kamu2
27.09.06, 15:54
Postanowiłam tu napisac moze ktos mi cos doradzi,mam ogromny problem z
tatą,on nie chce sie przyznac do tego ze jest alkoholikiem,a przeciez nim
jest napewno no bo jak inaczej nazwac kogoś kto potrafi pic przez 5 lub nawet
6 dni z rzędu od 6 rano,nic nie je,kiedy jest na kacu lub tylko lekko wypity
mówi ze pójdzie do lekarza,albo tłumaczy sie tym ze jego kolega był w
prywatnej klinice i nic mu to nie dało,obiecuje ze juz nie bedzie pił a na
drugi dzien robi to samo,od kąd pamietam czyli od 26 lat tak jest,średnio 2
tygodnie abstynecji a potem znowu około tygodnia w stanie całkowitej
nietrzezwości,przeprasza nas,obiecuje poprawe a potem to samo,kiedy na niego
wyzywam i sie kłócimy to mói ze to ja mam problem a nie on,nie chce sie
przyznac,albo raczej boji sie przyznac sam prze sobą ze musi sie leczyc.
Ma swoją firme wiec moze sobie pozwolic na tydzien wonego bez rzadnycj
konsekwencji,on nie chdzi nie włóczy sie nie wiadomo gdzie w tym ciągu to
wystarczy mu wypic co kilka godzin 50-tke i piwko i jest załatwiony,chce mu
pomóc ale nie wiem jak,siostra sie niedługo wyprowadza z domu,ja w marcu tez
sie wyprowadzam od rodziców,nie chce mamy zostawiac z nim samej,co mam zrobc
zeby uświadomic mu to ze jest chory zeby zaczął sie leczyc,jestem
bezradna,kocham go ale czasami jak tak pije(on nawet czasem płacze z tej
bezradnośći jak jest pijany)to go nienawidze a jednoczesnie jest mi go
żal,prosze o jakies rady