nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci...

28.02.07, 15:31
moj ojciec jest alkoholikiem odkad pamietam. pije przez prawie cale zycie.
choroba spowodowala, ze stoczyl sie na same dno. stal sie zlodziejem,
awanturnikiem, tyranem, moje dziecinstwo bylo koszmarem. ciagle klotnie,
awantury, bicia, ciagly strach....
ponad 4 lata temu ojciec wyniosl sie z domu i zamieszkal ze swoja matka,
niszczac tym razem jej zycie, zerujac na jej emeryturze.

przez ten caly czas moja mama odwiedzala go, czesto opiekowala sie jego matka,
czyli moja babcia, ktora jest schorowana osoba,
przez ten caly czas balam sie, ze on wroci, ze ktoregos dnia mama go przygarnie,
lecz nie dopuszczalam do siebie tej mysli, nie wyobrazalam sobie tego...

mam 23 lata, kilka miesiecy temu wyjechalam do londynu, zeby zdobyc
doswiadczenie w moim zawodzie,
wyjazd byl dla mnie trudna decyzja, strasznie sie martwilam, ze zostawiam
mame, chociaz mam 2 braci,
wiem, ze jestem od niej uzalezniona (mialam depresje, musialam sie leczyc u
psychologa i farmakologicznie, niestety nie wyszlam z tego do konca,
przerwalam leczenie), przez cale zycie sie o nia martwilam, jak tylko
potrafilam pomagalam jej we wszystkim...
nigdzie prawie nie wyjezdzalam, jesli juz musialam, codziennie dzwonilam,
pytajac sie czy wsyztsko jest w porzadku,
planowalam byc w londynie rok, mialam wrocic we wrzesniu, czy sierpniu tego roku,
ale....

w sobote jak zwykle zadzwonilam do domu...przez przypadek mama wygadala sie,
ze ojciec mieszka z nia, jest juz tak od 3 tygdoni, wszyscy to ukrywali przede
mna, wiedzieli jaka bedzie moja reakcja,
ja... ja zaniemowilam, nie chcialam z nikim rozmawiac, nie moglam sie
uspokoic, nie spalam 2 dni, przypominalam sobie co z nim przezylismy...ja nie
moge w to uwierzyc, ze mama sie na to zdecydowala..

wyszla taka sytuacja, ze ojciec znalazl sie na ulicy, powiedzial, ze nie
bedize pil, mama mu uwierzyla,
boze jaka ona jest naiwna, on nie pracowal juz chyba z 10 lat, ona musi go
utrzymywac, nigdy nie wykazal checi do leczenia, nigdy nie pokazal, ze chce
sie poprawic, nigdy..
koszmar...

tak sie o nia boje, nie moge spac, nie moge spokojnie zyc, chcialam wrocic do
domu, do mojego domu, nie wroce juz, nie wyobrazam sobie z nim zyc, nie
wyobrazam sobie spojrzec na niego, ja sie go tak boje, nienawidze go nie moge
zniesc mysli, ze on jest w moim domu,

moj straszy brat sie wyprowadzil, dzwonilam do niego, powiedzial, ze to moja
wina, ze ich zostawilam, ze mam przyjechac i cos z tym zrobic, poczulam jakby
mi ktos wbil noz w serce,
wszyscy mi mowili zebym wyjechala, zebym sprobowala zyc gdzies indziej, mysle,
ze mieli nadzieje, ze moze wyzdrowieje jak wyjade, jak zmienie otoczenie
(choruje na bulimie 7 lat),
a teraz on ma do mnie pretensje...

nie wiem, na prawde nie wiem co mam robic,

wiem jak to bedzie, przez niego znowu mama sie zadluzy, nie bedzie miec na
oplaty, na rachunki, on bedzie kradl jej pieniadze i jak ja mam zyc z ta mysla
tutaj?
nie moge!!
po prostu nie moge!!

za 2 tygodnie mam 10 dni urlopu, bilet do polski kupilam juz bardzo dawno, a
teraz nie wiem czy jechac, boje sie, tak sie boje, nie chce go widziec
nie wiem co robic...
jak mam jej pomoc? ona wierzy , ze on sie zmieni, ona wciaz wierzy..., po tym
wszytskim wciaz wierzy.. nie rozumiem,
przeciez wyrzadzil jej tyle krzywdy, nie chce nawet sobie przypominac jak ja
traktowal...

co mam zrobic? jak zyc zeby nie zwariowac? jak jej pomoc?
    • magtomal Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 28.02.07, 16:57
      To są wybory Twojej Mamy, jej decyzje. Ty masz już swoje życie. Nie możesz czuć
      się odpowiedzialna za decyzje Twoich Rodziców! Gdy czyta się to, co napisałaś ,
      odnieść można wrażenie, że zamieniłaś się z Mamą rolami. Np. to:> wyjazd byl
      dla mnie trudna decyzja, strasznie sie martwilam, ze zostawiam
      > mame - przecież to mogłaby napisać matka niedorosłego dziecka!

      > moj straszy brat sie wyprowadzil, dzwonilam do niego, powiedzial, ze to moja
      > wina, ze ich zostawilam, ze mam przyjechac i cos z tym zrobic, poczulam jakby
      > mi ktos wbil noz w serce,

      Brat wmawia Ci winę; mam wrażenie, że po to, by zrzucić z siebie
      odpowiedzialność. Sam się wyprowadził (i dobrze), dlaczego więc uważa, że Ty
      jesteś czemukolwiek winna. A co - miałaś całe życie mieszkać z Mamą i pilnować,
      by nie podjęła złej decyzji?

