cornelia23
15.10.06, 20:54
Znów zaczęło się piekło! Koszmar powrócił...
W zasadzie trwa już od jakiś siedmiu lat z przerwami, dzięki którym człowiek
nabiera choc trochę sił by nadal żyć, by móc na nowo odbierać ciosy od zycia.
Miliony niekończących sie chwil cierpienia, strachu, kłótni, bójek,
rozczarowań, bólu, nienawiści. Tak nienawisć przoduje w tym wszystkim. Boże
jak ja go nienawidzę, nigdy nie będe w stanie wybaczyć mu tego co zrobił mi i
całej rodzinie. Nigdy nie wybaczę tego że zabrał mi te wszystkie lata
beztsroskiej młodości a zamienił w niekończąca sie udręke, piekło na ziemi.
Codzienne awantury, krzyki, przekleństwa, wyzwiska. to w moim domu normalka.
Pełno sprowadzanych dziwek i ćpunów. Reklamówki kradzionych rzeczy.
Strzykawki, złotka, palone łyżeczki. Najazdy policji. Dealerzy wyczekujacy
pod domem, grożący w środku nocy, rozwalający drzwi. Porwanie. Taniec na
krawędzi życia i śmierci. Oto moje wspomnienia z nastych lat. Utkwione
głęboko w pamięci, powracające w koszmarach sennych. Nigdy się od tego ne
uwolnie.
Lecz teraz to juz nie będzie sen. Teraz to znów będzie teraźniejszość...
Właśnie wyszedł z domu, z plecakiem wypchanym po brzegi. Na moje pytanie co
wynosi odp. "h.. cie obchodzi, moze ci własnie coś jebną... ". Prymityw.
Teraz dręczy mnie niepokój że naprawde mi cos ukradł, co już zrobił przecież
miliony razy. Nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego sprawdzić, ale
każdego dnia będę odkrywała nagle, że rzecz której szukam już się nie
znajdzie. Wszystko na co haruje od rana do wieczora zostanie mi zabrane. To
rozczarowanie i wściekłość, a najgorsza ta niemożnosć. Bo co zrobie? Mogłabym
sie wyprowadzić, ale nie mam za co i gdzie, a nawet gdybym miała to nie
zostawie Matki na pastwę losu, nie mogłabym pozbyć sie obawy czy on jej nie
bije, czy jej nie zabił, czy jej nie dręczy. Mogłabym sie z nim bić, straszyc
go za każdym razem gdy mnie okradnie, ale nie chce chodzić do pracy z
podlimowanymi oczami czy załamanym nosem. Poza tym nie chce spędzić reszty
życia odsiadując wyrok zabójstwa, a przy jego tempie ćpania już wkrótce przy
silniejszym pchnięciu będzie leciał jak kukiełka, co już miałam okazje
zaobserwować. Czyli reasumując - do jakiegoś czasu próby walki kończyły się
poza jego, równiez moimi obrażeniami, a po pewnym czasie bałam sie go już
uderzyć, bo mógłby tego nie przeżyć. KOlejnym wyjściem byłoby zgłaszanie przy
każdej kradzieży na policje, ale on mam tyle wyroków w zawieszeniu że przy
kolejnym i dodatkowej rewizji zostałby zamknięty. Jak miałbym żyć ze
świadomoscią, że wsadziłam go za kratki? Do tego znajć jego strach przed
wiezieniem i słabą psychikę całkiem możliwe że nigdy by już stamtąd nie
wyszedł, bo prawdopodobnie popełniłby tam samobójstwo. Najlepszym wiec
wyjściem byłoby wymienić zamki w dzrwiach i niech sie wynosi na dworzec czy
gdzie tam chce ale to syneczek mamusi i ona nigdy sie na to nie zgodzi, nawet
pomimo tego, że rujnuje życie innym i sam równiez wykańcza sie psychicznie.
Gdy pomyślę, ze mam znów przez to wszystko przechodzić to odechciewa mi się
żyć...