko co mam robic, kiedy on mowi "zmien sie (badz lepsza zona...), to wtedy
              nie bede tyle pic". Czy podejmowanie sie roznych zmian (czasem bardzo daleko
              idacych) cos pomoze? Czy ktos moze sie podzielic takim doswiadczeniem?

              Mam skryta obawe, ze nawet jak "obiecam ze sie poprawie", to i tak znajdzie sie
              pretekst to powiedzenia "jestes zla zona, nie dbasz o moje potrzeby". A moze
              tylko tak mi sie wydaje?

              -p.
              • marianna_m1 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 21.01.06, 22:27

                > Tylko co mam robic, kiedy on mowi "zmien sie (badz lepsza zona...), to wtedy
                > nie bede tyle pic". Czy podejmowanie sie roznych zmian (czasem bardzo daleko
                > idacych) cos pomoze? Czy ktos moze sie podzielic takim doswiadczeniem?


                BOZE!!!!!!!!
                co ten facet z Toba robi????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                NIE ROB NIC, ON PIJE PRZEZ SIEBIE, NIE PRZEZ CIEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                i w tym momencie krzycze.
            • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 18.01.06, 15:11
              hepik1 napisał:


              > www.recenzje.pl/98rehab.html
              > Na niektórych intelektualistów działa:)

              Dzieki! czy mam sama przeczytac, czy od razu podsunac mezowi-intelektualiscie
              pod nos?
              Czy to dziala tylko na etapie zaawansowanym? A co z etapem "wstepnym", kiedy
              jest sie w fazie zaprzeczania i nie sadzi sie, ze w ogole ma sie problem?

              Czy ta (albo podobna) ksiazka ma szanse pomoc bez terapii itp.? Intelektualista
              ma poczucie, ze wszystko moze zrobic sam i ze 'sam wie lepiej". a z drugiej
              strony tyle czytalam o tym, ze z alkoholizmu nie mozna sie "wyleczyc samemu",
              wiec pytanie...

              Przepraszam, jesli to naiwne pytanie, ale tylu rzeczy jeszcze nie wiem na
              temat -a-.

              -p.
              • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 18.01.06, 17:20
                ksiazka nie wyleczy,
                ale jakies tam wejrzenie na same leczenie da, i to chyba od dobrej strony.
                Czytalam, i polecam, chociaz ja juz bylam w stadium gdy wiedzialam ze mam
                problem, i chcialam wyjsc.
                Jest jeszcze druga ksiazka tego autora, "Alkoholizm, grzech czy choroba",
                traktuje bardziej o ruchu AA i w formie raczej reportazu.
                Czy zadziala na intelektualiste?
                Autor jest intelektualista, raczej znana osoba, wiec to jakby samo przez sie
                wskazuje ze problem alkoholizmu moze dotyczyc rowniez tych ktorzy sa "ponad
                poziomy" intelektualne.
                Czy przeczyta i w jakim stadium?
                Trudno powiedziec, sa alkoholicy w ostatnim zaawansowanym stadium i nadal
                potrafia na samo slowo alkoholizm reagowac jak diabel na wode swiecona.
                Ksiazke najlepiej kup, przeczytaj jak chcesz, daj mu do przeczytania, a jak nie
                bedzie chcial, to nie wiem, zadbaj o to zeby zawsze byla w zasiegu wzroku.

                pzdr
                • magtomal Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 19.01.06, 11:57
                  Jakbym czytała o sobie...Mąż-intelektualista z wysokim stopniem naukowym,
                  alkoholik odrzucający pomoc terapeutów, który zaczął pić ok trzydziestki. Tylko
                  jestem trochę dalej w drodze życia z alkoholikiem... Od ponad pół roku chodzę
                  do Poradni, leczę się ze współuzależnienia. Pomaga mi to, ale czasami boli jak
                  dawniej. Choroba męża pogłębia się, wciąż czekam na przełom, który nie chce
                  nastąpić.
                  • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 20.01.06, 01:37
                    magtomal napisała:

                    > Jakbym czytała o sobie...Mąż-intelektualista z wysokim stopniem naukowym,
                    > alkoholik odrzucający pomoc terapeutów, który zaczął pić ok trzydziestki.
                    Tylko
                    >
                    > jestem trochę dalej w drodze życia z alkoholikiem... Od ponad pół roku chodzę
                    > do Poradni, leczę się ze współuzależnienia. Pomaga mi to, ale czasami boli
                    jak
                    > dawniej. Choroba męża pogłębia się, wciąż czekam na przełom, który nie chce
                    > nastąpić.

                    Witaj, wyglada na to, ze nasza sytuacja jest bardzo podobna (tylko nieco inny
                    etap). Cyz moglabym Cie poprosic o kontakt na priv? login jak w postach, na
                    @gazeta.pl

                    -p.
    • drak62 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 19.01.06, 17:55
      Parolka, wypowiedzi osób które mają duże doświadczenie są bardzo cenne i
      pomagaja zrozumiec problem. Natomiast nie zastąpią profesjonalnej pomocy która
      możesz uzyskac w poradni. Chciałbym się jedynie odnieś do zdania które
      napisałaś wczesniej - maż mówi ze przestanie pic jak się zmienisz.
      I myśle że paradoksalnie ma rację. Powinnas przstać zjmowac się jego piciem i
      przede wszystkim skupić się na sobie. Uczestniczac w terapii dla osób
      współuzależnionych z całą pewnością zmienisz się (aczkolwiek niezupelnie
      zgodnie z oczekiwaniami męża). I własnie ta zmiana skłoni go do większej
      refleksji.
      • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 20.01.06, 01:33
        drak62 napisał:

        > Parolka, wypowiedzi osób które mają duże doświadczenie są bardzo cenne i
        > pomagaja zrozumiec problem. Natomiast nie zastąpią profesjonalnej pomocy
        która
        > możesz uzyskac w poradni.

        Zgadzam sie z Toba, ze profesjonalna pomoc jest kluczowa, choc z drugiej strony
        wsparcie osob majacych doswiadczenia w tej materii sa bezcenne, bo pozwalaja
        spojrzec na sprawe inaczej.

        ++++++
        JESTEM PO PIERWSZEJ WIZYCIE W PORADNI.
        Jeszcze nie wiem, co o tym sadzic, bo na razie przez godzine opowiadalam o
        problemie i umowilam sie na nastepna wizyte.
        Co mnie natomiast zaskoczylo to to, ze do spotkania wyznaczono bardzo mloda
        pania psycholog, na pewno nie wiecej niz 2-3 lata po studiach. Uwaznie mnie
        sluchala, ale wciaz mialam wrazenie, ze tak mloda osoba (w dodatku niezamezna)
        moze nie do konca rozumiec problemy malzensko-alkoholowe.

        Czy niepotrzebnie sie uprzedzam co do mlodego wieku?
        A moze jednak poprosic o spotkanie z kims bardziej doswiadczonym/starszym?
        (zaliczam sie do trzydziestoparolatek)

        Jak sadzicie?

        > Uczestniczac w terapii dla osób
        > współuzależnionych z całą pewnością zmienisz się (aczkolwiek niezupelnie
        > zgodnie z oczekiwaniami męża). I własnie ta zmiana skłoni go do większej
        > refleksji.

        Trudno mi to sobie wyobrazic, ze moge byc wspoluzalezniona, skoro nawet nie mam
        do konca pewnosci, czy u mojego meza to juz alkoholizm (p.moj pierwszy post w
        tym watku). Moze druga wizyta w poradni mi cos wyjasni?

        -p.
        • yuraathor Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 20.01.06, 08:23
          hej, bardzo pięknie się rozwija ten wątek, a i z Tobą parolka coś się dziac
          zaczyna, myślę że mimo wątpliwości jakie Tobą targają problem istnieje, jest do
          rozwiązania, trzeba tylko chcieć . fajnie że jesteś , terapeutę można zmienić
          na żądanie przynajmniej u nas w szczecinie. pozdrawiam yuraa
            • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 20.01.06, 10:42
              jerzy30 napisał:

              > parolka - a gdzie chodzisz - znam srodowisko terapeutow

              witaj, dzieki za to pytanie. Ogolnie jest to Warszawa. Napisz prosze do mnie na
              priv (login=nick @ gazeta.pl), bo jakos nieswojo mi na razie ujawniac adres, a
              poza tym nie chce z gory przesadzac na forum publicznym, ze dana terapeutka
              jest kiepska bo zbyt mloda.

              No i w ogole bardzo duze dzieki Wszystkim za wsparcie.

              Nadal chetnie poslucham Waszych uwag na temat mlodych terapeutow...
              -p.
              • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 20.01.06, 13:06
                psychoterapia to ciężki kawalek chleba - i wymaga doswaidczonych terapeutow -
                szczegolnie dla DDa - czyzbys trafila na ul. Belgijską - w Warszawie znam
                prawie wszystkich terapeutow - tyl wieloletnich - doswiadczonych i wszystkie
                warszawskie poradnie - na adres napisze - mam w rodzinie psychoterapeutke to
                wiem jak to jest trudne do leczenia
                • magtomal Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 20.01.06, 19:50
                  Nie bałaym się młodych terapeutów. Przecież terapeuci pomagając nam, nie
                  opierają się na własnych doświadczeniach. Piszesz "nawet nie mężatka" - mężatka
                  ze zdrowego zwiążku też nie zrozumie wsółuzależnionej. Terapeuci odwoLują się
                  do swojej wiedzy, a wiedza osoby zaraz po studiach powinna być solidna. A brak
                  doświadczenia młodzi terapeuci równoważą zaangażowaniem. Starszy terapeuta może
                  być z kolei "wypalony", zobojętniały. To w ogóle - wydaje mi się - sprawa
                  indywidualna; może być fantastyczny terapeuta i młody i starszy - tu osobowość
                  decyduje, nie wiek (tak jak i w innych zawodach...)
        • paulsixtus Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 21.01.06, 23:41
          >Co mnie natomiast zaskoczylo to to, ze do spotkania wyznaczono bardzo mloda
          > pania psycholog, na pewno nie wiecej niz 2-3 lata po studiach. Uwaznie mnie
          > sluchala, ale wciaz mialam wrazenie, ze tak mloda osoba (w dodatku
          niezamezna)
          > moze nie do konca rozumiec problemy malzensko-alkoholowe.

          To zrozumiale i calkiem normalne,ze masz takie watpliwosci - jako osoba
          wspoluzalezniona, szukasz solidarnosci od osob, ktorym opowiadasz o swoim
          problemie. Terapeuta jednak, to nie kolega,czy kolezanka, a fachowiec, ktory
          powinien prawidlowo okreslic orientacje pacjenta wzgledem choroby, w ktorej
          jest specjalista.
          Nie jest przeciez tak, ze mniej ufamy laryngologowi 35 letniemu, niz
          70letniemu, prawda?
          pozdrawiam
          PaulSixtus
          • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 23.01.06, 00:16
            paulsixtus napisał:

            > > sluchala, ale wciaz mialam wrazenie, ze tak mloda osoba (w dodatku
            > niezamezna)
            > > moze nie do konca rozumiec problemy malzensko-alkoholowe.
            >
            > To zrozumiale i calkiem normalne,ze masz takie watpliwosci - jako osoba
            > wspoluzalezniona, szukasz solidarnosci od osob, ktorym opowiadasz o swoim
            > problemie.

            Moze nie tyle solidarnosci, co empatii wspartej doswiadczeniem (jesli nie
            wlasnym, to wynikajacym z pracy z podobnymi pacjentami).
            Z drugiej strony rozumiem, ze mlody wiek niekoniecznie musi byc przeszkoda w
            profesjonalnym wykonywaniu zadan.

            Jestem umowiona na drugie spotkanie z ta sama mloda terapeutka - zobaczymy, jak
            bedzie.

            > Nie jest przeciez tak, ze mniej ufamy laryngologowi 35 letniemu, niz
            > 70letniemu, prawda?

            Niezupelnie zgodze sie z tym porownaniem. W pracy laryngologa empatia odgrywa
            mniejsza role w zrozumieniu i rozpoznaniu choroby, a w pracy terapeuty - i
            owszem. Latwiej nauczyc sie z ksiazek o chorobach gardla, nosa itp. niz o
            dynamice zwiazkow miedzyludzkich.

            Tak czy inaczej na razie spotkam sie z ta sama osoba ponownie. Ponadto
            dowiedzialam sie, ze terapia tego rodzaju jest (czseto/czasem?) prowadzona
            przez zespol osob, wiec prawdopodobnie spotkam tez inne osoby.

            dzieki za wszystkie uwagi.
            pozdrawiam,
            -p.
            • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? PORADNIA 1SZA WIZYTA 23.01.06, 10:58
              tak sie sklada ze wterapii potrzebne jest doswiadczenie - na studiach tego nie
              ucza absolutnie - w książkach tego nie da sie wyczytać - tu jest potrzebny
              psychoterapeuta a nie psycholog - tak wiec im bardziej doswiadczony tym lepiej -
              zobaczysz sama po drugiej wizycie - ja Ci na prova wysle adresy inne - w
              psychoterapii nie ma rejonizacji - mozna skorzystac z pomocy osrodka PETRA [w
              Alejach jerozolimskich - przy hotelu Polonia] lub z Belgijskiej 4 - poradnia na
              Zamiany 14 poprzednio byla na ul. Meander -
              • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 24.01.06, 16:03
                Witajcie,

                Jestem juz po drugiej wizycie w poradni, troche mi pomoglo spojrzec z boku na
                sprawe. Zaproponowano mi udzial w grupie dla wspoluzaleznionych. Nie do konca
                wiem, czy ja sie tam nadaje.

                Boje sie, ze beda tam osoby majace ostro pijacych partnerow, a ja ze swoimi
                obawami i brakiem jakichs dramatycznych doswiadczen nie bede tam pasowac.

                Co o tym myslicie? Ma sens zaczac chodzic na takie spotkania czy nie? Jak juz
                sie zdecyduje, to trzeba podpisac zobowiazanie, ze bedzie sie chodzic na caly
                cykl (do wakacji), wiec chcialabym te decyzje podjac swiadomie.

                Brdzo czekam na opinie i rady. moze ktos z Was sam na taka grupe chodzil?

                -parolka
                • yuraathor Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 24.01.06, 16:39
                  hej, każdy uzależniony i współuzależniony myśli "ja jestem inny , czy będę tam
                  pasować" ,spotkasz tam ludzi, którzy tak jak Ty będą mieć takie
                  wątpliwości.spróbuj myślę że warto, znam kogoś kto dawno rozstał się z pijącym
                  partnerem , buduje nowy związek i nadal uczęszcza na spotkania Al-anon.
                  • drak62 Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 25.01.06, 08:47
                    Terapia dla wspóøuzaleænionych jest dla ciebie a nie dla twojego męża.
                    To na jakim etaie uzależnienia jest twój mąż nie ma znaczenia.
                    mam wrażenie że ciągle traktujesz swojego męża w jakiś wyjątkowy sposob. Tak
                    jakby był lepszym alkoholokiem od innych. A to między innymi świadczy o twoim
                    współuzależnieniu i jest dowodem na to jak poddajesz się manipulacji twojego
                    meża.
                  • katarzyna341 Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 25.01.06, 12:17
                    Witam wszystkich,jestem zona alkoholika(on sie do tego nie przyznaje),pije od poniedzialku do piatku codzienniee po pracy , przychodzi zalany w trupa,kilka razy byl mocno agresywny,jest niemily, okropny,nie umiem tego zniesc a nie mam dokad sie wyniesc z dziecmi (17 i 16 lat),gdzie w Czestochowie mozna szukac jakiejs pomocy,rady,moze ktos tutaj wie?
                  • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 25.01.06, 13:21
                    rauchen napisała:

                    > parolka, chcesz poczekac na terapie dla wspoluzaleznionych az nabedziesz
                    > dramatycznych przezyc?:)Ja wiem, to nie jest smieszne.

                    Wiem, ze to nie smieszne, ale ja sie wciaz lapie na takiej mysli. Tzn. skoro
                    mnie nie pobil, a jest "zwyczajnie" niemily i nie chce ze mna rozmawiac ani sie
                    do mnie zblizac, to znaczy ze nie jest zle. Co innego, gdyby mnie popchnal,
                    uderzyl, zdemolowal cos w domu itp.

                    Glupie, no nie?
                    Ale nie wiem, czy nie bede glupio sie czuc przy zonach, ktorym maz alkoholik
                    naprawde dal w kosc. Nic na to nie poradze, ale takie mysli kraza mi po glowie.

                    Moze i moj udzial da cos innym, ale to raczej chyba ja skorzystam bardziej
                    (dowiem sie roznych rzeczy, o ktorych byc moze wolalabym nie wiedziec).

                    Co do traktowania meza wyjatkowo (bylo tu juz pare takich komentarzy), to niby
                    jak go mam traktowac, skoro jest moim pierwszym i jedynym mezem, a tym samym
                    moim jedynym punktem odniesienia w kontaktach z partnerem-alkoholikiem. A poza
                    tym jest naprawde bardzo ceniony w swoim srodowisku jako super mozg i swietny
                    specjalista...

                    Nie moge tak po prostu zaczac o nim myslec 'ot, zwykly alkoholik'...

                    p.
                    • drak62 Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 25.01.06, 15:31
                      Proponuję ci oddzielić chorobę męża od jego zalet intelektualnych.
                      Podświadomie (lub) świadomie, ciągle uważasz ze alkoholicy to głównie swołocze
                      maltretujący swoje żony i ograniczone intelektualnie menele.
                      Być moze cie rozczaruję ale są i tacy od których nawet twój mąż mógłby się
                      wiele nauczyć.
                      Myslę ze zarowno tobie jak i twojemu mężowi przydałoby się troche pokory. Jest
                      niezbędna do tego aby leczyć uzależnienie i współuzależnienie.
                    • kylly Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 25.01.06, 17:15
                      hmmmm pokora...pokora i jeszcze raz pokora....powiem tak - Ty musisz zacząć
                      mysleć w kategoriach "zwykły alkoholik" bo Twój mąż to najzwyklejszy w świecie
                      alkoholik...tyle że upijający się (jeszcze...ale do czasu....) "lepszymi
                      trunkami"...ceniony...(jeszcze)....super mózg...(jeszcze)....świetny
                      specjalista...i jeszcze raz jeszcze....wbrew pozorom znajdziesz wielu takich
                      alkoholików którzy kiedyś byli cenieni...mieli poważanie...stanowisko i
                      zdrowie...a potem - poszło...i to w ciągu paru dni tygodni czy też miesięcy...
                      wbij sobie do głowy że alkoholizm to choroba postępująca...którą można
                      zatrzymać tylko zaprzestając picia...na zdrowienie przychodzi czas później...
                      pozdrawiam
                    • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 25.01.06, 19:02
                      tak jak napisalam: zawsze beda lepsi i gorsi od ciebie, nie porownuj sie z nimi.
                      nikomu nie bedziesz przeciez udawadniac ze nie jestes wielbladem, bo nie
                      dostalas nigdy od meza. Poza tym to nie jest terapia dla zon maltretowanych
                      przez mezow alkoholikow tylko dla wspoluzaleznionych.
                      Myslisz ze czulabys sie lepiej gdyby twoj naprawde szanowany maz pral cie ile
                      wlezie a ty potem musialabys jeszcze sie z tego spowiadac przed grupa?
                      Zawsze beda jakies obawy, pojdziesz i zobaczysz co i jak.
                      Zreszta sama widzisz: tu pani psycholog za mloda - moze ma za male
                      doswiadczenie, tu znowu ty za male masz doswiadczenie zeby sie plasowac w
                      grupie innych osob wspoluzaleznionych.
                      A twoj maz, no coz, jeszcze czlowiek a juz alkoholik. A z alkoholizmem jest jak
                      z kobieta w ciazy: nie mozna byc troche w ciazy, tak samo jak nie mozna byc
                      troche alkoholikiem. Nim sie albo jest albo nie jest.
                      • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? 2. WIZYTA W PORADNI 26.01.06, 09:21
                        parolka - pochodzisz sobie na te zajęcia to rozpoznasz w sobie mechanizmy tobą
                        kierujące - czy jesteś Alanon a może DDA - w każdym razie będzie Ci łatwiej.
                        Natomiast czy twój mąż jest alkoholikiem to on sam musi do tego dojść [uznać że
                        nim jest - lub nie], wystawianie mu diagnozy [bez rozpoznania tej choroby] nie
                        powinno mieć miejsca - to tak na marginesie - można tylko przypuszczać że nim
                        jest
                        • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? OPAMIETANIE?? 26.01.06, 23:41
                          Witajcie,

                          Duze dzieki za wszystkie odpowiedzi.

                          Przyznam sie, ze bylam w jeszcze jednym miejscu (i wybieram sie w kolejne, ale
                          chyba juz ostatnie), rozmawialam z uznanym specjalista od uzaleznien, ktory tez
                          zaproponowal mi udzial w grupie dla wspoluzaleznionych, ale sam powiedzial, ze
                          w takiej grupie sa przede wszystkim osoby, ktorym zycie z alkoholikiem dalo w
                          kosc.

                          Tym samym zasugerowal, ze ja bede jednak nieco "nietypowa" (moj maz wykazuje
                          niepokojace objawy, ale nie jest zdiagnozowany i jego choroba nie jest
                          oczywista).

                          Troche sie czuje zdezorientowana mimo, iz z postow na tym watku wnioskuje, ze
                          Waszym zdaniem lepiej jednak chodzic.

                          jerzy30 napisał:
                          > parolka - pochodzisz sobie na te zajęcia to rozpoznasz w sobie mechanizmy
                          tobą
                          > kierujące - czy jesteś Alanon a może DDA - w każdym razie będzie Ci łatwiej.

                          To by byla moja glowna motywacja w tym momencie...

                          > Natomiast czy twój mąż jest alkoholikiem to on sam musi do tego dojść [uznać
                          że
                          >
                          > nim jest - lub nie], wystawianie mu diagnozy [bez rozpoznania tej choroby]
                          nie
                          > powinno mieć miejsca - to tak na marginesie - można tylko przypuszczać że nim
                          > jest

                          Nie staram sie wystawiac mu diagnozy. Po prostu obserwuje niepokojace objawy,
                          ale nie mam tu zadnego zdania na "tak" ani na "nie".

                          Nawiasem mowiac, moj maz JUZ TRZECI WIECZOR nie pije. Rozmawialismy wlasnie 3
                          dni temu na powaznie - wydaje sie, ze sie przejal, ze to co robi moze wygladac
                          na poczatki choroby "a".

                          Ciesze sie, ze to juz trzeci dzien z rzedu. Czyzby jednak opamietanie? Czy w
                          tej sytuacji ma sens isc na taka grupe dla wspoluzaleznionych?

                          (przepraszam, ze tak pytam i pytam, ale kompletnie mnie ta sytuacja rozwala,
                          czuje sie jak dziecko we mgle).

                          -p.
                          • paulsixtus Re: od kiedy sie zaczyna? OPAMIETANIE?? 27.01.06, 04:26
                            > zaproponowal mi udzial w grupie dla wspoluzaleznionych, ale sam powiedzial,
                            ze
                            > w takiej grupie sa przede wszystkim osoby, ktorym zycie z alkoholikiem dalo w
                            > kosc.
                            >
                            Tu mozna sie zastanawiac, co to jest "dostac w kosc". Dla jednego to moze
                            oznaczac na przyklad umieranie zwiazku, ozieblosc i oschlosc, a dla drugiego i
                            zaszczane lozko i bijatyki bedzie za malo. Rozny jest prog wrazliwosci u
                            ludzi...
                            A to,ze najwiecej leczacych sie jest po traumatycznych przezyciach, jest
                            zwiazane z bardzo mala jeszcze, swiadomoscia choroby i wiedzy na jej temat.
                            Ty bardzo odpowiedzialnie podchodzisz do tematu, starasz sie zdobywac wiedze.
                            Wiedze, ktora ma Ci pomoc ocenic problem, bycmoze we wczesnej fazie.

                            > Nie staram sie wystawiac mu diagnozy. Po prostu obserwuje niepokojace objawy,
                            > ale nie mam tu zadnego zdania na "tak" ani na "nie".
                            Najlepszym miernikiem,czy jest problem,czy nie ma - jest wlasnie niepokoj.
                            Jesli sie pojawia, cos jest nie tak. Twoje obserwacje nie wydaja mi sie
                            podyktowane zlymi emocjami, a rzetelna ocena. Masz rozeznanie.

                            > Nawiasem mowiac, moj maz JUZ TRZECI WIECZOR nie pije. Rozmawialismy wlasnie 3
                            > dni temu na powaznie - wydaje sie, ze sie przejal, ze to co robi moze
                            wygladac
                            > na poczatki choroby "a".

                            Ja pilem weekendowo, reszte tygodnia przykladnie, jak trzeba, na trzezwo - z ta
                            tylko roznica, ze cala energia koncentrowala mi sie tylko na tych weekendach:)
                            3 dni to ja moglem wytrzymac, a kiedy przychodzil "moralniak" to i nawet
                            miesiac. Obserwuj jego nastroj - jesli bedzie przybity, niezadowolony, czy
                            nienaturalny - wtedy moze to byc oznaka alkoholizmu. Oczywiscie, zakladajac -ze
                            nie bedzie pil po kryjomu...

                            >Czy w
                            > tej sytuacji ma sens isc na taka grupe dla wspoluzaleznionych?

                            Nic nie stracisz, jesli to falszywy alarm. Jesli jednak bedzie problem,
                            pierwszy krok bedziesz miala za soba...Nikt tam nie gryzie, zawsze mozesz
                            zamknac drzwi z drugiej strony, pozegnac sie slowami "To nie dla mnie".

                            > (przepraszam, ze tak pytam i pytam, ale kompletnie mnie ta sytuacja rozwala,
                            > czuje sie jak dziecko we mgle).

                            Jestes odpowiedzialna, troskliwa i kochajaca zona. Ponadto, dzialasz bardzo
                            racjonalnie, mimo zrozumialego lęku. Z takim podejsciem, mam wrazenie,ze
                            bedziesz potrafila sobie pomoc, a jesli bedzie trzeba - mezowi tez. Choc
                            oczywiscie Twoje dzialania nie zmienia rzeczywistosci. Z nia przychodzi nam sie
                            oswajac.
                            Zycze optymizmu, mimo wszystko:)
                            PaulSixtus




                          • wielkopolanka3 Re: od kiedy sie zaczyna? OPAMIETANIE?? 27.01.06, 10:41
                            Parolka! Uważnie przeczytałam Twój wątek i postanowiłam wtrącić kilka słów.
                            Jestem osoba współuzależnioną, (chociaż wiem o tym od trzech miesięcy). U mnie
                            w domu też niby nie było drastycznych sytuacji. Mój alkoholik nigdy nie
                            podniósł na mnie ręki, (pił wieczorami – piwko dla „odprężenia”). Niestety
                            sytuacja w ciągu ostatnich miesięcy stawała się nie do wytrzymania. Coraz
                            więcej alkoholu, coraz częściej czułam się jak w klatce. Posądzałam się o
                            depresję, o to, że wszystko to moja wina. W końcu wpadłam w takie dołki i
                            apatię, że już nic mnie nie interesowało. Zaczęłam izolować się od znajomych i
                            rodziny. Kiedy do mnie dotarło, że to ja mam problem – zaczęłam uczęszczać na
                            Al-anon, a w końcu i udałam się do poradni na spotkanie.

                            „w takiej grupie sa przede wszystkim osoby, ktorym zycie z alkoholikiem dalo
                            wkosc.”

