Dodaj do ulubionych

Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu

01.04.07, 10:35
Witam Was!
Kiedys pisałem na tym forum o "dylemacie" chodzenia na mityngi. Traktowałem to jako zło konieczne. To był pierwszy z symptomów prowadzących do nieuchronnego zapicia.
A teraz chcę podzielić się z Wami moją radością. Dzień 24 marca był pierwszym ŚWIADOMYM dniem po zapiciu i trzeżwieniu dnia następnego. To zapicie bardzo przeżyłem zarówno duchowo jak i emeocjonalnie. Nie ukryłem tego faktu na terapii, na którą uczęszczam. Poniosłem konsekwencje i... zrobiło mi się lżej.
Może zabrzmi to trywialnie, ale "coś" we mnie pękło. Zacząłem bardziej zastanawiać się nad samym sobą, analizować siebie i zdałem sobie sprawę, że do tej pory bawiłem się życiem, ulegałem różnym emocjom nie analizując ich pochodzenia. Zacząłem dbać o swój wygląd i ... powolutku odbudowywać miłość do samego siebie. Zacząłem traktować siebie serio, a p[rzede wszystkim kłamać i oszukiwać najbliższych. Bardzo krzywdziłem moją matkę, siostrę i dziewczynę, która NIGDY nie powiedziała "rozstajemy się". Zrozumiałem, że NIE WOLNO i NIE CHCĘ tak żyć!
Ten krótki okres czasu to dla wielu żaden okres w abstynencji, ale dla mnie to bardzo wiele znaczy.
Każdy kiedyś miał ten pierwszy dzień. Przyznałem, że jestem alkoholikiem i uczę się świadomie akceptować ten fakt. Wiem, że nie mogę "doskakiwać" do butelki. Znam swoje objawy głodu alkoholowego i wiem, czego chcę od siebie i co w życiu osiągnąć.
W poniedziałek idę na mityng, dziś kościół, praca na terapię i pobyt z rodziną i dziewczyną. Wieczorem teatr.
Wiele straciłem, ale wiele mogę zyskać! Mam dopiero 29 lat i 10 lat picia za sobą.
Życzę samemu sobie, żeby ta "okrągła" rocznica zakończyła ten smutny rozdział w moim życiu i życiu wszystkich, których kocham!

Za wszelkie słowa będę wdzięczny!

- Piotr
--------------------------------------------------
„Skorośmy słabi – pomagajmy sobie!
Nie mówmy temu, co upadł – nie chcę Cię znać”
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 01.04.07, 11:02
      trzezwiejacy napisał:
      > Za wszelkie słowa będę wdzięczny!
      > Piotr
      > --------------------------------------------------
      > „Skorośmy słabi – pomagajmy sobie!
      > Nie mówmy temu, co upadł – nie chcę Cię znać”
      ______________________________________________.
      I tak trzymaj "Trzezwiejacy Piotrze...!
      Ciesze sie razem z Toba... - Ciesze sie rowniez z tego,
      ze Twoi bliscy moze nigdy nie doznaja juz krzywd z Twojej strony.(!?)
      Ja tez krzywdzilem najwiecej tych, ktorych najwiecej kochalem... :-((
      Zazdroszcze Ci, ze odzyskales te laske trzezwosci i swiadomosc 9 lat
      wczesniej ode mnie...! (stracilem wiecej mojego zycia na "zlo").
      Na Ciebie czekaja teraz same bogactwa, ale to zalezy juz tylko od
      Ciebie czy zechcesz je odkrywac w swojej duszy dla siebie i bliskich...
      A...
      Ps. "Nie sztuka upasc, sztuka jest umiec powstac".
    • rauchen Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 01.04.07, 11:15
      Ja nie traktowalam meetingow w sensie zla koniecznego, przyjelam je bardziej
      jako koszt, moze jedyny drogi do trzezwosci.
      dzis mam 500ny dzien bez alkoholu, wiec taki okragly bardzo.
      kiedy patrze tak z perspektywy tych dni, te poniesione przeze mnie koszty byly
      male, naprawde male w porownajac z tym co za nie dostalam.
    • tenjaras Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 01.04.07, 11:36
      pozostaje tylko życzyć wytrwałości :-)

      w pierwszych dniach nie byłem zbyt świadom w co się wkręcam, wtedy chodziło mi
      o wykołowanie kogoś i bezpieczny powrót do picia, ale wyszło na to, że
      wykołowałem siebie i przestałem pić
      dość szybko odkryłem, że mogę być nie wiadomo jak zatraconym alkoholikiem, ale
      picie to mój wybór, mogę pić, ale równie dobrze mogę nie pić, a doskwierało mi,
      że nie potrafię panować nad sobą, że się ciąglę upijam, wpadam w ciągi i robię
      wtedy rzeczy, jakich wolałbym nie robić, żyłem wiecznym strachem
      więc gdy mi powiedziano prostą rzecz, a jakże wtedy dla mnie ważną, że jeśli
      nie ruszę danego dnia, ani odrobiny alkoholu, to mam absolutną pewność, że tego
      dnia się nie upiję, byłem uratowany, nagle się okazało, że nie muszę, że od tej
      pory mogę...
    • barsia24 Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 03.04.07, 20:47
      czesc! bardzo sie ucieszyłam, gdy przyczytałam Twoj list...dlaczego??? bo uwielbiam siłę i determinacje ludzi, którzy walcza ze swoimi słabościami....to ze sie nie poddaja, ze chca i moga zmieniac swoje zycie na lepsze....pragna brac los , zycie , zdrowie serio...pomimo iz tyle razy sie mogło nie udac...wierzysz ze bedzie dobrze!! ja tez wierze ze bedzie ok! Twoi bliscy tez wierza ze wygrasz...bo zycie mamy tylko jedno, a chemiczne pułapki sa najgorsze...na szczescie mozna! mozna!!! mozna!!!! je pokonac (tak jak mój tata 10 lat temu) 3mam kciuki za Pana good luck:)
    • e4ska Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 03.04.07, 22:03
      Ano, jak kto nie ma chęci ma mityng - znaczy - pić mu się chce.

      Ja na mityng nie mam ochoty od dwu lat co najmniej - i pic mi się nie chce.

      Według mnie - jest to szukanie przyczyny własnej słabości, tłumaczenie zręczne -
      ale... idź na mityng i nie pij.

      Jedno jest pewne - terapia nie chroni przed umoczeniem dzioba.

      Ta terapia jeszcze trwa? bo zacząłeś w lutym... długo jeszcze nauk? Niektóre
      osoby wspominają, że w trakcie terapii denerwujące są nieustanne wpadki kolegów
      i koleżanek. I że potem tacy zapijający pokornie spowiadają się ze swej
      słabości...

      Trzeźwiejący... dużo osób w grupie przyznało sie do błędu? i co na to terapeuta?

      Jak tam poniedziałkowy mityng - wzruszający zapewne...

      Ponieważ nie pijesz - napisz, jak ci idzie.
      • kolejanek Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 03.04.07, 23:43
        e4ska napisała:
        > Ano, jak kto nie ma chęci ma mityng - znaczy - pić mu się chce.

        Piszesz o sobie?

        > Ja na mityng nie mam ochoty od dwu lat co najmniej - i pic mi się nie chce.

        Gratuluje dwóch lat niepicia...conajmniej,reszty nie zazroszczę.

        > Według mnie - jest to szukanie przyczyny własnej słabości, tłumaczenie zręczne
        > -
        > ale... idź na mityng i nie pij.

        O ile wiem nigdy nie byłaś na mitingu,więc nie wiesz o czym piszesz.Moze napisz
        pare słów o teorii kwantowej,a w tym temacie daj sobie spokój.

        > Jedno jest pewne - terapia nie chroni przed umoczeniem dzioba.

        Tak samo jak wykształcenie nie chroni przed glupotą.


        > Ta terapia jeszcze trwa? bo zacząłeś w lutym... długo jeszcze nauk? Niektóre
        > osoby wspominają, że w trakcie terapii denerwujące są nieustanne wpadki kolegów
        > i koleżanek. I że potem tacy zapijający pokornie spowiadają się ze swej
        > słabości...

        Najlepiej sprawdzic to u żródła,słowa pisane przez kogoś nie zastąpia własnych
        doświadczeń.

        > Jak tam poniedziałkowy mityng - wzruszający zapewne...

        Byłem,zapraszam,reszta jw

        > Ponieważ nie pijesz - napisz, jak ci idzie.

        Pozwoliłem sobie odpisać,boć to schemat przecie.Dla ciebie bez różnicy,byle z AA.


        • e4ska Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 04.04.07, 09:52
          kolejanek, nie do ciebie post skierowany, ale jak ci mało pogaduszek - bardzo
          sensownych na mityngu... to piszesz. Porażając aowską inteligencją - ale do tego
          już się przyzwyczaiłam.
          "> e4ska napisała:
          > > Ano, jak kto nie ma chęci ma mityng - znaczy - pić mu się chce.
          >
          > Piszesz o sobie?"

          Nie, Kolejanku, autor wątku tak powiedział - wyraźnie. Nie chciało mu się
          chodzić na mityngi, bo pić mu się chciało.
          Wnioskuję, że dla niego niechęć wobec mityngów jest oznaką głodu alkoholowego.
          Mnie, jak ci zapewne wiadomo, nie chce sie pić, głodów nie miewam - bardzo
          rzadko wspomnienie przeszłości - wtedy lęk, żeby sie nie powtorzyło - figle
          pamięci. Pić nie zamierzam.

          "O ile wiem nigdy nie byłaś na mitingu,więc nie wiesz o czym piszesz".
          doskonale wiem, o czy piszę - wiem, jak wygląda mityng, wiem, jaka jest
          kolejność, zasady... o czym sie gada. Wiem, jak wyglądają ludzie, którzy chodzą
          na mityng. Wiem, gdzie się mityngi odbywają i kiedy. Wiem, jakie poglądy
          prezentują aowcy - łącznie z tobą.

          Dla ciebie fizyka kwantowa jest pewnie szczytem wiedzy - otóż.... program liceum
          się kłania... Ucz się, Kolejanku, będziesz wiedział, że teoria kwantowa nie jest
          znowu strasznie trudna - na pewno jaśniejsza od waszych bzdetów.

          " Jedno jest pewne - terapia nie chroni przed umoczeniem dzioba.
          >
          > Tak samo jak wykształcenie nie chroni przed glupotą".

          i tutaj pieczesz sobie dwie pieczenie: nie mogąc zaprzeczyć, że terapia jest
          gó...o warta jako środek leczenia, o czy zresztą autor wątku dobitnie napisał -
          nachlał sie podczas terapii - ciekawe, ile razy??? - probujesz jeszcze
          udowodnić, że wykształcenie nie chroni przed głupotą. Taka mała insynuacja, co?
          kompleksik aowski: jestem trep, niewykształciuch i ciemniak, alem pobrał nauki
          życia we wronkach, w ciężkim więzieniu... to ja jestem bardzo mądry...
          uniwersytet skończyłem przy flaszkach... reszty mnie nauczyli kumple z celi,
          potem "fachowcy" na terapii czy odwyku...

          Ja też piłam, ale żebym się czego przy flaszce wyuczyła... na pewno nie
          kwantowej fizyki.

