addicted11
04.10.07, 14:59
Na poczatek uwaga i prosba: prosze tylo o powazne odpowiedzi.
Rzecz posrednio zwiazana jest z alkoholizmem, bardziej z
problemami "towarzyszacymi".
Mozna rzecz zakwalifikowac do szufladek: planowanie i realizacja
planow, obsesyjne sklonnosci, perfekcjonizm.
Chodzi o pieniadze, a konkretnie o oszczedzanie.
Najpierw male tlo: wychowalem sie w rodzinie przecietnie zamoznej,
srednia krajowa, jednak w domu moim zawsze byla obecna obawa o
popadniecie w biede i nacis na oszczedzanie.
Jako nastolatek i student, a potem takze w pierwszych latach pracy,
nie smierdzialem groszen. Zylem oszczednie, biednie moznaby rzec, a
ze jeszcze popijalem- to juz w ogole nic nie zostawalo ( choc mowiac
uczciwie to nie pijac oszczedzalbym i tak tyle co kot naplakal).
ALe od pewnego czasu zyje na nieco wyzszym poziomie, spokojnie
starcza mi na wszystko, z duzym zapasem. I tu rodzi sie problem.
Tkwi we mnie jakos ten imperatyw "oszczedzania" oraz przekonanie, ze
zbyt wystawne zycie to cos zlego.
Choc umowmy sie, ze owo "wystawne zycie" nie polega na codziennym
jedzeniu w restauracji czy jezdzeiu co pol roku na Malediwy.
Chodzi o kupowanie rzeczy nie z najnizszej polki, ulegania drobnym
zachciankom, kupowanie lepszych ciuchow, plyt itp.
Otoz- jak pisalem, w tej chwili zyje na dosyc dobrym poziomie, na
dodatek nie mam nikogo na utrzymaniu tylko siebie. W kazdym miesiacu
odkladam wiecej, niz kiedys zarabialem. A mimo to caly czas mam w
glowie obsesyjne wrecz mysli, ze rozpierniczam kase, ze zyje ponad
stan, ze powinienem wiecej oszczedzac.
Szczegolnie dotytczy tpo sytuacji, gdy przekrocze zalozony limit.
Ustanawiam sobie w glowie na poczatku miesiaca limit wydatkow- zeby
bylo jasne- nie na glodowym poziomie, uwzgledniam w nich takze
zbytki typu pare plyt, jakies wyjscie itp.
Ale z reguly jakos przekraczam ten limit. Niewiele- jakies 10 czy
20%- przez co odkladam mniej niz zalozylem.
Odkladam i to i tak sporo, ale mniej niz zalozylem w tym
swoim "nieoszczednym" planie- i mam wyrzuty, ze za duzo przepuszczam.
Do rzeczy: chyba nie mam wlasciwych wzorcow dotyczacych oszczedzania.
Od kiedy pamietam, nigdy nie mialem dlugow, nie zylem za pozyczone,
Teraz odkladam a i tak sie schizuje. To moje oszczedzanie to
intuicyjnie czuje jakas paranoja.
Jak sie czujecie, gdy przekroczycie plan?
Gdy nic nie odlozycie mimo ze teoretycznie mogliscie ( ale nie
zacisneliscie pasa).
Dodam jescze, ze moi znajomi zarabiajacy tyle co ja nie odkladaja
nic, bo uwazaja, ze zarabiaja za malo by odlozyc- ale oni to
przypadek skrajny chyba.
Dzieki za uwage.