                            miałam podobne podejście, dopiero w trakcie terapii uświadomiłam sobie, jak
                            wielkie spustoszenie w moich emocjach, zachowaniach, własnym poczuciu wartości
                            nastąpiło we mnie w trakcie wieloletniego związku z alkoholikiem i jego
                            chorobą. Ale powoli, powolutku odbudowuję sobie mój światJ Nie trzeba mieć
                            poprzetrącanych kości, są rzeczy, które „bolą” od środka, mimo, że staramy się
                            tego nie zauważać (ja przynajmniej całkowicie zamroziłam własne uczucia)

                            „moj maz JUZ TRZECI WIECZOR nie pije (...) wydaje się, ze sie przejal, ze to co
                            robi moze wygladac na poczatki choroby "a".

                            Jeżeli rzeczywiście ma problem alkoholowy (nie chcę w tym miejscu stawiać
                            diagnozy – od tego są specjaliści) – to może cię czekać kilka lat takich prób
                            podejmowania nawet wielotygodniowej abstynencji przez niego. Mój partner przez
                            długi czas uważał, że ja się czepiam, bo przecież on nie pije wcale tak dużo
                            (tylko, że z dwóch piw dziennie, robiło się cztery, sześć, osiem...). W końcu,
                            że może przestać, kilka dni, tydzień, a potem to była okazja, urodziny,
                            imieniny, aż w końcu uświadomiłam sobie, że nie pamiętam dnia, kiedy był
                            całkowicie trzeźwy. Potem były obietnice, że on już wie, ale żebym dała spokój,
                            tak, tak, chyba mam problem, coś muszę z tym zrobić, ale jeszcze nie dziś, nie
                            jutro... I tak minęło kilka latL
                            Jeśli mogę Ci coś doradzić, - to, że jesteś zaniepokojona jego piciem,
                            zastanawiasz się nad kontrolowaniem ilości wypijanego alkoholu (chęć wylania
                            butelki do zlewu, itp.) może świadczyć o Twoim współuzależnieniu. Idź na grupę,
                            tam dowiesz się, na czym faktycznie polega choroba alkoholowa, czy sama masz
                            problem, czy nie. Sama na początku dużo czytałam (np. Anny Dodziuk "Trudna
                            nadzieja", Wasilewskiej i Wesołowskiej "@buty mojego męża.pl" i Melody
                            Beattie "Koniec współuzależnienia" ). Jednak sama lektura nie zastąpi
                            faktycznej pracy nad sobą, możliwości posłuchania doświadczeń na żywo innych
                            osób, przejrzenia się w zwierciadle grupy. Po jakimś czasie sama zauważysz,
                            czy to faktycznie dla Ciebie, czy też nie, ale przynajmniej zyskasz dobre
                            podstawy wiedzy (o alkoholizmie i współuzależnieniu). A jeśli faktycznie twój
                            mąż ma problem alkoholowy to będziesz wiedziała, jak sobie z nim (a przede
                            wszystkim ze sobą) radzić.

                            IM WCZEŚNIEJ podejmiesz jakiekolwiek działania (wobec siebie), tym wcześniej
                            sama uporasz się ze sobą. (A może i z mężem – mój partner leczy się od 2
                            miesięcy i nie pije – przynajmniej na razie). Jeśli chcesz możesz napisac do
                            mnie na priv. Pozdrawiam cieplutko.
                    • majo-m2 Re: od kiedy sie zaczyna? 15.03.06, 23:18
                      Parasolka.Mąż musi znależc sobie pretekst do picia.najlepszy to zona.I nie jest
                      ważne że ciebie nie uderzył.mój też mnie nigdy nie uderzył,ale zniszczył mnie
                      psychicznie.Dzisiaj mam silną depresję.jestem po próbie samobójczej i nie mam
                      już marzen.A co ty masz w sobie zmieniać?Nie ma ludzi idealnych.Przecież taką
                      nieidealną ciebie pokochał - z wadami i zaletami.Nie szukaj w sobie powodu dla
                      którego on pije.Alkoholikowi najłatwiej powiedzieć że pije przez żonę /męża/.
                      To są tylko preteksty.I zwalanie winy na innych za swoją chorobę.
    • brednia Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 01:55
      Hej,
      Odpowiedzi sa tendencyjne:).
      Jak bys napisala ten list np na forum depresja to wszyscy z niego zrobili by
      chorego na debresje a nie na alkocholika.
      Ze pije nie od razu muis byc alkocholikiem.
      Moze przyczyna jest depresja tylko teraz w innej postaci. Moze pije bo ma
      jakies problemy a tak jest o wiele latwiej zyc.
      Mozna by sie rozwodzic czy to juz jest alkocholizm czy nie. Mylse jednak ze w
      tym przypadku bardziej wazne jest czemu pije (ze wzgledu na depresej o ktorej
      tylko wspomnialas a ktora lubi sie nawracac)a nie samo picie.
      Taka jest moja diagnoza!
      Pozdrawiam Wojtek.
      • paulsixtus Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 04:08
        >Mylse jednak ze w
        > tym przypadku bardziej wazne jest czemu pije (ze wzgledu na depresej o ktorej
        > tylko wspomnialas a ktora lubi sie nawracac)a nie samo picie.

        Wojtku,
        zaden alkoholik, chocby nie wiem jak "oddany" chorobie, nie pije dla samego
        picia (nie to wywoluje uzaleznienie).
        Jesli chodzi o depresje - kiedy pilem, leczylem sie na depresje.Rozne leki,
        ktore oczywiscie zapijalem. Odkad przestalem pic - depresje minely, jak reka
        odjal...
        Bardzo latwo sie zaplatac...Najpierw pic, bo uwiera depresja, a potem miec
        depresje, bo sie pije.Tak to zwykle dziala.
        pozdrawiam
        PaulSixtus
      • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 09:38
        Zgadzam się. Jest jeszcze inny problem: ten przykład wskazuje, że ludzie
        kompletnie sobie nie radzą ze swoimi osobistymi, w tym rodzinnymi problemami.
        Ochota, z jaką gotowi są zanosić najróżniejsze kłopoty i zmartwienia do
        psychologow i terapeutów, uczestniczyć w rozmaitych grupach wsparcia itd.
        świadczy, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem cywilizacyjnym. To przecież
        doskonały, modelowy wręcz przykład śmierci indywidualizmu, upadku wiary we
        własne możliwości, niezdolności do autoanalizy. Na tym chyba m.in. polega kryzys
        współczesnej rodziny, że partnerzy nie mogą przyjąć do wiadomości tak
        podstawowych rzeczy, jak choćby koniec uczucia, wypalenie namiętności,
        niezdolność do wzajemnego rozumienia - rzeczy najzupełniej normalne i stare jak
        świat.

        Problem Parolki. Czego się naprawdę boi? Czy jest niezależna finansowo,
        intelektualnie, uczuciowo od męża? Czy w ogóle jest zdolna do samodzielnego
        życia? Z tego, co pisze, bije w oczy życiowa niezaradność.

        Nie gniewaj sie, Parolko, że tak Cię odbieram, ale jeśli się nie mylę, to
        istotnie ratunkiem dla Ciebie jest szukanie pomocy w grupie terapeutycznej.
        Wiele się jeszcze musisz nauczyć, a im szybciej, tym lepiej. Winko mężapana jest
        tu bez znaczenia.

        Takie są moje refleksje, bez obrazy.
        Pozdrawiam.
        • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 10:06
          Witaj e4ska. Wywolalas mnie do odpowiedzi, wiec jestem.
          Napisalas m.in.:

          > Zgadzam się. Jest jeszcze inny problem: ten przykład wskazuje, że ludzie
          > kompletnie sobie nie radzą ze swoimi osobistymi, w tym rodzinnymi problemami.
          > Ochota, z jaką gotowi są zanosić najróżniejsze kłopoty i zmartwienia do
          > psychologow i terapeutów, uczestniczyć w rozmaitych grupach wsparcia itd.
          > świadczy, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem cywilizacyjnym.

          To sa wnioski wyciagane pochopnie. Z tej dyskusji nie mozesz wiedziec, ile lat
          ktos jest w zwiazku (ja akurat troche ponad 10) i czy cos juz robil wczesniej
          zanim zwrocil sie po pomoc do terapeuty (ja akurat duzo).

          > To przecież
          > doskonały, modelowy wręcz przykład śmierci indywidualizmu, upadku wiary we
          > własne możliwości, niezdolności do autoanalizy.

          Nie rozumiem, jak sie do tego ma indywidualizm. Wiara we wlasne mozliwosci
          konczy sie czasem, szczegolnie w obliczu powaznej choroby (a taka jest "a") i
          to dobrze, ze szuka sie czyjejs pomocy, Czlowiek nie da rady sam rozwiazac
          _wszystkiego_, co mu sie w zyciu przytrafia, prawda?
          Co do autoanalizy, to tez pozwole sobie nie zgodzic sie, bo swiadome
          poszukiwanie pomocy chyba swiadczy o tym, ze sie jej potrafi dokonywac.

          > podstawowych rzeczy, jak choćby koniec uczucia, wypalenie namiętności,
          > niezdolność do wzajemnego rozumienia - rzeczy najzupełniej normalne i stare
          > jak świat.

          Koniec uczucia i wypalenie namietnosci zdarzaja sie czesto, ale nie oznacza to
          rozpadu zwiazku, jesli jest wzajemne zrozumienie i DOBRA WOLA bycia razem. Nie
          od dzis wiadomo, ze milosc to nie tylko goraca namietnosc, prawda?

          Tylko nie rozumiem, dlaczego podnosisz to jako zarzut?

          > Problem Parolki. Czego się naprawdę boi? Czy jest niezależna finansowo,
          > intelektualnie, uczuciowo od męża? Czy w ogóle jest zdolna do samodzielnego
          > życia? Z tego, co pisze, bije w oczy życiowa niezaradność.

          BEZRADNOSC wobec nowego, groznego problemu - tak (dlatego szukam pomocy).

          NIEZARADNOSC nie ma z tym nic wspolnego. Poniewaz wywolalas mnie do odpowiedzi,
          to napisze, ze mam dyplomy, zarabiam 3x wiecej od swojego meza i niemal sama
          zajmuje sie wszystkimi sprawami domowymi z opieka nad dzieckiem wlacznie.
          Gdybym rozstala sie z mezem, to on by mial trudniej, a nie ja.

          Czy to, ze ktos mi jest bliski, nie chce sie z nim rozstac i martwie sie, zeby
          nie popadl w alkoholizm - czy to jest Twoim zdaniem objaw niezaradnosci??

          > Nie gniewaj sie, Parolko, że tak Cię odbieram, ale jeśli się nie mylę, to
          > istotnie ratunkiem dla Ciebie jest szukanie pomocy w grupie terapeutycznej.
          > Wiele się jeszcze musisz nauczyć, a im szybciej, tym lepiej. Winko mężapana
          > jest tu bez znaczenia.

          Rozumiem, ze powyzsza rada wynika z Twojego przekonania o mojej niezaradnosci -
          nie znamy sie, wiec latwo dawac rady tego typu. Na uczenie sie jestem zawsze
          otwarta, szczegolnie jesli dotyczy problemow zyciowych, ktorych nie da sie
          studiowac teoretycznie. Dlatego tak cenne sa dla mnie doswiadczenia osob, ktore
          dziela sie tu swoimi przemysleniami.

          > Takie są moje refleksje, bez obrazy.

          Obrazy nie ma - z pewnoscia masz dobre intencje. Moze sama znasz blizej
          problem "a" - chetnie poslucham.

          pozdrawiam,
          -p.
          • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 12:25
            Pisałam wcześniej, że jestem alkoholiczką. Gdyby nie moja praca i moje
            macierzyńskie obowiązki, piłabym już po tamtej stronie.

            "mam dyplomy, zarabiam 3x wiecej od swojego meza i niemal sama
            zajmuje sie wszystkimi sprawami domowymi z opieka nad dzieckiem wlacznie.
            Gdybym rozstala sie z mezem, to on by mial trudniej, a nie ja".

            Oj, Parolko, czy to "SAMA ZAJMUJE SIE" to powód do dumy?
            Czym zajmuje się w domu genialny-pan-winko-co-wieczór?
            Jeśli Ty bierzesz za duzo, jeśli wyręczasz, to znaczy: jesteś niezaradna. Z
            małym "niemal".

            "Czlowiek nie da rady sam rozwiazac
            > _wszystkiego_, co mu sie w zyciu przytrafia, prawda?"
            Bo ja wiem? Są takie problemy, ktorych nie rozwiąże się nawet w gromadzie
            specjalistów terapii uzależnień. Gdyby ktoś umiał rozwiązać nasze problemy,
            alkoholizm nie byłby chorobą śmiertelną.

            W ogóle nie byłoby zadnych psychiatryków, recydywy itd, :o

            "Koniec uczucia i wypalenie namietnosci zdarzaja sie czesto, ale nie oznacza to
            > rozpadu zwiazku, jesli jest wzajemne zrozumienie i DOBRA WOLA bycia razem. Nie
            > od dzis wiadomo, ze milosc to nie tylko goraca namietnosc, prawda?"
            Ale pierwszy post świadczy, że jednak namiętność to jest to...
            Wzajemne zrozumienie. Czyzby sie pojawiło w Twoim zwiazku?
            DOBRA WOLA. Do czego? Nie wierzę w dobrą wolę. Wierzę w konieczność. W przymus i
            mus. W "musowo" jesteśmy razem.

            Czemu się więc miotasz, zastanawiasz nad alanon, powinnas dobrze wiedzieć, co
            Twoja dobra wola podpowiada.

            Znam pewne stare dobre małżeństwo, ktorego treść istnienia opiera się na
            wspólnej walce z alkoholizmem mężowskim, on, oczywiście, bardzo dobry i
            wartościowy człowiek, ona, oczywiscie, anioł dobroci, dbająca o niego, pomaga mu
            wytrwać w trzeźwości.

            To zostało z dawnego uczucia, namiętnych achówochów, z pazernych na emeryckie
            grosze dzieci. Nie tylko zostało. Zastąpiło.

