halberek
03.12.06, 13:05
24 dni tak z rozpędu. wpisałam się na forum 9.XI, od tamtej pory przeżyłam
dwa spotkania towarzyskie, nie miałam nic co by mnie kusiło. nie podejmowałam
decyzji, po prostu dzień za dniem nie piłam.
po trzech tygodniach zaczęło co nieco do mnie dochodzić z bardzo dalekiej
przeszłości, przypomniały mi się urazy z dzieciństwa, które widać skutecznie
zapijałam.
robi mi się smutno na myśl o tym, że nie napiję się czerwonego wina, ale z
drugiej strony, jakoś tak się smutno do siebie uśmiecham, że przynajmniej
lepiej się będę czuć rano.
idą święta i sylwester.
jak wyście przetrzymywali te pierwsze ? zgrzytając zębami ?
pomyślałam kiedyś, że jak przestanę pić, to nareszcie wezmę się za swoje
życie. ale tutaj raczej właśnie płakać mi się chce i użalać nad sobą. mam do
siebie pretensje, że nie zostaję nagle wielkim pisarzem jak to miałam zamiar
przez całe życie i pochlaniam nieprawdopodobne ilosci słodyczy (wczoraj
upiekłam ptysie i zjadłam chyba ponad 10).
czuję się trochę samotna w tym wszystkim, nie uważam że te 24 dni to jakiś
wyczyn, ale chyba jakaś podkładka pod zmiany. jestem ostrożna w swoim optymizmie.
pozdrawiam i kłaniam się nisko