żona alkoholika

    • zuzia36 melduję się 23.02.09, 12:56
      trochę nas choroby atakują (konkretnie mnie i dziecko), a i kryzysu finansowego
      ciąg dalszy ale jest ok :)
      na terapię mąz jednak pojechał
    • zuzia36 :( 08.03.09, 18:36
      wypił piwo przedwczoraj
      • 1962wolf Re: :( 10.03.09, 08:01
        ".........wypil piwo przedwczoraj"

        no i dupa

        poszlo sie je*** wszystko
        • zuzia36 Re: :( 10.03.09, 11:12
          też tak myślałam, ale teraz inaczej na to patrzę
          dużo rozmawialiśmy, wnioski wyciągnął
          • 1962wolf Re: :( 10.03.09, 11:20
            "......wnioski wyciągnął"

            to sie dopiero okaze
            • zuzia36 Re: :( 10.03.09, 11:41
              dokładnie
        • kajda28 Re: :( 10.03.09, 15:26
          > ".........wypil piwo przedwczoraj"
          >
          > no i dupa
          >
          > poszlo sie je*** wszystko


          nic nie poszło, tylko doszło doświadczenie, że nigdy nie można być
          pewnym że się więcej nie wypije. I jak trudno się walczy o trzeźwe
          życie, i że nie przychodzi to samo.
          Pozdrawiam:)
    • jasiulek61 Re: żona alkoholika 10.03.09, 14:11
      Swiat się nie zawalił Zuziu! Będzie dobrze , rozmawiaj z męzem jak
      najwięcej ,wspieraj.Jestem matką alkocholika.W czwartek jedziemy do
      niego tjmąz i starszy syn, ponieważ syn pije codziennie a synowa z
      teściowa nie robia nic.Boje się tego spotkania.Jak mam z nim
      rozmawiać.? Prośby nic nie dają.Chyba tylko wspierać.Jest to 600 km
      od nas.Syn jeszca pracuje .Synowa wymusza na nim deklaracje, nie
      słucha moich rad.Ja chodzę na Al -Anon, ale nie wiem jak z nim
      rozmawiać.Trudne to wszystko!
      • 1962wolf Re: żona alkoholika 10.03.09, 14:13
        zla synowa--------powinna go przytulic
        • jasiulek61 Re: żona alkoholika 10.03.09, 15:44
          Nie kpij! Tak powinna go też przytulić .Synowa nie chce
          uwierzyć ,że aalkocholizm to choroba.Zabiera mu butelki, krzyczy,a
          jej mama robi w domu wszystko.Nie mówię, ze synowa zła ale powinna
          mnie posłuchać i zacząć żyć myśląc o sobie.W ten sposób pomagają mu
          w piciu, przy tym nic od niego nie wymagając przez minionw 7 lat.
          • 1962wolf Re: żona alkoholika 10.03.09, 16:07
            wybaczcie moje Panie, ze sie z Wami nie zgadzam
            ale uwazam jako alkoholik----ze przytulanie alkoholika po
            terapii w sytuacji gdy zapil--------to strata czasu-i
            zadnego doswiadczenia to nie dowodzi-tylko tego ze zapil,
            ba tak zdecydowal sam. /wszak mozg mu nie odparowal nagle/
            a glaskanie alkoholika----------nawet przed terapia ,lub
            zupelnie bez niej -----jak w przypadku "jasiulka"........to
            jakies kpiny.........z samego alkoholika
            w ten sposob tylko mu wydluzacie jego zgon
            • zuzia36 Re: żona alkoholika 11.03.09, 08:08
              jak zapił nie głąskałam. Jak kiedyś pił głaskałam do czasu...
              Synowa sama musi przełknąc to ze jej mąz jest alkoholikiem. Mnie zajęło to kilka
              miesięcy. Przez ten czas jak on przychodził wypity i kładł sie spac tłumaczyłam
              go ze jest zmęczony, ze ma strsy w pracy, ze ma wredną rodzinkę itd.
              Dzięki temu, ze zapił zrozumiał, ze sam pobyt na zamknietym nie wystarczy. Jutro
              idzie na mityng. Ma też chęc zgłosić sie do tutejszego ośrodka. Czy sie zgłosi
              zobaczymy.
              • 1962wolf Re: żona alkoholika 11.03.09, 08:29
                wybacz Zuzia, ze to napisze.
                co Twoj maz zrozumial---------to wlasciwie malo istotne.On
                to moze teraz malowniczo opisywac po fakcie-----sam tak
                robilem na potrzeby doraxne.
                a naprawde------w glebi "duszy" cieszylem sie ,ze sie
                wreszcie napilem------i tylko to sie liczylo.
                wpierw wypilem malo------przetestowalem jak to przyjela zona.
                a potem wiecej, wiecej-------az wrocilem do zwyklej normy---
                tak to dziala.
                alkoholikowi nie wystarczy:ani mityngowanie sie, ani
                zamykanie w osrodku na dwa lata, ani to, ani tamto--------ani
                twarda milosc------jesli sie alkoholik uprze-------a jeszcze
                posiada swiadomosc- to sie napije nawet na pustyni zaraz po
                wyjsciu z detoxu.

                hej
                • jasiulek61 Re: żona alkoholika 11.03.09, 11:29
                  Powiedz mi drogi Wolfie co ja mam w takim razie robićJutro jedziemy
                  do syna/600 km/ i czy mam z nim rozmawiać o jego problemie,
                  wspierać Go.Z synową mam dobry kontakt ,tylko ona jest
                  niekonsekwentna, syn kompletnie ją lekceważy a ona nic z tym nie
                  robi.Nie chce iśc na terapie, na Al -Anon a mąż robi co chce.Czy
                  mam to wszystko zostawić i nie żyć jego życiem?Syn stacza sie
                  coraz bardziej a tamta rodzina mu pomaga.Nie jest to takie proste a
                  zwłaszcza jeżeli chodzi o dziecko.
                  • zuzia36 Re: żona alkoholika 11.03.09, 11:57
                    wiesz trudno doradzić co możesz zrobic. Synowa jest niekonsekwentna bo go kocha.
                    Porozmawiają z nia, otwórz jej oczy na to co robi Twój syn i przytul, ją nie
                    syna. Powiedz jej ze może na Ciebie liczyc, ze ma Twoje wsparcie. Ile ja bym
                    dała za taka teściowa jak Ty!!!!
                    co do syna, nie wiem naprawdę nie wiem co doradzić. Spróbowac rozmowy możesz.
                    Możesz też zgłościć go do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych.
                    Możesz dać adresy ośrodków dla uzaleznionych, miejsca spotkań grup aa w jego
                    mieście.
                    Trzymaj sie matce alkoholika jest chyba jeszcze trudniej niż zonie. Sama mam
                    synka (2 latka), nie wiem nie wyobrażam sobie jeśli on ... nie brak słow, byłby
                    to koniec świata dla mnie
                    • jasiulek61 Re: żona alkoholika 11.03.09, 16:14
                      Tak Zuziu ,to bardzo trudne .Moj syn nigdy nie sprawiał
                      kłopotów.Skończył studia,ale pracy już nie obronił.Wyjechał, ożenił
                      się ma 4 letnią córeczkę.Synową bardzo kocham , rozmawiałam z nią
                      przez 5lat, żeby była konsekwentna ,żeby mu nie ulegała , żeby
                      nawet spakowała- ja bym go nie przyjeła a ona dalej się go boi.A
                      jemu w to graj.I to mnie przeraża, że on ma idealne warunki do
                      picia, bez obowiązków, wymagań ,odpowiedzialności za dziecko, bo
                      teściowa kąpie zaprowadza i odbiera z przedszkola ..itd.Nie wiem
                      kiedy bedzie jego dno !Pozdrawiam Cię serdecznie.Jesteś mądra
                      kobietą.
                      • daleh Re: żona alkoholika 11.03.09, 16:55
                        jasiu...
                        .Nie wiem
                        kiedy bedzie jego dno !
                        --------------------------
                        W tej sytuacji jak ja opisujesz,to tylko wtedy jak jego małżonka
                        przestanie mu pomagać w piciu i wyrzuci go z domu...Moze wtedy zrozumie,ze tak
                        żyć się nie da...
                      • zuzia36 Re: żona alkoholika 11.03.09, 22:59
                        kochana ale ja tez taka byłam!!!!!!!!!!! przez pare lat usprawiedliwiałam jego
                        postępowanie, wyręczałam we wszystkim. Do czasu... uwierz mi ze synowa, teściowa
                        pękną. Tylko wtedy bedzie nieciekawa sytuacja. Z tego co piszesz syn mieszka z
                        teściami. Moze dojśc do takiej sytuacji jak u nas, ze moja mama niewytrzymała,
                        tata to samo. Podczas ostatniego ciągu męża wymienili zamki w drzwiach.
                        Próbowali mi wmówić ze on ma inną kobiete. A najbardziej w tym wszystkim ucierpi
                        dziecko i żona, bo bedzie między meżem a rodzicami. Nie wiem czy czytałaś cały
                        mój wątek. Wezwałam na własnego meza policję, złapali go, pobili, noc spędził na
                        tzw. dechach. Gdybym wtedy mogła poszłabym przepraszam zapierdałabym do niego
                        zeby go przytulić i pocieszyć. Wywalałam z domu kilka razy. To nie jest łatwe.
                        Bądz z nimi. Dzwon i pytaj synowej czy nie chciałaby pogadać, albo nawet
                        przyjechać na jakiś czas. Też szukałam uparcie tego DNA i do dnia dzisiejszego
                        nie wiem czy pomogłam mu je znaleźć...
                        Jesteś mądrą i wielką kobietą!!!!!!
                  • 1962wolf Re: żona alkoholika 11.03.09, 12:18
                    nie wiem co powiedziec.....na mnie jak sie okazalo
                    poskutkowalo wiadro lodowatej wody dopiero.
                    i na poczatku gdy wyszdlem z osrodka----mialem na plecach
                    uczucie-ze caly czas jestem na "cenzurowanym"------jedna
                    wpadka i won.
                    doslownie.
                    mialem co prawda gdzie mieszkac samodzilenie jakby co---ale
                    to nie o to chodzilo
                    strach-----przed utrata najblizszych-byl dla mnie dosc dlugo-
                    podstawowa motywacja.
                    glody alkoholowe, wszelkie inne pijane pomysly-nie mijaja same
                    z siebie. zadne tam cudowne sily nie zadzialaja, jesli
                    alkoholik sam z siebie nie wykrzesze minimum sily.
                    to naprawde ciezka robota-zmudna, nudna, malowidowiskowa.
                    tak wewnetrznie pogodzilem sie z mysla-------ze trafilem
                    glowa w beton-zabolalo odpowiednio-i mialem szczescie ,ze sie
                    w tym momencie ocknalem
                    nie wszyscy takie szczescie maja
                    bardzo duzo zawdzieczam zonie i dzieciom............chyba
                    polowe.
                    druga polowa--sobie samemu.oczywiscie jest w tym miejsce na
                    terapie, na reszte rodziny, na prace, i inne zwyczajne
                    sytuacje..........alkoholik ktory posiada jeszcze rodzine--ma
                    na swoj sposb trudniej
                    nie moze sie zamknac w bunkrze---musi .jesli chce odzyskac
                    siebie i rodzine-dzialac na dwoch frontach jednoczesnie
                    zona mnie poprostu------kontrolowala, dzieci tez
                    czasami bylem wsciekly--ze mi nie ufaja
                    ale zaraz rodzila sie refleksja:
                    a jaki maja powod do tego by mi zaufac?..........27 lat
                    jestem po slubie- corka ma tyle samo lat co moje malzenstwo
                    i problem alkoholu zawsze wystepowal w naszym domu przez te
                    wszystkie lata
                    co prawda nie od razu na maximum-i nie zawsze bylo to
                    dramatyczne----czasami /jak dzieci byly jeszcze male-mam dwoje
                    doroslych / moje pijackie excesy mialy swoj urok i dzieci
                    lubily jak tato po pijaku wozil je motorem po lace.
                    nie byly swiadome co sie moglo stac-a ja znow w swej
                    pijackiej fantazji-------sadzilem ,ze wszystko kontroluje

                    no tak po krotce

                    hej dziewczyny -------lepiej byc realista----niz rozczarowanym
                    optymista
                    • zuzia36 Re: żona alkoholika 11.03.09, 12:24
                      to może napisz co powinna robić mądra zona żeby nie szkodzić
                      kontrolować nie mam zamiaru, szkoda na to moich nerwów i czasu, jak bedzie sie
                      chciał napić to i tak sie napije, co nie znaczy ze mu ufam bezgranicznie
                      • 1962wolf Re: żona alkoholika 11.03.09, 12:50
                        zona mnie kontrolowala na potrzeby wlasne---nie na moje.
                        od jej kontroli zalezaly jej zachowania-----gdybym byl podpity-
                        czy tylko ciachniety----cala nasza umowa o "wspolpracy" ,
                        przestawala obowiazywac
                        to mialem na mysli.........
                        a co ma zrobic madra zona?........skad mam wiedziec?
                        to przeciez zalezy od wielu czynnikow-----trzeba znac caly
                        uklad w jakim sie to odbywa
                        przeszlosc jaka ludzie mieli, co ich laczy , co dzieli itd

                        madra zona ........to akaurat taka uniwersalna prawda-----ma
                        przedewszystkim dbac o dobro dzieci.jesli sa. potomstwo to
                        najistotniejsza sprawa.reszta moze poczekac
                        bezpieczenstwo dzieci, ich wyksztalcenie, horyzonty itp-to lezy
                        w gestii madrej zony-----jesli jest pozostawiona sama sobie.

                        a zeby alkoholikowi nie szkodzic........wystarczy mu nie
                        pomagac.
                        niemal we wszystkim........sam musi poczuc co to jest
                        ciezar doroslosci i odpowiedzialnosci
                        inaczej cale zycie sie bedzie chowal po katach za babska
                        spodnica.........tyle ,ze na trzexwo
                        a to zadna roznica wlasciwie.
                • zuzia36 Re: żona alkoholika 11.03.09, 12:11
                  to akurat wiem ze jak sie "uprze" to nic i nikt go nie powstrzyma, tylko czy to
                  ze wypił oznacza ze mamy nic nie robić bo i tak sie napije????
    • 1962wolf Re: żona alkoholika 11.03.09, 13:36
      tak sobie pomyslalem w nawiazaniu do pytania "jasiulka"

