zala.mka
17.08.08, 01:33
często tutaj zaglądam i czytam Wasze posty i próbuje zrozumieć
alkoholików,przyznam,ze nie jest to proste.Nie jestem alkoholiczką i pewnie
nigdy nie będe chociaz nigdy nie wiadomo,ale mam wstręt do alkoholu pod kazdą
postacią.Zarzucono mi tutaj kilka razy,ze nie zrozumie tej choroby bo mnie nie
dotyczy bo chorowal na nią tylko brat więc pewnie to jego problem.Kochałam
brata,bylismy nierozłączni-zawsze pomocny,uczynny itd.Dusza towarzystwa,bardzo
lubiany nie moglo Go zabraknąć na rzadnej imprezie.Z czasem przychodził do
domu coraz pozniej i coraz bardziej pijany,ja i rodzice probowalismy
rozmawiac,prosic ale nic do Niego nie trafiało.Znikal na tygodnie....Na
pogrzebie taty przysiągł ze nie będzie pił,ze zaopiekuje sie mamą i
mną-wytrzymał rok.Pózniej było coraz gorzej,wszystko wyniósł z
domu,znajdywałyśmy Go w najgorszych melinach,pił co się dało.Wzywałam
policje,prosiłam,błagałam,zawoziłam po wszystkich"odwykach"nic nie
pomagało.Mój kochany brat groził,ze mnie zabije bo nie chcialam dac mu
złotówki,uderzył mame.Czekałam,az w końcu odbije sie od tego dna....pewnego
dnia przyszli policjanci i powiedzieli,ze utonął-wtedy tez był pijany.Byłam na
Niego wsciekła,ze tak sobie zniszczył życie,był taki młody...Teraz juz nie ma
we mnie złości,jest ogromna tęsknota z kazdym dniem coraz wieksza.
Pozdrawiam,