      Zdystansuj się trochę od tego, co dzieje się w domu. Pozwól rodzicom być
      dorosłymi i ponosić konsekwencje swoich czynów. A Ty twórz własne życie - za
      nie jesteś odpowiedzialna i na nie masz wpływ.
      • paddinktun Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 28.02.07, 18:10
        Magtomal udzielila Ci bezcennej, niezwykle madrej rady. Podpisuje sie pod tym.
        Przetnij pepowine z matka, ciesz sie, ze ojciec juz nie dreczy Twojej Babci.
        Zadbaj o nia, zaopiekuj sie nia. Starsi ludzie tego potrzebuja i zasluguja na
        to.
      • dzena Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 17.07.07, 14:05

        udało ci sie wyjechać, żyć własnym życiem! nie zmarnuj tego. to jest wybór
        twoich rodziców jak żyją.

        byłam w podobnej sytuacji(mam 19 lat). wyprowadziłam sie od rodziców(obydwoje
        są alkoholikami i sie do tego nie przyznają) do starszej siosty. wprowadziłam
        sie do niej z chłopakiem (siostra żadko była w polsce, przebywała z mężem w
        Angli) opiekowaliśmy sie mieszkaniem. ciągle o nich myślałam codziennie ich
        odwiedzałam. kłóciłam sie o to z moim chłopakiem, że wyżądzili mi do tej pory
        tyle krzywdy a ja dalej ich polnuje jak małych dzieci. miał racje to był mój
        życiowy błąd! byłam od nich uzależniona. dzięki pomocy mojego chłopaka prawie
        to zwalczyłam i mam nadzieje że misie uda od nich uwolnic.
        nie popełniaj tego samego błędu.

        pozdrawiam.
    • aaugustw Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 28.02.07, 17:17
      Noelka84, dziecko drogie, gdybys Ty wiedziala jak to Twoje zycie
      wypadlo z trybow...
      Poczytaj dokladnie to co napisala Magtomal i... ratuj siebie...!
      Ty nie widzisz tego, ale Ty przejelas dorosla role za wszystkich.
      Jestes egoistycznie (naturalnie nieswiadomie) wykorzystywana
      przez Twoich bliskich - takze przez Twoja matke...!
      Przeciez ona chce ojca w domu. Inaczej nie zgodzilaby sie na to...
      Jezeli jestes w Londynie podaje Tobie wykaz Mityngow -
      pojdz tam prosze. Uratuj siebie... A innym pozwol zyc, tak jak
      tego sami chca...!
      mityngi w Londynie
      (tam spotkasz cudownego mlodego ksiedza z Polski - Darka, ktory jest
      naprawde dobry w tym fachu. Studiowal te problematyke i to on
      zalozyl wiekszosc tych grup w Londynie:

      DDD (Dorosłe Dzieci Dysfunkcji)
      DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików)

      Poniedziałek
      Godź. 19:00 – 21:00

      Polski Kościół
      NMP Matki Kościoła
      sala Maksymiliana Kolbego
      2 Windsor Road
      London W5 5PD

      Stacja metra: Ealing
      Linia: Central (czerwona)
      District (zielona)
      Kierunek: Zachód

      *******************************

      Środa
      Godź. 20:15 – 22:15

      Polski Kościół
      NMP Matki Kościoła
      Sala ks. Jerzego Popiełuszki
      2 Windsor Road
      London W5 5PD

      Stacja metra: Ealing
      Linia: Central (czerwona)
      District (zielona)
      Kierunek: Zachód

      Kontakt:
      Piotrek
      kom. 078 00 73 06 35

      ********************************
      AL-Anon (Osoby Współuzależnione)

      Piatek
      Godź. 20:00
      mityng otwarty

      Polski Kościół
      NMP Matki Kościoła
      sala Maksymiliana Kolbego
      2 Windsor Road
      London W5 5PD

      Stacja metra: Ealing
      Linia: Central (czerwona)
      District (zielona)
      Kierunek: Zachód

      Kontakt:
      Marysia
      kom. 077 42 10 56 44

      Dorota
      dom. 020 72 52 82 18
      kom. 079 32 99 65 30

      • addicted11 nieciekawie 28.02.07, 17:32
        jestes ofiara emocjonalnego szantazu.

        tko szantazuje- nie wiem, czy ty sama siebie czy matka ciebie, na pewno brat.

        to nie jest latwe, ale wiedz o tym- jestes szantazowana.

        latwo powiedziec zostaw matke, ale naprawde to jest jedyne wyjscie.
        tylko ze taka "twardosc" moze cie duzo kosztowac.

        atka "na zlosc babci odmtraza sobie uszy2# to niech przynajmniej tobie nie
        odmraza.

        pomysl tak:
        spierniczyli Ci mlodosc, musisz paletac sie przez nich za granica a jeszcze w
        urlop zamiast odpoczac gdzies na Kanarach musisz jezdzic i sie martwic chorymi
        klimatami w domu.

        Zycze troche albo i wiecej zdrowego egoizmu.

        • myszabrum Re: nieciekawie 28.02.07, 18:20
          Addi. Może się mylę, ale chyba pierwszy raz na tym forum zająłeś się CZYIMŚ
          kłopotem. Jestem zbudowana :)
          • cortona Re: nieciekawie 01.03.07, 07:49
            myszabrum napisała:

            > Addi. Może się mylę, ale chyba pierwszy raz na tym forum zająłeś się CZYIMŚ
            > kłopotem. Jestem zbudowana :)

            Przecież to nie żaden Addi ani Wolny tylko jakiś kompletnie nieznany
            Addicted11. Nie mam pojęcia kto to jest...
          • addicted11 Re: nieciekawie 01.03.07, 12:23
            myszabrum napisała:

            > Addi. Może się mylę, ale chyba pierwszy raz na tym forum zająłeś się CZYIMŚ
            > kłopotem. Jestem zbudowana :)


            ciesze sie ze jestes zbudowana chociaz sie nieco mylisz, bo juz kiedys pare
            razy wypowiadalem sie w nie swojej sprawie.
            wypowiadalbym sie kiedys czesciej tylko ze jak raz czy drugi cos napisalem to
            zaraz jak rzep u psiego ogona pojawial sie August albo rauchen i drwili, po co
            mi to i po co komu.
            dziwie sie ze tu jeszcze nie ma.

