toulaa
16.01.04, 14:16
" Czy może być coś piękniejszego niż wysokie drzewa?"- pytał Poldi Staff.
A ja pytam: "Czy może być coś smutniejszego, niż rozbieranie choinki?"
Patrzymy po sobie- wiemy, że ktoś będzie musiał to wreszcie powiedzieć...czy
to dziś? odwlekanie....nie, już dziś za późno, jutro może....z jutra robi się
pojutrze i popojutrze, już dłużej nie można czekać. Nikt nie chce pierwszy,
przy każdym ruchu osypują się resztki igieł, niedawno sprężystych i
pachnących, teraz suchych, kurzem pokrytych.
Dziewczynki nie chcą pomagać, każda idzie do swoich zajęć, mam wrażenie, że
nawet widzieć nie chcą tego ponurego obrządku. Zdejmujemy bombki w milczeniu,
miny pogrzebowe, nie na darmo moja najstarsza, M., nazwała to kiedyś
wyprowadzeniem zwłok...No, w tym roku dużo tych bombek nie zostało na
gałązkach, nie przeżyły wywracania choinki kilka razy dziennie. Już pies
starał się o to, żebyśmy mieli co zamiatać, i woda ze stojaka zawsze
smakowała mu lepiej, niż ta z miski.
Tak, w tym roku musieliśmy rozebrać ją wcześniej,nie dotrwała do Matki
Boskiej Gromnicznej,przed wilkami strzegącej, ze względu na szczeniaka.
Uśmiechamy się- oboje pomyśleliśmy o tym samym- niedawne są czasy, kiedy to
któraś z raczkujących lub uczących się chodzić dziewczynek strącała bombki.
Pierwsze Święta każdej z nich, już nie u mnie pod sercem, pamiętam to
doskonale.
" Hmm, niedługo nasze wnuki chyba będą pomagać w rozbieraniu choinki, co?"
" Głuptasie, niemożliwa jesteś"
No, lepiej trochę, tylko ta cisza.....a przy ubieraniu śpiewaliśmy przecież,
kolędy.
Tak było przed niecałym miesiącem:
" O, to w tym roku wyjątkowo kupujemy niższe drzewko, tak?"- pyta Pan Domu (
i gospodarstwa ponadto, pozdrawiam tych, co czytali Astrid Lindgren:)
" NIEEEEE"- krzyczą dziewczynki zgodnym chórem.
No, coroczny rytuał odbyty, wiadomo, że będzie do sufitu, ale pytanie i
odpowiedź paść musiały.
Idą więc, biorą sanki, przejęte i zadowolone. Ja nie, oczywiście, ja mam co
robić w kuchni przecież.
Wrócili, zapach żywicy miesza się z zapachem makowca w piekarniku,gotującego
się barszczu i kompotu z suszu- najcudowniejsza mieszanka zapachów, oby się
kiedyś komuś udało zamknąć ją w hermetycznej puszce- wdychanie byłoby
zalecane w chwilach smutku czy spleenu.
"Mamo, tata chciał wziąć mniejszą, ale pilnowałyśmy"
PD mruga do mnie, i bez tego wiem ,że po prostu odbyła się dalsza część
rytuału:)
Teraz muszę się pozachwycać, że wybrali taką gęstą, rozłożystą, pachnącą...
Wszyscy rwą się do ubierania, odwijania świecidełek z bibułek, wyciągania
łańcuchów ( czyj dłuższy?), no, i pierniczki z dziurką, i jabłka
najczerwieńsze, i orzechy w alufolii.
"Zaraz, ale gdzie mam ją postawić?"- zastanawia się PD- "tu będzie za blisko
kominka". Nie mówię nic, przecież wiadomo, że stanie z dokładnością co do
centymetra tam, gdzie w zeszłym roku.
" Nie widziałaś gdzieś mojej piły?"
" Jest pewnie tam, gdzie ją odłożyłeś w zeszłym roku":)
W zeszłym roku...takie śliczne słowa, jeśli to samo zdarza się i w tym.
Już, stoi. Jeszcze gwiazda na czubek, jeszcze lampki, i PD wypełnił swoją
część pracy- resztę ja i dziewczynki; ale siada obok, na pewno będzie
udzielał rad, gdzie co ma być.
"Tylko nie dawajcie za dużo bezy"_ uśmiecha się.
" Przeciez wiesz, że choinka MUSI mieć duzo bezy"- odpowiadam uśmiechem.
Jak to dobrze, że za 11 miesięcy znowu będzie ubieranie choinki...
A co do rankingu na NAJSMUTNIEJSZĄ czynnośc, to po prowadzacym rozbieraniu
choinki u mnie na drugim miejscu jest wymazywanie czyjegoś numeru telefonu z
pamięci komórki.
Ktoś ma inną propozycję?
;((