      i instynkt mi podpowiada czego bym sie obawial po takiej
      wizycie moich rodzicow jako alkoholik
      obawialbym sie---determinacji, konkretow i realizacji tego co mi
      przykladowo zaproponuja.
      czyli:
      taka wycieczka 600 km-----powinna miec dobry plan, najwyzej
      dwa warianty i trzeba sie tego trzymac...chocby wszystko
      wokol sie walilo i palilo.
      zadnych zludzen i ulegania czczym obietnicom pijackim.
      • jasiulek61 Re: żona alkoholika 11.03.09, 15:32
        Nie jedziemy tam po to aby dawać mu wytyczne.On odpowiada za swoje
        życie.Chcę żeby wiedział, że nie potępiamy jego za to ,że jest
        chory.On mało sie kontaktuje z nami ,bo albo w pracy albo pijany
        śpi.Jego coreczka 28 marca kończy 4 latka wiec zaliczymy urodziny
        wnusi.Bedę rozmawiała z synową ,zeby poszła na terapię.Kraków bo
        tam mieszka syn to dla nas inny świat.Synowa jedynaczka, kochana
        dziewczyna ale w domu nie robi nic-tylko jej mama.Od syna nie
        wymagali przez 7 lat poprostu NIC.Prosiłam, rozmawiałam a one
        mówiły ,że u nich tak jest .Nie czuję do nikogo żalu bo syn jest
        odpowiedzialny za swoje czyny.Latwiej by mi było znosić jak
        alkocholikiem byłby mąz a nie mój kochany syn.Ta bezradnosc mnie
        zabija.
        • 1962wolf Re: żona alkoholika 11.03.09, 15:35
          skoro jedziesz czysto urodzinowo-to skad u Ciebie te obawy?
          w takim razie?
          • jasiulek61 Re: żona alkoholika 11.03.09, 15:46
            Nie jadę "czysto urodzinowo".Jedziemy też po to ,żeby syna
            wesprzeć,żeby wiedział ,że nie jest nam obojętny, że myślimy o
            nim.Syn chciał żebyśmy przyjechali.Co ma być to bedzie!Pozdrawiam
            • 1962wolf Re: żona alkoholika 11.03.09, 15:49
              wpierw odpowiedz sama sobie: jak rozumiesz-----wesprzec syna
              co to dla Cie oznacza
              ale bez sciemy ----tylko konkrety
              to troche jak podczas rozbrajania drewnianej miny
              przeciwpiechotnej/////znaczy w drewnianym pudeleczku/
              emocje buzuja pod czapa-pot zalewa oczy----ale jeden falszywy
              ruch i lapy urwane
              • jasiulek61 Re: żona alkoholika 11.03.09, 16:00
                Nie bardzo Cię rozumię.Może jestem niekumata ale Ty otuchy mi nie
                dodałeś .Emocje owszem czasami buzują- trudno żeby nie buzowały
                czasami.Tak powiem synowi , że jesteśmy z nim, powiem mu ile traci
                pijąc i żeby pomógl sam sobie, żeby pomyślał o terapii o mitingach
                AA.Decyzja należy do niego.Ja nie mam na to wpływu.Ale jest taki
                moment ,że oczekuje się zrozumienia innych osób a Ty Wolfie pomeby
                dodać otuchy matce alkoholika.
                • ptasiekm Re: żona alkoholika 12.03.09, 10:19
                  Jasiulek61 opowiem Ci nieco o moich doświadczeniach z rodzicami.
                  Przez około 11 lat byłem informowany przez moich rodziców o tym
                  że „są ze mną i jak wiele tracę pijąc alkohol”. Niestety piłem dalej
                  mimo jak to dziś nazywam „nieudolnych” prób pomocy ze strony
                  rodziców. Chwała im za to że w jakikolwiek sposób starali mi się
                  pomóc a pomoc ta ewaluowała na przestrzeni lat od porad i zapewnień
                  do gróźb i znowu zapewnień. Pojawiała się też pomoc „techniczna”
                  zorganizowano mi detoks i terapię. Piłem nadal ciągami po których
                  następowały przerwy krótsze bądź dłuższe. Dziś wiem dlaczego piłem
                  …. Bo miałem komfort picia (tak w dużym uproszczeniu). Miałem co
                  jeść, miałem gdzie spać, było mi ciepło, byłem czysty i wyprany,
                  miałem za co pić bo łączyłem w magiczny sposób pracę z nałogiem.
                  Zawsze znalazł się ktoś kto uratował mi przysłowiowy tyłek,
                  zadzwonił i mnie wytłumaczył, podprowadził do domu, nie zabrał prawa
                  jazdy …. Generalizując nie pozwolił mi się upodlić, upaść, zawalić
                  obowiązki, poczuć wyrzuty sumienia, poczuć się naprawdę żle w tym
                  całym alkoholowym amoku. W tak zwanym międzyczasie zdążyłem się
                  nawet ożenić co do dziś napawa mnie zdumieniem jak do tego doszło
                  zważywszy na to że byłem uzależniony od alkoholu. I tu nastąpił
                  przełom bo trafiłem na kobietę, która po kilku moich ciągach
                  postawiła ultimatum co do dalszej przyszłości. Ultimatum dość
                  sztywne a jednocześnie jasno sprecyzowane (tej deklaracji
                  nieprzekraczalnych granic trzymali się też moi rodzice). Mogłem
                  stracić rodzinę, mieszkanie (choć jest to nasz wspólny majątek),
                  komfort picia i całą masę dobrodziejstw które niesie codzienne
                  wspólne życie. Dwa detoksy w krótkim odstępie czasu sprawiły, że
                  przejrzałem na oczy, zważyłem na mojej wewnętrznej wadze na co mogę
                  mieć jeszcze siłę. Czy podołam piciu, czy nie lepiej dokonać w mojej
                  codzienności jakiejś wielkiej rewolucji polegającej na odstawieniu
                  alkoholu. Pozbawiony komfortu picia wybrałem jedyną słuszną drogę i
                  rozstałem się z alkoholem. Nie piję od 2 lat. Od 8 miesięcy nie palę
                  też papierosów bo odzyskałem świadomość szkodliwości wszelkich
                  nałogów. Rozwijam się intelektualnie i duchowo. Jestem w trakcie
                  studiowania drugiego fakultetu (zaocznie). Planuję drugie dziecko,
                  kupiłem działkę budowlaną. Chodzę do psychologa i panuję nad
                  nałogiem.
                  Po co to wszystko piszę ?
                  Piszę w nadziei że w jakikolwiek sposób naprowadzę Cię na drogę
                  która doprowadzi do trzeźwego życia syna. Czy mój przypadek jest
                  jedynym i słusznym ?! Otóż nie jest ale daje zapewne jakiś obraz
                  szablonowości zachowań osoby uzależnionej i możliwych reakcji na tą
                  chorobę ze strony najbliższych.
                  Wiem jedno, deklaracje, współczucie, zapewnienia o miłości,
                  mówienie o pomocy a nawet jej organizowanie to „za mało” i to nawet
                  nie adekwatne słowo to po prostu źle obrany kierunek pomocy.
                  Chętnie opowiem o moich doświadczeniach związanych z tym co mnie
                  pchnęło w świat trzeźwości jeśli masz konkretne pytania to je zadaj.
                  Życzę twardych decyzji i konsekwencji w ich realizowaniu.
                  • jasiulek61 Re: żona alkoholika 14.03.09, 15:23
                    Bardzo Ci dziękuję!Zgadzam się z Tobą w 100%.Jestem świadoma
                    choroby syna ale jest jeszcze jeden problem- moja synowa i jej
                    matka stwarzają mu konfortowe warunki do picia.Jeżeli możesz podaj
                    mi swój nr tel na mejla.Bardzo mi pomgłeś i może podpowiesz co mam
                    robić dalej.wienia55@op.pl.Gratuluję Ci !trzymaj tak dalej.Jesteś
                    wspaniałym młodym człowiekiem.Pozdrawiam
    • bzzzzzzzzz Re: żona alkoholika 12.03.09, 10:41
      Wszystko robisz nie tak. Wcale nie starasz się pomóc! Na to potrzeba dużo czasu
      i cierpliwości a ty jej wogóle nie masz. Poza tym jesteś toksyczna: wyrzucanie
      męża z domu, potem wyprowadzanie się od niego? Tak, to rzeczywiście mu pomoże
      przestać pić... zacznie pić więcej.

      Rób to chcesz. W końcu tutaj chodzi o Ciebie!
      • 1962wolf Re: żona alkoholika 13.03.09, 08:24
        Jsiulek-byc moze dlatego ,ze jestem facetem-a przy okazji
        alkoholikiem-zupelnie inaczej rozumiem otuche.
        otucha w Twoim wykonaniu/ nie obrax sie/.........to bezsilne
        patrzenie i czekanie na jakis cud.
        otucha w moim pojeciu.to nadzieja na sukces ,poparta
        konkretnymi dzialaniami.
        i dotyczy to nie tylko alkoholizmu w moim zyciu teraz, czy
        wczesniej.
        ale nawet bardziej ogolnie.
        jedx na urodziny wnuczki-----i baw sie dobrze. skoro nic
        innego Ci nie przychodzi do glowy.
        a otucha?..............jak Twoj syn bedzie mial szczescie------
        to wyrznie w dno-------najmocniej jak sie da, ale to przezyje.
        jak nie bedzie mial szczescia........to pograzy siebie, zone
        i dziecko.
        • jasiulek61 Re: żona alkoholika 14.03.09, 15:52
          Nie pojechaliśmy tam się bawić,tylko zobaczyć sie z najbliższymi.I
          co- nic.Synowa z mama stwarzają mu wręcz komfortowe warunki do
          picia.Ja porozmawiałam z nim i tyle.Przez 5 lat proszę ,mówię ,że
          syn musi ponosić odpowiedzialność za swoje postępowanie.Synowa nie
          robi w domu nic.PPrzez te 6 lat wszystkie obowiązki przejeła mama
          synowej.Ponoć tam tak jest.Więc kiedy on osiągnie to dno?Ja bym
          chciała jak najprędzej ale w takich cieplarnianych warunkach to
          napewno nieprędko! I co ja mam robić.Tak będę czekać ,wspierać
          syna, bo nie mam na to wpływu.Tylko przychodzi taki moment, że
          sobie nie radzę sama z sobą.Całe szczęście, żepracuję.Jestem
          pielęgniarką.Pomagam innym chorym a synowi niestety nie.Pozdrawiam
          • 1962wolf Re: żona alkoholika 15.03.09, 19:58
            smutne to wszytsko

            powodzenia

            • jasiulek61 Re: żona alkoholika 16.03.09, 09:12
              Dziękuję!Tak smutne to wszystko.Nie przesadziłam w niczym.Wiem
              też ,że póki syn będzie w tym środowisku to będzie ddddddługo, się
              męczył aż się wykończy.Synowa np wie ,że syn pisze z jakąś
              dziewczyną i nic nie robi, żadnych konkretntch działań.Jemu to
              pasuje.Koło się zamyka.Koszmar.Nadmieniam ,że rodzice synowej co
              tydzień w sobotę wypijają pół litra. Tak dla odprężenia jak
              mówią.Synowa jest DDA.Niby normalni ,dobrzy ludzie ale też
              chorzy.Taka jest prawda.Pozostaje mi tylko modlitwa, choć nigdy nie
              byłam osobą nader wierzącą.Pozdrawiam serdecznie.Dziękuję za
              odpowiedzi.
              • 1962wolf Re: żona alkoholika 16.03.09, 09:21
                bezsilnosc----to straszne uczucie

              • kajda28 Re: żona alkoholika 20.03.09, 22:10
                jasiulek przykro mi strasznie:(,
                Trzymam kciuki aby coś w końcu pękło i cokolwiek się zmieniło, na
                lepsze oczywiście.
                • jasiulek61 Re: żona alkoholika 21.03.09, 12:00
                  Dziki Ci Kajdusiu! W niczym nie przesadziam.Moja synowa nie
                  wyobraża sobie ,żebynie był w domu .On ją lekceważy ,poniża a Ona
                  nic!Proszę ją, żeby p[odejmowała zdecydowane decyzje a Ona nie
                  wyobraża sobie żeby on sięgnął dna. Koło się zamyka.Na pocieszenie
                  problemu .napiszę ,że wczoraj dzwonił trzeżwy syn.Zdaje sobie
                  sprawę z problemu.Mówiłam mu oAA.Pytał a co zrobi- pewnie nic .Ale
                  nadzieję mam. Mówiłam mu ,że pomogę mu ale pod warunkiem ,że
                  zacznie się leczyć.Pozdrawiam serdecznie
                  • kajda28 Re: żona alkoholika 21.03.09, 22:15
                    To dobrze że pyta o AA, tzn. że może coś kiełkować.
                    A z drugiej strony to przecież się mówi że alkoholik trzeźwieje dla
                    siebie, nie dla innych. Więc może i z takim nastawieniem żony , a
                    może i dzięki temu szybciej, znajdzie powód do abstynencji. Ludzie
                    często pod wpływem bardzo różnych i dziwnych impulsów zaczynali
                    chcieć żyć trzeźwo. Jeszcze nic nie jest przesądzone.
                    Trzymam kciuki:)
                    Pozdrawiam.
                    • jasiulek61 Re: żona alkoholika 22.03.09, 15:14
                      Pocieszłaś mnie.Odzyskałm nadziejęW kwietniu ma urlop,więc proszę
                      aby przyjechał w ;swoje strony:. Powiedział ,że się zastanowi. Jak
                      byliśmy u Niego 2 tyg temu wszyscy tzn -mąż jego starszy brat ija
                      to się cieszł.Ugotował smaczny bigos, był z nami aCole był
                      smutny.Co ma być to będzie, na pewne żeczy nie mamy wpływu, ale
                      czasami jest mi tak smutno i wtedy piszę.Dzięki .Pozdrawiam
    • tylkoprawda1 Re: żona alkoholika 14.04.09, 09:44
      Dziewczyno masz kąt u rodziców wywal kotwicę która Cię ciągnie w przepaść,
      jeżeli alkoholik sam dobrowolnie nie przestanie pić to żadne twoje namowy go nie
      przekonają jemu potrzebna jest opiekunka w twojej osobie która załatwi za niego
      wszystkie sprawy rodzinne i materialne całe dalsze twoje życie będzie
      uzależnione od alkoholika dziecko będzie rosło i wstydziło się ojca alkoholika
      Twoja rodzina stanie się dysfunkcyjna będziesz izolować się od znajomych
      ponieważ alkoholik będzie przychodził do domu pijany w różnym stanie najgorsze
      to zesrany i ujszczany, porozbijany, pościerany. Moja rada przeprowac się z
      powrotem do rodziców a jego zostaw niech się nim zajma jego rodzice i on sam.
      Korzystaj z życia bez alkoholika.
      • mitosia Re: żona alkoholika 28.04.09, 14:28
        no i ja mam ten sam problem
        mąż od roku w depresji po stracie pracy, leczy sie piwem
        ma ciągi 4-5 dni
        ja uciekam do rodzinnego domu w tym czasie
        2 razy byl na panstwowym detoksie, ae to jeden wielki pic na wode
        na 8 dni pobytu 1 rozmowa z lekarzem i tyle...

        teraz jest tez wcięty
        dzwonil z placzem, ze chce umrzec
        znalazlam prywatny osrodek nad morzem, ale terminy masakryczne :(
        nie mam uz tez sily... odcinam sie myslami od niego, ale tkwi w
        mojej glowie milosc
        • kajda28 Re: żona alkoholika 28.04.09, 15:39
          > nie mam uz tez sily... odcinam sie myslami od niego, ale tkwi w
          > mojej glowie milosc

          i jak tu się nie bać miłości ? :(

          Sorry że się wcinam i to całkiem nie na temat- ale właśnie doszło do
          mnie dlaczego się boję miłości, i kojarzy mi się z chorym
          współuzależnieniem.
    • tylkoprawda1 Re: żona alkoholika 14.04.09, 09:45
      Dziewczyno masz kąt u rodziców wywal kotwicę która Cię ciągnie w przepaść, jeżeli alkoholik sam dobrowolnie nie przestanie pić to żadne twoje namowy go nie przekonają jemu potrzebna jest opiekunka w twojej osobie która załatwi za niego wszystkie sprawy rodzinne i materialne całe dalsze twoje życie będzie uzależnione od alkoholika dziecko będzie rosło i wstydziło się ojca alkoholika Twoja rodzina stanie się dysfunkcyjna będziesz izolować się od znajomych ponieważ alkoholik będzie przychodził do domu pijany w różnym stanie najgorsze to zesrany i ujszczany, porozbijany, pościerany. Moja rada przeprowac się z powrotem do rodziców a jego zostaw niech się nim zajma jego rodzice i on sam. Korzystaj z życia bez alkoholika.
      • zuzia36 Re: żona alkoholika 14.04.09, 10:07
        to było do mnie?????
        • olifka123 Re: żona alkoholika 03.05.09, 00:17
          jestem zona alkoholika. jestesmy razem od 4 lat. mamy dwojke dzieci,
          2,5 roku i 5 miesiecy. wyrzucilam go z domu. przychodzi do dzieci,
          chce wrocic, placze. jestem twarda. chce sie leczyc, mowi ze
          potrzebuje oparcia. niewiem co robic...
          • paulinakw Re: żona alkoholika 05.05.09, 14:14
            Postaw warunek leczenia.Obiecanki cacanki niech sobie wsadzi w nos.U mnie było
            podobnie.Wróciłam,ale musiał podjać terapie.Sam nie da sobie rady z
            nałogiem.Jestem dojrzalsza.Dzisiaj jest dobrze.Jednak jesli nastapi"powtórka" z
            rozrywki -nie ma mnie....alkohol zniszczył zbyt wiele w moim życiu.Nie pozwolę
            by zniszczył totalnie wszystko.Bądź dzielna!
    • olifka123 Re: żona alkoholika 03.05.09, 00:13
      tez jestem zona alkoholika. jestem z nim od 4 lat, dwojka dzieci 2,5
      roku i 5 miesiecy. wyrzucilam go z domu pare dni temu. przychodzi do
      dzieci, chce wrocic, placze. jestem twarda. powiedzial ze chce sie
      leczyc i zebym mu w tym pomogla, ze potrzebuje oparcia. jutro ma
      dzwonic. niewiem co robic....
    • zuzia36 Re: żona alkoholika 27.10.09, 12:58
      dawno mnie tu nie było. Melduję, że żyję :)
      • kajda28 Re: żona alkoholika 27.10.09, 13:02
        Witaj:)
        Napisz co u ciebie, to już ponad rok jak zaczęłaś coś robić. Jak
        mąż, dzieciątko?
        • zuzia36 Re: żona alkoholika 27.10.09, 13:53
          u mnie ok. Trochę chorowałam. Sporo zmieniłam w sobie. Dziecko rosnie zdrowo,
          jest coraz wspanialszy. Podsumowując przez ten rok bardzo wiele zrobiłam.
          A mąz hymmmm sama nie wiem. Niby jest inny, niby próbuje z tego wyjść a jednak
          mam wrażenie ze stoi w miejscu. Próbował terapii, próbował AA, jakiś czas temu
          chciał iśc znowu na zamknięte. Wypił kilka razy, jednodniowo. Widze jednak ze
          jego myślenie, zachowanie jest tak samo pijane jak ponad rok temu...
          to chyba tyle w skrócie
          • kasia100-3 Re: żona alkoholika 28.10.09, 20:57
            Witam serdecznie Zuziu i oczywiście całą resztę .
            Jakieś parę miesięcy temu wtrąciłam się do waszej rozmowy
            całkowicie nie świadomie (nowa głupia i zielona w pisaniu postów)
            Mimo wszystko chciała bym podzielić się swoimi małymi radościmi.
            W listopadzie minie rok jak mój mąż nie pije razem co tydzień w każdy wtorek
            chodzimy na terapie.Ja dla osób współuzależnionych on na grupę dla alkoholików.
            Jestem inna osobą !!!!!!!
            Każdej żonie alkoholika serdecznie polecam takie grupy z terapeutką
            to jest niesamowite ile można sie dowiedzieć o sobie i swoim współuzależnieniu ,
            a przede wszystkim jak z tym walczyć uczę się jak normalnie żyć.
            Tobie droga Zuziu życzę powodzenia ,zdrowia masz synka który
            Cię bardzo kocha pamiętaj o Tym bądź dzielna .Pamiętaj każda
            kobieta która przeżyła choć rok z alkoholikiem jes WIELKA .
            Serdecznie pozdrawiam Kasia .
























