mój brat narkoman...

15.10.06, 20:54
Znów zaczęło się piekło! Koszmar powrócił...
W zasadzie trwa już od jakiś siedmiu lat z przerwami, dzięki którym człowiek
nabiera choc trochę sił by nadal żyć, by móc na nowo odbierać ciosy od zycia.
Miliony niekończących sie chwil cierpienia, strachu, kłótni, bójek,
rozczarowań, bólu, nienawiści. Tak nienawisć przoduje w tym wszystkim. Boże
jak ja go nienawidzę, nigdy nie będe w stanie wybaczyć mu tego co zrobił mi i
całej rodzinie. Nigdy nie wybaczę tego że zabrał mi te wszystkie lata
beztsroskiej młodości a zamienił w niekończąca sie udręke, piekło na ziemi.
Codzienne awantury, krzyki, przekleństwa, wyzwiska. to w moim domu normalka.
Pełno sprowadzanych dziwek i ćpunów. Reklamówki kradzionych rzeczy.
Strzykawki, złotka, palone łyżeczki. Najazdy policji. Dealerzy wyczekujacy
pod domem, grożący w środku nocy, rozwalający drzwi. Porwanie. Taniec na
krawędzi życia i śmierci. Oto moje wspomnienia z nastych lat. Utkwione
głęboko w pamięci, powracające w koszmarach sennych. Nigdy się od tego ne
uwolnie.
Lecz teraz to juz nie będzie sen. Teraz to znów będzie teraźniejszość...

Właśnie wyszedł z domu, z plecakiem wypchanym po brzegi. Na moje pytanie co
wynosi odp. "h.. cie obchodzi, moze ci własnie coś jebną... ". Prymityw.
Teraz dręczy mnie niepokój że naprawde mi cos ukradł, co już zrobił przecież
miliony razy. Nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego sprawdzić, ale
każdego dnia będę odkrywała nagle, że rzecz której szukam już się nie
znajdzie. Wszystko na co haruje od rana do wieczora zostanie mi zabrane. To
rozczarowanie i wściekłość, a najgorsza ta niemożnosć. Bo co zrobie? Mogłabym
sie wyprowadzić, ale nie mam za co i gdzie, a nawet gdybym miała to nie
zostawie Matki na pastwę losu, nie mogłabym pozbyć sie obawy czy on jej nie
bije, czy jej nie zabił, czy jej nie dręczy. Mogłabym sie z nim bić, straszyc
go za każdym razem gdy mnie okradnie, ale nie chce chodzić do pracy z
podlimowanymi oczami czy załamanym nosem. Poza tym nie chce spędzić reszty
życia odsiadując wyrok zabójstwa, a przy jego tempie ćpania już wkrótce przy
silniejszym pchnięciu będzie leciał jak kukiełka, co już miałam okazje
zaobserwować. Czyli reasumując - do jakiegoś czasu próby walki kończyły się
poza jego, równiez moimi obrażeniami, a po pewnym czasie bałam sie go już
uderzyć, bo mógłby tego nie przeżyć. KOlejnym wyjściem byłoby zgłaszanie przy
każdej kradzieży na policje, ale on mam tyle wyroków w zawieszeniu że przy
kolejnym i dodatkowej rewizji zostałby zamknięty. Jak miałbym żyć ze
świadomoscią, że wsadziłam go za kratki? Do tego znajć jego strach przed
wiezieniem i słabą psychikę całkiem możliwe że nigdy by już stamtąd nie
wyszedł, bo prawdopodobnie popełniłby tam samobójstwo. Najlepszym wiec
wyjściem byłoby wymienić zamki w dzrwiach i niech sie wynosi na dworzec czy
gdzie tam chce ale to syneczek mamusi i ona nigdy sie na to nie zgodzi, nawet
pomimo tego, że rujnuje życie innym i sam równiez wykańcza sie psychicznie.

