Dodaj do ulubionych

Drogi Deosiu,samo zycie...

06.08.07, 19:40
Przypomne sie dla niewtajemniczonych.Jeszcze przed kilkunastu dniami
zaliczalem siebie do niepijacych alkoholikow,mimo ze niektorzy
forumowi AA-owcy(szczegolnie AAugustow)uwazali mnie tylko
za "pijaka".Cieszylem sie z tego okreslenia.Nie wypilem zadnego
alkoholu trzy lata.Po trzech latach totalnej abstynencji(minelo w
czerwcu tego roku),bedac w lipcu na miesiecznym urlopie,kupilem
kilkanascie dni temu,spontanicznie,nagle,dwa puszkowe piwa.Do
dzisiaj nie wiem dlaczego wogole je kupilem i to na dodatek nie
jedna,ale od razu wziolem dwie puszki.Wypilem tylko jedna.Po wypiciu
pierwszej puszki,o moich jeszcze "goracych" odczuciach,nasmolilem
cos tam w watku "Skok z dziesiatego pietra...Deosiu".

Ale posluchajcie jaki byl ciag dalszy.
Drugiej puszki piwa nie zapomnialem.Lezala caly czas w samochodzie,
pod siedzeniem,czekala... .Minelo kilka dni.Kilka dni to kilka
imprez,spotkan i wyjsc wieczorowych.Tak jak to jest z regoly na
urlopie.Wszedzie tam podawano alkohol.A wieczorami,szczegolnie na
rynku,zapelnione byly wszystkie restauracje i kafejki.Wszedzie
piwo,piwo,piwo... .Chyba wszyscy zwariowali na punkcie tego
piwa.Smialem sie.
Nie widzialem by ktos pil wodke czy wino.A ja jako jedyny jadlem
lody...
a i tak wysychalo mi w gardle...chcialem piwa.Ale tego jednego piwa
nie zamowilem,chocby z tego powodu,ze bylem autem.A moze dlatego nie
chcialem przyjechac tu taxi...choc znajomi nalegali?Ok!Przyznaje
sie.Chcialem byc jakoby podwojnie zabezpieczony.Nie wierzylem sobie.

Tego wieczoru,po powrocie do domu,wypilem ta moja druga i ostatnia
puszke piwa,wypilem bo chcialem jak wszyscy...nic nie
poczulem,zreszta jak i za pierwszym razem.Czyzbym byl wyleczony?
Pomyslalem.Ale przeciez z alkoholizmu nie ma zadnego
wyleczenia.Wyleczenie to dozgonne niepicie.Wszystko inne to
oszukiwanie siebie...No wiec jak to jest ze mna?Pytalem sie w
ciszy...Moge pic czy nie...moze tylko w malych ilosciach?Moze male
ilosci alkoholu moj organizm dzielnie zwalcza.Wodki nie rusze,nie
wierze jej... .Zasnalem.

Temat zawiesilem gdzies tam,daleko ode mnie,moze w powietrzu,moze w
chmurach,czas pokaze.Pomyslalem,ze nie ma o czym myslec.
Urlop lecial dalej swoim tempem,co dzien to krotszy,ale dobry humor
mi dopisuje i ciekawych pomyslow na spedzanie urlopowego czasu tez
mi nie brak.I tak podgwizdujac sielankujac,kiedys tam,znowu jakos
tak nagle, pomyslalem,dlaczego nie mial bym sobie kupic dwoch
piweczek,tak do kielbasek z grillala...(grilowac nie lubie;).Kupilem.

Wypilem jedno po drugim.Duszkiem...Nawet nie wiem kiedy wskoczylem w
letni garnitur,juz siedzialem w taxi,centrum prosze,starym stylem
rzne teksty o swiecie i zyciu do taksowkarza.Po drodze zaliczam
bankomat.Potem znana knajpa.Bar.Piwo.Znajomi.Ja gadam glosno,chyba o
dupie marynie i popijam...i popijam piwo.Znowu taxi,jedna,potem
druga,i to samo z knajpami.Zabieram jakis kumpli.Gdzies ich gubie
lub sami sie pogubili.W srodku nocy hazarduje ostro na forse i
pije...i gram.Na nastepny dzien nie pamietam za bardzo
szczegolow.Jak we mgle przypomina mi sie wyjacy alarm,chcialem wejsc
do domu od tylu a zapomnialem o wlaczonym alarmie.Acha,z rana
zauwazam,ze jestem lzejszy o kilka kawalkow.Nic sie nie nauczylem.
Jestem ten sam "wariat" do i po alkoholu,co bylem przed trzema laty,
choc bylem przekonany na sto procent,ze jest ze mna inaczej.Mylilem
sie.

Ze wszystkimi niepijacymi alkoholikami jest zapewne tak samo,a jak
ktos mi nie wierzy,niech sam sprawdzi...:)

Uwazalem to za moj obowiazek,mimo ze mi jakos bardzo
glupio,przekazac Wam,To moje,dla mnie nowe,alkoholowe doswiadczenie.
Pozdrawiam Wszystkich!
Obserwuj wątek
    • magtomal Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 19:50
      Dobrze, że to opisałeś. Niech Twoje doświadczenie bedzie przestrogą dla innych,
      którzy długo nie piją i zaczyna im chodzić po głowie, że są już "wyleczeni".
      Myślę, ze Twój przykład jest dość typowy. Teraz pilnuj się: Twoja droga zaczyna
      się od nowa.
    • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 20:04
      No Panie Tranzyt, dolozyl Pan kamyczek do ogrodka.
      Deo tylko w duszy moze sie cieszyc.

      zastanawia mnie natomiast co innego- byles na urlopie z rodzina, oni
      tak nic na Twoje nagle pomysly wypijania piwa, zabawy w kasynie?
      Spotkales starych znajomych- a 3 lata nie piles, to szmat czasu- nie
      dziwili sie?


      A generalnie to mnie specjalnie nie zaskoczyles, Ty bardzo wierzyles
      przez wiekszosc z tych 3 lat w teorie jednego kieliszka tylko sie
      jakos ostanio dziwnie zbuntowales.

      Wg mnie nie mogles zachowac sie inaczej jak za starych czasow- no bo
      niby dlaczego, skad?
      Jestes tym samym czlowiekiem, moze nieco inna swiadomosc- czego sie
      spodziewales, ze po paru glebszych bedziesz zadymial albo z kolei
      filozofowal?

      zabawiles sie jak za dawnych czasow i co uzyles to Twoje:)
      Kilka kawalkow poszlo- no coz, na calym swiecie codziennie idzie
      milionom osob te kilka kawalkow, biznes sie kreci...



      Ogolnie to nic zlego nie zrobiles, po prostu zaszalales bo mogles-
      rozumiem ze grales za swoje a nie pozyczone.
      (swoja droga jestes hazardzista?)
      ten wlaczony aarm itp to co to za sensacja- norma imprezowa.

      Ale schemat "powrotu do picia" przeszedles wrecz modelowo.

      I po co Ci to bylo?
      Jakbys po tym jednym sie zatrzymal to moglbys sie chelpic, a tak to
      niestety musisz poklonic sie Deodandwoi i przyznac mu racje- nie
      wolno Ci pic. Do konca zycia i jeden dzien dluzej.
      A Deo moze, oj moze, ten to moze wypic.


      :)
    • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 20:11
      Tranzycie, na pocieszenie dedykuje Ci utwor grupy New Order


      zrob glosniki na maksa i nacisnij link:

      www.youtube.com/watch?v=og1HAkjOuL0

      I popatrz, stal sie cud.

      Chcialem zadedykowac Ci ten utwor ze wzgledu na melodie i klimat.
      Zajrzalem dla wszystkiego o czym jest tekst- i okazalo sie, ze o
      nalogu, tu heroinowym, ale Tranzyt- jakbym tam Ciebie czytal:)

      "True Faith"

      I feel so extraordinary
      Something's got a hold on me
      I get this feeling I'm in motion
      A sudden sense of liberty
      I don't care 'cause I'm not there
      And I don't care if I'm here tomorrow
      Again and again I've taken too much
      Of the things that cost you too much
      I used to think that the day would never come
      I'd see delight in the shade of the morning sun
      My morning sun is the drug that brings me near
      To the childhood I lost, replaced by fear
      I used to think that the day would never come
      That my life would depend on the morning sun...

      When I was a very small boy,
      Very small boys talked to me
      Now that we've grown up together
      They're afraid of what they see
      That's the price that we all pay
      Our valued destiny comes to nothing
      I can't tell you where we're going
      I guess there was just no way of knowing
      I used to think that the day would never come
      I'd see delight in the shade of the morning sun
      My morning sun is the drug that brings me near
      To the childhood I lost, replaced by fear
      I used to think that the day would never come
      That my life would depend on the morning sun...

      I feel so extraordinary
      Something's got a hold on me
      I get this feeling I'm in motion
      A sudden sense of liberty
      The chances are we've gone too far
      You took my time and you took my money
      Now I fear you've left me standing
      In a world that's so demanding
      I used to think that the day would never come
      I'd see delight in the shade of the morning sun
      My morning sun is the drug that brings me near
      To the childhood I lost, replaced by fear
      I used to think that the day would never come
      That my life would depend on the morning sun...

        • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 21:50
          addicted11 napisał:

          > Tak mi Ciebie szkoda jakos

          -a to dlaczego?!Dobrze sie stalo,ze sie upilem.Chcialem przeciez sam
          tego,nie bede przeciez teraz siebie samego oszukiwal,ze niby
          nie,ze to wpadka.Sprobowalem.Zaplacilem.Koniec sprawy.Przynajmniej
          taka mam nadzieje.
          I zycie toczy sie swoim trybem dalej.Swoja droga,to mam pewne
          podejrzenia czy mi czegos nie dodano do pierwszego piwa w knajpie-
          mowiac szczerze,"ostatniej mordowni".Zamowilem butelke piwa a
          otrzymalem je wlane do szkla i kazano mi za nie zaraz
          zaplacic,wyciagnalem plik banknotow(blyski oczu) i zaplacilem
          zaskoczony,choc z oburzeniem stwierdzilem,ze ja zawsze place,ale
          zawsze przy wyjsciu.Przeleciala mi wtedy blyskawicznie mysl o
          dosypaniu.Ale...pic sie chcialo,a wkolo wrzalo,ze chej!:)
          Dla mnie dzisiaj,z tej "przygody",podejrzane jest wlasnie to,ze po
          tym pierwszym piwie w knajpie(w sumie bylo to moje trzecie) mialem
          totalny odjazd,"zaskok w swiaty bez kalkulacji".Tak wczesnie nigdy
          tego nie mialem.
          Nie odczulem tego trzeciego piwa tak bezposrednio,ale to juz nie
          bylem ja,po prostu juz wtedy nastapil we mnie "totalny odjazd".

          Jak widzisz chyba lubie wymyslac fabuly...:),czyms trzeba sie
          ratowac;).
          Addicted,przyznam szczerze,ze np.o dlaszym zaskoku nawet nie
          pomyslalem,choc kaca lekkiego(moralniaka!)mialem.
            • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 22:07
              rauchen napisała:

              > ostatnio czytalam o tej pigulce gwaltu,
              >
              > sprawdz tranzyt lepiej czy masz wszystkie narzady na miejscu;
              > o kase sie nie martw, odrosnie, oj sorry, znaczy odrobisz :)))

              :)))dlatego sie nie martwie;)
                • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:01
                  Nie wiem, dziwnie brzmi historia z dosypaniem, moze po prostu
                  oslabla Ci glowa, tzw tolerancja, w koncu 3 lata organizm sie
                  odzwyczail, ja po jednym piwie po przerwie 1.5 rocznej mialem szum
                  jak po 1/2 litra, a moze i glowa sama tak uklada mysli, ja po piwie
                  tzw bezalkoholowym jakis rok temu tez czulem sie pijany, ale po
                  drugim i trzecim juz nie- dziwne.
                  Tal czy owak nie rekomenduje Ci dalszych eksperymentow.

                  Przez najblizszy miesiac nie czytaj tylko wpisow Deo, bo to moze byc
                  wyzwalacz, pisze powaznie.



                  a w ogole to i tak dziwi mnie mala ilosc postow " a nie mowilem",
                  tylko Rauchen zatriumfowala.

                  Ale rauchen to juz niemal siostra Faustyne, jeszcze z miesiac i
                  Matke Boska zobaczy, wiec nalezy jej uwaznie sluchac.
    • rauchen Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 21:30
      trenowalam, oj trenowalam nie raz takie wyzrowienia, racjonalizacje
      jak to sobie tylko piwko wypije, nawet i szampan mi sie raz udalo
      wypic na sylwestra pol butelki a reszte wylac do zlewu jak zostalo
      zeby nastepnego dnia nie kusilo.
      A potem przychodzilo takie: a jak mi sie udalo, ooo, jak mi sie
      udalo, wiec trzeba bylo zwiekszyc radosc i sobie "udac" raz kolejny
      tylko piwko, a po piwku juz kolejne piwka staly w kolejce do
      wypicia, a mi to "udanie" tak ladnie zaslepilo ze dopiero jak juz
      upic sie nie dalo, pic przestac tez nie, to sie po rozum do glowy
      szlo i dopiero wtedy sie "udanie" przekacowalo.

      Kiedys pisales ze fajnie jest tak zyc, bez alkoholu, zupelnie
      zapomniec o alkoholu, o alkoholowym zyciu.
      Czlowiekowi zapomniec sie uda, tyle ze alkohol nie zapomni o tobie,
      i doskonale wie gdzie i w jakich ilosciach balowal w tobie, i tylko
      takie go zadowola.

      I to nie jest tak ze tobie sie nie udalo, bo wielu sie w ten sposob
      nie uda, nawet gdyby i marzenia o tym mieli wieksze niz oni sami.
      Nie pamietam juz czy gdy ty piles to piles ciagami, czy po prostu
      bedac caly czas w dlugim ciagu nagle przestales pic, ale jesli ten
      drugi model, to jest to doswiadczenie dla ciebie dosc istotne -
      mysle ze wyciagniesz nie tylko dla siebie nauke, ale mozliwe ze i to
      wysylanie alkoholika zeby poszedl sie napic, jak nie wierzy, jakis
      tam sens ma, i to nie dla rauchen, czy jeszcze kogos innego - tylko
      i wylacznie dla tego co uwierzyc nie chce.

      dalej, niektorzy nie chca wierzyc w kiszonego ogorka, bo to niby
      aaowskie, moze uwierza w kiszonego tranzyta.

      A dla ciebie wiesz ze brawa za przyznanie sie, zaslugujesz na medal
      prawdziwego alkoholika, a nie T-shirta z napisem "drobnopijoczek"

      :)
      • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 21:41
        Tak tak Tranzyt, kiszony ogorek, schody ruchome, jak sam myslisz to
        wymyslisz flaszke- -niestety, nie postarales sie i teraz Twoja
        profesorka jest Miss Rauchen


        A we wpisie rauchen widze jakies aluzje do Addicteda i mu podobnych,

        Niestety addicted to co Tranzyt odkryl swoim wypiciem wie od samego
        poczatku i dlatego zasadniczo nie pije i nie oszukuje sie ani grama-
        Addicted wie, ze jego nie interesuje picie kontrolowane, jak ma pic
        to pic 5 albo 6 piw a nie jedno, dlatego poki co nie pije bo druga
        czesc mozgu nie chce zyc po pijacku.
        a te pojedyncze piwa addicteda to nie byla zadna chce picia czy
        przymiarki tylko zupelnie inne wzgledy.

        Z jednym powiedzeniem AA ( bazujacym na odrzuceniu leczenia
        esperalem) zgadzam sie- jak chorujesz na glowe to lecz przez glowe a
        nie przez dupe, mnie akurat to dotyczy, bo nie mam zespolow
        abstynencyjnych i nie lece po 1 kielonku, moj problem tkwi we lbie.
        Inni maja proble i tu i tu, ale to inna bajka. Tranzyt zapewne
        problem ma tez w glowie.


        Tranzyt, zapal swiece i odczytaj krok 1:)
        • rauchen Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 21:51
          nie madrzyj sie addi,
          jak sie chcesz w koncu umowic na ta kawe, jak nawer Parys sugerowal,
          to pisz wprost, nie owijaj w bawelne.
          Jak sie nawet postarasz to zrobimy rodzine i bedziemy cie pilnowac,
          zebys kasy nie przepil.
        • aniolparys Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 06:25
          addicted11 napisał:

          > Tranzyt, zapal swiece i odczytaj krok 1:)

          Nie kpij Addi z kroku pierwszego. Jest on wielki. Łączy np. tenjarasa i mnie ;-)
          A tak na poważnie jest w nim zawarta definicja alkoholika. Wypijesz jeden -
          będziesz pił.
          I nie ma w tym żadnego czary-mary. Za dużą szansą kontynuacji picia samobójczego
          po wypiciu jednego piwka przemawiają dwie przesłanki.
          Pierwsza: coś cię skłoniło do tego jednego. Przyczyna nie ustała. Dlaczego nie
          miałaby cię skusić po raz wtóry? Najczęściej jest to niepogodzenie się z faktem
          ostatecznym: nie wolno mi pić. Po stwierdzeniu, że to nieprawda (przecież nic
          się nie stało) - próbujemy znów.
          I druga ważniejsza: gdy wypijesz jedno piwko - nie ma żadnej racjonalnej
          przyczyny, bariery psychologicznej, żeby nie wypić dwóch za tydzień. Poza tym
          już sobie (i światu) przecież udowodniliśmy, że możemy pić w sposób kontrolowany
          i nic złego się nie dzieje?

