Po co ja poszłam na tę imprezę ???

24.07.06, 18:58
Nie przypuszczałam, ze po 3-ch latach trzeźwienia,
bede miała takiego suchego kaca giganta.
Żle spalam , czuję się emocjonalnie rozbita,
piję wodę mineralną jak smok wawelski.

Nie mogłam kolejny raz sie wymigać z tej wizyty,
a nie ufam tej kolezance na tyle, żeby powiedziec
że jestem alkoholiczką.

Myslalam , ze będziemy we dwie i porozmawoamy przy kawie,
a tu zwaliło się kilkoro gosci ze "szklanymi załącznikami".

Najbardziej wkurzona jestem na swoje nerwowe reakcje
i to, że nagabywana nagle zapomniałam o asertywnym
odmawianiu i robilam to niezrecznie, a przez to
bylam nie dość przekonywujaca i ponownie namawiana.


    • letek17 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 24.07.06, 23:18
      No właśnie - po co tam poszłaś. Na pewno nie po to by tak się teraz czuć ale
      przypomnij sobie Twoje oczekiwania od tej wizyty. To one mogą być pierwszym
      powodem do tego jak z niej wyszłaś.
      Drugim może być nieprzestrzeganie HALT. Idąc gdzieś, gdzie nie znają mnie jako
      alkoholika staram się bue być zmęczony, zły i nie czuć strachu lub frustracji.
      Najczęściej te uczucia zapijałem.
      Przypomnij sobie ostatni dzień.
      A swoją drogą czasem przychodzi do mnie żal po stracie - juz nie dla ciebie
      letku taki wspaniały trunek, już nie .... - jak pogoda ducha mi nie towarzyszy
      to mam przechlapane.
      Co mi pomaga? - Świadomość, że jestem nałogiem i to normalne. Już tyle razy
      takie coś przeżyłem i teraz też nie muszę zapić ale z mniejszym czy większym
      trudem sobie z tym poradzę. Bo tak naprawdę to ja już umiem żyć bez alkohlu -
      już go do niczego nie potrzebuję. To po co mi to potrzebne? Takie odgadywanie ze
      sobą emocji i strachów szybko pomaga.
      Powiedz sobie, że taka podstępna ta nałogowa dusza a jednak dałaś radę. I
      podziękuj SW za doświadczenie.
      A ja Ci życzę byś jak najszybciej odzyskała Pogodę Ducha. Letek

      Mój kolega kiedyś powiedział, że po trzech latach abstynencji, kiedy widzi
      zachowania i myśli nowicjuszy to ma wrażenie jakby już przepłynął ocean a oni
      jeszcze się uczą perzy brzegu. A ja na to, że jak wpadniemy do wody to nie liczy
      się ile przepłynęliśmy - utopimy się tak samo jak nowicjusze.

      Przy zapiciu nie liczą się lata tylko ostatni dzień. Dlatego ja budząc się
      dziękuję SW, że daje mi nowy dzień, mówię sobie, że postaram się go nie
      zmarnować i nie chcę dziś pić.
      • 7zahir Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 18:03
        Dziekuję Letku!
        Znowu podniosłeś mnie na duchu.
        Myślę, ze tez jestem już na tym etapie,
        że alkohol nie jest mi potrzebny do życia,
        tyle że szare komórki nie chca zapomnieć
        tej obłędnej machiny uzaleznienia
        i po raz drugi próbowały mnie nabić
        w butelkę:-)
    • bluueboy Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 01:29
      A moge ja sie odezwac?????
      Ja, bez praktyk w AA, bez odtruc itd?
      Za to - ja - towarzyskie zwierze?

      Wiec uwazam - JA uwazam (!) - ze sie ZA BARDZO przejmujesz, JAK CIE ODEBRANO.

      Przepraszam Zahirku, ale co Cie obchodzi opinia innych?
      Ot - zachowalas sie tak, nie inaczej, bo MIALAS DO TEGO PRWO!
      Nie wazne, czy podlozem byla abstynecja, bo czujesz sie alkoholiczka, czy
      rozwolonienie, czy opieprz w pracy, czy ze masz problemy z partnerem.
      Niewazne!
      Wazne, ze mialas POWOD.
      Kazdy ma PRAWO zle sie czuc na imprezie.
      I to nie TWOJ, ale INNYCH problem, czy to zrozumieja, czy nie.

      Jesli ZLE zrozumieli, najwyzszy czas, by zmienic ZNAJOMYCH.
      Kopnac ich w dupe, nie spotykac sie wieciej z nimi.
      Jesli zle zrozumieli, to ONI maja problem.
      Nie TY :)

      Przestan sie KATOWAC psychicznie, OCENIAC SIE zbyt SUROWO!!!!

      Zahirku!
      To NAPRAWDE nie Ty masz problem!!!!!!
      :)))))))))))))


      ZMien znajomych, to ZROZUMIESZ!
      :))))))))
      • 7zahir Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 18:00
        Dziekuję Towarzyski Zwierzaku :-)
        Masz racje niepotrzebnie się przejmuję innymi,
        ale tak jeszcze mam w tej zaprogramiwanej
        przez lata mózgownicy.
        Obiecuję przstać się katować!!:-)

        W odróżnieniu od Ciebie jestem wiczycą samotniczką,
        czująca się bezpieczniej wsród zwierzaków,
        albo uprawiając jakis sport - ostatnio pływanie.
        Nie mam zbyt wielu bliskich znajomych poza AA.
        Oni wiedzą, że najlepiej mi się rozmawia na
        neutralnym gruncie - w pracy,
        lub przez telefon :-)
        • letek17 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 20:26
          szyły mnie te posty - ile życzliwości, empatii - to chyba możliwe tylko u
          nałogów. Choć czasem wyraźnie mi tego na tym forum brakowało.

          Ostatnio na sobie poćwiczyłem opisywany przeze mnie niejednokrotnie mechanizm
          nakręcania się strachami malowanymi przez siebie.
          Zadawalały mnie te zajęcia jakie mam. Czułem obawę - bo jedno z nich się
          kończy. By coś zrobić w tym kierunku wysłałem CV na ogłoszenie o pracę - tak dla
          świętego spokoju. Myślałem już, że spoko - nie chcą mnie - a tydzień temu
          dostałem zaproszenie do Prezesa na rozmowę. Nakręciłem się strasznie - Jakie
          warunki postawić, czy podołam, będę musiał zmienić moje dotychczasowe zwyczaje i
          zajęcia - straszne i tak źle i tak niedobrze.
          Nawet odgadywanie emocji mało pomagało, lęk przed zmianą był straszny.
          Były chwile, że czułem się tak jak po piciu. Na stres najbardziej pomagało mi
          kiedyś pół szklanki wódki. Na najmniejszy stres a co tu mówić o stresie
          związanym z poważnymi zmianami w życiu. Też myślałem, że cztery lata
          trzeźwienia, terapie, mityngi zmieniły mnie na tyle, że nie powinno tak byc.
          Myślę, że to dla mnie była dobra nauczka. Potrzebna.
          Dopiero kontakt z innymi ludźmi, podzielenie się swoimi rozterkami pozwoliło mi
          inaczej na to popatrzeć.
          Jutro idę na tą rozmowę - ale już z innym nastawieniem - wymyśliłem swoje
          warunki, swoją wizję do zaproponowania - tyle mogłem a jak wyjdzie - to juz poza
          mną. Przyjmą - dobrze a nie przyjmą też dobrze.
          Zamiast lęku czuję raczej tremę. Ostatni raz na rozmowie kwalifikacyjnej byłem
          25 lat temu.
          Jest takie stare przysłowie - co nas nie zabije to na pewno wzmocni.
          Ważne by nie zapomnieć o kontakcie z drugim człowiekiem. Człowiek to jednak
          zwierzę stadne.
          Życzę wszystkim pogody ducha. Letek
          • 7zahir Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 21:00
            Obiecuję trzymać kciuki dwiema ręcami ( w myslach na bank :-))
            Anthony de Mello w książce pt "Wezwanie do miłości"
            pisze, ze szkoda marnować energię na obawę o przyszłość.
            Kiedy mamy spokojny umysł i nadejdzie moment,
            którego sie obawiamy wtedy zawsze podjmiemy własciwa decyzję.
            Co ma być to będzie Letku.
            Lubie ten fragment modliwy 3-go kroku:
            "I uwolnij mnie ode mnie samej"...
            Zawsze po nich mi sie lepiej oddycha :-)
    • e4ska Czemu nie wyszłam z tej imprezy? 25.07.06, 09:47
      Zahir, jakby na terapii powiedzieli, że podczas imprezy trzeźwemu pijakowi
      otwierają się rany, miałabyś kaca ze stygmatami.

      Pierwsza podstawowa rzecz: nie pasuje mi towarzystwo, nie umiem sobie radzić z
      widokiem pijących, wychodzę. Asertywnie bądź nieasertywnie, po angielsku czy po
      chińsku, zmykam ze zwykłym do widzenia na ustach jakby do pocałunku złożonych.
      Nie siedzę niby stonka na rzepie, bo to po prostu nie pasuje.

      Co to znaczy: "zapomniałam o asertywnym
      > odmawianiu i robilam to niezrecznie, a przez to
      > bylam nie dość przekonywujaca i ponownie namawiana". Gwałt Ci ktoś straszny
      zadawał, prawda? Mnie, jak nie chcę pić, ale chcę się bawić, to brygada
      antyterrorystyczna musiałaby z imprezy wyciągać, a jak się znudzę, to klejatlas
      nie pomoże.

      Tydzień po rzuceniu picia byłam na wielkiej imprezie, w ciągu kilkunastu
      miesięcy zaliczyłam huczne polskie wesela, komunie z łamanym okrutnie
      przyrzeczeniem koscielnej trzeźwosci, imieniny i jubileusze, sam na sam z
      koleżankami, remont w domu z majstrami-pijakami, którzy lubili sobie ze mną
      pogadać, parapet u nowych sasiadów i żaden kac u mnie nie wystąpił. A może Ty
      masz po prostu ochotę pić? Dręczysz się słynnym d.ściskiem?

      Dla słabych osob, skoncentrowanych na sobie, zapatrzonych we własny czubek nosa
      pozostają jedynie herbatki mityngowe i tego się trzeba trzymać, bo może byc źle
      i nastąpi wielkie buuuum, jak pisze tutaj jeden dobry człowiek, wielce pijakom
      życzliwy;)

      Ale powiedz o suchym kacu ludziom biznesu... artystom wszelakim, którzy muszą
      bawić pijaków całymi nocami... politykom... Tranzytowi..., Blusowi, ktorego
      nawet w robocie panienki winem chcą upoić... może na rentę powinni pójść i gadać
      do obrazów...

      Trudno, nie wyszło, to się najwyżej nie wyśpię, wody popiję więcej, bo zdrowa na
      upały i nerki przeczyści, skóra się odzmarszczy pod wilgoci wpływem, sobie
      prawdy gorzkie powiem i przełknę jak lekarstwo na przeczyszczenie, i - proste a
      najważniejsze: NIE PIJĘ.
      • addicted1 Re: Czemu nie wyszłam z tej imprezy? 25.07.06, 11:35
        Zapewne nikogo nie zdziwię, gdy powiem, ze wg. mnie te suche kace sa efektem
        wbicia sobie do głowy na mityngach i terapii takiego sposobu myslenia.
        A moze zwyczajnie bylas niewyspana? A moze zdenerwowana na siebie? A upał to
        co, nie wplywa?

        Jak rodzice powtarzaja dziecku przez cale dziecinstwo, ze jest wspaniale, mimo
        ze jest tępe jak but, to ono osiągnie sukces i vice versa.
        Wicepremier powolywal sie kiedys na takiego niekwestionowanego speca od
        propagandy- ministra niemieckiego sprzed 60 lat, ktory wymyslil slynna regule
        powtarzania 100 razy...
        Ale ja nie siedze w Twej glowie. Mysl co chcesz.
        • addicted1 Re: Czemu nie wyszłam z tej imprezy? 25.07.06, 11:37
          Nie dziwie sie, ze TAM moglas sie zle czuc- sytuacja obiektywnie trudna,
          przepychac sie z pijacym i namolnym towarzystwem, ale bez przesady, nie
          bedziesz z tego tydzien wychodzic, detoks niepotrzebny/
          • 7zahir Re: Czemu nie wyszłam z tej imprezy? 25.07.06, 18:05
            Dziekuje za zyczliwe zrozumienie.
            Twoje słowa i innych na tym forum
            są najlepszym detoksem:-)
    • addicted1 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 12:11
      JA ostatnio bylem w lokalu gastronomicznym z ludzmi na piwie, ja pilem os
      innego.
      I tez slyszalem jak podpici nagabywali "jedno ci nie zaszkodzi" i to z ust
      ludzi, ktorzy wiedza, z jakich powodow nie pije.

      Ja to traktuje jako wkurzajae nie tyle dlatego, ze ktos mnie namawia do picia,
      tylko ze w ogole mnie namawia gdy mowie nie do czegokolwiek.

      Polska to taki dziwny kraj, gdzie nie rozumie się słowa "nie" wypowiedzianego
      raz.
      To jest zwykłe chamstwo i sloma z butow, wynikajace z kolektywistycznej i
      wiejskiej kultury narodu i braku tradycji liberalnych. Hitler i Stalin
      wiedzieli co robic wybijajac inteligencje.
      Finito.
      • drak02 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 13:26
        W swoim trzeźwym zyciu zauważyłem pewna prawidłowość- osoby które bardzo
        usilnie namawiają aby się napić , najczęściej sami mają problem alkoholowy lub
        pija w sposób szkodliwy. Osoby które nie mają tego typu problemów z regóły nie
        są namolne i bez zdziwienia przyjmują odmowę innych.
        • deoand Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 13:58
          To jest zwykłe chamstwo i sloma z butow, wynikajace z kolektywistycznej i
          wiejskiej kultury narodu i braku tradycji liberalnych. Hitler i Stalin
          wiedzieli co robic wybijajac inteligencje.
          Finito.
          Addicted ....

          Polska to taki dziwny kraj w którym pijak KTÓRY CHCE SIE NACHLAC ZWALA
          WINE ZA SWOJE PICIE NA INNYCH .... idzie na piwo z grupą kolegów i
          nagle ma pretensje , że chcą go poczęstować .....

          i udaje niewiniątko .....

          bohaterem jest gościu który idąc do burdelu chce sie modlić i dziwi
          sie , że mu oferują dziewczynke a nie różaniec ....

          a idąc do kościoła dziwi sie , że oferują mu modlitwe a nie
          dziewczynkę .....