Gdy pomyślę, ze mam znów przez to wszystko przechodzić to odechciewa mi się
żyć...
    • myszabrum Re: mój brat narkoman... 15.10.06, 21:01
      Za kratki go. I to natychmiast. Mówię szczerze.
      • wojtech451 Re: mój brat narkoman... 15.10.06, 21:33
        Popieram myszę. I miej ŻADNYCH skrupułów. To już nie jest człowiek tylko smieć.
        • boxing_cat Re: mój brat narkoman... 16.10.06, 10:54
          wspolczuje bardzo ... bardzo. Wiem co przechodzisz. Przezywalam podobne chwile
          ze swoim chlopakiem. Teraz juz bylym. Tylko ze ja moglam odejsc, a Ty mieszkasz
          w tym piekle. Trzymaj sie i podejmij najlepsza decyzje - dla Ciebie i Twojej
          mamy oczywiscie.
          • attarrax Re: mój brat narkoman... 16.10.06, 12:01
            Może więzienie jest najlepszym dobrodziejstwem dla niego. Czasem trzeba osiągnąć
            dno, żeby się opamiętać. Myślę, że nikt nie dał mu prawa do psychicznego
            katowania waszej rodziny. Musisz podjąć radykalne kroki.Szansa, że zabije się w
            więzieniu jest niewielka. Szansa, że się zabije ćpając to prawie pewność i przy
            okazji jeszcze wy cierpicie. Może kiedyś jeszcze Ci podziękuje.
            • letica Re: mój brat narkoman... 16.10.06, 12:39
              Więzienie jest tu optymalnym rozwiązaniem,naprawdę.Być może to brzmi okrutnie
              dla Ciebie jako siostry,ale to w tej chwili pewnie jedyne z możliwych
              rozwiazań,coś na co on nie ma wpływu i nie zwieje po dwóch dniach. Nabierze
              trzeżwego dystansu,zacznie może się trochę zastanawiac nad tym wszystkim - a
              jesli i nie - to przynajmniej Wam da odetchnąć.Znam takie przypadki,np matka
              mojegokumpla z okresu ćpania wsadziła go za kratki,po kolejnej kradzieży po
              prostu zrobiła ruch do przodu.Najpierw były wyzwyiska ,groźby z jego strony,
              potem prośby o papierosy ,paczki itd , ale kobieta była konsekwentna i odcięła
              się zupełnie...A teraz sa podziękowania,bo Kuba wyszedł na ludzi..Był to jego
              jedyny i najdłuższy detoks.Nie ćpa już 4 lata.

              Zastanów się nad tym,ratuj przede wszystkim siebie i mamę , on jeśli nie wyrazi
              minimum dobrej woli - to cud się nie zadzieje.
              Jest takie powiedzonko stare( zwykł mawiać tak mój dziadek):
              "JEśLI TY KOMUŚ NIE DASZ UMRZEĆ, TEN KTOŚ CI NIE DA ŻYĆ" Okrutne,ale prawdziwe
              metaforyczne ujęcie.

              Przemyśl to.Brat ma komfort ćpania,ma gdzie się przespac,co włożyć na tyłek i
              ewentualnie co zjeść i....oczywiście co ukraść.Przedłużacie w ten sposób jego
              ćpanie,mówię poważnie.

