toulaa
09.04.04, 00:39
Powinna byc okrągła i koronkowa. Ponieważ przez rok bycia nieużywaną
szarzeje, należy wymoczyć ją w roztworze Bielinki. Ale czy to Ace za dobre,
czy za długo leżały w wybielaczu- zamiast śnieżnej bieli jest pozółkłość:)
Sam koszyczek najlepszy wiklinowy, i najlepszy z jarmarku na rynku
kazimierskim. U mnie trzy- każda niesie swój, choć najstarsza już z pewną
taką nieśmiałością. Jedną serwetka się wyscieła, a drugą, tą białą niby,
przykrywa zawartość.
Najważniejszą zawartością są jajka- barwione nie tylko farbkami, ale również
w cebulaku, i potem wydrapywane igłą. Fajnie jest też przed gotowaniem ich w
cebulaku owinąć je nitką, czy nakapać esy- floresy woskiem- po zdjęciu nitki
i zdrapaniu wosku ładnie to wygląda. Teraz nabłyszczanie olejem- i zajęcie na
pół Wielkiego Piątku zapewnione ( a pasztet, ani baba, się same nie upieką! ).
Właśnie, baba. Oprócz dużej, w formie z kominkiem, trzeba upiec małe, w
foremce do kruchych babeczek, i w kazdą wetknąć gałązkę barwinku, lub
borówki. I malutki kwadratowy mazurek kaimakowy, ozdobiony " pięknie "
lentilkami, i galaretkami , i cukrowym groszkiem, i bakaliami, i...stop,
Dziecko, kto to zje?:)
Kawalątek chleba, nie bułki, kawalątek, bo przeciez wszystko, co poświęcone,
zjeść będzie trzeba, a czerstwy chleb- kto by go jadł, gdy na stole tyle
przysmaków. I " świąteczne pieczywo " mamy z głowy.
Baranek też jest ważny, koniecznie z cukru, nie żaden plastikowy- ma z każdym
rokiem mniejszą głowę, bo przecież w drodze do kościoła liże się go, choć
mama krzyczy, że zakurzony- dlatego już bez rogów.
Przed laty, jako świeżo upieczona pani domu, gdy z żarliwością neofity
szykowałam pierwsze święta " na swoim ", i zastanawiałam się " co by tu
jeszcze ? ", coś mnie podkusiło, by zrobić staropolskiego baranka z masła.
Kupiłam tego masła chyba ze 4 kilo i zaczęłam pracowicie lepić i ugniatać- im
bardziej lepiłam i ugniatałam, tym mniej bezkształtna masa przypominała
baranka- ja za to skończyłam z masłem we włosach i ciężką cholerą w oczach. W
końcu to coś, co miało być barankiem, rozpłynęło sie całkiem, i, w tej
płynnej postaci, zakończyło żywot w pysku litościwego kota. Potem
dowiedziałam się, że takiego baranka rzeźbi się nożem, jak dłutem, z masła
zamrożonego na kość!
Teraz prawdziwe koszyczkowe clue- " kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej "- ten
kawałek, bohater wielu zabaw, i konieczny składnik każdego pikniku lub "
ucieczki z domu z węzełkiem z jedzeniem ", to po prostu kawałek kabanosa. W
inspirowanych książkami Lindgren zabawach występuje obok butelki z mlekiem (
w naszej wersji z sokiem ), kanapek, bułeczek z rodzynkami i klopsików
szwedzkich na zimno ( te nasze " klopsiki " są słodkie: zmielone herbatniki+
masło+ kakao+ cukier- z tego robi się kulki i obtacza w wiórkach
kokosowych ). I już można się bawić w scenę z " Madiki ", że np. uciekamy na
drzewa ( łóżka ) na łące przed bykiem ( w tym celu trzeba mieć psa wielkości
młodego cielaka ) i te prowianty ratują nas od śmierci głodowej.
No, jeszcze tylko sól, byle nie w straszliwym, plastikowym pomidorku, tylko w
zwykłej solniczce, i koszyczek gotowy ( no, jeszcze ozdobić! ).
Można ruszyć, najlepiej na piechotę, do kościoła, no, bo co to za niesienie
koszyczka w samochodzie? ( niestety tak, głupio, bo kościół daleko ).
Gdy byłam mała, zawsze na tę drogę wkładano mi okropny płaszczyk, nie wiem
czemu Mama uważała, że małe dziewczynki powiny byc do kościoła ubierane w
okropne płaszczyki ( ja miałam zawsze dwa, po siostrach, bo dwóm starszym
siostrom kupowali takie same ubrania ), a przy warkoczach powinny mieć
okropne wstążki. Co roku wyciągany na tę okazję płaszczyk był coraz
okropniejszy, a ja marzyłam, by mieć kurtkę, i nie mieć okropnych warkoczy z
okropnymi wstążkami, tylko krótką fryzurę z grzywką, jak koleżanki.
No, ale pewnego roku fortuna uśmiechnęła się do mnie- okazało się, że
przerosłam siostry, ergo koniec donaszania po nich okropnych płaszczyków;
fryzjerka płacząc prawie, jak w " Postrzyżynach " Hrabala, obcięła okropne
warkocze przeistaczając mnie w " na pazia ", i w dodatku dostałam prawdziwe
cienkie rajstopy, jak dorosłe panie, zamiast okropnych grubych, zawsze
rolujących się na kostkach.
Ach, jaka dumna z siebie niosłam wtedy swój koszyczek...
Wesołego alleluja!