          Na mityngi nie chodzę, bo nie lubię recydywy... a kto mi zagwarantuje, że na
          mityngu tiu tiu tiu, a w zaułku nie da mi kto po łbie - w końcu osobom leczonym
          psychiatrycznie nie warto ufać.
          Szacuneczek.

          • tenjaras Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 04.04.07, 10:58
            co ty piszesz?

            nie znasz mnie a nie podobam Ci się?

            > wiem, jak wygląda mityng, wiem, jaka jest kolejność, zasady... o czym sie
            > gada. Wiem, jak wyglądają ludzie, którzy chodzą
            > na mityng. Wiem, gdzie się mityngi odbywają i kiedy. Wiem, jakie poglądy
            > prezentują aowcy

            > kompleksik aowski: jestem trep, niewykształciuch i ciemniak, alem pobrał nauki
            > życia we wronkach, w ciężkim więzieniu... to ja jestem bardzo mądry...
            > uniwersytet skończyłem przy flaszkach... reszty mnie nauczyli kumple z celi,
            > potem "fachowcy" na terapii czy odwyku...

            > a kto mi zagwarantuje, że na
            > mityngu tiu tiu tiu, a w zaułku nie da mi kto po łbie - w końcu osobom
            > leczonym psychiatrycznie nie warto ufać.

            czy ty masz pietra? uważasz, że ktoś kto chodzi do psychologa to świr? a ten
            kto na AA to przestępca? zaczynam myśleć że Ty nie pijesz bo Ci wstyd do sklepu
            chodzić i co gorsza, etykietę świra dostaniesz, bo będziesz się musiała
            leczyć...

            no śliczna motywacja by to była e4ska, mam nadzieję, że się mylę...
                • e4ska Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 04.04.07, 12:33
                  "nie przejdziesz na drugą stronę ulicy, bo na jezdni wszyscy Cię zobaczą"...
                  Lubię, kiedy na mnie patrzą - po to sie ładnie ubieram i dbam o siebie, na ile
                  mnie stać...

                  Co innego, Jarasie, gdybym poszła na mityng - straszny byłby to dla mnie wstyd -
                  ot, pijaczka, co rady sobie dać nie może... jeszczem nie taka ostatnia, żebym po
                  mityngach latała jak jaki lump, co chlał po śmietnikach... albo ku.... wiszcze,
                  co dawało za ćwiartkę royalu... nie zaprzeczysz, że tacy ludzie też mają prawo
                  do doskonalenia w AA?

                  Kupowanie w sklepie wódki - zwłaszca na kacu, wydowbywanie kasy trzęsącymi się
                  raczkami - wstyd, Jarasie, wstyd, hańba i obciach. Co, myslisz: nie przyglądaja
                  ci sie ekspedientki litosciwe? Przyglądają... oj, dobrze one wiedza, czemu masz
                  taka zapuchnietą buzię i siny rumieniec... Wstyd i jeszcze raz wstyd.

                  Wstyd, Jarasie, do psychiatry latać z powodu pijaństwa i zawracać głowę
                  terapeutom, zresztą też najczęściej głupim i beznadziejnym, klamliwym oszutom...
                  niech swoje bajki dają tym, ktorzy bajanie lubią... mnie ich bajki zbędne.

                  Naprawdę, lepiej nie pić niż narażać się na podobne dobrodziejstwa.
                  Post wczesniejszy do Kolejanka, nie do ciebie...

                  Ty wpakowales sie w taki typ trzeźwości - zatrzasnąłes furtki - nire wyleziesz,
                  jaras... ale ważne: tobie dobrze, pomagasz innym jak możesz... pracujesz nad
                  soba wedle wskazowek - i jest ci z tym dobrze. więc cieszie tym, co masz. ale
                  musisz wiedziec po prostu, że sa ludzie, ktorzy wytrzeźwieli i wrocili do
                  normalnego zycia - i nikt nie wie, ze maja za soba cięzki morderczy
                  alkoholizm... nie ma sie czym chwalić, moim zdaniem. Przynajmniej w moim
                  przypadku.
                    • tenjaras Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 04.04.07, 14:20
                      czyli myślisz o sobie, że jesteś ku..szcze, bo lubisz się pokazywać na ulicy?

                      po ulicach chodzisz i wiesz, że to przegięcie, a na AA nie bywasz, więc masz
                      prawo przeginać?

                      w AA spotkasz wszystkie grupy zawodowe, bo alkoholizm dotyka wszystkich ludzi
                      (nie każdego), nie ma czegoś takiego jak ochrona przed alkoholizmem, jeśli
                      jesteś alkoholikiem i pijesz to zawsze to z ciebie wylezie, niezależnie od
                      półki, z której sięgasz po alkohol i koloru rumieńców na twarzy

                      ja wiem, że wstyd to upaść i się nie podnieść, a nie wytrzeźwieć, przecież
                      pijanego mnie widzieli, dlaczego mają nie widzieć, że się zmieniłem, jaki to
                      wstyd? wstyd było być pijanym - tu się zgadzam

                      psycholodzy, do których alkoholicy kierują swoje kroki sa do tego przygotowani,
                      można rzec stworzeni, a jeśli będą nawalać, to się od nich odwrócą

