24 dni

03.12.06, 13:05
24 dni tak z rozpędu. wpisałam się na forum 9.XI, od tamtej pory przeżyłam
dwa spotkania towarzyskie, nie miałam nic co by mnie kusiło. nie podejmowałam
decyzji, po prostu dzień za dniem nie piłam.
po trzech tygodniach zaczęło co nieco do mnie dochodzić z bardzo dalekiej
przeszłości, przypomniały mi się urazy z dzieciństwa, które widać skutecznie
zapijałam.
robi mi się smutno na myśl o tym, że nie napiję się czerwonego wina, ale z
drugiej strony, jakoś tak się smutno do siebie uśmiecham, że przynajmniej
lepiej się będę czuć rano.
idą święta i sylwester.
jak wyście przetrzymywali te pierwsze ? zgrzytając zębami ?


pomyślałam kiedyś, że jak przestanę pić, to nareszcie wezmę się za swoje
życie. ale tutaj raczej właśnie płakać mi się chce i użalać nad sobą. mam do
siebie pretensje, że nie zostaję nagle wielkim pisarzem jak to miałam zamiar
przez całe życie i pochlaniam nieprawdopodobne ilosci słodyczy (wczoraj
upiekłam ptysie i zjadłam chyba ponad 10).

czuję się trochę samotna w tym wszystkim, nie uważam że te 24 dni to jakiś
wyczyn, ale chyba jakaś podkładka pod zmiany. jestem ostrożna w swoim optymizmie.
pozdrawiam i kłaniam się nisko
    • havana06 Re: 24 dni 03.12.06, 16:07
      Odczuwasz b. podobnie jak ja. Można by rzec identycznie.
      Ja poszczę już miesiąc. Chociaż szaro i smutno za oknami weselej postrzegam
      ten świat.
      Tak samo jak Ty, wiem, że zbyt wiele już nie uczynię.
      Cieszy mnie, że może uda mi się przeczytać tak wiele pięknie napisanych książek.
      Nawet tuż zaczęłam.
      I nawet nie wiesz jak wspaniale czuję się rano.
      Jesteś samotna?

      Pozdrawiam
      • baasil Re:halo czy... 03.12.06, 20:07
        halberek,czy czytałaś moją odpowiedź na Twój poprzedni post?
        a dda-bardzo często ciągniemy ten bagaż przeszłości.ale żeby trzeźwieć,trzeba
        po kolei(więc najpierw własne uzależnienie,potem reszta-coby to nie było-bo
        wszystko naraz może narobić ogromnego bałabanu.pozdro-niedługo pierwszy
        miesiąc...
        • halberek Re:halo czy... 03.12.06, 22:34
          czytałam, czytałam... nawet teraz przeczytałam jeszcze raz. chyba łatwiej jest
          szczerze mówiąc powiedzieć sobie, że się jest alkoholikiem, niż że się jest
          alkoholikiem i trzeba przestać pić. ale to duża ulga wiedzieć, że dla kogoś
          dotarcie do momentu, w którym wie, że nie wolno pić więcej też wydaje się być
          jakąś katastrofą.
          w różnych momentach dochodzi się do decyzji o "życiu w trzeźwości", mnie tak
          naprawdę skłania ku temu przekonanie, że prędzej czy później będę musiała
          przestać. więc skoro teraz jeszcze mam zdrowie i nieprzepitą twarz, to może teraz.
          a w miedzyczasie i tak trzeba wykonywać swoje obowiązki i robić zakupy, a ja mam
          jeszcze cały bagaż niespełnionych ambicji...na razie po prostu nie piję.
      • halberek Re: 24 dni 03.12.06, 22:38
        no z tym rano, to u mnie różnie bywa, bo mam tendencje do wybudzania się o 7,00
        i niemożność leżenia w łóżku (czasem mam wrażenie, że kac był mi potrzebny do
        tego, żebym pozwoliła sobie na nic nie robienie). nie jestem samotna, aczkolwiek
        nie powiedziałabym, że to dużo ułatwia.
        czasem się okazuje, że na trzeźwo trzeba bardzo poważnie zrewidować swoje
        poglądy co do bycia w zwiazku. o czym zresztą wiedziałam od dawna, ale przecież
        łatwiej jest uciekać od problemów. szczególnie kiedy jesteś przekonana, że
        rozwiązywanie ich jest umiejętnością kompletnie Ci nieznaną.
        no to w takim razie bedzie nas może dwie z podobnym stażem lepszych poranków ?
        pozdrawiam i ja ;)
Pełna wersja