          Nie Addi. Wolę już przesadzać, uważać nawet na czekoladki z wiśniówką, niż
          eksperymentować z moim życiem.
          • addicted11 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 15:45
            aniolparys napisał:

            > addicted11 napisał:
            >
            > > Tranzyt, zapal swiece i odczytaj krok 1:)
            >
            > Nie kpij Addi z kroku pierwszego. Jest on wielki. Łączy np.
            tenjarasa i mnie ;-
            > )
            > A tak na poważnie jest w nim zawarta definicja alkoholika.
            Wypijesz jeden -
            > będziesz pił.
            > I nie ma w tym żadnego czary-mary. Za dużą szansą kontynuacji
            picia samobójczeg
            > o
            > po wypiciu jednego piwka przemawiają dwie przesłanki.
            > Pierwsza: coś cię skłoniło do tego jednego. Przyczyna nie ustała.
            Dlaczego nie
            > miałaby cię skusić po raz wtóry? Najczęściej jest to niepogodzenie
            się z faktem
            > ostatecznym: nie wolno mi pić. Po stwierdzeniu, że to nieprawda
            (przecież nic
            > się nie stało) - próbujemy znów.
            > I druga ważniejsza: gdy wypijesz jedno piwko - nie ma żadnej
            racjonalnej
            > przyczyny, bariery psychologicznej, żeby nie wypić dwóch za
            tydzień. Poza tym
            > już sobie (i światu) przecież udowodniliśmy, że możemy pić w
            sposób kontrolowan
            > y
            > i nic złego się nie dzieje?
            >
            > Nie Addi. Wolę już przesadzać, uważać nawet na czekoladki z
            wiśniówką, niż
            > eksperymentować z moim życiem.



            Ja akurat wole igrac z zyciem, ale to inna dyskusja.

            Co do twojej diagnozy odnosnie picia " 1 kieliszka" to zasadniczo
            sie z nia zgadzam, przy zalozeniu, ze nie wszytkie przypadki sa jak
            ten, ale to tez inna dyskusja.

            Wedlug mnie wyjscie z zapicia wcale nie musi byc ciezkie, przemawia
            za tym jedna przeslanka.
            Z reguly alkoholik gdy pierwszy raz rzuca picie to nie wierzy, ze mu
            sie uda, boi sie tego, nie wyobraza sobie zycia bez alkoholu.
            Dlatego odklada to jak dlugo moze, oszukuje sie- bo bi sie
            diagnozy " alkoholizm- picie stop".
            Gdy juz raz rzuci picie i wytrwa jakis czas- juz na zawsze bnedzie
            wiedzial, ze strach mial wielkie oczy, ze jednak takie zycie bez
            alkoholu jest mozliwe, realne- no w koncu sam je jakis czas
            prowadzil.
            WIec drugie "rzucenie" moze byc paradoksalnie wiele latwiejsze.

            Dlatego uwazam, ze sprawa powrotu do picia jest mocno demonizowania,
            wedlug mnie powinna byc traktowana jako doswiadczenie a nie jako
            kompletna porazka.
            Kompletna porazka jest moze wtedy, gdy ktos zalozyl sobie jako
            glowny cel zycia, ze juz sie nigdy nie napije- wtedy owszem- picie
            samobojcze, wyrzuty sumienia.
            Ale takie zalozenia to wedlug mnie, a i wedlug wiekoszci psychiatrow
            i chyba nawet AA9 program24) to naiwnosc, fanatyzm lub debilizm.

            I co wazne- nie przyjecie takiego zalozenia nie musi wcale oznaczac
            przyzwolenia na picie.
            Chodzi o to, by sprawy nie traktowac jak lot na ksiezyc- albo sie
            uda albo nie.
            • ariel48 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 16:20
              > Kompletna porazka jest moze wtedy, gdy ktos zalozyl sobie jako
              > glowny cel zycia, ze juz sie nigdy nie napije- wtedy owszem- picie
              > samobojcze, wyrzuty sumienia.
              > Ale takie zalozenia to wedlug mnie, a i wedlug wiekoszci psychiatrow
              > i chyba nawet AA9 program24) to naiwnosc, fanatyzm lub debilizm.
              >
              > I co wazne- nie przyjecie takiego zalozenia nie musi wcale oznaczac
              > przyzwolenia na picie.

              Nie przyjęcie takiego założenia , że nigdy się nie napiję , to według mnie jest
              debilne dla alkoholika.
              Bez obrazy , ale taki slogan aowski ,,"Dzisiaj nie piję - jutro nie wiem..." Nie
              zgadzam się z nim .
              Alkoholik podejmuje decyzję , że nie pije.
              Więc co ? Podjął tą decyzję , czy nie ?
              Jaka może być niepewność jutra w kwestii picia czy niepicia dla alkoholika,
              który PODJĄŁ DECYZJĘ.
              DECYZJA: nie piję do końca życia!

              Niepewny .. to możesz być wygranej na loterii. Bo nie masz wpływu na jej przebieg.
              Na swoją trzeżwość masz wpływ. Co nie ?

              Jestem rozczarowana dzisiaj , Addi ... gafa w sprawie debilizmu!!!






              • addicted11 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 17:25
                Nie przyjęcie takiego założenia , że nigdy się nie napiję , to
                według mnie jest
                > debilne dla alkoholika.
                > Bez obrazy , ale taki slogan aowski ,,"Dzisiaj nie piję - jutro
                nie wiem..." Ni
                > e
                > zgadzam się z nim .
                > Alkoholik podejmuje decyzję , że nie pije.
                > Więc co ? Podjął tą decyzję , czy nie ?
                > Jaka może być niepewność jutra w kwestii picia czy niepicia dla
                alkoholika,
                > który PODJĄŁ DECYZJĘ.
                > DECYZJA: nie piję do końca życia!
                >
                > Niepewny .. to możesz być wygranej na loterii. Bo nie masz wpływu
                na jej przebi
                > eg.
                > Na swoją trzeżwość masz wpływ. Co nie ?
                >
                > Jestem rozczarowana dzisiaj , Addi ... gafa w sprawie debilizmu!!!
                >
                >


                Pozwole sobie ominac rafy wszelakich dyskusji o charakterze gdyban,
                o piciach kontrolowanych, slabosci badan, sposobu powstania zalozen
                AA itp itd.
                Skupie sie na jednym, bardzo pragmatycznie i po amerykansku.
                Na statystyce.
                SKoro wiadomo, ze 95% alkoholikow po zaprzestaniu picia zapija, a
                nawet najlepsze osrodki maja skutecznosc niewiele lepsza,
                to jak myslisz, jak sobie powiem " ja sie nigdy nie napije" to co to
                bedzie- naiwnosc, fanatyzm czy glupota?

                Czy moze pycha?

                Dlaczego mialbym uwazac sie za lepszego niz inni i uwazac, ze ja
                akurat jestem w tych 5 czy 10%?

                A skoro fakty sa nieublagane, powinienem nastawic sie bardziej na
                zapicie niz na niezapicie. Proste jak drut.


                Cala tajemniczosc "samobojczego picia" nadanego przez Aniola wynika
                z proby oszukania statystyki, dodania sobie ponadnaturalnych mocy,
                niesprostania wymogom i poczuciu kleski i slabosci.

                Ale tak byc nie musi, zapicie nie musi byc grozne, moze byc nawet
                pozyteczne, gdy ktos slucha Addicteda a nie deoanda.

                Addicted nie namawia do picia. Namawia do umiaru i uwzgledniania
                falktow.


                Wychodzi, ze jestem tu najbardziej przyziemnym i racjonalnym
                czlowiekiem, hehe, ja taki raptus wariat i oszolom.

                Dlateho z zapic najgorzej wychodza ludzie o niskim poczuciu
                wartosci, ktorzy jeszcze sobie po terapiii to poczucie zanizyli a
                dodatkowo powiesili poprzeczke na 100 metrach i powiedzieli "teraz
                udowodnie czy jestem smieciem czy czlowiekiem".



                • aaugustw Addi, nie wybieraj zawodu terapeuty...- prosze Cie 07.08.07, 17:48
                  addicted11 napisał:
                  > Bez obrazy , ale taki slogan aowski ,,"Dzisiaj nie piję - jutro
                  > nie wiem..." Nie zgadzam się z nim .
                  _____________________________________.
                  Addi, to (i inne) Twoje dalsze stwierdzenia - bez obrazy, ale
                  czytajac to skojarzylem je sobie z takim obrazem, ze gdybys zostal
                  terapeuta chorych alkoholikow, wtedy forumowicze pisaliby dokladnie
                  o Tobie to co Wy (Eska, Ty, Janu, Aniolek i inni), dzisiaj piszecie
                  (czyt. krakacie na worony) o terapeutach i aowcach...
                  A...
                  • magtomal Re: Addi, nie wybieraj zawodu terapeuty...- prosz 07.08.07, 17:55
                    aaugustw napisał:

                    > addicted11 napisał:
                    > > Bez obrazy , ale taki slogan aowski ,,"Dzisiaj nie piję - jutro
                    > > nie wiem..." Nie zgadzam się z nim .

                    Nie odczytujesz nadawców tekstów. Teraz okazuje się, że nie rozpoznajesz ich
                    autorów. Coraz gorzej z Tobą Auguście (A myślalam, że już gorzej być nie może).
                    To są slowa Ariel.
                    • addicted11 Re: Addi, nie wybieraj zawodu terapeuty...- prosz 07.08.07, 18:04
                      magtomal napisała:

                      > aaugustw napisał:
                      >
                      > > addicted11 napisał:
                      > > > Bez obrazy , ale taki slogan aowski ,,"Dzisiaj nie piję -
                      jutro
                      > > > nie wiem..." Nie zgadzam się z nim .
                      >
                      > Nie odczytujesz nadawców tekstów. Teraz okazuje się, że nie
                      rozpoznajesz ich
                      > autorów. Coraz gorzej z Tobą Auguście (A myślalam, że już gorzej
                      być nie może).
                      >
                      > To są slowa Ariel.


                      Ha czego spodziewac sie po Feliksie Dzierzynskim, dla niego od
                      faktow wazniejsza jest SPRAWA.
                    • aaugustw Re: Addi, nie wybieraj zawodu terapeuty...- prosz 07.08.07, 18:58
                      Cortona napisala:

                      > Nie odczytujesz nadawców tekstów. Teraz okazuje się, że nie
                      rozpoznajesz ich autorów. Coraz gorzej z Tobą Auguście (A myślalam,
                      że już gorzej być nie może).
                      >
                      > To są slowa Ariel.
                      _________________________________________________.
                      Ariel, jeszcze nigdy nie bylo tak zle, zeby gorzej
                      nie moglo byc...! ;-))
                      A...
                • ariel48 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 18:03
                  August napisał :
                  > Dlaczego mialbym uwazac sie za lepszego niz inni i uwazac, ze ja
                  > akurat jestem w tych 5 czy 10%?

                  A dlaczego nie ?
                  Przecież stawiasz na rozwój ?
                  Nie chcesz się uwsteczniać lub stać w miejscu ?
                  Dlaczego fakty i statystyki,które podajesz , muszą takimi pozostać ?
                  Zostawiasz sobie furtkę . Dajesz sobie 50 % szansy powodzenia i 50 % porażki.
                  Dlaczego ?
                  To własnie całe sedno.
                  Przykład dość drastyczny .Czy jesteś pewny,auguście,że jutro nie zjesz kupy ????
                  Jestem pewna , że odpowiesz : NIE najem się jutro kupy. Dlaczego tak pewnie nie
                  odpowiadasz o piciu alkoholu????? Jestem pewna tego ,że do końca życia nie będę
                  piła alkoholu.
                  Kiedy organizm jest czysty od wszelkiej chemii w organiżmie ,
                  powinien wrócić również rozsądek .
                  Chodzi mi o dosyć wyrażne pokazanie pewności jutra .
                  Jeśli będziesz w sobie utrwalał slogan :"nie wiem co będzie jutro,, ...to ani
                  czy się nie napijsz nie będziesz pewny , ani czy kupy nie połkniesz , nie
                  będziesz pewny.Nie chodzi mi o egzystencję.Jutro może nie nadejść każdego
                  poranka.Ale biorę pod wzgląd,że jeszcze trochę pożyję i nie chciałabym,żeby
                  takie stany niepewności przewracały mnie. To mówię jasno sobie.NIE BĘDĘ PIŁA DO
                  KOŃCA ŻYCIA.Chcę w to wierzyć i wierzę .

                  • addicted11 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 18:10
                    ariel48 napisała:

                    > August (choc faktycznie Addicted)
                    napisał :
                    > > Dlaczego mialbym uwazac sie za lepszego niz inni i uwazac, ze ja
                    > > akurat jestem w tych 5 czy 10%?
                    >
                    > A dlaczego nie ?
                    > Przecież stawiasz na rozwój ?
                    > Nie chcesz się uwsteczniać lub stać w miejscu ?
                    > Dlaczego fakty i statystyki,które podajesz , muszą takimi
                    pozostać ?
                    > Zostawiasz sobie furtkę . Dajesz sobie 50 % szansy powodzenia i 50
                    % porażki
                    > .


                    To jest popis naiwnej glupoty.

                    > Dlaczego ?
                    > To własnie całe sedno.
                    > Przykład dość drastyczny .Czy jesteś pewny,auguście,że jutro nie
                    zjesz kupy ???
                    > ?

                    Ja nie jestem pewien.
                    Moze mi gdzie kelner podrzuci kawalek do zupy?


                    > Jestem pewna , że odpowiesz : NIE najem się jutro kupy. Dlaczego
                    tak pewnie nie
                    > odpowiadasz o piciu alkoholu?????

                    Akurat August to odpowiada pewnie jak nikt!

                    Jestem pewna tego ,że do końca życia nie będę
                    > piła alkoholu.
                    > Kiedy organizm jest czysty od wszelkiej chemii w organiżmie ,
                    > powinien wrócić również rozsądek .
                    >


                    A ja nie wiem jak zareagowalbym na na przyklad gwaltowna smierc
                    matki, ojca i siostry.
                    Albo nawet na rozwod gdybym mial zone.
                    Nie wiem.
                      • addicted11 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 18:26
                        ariel48 napisała:

                        > > To jest popis naiwnej glupoty.
                        >
                        > Musisz w ten sposób odpowiadać ?
                        > Upodabniasz się taką odpowiedzią do augusta.
                        >
                        >


                        ha, jak piszesz do mnie per August to czego sie spodziewasz?

                        Moglem dopisac "wysuszona nawalano glupia stara babo".

                        > To nie głupota , ani naiwność.
                        > To mój pogląd .
                        > Nie piję prawie siedem lat.


                        To o siedem za dlugo.






                        To akurat taki zarcik:)
          • tranzyt80 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 16:02
            Aniolparys`ie,zdradze ci cos jeszcze,z reka na sercu,po wypiciu
            pierwszego piwa,na drugi,moze trzeci dzien,kupilem specialnie dla
            siebie(doroslego faceta;) dwanascie cukierkow,wisienek w ajerkoniaku
            i to wszystko oblane czekolada,polowe pozarlem zaraz po
            kupnie,reszty juz nie moglem,wiec schowalem.I popatrz,nie wpadlem
            jakos by taki znaczacy fakt o checi napicia sie, "naukowo"
            zanalizowac i unieszkodliwic.Prawde mowiac,nie nauczylem sie takich
            metod,tak zyc,to juz za wysoka
            jazda,jak na moja inteligencje.Napisales dalej:

            > Pierwsza: coś cię skłoniło do tego jednego. Przyczyna nie ustała.
            Dlaczego nie
            > miałaby cię skusić po raz wtóry?

            -Lubie te szamanskie wywody i analizy,zawsze jak cos podobneo czytam,
            lzy mi leca ciurkiem...ze smiechu,tak mnie to ubawi!:))))W tych
            analizach dobry jest Addi,oczywiscie w ich wysmiewaniu.


            > I druga ważniejsza: gdy wypijesz jedno piwko - nie ma żadnej
            racjonalnej
            > przyczyny, bariery psychologicznej, żeby nie wypić dwóch za
            tydzień.

            -Parysie,drogi Parysie,jakims strachem powiewa od ciebie,ja przeciez
            juz wiem na milion procent,ze po dwoch piwach mam zaskok i ide w
            bale,przynajmniej do rana.Mea culpa,mea maxima culpa!
            A wiec,gdybym na trzezwo(bo jak inaczej;) doszedl ponownie,powiedzmy
            za jakies dwa tygodnie do wniosku,ze warto by sie napic,to co?Nic!
            No bo co mozna sie spodziewac innego po alkoholiku.Chyba nie nalezy
            go traktowac jako bohatera,tylko dlatego,ze nie pije(bo wzgledy sa
            nie wazne).
            Po prostu,ja alkoholik jestem pelna geba,nic dodac i nic ujac,tylko
            patrzec wtedy i zyczyc sobie samemu jak najszybszego stoczenia sie i
            to na sammo dno.Ale taki,z ciagle czystym kolnierzykiem
            alkoholikow,to znasz
            przeciez sam;),wiesz,ze to cwana bestia,ta dopiero umie i potrafi
            sie dlugo
            wywijac,padac i podnosic,by znowu pasc,ale i znowu sie podniesc.W
            takich przypadkach wszystko zalezy od dlugosci utrzymywania sie na
            powierzchni i co sie z tym wiaze,od doplywu gotowki.Kto jest bardzo
            zdolny,ten potrafi sie oszukiwac,pomimo spadania na
            dno.Zartuje... :))

            Oczywiscie,ze masz racje,piszac o dokonanym przez nas dwoch,kazdy
            odkrywal po swojemu,z osobna,epokowym odkryciu:
            "Wolę już przesadzać, uważać nawet na czekoladki z wiśniówką, niż
            > eksperymentować z moim życiem."

