Dodaj do ulubionych

Klub stałych bywalców i nie tylko...

IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.06.03, 18:22
Witajcie!!!
Jak powiedziałam, zakończyłam oficjalnie swój poprzedni wątek.
W związku z tym, ze nasze życie nie tylko wokół alkoholu kręci się,
proponuję pisać o tym co ważne, czasem bardziej, a czasem mniej. Nie zawsze
poszukujemy przecież rady - czasem chcemy po prostu coś powiedzieć/
opowiedzieć, podzielic się czymś.
Konfesjonał (propozycja Stacha) - a czemu nie?
Pozdrawiam
ONA
PS. Stachu, rzeczywiście, ciągle siedzisz w internecie. A gdzie czas na
życie??? A lubisz pływać? Ja bardzo!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: stachu34 Re: Klub stałych bywalców i nie tylko... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.03, 21:32
      Witaj Ona!!!
      I cieszę się, że jest nowy wątek, wątek o wszystkim. Jasne, że jest wiele
      ważnych spraw nie związanych z alkoholem, związanych jednak z codziennym
      życiem i spojrzenie na nie dystansem, czy przez pewien pryzmat pozwala zdusić
      je w zarodku bądź rozwiązać.
      Napisałaś, że dużo czasu spędzam w Internecie…Odpowiem-tak ostatnio dużo.
      Wykorzystywałem zaległy urlop. Nie miałem nic specjalnego do roboty i
      spędzałem przed kompem sporo czasu. W związku z tym wydarzyło się ostatnio
      coś, co mną wstrząsnęło.
      Dzięki temu, że jestem trzeźwym alkoholikiem zwróciłem na to uwagę. Posłuchaj…
      Mój starszy syn ostatnio był bardzo zajęty. Matura i egzamin zawodowy
      sprawiły, że mogłem do woli korzystać z komputera. Gdy on uporał się ze swoimi
      obowiązkami nadszedł ten dzień, że zajął „już ukochane przeze mnie miejsce”,
      miejsce przed monitorem. W ten sposób pozbawił mnie z nim kontaktu aż na kilka
      długich chwil. Po upływie dwóch godzin zacząłem czuć się nieswojo. Po trzech
      godzinach dogadywałem, że chętnie też „pogrzebałbym w Internecie”. Grzecznie
      odpowiedział, że od ponad tygodnia jestem na urlopie, a on był zajęty, więc
      mogłem do woli konsumować te dobrodziejstwa XXI wieku. Irytacja narastała,
      narastała aż zaczęło we mnie kipieć. Tylko oczywisty fakt, że go kocham
      powstrzymywał mnie od wyrzucenia go siłą od komputera.
      Naraz w mózgu gruchnęła myśl-przecież ty się uzależniasz od komputera i
      Internetu. Najpierw mnie zamurowało, potem zerwałem się z fotela i wyszedłem
      na dwór. Zacząłem to, co się wydarzyło analizować. Przecież nie sam fakt
      nadużywania alkoholu, czy brania narkotyków jest formą uzależnienia, a tylko
      zachowanie się człowieka wobec tych używek jest uzależnieniem. A ja przecież
      tak samo się zachowałem jakbym za chwilę chciał się napić.
      W jednej chwili zrozumiałem to, co powinienem zrozumieć wcześniej, a pomogło
      mi w tym moje usilne dążenie do trzeźwości. Pozdrawiam
      • Gość: hepik1 Re: Klub stałych bywalców i nie tylko... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 06:19
        Tymoteusz chyba nie to miał na myśli pisząc o zdychaniu,oprócz samego
        zdychania,które jest słowem mało sympatycznym a po prostu o wcześniejszych
        wątkach Onej,które były bardzo dynamiczne,rozrastały się błyskawicznie i z
        których każdy mógł znaleźć coś dla siebie,nie tylko Ona.Już gdzieś pisałem,że
        parę rzeczy i dla mnie było nowych czy nawet pouczających.
        A ja i tu się pochwalę córką,która zdała na dwa kierunki AWF-nauczycielski i
        fizjoterapię i teraz ma dylemat.Kombinuje jak tu studiować oba i przebąkuje o
        indywidualnym toku studiów.Dla mnie to trochę nieowybrażlne.Być może ktoś
        czytający, coś w tym temacie by napisał.Może Ona w własnej osobie?W końcu jest
        panią doktor w własnej osobie.Pozdr.
        • Gość: ONA Re: Klub stałych bywalców i nie tylko... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 17:01
          Witajcie, witajcie!!!
          I Ty, Tymoteuszu też. (swoją drogą co to znaczy - "żarł"?!!)
          Muszę Wam powiedzieć, że zdałam dzisiaj egzamin z filozofii. Na 5!!! Ale nawet
          nie mam siły, by się cieszyć.
          Co do studiowania na dwóch kierunkach - nie wiem, jak jest na innych
          uczelniach, u nas będąc na pierwszym roku można studiować jeden tylko
          kierunek. Na drugim roku (o ile się nie mylę) mozna studiować równolegle
          drugi.
          A swoją drogą nie wyobrażam sobie, by od razu zaczynać studiować na dwóch
          kierunkach, nawet gdyby była taka możliwość!!! Przecież na pierwszym roku jest
          ogrom! zajęć. Zatem - nie polecam studiowania jednocześnie dwóch kierunków,
          nawet gdyby było można.
          Pozdrawiam
          ONA
              • Gość: ONA I o stresie, i o wakacjach IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 23:46
                Dziekuję! Miło mi, naprawdę.
                Trzeba powiedzieć, że zdawanie egzaminów jest wielka sztuką. Wiedza, owszem
                jest ważna, ale na pewno nie tylko ona. Trzeba się po prostu umiec
                dobrze "sprzedać"... A stres... To chyba temat na osobny wątek.
                A troszkę o czymś innym. Czy wybieracie się na wakacje? Czy możecie polecić
                coś nad morzem? Muszę trochę odpocząć, bo czuję, że jest mi to potrzebne. A
                jeśli zostajecie w domu, to jak sobie uprzyjemniacie czas? Co robicie?
                Uwielbiam wakacje -to takie "wejście" w siebie, robienie tego na co się ma
                ochotę. A jak jest u Was?
                Swoją drogą ja często stosuje w swoim życiu system nagród i kar. Jeśli coś
                zrobię dobrze, to sama siebie nagradzam. I to jest największa przyjemność.
                NIkt przecież nie zna nas jak my sami.
                Pozdrawiam
                ONA
                • hepik1 Re: I o stresie, i o wakacjach 04.07.03, 05:45
                  "Zdycha" i "żarł" mogą brzmieć niesympatycznie ale nie taka ich rola .To
                  wyrażenia z mowy młodzieżowej,oczywiście gdy ja tą młodzieżą byłem.Być może
                  Tymoteusz jest również młodzieżowcem w moim wieku a może to nadal
                  funkcjonuje."Dobrze żarło"- to znaczy w tym wypadku,że dobrze szło,wątek fajnie
                  się rozwijaj,był ciekawy itd,itp.
                  Ale ten może też "dobrze żreć"Już się coś ruszyło a jak trochę nad tym
                  wspólnie popracujemy to ho,ho.
                  Wakacje-zrobię teraz to ,czego bardzo nie lubię,będe się powtarzał,bo już gdzie
                  indziej(?) o tym pisałem,ale co mi tam.W wrześniu jadę na dwa tygodnie do
                  Paryża a właściwie pod Paryż do leśniczówki w miejscowości Le Mesnil le Roi.To
                  taka miejscowość z cmentarzem ,gdzie leżą Czapscy czy od niedawna Z.Hertz,to ci
                  od Kultury paryskiej,a tuż obok w Maisons -Laffitte dom w którym Kultura
                  powstawała.Bardzo dużo sobie po tym pobycie obiecuję,mam nadzieję ,że dwa
                  tygodnie pozwolą poczuć atmosferę Paryża.Nienawidzę zwiedzania typu "na lewo
                  Wieża Eiffla na prawo Luk Tryumfalny a zaraz zobaczymy słynny Plac Pigale i
                  będą państwo mieć czas wolny"Brrr.No i lubię zbierać grzyby a francuskich nigdy
                  nie zbierałem.Myślę ,że jeśli jest leśniczówka to muszą być grzyby,chyba dobrze
                  kombinuję?
                  W połowie lipca pojadę do miejscowości Złoty Potok.To na Jurze Krakowsko-
                  Częstochowskiej.Niedawno uświadomiłem sobie,że mimo tak bliskiej odległości
                  (ok.60 km) ja tam byłem na wycieczce w szkole podstawowej.A od tego czasu
                  trochę lat minęło.Ruiny zamku w Ojcowie,Maczuga Herkulesa i tym podobne(maczuga
                  była w wszystkich podręcznikach do geografii,ciekawe czy nadal ją tam
                  umieszczają?)Dodatkowo oprócz wycieczek po skałkach i degustacji pstrąga(masa
                  stawów hodowlanych) odbywa się tam festiwal filmowy i za friko można odrobić
                  zaległości kinowe.
                  Co do wyjazdu nad morze Ona ,to nie zazdroszczę.Jeśli masz na myśli nasz
                  Bałtyk.Woda w porywach do 17 stopni ,pogoda niepewna,tłumy ludzi na
                  deptakach,zapach zjełczalego oleju.Trochę niżej na mapie są Kaszuby,piękne
                  jeziora ,lasy,cisza spokój i taniość w gosp.agroturystycznych(okropny wyraz)I
                  nad samo morze wypad możliwy .Ja bym to przemyślał na Twoim miejscu,I jak by
                  nie ten Paryż to tam bym właśnie pojechał.
                  Co do studiów narazie głowy nie będę sobie zawracał,w końcu wakacje a i córa
                  dorosła,i mądra itd,więc zrobi tak jak będzie uważać,nieprawdaż?
                  Pozdr.Niezły tekścik walnąłem,co?
                  • Gość: ONA Re: I o stresie, i o wakacjach IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 07:58
                    A niezły, Hepik, niezły.
                    Zazdroszczę Ci tego wyjazdu do Paryża (ale taką pozytywną! zazdrością).
                    Przypominam sobie swój pobyt w tym cudownym mieście. Teraz to już na pewno
                    zwiedzałabym sama z mapą w ręku. A jest co zwiedzać... Myslę, ze to nawet nie
                    chodzi o jakieś "zaliczanie" kolejnych muzeów itp., ale o to, by poczuć
                    atmosferę. Wiesz, zastanawiałam się nad samotnym urlopem - pomyślałam sobie,
                    że sama lubię być ze sobą na wakacjach - chodzi przede wszystkim o to, że
                    człowiek sam podejmuje decyzje, czasem są spontaniczne i jest mu z tym dobrze.
                    W grupie (nawet jeśli jesteśmy tylko we dwoje!!!) to już trzeba liczyć się ze
                    zdaniem drugiej osoby, uwzględniać to, czego ona chce itp. itd. Pytanie -
                    tylko co zrobię z dzieckiem, gdybym chciała wyjechać sama?
                    Przypominam sobie, jak samotnie zwiedzałam Petersburg. I to było właśnie to -
                    od nikogo nie byłam zależna, maksymalnie wykorzystywałam czas. Super. (Chociaż
                    nie byłam wtedy sama - po prostu "wychodziłam na miasto" sama)
                    Taka myśl mi się przypomniała - "człowiek wolny jest zależny od samego siebie"
                    Świetna myśl. Tylko czy naprawdę możliwa do realizacji w praktyce?
                    Piszesz o morzu - jasne, że wolałabym jakieś południowe morze. Ale jak tam
                    dojadę z dzieckiem, które, jak i ja zresztą, ma chorobę lokomocyjną! Przeciez
                    wszędzie się jeździ autokarami, i tylko nad polskie morze mogę dojechać
                    pociągiem. A jeziora? Wiesz, jakoś mnie to nie pociąga. Może dlatego, ze ich
                    nie znam. W tej chwili nie jest to dla mnie "to". A już gospodarstwa
                    agroturystyczne to odpadają zupełnie - kojarzą mi się z całkowitym brakiem
                    wolności (na obiad przyjść, na kolację też, porozmawiac z gospodarzami wypada
                    itd.)
                    A tak a propos - kto decyduje w Twoim, Hepik, związku o tym gdzie, kiedy i jak
                    spędzacie wakacje? Pytanie kieruję, oczywiście, nie tylko do Hepika.
                    PS. A decycje dotyczące "życia edukacyjnego" Twojej córki nie zostawiaj tylko
                    jej. Dorosłość dorosłością, ale w tym wieku człowiek może czuć się zagubiony
                    (w dodatku, jesli ma podejmować tak ważne!!! decyzje), a rodzic jest od tego,
                    by wskazać drogę właściwą!!! To już mówię jako dydaktyk...
                    Pozdrawiam
                    ONA
                    • Gość: hepik1 Re: I o stresie, i o wakacjach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 20:03

                      Gdy proponowałem Kaszuby nie brałem pod uwagę,że nie jesteś zmotoryzowana,bo
                      tak teraz to zrozumiałem.No,tak ,tu by był duży problem.I preferencje też
                      trochę masz inne.Tych kontaktów z tubylcami bym się aż tak nie obawiał,nasi
                      rodacy potrafią być naprawdę przesympatyczni i mili,zwłaszcza w tych
                      okolicach,nie skażonych aż tak bardzo chęcią wyciągnięcia jak największego
                      szmalu z turystów-jeleni.
                      O kierunku wyjazdów zawsze decydowałem ja ale oprócz walorów czysto
                      turystycznych brałem również pod uwagę dostępność i taniość alkoholu w danym
                      miejscu.Dlatego mam opanowaną Słowację(blisko ode mnie,Tatry,jeziora a
                      właściwie zalewy,jaskinie ,no i tanie piwo i wódka),Węgry-to znowu
                      słońce,baseny termalne ale i tokaj,groszowy wydatek u ichnich gospodarzy,no i
                      te piwniczki.A jak łatwo po takim balonie tokaju się było porozumieć po
                      madziarsku.
                      Dlatego odpadało m.in nasze morze,bo oprócz pogody niepewnej,zawsze lodowatej
                      wody to piwo jeszcze do niedawna ciepłe a do dzisiaj drogie.
                      W tym roku alkoholowe preferencje mnie nie obchodzą,więc może i dlatego ten
                      Paryż.
                      Co do edukacji-córka jest trochę dziwną nastolatką.Ona chce być tu i tam,bo na
                      nauczycielskim wyższe wymagania dla sprawności fizycznej,wyższy poziom a na
                      fizjoterapi bardziej umysłowo i kujońsko.Przy czym ,teoretycznie przynajmniej ,
                      niczym nie ryzykuje,gdyby przestała wyrabiać zawsze z jednego może
                      zrezygnować.Wiesz,sama ten AWF wybrała,ja wprawdzie ładnych parę lat temu ją na
                      sport ukierunkowałem,gra "zawodowo" w tenisa stołowego,ale daleki byłem do
                      namawiania na taką uczelnię,zwłaszcza, że średnią ocen w liceum miała 5,o.Ale
                      czy to dzisia wiadomo jakie wykształcenie będzie dobre na przyszłośc?Więc niech
                      studiuje to co sprawia jej przyjemność a przynajmniej dzisiaj jej tak się
                      wydaje.
                      Znowu się rozpisałem,i boję się ,że za chwilę ktoś mnie opier..że to nie to
                      forum na takie tematy,dlatego też o alkoholu wyżej wspomniałem,jak by co.
                      A wątek ruszył i o to też chodziło.POZDR.:))
                      • Gość: ONA Re: I o stresie, i o wakacjach IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 23:11
                        Widzisz - a u nas odwrotnie. To zawsze ja decydowałam gdzie i kiedy itd. Może
                        chcę być za bardzo zamodzielna, a faceci tego nie lubią? Wolą te grzeczne i
                        zgadzające się na wszystko?
                        Aha!Hepik! NIkt tu Cię nie będzie o... !!! Ludzie! Wy się już uzależniacie od
                        tego , by wciąż o alkoholu mówić!!! Przemyślcie to!
                        A turystyka teraz ważniejsza - w końcu wakacje są.
                        Pozdrawiam wakacyjnie
                        Stachu! A Ty juz na wakacjach?
                        Pozdrawiam.
                        PS. A co dzieje się u Forty? Ktoś coś wie?
                          • Gość: ONA Re: I o stresie, i o wakacjach IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.03, 08:13
                            Wiesz co, Hepik? MOże Stach potrzebuje trochę "odpocząć" od internetu? Dajmy
                            mu szansę - żeby przypadkiem nie uzależnił się od nas...
                            Zakładam stałe łącze, Hepik! Juz byli fachowcy, ale okazało się, że mam
                            problemy z odtwarzaniem CD, więc teraz do serwisu z komputerem. Nie wiem, jak
                            długo będą naprawiać. Może od ręki, a może kilka dni. Gdyby mnie nie było
                            przez dłuzszy czas - to juz wiesz dlaczego.
                            A Ty z całą rodziną teraz w lipcu wyjeżdżasz, czy tylko z żoną? To tak z
                            babskiej ciekawości pytam...
                            Pozdrawiam
                                    • Gość: fortytwo Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: 217.153.130.* 07.07.03, 15:02
                                      Ostatnio widziałam się z forty. Jej córka zdawała na SGGW i czekają na wynik
                                      egzaminów, obmyślając co robić, jeśli się nie uda. Z miłych rzeczy, które
                                      czasem spotykają nawet forty, można wymienić wesele koleżanki. Impreza odbyła
                                      się w pałacyku w Jabłonnej, a więc forty miała coś dla ducha i coś dla ciała,
                                      bo kuchnia raczej wykwintna i trunki raczej przednie. Ubolewać należy nad
                                      rzadkością tego rodzaju chwil w życiu forty. Nadmieniam, że forty była bez
                                      męża, "któren" to mąż był wielce zajęty problemem nadmiaru wolnego czasu, a
                                      którego uczestnictwo na w/w ślubie i weselu było z góry wykluczone.
                                      Niestety forty nie wyjeżdża nigdzie i właściwie nie wie, czy jest sens brania
                                      urlopu, skoro j.w. Córka forty chce wyjechać nad morze do ciotki ( wreszcie z
                                      chłopakiem); dziecko odpocznie od matki i vice versa.
                                      Pozdrawiam Was serdecznie, dzięki Ona, że pamiętasz o forty. Jeśli forty wróci,
                                      na pewno do Was napisze. Miło się czyta Wasze listy i fajnie, że się trzymacie
                                      razem.
                                      • Gość: ONA Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.07.03, 19:07
                                        Witajcie! I Ty Fortytwo! Miło, że dowiedzielismy się czegoś o Forty. Mam
                                        nadzieję, że jej córce się powiedzie.
                                        A ja, jak widać, mam już komputer i wkrótce stałe łącze.
                                        A jutro wybywam nad morze na jakiś tydzień. Mam nadzieję, że pogoda będzie
                                        lepsza. W tym roku, niestety, nad nasze polskie morze, bo na wyjazdy trochę
                                        dalej nie mam czasu. A poza tym jak zasłużę całkiem (tzn. mam nadzieję,już w
                                        przyszłym roku) to wybiore się nad jakieś ciepłe morze. Na takie prawdziwe
                                        wakacje z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Ale teraz cieszę się tym
                                        wyjazdem.
                                        Rozmawiałam z mężem o płaszczyznach porozumień w naszym związku. Ciekawa
                                        rzecz. Ale o tym kiedy indziej, zostawiam to na "po powrocie" z wakacji.
                                        J jeszcze myśl - "chcemy być wolni, ale razem" - to była między innymi
                                        konkluzja tej rozmowy. Jak postrzegacie wolność w związku?
                                        Pozdrawiam
                                        ONA
                                        PS. Pewnie, że trzymamy się razem!!!

                                        • Gość: hepik1 Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.visp.energis.pl 12.07.03, 04:58
                                          A ja za chwilę na grzyby,których miał być wysyp.Ale to się okaże za 2,3
                                          godziny.A Ty Ona uważaj na odmrożenia kończyn dolnych,przy brodzeniu brzegiem
                                          morza.Potem zostają takie brzydkie zaczerwienienia.Za to oddychaj pełną piersią
                                          i tego jodu zabierz z sobą jak najwięcej,przecież zapewne będziesz musiała
                                          zapłacić klimatyczne.I zbuduj jakąś monumentalną budowlę z piasku.Uważaj na
                                          bałwany(ów)Pozdr.
                                          • Gość: ONA Re: o wakacjach IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.03, 23:33
                                            Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                                            > A ja za chwilę na grzyby,których miał być wysyp.Ale to się okaże za 2,3
                                            > godziny.A Ty Ona uważaj na odmrożenia kończyn dolnych,przy brodzeniu
                                            brzegiem
                                            > morza.Potem zostają takie brzydkie zaczerwienienia.Za to oddychaj pełną
                                            piersią
                                            >
                                            > i tego jodu zabierz z sobą jak najwięcej,przecież zapewne będziesz musiała
                                            > zapłacić klimatyczne.I zbuduj jakąś monumentalną budowlę z piasku.Uważaj na
                                            > bałwany(ów)Pozdr.


                                            Witajcie!
                                            Już wróciłam. Dzięki Hepik - chociaż przeczytałam dopiero po powrocie. Nic
                                            nie odmroziłam - morze było stosunkowo ciepłe jak na Bałtyk. Najfajniejszą
                                            rzeczą było samotne (bez rodziny, która spała...) przychodzenie raniutko na
                                            plażę - widok boski. I do tego kąpiel w tej zimnej wodzie... Ogólnie całkiem
                                            fajnie - dziecko zadowolone (a to najważniejsze!) i opalone. oczywiście nie
                                            obyło się bez przygód - zapomniałam pieniędzy przeznaczonych na wyjazd(wiem -
                                            zaraz będzie "jak to baba"...), ale jakoś wcale się tym nie przejęłam no i
                                            żylismy dość skromnie - tylko z tego co było na koncie (męża). Ale może i
                                            dobrze, bo wydaliśmy przynajmniej mniej. Jastarnia mi się spodobała (tam
                                            mieszkaliśmy), ale Jurata bardziej, choc mniejsza. Trochę za mało
                                            pozwiedzaliśmy. Ale nadrobimy w przyszłym roku!
                                            pozdrawiam
                                            PS.Jak ktoś z Was wróci - niech się odezwie

                                            • hepik1 Re: o wakacjach 23.07.03, 05:55
                                              Witam Cię opaloną i zadowoloną.A nie jest to wbrew pozorom takie częste -
                                              powrót z wczasów ,gdzie wszystko się nam podobało.To jest chyba wrodzony
                                              optymizm,gdy dostrzega się pozytywne strony nawet w fakcie braku gotówki.Z "jak
                                              to baba"-tu się zgadza.Sam z rodziną,jeszcze na początku lat 90 pojechałem do
                                              Niemiec (a były to czasy,gdy karty bankomatowe były jakimś mglistym
                                              wyobrażeniem) a moja lepsza połowa też DM nie zabrała.Rodzina nas poratowała
                                              ale ja zostałem zmuszony do wyniesienia(kradzieży)papierosów z sklepu.A byłem
                                              tak tym faktem przejęty,że wyniosłem paczkę Malboro,których nie dało się palić
                                              bez specjalnej tutki(bardzo cieniutka bibułka)I do dzisiaj pamiętam tę radość
                                              gdy przekroczyłem granicę ukochanej ojczyzny i za nasze polskie złotówki na
                                              przygranicznym targowisku zakupiłem paczkę papierosów i pełną piersią mogłem
                                              się zaciągnąć i rozkoszować aromatem Klubowych.Już nigdy potem nie przeżyłem
                                              takiej radości widząc graniczny szlaban.
                                              Ja od poprzedniego postu byłem na jeszcze jednym wyjeździe-tym razem na 4
                                              dniowym ,na Jurze Krakowsko -Częstochowskiej.Tak blisko a w tak nieznanym
                                              regionie(ok.70 km od domu)Zwiedzałem ok.Złotego Potoku-ruiny
                                              zamków,jaskinie,skałki,piękne lasy.Dodatkowo odbywało się tam Jurajskie Lato
                                              Filmowe-kino na świeżym powietrzu,oglądanie do wczesnych godzin rannych w
                                              towarzystwie kilku tysięcy ludzi filmów,które jeszcze "chodzą" w kinach -
                                              Chicago,Gangi NY ,Władca Pierścieni itp.Nadrobiłem zaległości i to za
                                              friko.Tylko grzybów znowu nie było,mimo zapewnień, tym razem telewizyjnych, o
                                              wysypie tychże(telewizja kłamie)
                                              PS.Jak tam w Twojej okolicy po zapowiadanych w telegazecie gwałtownych burzach ?
                                              U nas burza była piękna-jasno jak w dzień,pioruny waliły wokół a ja noc
                                              spędziłem z 40 kilogramową dobermanką w łóżku.Pozdr.
                                      • hepik1 Re: i o wakacjach, i o komputerze 23.07.03, 06:03
                                        Gość portalu: fortytwo napisał(a):

                                        > Ostatnio widziałam się z forty. Jej córka zdawała na SGGW i czekają na wynik
                                        > egzaminów, obmyślając co robić, jeśli się nie uda. Z miłych rzeczy, które
                                        > czasem spotykają nawet forty, można wymienić wesele koleżanki. Impreza odbyła
                                        > się w pałacyku w Jabłonnej, a więc forty miała coś dla ducha i coś dla ciała,
                                        > bo kuchnia raczej wykwintna i trunki raczej przednie. Ubolewać należy nad
                                        > rzadkością tego rodzaju chwil w życiu forty. Nadmieniam, że forty była bez
                                        > męża, "któren" to mąż był wielce zajęty problemem nadmiaru wolnego czasu, a
                                        > którego uczestnictwo na w/w ślubie i weselu było z góry wykluczone.
                                        > Niestety forty nie wyjeżdża nigdzie i właściwie nie wie, czy jest sens brania
                                        > urlopu, skoro j.w. Córka forty chce wyjechać nad morze do ciotki ( wreszcie z
                                        > chłopakiem); dziecko odpocznie od matki i vice versa.
                                        > Pozdrawiam Was serdecznie, dzięki Ona, że pamiętasz o forty. Jeśli forty
                                        wróci,
                                        >
                                        > na pewno do Was napisze. Miło się czyta Wasze listy i fajnie, że się
                                        trzymacie
                                        > razem.
                                        Trochę dziwny ten post-mam na myśli to forty dwa-intryguje mnie to.I pytanie -
                                        jak zakończyła się historia z egzaminem na uczelnię?Bo po wcześniej opisanych
                                        problemach w szkole średniej córy to SGWW to dosyć wysoko zawieszona poprzeczka?
                                        • Gość: fortytwo Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: 217.153.130.* 23.07.03, 09:14
                                          O ile mąż forty jak był palantem ( i nie tylko)to tak został, o tyle córka
                                          forty posiada ambicję i pewne aspiracje; sądzę, że nieco dorosła. Ale zdany
                                          egzamin nie wystarczy, aby być na liście przyjętych. Nie wiem dokładnie jak
                                          było rok temu - mam tylko statystyki; ten rok jednak (ilość kandydatów w
                                          stosunku do ilości miejsc, mimo zwiększonych limitów przekroczyła nasze
                                          oczekiwania)był zaskoczeniem. Nic to - jak mówił Pan Michał (Wołodyjowski)
                                          spróbujemy jeszcze raz za rok lub dwa. Ale frustracje pozostały, przecież miała
                                          się dostać.
                                          Pozdrowienia od forty.

                                          P.S.
                                          Ta poprzeczka musi być wysoko, w celu wzniesienia ego zakompleksionej
                                          dziewczynki i zmuszenia jej do refleksji...może nie jestem taka głupia?!....
                                          skoro zdałam egzamin na SGGW.
                                            • Gość: ol. Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 23.07.03, 19:53
                                              Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                                              > Nie chciałbym być źle zrozumiany-ale czy ambicje i aspiracje są napewno
                                              córki
                                              > forty czy samej forty.Samo określenie męża forty misię osobiście podoba,choć
                                              > teoretycznie powinienem(?) wyrazić jakąś męską solidarność?

                                              Witam hepiku1, zajrzyj na: turystyka>europa> bal. i eger tanie noclegi........
                                              i odpowiedz na moje dwa słowa do ciebie wysłane 21.07. Pozdrawiam ol.
                                                • Gość: ol. Re: Tokaj w Topolcy IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.07.03, 22:47
                                                  Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                                                  > Odpowiedziałem tam właśnie ,siłą rozpędu,więc tutaj się powtarzać chyba nie
                                                  > będę.Gdyby nie satysfakcjonowała Cię moja odpowiedź proponuję dalszą wymianę
                                                  > poglądów już tutaj.Pozdr.

                                                  Fajnie,że odpowiedziałeś w obu forach. Widzę, że na szczęście nie poczułeś się
                                                  zbyt urażony moim tonem, bo nie miałem złych intencji. Na sprawy związane z
                                                  uzależnieniami reaguję często bardzo spontanicznie-jestem alkoholikiem i
                                                  trzeźwienie jest dla mnie ogromnie ważne. Na Węgry jadę 1.08. jeśli nic nie
                                                  zmieni moich planów. A Ciebie trudno nie zauważyć tu i tam - nie ma znaczenia
                                                  czy internet mały. Pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: hepik Re: Tokaj w Topolcy IP: *.visp.energis.pl 26.07.03, 06:58
                                                    Nie tylko nie poczułem się dotknięty a wręcz przeciwnie,najpierw zaintrygowany-
                                                    bo co ma piernik do wiatraka(tak oddalone tematycznie fora) a późnie j nawet
                                                    miło się zrobiło ,że ktoś na te nasze wypociny zwraca uwagę.Zwłaszcza ,że nie
                                                    mam nic do ukrycia a jakaś dwulicowość raczej mi jest obca.
                                                    Życzę udanego pobytu u bratanków.Bardzo lubię ten kraj,byłem tam w ostatnich
                                                    dwu latach czterokrotnie i pomimo bariery językowej sami Węgrzy to przemili
                                                    ludzie,zwłaszcza w mniej skażonych turystycznie rejonach.A na tokaj,egri
                                                    uważaj.Bo można się zapomnieć siedząc w jakiejś piwniczce ,przy cygańskiej czy
                                                    madziarskiej muzyce.A i na kąpieliskach alkoholu sporo i to pod każdą
                                                    postacią.Pozdr.
                                            • Gość: fortytwo Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: 217.153.130.* 24.07.03, 13:50
                                              Gość portalu: hepik1 napisał(a):

                                              > Nie chciałbym być źle zrozumiany-ale czy ambicje i aspiracje są napewno
                                              córki
                                              > forty czy samej forty.
                                              Ciepło, ciepło... Forty przegrała swoje życie, a jedyna cenna rzecz jaką
                                              "wyniosła" ze związku to córka. Hepiku, nic na siłę z córką forty i nic bez jej
                                              akceptacji zrobić w dziedzinie edukacji nie można. A dla forty to wielka
                                              radość, że może swojemu dziecku pomóc, zwłaszcza w takiej sprawie.