          Nie pijesz to nie łąź po knajpach z tymi co idą sie napic ,,, bo
          po to knajpa jest

          deo
          • jerzy30 najwazniejsze ze nie pochlalas 25.07.06, 14:10
            a reszta - to proza zycia - takie sytuacje beda sie zdarazac i powtarzac - a ty
            bedziesz coraz mocniejsza i mocniejsza - a po pewnym czasie wszyscy twoi
            znajomi beda wiedzieli ze ty nie pijesz i bedzie to dla nich normalne - a tobie
            w takich sytuacjach bedzie calkiem normalnie i przyjemnie - spotykamy sie dla
            ludzi a nie dla flaszki - pozdrawiam
            • e4ska Re: najwazniejsze ze nie pochlalas 25.07.06, 14:37
              Mnie się wydaje, że nie każdy tak może postępować. Jerzy, po trzech latach już
              jakaś odporność powinna być. I że w tej opowiesci o suchym kacu jest jeszcze
              inna sprawa, ktora zdaje sie Blus załapał. Ty piszesz: "spotykamy sie dla
              ludzi", ale to trzeba ... posiadać w sobie czy po terapeutycznemu da się to
              "wypracować"?

              Częstowanie to nic złego. Byłabym oburzona, gdyby mnie pomijano. Sama mam
              powiedziec "nie". To mi osobiście sprawia przyjemność. Moi znajomi bliscy i
              rodzina wie, ze nie piję, a mimo to zawsze słyszę pytanie "A ty? A tobie co?"
              Spotkania z innymi tak wiele dla mnie znaczą, ze nie mogłabym się bez nich obejść.

              Natomiast zła opinia o smętnych alkoholikach, pisał o tym troszkę wcześniej
              Janu, nie wzięła sie z powietrza. Bo jeżeli ktos sam sie męczy, to innych tez to
              męczyc musi, to sie czuje. Ileż to razy za najlepszych pijackich czasów umykało
              sie z imprez, bo nie odpowiadali ludzie, atmosfera, czasem samopoczucie...

              Poniewaz nie jestem w stanie przewidziec wszystkiego, muszę uważać, przyglądac
              sie sobie, a w pore zareagować. Czy to takie trudne???
              • addicted1 Re: najwazniejsze ze nie pochlalas 25.07.06, 21:44
                Częstowanie to nic złego. Byłabym oburzona, gdyby mnie pomijano. Sama mam
                powiedziec "nie". To mi osobiście sprawia przyjemnoś

                oczywiscie, bo uszanowanie wyboru polega na tym, ze za kazdym razem pyta sie
                czy ktos pije i po jednej odpowiedzi tak/ nie nalewa lub nie.
              • jerzy30 e4ska - to sie da wypracowac 26.07.06, 14:22
                spotykamy sie dla
                ludzi", ale to trzeba ... posiadać w sobie czy po terapeutycznemu da się to
                "wypracować"?
                • jerzy30 Re: e4ska - jeszcze raz 26.07.06, 14:29
                  najbardziej czego nie znosze to smetnych alkoholikow [na spotkaniach AA]
                  uzalajacych sie nad swoim losem i wspominajacych z lezka w oku swoje picie - w
                  takich sytuacjach "to tylko sie upic" - mie tez proponuja - "napijesz sie"
                  owszem nie wszyscy - co nie nie wiedza ze nie pije - i za dyshonor bym uznal
                  gdyby przy rozlewaniu w towarzystwie mnie pominieto takim pytaniem - [co to ja
                  gorszy jestem - kaleka jaki] - natomiast zawsze odmawiam - "dziekuje nie pije"
                  czsami odmawiam dwa i trzy razy
            • 7zahir Re: najwazniejsze ze nie pochlalas 25.07.06, 18:09
              Dziekuję :-)
              Masz rację, dam czas czasowi i mysle,
              że dzieki temu lek przed kolejnymi imieninami
              będzie mniejszy.
              • jerzy30 Re: najwazniejsze ze nie pochlalas 27.07.06, 15:15
                mniejszy lęk a wieksza przyjemnosc ze spotkania - w koncu lęk zaniknie a
                przyjemność zostanie
          • addicted1 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 21:39
            Polska to taki dziwny kraj w którym pijak KTÓRY CHCE SIE NACHLAC ZWALA
            >
            > WINE ZA SWOJE PICIE NA INNYCH .... idzie na piwo z grupą kolegów i
            > nagle ma pretensje , że chcą go poczęstować .....
            >
            > i udaje niewiniątko .....


            To tez wynika z kolektywizmu, na innym gruncie takie tlumaczenie by nie
            przeszlo.
            Tu chodzi o mentalnosc.


            Nie pijesz to nie łąź po knajpach z tymi co idą sie napic ,,, bo
            >
            > po to knajpa jest
            >
            z tym praktycznie moge sie zgodzic

            aczkolwiek jest to poddanie sie.
            p.s. to tez jest alkoholowe tlumaczenie, ze wknajpach wszyscy sie nawalaja.
            Wielu tak, ale nie wszyscy. knajpy sa dla wszystkich, a nie dla alkoholikow
            pijacych.
            faktem jest, ze liczy sie z kim sie idzie.
        • 7zahir Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 18:07
          Pamietam! Tez taka byłam.
          To taka próba uszczęsliwiania
          w jedyny znany sobie sposób, prawda?
      • janulodz Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 14:43
        A może to typowa staropolska gościnność oparta na tradycjach szlacheckich "zastaw się, a postaw się"?
        A może to ta dusza słowiańska?
        Po co zaraz chamstwo i słoma z butów. A z liberalizmu to raczej Polska słynęła, choć na dobre jej nie wyszło.
        Nie wiem, czy świadomość szkodliwości alkoholu jest zakorzeniona w tradycji jakiegoś narodu, no może za wyjątkiem innych religii. To skąd ma wiedzieć taki imprezowicz, że mnie akurat nie wolno nawet powąchać, a wstyd się przyznać, bo będę spalony. Bo "Trzeźwy Alkoholik" to człowiek chory, słaby i do niczego.
        Bo taka jest świadomość społeczna.
        Przypuszczam, że nie tylko w Polsce.
        Ciężkie jest życie alkoholika na odwyku.
        A asertywność to umiejętność nabyta, a nie dziedziczna. Na całe szczęście.

        Tak na marginesie:
        Co to jest ten suchy kac. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. A może miałem tylko o tym nie wiem?

        • e4ska To jakiś fiksacik 25.07.06, 14:53
          Podobno, że masz takie objawy jak po przepiciu, ale bez przepicia. Ciekawe, czy
          są do tego czerwone ślepia, siny nos, drgawki, torsje, delirki... Mnie sie
          widzi, ze to tylko histeria pijacka jest. Ty nie dostaniesz, Janu, takiego kaca,
          bo nie masz czasu.

          No ale Zahir nie widać... bo po prawdziwym kacu się klinuje, mam nadzieję, że po
          suchym nie, czy wszystko w porządku, moglaby sie odezwać...
        • 7zahir Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 17:49
          Suchy kac to objaw głodu alkoholowego - wynik manipulacji
          naszych szrych komórek spragnionych "uzywki".
          Czułam sie jak po pijackiej imprezie.
          Suchość w ustach, pragnienie prawie jak u smoka wawelskiego,
          rozkojarzenie emocjonalne - coś chcesz, ale sam nie wiesz co.
          Wszystko Cię drazni.

          To był drugi suchy kac w ciagu 3 lat.
          Pierwszy mialam po 71-szych urodzinach mojej mamy,
          która za nic nie dała się przekonać, że nie mogę
          uczestniczyć w imprezie z alkoholem, a ja byłam za słaba
          żeby sie postawić.
          Usłyszałam : przeciez jesteś juz zdrowa
          i nie mozesz mi zrobic takiego afrontu przed rodziną.
          W efekcie denerwowałam się już 2 tyg przed,
          a na imprezie staralam sie unikać mometów toastów - często wychodzilam
          na papierosa, lub swieże powietrze i czas mi się dłuzył
          niemiłosiernie. Powalający na kolana suchy kac i rozstrój
          emocjonalny trwal ok tygodnia.