            • aaugustw Re: nieciekawie 01.03.07, 14:07
              addicted11 napisał:

              > > myszabrum napisała:
              > > Addi. Może się mylę, ale chyba pierwszy raz na tym forum
              zająłeś się CZYIMŚ kłopotem. Jestem zbudowana :)
              >
              > ciesze sie ze jestes zbudowana chociaz sie nieco mylisz...
              >...pare razy wypowiadalem sie w nie swojej sprawie.
              > wypowiadalbym sie kiedys czesciej tylko ze jak raz czy drugi cos napisalem to
              > zaraz jak rzep u psiego ogona pojawial sie August albo rauchen...
              ____________________________________________________________________.
              Addi i tym swoim mailem zabrales mi znowu nadzieje na to, ze cos tam
              u Ciebie drgnelo...!
              A...
    • zyg_zyg_zyg Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 28.02.07, 18:55
      Noz mi sie w kieszeni otwiera jak mysle o takim bracie... wrrr... Nie bede
      powtarzac tego, co napisali moi przedmowcy, moge przytaknac. Poszukaj w necie
      czegos o DDA - moze jakos latwiej Ci bedzie, kiedy zobaczysz, ze Twoja postawa,
      uczucia, poczucie winy lub odpowiedzialnosci za Mame sa "typowe" dla DDA? Ze
      mozna pracowac nad wylaczeniem takich mechanizmow i zajac sie swoim zyciem.
      Zajmij sie soba.
    • e4ska Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 28.02.07, 23:47
      Zastanawiam sie, czy to geny, czy wychowanie, czy środowisko, czy zbieg
      okoliczności - jak to się dzieje, że tylu ludzi - na pozór porządnych i
      rozsądnych - nie ma własnego życia. Są jak martwe księżyce, świecą bielą
      skradzioną i mamią naiwnych ustawiczną krzywdą, jaka im się dzieje i dzieje... a
      tymczasem nic w nich nie ma - oprócz strachu, że ci, których się uczepili,
      zechcą kiedyś się uwolnić.

      Jak to, 23-letnia kobieta, z jakimiś depresjami i modną bulimią, wykreowała się
      we własnym mniemaniu na stróża swojej matki. Rządzić matce - kobiecie w końcu
      pełnoletniej, prawda? - co za piękna misja, jakie poświęcenie... jakie to rady
      matce może dać córka - kontrolerka z bożej łaski i własnego nadania?

      Co to jest? nienawiść do ojca, chęć udowodnienia mu, że sczeźnie - a tu figa z
      makiem. Poczucie niesprawiedliwości - ten, przez którego się płakało, którego
      się bało - teraz ważniejszy dla matki niż córka? A czemu by nie? Długo kobieta
      czekała na te chwile, kiedy uwolni się od szpiegujących oczu i zrobi to, na co
      ma ochotę. Ma prawo do błędu - jej prawo - nie robi niczego niemoralnego. Będzie
      płakać - niech płacze - może tego jej trzeba? Niech sama spróbuje - nie
      przeszkadzaj jej, córko, stwórz sobie własne życie, nie bądź złodziejem cudzych
      tajemnic... to matki sprawa. Kto wie, czy pięć minut z facetem więcej szczęścia
      jej nie dało niż z tobą miesiące... Robisz z niej - kogo? niezaradną idiotkę. A
      matka - póki sama nie spróbuje, nie zobaczy, co dla niej korzystne - będzie do
      śmierci żałować, że nie zaryzykowała... bo zawsze przeszkadzały dzieci...

      no w końcu - zejdźcie jej z pleców - ty i bracia. Zadusić się można taką opieką...

      do czego przyzwyczailiście matkę? Że zawsze jej błędy spadają na dzieci, ze ona
      może sobie być głupiątkiem, wypłacze się przed córeczką ... i za nic nie
      odpowiada, taka bezradna, taka... i wespół tkwicie w chorym układzie, grając
      swoje role z uporem godnym lepszej sprawy.

      A córka dorosła wciąż wraca do pieluszek, w czym ją podtrzymują usłużne
      psychologi... najłatwiej swoje usterki zrzucić na karb dzieciństwa i roztkliwiać
      się nad starą niedolą. Na obcej ziemi bywa ciężko - i fajniej wracać w glorii
      poświęcającego się anioła dobroci aniżeli w postawie kogoś, kto się do roboty
      angielskiej nie nadaje... okłamać siebie, że niby powód jest.

      Tak też wolno zobaczyć niektóre sprawy... tak to postrzegam - wielka krzywda
      starzejących się kobiet - zawsze zmuszanych do ustępstw, wiecznie
      niedorosłych... bez prawa do intymności, z wszędobylskimi dziećmi-despotami,
      które... zawsze na posterunku, gotowe lecieć na ratunek, chociaż nikt o niego
      nie prosi.
      • sarkoid ----- 01.03.07, 02:32
        Noelka-słowa Eski też uważne poczytaj...bo wśród osob tu piszących dowiesz sie
        wiele prawdy-i to tej gorzkiej-tej którą chowaja przed Tobą psycholodzy i inni
        im podobni licząc na Twoją kasę. Oni "ubiorą" słowa Eski w ładne zdania i
        przepiszą Ci recepty na depreche-co byś się lepiej poczuła i zrzuciła ciężar
        jaki założyła Ci rodzina na barki.
        piszesz, że wyjechałaś aby się spełnić zawodowo! Miłość do rodziców jest wielka-
        zwlaszcza Twoja do matki, ale czy Ty poświęcając sie dla niej odebrałaś choć
        troche od niej? Fakt, że Cię wychowała i pomogła zdobyć wykształcenie nie
        zwalnia jej z obowiązku abyś brała odpowiedzialność za jej czyny!
        Co Ci dał ten układ-alkohol-ojciec-matka-Ty?
        piszesz o swoich chorobach--co jeszcze Cię czeka? Można rodzicom pomagać ale
        jak to chcesz zrobić? Przyjedziesz do domu-potupiesz nóżkami-ojcie pójdzie w
        tango-matka zaleje się łzami---zabierz ją ze sobą do Londynu!
        Przypuszczam, że mama się nie zgodzi bo osobom w średnim wieku raczej nie za
        bardzo się chce przesadzać korzenie-ale może to Was uwolni? Jeśli Twoja matka
        jest taka czuła, to bez trudu pomoże wychować "dziatki" Anglików
        Szczerze Ci współczuje-ale postaw na swoim-jesteś tego blisko!
      • paddinktun Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 12:13
        e4ska a jakie Ty masz modne uzaleznienie? Alkoholizm? Narkomanie? Kto dal Ci
        prawo mowic, ze bulimia to moda? Kto dal Ci prawo mowic, ze nieszczesliwe
        dziecinstwo nie wykoslawia zycia? Reprezentujesz jakis rewolucyjny nurt w
        psychologii?
        • sarkoid Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 12:18
          i takie są całkiem dobre-te nowe nurty psychologii?
          -paddinktun-nie wiesz co to wolność wypowiedzi?
          • paddinktun Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 12:47
            Wolnosc polaga na obrazaniu i lekcewazeniu innych? Nie, to brak wyczucia a nie
            wolnosc.
            Nie miesci mi sie w glowie jak osoba uzalezniona moze byc pozbawiona empatii i
            nazywac bulimie moda. Przeciez zdrowienie nie polega na wyzbywaniu sie
            czlowieczenstwa.
            • sarkoid Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 13:04
              Ja wiem? czy to obrażanie? to inne spojrzenie na ta osobę. Wiele osób aby
              wytłumaczyć swoje samopoczucie stara się na siłe wmówić sobie choroby.A później
              jest tak-źle się czuje---to ..pyk wezme tableteczkę...ale dzisiaj jestem
              rozkojarzony..pyk tableteczkę..a organizm się oszukuje tymi tableteczkami.
              Jeśli Noelka, ma aż takie kłopoty zdrowotne to powinna się zastanowić nad swoim
              dalszym życiem-nie sądzisz? Czy dobrym rowiązaniem jest wrócic i naprawiać
              świat swoim kosztem? Ona już tym wszystkim się dusi! Przecież wszyscy w jej
              rodzinie (wg słów autorki) liczą na nią! Na kogo zrzucili winę za to wszystko?
              Dziewczyna ma zszarganą psychikę-a do kogo ona się zwróci aby jej pomóc? My
              swoimi radami tak z daleka możemy jej wskazać jakies rozwiązanie-ale za nią nie
              zrobimy tego. Najłatwiej doradzać! A kto udźwignie jej ciężar!?
              Słowa Eski byly dosadne i o to chodzi-ja tez kiedyś potrzebowałem by mi
              ktoś "dał po pysku" abym mógł inaczej spojrzec na życie!
              ale jeśli uważasz to jako atak na Noelkę to jesteś bardzo delikatny..
              a życie jak widać jest brutalne!
          • aaugustw Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 13:58
            sarkoid napisał:

            > -paddinktun-nie wiesz co to wolność wypowiedzi?
            ________________________________________________.

            Ta wolnosc jest wolnoscia slepej uliczki...!
            A...
        • aaugustw Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 13:53
          paddinktun napisała:

          > e4ska a jakie Ty masz modne uzaleznienie? Alkoholizm? Narkomanie? Kto dal Ci
          > prawo mowic, ze bulimia to moda? Kto dal Ci prawo mowic, ze nieszczesliwe
          > dziecinstwo nie wykoslawia zycia? Reprezentujesz jakis rewolucyjny nurt w
          > psychologii?
          __________________________________________________________.
          Ten nurt (jak piszesz) jest dopasowany do wlasnej sytuacji!
          A...
        • e4ska Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 17:38
          Jestem obecnie abstynentką, uzależnienie to przeszłość. Jak zacznę pić, to sie
          uzależnię znów - czego robić nie zamierzam.

          Kto słyszał o bulimii 20 lat temu? Nagle obżartuszki, które bulimują, są
          chore... niech tam będzie. Wszystko jest chorobą - w dodatku psychiczną.

          Nieszczęsliwe dzieciństwo nie wykoślawia życia w stu procentach- za to w stu
          procentach wykoślawiają je psychiatrzy i terapeuci, usprawiedliwiając
          niezgulstwo i niedojdowatość przeżyciami z dzieciństwa - ale to sprawa ich
          sumienia i postaw pacjentów.

          Nurty psychologii mnie nie interesują. Większość - wszyscy niemal z moich
          znajomych - olewają psychologów. No, chyba że nie masz pracy i idziesz tam,
          gdzie ci testy robią - ale to już inna działka. Psychiatra jest potrzebny do
          załatwienia sobie renty czy uniknięcia odpowiedzialności karnej - np. w
          skarbówce.

          "Wolnosc polaga na obrazaniu i lekcewazeniu innych? Nie, to brak wyczucia a nie
          wolnosc.
          Nie miesci mi sie w glowie jak osoba uzalezniona moze byc pozbawiona empatii i
          nazywac bulimie moda. Przeciez zdrowienie nie polega na wyzbywaniu sie
          czlowieczenstwa".

          Znaczy - wyzbyłam się człowieczeństwa, ponieważ napisałam, że jeśli córka wtrąca
          sie do spraw matki, jest to nie w porządku... Czyli - dorosła kobieta nie ma nic
          w głowie poza tym, czy aby tatuś nie zrobi mamusi kuku - aaaaaa, zaiste i owszem
          - bardzo dobrze.

