problem na miarę

06.02.04, 19:58
Pada i pada.
A jak nie pada, to i tak pada.
Mży.
Dżdży.
Właśnie: dżdży czy dżdża?
I znów: czy dżdżawka to coś więcej niż mżawka?
Czy też może mniej?

Pomóżcie, bo nie pozostanie mi nic innego jak tylko założyć dżemper i
dżambodżetem udać się do Dżibuti, gdzie w lato jest ponoć inaczej.

Albo reumatyzm.

jenn_nie_kania
    • pwrzes Re: problem na miarę 06.02.04, 21:06
      jenny_s napisała:

      >> Właśnie: dżdży czy dżdża?

      Dżdżownica ;-)

      Mors
    • gatta13 Re: problem na miarę 06.02.04, 22:43
      Moim zdaniem dżdżawka to więcej niż mżawka. Przeciez kanie nie są tak
      minimalistyczne, żeby łaknąć czegoś mniej niż mżawki.
      • jenny_s Re: problem na miarę 07.02.04, 12:59
        A czy mogę poprosić o wzory chemiczne na obie?
        I jeszcze na dżdżownicę, może Mors dostrzeże różnicę :)

        jenn
        • gatta13 Re: problem na miarę 08.02.04, 13:25
          jenny_s napisała:

          > A czy mogę poprosić o wzory chemiczne na obie?
          >
          W dżdżawce jest większe O :)).
    • peter.steele Re: problem na miarę 06.02.04, 23:02
      może mówic prosto:
      leci woda z nieba
      leci mgiełka wodna z nieba
      jest sucho
      :)
      • lampka_nie_winna Re: problem na miarę 07.02.04, 01:01
        "Sam sie o to zapytuje, Puchatku. Nawet na dnie rzeki nie przestawalem mowic do
        siebie samego: "Czy to byl Niecny Wybryk, czy tez Najzwyklejszy Wypadek?"
        Wlasnie wyplynalem na powierzchnie wody i powiedzialem sobie: "To jest mokre".

        cyt. dialog Klapouchego z Puchatkiem

        p_l_
        • jenny_s Re: problem na miarę 07.02.04, 13:16
          Im bardziej pada deszcz bim bom
          Im bardziej siąpi deszcz bim bom
          Tym bardziej kapie deszcz bim bom
          Jak słone łzy z konewki

          I nie wie człek ni zwierz bim bom
          Choć ma krzyżyków sześć bim bom
          Gdy pada taki deszcz bim bom
          Jak mokną mi płetewki

          - Puchatku, a czy nie uważasz, że zamiast „płetewki” powinno być „Ewki”?
    • oldpiernik Re: problem na miarę 07.02.04, 06:45
      "...dżdżu krople padają i tłuką w me okno
      jęk szklany, płacz szklany, a szyby w mgle mokną
      i światła szarego blask sączy się senny
      o szyby dzeszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny..."

      (z pamięci, więc być może niedokladnie)

      a ten co tak wiesennie siąpi
      to chyba "dżdż", który do tego dżdży, zachęcając dżdżownice do wydżdżnięcia z
      ziemi
      dżdżyście zadżdżony szukam kąta, by obeschnąć ;)
      • jenny_s Re: problem na miarę 07.02.04, 13:20
        nie zapomnij zwinąć mokrych dywanów :)
    • nonstop Re: problem na miarę 07.02.04, 08:55
      dżenny, omiń Oran,
      bo tam dżuma
      • jenny_s Re: problem na miarę 07.02.04, 13:01
        dżemkuję

        jenn_nie_kamus
    • ewka5 Re: problem na miarę 07.02.04, 11:38
      jenny_s napisała:

      > Pomóżcie, bo nie pozostanie mi nic innego jak tylko założyć dżemper i
      > dżambodżetem udać się do Dżibuti, gdzie w lato jest ponoć inaczej.

      - rozumiem, ze:
      dżemper to taki sweterek z kieszeniami, w ktorych miesci sie to, co wiemy;
      dżambodżet, to ten co pomyka migusiem w strone wlasciwa, a miejsc ma tyle, ile
      trzeba;
      Dżibuti, to miejsce jedyne, gdzie w lecie jest zupelnie inaczej. W zimie
      zreszta tez.
      No to jazda.

      > jenn_nie_kania
      - bo nie kania sie nikomu i juz.
    • dziadek_jacek Re: problem na miarę 07.02.04, 13:13
      a u mnie slonce swieci :)))).
      Ale to pewnie nie na temat.

      j.
      • toulaa Re: problem na miarę 07.02.04, 13:21
        Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż...
      • jenny_s Re: problem na miarę 07.02.04, 13:22
        A to tu należy pisać tylko na temat?
        Hm, to ja przepraszam.
        I znik.
        • dziadek_jacek nie na temat 07.02.04, 13:29
          to mozna nie na temat? Fajnie:).
          To ja ino chcialem powiedziec, ze na karty dzisiaj ide i bedzie fajnie jak
          sadze. Nie wiem o ktorej wroce zatem nie czakajcie na mnie z kolacja, a to
          wino, ktore zostalo to mozna wypic cale, ja juz dzisiaj pil nie bede a jutro se
          otworze nowa butelke na ktora nikogo nie zaprosze bom chytrus.Wiadomo.

          j.
          • urszulka_ma Re: nie na temat 07.02.04, 13:47
            .."Bo chociaz Jedzenie Miodu bylo bardzo milym zajeciem, byla taka chwila, tuz
            zanim się zaczęło jesc, kiedy bylo przyjemniej, niz kiedy sie juz jadło. Ale
            nie wiedzial dobrze, jak sie to nazywa. A potem pomyślał, ze być Krzysiem też
            było bardzo przyjemnym zajęciem i miec przy sobie Prosiaczka było również miłym
            zajeciem. I kiedy tak sobie o tym wszystkim pomyślał odezwal sie:
            - Najbardziej ze wszystkiego na swiecie lubię kiedy razem z Prosiaczkiem
            idziemy do ciebie, a ty mowisz "Czy to nie pora na male Conieco?" a ja
            mowie; "Owszem, nie mam nic przeciwko malemu Coniecu, a ty, Prosiaczku?"
            I żeby to byl Mruczankowy Dzień, i zeby ptaszki spiewały."..
            • lampka_nie_winna Re: nie na temat 09.02.04, 11:26
              ... i jest tam taka Sowa, co to ZAWSZE odezwac sie musiala pouczajaco. Ale Ona
              nie byla impregnowana, na szczescie.

              p_l_
              • gatta13 Re: nie na temat 09.02.04, 16:39
                lampka_nie_winna napisała:

                > ... i jest tam taka Sowa, co to ZAWSZE odezwac sie musiala pouczajaco. Ale
                Ona
                > nie byla impregnowana, na szczescie.
                >
                > p_l_


                Owa sowa potrafiła napisać PONIEDZIAŁEK. Co dziś akurat jest całkiem
                przypadkiem na temat. :))
                • lampka_nie_winna Re: nie na temat 09.02.04, 17:11
                  oj neee, futrzaki z pierzakami mnie sie raczej nie myla... a moze? bo dzis
                  poniedzialek, jutro wtorek a srody w ogole nie ma?
                  • gatta13 Re: nie na temat 09.02.04, 17:21
                    "Sowa wzięła karteczkę z rąk Królika i spojrzała na nią niespokojnie. Potrafiła
                    ona wprawdzie napisać swe własne imię SOWA PSZEMONDŻAŁA, potrafiła napisać
                    PONIEDZIAŁEK tak, żeby było wiadomo, że to nie jest wtorek, i zupełnie dobrze
                    potrafiła czytać, gdy nie zaglądało się jej przez ramię i nie mówiło przez cały
                    czas "No i co? No i co?" "
                    • lampka_nie_winna Re: nie na temat 10.02.04, 08:49
                      No i co? :)

                      p_l_
                      • urszulka_ma Re: nie na temat 10.02.04, 10:04
                        .."-Widzisz - odparła Sowa
                        -najczęściej praktykowane postępowanie w takich wypadkach jest następujące...

                        -Ojej! - przerwał jej Puchatek:

                        - Co to znaczy najgęściej polukrowane postękiwanie?"...

                        miłego dnia życzę:)))))
                        • lampka_nie_winna Re: nie na temat 10.02.04, 10:49
                          aus und Amen; wlos podzielon na cztery, kropka nad i postawiona.
                  • ewka5 Re: nie na temat 09.02.04, 23:04
                    lampka_nie_winna napisała:

                    > bo dzis poniedzialek, jutro wtorek a srody w ogole nie ma?

                    - a sroda jest WIEEELKA! I dobrze jej tak!

                    • peter.steele Re: nie na temat 09.02.04, 23:45
                      w srode jest świeto!! pół tygodnia za nami
                    • agni_me Re: nie na temat 10.02.04, 00:36
                      wewko środa jest już z planem, środa nie jest wielka, środa jest nasza :-)))
                      • ewka5 Re: nie na temat 10.02.04, 10:06
                        agni_me napisała:

                        > wewko środa jest już z planem, środa nie jest wielka, środa jest nasza :-)))

                        - no jest wielka skoro nasza!
              • agni_me Re: nie na temat 10.02.04, 00:35
                lampko, powiem tylko, żeś mię z ust wyjęła, a poza tym sabaciłyśmy radośnie z
                wewką, odezwij się, to ci plan przedłożę, wtorku wszak nie ma wcale, bo tutka
                czeka, a środa jest nasza :-)))
          • jenny_s Re: na temat ale inny 07.02.04, 14:30
            Idź dziadku idź, w końcu nie robisz tego dla własnej przyjemności.
            Tylko znów babci nie przegraj.

            wdzi_jenn_czna_wnuczka
            • dziadek_jacek Re: na temat ale inny 07.02.04, 14:42
              to ja pojde..ale za chwile, do 17-ej mam czasu troche:)).
              Czemu nie dla przjemosci gram myslisz? Ja dla przyjemnosci gram:))).
              a slonce jeszcze swieci:))

              j.
              • binka deszczowo 07.02.04, 15:03
                u mnie pada
                nie wiem co spiewac (w duchu,bo na głos to rodzina nie wytrzymuje):
                1.deszczową piosenkę( ta hamerykanska z filmu)
                2. ciągle pada ,a ja chodzę(jakoś tak to leci)
                3.a na Brackiej ciągle pada deszcz (nie mieszkam ale Kraków lubie bardzo)
                ????
                • dziadek_jacek slonecznie i spacerowo 07.02.04, 15:26
                  slonce swieci dalej, ide na pole przejsc sie..:)))

                  a wnuczka sie nie przejdzie?

                  j.
                  • niepies.nie_dzielny Re: slonecznie i spacerowo 07.02.04, 19:08
                    juz zaszlo slonce, ale pogoda krotkospacerowa byla, niepsio ;-)
                    • urszulka_ma Re: slonecznie i spacerowo 08.02.04, 10:54
                      jak to zaszło?..wstało dawno..i..się uśmiecha niedzielnie:)))))
                      • peter.steele Re: slonecznie i spacerowo 08.02.04, 11:42
                        owszem usmiecha sie, ale i tak nie wyjde raczej dla mnie nie wskazane :((((
                        • urszulka_ma Re: slonecznie i spacerowo 08.02.04, 21:09
                          peter.steele napisał:

                          > owszem usmiecha sie, ale i tak nie wyjde raczej dla mnie nie wskazane :((((

                          Peterek!..a to co za mina.. masz katarek?
      • gatta13 Re: problem na miarę 08.02.04, 13:22
        dziadek_jacek napisał(a):

        > a u mnie slonce swieci :)))).



        "To, że dziś jest ładnie, jeszcze nic nie znaczy. Jutro może spaść porządny
        grad, rozszaleć się zamieć albo licho wie co. "
        • oldpiernik Re: problem na miarę 09.02.04, 09:18
          w miarę drobny ten problem
          niedobitki zimy przeciągają za oknem
          w kościach już lenistwo wiosenne
          a na forum podłe humorum
          ot, zwyczajny poniedziałek
          • jenny_s Re: problem na miarę 09.02.04, 13:43
            każdy ma taki problem, na jaki sobie zasłuży :)

            jenn_przyklejona_do_ściany
            • oldpiernik Re: problem na miarę 09.02.04, 14:05
              a humorum juz o niebo lepsze ;)
            • gatta13 Re: problem na miarę 09.02.04, 16:37
              Jenny? Nie od deszczu mokraś, a od łez?


              Pisanie to jeszcze nie wszystko. Są dni, w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale
              się nie liczy.
              • jenny_s Re: problem na miarę 09.02.04, 17:36
                Nawet jeśli to łzy, to zapewniam Cię, że są w najlepszym gatunku :)

        • k2 Re: problem na miarę 11.02.04, 11:59
          Ciągle pada - Lizar
          www.acton.pl
          F d
          Ciągle pada. Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
          B
          Mokre niebo się opuszcza coraz niżej
          C7
          Żeby przejrzeć się w zmarszczonej deszczem wodzie.
          A ja? A ja chodzę, desperacko i na przekór wszystkim moknę.
          Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
          Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie. To nic.

          d B
          Ciągle pada. Ludzie biegną, bo się bardzo boją deszczu,
          G
          Stoją w bramie ledwie się w tej bramie mieszcząc.
          C
          Ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze.
          d B
          A ja? A ja chodzę, nie przejmując się ulewą ani śpiesząc
          G7
          Czując jak mi krople deszczu usta pieszczą
          C
          Ze złożonym parasolem idę pieszo. O tak

          Ciągle pada. Alejkami już strumienie wody płyną
          Jakaś para się okryła peleryną
          Przyglądając się jak mokną bzy w ogrodzie
          A ja? A ja chodzę. W strugach wody, ale z czołem podniesionym
          Żadne siła mnie nie zmusza i nie goni.
          Idę niby zwiastun burzy z kwiatem w dłoni. O tak !

          Ciągle pada. Nagle ogniem otworzyły się niebiosa.
          Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa.
          Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze
          A ja? A ja chodzę i nie straszna mi wichura i ulewa
          Ani piorun, który trafił obok drzewa
          Słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa. O tak !

          Ciągle pada. Nagle ogniem otworzyły się niebiosa.
          Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa.
          Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze
          A ja? A ja chodzę i nie straszna mi wichura i ulewa
          Ani piorun, który trafił obok drzewa
          Słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa. O tak !

          F d
          Ciągle pada, ciągle pada }
          B C7 }
          Ciągle pada, ciągle pada }x4

          popada i przestanie a jutro moze wyjdzie słońce i bedzie fajnie he he h więc
          głowa dfo góry
    • sarna_z_lasu Re: problem na miarę 09.02.04, 20:02
      u nas w lesie to sie mówi :
      mdźi- mdźiawka- dokładnie tak jak napisłam dź i
    • agni_me Re: problem na miarę 10.02.04, 00:43
      Tylko może zauważe, że w miarze agniowego centymetra nie ma dziś, bo dziś się
      pakuje tutki, jutro jest, ale to jest to jutro, co pociągi są na czas, a
      zapaszek sera po jednym takim się snuje i jeszcze ten kołtun najpięknych
      włosów coś ciągnie (ja proszę te cud urody buty i spódnice tak krótką, że jej
      prawie nie ma).No w zasadzie to mogę powiedzieć huuuuuuuuuuuuuuraaaaaaaaaa!!!!
      i że się w dzinsy, niech to szlag, nie mieszczę. A i jeszcze, że w ruumuunii
      pada śnieg, mam nadzieję, że pod gdańskiem też, podgdańsk jest jakże istotny w
      te środe. Znaczy to już prawie dziś, nie?
      • lampka_nie_winna Re: problem na miarę 10.02.04, 08:48
        jakze ja Was ehmmm oh ah i ten tego tam...

        "prawie" zostalo wygumkowane Gumka Myszka o Smaku Dziurawym.

        szmac
        • hippy_pottamus Re: problem na miarę 10.02.04, 11:33
          heh, dziewoje, :-) a ja wam wsiem wsiego i tamtentego też :-) i tego co Wy już
          tam wiecie :-)))
          m.
    • kanarek2 Re: problem na miarę 23.02.04, 17:57
      Włosy Atosa i Aramisa były zbliżone barwą do - No do czego? No właśnie, ciąg
      dalszy tego zdania zależy zasadniczo od epoki w której tkwimy. Aleksander Dumas
      Ojciec mógł opisać barwę kasztanów, czy brunatne futro niedzwiedzia w blasku
      świec, zasię futrowi sztucznego miśka w świetle jarzeniówki nie podołałby.
      Albowiem postęp, córeczko, dawno już przekroczył granice wyobraźni. Dlatego Atos
      i Aramis wybierają balwierza który czyni to co czyni, przy czym mowa i o
      efekcie, i o głębi zbiorowych satysfakcji.

      Patrząc na iskry fioletu wpadające w toń brązów Atos i Aramis wiedziały, iż oto
      słowu 'eks-tradycja' nadają nowy sens. Aramis delikatnym ruchem wsunął włosy za
      ucho, nalał przyjaciołom i sobie kawy, wsunął włosy za ucho, po czym wsunął
      włosy za ucho.

      Portos zaś myślał o lecie, i o swym ulubionym kapeluszu z kretonu, a zamyślone
      palce jego igrały słodko wśród pukli gorzkiej czekolady d'Artagnana.
      • oczy_migdalowe Re: problem na miarę 23.02.04, 18:51
        Bycie rzecznikiem nie jest takie proste - pomyślał On i z tęsknotą spojrzał na
        drzwi. Drzwi nie odpowiedziały spojrzeniem. Zajęte były oddawaniem czułych
        pieszczot parze zmęczonych życiem butów. Ich butów.
        Starał się nie myśleć, gdzie może zaprowadzić je niebieski... Jak oddać głębię
        i niewielką wielkość małego błękitu z kratką?
        Wzruszył ramionami. Jeszcze chciał coś powiedzieć, ale w końcu nie był tam, z
        nimi, dla własnej przyjemności. Poszedł.
      • pani_wdzieczny_strumyk Re: problem na miarę 23.02.04, 20:01
        Kardynał przechadzał się nerwowo już od godziny nie mogąc zapomnieć o tym, co
        go spotkało. Nie dowierzał swojemu zdumiewająco przecież sprawnemu umysłowi, że
        to co zobaczył, było Wszystkim. Umysł podpowiadał mu różne scenariusze, ale
        intuicja słusznie nakazywała wierzyć, że nic nie zostało przed nim ukryte.
        Jednakże coś go niepokoiło, nie pozwalało pozostawić spraw swojemu biegowi.
        Irytowały go dziś nawet delikatne jak zwykle szturchnięcia nosem ukochanego
        psa, który chodząc za nim krok w krok dopominał się o porcję należnych karesów.

        Postanowił działać. Lekko roztargnionym, ale jakże wprawnym ruchem ujął w dłoń
        pióro (należy przyznać, że o wiele lepiej pasowało do jego dłoni niż kij,
        którego zwykł używać do tresury psa) i zaczął pisać...
      • agni_me dla wewki, by wiedziała :-) 25.02.04, 18:54
        Mogło się wydawać, że losu koleje uparły się, by ojciec Dyma nie przewrócił się
        w grobie - co mogło być wszak miłym i oczekiwanym od dawna urozmaiceniem.

        -Oto ludzie zaiste – rzekł Atos – ilu z nich znamy? Piętnastu?
        -Nie więcej – odparł z uśmiechem Aramis, rozsiewając blask oriśnych fioletów,
        choć blask nie pochodził od uśmiechu, o nie.
        -Ach tak – zawołał Portos, z irytacją odgarniając zazdrość kłębiącą się
        splotami– u kiego więc diabła uskarżamy się, a ?

        Rzeczywiście, jak nie powiedzieliśmy, cała ta zgraja była na nogach, wiele osób
        przyglądało się widowisku, podziwiając abnegację trójki przyjaciół, nie
        domyślając się jej prawdziwego powodu. Lady Anna zjawiła się pierwsza, by
        uścisnąć drogich bohaterów i przyznać, że w planach ma niechybnie cmentarz.
        Dalej szli dragon i Szwajcar, a wszyscy inni za nimi. Powinszowania, uściski,
        huraganowy śmiech nie miały końca, a wrzawa była tak wielka, że karczmarka
        podała aż trzy małe pomidorki.
        Coś jednak gnębiło przyjaciół, potworny głód nie do zaspokojenia – brak
        gorzkiej czekolady. W głowach zaś dudnił motyw, wydarty wieczorem : WHO THE
        FUCK IS MILEJDI?????
        .... Ojciec Dyma się przewrócił.

        • ewka5 Re: dla wewki, by wiedziała :-) 26.02.04, 08:29
          wiedziala
          wie
          bedzie wiedziala
          albowiem TO ma cos wspolnego z najwiedza najnabyta w najtrakcie (nie mylic z
          antraktem) najprocesu najbycia najczwornego. I najczuciem.
    • she1961_lodz Re: problem na miarę 23.02.04, 20:31
      A Jaguś z tego śmiechu jaże przysiadła i na siedząco zaśmiewała się,
      rozśmiewała, aż do cna się wyśmiawszy, rąbkiem halki, co się spod spódnicy
      wysunęła, łzy śmiechu z policzków wycierać zaczęła. A że przy tym wysoko ją do
      twarzy, niby to niechcąco, zadarła, ukazały się nogi Jagusine wysoko, wysoko,
      że tylko, tylko, a ... hej. A jak ci pięknie te nożyska marmurem białym na
      trawie zielonej bielały, że aż coś w gardle od ich widoku ściskało...
    • nonstop Re: problem na miarę 24.02.04, 11:59
      O wciórności! Żachnęła się Jagienka patrząc na orzechy przywiezione przez
      Zbyszka z XIX Wyprawy Krzyżowej. Skąd to Rycerzyku mój Luby wziąłeś? A to w
      jukach pewnego Saracena, com go rozpłatał Ty jak bobra, znalazł. Na jukach
      widniał napis Kinszasa, więc pewno to tam gdzie na mapach piszą „hic sunt
      leones”. Jagienka nadęła się, główkę swą kształtną, nałęczką przykryła i jak
      nie siędzie na ławę i orzechy! Trzasnęły pękające skorupy... A Zbyszko chciwie
      przypadł ustami do spływającego po odrzwiach mleka kokosowego...
      • grau Re: problem na miarę 26.02.04, 08:50
        pij mleko
      • kanarek2 Re: problem na miarę 27.02.04, 19:57
        Zwinny cios sztyletu dosięga serca kawalera de Toully w gospodzie Pod Różą. Na
        wiadomość o śmierci kawalera, swego faworyta, kardynał de Richelieux wpada w
        furię, lecz pospieszne śledztwo prowadzi donikąd. Ochłonąwszy z gniewu, dnia 23
        lutego 1625 r kardynał wydaje rozkaz wprowadzający napierśnik do umundurowania
        muszkieterów królewskich. Chronić on ma bezbronną dotąd pierś muszkietera przed
        dłonią zdradliwego hugenoty.
        * * * * * *

        Atos rozpiął kaftan, bo jak inaczej pokazać swój nowy nabytek? i pokój wypełnił
        wdzięczny zapach olejków których uzywał do konserwacji broni i munduru. Zwróćcie
        uwagę, panowie, na koronkową delikatność oczek siatki, a i kolor pasuje do
        pludrów, powiada.

        D'Artagnan też rozchylił kaftan, i wzrok przyjaciół przykuł muskularny tors
        muszkietera, na którym spory tatuaż głosił "Hic Leones", strzałka wskazywała
        gdzie, a nawet pyszczek jednego z lwów wychylał się zza napierśnika po prawej
        stronie. Owłosiona pierś kawalera została przez artystę ogolona całkowicie -
        poza tym miejscem gdzie był lew. D'Artagnan napiął muskuł, lew potrząsnął
        grzywą, a stojąca w drzwiach Carotte, służąca muszkieterów od noszenia walizek
        na lotnisku, aż jęknęła z podziwu.
        • dziadek_jacek Re: problem na miarę 28.02.04, 00:58
          I poszla lady Anna na spotkanie z nimi, z radoscia wielka i obawa przeciez..
          Nie znala ich, nie znala Atosa, Portosa ani d´Artagnana, ktorego sprawy wagi
          panstwowej zatrzymaly w La Rochelle...
          Aramisa ino znala, bo jeno on byl przy jej narodzinach, on jeden widzial w
          jakich bolach sie urodzila...i on jeden byl przy jej smierci.
          Tak, nie ma juz lady Anny..odeszla wiedzac, ze tak bedzie lepiej, Aramis
          wiedzial to i rozumial, przeciez przyjacielem jej byl..

          Siedzac razem w tawernie bawili ja rozmowa o strojach, rynsztunku, o damach
          swego serca, ale i krotochwile rowniez wyprawiajac. Wychwalali jej toalete i
          buciki nowe, z
          Paryza dowiezione, dworzyli sie wielce, kawalery z nich, to wiemy.Zapijali to
          (jak zawsze) wielka iloscia burgunda i porta, zajadajac wielkie ilosci miesiw
          roznych, bez warzyw bo zima byla przeciez a statki z prowiantem dotrzec nie
          mogly, a grozilo to szkorbutem w miescie. Raz po raz wysylali golebia
          pocztowego do La Rochelle ze sprawa dla d´Artagnana piszac mu jak sie bawi
          przednie kompanyja cala ale rowniez jak im jest przykro, ze go tam nie ma...

          Lady Anna, ona to..jej bylo najsmutniej, ze d´Artagnana tam nie bylo.
          A jak sie zegnala z przyjaciolmi swymi to w policzek ich wszystkich pocalowala
          (damy tego nie czynia)nie omieszkawszy gwardzisty szwajcarskiego i dragona,
          ktorych to rowniez nie znala a ze sluzyli w pulkach innych nie bylo im
          przeszkoda wspolu zjesc i wypic.

          • pani_wdzieczny_strumyk Re: problem na miarę 28.02.04, 12:06
            Prześliczny poranek zupełnie nie zapowiadał późniejszych wydarzeń. Czwórka
            przyjaciół, korzystając z wolnej chwili, udała się nad pobliski zbiornik wodny,
            aby z dala od koszarowego zgiełku i ócz postronnych, zażyć kąpieli i rozmowy.
            Obie były im w równym stopniu potrzebne.
            Po kąpieli, półleżąc w nadbrzeżnym bordeaux, w oczekiwaniu aż smakowicie już
            pachnące jagnię odpowiednio się przyrumieni, muszkieterowie snuli leniwie plany
            na przyszłość, gdy wtem dobiegł ich tętęt kopyt i zdyszany głos posłańca
            wiozącego list z głównej kwatery. Wieści były zaiste smutne i denerwujące.
            Bowiem rozkazem najwyższym, ich wielki przyjaciel - Żona - został oddelegowany
            na wysuniętą placówkę, ze skutkiem natychmiastowym.
            Drogiemu Czytelnikowi należy się słowo wyjaśnienia. Otóż było w koszarach dwóch
            dragonów, nierozłącznych do tego stopnia, że co śmielsi nazywali ich potajemnie
            Mężem i Żoną. Co było tym bardziej usprawiedliwione, że ów Mężem przezywany,
            ogromnej był postury i głosu tęgiego, zaś Żona – przeciwnie, delikatnością
            figury i dziewczęcym spojrzeniem niejednego śmiałka zwiódł na polu walki, co
            dla przeciwników kończyło się haniebnie.
            I prawdąż byłoby to, że ci nierozłączni rozdzielonymi mieliby być bezdusznym
            rozkazem? Czwórka przyjaciół srodze zatroskała się ich losem. D’Artagnan rwał
            głosy z głowy. Portos, nie mieszkając, wsiadł na konia i popędził pocieszać
            Męża. Atos w myślach szukał wśród licznych swoich znajomości kogoś, kto mógłby
            rozkaz odgórnie unieważnić. Zaś Aramis, z charakterystyczną dla siebie pozorną
            obojętnością, nie przerywając trefienia loków, które mu się były rozprostowały
            podczas kąpieli, obiecał solennie, że będzie się modlić za duszę tego, kto
            rozkaz wydał.

            Zaiste, Boże miej w opiece tego, kto stanie na drodze czterem szpadom.
            • oldpiernik Re: problem na miarę 28.02.04, 12:31
              Niespodziewanym zgrzytem obrzydliwego rapiera wmieszał się w błogi nastrój
              jednooki siepacz kardynała. Wyróżniał się on wszakże wyszukanym i wielce
              uporządkowanym brakiem stylu tak w stroju jak w mowie. Przemilczymy przeto
              słowa, jakimi ugodził zajętych sprawami wielkiej wagi czterech przyjaciół.
              Gwoli dopełnienia historii owej dodać wszakże musimy, że słowa jego prędkie
              były i celne jak pociski muszkietów królewskich, co w sercach mniej hartownych
              trwogę wzbudzić mogło. Tylko czwórka przyjaciół trwała wśród plugawej tyrady,
              jak ściana wobec miotanego na nią grochu...

              • toulaa Czy pamiętacie? 29.02.04, 04:41
                Sorry za dygresję, piszcie, piszcie dalej, ale czy pamiętacie:" Para, para,
                paraaadujemsja na swajom wiku" i " Jest w Łowskam parkie cziornyj prut, w niom
                lilii cwietut"?
                • agni_me niestety pamiętacie 29.02.04, 16:13
                  toulaa, tu agni, ja cię bardzo proszę, ty nie śpiewaj więcej (pamiętasz skąd
                  to?)

                  • nonstop Re: niestety pamiętacie 29.02.04, 16:33
                    proponuję przenieść toulę do grupy gimnastycznej..
                    :}
                  • toulaa cieszy mnie to 03.03.04, 09:50
                    to nie ja, to muszkieterowie
                • ewka5 Re: Czy pamiętacie? 29.02.04, 16:58
                  toulaa napisała:

                  > Sorry za dygresję, piszcie, piszcie dalej, ale czy pamiętacie:" Para, para,
                  > paraaadujemsja na swajom wiku" i " Jest w Łowskam parkie cziornyj prut, w
                  niom
                  > lilii cwietut"?

                  - ozesz! Toula, to Ty jestes tez taka stara?!?!?! A bylam przekonana, ze
                  szczeniara.
                  • toulaa Re: Czy pamiętacie? 03.03.04, 09:53
                    ewka5 napisała:

                    >> - ozesz! Toula, to Ty jestes tez taka stara?!?!?!


                    " też" jak kto? Matuzalem???


                    A bylam przekonana, ze
                    > szczeniara.


                    Dzięki za komplement( ?), ewko. Niestety, albo stety, nie jestem młoda, nie
                    jestem też stara. Mam 33 lata, a więc po prostu w średnim wieku.
    • kanarek2 Re: problem na miarę 09.03.04, 12:34
      Smutnych wierszy nigdy dosyć - pisał Aramis w smsie. Pietruszeczka, odkąd Portos
      ją wykorzystał na lotnisku, nosiła w sobie poczucie iż jest muszkieterem, lecz
      także, czy może dlatego własnie?, smugę smutku, przeczucie rozstań.

      A jeśli kiedyś
      wiatr nas rozrzuci
      na pięć stron świata
      niedbałą dłonią
      - to jak to będzie?

      Tu Pietruszeczka rozedrgała się nieco.

      Może butelkę wrzucę do morza?
      Może gołąbka puszczę w przestworza?

      - zaproponował energicznie d'Artagnan, który nie wyobrazał sobie życia bez
      kontaktu z przyjaciółmi, z pełną wzajemnością zresztą. Pietruszeczce jednak
      jakby nie o to chodziło, ach, cudnie jest tak potaplać się w nostalgiach wśród
      bliskich.

      Pewnie zasuszysz mnie jak liść
      czy motyla
      zrobisz ze mnie wspomnienie
      malutką bliznę na palcu

      - A tak konkretnie to o kim mówisz? pyta Portos od niechcenia. Zazdrośnik, myśli
      rozbawiona nagle Pietruszeczka, i dobrze, może mnie pocieszy? i pcha mu się na
      kolana.
      • she1961_lodz Re: problem na miarę 09.03.04, 19:42
        kanarek2 napisał:

        > Pietruszeczka, odkąd Portos
        > ją wykorzystał na lotnisku, nosiła w sobie poczucie iż jest muszkieterem, lecz
        > także, czy może dlatego własnie?, smugę smutku, przeczucie rozstań.

        Poczucie, które nosiła w sobie Pietruszeczka, rosło w niej i rosło. Smuga
        smutku dawno się rozmyła, nawet przeczucie rozstań po jakimś czsie opuściło
        Pietruszeczkę.... Tylko poczucie wciąż rosło.
      • ewka5 zachwycam sie, najzachwycam 11.03.04, 01:52
        jaaak lubie TE Zachwyty, z Glow i Srodka Zachwycaczy ...
    • jenny_s Re: problem na miarę 15.03.04, 22:32
      pękniętym lustrem uleci
      dym barbarzyńcy
      hasło nieprawidłowe



      PS. chcieliście gnomii, no to ją macie
      • oldpiernik Re: problem na miarę 16.03.04, 10:29
        ?!?!
        Bezgranicznie zdziwiony swym pękniętym odbiciem gnom rósł wraz z poczuciem
        niespełnienia.
        • hippy_pottamus Re: problem na miarę 16.03.04, 11:54
          ... ono zas rosło wraz z nim, nie przejmując się dziurą budżetową, świńskim
          dołkiem ani ostrzeżeniami przed nieuchronnym przeludnieniem i ograniczeniem
          przestrzeni życiowej dla przerośniętych...
          ------------
          nie mam pomysłu na wiosnę
          • oldpiernik Re: problem na miarę 16.03.04, 15:55
            "... a ja rosnę i rosnę
            latem zimą na wiosnę
            i niedługo przerosnę
            tatę, mamę i sosnę..."

            ?!

            jak dzik w sosnę

            albo gołąb na parapet, eech ;)
    • jenny_s Re: zapach Anioła 17.03.04, 13:16
      Znów mam problem. Usiłuję się mianowicie dowiedzieć jak pachnie Anioł.

      Z dobrze poinformowanego Źródła udało mi się uzyskać takie informacje:

      że Anioł pachnie w ogóle
      że Anioł nad ranem pachnie inaczej
      że zapach Anioła jest odczuwalny z około 5 metrów

      Wiele i niewiele zarazem, tylko mnie to jakby nie wystarcza, a Źródło odmówiło
      dalszej współpracy w tym zakresie.

      jenn

      PS. Tylko proszę mi nie mówić, że Anioł pachnie Thierry Muglerem, albo że
      pachnie ciepłym piżmem. Nie wiem jak pachnie Thierry Mugler ani ciepłe piżmo, z
      tej prostej przyczyny, że jestem w zasadzie pozbawiona zmysłu powonienia. Ja
      chciałabym sobie ten zapach wyobrazić.

      • ejsi Re: zapach Anioła:) 17.03.04, 18:44
        Jeden, szczególny Anioł, zawsze gdy się pojawia, przynosi ze sobą zapach
        fiołków.
      • she_5 www.google.pl 17.03.04, 22:02
        jenny_s napisała:

        > Znów mam problem. Usiłuję się mianowicie dowiedzieć jak pachnie Anioł.


        "Czas płynie, latka lecą, a zasady w Mieście Grzechu nie zmieniły się ani o
        jotę. I kobiety ciągle mają zapach aniołów."
    • dziadek_jacek zapach Aniola 17.03.04, 21:06
      Aniol pachnie jak poranek z ukochana osoba..

      j.
      • toulaa Now I know...to werbena 18.03.04, 19:29
        Chyba nie chodziło o zapach Anioła, co to był gospodarzem domu przy Alternatywy
        4, co?


        Mnie się przypomniała scena z " Pikniku pod Wiszącą Skałą " Petera Weira, kiedy
        dziewczęta, w białych sukienkach, czarnych, grubych rajstopach i słomkowych
        kapeluszach, opuściły pensję w ten gorący Dzień św. Walentego, 14 lutego 1901
        roku, by udać się na piknik ( tylko biedna Sara musiała zostać ). Przechodziły
        przez kładkę, jedna za drugą, niedaleko młodzieńca pochylonego nad sztalugami.

        Wtedy ten ( sakra, nie pamiętam, jak miał na imię ) po raz pierwszy ujrzał
        Mirandę, i ten obraz nie miał już nigdy zejść spod jego powiek i z jego snów,
        ten obraz pchał go do poszukiwań tego białego anioła wśród czerwonych skał,
        nawet wtedy, gdy wszyscy porzucili już wszelką nadzieję, że kiedykolwiek uda
        się odnaleźć coś oprócz skrawka białej koronki- wstążki ze złotych Mirandzinych
        loków.

        Ale zanim dziewczęta, przyzywane niewytłumaczalnym głosem, udały się na
        wspinaczkę, która dla trzech z nich była ostatnim spacerem w życiu, rozłożyły
        się w cieniu Skały na ów piknik. Chroniąc swe białe twarzyczki pod parasolkami
        przed promieniami palącego australijskiego lutowego słońca, szczebiotały
        wesoło, co radowało serce ich opiekunki, która, niby to patrząc w książkę,
        gdzie widniała reprodukcja " Narodzin Wenus " Boticellego, portretu przecudnej
        bogini miłości, wyłaniającej się z muszli i morskiej piany, w rzeczywistości
        syciła oczy widokiem swej ulubionej uczennicy.

        I rozegrał sie taki dialog:

        " - Now I know!
        - What do you know?
        - I know that: Miranda is a Botticelli's angel...".

        Ten anioł miał błękitne oczy, delikatny uśmiech i jasne, w słońcu lekko rudawe,
        włosy Mirandy- a pachniał pewnie fiołkami i werbeną. Czerwone słońce zachodziło
        za jeszcze czerwieńszą Skałą, a George Zamphir grał cudną melodię na fletni
        Pana....












        Cudna scena. Film wszechczasów.
Pełna wersja