            Ale czasem budzi się w człowieku jakaś niepospolita tęsknota za szczęściem, za
            czymś bardziej autentycznym.
            Moze TO się zdarzyło Tobie?
        • wielkopolanka3 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 11:15
          e4ska napisała:

          > Zgadzam się. Jest jeszcze inny problem: ten przykład wskazuje, że ludzie
          > kompletnie sobie nie radzą ze swoimi osobistymi, w tym rodzinnymi problemami.
          > Ochota, z jaką gotowi są zanosić najróżniejsze kłopoty i zmartwienia do
          > psychologow i terapeutów, uczestniczyć w rozmaitych grupach wsparcia itd.
          > świadczy, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem cywilizacyjnym.
          Droga esko, problem alkoholizmu jest stary, jak świat, a przynajmniej niektórzy
          ludzie zapadają na chorobą alkoholową od czasu, gdy zaczęli używać takiej
          substancji jak alkohol. Już na przykłąd św. Augustyn pisał o chorobie
          alkoholizmu we swoich wyznaniach (ten problem miała jego matka).

          >bije w oczy życiowa niezaradność.

          U Parolki? To, że szuka pomocy, odpowiedzi na pytania? To raczej zaradność. I
          dobrze, że tak wcześnie, a nie kiedy choroba alkoholowa trwałaby 30-40 lat.

          > Winko mężapana jest tu bez znaczenia.

          Obawiam sie, ze nie jest.
          Pozdrawiam
          • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 12:40
            Wielkopolanko, cieszę się, że zwróciłaś uwagę na problem szanownej mamusi, która
            bardzo lubiła chadzać do piwniczki.

            Zastanawiałam się kiedyś, czy noce mediolańskie nie zdarzają się wyłącznie DDA
            czy innym dysfunktom z domu:)

            Jak blisko od alkoholizmu do dewocji widać nie tylko z lektury rozmaitych
            Confessiones;)
            • wielkopolanka3 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 13:04

              > Jak blisko od alkoholizmu do dewocji widać nie tylko z lektury rozmaitych
              > Confessiones;)

              Cóż osobiście mnie nie drażni, czy ktoś trzeżwieje, wpadając w dewocję przy
              okazji tego trzeżwienia - to nie moja sprawa, jednak daję każdemu prawo do
              trzeżwienia w jego sposób. Jeżeli ktoś potrzebuje oparcia w Bogu (a wielu jak
              zauważyłam tego szuka) - to jest ich wyłącznie sprawa - nie mnie oceniać.
              Ważne, że trzeżwieje.
              P.S. Osobiście uważam, że określenie "dysfunkt" może być potraktowane
              obrażliwie. e4ska, czy Ty masz dzieci?

              • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 13:32
                Ja jestem dysfunktem. DDD. Mnie takie określenie nie obraża. Jest śmiesznie
                pomyśleć o Augustynie "dysfunkt".

                Zastępowanie alkoholizmu dewocją drażni mnie. Dewocja, podobnie jak alkoholizm,
                usprawiedliwia rozmaite świństwa i świństewka, takie jak np. zmuszanie syna, aby
                porzucił kobietę i własne dziecko.
                Fanatyzm w rodzinie jest dysfunkcją. Szkoda mi dzieci wychowywanych w takich
                warunkach. Uważam, że czasami mają gorzej niż DDA, bo trudniej z leczeniem, a
                poza tym większość społeczenstwa nie widzi problemu, gdy ktoś jest wychowywany
                przez fanatyków.
                Mam syna. Zdążyłam go wychować, zanim wpadłam w uzależnienie. Rozmawiałam i
                rozmawiam z nim na temat predyspozycji do uzależnień. Syn pije symbolicznie. Nie
                widziałam go pijanego, nawet podchmielonego. Nie pali. Takie środowisko. Ale
                może mieć inne problemy, zwłaszcza gdy miała problemy jego matka i ojciec. Zdaję
                sobie z tego sprawę. On też musi być "dysfunktem" - takie są prawa dziedziczenia
                i wychowania.
                Pozdrawiam
                • wielkopolanka3 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 14:12
                  e4ska napisała:

                  > Ja jestem dysfunktem. DDD. Mnie takie określenie nie obraża.

                  Ok. Zwracam honor. - ja też DDD - obecnie współuzalezniona. Z kwestią fanatyzmu
                  w rodzinie niestety też mam problem, chociaż od niedawna. Ojciec despota (na
                  całe szczęście dla mnie) fanatykiem stał sie dopiero od niedawna, po kilku
                  swoich chorobach i długotrwałym pobycie w szpitalu, a ja już dawno z nim nie
                  mieszkam, ale mogę zrozumieć Twoje rozdrażnienie. Jednak wychodzenie ze
                  współuzależnienia też pozwala na odpowiednie ustawienia "własnych" granic,
                  których nie pozwolę przekroczyć. Jeżeliby mój trzeżwiejący alko miałby popaść w
                  dewocję (a raczej nie spodziewam się - nie jest katolikiem), to wiem, że moje
                  jest moje, jego jest jego.

                  A trochę off topic: Eros był DDA (tak przynajmniej wynika z Uczty Platona,też
                  dysfunkt;)


                  > Zastępowanie alkoholizmu dewocją drażni mnie. Dewocja, podobnie jak
                  alkoholizm,
                  > usprawiedliwia rozmaite świństwa i świństewka, takie jak np. zmuszanie syna,
                  ab
                  > y
                  > porzucił kobietę i własne dziecko.
                  > Fanatyzm w rodzinie jest dysfunkcją. Szkoda mi dzieci wychowywanych w takich
                  > warunkach. Uważam, że czasami mają gorzej niż DDA, bo trudniej z leczeniem, a
                  > poza tym większość społeczenstwa nie widzi problemu, gdy ktoś jest wychowywany
                  > przez fanatyków.
                  > Mam syna. Zdążyłam go wychować, zanim wpadłam w uzależnienie. Rozmawiałam i
                  > rozmawiam z nim na temat predyspozycji do uzależnień. Syn pije symbolicznie.
                  Ni
                  > e
                  > widziałam go pijanego, nawet podchmielonego. Nie pali. Takie środowisko. Ale
                  > może mieć inne problemy, zwłaszcza gdy miała problemy jego matka i ojciec.
                  Zdaj
                  > ę
                  > sobie z tego sprawę. On też musi być "dysfunktem" - takie są prawa
                  dziedziczeni
                  > a
                  > i wychowania.
                  > Pozdrawiam
                    • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 14:58
                      i w temacie:
                      Myślałam sobie kiedyś, czy Sokrates, oczywiście, oczywiście, nie lubił pijaków,
                      sam pił w sposób kontrolowany:) czy on jednak z ta swoją inteligencją nie był
                      trochę... nie tak?
                      Wobec tego Ksantypa była współuzależniona. To wiele tłumaczy, tę złość rzekomą i
                      brak małżeńskiego porozumienia. Kilkaset lat wcześniej przed Augustynem.
                      Pozdrawiam.

                            • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 19:58
                              parolka - idź na grupę i nie pękaj [jak ci radzi terapeuta] - oni nie szkodza -
                              jak Ci ten nie pasuje to zmien [jak czujesz potrzebe zmiany] - jak Twój mąż nie
                              pije 3 dzien to być może załapał ze coś jest nie tak [ i być może wszystko jest
                              porzadku - ale dla pewnosci chodz do poradni - lepiej to rozwiazac w zarodku -
                              a ponadto terapia pomaga na inne rzeczy i sytuacje absolutnie nie zwiazane z
                              alkoholem. Alkoholicy i osoby współuależnione mają o tyle komfortową sutuacje
                              [jak sie lecza] że mogą dzieki terapii rozwijac swoje zycie, doskonalic i to
                              praktycznie za darmo. Malo kto ma takie mozliwosci. Mnie terapia [poza
                              rozwiazaniem problemow z alkoholem dala setki innych rzeczy - racjonalne
                              myslenie, odwage w rozwiazywaniu spraw trudnych, dystansowanie sie od
                              nieprzyjemnych sytuacji, odwage do podrozy po swiecie, spokojne rozwiazywanie
                              trudnych problemow. Ale to wynik 15lat.
                              Pozdrawiam. Nie pękaj.
                          • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 21:39
                            Hej, Janu, to się nazywa czytanie:) Na pewno nie propedeutyka. Chyba że
                            propedeutyka wiedzy o alkoholizmie oraz innych uzależnieniach.

                            Czy można siebie zrozumieć, patrząc z jednej tylko perspektywy, tu i teraz? Czy
                            w związkach alkoholika o wszystkim decyduje "pić albo nie pić"? Czy alkohol
                            ostruguje czlowieka z wszelkich innych kłopotów?

                            Parolko, wybacz, ale jeśli umieszczasz swój problem na forum,a ja mam akurat
                            czas i jestem zainteresowana, to musisz się liczyć, że napiszę coś nie po Twojej
                            myśli. Nie jesteś do końca pewna, czy Twój mąż ma problem z alkoholem. Nie
                            wiesz, czy powinnaś korzystać z terapii oraz uczestniczyć w spotkaniach jakiejś
                            grupy. Ja widzę Twoje rozterki w nieco inny sposób niż osoby, które
                            zaakceptowały terapię. "Chciałabym, a boję się..." - masz przecież konkretne
                            podpowiedzi zachęcające do jedynej skutecznej metody, która czyni cuda.

                            Tak mi się jednak zdaje, że w grupie prędzej usłyszysz słowa dezaprobaty wobec
                            Twej postawy uległości wobec intelektualisty z winem niż zachwyty nad jego
                            wyjatkowością, ale nie chcę być złą proroczką:) Ale to sama musisz sprawdzić.

                            Gorzej jeszcze, że mi się nie podobają słowa "za darmo". Kiedy bywałam na
                            terapeutycznych pogawędkach, bardzo mi dokuczała świadomość, że ludzie za to
                            płacą. Owszem, należało mi się, bo z samej akcyzy państwo miało przez długie
                            lata niezłe obrywki. Mimo to jakoś mi było z tym ciężko i źle. Za to grupy
                            Al-Anon chyba nie obciążają budżetu państwa i wolno je polecać z czystym sumieniem.

                            Życzę, Parolko, żeby się wszystko unormowało i żeby żadna pomoc nie była
                            potrzebna ani Tobie, ani Twojemu mężowi, ale póki co, sama zdecyduj, co dla
                            ciebie najlepsze.
                            • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 22:08
                              czy nie lepiej bedzie esko,
                              opisac proces, tak od poczatku
                              jakim cudem tobie i twojemu mezowi
                              udalo sie stac alkoholikami,
                              niz teraz pouczac kogos innego,
                              nie wiem z jakich pobudek - zwyklego zalu ze bylo sie slepym gdy wszystko sie
                              zaczynalo? Moze wniesie to wiecej do tego czego moze paolka sie obawiac w swoim
                              przypadku, niz twoje przerosniete wynurzenia?
                              parolka odwala kawal swietnej roboty - ladnie to opisal paulus gdzies wyzej -
                              bo zaczela robic to, co ogromnej ilosci innym partnerom alkoholikow przez cale
                              ich zycie przez glowe nie przejdzie zeby zrobic.
                              Czy to tak trudno twojemu przerosnietemu JA zrozumiec?
                              Tak wiele tu napisalas o Dewocji, ale czy nie pomyslalas o tym ze taka sama
                              dewocja, o ile nie gorsza zaczelas chyba byc ogranieta ty, tyle ze w stosunku
                              do siebie samej?
                              To Twoje Ja, z ktorym rozmawiasz wieczorami chyba cie oszukuje, bo jakim cudem
                              najpierw udalo mu sie doprowadzic ciebie do akoholizmu, zeby teraz tak
                              wspanialomyslnie cie uleczyc???????
                              • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 27.01.06, 23:08
                                Nie pouczam, Rauchen, rozmawiam, a właściwie zastanawiam się, inaczej - szukam.
                                Poszukujący alkoholik, który próbuje odnaleźć się w cudzej, tj. Parolki skórze,
                                wielki zaiste skandal i obraza. Wynaturzone ego na własny rachunek sumienia z
                                dala od sił wyższych i niższych.
                                W mojej najbliższej rodzinie nie ma alkoholików, toteż czuję się wybranką losu.
                                Tak, Rauchen, wyobraź sobie, że to moje JA kochało impresssski, moje JA kochało
                                słodki stan upojenia, wreszcie moje JA przejrzało na oczy i moje JA wybrało
                                trzeźwość, za co je lubię i szanuję, chociaż mu nie ufam zanadto, bo to zaledwie
                                dziewięć miesięcy, jak się moje JA ustatkowało.

                                Tego, że zostałam alkoholiczką, nie zawdzięczam żadnej allessile, dorobiłam się
                                choroby "tymi ręcami", więc interesuję się tematem i chciałabym wiedzieć, czy
                                istnieją jakieś ogólne prawa dla tego zjawiska poza terrorautycznym podejściem i
                                pokorą, która w moich oczach jest tylko inną nazwą dla manii wielkości.
                                • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 28.01.06, 00:01
                                  specjalnie dla ciebie zalozylam odrebny watek,
                                  bo faktycznie troche odbiegasz od tematu,
                                  jesli twoim zalozeniem jest znalezienie alternatywnego wyjscia
                                  a nie odpowiedz na pytanie w jaki sposob pomoc osobie wspoluzaleznionej.