            • kajda28 Re: żona alkoholika 28.10.09, 22:42
              >Pamiętaj każda
              > kobieta która przeżyła choć rok z alkoholikiem jes WIELKA .

              Dlaczego?


              > Każdej żonie alkoholika serdecznie polecam takie grupy z
              terapeutką
              > to jest niesamowite ile można sie dowiedzieć o sobie i swoim
              współuzależnieniu
              > ,
              > a przede wszystkim jak z tym walczyć uczę się jak normalnie żyć.

              to prawda, ale wielu żonom terapie nie pomagają:( , podobnie jak
              alkoholikowi terapie odwykowe.
              • zuzia36 Re: żona alkoholika 29.10.09, 13:03
                > > Każdej żonie alkoholika serdecznie polecam takie grupy z
                > terapeutką
                > > to jest niesamowite ile można sie dowiedzieć o sobie i swoim
                > współuzależnieniu
                > > ,
                > > a przede wszystkim jak z tym walczyć uczę się jak normalnie żyć.
                >
                > to prawda, ale wielu żonom terapie nie pomagają:( , podobnie jak
                > alkoholikowi terapie odwykowe.

                mnie terapie grupowa strasznie dołują :( wolę indywidualne spotkania z terapeutą
                • aaugustw Re: żona alkoholika 29.10.09, 16:35
                  Po wieloletnim korzystaniu, jako trzezwy dzis alkoholik z Mityngow
                  AA w realu i rownoleglym braniu udzialu w jednym, "zamknietym"
                  wirtualnym Mityngu AA (plus sluzby AA na zewnatrz), postanowilem
                  poszerzyc swoja wiedze praktyczna o AA - poza AA...!
                  Od ok. dwoch lat biore udzial w tymze forum o uzaleznieniach,
                  (glownie alkoholizm)...
                  Kiedy czytam tu i gdzie indziej tego typu wypowiedzi, (cyt.):
                  > ... serdecznie polecam takie grupy z terapeutką to jest
                  niesamowite ile można sie dowiedzieć o sobie i swoim
                  współuzależnieniu, a przede wszystkim jak z tym walczyć
                  uczę się jak normalnie żyć.
                  (albo):
                  > ... mnie terapie grupowa strasznie dołują :( wolę indywidualne
                  spotkania z terapeutą
                  (albo to co napisal pewien znany mi AA - "Meszuge"):
                  > ... Czasem odnoszę wrażenie, że w chwili obecnej Wspólnota AA w
                  Polsce traktowana jest i rozumiana, jak umiarkowanie ważny dodatek
                  do psychoterapii odwykowej. Alkoholik może się ewentualnie mityngami
                  Wspólnoty AA zainteresować w jakiejś wolnej chwili, ale właściwie to
                  wcale nie musi. W początkowym okresie zdrowienia alkoholika, nowego
                  członka Wspólnoty AA, zasada anonimowości interesuje tylko o tyle, o
                  ile pomaga mu ukrywać to, że jest… alkoholikiem." <

                  ...odnosze wtedy wrazenie, jakby dzieki Mityngom AA
                  nastepowalo "oprosienie" zwrotne i z tychze Mityngow zaczely
                  powstawac, jak grzyby po deszczu odplatne szkolki terapeutyczne,
                  prowadzone przez takich, ktorzy wczesniej bezplatnie zdobyli swa
                  wiedze przekazywana im przez innych alkoholikow dzielacych sie swym
                  doswiadczeniem..(!?).
                  W slad za takim tokiem rozumowania rodza sie we mnie nastepne
                  pytania...:
                  Czy polski alkoholik ma az tak duzo pieniedzy, czy az tak duzo
                  glupoty, a moze Wspolnota AA w Polsce jest tak skutecznie anonimowa,
                  ze ci potrzebujacy jej nigdy jeszcze nie slyszeli o czyms takim..!?
                  (a moze to duma nie pozwala im sie "znizyc" do innych - takich
                  samych, jak i oni...!?).
                  A...
                  • kasia100-3 Re: żona alkoholika 30.10.09, 18:39
                    Witam serdecznie aaugustw
                    Nie zgadzam się absolutnie z tym co piszesz .
                    Ktoś kto naprawdę potrzebuje pomocy to ją znajdzie.
                    My zapukaliśmy do pierwszych drzwi i już minął rok jak się leczymy.
                    Zasada jest tylko jedna TRZEBA CHCIEĆ .
                    Pozdrawiam kasia.

                    Witam serdecznie Zuziu.
                    Być może każda grupa jest prowadzona inaczej,ale my mamy
                    grupę bardzo zżytą spotykamy się ,wspieramy,piszemy do siebie
                    jak któraś potrzebuje pomocy .Na grupie jak któraś ma doła
                    to nasza terapeutka tak niesamowicie wyprowadzi ją z doła ,
                    że zawsze wychodzą uśmiechnięte.Bogu dziękuje za to.Już nie myślę
                    ciągle o mężu alkoholiku teraz ucze się myśleć o sobie.
                    Jest to po 18 latach bardzo trudne ,ale ja dam rade nie jestem sama
                    Pozdrawiam Kasia
                    • tenzing30 Re: żona alkoholika 31.10.09, 16:20
                      Witajcie,
                      na początek chciałam zaznaczyć, że bardzo dokładnie przeczytałam cały wątek. Mam
                      w sobie silne przekonanie, że to miejsce jest dla mnie i liczę na Wasze cenne i
                      bogate doświadczenie. Mam również nadzieję, że jego założycielka o niku Zuzia i
                      nikt inny nie mają pretensji, że przytulam się do tego miejsca, ze swoimi
                      problemami? Jeśli to niegrzeczne stworzę nowy - ale czy ma to sens, skoro ten
                      żyje i służy innym?
                      Nie szukam pomocy - o tę zgłosiłam się do ośrodka i uczestniczę w terapii
                      indywidualnej i grupowej.
                      Szukam waszej wiedzy i doświadczenia. I bardzo o nie proszę.

                      Tymczasem nie czekając na reakcję:

                      Mój Mąż ma problem alkoholowy. Według mojej oceny oraz specjalistów (na
                      podstawie moich barwnych opowieści) jest to stan uzależnienia od alkoholu, a nie
                      picie szkodliwe czy ryzykowne. Dla Męża nie ma tematu, a tym bardziej problemu.
                      Poznaliśmy się jako nastolatkowie, od dwóch lat nasze drogi zeszły się na
                      nowo,od czerwca tego roku jesteśmy małżeństwem. Mam 29 lat, mój Mąż jest o rok
                      starszy. Nie mamy dzieci. Brak problemów z kasą, brak problemów w pracy
                      spowodowanych alkoholem. Obydwoje mamy wyższe wykształcenie.
                      Te dwa lata pozwalają mi na jednoznaczne stwierdzenie postępowania negatywnych
                      zmian jego zachowania przy okoliczności spożywania alkoholu. Choć do tej pory
                      byłam pewna (ha,ha,ha), że jest to stan, z którego można jeszcze zawrócić na tor
                      picia kontrolowanego. Do nocy z piątku na sobotę tydzień temu.
                      Po urodzinowej imprezie w klubie, podczas powrotu do domu "trafiło go". włączył
                      "korbę" i na neutralne sygnały reagował agresją słowną, czepiał się, twierdził,
                      że traktuję go jak idiotę. Jakoś prawie dotarliśmy do domu (tak powinnam go
                      zostawić na ulicy i wezwać Policję) - ja byłam trzeźwa i nie dałam się
                      prowokować nawet do podnoszenia głosu. Nie chcąc dalej wysłuchiwać wyzwisk
                      poszłam inną drogą. Nie zamknęłam drzwi, czekałam. Przyszedł z awanturą, że mu
                      się schowałam. Że próbował się włamać do naszego samochodu i chciał w nim spać.
                      Chwycił za kluczyki i dokumenty i o 3 nad ranem oświadczył, że jedzie coś zjeść.
                      Nie pozwoliłam na to - zagrodziłam mu drogę (wiem - powinna mu pozwolić i
                      zawiadomić policję...). Szarpał się ze mną, wywlókł do sypialni, pchnął na łóżko
                      i dalej mnie szarpał. Nie puściłam go. Jak się wyrwałam, znowu zagrodziłam
                      drzwi. Krzyczał, obrażał mnie. Nie wytrzymałam - spoliczkowałam go. Nie oddał.
                      Wpadł w furię, wybił szybę, rzucał i rozbijał cenne przedmioty. Wykrzyczał,
                      żebym wynosiła się z domu. I tak zrobiłam. Poza domem jestem od tygodnia.
                      Przez dwa pierwsze dni nie było między nami kontaktu. Spotkanie w poniedziałek
                      (przyjechałam po samochód) to oświadczenie, że to czego doznaję to przemoc i
                      jest przestępstwem. Moje łzy, jego przeprosiny
                      i moje ultimatum: wrócę do domu, jeśli spotkasz się z terapeutą. Kilkadziesiąt
                      minut przed spotkaniem powiesiłam mu swoje dość dramatyczne zdjęcie, pokazujące
                      co mi zrobił. Przypomniałam jego najgorsze skutki i efekty po alkoholu. Jego
                      "nigdzie mnie nie wyślesz" brzmiało jak obrona przed najgorszą rzeczą, do której
                      kiedykolwiek mogłabym go go zmusić. Wyszłam, trzasnął drzwiami. Potem mnie
                      dogonił, przytulał i podwiózł do tramwaju gdy ponownie odmówiłam powrotu do
                      domu. Wysiadłam rzucając: "dziękuję" i widziałam, że liczy na rozmowę. Dzwonił -
                      nie odbierałam. Wtorek - zadzwonił proponując wyjście do kina. Powiedziałam żeby
                      nie dzwonił, jeśli nie zdecyduje się spełnić mojego żądania. Rozłączył się.
                      Zdzwonił pokornie na 1,5 h i zaczął mówić o Bogu i kościele i , że to nam
                      pomoże. Wsparłam go w tym i doceniłam, że na to wpadł. Równocześnie mówiąc, że
                      to nie wystarczy i że ja nie ustąpię. Skończyliśmy rozmowę. Środa - milczenie.
                      Widzieliśmy się w czwartek po mojej pierwszej terapii grupowej p/przemocy.
                      Proponował wspólny obiad, pytał jak się czuję gdy napotkał mur, powiedział, że
                      wychodzi. Nie miał mi nic do powiedzenia. Wyszłam zanim wrócił. Wieczorem
                      napisałam sms "Nie kochasz mnie. To boli najbardziej". Odpowiedź rano:"Proszę
                      Cię. Wracaj do domu. Nie pisz takich głupot, o tym już rozmawialiśmy. Błagam
                      Cię". Odpisałam www.wyhamujwpore.pl. Cisza. Wczoraj popołudniu zadzwoniłam i
                      powiedział, że na gwałt potrzebuję samochód. Powiedział, że wyjeżdża (do kolegi
                      - czołowego kompana od wspólnego i "najgorszego" picia, który o nim zapomniał,
                      gdy Tomek się wyprowadził ze wspólnego osiedla. Ja mu na to, że mieszkanie,
                      które komuś wynajmujemy jest zalewane i muszę się tam dostać. Mój "Rycerz"
                      pojechał ze mną. Pomagał. Przytulał i nazywał najczulszymi sławami. Zapytałam
                      jak może czuć do mnie coś tak silnego i jednocześnie krzywdzić? Odpowiedział
                      "nie wiem". Zaproponował mi obiad (i że najpierw zabierzemy moje rzeczy i mnie
                      do domu). Odmówiłam i powiedział o terapii. Bez słowa odwiózł mnie z powrotem.
                      Dialog gdy wysiadałam (wziął mnie za rękę):
                      On:
                      - Bardzo mi przykro, że tak między nami jest.
                      Ja:
                      - Jesteś jedyną osobą, która może to zmienić.
                      On.
                      - W takim razie, nic się nie zmieni.
                      Ja:
                      - I co dalej?
                      On:
                      - Pewnie się rozwiedziemy.

                      To nasza ostatnia rozmowa sprzed niespełna 24h.
                      W domu nie ma jego ani psa - pojechał tam, gdzie zapowiedział.

                      To koniec i początek mojej historii.

                      Jestem zdecydowana "pomóc" mu. W poniedziałek spotykam się z księdzem (jego
                      przyjacielem). Tego samego dnia zamierzam poinformować jego Rodziców o tym co
                      się dzieje.

                      Wiem, że będą mnie wspierać (od dawna niepokoili się o jego picie).

                      PYTANIA DO DOŚWIADCZONYCH?

                      Przed czym ich ostrzec, jak pokierować by nie zrobili więcej szkody niż pożytku?
                      A może zostawić - mają prawo do swoich emocji i zachowań wobec własnego syna?

                      I zabrzmi głupio - nie oceniajcie, proszę:
                      Czy zdarza się, żeby Żona podejmując taką jak ja walkę o siebie i w ten sposób
                      także o męża, została przez niego porzucona? Czy jego grożenie rozwodem, to
                      próba szantażu i manipulacji (kilka godzin wcześniej błagał, żebym wróciła...).

                      Jeśli ktoś czuje i chce podzielić się ze mną refleksją nad tymi 5 tysiącami
                      znaków. Jeśli ma mi coś do powiedzenia. Jeśli przeszedł tę drogę... niech powie,
                      że jest do przejścia i da się nie zwariować.

                      Bardzo czekam
                      bardzo pozdrawiam
                      • matrasza Re: żona alkoholika 01.11.09, 01:15

                        Witajcie,
                        pierwszy raz piszę na tym forum. Od 14 lat jestem / byłam z
                        alkoholikiem. Piszę byłam, gdyż jesteśmy w trakcie rozwodu. Nie ma
                        już we mnie woli walki, bo nie ma już we mnie miłości do mojego
                        męża. Do osoby, którą kochałam miłością młodzieńczą, wielką,
                        wymarzoną. Mój mąż zawiódł mnie na całej linii: jako mój partner,
                        jako ojciec naszych dzieci, jako głowa rodziny. Walczyłam długo,
                        przedtem długo się szarpałam, jak większość współuzależnionych osób,
                        tracąc siłę i energię na chore zachowania, które nie przynosiły
                        poprawy sytuacji.
                        Przeczytałam (przyznaję się - prawie;) cały wątek.
                        Niemożliwe jest, aby znać odpowiedź na tego typu pytanie:
                        --------------------------------
                        tenzing30 napisała:
                        I zabrzmi głupio - nie oceniajcie, proszę:
                        > Czy zdarza się, żeby Żona podejmując taką jak ja walkę o siebie i
                        w ten sposób
                        > także o męża, została przez niego porzucona?
                        --------------------------------

                        Tego nikt nie wie.
                        Ja prawie 2 lata temu na oczach naszych małych dzieci, ratując życie
                        mojemu mężowi w ataku padaczki, klęcząc w jego fekaliach,
                        wymiocinach i krwi, potem jeżdżąc do niego do szpitala codziennie
                        przez 10 dni pobytu na detoksie, nie śpiąc po nocach, wychowując
                        jednocześnie dwójkę dzieci i użerając się jeszcze przy tym z
                        nienormalną teściową i teściem alkoholikiem (mieszkaliśmy wtedy u
                        nich) - byłam pewna, że dam radę, że, coby się nie działo, będziemy
                        zawsze razem.
                        Nie udało się, w najbliższy wtorek mamy trzecią rozprawę rozwodową,
                        mam nadzieję ostanią.
                        Jestem skrajnie wyczerpana, sama z dwójką dzieci, żyjąca z dziećmi
                        na walizkach od ponad roku. Ale z drugiej strony pełna nadziei na
                        lepsze, spokojniejsze, bardziej stabilne emocjonalnie życie moje i
                        przede wszystkim naszych dzieci.
                        Wiem, że to co piszę jest 'mało' budujące - przepraszam. Ale nikt
                        nie odpowie, jak potoczy się Twoje życie.
                        Wiele razy miałam chwile zwiątpienia, załamania, ale każdy je ma.
                        Sęk w tym, żeby iść do przodu.
                        I to co mnie buduje w wielu Waszych wypowiedziach, to wskazówka,
                        żeby SŁUCHAĆ SIEBIE. Ja po prostu WIEM, że muszę to przerwać, bez
                        względu na piękne lata, które wspólnie przeżyliśmy, na brak
                        zrozumienia u wielu znajomych, na cudne wspomnienia i ogromny żal,
                        ŻE JUŻ NIGDY TAK NIE BĘDZIE, ŻE NIC NAM JUŻ TEGO NIE WRÓCI.
                        To był bardzo długi proces, ale ja to po prostu czuję całą sobą.
                        Bez względu na wybory i decyzje, trzymam za nas wszystkich kciuki.



