anetka1111
29.08.06, 00:24
Niedawno tutaj zajrzałam i skorzystałam z czyjejś rady. Poszłam do poradni.
Miałam doła. Trudno tam trafić, nie ma kogo zapytać. "Gdzie jest poradnia
leczenia uzależnień" już wszyscy wiedzą kim jesteś. Spytałam portiera, ale
właściwie po gębach ludzi oczekujących pod budynkiem można było poznać, że to
tu. Ale to dopiero połowa drogi. To był oddział detoksykacji. Tam
znalazłam "właściwą" panią, która miała się mną zająć. Przyjęła mnie w
korytarzu. "W czym mogę pomóc?" spytała. Ja jej mówię: Chciałabym porozmawiać
Ona:Słucham. Pytam ją: Tutaj będziemy rozmawiać? A ona, że tu wszyscy są z
tym samym problemem i że nie ma się czego wstydzić. Wypytała mnie skąd jestem
i z czym mam problem. Nie wiem dlaczego dałam się w to wciągnąć. Ostatecznie
umówiłam się z nią na popołudnie, bo wtedy będzie miała więcej czasu. Kiedy
przyszłam okazało się, że ma właśnie "grupę", ale może im włączyć kasetę.
Słyszałam jak im mówiła, że za dwadzieścia minut wróci.
Ja tu z życiowym problemem przychodzę, a ona mi daje 20 minut. Nie była
uprzejma zamknąć drzwi.
Opowiedziałam jej o sobie, że żyję z alkoholikiem i szukam pomocy dla siebie,
dzieci, rodziny. Chciałabym wskazówek jak postępować, by pomóc mężowi
zrozumieć, że warto się leczyć, albo jak przeciąć to wszystko, zostawić za
sobą. Że potrzebuję skądś zaczerpnąć siłi takie tam..
Pani miała dla mnie dwie rady:
1) Pomóc sobie-za trzy tygodnie rusza grupa wsparcia dla żon alkoholików
(teraz sezon urlopowy)
2) Pomóc mężowi-a mianowicie: założyć sprawę w sądzie o przymusowe leczenie.
Jeszcze nie słyszałam żeby ktoś wyleczył się z alkoholizmu pod wpływem nakazu
sądowego. Poza tym w ostatniej Polityce czytałam, że nie zdarza się żeby sądy
mogły kogoś zmusić do leczenia. Zresztą tym bardziej człowieka, który
prowadzi normalne życie, który nie krzywdzi (przynajmniej fizycznie) rodziny,
którego nikt poza nami nie widzi pijanego, który nawet się nie zatacza itd.
Ta rada pani z poradni najbardziej mnie poruszyła, zwłaszcza że była tak
nachalna, wielokrotnie powtarzana i jedyna. Jak ja ją odpierałam, to ona mnie
szantarzowała: "Skoro nie chce pani pomóc mężowi... A mogłaby pani". Kto w
tych poradniach pracuje?! To jak kogoś nie stać na prywatne porady, to już
musimy zdawać się na takią kretyńską pomoc?!
Pozdrawiam.