noelka84
28.02.07, 15:31
moj ojciec jest alkoholikiem odkad pamietam. pije przez prawie cale zycie.
choroba spowodowala, ze stoczyl sie na same dno. stal sie zlodziejem,
awanturnikiem, tyranem, moje dziecinstwo bylo koszmarem. ciagle klotnie,
awantury, bicia, ciagly strach....
ponad 4 lata temu ojciec wyniosl sie z domu i zamieszkal ze swoja matka,
niszczac tym razem jej zycie, zerujac na jej emeryturze.
przez ten caly czas moja mama odwiedzala go, czesto opiekowala sie jego matka,
czyli moja babcia, ktora jest schorowana osoba,
przez ten caly czas balam sie, ze on wroci, ze ktoregos dnia mama go przygarnie,
lecz nie dopuszczalam do siebie tej mysli, nie wyobrazalam sobie tego...
mam 23 lata, kilka miesiecy temu wyjechalam do londynu, zeby zdobyc
doswiadczenie w moim zawodzie,
wyjazd byl dla mnie trudna decyzja, strasznie sie martwilam, ze zostawiam
mame, chociaz mam 2 braci,
wiem, ze jestem od niej uzalezniona (mialam depresje, musialam sie leczyc u
psychologa i farmakologicznie, niestety nie wyszlam z tego do konca,
przerwalam leczenie), przez cale zycie sie o nia martwilam, jak tylko
potrafilam pomagalam jej we wszystkim...
nigdzie prawie nie wyjezdzalam, jesli juz musialam, codziennie dzwonilam,
pytajac sie czy wsyztsko jest w porzadku,
planowalam byc w londynie rok, mialam wrocic we wrzesniu, czy sierpniu tego roku,
ale....
w sobote jak zwykle zadzwonilam do domu...przez przypadek mama wygadala sie,
ze ojciec mieszka z nia, jest juz tak od 3 tygdoni, wszyscy to ukrywali przede
mna, wiedzieli jaka bedzie moja reakcja,
ja... ja zaniemowilam, nie chcialam z nikim rozmawiac, nie moglam sie
uspokoic, nie spalam 2 dni, przypominalam sobie co z nim przezylismy...ja nie
moge w to uwierzyc, ze mama sie na to zdecydowala..
wyszla taka sytuacja, ze ojciec znalazl sie na ulicy, powiedzial, ze nie
bedize pil, mama mu uwierzyla,
boze jaka ona jest naiwna, on nie pracowal juz chyba z 10 lat, ona musi go
utrzymywac, nigdy nie wykazal checi do leczenia, nigdy nie pokazal, ze chce
sie poprawic, nigdy..
koszmar...
tak sie o nia boje, nie moge spac, nie moge spokojnie zyc, chcialam wrocic do
domu, do mojego domu, nie wroce juz, nie wyobrazam sobie z nim zyc, nie
wyobrazam sobie spojrzec na niego, ja sie go tak boje, nienawidze go nie moge
zniesc mysli, ze on jest w moim domu,
moj straszy brat sie wyprowadzil, dzwonilam do niego, powiedzial, ze to moja
wina, ze ich zostawilam, ze mam przyjechac i cos z tym zrobic, poczulam jakby
mi ktos wbil noz w serce,
wszyscy mi mowili zebym wyjechala, zebym sprobowala zyc gdzies indziej, mysle,
ze mieli nadzieje, ze moze wyzdrowieje jak wyjade, jak zmienie otoczenie
(choruje na bulimie 7 lat),
a teraz on ma do mnie pretensje...
nie wiem, na prawde nie wiem co mam robic,
wiem jak to bedzie, przez niego znowu mama sie zadluzy, nie bedzie miec na
oplaty, na rachunki, on bedzie kradl jej pieniadze i jak ja mam zyc z ta mysla
tutaj?
nie moge!!
po prostu nie moge!!
za 2 tygodnie mam 10 dni urlopu, bilet do polski kupilam juz bardzo dawno, a
teraz nie wiem czy jechac, boje sie, tak sie boje, nie chce go widziec
nie wiem co robic...
jak mam jej pomoc? ona wierzy , ze on sie zmieni, ona wciaz wierzy..., po tym
wszytskim wciaz wierzy.. nie rozumiem,
przeciez wyrzadzil jej tyle krzywdy, nie chce nawet sobie przypominac jak ja
traktowal...
co mam zrobic? jak zyc zeby nie zwariowac? jak jej pomoc?