          Moim zdaniem - daj żyć innym ludziom, nie właź im z butami do spraw intymnych,
          dzieciństwo raz skończone - zamknij i myśl o dniu dzisiejszym...

          matka ma prawo do przyjęcia męża - czy to się córce podoba, czy nie. natomiast -
          ponieważ matka jest przyzwyczajona do egoizmu wobec córki - że ta będzie nad
          mamusią latać - zatem córka... dla dobra matki - powinna wziąć na wstrzymanie i
          siedzieć w Anglii jak najdłużej. Takie jest moje spojrzenie - nie wiem, co tu
          dziwnego - napisz, jak ty postrzegasz sprawę, a nie wyjeżdżaj z człowieczeństwem
          - ani nie oceniaj forumowiczów... gdyż - na 99 procent - korzystasz z pomocy
          psychologów lub coś w tym stylu, więc będziesz miała "ale" do Eski, która pomoc
          psychologiczną uważa w wielu przypadkach za zbędną, a nawet szkodliwą.
          • koniec_z_tym1 Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 02.03.07, 22:16
            To, ze nie slyszalas o czyms 20 lat temu droga forumowiczko, nie znaczy, ze to
            nie istnialo ;)
            Na ten post: "Nie miesci mi sie w glowie jak osoba uzalezniona moze byc
            pozbawiona empatii i nazywac bulimie moda. Przeciez zdrowienie nie polega na
            wyzbywaniu sie czlowieczenstwa".
            Odpowiedzialas: "Znaczy - wyzbyłam się człowieczeństwa, ponieważ napisałam, że
            jeśli córka wtrąca sie do spraw matki, jest to nie w porządku".
            Odpisalas nie na temat. Nikt nie stwierdzil, ze blednie wypowiedzials sie w
            kwestii relacji matka, corka. Chodzi o to, ze nazwalas bulimie moda, a teraz
            jak widze kontynujesz ten tok myslenia piszac cos o obzartuszkach... Mnie tez
            to zaskoczylo. Wyobraz sobie, ze wejde na watek np. zk (nie wiem czy dobrze
            pamietam nick). Niezwykly, poruszajacy, madry watek. Watek, dla ktorego czytam
            czasem to forum. I wyobraz sobie, ze pisze jako osoba nieuzalezniona od
            alkoholu do zk per - moczymordko, ktory dla radosci chlania nazywa swoj obled
            choroba alkoholowa... Co bys sobie o mnie wtedy pomyslala? Rozumiesz teraz
            nasze zdziwienie? Wiecej tolerancji forumowiczko, nie tylko dla uzaleznienia
            przez ktore przeszlas sama. I zeby byla jasnosc - zgadzam sie z twoimi radami i
            ocena sytuacji autorki watku. I nie twierdze, ze autorow takich postow nalezy
            glaskac po glowie, klepac po pleckach. Jest mi jednak przykro, ze pamietam
            twoje posty do zk, madre, cieple, empatyczne. Teraz zadziwilas mnie ignorancja
            i ironia wobec innego uzaleznienia.
            • myszabrum Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 03.03.07, 04:20
              Otóż to.
            • e4ska Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 04.03.07, 00:49
              Konsekwencja... Końcóweczko droga...
              Ja nie nazywam alkoholizmu chorobą. Nazywanie alkoholizmu chorobą pomaga pijakom
              usprawiedliwiać swoje lenistwo umysłowe - czyli głupotę.
              Piłam - bo byłam głupia - aż dostałam takiego kopa, że zmądrzałam. Za żadną
              chorą się nie uważam, po prostu przyjęłam do wiadomości fakt: mój organizm nie
              może dostać porcyjki alkoholu - no to mu nie dostarczam. Żadnych cierpień z tego
              powodu nie ponoszę - przeciwnie.

              W świetle współczesnych litościwych teorii nie ma już głupich, są tylko chorzy.
              Ale ja jestem staroświecka. I pozostanę przy swoim. W tym czy w innym
              przypadku, kiedy człowiek wyrzeka się swojego rozumu i nie panuje nad sobą - to
              jest zachowanie nierozumne.
              • koniec_z_tym1 Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 05.03.07, 00:32
                chym, nie nazywasz alkoholizmu choroba? Teraz lepiej rozumiem twoje
                wczesniejsze wypowiedzi. Sadzilam, ze to drwina wylacznie z bulimii i
                wylaczenie jej poza nawias uzaleznien. Trudno nie zgodzic sie z tym co
                napisalas- trwanie w uzaleznieniu to glupota. Moze taka metoda - obuchem w leb:
                zmierz sie ze swoja glupota i badz zdrowy i madry albo chory i glupi (bo tak to
                zrozumialam)- jest faktycznie skuteczniejsza? Nie wiem, ale to jest jakis
                pomysl, jakies jest wyjscie i bede sie nad tym zastanawiac. Sadze jednak, ze sa
                osoby, w danej chwili tak zakrecone, ze same nie dadza sobie rady. Wierze, ze
                warto ratowac sie na wszelkie sposoby, ktore nie krzywdza innych. Warto
                konsultowac sie i rozmawiac z madrymi osobami. A jest ich calkiem sporo,
                rowniez wsrod psychologow. W kazdym razie dziekuje za wyjasnienie.
      • aaugustw Re: Żyć cudzym życiem - bo nie ma własnego 01.03.07, 13:50
        e4ska napisała:
        > Zastanawiam sie, czy to geny, czy wychowanie, czy środowisko, czy zbieg
        > okoliczności...
        _____________________________________________________________.
        Nie zastanawiaj sie Eska, to nie zbieg okolicznosci, to efekt
        tej choroby alkoholowej, ktory dziala w kazdym domu - bez wyjatku...!
        Gdybys byla alkoholiczka, takze w Twoim domu bylby ten sam efekt.
        Nie widza go tylko sami domownicy...!
        A...
    • addicted11 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 01.03.07, 12:28
      co mam zrobic? jak zyc zeby nie zwariowac? jak jej pomoc?


      ostatnie pytanie- tak jak pisza inni- nie pomagac.

      jak jej pomoc- tak powinnas pomyslec o sobie.

      a ten brat to rzeczywiscie kawal drania.
      taki tekst, wracaj siostro i zajmuj sie tym skoro zajmowalas sie 23 lata to
      dalej,




    • jerzy30 oddaj bilet i nie jedz - a te 10 dni zob sobie url 04.03.07, 13:13
      urlop z dala od domu - wyspy kanaryjskie - Ty ni pomozesz w zadnym przypadku -
      jak ojciec chla to chlac bedzie - tym bardziej ze ma opieke, zarcie i mete
      • jerzy30 i jeszcze - "Nazywanie alkoholizmu chorobą pomaga" 04.03.07, 13:20
        "Nazywanie alkoholizmu chorobą pomaga pijakom
        usprawiedliwiać swoje lenistwo umysłowe"
        GDYBY GLUPOTA UMIALA LATAC TO AUTOR TYCH SLOW DAWNO BY BUJAL W KOSMOSIE
        • aaugustw Re: i jeszcze - "Nazywanie alkoholizmu chorobą po 04.03.07, 13:26
          jerzy30 napisał:

          > "Nazywanie alkoholizmu chorobą pomaga pijakom
          > usprawiedliwiać swoje lenistwo umysłowe"
          > GDYBY GLUPOTA UMIALA LATAC TO AUTOR TYCH SLOW DAWNO BY BUJAL W KOSMOSIE
          ________________________________________________________________________.
          Do takiej mysli mogla dojsc tylko Eska...! ;-))
          A...
          Ps. Nazwanie siebie alkoholikiem, (nie w formie przezwiska),
          pomoglo mi bardzo...
        • e4ska Re: i jeszcze - "Nazywanie alkoholizmu chorobą po 04.03.07, 13:51
          Dobrze, Jerzy - ty piłeś, bo byłeś chory. Ja piłam, bo byłam głupia.
          Ty wciąż jesteś chory - śmiertelnie. Ja jestem zdrowa - tylko że odrobinę
          mądrzejsza: z wódką nie ma żartów. Jeśli picie przestaje sprawiac przyjemnośc, a
          od butelki oderwać się trudno - fakt - to jest konsekwencja własnej głupoty.

          Uznanie pijaństwa za chorobę pozwala egzystowac rzeszy terapeutów, psychiatrów,
          parpowców, urzędasów takich i owakich... rentki państwo daje, l-ileś państwo
          daje, wikt i opierunek państwo daje - no i komu dobrze, to niech sobie chwali.
          Niech rozpoczyna dziesiątą terapię... idzie na tysięczny mityng... i skowyczy od
          czasu do czasu - w nawrocie czy suchym kacu.

          Kto ma tu skrzydła?

          W ogóle: może byś, drogi Jerzy, zmienił nieco repertuar powiedzonek - wprost lub
          parafrazy powiedzonka z czeskiego zamierzchłego serialiku - tutaj i na innych
          forach uzaleznieniowych lały się niczym gołębie łajno - ze sto razy. Że uznano
          alkoholizm za chorobę - przeciez nowoczesne spoleczeństwo musi co nieco zrobic
          z takimi jak ty, prawda? no to uznali cię za chorego. Kiedyś mogłbyś wisieć -
          np. w XVI-wiecznej Anglii pijoków włóczęgów wieszano pod byle pretekstem -
          zwędził jajo spod kwoki - szubienica. Zawszeć to taniej niż fundowanie terapii
          -----:)
          • jerzy30 tez tam uwazam - wszystkich alkoholikow 04.03.07, 19:43
            postawic pod sciane i seria z kalacha - po co sie maja meczyc i obciazac
            spoleczenstwo swoja choroba - tak samo trza zlikwidowac chorych na aids [sami
            sa sobie winni] chorych na raka [po co palili papierosy] i tak dalej -
            Jestes "zdrowa" dopoki ponownie nie "zgłupiejesz" - czyli wszyscy co pija to
            głupcy - ciekawa teoria -
            Pojecia o uzaleznieniach to Ty nie masz kompletnie - nawet pomimo czytania tego
            forum
            Pa, zdrowko - ide na tysieczny mityng, pozwolic egzystowac rzesze popaprancow i
            urzedasow z AA, moze sobie rentke przy okazji wyrobie
            • e4ska Re: tez tam uwazam - wszystkich alkoholikow 05.03.07, 00:46
              "Pojecia o uzaleznieniach to Ty nie masz kompletnie - nawet pomimo czytania tego
              forum"
              Mylisz się. Ja nie zgadzam sie na teorię alkoholizmu taką, jaką serwuje terapia
              minnesocka i przestarzałe AA. Uważam tę teorię za niespójną, fragmentaryczną i
              szkodliwą - w odniesieniu do wielu pijaków. Założenia znam - i nie akceptuję
              ich. Za szczególnie szkodliwe uważam wmawianie pijakom, że samodzielne
              trzeźwienie jest pomyłką - i że się nie uda.

              Jerzy: ty, znawca problemu - ilu znasz ludzi, którzy samodzielnie wyszli z
              pijaństwa? Jak to zrobili? Rozmawiałeś z nimi? znasz ich biografie?
              Interesowałeś się tym?
              Co wiesz o osobach, które przestały pić bez terapii i AA?
              • addicted11 grzech czy choroba? 05.03.07, 09:08
                W. Osiatynski, osoba znana z zaangazowania w ruch AA, powiedzial kiedys tak
                mniej wiecej: jedni nazywaja alkoholizm choroba, inni nalogiem, ja nzawalbym go
                stanem umyslu".


                • aaugustw Re: grzech czy choroba? 06.03.07, 15:44
                  addicted11 napisał:

                  > W. Osiatynski, osoba znana z zaangazowania w ruch AA, powiedzial kiedys tak
                  > mniej wiecej: jedni nazywaja alkoholizm choroba, inni nalogiem, ja nzawalbym
                  go stanem umyslu".
                  _____________________________________________________.
                  Czy moglbys podac strone, na ktorej on to napisal...!?
                  A...

