seba-1
15.05.08, 16:22
Witajcie! Jestem ojcem dwulatki. Mała jest wcześniakiem z 29 tc,
urodzona w zamartwicy, przeszła infekcję okołoporodową i wylewy III
st. Była rehabilitowana niestety krótko - 3 mies., gdy miała ok. pół
roku. Jej rozwój (poza budową zew.- wygląda teraz na trzylatkę) od
początku przebiegał z opóźnieniem, gdy miała pół roku nic ją nie
interesowało (zabawki), pierwsze zęby po roku, chodziła w wieku
ok.20 mies. I właśnie gdy zaczęła chodzić to przestała "mówić". To
było takie mówienie bez rozumienia, zaledwie kilka słów czy sylab.
Wcześniej wszystko wydawało się w porządku: było głużenie,
gaworzenie, potrafiła po swojemu "śpiewać" całymi kwadransami. I
nagle to wszystko się urwało, to już ponad pół roku i nic, prawie
zamilkła. Słuch na pewno ma dobry, była badana, wszystko rozumie,
reaguje na szept. Niestety ma mocnego zeza naprzemiennego, wg
neurologa i okulisty to skutek wylewów i niedotlenienia, kwalifikuje
się do operacji (będzie za pół roku). Neurolog twierdzi że brak mowy
wynika z tego zeza, bo dziecko wszystko źle widzi, czy zabawki czy
ruch ust dorosłego. Okulista z kolei mówi że zez nie ma tu
znaczenia. Przez dwa mies. piła nootropil, teraz od półtora mies.
pije eye q - i nie ma poprawy. U logopedy jeszcze nie byliśmy, wg
neurologa w tym wieku nie ma jeszcze powodu do niepokoju. Bardzo,
bardzo rzadko wyrwie jej się jakieś ciche "pić" czy "dziadzia" a
częściej bezgłośnie rusza ustami - jakby chciała coś powiedzieć a
nie mogła. Za to na okrągło słyszymy: aaa, ooo (jak chce coś
pokazać), yyy, mmm. Sorry za ten przydługi wywód, co o tym sądzicie,
czy już się martwić i czy wady wzroku rzeczywiście mogą mieć wpływ
na rozwój mowy?
Pozdrawiam