                      e4ska po prostu - nie generalizuj, będzie Ci lżej w życiu
                    • eduardo-1 Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 23.09.07, 19:18
                      To trudne dla ciebie eska widac przyznanie sie do popełnionych
                      błędów, widac nie radzisz sobie!!!, na forum możesz pisac co chcesz,
                      bo nikt cie nie widzi i nie zna, sztuką-WIELKA SZTUKA jest
                      przyznanie sie przed soba do błędow, ale i przed innymi.Alkoholizm
                      to choroba jak każda inna i nie ma sie co wstydzic, czy na mitingu
                      czy poza nim, a wybór zależy od każdego indywidualnie.Ja na
                      mitingach bywałem, teraz nie chodzę, bo nie mam czasu, a nie piję
                      juz 6 lat, ale wiem dlczego. RTerapia i mitingi na owy czas mi
                      bardzo pomogły.Bez tego nie poradziłbym sobie sam napewno.I nie
                      wierzę ,że jest ktoś taki kto sobie poradzi z tym sam, jeśli nie
                      pije, to tylko dlatego,że sie uparł,że sam da radę, ato niestety
                      predzej czy później wyjdzie, proszę mi wierzyć.
                      • janulodz Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 24.09.07, 23:29
                        Muszę Ci Eduardo zakomunikować, ze ja nie bywałem na mitngach, ani na terapii i uwierz, ale poradziłem sobie sam. I nie uparłem się, a uwierzyłem w siebie. Jestem trzeźwy już od prawie 5 lat. I wyobraź sobie, że ja też wiem dlaczego nie piję. Bo niepicie jest fajne.
                        I Ci jak najbardziej wierzę. Mi to niepicie wyszło na dobre. Po co miałbym znów sobie komplikować życie. Wiem, że się nie napiję.
                  • aaugustw Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 04.04.07, 13:46
                    e4ska napisała (do Jarasia):
                    > Co innego, Jarasie, gdybym poszła na mityng - straszny byłby to dla mnie
                    wstyd - ot, pijaczka, co rady sobie dać nie może... jeszczem nie taka
                    ostatnia, żebym po mityngach latała jak jaki lump, co chlał po śmietnikach...
                    albo ku.... wiszcze, co dawało za ćwiartkę royalu...
                    - - - - - - - - - -
                    To pozostawie (przynajmniej na razie) bez komentarza, gdyz kiedy czytam
                    takich "ludzi", ktorzy pisza takie slowa, w kierunku moich siostr i braci
                    zlaczonych w jednosci tej choroby musialbym uzyc ciezkiej artylerii, a ja
                    nie chce nikogo nazywac tym samym jezykiem tego, ktory pisze takie rzeczy,
                    bo wtedy musialbym tez nazwac taka osobe Kur-wa, albo ostatnim lumpem
                    rodzaju ludzkiego... - ja nie chce (przynajmniej na razie)...
                    >przypomnial mi sie Dr. Woronowicz, ktory musial za cos podobnego zwolnic
                    z pracy, ze skutkiem natychmiastowym swoja podwladna, ktora podobnie mowila<
                    _____________________________________________________________________.
                    e4ska napisała dalej (do Jarasia):
                    Bla, bla, bla, bla...!
                    A...
          • aaugustw Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 04.04.07, 13:33
            e4ska napisała (do Kolejanka):
            ::::::::::::::::::::::::::::::
            ___________________________________________________________________.

            ...niewdziecznego maila pod adresem terapii, terapeutow, Mityngow AA
            i jego - samego Kolejanka. List ten podzielic mozna na dwie czesci:
            Na wizualna, w ktorej moge zobaczyc jej piane wymieszana z jadem,
            sciekajaca po obydwu stronach tej czesci ciala, ktora ludzie nazywaja
            ustami... - W drugiej czesci, tej bardziej przejrzystej wyczytac juz
            moge to slynne jej; Bla, bla, bla... - wot taki pijany belkot
            niedopitego pijoczka...!
            A...
    • trzezwiejacy Dziękuję Wam Kochani - DŁUGIE!! :) 05.04.07, 07:17
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi !!!

      Nie odzywałem się przez kilka dni, ale trwam dalej w swoim postanowieniu jednocześnie ucząc się funkcjonować na nowo. To dziwne, ale poznaję SIEBIE na nowo. Widzę jaki jestem słaby, boję się tego, ale jednocześnie wiem, mam świadomość dlaczego zmieniam siebie. Nie dlaczego nie piję, bo kiedyś TYLKO nie piłem. Nie piłem, ale byłem "obok" na weselach oczami pożerałem kieliszki, z kumplami siedziałem przys tole, gdzie na 4 chłopa tylko ja jeden rzekomo nie piłem. Co z tego, jak piłem na sucho. To tak, jak jedna z koleżanek z terapii nie pije alkoholu, tylko... zajada się kukułkami :)
      Nie chcę teoretyzować, bo to kompletnie nie ma sensu. Chciałem usilnie brać trzeźwość "na rozum", ale wiem, że tak się nie da. Kiedyś trzeźwiałem dla dziewczyny, dla matki, byłem miły do aż przesady. Dziś jestem trzeźwy dla siebie. Nie wiem, co będzie jutro. Wiem, czego pragnę.
      Słuchajcie Kochani - mamy różne chcaraktery i każdy z nas indywidualnie czuje swoją trzeźwość. Dla mnie terapia była i jest konieczna, bo dzięki niej zatrzymałem swoje wariacki życie i skupiłem się na sobie. Wiem, że w innym wypadku NIGDY bym tego nie zrobił!
      Pytacie - jak jest na terpii? Najważniejszy jest terapeuta, który - według mnie - powinien być alkoholikiem, czyli człowiekiem z branży. Ja właśnie mam takiego terapeutę, który - widać to dobitnie - zrobił porządek z własnym "ja" i czuje chorobę, wie, co się z nami - pacjentami dzieje, kto zapił, chociaż alkomat wykazuje 0.00. Ale przede wszystkim NAPROWADZA i POMAGA odkręcić działanie mechanizmów, które prowadziły do picia.
      Ale po kolei:
      Ośrodek jest przytulny i w niczym nie sprawia wrażenia szpitala. Mieszczą się tam różne poradnie. Począwszy od poradn i psychologicznej dla dzieci, akończąc na DDA, uzeżnień od nikotyny i pomieszczeniem, gdzie odbywa się mityng. Wszystko jest finansowane w lwiej części z kasy Urzędu Miasta i częściowo z NFZ.
      Jest to terapia przyspieszona i trwa 8 tygodni z możliwością przedłużenia.
      8.15 - zaczynamy schodzić się na Oddział Dzienny.
      8.00 - rozpoczynamy zajęcia. Analiza Dzienniczka Głodu. Każdy z nas opowiada jak spędził wczorajsze popołudnie, noc, jakie miał sytuacje, zdarzenia i ajakie w związku z tym pojawiły się symptomy z organizmu, uczucia, czy był sen alkoholowy itp... Omawiamy i udzielamy rad innym. Na końcu mówi terapeuta. Koryguje nas, zwraca uwagę na istotne treści i na to, czego nie powiedzieliśmy, nie zauważyliśmy, a powinniśmy. Terapeutów jest czworo. Tylko jeden jest niepijącym od kilkunastu lat alkoholikiem, a reszta to psychoterapeuci. Jednak to doświadczeni ludzie wyedukowani na przestrzeni lat przez nas samych :) W zależności od liczebności grupy "rundka" trwa co najmniej godzinę. Aktualnie jest nas 11 osób.
      9.00 - 9.10 - przerwa na kawkę
      9.10 - czytamy swoje prace. Idziemy programem "Przewodnika samopoznania". Identyczny schemat prac, jak w PARP-ie. Prace dotyczą analizy własnych zachowań pod wpływem alkoholu, zaprzepaszczonych lat życia, tego, co uczyniliśmy innym oraz głębokiej pracy nad własną duchowością, żalu po stracie alkoholu,. Piszemy list pożegnalny, uczymy się wypełbniać pustkę i na nowo organizować sobie kolejny dzień. Analizujemy rzeczy i sytuacje, które są tzw. "wyzwalaczami". Każdy z nas czyta. Każdy jest na innym etapie, w zależności od tego, kiedy
      dołączył na terapię. Każdą pracę gruntownie omawiamy. Mówimy o swoich odczuciach związanych z nimi i czego było tam brak, co było złe itp... Na końcu wypowiada się terapeuta. Niwesamowite, ile wiadomości można pozyskać!
      11.30 - przerwa do 12.00
      12.00 - mikroedukacja - najczęściej z psychoterapeutą. Mówimy o emocjach, uczuciach, ale nazywając je po imieniu i rozkładając na tzw. czynniki pierwsze. Czym jest żal, złość, skąd się bierze motywacja, chęci itp... Zajęcia mają charakter dyskusji z jednoczesnym dochodzeniem do celu zajęć.
      13.30 - przerwa do 13.40
      13.40 - druga część czytania prac i dyskusji. Identyczna jak ta z 9.10
      14.00 - koniec zajęć.
      Atmosfera jest miła, ale zarazem reguły oddziału twarde i stanowcze. Zapicia się zdarzają, owszem. Ja sam miałem zapicie, dlatego poprosiłem grupę i terapeutę o możliwość przedłużenia terapii, ponieważ dopiero po miesiącu zacząłem "pracować" na zajęciach. Docierało powoli i ciągle dociera, dlaczego i po co tam jestem.
      Bardzo emocjonalnie i duchowo przeżyłem swoje zapicie. Wyciągnąłem wnioski. Napisałem 7 stron A4 na temat: "Analiza swojego zapicia". Nie wstydzę się tego. Chociaż zapiłem z piątku na sobotę - w poniedziałek przyszedłem z gotową pracą i przyznałem się do tego faktu. Tylko prawdomównością mogę sobie pomóc. Nikt z nas nie jest silny. Ufam i wierzę, że będzie dobrze. Tego się trzymam!
      Piszcie kochani, a ja już zmykam, bo jest 7.15 i mam jeszcze 30 minut na dojście. :)
      Miłego słonecznego dnia na zewnątrz i w sercu!
      - Piotr
      --------------------------------------------------
      „Skorośmy słabi – pomagajmy sobie !
      Nie mówmy temu, co upadł – nie chcę Cię znać”
      • myszabrum Re: Dziękuję Wam Kochani - DŁUGIE!! :) 05.04.07, 07:44
        Czyli to jest jednak abstynencja od dwóch tygodni, a nie od roku.

        Powiem tak - po dwóch tygodniach to każdy jest mądry.

        Twoje rozważania o pożytkach z zapicia są wzruszające. Uwaga o koleżance, która
        - o zgrozo - zamiast tego je cukierki - również.

        "Kiedyś nie wiedziałem, a teraz już wiem". "Teraz robię to dla siebie". Innymi
        słowy: teraz to ja już jestem mądry. Banał i klisza.

        "Nie wstydzę się tego [zapicia]". A powinieneś.

        Odczytując autoanalizy na 7 stron A4 w przytulnym terapeutycznym gniazdku możesz
        tak jeszcze "mądrzeć" wiele razy. Każde zapicie da Ci wszak cenny materiał do
        przemyśleń, co nie ;)?

        Czemu to wszystko jest takie powtarzalne? Jakbym w Twoim poście czytała samą
        siebie sprzed paru lat.

        Szybkiego pożegnania z iluzją rozwoju życzę.
      • finlandia07 Re: Dziękuję Wam Kochani - DŁUGIE!! :) 08.04.07, 15:25
        Jak ciebie czytam,to przypomina mi sie moj punkt widzenia swiata na terapii i
        krotko po niej.Pewne zauroczenia i postepujace odkrywanie nowych(dla mnie) i
        innych wartosci.
        Nie chce nic radzic,cieszac sie ze masz szanse na inne zycie,stapaj jednak
        twardo po ziemi,bardzo latwo bujnac sie w chmury,a wiesz ze bez red bulla to ni
        masz szans....-))
      • e4ska Re: Dziękuję Wam Kochani - DŁUGIE!! :) 21.04.07, 10:43
        Drogi Trzeźwiejący, podlepiono twój wątek na szczytach, gdyż świeci w nim uroda
        terapii. Ale wypadałoby, żebyś dał jakieś informacje o następnym ciągu radości i
        uciechy, bo można sobie po twojej kilkunastodniowej nieobecności mniemać, że
        wpis forumowy był zaledwie chwilką euforyczną.

