Dodaj do ulubionych

Zycie dla trzezwosci...

11.11.07, 13:53
Kiedy skonczylem terapie to tak naprawde pozostalem sam .Po pracy czesto
chodzilem na mitingi,aby nie spotykac sie z kumplami od kieliszka.Po kilku
miesiacach coraz rzadziej chodzilem na mitingi,poniewaz zorganizowalem sobie
zycie na nowo.Zbednego czasu ,czli z w ktorym nie mialbym co robic mialem
coraz mniej,az praktycznie mitingi staly sie rzadkimi spotkaniami ze
znajomymi.Trzezwosc to dla mnie szansa ,aby zyc inaczej.Ale kiedy slysze
teksty,ze skoro nie chodzisz na mitingi,nie kontynujesz terapi,warsztatow
itd.,to nie trzezwiejesz a jestes pijany na sucho
to co moge pomyslec o takim delikwencie...?
Z moich obserwacji wynika ze to nieudacznicy zyciowi,ktorzy cierpia ,ze
musieli odstawic picie.Dajac siebie jako obraz wzorowego alkoholika szukaja
usprawiedliwienia i sami siebie probuja przekonac ,ze inaczej zyc sie nie
da.Moge zrozumiec terapeutow ze wpajaja przekonanie ,ze tylko wieczna terapia
gwarantuje trzezwosc...
Ale czy ilosc godzin spedzonych na mitingach i odbytych terapi ,bez tego
zrobienia tego pierwszego kroku jest wstanie kogos przekonac ze ma problem i
ze moze sobie z nim poradzic,ze jest to zalezne od nas samych...?Gdybym nie
dal sie do tego przekonac i uwierzyl,to watpie abym dzis byl tutaj...
Obserwuj wątek
    • gocharl Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 14:49
      daleh napisał:
      Moge zrozumiec terapeutow ze wpajaja przekonanie ,ze tylko wieczna
      terapia
      > gwarantuje trzezwosc...

      Nie wszyscy terapeuci:
      ">>Alkoholizm to wprawdzie ułomność, ale nie inwalidztwo – sądzę, że
      z tej perspektywy należy rozpatrywać pytanie o pomoc dla alkoholików
      z długą abstynencją .Odpowiedź nasuwa się sama: nie potrzebują, a
      nawet oferowanie im pomocy może być szkodliwe . Uważam więc, że
      wszelkie programy pomocowe powinny dążyć do jak najszybszego
      uwolnienia pacjenta ze swoich struktur. Wieczne korzystanie z
      profesjonalnej pomocy to tylko zmiana środka uzależnienia..."
      Marek Ignaczak
      Ośrodek Terapeutyczny „Goplańska”
      w Warszawie
      Źródło:IPZ

      Pozdrawiam Gocha
      • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 14:55
        Ośrodek Terapeutyczny „Goplańska”
        w Warszawie
        ---------------------------------
        Brzmi to znajomo ,chodzilem tam na mitingi ,kiedy bylem w Polsce...
        A tak wogole to milo Cie spotkac...
      • magtomal Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:16
        gocharl napisała:
        Uważam więc, że
        > wszelkie programy pomocowe powinny dążyć do jak najszybszego
        > uwolnienia pacjenta ze swoich struktur. Wieczne korzystanie z
        > profesjonalnej pomocy to tylko zmiana środka uzależnienia..."
        > Marek Ignaczak

        Mądre podejście.
        Ci "wiecznie terapeutyzowani" faktycznie zbudowali swoje życie wokół własnej
        terapii, "rozwoju duchowego"- jak to tu nazywają. Jakby zamienili jedno
        uzależnienie na drugie. Pisałam już o tym, że spotkałam w poradni kobiety, które
        ciągną terapię latami i stała się ona sednem ich życia.
        Są i tu tacy... I uważają, że tylko takie życie ma sens. Terapia dla nich nie
        była drogą do celu, ale celem samym w sobie.
    • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:02
      daleh...

      Ale kiedy slysze
      teksty,ze skoro nie chodzisz na mitingi,nie kontynujesz
      terapi,warsztatow
      itd.,to nie trzezwiejesz a jestes pijany na sucho
      to co moge pomyslec o takim delikwencie...?

      ja takich tekstow nie slysze:-)
      i nie czytam:-)

      jakby Co ktos kiedys nie powiedzial ze za duzo chlejesz...
      zmienilbys cos w zyciu?
      slowa trafiaja tam gdzie maja...
    • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:07
      A i taka refleksja...
      wczoraj dowiedzialam sie ze moj kolega z terapii poglebionej...
      mocno stojacy na nogach alkoholik ( w mojej ocenie)
      zapil pracujac za granica...
      mocno pil...
      ostatkiem sil wrocil do kraju..
      Jset w Stargardzie Gdanskim na odwyku...
      mowi ze zaczal przyblizac sie do pogladow ludzi...jaki jest tutaj
      prezentowany przez samodzielnych...

      taksyczni ludzie maja wieksza sile pociagnac Cie w dol...niz ty ich
      do gory...tak skomnetowal.
      zaczyna od nowa:-(
      • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:11
        taksyczni ludzie maja wieksza sile pociagnac Cie w dol...niz ty ich
        do gory...tak skomnetowal.
        ------------------------------------------------
        Jezeli tak twierdzi stojacy mocno na nogach alko ,to musi byc prawda...ha
      • aniolparys Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 19:36
        Co Ty wypisujesz Elu?
        Jesteśmy wprawdzie anonimowi, ale nie jest to spotkanie Anonimowych Fantastów,
        gdzie można bazgrać wszystko co ślina na klawiaturę przyniesie.
        Zastanów się, zanim w przyszłości znów coś takiego napiszesz. Inaczej, tak jak
        aaugustw, trafisz do folkloru grupy i nikt poważny nie będzie z Tobą podejmował
        dyskusji.
        Jeszcze kilka takich osób i grupa przekształci się w krainę bylejakości, gdzie
        słowa nie mają znaczenia.

        Skąd wytrzasnęłaś tego kolegę na mocnych nogach i o słabym duchu? Piszesz, że
        potkał na obczyźnie ludzi, którzy sami poradzili sobie ze swoim alkoholizmem? I
        z ich powodu zaczął chlać? Co: jego własna droga do trzeźwości okazała mu się
        marna? Czas spędzony na terapii pogłębionej uznał za klęskę? Nie bzdurz Elu.
        Fikcja psychologiczna.

        I ci Twoi "toksyczni ludzie".
        Tak z pamięci spróbuję sobie przywołać osoby, które ostatnio atakowałaś. Kogo
        masz na myśli?
        Janu? Który osobistym przykładem daje świadectwo, że można samemu wyjść z
        alkoholizmu i wieść pełne, pogodne życie, bez prowadzenia dzienniczka uczuć?
        Który uważa, że niepicie jest fajne?
        Ariel, która woli czas poświęcić na życie wśród bliskich, miast na
        niesprecyzowany "rozwój duchowy"?
        Magda która żąda jedynie szacunku dla drugiego człowieka?
        Eska, wg której jest wielu niekompetentnych terapeutów, którzy naciągają nas na
        kasę wraz z wiecznie terapeutyzowanymi?
        Mysza, która spotkała życzliwych ludziom aowców?
        Ja, który twierdzę, że nikt za alkoholika nie rzuci picia, żadna SW ani
        terapeuta? Że jest to możliwe? I należy szukać pomocy choćby u diabła, po to,
        aby pobudzić u samego siebie apetyt na życie?
        Eksperymentujący Addi da którego myślenie ma wartość?

        Elu. Anonimowo czy nie, nasze pisanie świadczy o nas.
        • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 19:58

          Dokladnie tak jest:-)
          a jesli ktos zycie czlowieka uwaza za fikcje psychologiczna...
          to po co to pisze?
          przesle Ci na priv..Nr.telefonu do RaFala...jemu o tym powiesz...

          To co inni uwazaja za fikcje jest prawda...
          Ci ktorych ty uwazasz za powaznych ja bym tak nigdy nie nazwala...

          nie obawiam sie ze zabraknie mi chetnych do rozmow ze mna...
          Nic a nic...aniele...

          twoje wywody...sa potrzebne tylko Tobie:-)
          Pokaz jakas Swoja rozmowe tutaj z kims powaznym...o powaznych
          sprawach...to zrozumiem o czym klikasz:-)
          • magtomal Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:27
            ela_102 napisała:
            > twoje wywody...sa potrzebne tylko Tobie:-)

            Nieprawda. Są potrzebne np mnie. Jesteś Parysie jedną z tych osób, dla której tu
            bywam - bardzo cenię to, co piszesz.

            Nie pierwszy raz Ela osobom, z którymi się nie zgadza, wmawia, że są tu
            niepotrzebne...
              • magtomal Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:37
                ela_102 napisała:

                > o ile Ela ma moc...
                > wmowic komukolwiek cokolwiek...
                > jakbym miala taka moc...
                > wmowilabym tobie pare rzeczy...
                > a ni jak nie da sie;-)


                Tak, tak, wmawiałaś mi, ze jestem glupia, że blondyna etc. Pisałaś to, obrażając
                też innych, a inwektywy przeplatałaś uwagami o konieczności szanowania ludzi.
                Ale mocy wmawiania innym czegokolwiek nie masz - zbyt słaba argumentacja.
          • aniolparys Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:34
            ela_102 napisała:

            > przesle Ci na priv..Nr.telefonu do RaFala...jemu o tym powiesz...
            >
            Łatwo Ci przychodzą słowa bez pokrycia?

            > Pokaz jakas Swoja rozmowe tutaj z kims powaznym...o powaznych
            > sprawach...to zrozumiem o czym klikasz:-)

            Nie ma chyba mojego postu na forum, na który by nie odpowiedział aaugustw ;-)

            A tak na poważnie o poważnych sprawach to teraz z Tobą rozmawiam. Napisałem post
            o szacunku dla drugiego człowieka. Który jest niezbędny w czasie rozmowy, bo
            inaczej rozmowa zamienia się w przepychankę kto głupszy.
            Ten brak szacunku często się objawia w postawie "ja jestem mądrzejsza", "moje
            jest lepsze", "daj sobie pomóc", "ja mam wiedzę, ty nie".
            Przy takiej postawie to jakiekolwiek mądrości miałabyś do przekazania, zostaną
            one odrzucone. Z założenia. I pozostanie Ci jedynie wzajemne poklepywanie się po
            plecach z podobnymi do Ciebie.
            • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:43

              Aniele:-)

              bedziesz ten telefon mial...zaraz po tym jak Rafal sie zgodzi Ci go
              podac:-)konsekwencja to moje drugie imie:-)

              Postawa" ja jestem madrzejsza"
              "moje jest lepsze" istnieje tylko w odbiorze ludzi z kompleksami..

              Na tym forum wszystkie madrosci sa odrzucane...przez czesc osob...
              Zupelnie inaczej wyglada to na privach..Aniolku...
              na tyle jest to budujace...abym sie nie zniechecila do pisania:-)

              dzieki ze tak troszczysz sie o moja przyszlosc...
              ale akurat tego poklepywania sie w moim zyciu z ludzmi jest
              najmniej...
              a mi podobnych?

              wszyscy...byle nie glupi:-)
              • aniolparys Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 21:05
                ela_102 napisała:


                > Na tym forum wszystkie madrosci sa odrzucane..
                Na każdym forum tak jest. Taka jest natura for dyskusyjnych. Nie ma na forum
                ludzi mądrzejszych i głupszych.
                To co prezentujesz są to Twoje opinie, nie mądrości. A jeszcze w tak
                zaskakującej dziedzinie jak opilstwo.
                Nie każda prawda, do której jesteś przekonana, odnosi się do mnie. Jestem tego
                pewien. I na odwrót.
                Dlatego nigdy w życiu nie odważę się zaprezentować żadnej mojej myśli jako
                "mądrości". Tym bardziej, że z biegiem czasu i u mnie samego zmieniała się ocena
                tego co jest mądre, a co głupie.

                > wszyscy...byle nie glupi:-)

                Eeeetam. aaugustwa poklepujesz ;-)))
        • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 19:58
          Skąd wytrzasnęłaś tego kolegę na mocnych nogach i o słabym duchu? Piszesz, że
          potkał na obczyźnie ludzi, którzy sami poradzili sobie ze swoim alkoholizmem? I
          z ich powodu zaczął chlać? Co: jego własna droga do trzeźwości okazała mu się
          marna? Czas spędzony na terapii pogłębionej uznał za klęskę? Nie bzdurz Elu.
          Fikcja psychologiczna.
          -------------------------------------------------
          Gdyby pomyslala co pisze sama doszla by do wniosku ,ze tym postem
          potwierdza to co napisalem.Poprostu sa ludzie ktorzy nie potrafia samodzielnie
          funkcjonowac w trzezwym zyciu.Rozumie rozzalenie goscia na tych ktorzy moga zyc
          inaczej niz on,ze moga i potrafia pic kontrolowanie ,co jego doprowadzilo do
          powrotu do picia.Ela jak pisze byla zafascynowana jak pieknie trzezwieje jej
          przyjaciel,a tu taka plama.I kto jest winien ? Oczywiscie nie on taki mocny a ci
          ktorzy przeszkodzili mu spokojnie trzezwiec.Czyli kto ?
            • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:11
              ela_102 napisała:

              > delah:
              >
              > Gdyby pomyslala co pisze sama doszla by do wniosku
              >
              > uwazasz ze nie mysle?
              > czy masz pretensje ze nie mysle tak jak Ty?
              --------------------------------------------------
              Jakie pretensje,poprostu wyrazilem swoja opinie o tym co napisalas.
              Nad nikim nie ma parasola ochronnego ,nad alko tez do ktorych twoj przyjaciel
              nalezy.Zycie szybko weryfikuje czy czlowiek jest taki jakim probuje sie
              przedstawic.I tak jest z Twoim przyjacielem.Smutne to i przykre kiedy cos
              takiego sie stanie,ale szukanie winnych to myslenie osob uzaleznionych ,ktorzy
              nic ze soba nie robia...
              • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:15
                To co ty nazywasz szukaniem winnych...
                w tym przypadku jest analiza bledu...
                ktory kazdy alkoholik po zapiciu robi dla wlsnego dobra...
                jesli zrobi go uczciwie ..blad sie nie powtorzy...
                jesli klamie...znowu podarza do kielicha...
                ale nie mi oceniac czy klamie czy mowi prawde...
                ja moge przy nim byc..
                gdy mnie potrzebuje..
                  • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:28
                    daleh, Twoje radykalne podejście ma rację bytu, sam jestem tego
                    samego zdania, ale ela opowiada o kimś, a nie przedstawia siebie

                    jakiś facet zapił, mówi o tym, że przez zaniedbanie, do tej pory
                    robił coś i było ok, jak to zarzucił, przestało być ok i zapił

                    najważniejsze, że się nie poddał i podjął kolejną próbę - może
                    dlatego, że kumpluje się z takimi osobami jak ela na 102(?)
                    • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:42
                      tenjaras napisał:

                      > daleh, Twoje radykalne podejście ma rację bytu, sam jestem tego
                      > samego zdania, ale ela opowiada o kimś, a nie przedstawia siebie
                      >
                      > jakiś facet zapił, mówi o tym, że przez zaniedbanie, do tej pory
                      > robił coś i było ok, jak to zarzucił, przestało być ok i zapił
                      >
                      > najważniejsze, że się nie poddał i podjął kolejną próbę - może
                      > dlatego, że kumpluje się z takimi osobami jak ela na 102(?)
                      > --------------------------------------------------------
                      Zaniedbanie czego?Tego ze do tej pory robil cos,czyli co nie jest przystosowany
                      do trzezwego zycia bez pomocy terapeutow i AA.
                      I tu jest problem czy to tylko jego wina czy tez terapeutow i wspolnoty AA,ktora
                      go utwierdza w przekonaniu ze bez nich jest nikim .Ze taka trzezwosc bez ich
                      pomocy to o kant d...obic...

                      • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:54
                        > Zaniedbanie czego?

                        ja zrozumiałem, że nowego stylu życia

                        Tego ze do tej pory robil cos,czyli co nie jest przystosowany
                        > do trzezwego zycia bez pomocy terapeutow i AA.

                        po co Ty w ogóle zadajesz takie pytania? po co Ci, do czego służą
                        tego typu stwierdzenia? próbujesz udowodnić jego mniejszość, po co?
                        masz niską samoocenę? przemyśl swoje zachowania, niekoniecznie moje
                        słowa

                        jeżeli (choć Twoje zachowanie wzbudza we mnie wątpliwość) taka
                        trzeźwość jest o kant rozbić, to gdzie jest Twoja? śmiem twierdzić,
                        że nie wyszedłeś nigdzie dalej i tacy ludzie Cię otrzeźwiają, ale
                        wolałbyś, żeby było odwrotnie
                        • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 21:06
                          Wychodze z zalozenia ze kazdy z nas rodzi sie wolnym czlowiekiem.A ja
                          szanuje swoja wolnosc i dlatego kiedy zrozumialem ,ze utracilem ja stajac sie
                          alko to aby ja odzyskac musialem przestac pic.Pomogla mi w tym terapia i
                          motingi,co zawsze podkreslam.Dalej moge sie cieszyc swoja wolnoscia,poniewaz nie
                          popadlem w druga skrajnosc uzalezniajac swoja trzezwosc od terapi czy
                          mitingow.Choc kiedy jestem w Polsce zawsze ide choc na jeden miting do swojej
                          grupy aby pogadac z przyjaciolmi...
                          • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 21:14
                            jak Cię czytam to rozumiem, że potrzebowałeś wsparcia by wyleźć na
                            wierzch i wrócić do życia, tak jak każdy alkoholik (nie alko z
                            motingów), wielu, których znam, korzystali z takiej drogi i szanuję
                            ich za to, co potrafili zrobić ze swoim życiem

                            facet stwierdził, że zbyt szybko poczuł się pewnie i zbłądził, a
                            nie, że potrzebuje terapii do końca życia, teraz potrzebuje, to
                            korzysta

                            dlaczego negujesz takie postepowanie, co ma ta negacja przynieść?
                            wiesz z czego wynika negacja?
                          • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 21:33

                            daleh:
                            Dalej moge sie cieszyc swoja wolnoscia,poniewaz nie
                            popadlem w druga skrajnosc uzalezniajac swoja trzezwosc od terapi czy
                            mitingow

                            moja wolnosc...bez pomagania innym...nie cieszyla by mnie tak...jak
                            w tej chwili:-)
                      • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 21:07
                        daleh...
                        mam jeszcze troche cierpliowsci do Ciebie...

                        Terapia w zyciu alkoholika...trwa jakis czas.
                        ale sluzy do tego aby poznac swoja chorobe...
                        nauczyc sie z niaz zyc...tak aby nie wracac do picia.

                        Mityngi AA...to program postepowania...i uwierz mi ze nikogo nie
                        moze zaprowadzic na manowce...tak samo jak postepowanie w zgodzie z
                        dekalogiem...

                        ja na poczatku potrzebowalam pomocy...
                        teraz chodze aby pomagac innym...

                        Przy okazji prowadze bardzo normalne zycie...

                        Pijanstwo z zadnym stopniu mi nie zagraza...
                        bo nie znam nikogo ...
                        Kto nie pije..
                        stosuje program AA
                        i pomaga innym...

                        aby zapil...

                        wybieram najlepsze dla siebie rozwiazania...najbardziej rokujace...
                        i nie kombinuje...bo w ten spsob powrot do picia mnie nie dotyczy.
                        zyje zupelnie bez strachu...

                        wlasnie mialam telefon.
                        facet po 8 latach abstynecji...
                        dwa detoksy...
                        dalej rura...
                        chce sie spotkac ze mna...

                        to swiadczy o tym kim jestem...
                        i ze jestem skuteczna..
                        • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 21:22
                          Podalas konkretny przyklad takze mojej ocenie i to zrobilem.
                          Dlatego nie rozumie dlaczego na tej podstawie sadzisz ,Ze podwazam Twoje
                          osiagniecia na polu trzezwosci.Tym bardziej ze nie mam o nich pojecia ...
                          A co do pewnosci cyt.Pijanstwo z zadnym stopniu mi nie zagraza...
                          > bo nie znam nikogo ...
                          > Kto nie pije..
                          > stosuje program AA
                          > i pomaga innym...

                          to mocna deklaracja...
                      • tranzyt80 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 22:08
                        Z reguly,kazdy AAalkoholik przestajacy z jakis tam wzgledow uczeszczac na
                        spotkania AA,siega wczesniej czy pozniej po alkohol.
                        Nastepuje ostre picie,ktorego intensywnosc i dlugosc jest w zasadzie wprost
                        proporcjonalna do dlugosc wczesniejszej abstynecji,statystycznie pojmujac.

                        Takie picie konczy sie w zasadzie zawsze tragicznie.

                        Dlatego ja jestem przeciwnikiem totalnej abstynecji,po oczywiscie dla kazdego
                        indywidualnym i wstepnym okresie niepicia.

                        Jarzmo dozgonnej totalnej abstynencji,zycia w nieustannym napieciu i strachu
                        przed pokuszeniem sie od lizniecia chocby tej jednej kropelki,sa w stanie
                        pokonac kazdego
                        Opieraja sie AA-owcy poprzez swoje duchowe programy,ale tez tylko przez jakis
                        czas(niekiedy dlugie lata),oraz osoby ktorych motywacja jest tylko i wylacznie
                        ich aktualna sytuacja rodzinna,takze czesto materialna.
                        Zarowno w ci motywowani przez AA jak i ci przez rodziny,do trzezwosci motywuje
                        ich glownie strach przed wlasna zaglada,porzuceniem przez rodzine itd.,albo
                        nauczyli sie wartosciowac otaczajaca ich rzeczywistosc w kategoriach kar i
                        nagrod,jako pochodzacych bezposrednio od obserwujacego ichniego "Boga".

                        Lecz zycie,jak wszyscy wiemy,nie jest banalne i proste,dlatego w szczegolnie
                        ciezkich momentach losowych,tam gdzie szczegolnie trudno je sobie wytlumaczyc w
                        przyjetych przez nich,
                        religijno-duchowych kategoriach,staje sie szczegolnym zagrozeniem dla AA-owcow.
                        Uwolnieni od swoich motywacji,zaczynaja PIC znowu,
                        na umor do przedwczesnej smierci!.


                        • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 22:18
                          Tranzyt:

                          Jarzmo dozgonnej totalnej abstynencji,zycia w nieustannym napieciu i
                          strachu
                          przed pokuszeniem sie od lizniecia chocby tej jednej kropelki,sa w
                          stanie
                          pokonac kazdego

                          nic takiego nie mam...i nie mialam...
                          dzis dziwie sie okrutnie jak ja moglam znajdowac przyjemnosc w piciu
                          alkoholu...ktory mi nota bene nigdy nie smakowal...
                          i od zawsze byl przyczyna zlego samopoczucia...

                          masochizm? ja mam za tym niby tesknic zyjac w nieustannym napieciu i
                          strachu? blagam Cie:-(
                          ja juz odzyskalam rozsadek...teraz rozkoszuje sie prawdziwymi
                          smakami zycia...polecam:-)
                        • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 22:45
                          Dlatego ja jestem przeciwnikiem totalnej abstynecji,po oczywiscie dla kazdego
                          indywidualnym i wstepnym okresie niepicia.
                          --------------------------------------------------
                          Po tylu wstepnych okresach niepicia chlalem kasacyjnie,ze raczej nigdy
                          nie pomysle aby sprawdzac wiarygodnosc Twojej teori.A z doswiadczenia wiem ,ze
                          nikomu jeszcze sie to nie udalo...Choc nie smiem watpic w Twoje mozliwosci...
                          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 00:51
                            Rozumiem o co chodzi Tranzytowi.
                            Gdy pomysle, ze jeszcze rok temu bylem przekonany, ze jak nawet
                            niechcacy wypije kieliszek wodki to umre w ciagu tygodnia, to nie
                            wiem, czy plakac czy sie smiac.
                            Szczerze mowiac jakies 2 czy 3 miesiace po terapii wypilem niejako
                            niechcay piwo bezalkoholowe, ale ze ma ono jakis tam pol procenta,
                            to po wypiciu wpadlem w panike.
                            oczywsicie moja teoria tyczy sie tylko tcyh, ktorzy nie maja jeszcze
                            reakcji- jeden kieliszek i ciag, czyli absolutnej 100 procentowej
                            tzw bezsilnosci,
                            oraz nie dotyczy tych, ktorzy nie zyja w terrorze zapicia.

                            Mowie o takich, ktorzy naoprawde w takim terrorze nie zyja, a nie o
                            deklaracjach- bo z tego co zauwazylem, program terapii racej
                            programuje na ten terror, co ja mowie- raczej- przeciez to jest jego
                            istota!

                            Jak ktos po prostu nie pije to co innego niz gdy nie pije
                            przekonany, ze gdy wypije to umrze. Bo wtedy, gdynaprawde wypije-
                            Bregula.

                            Oczywiscie dalej widze gleboki sens w niepiciu wcale czy
                            przynajmniej ograniczaniu na maksa- jak ktos potrafi...

                            Bo przeciez wcale nie chodzi o to, by wracac do brzydkiego picia.
                            Tego chyba nikt rozsadny ie chce.

                            Tylko paradoksem jest, ze im mniej tego sie chce tym bardziej to sie
                            zdaraz gdy juz ten moment przyjdzie...


                            wtedy smietnik i ciezko dociagnac do 40-tki, jak slusznie zuwaza
                            Deoand, dosyc obeznany w przypadkach pijakow co to zarzekaja sie ze
                            nie wypija a potem "Detoks wita po raz siodmy".
                            • tranzyt80 Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 10:09
                              Rozumiem o co chodzi Addiemu.

                              Najistotniejsze dla alkoholika jest nie pic wogole alkoholu.
                              Jak najefektywniej "poprosic" alkoholika aby przestal siegac po butelke ?
                              Zastraszyc go AA-owskim "Bogiem" ? NIE!,bo wiara pochodzaca z takich poziomow
                              prowadzi do roznego rodzaju,powstalych na duchowo-religijnym tle zaburzen
                              psychicznych,psychoz-strachu,mysli natretnych czy tez czynnosci
                              przymusowych.Taki stan rzeczy predzej czy pozniej zaprowadzi do katastrofalnego
                              w skutkach zapicia.Zapicie jest tu niczym inny jak podswiadoma obrona psychiki
                              przed czyms w gruncie rzeczy dla niego obcym,czyms na co w normalnych warunkach
                              nigdy by sie nie zgodzil.

                              Zastraszyc alkoholika bezdomnoscia,porzuceniem przez zone i rodzine?
                              NIE!Bo tak zastroszony czlowiek zniza swoja psychike do poziomu raz a dobrze
                              skatowanego psa,staje sie posluszna "bestia",ale tylko do czasu kiedy to lancuch
                              jeszcze nie przedzerwial.Odzyskawszy wolnosc,"Bestia" pierwsze swe kroki
                              skierowuje do baru,na to przeciez,owiniety w becik wiary i swietobliwosci i
                              niekiedy cale lata czekal i "cierpial"...

                              Niepicie alkoholu jest fajne i otwiera przed alkoholikiem nowe obszary
                              zycia,czesto zupelnie nie znane mu wczesniej.
                              Ale dzieki naprawde DOBROWOLNEJ trzezwosci.Alkoholik musi nie chciec pic z
                              siebie samego.Bez jakichkolwiek instrumentow terroru religijno-duchowego czy
                              rodzinno-psychicznego.Bo tylko taki czlowiek jest w stanie wyzdrowiec,czyli
                              pojac i zaczac dostrzegac na czy glownie polegalo jego bledne wczesniejsze
                              postepowanie.

                              Tylko ten czlowiek uzalezniony,ktory ma mozliwosc otrzymac a takze i dawac duzo
                              milosci,ktory jest jeszcze w stanie zaakceptowac i pokochac,na zdrowy
                              sposob,siebie samego,
                              jest w stanie raz na zawsze przezwyciezyc uzaleznienie.

                              Czlowiek nie bylby czlowiekiem,gdyby nie mial swiadomosci,wolnej woli,i calej
                              gamy przeroznych mozliwosci do wyboru.
                              Jest skazany na wybieranie,bo musi swoje zycie nieustannie zmieniac na
                              lepsze,poprawiac chocby egzystencje swoich dzieci.Nasze zycie jest juz tak
                              skonstruowane,ze egzystowac w nim,po pijanemu,sie nie da.
                              Nalogowe picie prowadzi do wynaturzonego zycia,psychicznej zaglady
                              najblizszych,czyli do zbeszczeszczenia tego co najdrozsze.
                              Jedynym usprawiedliwieniem niektorych jest to,ze wiekszosc alkoholikow nie zdaje
                              sobie z tego sprawy.

                              A co z cala reszta?Co z tymi,ktorzy posiedli cala wiedze o alkoholizmie i mimo
                              wszystko(dalej chca) siegaja po butelke?!


                              Co z tymi,ktorzy nigdy nie pogodzi sie ze swoim alkoholizmem i dozgonna
                              abstynecja...chocby z samego faktu ZAKAZU?
                              Czy takim ludziom,odpowiednio przygotowanym i nastawionym
                              (ze nie ma zgonu po pol szklance piwa,ze Pan Bog piorunem nie rzuci,nie potepi
                              na amen)
                              nie nalezy sie
                              inne podejscie do "alkoholoterapii" ?
                              • aniolparys Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 10:45
                                Rozumiem o co chodzi Tranzytowi.
                                Całkiem rozsądnie jak na alkoholika.
                                Tylko ta końcówka.

                                tranzyt80 napisał:

                                > Czy takim ludziom,... nie nalezy sie
                                > inne podejscie do "alkoholoterapii" ?


                                Nie należy się Tranzycie. Nic się alkoholikowi nie należy. Jak się z tym
                                pogodzisz, znajdziesz być może siłę w sobie. Żeby przestać być "takim" człowiekiem.
                                • tranzyt80 Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 13:19
                                  aniolparys napisał:
                                  > Rozumiem o co chodzi Tranzytowi.

                                  -:))),sam widze,ze uzyta przeze mnie budowa i skladnia zdan po polsku,pozostawia
                                  duzo do zyczenia,co wplywa na zagmatwanie przedstawianych i reprezentowanych
                                  przeze mnie pogladow. Zareczam,ze staram sie jak moge,nawet czesto przy uzyciu
                                  slownika polskiego.


                                  > Nie należy się Tranzycie. Nic się alkoholikowi nie należy. Jak się z tym
                                  > pogodzisz, znajdziesz być może siłę w sobie. Żeby przestać być "takim" człowiek
                                  > iem.

                                  -Parysie,jezeli chodzi o mnie,to ja,co prawda od dopiero niedawna, znalazlem w
                                  mojej walce z alkoholizmem to,co zawsze szukalem,po czesci swiadomie,po czesci
                                  nieswiadomie(zbieg wydarzen?:),
                                  nie pije alkoholu sam z siebie.
                                  Ja generalnie "dzisiaj" nie pije,ale "dzisiaj" tez wiem,ze moge,moge w kazdej
                                  chwili wejsc do restauracji,wypic piwo(nie wiecej!!!) i isc z calym spokojem
                                  dalej do pracy.Ale bron mnie panie boze wypic cos wiecej,cos mocniejszego,wtedy
                                  poczuwam niekontrolowana chec picia dalej(raz wlaczona plyte rozrywkowa nie
                                  zaglusze juz rozsadkiem),wtedy nie mam juz hamulcow,
                                  wtedy zdaje mi sie "wszystko kontrolowac",i z wynikajacych z picia alkoholu
                                  problemow robia sie problemiczki,problemusie...

                                  Dla mnie sama swiadomosc,moznosci wypicia jednego piwa,bez wpadniecia w jakis
                                  kilkudniowy cug,jest wlasnie furtka do trwalej trzezwosci,a co za tym idzie,
                                  (czyli owo wyzwolenie sie ze strachu przed alkoholem,staniecie prosto na
                                  nogach,po zrzucenia z siebie tego tonowego balastu,garba alkoholizmu,duszacego
                                  dzien w dzien,noc w noc)

                                  to poczucie normalnosci,ze sie nareszcie zyje tak,jak
                                  sie kiedys marzylo.
                              • aaugustw Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 13:42
                                tranzyt80 napisał:
                                > Rozumiem o co chodzi Addiemu.
                                > Najistotniejsze dla alkoholika jest nie pic wogole alkoholu.
                                - - - - - - - - - - - - -
                                To rozumieja nawet dzieci tego alkoholika...!
                                ____________________________________________.
                                tranzyt80 napisał dalej:
                                > Jak najefektywniej "poprosic" alkoholika aby
                                przestal siegac po butelke ?
                                - - - - - - - - - - - - - -
                                To on sam musi o to poprosic...!
                                ____________________________________________.
                                tranzyt80 napisał dalej:
                                > Co z tymi,ktorzy nigdy nie pogodzi sie ze swoim alkoholizmem i
                                dozgonna abstynecja...chocby z samego faktu ZAKAZU?
                                - - - - - - - - - - - - -
                                Taki ma juz tylko dwa wyjscia: smierc, albo oblakanie.
                                _____________________________________________________.
                                tranzyt80 napisał dalej:
                                > Czy takim ludziom,odpowiednio przygotowanym i nastawionym
                                > (ze nie ma zgonu po pol szklance piwa,ze Pan Bog piorunem nie
                                rzuci,nie potepi na amen) nie nalezy sie inne podejscie
                                do "alkoholoterapii" ?
                                - - - - - - - - - - - -
                                Po co takim, ktorzy potrafia pic kontrolowanie - terapia...!?
                                Chcesz tez byc pasozytem spolecznym i wykorzystywac uczciwych
                                podatnikow, robic sobie z terapii sanatoria wypoczynkowe...!?
                                A...

                                • beka.smiechu-w.sali.obok Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 13:46
                                  august:
                                  Taki ma juz tylko dwa wyjscia: smierc, albo oblakanie.


                                  gadal dziad do obrazu


                                  dalej:

                                  Po co takim, ktorzy potrafia pic kontrolowanie - terapia...!?
                                  Chcesz tez byc pasozytem spolecznym i wykorzystywac uczciwych
                                  podatnikow, robic sobie z terapii sanatoria wypoczynkowe...!?
                                  A...


                                  A po co takiemu jak Ty wiczne trzezwienie na koszt podatnikow?
                                  Kazdy czlowiek musi sobie sam radzic z problemami, a Ty z jakiej
                                  paki masz miec na wszystko prywatnego psychologa co podpowie co
                                  robic?
                                  A w ogole z jakiej paki jako podatnik mam placic za
                                  czyjes "doskonalenia duuchowe"?
                                  Kosciol utrzymuje sie z tacy, AA z kapelusza, terapia niech idzie w
                                  pizdu.
                                  • tranzyt80 Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 19:03
                                    AAugustw jest niepijacym alkoholikiem od ok.15 lat,
                                    z jednym tylko okresem przerwy(kiedy dal sie "skusic" w pracy).

                                    Sam twierdzi,ze zna wszystkie mechanizmy tej choroby smiertelnej
                                    choroby,alkoholizmu.A "prawdziwego" alkoholika jest dzisiaj w stanie
                                    rozpoznac(wyczuc;) "na kilometr".Swiadczy to tylko o jego znajomosci tematu.

                                    Swoja osobista trzezwosc zawdziecza AA,jak sam niezmordowanie podkresla.Zna na
                                    pamiec wszystkie kroki,oraz cale partie z AA-owskich tradycji.Przeczytal
                                    niezliczone strony z literatury AA-owskiej.
                                    Zna setki,jak nie tysiace,alkoholowych zyciorysow.Poswiecil ogrom czasu na
                                    bezposrednie rozmowy z terapeutami,psychiatrami i niepijacymi
                                    alkoholikami.Liczbe jego postow trzeba liczyc w tysiace.


                                    Mozna by smialo powiedziec,AAugusta w dzedzinie alkoholizmu nikt nie jest w
                                    stanie zaskoczyc.Wie i rozumie wszystko!Sam tak nieustannie trabi.
                                    A kto sie z nim nie zgadza,badz odwrotnie,on uwaza inaczej,zostaje od razu przez
                                    AAugusta zatrabiony.I to z cala moca w plucach.Chce postawic na swoim.Gotow
                                    nawet opluc... :)


                                    Do czego zmierzam?Chce postawic pytanie.

                                    Czlowiek posiadajacy taka wiedze,ogromne doswiadczenie,poznawszy wszystkie
                                    zakamarki i mechanizmy swojego wnetrza,koniec z koncem nadal boi sie wypic nawet
                                    odrobiny alkoholu.Dlaczego?!

                                    Dlaczego taki czlowiek nie jest w stanie pozwolic sobie nawet na jakies jedno
                                    piwo?Koniec z koncem nic sie przeciez nie stanie?
                                    Jego "swiety" swiat przeczystej trzezwosci sie nie zawali.Przeciez to tylko
                                    troche tolerancji do siebie samego.

                                    Nie rozumie,dlaczego w instytucjonalizowanym leczeniu alkoholizmu, nieustajaca
                                    trzezwosc urasta do rangi swietosci,ktorej nie mozna niech sie dzieje co
                                    chce,nawet na chwile przerwac?

                                    Juz same wyliczanki,jak dlugo to sie nie pilo,brzmi jakos podejrzanie.A dzien w
                                    ktorym pilo sie ostatni raz,staje sie data swieta.Nawet wyliczanie ile dni pilo
                                    sie w ciagu ostatniego roku(dziesieciu lat) wydaje sie idiotyzmem.

                                    To na tyle :P


                                    • aniolparys Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 19:51
                                      tranzyt80 napisał:

                                      > Dlaczego taki czlowiek nie jest w stanie pozwolic sobie nawet na jakies jedno
                                      > piwo?Koniec z koncem nic sie przeciez nie stanie?

                                      Komplikujesz Tranzyt.
                                      Sprawa jest prosta. Nie pije bo wie. Alkoholik nie kontroluje ilości wypitego
                                      trunku.
                                      Alkoholików dzielimy na tych, którzy piją i na tych co nie piją. Nie ma nic
                                      pośredniego.
                                      Naprawdę nie ma w tym żadnej tajemnicy.
                                      Chyba, że ktoś chce wymyślić alibi dla swojego picia. Ale w tym kombinowaniu nie
                                      ma niczego oryginalnego. Banał miliony razy powtarzający się. Nawet aaugustw to
                                      wiedział.
                                    • e4ska Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 19:51
                                      Ja rozumiem nie-picie, nie-alkoholizm czy alkoholizm nieczynny zarówno jako
                                      abstynencję stuprocentową, jak również picie bardzo ograniczone - np. zażywanie
                                      lekarstw, lampka wina, jedno piwo na całą noc zabawy. Oczywiście, kiedy czytam,
                                      że ktoś chciałby dwa piwa co wieczór, to mi sie wydaje rzeczą śmieszną...
                                      alkoholizm typowy - codziennie dwa piwa to spora dawka. Ale już piwo na
                                      przyjęciu całonocnym... na ostatnim weselu chłopak wypił jedno piwo zaraz z
                                      początku, nad ranem jechał samochodem - był trzeźwy. Ja wypiłam przez dwa dni
                                      wesela nie więcej niż 70 gram wina półwytrawnego 12 wolt:) z wodą mineralną
                                      gazowaną - tym wznosiłam toasty i "odpijałam". Żadnych oznak upicia nie
                                      zaobserwowałam, żadnego kaca ani żadnych głodów. Ale to jest wyjątkowa sytuacja,
                                      na co dzień nie piję nic. Pewnie w domu - tak dla siebie - byłoby dla mnie
                                      szalenie niebezpiecznie... igranie z ogniem. Wiem, że niektórzy po przyjęciu
                                      mojego sposobu postępowania mogliby upić sie i wpaść w ciąg, narozrabiać... więc
                                      każdy alkoholik musi znać swoje możliwości - i są one, niestety, zawsze
                                      niewielkie. Tutaj cudów nie ma.

                                      Abstynencja stuprocentowa jest najbezpieczniejsza - ale nie każdemu odpowiada...
                                      a nawet - bywa zbyt wielkim ciężarem. Każdy alkoholik ma inaczej... a jak? cóż,
                                      ryzyko zawsze istnieje. Nie wiesz - nie kuś losu. Wiesz - to przestrzegaj
                                      bezpiecznej dawki - czyli: panuj nad sobą.
                                      • tranzyt80 Re: zycie w terrorze abstynencji 13.11.07, 21:09
                                        e4ska napisała:
                                        Ja wypiłam przez dwa dni
                                        > wesela nie więcej niż 70 gram wina półwytrawnego 12 wolt:) z wodą mineralną
                                        > gazowaną - tym wznosiłam toasty i "odpijałam". Żadnych oznak upicia nie
                                        > zaobserwowałam, żadnego kaca ani żadnych głodów


                                        -Dlatego z taka wyczuwalna lekka swoboda piszesz o swoim dawniejszym
                                        alkoholizmie i o obecnych systemach ostrzegawczych.Do swojego alkoholizmu
                                        podchodzisz diametralnie inaczej,niz zastraszone osoby po terapiach.Twoj
                                        dzisiejszy stosunek do alkoholu wypracowalas tylko dla siebie samej i nie jest
                                        on do powtorzenia,do skopiowania.Tu kazdy odpowiada za siebie.
                                        Ja wiem i Ty wiesz,kazdy z osobna i na na swoj sposob,ze alkoholu nie bedzie nam
                                        mozna pic do konca zycia.I cieszymy sie z tego chyba rownie mocno co Ariel lub
                                        AAugustw z Ela razem wzieci :)
                                      • daleh Re: zycie w terrorze abstynencji 22.11.07, 21:17
                                        Abstynencja stuprocentowa jest najbezpieczniejsza - ale nie każdemu odpowiada...
                                        a nawet - bywa zbyt wielkim ciężarem. Każdy alkoholik ma inaczej... a jak? cóż,
                                        ryzyko zawsze istnieje. Nie wiesz - nie kuś losu. Wiesz - to przestrzegaj
                                        bezpiecznej dawki - czyli: panuj nad sobą.
                                        --------------------------------------------------------
                                        Twoje nazwijmy to przemyslenia moga okazac sie niebezpieczne.Jezeli ktos nie
                                        jest do konca przekonany ,ze temat picie kontrolowane jest dla niego
                                        zamkniety,to pod wplywem Twojego postu ,moze sprobowac jak jest z nim ,co moze
                                        go bardzo wiele kosztowac.Dlatego Twoje rewolucyjne czy rewelacyjne pomysly
                                        proponuje potecjalnym nasladowca,
                                        aby dlugo pomysleli czy warto wypic ten pierwszy kieliszek.Ja wiem napewno ze
                                        tego nie chce zrobic,co wcale nie jest spowodowane strachem przed konsekwencjami
                                        a zdrowym rozsadkiem.
                                        Pozdrawiam...
                                        • e4ska Re: zycie w terrorze abstynencji 22.11.07, 23:53
                                          I to jest wielki problem: co jest bardziej niebezpieczne - kłamstwo, że
                                          alkoholik po lampce szampana czy po piwie (ja nigdy nie wypiłam piwa po wejściu
                                          w krainę trzeźwości, ale próbowałam kilka razy smaku jakiegoś wyszukanego
                                          specjału) wpadnie w ciąg, czy kłamstwo w dobrej wierze czynione.

                                          Ja nie naśladuję nikogo - wiem, że niektórzy alkoholicy potrafią zrobić sobie
                                          nawet coś w rodzaju ciągu kontrolowanego - tydzień picia i trzeźwienia, inni
                                          wypiją wódkę i nie poprawią - ale to nie dla mnie. Myślę też, że są i tacy,
                                          którym nie wolno spożyć ani łyżeczki syropu czy czekoladki z likierem.

                                          Może to zależy od nastawienia? Że dla kogoś "na głodzie", obsesyjnie
                                          potrzebującego alkoholu, najbardziej gorzkie lekarstwo będzie pożądane - jako
                                          pretekst do upicia się? Że będzie poszukiwał zapachu alkoholu, będzie kupował
                                          lody z rumem, pożerał bigos z winem czy krem tiramisu.... nie dla leczenia czy z
                                          apetytu, tylko z dna swojego alkoholizmu?

                                          Byla juz kiedyś wielka dyskusja - i ja, nie wiedząc, że lampka szampana jest
                                          występkiem przeciw abstynencji, także utrzymywałam - niemozliwe... ale teraz
                                          myślę inaczej.

                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=30554653&v=2&s=0
                                          Chyba że ci alkoholicy zdiagnozowani nie są alkoholikami? ja jestem alkoholiczką
                                          - i wcale mi nie to nie przeszkadza na co dzień i w niedzielę:)
                                            • aniolparys Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 06:46
                                              e4ska napisała:

                                              > czyli kłamstwo w dobrej wierze czynione - albo prawda odmienna od wpajanych nam
                                              > zasad bezwarunkowej abstynencji?

                                              Wikipedia (i zdrowy rozsądek): "Alkoholizm, inaczej uzależnienie od alkoholu lub
                                              choroba alkoholowa – choroba polegająca na utracie kontroli nad ilością
                                              wypijanego alkoholu."
                                              Nikt mi niczego nie wpajał. Przestałem pić, gdy uznałem, że nie potrafię
                                              kontrolować ilości wypijanego alkoholu.
                                              Ty proponujesz, żebym zaczął próbować - a może jest taka ilość, nad którą zapanuję?

                                              Ile razy czytam takie (powracające jak bumerang) wpisy mam nieodparte wrażenie,
                                              że autor zaczął pić i próbuje publicznie znaleźć potwierdzenia, że panuje
                                              jeszcze nad swoim piciem.
                                              • ela_102 Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 08:17
                                                Dla mnie alkohol przestal miec jakakolwiek wartosc...
                                                nie istnieje dla mnie jakos cos czego pragne...
                                                tak samo papieros...
                                                Wrocil mi rozsadek...i rozsadne podejscie do wielu produktow...
                                                Moje zdrowie i chec fajnego (doswiadczonego juz gleboko) zycia jest
                                                NAJWAZNIEJSZE...
                                                Po co mi lampka szampana?
                                                po co mi fajka ?

                                                kompletnie do niczego...
                                                • janulodz Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 09:14
                                                  Dla mnie też tak, jak u Parysa zaprzestanie kontroli nad ilością wypijanego
                                                  alkoholu, była najważniejszym objawem mojej choroby, bo właściwie, gdybym umiał
                                                  się kontrolować to nie miałbym problemu. Mógłbym sobie spokojnie wypić
                                                  schłodzone piwo z oszronionej szklanki w upalny dzień, szampana na weselu,
                                                  drinka z koleżką w knajpie, czy winko do kolacji przy świecach.
                                                  Tylko to się nigdy tak nie kończyło. Zawsze był "ciąg dalszy".
                                                  Z drugiej znów strony świadomość zachowania całkowitej abstynencji, niejako
                                                  sprowadza nas alkoholików, do "gorszej" kategorii, bo obciążonej ułomnością
                                                  możliwości napicia sie, stosowania i przebywania w otoczeniu wyrobów o
                                                  wdzięcznym dla oka każdego pijaka wzorze C2H5OH.
                                                  Ta świadomość powoduje, że możemy odczuwać dyskomfort z powodu naszej ułomności.
                                                  Próby ze spożywaniem alkoholu po zaprzestaniu "spożycia" i nabrania jakoby
                                                  przeświadczenia o wyrobieniu w sobie zdolności do picia kontrolowanego uważam za
                                                  ryzykowne i wręcz niebezpieczne, bo jak uczy doświadczenie powielane w
                                                  setkomilionowych osobniczych wydaniach nie przyniosło nigdy pozytywnego efektu.
                                                  Opieram swoją wiedzę o alkoholu o te doświadczenia i nie zaryzykuję.
                                                  Jednakże demonizowanie wpływu tej substancji na nasze życie uważam za przesadne.
                                                  Dziesiątki razy od zaprzestania samobójczego spożywania alkoholu miałem z nim do
                                                  czynienia pod różną postacią i nic się nie stało.
                                                  Jadłem czekoladki, piłem syropy, spożywałem nasączone torty, moczyłem usta w
                                                  szampanie pozwalając sobie nawet na ich oblizanie, jadłem bigosy na winie i
                                                  pieczyste podlewane alkoholem, używałem spirytusu do celów technicznych i
                                                  medycznych, jednak nigdy nie podejmowałem prób mających określić moją zdolność
                                                  powrotu do picia kontrolowanego.
                                                  Uważam, ze taka odrobina komfortu psychicznego jak możliwość tolerowania
                                                  wszechobecnego alkoholu powoduje, ze nie czujemy się gorsi, wyalienowani i
                                                  możemy funkcjonować, jak dawniej.

                                              • e4ska Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 09:48
                                                Parysie, zawsze liczę sie z twoim zdaniem - jako ze zdaniem człowieka rozsądnego
                                                i nie schlebiającego nikomu.

                                                Tym razem wróćmy do naszej krynicy mądrości pijackiej, do Augusta. Proponował on
                                                podział na drobnopijoków i alkoholików:)Z tym, że drobnopijok według Augusta
                                                jest trzeźwy bez AA, natomiast alkoholik z AA. A może jest tak, że prawdziwy
                                                alkoholik to taki, który w ogóle nie przestaje pić? nie potrafi? mimo odwyków,
                                                terapii, esperalu i ślubowań? Cały czas jest głodny? To, co ja odczuwam w ciągu,
                                                on czuje cały czas? I dla niego nawet mityng jest wyzwalaczem...

                                                W takiej sytuacji żadne z naszych doświadczeń na nic sie nie przyda - ani ichnia
                                                aowska księga. Bo co ma gadanie do głodu? tutaj tylko piguła...

                                                "Nikt mi niczego nie wpajał. Przestałem pić, gdy uznałem, że nie potrafię
                                                kontrolować ilości wypijanego alkoholu.
                                                > Ty proponujesz, żebym zaczął próbować - a może jest taka ilość, nad którą
                                                zapanuję?"

                                                Tym razem piszesz głupstwa. Ja ci proponuję picie? Masz sprawdzać, ile możesz
                                                wypić? A po co tobie sprawdzać, jak ty wiesz, że nic nie możesz i - co jest
                                                najważniejsze - właśnie ty, ze swoim stabilnym charakterem podjąłeś decyzję, że
                                                NIC. W twojej sytuacji życiowej alkohol jest zbędny - nie jesteś Tranzytem ani
                                                Addim, masz inne podejście do świata.

                                                "Ile razy czytam takie (powracające jak bumerang) wpisy mam nieodparte wrażenie,
                                                > że autor zaczął pić i próbuje publicznie znaleźć potwierdzenia, że panuje
                                                jeszcze nad swoim piciem".

                                                Trudno - na twoje wrażenie nic mogę wpłynąć. Ale wiedz, że gdybym zaczęła pić,
                                                nie byłabym w stanie cokolwiek napisać - prawdopodobnie nie wylizałabym się - w
                                                ciągach zupełnie traciłam kontrolę i pół litra starczało mi na parę godzin...
                                                kompletna katastrofa. Nie tęsknię za piciem, bo bawię sie inaczej - a że kogoś
                                                może zdumiewać moje 70-80 gram wina łącznie na weselu i poprawinach - niech sie
                                                dziwi...jak dotąd, nic mi nie jest. Nie uruchomiła sie we mnie żadna chemia,
                                                natomiast emocjonalnie jestem stabilna. Gdyby to miały być ostatnie gramy w moim
                                                życiu, nic by mnie nie obeszło... picia nie planuję - jakby co.

                                                Cały dowcip polega na tym, że alkoholicy są różni. Jeden ze znajomych (nie z
                                                Łodzi) przestał pić ponad trzy lata temu. Leczony. Żona zaprowadziła do AA, na
                                                terapię - ambulatoryjną. Kieliszki wyrzucone. Żadnych imprez z alkoholem.
                                                Towarzystwo aowskie i al-anonowskie. Pomagał w stylu jarasa. Ale wypił jedno
                                                jedyne piwo - tak jakoś... w ogrodzie, z kumplem, co to przybył z emigracji...
                                                na początku września. Ostatnio znaleziono go przed domem - bez spodni, do kolan
                                                oblepionego odchodami, wstrętnego wyziębionego lumpa... żyje i pije, ale ma
                                                zamiar się powiesić.

                                                Jego zgubiło jedno piwo.

                                                Wniosek? Przez trzy lata kontrolował nawet głupie miętówki, żeby tak nagle
                                                paść... a ja napiłam się szampana w czerwcu, po sześciu tygodniach abstynencji -
                                                i nie piję.

                                                Alkoholizm to bardzo indywidualna przypadłość. Po co zaprzeczać faktom? jeden
                                                wyjdzie cało nawet po półlitrowym seansie - tak tak, a drugiego zabije czekoladka.

                                                I nie ma żadnej pewności sprawdzenia, zanim...
                                                W tym rzecz.
                                                • ela_102 Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 10:04
                                                  Alkoholzim nie jest przypadloscia...ani wada charakteru...
                                                  to choroba ze swoim numerem statystyczneym...
                                                  Podejscie do alkoholizmu natomist to sprawa psychiki...
                                                  Augustowi w tym podziale chodzilo o to...ze Ci ktorzy mysla o
                                                  alkoholizmie z "lekkoscia" i "poblazliwoscia"...to tacy alkoholicy
                                                  ktorzy nie dostali jeszcze zbyt mocno po tylku...i pragna jeszcze
                                                  sprawdzac dzialanie alkoholu na sobie...bez wzgledu na powody jakie
                                                  nimi powoduja...
                                                  Alkoholik ktory dostal po lbie parzadnie i poczul jak sie odbija od
                                                  paskudnego dna...nie chce juz niczego oprocz normalnego "darowanego"
                                                  mu zycia...

                                                  janu napisales ze "zyc tak jak kiedys"...
                                                  ja nie chce juz nigdy...
                                                  Wszystko zmienilo sie w moim zyciu...wszystko...
                                                  zmiany ktorych ja chcialam...pod wplywem uswiadomienia
                                                  sobie "powodow" dla ktorych pilam...sa ogromne...i szczesciodajne...

                                                  ale ty oczywiscie mozesz miec inaczej:-)
                                                  dobrego dnia...
                                                  ja dzis smutna...bo "slomania" do poniedzialku:-(
                                                • ela_102 Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 10:12
                                                  Eska:
                                                  Jego zgubiło jedno piwo.

                                                  nie to piwo go zgubilo...ale wszystko to co mialo miejsce przed jego
                                                  wypiciem...
                                                  pomagam teraz facetowi ktory po 8 latach ...miarkowal przez 2 lata..
                                                  a od roku nie moze sie zatrzymac...ma wiele "przemyslen" o ktorych
                                                  nie bede pisala...bo zaraz ktos stwierdzi ze sa tendencyjne...
                                                  dosc ze ja sluchajac jego wiem...czego nie zrobil...aby utrzymac
                                                  abstynecje...Zycie alkoholika pijacego to ROZPACZ...CIERPIENIE...
                                                  potworne...i ciekawe ze potrafil mnie znalezc...mimo wszystko..
                                                  zobaczymy co bedzie dalej..narazie ma same kopy...i troche
                                                  koniecznej nadziei odemnie...
                                                • aniolparys Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 10:34
                                                  Tworzenie fetyszu z niepicia jest złe. Tu zgadzamy się. Też nie unikam tortu
                                                  tylko dlatego, że jest nasiąknięty rumem. Wyniesienie alkoholu na cokół,
                                                  modlenie się do niepicia, nadanie mu jakichkolwiek fatalnych własności leżących
                                                  poza człowiekiem jest, jak każdy fanatyzm, zabójcze. Także dla fanatyka.
                                                  Chwilowe złamanie ślubu czystości grozi zapiciem się na amen.

                                                  Z drugiej strony będę protestował przeciwko jakiemukolwiek przyzwoleniu
                                                  alkoholika na -picie- alkoholu. Nawet nalewki na pokrzywach, jeżeli możliwe jest
                                                  jakiekolwiek podejrzenie, że to nie o pokrzywy chodzi. Tu nie ma kompromisów.
                                                  Alkoholik albo pije albo nie. Nie ma alkoholika pijącego okazjonalnie. Różnica
                                                  między 70-80g wina a 700-800g nie jest znów taka duża. Po 70 gramach to nie
                                                  alkohol zdobywa władzę nad alkoholikiem, ale alkoholik na zmienioną ocenę
                                                  ryzyka. Dlaczego skończyłaś na 70 gramach a nie 140? przecież to tylko dwa razy
                                                  tyle niż nic, czyli też nic?
                                                  Nie eksperymentuje się swoim życiem.
                                                  • e4ska Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 12:34
                                                    "Różnica
                                                    > między 70-80g wina a 700-800g nie jest znów taka duża".

                                                    Parysie - różnica jest OGROMNA! 800 gram - flaszka wina - po takiej ilości Tynia
                                                    szukałaby dziś innej moderatorki... ku radości tego czy owego:)

                                                    "Dlaczego skończyłaś na 70 gramach a nie 140? przecież to tylko dwa razy
                                                    > tyle niż nic, czyli też nic?"

                                                    dodam:

                                                    Dlaczego nie wypiłam przedwstępnego klina w piątek, mimo że byli chętni do
                                                    uczynienia tegoż w moim towarzystwie?

                                                    dlaczego, koneserem będąc, nie wypiłam dla smaku bardzo drogiego "koniaka" przed
                                                    ślubem, choć mi nalano?

                                                    dlaczego nie wypiłam szampana?

                                                    ani wódki?

                                                    ani w niedzielę, ani w poniedziałek "nie klinowałam" z rodzinką i znajomymi?

                                                    I jeszcze raz:
                                                    "Dlaczego skończyłaś na 70 gramach a nie 140? przecież to tylko dwa razy
                                                    > tyle niż nic, czyli też nic?"

                                                    bo: szklanka z wodą mineralną, zabarwiona winem na różowo, pozwoliła innym nie
                                                    odczuwać granicy - że teraz nie jestem ta sama kumpela od picia... pamiętano, ze
                                                    zawsze lubiłam wino z wodą, tyle że kiedyś było to w stosunku 3:1 oraz niejedna
                                                    szklanka. Więc miałam święty spokój - nikt mnie nie zmuszał do picia
                                                    czegokolwiek innego ani nie pytał: dlaczego???

                                                    Natomiast jest jedno wielkie zastrzeżenie: mnie nie zaszkodziło moje
                                                    postępowanie, ale tobie - może. Wiem, że ktoś sobie całe piwo strzeli - i nie
                                                    zrobi sobie krzywdy... a ja bym sie już głupiej szklanki piwa bała - nawet mi do
                                                    głowy nie przyszłoby zaryzykować.

                                                    Mimo że ja - alkoholik i ten ktoś - też alkoholik.
                                                  • e4ska Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 13:58
                                                    Cóż - drobnopijaństwo jest chorobą śmiertelną, nieodwracalną, podstępną i
                                                    degradująca psychicznie, fizycznie, społecznie, genetycznie, kosmicznie,
                                                    seksualnie, finansowo, estetycznie, duchowo i na drugą nogę... Deo kochany...
                                                    gdzie ta flaszka royalu z Zegrza??? - pytam po dobroci... się nie wymiguj, że
                                                    sam wypiłeś:(((
                                                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 16:55
                                                    Re: Kontrolowane picie
                                                    paulsixtus 10.04.06, 02:17 > kac juz był, klin również, ciągi
                                                    byŁy, teraz już tego nie ma,

                                                    Jesli byly i nie ma - to będą. Na sto procent.
                                                    pozdrawiam
                                                    PaulSixtus


                                                    Oto jest istota leczenia "kontrolowanego picia":)



                                                    A powaznie, nalezaloby zaczac od postawienia dwoch pytan, a potem
                                                    trzeciego:
                                                    Pytanie pierwsze:
                                                    Czy kazdy kto utracil kontrole nad picie, to alkoholik?
                                                    Odpowiedz mysle oczywista.
                                                    Pytanie drugie:
                                                    Czy kazdy alkoholik utracil kontrole nad picie?

                                                    Wedlug terapeutow, odpowiedz na to pytanie "TAK" wynika z odpowiedzi
                                                    na pytanie pierwsze, co jest logicznym bledem opartym na
                                                    nieumiejetnym wnioskowaniu.

                                                    Odpowiedz na to pytanie zalezy od definicji alkoholizmu. Przy
                                                    waskiej definicji- ze alkoholizm to utrata kontroli nad piciem-
                                                    odpowiedz jest tak.
                                                    Przy szerszej definicji- odpowiedz brzmi NIE.

                                                    Jezeli terapeuci stosuja waska definicje, to nie wiem po co widnieja
                                                    te "drzewka" rozwoju alkoholizmu, gdzie pierwszym etapem jest "
                                                    szukanie okazji do wypicia" a ostatnim "degradacja spoleczna i
                                                    moralna".

                                                    Czy "szukajacy okazji" i "zdegradowany spolecznie i moralnie" w
                                                    takim samym stopniu utracili kontrole nad piciem?

                                                    To chyba jakis nonsens.

                                                    I dalej- jezeli definiujemy alkoholika wedlug kryterium "utraty
                                                    kontroli" tpo dlacego do osrodkow przyjmuje sie tych, co jej nie
                                                    utracili?


                                                    I tu czas na pytanie trzecie- w kategorii "proroctwa".

                                                    czy zawsze ten, kto "szuka okazji do picia" stanie sie
                                                    tym "zdegradowanym moralnie"?

                                                    Innymi slowy, w obszarze kontroli pciia- czy tego co szuka okazji,
                                                    warto przekonac do abstynencji, bo predzej czy pozniej i tak na
                                                    pewno straci kontrole- czy tez nie musi sie tak stac.

                                                    AA i terapie stoja na stanowisku, bazujacym na doswiadczeniach
                                                    legendarnych milionow alkoholikow, ze tak sie musi stac.
                                                    Niekt nie mowi, ze te miliony alkoholikow to tylko Ci, u ktorych tak
                                                    bylo- bo jesli u kogos tak nie bylo- to nie znalazl sie w rejestrze.

                                                    Wiec tak naprawde jest to wrozenie z fusow, jezeli mialoby to miec
                                                    jakas wartosc naukowa to nalezaloby uzywac terminow typu "zwiekszone
                                                    ryzyko", "grupa ryzyko", czy nawet "duze prawdopodobienstwo".

                                                    ale terapeuci stosuje terminologie nieco mniej naukowa, czego
                                                    doskonalym przyladem jest wpis Paulsixtusa zacytowany na wstepie.

                                                    Dziekuje.

                                                    Jezeli zalozymy, ze

                                                  • tenjaras Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 18:40
                                                    dlaczego, dlaczego, dlaczego...

                                                    nie znam rzeczywiście trzeźwych alkoholików, którzy mają tyle
                                                    dylematów nad alkoholem, dla mnie również alkohol to przeszłość

                                                    znam natomiast sporo mających takie dylematy, nazywam ich walczących
                                                    z alkoholem, może pijani nie są, ale trzeźwi również nie, ponieważ
                                                    trzeźwość to dla mnie coś więcej niż dylemat o upijaniu się lub nie

                                                    kurde, eska, ila Ty czasu tracisz na te rozważania, odstawienie
                                                    alkoholu pozwala ten czas, poszukiwanie w archiwach i starych
                                                    wpisach, spędzać znacznie ciekawiej... chociaż co komu ciekawe...
                                                  • e4ska Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 19:25
                                                    Jarasie... cały czas siedzisz w księdze, na mityngach, na terapiach, a mnie się
                                                    pytasz o "dlaczego"?

                                                    Dlaczego jest następujące: czemu mi nic nie jest po weselu z kropelką wina, a
                                                    setki szkolonych na terapiach i w AA panicznie się boi takich imprez, organizuje
                                                    dzieciom wesela bezalkoholowe? wiele osób, jak chociażby nasza Mysza, jest
                                                    zaskoczona, że mogla się bawić bez alkoholu... a najgorsze, że niejeden właśnie
                                                    z powodu uroczystości tego rodzaju - przepada... raz dzioba zamoczy i płynie.

                                                    Problem jest dla nas ważny - z mojego praktycznego punktu widzenia wygląda tak:
                                                    kiedy alkoholik trapiony jest głodem, zaczyna wierzyć, ze może sobie coś tam
                                                    skontroluje. I szuka okazji "niewinnej". Że to niby niechcący... sobie zjadł
                                                    cukiereczka czy zażył syrop na kaszel. Kiedy takiego głodu nie odczuwa się,
                                                    stosunek do alkoholu jest obojętny.

                                                    We Freyu bodajże czytałam opis leczenia zęba narkomanowi i pijakowi - bez
                                                    znieczulenia - bo nie wolno... a ostatnio - jakby mi rauchen wykrakała - moja
                                                    sztuczna szczeka pożegnała się ze skorupką, nad którą znęcały sie całe pokolenia
                                                    stomatologów. W dodatku wydało się, ze sztuczna szczeka potrzebuje leczenia
                                                    kanałowego plus jeszcze parę innych drobiazgów. Siadam sobie wygodnie, luksus
                                                    absolutny, fachowość, delikatność, dostaję znieczulenie i nic mnie nie boli... a
                                                    gdyby mi, alkoholiczce, zabroniono znieczulenia... przecież ja bym płakała z
                                                    bólu, brrrrrrrrrr - pamiętam dawne czasy i straszliwe tortury:(((

                                                    Zatem - nie wiem, czy w znieczuleniu jest co z alkoholu - ale ja się alkoholu
                                                    nie bałabym wcale, a męczarni - jak najbardziej.

                                                    W lęku przed kroplą alkoholu tkwi coś groteskowego. Owszem, jak kto chce pić
                                                    kontrolowanie piwko codziennie lub dwa piwa na tydzień - to jest oczywisty gol
                                                    samobójczy. Ale jeśli kto obawia sie syropu, kremu, czekoladki albo wina tyle co
                                                    kot napłakał - to jest zasłużony jaki czy co?

                                                    Nie wiem, jakimi alkomatami trzeba by było zbadać poziom promili komuś, kto całą
                                                    noc je, tańczy i śpiewa, a jego napój alkoholowy to 30 gram cienkusza... ja
                                                    takiego picia nie uważam za kontrolowane, ale za abstynencję... na 99 procent:)

                                                    Może już nigdy w życiu nie wypiję ani łyka - to jest mi całkowicie obojętne.
                                                    Ale żebym się bała czegoś, co mi krzywdy nie zrobi - jakichś znieczuleń,
                                                    lekarstw czy potraw... bardzo przepraszam, ale mnie to śmieszy.

                                                    Jestem takim właśnie alkoholikiem, który ma kontrolę nad 35 gram wina. Z okazji
                                                    - od wielkiej pompy. Nad 350 gram wina kontroli nie mam. Co tydzień czy co
                                                    miesiąc w dodatku...

                                                    Sa więc tacy alkoholicy, którzy mogą zażyć syrop, i są tacy, co nie mogą - ale
                                                    skoro są ci mogący, totalna abstynencja nie ma racji powszechnej.

                                                    niebezpieczeństwo kryje się w fakcie: alkoholik złamawszy jeden zakaz, który
                                                    okazuje się mitem, łamie następny (że niby tez taki sam niedorzeczny zakaz) i
                                                    wpada. Ja odróżniam zakazy absurdalne od poważnych zakazów - dlatego jestem
                                                    trzeźwa... choćby mi drogi deo sugerował najpiękniej haftowane pasy:)))
                                                  • daleh Re: zycie w terrorze abstynencji 23.11.07, 19:40
                                                    niebezpieczeństwo kryje się w fakcie: alkoholik złamawszy jeden zakaz, który
                                                    okazuje się mitem, łamie następny (że niby tez taki sam niedorzeczny zakaz) i
                                                    wpada.
                                                    ----------------------------------------------------------
                                                    Przeciez to najprawdziwsza prawda ktora odnosi sie nie tylko do alkoholikow...
                                                    Pozdrawiam...
                                                  • e4ska Gratulacyjka maleńka taka:) 23.11.07, 20:04
                                                    Daleh... jak na nowicjusza osiągnąłeś sukces... wątek rozrósł się do niemałych
                                                    rozmiarów - i ciekawie się go czyta. A to już w epoce bez naszego
                                                    najpłodniejszego producenta postów - bo chyba miałbyś z trzysta wpisów.

                                                    Rzeczywiście - zaczęło się od przyjaźni, od potrzeby zabawy, od starego a wciąż
                                                    aktualnego dla nas pytania: czy alkoholik może żyć normalnie, czy musi żyć w
                                                    getcie, wśród takich samych uzależnionych ludzi - wyrzuconych poza nawias
                                                    normalności?

                                                    Nie zadowala mnie odpowiedź: ależ w naszym świecie alkoholików jest cudownie.
                                                    Odrzucam ten świat - tzn. nie chcę do niego wchodzić. Jednym ze sposobów na
                                                    niewchodzenie okazuje sie zachowanie abstynencji - nawet takiej "ułomnej", o
                                                    jakiej wspominam. Czuję się bezpieczna i pełna energii, nikomu nie muszę mówić o
                                                    swojej przypadłości alkoholowej - cieszę się, ze ludzie mnie akceptują taką,
                                                    jaką jestem - kiedyś piłam bardzo dużo, teraz prawie wcale - ale to przecież ta
                                                    sama eska, z którą można konie kraść...

                                                    Zawsze trzeba uważać - zresztą - każdy uważa, szczególnie niealkoholicy uważają
                                                    na picie - my nie uważaliśmy, to teraz mamy to, co mamy :(

                                                    Daleh... Pewnie siedzisz już na "swoim nieswoim"... pozdrawiam serdecznie...
                                                    fajnie, że pamiętasz:)
                                                  • daleh Re: Gratulacyjka maleńka taka:) 23.11.07, 20:39
                                                    Daleh... jak na nowicjusza osiągnąłeś sukces... wątek rozrósł się do niemałych
                                                    rozmiarów -
                                                    ------------------------------------------------
                                                    Od Ciebie nie spodziewalem sie okreslenia nowicjusz,ale skoro tak twierdzisz...
                                                    -------------------------------------
                                                    my nie uważaliśmy, to teraz mamy to, co mamy :(
                                                    -------------------------------------------
                                                    Czyli co?Ja nie narzekam.Dzis nie musze byc nawalany ,aby mowic to co
                                                    mysle.Spelniam swoje pragnienia w miare mozliwosci,a przeszlosc coz trzeba o
                                                    niej pamietac ,ale nia zyc sie nie da.Tym bardziej ze trzezwe zycie daje tyle
                                                    nowych mozliwosci,ktore do niedawna wydawaly sie nieosiagalne.A cudowne to jest
                                                    zycie Areo,ktore jest takie kiedy sami o sobie decydujemy,czego wszystkim zycze...
                                                  • ela_102 Re: Gratulacyjka maleńka taka:) 23.11.07, 21:11
                                                    Eska:
                                                    ale to przecież ta
                                                    sama eska, z którą można konie kraść...

                                                    A gdzie Ty te konie kradniesz? ;-)
                                                    zastanowilo mnie to zdanie...bo jak na siebie spojrze to widze kogos
                                                    zupelnie innego...choc znajomym na okolo wydaje sie ze Elka tylko
                                                    nie pije...a pozatym to ta sama fajna dziewucha...

                                                    Nikt mnie tak nie rozumie jednak...(prawdziwie) jak drugi
                                                    alkoholik...to jest taki swiat w ktorym gdy sie znalazalm poczulam
                                                    sie jak ryba w wodzie...i ktorego istnienia wogole nie
                                                    podejrzewalam...Swiat nie pijacych ludzi...

                                                    umiem znalezc sie w kazdej sytuacji w swiecie w ktorym upadlam...
                                                    uwielbiam przebywac w tym i z tymi ktorzy z upadku sie podnosza...
                                                    mam jakby "pelny" obraz Swiata dzieki temu...

                                                    Eska kiedys to "ukrywanie" cie zmeczy...
                                                    ja nie mam problemow z mowieniem o sobie wszedzie...choc nie
                                                    wszystko...ale jak juz odmawiam alkoholu...to wielu mysli...Ona
                                                    poprostu nie pije i nie pali fajnie...tez bym tak chcial;-)
                                                    alkoholizmu nie mam na twarzy...
                                                    mam w swojej swiadomosci...
                                                  • daleh Re: Gratulacyjka maleńka taka:) 23.11.07, 21:16
                                                    Nikt mnie tak nie rozumie jednak...(prawdziwie) jak drugi
                                                    alkoholik...to jest taki swiat w ktorym gdy sie znalazalm poczulam
                                                    sie jak ryba w wodzie...i ktorego istnienia wogole nie
                                                    podejrzewalam...Swiat nie pijacych ludzi...
                                                    ------------------------------------------------------
                                                    A nie wydaje Ci sie ,ze to Ty nie potrafisz zyc z innymi ludzmi poza
                                                    alkoholikami.Tylko tam mozesz byc soba.Chwalic sie swoja trzezwoscia
                                                    bo kto inny by Cie zrozumial co do niego mowisz.Pewnie masz problem z doborem
                                                    wlasciwych temat wsrod nieuzaleznionych.Chcialbym sie mylic,
                                                    ze tak jest...
                                                  • ela_102 Re: Gratulacyjka maleńka taka:) 23.11.07, 21:42
                                                    daleh jak ty czytasz?
                                                    o co?
                                                    Nie mam zadnych klopotow...w poruszaniu sie miedzy wszystkim ludzmi..
                                                    tak wlasnie napisalam...
                                                    tyle ze nie chce sobie odmawiac kontaktu z niepijacymi...bo to
                                                    piekny swiat..pelen zrozumienia i akceptacji:-)obopolnej..
                                                    W moim zyciu mam wszystko przemyslane...
                                                    i jak mi sie cos wydaje to wiem o tym...

                                                    dobranoc:-)
                                                  • daleh Re: Gratulacyjka maleńka taka:) 23.11.07, 21:48
                                                    W moim zyciu mam wszystko przemyslane...
                                                    i jak mi sie cos wydaje to wiem o tym...
                                                    --------------------------------------------------
                                                    Uff...naprawde ciesze sie,ze zle Cie zrozumialem...
                                                    Milych snow...Dobranoc.
                                                  • tenjaras Re: zycie w terrorze abstynencji 24.11.07, 12:20
                                                    eska, oboje wiemy, że to akurat takie forum, taki temat i takie
                                                    dylematy właśnie, się tutaj porusza, nie wiem z czego wnioskujesz,
                                                    że mój cały czas poświęcam "księdze, na mityngach, na terapiach"

                                                    pytam Ciebie o to ciągłe pisanie o alkoholu, większość ludzi tutaj
                                                    pisze o trzeźwieniu, swojej trzeźwości i powrocie do tzw. normalnego
                                                    życia, a Ty ciągle ważysz ile i po co pijesz...

                                                    czytam różne rzeczy, głównie jednak poradniki związane z dziedzinami
                                                    życia, które mnie interesują, motywacja, prowadzenie działalności,
                                                    aktywizacja, działanie internetu, tworzenie stron i portali, takie
                                                    tam

                                                    na mityngach bywam 2 do 4 godzin w tygodniu i nie chodzę by "brać",
                                                    ale by "dawać", bo ktoś kiedyś też mi tak dał, robię to znam wartość
                                                    takiego działania, a terapie mam za sobą, liczyłem 18 czy 20
                                                    miesięcy z 64 czy 65 od kiedy nie piję, najwięcej czasu spędzam
                                                    tutaj, ale siedzę przy kompie tak czy inaczej i czasami, by złapać
                                                    dystans do tego co akurat robię wchodzę tu, zmieniając temat
                                                    przemyśleń, potem mogę wrócić do "swego"

                                                    jeśli u dentysty wspominam o swoim alkoholiźmie to dlatego, żeby
                                                    zastosował odpowiednie środki znieczulające, a nie dlatego, żeby
                                                    wcale, syropów nie piję, bo wiem, że mogę wziąć pigułkę i nie mam
                                                    dylematu związanego z alkoholem, nie panikuję przy słodyczach,
                                                    większość tortów jest robiona na syntetycznym aromacie, bo jest
                                                    tańszy od alkoholowego, choć może się zdarzyć alkohol, ale postawę
                                                    mam taką, że nie kupuję sam sobie tego, właśnie po to, by sobie
                                                    głowy nie zawracać, jest masa innych słodyczy, przy których nie
                                                    muszę się zajmować ich składem i robię to dla własnego komfortu i z
                                                    szacunku do siebie, a nie ze strachu

                                                    kiedy usłyszałem, że AA powstało po to, by normalnie i pożytecznie
                                                    żyć, mimo alkoholu i powszechnej aprobaty do picia, to się na tym
                                                    skoncentrowałem i to jest dla mnie ważne w AA, a nie to co Ty wciąż
                                                    zauważasz - powroty do picia

                                                    są ludzie, którzy potrafią być uczciwi wobec samych siebie, ale są i
                                                    tacy, którzy nie potrafią i tacy, którzy nie chcą - to ci wracają do
                                                    pijaństwa i to jest odpowiedź na Twoje odwieczne tu pytanie,
                                                    dlaczego większość nie zachowuje trwałej abstynencji. Kwestia, do
                                                    której grupy chcesz należeć, skoro wciąż wspominasz o tych, którym
                                                    się nie wiedzie...
                      • ariel48 Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 14:35
                        > I tu jest problem czy to tylko jego wina czy tez terapeutow i wspolnoty AA,ktor
                        > a
                        > go utwierdza w przekonaniu ze bez nich jest nikim .


                        Ano problem .
                        Tylko nie moja w tym głowa , tak właściwie...
                        Jak ktoś nie potrafi wypośrodkować i z jednej skrajności popada w drugą ...
                        Rzeczywiście - o kant d..y rozbić takie zycie.

                        ************************************************

                        To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
          • aaugustw Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:06
            daleh napisał:
            > Gdyby pomyslala co pisze sama doszla by do wniosku ,ze tym postem
            > potwierdza to co napisalem.Poprostu sa ludzie ktorzy nie potrafia
            samodzielnie funkcjonowac w trzezwym zyciu.
            __________________________________________.
            Daleh, prosze Cie wlacz ten swoj kadlubek,
            przynajmniej na dwie minuty kiedy piszesz...!
            Przeciez ludzie, ktorzy, cyt. Ciebie: "...nie potrafia
            samodzielnie funkcjonowac w trzezwym zyciu." -
            Tacy nie sa trzezwi...!!!!!!!!!!
            Problemow, drobnopijoczki, nie zlikwidujecie poprzez zakrecenie
            butelki...! - aniolku ciebie takze to dotyczy...! ;-))
            A...
            • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:19
              aaugustw napisał:
              > __________________________________________.
              > Daleh, prosze Cie wlacz ten swoj kadlubek,
              > przynajmniej na dwie minuty kiedy piszesz...!
              > Przeciez ludzie, ktorzy, cyt. Ciebie: "...nie potrafia
              > samodzielnie funkcjonowac w trzezwym zyciu." -
              > Tacy nie sa trzezwi...!!!!!!!!!!
              > Problemow, drobnopijoczki, nie zlikwidujecie poprzez zakrecenie
              > butelki...! - aniolku ciebie takze to dotyczy...! ;-))
              > A...
              ---------------------------------------------------------
              Masz na mysli tych ktorzy biegaja z mitingu na miting,jakich spotykalem w W-wa
              .Ktorzy narzekaja ze nie moga znalezc pracy ,choc wlasciwie nie maja kiedy jej
              szukac z wiadomych powodow.Moze ty wielki pijaku masz recepte na zycie dla tych
              nieudacznikow ,ktorym sie nalezy choc renta socjalna,bo przeciez on trzezwieje
              itd. ...
              • aaugustw Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 20:30
                daleh napisał:
                > Masz na mysli tych ktorzy biegaja z mitingu na miting,jakich
                spotykalem w W-wa.Ktorzy narzekaja ze nie moga znalezc pracy ,choc
                wlasciwie nie maja kiedy jej szukac z wiadomych powodow...
                ____________________________________________________________.
                Nie wlaczyles kadlubka, wiec musze Ci napisac, ze nie mam na
                mysli tych, ktorych ty mi tu opisujesz, lecz tych tych wszystkich
                trzezwiejacych w AA, ktorych probujesz oczerniac, a oni doskonale
                daja sobie rade w zyciu, bo do trzezwienia nie potrzebna jest (az
                tak, jak ty to podkreslasz), strona materialna...
                A... ;-))
                • e4ska Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 10:59
                  Lenistwo, lenistwo, lenistwo...

                  jak to sie dzieje, że dorośli ludzie, obarczeni rodzinami, wychowujący dzieci,
                  nie potrafią zająć sie czymś pożytecznym, sprzątaniem, gotowaniem, prasowaniem,
                  czytaniem dzieciom, dorabianiem, rozmowami sąsiedzkimi, itd.?

                  Wcześniej "chlali" wieczór w wieczór, teraz wieczór w wieczór mityng...
                  warsztaty, zjazdy... margines życia. Zawsze na marginesie, z dala od normalnego
                  świata, od obowiązków wszelkich... aby na mityng, aby notatki z terapii, aby na
                  ścianie świadectwo z odwyku.

                  I obsesja "pomagania"... mnie pomogli, ja też muszę pomoc. Realnie - tacy ludzie
                  zniechęcają innych do przetrzeźwienia. Smutny ponury żywot ozdabiany afektacją
                  pseudoduchowości.

                  Nic dziwnego, że kiedy taki osobnik złapie za butelkę, to mu sie wydaje, że Pana
                  Boga za nogi chwycił... i odrzuca natychmiast, bez hamulca żadnego, dawne
                  zasady - widzi przecież fałsz w całej jego jaskrawości.

                  I taka jest geneza picia kasacyjnego rozmaitych terapeutów oraz ich bufonowatych
                  pupilów. Chorzy do końca swoich dni... a na dobitkę wieczny mityng przy świetle
                  wiekuistym.

                  "Takich spotkasz wszędzie" - hej, jarasie, a ja nie spotkałam i nie chcę
                  spotkać. Margines marginesu... fajnie, że nie mam z nimi do czynienia - mogę
                  sobie tylko o nich poczytać i cieszyć się, że są ode mnie z daleka:)

                  Daleh... jakie zainteresowania mają tacy goście? jacy to ludzie? chciałbyś sie z
                  takimi znaleźć na bezludnej wyspie?
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 12:20
                    Coz, Addicted kiedys o tym juz pisal chyba- w kazdej innej
                    dziedzinie zycia poza "alkoholizmem" juz jakis czas temu
                    empirycznie, logicznie i jak tam jeszcze stwierdzono, ze terror,
                    przemoc i przymus do niczego dobrego nie prowadza.
                    Ze sa dobre- nawet bardzo dobre- na krotka mete. Ze maja ten wielki
                    walor, ze sa latwe w uzyciu, kazdy moze nastraszyc, nawet dresiarz.

                    Ale w zarzadzaniu pracownikami, ustrojach politycznych panstw,
                    wychowaniu dzieci, resocjalizacji, pracy z bezrobotnyi- no wszedzie
                    doslownie juz sie wie, ze czlowiek zastraszony dziala wedle
                    wskazowek, ale tylko do momentu, kiedy ten lancuch nie
                    przerdzewieje, czyli do kiedy nie skonczy sie jakos wladza czy
                    przewaga zastraszajacego.

                    Wtedy- blyskawiczna ewakuacja.

                    Aha, zapomnialem dodac o naturalnej ludzkiej cesze, jaka jest
                    przekora?
                    • aaugustw Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 13:53
                      beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                      > Aha, zapomnialem dodac o naturalnej ludzkiej cesze, jaka jest
                      > przekora?
                      ___________________________________________.
                      Na to jest tylko jedno lekarstwo: POKORA...!
                      A...
                  • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 18:16
                    > "Takich spotkasz wszędzie" - hej, jarasie, a ja nie spotkałam i
                    > nie chcę spotkać.

                    a ja spotykam, ale nie są dla mnie wzorcem postępowania, rozejrzyj
                    się wokół siebie, spotykasz ludzi, którzy nie są dla Ciebie wzorcem
                    postepowania?

                    tam, gdzie ludzie tam każde ludzkie zachowanie, na spotkaniach AA
                    również, na przejściach dla pieszych, w jadłodajniach i
                    supermarketach... to jest trudne do zrozumienia?

                    mam wrażenie, że dla Ciebie najważniejsi są tacy, którzy nie dają
                    sobie rady, którzy mają gorzej, dzięki nim trzymasz fason - kiedyś
                    tak postępowałem, niezbyt mi się opłaciło, dziś dbam o siebie i
                    pomagam zadbać innym, na takim postępowaniu wychodzę całkiem nieźle
                    • e4ska Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 19:35
                      "rozejrzyj
                      > się wokół siebie, spotykasz ludzi, którzy nie są dla Ciebie wzorcem
                      > postepowania?"
                      nie, ja nie potrzebuję gotowych wzorców postępowania - owszem, uczę się od wielu
                      - ale nie na zasadzie autorytetu. Co dobre dla Eski, niedobre dla Jarasa...
                      choćby wszyscy na świecie pili, to ja i tak nie będę, bo mi szkodzi:)

                      "tam, gdzie ludzie tam każde ludzkie zachowanie, na spotkaniach AA
                      > również"
                      - ale nie tylko - mityng jest jednak sterowany, wolę ludzi spontanicznych, np. w
                      pracy, w zabawie, na zakupach, w rodzinie...

                      "mam wrażenie, że dla Ciebie najważniejsi są tacy, którzy nie dają
                      > sobie rady, którzy mają gorzej, dzięki nim trzymasz fason" - hmmmm... masz
                      wrażenie identyczne jak ja o tobie... tylko że ja nigdzie nie napisałam:
                      najpierw ja podziwiałam, teraz niech mnie podziwiają - bo i za co? że nie piję
                      - ale to nie żadna wielka zasługa - zwyczajna rzecz:)
                      • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 21:53
                        eska, jeśli chodzi o spotkania Anonimowych Alkoholików na temat
                        radzenia sobie z problemem alkoholowym, to one mają pewien
                        szkieletowy scenariusz, schemat, np. mówi tylko jedna osoba i
                        opowiada o sobie, to jest nieźle zorganizowane, dla zachowania
                        poczucia bezpieczeństwa, nie ocenia się tam wypowiedzi innych i nie
                        komentuje ich

                        nikt tam też nie teoretyzuje, nie mówi się tam o rzeczach, o których
                        się nie ma pojęcia, prowadzący spotkanie, ten który pilnuje
                        trzymania sie tematu i naprowadza na niego, przerywa takie wypowiedzi

                        początkowo może to sie wydawać śmieszne, poza tym świeczki itp. ale
                        ktoś, kto ma otwarty umysł i chce korzystać z tego co mu życie
                        ofiaruje, potrafi w końcu przejść nad tym do porządku i świetnie się
                        w tym odnajduje

                        niezguły, o których wciąż piszesz, że byli, a jednak zapili, niczym
                        Addi, mi akurat nie wyznaczają kursu rozwoju, są mi obojętni, to ich
                        wola, ich życie i robią co chcą, w AA nie ma "prikazów"

                        natomiast jeśli spotkasz człowieka, który posiadł już właściwy
                        dystans - że tak to nazwę, do zabawy, "szalonego" zachowania itp. to
                        dla niego nie będzie już miało znaczenia ani czyjeś picie, zdrowe,
                        czy nie zdrowe, ani sam alkohol, bo taki człowiek kieruje się w
                        życiu rozsądkiem, kiedy będziesz na tym poziomie, będziesz takich
                        spotykać bez przerwy, to naturalne, że przebywamy "ze swojakami"

                        takie to już jest to nasze życie i jedyne co nam pozostaje to
                        akceptacja
                        • e4ska Re: Zycie dla trzezwosci... 13.11.07, 23:10
                          Jaras... nawet mi nie w głowie podważanie sensu mityngowania - podkreślam
                          często, że nie jestem krytykiem tej organizacji, gdyż jej po prostu nie znam.
                          Parę razy czytałam punkty zawarte w krokach, ale nie zapamiętuję - jak tez
                          jakieś tam wyciągi... wiem, że było dwóch amerykańskich pijaków, którzy coś tam
                          założyli. Wiem również, że alkoholików w naszym kraju zmusza sie do chodzenia
                          na mityngi, co - moim zdaniem - jest bardzo podejrzane, a własciwie - bezprawne.

                          Wiem także, że niektórzy alkoholicy bardzo fatalnie reagują na mityngi... Wiem
                          też, że dla np. foronowiczów warszawskich alkoholik, który nie chodzi na mityng,
                          nie jest trzeźwy... Dla waszej pociechy odróżniają abstynencję od trzeźwości.
                          Całkiem poważnie, w glorii swojego autorytetu, tłumaczą, że tylko duchowy rozwój
                          w AA jest gwarantem doskonałego trzeźwienia. I to już jest obrzydliwe... to
                          manipulacja.

                          Ludzie, którzy lata strawili na nawiązywanie aowskich znajomości, budzą sie
                          któregoś dnia z uczuciem, że zostali oszukani. Lepiej jest - tak jak Daleh to
                          zrobił po okrzepnięciu w abstynencji - budować swój świat, swoją małą wspólnotę
                          na innych fundamentach niż byłe pijaństwo. Zbyt często staje sie ono nie-byłym,
                          lecz całkiem aktualnym.

                          nie wymyślam tutaj historyjek: ja widzę, co dzieje się z pijakami na mojej
                          ulicy... wracają do picia z taką mocą, że lumpieją błyskawicznie. I to jest
                          problem - dlaczego? co za przyczyna tkwi u źródeł takich autodestrukcyjnych
                          zachowań? bo niby polecać winniśmy tę organizację samopomocową, a z drugiej
                          strony - jakieś obawy w nas drzemią...

                          dlatego mnie tam lepiej z daleka od instytucji czy grup samopomocowych - nie mam
                          problemów, bo własciwie to ja wcale o alkoholizmie nie rozmyślam - czym innym
                          sie biedzę... tak to jest ze mną i wieloma innymi, którzy nawet nie wiedzą, ze
                          mieli kłopot ze śmiertelną chorobą. Przestali pić - i to im wystarcza.
                          • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 11:44
                            eska, Twoja opinia tu nie ma nic do rzeczy, to tak, jakbym pojechał
                            na pustynię i podpowiadał arabom, jak mają dbać o swoje wielbłądy...
                            bo widziałem wielbłąda w zoo i przewodnik wycieczki coś napomknął

                            dopóki nie wiesz o czym mówisz, możesz jedynie zwodzić na manowce
                            innych, niezbyt jeszcze ufającym samym sobie i potrzebującym wzorca

                            Ty stajesz się tego typu wzorcem, bo poruszamy się między ludźmi,
                            których motywacją jest autodestrukcja i tylko to znają, poruszają
                            się w tym jak ryby w wodzie, nie sięgną po nowe, skoro można
                            przetrwać w starym, oboje doskonale rozumiemy określenie "orka po
                            betonie" - to robota dla frajerów ;-)

                            jestem dumny, że takie myślenie w sobie przełamałem

                            Daleh reprezentuje tu bardzo trzeźwe podejście do życia, propagowane
                            w AA i na terapiach, mam nadzieję, że ma tak w życiu, życzę mu tego
                            i każdemu z nas tego właśnie, zbyt krótko jednak go czytam (nie wiem
                            pod jakim nickiem był na sosie) by mu całkiem ufać, bo forum to
                            tylko literki, ale szanuję go i chętnie czytam

                            jeżeli Tobie wystarcza samo to, że przestałaś pić, to tak to nazywaj
                            i nie czepiaj się tych, którzy oczekują od siebie więcej, a
                            wszystkim będzie łatwiej
                        • ariel48 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 09:40

                          Jaras :
                          > niezguły, o których wciąż piszesz, że byli, a jednak zapili, niczym
                          > Addi, mi akurat nie wyznaczają kursu rozwoju, są mi obojętni, to ich
                          > wola, ich życie i robią co chcą, w AA nie ma "prikazów"


                          Otóż to , Jarasie...
                          Czas pogodzić się z faktem . Na nic terapia,na nic mityngi - jeżeli jest się
                          niezgułą .
                          Jak ktoś chce wyjść z nałogu - WYJDZIE.
                          I nie ma znaczenia - JAK.
                          A potem ? Potem wszystko zależy , jaką się ma osobowość.
                          Jeżeli ktoś myśli trzeżwo / nie mam tutaj na myśli czystości chemicznej / -
                          będzie się rozwijał i i myślał twórczo.
                          To jest normalne i nieuniknione.
                          I nie uwierzę , że można takim osobom wmówić - STANIE W MIEJSCU.


                          ************************************************

                          To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
                          • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 11:25
                            > Na nic terapia,na nic mityngi - jeżeli jest się niezgułą .

                            Ariel, dla takich niezguł konieczne jest AA i terapie, niech siedzą
                            w tym do końca swoich dni, bo to daje znacznie większą szansę na
                            przebudzenie niż powrót do knajp - choć oczywiście nie ma tu reguły,
                            ale mówimy o ludzkim życiu, czasami innych ludziach zależnych od
                            takiej osoby, bo są jeszcze większymi niezgułami i nie potrafią się
                            usamodzielnić od zarabiającego niezguły...

                            trzeźwość dla mnie, to również poświęcenie dla innych, nie znaczy to
                            jednak, że niezguła nie usłyszy ode mnie, że ją za takiego kogoś mam

                            tak jak pijane myślenie to określenie na pewien schemat sposobu
                            myślenia, tak i trzeźwość, skrótowo nazwałbym to pijane - zamykanie
                            się, trzeźwość - otwieranie

                            jeżeli ktoś pisze uparcie, albo co gorsza, próbuje mi wmówić, że AA
                            to organizacja, to według mnie robi to tylko po to by, trwać w
                            zamkniętym myśleniu - pytanie po co alkoholik odrzuca "z marszu"
                            takie narzędzia na alkoholizm, które działają? po co podkreśla
                            aspekt niepowodzeń, a nie szuka powodzeń? co jest motywacją takiego
                            człowieka?

                            mi takie pytania dają do myślenia, a potem czytam i zastanawiam się,
                            w jakim stanie ducha byłbym, gdybym tak się zachowywał, odpowiedź
                            leży w mojej przeszłości, stąd moje wnioski - wiem po co bym tak
                            robił, ale rozumiem, że nie każdy tak ma, trudno jednak przejść
                            obojętnie wobec agresywnych odpowiedzi kierowanych do mnie, gdy
                            wyrażę swoje zdanie, opinię czy opowiem coś z doświadczenia - kogo
                            tym atakuję?

                            jedynie niezguły mogą na to reagować agresywnie, ludzie pełni żalu,
                            że nie posiedli tego, co mi było dane, nie widzę innej odpowiedzi i
                            jak najbardziej działa tu zasada lustra, widze siebie, tylko, że z
                            przeszłości i to mnie zadowala, a żadnej w tym próżności...

                            dla mnie ważny jest pozytyw, nie negacja, negacja u mnie wynika z
                            poczucia winy, albo wstydu i nie robię nic na siłę
                            • ariel48 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 12:06
                              Wiesz , Jarasie ... w tym poście bardzo często zaprzeczasz
                              sam sobie ,a przede wszystkim faktom.

                              > Ariel, dla takich niezguł konieczne jest AA i terapie, niech siedzą
                              > w tym do końca swoich dni, bo to daje znacznie większą szansę na
                              > przebudzenie niż powrót do knajp

                              Skąd wobec tego tak mały odsetek ,,uleczonych ,, ?
                              Gdyby to była większa szansa na przebudzenie a nie powrót do knajpy - wracałby
                              do picia 1 na dziesięciu , a nie dziewięciu na dziesięciu.


                              Jaras :
                              > trzeźwość dla mnie, to również poświęcenie dla innych, nie znaczy to
                              > jednak, że niezguła nie usłyszy ode mnie, że ją za takiego kogoś mam

                              Kazdy z nas poświeca się dla innych.
                              Niekoniecznie są to alkoholicy. I nie muszą.
                              Niezgułami są również niealkoholicy.
                              Nie sądzisz chyba , że na co dzień wytykam ich palcami i próbuję ich
                              prostować.Niektórzy są niezgułami , bo to im ODPOWIADA.Lubią sie użalać nad sobą
                              ,lubią grać rolę ofiar. Lubią być masochistami. tacy mnie nie wzruszają.Oni
                              znajdują swoje miejsce na ziemi - dopiero na swoim pogrzebie.
                              Niektórzy - bo urodzili się niezaradni życiowo.
                              Niezaradnym życiowo chętnie pomagam. Bo nic nie jest w stanie zmienić ich
                              niezaradności - tacy się urodzili. Przez całe swoje życie muszą być prowadzeni
                              za rączkę ... nie ich wina.

                              pytanie po co alkoholik odrzuca "z marszu"
                              > takie narzędzia na alkoholizm, które działają? po co podkreśla
                              > aspekt niepowodzeń, a nie szuka powodzeń? co jest motywacją takiego
                              > człowieka?

                              Nigdy tego nie zrozumiesz.
                              Więc bez sensu kolejne moje tłumaczenie.
                              Powiem Kisielem : ,,Człowiek walczący o prawdę musi być wewnętrznie co najmniej
                              dwoisty. Dwoistość czy wielorakość psychiczna daje siłę, tak jak elastyczny,
                              wyginający się pręt silniejszy jest od pręta sztywnego.,,

                              >ale rozumiem, że nie każdy tak ma, trudno jednak przejść
                              > obojętnie wobec agresywnych odpowiedzi kierowanych do mnie, gdy
                              > wyrażę swoje zdanie, opinię czy opowiem coś z doświadczenia - kogo
                              > tym atakuję?

                              Jarasie ... nie jesteś w niczym lepszy , kiedy mówisz innym ...np.mnie - że tak
                              myśli - bo jest pijany.
                              Twoja agresja jest jedynie ubrana w koszulę z krawatem.
                              A Eli - w białą bluzkę z żabotem - co by więcej przykryć.
                              I żebyś mnie dobrze zrozumiał - nie mam pretensji o tą agresję , czy formę
                              wypowiedzi. Nie o to chodzi.chodzi o to , że wmawiacie mi i innym , że nie
                              przykrywacie swoich słabości koszulą z krawatem i bluzką z żabotem...
                              O to chodzi.

                              >ludzie pełni żalu,
                              > że nie posiedli tego, co mi było dane,

                              Ja mogę powiedzieć podobnie.
                              Buntujesz sie przeciw samodzielności , bo jesteś zazdrosny ...
                              masz żal . I tak naprawdę - nie masz w sobie wiary w ludzi.
                              Nie masz w sobie zgody , by przyznać - że takie osoby są silne.
                              Silniejsze od Ciebie.One doszły do tego co i Ty ... tyle, że dla nich ta droga
                              nazywa się - NORMALNOŚĆ. Bo dla nich normalnością jest codzienny
                              rozwój..codzienne zdobywanie wiedzy...

                              > dla mnie ważny jest pozytyw, nie negacja, negacja u mnie wynika z
                              > poczucia winy, albo wstydu i nie robię nic na siłę

                              Dlaczego wobec tego negujesz ?
                              Przestań w końcu kitować , jarasie ... :-)))
                              Mam 48 lat ... jestem za stara na wciskanie mi kitu.



                              ************************************************

                              To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
                              • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 13:43
                                Ariel:
                                Kazdy z nas poświeca się dla innych.

                                ja sie nie poświecam...
                                i nie zycze sobie aby ktokolwiek robil to dla mnie...

                                pozatym zbyt do dlugie...

                                ciagle nie moge sie nadziwic...
                                jak uzywany jest zarzut "chesz mi wcisnac"
                                kto moze mi cokolwiek wcisnac..kto...
                                • gocharl Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 14:51
                                  ela_102 napisała:
                                  > ja sie nie poświecam...
                                  > i nie zycze sobie aby ktokolwiek robil to dla mnie...

                                  Ja wyniosłam z domu,że należy myśleć nie tylko o sobie…że należy
                                  myśleć o innych ,dzielić się z innymi sobą…swoim czasem….umieć
                                  zrezygnować dla ich dobra ze swoich zachcianek…przy czym umieć to
                                  wszystko wypośrodkować ….stosować to tak , aby i zaspokoić swoje
                                  potrzeby i pamiętać o innych….nie myśleć o sobie za wszelką cenę…
                                  umieć zrezygnować właśnie z tych swoich potrzeb …..umieć poświęcić
                                  wszystko dla innych kiedy sytuacja tego wymaga….i nie mieć poczucia
                                  niezadowolenia z tego co się zrobiło…

                                  Pozdrawiam Gocha


                                  "Warto służyć każdemu człowiekowi i dla każdego warto się poświęcić"-
                                  Stefan Kardynał Wyszyński. Myśli, wyznania, refleksje

                                  • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 14:59
                                    Gocha:-)
                                    Otoz to...tak wlasnie widze swoje zycie...
                                    ale slowo "poswiecam" dla poczucie ze ktos rezygnuje z czegos na
                                    moja rzecz...a nie o to chodzi aby ktokolwiek mial takie poczucie.
                                    Tak zyc jak ty napisalas...
                                    ale nie uzywac tego slowa...
                                    poprostu zrobic w danym momecie to co trzeba..
                                    w imie dobra dla drugiego czlowieka..

                                    a slowo mi chodzi...
                                    lub o nazwanie normalnych zachowan..
                                    nie tak jak trzeba...

                                    pozdrawiam rowniez cieplutko:-)
                                    • gocharl Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 15:28
                                      ela_102 napisała:
                                      > Tak zyc jak ty napisalas...
                                      > ale nie uzywac tego slowa...

                                      Nawet nie używając słowa "pośwwięcam" jeśli to robię i jestem tego
                                      świadoma...świadoma,że w danym momencie sytuacja wymaga abym całą
                                      siebie zwróciła do danej osoby reazygnując z tego czy innego to i
                                      tak dalej to będzie się nazywało poświęceniem...

                                      Reaguję i robię coś bo tak mam....a że akurat takie sytuacje
                                      nazwane są tym słowem...no c.oż ...to tylko słowo...liczy się i tak
                                      empatia i serce...

                                      Ale nie rozumiem z jakiego powodu Ty sobie nie życzysz aby ktoś dla
                                      Ciebie się poświęcał?...przyznam,że sama świadomość,że istnieje ktoś
                                      na tym świecie kto jest w stanie się dla mnie poświęcić napawa mnie
                                      spokojem i radością...

                                      Pozdrawiam Gocha
                                      • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 18:39

                                        Gocha...
                                        moze dlatego ze Ci ktorzy robie dla mnie wiele..mowia ze robia to z
                                        milosci...przyjazni...i ja to czuje:-)
                                        W rodzinie w ktorej sie wychowywalam ciagle byla mowa
                                        ze "poswiecaja" dla nas wszystko...a my tacy nie wdzieczni...
                                        a tak naprawde nie wiele dla nas zrobili...
                                        Pewnie mam uczulenie na to slowo...
                                        ale pytalam tez wielu swiatlych ludzi co ono oznacza...
                                        i okazalo sie ze moje uczulenie ma racje bytu...

                                        sama nikomu nigdy nie powiem ze sie "poswiecam"
                                        Ci dla ktorych cos robie tez nazywaja to inaczej...
                                        Robie cos bardziej z pobudek egoistycznych...aby zalatwic w sobie
                                        poczucie bycia pozyteczna i potrzebna...
                                        bardziej wiec biore niz daje...
                                        To co robie z potrzeby wlasnej...nigdy nie nazwe poswieceniem..
                                        nawet gdyby byla to nerka do przeszczepu...

                                        Nie wiem czy wyjasnilam swoje do tego podejscie...
                                        Ono jest moje poprostu...
                                        i wynika z moich doswiadczen zyciowych..

                                        kazdy ma swoje doswiadczenia ktore wplywaja na jego emocje i
                                        reakcje...
                                        stad tez nigdy nie wiadomo dlaczego jedni reaguja tak a inni
                                        inaczej...bo reaguja wlasnie przez pryzmat wlasnych przezyc...
                                        do kontaktu z drugim czlowiekiem (zdrowym) potrzebna jest ogromna
                                        delikatnosc...

                                        mama duzo spokoju i radosci w powodu otaczajacych mnie osob...

                                        pozdrawiam:-)
                                        • gocharl Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 19:13
                                          ela_102 napisała:
                                          > W rodzinie w ktorej sie wychowywalam ciagle byla mowa
                                          > ze "poswiecaja" dla nas wszystko...a my tacy nie wdzieczni...
                                          > a tak naprawde nie wiele dla nas zrobili...
                                          > Pewnie mam uczulenie na to slowo...

                                          Rozumiem...przepraszam....nie pomyślałam bo miałam inaczej....mój
                                          tata kiedy mawiał do mnie : poświęcę ci dziś swój czas na: xxxx...to
                                          ja byłam Mu wdzięczna,bowiem wiedziałam,że odrywa się od ważnych
                                          zajęć tylko dlatego,że Go akurat Jego córa poprosiła o coś...wiele
                                          razy rezygnował dla mnie z ważnych dla Niego / dzisiaj to
                                          widzę /spraw...potem się to odwróciło....ja spłacałam to czego mnie
                                          nauczył....i ja przekazałam te wartości dalej...i krąży ta wartość w
                                          naszej rodzinie do dziś z nadzieją,że przetrwa kolejne pokolenia...

                                          Ale również ja sama nie rzucę nikomu,że "poświęcam dla ciebie"...bo
                                          nie widzę sensu takiego wytykania...robię bo ktoś potrzebuje
                                          tego...robię bo chcę...robię bo taką czuję potrzebę...


                                          ela_102 napisała:

                                          > Nie wiem czy wyjasnilam swoje do tego podejscie...

                                          Jasne...

                                          Pozdrawiam Gocha
                                  • ariel48 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 23:06
                                    Gosiu ... pisząc - każdy z nas poświęca się - miałam
                                    na myśli dokładnie to , o czym piszesz .
                                    Nie robię niczego wbrew sobie .
                                    Poświęcam siebie, daję siebie - innym ... zajmuję się nimi .
                                    Moją rodziną , przyjaciółmi ... tymi , którzy proszą
                                    mnie o coś .
                                    Jestem w stanie oddać i poświęcić wszystko dla swoich najbliższych.
                                    Przykład z dnia dzisiejszego - chyba banalny , ale obrazujący .
                                    Moja 3,5 letnia wnuczka nie zasypia bez opowiedzenia jej - lub przeczytania bajki.
                                    Dzisiaj wieczorem padałam na twarz ... pragnęłam ciszy i spokoju.
                                    Mała - akurat dzisiaj - zapragnęła , aby to babcia poczytała jej
                                    na dobranoc . W porządku ... nie chciało mi się , a jednocześnie
                                    chciało ... :-)))Pomaszerowałam piętro wyżej - zamiast pójść pod wymarzony
                                    prysznic ...
                                    Wybrałam nieświadomie książkę z bajkami braci Grimm - gdzie było
                                    kilka bajek - nie jedna. I co ? Przeczytałam jej całą ...chociaż miłam zamiar
                                    jedną ....
                                    Obie byłyśmy bardzo , bardzo ... zadowolone.

                                    Poświęcamy siebie - nie ma wątpliwości.
                                    Już sama przysięga małżeńska jest takim poświęceniem się :
                                    ,, NA DOBRE I NA ZŁE ,, .....
                                    Poświęcenie się pracy , wychowywaniu dzieci ... jakiejś idei...
                                    Jeżeli to nie wyklucza radości, przyjemności, satysfakcji, dumy i innych
                                    pozytywnych uczuć - to wszystko jest okey . Czy poświęcenie wyklucza radość? Czy
                                    czucie się potrzebnym wyklucza przyjemność?
                                    Myślę , że nie ... Wszystko ma oczywiście swoje granice ... i mam tutaj na myśli
                                    postawę jedynie roszczeniową kogoś , komu się poświęcamy .
                                    Sądzę , że wsparcie , jakie otrzymywałam od najbliższych w
                                    momentach mojego wychodzenia z ciągów - mogłabym również nazwać poświęceniem
                                    się dla mnie ...
                                    Przecież mogli mnie olać ... zniszczyć , unicestwić , stracić wiarę
                                    we mnie ...


                                    ************************************************

                                    To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
                                    • gocharl Re: Zycie dla trzezwosci... 15.11.07, 11:28
                                      ariel48 napisała:
                                      > Przecież mogli mnie olać ... zniszczyć , unicestwić , stracić
                                      wiarę
                                      > we mnie ...
                                      >
                                      Witaj....nie,nie mogli,albowiem stanowiliście już RODZINĘ...od
                                      dawna...i zapewne te wartości o których piszemy były u Was już
                                      zakorzenione i tak oczywiste,że reakcja na Twoje picie mogła być
                                      tylko jedna...pomoc i wsparcie...i to właśnie dostałaś....a
                                      poświęcenie RODZINY zostało nagrodzone...mają taką żonę,mamę,babcię
                                      w domu jaką chcieli :))

                                      Pozdrawiam Gocha
                                        • gocharl Re: Zycie dla trzezwosci... 15.11.07, 21:53
                                          ariel48 napisała:

                                          >
                                          > Gosiu ... niepotrzebnie słodzisz ...
                                          > Zawstydzasz mnie.

                                          Witaj....zawstydzam ?....no cóż...nie siorpię...nie wycieram nosa w
                                          rękaw...nie mlaskam....nie widzę powodu do zawstydzania...a
                                          podziękowanie za kulturalną rozmowę słodzieniem nazywanie troszkę
                                          przesada...tak myślę...i podoba mi się w tym momencie Twoja stopka..

                                          Pozdrawiam Gocha
                              • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 14:19
                                > Mam 48 lat ... jestem za stara na wciskanie mi kitu.

                                gdy czytam takie Twoje wpisy, to mam wrażenie, że cała jesteś jednym
                                wielkim kitem...

                                piszesz tak, jakby kierowanie się rozsądkiem, czyli to co
                                nazywam "pozwoleniem sobie pomóc" było mniejszej wartości, od tego,
                                że wszystkie znane rzeczy odkrywa się samemu...

                                napisz mi przykład samodzielnie wychodzącego z alkoholizmu, mającego
                                swój na to pomysł, człowieka - jeszcze takiego nie spotkałem, choć
                                spotykam takich, którzy robili to inaczej niż ja, dla mnie znaczenie
                                ma jakość teraźniejszego życia, a nie jedynie jakieś deklaracje

                                jeśli ktoś zna cel terapii i wie o co chodzi w AA, nie będzie temu
                                oponował, a alkoholik, który potrafi się oskarżyć o tę niezbędną
                                odrobinę rozsądku by chcieć być trzeźwym, na pewno tego nie
                                skrytykuje, weźmie co dla niego istotne i przebuduje swoje pijane
                                życie w trzeźwe

                                ja podpowiadam te dwa narzędzia, bo je znam, nie neguję innych, bo
                                wiem, że działają, ale nie przejdę obojętnie wobec wpisów, które nie
                                mają nic do zaoferowania oprócz kłamstw i negacji - kilkakrotnie to
                                już tutaj podkreślałem

                                nie lubię z Tobą "polemizować" Ariel, bo muszę się jedynie powtarzać
                                i tłumaczyć z siebie, nudzisz mnie
                                • ariel48 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 14:48
                                  Jarasie..pisząc o wciskaniu wciskanie kitu - miałam na myśli ,
                                  że negujesz. Chociaż mówisz , że nie negujesz.
                                  Więc ja na to - NIE WCISKAJ MI KITU.
                                  Proste ? Proste...

                                  Jaras :
                                  ,,dla mnie ważny jest pozytyw, nie negacja, negacja u mnie wynika z
                                  poczucia winy, albo wstydu i nie robię nic na siłę,,

                                  >bo muszę się jedynie powtarzać
                                  > i tłumaczyć z siebie,

                                  Nie musisz się tłumaczyć.
                                  Robisz to - bo tak chcesz.

                                  > piszesz tak, jakby kierowanie się rozsądkiem, czyli to co
                                  > nazywam "pozwoleniem sobie pomóc" było mniejszej wartości, od tego,
                                  > że wszystkie znane rzeczy odkrywa się samemu...


                                  Nie przeinaczaj moich słów.
                                  Ja również jestem po terapii.
                                  Co nie znaczy ... że jestem bardziej rozsądna od tych , którzy nie byli.
                                  Przecież nie jestem na tym forum od dziś , żeby nie zauważyć , że
                                  jesteś wielkim przeciwnikiem samodzielnych.
                                  I dla mnie kitem jest mówienie ... że nie jesteś .
                                  Nie dość tego - uważasz się z lepszego od tych , którzy nie byli na terapii lub
                                  nie są Aowcami.
                                  I to by było na tyle...



                                  ************************************************

                                  To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
                                  • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 15:07
                                    > Nie dość tego - uważasz się z lepszego od tych , którzy nie byli
                                    > na terapii lub nie są Aowcami.

                                    uważam siebie za lepszego - od siebie sprzed terapii i zastosowania
                                    12 Kroków w swoim życiu

                                    nie czuję sie lepszym od ludzi, którzy wchodzą do trzeźwościowych
                                    ruchów, wspólnot religijnych, stosują psychologię, NLP, czy
                                    cokolwiek, by poradzić sobie z problemem alkoholowym, bardzo chętnie
                                    z nimi przebywam, tak samo chętnie jak z każdym innym człowiekiem,
                                    któremu nie jest obojętny rozwój osobisty

                                    nie mam nic do ludzi samodzielnych, wręcz biorę z nich przykład, są
                                    dla mnie wzorcem i chętnie do nich dołączam

                                    ale nie lubię pustosłowia
                                    • tranzyt80 Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 18:04
                                      tenjaras napisał:
                                      > nie mam nic do ludzi samodzielnych, wręcz biorę z nich przykład, są
                                      > dla mnie wzorcem i chętnie do nich dołączam
                                      > ale nie lubię pustosłowia

                                      -nie lubisz pustoslowia?!A przeciez wiekszego lejwody niz ty,na forum nie ma,
                                      cale twoje wywody bazuja na kilku niezdefiniowalnych wielkich pustych slowach,a
                                      cala reszta to krecace sie w kolko pustoslowka...

                                      Jaras,jak dla mnie,w puszczaniu pustoslowia,tych baniek mydlano-duchowych,
                                      doszedles do kranca mozliwosci,i w swoim samooszukiwaniu przebiles
                                      najzagorzalszych sekciarzy.


                                      Ale co tam,najwazniejsze,ze sie nie upijasz.
                                      • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 14.11.07, 18:30
                                        > Jaras,jak dla mnie,w puszczaniu pustoslowia,tych baniek mydlano-
                                        duchowych,
                                        > doszedles do kranca mozliwosci,i w swoim samooszukiwaniu przebiles
                                        > najzagorzalszych sekciarzy.

                                        od Ciebie to akurat komplement Tranzycie, Ty jeszcze tego może nie
                                        dostrzegasz, jest dokładnie odwrotnie jak widzisz, dzięki :-)
    • rauchen Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:16
      a mnie sie wydaje, ze najgorsze co alkoholika w jego trzezwieniu
      moze spotkac, to przejmowanie sie innymi i ich droga jaka sobie
      obrali do trzezwienia.

      ja czasami sobie tak mysle, ze ja chyba jestem tak pochlonieta swoja
      radoscia z tego, ze udaje mi sie nie pic, ze udaje mi sie trzezwiec,
      ze udalo mi sie powrocic tam, gdzie juz mialam powazne watpliwosci
      zeby wrocic, tym, ze nawet udalo mi sie pojsc nawet dalej, niz moja
      wyobraznia w tym, co jeszcze alkoholiczce moze sie przydazyc, z
      samej radosci udaje mi sie cieszyc tak, jak nigdy wczesniej nie
      potrafilam;
      ze ja chyba stracilam wartosc tego, czego nie zrobilam po to zeby
      czuc sie tak jak teraz.
      Mi nie przeszkadzaja zupelnie fanatyczni wykonawcy trzezwienia z
      terapia do konca zycia, czy tez tylko fanatyczni teoretycy terapii
      do konca zycia.
      Mi zupelnie nie przeszkadzaja fanatyczni AA-owcy mowiacy mi co
      jeszcze powinnam zrobic dla swojej trzezwosci, i nie dlatego ze
      plota bzdury wg mnie.
      Jesli ja rozumiem trzezwienie w ten sposob, w jaki dla mnie pracuje,
      i daje rezultaty, to nie mam potrzeby zeby cos nadrabiac.
      Jesli rozumiem trzezwienie jako droge, to jest to moja droga,
      pewnych rzeczy nie przeszkocze, zeby do pewnych rzeczy dojsc.
      jesli ktos twierdzi ze pewnych spraw nie pojmuje, i nie rozumiem -
      to wydaje mi sie ze mam zupelne prawo do pewnych spraw nierozumienia
      i do pojmowania.
      A ze jednym z bardzo istotnyh czynnikow potrzebnych do mojej
      trzezwosci, bylo nauczenie sie akceptacji, akceptacji spraw ludzi i
      sytuacji, to chyba wydaje mi sie ze akceptacja faktu ze pewnych
      spraw ludzi i sytuacji nie pojmuje, tez powinna sie stac oczywista.
      Dla mnie dosc istotne jest odkrycie swiadomosci tego, ze ja jeszcze
      wiele nie wiem, co mnie spotka na mojej drodze zycia i co mnie nie
      spotka, co zrozumiem jeszcze, a zrozumienie czego okaze sie zupelnie
      zbedne, bo nigdy mi sie nie przyda.

      I mysle ze w trzezwieniu istotne jest zeby sobie podarowac troche
      lenistwa - w stosunku do spraw ktore do niczego nam nie sa potrzebne.
      • daleh Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:27
        I mysle ze w trzezwieniu istotne jest zeby sobie podarowac troche
        lenistwa - w stosunku do spraw ktore do niczego nam nie sa potrzebne
        ----------------------------------------------------
        Fundamentalisci i nawiedzeni guru ,nigdy nie zaakceptuja takiego
        rozumowania,choc to Twoje zycie i Twoja droga przez zycie...
        • ela_102 Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:33
          Rauchen:-)

          doskonale to rozumiem..
          wiem tez ze to Forum mozna wlasnie tak wykorzystac...
          nauczyc sie akceptacji..
          ciekawe czy akceptujesz juz adiego?

          bo to nauka...przeciez..
          nikt tu nie jest dokonany...ze tak powiem..
          kazdy ma prawo do zmian..
          choc nie kazdy je chce wykorzystywac...
          • rauchen Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:45
            ja addiemu juz ze dwa lata temu napisalam, ze jego rozumienia, a
            wlasciwie nierozumienia pijackiego stanu pojmowania pewnych spraw,
            przypominal mi moj stan jakos tak piec lat wstecz.
            Wiec jesli dla mnie istotna jest akceptacja siebie jako
            alkoholiczki, w tym tej 5 lat wstecz i jej stanu pojmowania pewnych
            spraw, to nie wiem jaki problem stanowilaby akceptacja addiego.
            Ja sie z niego uwielbiam nabijac, bo mam niepowtarzalna okazje
            ponabijac sie z samej siebie :))))
            • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Zycie dla trzezwosci... 12.11.07, 15:26
              rauchen napisała:

              > ja addiemu juz ze dwa lata temu napisalam, ze jego rozumienia, a
              > wlasciwie nierozumienia pijackiego stanu pojmowania pewnych spraw,
              > przypominal mi moj stan jakos tak piec lat wstecz.
              > Wiec jesli dla mnie istotna jest akceptacja siebie jako
              > alkoholiczki, w tym tej 5 lat wstecz i jej stanu pojmowania
              pewnych
              > spraw, to nie wiem jaki problem stanowilaby akceptacja addiego.
              > Ja sie z niego uwielbiam nabijac, bo mam niepowtarzalna okazje
              > ponabijac sie z samej siebie :))))


              Ho ho ho, nie za daleko panienka idzie?

              Ja tam gdzie panienka juz bylem, prawie dwa lata, tez mityngi,
              trzezwienie, pokora, medytacja- wszystko to przerobilem i potem
              zmienilem poglady, mam prawo nie?
              Wiec rauchen- ja piszac do Ciebie mam niepowtarzalna szanse
              ponabijac sie z siebie sprzed 2 lat.

              Jakby nie porownywal- ja w rozwoju stoje nieco dalej, bo Twoje juz
              przerobilem i jestem w nowej komnacie, a Ty ciagle w tej samej, dla
              poczatkujacych. Wez kup porzadny jostick i postaraj sie dojsc do
              tego wielkiego potwora, jak go pokonasz to sie wyswietli "gratuluje,
              przechodzisz do nastepnego etapu" i bedziesz w nastepnej.


              Oczywiscie, jak to w grze, mam tylko 3 zycia, wiec jak bede zle
              szedl dalej to bedzie game over i powrot do poczatku gry, ale juz
              znam trki i dojde szybko tu gdzie jestem, a Ty?
              znowu wrocisz do drugiej komnaty i przestraszysz ise potwora.

              jakiego masz Windowsa?
              Ile Ramu?
              Jaki procesor?
              Moze dokup lepszy sprzet, gra bedzie szybciej chodzic i latweij
              poleci.
        • rauchen Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:36
          w stosunku do tego co mowia guru i fundamentalisci,
          i mysle ze to jest dosc istotne,
          staram sie nie wykluczac, ze ich rady ktoregos dnia moga mi sie
          przydac,
          dlatego mysle ze ich istnienie jest wrecz wskazane do tego bym ja
          spokojnie mogla sobie trzezwiec.
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:41
        a mnie sie wydaje, ze najgorsze co alkoholika w jego trzezwieniu
        moze spotkac, to przejmowanie sie innymi i ich droga jaka sobie
        obrali do trzezwienia.



        Tak tak i to sie przejawia w tym ze pol roku sie lazi za ddictedem
        jak cien i wpisuje pod kazdym jego postem a potem przeskakuje sie na
        Eske i nalewke z pokrzywy na kolejne pol roku, teraz chyba kolej na
        Janu przyszla z tego co czytuje ostatnio.
        • rauchen Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 15:58
          w poniedzialek rano wstalam sobie, wychuchalam sie jak tylko moglam,
          swiezutk wyprasowane ubranka wlozylam, wypachnialam sie i poszlam do
          sklepu.
          Pakuje zakupy do torebki, i nagle czuje: smrod, jak cholera, i to
          ten jaki znam, czyli alkoholikowy smrod. odwracam sie a tam facet
          robi zakupy, no ale facet jak po dlugim weekendzie dobrze wygladal,
          bo ja nie mialam tyle szczescia ani po dlugim, ani po krotkim, jak
          pilam, zeby wygladac w miare jak ten facet.
          Patrze na jego zakupy: breezer zielony, flaszka wina, nawet w ladnej
          butelce, i do tego karton wina ze 3 litry. Oj, skad ja to znam. Ta
          flaszka wina w tej ladnej butelce mi nie pasowala, ale nic, ludzie
          maja rozne style, nawet alkoholicy.
          I tak sobie mysle: no tak, breezera to facet tu zaraz w parku pod
          sklepem na lawce obali, zeby sily miec do domu dotrwac.
          potem otworzy ta elegancka flaszke wina, moze do niej nawet
          krysztalowe kieliszki, i kulturalnie zacznie pic.
          A potem...a potem sie przyssa juz do kranika w kartoniku, i mu nie
          bedzie przeszkadzalo ze juz bez krysztalow.
          Ba, takie wino w kartoniku, to nawet lepsze - pozniej jak sie juz
          oprozni to jeszcze folie mozna rozciac i resztki wylizac, a z
          butelki to by sie tak nie dalo :))))

          Zastanawiam sie gdybym nie byla alkoholiczka to by mi takie
          scenariusze do lba przyszly,
          ale to przeciez u mnie zycie takie scenariusze pisalo :)))

          Takze eska z pokrzyweczka jest wciaz wspaniala :)))))
    • tenjaras Re: Zycie dla trzezwosci... 11.11.07, 16:32
      ostatnio zwróciłem uwagę, że na tym forum najwięcej o
      terapeutyzowaniu krzyczą ci, którym terapia nie po drodze

      czytałem np. że ja zrobiłem sobie z terapii sposób na zycie, a
      wyliczyłem tutaj niedawno, że to nie było nawet 20 miesięcy na 60
      (kilka), dodając spotkania indywidualne z terapką niech będę dwa
      lata na trzy...

      spotkania AA widzę, że tym, których podziwiam nie wychodzą na złe,
      zgodnie z ich podpowiedziami znalazłem sobie jedną
      grupę "macierzystą" i bardzo dobrze to działało, ostatnio moszcze
      się w nowym miejscu, więc troche bywam, tu i tam... częściej i
      dokonuje wyboru, gdzie kontynuować ten sposób uczestnictwa w
      spotkaniach AA, bo wiem jak dobrze mi robi systematyzacja życia, a
      mam kilka rzeczy, które robie systematycznie i staram się by się
      nawzajem nie wykluczały, jak to drzewiej bywało ;-)

      odkryłem swoją życiową pasję i się w niej realizuję, zawsze mnie
      interesowały sprawy nieoczywiste, zwane paranormalnymi i lubię sie w
      tym zagłębiać, zresztą to nic dziwnego po doświadczeniach z
      odmiennym stanem świadomości ;-)

      AA mi w tym nie przeszkadza, to swego rodzaju gotowiec na życie -
      mogę realizować swoją potrzebę bycia pożytecznym, mam swoją mądrość
      w problemie alkoholowym i przekazuję ją, kto chce czerpie, kto nie
      chce, nie, i wszyscy na tym dobrze wychodzą

      nie interesuje mnie czy i ile ktoś bywa, czy chodzi, jak się
      angażuje, choć doceniam pracę na rzecz innych, często przecież
      niezorientowanych, interesuje mnie jakość życia i chęć dzielenia się
      nią u ludzi, których spotykam na swojej własnej drodze