          Myslę, że tak jak Letek napisał: bałam się tej wizyty u kolezanki.
          To było takie pierwsze spotkanie z nią poza pracą.
          Sama chyba się nakręciłam tym strachem
          i potem maxymalnie spieta starałam się uciec jak najprędzej.
          Po czym długo nie mogłam uspokoic rozedrganych nerwów
          i stąd kiepskie spanie i kac.
          Teraz mam kolejny objaw - efekt manipulacji mojego mózgu.
          Koszmarny ból głowy, który nie przechodzi po tabletce p-bólowej.
          Pamietam z pijanego życia, ze minął po łyku piwa,
          ale nie dam szarym komórkom tego czego chcą.
          Muszą zrozumieć, ze mnie alkohol nie jest potrzebny
          do zycia.
          Tak wygląda mechanizm uzaleznienia od alkoholu,
          który rozpedził jak lokomotywę wyzwalacz - widok i jego zapach.
          Myslałam , że to na mnie juz nie działa - i nietety bardzo się myliłam.
          Teraz piję zielona herbatę i wcinam czekoladę.
          Musze przeczekać. Nie ma rady.
          • e4ska Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 18:07
            I torcik też może być, i lody waniliowe, tylko nie zostań anonimowym żarłokiem
            czy czekoladowym żarłaczem:))) chociaz teraz moda na krzyżówki...
        • addicted1 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 21:42
          A może to typowa staropolska gościnność oparta na tradycjach szlacheckich "zast
          > aw się, a postaw się"?
          > A może to ta dusza słowiańska?
          > Po co zaraz chamstwo i słoma z butów. A z liberalizmu to raczej Polska
          słynęła,
          > choć na dobre jej nie wyszło.


          tu wchodzimy na ryzykowne tematy polityczne.
          polska slynna z liberalizmu byla moze 300 lat temu, jagiellonowie.
          a od 2 wwojny to zniknelo.
          oczywisice masz prawo do wlasnego zdania.
          dla mnie jednak wmuszanie alkoholu w osobe, ktora mowi wyraznie "nie" jest
          chamstwem a nie goscinnoscia.
          to tak samo, jak wrzucaja do wody dziewczyne, ktora nie chce sie kapac. to
          mozna nazwac "zapraszaniem do zabawy".
          • addicted1 Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 25.07.06, 21:47
            oczywsicie jagiellonowie nie rzadzili 300 tylko 500 lat temu.
            to miala byc przenosnia.
            I spluwajac na ten polski kolektywizm nie deklaruje jakiegos antypatriotyzmu,
            ale akurat ta wada mi doskwiera w nas Polakach.
            nawet ateisci sa chowani po bozemu, bo co inni by powiedzieli. trzeba jak
            wszyscy.
            to jest wiocha.
            wedlug mnie oczywiscie, Janu mozesz uwazac inaczej.
        • addicted1 sorry za mnozenie postow 25.07.06, 22:01
          kiedys czytalem w Duzym Formacie zachwyty jakiegos Niemca nad polska
          spontanicznoscia, luzem i improwiazacja.
          A potem jako kontra napisal czytelnik, ze woli nudnego, przewidywalnego
          niemieckiego listonosza, ktory dostarcza listy pod adres niz polskiego
          spontanicznego i wyluzowanego ktory wyrzuca je do jeziora.

          Taka anegdota. kazda cecha moze byc wada i zaleta.
          Przedkladanie myslenia grupowego nad indywidualizm ma moze swoje zalety, ale
          calosciowo jest mi obce.

          Janu, no wyprowadziles mnie z rownowagi:)

          I "trzezwy alkoholik" to w naszej kolektywistycznej mentalnosci tez
          ktos "inny".Dziwak.
          Tak zle i takniedobrze:)
          • e4ska Re: sorry za mnozenie postow 25.07.06, 23:16
            Czytam ze zdziwieniem, że :"Suchy kac to objaw głodu alkoholowego - wynik
            manipulacji naszych szrych komórek spragnionych "uzywki".

            "Teraz mam kolejny objaw - efekt manipulacji mojego mózgu.
            Koszmarny ból głowy, który nie przechodzi po tabletce p-bólowej.
            Pamietam z pijanego życia, ze minął po łyku piwa,
            ale nie dam szarym komórkom tego czego chcą.
            Muszą zrozumieć, ze mnie alkohol nie jest potrzebny
            do zycia. Tak wygląda mechanizm uzaleznienia od alkoholu,
            który rozpedził jak lokomotywę wyzwalacz - widok i jego zapach".

            Zahir, czym Ty myślisz? Wątrobą? Jajnikiem? Łękotką? Kto nie da szarym komórkom
            piwa? Myśląca ręka? Kto pamięta tamte pijane czasy? Trąbka Eustachiusza?
            Dlaczego Twoje szare komórki nic nie pamiętają i myślą na samym końcu, w dodatku
            perfidnie i na własną zgubę?

            "Tak wygląda mechanizm uzaleznienia od alkoholu" - nie, tak nie wygląda, bo
            gdyby powszechnie obowiązywał, ja też byłabym doznawała podobnej mordęgi po
            każdym towarzyskim spotkaniu. Twoje szare komorki wciąż panują nad Twoją ręką,
            nogą i przełykiem. Można poruszać się bez nóg, nie można myśleć bez głowy.
            Chociaż, jeśli się czyta niektóre rzeczy, to może i można...
            • kylly Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 08:55
              "Tak wygląda mechanizm uzaleznienia od alkoholu" - nie, tak nie wygląda, bo
              > gdyby powszechnie obowiązywał, ja też byłabym doznawała podobnej mordęgi po
              > każdym towarzyskim spotkaniu. Twoje szare komorki wciąż panują nad Twoją ręką,
              > nogą i przełykiem. Można poruszać się bez nóg, nie można myśleć bez głowy.
              > Chociaż, jeśli się czyta niektóre rzeczy, to może i można...


              hehe esko zdziwiłabyś się ale tak wygląda ten mechanizm....że nie masz tak nie
              znaczy że inni nie mają...to raz, dwa to tzw trójki (hehe nie uwierzysz ;) ale
              najwięcej trzeźwiejących czy też abstynentów nie wiedzeieć czemu zapija po
              trzech dniach, trzech tygodniach czy trzech latach (tak mają i już :))), i
              jeszcze z własnych obserwacji - kiedyś śmiałem się słysząc że ktoś
              zapił "nieświadomie" (może nie tyle śmiałem co nie wierzyłem no bo jak
              nieświadomie ?? dziś troszkę zweryfikowałem podejście - alkoholik może (ten
              trzeźwiejący też) tak zmanipulować sam siebie że faktycznie napije
              się "nieświadomie" - to nic że zaczął gromadzić gorzałę (no bo mogą wpaść
              goście przecież nie dla siebie ;) to nic że odważnie "stawia czoło"
              imprezowiczom bywając co parę dni na suto zaprawionych balangach, to nic że
              polewa (przecież wie że "tylko polewa"....) - i właśnie z tych "nic" pewnego
              dnia budzi się z ciężkim kacem nic nie pamiętając...
              pozdrawiam
              • e4ska Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 11:58
                Kylly, OK, ale jak można nienawidzić swojego mózgu? Ja to moj mózg, niestety
                albo stety. Uzależnienie? Powiedziałabym - mniej mózgowe, bardziej cielesne.
                Kłamie moja ręka, która wyuczonym ruchem nalewa mi kieliszek, kłamią moje
                zmysły, mój smak i dotyk, które mylą potrzebę chłodu z zimnym winem, moje uszy,
                ktore wysyłają do mózgu sygnał, że w związku z tą muzyką, której teraz słucham,
                za chwilę otrzyma szklaneczkę porto, mój żołądek, który dotąd się buntuje,
                dopóki nie zabawi się znieczulającą porcyjką. To mój mózg podpowiada mi: nie,
                nie pij teraz, bo co będzie potem? uważaj, co robisz, uważaj, na co twoja
                pożądliwość ma ochotę, panuj nad ręką, nad żołądkiem, nad uchem i nad językiem.
                Alkoholizm to choroba ciała, choroba zmysłów, to nie choroba mózgu czy raczej -
                to nie choroba emocji czy woli. Ja, mój mózg, musi odzielać przyjemności "teraz"
                od przyjemności "potem". Gdyby nie oddzielał, nie pamiętał o konsekwencjach,
                gdyby nie obliczał skrupulatnie, co się opłaca, a co się nie opłaca, dawno bym
                się zapiła na śmierć.

                Zahirne zrzucanie odpowiedzialności z siebie na mózg (czym wobec tego jest
                człowiek? czym jest świadomość, myśl, umysł, inteligencja?) jest śmieszną
                manipulacją i ucieczką przed myśleniem czy wręcz niezdolnoscią do
                przeprowadzania podstawowych operacji intelektualnych, infantylnym picupicu.
                Jest usprawiedliwieniem pewnego kalectwa, które wykracza poza pić czy nie pić.

                Wyrzucanie prezentów alkoholowych wysokiej jakości byłoby śmieszne. Nie
                schowałam sobie do komputera, do biurka czy do plecaka. W sobotę albo ja pójdę,
                albo do mnie przyjdą znajomi, to sobie wypiją. Gdyby miało mnie dopaść
                szaleństwo, to do sklepu mam blisko, a do meliny jeszcze bliżej. Niczego nie
                gromadzę, sama z siebie nic nie kupuję.

                A co do magii chronologicznej: trzy dni mam za sobą, trzy tygodnie, trzy
                miesiące, będzie i trzy lata, jak się nic złego nie zdarzy. Ale uważać trzeba,
                bo - ja tak myślę - że to zapijanie sławetne dzieje się poza świadomością,
                gdzieś na poziomie cielesnych nawyków. Dlatego - mój mózg moją twierdzą:)))
                • aniolparys Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 12:47
                  Poszedłem kiedyś do sklepu kupić żelazko. Nie znam się na żelazkach. Zapytałem
                  sprzedawcę dlaczego jedno żelazko kosztuje 30 zł a inne 300? I wysłuchałem
                  wspaniałego wykładu, przy którym hamowałem się aby nie otworzyć ust z uznania
                  dla fachowości sprzedawcy. O generatorach pary, producentach, takich i owakich
                  powłokach stopy, patentach i już nie pamiętam o czym. Na koniec kupiłem jedyne,
                  przy którym pisało „długi kabel” – bo zawsze mnie wkurzało, że przy prasowaniu
                  muszę siłować się ze ścianą.

                  Paliłem wiele lat. Naczytałem się o raku płuc, rozedmie, naoglądałem zdjęć. I
                  co? Nic – mnie to nie dotyczyło. Chorują inni na raka nie ja. Dopiero
                  przebudzenie się pewnego ranka w świadomości że śmierdzę, że mam popalone
                  ubrania i rządzi mnie jakieś do niczego nie potrzebne mi gó.. spowodowało, że
                  po 30 latach bez żalu rozstałem się z papierosami.

                  Z alkoholem to samo. Żadne racjonalne argumenty nie działały. Piłem na umór.
                  Dopiero gdy poczułem się człowiekiem drugiego gatunku, gdy dotarło do mnie
                  znaczenie słowa „uzależnienie”, gdy poczułem bagno w jakie sam się wpędzam -
                  przestałem pić. Bez żalu.. Żadne późniejsze suche kace mnie nie dotyczyły:
                  alkohol jest dla mnie wstrętny. Nie tęsknię za nim i nie boję się żadnych
                  wyzwalaczy.

                  To nie rozum kieruje człowiekiem, tylko emocje. Rozum tylko przez dobrze znane i
                  opisane mechanizmy racjonalizacji, projekcji, zaprzeczania – uzasadnia decyzje
                  które zapadły w nas gdzieś głębiej. Bałbym się, gdyby strażnikiem mojej
                  trzeźwości był tylko rozum. Nie takie rzeczy w historii tłumaczono rozumem.
                  Naukowy socjalizm na przykład, nazizm i inne. Nie wierz esko swojemu rozumowi,
                  wierz sobie.
                  • janulodz Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 14:57
                    Rozumiem, że nie kieruję się rozumem, bo nim kierował się naukowy socjalizm, nazizm i inne, a to jest wstyd i hanba i niedopuszczalne żeby można myślec racjonalnie. Za to muszę wierzyć sobie, czyli komu? Albo czemu? Instynktowi, odruchom warunkowym, czy może bezwarunkowym. Na zasadzie odruchu bezwarunkowego to działają np zwieracze. Mam czasami się ochotę napić i np wyzwalacze działają na moją podświadomość. Ale kierujac sie rozumem nie idę w hipnotycznym amoku do sklepu, cz też nie korzystam z podręcznego zapasu . Owszem widok np. otwartej butelki piwa wyzwala we mnie odruch połknięcia jej zawartości, ale ja przecież MYŚLĘ i dlatego JESTEM.
                    • drak02 Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 15:13
                      janulodz napisał:

                      > Rozumiem, że nie kieruję się rozumem, bo nim kierował się naukowy socjalizm,
                      n
                      > azizm i inne, a to jest wstyd i hanba i niedopuszczalne żeby można myślec
                      racjo
                      > nalnie. Za to muszę wierzyć sobie, czyli komu? Albo czemu? Instynktowi,
                      odruch
                      > om warunkowym, czy może bezwarunkowym. Na zasadzie odruchu bezwarunkowego to
                      dz
                      > iałają np zwieracze. Mam czasami się ochotę napić i np wyzwalacze działają na
                      m
                      > oją podświadomość. Ale kierujac sie rozumem nie idę w hipnotycznym amoku do
                      skl
                      > epu, cz też nie korzystam z podręcznego zapasu . Owszem widok np. otwartej
                      bute
                      > lki piwa wyzwala we mnie odruch połknięcia jej zawartości, ale ja przecież
                      MYŚL
                      > Ę i dlatego JESTEM.

                      Janu, a jak piłeś też byłeś taki racjonalny?
                      Rozumiem że teraz będąc trzeźwy jesteś do bólu przewidywalny i racjonalny. Nie
                      boisz się żadnych iracjonalnych myśli. Nie masz wątpliwosci.
                      Ja mam i boję się swoich myśli bardzo często mimo że są takie nieracjonalne.
                      • janulodz Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 15:31
                        Teraz jestem trzeźwiejącym alkoholikiem i staram się myśleć głową, a nie przełykiem. Gdybym w życiu kierował sie tylko emocjami to pewnie dzisiaj bym zdychał w rynsztoku.
                        Chociaż można by dyskutować, czy racjonalne myslenie to też nie emocje, tylko wyższego rzędu. Sądzisz, że ja nie mam nieracjonalnych myśli i dołujących snów, nawet tych na jawie? Ze się nie boję, że taki mocny jestem?
                        Jestem taki sam,jak wszyscy, tylko nie wpadam w paranoję i nie poddaję się histerycznym teoriom
                        • e4ska Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 15:56
                          Parys ma rację o tyle, że emocje też siedzą w mózgu. Nie w trzustce czy słynnej
                          wątrobie.