              Pozdrawiam
    • mammutka Re: mój brat narkoman... 16.10.06, 13:57
      popieram przedmówców.. wyrzucić z domu, zgłosić na policję kradzieże, niech
      odpęka swoje..
      a tobie dodatkowo radzę udac się na terapię dla współuzależnionych ( jezeli
      jeseś z Warszawy mogę podać namiary na dobrych specjalistów) - ton twojej
      wypowiedzi podpowiada, ze taka terapia bardzo by się przydała - jak może ci być
      ząl sukinkota, który od lat zatruwa ci życie ..
      - pisze ja z całą świadomością tego co pisze - sama byłam takim sukinkotem dla
      swojej siostry i matki - wywalenie mnie z domu baaardzo pomogło - dzieki temu
      teraz mam rodzinę i normalny dom..
    • anitka06 Re: mój brat narkoman... 16.10.06, 20:14
      witam!~szczerze ci wspolczuje,ale wiem przez co musisz przechodzic bo ja
      dokladnie 2 lata temu przerabaialm to z moim mezem hmmm teraz z moim bylym
      mezem.Probowalam mu w tym pomoc,ale nie bylo juz szans trafil na terapie
      odwykowa ale i to mu nie pomoglo.Do dzis wiem,ze bierze narkotyki zniszczyl
      swoje zycie czego mu bardzo wspolczuje bo przeciez go kiedys tak bardzo
      kochalam.Jednego nie zaluje staralam sie mu pomoc i to nie jeden raz ale on
      tego nie docenil.Stracil wszystko,kochajaca zone,dziecko,dom w ktorym zawsze
      mial wszystko i pytanie dlaczego??nie wiem byc moze mial inne plany na zycie w
      ktorych najwazniejsze byly narkotyki.Na twoim miejscu nie zastanawialabym sie
      nad tym czy pojdzie do wiezienia?? bo on wie co zrobil.Napewno zdaje sobie z
      tego sprawe,ze samo posiadanie narkotykow to juz przestepstwo nie mowiac o ich
      braniu.Moze sprobowalybyscie z mama skierowac go osrodka na odwyk,przeciez on
      jest chory i sam sobie nie pomoze.
    • cornelia23 Re: mój brat narkoman... 16.10.06, 22:55
      Dziekuje wszystkim za odpowiedzi.
      Zaczynam dojrzewać do tej myśli, ale narazie nie wiem czy będę potrafiła. To
      własnie najgorsze, że on żeruje na naszych uczuciach. Nie moich do niego, bo do
      niego odczuwam juz tylko nienawiśc, i w pewnym sensie również litość, tylko
      ogólnych - takich do człowieka. Zawwze miewam ogromne wyrzuty sumienia, jeśli
      kogoś w jakis sposób krzywdzę, nawet w tak bezsensownym przypadku jak ten. Choc
      doskonale rozumiem, ze nie powinnam mieć żadnych oporów.

      Co do terapii to zapewne by mi się przydała, ale nie jestem z Warszawy.

      A co do ośrodków, bo ktoś z Was o tym wspomniał, to on już tyle przeszedł
      ośrodków- w Polsce i zagranicą- że nie iwem czy znalazłby sie jeszcze taki w
      którym go nie było:(

      pozdrawiam
      • lady_dealer Re: mój brat narkoman... 02.11.06, 09:34
        Jeśli nie będzie chciał się leczyć to nawet ośrodek za granicą mu nie pomoże!
        Niedawno dostałam list od moich kolegów, którzy wyjechali do pracy do Hiszpanii
        (koledzy heroiniści, po 3 miesiącach terapii stacjonarnej)-już płyną!
        Narkotyki są wszędzie a siłę uzależnienia już chyba niestety poznałaś...
        Uważam, że moi przedmówcy mają 100% racji! Niech idzie siedzieć! To napewno
        będzie dla niego wstrząs, ale może to jedyna metoda, może odcięcie na jakiś
        czas od kolegów no i oczywiście od heroiny przyniesie skutek.. Jeżeli nie
        jesteś w stanie zdobyć się na zgłosznie na policji przestępstw brata to
        pozostaje Ci jeszcze złożenie pozwu w sądzie rodzinnym o czasowe
        ubezwłasnowolnienie i umieszczenie go w odpowiednim zakładzie leczniczym!
        On jest chorą osobą, ale nie wszystko można tłumaczyć chorobą! Znam wielu
        ćpunów i kilku z nich zdażało mi się zapraszać do domu (oczywiście gdy byli
        czynni) i nigdy nic mi nie zginęło.. Twój brat ma u Was w domu cieplarniane
        warunki, na jego miejscu tez bym ćpała ile wlezie-i mówię to najzupełniej
        szczerze! Moje szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że moja rodzina
        opamiętała się w porę. Dlategoo żyję i tu piszę a nie czekam na klienta na
        bajzlu!
        Pozdrawiam Cię i życzę wytrwałości, siły i przede wszystkim konsekwencji w
        działaniu! Twój brat prawdopodobnie czeka na ruch z Waszej strony, więc zróbcie
        to jak najszybciej!
Pełna wersja