toulaa
18.03.04, 19:53
No, wprawdzie jeszcze nie u nas, ale, jak wiadomo z dobrych źródeł,
niedaleko, bo w Pradze, więc i u nas niebawem. Bracia z południa nazywają je
złotym deszczem, choć z Danae i Zeusem zapewne nie mają wiele wspólnego.
Moim zdaniem to taki najbardziej wiosenny symbol, te forsycje, jeszcze
bardziej niż magnolie w Powsinie albo bazie nad rzeczką w uroczysku w Puszczy
Kampinoskiej, albo nawet cukrowe baranki do koszyczków wielkanocnych.
To bardzo dobra wiadomość. Druga dobra to ta, że wiosna, a wraz z nią to
straszliwe brzozowo- topolowo- leszczynowe pylenie, skończy się już za trzy
miesiące; trzecia, to, że wtedy też wreszcie będą truskawki ( może nawet z
szampanem? :) i czereśnie, i groszek zielony ( " Masz takie oczy zielone,
zielone jak groszków tysiąc " zaśpiewa Ewa Demarczyk ), co to wargami wyrywa
się go ze strąków, i który, nie wiedzieć czemu, nazywa się tak samo, jak to
wstrętne coś, co sprzedają w puszkach.
A przedtem będzie maj, palenie czarownic ( no, też nie u nas ), i szparagi,
czy lepsze żółte, czy zielone?, w każdym razie najlepsze z sosem
holenderskim, a gotować trzeba krótko, obwiązane nicią bawełnianą, i żeby
główki z garnka wystawały. I groszek pachnący, i konwalie, ulubione kwiaty
młodzieńców obdarowujących swe pierwsze ukochane. I niezapominajki, i bratki.
I stokrotki, idealne na komunijne wianki. No i coś najpiękniej pachnącego na
świecie, czyli bez, w Krakowie lilak, ale ten prawdziwy, fioletowy, co to na
radzieckie tanki oswobodzicielom rudoarmiejcom rzucano:)
A za 9 miesięcy będzie znowu Boże Narodzenie ( ach, jak to ślicznie brzmi, "
za 9 miesięcy będzie..").
No, a podobno trzeba żyć tu i teraz, i nie myśleć o tym, co będzie, tylko o
tym, co teraz. Ale teraz jest marzec, a ja zazdroszczę antypodom, że u nich
jesień. No, bo jakie są korzyści z wiosny, jak zakochać już się nie wolno?
W każdym razie wiosną miło jest posłuchać " Poranka " Griega.