                          Rzucenie picia... tak, to sprawa miłości, nadziei i wiary ( w siebie i człowieka
                          w ogóle), ale też palący wstyd. straszny wstyd, nie strach, bo ja nie mam
                          zwyczaju bać się, ale wstyd... Choc nikt mnie nie widział, no prawie nie
                          widział... Wstyd... graniczący z estetycznym odczuciem odrazy, z brzydotą ciała
                          i ... umysłu.

                          Terapeutycznym ratunkiem przed wstydem jest teoria choroby. Nie chcę takiej
                          teorii. Nie potrzeba mi koła ratunkowego, gdy tonę w gnojówce. I będe się
                          wstydzić do końca życia. Co nie przeszkodzi mi w poczuciu spełnienia, w pogodzie
                          i radości.
                    • aniolparys Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 22:50
                      Ojej. Nie każ mi wybierać kogo kocham więcej: tatusia, czy mamusię. Ograniczony
                      z konieczności krótką formą wypowiedzi odniosłem się do tezy eski(też sądzę
                      uproszczonej z tego samego powodu), że człowiekiem rządzi jeden racjonalny
                      umysł. Że przypomina on strukturę z jednym centranym procesorem rozważający co
                      jest dobre, co złe i na tej podstawie podejmujący racjonalne decyzje.

                      Gdyby tak było sprawa uzależnień rozwiązałaby się sama. Wystarczyłaby krótka
                      terapia odtrucia, przywrócenia fizjologii organizmu do normy i następnie krótszy
                      lub dłuższy kurs niepicia z egzaminem końcowym. Sprawdzającym, czy pacjent
                      wystarczająco pojął ideę, że picie jest gorsze od niepicia.

                      Prze przekorę twierdzę, że prawda jest inna. Są różnego rodzaju mechanizmy
                      biologiczne pobudzania i hamowania, kar i nagród. Jest cały nieuświadomiony
                      bagaż dotychczasowych naszych doświadczeń, który kształtuje nasze decyzje. Są
                      wpojone nam wartości. I przede wszystkim są emocje. To emocje kształtują nasze
                      zachowanie, rozum jest tylko (mocniejszym lub mniej) ich regulatorem. I
                      usprawiediwia nasze decyzje jakie nonsensowne by nie były.

                      Warunkiem skutecznego rzucenia picia jest wytworzenie w sobie odpowiednich
                      emocji. Negatywnych wobec picia i czerpania radości z niepicia (tu rozum może
                      okazać się przydatny). Nawet Ty, Janu. Przyznaj się. Chodziłeś kiedyś
                      Piotrkowską i liczyłeś ogródki. I cieszyłeś się, że nie pijesz. Aż musiałeś się
                      ty, podzielić tą radością na forum. Cieszy Cię niepicie. I w Twoich
                      wypowiedziach przebrzmiewa czasem koszmar Twoich wspomnień z okresu gdy piłeś.
                      Twoje negatywne emocje wobec tamtego okresu czuć w Twoich wspomnieniach.
                      Eska załapała się jeszcze na wstyd związany z piciem. Wielu pijaków mija ten
                      etap. Dotyczy to też mnie: już łapałem się na tym, że miewałem w nosie co inni o
                      mnie pomyślą. Ja musiałem się napić.

                      Jesteśmy tu gościnnie w wątku zahir, to wspomnę o niej Zahir WIE, że picie jest
                      złe. Ale ona tego nie czuje. I tu leży jej problem. Dopóki nie nauczy się
                      czerpania frajdy z faktu niepicia, każdego dnia jej grozi, że przebudzi się za
                      tydzień w nieznanym sobie wnętrzu z butelką w ręce i nie będzie pamiętała skąd
                      się tam wzięła. I będzie cierpiała na każdych urodzinach mamy.

                      Niepicie nie może byc kamieniem u nogi. Wtedy człowiek ma szansę.
                      • 7zahir Re: sorry za mnozenie postow 27.07.06, 08:13
                        Mam prośbę.
                        Czy mógłbyś mi napisać dlaczego sądzisz to co napisałes?
                        To dla mnie ważne!!!
                        "Jesteśmy tu gościnnie w wątku zahir, to wspomnę o niej Zahir WIE, że picie jest
                        złe. Ale ona tego nie czuje. I tu leży jej problem. Dopóki nie nauczy się
                        czerpania frajdy z faktu niepicia, każdego dnia jej grozi, że przebudzi się za
                        tydzień w nieznanym sobie wnętrzu z butelką w ręce i nie będzie pamiętała skąd
                        się tam wzięła. I będzie cierpiała na każdych urodzinach mamy."

                        Myślę, że ze pokonałam tę barierę oddzielająca mózg od serca,
                        o której mówili mi koledzy w AA.
                        Fakt. Brałam wszystko na rozum i starałam się perfekcyjnie
                        opanować i stosować teoretyczne zasady trzeźwienia.
                        Jakiś rok zaczęło coś pekjać w tym murze i narastać
                        przekonanie,a właściwie czucie, że alkohol nie jest mi
                        potrzebny do życia.
                        Wyrobiłam i teraz utrwalam zdrowe nawyki radzenia sobie
                        z burzą emocjonalną, którą kiedyś znieczulałam alkoholem.
                        Myślę też, że musi upłynąc jeszcze sporo czasu,
                        zanim sytuacje stanowiące wyzawalacze nie będa
                        już uruchamiały we mnie mechanizmu uzaleznienia.
                        Urodziny mojej mamy były w październiku ubiegłego roku.
                        Pozdrawiam :-)



                        • aniolparys Re: sorry za mnozenie postow 28.07.06, 17:42
                          Zobacz jaki fajny tytuł postu się zrobił :)

                          Pozwól, że sformułuję Twoje pytanie nieco inaczej "Dlaczego uważasz, że mam
                          większą szansę od ciebie pójść pierwsza w tango?".

                          Ostatnio widziałem w jakimś polskim serialu scenkę. Facet w gościach. Częstują
                          go ciasteczkiem. Prawie, że ugryzł, skrzywił się - poczuł zapach rumu. Okazało
                          się, że jest niepijącym alkoholikiem, od 235 dni chodzi na spotkania, cytat
                          "dezyderaty-sraty..." i jedna kropla alkoholu zaprzepaściłaby to wszystko.
                          Konstrenacja. To dają mu czekoladkę, zjada. I wielkie oczy faceta. W środku był
                          alkohol. Przerażenie gospodyni. I ta wielka radość w oczach gościa "od roku na
                          to czekałem... " Zaraz zabrał gospodarzy do knajpy, wieczorem wnosili go
                          nieprzytomnego do domu.

                          Mnie to bawiło, Ciebie by pewnie mniej.
                          Nie znam Cię. Nie wiem nawet jak masz na imię. Może strzelę jak kulą w płot -
                          nie protestuj. Są tacy, do których to będzie pasowało.
                          Otóż przypominasz mi tego faceta z filmu. Kogoś, dla kogo alkohol jest ważny.
                          Ważniejsze dla niego jest to, że nie pije, niż wszystko inne. Utrata możliwości
                          picia jest dla niego ważnym ograniczeniem życiowym. Jak utrata kochanka
                          niezastąpiona nowym kochankiem. Utrata radości, która nie została zastąpiona
                          nową radością. Życie dalej toczy się wokół alkoholu. Mimo kolegów, mityngów i
                          poznanych prawd.
                          Przekazano Ci jakąś prawdę o piciu-niepiciu. Jako jedyną słuszną. Uwierzyłaś w
                          to. Ale to nie jest Twoja prawda. Nie odważysz się pomyśleć, że może jednak
                          istnieją inne prawdy nie mniej prawdziwe? A jednocześnie nie odbierające
                          godności własnej? Nie pogrążające w chorobie? Dające radość z normalnego życia?

                          Pytałaś gdzieś obok kogoś po co mu wódka w szafie. Nie wiem po co mu, powiem po
                          co mi. Dużo alkoholu jest u mnie w domu. Niedawno miałem gości na imieniny -
                          zostało go. Pod choinkę jakaś niekumata ciocia przyniosła mi koniak armiejskij.
                          Żona czasami coś z pracy przyniesie. Niedawno wysłała mnie do sklepu po spirytus
                          na nalewki. Zapał do robienia nalewek jej minął, spirytus stoi.
                          A mi sprawia radość ten cały akohol. Że dom znormalniał. Że prowadzę zwykłe
                          życie. Że nie muszę się sztucznie i bez sensu ograniczać, gdy 300 m obok mam
                          sklep nocny. Czerpię radość z tego, że wódka jest mi obojętna.
                          Dopóki nie znajdziesz czegoś w życiu, co jest wartościowsze dla Ciebie od
                          alkoholu. Dopóki nie znajdziesz czegoś co będzie dawało Ci większą radość od
                          chwilowego pobudzenia piwkiem. Dopóki nie potraktujesz swojego niepicia jako
                          czegoś godnego, z czego jesteś dumna. Dopóki nie znajdziesz swojej własnej
                          prawdy o sobie - dopóty będziesz się męczyła. I zawsze będziesz żyła w
                          niepewności jutra.
                          • 7zahir Rozważania 28.07.06, 18:22
                            Myślę, że nie tyla alkohol, co przestrzeganie
                            zaleceń dla trzeźwiejacyvh alkoholików jest
                            dla mnie ważne.
                            Jesteś 2-gą osobą,która zwraca mi uwagę,
                            że za bardzo się tym przejmuję.
                            Pierwszy był mój wujek trzeźwiejący od 17-tu lat alkoholik.
                            Może to sprawa stazu, a moze tego, że kazdy z nas
                            ma swoją drogę i tempo trzeźwienia?
                            Na dzisiaj mogę powiedziec, ze nie chcę kusić losu
                            zanim nie utrwalę nawyków ratujących mnie
                            z tajfunów emocjonalnych.

                            • aniolparys Re: Rozważania 28.07.06, 19:47
                              7zahir napisała:

                              > wujek trzeźwiejący od 17-tu lat alkoholik.

                              Czemu nazywasz go trzeźwiejącym? Od 17 lat. Taki był zapity? Może i mnie
                              nazwiesz trzeźwiejącym? Od 28 miesięcy. Chm. Znaczyłoby, że w czerwcu tego roku
                              nie byłem taki trzeźwy jak dzisiaj?
                              Dałaś sobie narzucić pewne klisze myślowe. Nie wiem. Może to Ci coś daje. Ja bym
                              się z takim czymś źle czuł. Ja po prostu JESTEM trzeźwy. Nigdy nie będę bardziej
                              trzeźwy.
                              Twój wujek też jest trzeźwy. Spytaj go.
                              • 7zahir Re: Rozważania 28.07.06, 19:54
                                Przyjęłam, nie dałam sobie narzucić pewne okreslenia.
                                Ty jesteś trzeźwiejącym alkoholikiem 28 miesięcy,
                                ja 3 lata, on 17 lat.

                                Znaczyłoby, że w czerwcu tego roku nie byłem taki trzeźwy jak dzisiaj?
                                Zauwazyłam, że nawet miesiąc na drodze trzeźwości spowodował u mnie zmianę
                                sposobu myslenia - a na tym właśnie polega trzeźwienie a nie na zachowaniu
                                abstynencji.


                                • aniolparys Re: Rozważania 28.07.06, 20:30
                                  Chm. Ja myślę to samo co miesiąc temu. Może tylko mniej sprawnie. Ciekawe.
                                  Demencja jako wyznacznik trzeźwości.
                                  Coś w tym jest. Będę zupełnie trzeźwy jak zapomnę, gdzie się znajduje najbliższy
                                  sklep z alkoholem ;-))
                                  O to Ci chodziło?
                                  • 7zahir Re: Rozważania 28.07.06, 21:08
                                    Jesli tego potrzebujesz :-)))
                                    A poważnie - dam Ci przykład.
                                    Załozyłam na forum watek:
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=42464614&a=42464614
                                    w którym ta odpowiedź
                                    bardzo mi pomogła:
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=42464614&a=42637486
                                    Dzięki temu po raz pierwszy spędziłam urlop nie tak jak wypada,
                                    tylko tak jak miałam na to ochotę.
                                    Na totalnym luzie w domu i w Aqaparku – pływając tak jak dawno temu z radoscią
                                    Coraz dłuższe dystanse.


                          • addicted1 Re: sorry za mnozenie postow 28.07.06, 19:16
                            zgadzam sie z AP.


                            Przekonuje mnie teoria, ze aby nie pic wazne jest znalezienie jakiegos konika,
                            czegos co daje radosc, po prostu czegos, co pobudzi nasz mózgowy ukłąd nagrody.
                            Po prostu, wydaje mi sie ze czlowiek potrzebuje przygód, ekscytacji. Pijac
                            alkohol uczy sie latwo i szybko ten stan osiagac- ale jest to sztuczne.
                            Ale przeciez jest na swiecie wiele osób niealkoholików, które żyją pełną
                            piersią, któe nie piją nie ze strachu czy na skutek pogadanek, tylko dlatego,
                            ze inne rzeczy bardziej ich bawią.

                            Mysle, ze taka zmiana jest skuteczniejsza niz wyzbywanie sie pragnienia
                            radosci.

                            Mnie tez to dotyczy. Oprocz tego, ze pilem alkohol z powodow emocjonalnych, to
                            pilem tez wlasnie dla tej nagrody, energii.
                            Jako, ze moje klopoty z emocjami utrudnialy mi "normalne" nagradzanie siebie,
                            nauczylem sie robic to alkoholem.
                            Dlatego czesto protestuje na tym forum przeci cięrpiętniczemu podejsciu do
                            niepica, jako leczenia smiertelnej i postepujacej ten tego...
                            Wole podejscie pozytywne.
          • 7zahir Re: sorry za mnozenie postow 26.07.06, 07:10
            Kochany nasz filozofie.
            Watek ma inny temat.
            Milego dnia :-)
            • tenjaras Re: sorry za mnozenie postow 27.07.06, 08:38
              widzę to tak, ja mam swój rozum, który ukształtował się w takich, a nie innych
              warunkach i generalnie cała moja postawa była autodestrukcją, nie wątpię w to,
              i nie wątpię, że nie było szans na zmianę mojego życia, kiedy żyłem w tamtych
              warunkach, dodatkowo zatruwając się alkoholem, który pomagał mi żyć nieświadomie

              wtedy nastąpiło coś co nazywam osobistym pechem - został mi przywrócony, przez
              czynniki zewnętrzne, rozsądek, który ujawnił mi moje autodestrukcyjne
              zachowania i pomógł zrozumieć w czym tkwi uwolnienie się od dalszej
              autodestrukcji, alkoholizm okazał się ułatwieniem dla zrozumienia tego procesu,
              motywacją do podjęcia działań, bo dzięki podjęciu procesów zdrowienia z
              alkoholizmu rozpocząłem wogóle procesy uzdrowienia siebie

              życie moje nie polega na zmianie pokoju, z tego w którym piłem, na ten w którym
              nie pije, to zmiana "budynku", nie pomoże mi w tym tkwienie w ustalanych przez
              siebie warunkach, bo nie mogę ufać, że mój rozum nie weźmie góry nad
              rozsądkiem, tyle lat brał, potrzebuje do tego innego człowieka, dzięki któremu
              mogę te procesy zaobserwować, potrzebuję konfrontacji z samym sobą, to
              prowokuje we mnie drugi człowiek, jeśli pokuszam się o udzielanie rad, wynikać
              to może tylko z jednego, próbuję ustawiać świat po swojemu, a moja natura to
              autodestrukcja i tylko temu by to służyło, podobnie widzę ocenianie, służyłoby
              mi jedynie do ukrycia moich własnych błędów i dążeń autodestrukcyjnych,
              mówienie "my, wy, oni" jest, dla mnie, dokładnie tym samym

              wciąż mnie dziwi podejmowanie wątku "terabełtów" - każdy wynosi stamtąd
              dokładnie to, co jest mu potrzebne i ważne, podobnie ze spotkań AA, w
              zależności od osobistych celów, bierzemy to co ważne, nieważne pozostawiając w
              środku, to, że takie hasło zostało ukute, wynika ze zrozumienia tego procesu,
              nie z ustalenia go, podobnie termin "suchego kaca" jest wynikiem, a nie
              ukierunkowywaniem ludzkiego postępowania i należy do zwykłych symptomów nawrotu
              choroby alkoholowej, których jest cała masa i zależna od indywidualności
              człowieka, moja terapka zawsze mi powtarzała - "obserwuj siebie i zapisuj sobie
              pomysły, co ci przychodzi do głowy, żeby następnym razem zaradzić kłopotowi" -
              z tego rodzi się powoli proces nie tylko radzenia sobie z symptomami
              nadchodzącej choroby alkoholowej, ale wogóle radzenia sobie, dlatego rozumiem
              tych, którzy mówią, że są wdzięczni za alkoholizm, zawsze mogło być inaczej,
              ale jest jak jest i warto się z tym pogodzić...
              • addicted1 Re: sorry za mnozenie postow 27.07.06, 12:22
                Co bylo pierwsze- jajko czy kura?

                Ja tak ostatnio zastanawiam się nad tym po pewnym spostrzezeniu.
                Myslalem od miesiecy, ze to moj tok myslenia wplywa na nastrój.
                Az pewnego dnia szedlem ulica, urzekł mnie krajobraz, wpadlem w taki błogi
                nastrój, i zacząłem myśleć pozytywnie.
                Niestety, uleciało:)

                Uwazam, ze glowna role graja emocje, ktore wywoluja nastroj optymizmu lub
                pesymizmu. Dalej to powoduje okreslony sposob myslenia, ktory wywoluje dalsze
                emocje.
                Nie wiem, co jest prapierwsze, jednak uswiadomilem sobie, ze rozum gra tu role
                wazna, ale w formie nawyków myslowych.

                Wiec rozumnie mozna ksztaltowac te nawyki myslowe, ktore pojawiaja sie w
                roznych sytuacjach.
                Aczkolwiek i tak na wszystko sie nie da wplynac.


                Pesymistyczne myslenie wynika z nawyku.
                • letek17 Re: sorry za mnozenie postow 27.07.06, 12:36
                  Zgadzam się z poprzednikiem - 4 lata temu dałem się mądrym ( i ładnym )
                  terapeutkom nastawić swoje myślenie na TAK i mi do dziś zostało. I dzięki temu
                  może nie piję, pomimo, że w życiu czasem się pi.....

                  Odeszliśmy w tej dyskusji od pytania po co...? To może kilka refleksji na temat
                  rozumu i tego pytania.

                  Rozum jest dla mnie rodzajem sprzężenia zwrotnego pomiędzy moimi popędami a
                  funkcjami społecznymi. Bez niego koncentrowałbym się na rozprzestrzenianiu genów
                  a nie na życiu w cywilizacji.
                  Myślałem kiedyś, że jest najważniejszy. Chciałem „ na rozum trzeźwieć”
                  Przyswoiłem mnóstwo wiadomości – net, terapia, książki – mógłbym spoko
                  magisterki o tym pisać ale wódka śniła mi się nadal a o poczuciu bezpieczeństwa
                  w tym zakresie mogłem pomarzyć.
                  Całe szczęście, że w swojej pilności terapeutycznej zawędrowałem na warsztaty w
                  Skoczowie. Tam mogłem poczuć wiele rzeczy. Po pierwsze chyba granice ( ciała,
                  duszy ) – wcześniej jakbym ich nie miał, inni mogli po mnie jeździć albo trzymać
                  się na 3 metry. Potem poczułem w jakimś ćwiczeniu kontrakt: zaufanie i otwartość
                  – za poczucie bezpieczeństwa. Poczułem, co czują w kontakcie ze mną inni ludzie
                  i co ja czuję – zobaczyłem, co to takiego empatia. A najważniejsze to to, że
                  nareszcie pozwoliłem sobie na zrzucenie masek, wizerunków w jakie się stroiłem.
                  Ile czasu i energii traciłem na to by zrobić sobie maskę pod tytułem „ tak
                  powinni mnie widzieć inni”. Potem pękł pancerz zbudowany ze słów powinienem,
                  muszę być taki a taki. Ja go przecież przerabiałem, zmieniałem a środek bolał
                  dalej. Kiedy pozwoliłem na jego zerwanie mogłem pomóc temu środkowi. Te maski
                  zakładam do dziś- ale kiedy zauważę, staram się je dyskretnie zdjąć.

                  Teraz często korzystam z rozumu by uświadomić sobie jak mało jestem w stanie
                  zapanować nad swoimi popędami i emocjami ale jak wiele - nad tym co robię.

                  Do tego potrzebne jest mi to pytanie „ Po Ci to Letku jest potrzebne?????
                  Coś usilnie chcę zrobić –pytam po co???? – i odpowiedź
                  – chciałbym być bliżej tej osoby, potrzebuję jej akceptacji
                  – potrzebuje przyszpanować i zrobić wrażenie na innych,
                  - potrzebuję zaspokoić pychę, lenistwo, obżarstwo,dominację,
                  - bo jak to zrobię będę miał satysfakcję, że zrobiłem coś w zgodzie ze swoimi
                  wartościami,
                  - bo spotkam się z moja odpowiedzialnością.
                  Rozum podpowiada: to motywacja z tego okresu jak piłeś, a to taka przez ciebie
                  teraz pożądana.
                  Wybieram różnie, ale staram się by tych pijanych było jak najmniej.
                  To pytanie po co: idę, nie idę , robię, nie robie, chcę, nie chcę – pomaga lżej żyć.
                  Ostatnio unikałem zabrania się za odpowiedź na urzędowe pismo. Kiedy się
                  zapytałem, po co zwlekasz? Odpowiedź szybka – jak odpiszę to mi potrącą tysiąc
                  zł. A jak nie? to strach, że i tak dojdą i wezmą jeszcze karne odsetki np. za
                  rok? Ostatniego dnia odpowiedziałem – jakoś lżej może, dlatego, że dzięki
                  zwlekaniu potrącą za miesiąc a wtedy już może moja kandydatura do ciekawej pracy
                  zostanie przyjęta????
                  Pogody ducha Letek?
                  • 7zahir Re:Zapamiętam pytanie Po co??? 27.07.06, 13:35
                    Dziękuję Letku,
                    za dodanie do listy nawyków tego pytania:-)
                    Pozdrawiam serdecznie.
    • aniolparys Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 28.07.06, 19:37
      Te A mogłeś sobie darować.
      Parys jestem.
      po prosty Parys.
      tylko nick już był zajęty
      • aniolparys Re: Po co ja poszłam na tę imprezę ??? 28.07.06, 19:39
        kurcze nie tu. to do addiego.
Pełna wersja