Czy te uczucie będzie we mnie do końca...

31.07.07, 15:31
Mam dziecko, rodzinę, jestem szczęśliwa... nie biorę coś ponad rok, dlaczego
to ciągle we mnie jest... Te uczucie głodu, braku czegoś, te ohydne uczucie...
Czy to kiedyś minie...??
    • drak02 Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 31.07.07, 15:44
      Nie wiem jak jest z braniem i glodem narkotykowym, wiem natomiast ze glod
      alkoholowy mija po pewnym czasie (1-2 lat). Mysle ze analogicznie jest z
      narkotykami.
      Po odstawieniu narkotykow w twoim zyciu powstala pewna pustka ktora nalezy
      napelnic trescią. ZBudowac inna jakosc codziennego zycia. Wazne jest
      planowanie, unikanie improwizacji i nudy. Wazne jest aby zmienic te zachowania
      i przyzwyczajenia ktore laczyly sie z braniem. ZMiana towrzystwa, unikanie
      miejsc ktore kojarza sie z braniem itp. Wazne jest relaizowanie jakiegos celu
      zyciowego, nauka, zdobywanie wiedzy, sport, cokolwiek co laczy sie z
      aktywnoscia umyslowa i fizyczną. Ale czas jest bardzo istotny, czas zlagodzi
      twoje cierpienia.
      • addicted11 Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 31.07.07, 17:19
        Smutna pawda jet taka,ze niestety nic na swiecie nie zastapi dzialania alkoholu
        i narkotykow.
        Nic, zadne trzezwienia ani chodzneia na basen nie oddaza tego stanu.
        Daja inne, fajne,ale tego samego nigdy nie.
        Jak ktos mowi inaczej to klamie.
        • drak02 Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 31.07.07, 17:47
          Addi , zapomniales dodac ze nie zastąpi Tobie. Dręczy Cię żal za
          utraconą "flaszką" :)
          Zgadzam sie natomiast z tym , że trudno znaleźć coś równie skutecznego aby sie
          ześwinić , uchlać , skompromitować. Nic tak nie pomaga w osiąganiu stanu tzw.
          żałosnego bełkotu jak wóda i narkotyki.
          Za chwile napiszesz że alkohol i narkotyki są dla ludzi. Tyle ,że to jest
          akurat forum dla uzależnionych a nie dla koneserów używek.


          addicted11 napisał:

          > Smutna pawda jet taka,ze niestety nic na swiecie nie zastapi dzialania
          alkoholu
          >
          > i narkotykow.
          > Nic, zadne trzezwienia ani chodzneia na basen nie oddaza tego stanu.
          > Daja inne, fajne,ale tego samego nigdy nie.
          > Jak ktos mowi inaczej to klamie.
          • addicted11 Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 01.08.07, 17:18
            Draku, opacznie zrozumiales moje slowa.

            Sens ich byl taki, ze tego samego stanu- szumu w glowie, naglej euforii bez
            realnych podstaw- nic nie zastapi bo nie zastapi.
            Nie mowie, ze ta euforia to dobrego- nic takiego nie napisalem.
            Na dluzsza mete ta euforia zawsze okazuje sie zluda, pulapka.

            Jezeli uwazasz, ze cokolwiek na swiecie da takie samo uczucie jak alkohol-
            gdzie odkrecasz butelke, gu;l gul gul, albo wbijasz igle, psyyy i jeste w
            niebie- no to po prostu oklamujesz forumowiczow.

            Skuteczna walka z nalogiem wedlug mnie polega na uswiadomieniu aosbie, ze to
            jest uczucie sztuczne i zdradliwe, a nie wyparciu go ze swiadomosci " nie nie
            ma, nie widzialem, moze addicted widzial".

            Ty juz podchodzisz od "racjonalnej" strony- ze zeswinic, ze cos tam= a to juz
            inna para butow.


            A odnosniki personalne pozostawie bez komentarza, to pojscie na latwizne,
            wpisac ze to glupi Addi tak uwaza, a ze glupi wiec nawet nie probujcie tego
            rozumiec.
    • ramajkarybnik Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 01.08.07, 10:47
      Dzięki. Pożyjemy... Zobaczymy... Jestem tego pewna że będzie dobrze :) Pozdrawiam
      • tenjaras Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 01.08.07, 18:49
        głód mija, ale potrzeba czasu, a z tym jest różnie, u mnie trwało to pół roku,
        z tym, że gdy poczułem to uwolnienie, to jakoś nie mogłem wtedy tego przyjąć i
        wkręciłem sobie nawrót choroby alkoholowej, nie zapiłem wtedy cudem, zacząłem
        używać napoje enrgetyzujące, nie alkohol i jak piłem osiem puszek dziennie i
        zrobiłem bumelkę, zorientowałem się, co robię

        trzymiesięczna jazda i wtedy zrozumiałem, że brak umiaru towarzyszy mi nie
        tylko w kontakcie z alkoholem, pozbierałem się i podjąłem kolejny etap terapii,
        była to terapia pogłębiona "odbudowa własnej osobowości", którą na własne
        potrzeby nazwałem "budowa..." bo piłem od dziecka

        wtedy bardziej przejąłem się terapią, a dostawałem po ego tak, że aż fizycznie
        bolało, działy się ze mną wszystkie rzeczy jakoś tak w dniu spotkań grupy
        terapeutycznej... wymioty, biegunki, bóle głowy, kręgosłupa, jakieś niemania
        czasu, manie zajęcia - cyrki... ale wytrwałem i jestem z siebie dumny

        to było niespotykane do tej pory przeżycie w moim życiu i poznałem siebie
        znacznie lepiej niż dotychczas, przyłączyłem się do innych ludzi, przestałem
        być samotny w poczuciu opuszczenia, bo to wcale nie znaczy, że nagle otoczyłem
        się tłumem ludzi, mam ich kiedy potrzebuję i oni mnie jak potrzebują

        stałem się aktywniejszym i pewniejszym siebie człowiekiem, zaczynałem się
        realizować i widzieć, że coś powstaje, a nie tylko ginie lub niszczeje w
        niemocy dokańczania dzieł i odkładania na zaś

        potem przyszły najpiękniejsze chwile w moim życiu, czułem się spełniony,
        poznałem kobietę, byłem kochany i kochałem, plany realizowałem i zapowiadało
        się już wieczne szczęście - nirwana ;-)

        wtedy alkoholizm odebrał mi matkę, zapiła się, mimo, że mogła z tego wyjść, to
        był mocny cios, a mój związek już się też chwiał i wtedy rozleciał, omal nie
        straciłem sensu, pozostałem tylko z tym, co najmniej ceniłem, ale pozostało mi
        wierne - moja trzeźwość, nadzieja i ludzkie wsparcie

        wydostałem się i podjąłem kolejną terapię, którą w euforii dni wcześniejszych
        odłożyłem na zaś... tym razem syndrom dorosłego dziecka, bardzo trudna terapia,
        dotykająca bardzo czułych miejsc, ale miałem wiarę w jej dobry wpływ

        wyszedłem z doła rozejrzałem się, a życie na mnnie czekało, mam poczucie
        bezpieczeństwa i siłę do realizacji planów, jednak jest różnica wynikająca z
        jeszcze pełniejszego przeżywania niż poprzednio, tym, że jestem dojrzalszy

        nikt i nic mnie nie opuściło, a wręcz przeciwnie, jest tego więcej, a nowy
        związek, choć dopiero się zaczyna i jeszcze brak mi odwagi lub tchu, by o nim
        mówić, jest niezwykły i wydaje się być tym właśnie... a cierpliwość nie należy
        u mnie do mocnych stron... wszystko wydaje się być na wyciągnięcie ręki i realne

        mimo ogromnych zmian jakie przeszedłem, mam obawy, że to sen, bo urealniają się
        moje najskrytsze marzenia i rzeczy, o których nawet nie wiedziałem, że będą mi
        dostępne...

        żadna ilość alkoholu, ani narkotyków (nie stroniłem) nie dawała mi takiego
        czucia życia, jak trzeźwość, trzeźwość, która z jednej strony jest darem, a z
        drugiej okupiona pracą nad sobą i rozbieraniem murów i blokad, jakie narosły we
        mnie przez całe lata cierpienia, które kiedyś nazywałem życiem...
        • mi-mili Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 02.08.07, 07:48
          Ramajkarybnik, zapraszam na nasze forum, link w sygnaturce. Pozdrawiam!
          • docelowo Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 03.08.07, 22:30
            Właśnie, nuda, brak zajęcia to daje pożywkę do odżywiania tego cholernego złego
            nawyku...

            a dzisiaj NIC, nawet milisekunda o tym..., grałem w bilard, piłem herbatę,
            śmiałem się w duchu żartowałem, jaką mam ULGĘ,

            tylko ten mój nieustanny ZŁY doradca, człowiek, co nie wierzy we mnie i
            zaprzecza i kwestionuje, moje poczynania,

            NIE ROZMAWIAM z nim,
            trudno

            anciax wie o co chodzi, ale co tam;-)


            • anciax Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 03.08.07, 23:02
              > anciax wie o co chodzi, ale co tam;-)

              co? skasowałeś mnie juz?

              wiem o co chodzi, ale Ty też wiesz o co chodzi ;)
              ja już nie mam nic więcej do dodania ponad to, co Ci pisałam.

              rozumie, z eto dla Ciebie smutne >>> ta sytuacja z wiadomą osobą... cóż, głową
              muru nie przebijesz.

              3maj się!

              An :)

              PS: Fajnie, że zajołeś sie pożytecznymi rzeczami.

              BTW; pisanie na U. też niestety jest u. :P
              • docelowo Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 03.08.07, 23:10
                Oczywiście, że tak an...

                Tylko, skoro ja chcę dobrze, to nikt tego negować nie powinien

                Mógłby zareagować, kiedy robiłbym, źle ... ale chyba mu to właśnie na rękę,
                moim postem, postanowieniem, pozbawiam, go źródła, alibi, mety, pieniędzy, a
                tak bym chciał z nim zagrać w kręgle i zjeść pizze...


                dzięki AN
                • anciax Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 03.08.07, 23:25
                  Life is brutal.

                  Ja też bym chciała to o owo...

                  On sam na razie nie robi zbyt dobrze i nie widzi w swoim zachowaniu nic
                  zdrożnego. On Ci niestety nie pomoże w wychodzeniu z dołka! Im prędzej się z tym
                  pogodzisz tym lepiej :) ...ja sobie też już X odpuściłam, szkoda życia.

                  pozdro
                  • docelowo Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 04.08.07, 09:42
                    nie wiem, czy to uczucie ze mną wygra...

                    na razie

                    budzę się rano trzeźwy, szczęśliwy, patrzę na świat dookoło, mogę śmiało
                    zasiąść do auta, zrobić normalnie zakupy, odwiedzić kogoś, zrobić coś bez
                    wyrzutu i bólu, ze ..., właśnie, że...

                    chyba tak, człowiek staje sie bardziej odpowiedzialnym...

                    • janulodz Re: Czy te uczucie będzie we mnie do końca... 04.08.07, 11:16
                      docelowo napisał:

                      "budzę się rano trzeźwy, szczęśliwy, patrzę na świat dookoło, mogę śmiało
                      zasiąść do auta, zrobić normalnie zakupy, odwiedzić kogoś, zrobić coś bez
                      wyrzutu i bólu, ze ..., właśnie, że..."

                      I o to chodzi. Tak samo się poczułem pięć i pół roku temu. I tak samo się czuję teraz.
                      A uczucie głodu już dawno mnie nie dopada. Żyję bez strachu. Jestem wolny.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja