a jednak jestem współuzależniona

25.12.07, 22:28
Uświadomiłam sobie to dopiero u pani psycholog. Zapytałam się jej co
powinnam mówić dzieciom jak ich tata z dnia na dzień przestaje
mieszkać w domu, jak gdyby nigdy nic. Młodsza, bardziej uczuciowa,
znowu zaczeła się w nocy moczyć. Tłumaczyłam im że tata jest chory,
że pije bo jest chory, i że pije bo musi, a nie dlatego że chce.
Najgorsze że ja w to wierzyłam. Wiem że nie mogę za niego
wytrzeźwieć, że dopóki on sam nie będzie chciał być trzeźwy to ja
tego nie sprawie, nie mam wpływu. Ale jeżeli to on musi być chcieć
trzeźwy więc ma też wybór i jeżeli po 3 miesiącach niepicia zaczyna
pić to jest jego świadomy wybór. Przez 3 miesiące chodził na
terapie, grupy tylko tyle ile musiał, aby mieć papierek. Już
wcześniej chodził i rozpowiadał że chce mu się pić. Mówiąc dzieciom
że to przez chorobę daje im sygnał że tata jest biedny, chory i
trzeba się nad nim litować, nie można się na niego złościć...
A złość uczucie jak każde inne, trzeba je przeżywać. I ja w końcu
jestem na niego zła i wściekła.
I tyle w ten radosny świąteczny czas.
    • anciax Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 22:37
      Kajda, to smutne, co piszesz.
      Smutne, że człowiek tak wiele musi przejść w życiu, tak wiele musi cierpieć...

      A najbardziej mnie boli to, że my ukrywamy swoje emocje, by on [alkoholik] nie
      miał punktu zaczepienia...

      Pozdrawiam!
      • kajda28 Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 22:53
        > A najbardziej mnie boli to, że my ukrywamy swoje emocje, by on
        [alkoholik] nie
        > miał punktu zaczepienia...

        Im się wydaje że nie mają punktu zaczepienia.
        Dlatego próbuje rozmawiać z dziećmi na temat alkoholizmu, taty.
        Wiedzą że tata pijany to nie ten kochany tatuś co był kiedyś na
        codzień. Nigdy nie zabraniam im mówić o tacie nawet jeżeli w
        towarzystwie mówią że tata pijany - jeżeli mają potrzebę niech
        mówią, to jest ich tata, ich życie mają prawo mówić o tym, a nie
        ukrywać. Syn jak miał 4 lata o awanturze w domu opowiedział swojemu
        rok starszemu koledze. Wiem że kochają tate. Jak to wszystko im
        przekazać aby jak najmniej cierpiały?

        ---------
        Udawaj, że się udaje, aż się uda.
        • anciax Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 23:02
          I mają rację - tylko im się wydaje.
          Każde [ostatnie] próby rozmów [mojego ojca] są pretekstem do tego, zeby znowu
          się poszedł napić. Może nie powinnam tego tutaj pisac, ale co tam, to moje życie
          i moja sprawa (jedynie tu mogę być szczera).

          Ja ci nie powiem jak im przekazać to, że ich ojciec jest alkoholikiem. Nie znam
          sie na wychowywaniu dzieci, poza tym sama nie umiem do końca mówic o swoich
          uczuciach, mam problem z wyrażaniem emocji, moja terapia tak na prawdę nie kilka
          spotkań nie rozwiązało moich problemów.
          Z tego, co pamiętam z dzieciństwa, to nie mówiłam wiele o ojcu. Tak na serio, to
          niewiele o nim wiem. A jeśli już cos wiem, to nie są to chlubne rzeczy. I teraz
          widzę, ze dobrze, że nie mówiłam o ojcu. Dzięki temu wychowałam sie i wyglądam
          na normalną osobę...

          3maj się, kajda :)
          • kajda28 Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 23:14
            > Z tego, co pamiętam z dzieciństwa, to nie mówiłam wiele o ojcu.
            Tak na serio, t
            > o
            > niewiele o nim wiem. A jeśli już cos wiem, to nie są to chlubne
            rzeczy. I teraz
            > widzę, ze dobrze, że nie mówiłam o ojcu. Dzięki temu wychowałam
            sie i wyglądam
            > na normalną osobę...

            Nie zgodzę się z tobą. Tak jak psycholog powiedziała, na pytanie co
            mogę zrobić aby nie wyrosły na typowych DDA, dobrze jest to że mają
            z kim o tym rozmawiać (tzn. ze mną). Córka może powiedzieć (co robi
            dość często) że martwi się o tate, że jest smutna bo go nie ma. W
            moim domu nie mówiło się takich rzeczy, uważam że to m.in. przez to
            nie umiem wyrażać uczuć i emocji.
            • anciax Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 23:18
              Postawiłam siebie w roli np 7-latka, którego koleżanka/kolega w szkole mówi, że
              jego rodzic przychodzi pijany. Wiesz co zrobiłabym na miejscu tego kilkulatka?
              -przestałabym sie kolegowac z tym, który snuje opowieści o pijanym ojcu/matce.
              • kajda28 Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 23:27
                > Postawiłam siebie w roli np 7-latka, którego koleżanka/kolega w
                szkole mówi, że
                > jego rodzic przychodzi pijany. Wiesz co zrobiłabym na miejscu tego
                kilkulatka?
                > -przestałabym sie kolegowac z tym, który snuje opowieści o pijanym
                ojcu/matce.

                ja niestety jestem idealistką, i wg. mnie w normalnym świecie takim
                siedmiolatkiem powinien sie zając psycholog szkolny a rodziną
                kurator. Ja pamiętam że współczułam koledze w przedszkolu który
                powiedział że nienawidzi swojego ojca, wiedziałam co czuje.
                Myślę że nie dobrze jest jak skrywamy w sobie to co nas boli i rani.
                Nie chciałabym aby moje dzieci wstydziły się taty, bo to nie one
                mają się wstydzić. Sama nie wiem, co i jak robić, to trudny temat.
                • anciax Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 23:37
                  ...a ja po prostu nie zniosłabym samotności - dlatego nie mówiłam że w domu jest
                  cos nie tak.
                  Używajac przenośni moge powiedzieć, ze Dopiero dziś przestałam sie obawiać o to,
                  ze gdy opowiem komuś moją historię, to ten ktoś nie przestanie sie ze mną
                  kolegować. Wypracowałam sobie MOJ własny życiorys, którego [teoretycznie] nie
                  zmącił pijany ojciec - dlatego napisałam, że wygladam na normalną (stwarzam
                  pozory normalnośći), a to, że psychike mam zwichrowaną to inna para kaloszy.
                • anciax Re: a jednak jestem współuzależniona 25.12.07, 23:51
                  > Myślę że nie dobrze jest jak skrywamy w sobie to co nas boli i rani.

                  Zgadzam się.
                  Tylko po co małe DDA miałoby trąbić rówieśnikom (i nie tylko), że w jego domu
                  jest alko? Dzieci z normalnych domów tego nie rozumieją, nie kumają problemów
                  związanych z byciem DDA, nie wiedzą co to za lęk przed pijanym rodzicem, bla bla
                  bla...

                  CZasem lepiej jest nie mówic o wszystkim, bo DDA zawsze ma ogromną nadzieje, ze
                  jak już wypowie swoje żale, to pzyjdzie "lekarz" i wyleczy wszystko, wszystko
                  naprawi i od tej pory będzie już ładnie, czystko i kolorowo... a wszyscy wiemy,
                  że tak nie będzie.
                  • kajda28 Re: a jednak jestem współuzależniona 26.12.07, 08:28
                    a kiedy jest małe DDA, a kiedy duże?


                    > CZasem lepiej jest nie mówic o wszystkim, bo DDA zawsze ma ogromną
                    nadzieje, ze
                    > jak już wypowie swoje żale, to pzyjdzie "lekarz" i wyleczy
                    wszystko, wszystko
                    > naprawi i od tej pory będzie już ładnie, czystko i kolorowo... a
                    wszyscy wiemy,
                    > że tak nie będzie.

                    życie nigdy nie jest ładne, proste i kolorowe. Wiem że dużo zależy
                    ode mnie, niemogę ich uchronić przed wszystkim, ale mogę przed
                    strachem w jakim stanie do domu przyjdzie tata, przed tym aby całe
                    życie nie kręciło się wokół alkoholu. Dalej uważam że mówienie o tym
                    co się czuje jest dużo lepsze od skrywania tego w sobie, nie
                    zależnie ile ma się lat.
                    • daleh Re: a jednak jestem współuzależniona 26.12.07, 10:12
                      kajka...
                      Dalej uważam że mówienie o tym
                      co się czuje jest dużo lepsze od skrywania tego w sobie, nie
                      zależnie ile ma się lat.
                      -----------------------------------------
                      Z doswiadczenia wiem ,ze nie mozna poprzestac na samym dzieleniu sie swoim
                      problemem z innymi.Wiem ze bardzo to pomaga,ale kiedy uda nam sie nieco
                      rozladowac nagromadzone emocje,to wtedy nalezy skupic sie na sobie.Co tak
                      naprawde chcemy w zyciu osiagnac i wyznaczyc przed soba cele do ktorych chcemy
                      dazyc.Przeszlosci i tego na co nie mamy wplywu zmienic sie nie da.Tak jak ja
                      musialem oderwac sie od mojej rzeczywistosci alko jaka mnie otaczala,tak i Ty
                      jesli szukasz normalnego zycia to nie masz wyboru i musisz zadbac o wlasne zycie.
                      Zycze Ci aby udalo Ci sie odnalezc wlasciwa droge do swojego szczescia...
                    • anciax Re: a jednak jestem współuzależniona 27.12.07, 02:27
                      Małe jest, gdy jest dzieckiem, a duze, gdy dorosnie (wiekowo - bo tak miałam na
                      myśli).

                      Wiesz dlaczego nie mówiłam prawdy będąc dzieckiem? bo bałam sie odtrącenia.
                      Teraz moge pozwolić sobie na chcwile szczerości, ale tylko gronu zaufanych osób.
                      Nie trąbię dookoła o tym kim jestem.
                      Pozdrawiam :)
                      • aaugustw Re: a jednak jestem współuzależniona 27.12.07, 09:45
                        anciax napisała:
                        > Teraz moge pozwolić sobie na chcwile szczerości, ale tylko gronu
                        zaufanych osób
                        ________________________________________________.
                        Dlatego tak wazne sa dla mnie Mityngi w realu...!
                        A...

    • ela_102 alkoholik i wspołuzalezniona 26.12.07, 13:33
      Każdy człowiek tylko wtedy odnajduje swoje miejsce w świecie kiedy
      uczy się zyć i posługiwać prawdą..
      W domu dysfunkcyjnym prawda funkcjonuje jako coś złego...
      coś co nalezy wyprzeć aby nie krzywdzić najbliższych...
      Wiem o tym nie tylko z książek...
      Wychowywalam się w takim domu gdzie dwoje rodziców pilo..
      ale tam gdzie pije tylko jednen rodzic problem jest identyczny
      ponieważ w osobie współuzależnionej wykształcają sie takie cechy
      które pogłebiają dysfunkcję rodzinną..

      dzieci żyją w wewnętrzym konflikcie i zakłamaniu..
      Prawda która zazwyczaj wszystko leczy nie może wyplynąć na jaw...
      a w dodatku trzeba o tym co sie widzi i czuje myśleć że to "nie
      prawda" lub coś bardzo zlego...mówienie o niej wpędza w depresyjne
      poczucie winy...

      Ja poradzilam sobie w ten sposób...że stałam się "bohaterem"
      rodzinnym...który akceptuje wszystko co sie w domu dzieje i załatwia
      wszystko to czemu nie moga sprostać dorosli...

      Z tej sily...dokonywalam zlych dla siebie wyborow..
      np. za męza wzięlam sobie osobę skrajnie nie przygotowana do życia
      dorosłego...dlatego tylko ze bylam zakodowana na opiekowanie się
      wszystkim i wszystkimi...i takich też ludzi przyciagałam do siebie...

      Ciągły konflikt wewnętrzny...czyli swiadomość tego jak powinno być z
      tym co sie wokół mnie działo...i z poczuciem jakiejś pomyłki...
      tego że moje miejsce jest gdzieś zupełnie indziej a moje wlaściwe
      życie gdzieś "uciekło"
      zaczęłam pić...
      sama się uzależniłam..
      ostatecznie własnie alkoholizm pomógł mi odnależć swoje miejsce na
      świecie...lub bardziej wychodzenie z niego...

      Kajda mądrze postępujesz...niech dzieci ocieraja się o prawdę...
      niech mówią co czują i co widzą bez obawy o krytykę dorosłych..
      ale pamiętaj też o swojej roli w tej dysfunkcji jaka miala miejsce...
      i o tym że dzieci nie powinny Cię "idealizować"

      na terpie DDA przychodzą ludzie aby załatwić swoje sprawy z ojcem
      alkoholikiem...a w jej trakcie okazuje się że bardziej mają
      pretensję do nie pijacej ale uwikłanej w wspóluzależnienie Matki..

      Bardzo się cieszę ze szukasz ratunku tam gdzie trzeba...
      to Świadczy o dojrzałości i odpowiedzialnosci...
      a przeciez takich rodziców zyczy sobie kazdy:-)
      • kajda28 Re: alkoholik i wspołuzalezniona 26.12.07, 18:52
        > na terpie DDA przychodzą ludzie aby załatwić swoje sprawy z ojcem
        > alkoholikiem...a w jej trakcie okazuje się że bardziej mają
        > pretensję do nie pijacej ale uwikłanej w wspóluzależnienie Matki...

        u mnie jest podobnie, tylko że moja mama "uciekła" w chorobę
        (depresja) która była traktowana prawie tak jak alkoholizm taty, nie
        mówiło się o tym, minimalizowało, a jeśli już to wpędzało się w nas
        winę za jej nawroty.
        • aaugustw Re: alkoholik i wspołuzalezniona 26.12.07, 21:29
          kajda28 napisała:

          > > na terpie DDA przychodzą ludzie aby załatwić swoje sprawy z
          ojcem alkoholikiem...a w jej trakcie okazuje się że bardziej mają
          > > pretensję do nie pijacej ale uwikłanej w wspóluzależnienie
          Matki...
          - - - -
          > u mnie jest podobnie, tylko że moja mama "uciekła" w chorobę
          > (depresja) która była traktowana prawie tak jak alkoholizm taty,
          nie mówiło się o tym, minimalizowało, a jeśli już to wpędzało się w
          nas winę za jej nawroty.
          ____________________________________________________.
          Tez zwrocilem specjalna uwage na te slowa Eli na 102.
          Kajda28, (jestem alkoholikiem) podziwiam Cie...!
          Wiem, ze w KAZDYM domu gdzie byl alkohol mialy miejsce
          takie, lub podobne zjawiska...
          A...
          • kajda28 Re: alkoholik i wspołuzalezniona 26.12.07, 21:53
            > > > na terpie DDA przychodzą ludzie aby załatwić swoje sprawy z
            > ojcem alkoholikiem...a w jej trakcie okazuje się że bardziej mają
            > > > pretensję do nie pijacej ale uwikłanej w wspóluzależnienie
            > Matki...
            > - - - -
            > > u mnie jest podobnie, tylko że moja mama "uciekła" w chorobę
            > > (depresja) która była traktowana prawie tak jak alkoholizm taty,
            > nie mówiło się o tym, minimalizowało, a jeśli już to wpędzało się
            w
            > nas winę za jej nawroty.


            teraz chodzę na terapię i mojej bardzo małomównej pani psycholog się
            pytam co mogę zrobić aby nie być taką mamą jaką ja miałam, aby moim
            dzieciom nie zafundować takiego dzieciństwa jakie ja miałam.
            Trudne to jest, ale jest się dla kogo starać.
            A najważniejsze że to właśnie dzięki moim dzieciom odkrywam co
            czułam jak ja byłam dzieckiem, lęk, strach, niepewność, odrzucenie,
            bo ja tego nie pamiętam. Wiem jedno że to ja jestem dla nich, nie
            odwrotnie. To ja mam ich wysłuchiwać, przytulać, pocieszać, chronić.
            • ela_102 Re: alkoholik i wspołuzalezniona 26.12.07, 23:19
              kajda...
              najlepiej to zająć sie własnymi dziećmi i sobą...
              w taki sposób...
              jakby bylo sie mamą z własnych marzeń...
              Nie ujmując nic swojej bilogicznej...
              ale tez nic nie dodając...
              potraktowac to tak jak naukę czego nie robić...
              chronić dzieci przed tym co Ciebie najbardziej bolało..
              i wiedzieć ze każdy rodzic popełnia błędy..kazdy...
              grunt to wiedzieć jakie...
              i jak je naprawić...

              spotka cie jeszcze wiele cudownych rzeczy...
              jak spotkasz się z sobą "zaopiekowaną" własciwie
              nie bedziesz już podejmowac decyzji które bedą dla ciebie
              krzywdzące...autosabotujace...
              i zauwazysz ze wszystko to co najlepsze dla ciebie istnieje i jest
              tylko na wyciagnięcie ręki...

              dbaj o dzieciaki i o siebie w takim samym stopniu:-)
            • wania46 malomowna pani psycholog...) 27.12.07, 12:40
              Na terapii czesto jest tak,ze psycholog umiejetnie "popycha" Twoj dialog z sama
              soba.Sama pewne rzeczy odkrywasz.Sama rozprawiasz sie ze soba,swoim
              dziecinstwem,rodzicami,wspoluzaleznieniem itd.Ja juz rok i zdaje sie powoli
              koncze.Trzymam kciuki za Twoje dialogi)-Wania
Pełna wersja