    • noelka84 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 06.03.07, 09:46
      jest bardzo zle...
      nie wiem co mam robic
      tak sie tutaj zamartwiam, ze nie daje juz rady,
      chyba wolalabym byc tam, w tym domu, z tym ojcem pijakiem, ale wiedzialabym, ze
      nic sie nie dzieje mamie zlego...
      wiem, ze to co pisze wydaje sie niektorym smieszne i zalosne, ale tak sie
      strasznie o nia boje...

      wczoraj z nia rozmawialam, przyznala sie, ze znowu zaczal strasznie pic,
      chyba wreszcie przejrzala na oczy, ze jednak on sie nie zmieni,
      powiedziala, ze nie ma sily go wyrzucic, bo nie wie gdzie on pojdzie,
      no wlasnie jak to jest wyrzucic czlowieka na bruk?
      teraz w obecnej chwili mysle, ze nie mialabym skrupolow wystawic mu rzeczy za
      drzwi...ale obawiam sie, ze jak tam pojade to paniczny strach nie pozwoli mi na
      nic... zawsze sie go tak balam, ze wogole nie potrafilam na niego patrzec,
      unikalam go jak moglam, jak bylam w domu to tylko przebywalam w swoim pokoju...

      tak wiec po tej rozmowie z mama czuje sie jeszcze gorzej, powiedziala, ze jest
      zalamana, nie wie co ma z nim robic, boze jak ja mam jej pomoc?
      mlodszy brat, ktory caly czas z nia mieszka ( ma 12 lat) napisal mi, ze nie moze
      spac, bo ojciec, lazi po domu, gada sam do siebie... i w tym momencie wszystko
      mi sie przypominalo, co on wyprawial....
      tak mo go zal, tak strasznie, nie chce zeby mial takie dziecinstwo jak ja mialam,
      nie wiem co robic...
      na prawde nie wiem...
      czuje sie okropnie, ze nic nie robie, ze mnie tam nie ma...

      widze tylko 2 wyjscia, wrocic do polski tak jak planowalam pol roku temu, ze
      wroce latem lub na jeseieni i zyc w tym domu z ojcem lub bez, ale z czystym
      sumieniem, ze jestem, ze ich nie zostawilam,
      no i drugie wyjscie zostac tutaj i probowac jakos ukladac sobie zycie, nawet nie
      ukladac, po prostu zaczac wreszcie zyc...

      ale wiem, ze zostajac w lonydynie bede wciaz myslec o domu, wiec czy to ma sens?

      nigdy, nigdy nie przypuszczalabym, ze ona popelni taki blad, przyjmujac go znowu,
      wiem, ze teraz zaluje, prawie sie wczoraj do tego przyznala.

      jak ja mam teraz jej pomoc?

      i jeszcze maly(mlodszy brat) powiedzial, ze chcialby zebym wrocila i z nimi
      mieszkala bo on nie chce byc z ojcem, boi sie go....
      serce mi sie kroilo po tym...

      na pewno 17 marca, tak jak planowalam lece na te kilka dni, ale co mam tam
      zrobic to nie wiem,
      boje sie, ze bedzie tak jak kilka lat temu, slyszac jego glos zamkne sie w
      pokoju i nie bede wychodzic, ze strach mnie sparalizuje...
      i nie wiem czemu sie go tak boje, mam ochote tak nawrzeszczec na niego,
      wykrzyczec wszystko, ale nie wiem czy bede potrafila...

      dziekuje wszytskim tym, ktorzy mi odpisali, bardzo szanuje wasze uwagi i rady,
      ale tak jak wiekszosc mi radzi nie robic nic, nie pomagac- nie ja tak nie
      potrafie, predzej zwariuje...

      tylko co mam zrobic? z jednej strony chce tam wrocic, a zdrugiej uciekac od domu
      jak najdalej...

      • aaugustw Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 06.03.07, 15:32
        noelka84 napisała:

        > jest bardzo zle...
        > nie wiem co mam robic
        > tak sie tutaj zamartwiam, ze nie daje juz rady,
        ________________________________________________.
        Noelka sa ludzie, ktorzy lubia jeczec, stekac i
        narzekac, ktorzy lubia sie zamartwianiac i ktorzy
        szukaja u innych wspolczucia, ale samemu nie rusza
        swego "kupra", zeby cos z tym problemem zrobic...
        Do takich ludzi nalezysz Ty...!
        Bylas choc pod jednym wskazanym adresem w Londynie,
        ktory polecilem Tobie...?
        Jezeli nie, a widze to po stylu pisma - Ty musisz cierpiec dalej...!
        A...
        • koniec_z_tym1 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 06.03.07, 16:13
          Noelko, chyba najpierw musisz zadbac o siebie, a potem martwic sie o innych.
          Czasem nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Taki grecki dramat. Przyjac ojca pod
          dach i cierpiec z powodu jego choroby, jego obecnosci. Czy nie przyjac, pozwolic
          zeby wyladowal na dworcu centralnym - i miec do konca zycia wyrzuy sumienia z
          tego powodu. To milosc jej zycia, ojciec jej dzieci. To wybor jej sumienia. I
          uszanuj to. Pomyslalas, ze ona moze cierpiec badziej jesli pozwoli mu wyladowac
          na centralnym? A pomyslalas jak ona moze cierpiec z powodu twojej choroby,
          twojego stanu ducha? Martwi sie tez o syna i corke... Chcesz jej ulzyc - zadbaj
          o swoje zdrowie. Pozbadz sie bulimii - czyli nerwicy. Czy wiesz, ze przez
          nerwice kazde zmartwienie powiekszasz dziesieciokrotnie? I cierpisz 10 razy
          mocniej i 10 razy dluzej? Ty tez jestes chora. I tez sobie z tym nie radzisz. Co
          robisz dla siebie? Dla swojego zdrowia? Jesli chcesz im pomoc sama musisz byc silna.
          • addicted11 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 07.03.07, 01:16
            koniec_z_tym1 napisała:

            > Noelko, chyba najpierw musisz zadbac o siebie, a potem martwic sie o innych.
            > Czasem nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Taki grecki dramat. Przyjac ojca pod
            > dach i cierpiec z powodu jego choroby, jego obecnosci. Czy nie przyjac,
            pozwoli
            > c
            > zeby wyladowal na dworcu centralnym - i miec do konca zycia wyrzuy sumienia z
            > tego powodu. To milosc jej zycia, ojciec jej dzieci. To wybor jej sumienia. I
            > uszanuj to. Pomyslalas, ze ona moze cierpiec badziej jesli pozwoli mu
            wyladowa
            > c
            > na centralnym? A pomyslalas jak ona moze cierpiec z powodu twojej choroby,
            > twojego stanu ducha? Martwi sie tez o syna i corke... Chcesz jej ulzyc -
            zadba
            > j
            > o swoje zdrowie. Pozbadz sie bulimii - czyli nerwicy. Czy wiesz, ze przez
            > nerwice kazde zmartwienie powiekszasz dziesieciokrotnie? I cierpisz 10 razy
            > mocniej i 10 razy dluzej? Ty tez jestes chora. I tez sobie z tym nie radzisz.
            C
            > o
            > robisz dla siebie? Dla swojego zdrowia? Jesli chcesz im pomoc sama musisz byc
            s
            > ilna.

            spojrzenie z innej strony- przekonujace jak dla mnie.
        • noelka84 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 06.03.07, 19:57
          nie widze sensu isc na takie spotkanie
          nie rozumiem jak mieliby mi tam pomoc?
          zreszta boje sie...
          nie potrafilabym mowic o sobie...
          • zyg_zyg_zyg Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 07.03.07, 11:03
            a z jakim zamiarem napisalas na tym forum?
            jakiego rodzaju pomocy oczekiwalas?
          • koniec_z_tym1 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 07.03.07, 13:17
            Noelko, ja bym poszla na te spotkania. Co tracisz? Wypowiadalo sie tu wiele
            osob, ze twoja postawa wobec mamy jest charakerystyczna dla DDA. Nie chcesz tego
            rozszyfrowac? Nie chcesz dowiedziec sie wiecej o tym mechanizmie? Moze jak o
            poznasz i nazwiesz to sie odczarujesz? Moze powielasz jakis schemat i dzieki tej
            wiedzy poznasz swoje nastepne kroki? Zrozumiesz swoje zachowanie, nabierzesz
            dystansu i wyskoczysz z tego kregu? A jesli faktycznie ci nie pomoga, jesli
            taka formula jest nie dla ciebie - ok. Szukaj innej, czytaj, rozmawiaj z ludzmi,
            ktorzy przez to przeszli, walcz o siebie. Nie chcesz mowic o sobie, nie
            potraficz. Boisz sie. Standard. To nerwica. Twoje posty to jedna wielka emocja
            - lek, strach, histeria. Mam dla ciebie dobra wiadomosc, rzeczywistosc
            obiektywnie nie jak taka zla - jak ja sobie projektujesz. Teraz bedzie ostrzej,
            slyszalas w glosie mamy jak z nia rozmawialas przez telefon strach. Wyczulas, ze
            ona juz chyba zaluje , ze przyjela ojca do domu. Nie pomyslalas, ze to strach o
            ciebie? Ze zaluje ze wzgledu na to co sie z toba przez to dzieje? Ona zaluje bo
            widzi, ze ty sobie z ta wiadomoscia kompletnie nie radzisz, wariujesz. Ona boi
            sie o nawrot, nasilenie sie twojej chorobu w tej sytuacji. Tak to widze. Twoj
            ojciec zrobil wiele glupstw, bo nie potrafil skonczyc ze swoim uzaleznieniem. Ty
            tez poki co tez przegrywasz z wlasnym nalogiem, i tez przez to robisz glupstwa.
            Tylko ty masz wladze nad wlasna glowa, psychika, uzaleznieniem. Tylko ty mozesz
            je zatrzymac. I to jest twoje zadanie. Pytalas czy powinnas wrocic teraz do
            domu. Moim zdaniem ty juz podjelas ta decyzje, chcialas wracac ale dowiedzialas
            sie, ze on tam zamieszkal i stad ta jazda. Moim zdaniem teraz nie powinnas
            wracac. Jestes zbyt rozemocjonowana. Nawet nie potrafisz o nim myslec a co
            dopiero z nim mieszkac. Najpierw zajmij sie soba.
          • aaugustw Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 07.03.07, 16:47
            noelka84 napisała:
            > nie widze sensu isc na takie spotkanie
            > nie rozumiem jak mieliby mi tam pomoc?
            > zreszta boje sie...
            > nie potrafilabym mowic o sobie...
            _________________________________________________________.
            Nie szukaj w tej chorobie (na razie) jakiegokolwiek sensu.
            Nie zrozumiesz tego nigdy, dopoki tam nie pojdziesz...!
            Nie boj sie, tam sa sami tacy, jak i Ty. A z ksiedzem Darkiem mozna konie krasc!
            Nie musisz tam nic mowic. Nikt nie prowadzi tam zadnego rejestru...
            Odwagi: A... ;-))
        • addicted11 Re: nie moge przyjac jej decyzj do wiadomosci... 07.03.07, 01:17
          aaugustw napisał:

          > noelka84 napisała:
          >
          > > jest bardzo zle...
          > > nie wiem co mam robic
          > > tak sie tutaj zamartwiam, ze nie daje juz rady,
          > ________________________________________________.
          > Noelka sa ludzie, ktorzy lubia jeczec, stekac i
          > narzekac, ktorzy lubia sie zamartwianiac i ktorzy
          > szukaja u innych wspolczucia, ale samemu nie rusza
          > swego "kupra", zeby cos z tym problemem zrobic...
          > Do takich ludzi nalezysz Ty...!
          > Bylas choc pod jednym wskazanym adresem w Londynie,
          > ktory polecilem Tobie...?
          > Jezeli nie, a widze to po stylu pisma - Ty musisz cierpiec dalej...!
          > A...


          mylisz sie, ruszyla kuper bo tu napisala.
          oczywiscie mozna zawsze ruszyc kuper bardziej, ale o nie ma konca.
Pełna wersja