            A wiec...?Alkoholik wypil za swoja trzezwosc...to ja!:))))
            • aaugustw Tranzyt... - Przeboj w ostatnich dniach... 07.08.07, 17:12
              tranzyt80 opisał swoja kolejna kontrolowana popijawe, tym razem
              w taki sposob, ze awansowal sam siebie do alkoholika, a Rauchen
              zalozyla mu nawet koszulke o tej samej tresci...! ;-))

              Tranzycie, podziele sie teraz ja z Toba moim doswiadczeniem:
              Po terapii, nie chodzilem na Mityngi AA, mimo ze mi je
              tam goraco polecali...!
              Minelo grubo ponad 5 lat, o terapii i narzedziach, ktore
              tam otrzymalem - zapomnialem.
              Nowej energii nie bylo, bo i skad...!?
              Postanowilem takze sprobowac kontrolowanego picia, jak i Ty.
              Moja proba (mimo ostrzezen) skonczyla sie po parunastu
              tygodniach na odtruciu w szpitalu. Ledwo funkcjonowalem.
              Ja nie potrafie kontrolowanie pic - Ty potrafisz kontrolowanie pic,
              wiec (jak mi powiedzial pozniej w AA, doswiadczony aowiec), Ty po
              prostu nie jestes alkoholikiem. Po co wiec tyle szumu wokol jednego
              zapicia, toz to zwyczajne przechwalki drobnopijoczka i wyrzadzanie
              szkod chorym ludziom...!
              A...
              Ps. Podepre sie jeszcze slowami Aniolka, cyt.:
              "Nie kpij Addi z kroku pierwszego. Jest on wielki. Łączy np.
              tenjarasa i mnie ;-) (to oczywiscie tani zart - moj przyp.)
              A tak na poważnie (pisze dalej Aniolek) jest w nim zawarta
              definicja alkoholika. Wypijesz jeden - będziesz pił."
              > Swieta prawda Aniolku, szkoda przy tym, ze drobnopijoczki
              nie moga przeskoczyc powyzej Pierwszego Kroku AA <
              • addicted11 Re: Tranzyt... - Przeboj w ostatnich dniach... 07.08.07, 17:31
                Czy moge zapytac, co do powiedzenia "wypijesz jeden- bedziesz pil"
                o ramy czasowe tego "bedzieszpicia".
                Chodzi mi o to, kiedy drugie wypite piwo jest konsekwencja
                pierwszego piwa, jego dalszym etapem, a ile czasu musi minac aby to
                drugie piwo bylo juz pierwszym piwem, kiedy to pierwsze sie kasuje
                jako starter?
                Podam przyklad: wypilem piwo w styczniu w potem w lipcu.
                Czy to piwo lipcowe to bylo pierwsze piwo nowego zapicia, a tamto
                zapicie juz sie skasowalo i skonczylo na jednym, czy tez to jest
                drugie piwo z tamtego, czyli potem poszlo trzecie, czyli wpadlem w
                prawie 9 miesieczny ciag?

                Pytam powaznie, wbrew pozorom.
                • addicted11 Re: Tranzyt... - Przeboj w ostatnich dniach... 07.08.07, 17:36
                  Bo tak teoretycznie wyobrazmy sobie, ze teraz wypijam piwo w
                  listopadzie, potem dwa piwa w sylwestra. Potem wypijam piwo w
                  wakacje 2008 i wino w sylwestra 2009. Potem ni z gruszki upijam sie
                  ostro na wielkanoc 2010 roku.
                  Czy to wielkanocne upicie bedzie dowodem na pojscie w cug i bycie
                  alkoholikiem?
                  Ile lat musi minac od pierwszego piwa do upicia sie aby udowodnic
                  niealkoholizm, czy juz jak raz poszlo to nawet jak za 15 lat to
                  bedzie Deo do goru rece unosil i powie " a nie mowilem".


                  Addicted na lozu smierci, po 40 latach od piwa ze stycznia i z lipca
                  2007, poprosi o szklanke lyskacza.
                  Doktor Deoand, wezwany do ostatniich zastrzykow, ksiadz August do
                  namaszczenia i siostra Rauchen z zakonu dziewic maryi lichenskiej
                  wspolnie przybija piatki i powiedza " Od razu wiedzielismy ze to
                  alkoholik, wiedzislismy ze na tych paru piwach sie nie skonczy".
                  Amen.
                  Rauchen przepraszam za zart.
                  Juz nie moge cofnac po bi mi sie klawisz backspace ulamal.
                  Od dzis nic nie kasuje.
                  • aaugustw Do Addika... 07.08.07, 17:50
                    addicted11 napisał:
                    > Bo tak teoretycznie wyobrazmy sobie, ze teraz wypijam piwo w
                    > listopadzie, potem dwa piwa w sylwestra. Potem wypijam piwo w...
                    _________________________________________________________________.
                    Przepraszam Addi, poprzedni mail napisalem jako alkoholik, do
                    alkoholikow, a Ty widze mowisz o drobnych pijoczkach...
                    A...

                • aaugustw Re: Tranzyt... - Przeboj w ostatnich dniach... 07.08.07, 17:42
                  addicted11 napisał:
                  > Czy moge zapytac, co do powiedzenia "wypijesz jeden- bedziesz pil"
                  > o ramy czasowe tego "bedzieszpicia".
                  > Chodzi mi o to, kiedy drugie wypite piwo jest konsekwencja
                  > pierwszego piwa...
                  - - - - - - -
                  Na dlugo jeszcze przed wypiciem pierwszego piwa...
                  A...
                  • addicted11 Re: Tranzyt... - Przeboj w ostatnich dniach... 07.08.07, 17:57
                    aaugustw napisał:

                    > addicted11 napisał:
                    > > Czy moge zapytac, co do powiedzenia "wypijesz jeden- bedziesz
                    pil"
                    > > o ramy czasowe tego "bedzieszpicia".
                    > > Chodzi mi o to, kiedy drugie wypite piwo jest konsekwencja
                    > > pierwszego piwa...
                    > - - - - - - -
                    > Na dlugo jeszcze przed wypiciem pierwszego piwa...
                    > A...



                    Przyjaciel zapil.
                    To znaczy nie zapil, ale prawie zapil.
                    To znaczy moze nie prawie zapil, ale byl blisko.
                    Ale co sie stalo?
                    Nie jest cholera pokorny.


                    Proces sie zaczal, zegar tika.



                    Pytania do Augusta:
                    1 skoro drugie piwo jest konsekwencja na dlugo przed napiciem sie
                    pierwszego, to czy to znaczy, ze kolejne wytrzezwienie i mityngi,
                    jak w Twoim przypadku, sa konsekwencja sprzed pierwszego piwa, czyli
                    mowiac krotko,
                    po prostu bardzo chciales isc na mityng i dlatego wypiles
                    to "pierwsze".
                    A podejrzewam, ze naprawde to chodzilo o to forum.
                    tak?

                    2. Jak alkoholik moze udowodnic, ze nie jest alkoholikiem?
                    pytanie powazne.
                    Bo wydaje mi sie, ze jak juz raz padla z ajkichkolwiek ust
                    diagnoza "alkoholik" to wszystko jest tak obmyslone, ze co by sie
                    nie stalo potem to alkoholik. Kazda ewentualnosc przewidzana.
                    Jak w cych znakach rozpoznawczych, gdzie obok siebie figuruja
                    jednoczesnie pozycje:
                    - myslenie " nigdy sie nie napije"
                    - myslenie " jeden nie zaszkodzi"
                    - myslenie " nie jestem alkoholikiem"
                    Co innego moze pomyslec alkoholik przed wypiciem?

                    No chyba jednym wyjsciem to jest powiedziec sobie " jako alkoholik
                    pije to piwo z pelna swiadomoscia ze polece w ciag".
                    Ale przeciez to wtedy dowod bezsprzeczny na alkoholimz chyba.

                    Da sie?

                    August, udowodnie Tobie, podaj tylko jak.
                    • aaugustw Odp. do Addika... 07.08.07, 19:15
                      addicted11 napisał:
                      > Pytania do Augusta:
                      > 1 skoro drugie piwo jest konsekwencja na dlugo przed napiciem sie
                      > pierwszego, to czy to znaczy, ze kolejne wytrzezwienie i mityngi,
                      > jak w Twoim przypadku, sa konsekwencja sprzed pierwszego piwa,
                      czyli mowiac krotko, po prostu bardzo chciales isc na mityng i
                      dlatego wypiles to "pierwsze". A podejrzewam, ze naprawde to
                      chodzilo o to forum.
                      > tak?
                      - - - - - - - - -
                      Tak. A o co chodzi...!?
                      ________________________________.
                      addicted11 napisał dalej:
                      > 2. Jak alkoholik moze udowodnic, ze nie jest alkoholikiem?
                      - - - - - - - -
                      W taki sam sposob, jak kobieta ciezarna, potrafi udowodnic,
                      ze nie jest w ciazy...!
                      __________________________________________________________.
                      addicted11 napisał dalej:
                      > pytanie powazne.
                      - - - - - - -
                      Odpowiedz tez...!
                      ____________________________________________________________.
                      addicted11 napisał dalej:
                      > Bo wydaje mi sie, ze...
                      - - - - - -
                      Zle Ci sie wydaje...!
                      ________________________.
                      addicted11 napisał dalej:
                      > ... jak juz raz padla z ajkichkolwiek ust
                      > diagnoza "alkoholik" to wszystko jest tak obmyslone, ze co by sie
                      > nie stalo potem to alkoholik.
                      - - - - - - - - -
                      Nieprawda. Ten kto sie tak nazywa i wraca do kontrolowanego
                      picia to nie alkoholiok, to oszust (czyt. drobny pijoczek)...!
                      _____________________________________________________________.
                      addicted11 napisał dalej:
                      > ... gdzie obok siebie figuruja jednoczesnie pozycje:
                      > - myslenie " nigdy sie nie napije"
                      > - myslenie " jeden nie zaszkodzi"
                      > - myslenie " nie jestem alkoholikiem"
                      > Co innego moze pomyslec alkoholik przed wypiciem?
                      - - - - - - - -
                      Takie (chore) myslenie (u alkoholika) stoi na rowni z
                      drobnopijoczkiem. Z tym, ze ten pierwszy moze juz nigdy
                      nie wytrzezwiec za zycia...! :-((
                      ________________________________________________________.
                      addicted11 napisał dalej:
                      > Da sie?
                      > August, udowodnie Tobie, podaj tylko jak.
                      - - - - - - - - - -
                      Musialbys zajsc w ciaze.
                      A...
            • aniolparys Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 07.08.07, 22:00
              tranzyt80 napisał:

              > -Lubie te szamanskie wywody

              Demonizujesz mnie Tranzyt ;-)
              Jestem prostym facetem. Ja tylko nie piję. I próbuję się podbudowywać jakimiś
              racjonalizacjami. Nic więcej w moich wywodach nie ma. Żadnej magii. Jak nie ma
              poezji i magii w piciu. Jakimkolwiek piciu. Także w Twoim wydaniu: "wypiję raz
              na jakiś czas by być wolnym". Bzdura.

              Moje życie i myśli są prostsze. Nie piję. Jak ariel: do końca życia. Traktuję
              alkohol jako tanią namiastkę "prawdziwego życia".
              W moim życiu nie ma miejsca na alkohol. Jest on nieważny. Dzięki temu jestem
              zdrowy. Jestem niepijącym alkoholikiem, ale nie ma we mnie choroby.
              I będę pokazywał moją postawę jako najlepszą dla zwykłych facetów. Takich jak ja.
              • tranzyt80 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 08.08.07, 23:47
                aniolparys napisał:
                Jestem niepijącym alkoholikiem, ale nie ma we mnie choroby.

                -ile juz nie pijesz? Sto lat?Moze dwiescie?I tak bez znaczenia!
                Nie ma w Tobie chroby?!Dobre!
                To wypij 100gram spirytusu jak przystalo na zdrowego,calkiem
                normalnego,ruskiego mezczyzne...dopiero potem zobaczymy jakis zdrowy.

                Niekiedy musze ostro,bo wtopiles sie w jakis stworzony dla siebie
                swiateczek.Parysie!

                • addicted11 Re: Drogi Tranzycie, samo zycie... 09.08.07, 00:04
                  tranzyt80 napisał:

                  > aniolparys napisał:
                  > Jestem niepijącym alkoholikiem, ale nie ma we mnie choroby.
                  >
                  > -ile juz nie pijesz? Sto lat?Moze dwiescie?I tak bez znaczenia!
                  > Nie ma w Tobie chroby?!Dobre!
                  > To wypij 100gram spirytusu jak przystalo na zdrowego,calkiem
                  > normalnego,ruskiego mezczyzne...dopiero potem zobaczymy jakis
                  zdrowy.
                  >
                  > Niekiedy musze ostro,bo wtopiles sie w jakis stworzony dla siebie
                  > swiateczek.Parysie!
                  >
                  >



                  No AP lekko sobie zaprzecza, podkreslajac zarazem 100% slusznosci
                  pierwszego kroku i zerowa ilosc choroby w sobie.
                  Chyba ze chodzi o nazewnictwo, bo na upartego mozemy tez nazwac to
                  przypadloscia albo wada charakteru.

                  A przy okazji- czytalem ostatnio, jak to alkoholizm stal sie choroba.
                  Otoz gdy w USA panowal purytanizm i prohibicja, stosunek do
                  alkoholikow przynajmniej oficjalnie byl po prostu taki jak ma Deo, a
                  ciagle znajdowali sie ludzie ktorzy na to nie zwazali i pili-
                  uznano, ze rozsadny i zdrowy czlowiek nie moze tak robic, ze musi to
                  byc choroba.

                  I stad narodzila sie potega " choroby alkoholowej".
    • rauchen Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 21:47
      co to tego ze alkohol nie zapomina o alkoholiku,
      to opisalam addiemu chyba wczoraj, jak to stojac w piatek na
      przystanku spotkalam stojaca na chodniku szklanke (markowa, piwna),
      z piwem.

      Dzisiaj wracajac z pracy, sasiadka(pijana) gadala z sasiadem z
      naprzeciwka, i chyba sasiad chcial jej sprezentowac taki regalik do
      przetrzymywania butelek z winem. Sasiadka nie chciala, wiec mnie sie
      pytala czy nie chce.
      Tylko wlasciwie po co mi alkoholiczce polka do przechowywania
      butelek z winem??? Przecieciez ja wypijalam na biezaco co bylo :)))
      Lepszy bylby kontener na puste butelki...po winie :)))
        • rauchen Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 21:54
          tranzyt jest pierwszym, ktorego eska pozna, jako tego co na meetingi
          nie chodzi i zapil :)) Dotad znala tylko zapijajacych po meetingach
          AA :)))

          ale tranzyt, jako wyjatek, potwierdzasz regule ze tylko po
          meetingach AA zapijaja :)

          • janulodz ...Jak się nie wywrócis to sie nie naucys..... 06.08.07, 22:26

            Dzięki Tranzyt za przestrogę. Chciałbym, żebyś w następnym poście parsknął śmiechem i napisał "żartowałem".
            Zaczynasz trzeźwienie od nowa, czy płyniesz?
            Ja takiego eksperymentu nie przeprowadzę. Wolę nie ryzykować.

            PS.
            Rzygać mi się chce jak czytam rauchen i hepika.

        • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:04
          hepik1 napisał:

          > Gdzie nasza e4ska ,pocieszycielka,tych którzy zbłądzili?




          Sorry, przeoczylem te slowa pelne pokory.
          A gdzie Paulsixtus, ktory mi mowil ze na terapii nikt nie kaze
          nazywac sie alkoholikiem a kazali?
          • hepik1 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:52
            addicted11 napisał:

            > Sorry, przeoczylem te slowa pelne pokory.

            Się martwię tylko.Eska zawsze pociesza racjonalizując i minimalizując za zapijających.W dodatku ostatnie zdanie w necie zapisane na mój temat przez eskę dzisiaj ,gdzieś ok 17 brzmiało:

            "Ma parę zalet - jest bystry, spostrzegawczy i - niestety - dowcipny."

            Stąd moje obawy czy czegoś złego sobie nie zrobiła ;)
            • e4ska Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 09:33
              Niestety - gdyby istniała symetria uczuć... kiedyś zaczął tak rozmowę pewien
              ciekawy człowiek - a ja nie dałam mu skończyć. Gdyby istniała symetria, nie
              pisałbyś tych wszystkich głupstw na temat eski.

              A pobłażliwość? dostałeś ty za swoje, Hepiku, na rożnych forach. Ja ani w jednej
              szesnastej tyle... to co ci mam dokładać. Podły świat pijacki.

              Natomiast - dla ciekawości twej: "zaprowadzić" to metonimia. Po półrocznym
              chlaniu nie było mowy, żebym sama gdzieś poszła - kilka dni po otrzeźwieniu
              wożono mnie i prowadzano. Po różnych lekarzach. Siedziała też we mnie jakaś
              obojętność wobec otoczenia... można powiedzieć, że się budziłam dopiero.

