Dodaj do ulubionych

matka moich kuzynek schodzi na dno

14.07.07, 23:30
jej córki obwiniają nas, czyli rodzinę, że nic z tym problemem
nie robimy...
dzieci nie mogą zaakceptować faktu, iż mama ma partnera, z którym
popija, zaniedbując dom,
każdorazowa próba rozmowy z każdą ze stron konfliktu kończy się, tym,
że dowiadujemy się, jak córki gnębią i wyzywają matkę, ciężko jest wytworzyć
obiektywny obraz sytuacji.....
ja już straciłam z ciotką kontakt, po tym, jak wywaliłam kawę na ławę,
zatraciły się relacje rodzinne...
fakt, ona jest uzależniona od alkoholu,
ale co my możemy zrobić? chyba nic, dopóki sama nie zrozumie......
moje kuzynki mają żal do rodziny, że pozwala się staczać ich matce...
oczywiście osoba, której dotyczy ten problem zaprzecza wszystkiemu,
co robić? zakuć w kajdany i zaprowadzić na terapię? nasłać kuratora, gdy
14 letni syn będzie sam w domu, bez opieki.......
Ponieważ dzieci nie akceptują związku swojej matki, awanturują się z nią, gdy
tylko pojawi się w domu - ta ma zawsze pretekst, aby trzasnąć drzwiami i
wrócić do faceta...
Kobieta nie leczyła nerwicy/depresji/teraz jest na urlopie zdrowotnym i
zabija siebie co dnia...
Nie chcę mieć jej i jej rodziny na sumieniu,
dajcie mi jakieś wskazówki, jak postępować,
proszę
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: matka moich kuzynek schodzi na dno 15.07.07, 18:45
      kobieta_in_war napisała:
      > ...po tym, jak wywaliłam kawę na ławę, zatraciły się relacje rodzinne...
      > Nie chcę mieć jej i jej rodziny na sumieniu,
      > dajcie mi jakieś wskazówki, jak postępować,
      _____________________________________________.
      Siedze nad tym pytaniem juz dlugie minuty,
      przywoluje sobie w pamieci wszystkie moje
      doswiadczenia, jakie zdobylem dotychczas...
      Czytam po raz kolejny Twoje pytanie i tylko
      jedna odpowiedz mi sie ciagle nasuwa:
      Ty nie jestes tu w stanie nic pomoc...
      Chcesz miec spokojne sumienie, pojdz na Mityng Al-Anon.
      Tu jest potrzebna pomoc z zewnatrz...
      A...
      • janulodz Re: matka moich kuzynek schodzi na dno 15.07.07, 19:00
        Jeśli Twoja ciotka jest faktycznie uzależniona od alkoholu, to nie zrobisz nic, dopóki ona sama nie będzie chciała coś z tym zrobić. Nie trafisz do jej sumienia wymówkami, trzaskaniem drzwiami, prośbami i groźbami. W polskim ustawodawstwie alkoholik, dokąd nie stanowi zagrożenia dla otoczenia , lub dla siebie, nie może być przymusowo leczony. Twoje kuzynki, mające do Was pretesnje niech się najpierw same poduczą jaka to choroba ten alkoholizm. Ty z kolei nie możesz mieć wyrzutów sumienia, że nic nie robisz, bo choćbyś się starała i tak nic nie osiągniesz. Możesz jedynie zgłosić problem w Gminnym Ośrodku Roziązywania Problemów Alkoholowych. Próbując bezskutecznie jej pomóc i zdając sobie sprawę z bezsilności stajesz się jedynie osobą współuzależnioną, tak, że niedługo sama będziesz wymagała pomocy. Daj sobie spokój.
        • kobieta_in_war dziękuję za odpowiedzi 15.07.07, 20:15
          ....jedna wielka dysfunkcja, po rozwodzie z mężem sadystą,
          ciotka odzyskała "wolność" i poszła na całość...
          z relacji córek wynika, że imprezuje i nie nocuje w domu,
          natomiast ciotka twierdzi, że wychodzi do mena (też z problemem alkoholowym),
          gdy nastoletni jeszcze syn odwiedza w weekendy ojca, teoretycznie nie
          zaniedbuje syna, oddaliła się od dzieci, wciąż są awantury, agresja,
          jestem "skłócona" z kuzynkami, bo powiedziałam im, że goowno robią,
          jeśli naprawdę uważają, że jest problem, to muszą się zwrócić do odpowiednich
          placówek po pomoc, nie interweniowały do dziś....za to obciążają za swoje
          niepowodzenia i życie członków rodziny, paranoja,
          chciałam się tylko upewnić, czy dobrze myślę, bo wciąż ktoś z rodziny dostaje
          smsy, że nic nie robimy z problemem,
          mimo wszystko serce ściska....
          co jeszcze musi się wydarzyć, aby osoba uzależniona otrząsnęła się?
          w marcu powróci do pracy z urlopu zdrowotnego, póki co nie zaniedbywała
          pracy, ale uczestniczy w każdej imprezie publicznej, ludzie widzą ją pijaną,
          to małe środowisko, zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, tym bardziej, że chodzi
          o panią nauczyciel...
          w przypadku mojej ciotki chodzi o piwo w dużych ilościach,
          byłam świadkiem, gdy na śniadanie zaserwowała sobie piwo.........
          To boli i jest smutne...
          Walczyła o dzieci jak lwica, łożyła na studia dwóch córek, posłała syna do
          szkoły muzycznej, dbała względnie o dom, imała się hobby, choćby robótek
          ręcznych, tak się zachowywałam do momentu otrzymania rozwodu, po wyroku czar
          prysł, zmieniła towarzystwo na bardziej imprezowe, zrobiła studia podyplomowe
          (!) resocjalizację - ale w zjazdy ostro tankowała, każda wizyta u nas w domu
          zakrapiana była alkoholem, najgorsze w jej mniemaniu elementy stały się dobrymi
          koleżankami, w końcu spyknęła się z dda, powiela dysfunkcję, łozy na drugi dom,
          w sensie takim, iż facet nie ma stałej pracy, drażni mnie jej sposób bycia,
          dobór słów, to nie ta sama osoba,najgorsze, że nie da sobie nic wytłumaczyć,
          nikt nie ma prawa wtrącać się w jej życie, jak pisałam, ma dobrą wymówkę, jak
          córki zrobią jej kolejną jazdę, żeby wyjść z domu,
          chyba przekopiuję tego posta i wyślę moim siostro ciotecznym
          • aaugustw Gdzie lezy ta prawda-Kto potrafi ją dostrzec !? 15.07.07, 21:13
            kobieta_in_war napisała:
            > ....jedna wielka dysfunkcja, po rozwodzie z mężem sadystą,
            > ciotka odzyskała "wolność" i poszła na całość...
            _____________________________________________________________________.
            To co teraz opisze nie uslyszalem na zadnym Mityngu AA, lecz poza nim!
            Mlody mezczyzna (nie sadysta), dzwoni do mnie po rady(!?) - Rozmawialismy
            ze soba juz 3x po ok. 1,5 godz. Po kazdym Mityngu AA, na ktorych nie
            moze sie "otworzyc" takze rozmawiamy wraz z mala grupka znowu po ok. 1,5 godz.
            Na poczatku kazdej rozmowy z nim mam do tego czlowieka anielska cierpliwosc,
            (zal mi go). Cierpliwosc ta jednak wraz z uplywem czasu zamienia sie u mnie
            z jednej strony w apatie, a z drugiej strony w furie...
            Po kazdej takiej rozmowie czuje sie wypompowany... - Totalnie naladowany
            negatywnie...!
            Zal mi tego czlowieka, ale nie potrafie go glaskac... - On pracuje i nie
            pije... Jego zona pije... Trojke dzieci im zabrano na wychowanie. Ona
            potrafi sie samookaleczyc, (co zrobila), potem poszla (np.) do knajpy,
            gdzie znalazla litosc i "zrozumienie".
            Stamtad wezwano policje. Zabrano meza "sadyste" z domu, w obecnosci dzieci.
            W miedzyczasie sprawe te wyjasnil na swoja korzysc, ale nie moze juz wycofac
            postepowania karnego wobec swojej zony...
            Dzieci im zabrano, bo on zeby ratowac swoje malzenstwo pil takze z zona,
            zeby jej pokazac jak ona powinna (kontrolowanie) pic...(!?)
            Obecnie przed uplywem 1 miesiaca terapii poszla "w dluga" z innym
            uczestnikiem terapii - do jego mieszkania, gdzie dalej pije z tamtym...
            A on...? - On chce ja ratowac...!
            On mowi, ze ma mentalnosc polska, ze slubowal przed oltarzem i nie moze
            tak sobie po prostu od niej odejsc... Poza tym (mowi on) ona moze popelnic
            samobojstwo, co juz raz probowala...
            Mozecie sobie wyobrazic moje reakcje w takich momentach, kiedy slysze takie
            chore, wpoluzaleznione, egoistyczne samooszukiwanie sie!
            On, ktory niby jest aniolkiem i swietoszkiem, w gruncie rzeczy dba tylko o
            swoja dupe. Nie widzi tego, ze w tych wielogodzinnych rozmowach o swoich
            dzieciach nawet nie mowi. One sa na trzecim miejscu... Najpierw zona...!
            A to, ze doprowadzil do patologicznej rodziny, ze dzieci musi wychowywac
            panstwo... tego juz nie widzi... - Z drugiej jednak strony wiem (i wtedy sie
            wyciszam), ze on jest takze, jak i jego zona ciezko chory - On jest
            wspoluzalezniony.
            Mowie mu, zeby chodzil do psychologa i na nasze Mityngi, ale nie AA,
            lecz Al-Anon...
            A...
    • ela_102 Re: matka moich kuzynek schodzi na dno 17.07.07, 09:53
      nie czytalam postow innych osób...chce się odnieść do watku glównego..
      czytając go miałam wrażenie ze czytam o sobie..
      Mialam partnera z ktorym się staczałam...i wystraszone oczy dzieci ktore na to
      patrzyły...nic ani nikt nie byl w stanie dotrzeć do mojego rozsadku...zawsze
      miałam "swoją wersję wydarzeń" duzo agresji...nienawisci...toksyczności i
      poczucia ze to ja jestem ofiara..
      przelomowym wydarzeniem w moim zyciu stala sie ucieczka syna z domu...myslalam
      ze umre z bólu...pilam jeszcze dwa lata..
      ale w miedzyczasie pozbylam sie partnera...za duzo kosztowalo picie we dwoje..
      i juz mialam umrzeć...gdy pojawil sie ktos kto dał "garść" takiej zwyklej
      ludzkiej Miłości..a ja ją wzięłam..poczułam nadzieję ze może byc "inaczej"

      Cudem nazywam pierwsze 3 dni nie picia...uwierzylam ze mozna nie pić...
      potem uwierzyłam ze mozna zyć inaczej...

      to co mi pomoglo to odrzucenie przez syna..
      • kobieta_in_war Re: matka moich kuzynek schodzi na dno 17.07.07, 18:04
        Witaj Elu,
        Twoja wypowiedź potwierdza to, iż osoba z problemem musi sama zrozumieć,
        moja ciotka zostawia syna pod opieką dorosłych sióstr, w sumie, to jej
        na nim nie zależy, chłopak opuścił się w nauce, siostry czuwają nad nim, żeby
        nie wpadł w złe towarzystwo, ale jest całkowicie dysfunkcyjny, zero obowiązków,
        dobre wychowanie poszło w las, olewanie systemu na maksa, jest w takim wieku,
        że jak mu się nie zaciśnie pasa, to będzie wykorzystywał sytuację,<porażka>

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka