O co tutaj chodzi???

09.10.04, 01:07
Niedawno na innym wątku opisałam moje perypetie z poradnią psychologiczno-
pedagogiczną.
Teraz dotarły do mnie informacje, które sprawiły, że się porządnie
zdenerwowałam.
Jak już pisałam, moje dziecko mając opóźnioną mowę spotykało się z panią
logopedą raz w miesiącu (pani twierdziła, że częściej spotyka się z dziećmi,
które są bliżej szkoły albo już do niej chodzą).
Parę dni temu przez przypadek dowiedziałam się, że co najmniej dwoje dzieci z
przedszkola mojego synka miało przez cały ubiegły rok (z tą samą panią)
spotkania raz w tygodniu. Dzieci te bynajmniej nie mają opóźnionej mowy a
jedynie wadę wymowy.
O co tutaj chodzi? Czego nie zrobiłam a może niepotrzebnie zrobiłam, że
jesteśmy w ten sposób traktowani? Czy ktoś mnie może wtajemniczyć w specyfikę
pracy PPP?
Jeśli interwencje u pani dyrektor poradni nie pomagają, to gdzie wyżej mogę
zgłosić swoje pretensje?
    • anatemka Re: O co tutaj chodzi??? 10.10.04, 07:11
      czytałam , że dzieci z opóźnionym rozwojem mowy powinny byc pod stałą opieką
      logopedy, ale "ostre" cwiczenia, wywoływanie głosek, powinno się rozpocząć
      dopiero ok. roku po pojawieniu sie zdań złożonych. Może tak to też traktuje
      Twoja logopeda?
      • rysa9 Re: O co tutaj chodzi??? 10.10.04, 10:16
        Anatemko chciałabym, żeby tak było.
        Niestety pani logopeda w zupełnie inny sposób uzasadniała, dlaczego nie jest w
        stanie zwiększyć częstotliwości zajęć. Twierdziła, że nie może się częściej
        spotykać z naszym synkiem, bo musi więcej czasu poświęcić dzieciom, które idą
        lub już są w szkole.
        Ta dwójka dzieci, o której wspominałam (nie wiem, czy nie było więcej takich
        przypadków), to przedszkolaki; jedno starsze a drugie MŁODSZE o rok od mojego
        synka.
        • monika.zdz Re: O co tutaj chodzi??? 22.10.04, 16:27
          Pewnie jest tak,że tamci rodzice smarują dodatkowe pieniążki i ich dzieci są
          inaczej traktowane. Taki jest ten wszawy świat made in Poland. Mnie też nikt
          nie chce pomóc. Za jedyne zajęcia jakie mi zaproponowano płacę ciężkie
          pieniądze bo są prywatne. Jak zabraknie pieniędzy to juz nikt się o moje
          dziecko nie zatroszczy.
Pełna wersja