              Moja rodzina w osobach dwóch - matka i syn, bo oni tylko wiedzieli - wystraszyli
              się i zmartwili na wieść, gdzie to ja poszłam. Mąż... też nie wiedział, że to
              filia psychiatryka. Zdobył telefon - zadzwonił...

              I wszyscy się cieszą, że nigdzie nie chodziłam. Wspomniałam matce, że pójdę
              pogadać z terapeutą... a musisz? Była zła.

              Co by moje kochanie powiedziało kumplom, gdyby mu tak żona na odwyku przebywała.
              Bardziej sie tego boi niż ja.

              Trudno - chodzenie do czubków nie przysparza chwały w środowisku konserwatywnych
              nieznających alkoholizmu. Nie wiem, czy twoja żona chwali się przed kim może, że
              jej Hepika wyleczyli - społecznie i seksualnie wyprostowali... głupia chyba nie
              jest.

      • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 22:54
        rauchi, napisze zdrobniale, bo boje sie o Ciebie.
        Wczoraj o tej szklance bez puszki na przystanku- uznalem ze to
        anegdota.
        Choc cos mi nie gralo.
        Ale dzis to juz naprawde objawilas oznaki lekkich urojen
        paranoidalnych.
        Alkohol chodzi za alkoholikiem?

        Rauchen, czy Ty to pisalas naprawde na powaznie, o tej puszce-
        szklance i o tym regale?

        Jaras nabral syndromu Chrystusa, August od zawsze pisze tekstem
        starobiblijnym, a teraz jeszcze Rauchen nam w zaswiaty ulatuje, Boze
        co sie dzieje?
      • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:06
        tenjaras napisał:

        > dzięki za podzielenie się tym doświadczeniem, podziwiam Twoją
        odwagę
        >


        a jak ja napisalem o piwie to czemus mi dogryzal a tu dziekujesz?
        bo Tranzyt na kolano lekko kleknal?
        Wstanie, wstanie, oczywiscie trzezwy, wierze w to.

        A moze zgodnie z twoja teoria Jarasku Tranzyt teraz przychodzi na
        kolanach na moralniaku, a zepsol odstawienny minie i dostanie rogow?

        Tranzyt, dotknij czola, czy jakies rozki juz rosna?



        • tenjaras Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:15
          co Ty mi dopisujesz Addi?

          ja też wierzę w to, że Tranzyt wie co teraz robić, nie wiem co
          wybierze, ale to jego sprawa i nie mieszaj tu Twoich pomysłów na to
          co to niby jaras napisał - czytaj, nic więcej nie napisałem, od tego
          co napisałem
          • baasil Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:35
            Tych trzech lat nikt ci przecież nie odbierze,a wiesz jak to sie
            robi.
            Jakże ważna równierz i dla mnie lekcja,odrobiona przez ciebie.
            I chociaż w mej odpowiedzi na twój post-o skoku z 10-tego
            piętra,napisałem,czy czasem nie przyjdzie ci kiedyś ochota na
            kolejne piffa i kolejne skakanko,także jak moje skoki z parteru
            kończyły się boleśnie,i że nie chciałbym być złym prorokiem...,to
            wcale nie czuję z tego powodu jakiejś satysfakcji,na zasadzie "ja
            wiedziałem ,że tak będzie".
            raczej się cieszę,że potrafisz wyciągnąć z tego doświadczenia
            wnioski ważne dla ciebie.
            i jutro jest przecież pierwszym dniem całej reszty Twojego
            życia,ciesz się nim.
            • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 10:35
              Baasilu!Wiem,ze Ty wiesz do czego moze doprowadzic alkoholizm i
              ostrzegasz mnie jak umiesz.Chwala i dzieki Ci za to.Ale dlaczego
              twoje posty sa zawsze takie zimne i powazne,jakbys sie wyzbyl
              cieplej krwi w sobie ?.Podziwiam Cie za ta nieskalana poprawnosc.Ja
              tak nie potrafie.Moge tylko zazdroscic.Juz w podstawowce,mimo ze
              bylem najlepszym(czyt.wzorowym)uczniem,chodzilem na wagary z
              tymi "najgorszymi",nie umialem byc tylko poprawnym,ciaglo tam gdzie
              bylo "kolorowo" :)

              > i jutro jest przecież pierwszym dniem całej reszty Twojego
              > życia,ciesz się nim.

              -zadnym pierwszym!!!Baasilu,to caly ja,ten wczoraj i ten dzisiaj!
              A co do uciechy z zycia,to zycze wice wersa!:)))
              • baasil Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 18:33
                jestem nieco zaskoczony,bo nie spostrzegałem sie w taki sposób,a
                raczej jestem ciepło,a nawet gorąco krwisty.ale staram się być po
                prostu obiektywny i wierz mi ,czasami czytajac to forum trzącha mną
                niemiłosiernie i niejeden scyzor się w kieszeni otwiera(a że udaje
                mi sie już jako tako panować nad emocjami, jest też efektem
                poznawania siebie i rozwoju osobistego).
                i też jestem napiętnowany wzorowouczniowstwem.nie paliłem w
                szkole ,ale przecież całe życie uczniowskiej braci na fajce w kiblu
                sie toczyło,więc po powrocie waliło ode mnie jak z popielniczki.a
                matka za chiny nie mogła uwierzyć,że nie palę(ach te rewizje).a poza
                tym zawsze bliżej mi było do punka,niż zsmp-owca i moja
                niepoprawność przysparzała mi nielichych kłopotów.
                a co do tego pierwszego dnia całej reszty życia,to w znaczeniu -to
                co się zdarzyło,to było ,minęło i za cholere tego nie zmienisz.i nie
                ma po co ciągnąć za sobą garba pszeszłości(chociażby wczorajszego
                dnia),choć zapominać też jest niebezpiecznie.lepiej skupić się na
                dniu dzisiejszym i... jutro jest następny... - "carpe diem"
        • deoand Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 06.08.07, 23:23
          aż musiałem sie odezwać
          przecież pisałem co bedzie jak alkoholik wypije piwo

          no i co sie stalo transit dokładnie to co pisałem!!!

          tak jest zawsze i zawsze będzie ..

          wiec po co słuchać tego debila addiego czy eski

          ci bandyci chcą aby każdy alkoholik się spił i zdechł

          i paru naprawde zdechnie ...........

          Zawsze zastanawiałem sie dlaczego niektórzy forumowicze
          chca aby inni padli jak norki

          pzdr deo ... pamietajcie alkoholicy deo sie nie myli

          cbdo czyli co było do okazania

          • e4ska Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 00:08
            "wiec po co słuchać tego debila addiego czy eski
            ci bandyci chcą aby każdy alkoholik się spił i zdechł
            i paru naprawde zdechnie ..........."

            Deo... wiesz, tak naprawdę - to ja po pijanemu byłam mądrzejsza od ciebie.

            Tranzyt - zrób tę przyjemność panu doktorowi od pijaków i zdechnij - ale wpierw
            zapisz co nieco na utrzymanie wspaniałych ośrodków terapeutycznych - bo naród
            nie ma ochoty płacić za fantasmagorie wyrobów z taśmy STU i całej ichniej
            licencji. Zanim zdechniesz, wyj i rzucaj się - żeby panowie doktorzy mieli
            satysfakcję i mogli się dowartościować pijackim kosztem. Żonie rozbij nos i
            poślij na al-anony, bo co ta za baba, która nie nienawidzi facetów. Kużden jeden
            facet jest albo pijana świnia, albo świnia - co widać po Deo. Dzieci daj na
            wychowanie w grupie DDA, opłać jeszcze Hellingera i niech plują na własnego
            ojca razem z doktorami i terapeutą.

            Podaj tę Addiego i Eske do sądu - że rozpijają naród nasz kochany gorzej niż
            Żydy Arendarze, Hitler, Stalin i prałat od Brygidy. Sąd niech będzie irański -
            bo tam tak fajnie się wiesza.

            Addi... przed egzekucją - pozwolą nam strzelić po piwku? W ciąg przecie nie
            wpadniemy:)
            • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 00:38
              Jezeli kots z tego forum pije piwo po moim postach to jest po prostu
              glupi, ja nigdy nie namawiam do picia, ja walcze z przesada i
              robieniem ciezko chorych alkoholikow ze wszystkich dookola.

              Niech kazdy bedzie odpowiedizalny za siebie i sam decyduje, czy moze
              pic czy nie.
              Ja za nikogo nie bede podejmowal decyzji, wprost czy owijajac w
              bawelne, bo nie jestem bogiem ani nawet jego najmarniajszym
              prorokiem i nie mam tyle pychy, by znajac nick i pare wpisow ukladac
              komus zycie i przewidywac przyszlosc.


              Teza i antyteza- to, ze ja pisze, ze " nie kazdy alkoholik wpada w
              ciag po 1 piwie" to nie oznacza ze kazdy alkoholik nie wpada w ciag.
              deo jest analfabeta i nie umie czytac, a swoja droga nie pasuje to
              do jego tezy, ze kazdy alkoholik po 1 kieliszku wpadnie w ciag,
              nawet slepiec nie widzi, ze Tranzyt wpadl w jednorazowe pijanstwo a
              nie ciag, niewazne bo znowu powiedza ze umniejszam, Tranzyt uznal to
              za porazke i blad- skoro tak uznal to znaczy ze tak jest, ja swoich
              piw nie uznaje za porazke i blad, ciesze sie ze je wypilem bo mi w
              czyms pomogly ale nie znaczy to, ze ktos ma tak robic, bo ja to
              Addicted 11 a taki jest na forum jeden.
              Niech kazdy pisze o sobie i za siebie.
          • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 00:24
            Z paroma osobami z tego forum chcialbym kiedys miec mozliwosc
            porozmawiac na zywo i Ciebie zaliczam do nich.A wiec Panie
            Deolandzie,niech Pan mnie zbytnio nie rozczarowuje zawczasu.Spic sie
            moze kazdy,nawet niealkoholik,a miedzy spiciem sie alkoholika a jego
            zdechnieciem uplywa z regoly duzo czasu,takze niech Deoand deczko
            stonuje.Pytanie.Czy jestes pewny,ze czeka mnie obecnie fala kilku
            lat picia,popijania... ?
            Alkoholizm alkoholizmowi nierowny,jak Alkoholik Alkoholikowi!
            Kazdy jest inaczej wyciosany,i choc z tego samego zbudowani jestesmy
            materialu,to jeszcze ten fakt dlugo nic to nie znaczy.
            Dlaczego jeden czlowiek moze pic ile chce i nigdy nie "zaskoczy",co
            najwyzej sie upije,a drugi zaskakuje po pierwszym lyku i nie zna
            kontroli i konca?Znasz odpowiedz(niereligijna)?
            Kazdy Alkoholik nienawidzi alkoholu,ale nie kazdy jest w stanie od
            razu pokochac i upajac sie swoja choroba alkoholowa jako juz
            niepijacy alkoholik.

            > pzdr deo ... pamietajcie alkoholicy deo sie nie myli
            >
            > cbdo czyli co było do okazania

            -dopiero jak udowodnisz antyteze,czyli,deo sie myli,ze jest nigdy
            nieprawdziwa,bedziesz mial racje z pierwsza teza;)
            • deoand Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 00:55
              Tranzyt .. pisałes , że wypiłes piwo i byłeś szczęsliwy i
              pisałeś , że deo sie myli bo wypiłes piwo i koniec ...

              ale za pare dni okazało sie , że gó.. prawda i pijesz
              dalej zgodnie z ogólnymi zasadami ...

              czyli tranzyt dałes dupy .....

              teraz jak bedziesz mnie słuchał to moze ci jakos sie uda
              wrócic do normalnego zycia ...

              jak bedziesz słuchał eski to naprawde zdechniesz ...
              .. kiedy oczywiscie .. nie wiem ale wiem , że zdechniesz ..

              wybór nalezy do ciebie ..

              ile razy mam powtarzać durnym chłopom , ze w sprawach
              alkoholizmu nie słucha sie debilnych kobiet - bo nie ma
              alkoholiczek kobiet są tylko kobiece -pijaczyny którym głupie
              chłopy nie wybiły alkoholizmu z głowy za pomoca
              tradycyjnych argumentów !!!!!!!!!!

              pzdr deo

              tranzyt odrzuciwszy forumowego squosza weź sobie do serca to
              co napisałem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • hepik1 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 08:57

                deoand napisał:

                > bo nie ma
                > alkoholiczek kobiet są tylko kobiece -pijaczyny którym głupie
                > chłopy nie wybiły alkoholizmu z głowy za pomoca
                > tradycyjnych argumentów !!!!!!!!!!

                Teoria o braku alkoholiczek wśród kobiet i wybijaniu pijaństwa tradycyjnymi metodami wydaje się dosyć odważna i mało prawdopodobna,choć znajduje jakieś tam potwierdzenie w wątku "1000 dni bez terapii",w którym to debiutowała na forum nasza e4ska kochana ;)

                "Zaprowadził mnie podstępnie mój szanowny małżonek, który miał za
                zadanie znaleźć prywatnego terapeutę(...) To mnie wzięli i zarejestrowali...
                Potem
                byłam jeszcze parę razy, po to, aby mnie mąż nie wyrzucił z domu, nie pognał do
                rady gmminnej, chciałam zyskać na czasie."


                Uwzględniając fakt,że nasza koleżanka abstynuje do dzisiaj(poza jakimiś epizodami tortowo-rumowymi) wygląda,że Deo ma zawsze rację czy tylko czasami?
                Ale nie wykluczone,że to tylko naginanie teorii do praktyki ;))
          • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 00:28
            deoand napisał:

            > aż musiałem sie odezwać
            > przecież pisałem co bedzie jak alkoholik wypije piwo
            >
            > no i co sie stalo transit dokładnie to co pisałem!!!
            >
            > tak jest zawsze i zawsze będzie ..
            >
            > wiec po co słuchać tego debila addiego czy eski
            >
            > ci bandyci chcą aby każdy alkoholik się spił i zdechł
            >
            > i paru naprawde zdechnie ...........
            >
            > Zawsze zastanawiałem sie dlaczego niektórzy forumowicze
            > chca aby inni padli jak norki
            >
            > pzdr deo ... pamietajcie alkoholicy deo sie nie myli
            >
            > cbdo czyli co było do okazania
            >
            >



            Smiech smiechem ale teraz to przegiales pale na maksa.

            Chcialbym zauwazyc i przypomniec tytul watku Tranzyta, ktory pojawil
            ise po 1 piwie- "Deosiu, skoczylem z 10 pietra".

            Pie..u przez Twoje glupie teksty i podpuszczanie ludzie daja sie
            wrabiac a twakie klimaty.
            U Tranzyta skonczylo sie poki co bez wiekszych problemow- co Ty
            cwaniaku ruski jeszcze przerobisz na swoja chwale, jako ten ktory
            pmogl Tranzytowi zrozumiec.
            Ale inny po twoich slowach pojdzie napije sie i naprawde zachla.

            a tak nie jest zawsze i nie bedzie i Deo nie ma zawsze racji i to
            jest do okazania po mnie, addictedzi jedensatsym, ktory wypiwsy piwo
            w styczniu 2007 mial przepowiedziany blyskawiczny ciag i upadek
            przez niejakiego Deodanda, co nie nastapilo, nastepne piwo w ilosci
            1/2 poszlo 8 miesiecy- jezeli ciag ma polegac na piciu piwa co 8
            miesiecy to ja zycze wszystkim zonom takch alkoholikow jak najwiecej.


            Jestes bucem i tyle.
            • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 00:55
              Ciary mi po plecach chodzą jak diagnozę dochtora od pijaniców zgierskich czytam.
              "tak jest i zawsze bedzie"
              "i paru naprawdę zdechnie"
              "pamietajcie alkoholicy deo sie nie myli"

              Było się dać Tranzyt pasami przywiazać.
              Dochtora słuchać
              Paciorek zmówić
              12 przykazań przerobić
              Do komunii przystapić
              Wtedy i zapicie niegrożne by było.
              Zawszeć się można katechizmu od nowa nauczyć.
              A i rozgrzeszenie dostać
              No po prostu tym razem się nie udało. Pięć lat nie wieczność. Da capo maestro.
              Ale Ty musiałeś sam.
              Bez dochtorów, sił wyzszych, ksiąg uczonych.
              To teraz usłyszałeś.
              Durnie triumfują, zacierają ręce i strasznie się ciesza.

              "a Janek Wiśniewski padł"




            • deoand Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 01:02
              addi nie chce mi sie ciebie ratować ... pewno niedługo
              zdechniesz ...

              samotny stary kawaler w Anglii bez kobiety chwilowo
              niepijący . zyjący na duposcisku wśród pijaków Polaków albo
              innych nachlanych nacji ...
              do pierwszego piwa i whisky ...

              twoim zyciem jest zapieprzanie w GB i jedyna rozrywka
              napisanie cos mniej czy bardziej madrego w kompie ...

              a jak wypijesz to płyniesz addi .. i pies cie ...

              a tranzyta moze jeszcze uda sie uratowac ????????????????

              pzdr deo
              • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 09:36
                Jezyk mowiony(pisany) moze byc ostry jak kiel rekina,zaczepny jak
                oset,prowokujacy jak czerwona plachta na byka,obiecujacy jak reklama
                w lotto,i,i,i...jednym slowem moze byc roznie uzyty i dzieki naturze
                za to,ze mozg ludzki wyksztalcil w sobie takie mozliwosci,Drogi
                Deosiu...;)

                Dzieki za troske i slowa pociechy,zem jeszcze nie spisany przez
                Ciebie na psy,zem do uratowania!:)

                Parys tez sadzi,ze moge sie jeszcze wylizac(fajne jak on sie
                boi!)...:)))

                W moim alkoholizmie ide moja droga,jak w zyciu,instynktowna,zadnych
                fizlozfii nie polykam na sto procent,wybieram niekiedy z podanych
                calosci czastki,czasteczki.Przezuwam je i czesto odrzucam.Ale
                niekiedy zatrzymuje w sobie cos na dlugo.Potem nastepuja nowe czasy
                i nowe smaki.Rodzina,moralnosc i zasady human,to rzeczy swiete.A
                reszta...?
                Jestem czlowiekiem ,ktory nie jest przyklejony na amen do zadnego
                gotowego sposobu na zycie(np.jakis wiar,religii,grup spolecznych czy
                nawet narodowych),uwazam sie za wolnego czlowieka,odpowiadam tylko
                przed soba.Oczywiscie,ze zdaje sobie sprawe,ze jestem wychowany tu i
                teraz,ze przez takich a nie innych rodzicow,ze mialem stycznosc z
                takim a nie innym zyciem,ze takim a nie innym regulom prawnym trzeba
                folgowac.Niemozliwoscia jest pewne korzonki podciac,sa z regoly
                gleboko i trudno znajdywalne.Po prostu sa w nas i pozostana,niekiedy
                dobrze ukryte,do konca.I dobrze,ze tak jest.

                Adicted,rozkow jeszcze nie mam,sprawdzilem :)Dzieki za piosenki!

                Pozatym,po zapiciu,nie mam zadnych wyrzutow psychicznych,nie
                cierpie,a sypiam dobrze,nie mam tez uczucia abym mial sie z czegos
                wylizywac czy wkladac jakis wor pokutny.Swoich granic,tych moralno-
                etycznych nie przekroczylem,wiec i nie mam sie z czego przed soba
                spowiadac i pokutowac.
                Wejsc w te trzy lata abstynecji bylo niesamowicie
                ciezko,wytrzymac,szczegolnie na poczatku jeszcze trudniej,
                ale dokonalem tego,czasami nawet zapuszczalem sie w takie
                obszary,gdzie zycie pokazalo sie jeszcze ciekawsze i piekniejsze niz
                zwykle.Ot co,nic,tylko o doswiadczenie bogatszy!

                Wyjscie z takich okresow w zyciu,pozostawic je za soba,jest
                najciezej,mysle...
                Tu trzeba duzego zaufania do siebie samego.Poczucia wewnetrznego
                spokoju i panowania w trzezwosci nad soba.A ryzyko jest duze,bo
                mozna stoczyc sie jeszcze glebiej.Porobic rzeczy,ktorych nigdy sie
                juz nie da naprawic.Widzialem jak to wyglada u innych.Ale dla mnie
                to upicie sie bylo warte duzo.Taki jestem i nic na to nie
                poradze.Wiem,ze zaigralem z ogniem i igram,bo tak naprawde nigdy nic
                nie wiadomo,i to chyba jest najzabawniejsze,ta nieprzewidywalnosc
                zycia,przynajmniej dla mnie.Carpe diem,Deosiu!
              • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 15:33
                Wreszcie sie facet odwazyl i napisal co szczerze mysli.
                Dziekuje za szczerosc i brawa za odwage.
                Niestety,w paru miejscach pomyliles sie.


                deoand napisał:

                > addi nie chce mi sie ciebie ratować ... pewno niedługo
                > zdechniesz ...


                tego nie wie nikt. chyba tylko Deo
                >
                > samotny stary kawaler w Anglii bez kobiety

                zapomniales, ze mam rodzine, od groma przyjaciol, mam lat 30 a nie
                60 wiec nazwac mnie starym kawalerem to lekka przesada, w Anglii
                jestem z wlasnego wyboru bo uwielbiam ten kraj, bez kobiety moze sie
                w kazdej chwili zamienic w z kobieta.
                Zapomniales jeszcze dodac, ze pracujacy w branzy, ktora lubi,
                rozwijajacy zainteresowania muzyczne ( jakies 50 plyt od pol roku
                kupionych), piszacy do emigracyjnej prasy, nagrywajacy muzyke,
                chodzacy do koledzu, uczacy sie jezyka i pare innnyhc drobnostek...



                chwilowo
                > niepijący .

                nie chwilowo, od prawie 2 lat wypilem lacznie mniej niz pol litra
                wodki,

                zyjący na duposcisku wśród pijaków Polaków albo
                > innych nachlanych nacji ...
                > do pierwszego piwa i whisky ...


                tu tez pomylka, bo bylo juz ktores z kolei piwo, whiskey nie bylo i
                raczej nie bedzie.

                >
                > twoim zyciem jest zapieprzanie w GB i jedyna rozrywka
                > napisanie cos mniej czy bardziej madrego w kompie ...

                haha, moizm zyciem jest zapieprzanie w GB, a Twoim zyciem jest
                zapieprzanie w Polsce- osobiscie wole to pierwsze, przynajmniej w
                pracy jak przysiade na kawe to nikt mnie nie wyzywa od nierobow i
                nie grozi wywaleniem z pracy, juz sie nawet od tego odzwyczajam.

                >
                > a jak wypijesz to płyniesz addi .. i pies cie ...

                no juz wypilem pare razy i nie plyne, niestety, nie plyne.
                Wiem, jakbys chcial, jakbys pragnal ale pomysl logicznie- jezeli
                zdechne to nie zakomunikuje tego na forum, wiec i tak nie bedziesz o
                tym wiedzial i nie bedziesz mial okazji otworzyc szampana.
                Moge zniknac z forum z roznych powodow, jednym moze byc smierc z
                zapicia, innych jest jeszcze wiele.
                >
                > a tranzyta moze jeszcze uda sie uratowac ????????????????


                to chyba jedyne prawdziwe slowa Zyczliwy Deoandzie.
                >
                > pzdr deo


                i na koniec dodam- nie ratuj mnie, nie potrzenuje tego, nie chce,
                wole umrzec w konwulsjach niz byc uratowany przez takich jak Ty.

                Na koniec zla wiadomosc- nie pije i poki co nie zamierzam.
                Poki co nie oznacza dwoch godzin tylko najblizsza przyszlosc ktora
                jestem w stanie przewidziec.


                Przykro mi, nie umre, bede na zlosc Deoandowi zyl dluo i szczesliwie.

                Predzej ja bede na Twoim pogrzebie niz Ty na moim.

    • zyg_zyg_zyg Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 08:58
      Trzymaj sie Tranzyt i nie już pij, co?

      > Uwazalem to za moj obowiazek,mimo ze mi jakos bardzo
      > glupio,przekazac Wam,To moje,dla mnie nowe,alkoholowe
      doswiadczenie.

      A ja się bardzo cieszę, że to napisałeś - no chyba, że to podpucha
      to wtedy sie nie cieszę :-) Twój post nie jest dla mnie
      potwierdzeniem żadnych tez, bo one mnie nie obchodzą ani wkładem w
      dyskusję ogólną, bo ona mnie g..no obchodzi i g..no daje. Po prostu
      dzięki, że to napisałeś, chociaż Ci głupio. Trzymam kciuki za
      ponowne wejście na prostą - albo jak czujesz, że wszedłeś to
      utrzymanie się na niej znowu.

      Pozdrawiam Cię
      • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 10:09
        Podpucha?
        Ciekawe,Janulodz tez tak zasugerowal...Niedowiarki!
        Dla mnie dozgonna abstynencja byla zabojcza,choc wiedzialem ze moge
        zaskoczyc po lyku piwa,siegnalem po piwo i wychlalem dwa...i stalo
        sie to czego tak okropnie sie kiedys balem,zaskoczylem,ale na krotko!

        Teraz mam spokoj!W sumie ciesze sie,ze tak sie stalo!Bo nie kusi
        wiecej!
        A kusilo bardzo i dlugo,i roznie to sie objawialo.Nie moglem tak
        dluzej.A rade na te "meki" widzialem tylko w piwie.
        Tuz przed moim zapiciem,dwa trzy dni,rozmawialem z dawnym
        kolega,ktory pije latami,zblizylem sie do niego na wyciagniecie
        reki,siedzial na lawce,chcialem "powachac" co moze mi kiedys
        grozi,posluchac jak on zyje i dlaczego...w krotkim czasie,nie
        wiadomo skad,zeszlo sie jemu podobnych chyba z pieciu,chcieli na
        wodke...
        Oni pija,poprostu pija,zyja od dziesiatek lat tylko dla picia,nic
        wiecej nie sa w stanie postawic na pierwszym miejscu w swoim
        zyciu,pierwsze miejsce jest zarezerwowane dla alkoholu...nienawidza
        trzezwosci.
        Ja bylem i jestem diametralnie inny!Nie pojmuje takich ludzi!
        Mam uczucie,ze moglbym ich zycia ponaprawiac w tydzien,gdyby tylko
        chcieli mnie posluchac...ale nie chca,sa jakby glusi,nie chca nic
        zmieniac,chca tylko pic,leca do alkoholu jak te cmy do goracej lampy.
        Pija od rana do wieczora.Dziwne to i niezrozumiale.

        Zyg,ja jestem na prostej,jak nigdy wczesniej,tak czuje.Trzymac za
        mnie kciuki nie musisz,ale dzieki za troske!Ciesze sie,ze u Ciebie
        wszystko ok!Jestes w swoim zyciu szczesliwa?
        • magtomal Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 10:21
          A jednak ja też będę trzymać za Ciebie kciuki - nie zawadzi.
          A jak Twoi bliscy przyjęli Twoje upicie? Pytam, bo jest to coś, czego nieludzko
          się boję. Powracający mój sen-koszmar: mój Mąż wraca do domu w takim stanie, jak
          Ty ostatnio. Więc ten strach we mnie siedzi. I to jest potężny strach.
          • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 10:56
            Nie znam co prawda Twojego meza,ale dedukujac po twoich
            wpisach,sadze ze musi to byc bardzo ciekawy czlowiek.Mozna gdybac,ze
            jest on zapewne w zyciu bardzo od
            Ciebie "uzalezniony",czyt.psychicznie,takze nawet gdyby cos takiego
            mu sie przytrafilo,zachowaj spokoj,udaj nawet ze niby mial prawo do
            tego,ten raz sprobowac.On wie lepiej niz Ty,na jakie wody zapijajac
            by sie zapuscil,wie ze na mocne wiry nie ma rady,i wyjsc z nich
            samemu bardzo trudno,a byc wyciagnietym z kolei przez
            kogos,pozostaje sie tylko znowu marnym topielcem...

            Nie boj sie,mysl pozytywnie,dlaczego mialby Twoj maz zapic?
            Zreszta spytaj go o to,czy ma zamiar,czy mysli niekiedy o tym,co by
            bylo gdyby sprobowal.Rozmawiaj z nim na ten temat,przynajmniej raz
            na rok :)
            Magtomal!Pamietaj,milosc to lekarstwo na wszystko! :)

            • magtomal Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 11:12
              tranzyt80 napisał:

              > Nie znam co prawda Twojego meza,ale dedukujac po twoich
              > wpisach,sadze ze musi to byc bardzo ciekawy czlowiek.

              Fakt.

              Mozna gdybac,ze
              > jest on zapewne w zyciu bardzo od
              > Ciebie "uzalezniony",czyt.psychicznie,

              A ja od niego :)Pracowalam ciężko nad "uniezależnieniem", ale nie do końca wyszło.

              takze nawet gdyby cos takiego
              > mu sie przytrafilo,zachowaj spokoj,udaj nawet ze niby mial prawo do
              > tego,ten raz sprobowac.

              Tak zamierzam. Ale strach jest.
              Wiem, że ma prawo spróbować... Brr!

              On wie lepiej niz Ty,na jakie wody zapijajac
              > by sie zapuscil,wie ze na mocne wiry nie ma rady,i wyjsc z nich
              > samemu bardzo trudno,a byc wyciagnietym z kolei przez
              > kogos,pozostaje sie tylko znowu marnym topielcem...
              >
              > Nie boj sie,mysl pozytywnie,dlaczego mialby Twoj maz zapic?
              > Zreszta spytaj go o to,czy ma zamiar,czy mysli niekiedy o tym,co by
              > bylo gdyby sprobowal.Rozmawiaj z nim na ten temat,przynajmniej raz
              > na rok :)

              Czasami się o to pytam. Chciałabym, by mi szczerze powiedział czy Mu trudno
              wytrwać, czy tęskni za alkoholem. Ale najwyraźniej On nie chce ze mną o tym
              rozmawiać. Zbywa mnie. Cóz, pozostaje mi to tylko uszanować i nie naciskać.

              > Magtomal!
              Pamietaj,milosc to lekarstwo na wszystko! :)
              >

              Mam nadzieję :) Jeśli przetrwaliśmy tyle lat mimo poważnych kłopotów i ta miłość
              wciąż jest (przynajmniej z mojej strony)...

              Dzięki Tranzyt!
            • ariel48 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 11:15
              >On wie lepiej niz Ty,na jakie wody zapijajac
              > by sie zapuscil,wie ze na mocne wiry nie ma rady,i wyjsc z nich
              > samemu bardzo trudno,a byc wyciagnietym z kolei przez
              > kogos,pozostaje sie tylko znowu marnym topielcem...

              Ty też to wiedziałeś .
              Zaryzykowałeś . Nieładnie.
              A gdyby się to inaczej skończyło ?
              Nie tak , jak teraz ?
              Czy warto ryzykować?

              Po co Ci alkohol ?
              Póki nie odpowiesz sobie tak do końca na to pytanie , to ... ale nie chce
              krakać. I nie życzę absolutnie.
              • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 11:32
                Jak bardzo boisz sie znowu choc raz upic... ?!!!

                Ja natomiast,juz od kilku dni,nie boje sie tak naprawde niczego!
                Bardzo lubiacy cie czytac,tranzyt:)

                > Po co Ci alkohol ?
                > Póki nie odpowiesz sobie tak do końca na to pytanie , to ... ale
                nie chce
                > krakać. I nie życzę absolutnie.

                -Pomysle,bo wierze Ci,ze warto...
                • ariel48 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 13:21
                  > Jak bardzo boisz sie znowu choc raz upic... ?!!!


                  Spróbuję odpowiedzieć jak najbardziej zrozumiale.
                  Powtórzę kilka faktów dla łatwiejszego zrozumienia mnie.
                  Piłam ciągami. Z dłuższymi , krótszymi przerwami.
                  Te przerwy - to oczywiście chęć udowodnienia sobie , że moge nie pić.
                  Myślę , że każdy z nas ma coś takiego za sobą.
                  Z tym , że wtedy, nie wyobrażałam sobie zabawy z towarzystwem bez alkoholu.
                  Byłam tak wychowana , w takim towarzystwie się obracałam.
                  Miałam silną głowę , mąż oczywiście towarzyszył mi w moim piciu.
                  I było fajnie.
                  Zaczęłam pić destrukcyjnie. W samotności . Byłam smutna,płaczliwa ...już mi było
                  nie do śmiechu . Towarzystwo bylo jak najbardziej zbędne.
                  Juz nie chciałam .... ale musiałam.
                  Organizm domagał się ,,paliwa ,,
                  kiedy go nie miał .... umierałam.


                  Zapijałam po terapii , po mityngach. Trwało to w sumie rok .
                  Już wtedy wiedziałam , że alkohol - to jedynie chemia.
                  Ze musi kiedyś wyparować z organizmu .
                  Wiedziałam również , że bardzo głupio sobie tłumaczyłam moje picie.
                  Ze nie ma zabawy , śmiechu , humoru,wygłupów ...bez alkoholu.
                  Ze to był jedynie pretekst , tłumaczenie ...mojego chemicznego uzależnienia.
                  Przecież w przerwach na niepicie umiem się bawić,umiem się śmiać , mam poczucie
                  humoru .... czyli co ? nie potrzebuję sztucznego wspomagacza dla radości ...
                  Nie potrzebuję sztucznego wspomagacza , aby płakać , lub być smutną ...
                  Więc po co mi ten cholerny alkohol?:))
                  I wszystko stało się jasne.
                  Wystarczyło pozbyć sie chemii . To było trudne , ale okazało się , że nie aż tak
                  trudne . Co dziwne jeszcze - od tamtego momentu nie miałam głodu alkoholu. Moja
                  psychika weszła na inne tory.

                  Dlatego nie boję się , że zapiję .
                  Ja wiem , że się nie napiję . To stwierdzenie niektórych bardzo śmieszy. A nie
                  wiem dlaczego.:)))
                  Jestem po prostu abstynentką . Poza tym żyję , jak każdy inny człowiek. A
                  przecież znam wielu abstynentów.

                  Nie boję się przebywania wśród ludzi pijących .
                  Nie boję się polewania alkoholu,nie czytam metek ..wącham perfumy , uzywam
                  dezodorantów... nie omijam imprez alkoholwych.
                  Nie chodze na mityngi i nie robię różniastych terapii.
                  odbyłam jedną . Była mi potrzebna w tamtym momencie.
                  Nie stosuję jej zasad. Oprócz jednej . Nie piję .

                  Alkohol nie jest mi do niczego potrzebny.
                  Jestem abstynetką.

                  Ale rozumiem , dlaczego niektórym tak ciężko nie pić .
                  Bo tęsknią ... tęsknią za tymi ,,szmerkami ,,, za tym ,,hajem ,, .
                  I to nas różni. Bo ja nie tęsknię . O czym napisałam powyżej.
                  • ariel48 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 13:26
                    Tranzycie.
                    Na podstawie tego , co napisałeś , mogę się
                    pokusić o stwierdzenie , że te Twoje trzy lata , to była jedynie przerwa w
                    piciu. Tęskniłeś.
                    W Twoim ostatnim poście doczytałam się tego , co ja napisałam do Ciebie. Alkohol
                    nie jest Ci już potrzebny.
                    Już wiesz o tym .
                    Więc zostań abstynentem. :))))
        • zyg_zyg_zyg Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 10:44
          To potrzymam jeszcze z tydzień i puszczę. Ciesze sie, że to Twoje
          negatywne doświadczenie ma takie pozytywy :-)

          A kolegom pewnie jakoś dobrze z tym piciem i stawianiem alkoholu na
          pierwszym miejscu. Wiedzą, że nie pijesz, więc sami przyjdą jak będą
          potrzebowali. Twoje niepicie może będzie dla nich takim "jarasowym
          ziarenkiem" - albo raczej "tranzytwym ziarenkiem" :-)

          Ja się troche boję szafować wielkimi słowami typu miłość, przyjaźń,
          szczęście. Ale dobrze mi w życiu, Tranzycie, dobrze mi żyć :-)
          • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 11:01
            Do dzisiaj jeszcze się łudziłęm, że to podpucha i że bedę mógł Cię Tranzyt po przyjacielsku zj..ać za ten makabryczny dowcip.
            Jednak się stało, zrobiłeś to. Muszę Ci powiedzieć, że mi żle z tą wiadomością. Odebrałem to po trosze jak osobistą porażkę. Szkoda.
            Jesteś jednak gościu, że się tym z nami podzieliłeś.
            Chodził za Tobą ten eksperyment, ale nie sądziłem, ze go przeprowadzisz do końca. No to chłopie zrób reset.
            Kciuków nie będę trzymał. Twoja broszka.
            Dzień pierwszy.
          • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 11:19
            Nigdy nie rozumialem kobiet i nie zrozumie,ale u faceta,czyli
            konkretnie u mnie,to totalne niepicie jakos mnie samego degradowalo
            we wlasnych oczach,
            zrozum mnie dobrze,moje niepicie mi nie przeszkadzalo,wrecz bylem
            dumny z tego ,ze nie pije,ale bylo to "moje niepicie" jakoby nie z
            wlasnego wyboru,choc w ostatecznosci z wlasnego.Troche to
            zagmatwanie napisalem.Chodzi mi o to,ze wtedy,przed trzema
            laty,rzucalem picie w strasznych bolach kacowych,cierpialem jak
            skunks we wlasnym smrodzie,i trwalo to bardzo dlugo i w samotnosci.

            Musialem! tak postapic,bo czulem ze ide powoli a skutecznie na
            dno,gdy bole kacowe mijaly,zapominalem o postanowieniach i zawsze
            zaczynalem pic znowu.
            Teraz jest diametralnie inaczej,czuje to.Pic nie musze i nie
            chce.Chcialem sprobowac,pokazac tym innym i sobie,ze moge pic jak ci
            wszyscy siedzacy pod parasolami,ale koniec z koncem sam w spokoju
            doszedlem do postanowienia,ze nie chce pic,bo nie mam na picie i
            upijanie sie ochoty,jak mowi Parys,picie przestalo to byc dla mnie
            estetycznesie,czy jakos podobnie.Upijac sie dla upijania aby byc
            tylko jakims w towarzystwie jest idiotyzmem,choc mozna to zrozumiec.
            Sam kierowalem sie takimi pobudkami.Niepijacy,ten wiecznie trzezwy
            do zlodowacenia jest z reguly skazany na samotnosc,jak bialy
            niedzwiedz ;)

            Zagalopowalem sie...:)))
            Musze gnac w zycie.Do milego!...wieczora ;)
            • baasil Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 14:44
              zapomniałem w swym wcześniejszym poscie dodać-szacunek za odwage i
              przyznanie sie bez ściemniania,nie każdego na to stać.
              a poza tym takie ziejące nienawiścią indywidua jak deo,są nie mniej
              niebiezpieczne,jak róznego rodzaju fanatyczne augusty.
            • tenjaras Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 19:06
              tranzycie, nie mam doświadczeń z zapijaniem, od kiedy przestałem to
              przestałem - choć mieszam w to czynnik zewnętrzny, nie byłem wtedy
              zbyt samodzielny

              spotkałem jednak wielu "zapijaczy" - mam taką obserwację - zapicie
              jest jak gwoździem przymocowana guma do głowy, z zawiązanym mocno
              kamieniem na jej drugim końcu - im mocniej odrzucasz, tym mocniej
              wraca i wali, choć różnie wtedy ze skutkami, nie musi to oznaczać
              powrotu do picia

              spotykam też takich, którzy mówią o przyśpieszeniu jakie się z nimi
              porobiło po zapiciu, przyśpieszeniu w osiąganiu trzeźwości,
              świadomości siebie i dystansu do życia

              bywam czasem też u takich, którym kładzie się kwiaty na grobach

              ale doceniam u siebie i w sobie, że nie potrzebowałem
              eksperymentować - to właśnie ten czynnik zewnętrzny, doświadczenie
              drugiego człowieka ;-)
              • deoand Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 19:53
                cytaty z pewnego forum alko:
                anka39 napisał:
                Witam. Ciężki przypadek ze mnie jest ( choć pewnie śmiało można mnie
                nazwać głupią ), mimo świadomości kim jestem,mimo wiedzy,że jestem
                bezsilna wobec alkoholu,to spróbowałam sobie wypić dwa
                piwa.Postanowienie było ,że tylko dwa. Niestety po tych dwóch prawie
                biegiem leciałam po kolejne cztery.To było jak uruchomienie ogromnej
                maszyny,której nie umiałam zatrzymać. Trwało to trzy tygodnie.

                Ja ponad 2 lata "bawiłem" się prawie bezkarnie alkoholem.....a też
                przeciez wiedziałem kim jestem.
                Już nawet przychodziły mi do głowy nowotarskie myśli że jestem
                pierwszym przypadkiem wyleczenia z tej choroby .

                Niestety w zeszłym tygodniu alkohol pokazał mi miejsce w
                szeregu.....4 dni bawiłem się wspaniale, następne 3 dni alkohol
                trochę mnie sponiewierał......nie liczyły się zawody, imprezy
                towarzyszące.....najważniejszy był tylko on.

                Aniu....ja jestem stary i głupi, pewnie już się nie zmienię, ale
                Ty....szkoda życia......współczuję dochodzenia do siebie po 3
                tygodniach picia......najważniejsze że doszłaś i się
                trzymasz......gratuluję.

                Sławek ...

                Zastanawia mnie jak to jest , że nasi komputerowi alkoholicy
                za chińskiego Boga nie mogą zrozumiec i przyjac do siebie
                podstawowej prawdy alkoholizmu ...

                Zero alkoholu - wypijesz popłyniesz ...

                Tranzyt zaryzykował życiem .. przeciez stracił film gdzies w
                mieście ... równie dobrze mógł nie wrócic w ogóle do
                domu ...

                jeszcze mało ....

                teraz to wszystko jedno .. jaka sobie dorobisz teorie
                swojego zapicia ... bylebys nie pił dalej ...

                a reszta z addim eska janulodzem czy innymi ...

                ... ogień jest jak lód ... nie poparzysz sie wcale ...

                ano mozna i tak

                pzdr deo
                • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 21:24
                  Nigdy nie napisałem, że alkoholik może wypić choćby minimalną ilość alkoholu. Nikogo nie chwaliłem, ani nie zachęcałem do picia i eksperymentowania. Pisałem tylko, że nie unikam stosowania alkoholu do celów tecznicznych, czasem smaruję alkoholem plecy mojej matki i zdarzyło mi się zjeść czekoladkę z minimalna iloscią jakiegoś składnika zawierającego alkohol. A Ty Deo z uporem zawziętego oszołoma powtarzasz i wymieniasz mnie w celu potwierdzenia swoich chorych z nienawiści ataków wobec wszystkich, którzy nie podporządkowują sie twym żałosnym wynurzeniom na temat alkoholu. Jesteś podłe bydle.
                  I to by było na tyle.
    • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 22:33
      Moje kilkugodzinne(od 18.00 do ok.gdzies po polnocy) zapicie mialo
      miejsce 2.07.2007.Krotko mowiac dla tych co licza stalem sie Zerem!

      Dzisiaj mija piaty dzien mojej trzezwosci,
      i jestem z tego powodu bardzo,a to bardzo dumny,
      czuje sie jak nowonarodzony ze swiadomoscia starego wygi,
      lub inaczej,czuje sie jak stary ktory zaliczyl mloda i
      wszystko,czyli zycie,zaczyna od "nowa" :))
      • deoand Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 22:51
        no i dobrze i własciwie ten temat mozna by zakończyc

        było mineło tak czy inaczej JESTEŚ nieco chudszy o pare
        pln-ów ale za to bogatszy o doswiadczenie ....

        mysle , że juz nie będziesz opowiadał , ze jedno piwo i
        spoko ....

        To jak chyba sam widzisz po sobie to jest DOGMAT
        ALKOHOLIZMU i jakby koniec dyskusji ....
        Zero alkoholu !!!!!!!!!

        Zaczynasz od nowa i jakby najlepiej w innym watku
        dobrze ze czujesz sie własnie dobrze ...
        ale znowu bez nadmiernej pewnosci siebie i euforii
        alkohol to podstępna bestia ...

        Powalczyłes i przegrałes

        a pierwszy krok mówi .. jestem bezsilny wobec alkoholu
        z powietrza sie nie wział to doswiadczenie ilus tam
        tysięcy by nie rzec milionów alkoholików ...

        więc juz nie walcz i tak naprawde przynajmniej na poczatku

        posłuchaj tego co pisze jaras czy aaugustów ....

        a bzdurstwa o alkoholiźmie addiego czy eski chwilowo sobie
        daruj ...

        jak sie wzmocnisz to prosze bardzo teraz potrzeba swoistego
        fanatyzmu powtórnego trzexwienia
        czego ci życze

        deo

        o janulodz ...właściwie nie wiem o co mu chodzi ...
        jaka nienawiśc do kogo ???

        idiotyczne i wyjatkowo szkodliwe teorie o tzw. piciu
        kontrolowanym dla alkoholika oczywiscie bede forumowo
        zwalczał ...

        bo po co ktos kolejny ma uwierzyc , że jest panem alkoholu
        i wyjsc na ring i oczywiscie ... lezec czy to w przenosni
        czy to dosłownie
        • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 07.08.07, 23:05
          Widzisz Tranzyt, co Ci dochtór od wiązanych pasami na odwykówce mówi.
          Słuchaj jarasa i augusta. Miliony alkoholików posłuchało, a Ty uwierzyłeś w picie kontrolowane. I kto Ci ten kit nawciskał.
          Koniec dyskusji. Do klasztoru. In excelsis Deo.
            • janulodz A nie mówiłem, żeś malutki 07.08.07, 23:42
              Niedoczekanie twoje.
              Uważaj, żebyś z tych nerw nie zapalił, bo już sam nie wiesz jak się odegrać.
              Najpierw Deo, teraz Kasandra.
              Masz manię prześladowczą? A może wydaje ci się, że jesteś bogiem?
              • deoand Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 00:02
                w alkoholiźmie tak ....

                .... janulodz nie rób z siebie głupszego niż jesteś ...
                a przynajmniej forumowo wygladasz

                .... przeczytaj sobie ze zrozumieniem to co napisał tranzyt
                w watku re deos ...

                poczytaj i pomysl ... naprawde ...

                deoand
                • janulodz Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 00:26
                  Ciekawe, czy z taką samą dziką satysfakcją byś się wymądrzał, gdyby to np jaras umoczył ryja. Tranzyt popłynął, ma wyrzuty sumienia, wie, że przegiął, próbuje się usprawiedliwić, wyspowiadał się przed wszystkimi, i na tym bazujesz wygłaszając swoje wyklepane na blachę formułki.
                  Doskonale wiesz, że na alkoholizm nie ma metody, "a nie mówiłem".
                  Gdyby tak było, to kein problem
                  Sam jesteś nieuzależniony od gorzały, ale masz jednokierunkowe "wykształcenie" oparte na "70 letniej tradycji" .
                  A alkoholizm trwa od tylu lat, kiedy człowiek posmakował sfermentowanego soku i mu się spodobało.

                  • addicted11 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 01:49
                    Niestety Deo, mylisz sie i to bardzo.

                    Tzw. picie kontrolowane to nie jest wymysl addicteda, taka koncepcja
                    jest stosowana przez wiele osrodkow na swiecie, popieraja ja i
                    stosuja osoby zawodowo zajmujace sie terapia i psychiatria.
                    czy Ci sie to podoba czy nie to tak po prostu jest.
                    Oczywiscie nikt nigdy nie twierdzil, ze picie kontrolowane dotyczy
                    wszystkich, nikt nigdy nie twierdzil ze jest pozbawione wad- tak jak
                    i abstynencja tez jest nie jest ich pozbawiona.

                    To, ze sie tam deo poplujesz pod nosem i na mnie pobluzgasz to
                    niestety nie zmieni tego prostego faktu, przykro mi bardzo.
                    Jak chcesz to kloc sie z tymi profesorami i lekarzami, ktorzy w taka
                    koncepcje leczenia wierza. Chyba ze oczywiscie to sa oszusci.

                    A to, ze jest nie dla wszystkich to jasne jak drut.
                    Jezeli Aniol czy Janu wiedza, ze nie jest to dla nich- to wlasnie o
                    to chodzi- potrafia sie zdiagnozowac, pisza o sobie i tyle.


                    ALe Twoje czarno biale teksty typu podkreslone wielkimi literami NIE
                    MA PICIA KONTROLOWANEGO itp nic nie zmienia.

                    Dodam od siebie, ze dla mnie akurat picie kontrolowane- a znam jego
                    zasady- jest malo atrakcyjne, dla mnie osobiscie, ale nie bede
                    wmawial innym ze tez tak maja myslec.
                      • addicted11 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 10:58
                        aniolparys napisał:

                        > addicted11 napisał:
                        >
                        > > i abstynencja tez jest nie jest ich (wad) pozbawiona.
                        >
                        > Mógłbyś rozwinąć?

                        Tak

                        Oczywiscie to zalezy od p. widzenia, ale nie da sie zapomniec, ze
                        wada jest np. prosty brak mozliwosci napicia sie wina czy piwa-
                        jezeli ktos lubi.

                        Moze nia byc te pewnego rodzaju izolacja towarzyska- tu mniej chodzi
                        o sama abstynencje ale o naturalne jej konsekwencje, czyli wybor
                        stylu zycia.
                        bo dla mnie to zadna abstynencja gdy ktos lazi po knajpach, siedzi z
                        pijanymi itp- ale przy prawdziwej abstynencji niemozliwe sa lub
                        utrudnione jakies tam "integracyjne piwka" w pracy, trudniejsze jest
                        spedzanie owlnego czasu, bo wiekszosc ludzi jednak prowadzi prosty
                        tryb zycia i rozrywa sie knajpowo.

                        Oczywiscie- w miejsce tych wad pojawiaja sie inne apsekty, zwane
                        zaletami, ale to tak jak w zyciu, jak kupisz saochod terenowy to
                        jedziesz na wertepy ale po autostradzie jezdzi sie gorzej i
                        odwrotnie gdy sportowe porsche, warto byc tego swiadomym, bo
                        mowienie ze abstynencja ma same plusy i zero minusow to dla mnie
                        troche takie zaciskanie oczu.

                        Juz napisalem, ze wedlug mnie dojrzala postawa polega na
                        uswiadomieniu sobie, ze cos trace kosztem czegos wiekszego, co
                        zyskuje, a nie oklamywanie sie ze nic nie trace.


                        Ale pisze nieco nie na temat, bo w temacie chodzi o relacje korzysci
                        strat przy wyborze metody picia kontrolowanego kontra abstynencja-
                        to juz nie moje opinie tylko to co przecztalem kiedys.
                        Tu wada podstawowa to calkowicie zatrzymana a potem jeszcze
                        redukowana umiejetnosc jakiejkolwiek kontroli nad alkoholem, co
                        przy "zapiciu" moze sie zle skonczyc.

                        Oczywiscie te rozwazania dotycza tych, ktorych taki wybor dotyczy-
                        jak mowia specjalisci od "kontrolowanego" nie dotyczy to osob o
                        wysokim stopniu uzaleznienia fizycznego, osob z problemami
                        emocjonalnymi itp, bo dla nich lepsza jest abstynencja.


                        Ja naleze do tych ostatnich i wedlug mnie abstynencja pod pewnymi
                        wzgledami jest latwiejsza niz proby konroli- bo po prostu niczego
                        nie msuze kontrolowac, samo sie kontroluje:)
                        Choc czasem lamie te zasade, to generelnie sa to moje odstepstwa od
                        zasady "nie pije" a nie proby wejscia w picie kontrolowane.
                        takie male grzeszki, popelniam je moze dlatego, ze nie czuje sie
                        zagrozony, i troche bo jestem glupi, ale kiedys to sie unormuje i
                        pojdzie w jedna( smierc- radosc Deo) picia kontrolowanego lub
                        abstynencji bez odstepstw.
                        • ariel48 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 11:37
                          > Choc czasem lamie te zasade, to generelnie sa to moje odstepstwa od
                          > zasady "nie pije" a nie proby wejscia w picie kontrolowane.
                          > takie male grzeszki, popelniam je moze dlatego, ze nie czuje sie
                          > zagrozony, i troche bo jestem glupi, ale kiedys to sie unormuje i
                          > pojdzie w jedna( smierc- radosc Deo) picia kontrolowanego lub
                          > abstynencji bez odstepstw.

                          To , że nie czujesz się zagrożony ... i uważasz , że nie utraciłeś
                          kontroli , nie oznacza , że zawsze możesz być pewnym , czy tak się nie stanie.
                          Dałeś tutaj gdzieś swój przykład , że od stycznia , to nawet pół litra piwa
                          bodajże , nie wypiłes w sumie .
                          Ciekawe , co napisałbys za lat pięć ?
                          Addi .. za krótki okres na zdiagnozowanie Ciebie , jako alkoholika , który
                          potrafi pić kontrolowanie. Pół roku ... to ja takie miałam przerwy między ciągami.

                          > Juz napisalem, ze wedlug mnie dojrzala postawa polega na
                          > uswiadomieniu sobie, ze cos trace kosztem czegos wiekszego, co
                          > zyskuje, a nie oklamywanie sie ze nic nie trace.

                          Zależy , jak do tego podejdziesz. Ja się z tym nie zgadzam .
                          Nic nie tracę ... jedynie zyskuję . Tak , jak Ty , to mówią jedynie Ci , którzy
                          nie mogą się pogodzić z niepiciem do końca życia.

                          Jedno piwo ... po co ?
                          Rzadko który alkoholik pragnie wypic tak mało .



                          • addicted11 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 12:55
                            ariel48 napisała:

                            >>
                            > To , że nie czujesz się zagrożony ... i uważasz , że nie utraciłeś
                            > kontroli , nie oznacza , że zawsze możesz być pewnym , czy tak się
                            nie stanie.


                            Nie, nie powiedzialem nigdy, ze nie uwazam sie zagrozony.
                            Napisalem, ze nie naleze do osob, ktore na 100% poleca po pierwszym
                            piwie w ciag, jak wmawial terapeuta.

                            Nigdy nie moge byc pewnym, szczegolnie gdybym wypil ze 4 piwa i byl
                            pijany, czyli stracilbym rozum- dlatego nie pije 4 piw.
                            Bo ja pewnego rodzaju utrate kontroli nad alkoholem to mam od
                            urodzenia, od kiedy zaczalem pic to czesto sie upijalem, pilem
                            wiecej niz zamierzalem- po prostu spontanicznie "pod wplywem" stare
                            plany ladowaly za oknem.


                            > Dałeś tutaj gdzieś swój przykład , że od stycznia , to nawet pół
                            litra piwa
                            > bodajże , nie wypiłes w sumie .


                            no nie pisalem pol litra wodki w przeliczeniu, piwa wypilem jakies
                            2 albo 3 litry moze, nie pamietam teraz i nie chce mi sie grzebac i
                            przypominac, bo to typowo pijackie "liczenie"., no nie?



                            > Ciekawe , co napisałbys za lat pięć ?
                            > Addi .. za krótki okres na zdiagnozowanie Ciebie , jako
                            alkoholika , który
                            > potrafi pić kontrolowanie. Pół roku ... to ja takie miałam przerwy
                            między ciąga
                            > mi.


                            No tak, zawsze bedzie za krotko, stara spiewka.
                            A ja nie chce wcale udowadniac, ze moge pic kontrolowanie, bo jak
                            mowilem takie picie srednio mnie interesuje.
                            Chcialem tylko udowodnic sobie glownie, ze nie pojde w smiertelny
                            ciag po wypiciu paru gramow, bo po prostu ta mysl mnie strasznie
                            przerazala, balem sie, ze wypije kiedys przypadkowo, albo przez
                            chwilowe zacmienie umyslu- i bedzie po mnie.
                            Ta mysl mnie po prostu dobijala, czulem sie z nia bardzo
                            niebezpiecznie, teraz czuje sie duzo lepiej, bo wiem, ze zeby
                            poleciec to sie musze troche postarac, nie wystarczy chwila nieuwagi.
                            Lepiej mi z tym i tyle.
                            >
                            > > Juz napisalem, ze wedlug mnie dojrzala postawa polega na
                            > > uswiadomieniu sobie, ze cos trace kosztem czegos wiekszego, co
                            > > zyskuje, a nie oklamywanie sie ze nic nie trace.
                            >
                            > Zależy , jak do tego podejdziesz. Ja się z tym nie zgadzam .
                            > Nic nie tracę ... jedynie zyskuję . Tak , jak Ty , to mówią
                            jedynie Ci , którzy
                            > nie mogą się pogodzić z niepiciem do końca życia.


                            Ja mam iny poglad, uwazam ze wlasnie Ci co sie nie pogodzili z
                            niepiciem oszukuja sie, ze picie to absolutna porazka, zadnych zalet
                            i plusow, a swiadomosc polega na wybieraniu opcji w pelnym swietle.


                            >
                            > Jedno piwo ... po co ?
                            > Rzadko który alkoholik pragnie wypic tak mało .
                            >
                            Zalezy jak zdefiniujesz owo "pragnie"i owo "po co".


                            >
                            • ariel48 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 13:56
                              > Zalezy jak zdefiniujesz owo "pragnie"i owo "po co".

                              No właśnie .. po co ?
                              Zeby osiągnąć jakiś tam stan , jaki wywołuje alkohol...
                              Gdyby nie wywoływał , to piłbyś jakikolwiek napój ... bo niby dlaczego piwo , a
                              nie mleko .
                              Poprosiłbyś w kawiarni zamiast piwa - szklankę mleka ... albo wody ...
                              albo jeszcze czegos tam innego .
                              Addi - Ty pomprostu nie potrafisz zachować abstynencji.
                              Jeszcze nie potrafisz. Bez urazy. I nie wciskaj mi , że chciałes
                              sobie coś tam udowodnić. Nie umiesz zachować abstynencji , więc tym bardziej nie
                              potrafisz pić kontrolowanie.
                              Albo rzeczywiście nie jesteś uzalezniony. Tylko nadmiernie piłeś .
                              A teraz jedynie chcesz prowadzić abstynencki styl życia,
                              który jest niewątpliwie lepszym wyborem. Tak uważam.
                              Wmawianie sobie , że mozna pić kontrolowanie , jest dla niektórych alternatywą
                              . Samooszukiwaniem się , pragnieniem , aby marzenie o kontrlowanym piciu
                              spełniło się . Bo nie potrafią wejść w trwałą abstynencję . Nie potrafia i już.

                              • addicted11 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 15:02
                                ariel48 napisała:

                                > > Zalezy jak zdefiniujesz owo "pragnie"i owo "po co".
                                >
                                > No właśnie .. po co ?
                                > Zeby osiągnąć jakiś tam stan , jaki wywołuje alkohol...
                                > Gdyby nie wywoływał , to piłbyś jakikolwiek napój ... bo niby
                                dlaczego piwo , a
                                > nie mleko .
                                > Poprosiłbyś w kawiarni zamiast piwa - szklankę mleka ... albo
                                wody ...
                                > albo jeszcze czegos tam innego .
                                > Addi - Ty pomprostu nie potrafisz zachować abstynencji.
                                > Jeszcze nie potrafisz. Bez urazy. I nie wciskaj mi , że chciałes
                                > sobie coś tam udowodnić. Nie umiesz zachować abstynencji , więc
                                tym bardziej ni
                                > e
                                > potrafisz pić kontrolowanie.
                                > Albo rzeczywiście nie jesteś uzalezniony. Tylko nadmiernie piłeś .
                                > A teraz jedynie chcesz prowadzić abstynencki styl życia,
                                > który jest niewątpliwie lepszym wyborem. Tak uważam.
                                > Wmawianie sobie , że mozna pić kontrolowanie , jest dla
                                niektórych alternatywą
                                > . Samooszukiwaniem się , pragnieniem , aby marzenie o kontrlowanym
                                piciu
                                > spełniło się . Bo nie potrafią wejść w trwałą abstynencję . Nie
                                potrafia i już.
                                >
                                >


                                Dobrze, nie potrafie zachowac abstynencji, zreszta soro nie
                                zachowuje to chyba logiczne jest ze nie potrafie, ameryki nie
                                odrylas.
                                To ze pisze dlaczego to tylko proby wyjasnienia tego niepotrafienia-
                                ale wg Ciebie nie wolno wyjasniac bo niepotrafienie musi wynikac z
                                niepotrafienia i tyle.



                                Tylko wyjasnil mi jedno rzecz.
                                Jak to jest.
                                Kiedy nie pije nic i zastanawiam sie glosno "czy polece po
                                piwreszym" slysze " tak, polecisz, nie probuj".
                                Probuje i ni elece. Wtedy odzywa sie glos ze sztuki numer dwa
                                " Ale lont sie zapalil, narty w dol i szusujesz".
                                Nie szusuje.
                                Wypijam kolejne piwo- slysze, ze 3 razy to nic, trzeba sprobowac
                                piec.

                                Wypijam piwo szesc razy i nie lece- slysze, ze "pol roku to za
                                krotko, trzeba z rok"
                                Po 5 latach jakbym sie zglosil na to forum i napisal
                                "hej tu addicted, przez te 5 lat co jakis czas wypijalem 1 lub 2
                                piwa ale nigdy sie nie spilem"
                                To bym przeczytal zapewne " 5 lat to za malo, 5 lat to kazdy moze
                                wytrzymac".

                                To jest gra w glupiego Jasia czy zajaczka czy gonienie kroliczka czy
                                jak to tam jeszcze!
                                • tranzyt80 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 15:11
                                  Na popuszczenie lejcow luzem duzy wplyw ma tez twoja sytuacja
                                  zyciowa.Obowiazki.W twoim wieku i obecnej sytuacji w ktorej sie
                                  znajdujesz z reguly generalnie trzyma sie kazdy.
                                  Prawdziwe problemy wylaza pozniej...jak np.siadziesz juz gdzies
                                  miekko i wygodnie.Kiedy mozna sobie pozwolic.Wtedy dajesz upust...i
                                  z reguly tracisz duzo,a czesto wszystko.
                                  • addicted11 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 15:14
                                    tranzyt80 napisał:

                                    > Na popuszczenie lejcow luzem duzy wplyw ma tez twoja sytuacja
                                    > zyciowa.Obowiazki.W twoim wieku i obecnej sytuacji w ktorej sie
                                    > znajdujesz z reguly generalnie trzyma sie kazdy.
                                    > Prawdziwe problemy wylaza pozniej...jak np.siadziesz juz gdzies
                                    > miekko i wygodnie.Kiedy mozna sobie pozwolic.Wtedy dajesz
                                    upust...i
                                    > z reguly tracisz duzo,a czesto wszystko.


                                    Mowisz do mnie?
                                    Ciekawe, ciekawe.
                                    Tylko diagnoza akurat 100% odwrotna od Deoanda, ktory uznal, ze
                                    jestem w sytuacji beznadziejnej i niedlugo zdechne.
                                    inspirujace.
                          • addicted11 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 15:05
                            Addi .. za krótki okres na zdiagnozowanie Ciebie , jako alkoholika ,
                            który
                            potrafi pić kontrolowanie. Pół roku ... to ja takie miałam przerwy
                            między ciągami.



                            Wyjasnijmy to zdanie.
                            Ty calkowicie odrzucasz mozliwosc tzw picia kontrolowanego- wiec po
                            co takie mydlenie oczu, ze niby po pol roku to za krotko, dla Ciebie
                            zawsze bedzie za krotko, wiec po co te manipulacje.


                            A picie kontrolowane to ja nie dla siebie lobbuje tylko dla mlodych
                            poczatkujacych, zeby bylo jasne.
                            • ariel48 Re: A nie mówiłem, żeś malutki 08.08.07, 15:52
                              > Ty calkowicie odrzucasz mozliwosc tzw picia kontrolowanego- wiec po
                              > co takie mydlenie oczu, ze niby po pol roku to za krotko, dla Ciebie
                              > zawsze bedzie za krotko, wiec po co te manipulacje.


                              Mnie tam rybka - czy mogę pić kontrolowanie , czy nie .
                              Mnie alkohol juz nie jest potrzebny.
                              Jesteś w stanie to zrozumieć ? : )))



      • zyg_zyg_zyg Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 10:15
        > czuje sie jak stary ktory zaliczyl mloda i
        > wszystko,czyli zycie,zaczyna od "nowa" :))

        oj uważaj, bo zaliczanie młodej staremu może się spodobać i może
        chcieć więcej i więcej... :-)
        już wole wersję o mało przyjemnym sprawdzeniu, że jedno piwko to nie
        dla Ciebie
        • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 10:40
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > > czuje sie jak stary ktory zaliczyl mloda i
          > > wszystko,czyli zycie,zaczyna od "nowa" :))
          >
          > oj uważaj, bo zaliczanie młodej staremu może się spodobać i może
          > chcieć więcej i więcej... :-)
          > już wole wersję o mało przyjemnym sprawdzeniu, że jedno piwko to
          nie
          > dla Ciebie

          -napisalo mi sie to tylko tak...wiem,ze to glupio brzmi,zaliczyc,
          normalnie potrzebowalbym

          co najmniej ze trzy lata abstynencji...;)
          zeby omijac kodeksy moralne i przejsc do jakichkolwiek zaliczen...

          nie dopusc psa do suki
          i alkoholika do piwa

          wykastrowany bedzie uciekal ?
          ale mi dzisiaj pomysly przychodza do glowy!:)))
      • tranzyt80 "Bakcyl dżumy nie umiera" 08.08.07, 10:46
        Wyobrazasz sobie swiat bez alkoholu i.... alkoholizmu,
        bo ja nie,natura uznala to za element nieodzowny i dobry,
        dlatego istnieje i spelnia swoja role,
        a jakby globalnie spojrzal i sie zastanowil to rola jest tylko jedna,
        P O Z T C Z N A !:)))
    • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 11:14
      Dodam jeszcze,ze mnie do koncepcji "urokow abstynencji" mocno
      zniechecilo przebywanie na mityngach i sluchanie tam "ucieszonych"
      abstynentow.
      dlaczego?
      Bo po prostu im nie wierzylem.
      Oni raczej w glebi duszy sa dziecmi deoanda, ktore na samym dnie
      maja mysl " nie wolno mi pic", traktuja to jako rzecz bardzo
      nieprzyjemna, z taka bardzo zle sie zyje, to dorabia sie gorke.

      Jednak ja mam wbrew pozorom dobra intiucje i jestem wyczulony na
      autentycznosc.

      Zeby nie teoretyzowac- podam przyklad ( wielokrotnie klonowany).

      facet na mityngu ma tzw spikerke.
      Zaczyna jak zwykle od poczatkow, piciorys, jak to on glupi byl i ten
      tego.
      Potem jak odkryl AA, jak teraz jest szczesliwy, jak naprawde jest
      szczesliwy bez picia itp.
      Potem wychodzi, ze przestal pic, bo padla mu watroba, trzustka itp.



      Owszem, moge uwierzyc, ze potem, jak juz ktos zyje nie pijac, moze
      odkryc jakies uroki zycia, polubic to- ale jesli chodzi o motyw
      zaprzestania picia to jest to wierutna bzdura.

      A tak wlasnie to brzmi w tych relacjach- nie pije bo to piekne tamto
      cudowne a to jeszcze bardziej, bylem glupi ale oswiecilo mnie, a
      potem wychodzi, ze to prozaiczna watroba.

      Niestety, aA glosi poglad o dnie, w mysl ktorego nikt nie przestaja
      pic dobrowolnie tylko z przymusu, wiec dla mnie mowienie " picie to
      samo zlo" jest nieautentyczne.
      • tenjaras Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 16:45
        AA to zebrana mądrość na temat tego, jak po wieloletnim pijaństwie,
        życiem destrukcją, powrócić do normalności - pomocne w tym mogą się
        okazać Kroki, po to są właściwie, by przejść przez upokorzenie,
        zwane gdzieniegdzie poddaniem, gdzieniegdzie przetrzeźwieniem,
        nauczyć się siebie, rozliczyć ze sobą i światem i ruszać do
        normalności

        dlatego dla człowieka, który stracił wszystko, taka droga jest tak
        droga i zbawienna

        jasne, że niektórzy odlatują - tam gdzie ludzie, tam każde ludzkie
        zachowania - ale jeśli ktoś mówi, że jest mu dobrze, to jest mu
        dobrze

        moja poprawka zawsze polega na tym, jak ja bym się miał, gdybym tak
        samo postępował, wyznaczam sobie cele, do których podążam i ucze sie
        jak do nich dotrzeć właśnie od tych, którzy juz je osiągnęli, ale
        już od jakiegoś czasu mam wiarę w siebie i wciąż się w niej
        umacniam, choć ponad rok temu miałem największego pietra po
        trzeźwemu jakiego dotąd zaznałem ;-)

        pisałem już kilka razy - kobieta mnie zostawiła, matka zapiła na
        śmierć, sprawy nie szły po mojej myśli i nie potrafiłem sie
        pozbierać i poszedłem tam, gdzie na samym początku dostałem pomoc i
        pomogli mi znowu... mam za co być wdzięczny w swoim dziwnym życiu

        obserwuję innych, tu na tym forum bywa, że jestem ganiony za to, że
        pokazuję, że można sobie ułatwic powrót do normalności i dziwię się,
        bo krytykanci robią to samo co ja robię, tylko muszą się najpierw
        sporo nakombinować by to wyglądało inaczej, np. jak czytam janulodz,
        to tak jakbym czytał kogoś kto pomaga sobie AA, ale sam janu pisze,
        że to jest inaczej i dodaje do tego wulgarność, czego już zupełnie
        nie kumam, no ale każdy robi jak lubi
        • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 20:37
          Jaras.
          Ja nie jestem w AA. Ja pomagam sobie bez tej całej ideologi, której ty jesteś wyznawcą.
          Czego nie rozumiesz?
          Że mi te twoje natchnione teksty nie są do niczego potrzebne.
          Widzisz moją wulgarność, a nie dostrzegasz chamstwa augusta?
          Czego ty sie spodziewasz, ze ja bedę stękał tak jak ty?
          Moje ciągi były takie same jak twoje. Znajdowałem się po kilkadziesiąt kilometrów od domu, na melinach, w wytrzeźwiałkch, na komisariatach. Parę razy w szpitalu. Budziłem sie w zupełnie nieznanych miejscach i jedyna myslą było gdzie jestem i co komu zrobiłem. Potem już chciało mi sie tylko napić, zeby zapomnieć. I żeby trzeźwienie nie bolało.
          Do qrwy nedzy mnie nie jest potrzebne twoje AA.
          Nie wierzę w żadne siły i tym podobne pierdoły.
          Dla mnie to skończony rozdział.
          Dawno bym już odszedł z tego forum, bo przestaje być mi potrzebne, ale nie mogę tego tak zostawić, bo twoje pieprzenie zagłuszy głosy innych niepotrzebujących tych twoich nawiedzonych wyznan.
          Możesz to w końcu zrozumieć?
          Czy już zostaniesz do końca swojego żywota nawiedzonym marudą?
          Tak na koniec.
          Piszesz, że ja sie musze nakombinować i dochodzę do tego samego co ty, tylko ty masz łatwiej, bo podążasz wytyczonymi szlakami.
          Pytam więc. Ile czasu poświęcasz dziennie, tygodniowo, czy w innym dowolnym interwale czasowym na te swoje "hobby".
          Pisanie na forum, działalnosc w stowarzyszeniu, hosting, szkolenia, nauki, uczestnictwo w mityngach, zlotach, pielgrzymkach, nabożeństwach, spotkaniach z innymi alkoholikami?
          To jest ta twoja utarta droga? Ile ci czasu zajmuje? Rozumiem, że ty musisz. A mnie to niepotzebne.
          Już ci pisałem, że ja nawet nie spotkałem prawdziwego trzeźwiejącego alkoholika.
          Ja właśnie robię jak lubię. Kumasz????
          Napisz , czy zrozumiałeś mój tekst. Możesz to zrobić bez mendzenia?

          • aaugustw Janu, a chcialbys kiedys wytrzezwiec...!? 08.08.07, 20:49
            janulodz napisał:
            > Do qrwy nedzy mnie nie jest potrzebne twoje AA.
            ________________________________________________.
            Jak zechcesz kiedys wytrzezwiec radze skorzystac
            z tego Programu i to, w realu... - To co Ty tutaj
            robisz jest tylko szarym wspomaganiem sobie w
            abstynencji drobnopijaczka. Zaryzykowalbym nawet
            powiedzenie, ze Ty nam tu pomalu glupiejesz...! -
            (przypominasz mi pewnego pajaca na sznurku...!)
            A... ;-))

          • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 21:04
            janulodz napisał:

            > Dawno bym już odszedł z tego forum, bo przestaje być mi potrzebne,

            -wiem,ze poruszyles inne,istotniejsze aspekty,ale to Twoje
            stwierdzenie,ktore wyciagnalem powyzej,jest dla mnie kluczowe!

            -nie wiem jak to sie dzieje,ale gdy zrezygnuje sie z czestego
            przypominania sobie,mowienia i sluchania na temat skutkow czynnego
            alkoholizmu,nastepuje automatyczny proces powolnego
            zapominania,wypiekszania i bagatelizowania niebezpieczenstw,jakie sa
            zwiazane z piciem alkoholu.
            Odciecie sie totalnie od niepijacych alkoholikow i rzucenie sie w
            wir normalnego codziennego zycia doprowadzi,predzej czy pozniej,do
            sytuacji w ktorej siegnie sie po alkohol.
            Kto nie wierzy,prosze wyprobowac!
                  • tranzyt80 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 23:01
                    janulodz,widze ze nic z tej mojej pisaniny nie zalapales,

                    wiec inaczej,
                    ja po trzech latach abstynencji postanowilem swiadomie,ze musze
                    cos dla mojego zapalu pozostawania dalej w abstynecji zrobic,
                    w kazdym razie,argumenty uzywane dotychczas,wyjalowialy,przestaly na
                    mnie dzialac,a dalsze wmawianie sobie,ze totalna abstynecja jest
                    boskoscia,
                    szczegolnie widzac restauracje zapelnione ludzmi pijacymi piwo,
                    przyprawialo mnie o "poj...banie",

                    Ty mnie najlepiej zrozumiesz,ile to musialem przejsc i nabrac
                    odwagi,aby siegnac po to pierwsze piwo,
                    wypilem i skutek byl taki jakbym sie wody napil(piszczalem z radosci
                    piszac o tym na forum do Deo).
                    Po kilku dniach siegnalem po drugie(bylem przeciez na
                    urlopie!).Reakcja byla taka sama,czyli zadna!.Czulem jak te ciezkie
                    Kamienie trzyletnie spadaly ze mnie!Fruwalem ze szczescia.Bo
                    wiedzialem,ze pil,w starym stylu i tak nie bede,chocby kusili,za
                    daleko "uzdrowilem" moja swiadomosc,ale to...
                    jedno piwo MOGE!,wiesz co to znaczy ?,np.w wszelkiego rodzaju
                    spotkaniach!Wiem,ze wiesz!

                    "Jedno piwo(sprawdzilem!) i basta" to jest taki sam
                    rezim,przysiega,postanowienie jak "zadne piwo i basta".
                    To okazanie silnej woli!Dotrzymanie slowa,postanowienia.
                    "Jedno piwo i basta"-to powinno byc moja drabinka ratunkowa w
                    ostatecznosci,w sytuacjach skrajnie palacych w zyciu!Moze
                    raz,max.dwa,do roku!

                    Ale ja tych postanowien nie zrobilem,postanowilem zaryzykowac
                    dalej,z dwoma piwami...
                    i tu sie przekalkulowalem(o ile nie sypnieto mi czegos,bo nie moge
                    uwierzyc,w tak blyskawiczny zjazd,3piwa!).Za nagly...

                    Koniec z koncem dobrze sie tak stalo jak sie stalo.Sprawy mojego
                    alkoholizmu nie mogly wziasc lepszej ku..,niz to co nastapilo.A
                    dzisiaj jestem tam,gdzie Ty byc moze nigdy nie dotrzesz.Tego nie da
                    sie opisac,to trzeba samemu przejsc i przezyc.Takze sie zbytnio nie
                    denerwuj(mysle tu o "poj...baniu":)

                    Ja lubie jak na razie pozycje ZERO!,a z odliczania do dwunastu bym
                    sie tak glosno na twoim miejscu nie smial,bo nigdy nic nie wiadomo,
                    jak to mowia?Nie mow hop,poki nie przeskoczysz...na koniec zywota;))
            • ariel48 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 22:07
              > Odciecie sie totalnie od niepijacych alkoholikow i rzucenie sie w
              > wir normalnego codziennego zycia doprowadzi,predzej czy pozniej,do
              > sytuacji w ktorej siegnie sie po alkohol.
              > Kto nie wierzy,prosze wyprobowac!


              Głupoty gadasz .
              I to takie do potęgi entej ... :)))

              • magtomal Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 22:23
                ariel48 napisała:

                > > Odciecie sie totalnie od niepijacych alkoholikow i rzucenie sie w
                > > wir normalnego codziennego zycia doprowadzi,predzej czy
                pozniej,do
                > > sytuacji w ktorej siegnie sie po alkohol.
                > > Kto nie wierzy,prosze wyprobowac!
                >
                >
                > Głupoty gadasz .
                > I to takie do potęgi entej ... :)))
                >
                A ja obawiam się, że Tranzyt może mieć rację. Obawiam się, bo mój
                Pan radzi sobie sam i "rzucił się w wir normalnego życia".
                • ariel48 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 22:34
                  >Obawiam się, bo mój
                  > Pan radzi sobie sam i "rzucił się w wir normalnego życia".

                  Magtomal ... a co konkretnie masz na myśli ?

                  Tak się składa , że teraz akurat piszę na forach alkoholwych.
                  Trafiłam przez przypadek na nie i teraz jestem wśród alkoholików .
                  Niekoniecznie niepijących . :)))
                  Ale przez ponad pięć lat byłam od nich odcięta ,, totalnie ,, .
                  • magtomal Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 22:46
                    ariel48 napisała:
                    > Magtomal ... a co konkretnie masz na myśli ?

                    Właśnie to, że mój Mąż z niepiciem radzi sobie sam (doskonale). Gdyby przyszedł
                    kryzys, nie miałby się do kogo zwrócić. Ze mną nie chce w ogóle o tym rozmawiać
                    (to chyba normalne).
                    Pocieszyłaś mnie, że przez pięć (aż!) lat "byłaś odcięta" i sobie radziłaś.
                    • ariel48 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 23:03
                      Jeżeli Twój mąż postanowił nie pić , to nie będzie pił.
                      Chyba , że zrobił sobie przerwę w piciu , o co go absolutnie nie podejrzewam.
                      Wszystko zalezy od tego , jak podszedł do swojej trzeżwości .
                      Czy męczy go to , że nie pije.
                      A kryzys ? Sądzisz , że jak będzie chciał się napić , to ktoś
                      go od tego jest w stanie odciągnć ?
                      Gdyby tak było , to skuteczność AA byłaby o wiele wyższa.
                      A statystyki są takie , jakie są .
                      Ja osobiście znam wiele osób , które radzą sobie same.
                      Trudno w to uwierzyć ? Być może ... ale tak jest w moim środowisku.
                      Znam jedną osobę , która regularnie uczestniczy w mityngach .
                      Ci , którzy radzą sobie sami ... jednocześnie bardzo dobrze radzą
                      sobie w życiu. I nie jest to żaden blef z mojej strony.
                      Taka jest rzeczywistość w małych środowiskach .

                        • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 23:48
                          TenJarasie, ja Tobie wierze w to co mowisz, mianowicie, ze
                          przyszedles do AA, ze AA to zebrane doswiadczenia ludzi, ktory Tobie
                          okazaly sie przydatne i pomocne.

                          Nie mozesz tylko za cholere zrozumiec dwoch rzeczy:
                          1. Ze nie kazdemu te doswiadczenia przemawiaja do sumienia.
                          2. Ze te "zebrane doswiadczenia" to sa doswiadczenia niechby nawet
                          dziesiatek tysiecy ludzi, to jest promil ludzkosci i pare procent
                          alkoholikow.
                          Znasz z socjologii i metodologii cos takiego jak sposob doboru proby
                          badawczej?
                          Gdy dobiera sie grupe do np sondazu przedwyborczego, to jest zmudny
                          i wieloetapowy proces.
                          Musi byc odpowiednia ilosc ludzi z kazdej grupy, kazdy typ osob musi
                          byc uwzgledniony, w odpowiednich procentach, w odpowiednich
                          relacjach. Nie moze byc nadreprezentacji. Nie moze byc wplywu
                          badacza na badanego. Pytania ankiety nie moga w zaden sposob
                          sugerowac odpowiedzi. Badany musi rozumiec pytania. Robi sie tzw
                          ankiety probne, bada JAK badani rozumieja badania i potem sie je
                          szlifuje. Robi sie badania wieloetapowe, panelowe, powtarzalne itp,
                          a i tak wyniki zawsze sa tylko zblizone i czesto np w wybprach
                          wychodzi inaczej niz przewidywaly sondaze.

                          Ty natomiast caly czas pokazujesz doswiadczenia niewielkiej grupy
                          ludzi, ludzi dobranych w bardzo specyficzny sposb, ludzi ktorzy
                          wzajemnie na siebie wplywaja, ludzi ktorzy nie sa w zaden sposob
                          sortowani losowo- wrecz przeciwnie-
                          i caly czas wmawiasz wszystkim, ze to jest jakis przekroj
                          odzwierciedlajacy przecietna.

                          Zastanow sie nad tym to moze odnajdziesz zrodlo swojego
                          niezrozumienia.
                          • addicted11 Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 23:56
                            Podam Ci taka anegdote- gdy badania sondazowe byly w powijakach, w
                            USA robiono pierwszy wielki sondaz przedwyborczy, ktory w cuglach
                            wygrywali demokraci, a przy urnach okazalo sie, ze demokraci
                            sromotnie przegrali.
                            Jak to mozliwe?
                            Gdy zaczeto to analizowac to wyszo, ze sondaz przeprowadzany byl
                            telefonicznie, co bardzo wplynelo na jego wynik, ponewaz w tym
                            czasie telefony posiadali tylko ludzie najzamozniejsi, ktorzy w
                            wiekszosci sprzyjali republikanom, ale Ci zamozniejsi to byla
                            mniejszosc spoleczenstwa, ktore z kolei jednak wolalo demokratow.

                            Nie moge zrozumiec, ze Ty ciagle przekonujesz o uniwersalizmie,
                            elastycznosci metod AA oraz ciagle wskazujesz, jak to
                            naturalnie "przez doswiadczenia tysiccy" powstawaly, gdy kazdy choc
                            troche zorientowany w metodologiach zasmieje sie z tego glosno.

                            Wg mnie duzo lepszy efekt osiagnalbys piszac prawde i zarazem
                            podkreslaja inne zalety, ktorw mozna widziec w AA.

                            Tym bardziej, ze Tobie juz pomoglo. Nie wiem, co ci dalej zalzey.
                            Mam wrazenie, ze Tobnie bardziej niz na wytrzezwieniu osoby X czy Y
                            zalezy na tym, zeby osoba ta wytrzezwiala akurat w AA.
                            Wrecz- ze wolisz zeby pila niz wytrzezwiala bez AA, choc to juz
                            troche koloruje.

                            Nie wiem po co.
                            Przkeonuejsz kogos czy siebie?

                            • tenjaras Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 09.08.07, 07:49
                              jeśli robisz swoje, to robisz, a jeśli nie, to żyjesz w świecie
                              wątpliwości i wtedy musisz funkcjonować na zasadach - ja i oni

                              do postawy buntu potrzebujesz tej strony "oni" - ale czy to jest
                              wolność, do której dążysz?
                • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 22:44
                  Magtomal
                  Uwierz w swojego mężczyznę.
                  Wiem, że ten strach długo pozostaje. Widziałem go często w oczach mojej żony. Teraz już może być spokojna.
                  Jesteś dumna ze swego męża, że mógł przestać. Teraz mu zaufaj. Choć czujność nigdy nie zawadzi. Czytałaś jakie miał watpliwości tranzyt i czym to się skończyło. Jesteś mądrą kobietą i wiele wiesz na temat uzależnień. W razie czego wyczujesz niebezpieczeństwo. Wierzę, ze dacie radę.
          • tenjaras Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 08.08.07, 21:12
            kiedyś się zaklinałem, że nie ruszę kalafiora - ale gdy podała mi go
            dziewczyna, której pragnąłem, zmieniłem swój stosunek - teraz
            kalafior jest jednym z moich ulubionych warzyw

            okoliczności sprawiły...
                  • tenjaras Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 09.08.07, 08:22
                    alkoholizm stał się dla mnie motywacją do zmiany w życiu - do
                    wzięcia za siebie i na siebie odpowiedzialności, ale nie był to mój
                    pomysł, okoliczności sprawiły, że znalazłem się w takiej sytuacji i
                    takim miejscu, że zrozumiałem jak bardzo warto podjąć próbę zmian

                    czy Ty doceniasz wartość takich zmian we własnym życiu, czy
                    wystarczy Ci samo niepicie?

                    i do czego ma Ci służyć misja zbawiania od jarasa?
                    • janulodz Re: Drogi Deosiu,samo zycie... 09.08.07, 09:08
                      Mój alkoholizm spowodował w moim życiu kolosalne straty. Straciłem żródło utrzymania, sprzedałem mieszkanie, żeby spłacić długi, wyniszczyłem mój organizm i omal nie spowodowałem rozpadu rodziny.
                      Od czasu kiedy przerażony, wycieńczony fizycznie, rozbity psychicznie , na granicy śmierci z przepicia, podjąłem decyzję o zaprzestaniu picia - odrabiam stracony czas. Pracuję, konsoliduję się z rodziną, z wzajemnością odbudowałem dawną miłość do żony, mam cudownego wnuka, nawiązuję nowe kontakty, zgłębiam swoją wiedzę, nie muszę się uczyć od podstaw, bo zanim popadłem w nałóg zdobyłem wyższe wykształcenie, które dało mi narzędzie do umiejętnego korzystania z dostępnej informacji, zachwycam się zjawiskami przyrody, żyję pełnią życia, kocham i jestem kochany.

                      Aha i jeszcze oprócz tego nie piję !!!