                                              Samo określenie męża forty misię osobiście podoba,choć
                                              > teoretycznie powinienem(?) wyrazić jakąś męską solidarność?
                                              Kobiety tez bywają "palantami" płci się nie czepiam.

                                              Pozdrawiam Oną,Stacha i Ciebie (w imieniu forty też)

                                                  • Gość: ONA Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.07.03, 23:48
                                                    Hepik! No widzisz - nie tylko mnie sie zdarza zapomnieć pieniędzy. Czy chcesz
                                                    powiedzeć, że pieniądze to świat męski?.. Wyobrażam sobie, co czułeś jak
                                                    wróciłeś do Polski i zapaliłeś tego pierwszego papierosa. Ja, z kolei, po
                                                    prawie półrocznym pobycie w Moskwie, pamiętam, że w tym dniu, w którym
                                                    przyjechałam, zjadłam dwa obiady w ciągu dnia - byłam tak strasznie głodna.
                                                    Ceny tam były naprawdę baardzo wysokie i ciągle byłam głodna. I wiecie co? To
                                                    mi już zostało - jak gdzieś wyjeżdzam, to muszę mieć ciągle jedzenie lub
                                                    perspektywę jego uzyskania. NIe muszę jeść, ale muszę wiedzieć, ze
                                                    potencjalnie mogę zjeść.
                                                    Ale Ci zazdroszcze tego lata fimowego!!! Moje wymarzone wakacje to chodzenie
                                                    po górach (typu alpejskiego) [rano], potem basen/morze. Wieczorami ambitne
                                                    kino, "głębokie" dyskusje i śpiewanie rosyjskich! piosenek (polskie też mogą
                                                    być) przy gitarze... Ale to sie nigdy nie spełni...
                                                    A co do optymizmu - owszem, jestem wielka optymistką - a co? nie widać?
                                                    Pozdrawiam Ciebie, Hepik, Stacha, Fortytwo i Forty i wszystkich innych, którzy
                                                    czytają, też.
                                                    ONA
                                                  • Gość: hepik1 Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.visp.energis.pl 26.07.03, 06:48
                                                    Jakiś lekko samotny się czuję ostatnio,koledzy AA wyciszyli się jakby
                                                    ostatnio ,przyczaili.Ale w towarzystwie pań całkiem przyjemnie.
                                                    Wspominasz o głodzie w Moskwie-u mnie też była taka przygoda,tyle ,że w
                                                    mniejszej skali.To był początek lat 90,u nas już kapitalizm,tam jeszcze ZSRR.I
                                                    szef wysłał mnie z godziny na godzinę(dosłownie)samolotem do stolicy bratniego
                                                    do niedawna kraju.Miałem wymienić jakieś czeki ,które nie miały pokrycia na
                                                    takie które by je miały.Na drugi dzień miałem być z powrotem.Z paroma dolarami
                                                    w kieszeni siedziałem tam tydzień.W sklepie były wtedy tylko jajka,tak jak
                                                    kiedyś u nas ocet,a sprzedając je pani podała je luzem bez pakowania.Tyle ,że
                                                    zima była to poupychałem je po kieszeniach płaszcza.I pamiętam smak tej
                                                    jajecznicy do dzisiaj.
                                                    A teraz prztyczek-W jednym zdaniu piszesz "To się nigdy nie spełni" a w
                                                    następnym,że jesteś optymistką.Lekka niekonsekwencja?A dlaczego nie miałoby się
                                                    spełnić?Od 1 sierpnia lato filmowe w Kazimierzu Dolnym.Jest tam namiastka
                                                    gór,wąwozy,ostre zbocza a nawet krzyże na wzgórzu(skojarzenie z Giewontem),w
                                                    dole lekkie fale na szerokiej Wiśle i piaszczyste plaże (nie wiem jak w tym
                                                    miejscu z kąpielą)a wieczorem filmy,filmy a biorąc pod uwagę masy ludzi to i
                                                    gitara się znajdzie,może tylko z tymi rosyjskimi piosenkami byłby kłopot,choć
                                                    niekoniecznie.Ja osobiście niedalej jak miesiąc temu kupiłem Okudżawę w
                                                    oryginale a na koncercie jemu poświęconemu na rynku w Krakowie było kilka
                                                    (naście?) tysięcy ludzi.
                                                    Reasumując -prawdziwi optymiści nigdy nie mówią nigdy.Jeśli nie w tym roku to
                                                    w następnym.Pozdr.
                                                  • Gość: ONA Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.07.03, 02:04
                                                    Oj, Hepik! Ty to sie musisz wszystkiego czepiać. Owszem może i jest troche
                                                    niekonsekwencji w moich wypowiedziach, ale jedno drugiemu nie przeczy. A może
                                                    marzenia sa po to, by były tylko marzeniami?
                                                    W Kazimierzu byłam. Nie oglądać filmy, ale tak pozwiedzać (z rodziną, mała
                                                    miała wtedy roczek). Miasteczko sympatyczne, ale dłużej niż dwa- trzy dni to
                                                    tam nie ma co robić (wtedy była chyba jakaś plaga komarów, do tej pory to
                                                    pamiętam). A poza tym w takim miasteczku to trzeba być z kimś, a nie samemu...
                                                    i filmy też mieć z kim oglądać... Niestety, ja chyba nie mam z kim. I to jest
                                                    najbardziej przykre i smutne.
                                                    A wiesz, dziś rano włączyłam sobie Okudżawę. (Twóją wypowiedź przyczytałam
                                                    rano). Jest niesamowity. Najbardziej lubię "А как первая любовь...". Masz to
                                                    na płycie? Nieczęsto można usłyszeć ten utwór (choc moge się mylić), mnie
                                                    przeszywa do głębi. A w jaki nastrój wtedy wpadam... Melancholia, zaduma,
                                                    czasem łzy...
                                                    Wiesz, tyle we mnie myśli, różnych przemyśleń. Komu to powiedzieć??? Komu?
                                                    Trudno jest być samemu. Jutro chyba też bedę sama. I nie powiem, że jest mi z
                                                    tym dobrze.
                                                    Sorry za ten nastrój, jak zauważyłeś, jest juz późno, a ja na dodatek
                                                    pozwołiłam sobie zobaczyć dziś film na "Europa, Europa" - "Chora z miłości".
                                                    Podobało mi się. Francuskie kino chyba najbardziej lubię, ten nastrój...
                                                    Pozdrawiam
                                                    ONA
                                                  • Gość: hepik1 Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.visp.energis.pl 27.07.03, 06:44
                                                    Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                    > Oj, Hepik! Ty to sie musisz wszystkiego czepiać. Owszem może i jest troche
                                                    > niekonsekwencji w moich wypowiedziach, ale jedno drugiemu nie przeczy. A może
                                                    > marzenia sa po to, by były tylko marzeniami?
                                                    > W Kazimierzu byłam. Nie oglądać filmy, ale tak pozwiedzać (z rodziną, mała
                                                    > miała wtedy roczek). Miasteczko sympatyczne, ale dłużej niż dwa- trzy dni to
                                                    > tam nie ma co robić (wtedy była chyba jakaś plaga komarów, do tej pory to
                                                    > pamiętam). A poza tym w takim miasteczku to trzeba być z kimś, a nie
                                                    samemu...
                                                    > i filmy też mieć z kim oglądać... Niestety, ja chyba nie mam z kim. I to jest
                                                    > najbardziej przykre i smutne.
                                                    > A wiesz, dziś rano włączyłam sobie Okudżawę. (Twóją wypowiedź przyczytałam
                                                    > rano). Jest niesamowity. Najbardziej lubię "А как l
                                                    > 7;ервая любовь
                                                    > ;...". Masz to
                                                    > na płycie? Nieczęsto można usłyszeć ten utwór (choc moge się mylić), mnie
                                                    > przeszywa do głębi. A w jaki nastrój wtedy wpadam... Melancholia, zaduma,
                                                    > czasem łzy...
                                                    > Wiesz, tyle we mnie myśli, różnych przemyśleń. Komu to powiedzieć??? Komu?
                                                    > Trudno jest być samemu. Jutro chyba też bedę sama. I nie powiem, że jest mi z
                                                    > tym dobrze.
                                                    > Sorry za ten nastrój, jak zauważyłeś, jest juz późno, a ja na dodatek
                                                    > pozwołiłam sobie zobaczyć dziś film na "Europa, Europa" - "Chora z miłości".
                                                    > Podobało mi się. Francuskie kino chyba najbardziej lubię, ten nastrój...
                                                    > Pozdrawiam
                                                    > ONA

                                                    No cóż.Niestety już tak mam.Wyłapuję takie niekonsekwencje a potem nie
                                                    potrafię się powstrzymać aby światu ogłosić rezultat mej bystrości.Dzięki
                                                    temu ,sam zdaję sobie z tego sprawę,sprawiam przykrość najbliższym i nie
                                                    tylko.Nawet takie jedno forum "dzięki" tej przypadłości doprowadziłem w
                                                    zasadzie do upadłości.Z czego dumny nie jestem,choć zalatywało tam w końcówce
                                                    jakąś sektą,która się też potem ujawniła-można tam zostać w bardzo prosty
                                                    sposób "księdzem" a potem "biskupem"Tak mówi ich statut.
                                                    Co do Kazimierza-tak tylko rzuciłem hasło,bo jest on (festiwal)nachalnie
                                                    reklamowany w TVP i w życiu bym tam nie pojechał.Gdy za coś bierze się
                                                    telewizja to jest to już czysta komercja aż do bólu.W Kazimierzu byłem na
                                                    początku lat 80 ubiegłego stulecia(zawsze się wzruszam-gdy mogę tak napisać-ale
                                                    nie każdemu jest dane żyć na przełomie wieków:}} i robiłem tam zdjęcia do pracy
                                                    dyplomowej.I było to malutkie,puściutkie miasteczko,z gdzieniegdzie tylko
                                                    jakimś malarzem uwieczniającym na płótnie kamieniczki w rynku, ożywające tylko
                                                    w dzień targowy,gdy rynek zapełniał się furmankami,końmi i autentycznymi
                                                    chłopami z okolicznych wiosek.Podejrzewam ,że tego targu nie ma już na rynku a
                                                    już na pewno nie przyjeżdżają tam furmankami.
                                                    Okudżawa-to znowu dla mnie lata siedemdziesiąte.Wtedy dochodził jeszcze taki
                                                    smaczek czegoś nie dokońca dozwolonego,u naszego Wielkiego Brata był on czymś w
                                                    rodzaju desydenta.Lubię słuchać piosenek w jego własnym wykonaniu ale była też
                                                    płyta,gdzie śpiewają nasi aktorzy,niestety nie mogę jej nigdzie znaleźć a już
                                                    trochę jej szukałem w internecie i w Empikach.A moja ulubiona-to o
                                                    szariku,który uletieł.(Jak w komputerze uzyskuje się rosyjską trzcionkę-byłem
                                                    zaskoczony ,gdy ujrzałem ją w Twoim poście?)
                                                    Filmy francuskie-też lubię.Niedalej jak w ubiegłym tygodniu kupiłem
                                                    wreszcie "Amelię" na kasecie VHS.W kinie jakoś przegapiłem a raczej brak czasu
                                                    nie pozwolił się tam wybrać(przegapić było trudno,jeśli się ma 3 multipleksy
                                                    pod nosem).Jeszcze dwa tygodnie kaseta kosztowała 36 zł teraz staniała do 19,90
                                                    i doszedłem do wniosku ,że to jest już ten czas.Jedyne co razi to polski lektor
                                                    bo film świetny,nie wstydzę się tego powiedzieć.Może kiedyś zobaczę w wersji
                                                    oryginalnej-DVD też tanieją.
                                                    A,stałe łącze mam już za płotem.Wczoraj zjawiła się ekipa kablarzy,znienacka
                                                    całkowicie.Kabel dociągnęli do płotu właśnie,skrzynkę rozdzielczą postawili-ale
                                                    najpierw lekko zaprotestowała żona-że sobota ,dom posprzątany i nikt w ścianach
                                                    wiercił nie będzie a potem zaprotestował sąsiad,że skrzynka stanęła na jego
                                                    jeszcze terenie,choć już za płotem a nikt go o zgodę nie prosił.Obiektywnie
                                                    zresztą miał rację.Wykombinował sobie ,że dzięki temu jemu samemu założą za
                                                    darmo.I zapewne tak się stanie,tylko nie wiadomo teraz kiedy a ja dzięki temu
                                                    wzbogacę konto TP SA o kolejne setki złotych.
                                                    Marzenia są po to by je spełniać a nie tylko po to by były marzeniami.Inna
                                                    sprawa,że są takie ,które zawsze niespełnionymi zostaną.Chciałem zawsze
                                                    zobaczyć Przystanek Woodstock Owsiaka.Wczoraj starsza córa zaczęła namawiać na
                                                    wyjazd do Żar z jej znajomymi.(Potrzebny mój samochód ze mną jako kierowcą)Ale
                                                    opór z strony mojej żony na nasz wyjazd widzę dosyć silny i raczej marzenie się
                                                    nie spełni.A za rok będę jeszcze starszy i jeszcze mniej tam będę tam pasował.
                                                    Samotność-temat zbyt poważny ale nasze pisanie jakąś namiastką walki z nią
                                                    jest,czyż nie tak? POZDR.
                                                  • Gość: ONA Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.07.03, 23:34
                                                    Witaj Hepik!
                                                    Najpierw o komputerze (w kontekście stałego łącza). Mniej wiecej miesiąc temu
                                                    przyszedł fachowiec zakładać stałe łącze. Były problemy z CD. Komputer do
                                                    naprawy. Naprawili - a właściwie nie - bo ich zdaniem wszystko było OK
                                                    (rzeczywiście, w serwisie osobiście sprawdzałam, że działa). Ponownie
                                                    przyjeżdża fachowiec od stałego łącza. Wkłada swoją płytę - CD nie działa. Ja
                                                    zdziwiona wielce (bo przecież działało!). Ale nic - zawożę drugi raz. Na
                                                    miejscu sprawdzają - mówią, że działa. OK. Zawożę do domu. Sprawdzam. NIe
                                                    działa!!! NO i co teraz??? Normalnie jestem w kropce. Przecież nie zawiozę
                                                    jeszcze raz do sewisu! Wezmą mnie tam za wiadomo kogo... Hepik! Poradź coś.
                                                    Wkrótce sierpień. Nie będę miała już pakietu internetowego z TP SA. I w
                                                    sierpniu miałam korzystać za darmo! Co robić? MOże zaprosić fachowca do domu?
                                                    Za sam dojazd 50 zł trzeba jednak zapłacić.
                                                    Teraz o prozie życia - mąż od srody nie daje znaku zycia. W środę ostatni sms
                                                    (m. in. o tym, że ma kłopoty z komórką). Od piątku wieczór dzwonię na komórkę
                                                    i stacjonarny i nic. Nikt nie odbiera. Wysłałam e-maile i nic. Brak
                                                    odpowiedzi. Jak myślisz, czyżby???... NO cóż, zobaczymy co będzie dalej.
                                                    Wiesz, ten targ w Kazimierzu dalej jest! byłam tam w ubiegłym roku i wyszłam
                                                    raniutko, żeby nagrać na video. Było tak jak piszesz... Bardzo sympatyczne
                                                    wrażenie na mnie ten targ zrobił.
                                                    Piosenka про шарик też niezła. A jak Ty ją rozumiesz?
                                                    A "Amelia" szczerze mówiąc jakoś nie zawładnęła mną. Jak wszystko jest takie
                                                    piękne i cacy, to mnie jakoś przestaje pociągać. W "minorze" jest więcej
                                                    treści, niż w "majorze" - ktoś tak kiedyś powiedział i w zupełności się z tym
                                                    zgadzam. Poza tym - to jakaś zupełna abstrakcja, jak dla mnie. Ale ogólnie,
                                                    oczywiście, film dobry. Niestety, nie widziałam "Godzin" czego bardzo załuję.
                                                    Co do Twojego wyjazdu z córką - to żona nie mogłaby/ nie chciałaby zostać w
                                                    domu?
                                                    A co odczuwasz, gdy spełnia się Twoje marzenie? Bo ja czasem pustkę. Że już i
                                                    co dalej?
                                                    Samotność - temat zbyt poważny, piszesz. Owszem, poważny. I ważny, dodałabym.
                                                    Nie przeczę - chętnie podyskutowałabym.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: hepik1 Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.visp.energis.pl 28.07.03, 06:25
                                                    Trochę dziwna historia.Bo akurat wczoraj w ciągu dnia po głowie mi Twój mąż po
                                                    głowie chodził.Zastanawiałem się mianowicie,że jakoś enigmatycznie piszesz o
                                                    nim czy dalszych perypetiach związanych z jego nałogiem.Nawet sprawdziłem czy
                                                    cokolwiek wyjaśniłaś na zakończenie starego wątku co się dzieje w Waszym
                                                    małżeństwie.I zastanawiałem się czy on czytał tamte posty,bo przecież był
                                                    kiedyś taki okres ,że sam zabierał głos w swojej sprawie.
                                                    Gdy pisałaś o urlopie to też gdzieś się tam przewinął czyli spędziliście go
                                                    razem.Myślałem,że po prostu nie chcesz o nim pisać by nie zapeszać więc też nie
                                                    pytałem.A teraz wydaje mi się,że trochę strusią metodę przyjęliście
                                                    oboje,udając ,że problemu nie ma albo sam w jakiś cudowny sposób
                                                    zniknął.Trochę tak jak małe dzieci,które zamykają oczy i udają,że ich nie ma i
                                                    ich też nikt nie widzi.
                                                    Co myślę o jego zniknięciu?To samo co TY.Ten wariant Ty przerabiałaś nie raz a
                                                    jeden raz już wspólnie w wątku pomocowym.Pijąc w taki sposób czyli ciągami z
                                                    dłuższymi okresami abstynencji tak to będzie wyglądało zawsze.Kiedyś
                                                    napisałaś,że nie masz ochoty do tamtego wątku wracać ale tam już praktycznie
                                                    wszystko zostało powiedziane i ciągle to jest aktualne.Smieci zamiecionych pod
                                                    dywan wprawdzie nie widać ale one tam są.I możesz udawać,że on Cię nie
                                                    obchodzi,że jego los jest Tobie obojętny ale tak nie jest i znowu sobie
                                                    fundujesz wszystkie przeżycia z szukaniem,wizytami w szpitalu itp.
                                                    Z 4 tygodnie temu w Dużym Formacie był bardzo dobry artykuł o
                                                    uzależnieniach "Moja heroina"Napisany przez lekarza uzależnionego wprawdzie od
                                                    narkotyków ale mechanizm uzależnień jest identyczny jak przy alkoholu.I w
                                                    internecie on też gdzieś jest ,niestety nie podam teraz linku do niego,może
                                                    ktoś pomoże.Była też dosyć burzliwa dyskusja na forum.To znajdziesz na tym
                                                    forum bez kłopotu.
                                                    W temacie komputer,stałe łącza-moja wiedza jest bardzo skromna.Tutaj nie wiele
                                                    mogę pomóc.Tak jak w samochodzie wiem gdzie wlewa się paliwo,płyn do
                                                    spryskiwacza(no może jeszcze parę rzeczy)tak w komp.wiem gdzie się go włącza i
                                                    gdzie kliknąć by wejść na forum.A co do fachowców,różnych zresztą maści-to
                                                    adekwatne słowo,które mi się bardzo podoba-diletanti(tak z włoska przynajmniej
                                                    brzmi)
                                                    Tematy -samotność,film,piosenka muszą poczekać,zrobiło się późno a pisanie
                                                    szło dzisiaj bardzo opornie.Wiesz jest taka modlitwa o pogodę ducha-odmawiana
                                                    przez alkoholików (trzeźwych)"Boże ,użycz mi pogody ducha,abym godził się z tym
                                                    czego zmienić nie mogę<zmieniał to co mogę zmienić,<i mądrości by odróżnić
                                                    jedno od drugiego.Mnie w trudnych momentach pomaga".A więc życzę pogody ducha.
                                                  • Gość: ONA Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.03, 07:08
                                                    Oboje nie mieliśmy racji - okazało sie, że był na wyjeździe, o czym po prostu
                                                    nie wiedziałam. I tyle.
                                                    Ale spodziewałam się, ze Twoja wypowiedź będzie właśnie taka. NAwet
                                                    zauważyłam, że sie upajasz pisząc o wszystkim co związane z alkoholem. A może
                                                    próbujesz w ten sposób rozgrzeszyć siebie? W końcu 20 lat chlania wymaga tego.
                                                    A że Twój powrót bo trzeźwości trwa nie znowu aż tak długo, to to
                                                    wszystko "złe" siedzi w Tobie jeszcze. NIe jest tak?
                                                    "Strusią metodę", "chowanie głowy w piasek"? - a co, przepraszam, mam robić?
                                                    Po prostu zyję, zyję normalnymi problemami normalnego człowieka, a Ty na siłę
                                                    chcesz we mnie ten cały alkoholizm, i wszystko co się z nim wiąże, wtłoczyć. A
                                                    co? Rozdrabnienie wszystkiego na czynniki pierwsze, tylko po to by po raz
                                                    kolejny (jeden raz mi juz wystarczył za co wielkrotnie dziękowałam i juz
                                                    więcej nie będę, bo jak wiem tego też nie lubisz) jeszcze raz przechodzić
                                                    przez to wszystko - tzn. mysleć tylko o tych problemach? TO jest wyjście?
                                                    NAwet nie próbowałeś mnie pocieszyć - od razu "wyrok".
                                                    Mimo wszystko pozdrawiam
                                                    ONA
                                                  • Gość: hepik1 Re: i o wakacjach, i o komputerze IP: *.visp.energis.pl 29.07.03, 20:42
                                                    O rany,ile agresji na raz.Nie chciałem i nie takie były moje intencje.Ja nie
                                                    jetem duchem św czy nieomylnym Bogiem.Przyznasz ,że sytuacja gdy mąż wyjeżdża
                                                    nagle,nie daje znaku życia przez dwa dni nie jest sytuacją normalną.Zwłaszcza
                                                    dzisiaj,gdy istnieją takie środki łączności jak tel kom.Zresztą o ile pamiętam
                                                    to nawet nie napisałem,że on zapił.Napisałem,że myśle to samo co TY.Sprawdzę to
                                                    zachwilę.A Twoja gwałtowna reakcja też o czymś świadczy.Tylko czemu akurat
                                                    wyładowałaś się na mnie?Byłem pod ręką?Pozdr.
                                                  • Gość: hepik1 Re: Już nie o wakacjach IP: *.visp.energis.pl 30.07.03, 05:47
                                                    Gość portalu: ONA napisał(a):

                                                    > Oboje nie mieliśmy racji - okazało sie, że był na wyjeździe, o czym po prostu
                                                    > nie wiedziałam. I tyle.
                                                    > Ale spodziewałam się, ze Twoja wypowiedź będzie właśnie taka. NAwet
                                                    > zauważyłam, że sie upajasz pisząc o wszystkim co związane z alkoholem. A może
                                                    > próbujesz w ten sposób rozgrzeszyć siebie? W końcu 20 lat chlania wymaga
                                                    tego.
                                                    > A że Twój powrót bo trzeźwości trwa nie znowu aż tak długo, to to
                                                    > wszystko "złe" siedzi w Tobie jeszcze. NIe jest tak?
                                                    > "Strusią metodę", "chowanie głowy w piasek"? - a co, przepraszam, mam robić?
                                                    > Po prostu zyję, zyję normalnymi problemami normalnego człowieka, a Ty na siłę
                                                    > chcesz we mnie ten cały alkoholizm, i wszystko co się z nim wiąże, wtłoczyć.
                                                    A
                                                    > co? Rozdrabnienie wszystkiego na czynniki pierwsze, tylko po to by po raz
                                                    > kolejny (jeden raz mi juz wystarczył za co wielkrotnie dziękowałam i juz
                                                    > więcej nie będę, bo jak wiem tego też nie lubisz) jeszcze raz przechodzić
                                                    > przez to wszystko - tzn. mysleć tylko o tych problemach? TO jest wyjście?
                                                    > NAwet nie próbowałeś mnie pocieszyć - od razu "wyrok".
                                                    > Mimo wszystko pozdrawiam
                                                    > ONA

                                                    "Jak myślisz,czyżby???..."Trzy pytajniki i wielokropek.
                                                    Odpisałem-"Myślę to samo ,co TY."I na tym wtedy swoją wypowiedź powinienem
                                                    zakończyć.Wiesz ,na terapi jest m.in taka zasada -nie udzielamy rad,nie
                                                    krytykujemy,mówimy tylko o swoich doświadczeniach.Jak mądre to zasady można
                                                    docenić właśnie w takich wypadkach jak wyżej.Mój post pisany w jak najlepszej
                                                    intencji został odebrany jakby to był napad na Ciebie,na Twojego męża.I Twoja
                                                    reakcja patrząc nawet na godzinę wysłania Twojego postu była bardzo
                                                    emocjonalna.Myślę ,że było to odreagowanie Twoich niepokojów ,w sumie 4 dniową
                                                    nieobecnością i niedawaniem znaku życia męża.I dodatkowo tym,paradoksalnie,że
                                                    wrócił trzeźwy,że ciężko pracował a Ty go tak niesłusznie podejrzewałaś o
                                                    najgorsze.Postępując tak, podejrzewam,że z premedytacją ,zafundował parę dni
                                                    strachu i na zakończenie jeszcze poczucie winy.Chyba ,że przyjąć,że interesy
                                                    prowadził w środku puszczy,gdzie nie było zasięgu,najbliższa poczta z powodu
                                                    choroby naczelnika była zamknięta a jedyna budka tel.w wiosce do której dotarł
                                                    była na żetony,których nie można było kupić.
                                                    Chcesz tego czy nie,jesteś osobą współuzależnioną,podatną na manipulacje
                                                    alkoholika.Podejrzewam,że więcej o tych sprawach mogłaby napisać na przykład
                                                    forty i napewno byłaby bardziej wiarygodna niż ja.
                                                    Nie ukrywam,że Twoje opinie mnie zabolały-nie wydaje mi się,żebym się upajał
                                                    pisząc o alkoholiźmie.Jeśli w tym wątku znajdziesz mój post w którym piszę o
                                                    alkoholu-to bym się zdziwił.Pisaliśmy o wschodach słońca nad morzem i gwiazdach
                                                    na niebie podczas nocnych projekcji filmowych.A w prozie o klopotach z stałym
                                                    łączem.
                                                    Nie wykluczone ,że "zło "jest we mnie a mój okres trzeźwości jest krótki ,i że
                                                    moją winą jest to ,że nie próbowałem Cię pocieszyć.Napewno nie jest moim
                                                    zamiarem obrzydzenie Tobie męża w celu doprowadzenia do rozwodu i zajęcia jego
                                                    miejsca u Twego boku.Ale dobrymi chęciami i zamiarami piekło wybrukowane.Tak
                                                    mówią starzy i mądrzy ludzie.
                                                    Staję się teraz złośliwy,więc kończę by nie przegiąć.Ale zupełnie niepotrzebnie
                                                    zafundowałem sobie noc z problemami.Pozdr.
                                                  • Gość: forty Re: Już nie o wakacjach IP: 217.153.130.* 30.07.03, 10:49
                                                    Wspomnieliście o mnie i oto jestem.
                                                    Ona nie miej pretensji do Hepika, choć to co napisał mnie też by wkurzyło (na
                                                    Twoim miejscu). Przez takie właśnie problemy przeżywam rozdwojenie osobowości;
                                                    raz jestem forty, raz - fortytwo. Oczywiście po kolejnym występie szanownego
                                                    małżonka,a do tego jeszcze czuję niesmak po wezwaniu policji i odesłaniu w/w do
                                                    Izby, ponieważ spał pod drzwiami, nie mogąc ich otworzyć(tak go zostawili
                                                    koledzy). A niesmak czuję do siebie.
                                                    Mija już trzeci tydzień "spokoju", a ja staram się dojść do siebie. Chyba
                                                    wpadłam w depresję, bo za dużo tych niepowodzeń na mojej drodze.
                                                    Ostatnio przeczytałam coś o potrzebach emocjonalnych, a raczej o ich właściwym
                                                    określeniu i umiejętności ich zaspokajania - to było w kontekście
                                                    odpowiedzialności żon alkoholików za nich samych. ...Co ten biedak teraz robi,
                                                    kto się zajmie nieszczęśnikiem, może mu czego potrzeba????....
                                                    Od tej pory ciągle mi to chodzi po głowie, czy moje potzeby były kiedykolwiek
                                                    brane pod uwagę i czy w ogóle "zgłaszałam" komuś o ich istnieniu.
                                                    Cóż za egocentryczne wypowiedzi z mojej strony! Nie mam ochoty być sobą, rzygać
                                                    mi się chce, jak przypominam sobie, że ja to ja.
                                                    Droga Ona, Twoje życie nie było łatwe i będzie, podobnie jak wszystkich kobiet
                                                    i mężczyzn związanych z alkoholizmem. Czytam czasem posty..."on pije, ale ja go
                                                    kocham; jak mogę mu pomóc".. i wtedy chce mi się wyć ze śmiechu i żalu.
                                                    Do "przeczytania" w następnej fazie.
    • Gość: Masza33 Re: Już nie o wakacjach IP: 195.85.227.* 30.07.03, 12:54
      Nie kłóćcie się! – bardzo proszę. Czytam Wasze posty w tym i innych wątkach od
      prawie miesiąca, nie odzywam się sama, bo wiele nowego nie mam do dodania.
      Jestem w sytuacji takiej jak ONA, chociaż moje przejścia są na pewno mniej
      dramatyczne, bo pił nie mąż a tzw. wieloletni narzeczony. Rozeszliśmy się, tym
      razem chyba na dobre, chociaż po wszystkich doświadczeniach, ciągach,
      odejściach powrotach wiem już, że trudno o stuprocentowo pewne decyzje.

      B. dużo dowiedziałam się na tym forum, przeczytałam x historii, w których
      widziałam odbicie naszego związku. Wasz „dialog” na forum to jeden z
      optymisteczniejszych, z obu stron ludzie, którzy o walczą o swoje i bliskich
      życie. A życie jakie jest, każdy widzi. Można walczyć ze wszystkich sil, a
      flaszka i tak okazuje się silniejsza, a my – bezradne.
      ONA, nie dziwię się, że wkurzyłaś na Hepika, ale w tym co mówi jest – niestety –
      mnóstwo racji. Gdyby ktoś z jego doświadczeniem tak się do mnie odezwał 4, 3
      czy 2 lata temu może byłoby mniej bólu i złości. Pozdrawiam, trzymam kciuki za
      wszystkich.
      • Gość: stachu34 Re: Już nie o wakacjach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.03, 22:50
        „Teraz o prozie życia - mąż od srody nie daje znaku zycia. W środę ostatni sms
        (m. in. o tym, że ma kłopoty z komórką). Od piątku wieczór dzwonię na komórkę
        i stacjonarny i nic. Nikt nie odbiera. Wysłałam e-maile i nic. Brak
        odpowiedzi. Jak myślisz, czyżby???... NO cóż, zobaczymy co będzie dalej.”

        Już wiemy co było dalej...a ja wiem jak było naprawdę.
        Zachowania alkoholików są standardowe. Są podobni do siebie jak bliźniaki
        jednojajowe.
        Tak samo to odebrałem,Hepik jak Ty. Jestem przekonany że gościu chlał, i dla
        świętego spokoju zadekował się aby nikt mu nie przeszkadzał.
        Po uzupełnieniu braków alkoholu wrócił, a swoją nieobecność uzasadnił
        wyjazdem. Koniec!!!!
        Stu pijących alkoholików na stu, miało podobne doświadczenia. Takie zachowanie
        jest standardem wśród pijących .




        • Gość: hepik1 Re: Już nie o wakacjach IP: 62.29.232.* 31.07.03, 20:51
          Gość portalu: stachu34 napisał(a):

          > „Teraz o prozie życia - mąż od srody nie daje znaku zycia. W środę ostatn
          > i sms
          > (m. in. o tym, że ma kłopoty z komórką). Od piątku wieczór dzwonię na komórkę
          > i stacjonarny i nic. Nikt nie odbiera. Wysłałam e-maile i nic. Brak
          > odpowiedzi. Jak myślisz, czyżby???... NO cóż, zobaczymy co będzie dalej.”
          >
          > Już wiemy co było dalej...a ja wiem jak było naprawdę.
          > Zachowania alkoholików są standardowe. Są podobni do siebie jak bliźniaki
          > jednojajowe.
          > Tak samo to odebrałem,Hepik jak Ty. Jestem przekonany że gościu chlał, i dla
          > świętego spokoju zadekował się aby nikt mu nie przeszkadzał.
          > Po uzupełnieniu braków alkoholu wrócił, a swoją nieobecność uzasadnił
          > wyjazdem. Koniec!!!!
          > Stu pijących alkoholików na stu, miało podobne doświadczenia. Takie
          zachowanie
          > jest standardem wśród pijących .

          > Stachu!Chyba za ostro tym razem pojechałeś po bandach.Potraktuj to jako
          informację zwrotną,myślę ,że jako AA wiesz o co mi chodzi.Zauważyłem,że czasami
          jesteś w takim stanie psychicznym,że Twoje opinie są bardzo ostre,niekoniecznie
          adekwatne do sytuacji.Dzisiaj do południa korzystając z wolnego czasu
          przeczytałem w całości wątki,które wiwindowałem zresztą do góry i tam takie
          wejścia też ci się zdarzały.Czasami tak się zdarza i mnie,coś nie doczytamy
          dokładnie,w pośpiechu,mamy coś innego na głowie, coś innego nas denerwuje i
          reagujemy zbyt emocjonalnie.Nie wymagajmy od innych by od razu zrozumieli to,co
          i nam przychodziło zrozumieć z trudem.
          Być może czasami chcemy pomóc na siłę,w czasie gdy ktoś tej pomocy wcale nie
          chce.I denerwujemy się,kiedy dla nas prawda oczywista jest negowana.
          Pisałem już ,że reakcja Onej mnie zabolała.Miałem wątpliwości czy akurat wbrew
          moim intencjom napisałem jakieś bzdury.Ale posty Forty,Maszy czy z innej
          pozycji Kubka,potwierdziły,że nie cała wina jest po mojej stronie.(o ile tu
          można mówić o jakiejś winie-czyjej kolwiek zresztą)
          Wydaje mi się ,że rozumię Oną(kiepsko to się odmienia)Bo to nie jest tak,że
          mąż już nic ją nie obchodzi a jego nieobecności są jej obojętne i nic jej nie
          robią.Nawet gdy to sobie próbuje wmówić to jest inaczej.Nawet Forty,która co do
          swego męża straciła wszelkie nadzieje pisze ile ją kosztują jego wyskoki.
          Ona nie chce wracać do starych wątków.Myślę ,że szkoda.Być może już do końca
          się obrazi na mnie ale zacytuję:
          "Nie chcę tego widzieć,więc po prostu oddalam problem.A tak wogóle to strasznie
          to wszystko przeżywam"-21.01.2003
          i jeszcze jeden;
          "Nie mam z nim żadnego kontaktu-nie wiem gdzie jest i co robi.Jego telefon
          stacjonarny jest wyłączony a ładowarka do jego telefonu jest u mnie.Czekam,choć
          sama nie wiem na co"- 31.03 2003
          "...i zawsze jest tak samo.Chyba mam już tego dosyć.No więc staram się-dużo
          pracy,odganianie złych myśli i udawanie przed światem,że wszystko jest
          super.Tylko czy sił mi starczy???"-29.03.2003
          Mając to wszystko gdzieś w pamięci, napisałem to co napisałem a co tak ONĄ(JĄ)
          zdenerwowało.Ale również z powyższym, miała prawo do takiej reakcji.
          Teraz zamilkła mając żal do mnie ale chyba i do innych ,którzy zabrali głos
          już po tym całym incydencie.Mam nadzieję,że nie napisze żeby się w końcu od
          niej odp...ć,bo być może takie myśli już po głowie krążyły.A jeśli tak -to
          trudno,może za jakiś czas zmieni zdanie.
          Stare wątki podniosłem,bo na to zasługują.Ten "Do Stacha"rozpoczęty przez
          Forty działa na mnie terapeutycznie-gdy przez głowę przelatuje mi myśl-jedno
          piwo mi nie zaszkodzi-poczytam i przechodzi.Jeśli moja rodzina nie przechodziła
          aż takich horrorów to może niewiele brakowało by i tego doświadczyła.
          Trochę być może zbyt emocjonalnie podszedłem dzisiaj do tematu,może trochę
          nieskładnie ale mam nadzieję na zrozumienie moich intencji.POZDR

          >
          >
          >
              • Gość: forty Re: Już nie o wakacjach IP: 217.153.130.* 01.08.03, 09:42
                Chociaż to nie o Onej mówiliście źle, ma Wam za złe, bo to także część jej
                samej i jej własna kolejna porażka.
                Może jest również tak, że "tylko ja mogę krytykować mojego męża (mam prawo,
                ciężko na nie zapracowałam)a innym wara". Znacie to, bo ja trochę.
                Na rozdrożach emocjonalnych ciężko się stoi. Każdy wybór wydaje się niewłaściwy.
                Pozdrawiam
                  • Gość: stachu34 ...do Hepika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.03, 21:27
                    Większość naszego społeczeństwa w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że
                    alkoholizm to choroba całej rodziny a nie tylko jednego z jej członków. Aby to
                    zrozumieć należy przyjrzeć się funkcjonowaniu rodziny z problemem alkoholowym
                    i sprawa staje się oczywista.
                    W takiej rodzinie nie jest możliwy stały jej rozwój. Jest zamknięta na
                    kontakty z zewnątrz, a relacje między jej członkami opierają się na względnej
                    szczerości (to wymaga podkreślenia). Taka dysfunkcjonalność nie pojawia się
                    nagle, a ma charakter rozwojowy. W początkowym okresie problem alkoholizmu
                    jest minimalizowany. Tak, więc w ocenie całości obie strony (powiedzmy mąż i
                    żona, bo zazwyczaj to ich dotyczy w głównej mierze) mają zafałszowany obraz.
                    Na to wszystko nakłada się rozwinięty już u alkoholika „dar” oszukiwania i
                    kłamania,
                    A dając się oszukiwać i wierząc można doprowadzić do tego, że on (alkoholik)
                    dojdzie do przekonania, że potrafi wszystkich przechytrzyć. To jest jeden z
                    elementów prowadzący w prostej linii do rozwoju choroby, a przecież nie oto
                    nam chodzi.
                    Mówienie na ten temat otwarcie nawet w dosyć brutalny sposób, pozwala na
                    uproszczenie i zapobiega niepotrzebnemu gmatwaniu całości sprawy. Dlatego też
                    jestem przeciwnikiem ubierania czegokolwiek, co dotyczy alkoholizmu w piękne
                    słówka.
                    Jeżeli zaś chodzi o mój stan psychiczny, to mam nadzieję jest poprawny.
                    Pozwala mi na bezpieczne życie obok alkoholu (nie udaję, że go nie ma).
                    Pozwala mi także na rozpoczęcie szóstego roku, już trzeźwości, bo również
                    odróżniam trzeźwość od abstynencji. Dla mnie są to dwie różne sprawy. To na
                    razie tyle...
                    Pozdrawiam.


                      • hepik1 Re: ...od hepika 03.08.03, 07:19
                        Eee,Stachu to nie ma najmniejszego znaczenia.Pamiętałem o obietnicy dłuższej
                        wypowiedzi,zapowiadanej na niedzielę a już w sobotę zrealizowanej.Mam jednak
                        nadzieję,że ta przedterminowość nie ma żadnego związku z historią(krwawą
                        niestety)pewnego indyka.Tak mi się skojarzyło-bo na obiad dzisiaj mam roladę z
                        piersi tego ptaka nadziewaną mięsem mielonym wiep.-woł.
                        A wracając do sedna to mam takie wrażenie,że zatytułowałeś post "do hepika"
                        ale niekoniecznie i nie do końca jest to skierowane do mnie.Bo ja o tym
                        wszystkim wiem i co więcej w pełni się z tym zgadzam.Tylko czasami się
                        zastanawiam czy my czasem nie mieszamy za bardzo terapi ,mitingu ,gabinetu
                        psychologa czy wreszcie słuchatelnicy.To tylko rozmowa w internecie.Ja
                        przynajmniej nie poczuwam się do tego,że niosę jakieś posłanie mające wybawić
                        świat od alkoholizmu.Jeśli coś ,co napiszę ,komuś da do myślenia,zastanowienia
                        to już bardzo dobrze.A sam też korzystam w różny ,zresztą sposób,z tych naszych
                        historii.
                        W ostatnim zdaniu Twojego postu powiało jednak trochę chłodem.Ale może to
                        tylko moje wrażenie.Nie gniewaj się ale masz coś takiego,że czasami
                        radykalizujesz swoje wypowiedzi i brzmią one ,niezależnie od treści,poprostu
                        mało sympatycznie.Bo to co zawarłeś w tamtym poście było już dawno w innych
                        tzw.pomocowych wątkach.Po prostu sam czasami owijasz w inne słowa by nie
                        brzmiało brutalnie a czasami walisz prosto z mostu.I nie jest to zarzut-po
                        prostu rozmawiamy.
                        Ze spraw bieżących to kablarze doprowadzili końcówkę swego kabla do mojego
                        domostwa.W telewizorze śmiga z 40 programów a przy komputerze zainstalowane
                        zostało gniazdko do łącza stałego.Aby to jednak zadziałało potrzebna jest inna
                        ekipa fachowców,która nie wiadomo ,na dzisiaj,kiedy się zjawi.A jak wynika z
                        postów Onej,jeszcze z przed czasu delegacji mężą,fachowcy mają też problemy z
                        podłączeniem i zwalają na usterki techn." powstałe na łączach poza granicami
                        naszego kraju".
                        Miłej niedzieli życzę,u mnie zapowiadającej się upalnie.
                        • Gość: stachu34 Re: ...od hepika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.03, 10:14
                          Witaj Hepik
                          Powiem szczerze, jak przeczytałem, co masz na obiadek, to „ślinka mi
                          pociekła”. Nie napisałeś wprawdzie o dodatkach, ale i tak sobie wyobrażam.
                          Ja „kocham” wszelkiego rodzaju surówki.
                          Oczywiście post jest nie tylko do Ciebie, a do każdego, kto chce zastanowić
                          się nad tym problemem. Nawet bardziej kieruję go do Onej, ponieważ obawiam
                          się, że mogłem ją dotknąć.
                          Nie miałem takiego zamiaru i w tym miejscu, jeżeli tak się stało, chciałem
                          przeprosić.
                          Zdaję sobie sprawę, że ton mojej wypowiedzi był dosyć ostry. Powodem zaś tego
                          były słowa zawarte w poście Onej, może zacytuję: „ NAwet zauważyłam, że sie
                          upajasz pisząc o wszystkim co związane z alkoholem. A może próbujesz w ten
                          sposób rozgrzeszyć siebie? W końcu 20 lat chlania wymaga tego.
                          A że Twój powrót bo trzeźwości trwa nie znowu aż tak długo, to to
                          wszystko "złe" siedzi w Tobie jeszcze. NIe jest tak?”
                          Dla trzeźwiejącego alkoholika nie ma nic ważniejszego niż mówienie o swoim
                          problemie. I to mówienie w sposób negujący dotychczasowe nawyki. Bo moim
                          zdaniem przyczyna picia leży w człowieku, a samo picie to już tylko skutek.
                          Mówienie głośno na ten temat, staje się kanonem dla alkoholika, a potem już to
                          wszystko samo się wprowadza w życie. Alkoholik zmienia się, jest w stanie
                          utrzymać abstynencję.
                          Wypominanie długości okresu picia jest nieporozumieniem. Nie ma znaczenia czy
                          ktoś pije 20 lat, czy rok. Tak samo oboje są uzależnieni, tak samo trudno
                          wyjść z nałogu.
                          Najważniejsze są próby zaprzestania picia. Może ich być i ze sto, ale jeżeli
                          są szczere, to wtedy warto dopiero zainwestować w takiego człowieka. Otoczyć
                          opieka, miłością i pomóc znaleźć drogę. Nieważne też jest czy abstynencja trwa
                          tydzień czy miesiąc, czy dwadzieścia lat. Każdy dzień bez alkoholu jest
                          niezwykle cenny. Poza tym obydwoje są tak samo zagrożeni wpadką, ten, co nie
                          pije pół roku i ten niepijący dwadzieścia lat.
                          Jeszcze jedno zdanie...Samo zaprzestanie picia przez alkoholika jest już
                          istotnym zadośćuczynieniem dla rodziny, ( jeżeli jeszcze istnieje), za
                          kilkanaście lat niewątpliwego koszmaru. Takie jest moje zdanie,pozdr..



                          • Gość: j.s Re: ...od hepika IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.08.03, 14:17
                            My narkomani którzy chcą zerwać z nałogiem mamy tak samo tylko zamiast agresji
                            to zamykamy się w sobie.
                            Czy pijacy czują się w prawdziwym życiu niepotrzebni i czują, że są
                            niepotrzebni i choć się strasznie starają to nie potrafią się dostosować do
                            regół gry która nazywa się życiem?
                            • Gość: stachu34 Re: ...od hepika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.03, 20:43
                              Pijak i alkoholik to dwie różne sprawy. Może odniosę się do alkoholika, bo nim
                              jestem.
                              Narkomania i alkoholizm są to bardzo podobne do siebie rodzaje uzależnień. W
                              obu przypadkach działają te same mechanizmy. Jednak pijąc wódkę można troszkę
                              dłużej pociągnąć, natomiast narkotyk powoduje znacznie szybsze wyniszczenie
                              fizyczne i psychiczne organizmu. Mówiąc krótko szybciej następuje zejście
                              śmiertelne.
                              Duże prawdopodobieństwo wejścia w ścisły kontakt z substancjami
                              uzależniającymi mają ludzie, którzy mają znacznie zmieszoną odporność na
                              frustrację, czyli niemożność realizacji własnych dążeń spowodowanych
                              przeszkodą zewnętrzną (po prostu nie radzą sobie w życiu), lub przeszkoda
                              wewnętrzną (blokada psychiczna, którą znosi np. alkohol).
                              Równie często mają trudności w wyrażaniu uczuć czy też wysoki poziom niepokoju
                              w relacjach międzyludzkich. Duże poczucie niskiej wartości, niska samoocena.
                              Poczucie winy.
                              Wszystko to powoduje, że sięgamy po alkohol, i zauważamy, że istniejące
                              bariery znikają.
                              Po wytrzeźwieniu pojawiają się na nowo i ponownie „musimy” sięgnąć po alkohol.
                              Tak rodzi się alkoholizm i myślę, że także narkomania.
                              Działają identyczne mechanizmy, z tą różnicą, że alkohol jest łatwo dostępnym
                              i tańszym środkiem. To jest moja opinia na ten temat.

                              • Gość: hepik Re: ...od hepika IP: *.visp.energis.pl 04.08.03, 06:11
                                Stachu!Gwoli porządku w tym wątku ,zwróć uwagę na rubrykę"Tytuł"Bo można
                                odnieść,że to ciągle ja i to na każdy temat.A porządek musi być,bo wątek
                                jeszcze pociągniemy -tak myślę,Ona w końcu też się odbrazi i się odezwie.A
                                dobrze jest wracać do domu gdzie jest posprzątane i w ogóle czysto.Pod
                                słowem "dom" mam na myśli,że to przez nią założony wątek.
                                Parę pomysłów to już mam ,żeby sprowokować JĄ(będę tak teraz odmieniał jej
                                nicka,choć też to mało elegancko brzmi)do zabrania głosu ale jeszcze
                                poczekam.Ciekawy jestem czy całkowicie nie zbliża się do klawiatury komp.czy
                                tylko do tego forum a w innych funkcjonuje?Bo czytać nas to napewno czyta.Co do
                                tego wątpliwości nie mam.
                                Co do podobieństw narkomani i alkoh.-pełna zgoda.Tylko czy na pewno narkomani
                                nigdy nie są agresywni?Może nie, gdy są na haju ale już na głodzie to myślę,że
                                agresja może być duża.
                                • Gość: ONA Re: witajcie! IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.03, 00:43
                                  Witam! Sprowokowałeś mnie Hepik i odpowiadam.
                                  1. Nie było mnie przy komputerze - byłam kilka dni w Tatrach. Sorry, że Was
                                  nie uprzedziłam, ale nie miałam jak, bo...patrz p. 2.
                                  2. Wciąż problemy z komputerem - juz trzy razy był w serwisie (ostatnio ok.
                                  tygodnia), a facet od stałego łącza to przyjdzie po raz czwarty.
                                  A poza tym to jakoś ostanio ciągle w rozjazdach jestem. W środę znowu
                                  wyjeżdżam.
                                  Pozdrawiam cieplutko
                                  PS. A w Tatrach było super!!!
                                  ONA
                                    • Gość: hepik Re: Witam IP: *.visp.energis.pl 05.08.03, 05:33
                                      Dobrze że jesteś.To był dopiero pierwszy pomysł na sprowokowanie do zabrania
                                      głosu a już odniósł skutek.No ale jeśli byłaś w Tatrach-to co innego.A myśmy tu
                                      wyżej całe teorie budowali.Poczytaj,poczytaj.
                                      Co do Tater-widziałem takie zdjęcie ze szczytu Giewontu-tłum ludzi stojący w
                                      kolejce,jak w latach osiemdziesiątych przed Domami Centrum w Warszawie.
                                      Wiem,jestem zgryźliwy.POZDR
                                      • Gość: ONA Re: wciąż optymistka IP: 62.93.44.* 05.08.03, 11:38
                                        Gość portalu: hepik napisał(a):
                                        > Wiem,jestem zgryźliwy.POZDR

                                        Oj, zgryźliwy, zgryźliwy. Wiesz, Giewont to mnie jakoś nie pociąga. To dla
                                        początkujących... Najbardziej kusi Orla Perć (mieliśmy teraz kawałek zaliczyć,
                                        ale czasu nie starczyło), ale i tak nie żałuję - widoki z okolic Murowańca
                                        boskie!!! (Choć widziane nie po raz pierwszy...) Pogoda specjalnie dla nas (!)
                                        się poprawiła. Ale następny wypad to już koniecznie Zawrat lub Granaty. Morze
                                        się nie umywa przy górach. Ale, oczywiście, są gusta i guściki...
                                        Pomyślałam sobie, że morze jest po to, by informacje w siebie wtłaczać (tzn.
                                        czytać, czytać, czytać...), a góry po to, by to oddawać (czyli rozmawiać,
                                        rozmawiać, rozmawiać...).
                                        NO cóż teraz chyba muszę wypełnic obowiązek - tzn. odnieść się do Waszych
                                        wypowiedzi (a jak mi się nie chce...)
                                        - do Hepika - 29.07. - owszem - byłeś pod ręką. Nie przeczę, ze dobrze mi to
                                        zrobiło. Przepraszam, że się tak uniosłam, ale widzę, że Tobie też juz przeszło.
                                        - do Hepika - 30. 07. - tak - to było odreagowanie - nie będę zaprzeczać
                                        - do Forty - dzięki za otuchę
                                        - do Maszy - 30. 07.- przeczytałam, odezwij się jeszcze
                                        - do Stacha - 30. 07. - czy sądzisz, ze byłby w stanie "wejść" w ciąg i "wyjść"
                                        z niego w ciągu tygodnia? to trochę krótko. Wybacz, ale muszę to powiedzieć -
                                        mam wrażenie, że miałbyś satysfakcję, gdyby tak się stało. To jaki masz pomysł
                                        na życie - zapytam wprost? stosowałam się do waszych wskazówek przecież - i
                                        chyba na razie nie jest najgorzej. Jeszcze jakiś inny pomysł na życie? Ja
                                        takiego nie widzę. Uważam, że każdy (tzn. mam na myśli siebie i męża) odpowiada
                                        za siebie - i niech tak zostanie.
                                        - do Forty - 01.08. - a tak, Forty , na rozdrożu, na rozdrożu...
                                        - do Stacha - "stały rozwój rodziny" - a co Wy tak wciąż o tej rodzinie?
                                        Zauważyłam, że najlepiej jest gdy cały ten balast "jedzeniowo-kuchenny" (tzn.
                                        kupowanie jedzenia, gotowanie, jedzenie, zmywanie itd.) przestaje istnieć, to
                                        wtedy jest naprawdę super. A może ja nie jestem stworzona do roli gospodyni
                                        domowej?
                                        Pozdrawiam wszystkich
                                        ONA
                                        PS. W pracy jestem, więc mogłam sobie pozwolić, na takie dłuższe czytanie...
                                                • Gość: ONA Re:jestem IP: *.rzeszow.mm.pl 09.08.03, 22:09
                                                  Hepik! Po prostu mnie nie było w domu. Wspominałam o tym. A poza tym wiem, że
                                                  to wciąga i nie chce dać się wciągnąć za bardzo.
                                                  Wczoraj późnym wieczorem czytałam sobie wątki na tym forum. Rozpacz, tragedia.
                                                  Bardzo mi szkoda i Ari i Forty i tej dziewczyny, która ma problemy z ojcem.I
                                                  co tu pisać, jak nie wiem co im poradzić i tylko smutek mnie ogarnia. Teraz
                                                  też nie jestem w nastroju, ale po co zawracać komuś głowę sobą. Za jakieś dwie
                                                  godziny (tzn. jak się skonczy film na TVN) mi przejdzie...
                                                  Pozdrawiam
                                                  • Gość: ONA Re:jestem IP: *.rzeszow.mm.pl 10.08.03, 22:11
                                                    Dlaczego znowu? Po prostu bywam u rodziców. Mam tam coś w
                                                    rodzaju "agrosturystyki", tyle, że za darmo. Spokój, cisza, przestrzeni
                                                    wszelkiej dużo... Dziś, z kolei, prawie cały dzień na łonie natury
                                                    (pozewadzaliśmy troszkę z mężem i małą)
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: ONA Re:na inny temat IP: *.rzeszow.mm.pl 11.08.03, 07:44
                                                    Miałam zamiar założyć nowy wątek (nie na tym forum), ale zapytam tutaj, bo
                                                    wszyscy mnie i moje problemy troszke już znają. Prawie wszyscy mają dzieci,
                                                    więc sądzę, ze problem nie jest im obcy.
                                                    Ale do rzeczy: jak przedstawia się/przedstawiała się u Was kwestia oglądania
                                                    telewizji kiedy w domu jest małe dziecko (moje ma 4 latka)? Ja mam wyrzuty
                                                    sumienia, jesli oglądam jakiś film (tzn. taki poważny, przy którym trzeba się
                                                    skupić i który bardzo wciąga). A zatem nie oglądam w zasadzie nic oprócz
                                                    programów informacyjnych ("Fakty"/"Wiadomości"). Jeśli uda mi się położyć
                                                    dziecko wczesniej spać (tzn. ok 22) to wtedy zasiąde przed telewizorem (jesli
                                                    jest coś ciekawego, rzecz jasna, i tylko kiedy mam więcej czasu).
                                                    Sytuacja z soboty: film na TVN - "Bez przebaczenia" o ile dobrze pamiętam. Mąż
                                                    zasiadł przed telewizorem (ze słuchawkami). My byłysmy w drugim pokoju. A film
                                                    był bardzo długi (skończył się po północy) - ok. 24 połozyłyśmy się (spimy
                                                    tam, gdzie telewizor). Było mi bardzo przykro - nie rozumiem tego, jak można
                                                    woleć oglądać film zamiast tego, by być z własną córką, jesli nie widzi się
                                                    jej od kilku dni??? i oczywiście, to, że byłam niezadowolona było widoczne
                                                    (przede wszystkim w niedzielę rano, bo w sobotę miał urodziny i nie chciałam
                                                    mu psuć nastroju). W skrócie - próba dyskusji, mąż stwierdził, że mam awersję
                                                    do telewizji, że jestem nieprzewidywalna w swoich reakcjach (nigdy nie
                                                    wiadomo, co mnie może urazić, więc nie wiadomo, jak się odzywać, by było
                                                    dobrze) i że powinnam nad tym popracować, by to zmienić. A ja sobie
                                                    pomyslałam, że chyba za bardzo przywyczaiłam go do obrazu grzecznej i miłej
                                                    dziewczynki, by nie rzec spolegliwej (różnica wieku między nami-12 lat). I
                                                    próba "zaistnienia", czyli przedstawienia swojego zdania w tej czy innej
                                                    sprawie nie jest mile widziana, ujmując to łagodnie...
                                                    Denerwuje mnie to, że:
                                                    - mąż będąc w zasadzie u mnie gościem czuje się jak u siebie i po prostu "się
                                                    rządzi";
                                                    - że przyjeżdżając przecież przede wszystkim do córki znowu zaczyna zajmować
                                                    się swoimi sprawami (tzn. coś tam czyta - ogólnie mówiąc pracuje przy biurku;
                                                    przy komputerze juz nie, bo przecież ma już własny);
                                                    - że nie przyjdzie mu do głowy,że może ja też potrzebuje zająć się "swoimi
                                                    sprawami" i nie zaproponuje mi np. że przez godzinę pobawi się z małą, żebym
                                                    mogła zająć się sprawami "naukowymi".
                                                    I pomyślałam sobie, ze chyba najlepszym wyjściem jest jak najmniej rozmawiać,
                                                    bo właściwie po co? A Wy jak sądzicie?
                                                    Pozdrawiam
                                                    PS. Hepik -"aha" i "ach". W każdym przypadku trzy literki.
                                                  • Gość: jaga Re:Prośba o przyjęcie do Klubu IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.03, 11:42
                                                    Niniejszym zwracam się z uprzejmą prośbą o przyjęcie w poczet członków Klubu
                                                    stałych bywalców i nie tylko.
                                                    Chcę zostać stałym bywalcem i prośbę swą motywuję następująco:
                                                    1. odpowiada mi formuła tego wątku
                                                    2. nie mogę wejść na forum prywatne Hepika /głupia, niedouczona baba, pewnie
                                                    nie wie jak to się robi/.
                                                    Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mej prośby.
                                                    Czy mogę uważać się za przyjętą? - chcę zaraz napisać do Hepika a póżniej nie
                                                    będę miała jak.
                                                    Serdecznie pozdrawiam. jaga
                                                  • Gość: jaga Re:Do hepika IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.03, 12:07
                                                    Halo! Hepiku! to ja, wierna czytelniczka. Odnalazłam Twoje forum przedwczoraj
                                                    i zdążyłam już wyczytać "od dechy do dechy". Poczytałam też inne strony i jak
                                                    widzisz bezczelnie wlazłam w ten wątek ale w tej chwili inaczej nie dam rady.
                                                    Kurczę, czyżbym miała wpaść w nałóg? - jeżeli dojdę do wniosku, że jestem na
                                                    najlepszej drodze to poproszę POMÓŻCIE /wcale nie kpię/.
                                                    Jestem tu teraz, bo wyjazd do lasu został przesunięty na godziny popołudniowe
                                                    i zaplanowany aż do piątku. Trochę to niebezpieczne ponieważ zdarzało się, że
                                                    pobyt z noclegiem bywał preludium do "wejścia w trans". Tak więc prawie cztery
                                                    dni będę na odwyku od komputera.
                                                    A w sprawie moich nocnych posiedzisk, to nie bój żaby, ja tak nie zawsze,
                                                    cykle snu mam od pewnego czasu zaburzone ale w prochy nie pójdę, mam dość
                                                    farmakologii na inny temat a z bezsennością różnie sobie radzę, teraz np. jest
                                                    komputer.
                                                    O refleksjach jakie mi się nasunęły w trakcie
                                                    czytania "popijuska" /rzeczywiście irytujący, moim zdaniem celowo/ może innym
                                                    razem - myślę, że "morze" da się z nim coś zrobić. I nie trać serca do forum,
                                                    przecież się kręci i poużalaj się trochę nad sobą, to czasami dobrze robi.
                                                    Na dziś byłoby na tyle. A miałam się nie odzywać, no cóż, lubię ludzi, lubię
                                                    gadać, nie lubię być sama a w doborze towarzystwa do pobycia jestem trochę
                                                    wybredna. Pozdrawiam.
                                                    PS. Cholera jak ten internet w ciągu dnia ciężko chodzi!
                                                  • Gość: hepik Re:Od hepika IP: *.elsat.net.pl 12.08.03, 12:38
                                                    Gość portalu: jaga napisał(a):

                                                    > Halo! Hepiku! to ja, wierna czytelniczka. Odnalazłam Twoje forum przedwczoraj
                                                    > i zdążyłam już wyczytać "od dechy do dechy". Poczytałam też inne strony i jak
                                                    > widzisz bezczelnie wlazłam w ten wątek ale w tej chwili inaczej nie dam rady.
                                                    > Kurczę, czyżbym miała wpaść w nałóg? - jeżeli dojdę do wniosku, że jestem na
                                                    > najlepszej drodze to poproszę POMÓŻCIE /wcale nie kpię/.
                                                    > Jestem tu teraz, bo wyjazd do lasu został przesunięty na godziny popołudniowe
                                                    > i zaplanowany aż do piątku. Trochę to niebezpieczne ponieważ zdarzało się, że
                                                    > pobyt z noclegiem bywał preludium do "wejścia w trans". Tak więc prawie
                                                    cztery
                                                    > dni będę na odwyku od komputera.
                                                    > A w sprawie moich nocnych posiedzisk, to nie bój żaby, ja tak nie zawsze,
                                                    > cykle snu mam od pewnego czasu zaburzone ale w prochy nie pójdę, mam dość
                                                    > farmakologii na inny temat a z bezsennością różnie sobie radzę, teraz np.
                                                    jest
                                                    > komputer.
                                                    > O refleksjach jakie mi się nasunęły w trakcie
                                                    > czytania "popijuska" /rzeczywiście irytujący, moim zdaniem celowo/ może innym
                                                    > razem - myślę, że "morze" da się z nim coś zrobić. I nie trać serca do forum,
                                                    > przecież się kręci i poużalaj się trochę nad sobą, to czasami dobrze robi.
                                                    > Na dziś byłoby na tyle. A miałam się nie odzywać, no cóż, lubię ludzi, lubię
                                                    > gadać, nie lubię być sama a w doborze towarzystwa do pobycia jestem trochę
                                                    > wybredna. Pozdrawiam.
                                                    > PS. Cholera jak ten internet w ciągu dnia ciężko chodzi!

                                                    Na forach prywatnych by coś napisać trzeba założyć konto w portalu GW.Tam są
                                                    takie odnośniki-szybko i nie boli,a potem się logować.Miłego odpoczynku bez
                                                    netu życzy zawsze do usług hepik
    • Gość: hepik Re: Klub stałych bywalców i nie tylko... IP: *.visp.energis.pl 11.08.03, 21:11
      Chyba trochę niechcący zareklamowałem swoje forum.Uważam ,że za bardzo w tym
      kształcie nie zasługuje na zbytnią uwagę i naprawdę nie jest to z mojej strony
      kokieteria.Ciązy na nim" grzech pierworodny" no i popijusek też trochę.Mam
      pomysł pewien ale to dopiero w wrześniu po powrocie z Paryża a i łącze stałe do
      tego nieodzowne,bo tak to z torbami pójdę.Pozdrawiam,bo dzisiaj i tak już mi to
      grozi.Pozdr
            • Gość: ONA Re: witam! IP: 81.190.12.* 20.08.03, 23:26
              Oj, życie, życie. Komputer znowu był w naprawie. I jeszce nie wszystko gra. To
              stałe łącze to już mnie tyle kosztuję, że szkoda mówić.
              Widzę, Hepik, że się bardzo udzielasz (przejrzałam niektóre wątki). Stach
              chyba zajęty. A ja trochę innymi sprawami teraz się zajmuje, więc nie będę tu
              zbyt często. Kiedy jedziesz do Francji?
              POzdrawiam
              • Gość: hepik Re: witam! IP: *.visp.energis.pl 21.08.03, 06:16
                O Ona!Ty żyjesz?To dobrze.Poważnie się ucieszylem,że jeszcze dychasz ,gdy
                zobaczyłem Twój nick przy problemach comp.Jagę zaproś a nie do jakiegoś serwisu
                nosić pudło.A od mojej twórczości odpoczną wszyscy w dniach 30.08 do
                15.09.Tylko czy forum to przeżyje?Pozdr.
                • Gość: ONA Re: witam! oj, Hepik... IP: *.rzeszow.mm.pl 21.08.03, 09:07
                  Witaj, i po co to "dychasz"?.. Niezbyt sympatyczne. A z forum - to nic na
                  siłe - takie rzeczy muszą być spontaniczne. Ty to się chyba całkiem
                  uzależniłeś od forum. A pracujesz zawodowo? To kiedy czas na wszystko? I
                  przede wszystkim zaangażowanie w to forum... Ale nie muszisz odpowiadać, bo
                  rzeczywiście dużo dobrego robisz. (chociaż niemiły bywasz też..)
                  Pozdrawiam
                  ONA
                  • Gość: hepik1 Re: witam! oj, Ona... IP: *.elsat.net.pl 21.08.03, 13:00
                    Chyba wczoraj zapoznałem się z netykietą.I tam pisze,tak -Pamiętaj ,że w
                    int.nie słychać intonacji głosu ani nie widać np.uśmiechu na Twojej twarzy,więc
                    to co napiszesz może być opatrznie zrozumiane prze innych.I do wyrażania takich
                    stanów emocjonalnych(coś w tym sensie) służą obrazki typu :-).Aby je odczytać
                    trzeba przekrzywić głowę aby je odczytać(to nie był dosłowny cytat ale sens
                    pozostał)Gdy będę pisał do Ciebie będę się starał używać tych znaczków jak
                    najwięcej.Myślałem ,że po dość długiej już znajomości jestem bardziej
                    rozpoznawalny w nastrojach."Dycham" -to takie "dobrze żarło",którym już kiedyś
                    się zajmowaliśmy.
                    Uzależnienie-być może,ale biorąc pod uwagę czas w którym piszę najczęściej(nie
                    teraz)to godz.4-6.30 rano rodzina nie cierpi a mnie już to niczym nie
                    grozi.Uzależnienie od komputera czy tylko internetu jest groźne dla dzieci i
                    ewentualnie młodzieży ale nie dla starego chłopa.A teraz właśnie zrobiłem
                    przerwę w koszeniu trawnika(parno i duszno)a trawnika ok.3000m kw.To w ramach
                    przygotowań do wyjazdu wziąlem sobie trochę wolnego aby po przyjeździe nie
                    zgubić się w gąszczu traw.Niemiły potrafię być bardzo.Ale tu nie dałem żadnej
                    jeszcze próbki tego co potrafię.Forum traktuję terapeutycznie a jeśli mnie coś
                    wkurza zawsze zdążę ochłonąć.Pozdr.
                      • Gość: hepik Re: Post nr 100 IP: *.visp.energis.pl 22.08.03, 05:19
                        Zwracam uwagę na takie szczegóły.Cieszą mnie takie wymyślone jubileusze,tak
                        jak cieszą długie wątki.Choć być może jest to jeden z objawów uzależnienia.Od
                        internetu a raczej tego forum.Bo w zasadzie już gdzie indziej nie bywam a
                        samych forów w portalu GW sporo,portali polskich parę,nie mówiąc o światowych
                        zasobach.Od postu 101 będzie też szybciej otwierać się strona.
                        Z pewnym zdziwieniem ,wczoraj wieczorem,stwierdziłem że na forum zostałem ja w
                        otoczeniu tabuna pań.(proszę się nie czepiać wyrazu -tabun,ja nie jestem
                        seksistą,tylko tak mi się napisało i nie bardzo chce mi się szukać zastępstwa)I
                        w zasadzie nie mam nic przeciwko temu a nawet wręcz przeciwnie,mile to łechce
                        moją próżność,gdyby nie przeczytany wywiad w DF z moim ziomkiem Kazikiem
                        Kutzem.A powiedział tak-"Zadawanie się z kobietami nigdy nie uchodzi
                        bezkarnie.Bo to istoty przewrotne,mają swój rozumek i potem zawsze są kompli-
                        kacje"-to jest cytat,jeszcze raz podkreślam.
                        Zaszył się gdzieś Stachu,Kubek zawsze był raczej z doskoku.A innych nowych
                        alkoholików nie widać,bo panie w 90 % "tylko" współuzależnione.
                        Choć może to i moja wina?Trochę zdominowałem swoimi wpisami forum?Ale z
                        drugiej strony,przecież inni też mogą pisać dowolnie dużo.Nie ma tu przecież
                        ograniczeń czasowych a i papieru dla wszystkich wystarczy.
                        Szanowna :}}założycielka zapowiada zajęcie swoimi ,innymi sprawami.Samemu
                        trzeba będzie zadbać o ten wątek.
                        Ciekawe kto zacznie nową stronę?Z jubileuszowym pozdrowieniem -hepik
                        • Gość: jaga Re:Witajcie na nowej stronie Klubu ... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 23:10

                          K.Kutz powiedział w tym wywiadzie również, że

                          ...z kobietami..."Trzeba rozmawiać o tym, co je zainteresuje.
                          Nie tylko obsypywać komplementami, ale
                          poświęcać czas, wypytywać, rozmawiać."

                          Tak sobie pomyślałam, że może to być fajne motto nowej strony, wątku i forum
                          zdominowanego przez kobiety. Dlatego pozwalam sobie na ten wpis. Jeżeli
                          popełniłam nietakt - przepraszam - to założycielce wątku należy się przywilej
                          rzpoczynania nowej strony, ale Ona milczy. Hej, hej Ona!!!
















                          • Gość: hepik1 Re:Witajcie na nowej stronie Klubu ... IP: *.visp.energis.pl 23.08.03, 00:24
                            Eee,chyba nie koniecznie.A dominacja płci pięknej porażająca,nie tylko w tym
                            wątku.Ciekawe czy w końcu znajdzie się mąz współuzależniony?Bo tacy są
                            przecież.Miałem kiedyś takiego znajomego.Żona już z dwa lata nie żyje a wszyscy
                            jego obwiniali za jej alkoholizm.
                            A ja wróciłem z Krakowa Wisła -Górnik 2:0.Ale fajnie,choć nudno było.Żadnej
                            rozróby,policja nie strzelała,choćby na zachodzie-kulturalny doping.Pozdr.
                            • Gość: ONA Re:Witajcie! Witajcie! IP: *.rzeszow.mm.pl 24.08.03, 18:16
                              Witajcie, kochani!
                              O nic sie nie obrażam, wręcz przeciwnie - cieszę się, ze ten wątek wciąż jest.
                              To naprawdę miłe. Wciąż mam wrażenie, że wejdę tu i ktoś tu będzie (tzn.
                              wpisze się) i tak jest.
                              A ja? jestem całkowicie niepoprawna i chyba wpadam w pewnego rodzaju
                              uzależnienie. NIe - żadne alkohole czy papierosy. Wszystko tu, w komputerze.
                              (I tu usmiech, Hepik... :-) Pewnego, bo "lekarstwem" na to jest praca, której
                              już wkrótce będę miała mnóstwo. No cóż, nadmiar swobody szkodzi...
                              Porozmawiałabym o tym, ale Wy tu wszyscy tacy pozytywni, że aż nie wypada być
                              niepoprawnym...
                              Pozdrawiam
                              PS. Dziś wieczorem idę sobie do kina na "Godziny", których nie udało mi się
                              obejrzeć wcześniej
                          • Gość: hepik1 Re:Witajcie na nowej stronie Klubu ... IP: *.visp.energis.pl 24.08.03, 20:37
                            Gość portalu: jaga napisał(a):

                            >
                            > K.Kutz powiedział w tym wywiadzie również, że
                            >
                            > ...z kobietami..."Trzeba rozmawiać o tym, co je zainteresuje.
                            > Nie tylko obsypywać komplementami, ale
                            > poświęcać czas, wypytywać, rozmawiać."
                            >
                            Popatrz ,jak to każdy może z krótkiego wywiadu wyciągnąć to co mu pasuje.W
                            sumie to zgadzam się i z jednym i drugim cytatem.Kutz po prostu swoje przeżył i
                            swoje wie.Pozdr.
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            >
                            • Gość: jaga Re:Do hepika IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.03, 08:47
                              Witaj o tak pięknym poranku. Czy w Twoich stronach na błękicie nieba słońce
                              też tak pięknie świeci?- może to sprawiło, że od samego świtu jesteś niezwykle
                              aktywny na forum, choć odnoszę wrażenie, że jednak wstałeś "trochę lewą nogą"
                              a może to coraz większe emocje przed utęsknionym wyjazdem /bo to chyba Twój
                              pierwszy dłuższy i dalszy wyjazd od czasu podjęcia przełomowej decyzji i
                              najważniejsze trwania w niej/.
                              A Onej odpuść, wyczuwam, że ma teraz chyba trudne dni.
                              Ja też potrzebowałam trochę wyciszenia. Wybyłam na trzy dni, już jestem i będę
                              sama przez następne dwa dni sama. Poczytam po raz kolejny posty znawców tematu
                              takich jak Ty i Stachu -i tu głęboki ukłon w stronę Stacha - daje z siebie
                              naprawdę dużo i dużo z Jego wiedzy można skorzystać - że też wcześniej o tym
                              nie napisałam /wybacz, że teraz, w tym poście/. Forty nadała trudny temat do
                              przemyśleń: "Czy warto ...". i tak na marginesie - a może by tak nowy wątek?
                              Pozdrawiam słonecznie!
                                • Gość: jaga Re:Do hepika IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.03, 20:15
                                  Gość portalu: hepik napisał(a):

                                  > taki lekki ping pong.Bez podtekstów.Od nastroju to pewnie zależy ale nic
                                  złego
                                  >
                                  > nie miałem na myśli.Takie przyjacielskie dogadywanie.Naprawdę.

                                  Wiem, wiem dobry z Ciebie człowiek - nie ukrzywdziłbyś nawet muchy - tylko
                                  czasami ten diabełek za uszami ...
                                  Myślę, że to dobrze kiedy chce się jeszcze reagować na głupotę ludzką /smerf/
                                  ale świata nie da się tak łatwo naprawić, wyobrażasz sobie jaki byłby on nudny
                                  gdyby istnieli tylko wielkoduszni, wspaniali mądrzy ludzie?
                                  Hepiku, daj se luz, zignoruj. Jeśli się nie mylę to siedzisz już na walizkach.
                                  Paryż we wrześniu bywa piękny! Życzę Tobie aby ten pobyt był równie piękny,
                                  spełnił Twoje plany, marzenia, dał dużo dobrego wypoczynku, mnóstwa miłych
                                  wrażeń /aby było co wspominać/ i pełnego oddechu w oderwaniu od codziennych
                                  problemów /m.in.dot.tego forum - nie zawali się/.
                                  Wracaj z pełnymi, naładowanymi akumulatorami. Pozdrawiam :-)
                            • Gość: ONA Re:BAw sie dobrze we Francji, Hepik! IP: 81.190.12.* 28.08.03, 18:49
                              Udanego pobytu we Francji, Hepik!
                              A różnica zdań?.. NO cóż, każdy z nas jest inny i ma do tego prawo. A ja teraz
                              wolę sobie poczytać wątki na forum "Psychologia" (mnie bardzo wciąga, bo to
                              takie bardziej przyziemne - miłość, zdrada itp.)
                              Hepik! Przeczytaj post ARi. MOże coś jej doradzisz? Spróbuj. Swoją drogą
                              bardzo mi jej szkoda. Ale to akurat nic nie pomoże.
                              PS. A ja jutro poza terytorium Polski wybywam - ale nie specjalnie daleko.
                              Pozdrawiam Cię
                              • Gość: hepik Re:Dopiero pojutrze IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.08.03, 20:32
                                Dzięki za oficjalne pożegnania.Bardzo miło z Waszej strony.Aż tak się nie
                                podniecam i nie przejmuję smurfem jakby to mogło wynikać z mojego
                                postu.Myślałem ,że być może taka a nie inna forma coś da,raczej się
                                pomyliłem.Ale przy palaczu chyba się udało.Tak przynajmniej się deklarował.50%
                                skuteczności Też nie źle.Pozdr.
                                  • Gość: jaga Re: dlaczego tak tu pusto? IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.03, 23:17
                                    na całej stronie forum tak czysto, przejrzyście, powietrze wręcz
                                    krystaliczne... a ja nadal w obłokach dymu ... wpadłam do Klubu ot tak sobie,
                                    tutaj chyba można sobie zapalić? - nigdzie nie widziałam tabliczki "Palenie
                                    surowo wzbronione".
                                    Szanowna Założycielka wątku nadal zajęta "sprawami przyziemnymi" zgłębia
                                    tajniki ludzkiej duszy /?/
                                    Stachu wyrwał się już z wianuszka Pań jakim był otoczony i nie melduje co tam
                                    na froncie walki z nikotynizmem /nie chce mi się liczyć który to już dzień/
                                    A Hepik? - wiadomo, jak kamfora.
                                    Czyżby Klub stałych bywalców rozwiązał swą działalność?
                                    • Gość: ONA Re: a pusto, pusto...Jago IP: *.szel-sat.com.pl 11.09.03, 21:42
                                      "Szanowna założycielka", owszem, zajęta bardziej przyziemnymi sprawami -
                                      uczeniem się...
                                      Poza tym dziecko mi poszło do przedszkola, więc czytuje sobie forum "dziecko".
                                      A Wy tak wciąż to palenie i palenie - też macie problem! Co to jest w
                                      porównaniu z alkoholem! Nic i tyle. Ale mówię to, rzecz jasna, jako nieznawca
                                      tematu, a raczej ktoś kto w ogóle nie chce na ten temat mówić. Tyle.
                                      Jago - wiesz, dlaczego pusto? bo nikt na inne tematy oprócz alkoholowych nie
                                      chce tu rozmawiać. Więc nie chcę głowy sobą nikomu zawracać.
                                      Pozdrawiam. Odezwe się, oczywiście, za jakiś czas.

                                        • Gość: ONA Re: Witaj, Ari IP: *.szel-sat.com.pl 12.09.03, 13:06
                                          Witamy w klubie, Ari!
                                          A jakie warunki... Tak sobie myślę i chyba już wiem - będziemy rozmawiać NIE
                                          TYLKO o problemach alkoholowych, ale po prostu o życiu. W związku z tym, że
                                          się trochę wszyscy znamy, pewne sprawy - te zupełnie nie związane z trunkami -
                                          łatwiej jest omawiać.
                                          Jeśli Ci to odpowiada - zapraszamy.
                                          Szczerze mówiąc mam już serdecznie dość tego wszystkiego co się z alkoholizmem
                                          wiąże - bo to jakieś wszystko chore. A świat bywa piękny, a jak piękną potrafi
                                          być chwila...
                                          Pozdrawiam
                                          • Gość: Ari Re: Witaj, Ari IP: 217.8.186.* 12.09.03, 15:29
                                            Witaj Ona! Świat potrafi być piękny, tylko czasem trudno to piękno dostrzeć
                                            spod sterty gruzu, który nas przygniata. Tak właśnie się czułam, ale to już
                                            poza mną. Wzięłam kilka dni urlopu i chłonęłam to piękno całą sobą. Słońce,
                                            spacery, długie rozmowy, ukochana osoba... Upiekłam nawet ciasto z owocami i
                                            galaretką, żeby dostarczyć przyjemności wszystkim zmysłom... Pycha! Nie chcę
                                            się tego pozbawiać, nie chcę być nieszczęśliwa. Co o tym myślisz? Czy można
                                            być szczęśliwą wbrew okolicznościom?
                                            Pozdrawiam ciepło, Ari
                                        • Gość: ja7 Re: a pusto, pusto...Jago IP: 217.153.24.* 12.09.03, 13:48
                                          Dobrze ARI, ze zapytalas, bo tez od dawna chcialam, ale nie mialam smialosci.
                                          moge sie dolaczyc?
                                          ONA, mam to samo wrazenie - w momencie kiedy forum odchylilo sie w strone walki
                                          z nikotyna, zrobilo mi sie tu jakos nudno / nieswojo / nie mojo....
                                          Dobrze ze jestescie - tak czy inaczej. A jak jeszcze Stachu zacznie pisac mimo
                                          niepalenia, a Hepik sie wlaczy... az sie chce poczekac...:)
                                          pozdr.
                                          • Gość: jaga Re: Witajcie !!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.03, 17:41
                                            Babskie "pogaduchy" ?! - czemu nie, świetna sprawa, ja się piszę /mogą być
                                            też koedukacyjne, a co tam!/
                                            Ari, tak bardzo się cieszę, że wracasz do życia i ludzi :-)
                                            Ja7 - będzie dobrze, powiem więcej, będzie b.b.b.dobrze :-)
                                            Ona - mam nadzieję, że teraz częściej tu zajrzysz /dla dobra wszystkich/:-)
                                            Wieczorem napiszę więcej.
                                            Serdecznie pozdrawiam :-)
                                            • Gość: jaga Re: Witajcie !!! IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 14:32
                                              Czy wszyscy jeszcze śpią? Sen to piękna rzecz a jeśli śni się kolorowo ...
                                              przy tej szaro-burej pogodzie tylko wspomnienie kolorowych snów może podnieść
                                              człowieka na duchu.
                                              A może wszyscy milczą z powodu "trzynastki" /przecież to nie piątek/.
                                              Hop, hop - pobudka !!!
                                                • Gość: ONA Re: Witajcie wszyscy!!! IP: *.szel-sat.com.pl 14.09.03, 09:58
                                                  Czy można być szczęśliwym wbrew okolicznościom, Ari? Dobre pytanie. I niełatwa
                                                  odpowiedź. Wydaje mi się, że nie ma jednego rodzaju szczęścia - czym innym
                                                  jest np. posiadanie dużego mieszkania - dla kogoś kto przez dłuższy czas nie
                                                  miał. A czym innym jest np. przeczytanie dobrej książki, spacer, film. Ale
                                                  jestem pewna, że nie należy mówić sobie "o, właśnie teraz jestem szczęśliwa",
                                                  bo to minie - ta chwila minie, i wtedy będzie bardzo przykro. Dlatego byłabym
                                                  raczej za opcją - "jestem zadowolona/-y". Bo "szczęście" to słowo o bardzo
                                                  dużym ciężarze gatunkowym, jeśli można tak powiedzieć.
                                                  Ale z drugiej strony - trzeba być optymistą. Tego jestem pewna. I nawet na
                                                  siłę, tzn., starać się być optymistą mimo wszystko.
                                                  A jak spędzacie niedziele? Jak spędziliście?
                                                  JA 7 - witamy w klubie!
                                                  Pozdrawiam
                                                  • Gość: jaga Re: Witajcie wszyscy!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 14:11
                                                    Witaj Ona! Odnoszę wrażenie, że dzisiejszy słoneczny poranek /i to niedzielny/
                                                    nie nastroił Cię zbyt optymistycznie do świata i ludzi. To się czuje, że
                                                    spędzasz ostatnio czas z nosem w mądrych książkach. Czy mamy tu rozbierać na
                                                    czynniki pierwsze coś tak niewymiernego jak pojęcie szczęścia? Można zacząć
                                                    cytować np. Kotarbińskiego i wielu innych, ale po co? Słusznie napisałaś, że
                                                    nie ma jednego rodzaju szczęścia, że to słowo o dużym ciężarze gatunkowym /jak
                                                    zresztą mnóstwo innych słów/, tyle tylko, że dla każdego oznacza co innego.
                                                    Jeżeli Ari mówi, że czuje się szczęśliwa to czy nadużywa tego słowa? Nie
                                                    ściągaj jej aż tak bardzo na ziemię. Dlaczego nie może wyrazić głośno tego
                                                    wszystkiego co chłoną jej zmysły i nazwać tego szczęściem? - to jej szczęście.
                                                    Chyba się nie pomylę, jeżeli powiem, że w jej życiu przeważają te złe,
                                                    negatywne przeżycia i dlatego tak silnie odbiera te wszystkie inne, które są
                                                    ich przeciwieństwem.
                                                    Uważam, że wbrew okolicznościom można czuć się szczęśliwą w bardzo subiektywny
                                                    sposób. To są właśnie te chwile, cóż, że mijają /tak jak wszystko, również
                                                    zło/, tylko dlaczego ma być przykro? - zostają przecież wspomnienia i te
                                                    należy pielęgnować, one dają siłę i to one pobudzają do optymizmu, że jeszcze
                                                    takie chwile wrócą i znów można będzie powiedzieć "o, właśnie teraz jestem
                                                    szczęśliwa".
                                                    A zadowolenie? - cóż, ja dziś jestem zadowolona, bo jest dość ciepły,
                                                    słoneczny dzień, bo pójdę na spacer, bo akurat nic mnie nie boli, bo nikt ode
                                                    mnie nic nie chce ale chciałabym poczuć to "coś" /jak np.Ari/ by móc
                                                    powiedzieć "czuję się szczęśliwa" - czego wszystkim na forum życzę.
                                                    Pozdrawiam serdecznie.
                                                  • Gość: ONA Re: O szczęściu... IP: *.szel-sat.com.pl 15.09.03, 12:09
                                                    Droga Jago!
                                                    Źle mnie zrozumiałaś - ja po prostu odpowiadałam na pytanie Ari. To pytanie
                                                    było z kategorii tych abstrakcyjnych, na które albo każdy ma inną odpowiedź,
                                                    albo nie odpowiada się wcale tylko je zadaje.
                                                    Często myślę o szczęściu i dlatego wyraziłam swój subiektywny pogląd na jego
                                                    pojmowanie. I chyba nie miało to wiele wspólnego z sytuacją Ari. A czy miało
                                                    mieć? Owszem - mogło mieć. Ale to był po prostu mój pogląd w oderwaniu od
                                                    sytuacji Ari. być szczęśliwym można i trzeba - i to w bardzo subiektywny
                                                    sposób - co do tego nie ma, oczywiście, żadnych wątpliwości. I życzę Ari , by
                                                    była szczęśliwa - choć przez moment.
                                                    PS.A do świata jestem nastawiona bardzo optymistycznie!!!
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: ARi Re: O szczęściu... IP: 217.17.46.* 15.09.03, 17:37
                                                    Witajcie kochani...
                                                    Dorastałam w przeświadczeniu, że w życiu nie czeka mnie nic prócz obowiązków i
                                                    zmagania się z trudną rzeczywistością. Moja matka ciągle powtarzała mi, że
                                                    życie to nie zabawa, a kiedy wyszłam za mąż i urodziłam dziecko to usłyszałam:
                                                    teraz jesteś żoną i matką, wszystko inne się skończyło. Szczęście? Nie mogłam
                                                    być szczęśliwa, nie umiałam być. Ale wbrew temu co miałam wdrukowane, ciągle
                                                    tego szczęścia ( a może tylko namiastki) szukałam. Nieudolnie to robiłam...
                                                    wydawało mi się, że wystarczy jakieś zawirowanie, zauroczenie i zakochane oczy
                                                    wpatrzone we mnie. Błąd.
                                                    Wciąż uczę się odczuwać szczęście, czasami wydaje mi się, że wydzieram je z
                                                    rąk złego losu, żeby choć przez chwilę, małą chwileczkę... zanim znów dostanę
                                                    po głowie. Muszę uwierzyć, że zasługuję na szczęście tak jak każdy. Wbrew
                                                    wszystkiemu i chyba wciąż jeszcze wbrew sobie:)
                                                    "Twoje szczęście jest w Tobie" - to książka, którą dostałam kiedyś od kogoś
                                                    mądrego i bardzo mnie kochającego. Warto przeczytać i... mieć w domu, pod ręką.

                                                    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Wasza obecność tutaj i życzenia są dla
                                                    mnie bardzo cenne, sprawiają, ze robi mi się tak cieplutko...
                                                    Ona, Jaga, Stachu, Ja7 - dziękuję, Ari.

                                                  • Gość: jaga Re: Witaj Ona! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 09:54
                                                    Przeglądałam dzisiaj niektóre wątki i wiesz, uświadomiłam sobie, że mój post z
                                                    14.09 był mimo wszystko trochę napastliwy. Przepraszam! - w sumie zgadzam się
                                                    z Tobą. Pozdrawiam.

                                                    PS. Mam propozycję /pod rozwagę/ a może nadasz sobie jakieś imię?, bo ja np.
                                                    bardzo nie lubię zwracać się, mówić o kimś w trzeciej osobie. Pozd.
                                                  • Gość: ONA -jeszcze...ONA Re: Witaj moi mili! IP: *.szel-sat.com.pl 24.09.03, 05:43
                                                    Witajcie!
                                                    Własnie zdałam dziś (chyba juz wczoraj...) kolejny egzamin. NIe powiem, żebym
                                                    była bardzo zmęczona, ale jednak. NIe mogłam spać (pokłóciłam sie z mężem, a
                                                    raczej poczułam się obrażona,tym co powiedział; chyba w ogóle mnie umiem z nim
                                                    rozmawiać)i słuchałam sobie muzyki w internecie na mp3, trochę nostalgii...
                                                    To miłe, że nie zapominacie o mnie.
                                                    Zmienić imię? A czy byłabym wtedy sobą? Czy byłabym tą samą osobą, którą
                                                    znacie? Bardzo polubiłam tę dziwną odmianę - "do Onej" itp. Ale pomyślę nad
                                                    zmianą, pomyślę... A może macie jakieś propozycje - co wg Was pasowałoby do
                                                    mnie?
                                                    Pozdrawiam już jesiennie
                                                  • hepik1 Re: Witajcie, oczywiście! 24.09.03, 06:40
                                                    Pierwszy!Gratulacje.Już nie pierwsze ale może i nie ostatnie.Jeszcze zostało
                                                    trochę stopni naukowych-docent,profesor nad i zwyczajny...Mąż czyżby zazdrosny?
                                                    A imię czy nick-może jOna.Niekoniecznie z małej litery.JONA,Jony,Jonie,z Joną,o
                                                    Jonie i od razu wołacz,wołamy Jooono!Odmienia się dobrze i nawiązanie do Onej
                                                    jest.Pozdr.
                                                  • Gość: ONA -JONA Re: Dziękuję! Dziewczyny - doradźcie! IP: *.szel-sat.com.pl 26.09.03, 23:17
                                                    Wielkie dzięki wszystkim!
                                                    Jeszcze mi został jeden egzamin i obrona właściwa...
                                                    A nie było mnie tu, bo zajmuje się dość prozaicznym zajęciem :) - mianowicie
                                                    biegam po sklepach (już drugi dzień)i szukam czegoś, w czym mogę iść na ten
                                                    kolejny egzamin. I jak myślicie? Kupiłam? Ależ skąd!
                                                    Dziewczyny kochane - doradźcie! Czy mogę w spodniach? Rodzina mi mówi, ze nie
                                                    wypada,ale ładnie w nich wyglądam. A jeśli spódnica - to jaka? Czy może być
                                                    przed kolano? Tak troszkę? Czy też nie wypada? Czy lepiej taką bardzo długą?
                                                    PS. A ta Jona moze być, Hepik. A pozostałym się podoba?
                                                    Pozdrawiam serdecznie

                                                  • Gość: jaga Re: Witaj JONA! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.03, 13:28
                                                    - mnie się podoba, i to bardzo!
                                                    Podoba mi się też pomysł nabycia nowego ciucha. Bieganie po sklepach to
                                                    doskonały sposób na odreagowanie. Poradzić mogę, czemu nie?, choć wolałabym
                                                    aby to się nazywało "moje zdanie na zadany temat", bo z radami to bywa
                                                    różnie /co z odpowiedzialniścią jak się okaże, że rada była chybiona?/.
                                                    Otóż, uważam, że jeżeli dobrze się czujesz i ładnie wyglądasz w spodniach , to
                                                    jestem za - jednak pod warunkiem, że egzaminatorem nie będzie stara, brzydka,
                                                    niespełniona baba /z nawiedzonymi "babsztylami" nigdy nic nie wiadomo/.
                                                    Mam nadzieję, że nie wpadniesz na pomysł aby przyodziać się np. w
                                                    szorty /też spodnie/ lub bojówki w deseń ze słodkich różyczek - tego bym nie
                                                    polecała :-))))))))) Dobre samopoczucie i zadowolenie z własnego wyglądu w
                                                    znacznym stopniu warunkują powodzenie na egzaminie. Przecież dobrze o tym
                                                    wiesz, ile to już egzaminów za Tobą!
                                                    A tak na marginesie - jakoś trudno jest mi skojarzyć tego typu wahania z Twoją
                                                    osobą /a może tylko mam bujną czy "bublowatą" wyobraźnię/.
                                                    Miłego spędzenia weekendu i duuuużo uśmiechu!