                        • aaugustw Tego nikt nie wie... 01.11.09, 10:00
                          matrasza napisała:
                          --------------------------------
                          > Tego nikt nie wie...
                          > I to co mnie buduje w wielu Waszych wypowiedziach, to wskazówka,
                          > żeby SŁUCHAĆ SIEBIE. Ja po prostu WIEM, że muszę to przerwać, bez
                          > względu na piękne lata, które wspólnie przeżyliśmy, na brak
                          > zrozumienia u wielu znajomych, na cudne wspomnienia i ogromny żal,
                          > ŻE JUŻ NIGDY TAK NIE BĘDZIE, ŻE NIC NAM JUŻ TEGO NIE WRÓCI.
                          _____________________________.
                          I tego Ty takze nie wiesz...!
                          Pozdrawiam: A...
                          • matrasza Re: Tego nikt nie wie... 02.11.09, 15:06
                            aaugustw napisał:

                            > matrasza napisała:
                            > --------------------------------
                            > > Tego nikt nie wie...
                            > > I to co mnie buduje w wielu Waszych wypowiedziach, to wskazówka,
                            > > żeby SŁUCHAĆ SIEBIE. Ja po prostu WIEM, że muszę to przerwać,
                            bez
                            > > względu na piękne lata, które wspólnie przeżyliśmy, na brak
                            > > zrozumienia u wielu znajomych, na cudne wspomnienia i ogromny
                            żal,
                            > > ŻE JUŻ NIGDY TAK NIE BĘDZIE, ŻE NIC NAM JUŻ TEGO NIE WRÓCI.
                            > _____________________________.
                            > I tego Ty takze nie wiesz...!
                            > Pozdrawiam: A...


                            Aaugustw,
                            ja WIEM, że muszę odejść od męża dla dobra mojego i dzieci. Że nic
                            już nie wskóram. Robiłam, co mogłam przez te 2 najgorsze w moim
                            życiu lata i teraz 'nic tu po mnie'.
                            Ja nie mam żalu o to, że mój mąż jest chory (choć to nie wirus,
                            który można gdzieś złapać), ja mam niewyobrażalny wręcz żal o to, że
                            on nie chce się leczyć - nie chce zawalczyć o mnie i dzieci, a
                            przede wszystkim o siebie.

                            A pytanie tenzing30 brzmiało:
                            tenzing30 napisała:
                            I zabrzmi głupio - nie oceniajcie, proszę:
                            > Czy zdarza się, żeby Żona podejmując taką jak ja walkę o siebie i
                            w ten sposób
                            > także o męża, została przez niego porzucona?

                            co oznacza, że pyta się, czy mimo JEJ starań, mąż JĄ porzuci.

                            DO TENZING30
                            z mężem przeżyłam wspólne 14 lat, ale to nie było tak, że 14 lat się
                            męczyłam z chorobą męża. Jak pisałam - wiele lat było świetnych.
                            Choroba alkoholowa jest chorobą chroniczną, postępującą, nieleczona -
                            śmiertelną, a jej żniwem jest nie tylko życie alkoholika, ale
                            jeszcze wielu, wielu osób w jego otoczeniu:((



                            • aaugustw Re: Tego nikt nie wie... 02.11.09, 19:55
                              matrasza napisała:
                              > Aaugustw,
                              > ja WIEM, że muszę odejść od męża dla dobra mojego i dzieci...
                              > ... ja mam niewyobrażalny wręcz żal o to, że on nie chce się
                              leczyć - nie chce zawalczyć o mnie i dzieci...
                              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                              Matrasza, jestem trzezwym alkoholikiem i mam to juz za soba... -
                              Wierz mi, to nie jest tak, ze on nie chce zawalczyć o Ciebie i
                              dzieci... - On ciagle wierzy w to, ze sam da sobie z tym rade.
                              Alkoholik MUSI osiagnac swoje dno, aby moc rozpoczac swoje zycie od
                              nowa... - A jezeli sie to uda, wspaniale jest to nowe zycie...! ;-)
                              __________________________________________.
                              matrasza napisała dalej do tenzing30:
                              > ... co oznacza, że pyta się, czy mimo JEJ starań, mąż JĄ porzuci.
                              > DO TENZING30
                              > z mężem przeżyłam wspólne 14 lat, ale to nie było tak, że 14 lat
                              się męczyłam z chorobą męża. Jak pisałam - wiele lat było świetnych.
                              > Choroba alkoholowa jest chorobą chroniczną, postępującą...
                              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                              Dodam z mojego doswiadczenia, ze najwiecej rozwodow nastepuje w
                              okresie rozpoczecia abstynencji przez alkoholika, a to znaczy dalej,
                              ze nie tylko wtedy moze mąż JĄ porzucic, lecz takze ona moze JEGO
                              porzucic, gdyz (np.) "stracil on juz swoje dawne walory"...! ;-)
                              A...
                        • tenzing30 Re: żona alkoholika 01.11.09, 10:10
                          Siły i wytrwałości w walce o Rodzinę - Ciebie i Dzieci.
                          Nie oglądaj się za Siebie:)
                          Tu czujesz ulgę - to trwa 14 lat.
                          U mnie temat świeży - zareagowałam przy pierwszym drastycznym sygnale o
                          chorobie. Jestem rozdarta. Co najmniej 95% naszego życia jest trzeźwe (pomijając
                          rozdrażnienie i nie wypowiadane pragnienie wypicia). Ale tych 5% nie da się
                          zapomnieć. Mimo wszystko, nie zdążyłam przeżyć tego o czym piszesz. Z tego co
                          czytam - do granic wstrętu, upokorzenia i bólu jeszcze daleko.
                          Dla mnie lepiej.
                          Dla niego - różnie może być.
                          • yuraathor Re: żona alkoholika 01.11.09, 10:21
                            tenzing30 napisała:

                            > Co najmniej 95% naszego życia jest trzeźwe (pomijają
                            > c
                            > rozdrażnienie i nie wypowiadane pragnienie wypicia). Ale tych 5% nie da się

                            Ty to nazywasz trzeźwym zyciem, kiedy przez te 95 % czasu wasze mysli krążą
                            wokół picia???
                            dużo pracy przed Tobą.
                            zmieniaj to co możesz zmienić
                            • tenzing30 Re: żona alkoholika 01.11.09, 10:48
                              błędna interpretacja
                              jest wynikiem mało precyzyjnego opisu - sorry.

                              analiza z perspektywy czasu i zachłannie zdobywanej i aktualizowanej wiedzy,
                              przekonuje, że jego gorsze samopoczucie może wynikać z niezaspokojonej chęci
                              wypicia. Dostrzegam to teraz i to w bardzo subtelnym. mega incydentalnym wymiarze.
                              Dodam raz jeszcze, że wszyscy specjaliście z którymi zdążyłam się spotkać (4
                              osoby) stwierdziły, że prawie nie zdarza się by ktoś zgłosił się na terapię tak
                              wcześnie jak ja. Stąd może moja historia i rozwój sytuacji nie bardzo pasują do
                              standardu.
          • stokrotka36 Re: żona alkoholika 10.11.09, 11:24
            dzień dobry.przeczytałam problem zuzi i sie popłakałam. jestem nowa
            i mam taki sam problem z mężem, pije.Jest on spokojny jak wypije,
            pije w samotności po pracy. dziś miał termin na terapię i nie
            poszedł bo wczoraj popił. w tamtym roku też podjął terapię ale był
            tylko raz, póżniej chodził do klubu AA ale tylko przez 2 tygodnie.
            on nie ukryw że jest alkoholikiem powiedział to moim rodzicom a oni
            się zdziwili bo ja nigdy nic na ten temat nie mówiłam.niby chce coś
            zrobić ale mu to nie wychodzi. powiedziałam mu dziś że to nie ma już
            sensu że i tak dalej będzie pił i że chcę się wyprowadzić z domu z
            dwójką naszych dzieci (córka 10l, syn 2,5 l) proszę pomóżcie mi co
            mam robić wyprowadzić się? Siostra namawia mnie żebym przyszła do
            klubu na spotkania ona sama też miała taki sam problem jest już po
            rozwodzie.po pierwsze wstydzę się, a podrugie nie chcę być z siostrą
            w grupie.
            • yuraathor Re: żona alkoholika 10.11.09, 13:59
              no i będziesz sie wstydzić dalej.
              coraz bardziej się bedziesz wstydzic swojego pijanego domu.
              dzieci będą sie wstydzić zaprosić koleżanke czy kolegę.
              a twój mąż będzxie pił coraz więcej a Ty będziesz się wstydzić.
              siostry w grupie się obawiasz bo co ???
              będzie bardziej bolało???
              z jednej miski jadłyście a teraz podobny problem macie
              przecież to siła która trzeba wykorzystac
            • matrasza Re: żona alkoholika 10.11.09, 21:40
              stokrotka36,
              nie bedziesz w jednej grupie z siostra, gdyz to jest wbrew zasadom,
              ktore panuja w placowkach zajmujacych sie terepiami.
              Ja (w Warszawie) mialam szczescie trafic na swietna terapeutke, jak
              ja to mowie 'konkretna babke z jajami', z doswiadczeniem, wyczuciem,
              szostym zmyslem, etc. Polecilam ja mojej znajomej, ktora, nie znajac
              tej zasady, powiedziala, ze ja jej polecilam to miejsce i musiala
              wybrac innego terapeute, a znajoma nie jest dla mnie nawet bliska
              kolezanka.
              Terapia daje niesamowite wsparcie, zrozumienie, nikt Cie tam nie
              ocenia, bo kazdy ma dokladnie ten sam problem. Wygadanie sie w takim
              otoczeniu niesamowicie pomaga. A wiedza o chorobie, rozne przepisy
              prawne, kruczki, wiedza, jak inne osoby sobie w tej sytuacji radza i
              dzialanie na zasadzie 'co dwie glowy, to nie jedna' sa bezcenne.
              Ja osobiscie goraco polecam.
              Sprobowac nie zaszkodzi;)
              pozdrawiam i wytrwalosci zycze

    • dabcia7 Re: żona alkoholika 07.03.10, 00:18
      a jak zmusic mężą alkoholika,który twierdzi ,że to ja powinnam się
      leczyc bo on nie jest alkoholikiem-ja w ogóle nie pije alkoholu-
      mieszka z nami 35-letni syn,którego dosyc czesto z tego tytułu
      ponoszą nerwy i ojcu nabluzga ,ale to mąż pije dzien w
      dzień ,jeszcze pracuje ,i dlatego nie zdobyłam sie jeszcze na ten
      krok,żeby może z zakładem pracy porozmawiac,sama sie wstydzę takiej
      sytuacji,a jest coraz gorzej,bo nawet pod pretekstem wyprowadzenia
      psa idzie sie napic ,wraca po kilku godzinach-nie daje mu juz psa to
      i tak wychodzi,soboty i niedziele to jest gehenna ,przychodzi
      pijany ,walnie się ubraniu,przespi i rusza dalej ,nigdy na niego nie
      mogę liczyc,nigdzie nie mogę wyjechac,bo nie wiem co on może po
      pijanemu zrobic ,żałuje tylko jednego ,że pozwoliłam moim dzieciom
      wychowac się w rodzinie nałogowego alkoholika,ale dopiero teraz to
      wiem,powinnam z tym człowiekiem rozejśc się ,ale teraz jestem juz
      starą i schorowaną kobietą i co mam robic???
      • aaugustw Re: żona alkoholika 07.03.10, 10:45
        dabcia7 napisała:
        > a jak zmusic mężą alkoholika,który twierdzi ,że to ja powinnam się
        > leczyc...
        __________________________________________________________.
        Masz madrego meza... - On ma racje. To Ty powinnas sie leczyc...!
        Gdybys byla zdrowa psychicznie kobieta, nie siedzialabys tyle lat
        przy takim pijaku, jak nam go tu opisujesz...
        Nie ogladaj sie zatem na meza, ani nie baw sie w uzdrowicielke
        ludzi, tylko pedz na najblizszy Mityng Al-Anonu dla osob
        wspoluzaleznionych od choroby alkoholowej...!
        Tu znajdziesz taki Mityng:
        www.al-anon.org.pl/spis.html

    • zuzia36 Re: żona alkoholika 12.03.10, 10:24
      nawet sie nie spodziewałam ze mój wątek żyje :)
      napisze krótko co u mnie. Jest OK :) chodzę na terapie, powoli odzyskuje spokój
      i radość życia. Wiele zmieniam w swoim życiu.
      Mąż nie poje, jednak jego życie jest bardzo pijane. Czy chodzi na terapie?? nie
      wiem. Z domu wychodzi.
      Pozdrawiam wszystkich czytających i piszących!!!!!!
      • aaugustw Re: żona alkoholika 12.03.10, 11:01
        zuzia36 napisała:
        > napisze krótko co u mnie.
        > Jest OK :) chodzę na terapie, powoli odzyskuje spokój i radość
        życia. Wiele zmieniam w swoim życiu.
        > Mąż nie pije, jednak jego życie jest bardzo pijane. Czy chodzi na
        terapie?? nie wiem. Z domu wychodzi.
        > Pozdrawiam wszystkich czytających i piszących!!!!!!
        ____________________________________________________.
        Piszacy dziekuje za pozdrowienia...! ;-) (z powrotem)
        Widze, ze chcialas napisac o sobie, a wyszlo ze napisalas
        o Was...! ;-) (nie, nie tlumacz tego, to jest suuuper...!) ;-)
        To jest typowe dla wszystkich malzenstw i partnerstw...!
        Po zaprzestaniu picia jednego z partnerow, problemiki
        dopiero zaczynaja zyc na dobre... - Teraz jednak innego
        kalibru, choc kontrola pozostala dalej ta sama...
        Teraz dochodzi podejrzliwosc, powstaja w glowie mysli,
        typu; "gdzie on chodzi, skoro wraca czysty i trzezwy...?",
        Nierzadko dochodzi w takich sytuacjach do zazdrosci...
        A gdybys Zuzia Ty podeszla pierwsza do niego i zaproponowala
        mu pojscie razem z nim na Mityng otwarty AA, albo rownolegly
        Mityng Al-Anonu...!?
        Mialabys w jeden dzien bardzo duzo odpowiedzi na niby glupie
        pytania, ktore demoluja czlowiekowi cale zycie...
        (np. czy on tam chodzi, gdzie on chodzi, czy ma kochanke,
        dlaczego jest przy Tobie, etc...!?) ;-)
        Zuzia jest OK (piszesz), bedzie jeszcze lepiej, ale dzialaj...
        Samo nic nie przyjdzie...! ;-)
        A...
        • zuzia36 Re: żona alkoholika 12.03.10, 12:24
          hymmm z tym wspólnym wyjściem na miting dobra myśl, tylko co z dzieckiem?????
          ale pomyśle, pokombinuje z mężem.
          Co do chodzenia zastanawia mnie tylko, ze tez mu sie chce chodzić :) mnie by sie
          naprawdę nie chciało :)
          Mieliśmy ostatnio miting otwarty a po potańcówkę. Nawet kreacja była juz
          przygotowana. Niestety akurat sie rozchorowałam :(
          • aaugustw Re: żona alkoholika 12.03.10, 13:13
            zuzia36 napisała:
            > hymmm z tym wspólnym wyjściem na miting dobra myśl...
            > Co do chodzenia zastanawia mnie tylko, ze tez mu sie chce
            chodzić :) mnie by sie naprawdę nie chciało :)
            ________________________________________.
            Moze go jaka tam zauroczyla...(!?) :-o
            A moze doszedl predzej od Ciebie do
            wniosku, ze nie ma innego wyjscia...(!?).
            A...
            • zuzia36 Re: żona alkoholika 12.03.10, 14:54
              :D chodziło mi o to chodzenia, takie bez celu. Jak go nosi to wychodzi z domu i
              chodzi, kilka godzin chodzi, chodzi, chodzi, nawet w mrozie chodzi. Forest
              gamp??? ;) a moze szuka drogi, dlatego tak chodzi ??? a kto go tam pojmie ;)
              • maxara Re: żona alkoholika 23.03.10, 05:59
                Mogę dołączyć?,pytam nieśmiało .Tez mąż alkoholik,dziecko i brak perspektyw na
                jutro.
                • aaugustw Re: żona alkoholika 01.04.10, 09:56
                  maxara napisała:
                  > Mogę dołączyć?,pytam nieśmiało .Tez mąż alkoholik,dziecko i brak
                  perspektyw na jutro.
                  __________________________________________.
                  Jestes mile widziana... - Zapraszamy do rozmowy...! ;-)
                  A...
    • 521martek Re: żona alkoholika 31.03.10, 23:50
      mój mąż pije tylko jak ma wolne i mi mówi że to stres ale jest wulgarny i mi
      ubliża niepotrafię mu powiedzieć jak mnie to boli bo boję się co będzie gdy
      wytrzezwieje
      • 521martek Re: żona alkoholika 01.04.10, 00:06
        521martek napisała:

