osaczona - czy można uciec z tego syfu

16.03.09, 02:34
To niesamowite. Tak bardzo się staram. Wydaje mi się że zrobiłam
wszystko co można aby się odciąć od tego szaleństwa odurzania się
niezmordowanie wciąż i wciąż... Byłam w szpitalu, zresetowałam mózg
i poznałam ludzi z którymi mieliśmy się wspierać. Takich wiecie, na
mur!

Mi się odurzać już raczej nie zdarza. Nie piję, nie palę, innych
rzeczy też unikam. Jestem czysta, na tyle na ile jest to możliwe, bo
czasami walnę sobie piwo dla rozluźnienia muskuł kiedy już nie idzie
wytrzymać ale zdarza się to bardzo rzadko i nie jest dla mnie jakimś
specjalnym zagrożeniem (nie mam choroby jak pamiętacie).

Ale to ciągle jest w moim życiu obecne. Gdzie nie pójdę - tam
balanga na maksa, ludzie z którymi przegadałam lata o tym jak fajnie
będzie na trzeźwiaka spadają pod stół i bełkocą.

Starych dostarczycieli wrażeń (kochanych moich znajomych od
wszystkiego) pogoniłam w diabły, zmieniłam nawet miejsce
zamieszkania żeby mnie nie uszczęśliwiali na siłę swoją szkodliwą
obecnością i towarem wszelkiej maści.

Zamieszkałam w domu w którym się nie pije a narkotyków nie uznaje
się. Super, pomyślałam, nareszcie będzie spokój. Gó... prawda.
Jeden zaraz po szpitalu poszedł w tango a druga nie trzeźwieje od 3
dni i wrzeszczy że będzie pić 3 tygodnie bo nie piła od października
i "jej się należy". Jest ostro bo ta dzielnica żądzi się swoimi
prawami a ja nie jestem u siebie, ale to nie o to chodzi bo ja
strachliwa nie jestem.

Nie rozumiem po prostu dlaczego ciągle wokół mnie jest to samo mimo
że zmieniam tak wiele. Jestem już zupełnie gdzieindziej niż byłam a
wokół to samo tylko obsada inna. Bo co z tego że ja nie piję, jak
oni piją to ja też jestem chora. Denerwuję się, zaczynam wątpić.

Muszę stąd odejść. Ale czy nie wszędzie jest tak samo?

Mam nadzieję że nie

Pozdrawiam
    • ela_102 Re: osaczona - czy można uciec z tego syfu 16.03.09, 08:19
      Promocja:
      Nie rozumiem po prostu dlaczego ciągle wokół mnie jest to samo mimo
      że zmieniam tak wiele

      Bo to nie o zmiany towarzystwa, mieszkania, osób chodzi. Lecz o
      zamiany wewnętrzne. Sposób myślenia, odczuwania, upewniania się w
      swoim,szukania siebie i realizacji własnych marzeń.
      To brzmi banalnie, ale tak własnie jest - takie Twoje życie jakie
      Twoje wnętrze. Takimi się ludźmi otaczasz (często podświadomie)jaka
      sama jesteś. Nikt nie zmusza Cię to takich czy innych kontaktów -
      sama je wybierasz.
      Ja wróciłam z odwyku w miejsce w którym upadałam.
      Ci sami ludzie, to samo miejsce, a jednak wiodę ZUPEŁNIE INNE ŻYCIE.
      Dlaczego? dokonuję innych wyborów bo dążę do szczęścia nie
      destrukcji. Ludzie nie są w stanie mi w tym przeszkodzić dopóki
      potrafię rozróżnić (nie urażając innych) że to nie mój już sort.

      Pokaż mi swoich znajomych a powiem Ci kim jesteś...
      Na nikogo nie jesteś skazana i zawsze możesz zacząć od początku.
      szukaj takich którzy dawno nie mają już tych dylemtów (choć mieli) i
      wiodę dobre życie.
      Ja od kilku lat bywam w miejscah w których nikt się nie upija i bawi
      przednio i nie są to miejsca ziejące pustką.
      Aby zmienić swoje życie, trzeba zacząć od swojego środka.
      • promocja_09 Re: osaczona - czy można uciec z tego syfu 16.03.09, 09:06
        Jasne. Tyle to i ja wiem :) przyciągam do siebie takich a nie innych
        ludzi i muszę z tym żyć ogólnie. Daję radę. No prawie.

        Ale zastanawia mnie inna akcja:

        decyduję się na zamieszkanie z ludźmi deklarującymi niepicie i po
        jakimś czasie mam totalną alkoholową polkę tyle że nie własną. Jadę
        do rodziny która kiedyś nie piła - teraz na stół wjeżdźa flaszka,
        jedna druga. A do znajomych (którzy też teoretycznie nie piją) jadę
        na kawę i jakoś tak niechcący się zdarzyło że kolega wpadł bo
        właśnie przechodził obok.

        To nie są Elu wybory. To są przypadki które ciężko było przewidzieć.

        Zresztą nieważne. Ja daję radę bo mnie te wszystkie używki już
        naprawdę znużyły i od dawna nie mam przyjemności w ich pochłanianiu.
        Nuda, nuda, nuda. I szaleństwo w tle. Nie chcę tego i tyle.

        Ale szkodami, że ludziom wokół jest tak cholernie trudno. To chyba o
        tym był ten mój głupi post. Nie mogę już patrzeć na taki Świat a
        ciągle to widzę. I boli mnie to.

        • promocja_09 i tym moim durnym wyznaniem zakończmy ten wątek 16.03.09, 09:24
          to nie miejsce na takie gadanie. znam system. wiem jak to działa i
          wiem co trzeba.

          ale dla mi trudno przychodzi stwierdzenie że to "nie mój już sort",
          wiem że to złe, zwłaszcza dla mnie osobiście, ale trudno mi
          zaakceptować to, że można spisać człowieka na straty. Ot tak.

          Dlatego kiedy już posprzątam te wszystkie pawie i wyniosę wszystkie
          butelki będzie mi ciężko tak po prostu wyjść z plecakiem i zostawić
          problem za sobą.

          Dobra, nieważne. Dam sobie radę i z tym :)


          Dziękuję za dobre rady


          • 1962wolf Re: i tym moim durnym wyznaniem zakończmy ten wąt 16.03.09, 09:29
            tu nie chodzi o spisywanie kogos na straty
            chodzi o niespisywanie siebie.

            jesli ktos z uporem godnym lepszej sprawy---nieustannie
            wchodzi na pole minowe-------kiedys go rozerwie na amen
          • jerzy30 Noooooooooooooo - ten problem to jest przywiazany 16.03.09, 14:13
            do tego plecaka i sie bedzie ciagnal przez cale zycie. Chyba ze sie
            udasz na terapie.
Pełna wersja