Czy Ktoś miał podobną sytuację?

18.12.06, 23:38
Witajcie.
Podczytuję Was od pewnego czasu. Chciałabym zapytać czy Ktoś z Was miał podobną sytuację. Nie wiem co o tym myśleć, nie oczekuję również, że Ktoś z Was zaraz da mi jakąs wielka nadzieję, radę czy pocieszenie. Pytam, bo może jakaś informacja bedzie mi pomocna.

Mój Kuba ma 2 lata i prawie 3 m-ce. Jest po dramatycznych przejściach poporodowych ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=16588134&v=2&s=0 ). Był 12 dni intubowany, ale w tym czasie musiał mieć przeprowadzane rózne badania, w czasie których mogło dojśc do niedotlenienia.

Rozwijał się prawidłowo, tak nam się wydawało. Jedynym zmartwieniem był brak chęci na jedzenie "niepiersi". Na piersi wisiał non stop, i chyba z tego wagę miał sporą ( obżerał się, hihihi ). Jak zaczął chodzic ( biegać ) to zamilkł, choc wczesniej jakoś rozmowny zbytnio też nie był. Mamy starszego syna, który był bardzo absorbujacy jak był mały, dlatego bardzo duzo czasu mu poświecalismy. W wieku 2 lat pokazywał kolory, literki, cyferki, ale ledwo sklecał dwa słowa i to niewyraźnie. Kuba za to był zawsze spokojny, "złote dziecko", muzyka koiła wszelkie żale, których było bardzo mało. Nie poświęcalismy mu nawet połowy ilości czasu poświecanej starszemu bratu. Fizycznie rozwijał się szybko, lepiej niż starszy brat ( cieszyło nas to, ponieważ starszy do dzis ma pewne problemy ) i w spokoju czekalismy na mowę. Po tych wszystkich przejsciach, a może tez dlatego bo młodszy - mniej od niego wymagaliśmy, niepokoiło nas jednak zachowanie na spacerach ( gnał przed siebie, na placu od zabawki do zabawki ).
Foniatra zaleciła pokazac go jak bedzie miał 2,5 roku, jak się nie rozgada - zleci badania.
Nie czekalismy i sami zaczęliśmy. Najpierw poszło EEG, które wykazało duże zmiany napadowe w lewej częsci głowy. Dostał lek przeciwpadaczkowy, mimo że ataków nigdy nie miał ( czaem mrugał powiekami - może to były ataki ). Lek ma wyciszyc te fale. Dwie niezależne neurolozki kazaly ten lek podawać, może Kuba się "bujnie" z mową.

Ponieważ trafiłam przypadkowo na forum rodziców dzieci z problemami autystycznymi, poczytałam i duzo cech wspólnych znalazłam u Kuby. W Warszawie, w Ośrodku Wczesnej Interwencji pani psycholog, logopedka i rehabilitantka powiedziały ( kazda osobno 0, że autyzmu u niego nie widzą. Powiedziały nam coś, o czym my nie mieliśmy wczesniej pojęcia - dziecko nie rozumie mowy.
Ja miałam wyrzut, że mało czasu mu poświęcałam, ale jak tylko z nim siadałam z książką czy klockami - zawsze wisiał na piersi, a ja nie miałam tyle stanowczości, żeby mu tego odmówić. Dopiero jak zaczęłam go odstawiać - zainteresowal się książkami. Nawet nam pokazywał to co wczesniej my mu pokazalismy. Ciagle chciał, żeby go pytac ( chodził za nami z rozkładanymi książkami ).

No i w/w Panie w OWI wyjasniły, że on jest "wyuczony" i dlatego pokazuje. Na inaczej zadane pytanie - nie reagowal, nie odpowiadał.
Tam rowniez mi zalecono podawać ten lek przeciwpadaczkowy ( nie dawałam przed wizytą, żeby nie zmieniac jego zachowania ). No i po przyjeździe do domu, podaliśmy pierwszą dawkę i... Dwa kolejne dni dzieciak był otumaniony. Ja nie wiedziałam, że taka reakcja po leku może wystapic, byłam przerazona, bo coraz więcej zachowań autystycznych w nim widziałam. Po dwóch dniach mineło i teraz Kuba jest weselszy, ciekawszy, bardziej interesuje się tym co dookoła się dzieje. Nigdy nie był typem "śmieszka", zawsze był powazny ( ja mówiłam, ze "Waga" i dlatego zrównoważony ), a teraz jest jakby pogodniejszy. Jeszcze przed lekiem mówił czasami "mama", "tiatia" i jakies tam sylaby, ale nigdy to nie oznaczało czegos konkretnego. Takie paplanie bez ładu i składu. Nie chciał nic powtarzać. Teraz zauważyłam, że tych sylab przybywa ( nadal nic nie znaczą ) no i częściej gada, szczególnie jak cos chce - pokazuje palcem i sie wykłóca tymi swoimi sylabami ( takie memłanie ).
No i w ogóle dopiero od tygodnia pokazuje palcem jak cos chce, mam taką cichą nadzieję, na złapanie "kontaktu" z nim. Nauczył się wyrzucać rzeczy do śmieci - chusteczki i pieluchy sam leci wyrzucać, inne rzeczy wyrzuca poproszony o to. Niektóre polecenia wykonuje, ale mało ich jest ( nasza wina, nigdy nie wymagalismy nic od niego i jest nieźle rozbestwiony).

Zaczęłam podawać tran ( dopiero 3 razy ).

Przepraszam, że taki poemat popełniłam, ale chciałam wszystko opisać. Chciałam zapytać czy Ktoś miał podobną sytuację - jakieś uszkodzenia w tych częściach mózgu i po leku wyciszajacym oraz odpowiednich terapiach dziecko zaczęło rozumieć mowę? Bo bez rozumienia mowy on się mówic nie nauczy. Tzn. problemów z wypowiadaniem dźwieków ( sylab, głosek ) to on chyba nie ma, bo cos tam sobie "gaworzy".
Ja nie jestem tak obeznana w temacie, z logopedką rozmawiałam godzinke tylko - czy dzieci o których piszecie, że zaczęły mówić w 4 roku zycia też miały problem z rozumieniem mowy, czy ich problemy wynikały z innych przyczyn?

Dopiero czekamy na wizyty u psychologa, logopedy ( w naszym mieście ), mam nadzieje, że ktos nam pomocy terapeutycznej udzieli w tych dziedzinach. Terapie SI dodatkowo musimy sobie zorganizowac prywatnie.

Szukam informacji, żeby sobie to wszystko jakoś w głowie poukładać, i dziecku pomóc w miarę mozliwości.

Pozdrawiam Wszystkich, którzy dobrnęli do końca ( pozostałyh również :):) ).
    • miltonia77 Re: Czy Ktoś miał podobną sytuację? 19.12.06, 02:44
      Kazdy przypadek jest inny, ale mialam do czynienia z dziecmi z uszkodzeniami
      zarowno neurologicznymi jak i genetycznymi, ktorym napady padaczkowe (zwykle
      niewidoczne, takie jak zapatrzenie sie, "napady zlosci") mocno ograniczaly
      rozwoj, plus dolaczaly sie tego ograniczenia wynikajace z juz powstalych
      uszkodzen. Zwykle tak sie dzialo, ze dzieci te byly dosc pozno diagnozowane.
      Dobrez dobrany lek z pewnoscia pomoze, ale diecko powinno byc objete
      wszechstronna terapia - logopedyczna, psychologiczno-pedagogiczna, ruchowa -
      jesli potrzeba. To nie jest tak dobrze, ze wszystko ruszy samo, choc zycze tego.
Pełna wersja