        > mój mąż pije tylko jak ma wolne i mi mówi że to stres ale jest wulgarny i mi
        > ubliża nie


        potrafię mu powiedzieć jak mnie to boli bo boję się co będzie gdy
        > wytrzezwieje bo pracuje u mojej rodziny
        • lindabel Re: żona alkoholika 01.04.10, 06:39
          521martek napisała:

          > 521martek napisała:

          mój mąż pije tylko jak ma wolne i mi mówi że to stres ale jest wulgarny i mi
          ubliża nie potrafię mu powiedzieć jak mnie to boli bo boję się co będzie gdy
          wytrzezwieje bo pracuje u mojej rodziny

          Nie sądzę, ze jak wytrzeźwieje, to będzie cokolwiek pamiętał :(
          Jeśli jest pod wpływem po prostu nie staraj się z nim rozmawiać, to jak walka z
          wiatrakami, on jest happy że pije, a ty nieszczęśliwa.
          Nie pozwalaj sobie na ubliżanie, w momencie gdy jest pod wpływem wychodź z
          pomieszczenia w którym przebywa. Piszesz, że pije gdy ma wolne, to znaczy jak
          często?
          A to, że pracuje u Twojej rodziny - wstydzisz się, że to się wyda, czy też masz
          inny powód?
      • aaugustw Re: żona alkoholika 01.04.10, 10:01
        521martek napisała:
        > mój mąż pije tylko jak ma wolne i mi mówi że to stres ale jest
        wulgarny i mi ubliża niepotrafię mu powiedzieć jak mnie to boli bo
        boję się co będzie gdy wytrzezwieje
        ___________________________________.
        Co to za malzenstwo, jezeli jeden z partnerow
        boi sie tego drugiego... - Nie uwazasz, ze to chore...!?
        Jak najszybcie zacznij z nim na ten temat rozmawiac,
        inaczej bedzie sie to poglebiac, jego zapedzisz do
        ciezkiego alkoholizmu, a siebie do nerwicy...
        A...
        Ps. Ja tez uzywalem alkoholu na stres...
        Dzis juz wiem jakie to bylo chore...!
        • maxara Re: żona alkoholika 01.04.10, 17:26
          WITAM WSZYSTKICH W ŚWIĄTECZNEJ KRZĄTANINIE.WIECIE CO JEST MOIM MARZENIEM?ŻEBY
          ZALAŁO NAM MIESZKANIE ,WTEDY BĘDZIEMY MUSIELI ZOSTAĆ W DOMU I NIE JECHAĆ DO
          MOJEJ KOCHANEJ RODZINKI GDZIE ZARAZ MÓJ MĄŻ USŁYSZY:NO CO TY ,NIE WYPIJESZ .I
          OWSZEM WYPIJE I TO CAŁKIEM Kulturalne ,tylko że po świętach popłynie na dwa
          tygodnie czasu.pozdrawiam wszystkie babeczki i panów.
          • aaugustw Re: żona alkoholika 01.04.10, 18:48
            maxara napisała:
            > WITAM WSZYSTKICH W ŚWIĄTECZNEJ KRZĄTANINIE.WIECIE CO JEST MOIM
            MARZENIEM?ŻEBY ZALAŁO NAM MIESZKANIE ,WTEDY BĘDZIEMY MUSIELI ZOSTAĆ
            W DOMU I NIE JECHAĆ DO MOJEJ KOCHANEJ RODZINKI GDZIE ZARAZ MÓJ MĄŻ
            USŁYSZY:NO CO TY ,NIE WYPIJESZ .I OWSZEM WYPIJE I TO CAŁKIEM
            Kulturalne ,tylko że po świętach popłynie na dwa tygodnie
            czasu.pozdrawiam wszystkie babeczki i panów.
            __________________________.
            Wspolczuje Tobie i jemu...!
            Nie zycze Ci wiec wesolych Swiat Wielkiej Nocy, bo ich juz nie masz,
            a moglabys miec...
            A...
            • aaugustw Poruszone sumienie...! 03.04.10, 15:00
              aaugustw napisał (do Maxary):
              > Wspolczuje Tobie i jemu...!
              > Nie zycze Ci wiec wesolych Swiat Wielkiej Nocy,
              bo ich juz nie masz, a moglabys miec...
              ________________________________________________.
              Dzisiaj juz zycze Tobie i calej rodzinie:
              WESOLYCH SWIAT
              i prosze o przyjecie ich...!
              Chce razem z Toba (z Wami) sie weselic tym
              nadchodzacym Zmartwychwstaniem...!
              A...
              • maxara Re: Poruszone sumienie...! 04.04.10, 19:31
                dziękuję
                • aaugustw Re: Poruszone sumienie...! 04.04.10, 19:42
                  maxara napisała:
                  > dziękuję
                  ____________.
                  ;-) dziekuje!
                  A...
      • doris1-1 Re: żona alkoholika 10.06.10, 11:38
        Witam, jestem po raz pierwszy na takim forum, nigdy w zasadzie nie
        szukałam pomocy zwiazanej z alkoholizmem meża, sama nie wiem czy
        picie mojego męża można nazwać alkoholizmem. jesteśmy małżeństwem od
        20 lat, zawsze było tak, każda impreza, święta, czy inne
        uroczystości kończą się tym, że mój mąż jest pijany do
        nieprzytomności, przeważnie nie pamięta co się działo i jak wrócił
        do domu, uwielbia wychodzić lub zapraszać gości twierdzi że
        odpoczywa w towarzystwie, zawsze znajdzie powód do napicia się,
        najlepiej co tydzień. Na kazdym urlopie, wyjeździe organizuje
        towarzystwo, nigdy nie byliśmy sami jako rodzina na urlopie tylko
        zawsze z kimś, i codziennie dawka alkoholu, a to piwo cały dzień, a
        wieczorem gril i wóda i tylko zmienia towarzyszy do picia, bo nie
        wszyscy dają radę dotrzymać mu kroku. zawsze byłam i jestem jego
        niańką i stróżem jak gdzieś wychodzimy. Mam problem z nakłonieniem
        go do powrotu do domu, zawsze mu mało, chociaż ledwie trzyma się na
        nogach, bełkocze, to jeszcze jednego, karniaczka, rozchodniaczka. Po
        powrocie do domu prowadzę prawdziwą "walkę" o to by poszedł spać,
        przeważnie jeszcze prawie nieprzytomny dopija sie piem, chociaż
        jeszcze do niedawna nie pił piwa, twierdził, że za nim nie przepada,
        od kilku lat zasmakował i w tym trunku, potrafi wypić 8-10 piw i
        twierdzić, że przecież to nic takiego, po takiej ilości jest
        zamroczony, ale uparcie twierdzi, że jest trzeźwy i nic mu nie jest,
        a ja oczywiście znowu się czepiam i wymyślam. To jego picie jest
        powodem naszych kłótni, które od jakiegos czasu staja sie coraz
        bardziej wulgarne. Mąż przestał sie hamować, od pewnego czasu jak
        jest pod wpływem nie ogranicza się w słowach, krzyczy, uderza w
        sprzęty, trzaska drzwiami, mam obawy, że może tą agresję przerzucić
        na mnie, i chociaż nigdy mnie nie uderzył, to kto wie, coraz
        częściej zaczynam się bać. przeważnie na drugi dzień przeprasza,
        żałuje, prosi o szansę, że to ostatni raz, ale cóż do następnego
        razu oczywiście. Wszyscy w naszym otoczeniu wiedzą, że mąż ma
        problem tylko nikt mu tego w twarz nie powie, współczują mi
        rozumieja, ale bardzo go lubią i nie potrafią tak wprost.
        Wiem, że są różne rodzaje alkoholizmu, czytałam na ten temat, ale
        trudno bez pomocy kogoś kto ma rozeznanie określić czy picie mojego
        męża to już alkoholizm czy jeszcze nie. Pozdrawiam.
        • elfkabezhaltera Re: żona alkoholika 10.06.10, 13:03
          doris1-1 napisała:

          > ale
          > trudno bez pomocy kogoś kto ma rozeznanie określić czy picie mojego
          > męża to już alkoholizm czy jeszcze nie. Pozdrawiam.

          Ponieważ ani nie jestem twoim mężem, ani też lekarzem, nie mogę
          stwierdzić, czy jest on alkoholikem czy też nie.
          Ale ponieważ jestem alkoholikiem i zachowywałem się kiedyś dokładnie jak twój
          mąż, to przypuszczam iż istotnie, jest.

          Poszukaj ratunku dla siebie w Al-anon - w uproszczeniu to organizacja rodzin
          (żon, mężów, rodziców, dzieci, itd.) alkoholików.
          al-anon.org.pl/spis.html
        • aaugustw Re: żona alkoholika 10.06.10, 21:01
          doris1-1 napisała:
          > ... ale trudno bez pomocy kogoś kto ma rozeznanie określić czy
          picie mojego męża to już alkoholizm czy jeszcze nie. Pozdrawiam.
          ______________________________________________________.
          Mnie zastanowila w tym liscie nie choroba Twojego meza, ale Twoja
          patologia swiata alkoholowego...
          Jezeli wolno mi dac sugestie, idz jak najpredzej do Al-Anonu...!
          A...
          • doris1-1 Re: żona alkoholika 11.06.10, 13:15
            dzieki za odzew ale odnosnie wypowiedzi aaugustwnie bardzo
            rozumiem co oznacza "moja patologia świata alkoholowego??"
            • elfkabezhaltera Innymi słowy 11.06.10, 13:47
              doris1-1 napisała:

              > dzieki za odzew ale odnosnie wypowiedzi aaugustwnie bardzo
              > rozumiem co oznacza "moja patologia świata alkoholowego??"
              To subtelny sposób powiedzenia:
              - "tak długo już jesteś z tym deklem, że ciebie pokręciło więc idź się leczyć"
            • aaugustw Re: żona alkoholika 12.06.10, 09:36
              doris1-1 napisała:
              > dzieki za odzew ale odnosnie wypowiedzi aaugustwnie bardzo
              > rozumiem co oznacza "moja patologia świata alkoholowego??"
              ________________________________________________.
              Twoja "patologia swiata alkoholowego" jest niczym innym
              tylko tym, co sama juz napisalas o swom zyciu i swoim,
              (jak to nazywasz) "malzenstwie", cyt.:
              > "sama nie wiem czy picie mojego męża można nazwać alkoholizmem.
              jesteśmy małżeństwem od 20 lat, zawsze było tak, każda impreza,
              święta, czy inne uroczystości kończą się tym, że mój mąż jest pijany
              do nieprzytomności, przeważnie nie pamięta co się działo i jak
              wrócił do domu, uwielbia wychodzić lub zapraszać gości twierdzi że
              odpoczywa w towarzystwie, zawsze znajdzie powód do napicia się,
              najlepiej co tydzień. Na kazdym urlopie, wyjeździe organizuje
              towarzystwo, nigdy nie byliśmy sami jako rodzina na urlopie tylko
              zawsze z kimś, i codziennie dawka alkoholu, a to piwo cały dzień, a
              wieczorem gril i wóda...
              ... Mąż przestał sie hamować, jak jest pod wpływem nie ogranicza
              się w słowach, krzyczy, uderza w sprzęty, trzaska drzwiami… na
              drugi dzień przeprasza, żałuje, prosi o szansę, że to ostatni raz,
              ale cóż do następnego razu oczywiście.
              Wszyscy w naszym otoczeniu wiedzą, że mąż ma problem tylko nikt mu
              tego w twarz nie powie, współczują mi..." <
              - - -
              Ja Tobie takze wspolczuje, tylko co taka postawa zmienia...!?
              A...

    • glopson Re: żona alkoholika 01.04.10, 07:39
      Bardzo dobrze, że zaczynasz swoją terapię. Wtedy to możesz pomóc mu osiągnąć dno... albo i nie. To nie od Ciebie zależy i to nie jest Twoja wina, leczenie alkoholizmu jest skuteczne pod warunkiem że zainteresowany chce...
    • maxara Re: żona alkoholika 10.04.10, 02:47
      druga w nocy a ja...,owszem nie pije ale ja chyba już do końca życia nie będę
      spokojna ,do końca życia będę myśleć czy wypije czy nie.Strasznie ciężkie to
      życie ,oprócz tego trzeba normalnie funkcjonować ,pracować ,wychowywać dziecko
      ,zakupy itd.istny impas
      pozdrawiam wszystkich
      • jasiulek61 Re: żona alkoholika 10.04.10, 09:05
        Mój syn nie pije 3 miesiące. Też cały czas jak bomba zegarowa.Ale
        powiedziałam dość! Jest dobrze to dlaczego mam martwić się na
        zapas. Cieszę się z każdego dnia, na nowo odzyskuję radość i
        cieszę życiem, bo przecież czasami nie chciało mi się żyć!Mogą być
        nawroty ale to nie koniec świata, jak w wielu chorobach. Myśl
        pozytywnie. Będzie dobrze, musi!Pozdrawiam
      • aaugustw Re: żona alkoholika 10.04.10, 15:00
        maxara napisała:
        > druga w nocy a ja...,owszem nie pije ale ja chyba już do końca
        życia nie będę spokojna ,do końca życia będę myśleć czy wypije czy
        nie.Strasznie ciężkie to życie...
        _____________________________________________.
        Mocna jestes jeszcze...! - Ja nie dalbym chyba
        rady dzwigac takiego ciezkiego wora na plecach.
        A pomyslalas kiedys o tym, zeby ten (nie swoj)
        ciezar zrzucic z siebie. Ktos tylko musi w tym
        Ci pomoc... - Chyba, ze nie chcesz, ale wtedy
        bedziesz dalej go dzwigac i narzekac na wszystko
        i wszystkich...!
        A...
        • maxara Re: żona alkoholika 11.04.10, 21:18
          August,pomóc ,chyba żartujesz.mam dwa wyjścia ,rozwieść się albo zostać i bać
          się każdego dnia i nocy,wybrałam to drugie,nie chcę urządzać cyrku w swoim i
          dziecka życiu,czy to coś zmieni ?tak ,na lepsze dla nie go nie dla nas
          • pierzchnia Re: żona alkoholika 11.04.10, 21:29
            Nie można zakładać, że nic się nie zmieni ponieważ przyszłości nikt nie zna-August tez jest mężem i też kiedyś pił, a teraz nie pije od wielu lat.
            • aaugustw Re: żona alkoholika 12.04.10, 19:33
              pierzchnia napisał:
              > Nie można zakładać, że nic się nie zmieni ponieważ przyszłości
              nikt nie zna-August tez jest mężem i też kiedyś pił, a teraz nie
              pije od wielu lat.
              _____________________________________________.
              Tak, to prawda, ze "przyszłości nikt nie zna",
              ale chory na raka ma troche wieksze szanse na
              przezycie, kiedy cos robi przeciwko temu...!
              A...
          • aaugustw Re: żona alkoholika 12.04.10, 19:30
            maxara napisała:
            > August,pomóc ,chyba żartujesz.mam dwa wyjścia ,rozwieść się albo
            zostać i bać się każdego dnia i nocy,wybrałam to drugie,nie chcę
            urządzać cyrku w swoim i dziecka życiu,czy to coś zmieni ?tak ,na
            lepsze dla nie go nie dla nas
            ______________________________________________.
            Nie pisalem, bo lezalem chory w lozku (jakis wirus).
            Ten okres strachu minie z czasem, (po ok. 2 latach),
            wiem to z mojego doswiadczenia oraz od mojej zony...
            Dam ci przyklad. Bylem juz 1,5 roku trzezwy, pojechalem
            do sklepu "ze srubkami", a ze lubie grzebac w takich
            rzeczach ukladajac w glowie jakas konstrukcje, wiec
            zabawilem tam dluzej... - Po moim powrocie do domu,
            zastalem swoja zone z trzesacymi sie dlonmi... - Myslala,
            ze poszedlem pic...!
            Dzisiaj moja nieobecnosc nie wywoluje juz u niej zadnych
            negatywnych mysli i uczuc...!
            Ale, czy tak bedzie rowniez u Ciebie...!? - Nie wiem...!
            Moja zona czynnie uczestniczy w spotkaniach Al-Anon...!
            A ja w AA...
            A... ;-)
          • lindabel Re: żona alkoholika 14.04.10, 11:47
            Maxara masz jeszcze trzecie wyjście, nie być z tym sama, tylko z pomocą. To nie
            jest tak, że wystarczy nie pić. Oboje macie problem - on z alkoholem, a Ty ze
            swoim życiem krążącym wokół picia. To niespanie po nocach, ten lęk, to Cię w
            końcu wykończy. Bez pomocy nadejdzie moment, gdy powiesz mam dość, lepiej było
            jak pił. Czemu to piszę?
            Ponieważ samo niepicie nie zmieni waszego życia. Będą momenty, że zaczniecie
            oboje wybuchać. On, bo będzie męczył go głód, a Ty, bo będziesz najnormalniej w
            świecie musiała rozładować emocje...
            Nie tłumacz swojej pełnej poświęcenia decyzji dobrem dziecka, pomyśl raczej o
            tym, żeby nie gotować mu takiej przyszłości. I lepiej zacząć naprawdę walczyć
            teraz, gdy jest małe. A żeby zacząć walczyć, wcale nie musisz odchodzić. Skąd o
            tym wiem, ponieważ mam jeszcze w pamięci podobne sytuacje, tylko, że nam obojgu
            pomaga terapia.
            To nie jest wstyd, że masz takie, a nie inne życie. Nie jest wstydem poprosić o
            pomoc. Rodzina czy znajomi na pewno wiedzą świetnie co się u was dzieje, tylko
            może nie poruszają tego tematu.

    • ivonne77 Re: żona alkoholika 16.04.10, 01:41
      Jestem corka alkoholika. Kocham swojego tate. Ale z perspektywy swoich 33 lat
      dam ci rade - odejdz od niego dla dobra swojego synka. Moi rodzice sie nie
      rozeszli a ja to przyplacilam ciezka nerwica. Owszem, zdobylam wyzsze
      wyksztalcenie, ale jest mi niezmiernie ciezko w zyciu.
      • aaugustw Re: żona alkoholika 16.04.10, 16:35
        ivonne77 napisała:
        > Jestem corka alkoholika. Kocham swojego tate. Ale z perspektywy
        swoich 33 lat dam ci rade - odejdz od niego dla dobra swojego synka.
        Moi rodzice sie nie rozeszli a ja to przyplacilam ciezka nerwica.
        Owszem, zdobylam wyzsze wyksztalcenie, ale jest mi niezmiernie
        ciezko w zyciu.
        __________________________________________________.
        Dziekuje Ivonne za ten list...
        Nie, nie bede zabieral glosu w tym temacie, gdyz nie
        jestem DDA, a temat ten jest zbyt powazny i wiem jak bardzo
        jest on skomplikowany...
        Podziekowalem Ci, bo potwierdzilas mi tylko to, co wiem,
        mianowicie to, ze dziecko zawsze bedzie kochac swoich
        rodzicow - bez wzgledu na krzywdy jakie oni mu wyrzadzaja.
        A co ciekawsze, najwybitniejsi psychiatrzy i psychologowie
        twierdza, ze dziecko nalezy do rodzicow, a nie np. do
        Domu Dziecka...(!?).
        A...
        • aaugustw Re: żona alkoholika 17.04.10, 14:05
          aaugustw napisał:
          > ... A co ciekawsze, najwybitniejsi psychiatrzy i psychologowie
          > twierdza, ze dziecko nalezy do rodzicow, a nie np. do
          > Domu Dziecka...(!?).
          ____________________________________________.
          To zdanie wyczytalem od Hellingera... - Bez picu...!
          A... ;-)
          • m-ca Re: żona alkoholika 04.05.10, 17:38
            Witam Wszystkich ;-)
            no cóż mój wątek będzie kolejnym podobnym i niepodobnym do innych....
            Podobnym - jestem żoną alkoholika. Jesteśmy małżeństwem od 11 lat a
            razem jesteśmy od 17 lat. Dokładnie połowę swego życia spedziłam
            razem z nim ( czyli mam 34 ;-))Dzisiaj, jak sięgam pamięcią tego, że
            będzie miał problem z alkoholem mogłam się domyślać dużo wcześniej i
            dużo wcześniej reagować, ale widocznie ten czas przyszedł teraz.
            Dzisiaj myślę, że cały czas byłam za bardzo wyrozumiała - a to ma
            takich a takich rodziców, a to przez nich nie może mieć dzieci, a to
            biedny ma problemy z kręgosłupem a na końcu jeszcze rak złośliwy -
            co prawda rak najlepiej uleczalny ale to go już
            całkowicie „rozłożyło“ - na rocznym L4 przy zaledwie 3 tygodniowej
            radioterapii choroba alkoholowa się pogłębiła, może inaczej -
            ujawniła się!!! Wcześniej wypijał piwo (tzn. kilka praktycznie
            codziennie) i jak zwracałam uwagę na ten problem to słyszałam „czego
            chcesz, przecież ja nigdzie nie wychodzę, siedzę grzecznie w domu
            itp.“ ale w ubiegłym roku znalazł ucieczkę od problemów z
            pseudokolegami w barze i zaczęły się wyjścia. Mój kryzys przyszedł
            jak podczas mroźnej zimy zaczęłam się zadręczać czy w środku nocy w
            ogóle wróci do domu... Poszłam do psycholożki. Usłyszałam, że w
            swoich działaniach muszę być przede wszystkim konsekwentna. Nie
            rozmawiać jak jest pijany. Nie gotować mu, nie prać mu itd. Mój mąż
            nie odczuł wielkiej różnicy w moim zachowaniu, ponieważ może
            podświadomie, a może nie, w moim życiu codziennym brakowało mi
            motywacji już od dłuższego czasu do bycia „dobrą żoną“, bo dlaczego
            wszystko ma być tylko na mojej głowie? Począwszy od wyniesienia
            śmieci, przez gotowanie, pranie, sprzątanie, malowanie, dbanie o
            samochód i rachunki, wsparcie psychiczne w trudnych chwilach......
            nie zapominam o najważniejszym : o potrzebach naszej ukochanej 4
            letniej córeczki, którą adoptowaliśmy kilka lat temu. I właśnie to
            mam mu najbardziej dziś za złe - to, że ją (s)krzywdzi!
            Od początku tego roku walczę o to, aby podjął się leczenia. Na
            początku poszedł ze mną do mojej psycholożki, tam chciał z nią
            rozmawiać nie w mojej obecności, okey, starałam się to zrozumieć,
            jak wychodził psycholożka na moje pytające spojrzenie
            odpowiedziała „ Pani mąż musi sobie jeszcze wiele przemyśleć“ No i
            myślał topiąc myśli w litrach piwa. W końcu pojechał ze mną do
            Poradni - tam terapeutka bardzo szybko mu uzmysłowiła, że ma
            wszystkie wskaźniki potwierdzające chorobę alkoholową - doradziła -
            w przypadku jego nadwątlonego zdrowia- tylko leczenie zamknięte. Ale
            to się wiąże przecież z 6 tyg. L4 a on po dwóch latach L4
            (kręgosłup, rak) nie może sobie pozwolić na kolejne ..... głupie
            gadanie....... wiedziałam o tym........ od tamtej pory już 3 razy
            był na L4, bo tak zapił, że nie był w stanie iść do pracy..... dla
            mnie to jest nie do pomyślenia, bo ja przez lata pracy byłam tylko
            raz na kilkudniowym L4.
            Kilka dni temu postanowiłam wejść na forum, wygooglowałam
            hasło „żona alkoholika“ i tak trafiłam tutaj. Uwierzcie mi jak
            czytałm wątek Zuzi i później kolejnych osób łzy leciały jak grochy.
            Chwilami widziałam w tych słowach własne odbicie.... Postanowiłam
            dołączyć szukając wsparcia osób, które mnie zrozumią.... Koleżanki
            mi mówią, że jestem silna, że na codzień nie widać jakie problemy
            przeżywam, że przychodzę z uśmiechem do pracy -----
            • lindabel Re: żona alkoholika 05.05.10, 06:52
              > co to znaczy nauczyć się myśleć o sobie ?

              Zadaj sobie proste pytanie - co jest ważniejsze ja i dziecko, czy on. Na
              początku jest trudno. Ja na terapię trafiłam ze względu na synka, dopiero
              chodząc zaczęłam myśleć o sobie. Jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy, bo
              tkwiąc we współuzależnieniu twoje życie przypomina kalejdoskop.
              Piszesz, że życie jest związane z tą drugą osobą. Ale w tym wypadku jest to
              alkoholik, a te więzy to właśnie współuzależnienie.
              Nie znam alkoholika, który sam dobrowolnie poddał się terapii. Ja swojego
              zapędziłam w tzw. kozi róg (u ciebie to była ta wyprowadzka) ale nie popuściłam.
              Przez pierwszy okres chodził z musu, dosłownie, ale chodził i nie pił. Po paru
              miesiącach zaczął inaczej mówić inaczej się zachowywać, zmienił pracę i
              otoczenie. Powoli staje się innym człowiekiem, takim...normalnym.
              Wszystko potrzebuje czasu, ale przede wszystkim pomocy dobrego terapeuty.
              Powodzenia i nie rezygnuj.
              • krzysia12 Re: żona alkoholika 18.05.10, 19:13
                Witam trafiłam tu po raz pierwszy. Też mam bardzo trudną sytuację jestem mężatką
                36 rok. Mój mąż zawsze popijał ale nigdy w domu nie brakowało pieniędzy i nigdy
                mnie nie uderzył. Za to teraz jest coraz gorzej pije codziennie i to dużo upija
                się sam . Każda sobotę i niedzielę jedzie na działkę i tam oczywiście również
                pije. Prawdę mówiąc jestem mężatką i nie jestem . Jestem tak na prawdę sama. Nie
                mam siły odejść , moja renta jest bardzo niska około 550,- zł jak więc widać
                jestem na jego utrzymaniu, mieszkanie też jest jego kupili jego rodzice,do pracy
                pójść nie mogę bo mam silną astmę i bardzo często choruję. Nie wiem jak mam się
                zachować ale jest mi bardzo ciężko ( psychicznie).
                • elfkabezhaltera Mieszkanie jest jego 19.05.10, 19:56
                  krzysia12 napisała:

                  > mam siły odejść , moja renta jest bardzo niska około 550,- zł jak więc widać
                  > jestem na jego utrzymaniu, mieszkanie też jest jego kupili jego rodzice,do pracy

                  Pójdź do Al-anon - w uproszczeniu to organizacja rodzin alkoholików.
                  al-anon.org.pl/spis.html
    • zuzia36 Re: żona alkoholika 27.06.10, 09:10
      Witam!!!!
      u mnie duze zmiany. Coś sie ze mna stało, zmieniłam sie. Niestety widze, ze te
      zmiany prowadzą do końca naszego małżeństwa :(
      • aaugustw Re: żona alkoholika 27.06.10, 10:00
        zuzia36 napisała:
        > ... u mnie duze zmiany. Coś sie ze mna stało, zmieniłam sie.
        Niestety widze, ze te zmiany prowadzą do końca naszego małżeństwa :(
        _________________________________________.
        Zuzia, gratuluje zmian i zycze powodzenia...! ;-)
        A utrzymanie małżeństwa zalezy teraz od Was obojga...
        To stare powinno sie skończyc, "umrzec" i narodzic od nowa...!
        A...
      • jasiulek61 Re: żona alkoholika 27.06.10, 22:09
        To dobrze ,że się zmieniłaś! Ale szkoda małzenstwa.August ma rację
        zacznijcie od nowa, macie przecież dzieciątko.Pozdrawiam
        • zuzia36 Re: żona alkoholika 28.06.10, 12:55
          niestety mąz sie nie zmienił
          • kajda28 Re: żona alkoholika 28.06.10, 15:00

            > niestety mąz sie nie zmienił

            Więc masz odpowiedź co jest powodem rozpadu Waszego małżeństwa.
      • kajda28 Re: żona alkoholika 28.06.10, 11:44

        > u mnie duze zmiany. Coś sie ze mna stało, zmieniłam sie. Niestety
        widze, ze te
        > zmiany prowadzą do końca naszego małżeństwa :(

        Twoje zmiany czy zachowanie męża doprowadza do końca małżeństwa?
      • tenzing30 Re: żona alkoholika 10.09.10, 12:47
        Ach zuzia36...
        wiele miesięcy temu Twój wątek zainspirował i mnie. I proszę choć pewnie różnymi ścieżkami, znalazłyśmy się w podobnym punkcie. U mnie też sporo zmian. To czego uczę się na terapii, dość sprawnie wprowadzam w życie. Niestety póki co, nie doświadczam tego „wyczekiwanego” efektu naczyń połączonych. Nie mam pojęcia jak i ile pije Mąż, nie mam pojęcia co robi. Nie ma mnie w domu od prawie 3 miesięcy. Nie mogłam tam dłużej zostać, nie dałam sobie do tego prawa. Paradoksalnie to nie typowe sytuacje po alko były przyczyną. Brak kontroli nad emocjami w absolutnie standardowych sytuacjach, doprowadzający do wyrzucania mnie z domu „na trzeźwo”... Moje życie nie będzie tak wyglądać. Powiedziałam, gdzie będę. Powiedziałam dlaczego się wyprowadzam. Powiedziałam, że czekam na rozmowę. Nie doczekałam się. Zamiast płaczu i błagania (i Bogu dziękuję, że mi oszczędzono) wciąż doświadczałam zachowań przemocowych. Najpierw, że jak się wyprowadzę to nie mam powrotu, potem kolejne deadline’y i cała seria następnych tyleż żenujących, co bolesnych akcji. „Jak chcesz rozmawiać – wróć do domu”. No i oczywiście „nikt Cię nie wyrzucał, wmawiaj sobie dalej”. „Powinnaś się przebadać” i wiele, wiele innych. Dość tego. Ja skończyłam. I zakomunikowałam.
        I proszę, pojawiła się troska. Obiad na stole jak przyjechałam po ciepłe ubrania. Nie wiem i nie wnikam w jakim celu. Bez względu czy to zmiana taktyki, czy próba poprawienia wizerunku. Poprzeczkę ustawiłam znacznie wyżej. I choćby nie wiem ile żalu we mnie, nie obniżę. Terapia uczy także tego, że nie odchodzimy bo nam żal... ale nie życia tylko jego wizji i planów. Tylko kurcze – niezrealizowanych. Ta świadomość, leczy jak nic.
        Zuza – powodzenia!!! Daj znać jak ciąg dalszy Twojej walki o normalność.
        • aaugustw Re: żona alkoholika 10.09.10, 13:13
          Tenzing30, osobiscie podziwiam i gratuluje konsekwencji i madrosci zyciowej...
          Ty przynajmniej masz szanse na powodzenie Twojego malzenstwa 50 juz %
          Tak trzymaj...!
          Pozdrawiam: A... ;-)
          • tenzing30 Re: żona alkoholika 10.09.10, 13:32
            :) dzięki A
            i za dziś i za wcześniej.
            nie mam w sobie aż tyle optymizmu, co do pięknej przyszłości mojego małżeństwa. Jeśli zaskoczy - pięknie, jak nie - też dobrze. Wariant minimum to nie pozwolenie sobie nigdy więcej na to co się działo. Ten wariant to cel. Wszystko inne przyjmę z pokorą i życzliwością. Za wszelką cenę - z klasą:)
            Choć przyznam - przy tym silnym deficycie emocjonalnym "obiad" mnie rozsypał na dobrych kilka chwil.
            Jest w tym pewien fenomen - do mnie M. wykrzykuje i straszy rozwodem i dzieleniem majątku, a swojej Mamie (niedawno się dowiedziała o sytuacji - nie ode mnie, bo to ich sprawy i jej syn) obiecuje, że będzie się starał i że wszystko będzie dobrze.
            Poznawczo to bardzo ciekawe doświadczenie.
    • zuzia36 Re: żona alkoholika 06.08.10, 21:42
      mąż jest w ciągu. W poniedziałek zgłaszam go na przymusowe leczenie.
      Teraz, gdy niedługo miną dwa lata od mojego pierwszego wpisu, zastanawiam sie
      czy było warto...
      • kajda28 Re: żona alkoholika 06.08.10, 22:01

        > mąż jest w ciągu. W poniedziałek zgłaszam go na przymusowe
        leczenie.
        > Teraz, gdy niedługo miną dwa lata od mojego pierwszego wpisu,
        zastanawiam sie
        > czy było warto...

        To dlaczego dalej to ciągniesz? Przecież jak żałujesz że wtedy tego
        nie skończyłaś to skończ to teraz. Co Ci da jego przymusowe
        leczenie? Pewnie pierwsze wezwanie będzie miał za m-c lub dwa,
        następne znowu za kolejny m-c, skończy cug, dostanie przymusowe
        leczenie ambulatoryjne, i nic się nie zmieni. Nawet nie będzie
        musiał nic zrobić, a ty już wtedy nic nie zrobisz bo od tego będzie
        kurator społeczny który sobie z nim tylko spokojnie pogada nawet jak
        ten będzie pił.

        Czy na pewno nic Ci nie dały te lata? Czy umiałabyś odejść wiedząc
        że nie zrobiłaś wszystko co mogłaś aby ratować Wasze małżeństwo,
        człowieka którego kochasz?
      • asienka63 Re: żona alkoholika 04.09.10, 14:12
        Witaj Zuzia, jestem od kilku tygodni, powolutku czytając, na tym forum...
        pomogło mi ono zrozumieć, iż szukając pomocy jako żona alkoholika
        znalazłam również prawdę o sobie,
        ciężką, nie tylko jestem współuzależniona ale również alkoholiczką,
        co z tym zrobię jeszcze nie wiem,
        ale chciałabym ci podziękować za wszystkie twoje posty, odwagę i otwarcie.
        Co u ciebie, nie żałuj, warto jest żyć ze świadomością że zrobiło się wszystko
        co w naszej mocy, dla siebie, dla męża, dla dziecka...
        Pozdrawiam serdecznie
        i jeszcze raz wielkie dzięki



        • mollza Re: żona alkoholika 10.09.10, 10:52
          witam ja też mam problem ze swoim mężem i już nie wierze że coś uda mi się zmienić. Jesteśmy razem od 8 lat, od 3 małżeństwem. Alkohol był zawsze dyskoteki imprezy ale wraz ze ślubem, budową domu, dzieckiem miałam nadzieje że mąż stanie się bardziej odpowiedzialny za nas. Niestety dokąd pojawił się nasz synek niespełna rok temu co sptkało się w czasie również z wykończeniem domu mój mąż pije codziennie. Próbował terapi. Był na kilku spotkaniach i stwierdził że to nie dla niego. Od lekarza dostał Anticol brał przez miesiąc i był spokój, później stwierdził że już da sobie radę sam i zaczeło sie spowrotem picie. niedawno przeprowadziliśmy się do nowego domu wszyscy mówili ,, będziecie na swoim sami będzie lepiej,, niestety jest coraz gorzej. Pije od rana, urząda awantury. Nie chcę takiego życia ale trudno mi uwolnić się od niego. Brak siły , brak konsekwencji...boję się o każdy dzień czy wróci pijany a jak wróci trzeźwy to i tak wypije kilka piw. Romawiamy dużo, przeprasza, obiecuje ale i tak pije
          czuje sie rozbita strasznie..
          • aaugustw Re: żona alkoholika 10.09.10, 11:55
            mollza napisała:
            > ... obiecuje ale i tak pije czuje sie rozbita strasznie..
            ____________________________________________.
            Na co liczysz, nic nie robiac w tym kierunku...!?
            A...

          • kajda28 Re: żona alkoholika 10.09.10, 15:16


            A ty co robisz aby być bardziej konsekwentna?
            Aby Twoje dziecko było bezpieczne?
            Dlaczego nie reagujesz na awantury- nikt nie ma prawa ich urządzać, niezależnie od miejsca.
            On chociaż próbował terapi, a ty?
            Razem w tym siedzicie i jest niemożliwością aby tylko jedno "wyzdrowiało" i żeby przy tym byście byli dalej razem. Albo zdrowiejecie razem albo dalej razem się szarpiecie.
            • wolfigen Re: żona alkoholika 10.09.10, 16:31
              jako były czynny alkoholik - moge powiedzieć , że konsekwencja to jest kwintesencja tego tematu. tylko , że: owa konsekwencja , nie zawsze prowadzi tam, gdzie się na początku zamierza...niezbadane są wyroki "boskie' -jak to mowią
              powodzenia dziewczyny w Waszej konsekwencji
            • tenzing30 Re: żona alkoholika 10.09.10, 16:56
              kajda28 napisała:

              > A ty co robisz aby być bardziej konsekwentna?
              > Aby Twoje dziecko było bezpieczne?
              > Dlaczego nie reagujesz na awantury- nikt nie ma prawa ich urządzać, niezależnie
              > od miejsca.
              > On chociaż próbował terapi, a ty?
              > Razem w tym siedzicie i jest niemożliwością aby tylko jedno "wyzdrowiało" i żeb
              > y przy tym byście byli dalej razem. Albo zdrowiejecie razem albo dalej razem si
              > ę szarpiecie.

              Czy to do mnie? bo jakby całkowicie nie przystaje... więc póki co się nie odnoszę:)
              z pozdrowieniami
              ten
              • kajda28 Re: żona alkoholika 10.09.10, 18:44

                > Czy to do mnie? bo jakby całkowicie nie przystaje... więc póki co się nie odnos
                > zę:)
                > z pozdrowieniami
                > ten

                Nie do ciebie Tenzing tylko do Mollza, spokojnie:)

                Pozdrawiam.
                • mollza Re: żona alkoholika 10.09.10, 20:44
                  jedyną konsekwencją jest to,że sie wyprowadzam..
                  dla swiętego spokoju
                  jesli chodzi o moje działania myśle że zrobiłam wszystko co w mojej mocy,.... a naj gorsze jest to że nienawiść rośnie .........
                  • pierzchnia Re: żona alkoholika 10.09.10, 21:17
                    Może się mylę, ale widzę tutaj dużo ignorancji Twojego męża - zero pokory.
                    Widocznie nie jest mu jeszcze aż tak źle...
                  • aaugustw Re: żona alkoholika 11.09.10, 09:38
                    mollza napisała:
                    > jedyną konsekwencją jest to,że sie wyprowadzam..
                    > dla swiętego spokoju jesli chodzi o moje działania myśle że zrobiłam wszystko co w mojej mocy,.... a naj gorsze jest to że nienawiść rośnie .........
                    ___________________________________________.
                    Nienawisc, to paskudne uczucie, bo ono niszczy Ciebie, nie zmieniajac przy tym nikogo....
                    To biczowanie i zatruwanie siebie za "grzechy" (czyt. chorobe) innych...!
                    Ucieczka takze nie pomoze, aby pozbyc sie tego niszczacego Ciebie uczucia...!
                    Gdybys poszla do Al-Anonu, zdziwilabys sie, jak malo (albo nic) zrobilas do tej pory
                    dla siebie...!
                    A...
                  • kajda28 Re: żona alkoholika 11.09.10, 15:55
                    > jesli chodzi o moje działania myśle że zrobiłam wszystko co w mojej mocy,....

                    Czyli co, bo w Twoich postach nic o tym nie napisałaś?

                    A kiedy wrócisz ? Czy już wiesz kiedy to uczynisz? Jak co się stanie? Pójdzie na terapię, czy może jak będzie dzwonił że nie może bez ciebie żyć, i jak cię nie ma to już nie ma sensu być trzeźwym i myśli o samobójstwie? A może dopiero jak teściowa zadzwoni z prośbą abyś wróciła bo on bez ciebie nie da rady wytrzeźwieć.

                    > jedyną konsekwencją jest to,że sie wyprowadzam..
                    > dla swiętego spokoju

                    Czy na pewno będziesz spokojnie żyła?
                  • kajda28 Re: żona alkoholika 11.09.10, 15:57
                    > jedyną konsekwencją jest to,że sie wyprowadzam..
                    > dla swiętego spokoju

                    I dlaczego to ty się wyprowadzasz, przeciez to też i Twój dom. Może warto zadbać o spokój w domu a nie z niego uciekać?
                  • aaugustw Przegrana żona...!? 16.09.10, 16:25
                    mollza napisała:
                    > jedyną konsekwencją jest to,że sie wyprowadzam..
                    ____________________________.
                    Mollza i stad sie wyprowadzila...!? :-0
                    A...
      • zuzia36 Re: żona alkoholika 28.09.10, 13:03
        za każdym razem sie dziwie, ze ten wątek nadal żyje :)
        dziękuje wszystkim za miłe słowa.
        Co sie zmieniło od ostatniego wpisu?? nie zrobiłam nic w sprawie męza. Uznałam, ze już dość zrobiłam. On wychodzi z domu na terapie. Wkurza sie dość często, nakręca, zachowuje pijano. Ja coraz bardziej się od niego oddalam. Właśnie jestem na etapie pytania samej siebie czy to ma dalej sens. Jest inaczej. Żyje sobie spokojnie. Robię co chcę, żyje jak chce. Jest mi dobrze samej ze sobą.
        • wolfigen Re: żona alkoholika 28.09.10, 14:50
          :.....Co sie zmieniło od ostatniego wpisu?? nie zrobiłam nic w sprawie męza. Uznałam,
          > ze już dość zrobiłam. On wychodzi z domu na terapie. Wkurza sie dość często, n
          > akręca, zachowuje pijano. Ja coraz bardziej się od niego oddalam. Właśnie jeste
          > m na etapie pytania samej siebie czy to ma dalej sensCo sie zmieniło od ostatniego wpisu?? nie zrobiłam nic w sprawie męza. Uznałam,
          > ze już dość zrobiłam. On wychodzi z domu na terapie. Wkurza sie dość często, n
          > akręca, zachowuje pijano. Ja coraz bardziej się od niego oddalam. Właśnie jeste
          > m na etapie pytania samej siebie czy to ma dalej sens......"

          moim zdaniem zadawaj sobie pytanie, czy jeszcze z nim chcesz byc, takim jakim teraz jest.
          1/sens?....bzdety
          2/sakrament?..........zabobony , nigdzie w piśmie nowego testamentu nie zapisane !
          3/miłość dozgonna i przysięga ? ....banialuki i oszostwo--chyba , że on nigdy nicc nie zaszkodzil waszemu związkowi /czysta teoria/


          4/żyje się raz, dzieci wychowuje tylko raz, umiera albo w szczęściu, albo w gnoju też TYLKO RAZ !!
    • jolaczerwinska Re: żona alkoholika 23.09.10, 18:22
      ja mam31 lat i wydaje mi sie ze mam taki sam problem mój maz jest wspaniały jak nie pije tylko że ostatnio coraz czesciej pije nie radze sobie z tym szukam ludzi z którymi moge o tym porozmawiac
      • jolaczerwinska Re: żona alkoholika 23.09.10, 18:44
        dziś czekam znowu przegrałam z kolegami mojego męża zawsze lepsi ode mnie nie mam co ze sobą zrobić 3 dzieci nie mam nic swojego mój tata nie zyję matka piła i nic nie ma a ja na łasce męża w jego domu ma, dość co zrobić jak żyć jeżdzi po pijanemu autem nie myśli o niczym aja po ciężkim wypadku chodzę o kulach bez domu pieniędzy i perspektyw szukam przyjaciół którzy mnie zrozumieją
        • 7zahir Re: żona alkoholika 23.09.10, 19:23
          POczytaj i napisz lub zadzwoń tu:
          www.parpa.pl/samorzady/index.php?d=3&k=&a=8
          Tu znajdziesz osoby, które Cię zrozumieją:
          www.alkoholizm.info.pl/czat_tecza.html
          i tu:
          www.alkoholizm.com.pl/forumalko/viewforum.php?f=15
    • zuzia36 Re: żona alkoholika 14.01.11, 21:56
      przeczytałam cały watek. Jestem w szoku jak wiele sie we mnie zmieniło.
      • braktalentu Re: żona alkoholika 16.01.11, 20:56
        Śledzę Twój wątek od... lat-:). Jest dla mnie niezwykle ważny. Od początku swojej forumowej drogi wykazywałaś dużą dozę zdrowego rozsądku i magicznej konsekwencji. Jakbyś była stworzona do uratowania kogoś, kto chce być uratowany.
        Czy możesz napisać jakie zmiany zaszły w Tobie? Co jeszcze mogła zmienić w sobie osoba tak zdeterminowana do walki o swoją rodzinę jak Ty (bo ten rodzaj konsekwencji jest dla mnie najwyższym stopniem determinacji)? Czy nadal korzystasz z pomocy terapeuty, a jeśli tak, to czy spodziewasz się kiedyś końca terapii? Zdaję sobie sprawę, że pytam o rzeczy bardzo osobiste, ale to dzięki Twojej otwartości i idącej za nią wiarygodności ten wątek jest tak ważny. Jak widać z ilości postów nie tylko dla mnie-:).
        I jak Prezes?-:)
        • zuzia36 Re: żona alkoholika 17.01.11, 08:20
          terapeutka stała sie dla mnie przyjaciółką. Niestety w pierwszy dzień świąt BN umarła :( zdążyła jednak nauczyć mnie bardzo wiele. Jest mi teraz samej ze sobą dobrze. Nadal mam sporo do zrobienia. Mam jak to mówią narzędzia, uczę sie teraz je wykorzystywać. Czy będę kontynuować terapie zależy od tego jakiego dostane terapeutę. Myślę, ze jednak bede chodzić. Musze pracować nad synem, który ma duże szanse iśc w ślady ojca. Niestety syn przejął sporo zachowań, które kiedyś ja miałam.
          • braktalentu Re: żona alkoholika 17.01.11, 10:29
            Zastanawiałam się wczoraj co poza wiarygodnością uwiodło mnie w Twojej historii. Teraz już wiem. Szczęśliwe zakończenie. i to bez względu na los Twojego małżeństwa.
            Pisz proszę dalej. Myślę, że dodajesz otuchy wielu szarpiącym się z życiem. I to nie tylko z powodu uzależnienia.
            Współczuję odejścia przyjaciółki i pozdrawiam serdecznie
            L.
    • ta_ruda Re: i co sie zmienilo? 06.07.11, 16:42
      Czesc zuzia,
      bardzo dlugi watek , napisz czy cos sie zmienilo i jak?
      najgorsze w tym co napisals jest to ostatnie zdanie: cała rodzinka taka jest,
      > nie ma w niej nikogo kto by mógł nam pomóc :(

      czuje sie dokladnie tak samo, bo pochodze z Takiej wlasnie pijackiej rodziny. I to ze nikt z rodziny nie wspiera cie jest chyba najgorsze bo czlowiek czuje sie jak jakis wariat ktory nie ma racji.

      Pozdrawiam
      • zuzia36 Re: i co sie zmienilo? 23.01.12, 21:42
        składam meldunek ;)
        żyje!!!!! zdobyłam nowych znajomych, przyjaciół. Nie siedze wiecznie sama w domu. Potrafie wyjść bez niego. Po prostu żyć!!! nie jestem juz tak od niego zalezna. Sporo czasu mi to zajeło, ale widac tak miało byc. Odzyskałam siebie, swoje pasje.
        A on??? niby chodzi na terapie, niby chce byc trzeźwy ale nadal pije. Ja i dziecko jestesmy poza tym. Niestety coraz mniej nas łączy. czasem zastanawiam sie na co czekam. Przeciez on sie nie zmieni. Widac nie jestem gotowa na odejście...
        • kajda28 Re: i co sie zmienilo? 27.01.12, 09:55
          Fajnie że piszesz, aż niewiarygodne że to już czwarty rok leci.
          Pozytywne to co piszesz. Jednak szkoda że nie razem.
          Wszystkiego najlepszego życzę :)
          • zuzia36 Re: i co sie zmienilo? 27.01.12, 22:28
            te cztery lata zmieniły mnie niesamowicie
            • kajda28 Re: i co sie zmienilo? 27.01.12, 23:43
              Deoand znowu powie że to jedyne co kobieta może "wynieść" z małżeństwa z alkoholikiem.