        Takich chwilowych cudnych deklaracji forumowych setkami można mierzyć... potem -
        zastanawiająca cisza.

        Ciekawe, jakie to tematy prac omawialiście na zajęciach i na którym etapie
        samopoznania sie znajdujesz?

        W wydobywaniu się z alkoholizmu cudze doświadczenia pełnią ważną rolę - zarówno
        dobre, jak i złe. Poważnie - mógłbyś napisać, czy i jak udaje ci się trwać w
        trzeźwości?
    • trzezwiejacy Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 23.04.07, 20:07
      Witajcie!

      Na wstępie bardzo Wam Kochani dziękuję za wszystkie informacje! Żadnej z nich nie neguję i wszystkie jednakowo skłaniają mnie do przemyśleń.
      Najważniejsza informacja - NIE ZAPIŁEM. Nie odzywałem się przez dłuższy czas, przepraszam. Oczywiście - lenistwo przeze mnie przemówiło, ale też powolny powrót do rzeczywistości i bolesne branie odpowiedzialności za ucieczkę do świata iluzji.
      Nie jest łatwo, nie muszę Wam pisać o tym, ale nikt nie powiedział, że będzie. Przyznaję rację, że byłem, ale i jestem zadowolony z faktu, że skorzystałem z terapii.
      Droga myszobrum - dziękuję Ci za szczerą wypowiedź. Nie zaprzeczam, że jestem zadowolony z terapii. Ale domyślam się, co chcesz mi przekazać. Że zmierzam w kierunku huraoptymizmu, a on prowadzi do bolesnego upadku. Rzeczywiście, ochłonąłem trochę, ale wiem, że kiedy pisałem poprzednią wypowiedź czułem się inaczej, świadomy swojej radości. I na tamten czas takie właśnie słowa były mi potrzebne. Sam nie wierzę w to, że ktoś na terapii nagle w sekundzie doznał olśnienia i od tamtej chwili już nie pije i pić nie będzie. To jest świat iluzji. Ale - tu jest odpowiedź, dlaczego tak długo jestem na terapii -
      (Mały wycinek z przeszłości)
      - dopiero w połowie terapii zacząłem mieć świadomość swoich słów, zachowań i myśli. I nie wiedziałem, że to będzie dla mnie trudne. Możecie się śmiać. Dla mnie liczyła się "wartościowa" dziewczyna (matka-polka), dobra praca, stabilizacja życiowa. Nie zastanawiałem się nad uczuciami, bo wydawało mi się to głupie, prymitywne wręcz. Byłem wychowany twardą ojcowską ręką. Gdy przewiniłem - dostawałem solidne lanie i często kopniaki od ojca. I nie miałem prawa zapłakać, bo miałem dokładkę do wymierzonej kary. W domu nie rozmawialiśmy o uczuciach. Ja miałem się dobrze uczyć, nie włóczyć się po osiedlu po szkole, mieć nienaganne maniery i pomagać ojcu, który pracował w domu. Tak spędzałem rok szkolny od podstawówki, w wakacje i ferie pracowałem pomagając ojcu. Przywykłem do tego i takie życie wyddawało mi się zupełnie normalne. Ale "coś" zaczęło się w nim sypać, gdy brat ojca odebrał sobie życie przez nadużywanie alkoholu, a ojciec umarł niewiele później na raka. Mój twardy, niewzruszony świat zaczął pękać. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić.
      Jeszcze za życia brata ojca nieraz piliśmy razem wódkę. Piłem "postępująco". Ciągle więcej. Sprawdzałem samego siebie na ile mogę sobie jeszcze pozwolić. Cieszyłem się, że na coraz więcej. Miałem świadomość, że chociaż się upijam, to nic się nie dzieje. Muszę się wyszaleć, bo jestem jeszcze młody. Zawsze przecież mogę przestać pić, przecież to takie proste. Po tych tragicznych przeżyciach doszła jeszcze utrata pracy w wyniku likwidacji zakładu z przyczyn ekonomicznych. Dla mnie to była katastrofa. Nie rozumiałem, że dzięki temu mam ogromną furtkę na komfort picia. zacząłem pić często i tylko alkohol wysokprocentowy. Tylko on się liczył. Zapijałem swoje uczucia, które nigdy nie były ważne, a tu nagle zaczęły mi przeszkadzać. Czułem się dużo lepszy. Dowartościowany. Dziś wiem o tym, że moje przeżycia tylko były pretekstem do picia i dalszego rozwoju choroby. Skorzystałem z tej szansy. Pierwszy pobyt na izbie wytrzeźwień potrząsnął mną. Zastanowiłem się nad tym, co robię ze sobą. Ale nie na długo. Tłumaczyłem sobie, że to jest "wypadek" losowy i każdemu może się zdarzyć. Ale ten "wypadek" powtórzył się jeszcze 2 razy. O moich niebezpiecznych zachowaniach mogę napisać małą książkę. Też minimalizowałem, a co. Rozbite czoło, rozcięte ucho, a co tam! Stało się i kwita. W realnym świecie w domu była moja matka. Została sama. Z myślami, z nawałem zaległości finansowych. I z odpowiedzialnością za dom, za moją młodszą siostrę. I patrzyła na mnie, kiedy rozbity, uflogany błotem wracałem nocą do domu i wyzywałem, że nie jestem pijany. Przez szacunek do tego Forum i do WAS nie będę pisał dosłownie. A ta dzielna kobieta, patrzyła na mnie. Wybaczała mi. Błagała, krzyczała, nie odzywała się. Nie skutkowało. Dla mnie liczył się kolejny "doskok" do butelki. Tym razem już potrafię pić kontrolowanie. Akurat wypiję tyle, żeby mieć wesoły nastrój i się nie upić. I tak za każdym razem. Lepiej mi było uciec od odpowiedziałności, od uczuć, których nie rozumiałem i do dziś nie rozumiem.
      ...
      Miałem coraz mniejszy komfort picia. Już nie miałem tej przyjemności, jak na samym początku. Piłem tylko po to, żeby się napić, bo bolała mnie głowa, myślałem, że jak się nie napiję, to zaraz umrę. Bałem się przestać pić. Nie wiedziałem, co będzie. Co ja będę robić, jak nie będę pić? I znowu wróci odpowiedziałność i szarość.
      ...
      Mam dziewczynę. Już nie mogłem dłużej okłamywać jej, że izba wytrzeźwień i moje picie to "rozryka", która mnie bawi, a jeśli jej przeszkadza, to jest mi przykro i przepraszam. Była niedziela. Piękny lutowe wczesne popołudnie. Poddałem się temu urokowi wypijając ćwiartkę w parku. Tylko tą jedna. I ani kropli więcej... Drugą ćwiartkę kupiłem za niecałą godzinę. Tą ostatnią. Wypiłem. I ani kropli więcej. Poszedłem wstawiony po dziewczynę, ale butny i "wielki". Niech mi tylko coś powie, to przywołam ją do porządku! I kupiłem sobie "setkę". Jedną. Też ostatnią. Obudziłem się kilka godzin później, leżąc nogami i brzuchem w pękniętym lodzie. Bolał mnie nos. Doczołgałem się po pomoc. Tego dnia nic do mnie nie docierało. To nic, że jutro miałem iść do pracy. Co tam - to dopiero za kilka godzin! I za kilka godzin obudziłem się. Na złożonej wersalne, w brudnych spodniach, z zakrwawionym czołem i rozbitym nosem. Myślałem tylko o tym, żeby ... nie myśleć i nie istnieć. Świat się dla mnie skończył. Koniec z dzieczyną, z miszkaniem w rodzinnym domu. Matka odda mnie na leczenie zamknięte. Co teraz z moją pracą? Co ja narobiłem ?! Co z moją głową, nosem, twarzą? Co ja robiłem? Gdzie jest mój telefon komórkowy, co jeszcze zgubiłem? Bolało! Cholernie bolało z każdą trzeźwiejącą godziną. Do dziś nie wiem, skąd Moje Kochane Słoneczko miało tyle siły i wiary, że cierpiąc pojechała ze mną do ośrodka. Jeszcze bałem się sam ponieść odpowiedzialność za siebie. Wstyd mi. Uświadomiłem sobie, że nie mam nic.
      ...
      Kochani - dla mnie nie jest ważne w ilu procentach terapia pomaga ludziom. Ważne jest, ile dobrego robi dla mnie. Zobaczyłem tam alkoholików. Nie tych spod mojego sklepu, ale ludzi takich jak ja. Jeszcze wczoraj przeglądających się w lustrze przez pryzmat alkoholu i widzących siebie jako porządnych wartościowych ludzi, a teraz słabych i szukających pomocy. Matki, ojców, kawalerów i młode dziewczyny. Z nakazem leczenia i bez. Ale nikt nie przyszedł sam. To rodzina, znajomi, ludzie i samotność oraz "pękająca" iluzja przyprowadziła ich tu. Piszę literacko, ale był to dla mnie szok. Słuchałem i myślałem sobie: jak oni mogą mówić tak otwarcie o sobie? Nie wstydzą się tego?! I dlaczego ciągle mówią o tych uczuciach, dlaczego płaczą? Dlaczego faceci płaczą?! Wstydziłem się za nich!
      ...
      Jeszcze chodzę na terapię. Trzeci miesiąc. A właściwie to drugi miesiąc mojej świadomej terapii. Nie jest cukerkowo. Mam ogromny problem z wyrażaniem i nazywaniem uczuć. Myślałem, że jest ich z sześć i koniec. I to nie praca jest celem nr 1. A była! Zaraz po butelce wódki. Cięzko mi to wszystko przewartościować i nie brać na rozum, na logikę. Pracuję nad sobą, ale ciągle jeszcze raczkuję. Najgorsze było poczucie winy. I wstyd. I te dni, w których zacząłem uświadamiać sobie samego siebie, jaki byłem i jaki jestem gdy zapiję. Jak wiele ludzi przygląda mi się i cierpi przeze mnie. I jak cieszą się, nie wracam uchlany. Nie ze mnie się cieszą, tylko z faktu, że wreszcie mogą odpocząć ode mnie.
      ...
      Myślę dużo o sobie. Nie wiem, czy zrozumiecie mnie co mam na myśli, gdy napiszę, że nie umiem czuć samą świadomością czucia. Jeszcze ciągle prześladuje mnie logika, branie wszystkiego "na rozum". Myślę, że bardziej rozumiem moją bezsilność, niż ją czuję. Zaczynam zdawać sobie świadomość ze stanów emocjonalnych, które miewam w cągu dnia. Zastanawiam się, skąd się niektóre biorą, ale nie p
      • trzezwiejacy Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu (2) 23.04.07, 20:17
        cd.. (ucięło powyżej)

        Zastanawiam się, skąd się niektóre biorą, ale nie popadam w obłęd. Chodzę na mityng w środę na grupę, w której dobrze się czuję. Dużo biorę dla siebie. Nie miałem świadomości, że wszystkie, nie tylko wybrane uczucia są ważne w codziennym życiu. W moim życiu.
        ...
        Może naraziłem się Wam kająś myślą, ale nie będę czytał od początku i upiększał teeści. To jest moje. Napisałem i dzielę się tym z Wami.

        Czekam z wdzięcznością na każde słowo.
        Życzę Wam trwania w trzeźwości!

        - Trzeźwiejący

        --------------------------------------------------
        „Skorośmy słabi – pomagajmy sobie !
        Nie mówmy temu, co upadł – nie chcę Cię znać”
        • tranzyt80 Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu (2) 23.04.07, 22:20
          trzezwiejacy napisał:
          "Była niedziela. Piękny lutowe....(roku 2007,dopis tranz.)...
          wczesne popołudnie. Poddałem się temu urokowi wypijając ćwiartkę w parku."

          "Dzień 24 marca...(roku 2007,dopis tranz.)...
          był pierwszym ŚWIADOMYM dniem po zapiciu i trzeżwieniu dnia
          następnego. To zapicie bardzo przeżyłem zarówno duchowo jak i emeocjonalnie.
          Nie ukryłem tego faktu na terapii, na którą uczęszczam."



          -dnia 23 kwietnia 2007,czyli dzisiaj,trzezwiejacy napisał:

          "Jeszcze chodzę na terapię. Trzeci miesiąc. A właściwie to drugi miesiąc mojej
          świadomej terapii."

          -czyli trzy miesiace chodzisz na terapie,a nie pijesz,jak na razie,tylko 4
          tygodnie... ?
          troche ta prawde,jakos zagmatwanie "ukryles" :),
          widze,ok!czytam... ;)ze jak jak na razie,dopisuje ci ogromne zadowolenie z
          siebie samego,czy ty czasami nie jestes za slabo zmotywowany do rozstania sie z
          piciem alkoholu na cale zycie ?
          zapytam dobitniej,kolego!,zdajesz sobie sprawe,ze ani kropli
          piweczka,wodeczki,itd....nie mozesz(nie powinienes;) wypic az do smierci!?
            • tenjaras Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu (2) 24.04.07, 19:45
              ja to oddałem "fachurze", niech się martwi, przynajmniej mogę się zająć
              rzeczywistością ;-P

              "W miarę jak odczuwaliśmy nową, napełniającą nas siłę, w miarę jak czerpaliśmy
              zadowolenie ze spokoju ducha i odkrywaliśmy, że możemy stawić czoło życiu w
              świecie wypełnionym Jego obecnością, nagle pozbyliśmy się strachu przed dniem
              dzisiejszym, jutrzejszym i wszystkimi następnymi. Odrodziliśmy się na nowo." AA
              str.53 - to obietnice 3 Kroku, mój "Jego" mość ma na imię moveeshimash

              poza tym wystarczy nie pić dziś, jeśli teraz się nie napijesz, jutro na pewno
              nie będziesz musiał, jeśli dziś czegoś nie spierdzielisz, jutro nie będziesz
              musiał naprawiać, tak jak przy alkoholu, nie wolno nam dopuszczać choćby myśli
              o odzyskaniu jakiejś kontroli nad ilością spożywanego alkoholu, tak w
              codzienności doskonali być nie musimy, wystarczy zachować trzeźwość ;-)
      • tranzyt80 Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 25.04.07, 10:44
        wszczuka napisał:
        Nie piję 17 lat i dalej się uczę...

        -uczysz sie jak przekrecac naiwnie wierzacych w fundacje... ?
        -uczysz sie jak wykrecic ten pierwszy milion,czy tylko juz "fotel"i o
        nierobstwo ci chodzi...zroszona buteleczka,trzask puszczajacej zakretki,oleisty
        odglos bul_bul_bul saczacej sie wodki,
        pierwsza piecdziesiatka,to uczucie...pamietasz je jeszcze:)?
        na pewno!

        piszesz,ze wszedzie juz probowales...Sluzby Bezpieczenstwa,Koscilo
        Katolicki,czyzby pozostala ci tylko Fundacja ?:),nie wierze!;)taki jak
        ty,zawsze cos tam "mundrego" sobie wymysli...;)
        ---------------------------------------------
        ein mal Alkoholiker,immer Alkoholiker
    • maugoszatka Re: Uczę się na nowo życia, ale bez alkoholu 03.06.07, 11:39
      Twoje wpisy są wręcz euforyczne. ...
      Jakie cudowne, wspaniałe to życie na trzeźwo, jakie to genialne poznawać
      siebie... łaaaa. Jeszcze brakuje mi stwierdzenia (albo nie zauwazyłam GO) "JAKIE
      TO SZCZĘŚCIE BYĆ ALKOHOLIKIEM lub JAK CUDOWNIE JEST ZNALEŹĆ SIĘ NA ODWYKU - RAJ,
      EDEN, kurde IDYLLA...) Gratuluję, że uznałeś swoją bezsilność, że uswiadomiłeś
      sobie ile krzywd wyrządziłeś bliskim. ŻE CHCESZ COŚ W SWOIM ŻYCIU ZMIENIAĆ.
      FAJNIE. Wiedza jest owszem potrzebna, tylko wez pod uwage to, ze nie zawsze
      bedzie Ci sie wszystko udawało i nie zawsze będziesz mógł zyskać tak wiele jak
      wiele być pragnął. Takie jest moje zdanie. Tak czy inaczej życzę powodzenia.

      P.S. Co to za zdanie? : "Wiem, że nie mogę "doskakiwać" do butelki. "

      - chyba CHLAĆ, a nie doskakiwać do butelki
      albo SIĘGNĄĆ PO PIERWSZY KIELISZEK, a nie doskakiwać do butelki

      mechanizm jak byk, ale ich sie nie wyprzesz, beda towarzyszyly zawsze;)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka