addicted1
03.02.06, 14:39
Witam
sorry, ze na tym forum nie scisle w temacie, ale jest tu wiele mądrych osób,
których posty cenię, więc prosze o uwagę.
chciałbym Was zapytać o zdanie/ radę odnośnie moich problemów w kontaktach z
matką.
Od kilku dni w związku z chorobą zamieszkałem na jakiś czas u rodziców. Do
czasu owrotu do zdrowia.
Matka non stop sugeruje mi wyprowadzkę. Zeby tylko.
Od wielu lat- mimo że sam się utrzymuję, jestem przez nią nagabywany
o "wyprowadzenie się i usamodzielnienie"
Od 8 lat mieszkam formalnie poza domem- tzn. bylem na studiach stacjonarnych,
a potem pracowałem w Warszawie wynajmując mieszkanie.
Jednak dosyć często (kiedys częściej) odwiedzam rodzinne miasto i dom, poza
tym trzymam u dodziców wiele swoich rzeczy. To wg mojej matki swiadczy o tym,
ze siedzę jej ciągle na głowie i garach. No bo jak wracam do siebie to ona mi
daje często jakieś tzw. wałówki.(z wlasnej woli).
Nie mogę dojsć do porozumienia, bo jestem raczej autonomicznej natury, a nie
mogę w domu zrobić, powiedziec czegokolwiek po swojemu, bo wtedy slysze "jak
nie pasuje to sie wyprowadz" itp.
Ciąglę się kłócę o przeszosc, ja ją oskarżam o to, że skąpiła na moje
wykształcenie oraz byla wybitnie apodyktyczna, wskutek czego wyrosłem na
osobe nieufną i bojaźliwą
( to odziedziczyłem po niej- jest bardzo nieufna i podejrzliwa).
Ona twierdzi, że mogłem się wtedy usamodzielnic i ze robilem co chcialem.
Od pewnego czasu uswiadomiłem sobie swoje problemy, pracuję nad sobą.
Próbuję z matką rozmawiac, ale to niewiele zmienia.
Myslalem wielokrotnie o tym, zeby wyjechac daleko i oddalic sie od rodziny
pod kazdym względem, bo inaczej nie "znormalnieje".
(chociaz nie mam takich problemow z np.ojcem)
Ale u musze dodac, ze moim relacjom z matka towarzyszą silne wyrzuty
sumienia,
poczucie winy. Boję się, że ja zerwę kontakty, ona umrze albo popelni przeze
nmnie samobojstwo (o czym pare razy wspomniala)i wtedy zwariuję.
Poza tym bede czul sie gorszy przez to, ze nie mam relacji z rodzina itp.
Jestem w takiej matni, ze wszelka próba rozwikłania tego kończy się całkowitą
pustką w głowie.
Nie wiem, czy jestem przewrazliwiony, bo inni tez tak mają?
Wiem tylko, że tak jak teraz nie mogę żyć.
p.s. matka zawsze gdy zrobila cos zlego twierdzila, ze inni rodzice robia
rzeczy 10 razy gorsze, a poza tym zawsze straszyla, zebym czasem o problemach
domowych nie mówil z obcymi (kolegami itp)
przez to ciężko mi nawet o tym rozmawiac z przyjaciółmi, bo mam wyrzuty
sumienia, że matkę zdradzam, sprzedaję itp.
Nawet teraz piszac te słowa już zaczynam się czuć winny.
Moje kontakty domowy to mieszanka złości, pretensji i poczycia winy. Co mnie
nie ukrywam bardzo męczy.