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=35772397
                                • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 28.01.06, 16:21
                                  jestem alkoholikiem i jestem zatem wybrańce losu. Siła Wyższa potrafiła do mnie
                                  dotrzeć i dać mi wsparcie, dzieki czempu przestałem chlać. Tak jestem
                                  alkoholikiem i będe nim do końca życia i nawet bdyby powstało cudowne lekarstwo
                                  wyleczające całkowicie z alkoholizmu to bym z niego nie skorzystał. Alkoholizm
                                  to choroba co pozwala wygodnie żyć, nie wymaga operacji, tabletek, przeszczepów
                                  itp. są choroby groźniejsze i śmiertelne jak chociażby rak czy AIDS. W
                                  alkoholiźmie [też śmiertelnym] wystarczy nie pić i chodzić na mityngi AA i od
                                  czasu do czasu skorzystać z jakiejś terapii. Panu Bogu i "moim recom" dziekuje
                                  że nim zostałem i wcale nie jestem tym przerażony bo dzięki AA i terapeutom i
                                  grupom wsparcia odmieniam swoje życie. Ale to potrafi zrozumieć jedynie ten co
                                  tej Sile Wyższej zawierzył swoje życie i co uczęszcza na spotkania - i wcale
                                  nie jest to dewotyzm [grupy AA - chociaż jest tam 12 kroków i Modlitwa o Pogodę
                                  Ducha] - bo dewotyzmem jest jedynie przesiadywanie w kościelnej kruchcie i
                                  nieustające modły. Dla wielu ludzi alkoholik to takie padło, potwór i śmieć nie
                                  warty nawet kopnięcia. A to przecież człowiek jak każdy inny.
                            • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 28.01.06, 22:05
                              Witam wszystkich i dziekuje za uwagi.

                              e4ska napisała:
                              > Parolko, wybacz, ale jeśli umieszczasz swój problem na forum,a ja mam akurat
                              > czas i jestem zainteresowana, to musisz się liczyć, że napiszę coś nie po
                              > Twojej myśli.

                              Alez ja nie oczekuje niczego po mojej czy nie po mojej mysli, chcilabym tylko lepiej poznac problem i rozne jego aspekty, bo niedawno zaczelam sprawe badac, a juz widze, ze jest niezwykle skomplikowana. Dlatego kazdy post 'na temat' przybliza mnie (i innych zapewne tez) do zglebienia problemu, a posty 'obok tematu' po prostu nie pelnia tej roli. To wszystko.

                              > Nie jesteś do końca pewna, czy Twój mąż ma problem z alkoholem. Nie
                              > wiesz, czy powinnaś korzystać z terapii oraz uczestniczyć w spotkaniach
                              > jakiejś grupy. Ja widzę Twoje rozterki w nieco inny sposób niż osoby, które
                              > zaakceptowały terapię. "Chciałabym, a boję się..." - masz przecież konkretne
                              > podpowiedzi zachęcające do jedynej skutecznej metody, która czyni cuda.

                              Trafnie odbierasz moje rozterki, ale czy z ironii ukrytej miedzy wierszami mam rozumiec, ze terapia nie jest - Twoim zdaniem - dobra droga do celu?

                              > Tak mi się jednak zdaje, że w grupie prędzej usłyszysz słowa dezaprobaty wobec
                              > Twej postawy uległości wobec intelektualisty z winem niż zachwyty nad jego
                              > wyjatkowością, ale nie chcę być złą proroczką:) Ale to sama musisz sprawdzić.

                              Sprawdze - zaczynam grupe juz za tydzien z malym kawalkiem. Slowa dezaprobaty bywaja potrzebne, jesli w slusznej sprawie - na takie jestem otwarta. Sama sie podejrzewam o zbytnia uleglosc, wiec jestem ciekawa, co powiedza inni (a raczej INNE - na grupach wsparcia sa chyba same kobiety??)

                              > Życzę, Parolko, żeby się wszystko unormowało i żeby żadna pomoc nie była
                              > potrzebna ani Tobie, ani Twojemu mężowi, ale póki co, sama zdecyduj, co dla
                              > ciebie najlepsze.

                              Dziekuje, bardzo bym chciala. Niestety, po 3 dniach moj maz znowu samotnie wypil cala butelke (dla relaksupo ciezkim tygodniu), a co bedzie dzis - jeszcze nie wiem.

                              Na razie ze mna nie rozmawia i zabronil mi zaczynac rozmow na "nieprzyjemne tematy". Odczekuje wiec i probuje rozmawiac o przyjemnych albo neutralnych sprawach, ale nie bardzo w ogole chce rozmawiac. Chyba boi sie, ze "zaraz zaczne"...

                              dzieki Wszystkim za zyczliwosc.

                              (Czekam tez na Wasze opinie, jak czesto wspoluzaleznionymi, lecz niepijacymi bywaja faceci - czy to sie w ogole zdarza?)

                              -p.
                              • jerzy30 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 28.01.06, 23:15
                                tak parolko - sa faceci współuzależnieni - ale to bardzo rzadkie przypadki
                                [facet jak mu zona, kobita pije za ostro to odchodzi albo pic zaczyna] - przez
                                15 lat kontaktow z AA i terapia poznalem byc moze trzech wspóluzależnionych -
                                jeden z nich mój kolega [zamiast odejść od pijacej nadmiernie zony] sam zaczal
                                pić i terach sa uzaleznieni razem. Współuzależnieni faceci to przypadki bardzo
                                trudne - tak twierdzi moa żona - podobno uzależnieniowe picie żony "obcina"
                                facetowi jaja [tak to sie okresla[
                                Pozdrawiam wieczorową porą.
                                A że Twój mąż zaczął pic to Ty jednak chodź na te terapie. Wiem że to łatwo
                                powiedzieć "chodź" trudniej zrobić. Mówię to bo ja sam stracilem 6 lat
                                zamim "poszedłem" i teraz jak neofita i nawiedzony powtarzam to innym "Idź" [a
                                w nawiasie bo szkoda Twojego czasu, zdrowia, życia]
                              • wielkopolanka3 Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 29.01.06, 00:23
                                parolka napisała:

                                > - zaczynam grupe juz za tydzien z malym kawalkiem.

                                gratuluję - to kroczek do przodu


                                > na grupach wsparcia sa chyba same kobiety??)

                                u mnie jest 2 panów:)


                                > Na razie ze mna nie rozmawia i zabronil mi zaczynac rozmow na "nieprzyjemne
                                tem
                                > aty".

                                traci komfort picia

                                > jak czesto wspoluzaleznionymi, lecz niepijacymi by
                                > waja faceci - czy to sie w ogole zdarza?)

                                jak widzisz zdarza się, chociaż faktycznie częściej mężczyźni odchodzą od
                                swoich pijących partnerek, no chyba, że też piją:( Osobiście na razie spotkałam
                                już 4 panów, którzy robią coś w tej sprawie tzn., swojego współuzależnienienia.
                                Cenię ich wypowiedzi, gdyż często są bardziej "trzeźwe" niż współuzależnionych
                                kobiet. Po prostu jako kobiety chyba jeszcze mocniej wpadamy w
                                pułapkę "zakręcenia się" wokół butelki naszego partnera.
                                Pozdrawiam ciepło
                                • magdacan Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 29.01.06, 05:51
                                  Czy bywaja wspoluzaleznieni faceci? Oczywiscie! Maz mojej przyjaciolki do
                                  takich nalezy. Zyje z alkoholiczka jakies 12 lat i do tej pory nie ma pojecia
                                  czym jest choroba alkoholowa. Nie wyrzucil jej z domu ani nie zaczal pic razem
                                  z nia. Pracuje, dobrze zarabia i utrzymuje caly dom bo u niej z praca roznie.
                                  Pije jak wszyscy niealkoholicy czasami na imprezie. Gdybym mu powiedziala, ze
                                  jest wspoluzalezniony to by chyba umarl z oburzenia. Jak ona zapije to sie
                                  zlosci, tnie jej karty kredytowe, zabiera klucze do samochodu, chowa
                                  alkohol.Ale jak go kiedys spytalam czy pila w niedziele (wiedzialam, ze tak) to
                                  sklamal, ze nie. Jak przestanie wszystko wraca do normy, milosc kwitnie. I tak
                                  w kolko. A moja super inteligentna przyjaciolka, parolko tez nie chce wiedziac
                                  co robila po alkoholu ani jak zapije nie chce na ten temat rozmawiac. Zatyka
                                  uszy i koniec. Malo tego jak kiedys chcialam z nia o tym porozmawiac to zaczela
                                  plakac i mi powiedziala, ze sie nad nia znecam.
                              • e4ska Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 30.01.06, 23:17
                                Zapytałaś, Parolko: "czy z ironii ukrytej miedzy wierszami mam rozumiec, ze
                                terapia nie jest - Twoim zdaniem - dobra droga do celu?"
                                Czy nie wolałabyś dojść do celu bez terapii? Ja bym wolała, ale podobno jest to
                                niemożliwe...(?)
                                Natomiast idea alanon to zupełnie inna sprawa. Widzisz, przypomniały mi się
                                zasłyszane w dzieciństwie rozmowy starych ludzi. O małżeństwach. Największa
                                zaleta męża: "Żeby nie pił". Nie tam, żeby urodny albo robotny, po prostu "żeby
                                nie pił", bo "jak pije, to bije". Picie i bicie mężowskie traktowano jak cechę
                                charakteru, atrybut nieusuwalny danego człowieka. Znosić je trzeba było i koniec.
                                Jeszcze moj ojciec dziwował się żoninym grymasom, bo on przecież ani nie pił,
                                ani nie palił. Z tego powodu matka moja powinna być szczęśliwa. Do tego jeszcze
                                ojciec mój był wykształcony. Na stanowisku. Ponieważ nie pił i nie palił, jego
                                ojcowstwo również powinno być idealne, czyż nie? Niepijący psychopata stawiał
                                się ponad alkoholiczną hołotę, która, żeby bić, musi się napić. On nie musiał.

                                Alanon nie toleruje przemocy. Pijanej, ale chyba też wszelkiej. Dlatego, jeśli
                                czujesz się zagubiona, szukaj wsparcia. Nie wiem, Parolko, jaki masz charakter i
                                czy jest ktoś bliski, kto mógłby Co pomóc, podtrzymać na duchu. Lepiej wejść w
                                grupę niż zostać sam na sam z problemem.

                                Następne wino to bardzo zły znak, bo przecież rozmawiałaś. Ciekawe, kiedy
                                wytrawne zamieni się na słodkie, bo w słodkim jest więcej procentów... I można
                                bezkarniej dolać jakąś setkę, jako że zapach mocniejszy. A swoją depresją też
                                mógłby Cię nie zamęczać. Nie jesteś błaznem ani zabawką.

                                Ciekawe, jak sobie ułożysz swoją historię, Parolko, chciałabym, aby biegła tak,
                                jak tego pragniesz.
                                Pozdrawiam

                                • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 31.01.06, 09:08
                                  Moze i alanoni nie toleruja przemocy, ale z drugiej strony nie kazdy alkoholik
                                  jest od razu agresywny. Co wiecej, czesto zdarza sie ze agresorem w takim
                                  zwiazku nie jest sam alkoholik, tylko wspoluzalezniony partner.

                                  Co wiecej, sa teorie ze alkoholizm jest "dziedziczny", ale w ten sam sposob
                                  alanon jest dziedziczny. Najprostszy schemat dziedziczenia tej patologii jest
                                  taki, ze jesli ojciec byl czynnym alkoholikiem, to dzieci sa alanon, i w ich
                                  rodzinie nie bedzie alkoholu, co wcale nie znaczy ze nie przeniosa swojego
                                  wspoluzaleznienia na swoje dzieci, ktore z kolei nie znajac alkoholizmu w
                                  swojej rodzinie (dziadek, babcia moga byc gdzies w oddali), sami stana sie
                                  alkoholikami-wspoluzaleznionymi, i dalej przeniosa wspoluzaleznienie na dzieci,
                                  ktore moga zostac alkoholikami. I tak dalej, i tak dalej.
                                  Dlatego istotne jest zeby to swoje wspoluzaleznienie(alkoholizm) w pewnym
                                  momencie przerwac, bo bedzie sie je przenosilo dalej.
                                  I o ile w alkoholizmie widoczne sa golym okiem patologiczne picie, to
                                  wspoluzaleznienia nie widac tak dobrze.Bo skoro ktos nie pije, to znaczy ze
                                  wszystko z nim gra, i dopiero przygladajac sie bardzo uwaznie na sytuacje w
                                  owej osoby rodzinie daje sie zauwazyc, ze jednak cos nie gra, bo nie jest to
                                  zadna zdrowa rodzina.
                                  Na wlasnym przykladzie widze, ze czasami niestety wspoluzaleznienie moze byc
                                  gorsze niz sam alkoholizm. Moj ojciec jest alkoholikiem, ale kiedy ja sie
                                  urodzilam, jego naprawde czynny alkoholizm gdzies minal, nadal byl
                                  alkoholikiem, pil, ale po prostu juz mu nie wchodzil alkohol tak bardzo jak
                                  ponoc wczesniej, matka dzieki temu wspoluzalezniona, z przerosnietym Ja, z tymi
                                  jej dziwnymi zasadami opierajacymi sie na 4 tylko i wylacznie funkcjach
                                  zyciowych czlowieka: jesc, spac, praca/szkola i kosciol. To wszystko.
                                  A potem nie wiadomo czemu powracajaca nienawisc nie do ojca alkoholika, tylko
                                  do matki i pytanie dlaczego do niej, a nie do tworcy patologii czyli ojca
                                  alkoholika????
                                  A to wydaje sie byc zupelnie proste: alkoholizm ojca byl widoczny i mial imie,
                                  (choc ja naprawde jego bardzo czynnego alkoholizmu juz nie doswiadczylam),
                                  wspoluzaleznienie matki bylo niewidoczne i tym bardziej krzywdzilo, bo nawet
                                  nie mialo nazwy.
                                  Zreszta potwierdza sie to co gdzies przytaczalam na temat terapii, co twierdza
                                  psychiatrzy z obserwacji, ze do "ozdrowienia" wspoluzaleznionemu potrzeba
                                  dobrze dwukrotnie tyle czasu ile alkoholikowi.


    • renebenay Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 30.01.06, 10:17
      Czerwone wino, od 30 lat pijemy oboje z zona i wcale nie jestesmy
      alkoholikami.Ja wypijam okolo 0,5 l do obiadu a zona 1-2 lampki a w lato pijemy
      rowniez i piwo.Czesto mi sie zdarza ze,przy obiedzie sam wypije cala flaszke
      (0,75) bo trudno nie pic przy bardzo dobrym jedzeniu.Ostrych alkoholi nie
      ruszam bo np.wodke nie lubie bo mnie odrzuca.Inna rzecz ze,u nas duzo uzywamy
      bialego wina do gotowania np.do ryb czy drobiu.Wg.francuskich lekarzy 0,5 l
      wina dla mezszczyzny i 0,30l dla kobiety na dzien jest w normie rozsadku i jest
      dobre dla zdrowia ale z kolei przestrzegaja przed tyciem.Skosztuj je od czasu
      do czasu z Twoim mezem a zobaczysz ze,diabel nie jest taki grozny.
      • rauchen Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 30.01.06, 11:52
        czy zauwazyles ze to jest forum Uzaleznienia?
        Alkoholizm jest choroba, pewna forma alergii na alkohol, z fizyczna tego
        reakcja na alkohol.
        Czy w ten sam sposob na forum Alergie rekalmowalbys jajka, jakie sa zdrowe i
        ile zawieraja cennych skladnikow, gdyby ktos zadal pytanie, ze obserwuje
        niepokojace objawy po ich spozyciu?
        Nie wiem jacy francuscy lekarze polecaja taka ilosc wina jaka ty podajesz,
        ale obawiam sie ze znajda sie tez "francuscy lekarze", ktorzy nawet picie
        jednego piwa dziennie, tyle ze codziennie potrafia zakwalifikowac pod
        alkoholizm, choc pewnie niejeden alkoholik sceptycznie na to spojrzy.
        Alkoholizm jest choroba dla wybrancow, to nie jest tak ze kazdy kto pije
        alkohol stanie sie alkoholikiem, tyle ze zeby stac alkoholikiem trzeba pic
        alkohol.

          • parolka Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 30.01.06, 22:46
            A propos zdrowotnosci, bo widze, ze ten temat sie rozwinal:

            moj maz tez wciaz mowi o tym, jaki dobry wplyw czerwone wino ma na serce
            (polifenole, zdaje sie sa tym dobroczynnym elementem). Mowi tak juz od kilku
            lat, ale ostatnio pije naprawde wiecej.

            Mam wrazenie, ze granica miedzy piciem "zdrowotnym" a rozpoczeciem sie choroby
            jest bardzo cienka i moze w ogole zostac niezauwazona. Bo przeciez wino
            pite "dla zdrowia" moze sie po prostu spodobac z innych wzgledow. I potem moze
            byc juz bardzo niebezpiecznie....

            -parolka
            • magdacan Re: od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza) 31.01.06, 05:59
              moja przyjaciolka zaczela pic bo chciala sie odchudzic (ma na tym punkcie
              fiola) a stwierdzila, ze jak napije sie wina po powrocie z pracy to nie chce
              jej sie jesc.teraz pije bo jak twierdzi nie potrafi sie odprezyc bez alkoholu a
              kazdy raz na jakis czas musi troche wyluzowac. Kiedys z kolei twierdzila, ze
              lekarz jej powiedzial (!), ze ona musi pic bo jej konstrukcja psychiczna jest
              tak krucha, ze nie wytrzymalaby w rzeczywistym swiecie.
    • renebenay Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) 31.01.06, 10:22
      Faktycznie sa lekarze we Francji ktorzy sa za abstynencja ale z pobudek czysto
      idealistycznych i dobrze jest ze,sa i tacy.Przy piciu wina nie ma regul,jeden
      pije wieczorem aby sie rozluznic,drugi do smacznego obiadu czy innego posilku a
      znowu inny pije kilka flaszek aby zapomniec klopoty czy rzeczywistosc.Mnie sie
      wydaje ze,troche przesadzasz z tym poczatkujacym alkoholizmem i nie wierze
      ze,mu grozi to.Jezeli jest rozsadnym amatorem i smakoszem win to wie doskonale
      gdzie jest granica ktorej nie wolno przekroczyc.Kiedys w telewizji francuskiej
      byl ten temat omawiany i mianowicie alkoholicy kupoja tanie alkochole aby miec
      pieniadze na nastepna flaszke a ja sobie nie wyobrazam aby Twoj maz to robil bo
      wg. Twoich slow wybiera on jakosc.Piszesz ze,maz stal sie drazliwy i zlosliwy,a
      moze to wlasnie czeste upominanie i przypominanie stwarza ten stan i jeszcze
      bardziej Ciebie przekonuje ze,masz racje.Oczywiscie wino i jak kazdy alkohol
      moze spowodowac marskosc watroby ale z drugiej strony tez nie wolno przesadzac
      bo wina i rozne koktajle mocnych alkoholi sa w duzym stopniu wynikiem panujacej
      mody.W moim przypadku mam przerwe w piciu wina bo chce sie pozbyc 8 kg nadwagi
      i pije aktualnie przy obiedzie tylko wode.U nas na stole mamy zawsze karafke z
      woda i kilka czerwonych jablek a dlatego ze,w przeszlosci mialem wiele razy
      ochote na wino i widzac wode, to sie wlasnie ja napilem.Podobnie jest z
      jablkami i szczerze mowiac zjem ich 3-4 dziennie i to trwa juz od lat.
      • drak62 Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) 31.01.06, 10:45
        To czy mąż jest uzależniony może stwiedzić oczywiscie psycholog w poradni
        odwykowej. Osobiście nie znam zadnego alkoholika który zaczynał swoje picie z
        myślą tym ze w przyszłosci zamierza własnie zostać alkoholikiem i degustować
        tanie wina a od czasu do czasu spirytus salicylowy i denaturat.
        Znam natomiast sporo alkoholików którzy nazywali siebie smakoszami i
        degustatorami wytwornych trunków (w tym również wina czerwonego).
      • parolka Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) 31.01.06, 11:30
        Witaj, renebenay. Dzieki za Twoj glos - jest w innym tonie, niz wiekszosc
        wypowiedzi, wiec tym bardziej daje mi do myslenia.

        > Mnie sie
        > wydaje ze,troche przesadzasz z tym poczatkujacym alkoholizmem i nie wierze
        > ze,mu grozi to.

        Nie napisalam, ze "juz wiem", ze moj maz popadl w nalog, ale ze mam obawy i
        watpliwosci. Byc moze przesadzam, ale czasem lepiej byc zbyt ostroznym niz
        potem zalowac, prawda?

        > Jezeli jest rozsadnym amatorem i smakoszem win to wie doskonale
        > gdzie jest granica ktorej nie wolno przekroczyc.

        Czy mozna byc tego pewnym? Jesli sie jest smakoszem, ale do tego ma sie okresy
        depresyjne i stresujaca prace, to czy ta granica nie zaczyna sie przesuwac? Nie
        podwazam, po prostu sie zastanawiam...

        > a ja sobie nie wyobrazam aby Twoj maz to robil bo
        > wg. Twoich slow wybiera on jakosc.

        Owszem, bylo tak, ale ostatnio przeszedl z win kosztujacych 60-80 PLN za
        butelke na takie, ktore kosztuja 25-30 PLN, i nie pije ich bynajmniej do
        eleganckich posilkow, ale do zwyklej kolacji. I to juz jest cos, co mnie
        niepokoi...


        > Piszesz ze,maz stal sie drazliwy i zlosliwy, a
        > moze to wlasnie czeste upominanie i przypominanie stwarza ten stan i jeszcze
        > bardziej Ciebie przekonuje ze,masz racje.

        Wiem, takie cos moze prowadzic do zapetlenia sie. Jesli komus sie cos wmawia,
        to moze sie w koncu zirytowac. Rzecz w tym, ze ja bardzo dlugo w ogole nie
        poruszalam tematu, wspomnialam cos raz, potem odczekalam jakies 2 miesiace,
        potem znowu cos wpomnialam. Raczej na zasadzie "niepokoje sie, zauwazylam, ze
        ostatnio pijesz codziennie". Nie robie awantur ani wyrzutow (nie chce i nie
        umiem). Tu wiec chyba nie ma takiego zapetlenia...

        > w przeszlosci mialem wiele razy
        > ochote na wino i widzac wode, to sie wlasnie ja napilem.

        Skoro jestes w stanie zdecydowac sie na wode w sytuacji takiego wyboru, to
        swietnie. Bardzo bym chciala, zeby moj maz tez tak umial (na razie np. jak
        jestesmy u kogos z wizyta, to zawsze on pije wino, a ja robie za kierowce, moze
        najwyzej raz zrezygnowal z tej mozliwosci).

        Tak wiec watpliwosci nadal pozostaja...

        -parolka
              • parolka Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) 31.01.06, 15:39
                mari116 napisała:

                > No dobrze, prosiłam prosto, ale jednak nie rozumiem, może jakiś przykład ?
                > Dorosłe dzieci alkoholików (lub jednego) rozumiem, ale co znaczy rodzina
                > dysfunkcyjna ?

                Witaj, dyskusja na tym watku zainspirowala mnie do poszukiwan i znalazlam takie
                dwa linki wyjasniajace, co to jest DDD.

                tutaj (na samym dole strony, trzeba przewinac);

                meet.free.ngo.pl/Alko01.htm
                i jeszcze tutaj:

                psychotekst.com/strona.php?nr=381
                pozdrawiam,
                -parolka
                • mikaszka Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) 31.01.06, 17:27
                  renebay
                  napisalas

                  "Jezeli jest rozsadnym amatorem i smakoszem win to wie doskonale
                  gdzie jest granica ktorej nie wolno przekroczyc." - to ILUZJA. Nikt nie wie,
                  gdzie jest dla niego ta granica, poki jej nie przekroczy. I nawet po
                  przekroczeniu dlugi czas nie ma sie pojecia, ze ta granice sie juz
                  przekroczylo. Ryzyko pojawia sie znacznie wczesniej - jesli ktos decyduje sie
                  na codzienne popijanie alkoholu, to jest juz wlasnie ten moment, gdy powinno
                  zapalic sie czerwone swiatelko - takie dzialanie MOZE prowadzic do
                  uzaleznienia. A poniewaz ludzie sa rozni i rozna maja podatnosc na nalogi -
                  dlatego jedni uzalezniaja sie w rok, inni w 5 lat, a sa tacy co nigdy. Sek w
                  tym, ze tego nie da sie przewidziec.
                        • renebenay Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 31.01.06, 19:32
                          Faktycznie mialem problemy z nadcisnieniem i zmniejszajac konsumpcje soli,wina
                          a takze wiecej ruchu pozbylem sie tego klopotu.Mniej wiecej po 1,5 miesiaca
                          cisnienie mi sie ustabilizowalo i zaczalem szukac ,dlaczego je mialem.Najpierw
                          pilem wiecej wina i sie okazalo ze, cisnienie tetnicze praktycznie nie uleglo
                          zmianie,--wniosek--pozostala sol i brak ruchu.U mnie startuje cisnienie jak
                          wypije suche biale wino lub np.wodke a tak to nie mam zadnych problemow.
                            • jerzy30 Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 31.01.06, 20:54
                              renebenay - jak masz niestabilne cisnienie - to procz odstawienia soli
                              [nadmiaru] faktycznie ono wraca na poziom stabilny - sprawdx natomiast czy nie
                              masz przypadkiem niedoboru magnezu - to powszechna wada - magnez trzeba
                              uzupelniac w tabletkach - objawy niedoboru to trudnosci w zasypianiu, latajace
                              wlasnie cisnienie, rozdraznienie, laknienie czekolady [niektorzy ja jedza w
                              nadmiarze], magnez jest w winogronach - nie zartuje - sprawdzilem to w dluzszym
                              okresie czasu - uzupelniam magnez tabletkami i jedam duzo czekolady
                              • renebenay Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 31.01.06, 21:14
                                jerzy30-dziekuje za porade i informacje. Faktycznie mam od czasu do czasu silna
                                potrzebe zjedzenia czekolady i wtedy cala tabliczka jest zjedzona.Przed 2 laty
                                mialem problemy z kregoslupem i musialem brac morfine a moim glownym posilkiem
                                byla czekolada--cos wtym musi byc,a ze w winogronach jest magnez to nie
                                wiedzialem.
                              • jerzy30 Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 31.01.06, 21:06
                                alkohol podnosi ciśnienie - bo wysyca wode z organizmu a zatem podnosi sie
                                stezenie soli we krwi - stad wzrost cisnienia [1 gram alkoholu wysyca 50 gramow
                                wody]
                                Głupio sie nie stało - zdążyliście sie zobaczyć i pozegnać - współczuję Ci -
                                każdy kiedyć przejdzie na drugą stronę.
                              • rauchen Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 31.01.06, 22:36
                                przykro mi z powodu twojego brata, no coz...

                                co do wodki i cisnienia ktore wzrasta, to napisales w oddzielnym wpisie na
                                temat kultury picia we francji, ktora jest inna niz w polsce. To prawda.
                                I wodki raczej nie pije tak jak wina, lyczkami, smakujac je, tylko wlewa sie w
                                siebie caly kieliszek, ktory odpowiada mniej wiecej 4-rem takich samych
                                obietosci wina jesli chodzi o zawartosc samego alkoholu, ktorego raczej
                                duszkiem juz nie wypijesz, wiec wydaje mi sie to naturalne ze nawet od razu
                                czujesz ze ci skacze cisnienie po wodce. Tyle ze w jednym i w drugim wypadku
                                chodzi o ten sam alkohol.

                                Dalej, co do innej kultury picia we Francji, to to nie jest jeszcze dowod na to
                                ze we Francji nie ma alkoholikow, z tym ze przynajmniej polowa to alkoholicy
                                pijacy wlasnie wino. I tu nie widze rozroznienia na picie taniego wina i
                                drogiego wina i jego wplyw na alkoholizm,bo alkoholizm nie wybiera ze wzgledu
                                na objetosc portfela, tylko ze wzgledu na indywidualne predyspozycje. Lekarze
                                tez sa alkoholikami, rowniez i we Francji zapewne.

                                Dalej, co do zalecen wzgledem ilosci alkoholu ile mozna wypic dziennie, z tego
                                co sprawdzilam, we Francji sa dwa takie zalecenia: jedno jest z ministerstwa
                                zdrowia i zaleca nie wiecej anizeli 2 jednostki dziennie dla mezczyzn (czyli ok
                                250ml wina), no i drugi jest Narodowej Akademi Medycznej ktora daje faktycznie
                                ok 0,6 l wina - tu masz link jesli chcesz sprawdz na samym koncu jest tabelka:

                                www.icap.org/portals/0/download/all_pdfs/Polish_content_pdf/ICAP_Reports_Polish/ICAP_Report14_Pol.pdf

                                tyle ze to jest gorna granica dzienna, wiec to nie znaczy ze ty mozesz pic
                                powyzej, bo to tylko troszeczke powyzej, zwlaszcza ze powowujesz sie na
                                zdrowotne wlasciwosci alkoholu (czy tez wina) ze wzgledu na lekarzy.
                                Z drugiej strony niejako spojrzalabym na problem z punktu widzenia polaka, bo
                                tak czy siak narod narodowi nie rowny.

                                I jeszcze co do wyniko badan, w sensie nadcisnienia i gamma w watrobie.
                                To tez jest sprawa indywidualna, kiedy i po jakiej ilosci wypitego alkoholu w
                                sensie dlugoterminowym zacznie szwankowac watroba i czy straszliwie wzrosnie
                                cisnienie.
                                Otoz ja robilam kiedys badania po dwutygodniowym ciagu alkoholowym, w ciagu
                                ktorego nie patrzy sie na zalecenia lekarzy :)))co do zalecanych dawek, dwa dni
                                po odstawieniu alkoholu, wiec organizm i cisnienie lata jak galareta.
                                Cisnienie bylo w porzadku - ale to tylko dlatego ze ja normalnie mam
                                niedocisnienie, wiec alkohol cisnienie mi podniosl na wlasciwe miejsce.
                                Watroba - niewielka odchylka gamma- wskazujaca ze albo bralam kilka dni
                                wczesniej jakies leki lub przechodzilam kiedys zoltaczke - przechodzilam w
                                dziecinnstwie zoltaczke i to odchylenie to juz moja uroda.
                                Pozostale badanie krwi wrecz rewelacyjne.
                                Widzisz wiec: ja jestem alkoholiczka i nie wyrzadzilam sobie praktycznie w
                                ogranizmie powaznych szkod jako tako. Za krotko widocznie pilam, i mialam to
                                szczescie ze dostrzeglam moj problem.
                                Ale ja jestem alkoholiczka i bez tego,
                                bo moj organizm nie umie poprzestac na jednym piwie czy kieliszku wina,
                                dla mnie nie istnieja zalecenia picia alkoholu w granicach "zdrowotnych",
                                nawet jesli alkohol podnosi mi cisnienie do normy...
                                Dla mnie jedno piwo to za duzo, bo zaraz potem to i beczka to za malo...choc
                                nie planowalam zostac alkoholiczka, a wieku 20 lat nie dalam rady pol piwa
                                nawet wypic....

                                Voila, c'est la vie...

                                pzdr





                                • renebenay Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 01.02.06, 00:57
                                  W kazda sobote ogladam na TV Antenne 2 z Francji program o zdrowiu i kiedys
                                  wlasnie mowili o alkoholizmie.Wlasnie w tym programie lekarze okreslili
                                  rozsadna granice konsumpcji wina dla kobiet i mezszczyzn a pozatym twierdzili
                                  ze, poczatkujacy alkoholicy kupoja jakosciowo drogie wina i pozniej pomalu
                                  zaczynaja pic tansze aby kupic wiecej.Alkoholicy tez potrafia myslec i liczyc a
                                  znalem ich wielu w moim zyciu ,np we Francji znalem kilku ktorzy nie doczekali
                                  sie do emerytury bo zmarli, jak rowniez i lekarza a pozatym w Polsce znalem
                                  jednego architekta ktory musial wypic kilka piw aby mu rece przestaly
                                  drzec.Osobiscie mialem tez dziure w zyciorysie pracujac kiedys w jednym GSie bo
                                  tam sie pilo wodke jak wode,jednego dnia sam stwierdzilem ze,tak dalej nie moze
                                  byc bo to nie jest zadne zycie.Zmienilem prace i kilka lat pozniej udalo mi sie
                                  wyjechac do Francji a aktualnie mieszkam w Niemczech.Dwa lata temu mialem
                                  problemy z kregoslupem i musialem brac przez kilka miesiecy morfine i inne
                                  jeszcze lekarstwa.Nie wiem czy to byla morfina ale nazywalo sie to Tramadol i
                                  nalezy do rodziny opiatow,najgorsze ze,zdolalem sie uzaleznic.Jednego dnia
                                  czujac ze,bole zaczynaja ustepowac przestalem pobierac tramadol i na drugi
                                  dzien mialem duze klopoty bo jak usypialem w lozku to widzialem parokrotnie
                                  duzego pajaka jak mi wyrywa serce z piersi i tym samym z wielkim krzykiem sie
                                  budzilem.Zmadrzalem i dalej bralem tramadol ale juz stopniowo zmniejszajac
                                  ilosc kropli.Nasze dzieci tj.dwoch synow i corka nie pala papierosow ani nie
                                  pija alkoholu,czasem w lato idziemy razem na piwo i to jeszcze uciete
                                  lemoniada.Synowie studioja a corka konczy gimnazjum i najwazniejsze ze ,chca
                                  sie uczyc a dla nas jest to duza radosc.Rozumiem Cie doskonale we wszystkim i
                                  wiem ze,nie jest latwo ale mimo wszystko trzeba zyc.We Francji mowi sie ze,Bog
                                  zrobil tylko 4 dobre rzeczy-1 stworzyl kobiete,-2 chleb,-3 ser,i -4 wino,i jak
                                  tu nie zgrzeszyc?Pozdrowienia,renebenay.
                                  • rauchen Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 01.02.06, 17:05
                                    wiesz, z ta gorna granica rozsadkowa, jest pewnie tak samo jak z twierdzeniem
                                    ze jak jedziesz po autostradzie na ktorej jest dozwolona predkosc 130 km/h na
                                    pewno nie spowodujesz wypadku i sie nie zabijesz, jak bedziesz jechal tymi 130
                                    km/h, a ze ty jestes doswiadczony kierowca to tobie nawet mozna jechac 150, bo
                                    to tylko troche wiecej. Tylko czy to na pewno tak jest???
                                    Alkoholicy to jakies 2-3% procent spoleczenstwa, nieprawdaz ze to niewiele?
                                    W Polsce jakis milion tylko. Pewnie nikt sie nie pokusi o to, zeby specjalnie
                                    dla nich zmieniac pewne zasady. Ot, mozna cos od czasu wspomniec o naduzywaniu
                                    alkoholu, tyle ze nie kazdy kto spowodowal wypadek po pijanemu jest
                                    alkoholikiem, a nie kazdy alkoholik spowodowal po pijanemu wypadek.
                                    Francja jest ogromnym producentem wina, a wiadomo ze kazda sroka swoj ogon
                                    chwali. I nadal nie widze tutaj zwiazku pomiedzy tanim winem, a drogim winem,
                                    bo ani jedno ani drugie nie spowoduja ze u osoby ktora nie jest podatna na
                                    alkoholizm, ze nagle stanie sie alkoholikiem.
                                    Zreszta co do tych tanich win, to powinienes troche lepiej wiedzec na temat tej
                                    afery we francji z wylewaniem win bodajze argentynskich na ulice, bo to byly
                                    tanie wina, ktore psuly rynek producentom francuskim.
                                    Poza tym jeszcze pytanie, jakie wino uwazasz za drogie wino, i czy naprawde
                                    kazdego obywatela francji stac na to zeby pic codziennie pol litra wina po 20
                                    euro za butelke, bo lekarze zalecaja dla zdrowia???
                                    Zreszta czy to nie jest tak, ze we francji sprzedaje sie wino tak, ze piec
                                    placisz szoste gratis?? Oczwiscie, to nie jest drogie wino, ale srednie wino,
                                    tyle ze pewnie wiekszosc spoleczenstwa jesli juz pije codziennie, to takie do
                                    10 euro za butelke, nie wiecej pewnie - bo to daje okolo 300 euro miesiecznie,
                                    a to troche dziwne zeby 1/4 pensji przecietny francuz wydawal na wino.
                                    Poza tym z alkoholikami nie jest tak ze jak uzaleznil sie od wina za 10 euro,
                                    to nagle zacznie kupowac po 2 euro, zeby miec piec win, bo tolerancja na
                                    alkohol u alkoholika w pewnym momecie maleje, i potrzebuje mniejszej ilosc
                                    zeby byc juz pijanym, ale nagle nie bedzie potrzebowal tych butelek 5 na
                                    wieczor, bo zwyczajnie nie da rady.
                                    I alkoholik poza tym nie kombinuje tylko jesli chodzi o cene alkoholu, zeby mu
                                    wyszlo wiecej, kombinuje w rozmaity, nawet nie wiesz jak rozmaity sposob zeby
                                    ten alkohol zdobyc. Zdrowemu czlowiekowi nawet do glowy nie przyjda takie
                                    akrobacje alpejskie jakie potrafi wymyslic alkoholik zeby alkohol zdobyc.
                                    I z alkoholizmem nie jest tak, ze ktoregos dnia w sobote wieczorem o godzinie
                                    22.46, siedzacemu przed telewizorem czlowiekowi, ktory jeszcze pije jako
                                    niealkoholik, zapala mu sie nagle czerwona zarowka nad glowa ostrzegajaca ze
                                    wlasnie zblizylismy sie do granicy i za chwile powitaja nas fanfary witajace
                                    nas w klubie alkoholikow, i od dzis bedzie trzeba kupowac tanie wina, bo trzeba
                                    cos kombinowac zeby bylo na wiecej. I jeden potrzebuje dziesiatek lat picia,
                                    zeby przekroczyc granice bezpiecznego picia, innemu wystarczy rok....

                                    Dlatego trudno podzielic twoj entuzjazm z pierwszego wpisu, ze jak zaczely sie
                                    u kogos niepokojace objawy, ze to na pewno tylko smakosz wina.
                                    I co wiecej namawiac do wspolnego smakowania.
                                    Tak jak napisalam na poczatku - to jest forum Uzaleznienia, dotyczy niepokojow
                                    zwiazanych z uzaleznieniem, z samym uzaleznieniem.
                                    Nadal mnie ciekawi powod, dla ktorego sie tu znalazles, choc moze to zwykla
                                    ciekawosc. Natomiast nie mozesz sie dziwic temu, ze wiele osob bedzie mialo
                                    sceptyczny stosunek do twojego entuzjazmu.
                                    Widzisz, inaczej wyglada gdy jeden alkoholik wejdzie do grupy osob ktore nie sa
                                    alkoholikami, inaczej gdy jeden niealkoholik wejdzie do grupy alkoholikow.
                                    Zapewne gdybym ja napisala na jakims ogolnym forum, ze mam problem bo wydaje mi
                                    sie ze chyba jestem uzalezniona bo nie moge przestac pic codziennie tej butelki
                                    wina, to dostalabym wiele slow pocieszenia ze to jeszcze nie taki problem skoro
                                    jeszcze nie mieszkam pod mostem i udaje mi sie pracowac,
                                    inaczej zareaguja alkoholicy jesli ty napiszesz ze pijesz butelke wina i nie
                                    widzisz w tym problemu, bo kazdy alkoholik kiedys zaczynal, nawet od miejszych
                                    ilosci, i tez nie widzial w tym problemu, a nawet kiedy juz sie problemy
                                    zaczely, nie dostrzegal jeszcze czesto dlugo tych problemow....






                                    • renebenay Re: Przesada----- (alkoholizm u meza) Dla rauchen 01.02.06, 21:56
                                      Na tym forum jestem dosc przypadkowo bo nasza corka z kolezanka z gimnazium
                                      przygotowoja razem prace kontrolna na temat nalogow w Europie.Chodzi glownie o
                                      narkotyki,alkohol i papierosy,i tutaj chcialem Tobie podziekowac za link ktory
                                      musze przetlumaczyc na francuski bo ta praca wlasnie ma byc w tym jezyku
                                      napisana,oczywiscie moje tlumaczenie doszliwoja na swoj sposob.Wracajac do
                                      Francji,przyznaje ze,nie wszyscy ludzie pija wino czy alkohol a takze ze, sa
                                      rozne ceny win zaleznie od jakosci.Bardzo czesto ludzie kupoja barylki po
                                      10,20,50 litrow wina na wlasne potrzeby dlatego ze,te same wino w butelkach
                                      byloby za drogie.Oczywiscie drogie wina kupoje sie na specjalne okazje ale do
                                      codziennej konsumpcji mozna kupic juz w granicach 3-6 euro za flaszke,moi
                                      sasiedzi we Francji kupowali jak najtaniej i pili wino z woda, pol na pol.To
                                      wszystko zalezy od dochodow i kazdy sam okresla swoja granice mozliwosci.Kiedys
                                      pilem Cotes du Rhone z francuskich win a tu w Niemczech wolimy wina wloskie bo
                                      maja lepszy smak i wiecej slonca,natomiast gdy jestesmy jak co roku kolo Cannes
                                      to pijemy do obiadow tylko rose.Zdaje sobie sprawe ze ,nie wszyscy zaakceptoja
                                      jak zreszta slusznie oceniasz moj entuzjazm bo wiem ze, nikt nie jest podobny
                                      do innego czlowieka a tylko chcialem wyrazic moja opinie bazowana na moich
                                      doswiadczeniach.
                                      • parolka Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 02:05
                                        Witam Wszystkich!
                                        dlugo sie nie odzywalam, ale sledzilam dyskusje na tym watku, ktora - nota
                                        bene - weszla w obszary zupelnie mi nieznane (badania medyczne itp.).

                                        Musze jednak doniesc, ze sytuacja (opisywana w pierwszym poscie) radykalnie sie
                                        zmienila. Moj maz sie zorientowal (nietrudno chyba), ze obawiam sie, ze popada
                                        w alkoholizm i ze rozmawialam o tym z kims z rodziny. Kupilam tez ksiazke o
                                        uzaleznieniach (zeby pomoc sobie) i zostawilam (niecelowo zreszta) na widocznym
                                        miejscu.

                                        Wyobrazcie sobie, ze moj maz uniosl sie honorem (jak to, ktos taki jak on
                                        posadzony o alkoholizm?!) i przestal pic. Zapowiedzial mi nawet, ze nie zobacze
                                        go w najblizszych miesiacach z alkoholem i faktycznie nie pije.

                                        Wydaje sie, ze zlakl sie (lub wkurzyl), ze jego picie moglabym wykorzystac w
                                        sprawie o ew. rozwod (mamy kryzys malzenski, ale nie mialam akurat takiego
                                        zamiaru). Zaczal tez wiecej robic w domu itp. Tylko dla mnie jest caly czas
                                        niemily, prawie w ogole ze mna nie rozmawia, zamyka sie w pokoju, odrzuca
                                        propozycje, prezenty itp.

                                        Nieodzywanie sie jakos wytrzymam (nie pierwszy raz), ale mysle, ze w tej
                                        sytuacji mysle, ze moje chodzenie na grupe dla wspoluzaleznionych (grupa rusza
                                        pojutrze) troche przestalo miec sens.

                                        Co o tym sadzicie?

                                        -parolka
                                        • magtomal Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 19:14
                                          Oczywiście, że powinnaś chodzić! Przede wszystkim dlatego, że nie wiesz, jak
                                          wszystko się rozwinie, lepiej, jak będziesz przygotowana na różne możliwości.
                                          Poza tym nie wiesz czy "humory" Pana Męża to nie jest objaw głodu alkoholowego.
                                          A z współuzależnienia leczą się też kobiety, których mężowie nie piją już od
                                          dłuższego czasu, albo wręcz rozwiedzione, które zostały bez pijącego męża, za
                                          to z spojrzeniem na świat współuzależnionych.
                                        • kylly Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 19:52
                                          hmmm co radykalnie się zmieniło ?? to że małżonek parę dni nie pije ?? powiem
                                          tak...znam przypadek osoby która po ataku padaczkowym nie piła 10 (dziesięć)
                                          lat....właśnie na zasadzie obaw i uniesienia się honorem...tyle że to co
                                          stworzył rodzinie można nazwać "koszmarem" (sam tak dziś mówi) po dziesięciu
                                          latach wrócił do picia...ktoś kto pił wie z jaką intensywnością się wraca po
                                          takim okresie...na dziś nie pije dwa lata...i sa to tym razem jego trzeźwe
                                          lata....
                                          pozdrawiam
                                          ps. by być pijanym nie trzeba alkoholu...trochę przestaje mieć sens to co
                                          piszesz...o braku sensu
                                          • parolka Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 20:11
                                            kylly napisał:

                                            > hmmm co radykalnie się zmieniło ?? to że małżonek parę dni nie pije ??

                                            Faktycznie, nie jest to dlugo, bo od 4 dni, ale jest to najdluzej od paru
                                            (parunastu?) miesiecy.
                                            Wiem, ze to krotko, ale najwieksza zmiana jest taka, ze on sie naprawde uniosl
                                            honorem i pozstanowil udowodnic, ze nie jest alkoholikiem. Jesli nie jest, to
                                            mu sie uda (trzymam kciuki, bo nie chce miec meza alkoholika, rzecz jasna).
                                            A jesli jest... wtedy juz nie wiem...

                                            > powiem
                                            > tak...znam przypadek osoby która po ataku padaczkowym nie piła 10 (dziesięć)
                                            > lat....właśnie na zasadzie obaw i uniesienia się honorem...tyle że to co
                                            > stworzył rodzinie można nazwać "koszmarem" (sam tak dziś mówi)

                                            Na czym polegal ten koszmar 10 lat bez picia? Mozesz przyblizyc?

                                            > ps. by być pijanym nie trzeba alkoholu...trochę przestaje mieć sens to co
                                            > piszesz...o braku sensu

                                            By byc pijanym nie trzeba alkoholu? Nie bardzo rozumiem.
                                            Na pewno nie trzeba alkoholu, by byc toksycznym partnerem, manipulatorem
                                            emocjonalnym albo po prostu osoba zimna emocjonalnie. Tylko caly czas nie wiem,
                                            co alkohol ma do tego?

                                            Jesli pojdziemy tym tropem to o wszystkie nieprzyjemne zachowania mozna
                                            oskarzyc alkohol, to jakis absurd...

                                            -p.
                                            • magdacan Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 20:22
                                              Parolko jest takie okreslenie "suchy alkoholik". To jest osoba, ktora jest
                                              alkoholikiem ale w pewnym okresie z roznych powodow nie pije. Moj szwagier nie
                                              pije juz dwa lata (esperal) ale nie poszedl na terapie bo stwierdzil, ze on nie
                                              bedzie sie zadawal z motlochem (sic!). Jego zachowanie jest podobne do
                                              zachowania Twojego meza. On sie nie cieszy zyciem tylko mysli jak dowalic mojej
                                              siostrze (namowila go na wszywke na terapie juz nie dalo rady) mimo, ze jak
                                              twierdzi bardzo ja kocha. Zastanow sie czy zachowanie Twojego meza nie
                                              potwierdza wlasnie tego, ze jest alkoholikim - suchym od 4 dni i czy Wasz
                                              kryzys malzenski tez z tego nie wynika. Zreszta mozesz chyba ten temat poruszyc
                                              na swojej terapii?
                                            • kylly Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 20:30
                                              hmmm no to tak - poczytaj co pisze magda...to raz...
                                              sam potrafiłem nie pić 6 miesięcy żeby udowodnić żonie że problem to ma ona, a
                                              nie ja...to dwa...w jaki sposób alkoholik ma Ci udowodnić że nim nie jest ???
                                              hmmmm no co ma mu się udać ?? niepicie ?? przez ile ?? miesiąc dwa ?? dziesięc
                                              lat ??
                                              pozdr...
                                              ps. powiem Ci tylko że alkoholik który nie pije na zasadzie zaciśniętej du....w
                                              swoim zachowaniu i stosunku do najbliższych jest dużo gorszy od alkoholika
                                              pijącego...
                                              • parolka Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 22:51
                                                magdacan napisał(a):
                                                >Parolko jest takie okreslenie "suchy alkoholik". To jest osoba, ktora jest
                                                >alkoholikiem ale w pewnym okresie z roznych powodow nie pije.

                                                Nie znalam tego pojecia (wciaz sie czegos nowego dowiaduje).
                                                Ale w takim razie: czym rozni sie SUCHY ALKOHOLIK od TRZEZWIEJACEGO
                                                alkoholika???
                                                Jeden i drugi nie pije, jednemu i drugiemu jest ciezko, wiec czasem wyzywa sie
                                                na najblizszych itp. Jaka jest ROZNICA? Nie pojmuje...


                                                > Moj szwagier nie pije juz dwa lata (esperal) ale nie poszedl na terapie bo
                                                > stwierdzil, ze on nie bedzie sie zadawal z motlochem (sic!). Jego zachowanie
                                                > jest podobne do zachowania Twojego meza. On sie nie cieszy zyciem tylko mysli
                                                > jak dowalic mojej siostrze (namowila go na wszywke na terapie juz nie dalo
                                                > rady) mimo, ze jak twierdzi bardzo ja kocha. Zastanow sie czy zachowanie
                                                > Twojego meza nie potwierdza wlasnie tego, ze jest alkoholikim - suchym od 4
                                                > dni i czy Wasz kryzys malzenski tez z tego nie wynika. Zreszta mozesz chyba
                                                > ten temat poruszyc na swojej terapii?

                                                Na pewno porusze temat, bo to cos zupelnie nowego. Kryzy malzenski mielismy juz
                                                wczesniej (raz silniejszy, raz slabszy), teraz akurat jest dalszy ciag pod
                                                tytulem "nie jestem alkoholikiem, oskarzasz mnie nieslusznie" (a ja nie
                                                oskarzam, tylko grzecznie mowie, ze sie obawiam, ze cos zlego sie zaczyna).

                                                Problem w tym, ze moj maz tak mnie traktowal, gdy byl na mnie za cos obrazony
                                                nawet dluuugo dluuugo przedtem, zanim zaczal czesto pic wino. Nie moge dostrzec
                                                roznicy - nie wydaje sie, ze alkohol tu cos zmienil. Stal sie po prostu jeszcze
                                                jednym dobrym powodem, zeby sie do mnie nie odzywac i oskarzac mnie o
                                                rujnowanie naszego zwiazku.

                                                kylly napisał(a):
                                                > sam potrafiłem nie pić 6 miesięcy żeby udowodnić żonie że problem to ma ona,
                                                > a nie ja...

                                                A moze to ja rzeczywiscie mam problem? Moze cos wyolbrzymiam?

                                                > ps. powiem Ci tylko że alkoholik który nie pije na zasadzie zaciśniętej
                                                > du....w swoim zachowaniu i stosunku do najbliższych jest dużo gorszy od
                                                > alkoholika pijącego...

                                                Czy moglbys przyblizyc te obrazowa, acz niejasna metafore?
                                                ;-)
                                                Czy chodzi Ci o osobe, ktora nie pije, bo chce komus cos udowodnic, a "w glebi
                                                duszy" jest alkoholikiem???

                                                > w jaki sposób alkoholik ma Ci udowodnić że nim nie jest ???
                                                > hmmmm no co ma mu się udać ?? niepicie ?? przez ile ?? miesiąc dwa ??
                                                > dziesięc lat ??

                                                No wlasnie, to jakies bledne kolo. Jak mam poznac, czy moj maz stal sie
                                                alkoholikiem, czy nie? Zalozmy, ze nie bedzie juz pil. Czy mam zawsze juz do
                                                konca zycia myslec, ze jest alkoholikiem, tylko suchym?
                                                Czy podejrzewanie kogos o rozwijajacy sie alkoholizm oznacza, ze juz zawsze mam
                                                myslec, ze ta osoba jest alkoholikiem, tylko sie z tym kryje?
                                                Nic z tego nie rozumiem, to jakas paranoja.

                                                Pomozcie mi sie rozeznac, prosze. Okropnie sie czuje zdezorientowana, a decyzje
                                                o rozpoczeciu grupy dla wspoluzaleznionych musze podjac najpozniej we wtorek...

                                                -p.
                                                • rauchen Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 23:33
                                                  To czy jest alkoholikiem, mozna sprawdzic jeszcze w inny sposob, a mianowicie
                                                  czy jest w stanie wypic jeden kieliszek i czy potrafi na nim poprzestac nie
                                                  siegajac po nastepny.
                                                  Jest taka prawda o alkoholikach, ktora mowi ze alkoholik potrafi obiecac ze
                                                  nie bedzie pil przez rok, i dotrzyma tej obietnicy, ale nigdy nie bedzie w
                                                  stanie obiecac ze wypije tylko jeden kieliszek i na tym poprzestac. I to nie
                                                  chodzi tylko o to ze faktycznie tego dnia wypije tylko jeden i na nim
                                                  poprzestanie, ale chodzi tez o nastepne dni, nawet tygodnie, czy nie bedzie go
                                                  meczyla chec napicia sie tyle, ile zwykl byc pic. Tyle ze to daje dodatkowo
                                                  jeszcze jedno chore zludzenie, tak dla alkoholika jak i dla otoczenia, ze
                                                  faktycznie ta kontrole ma.

                                                  Nie wiem czy bylas na tej stronie, tam z lewej strony sa krotkie artykuly na
                                                  temat alkoholizmu w dosc przystepnej wersji:

                                                  alkoholizm.akcjasos.pl/151.php
                                                  • parolka Re: (alkoholizm u meza) JEDNAK OPAMIETANIE 05.02.06, 23:45
                                                    rauchen napisała:

                                                    > To czy jest alkoholikiem, mozna sprawdzic jeszcze w inny sposob, a mianowicie
                                                    > czy jest w stanie wypic jeden kieliszek i czy potrafi na nim poprzestac nie
                                                    > siegajac po nastepny.

                                                    Ale jak ja mam to sprawdzic? Obserwowac? Wymuszac na nim obietnice, ze wypije tylko jeden kieliszek? (bedzie, ze sie czepiam i ze podejrzewam)

                                                    > I to nie
                                                    > chodzi tylko o to ze faktycznie tego dnia wypije tylko jeden i na nim
                                                    > poprzestanie, ale chodzi tez o nastepne dni, nawet tygodnie, czy nie bedzie go
                                                    > meczyla chec napicia sie tyle, ile zwykl byc pic.

                                                    Caly czas nie rozumiem - jak ja, jako zona, do ktorej uniesiony honorem maz sie nie odzywa - mam poznac, czy go "meczy chec napicia sie"? Wydaje mi sie, ze nigdy nie bede miala dostepu do takiej informacji.

                                                    Mam go jakos inwigilowac? A przeciez tyle sie mowi przy okazji wspoluzaleznienia, ze nie nalezy alkoholika kontrolowac...

                                                    Rany, jakie to wszystko skomplikowane...

                                                    > Nie wiem czy bylas na tej stronie, tam z lewej strony sa krotkie artykuly na
                                                    > temat alkoholizmu w dosc przystepnej wersji:
                                                    >
                                                    > alkoholizm.akcjasos.pl/151.php

                                                    Tak, dziekuje, czesc lektury (i mnostwo zwiazanych z tym odkryc) mam za soba, ale na pewno jeszcze tam poszperam.

                                                    -p.