              Ale dobrze że się zmieniłaś, choć pewnie gdyby mąż nie pił to też by było dobrze bez zmiany - a może do czasu tylko byłoby dobrze?
        • aaugustw Re: i co sie zmienilo? 08.02.12, 20:26
          zuzia36 napisała:
          > ... Przeciez on sie nie zmieni...
          __________________________.
          Tego Ty wiedziec nie mozesz...!
          A...
        • alkodarek Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych " 05.10.12, 13:04
          zuzia36 napisała:

          > A on??? niby chodzi na terapie, niby chce byc trzeźwy ale nadal pije. <

          Identycznie jak było ze mną . Chodziłem na terapie , indywidualne , grupowe , na mitingi AA , wyjeżdżałem do klasztoru na pozbieranie się i poszukiwanie Siły Wyższej . Byłem z własnej woli i inicjatywy na dwóch terapiach zamkniętych , w tym jednej ośmiotygodniowej , po której zapiłem po kilku dniach . Nic nie pomagało , mimo sporej wiedzy o mechanizmach choroby , ogromnej chęci zerwania z alkoholem , po prostu musiałem pić . To było silniejsze ode mnie . Wtedy żyłem w odmiennym stanie świadomości . Nic nie działało . Dzisiaj już wiem , że w moim wypadku tamte sposoby nie działały . Mając doświadczenie w tym jak postępowałem w ciągu ostatnich siedmiu lat prób zerwania z nałogiem , mogę dzisiaj powiedzieć - jestem wolny od przymusu picia . Pierwszy raz w dorosłym życiu przeżyłem 80 dni nie tylko w abstynencji ale także w wolności od wszystkiego co wiąże się za alkoholem . Terapie i AA nauczyło mnie jak żyć w trzeźwej rzeczywistości ale nie pozwoliło jej osiągnąć . Teraz życie z dnia na dzień dla mnie i mojej rodziny staje się coraz spokojniejsze i piękniejsze . Ponieważ nie kieruje już moimi emocjami głód alkoholowy , moje huśtawki emocjonalne to już przeszłość , sinusoida alkoholowa przestała istnieć - jest po prostu normalnie . Mając długoletnie doświadczenie z chorobą , setki prób i dziesiątki sposobów zerwania z nałogiem , nigdy bym nie uwierzył w to , że możliwy jest tak łatwy i szybki powrót do normalności . Tego doświadczyłem i jestem tego dowodem , że działa . Twój mąż jeśli naprawdę chce zdrowieć a inne sposoby nie działają , też może spróbować .
          Jeśli jesteś otwarta na wszelkie sposoby radzenia sobie z chorobami , nie tylko alkoholową , zajrzyj na inne forum : forum.gazeta.pl/forum/w,22,137630906,139364409,Link_do_innego_sposobu.html

          Wyprzedzę spekulacje i pomówienia : nie jestem handlowcem , nie mam nic wspólnego z przemysłem farmaceutycznym , nie sprzedaję lekarstw , nie reklamuję farmaceutyków . Dzielę się moimi własnymi doświadczeniami w zdrowieniu z choroby alkoholowej . Staram się pomóc przypadkom beznadziejnym takim jakim byłem i ja .
          • andalus Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 06.10.12, 17:26
            4 lata a będzie gorzej. Nie wiem co znaczy wg grażki tekst niech pożałuje? to nie prowadzi do niczego- to tylko gadanie.
            Niebieska karta tak , może się przydać. Nie licz na wielką pomoc policji, wizyty dzielnicowego nie są przyjemne a u mnie dodatkowo wywoływały wybuchy agresji. Rodzinę można powiadomić o sytaucji, w moim przypadku do pewnego czasu powstrzymywało to agresję fizyczną. Samo zgłoszenie było przydatne w sądzie.
            Sama wybierasz drogę.Ja z perspektywy żałuję,żę tak długo to trwało. Agresywnego pijaka należy odstawić od piersi. Raczej się nie zmieni a nawet jak pić przestanie może być bardziej agresywny ( tak było u mnie podczas abstynencji).
            • grazkavita Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 07.10.12, 10:49
              Co to znaczy pożałuje? Będzie mu przykro , bo człowieka niekoniecznie trzeba karac cielesnie zeby poczuł sie nieswojo i to nie jest tylko gadanie....Nie namawiam nikogo do złośliwpści , nienawiści i mszczenia sie, takie uczucia zabijają nas samych, a mało szkodza drugim, a już w ogóle im nie pomagają.....Namawiam do dialogu w którym będzie miejsce na słowo proszę i dziękuję....Namawiam do poszanowania wolności człowieka, aby twój mąż wiedział, że za tobą stoi nie tylko dzielnicowy, ale i przyjaciółka , teściowa, sąsiad jeden drugi....
              • andalus Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 07.10.12, 13:41
                dla alko to nie ma znaczenia. A trudność z rozstaniem czy innymi sposobami, zgodnie z kórymi alko ma ponosić konsekwencje polega na tym , że tak naprawdę ponosimy je my - rodziny.
                ALkoholik może nie zauważyć, że życie mu się wali. Co do szacunku - sorry nie mam szacunku dla alkoholików zwłaszcza dla agresorów.
                • aaugustw Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 07.10.12, 13:50
                  andalus napisała:
                  > ... nie mam szacunku dla alkoholików zwłaszcza dla agresorów.
                  ____________________________________________________.
                  Tak siejesz... - Takie owoce zbierasz...!
                  A...
                  Ps. Znasz te dyskusje z tramwaju: "Odczep sie pan ode mnie, pan
                  jest pijany... "- A on na to: "Jutro ja bede trzezwy, a pani dalej brzydka" ;-)
                  • ta_ruda Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 07.10.12, 18:53
                    znamy takie dyskusje nie tylko z tramwaju. To klasyka serwowana przez chorych alkoholikow. Przeciez ten alkoholik musi sobie jakos to picie wytlumaczyc; wynagrodzic; (on pije ale ona jest brzydka i to brzydactwo jest gorsze nic jego pijanstwo); do tego dochodza jeszcze inne wypowiedzi chorych alkoholikow.

                    Pani w tramwaju jak najbardziej miala prawo poprosic pana aby sie od niej odczepil bo byl pijany; a alkoholik jak to alkoholik - jego chory umysl sie broni wlasnie takimi tekstami.


                    aaugustw napisał:

                    > Tak siejesz... - Takie owoce zbierasz...!
                    > A...
                    > Ps. Znasz te dyskusje z tramwaju: "Odczep sie pan ode mnie, pan
                    > jest pijany... "- A on na to: "Jutro ja bede trzezwy, a pani dalej brzydka" ;-)
                  • andalus Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 07.10.12, 19:24
                    uderz w stoł a nożyce się odezwą. Nie gnębię człowiek, bo jest alkoholikiem, nie podstawiam mu nogi ani nie wsyałyam do kamieniołomów. Nie mam powodu agresora darzyć szacunkiem. Dobrze, że nie darzę go nienawiścią.
                    I nieważnie co zbieram. Odkąd wyszłam z więzienia jakim było zycie z alko coraz rzadziej tu zaglądam co też jest dla mnie symptomem zdrowienia.
                    • grazkavita Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 08.10.12, 15:33
                      Agresora nie, ale warto popatrzeć na to co jest pod powłoka agresora, miejmy szacunek do tego co nas łączy, do niego jako do członka naszej rodziny, do mnie która ma prawo wyjść na zakupy z trzeźwym facetem...Jeśli nie darzymy siebie nawzajem szacunkiem, to chyba nie jesteśmy tak naprawdę razem tylko obok.
                    • aaugustw Re: Tu jest link dla przypadków " beznadziejnych 08.10.12, 17:15
                      andalus napisała:
                      > uderz w stoł a nożyce się odezwą. Nie gnębię człowiek, bo jest alkoholikiem, ni
                      > e podstawiam mu nogi ani nie wsyałyam do kamieniołomów. Nie mam powodu agresora
                      > darzyć szacunkiem. Dobrze, że nie darzę go nienawiścią.
                      > I nieważnie co zbieram. Odkąd wyszłam z więzienia jakim było zycie z alko coraz
                      > rzadziej tu zaglądam co też jest dla mnie symptomem zdrowienia.
                      ________________________________________________________________.
                      Tym razem jakos nie mam sie do czego doczepic...! - Ani Ruda, ani Ty Andalus
                      nie wykazujecie emocji (w Waszych ostatnich wpisach), a to jest juz jakis tam
                      "symptom trzezwosci"...! ;-)
                      A...
    • zuzia36 Re: żona alkoholika 04.10.12, 12:33
      cztery lata minęły jak założyłam ten wątek. A sytuacja wcale nie jest lepsza. Przez te cztery lata wróciliśmy do dokładnie takiej samej sytuacji. Tylko ja jestem inna. Mam za sobą ciężką noc. Z wielokrotnymi interwencjami policji. Dzisiaj muszę tez spotkać sie z dzielnicowym i założyć mężowi niebieską kartę. Stal sie strasznie agresywny wobec mnie... boję sie...
      • aaugustw Re: żona alkoholika 04.10.12, 13:10
        zuzia napisala (wiele...!) ;-)
        12.03.2010: :D chodziło mi o to chodzenia, takie bez celu. Jak go nosi to wychodzi z domu i
        chodzi, kilka godzin chodzi, chodzi, chodzi, nawet w mrozie chodzi. Forest
        gamp??? ;) a moze szuka drogi, dlatego tak chodzi ??? a kto go tam pojmie ;)
        27.06.2010: u mnie duze zmiany. Coś sie ze mna stało, zmieniłam sie. Niestety widze, ze te
        zmiany prowadzą do końca naszego małżeństwa
        28.09.2010: dziwie, ze ten wątek nadal żyje :)
        dziękuje wszystkim za miłe słowa. Co sie zmieniło od ostatniego wpisu?? nie zrobiłam nic w sprawie męza. Uznałam, ze już dość zrobiłam. On wychodzi z domu na terapie. Wkurza sie dość często, nakręca, zachowuje pijano. Ja coraz bardziej się od niego oddalam…
        14.01.2011: (po kolejnym zasnieciu watku Zuzia pisze):
        przeczytałam cały watek. Jestem w szoku jak wiele sie we mnie zmieniło.

        Potem po roku, zuzia ponownie zreanimowala swoj watek i pisze
        04.10.2012: cztery lata minęły jak założyłam ten wątek. A sytuacja wcale nie jest lepsza. Przez te cztery lata wróciliśmy do dokładnie takiej samej sytuacji. Tylko ja jestem inna. Mam za sobą ciężką noc. Z wielokrotnymi interwencjami policji. Dzisiaj muszę tez spotkać sie z dzielnicowym i założyć mężowi niebieską kartę. Stal sie strasznie agresywny wobec mnie... boję sie...
        _____________________________________________.
        Osobiscie mam wielkie watpliwosci; kto tu jest pijany...!? :-&
        A...
        Ps. Ten watek trwa "dopiero" 2,5 roku...!
        • 7zahir pierwszy wpis w tym watku Aauguście 04.10.12, 13:26
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,84335888,84335888,zona_alkoholika.html
          Ma jednak 4-ry lata :-)

          Szkoda, że przez te 4 lata nic się nie zmieniło :-(
          • grazkavita Re: pierwszy wpis w tym watku Aauguście 04.10.12, 16:02
            Ja też bym się bała , trzeba się bać kogoś kto może cię skrzywdzić.Rośnij w siłę , nawiązuj sympatie z sąsiadami, to upiec jakiś placek, to zlec robotą komuś kto nie ma pracy w sąsiedztwie, natomiast zawsze może być świadkiem...Nawiąż znajomość z rodziną męża, ze swoją...Niech wie, że jeśli cię nie będzie szanować to pożałuje....To zadziwiające, że kobiety potrafią plotkowac , ale nie umieją sie obronić przed agresją, nagle wydaje im się , że są same, a tak nie jest....
            • aaugustw Re: pierwszy wpis w tym watku Aauguście 04.10.12, 16:54
              grazkavita napisała:
              > Ja też bym się bała , trzeba się bać kogoś kto może cię skrzywdzić...
              _________________________________________________________.
              Jezeli nakrece sobie taki film, to i ja takze bym sie bal, ze bede sie bal !
              A...
            • aaugustw Re: pierwszy wpis w tym watku Aauguście 04.10.12, 17:00
              grazkavita napisała:
              > ...Niech wie, że jeśli cię nie będzie szanować to pożałuje....
              > To zadziwiające, że kobiety potrafią plotkowac , ale nie umieją
              > sie obronić przed agresją...
              _______________________________________________________.
              Tak, to zadziwiajace, ze kobiety potrafia obgadac porzadnego
              czlowieka, ktory chodzi na Mityngi i robi wszystko aby byc trzezwym,
              ale nie potrafia sie przed takim obronic, bo jedyne z czego tu potrzeba
              sie obronic jest wlasna, chora fantazja (robiaca pod siebie...!) :-(
              A... ;-)
          • aaugustw Re: pierwszy wpis w tym watku Aauguście 04.10.12, 16:51
            7zahir napisała:
            > Ma jednak 4-ry lata :-)
            > Szkoda, że przez te 4 lata nic się nie zmieniło :-(
            _______________________________________.
            Tak, masz racje... - Niedbale sprawdzilem. Zbyt mocno koncentrowalem
            sie na tych przerwach, ktore odnawiala zuzia...! ;-)
            A´propos tych 4 lat... - Wiemy, ze ani czas, ani czlowiek nie stoi w miejscu...!
            W tym czasie (4 lat) musialo sie bardzo duzo zmienic takze w domu p. zuzi...!
            Znajac alkoholikow, ktorych cechuja chore emocje i czytajac wypowiedzi zuzi,
            nie dziwie sie za bardzo ze facet czasami nie wytrzymuje nerwowo...! :-(
            Nie jest to jednak powod aby mogl on sprobowac uzyc sily fizycznej w stosunku
            do mieszkajacej obok niego p. zuzi...!
            A...
            • grazkavita Re: pierwszy wpis w tym watku Aauguście 05.10.12, 11:37
              Tu nie chodzi o obgadywanie męża , wara od rodziny w czasie przydrożnych kobiecych pogaduszek.Świństwem jest obgadywanie osoby chorej i ułomnej, a taka osoba jest alkoholik.Zuziu nigdy tego nie rób, ale rozmawiaj o pogodzie , zdrowiu wypiekach, a zapytana o męża mów , że machnęłaś na niego ręką, bo chłopa to trudno zmienić, ale jeśli masz coś dla niego do roboty to chętnie Ci pomoże po starej znajomości.... Oczywiście ona nic nie będzie miała dla niego do roboty więc zmienicie temat...Zuziu pamiętaj choroba, a tym bardziej uzależnienie jest prywatna , u niektórych nawet intymną sprawą i ty musisz jego i swojej prywatności bronić, oczywiscie, że wszyscy wiedzą, ale wara im od tego.
      • kajda28 Re: żona alkoholika 09.10.12, 22:34
        Dzisia
        > j muszę tez spotkać sie z dzielnicowym i założyć mężowi niebieską kartę. Stal s
        > ie strasznie agresywny wobec mnie... boję sie...

        Więc idź za tym strachem, nie lekceważ go i nie minimalizuj - to daje siłę.
        Nawet jak nie jest adekwatny , bo tego do czego się dopuści inny czlowiek nigdy nie jesteśmy pewni. Krok po kroku.
        A że to już 4 lata - wykorzystaj tą wiedzę którą zdobyłaś, i nie żałuj że czegoś nie zrobiłaś - po prostu nie mogłaś na daną chwilę postąpić inaczej.

        Zastanawiam się co bym bardziej chciała tu przeczytać - to że w końcu juz nie jesteście razem, czy to że wszystko potoczyło się jak w bajce ?

        Trzymaj się
        • zuzia36 Re: żona alkoholika 12.10.12, 13:31
          kajda28 napisała:

          > Dzisia
          > > j muszę tez spotkać sie z dzielnicowym i założyć mężowi niebieską kartę.
          > Stal s
          > > ie strasznie agresywny wobec mnie... boję sie...
          >
          > Więc idź za tym strachem, nie lekceważ go i nie minimalizuj - to daje siłę.
          > Nawet jak nie jest adekwatny , bo tego do czego się dopuści inny czlowiek nigdy
          > nie jesteśmy pewni. Krok po kroku.
          > A że to już 4 lata - wykorzystaj tą wiedzę którą zdobyłaś, i nie żałuj że czego
          > ś nie zrobiłaś - po prostu nie mogłaś na daną chwilę postąpić inaczej.
          >
          > Zastanawiam się co bym bardziej chciała tu przeczytać - to że w końcu juz nie j
          > esteście razem, czy to że wszystko potoczyło się jak w bajce ?
          >
          > Trzymaj się

          dziękuję Ci za te słowa. August nieźle po mnie pojechał w sumie mało o mnie wiedząc. Ale ten typ tak ma :)
          Nie jesteśmy już od dawna razem.
          Wchodziłam w ten wątek w ciężkich dla mnie chwilach. Znalazłam tu wsparcie 4 lata temu. Teraz jest inaczej. Mniej sympatycznie. Co niby miałam robic przez te lata jego picia??? moze pic za niego??
          uznajcie to za koniec mojej historii
          • aaugustw Byla żona alkoholika... 12.10.12, 14:50
            zuzia36 napisała (do Kajdy):
            > dziękuję Ci za te słowa. August nieźle po mnie pojechał w sumie mało o mnie wie
            > dząc. Ale ten typ tak ma :)
            __________________________________________________________.
            Nie podbudowywuj siebie moja osoba i moimi re-akcjami...!
            Nie masz szacunku do alkoholikow (to twoje slowa), wiec nie oczekuj
            innych zbiorow... - Gdyz ja napisalem tylko; "jak siejesz tak zbierzesz"..!
            Dot. to twojego ex, jak i mnie... - Wot i wsio...!
            A...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja