wieski
25.04.10, 20:53
Przed sluzbowym wyjazdem do Warszawy wezwal mnie dyrektor i poprosil
abym przywiozl od Siemiona maszynopis jego monodramu "Wowro".
Siemion mial wystapic z tym monodramem w teatrze, a bez znajomosci
tekstu trudno scenografowowi zaprojektowac oprawe plastyczna wystepu.
Pojechalem, swoje sprawy zalatwilem, maszynopis odebralem, wracam.
Oczywiscie w przedziale zaczalem czytac tekst.
"takie sobie" pomyslalem czytajac.. Oczywiscie, "takie sobie" w moim
czytaniu a nie w wykonaniu Siemiona.
Czytam, czytam.. cisza, wspolpasazerowie przysypiaja.. az doszedlem
do sceny:
...Wracaja przez las z gospody. On dobrze wstawiony, zona w stopniu
lekkim.
W pewnej chwili On poszedl na boczek za potrzeba. Wysiusial sie,
wklada reke do kieszeni.. a tam nie ma sledzia ktorego zabral z
gospody na droge. Pewnie wypadl. Zaczal go szukac na czworaka
obmacujac trawe. Jest! Znalazl. Troche dzziwilo go, ze sledz jakby
lekko sie ruszal, ale moze ozyl, gdy "zwilgotnial"??pomyslal. Juz
mial ugryzc sledzia gdy uslyszal krzyk zony..
A co Ty cholero.. zabe zresz??????????
Wybuchem smiechu przerazilem wspolpasazerow. Nie mogac powstrzymac
sie, wyszedlem parskajac z mokrymi oczyma na korytarz.
Kolejny raz uslyszalem ten tekst w wykonaniu Siemiona.. zareagowalem
podobnie;-))))
Jest to jedyna scena, jedyny tekst ktory pamietam z tego monodramu:-
)))
Wiem, wiem.. Siemion zmarl.. nie moja wina, ze przywodzi mi na mysl
takie wspomnienia.