" Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej "

09.04.04, 00:39
Powinna byc okrągła i koronkowa. Ponieważ przez rok bycia nieużywaną
szarzeje, należy wymoczyć ją w roztworze Bielinki. Ale czy to Ace za dobre,
czy za długo leżały w wybielaczu- zamiast śnieżnej bieli jest pozółkłość:)

Sam koszyczek najlepszy wiklinowy, i najlepszy z jarmarku na rynku
kazimierskim. U mnie trzy- każda niesie swój, choć najstarsza już z pewną
taką nieśmiałością. Jedną serwetka się wyscieła, a drugą, tą białą niby,
przykrywa zawartość.

Najważniejszą zawartością są jajka- barwione nie tylko farbkami, ale również
w cebulaku, i potem wydrapywane igłą. Fajnie jest też przed gotowaniem ich w
cebulaku owinąć je nitką, czy nakapać esy- floresy woskiem- po zdjęciu nitki
i zdrapaniu wosku ładnie to wygląda. Teraz nabłyszczanie olejem- i zajęcie na
pół Wielkiego Piątku zapewnione ( a pasztet, ani baba, się same nie upieką! ).

Właśnie, baba. Oprócz dużej, w formie z kominkiem, trzeba upiec małe, w
foremce do kruchych babeczek, i w kazdą wetknąć gałązkę barwinku, lub
borówki. I malutki kwadratowy mazurek kaimakowy, ozdobiony " pięknie "
lentilkami, i galaretkami , i cukrowym groszkiem, i bakaliami, i...stop,
Dziecko, kto to zje?:)

Kawalątek chleba, nie bułki, kawalątek, bo przeciez wszystko, co poświęcone,
zjeść będzie trzeba, a czerstwy chleb- kto by go jadł, gdy na stole tyle
przysmaków. I " świąteczne pieczywo " mamy z głowy.


Baranek też jest ważny, koniecznie z cukru, nie żaden plastikowy- ma z każdym
rokiem mniejszą głowę, bo przecież w drodze do kościoła liże się go, choć
mama krzyczy, że zakurzony- dlatego już bez rogów.
Przed laty, jako świeżo upieczona pani domu, gdy z żarliwością neofity
szykowałam pierwsze święta " na swoim ", i zastanawiałam się " co by tu
jeszcze ? ", coś mnie podkusiło, by zrobić staropolskiego baranka z masła.
Kupiłam tego masła chyba ze 4 kilo i zaczęłam pracowicie lepić i ugniatać- im
bardziej lepiłam i ugniatałam, tym mniej bezkształtna masa przypominała
baranka- ja za to skończyłam z masłem we włosach i ciężką cholerą w oczach. W
końcu to coś, co miało być barankiem, rozpłynęło sie całkiem, i, w tej
płynnej postaci, zakończyło żywot w pysku litościwego kota. Potem
dowiedziałam się, że takiego baranka rzeźbi się nożem, jak dłutem, z masła
zamrożonego na kość!

Teraz prawdziwe koszyczkowe clue- " kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej "- ten
kawałek, bohater wielu zabaw, i konieczny składnik każdego pikniku lub "
ucieczki z domu z węzełkiem z jedzeniem ", to po prostu kawałek kabanosa. W
inspirowanych książkami Lindgren zabawach występuje obok butelki z mlekiem (
w naszej wersji z sokiem ), kanapek, bułeczek z rodzynkami i klopsików
szwedzkich na zimno ( te nasze " klopsiki " są słodkie: zmielone herbatniki+
masło+ kakao+ cukier- z tego robi się kulki i obtacza w wiórkach
kokosowych ). I już można się bawić w scenę z " Madiki ", że np. uciekamy na
drzewa ( łóżka ) na łące przed bykiem ( w tym celu trzeba mieć psa wielkości
młodego cielaka ) i te prowianty ratują nas od śmierci głodowej.

No, jeszcze tylko sól, byle nie w straszliwym, plastikowym pomidorku, tylko w
zwykłej solniczce, i koszyczek gotowy ( no, jeszcze ozdobić! ).


Można ruszyć, najlepiej na piechotę, do kościoła, no, bo co to za niesienie
koszyczka w samochodzie? ( niestety tak, głupio, bo kościół daleko ).
Gdy byłam mała, zawsze na tę drogę wkładano mi okropny płaszczyk, nie wiem
czemu Mama uważała, że małe dziewczynki powiny byc do kościoła ubierane w
okropne płaszczyki ( ja miałam zawsze dwa, po siostrach, bo dwóm starszym
siostrom kupowali takie same ubrania ), a przy warkoczach powinny mieć
okropne wstążki. Co roku wyciągany na tę okazję płaszczyk był coraz
okropniejszy, a ja marzyłam, by mieć kurtkę, i nie mieć okropnych warkoczy z
okropnymi wstążkami, tylko krótką fryzurę z grzywką, jak koleżanki.
No, ale pewnego roku fortuna uśmiechnęła się do mnie- okazało się, że
przerosłam siostry, ergo koniec donaszania po nich okropnych płaszczyków;
fryzjerka płacząc prawie, jak w " Postrzyżynach " Hrabala, obcięła okropne
warkocze przeistaczając mnie w " na pazia ", i w dodatku dostałam prawdziwe
cienkie rajstopy, jak dorosłe panie, zamiast okropnych grubych, zawsze
rolujących się na kostkach.

Ach, jaka dumna z siebie niosłam wtedy swój koszyczek...




Wesołego alleluja!
    • ewka5 Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 02:13
      toulaa napisała:

      > Kupiłam tego masła chyba ze 4 kilo i zaczęłam pracowicie lepić i ugniatać-
      /.../
      > W końcu to coś, co miało być barankiem, rozpłynęło sie całkiem, i, w tej
      > płynnej postaci, zakończyło żywot w pysku litościwego kota.

      - lomatko! A co na to towarzystwo opieki nad zwierzetami????????
      Margit! Krieku! Slyszycie i nie grzmicie?!?!?!???
      • nonstop Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 07:49
        co do baranków z masła, to w posen mamy takie drewniane foremki , do ich wyrobu
        hyhy,
        no i wiadomo, oczka z ziarenek pieprzu, a uszy i ogonek z listów tzw. "merty"
        :-)
        • grau Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 08:07
          co do barankow z masla, to w posen ( siec P & P )widzialem juz gotowe
          za ok 5 PLN, jak zywe,
          konstrukcja, jak u nona
          :)
          • nonstop Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 08:38
            podobno pierwszy "Piotr i Paweł" (czyli to P&P) otworzono w wawie,
            polecam kryptoreklamowo
            :-))
            • oldpiernik Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 09:08
              Ciekawe z tym maślanym baranem.
              W moich stronach się piecze baranki z drożdżowego ciasta.
              Typowe dwa rodzaje form różnią się wielkością, ale głównie... uszami, hehe, są
              formy spiczastouche i krótkouche ;)
              Dopuszczalne są też barany cukrowe, ale coraz mniej popularne.

              Ten zapach znad koszyka.
              Ten post tradycyjny.
              To jedzenie pod ręką, czekające jednak na niedzielny poranek.
              Toulu, już jestem głodny ;)
            • grau Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 09:36
              dla porzadku :)) cytat:

              "W 1990 roku Eleonora Woś z synami - Piotrem i Pawłem otworzyli pierwszy
              niewielki sklep w Poznaniu. Talent, intuicja handlowa, wyczucie rynku zostały
              poparte wiedzą i doświadczeniem zdobytym m.in. dzięki szkoleniom i śledzeniu
              konkurencji zagranicznych firm. Do chwili obecnej Piotr i Paweł otworzył 24
              sklepy w 19 miastach (w tym od czerwca 2002 roku jeden sklep w Jankach k/
              Warszawy; pozostałe w województwach wielkopolskim, kujawsko i zachodnio-
              pomorskim, lubuskim, dolnośląskim, mazowieckim). Siedem to sklepy własne,
              pozostałe - w systemie franszyzy. Są one położone na terenie osiedli lub w
              centrum miasta (w tym również w centrach handlowych - Stary Browar, Blue City i
              jedno własne - na Promienistej w Poznaniu), z wyjątkiem Janek k/ Warszawy.
              Średnia powierzchnia sprzedażowa wynosi 1100 m2 a asortyment liczy od 10 000 do
              30 000 pozycji (artykuły spożywcze z wyjątkowo bogatą ofertą produktów
              świeżych, artykuły chemiczne, kosmetyki, sprzęt AGD) w zależności od wielkości
              sklepu. Sklepy czynne są 7 dni w tygodniu, a jeden w Poznaniu 24h."

              reklama zasluzona
              :))
        • toulaa Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 13:02
          nonstop napisał:

          > no i wiadomo, oczka z ziarenek pieprzu, a uszy i ogonek z listów tzw. "merty"
          > :-)
          >


          co to merta?
      • maggy Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 10:41
        słyszę i nie grzmię, wewku; wiadomo - kot bydlę rozumne, byle czego [co mu nie
        smakuje] nie zje ;-) a jak zje - znaczy sam chciał ;-)
        m.-permisywistka ;-)
    • mietowe_loczki Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 09:53
      a propos kiełbasy dobrze obsuszonej, wczoraj wróciłam do domu i co się okazało,
      okazało się, ku mojemu wielkiemu szczęściu, zdrowiu i radości, że nad kuchenką
      suszy się tysiąc pętków dobrej, swojskiej kiełbasy, wytwarzanej własnoręcznie
      przez moją Babcię, wreszczie porządnie się najem :)
      • nonstop Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 10:34
        loki lepiej ubierać niż karmić, wiadomo - głodomór
        :-)
        • kriek Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 10:39
          a ja jednak wole karmic, wdziecznosc w oczach wieksza niz przy ubieraniu ;-)
          • kamila77 Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 10:50
            A nie ma to jak wdziecznosc przy rozbieraniu :)
            • kriek Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 10:57
              obstaje przy swoim: najpierw nakarmic. A potem wole ochote od wdziecznosci ;-)
            • olivvia Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 11:12
              :))))))))))))))))))))))))
              No mówiłam, Ona jest najcudna :))))))
            • olivvia Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 11:13
              kamila77 napisała:

              > A nie ma to jak wdziecznosc przy rozbieraniu :)

              I ten zachwyt co to wszedł pod krieka,zdaje się, miał być tutaj :))
              • kriek Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 11:55
                olivvia napisała:

                > kamila77 napisała:
                >
                > > A nie ma to jak wdziecznosc przy rozbieraniu :)
                >
                > I ten zachwyt co to wszedł pod krieka,zdaje się, miał być tutaj :))

                hmm, no coz, zawsze sie staram, zeby spod krieka bylo slychac zachwyty ;-)
                • nonstop Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 12:45
                  można też "napoić spragnioną", kriek

                  P.S.
                  Kami, wiedziałem, że pierwsza napomkniesz o rozbieraniu!
                  :-))
                • olivvia Re: " Kawałek kiełbasy dobrze ob.susz.onej " 09.04.04, 13:07
                  kriek napisał:

                  > olivvia napisała:
                  >
                  > > kamila77 napisała:
                  > >
                  > > > A nie ma to jak wdziecznosc przy rozbieraniu :)
                  > >
                  > > I ten zachwyt co to wszedł pod krieka,zdaje się, miał być tutaj :))
                  >
                  > hmm, no coz, zawsze sie staram, zeby spod krieka bylo slychac zachwyty ;-)

                  hmmmmm, no cóź, zawsze się staram, żeby zachwyty było słychać :))
                  a tak w ogóle, to dziś nie wypada o zachwytach, czy się mylę?? Może lepiej tego
                  baranka pójdę robić :))) zanim chlapnę coś spod tego krieka :)
    • freya Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 11:12
      Wiadomo, krieku! Nakarmione mają wiekszą ochotę;))

      P.S. I jeszcze coś o barankach z mojego podwórka. W Skandynawii drewniane formy
      z malutkami dziurkami napełnia się mlekiem z podpuszczką. Serwatka sobie
      ścieka, a w formie tworzy się twaróg w kształcie baranka.
      • adi_100 Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 12:59
        freya napisała:

        >Nakarmione mają wiekszą ochotę;))

        eeee, chyba nie. nakarmione sa rozleniwione. jak koty.
        preferuje jednak wyposzczone :-))

        Pozdr(awiam) swiatecznie

        J.

    • olivvia Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 11:21
      Aha
      Dla młodych i niedoświadczonych gospodyń miejskich oraz wiejskich zapodaję info
      jak zrobić, żeby maślany baranek z drewnianej foremki wyglądał jak baranek ,
      nie jak pies.
      Otóż - tę foremkę należy wymoczyć najsamprzód :)) w osolonej wodzie (zimnej),
      można do lodówki wstawić na 3 zdrowaśki.
      Efekt murowany a nawet maślany.
      Na moim świątecznym stole zwykle stoją takie 3 baranki (i wcale to nie ma
      związku z liczebnością mojej rodziny)
      Pozdrawiam a jakże :)
    • piorko.w.bandazach silva rerum 09.04.04, 11:40
      Usiadłam.
      Czytam.
      Refleksja przyszła.
      Sama, nie zapraszałam przecież.

      Tu pojawia się sporo dobrej literatury.
      (...)*

      Wnuki. Kiedys przecież będą jakieś wnuki. One będą chodzić do jakichś szkół,
      jakoś zdobywac wiedzę o swoich przodkach czyli o nas. To forum, forum w ogóle,
      blogi przeróżne... to nasze "Księgi domowe". To zapis naszego czasu, naszego
      sposobu myślenia, postrzegania, pojmowania.
      Pasek robił w swoim czasie rzecz podobną...
      Pozdrowienia,
      p

      *w tym nawiasie mieszczą sie moje ochy i achy dla Zasłużonych. :-)))))
      • toulaa Re: silva rerum 09.04.04, 13:24
        piorko.w.bandazach napisała:

        > Refleksja przyszła.
        > Sama, nie zapraszałam przecież.


        Hehe, no to jak miłość prawie:)



        > Pasek robił w swoim czasie rzecz podobną...



        Ależ Pasek miał styl przecudny....te makaronizmy...ech...


        > Pozdrowienia,
        > p
        >


        Pozdrowienia,

        t
        • piorko.w.bandazach Re: silva rerum 10.04.04, 11:43
          toulaa napisała:

          > piorko.w.bandazach napisała:
          >
          > > Refleksja przyszła.
          > > Sama, nie zapraszałam przecież.
          >
          >
          > Hehe, no to jak miłość prawie:)


          E, miłość to ja mam na proszenie..
          Moze model inny albo przeterminowana jaka?




          > > Pasek robił w swoim czasie rzecz podobną...
          > > Ależ Pasek miał styl przecudny....

          O Losie! Przegrałam zakład. Toulaa..
          Założyłam sie kilka lat temu z kolegą, że współcześnie nie żyje nikt, kto
          zachwyciłby się Paskiem i smetami z jego życia. Mielismy szukac tych, co Paska
          czytają z przyjemnością. Ja upierałam się, że to się może podobać tylko w
          kontekście kulturowym, jako przykład na sarmacki sposób myslenia. Kolega
          oponował z przekory. :-))
          A jednak... :-)))))

          >
          te makaronizmy...ech...

          To po to ta łacina i in. w przypisach... Paska społeczność goni! Barok sie na
          forum panoszy i tyle!

          "Osram" - i wszystko jasne.*

          Pozdrawiam świątecznie,
          piorko


          *troche postmodernizmu tez się przyda - ot tak, dla równowagi. ;-))
    • nonstop Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 12:51
      eee, nikt nie zapytał co to "merta"?
      znaczy wszyscy wiedzą?
      :-)
      no no no
      • toulaa Re: " Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej " 09.04.04, 13:05
        Ja nie wiem, i pytam właśnie ( chęci Twe antycypując, naprawdę;)
        • toulaa Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 13:21
          oldpiernik napisał:

          Ten zapach znad koszyka.


          No, nie, tu jednak wyższość B. N. nad W.
          Baba pachnie, jak się ją piecze, mazurki pachną, żonkile pachną, ale gdzież im
          tam do zapachu pieczonych pierniczków?

          Z dzieciństwa pamiętam zapach świeżo upranych firanek i pastowanych podłóg,
          teraz już zostało to pierwsze tylko- no, bo płyn do nabłyszczania paneli
          podłogowych o zapachu morskiej bryzy to jednak nie to:)



          >To jedzenie pod ręką, czekające jednak na niedzielny poranek.

          No, właśnie, u księcia Radziwiłł Sierotki ( nie u " Panie kochanku " chociaż )
          w Paryżu, było tak ( dokładnie nie pamiętam, więc pozwólcie, że połowę zmyślę,
          jak zwykle:)):

          Wokół stołu leżało 365 perliczek, nadziewanych kasztanami, tyle, ile dni w roku.

          Dalej 54 bażanty z musem truflowym ( mousse'm :), ile tygodni.

          12 combrów sarnich marynowanych w burgundzie i jałowcu, ile miesięcy.

          W środku zaś królował prosiak, czy może dzik raczej, upieczony na złoto, z
          jabłkiem ze szczerego złota w pysku- jak rok.



          A na drugim stole: 365 mazurków królewskich, suto marcepanem okraszonych; 54
          baby muślinowe, petynetowymi zwane; 12 kruchych tortów krakowskich; i na środku-
          sękacz prawdziwy, sufitu prawie sięgający.



          Toulu, już jestem głodny ;)


          ( " a ja jestem głodny, tak bardzo głodny, kochanie, napełnij mnie snami:)

          Zabrzmiało jak: " Mamo, głodny jestem ":)


          Zapraszam do stołu, Bracie, wszak z Rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu i
          przy stole.


          Smacznego:))
          • nonstop Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 13:37
            dlaczego toulaa upiera się dwukrotnie, że rok ma 54 tygodnie?
            • toulaa Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 14:03
              nonstop napisał:

              > dlaczego toulaa upiera się dwukrotnie, że rok ma 54 tygodnie?
              >


              O rany, sorry, ja mam dyskalkulię ( nie śmiej się, stwierdzoną:((


              ....a ile ma????:))


              I co to merta, no?
              • mietowe_loczki Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 15:23
                toulaa napisała:
                O rany, sorry, ja mam dyskalkulię ( nie śmiej się, stwierdzoną:((

                nie żebym się miała śmiać, ale co to, ta dyskalkulia? na to mnie jeszcze
                zaświadczenia przed sprawdzianem nie przynosili
                • toulaa Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 21:57
                  mietowe_loczki napisała:

                  >> nie żebym się miała śmiać, ale co to, ta dyskalkulia? na to mnie jeszcze
                  > zaświadczenia przed sprawdzianem nie przynosili


                  Bo Ty nie uczysz matematyki:)

                  Jak mnie jej uczono ( i nie nauczono ), to jeszcze na nic zaświadczeń nie
                  uznawano- ani na dysleksję, ani na dysortografię, ani na dysgrafię.

                  Dyskalkulia to bardzo utrudniająca życie przypadłość, dotyczy liczb, i dużym
                  wysiłkiem jest opanowanie najprostszych działań matematycznych. Kiedy np.
                  dzielę 365 przez 7, to za kazdym razem wychodzi mi inny wynik:))
                  • jacus60 Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 10.04.04, 17:01
                    Z tym dzieleniem 365 przez 7 to mnie zaskoczylas. Mysle, ze nie tylko mnie.
                    Moze ktos zna odpowiedz na to dziwne zadanie matematyczno-toulowe. Chyba
                    wszyscy czekamy na odpowiedz. Gratulacje za post i opis corocznego wyjscia do
                    swiecenia. Z wyrazami szacunku (szczerymi co tak rzadkie ostatnio) pozostajac.
                    • toulaa Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 10.04.04, 20:50
                      jacus60 napisał:

                      > Z tym dzieleniem 365 przez 7 to mnie zaskoczylas. Mysle, ze nie tylko mnie.
                      > Moze ktos zna odpowiedz na to dziwne zadanie matematyczno-toulowe.


                      Ej, no, nie śmiej się, Jacku, z cudzego nieszczęścia, czyli dysfunkcji mózgu w
                      obszarze kojarzenia i graficznego przyporządkowywania liczb:) Naprawdę moja
                      ułomność utrudnia mi życie- mając trudności z prostymi operacjami
                      matematycznymi zawsze podczas zakupów wielokrotnie przekraczam przeznaczone na
                      ten cel kwoty:) Niestety, wymówką dla Domowego Głównego Księgowego, że o banku
                      nie wspomnę, to być nie może:(
                      Pocieszające jest, że ludzie dotknięci dyskalkulią np. nie robią błędów
                      ortograficznych, a nie muszą do tego uczyć się żadnych reguł, i mają łatwość
                      uczenia się obcych języków.



                      > Z wyrazami szacunku (szczerymi co tak rzadkie ostatnio) pozostajac.


                      Dlaczego wyrazy szacunku, szczere, są tak rzadkie ostatnio? ( tzn. skąd to
                      Twoje przekonanie? ) Dziękuję szczerze.
                      • jacus60 Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 10.04.04, 23:58
                        Zapomnialas napisac, ze osoby dotkiete dyskalkulia bardzo czetso musza liczyc
                        tylko i wylacznie na siebie w czasie szermierek slowno-tematyczno-moralnych na
                        lamach Forum.
                        Oczywiscie fakt, ze przy okazji pieknie szczebiocza jest tylko i wylacznie
                        przyslowiowa "smietana na torcie".
                        Z wyrazami szacunku (szczerymi, sam nie wiem skad to przekonanie) pozostajac
                        Jacek
              • she_5 Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 15:54
                toulaa napisała:

                > I co to merta, no?

                mirt... roślinka taka...

                --
                nie, żebym musiała, nie...
                • toulaa Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 21:53
                  she_5 napisała:

                  > toulaa napisała:
                  >
                  > > I co to merta, no?
                  >
                  > mirt... roślinka taka...


                  No, doczekałam się, dziękuję.



                  >
                  > --
                  > nie, żebym musiała, nie...
          • oldpiernik Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 09.04.04, 13:39
            Dobrze wychodzi się też z kościoła ;)

            Biedny Radziwiłł!!!
            Tyla jadła, a żołądek taki mały, hehehe....

            Te nowe zwyczaje z sobotnio-wieczorną rezurekcją jakos spłaszczaja sens
            Wielkanocnego śniadania.
            Powrót z procesji, na którą wstawało się przed świtem miał inny smak.
            Święconego przed rezurekcyjną procesją nie można było tknąć, a pachniało!!!
            Teraz ledwo wrócisz ze święconym już idziesz na wieczorne uroczystości i...
            ... święcone na kolację?

            eheeeheehe


            (i tak jestem głodny tylko dlatego, że tak dobrze pisza o jedzeniu ;)))
            • binka triduum paschalne 10.04.04, 13:15
              Prawdziwie porządnie jest jak nabożeństwo wielkosobotnie jest o 23 i zaraz po
              nim o 24 rezurekcja- ma to swój sens i logikę zdarzeń Wielkiego Tygodnia.
              Ale każdy kościół zdaje się moze robić jak chce- choć o wieczornej rezurekcji
              nie słyszałam.
              • toulaa Re: triduum paschalne 10.04.04, 20:54
                binka napisała:

                >> Ale każdy kościół zdaje się moze robić jak chce- choć o wieczornej
                rezurekcji
                > nie słyszałam.



                No, jak to? Wszak w wielu kościołach ostatni dzień Triduum, czyli Wielka
                Sobota, kończy się nocną liturgią paschalną? ( np. w " zaprzyjaźnionym "
                kościele w Lesie Bielańskim tak jest ). Również wspólnoty neokatechumenalne
                świętują Zmartwychwstanie dzisiejszej nocy, chrzczą dzieci, etc.
                • binka Re: triduum paschalne 10.04.04, 21:19
                  W Wielką Sobotę, czyli w wigilię Zmartwychwstania Pańskiego odprawia się tzw
                  nabożeństwo światła i wody, czyli liturgię światła, czytania biblijne, liturgię
                  chrzcielną oarz mszę paschalną. W czasie liturgii chrzcielnej następują chrzty
                  katechumenów i dzieci.Zaś w czasie mszy świętuje się już Zmartwychwstanie. Tak
                  więc jest nabożeństwo, ale nie jest to rezurekcja, czyli msza św. o
                  Zmartwychwstaniu Pańskim, która odprawiana jest o północy lub o świcie w
                  Niedzielę Wielkanocną.W związku z pewną nielogicznością-wieczorem już
                  świętujemy, a potem na nowo "kładzie sie" Pana Jezusa do grobu i na nowo się
                  świętuje o 6 rano, wiele kościołów czyni z tego logiczną całość zaczynając o 23
                  nabożeństwem światła i wody, a kończąc biciem dzwonów około 2 w nocy na znak
                  cudu.
                  Mogłam jednak coś ewentualnie pomylić, za co przepraszam i jak ktoś wie lepiej
                  to proszę uściślić.

                  tak czy naczej -wesołych:-)
            • mwt Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 11.04.04, 01:31
              Pamietam Wielkanoc z lat dziecinstwa... Obowiazkowe rekolekcje w tygodniu
              przed, peregrynacje po grobach w licznych w moim miescie kosciolach, koszyczek
              niesiony dumnie do kosciola (w plaszczyku, a jakze Toullo, ale ten plaszczyk
              byl nowy i napewno oznaczal przyjscie wiosny, i buty byly tez nowe - co nie
              oznaczalo juz szczescia, bo moje stopy czuly te 20 minut piechotki...)... A
              potem... Potem byl ranek niedzieli Wielkanocnej. Nikt mnie nie musial wyganiac
              z lozka, bo wyganialo mnie z niego wielkie oczekiwanie na to wielkie
              wydarzenie... Chrystus zmarwtychwstal... Cos to znaczylo w tamtych latach...
              COS...??? To byl wymiar pelni szczescia z prawdy objawionej...??? Z wielkiego
              przezycia...??? Z wielkiej obecnosci w moim (naszym) zyciu tej jedynej,
              niepodwazalnej prawdy...

              Potem do domu przychodzil zaprzyjazniony ksiadz na Wielkanocne sniadanie i
              mimo tego poswieconego koszyczka - swiecil raz jeszcze caly zastawiony stol,
              ktory wystawnoscia i iloscia obecnych przy nim osob mogl konkurowac z
              Radziwillem (no, moze nie Panie Kochanku, co to na glowne danie podawal lape
              niedzwiedzia faszerowana, ale chociazby z Radziwillem Sierotka, ktory juz byl
              bardziej wstrzemiezliwy)...

              Swiecone (z czasow Radziwiwllow) bywalo okazja do nadzwyczajnego obzarstwa (ale
              i posty bywaly nadzwyczaj srogie): pieczone prosieta, baranki nadziewane
              slodkim nadzieniem (baranek pieczony w calosci, z glowa obwinieta natluszczonym
              papierem, by runo zachowac ku ozdobie stolu),cietrzewie, sarny, jelenie, drob,
              szynki, ciasto barwione szafranem (wlasnie okazalo sie, ze moje 'muslinowe'
              baby Wielkanocne pieczone wedlug doskonalego przepisu mojej Babci - nie
              zdzierzyly piecyka elektrycznego...:(( , mazurki, ktorych powinno starczyc do
              Zielonych Swiatek...

              Co zostalo z tamtych lat...??? Z tych wielkich postow? Z tego wielkiego
              obzarstwa stolu Wielkanocnego? Z tego wielkiego przeswiadczenia o wielkosci tej
              jedynej w roku Niedzieli...??? Niewiele... Sceptycyzm doroslego czlowieka,
              blakajacego sie miedzy tradycja, a pragnieniem znalezienia ostoi w wierze,
              pragnieniem, ktore gubi sens w zabieganiu, zalataniu przy kuchni, wielkich
              porzadkach swiatecznych i wielkim pragnieniu - by tak, jak kiedys - w te jedna,
              jedyna w roku Niedziele, zgromadzic przy stole CALA rodzine...

              Ta jedna, jedyna w swoim wymiarze SMIERC... I te inne, ktore nas dotknely o ile
              bardziej bolesnie, bo znalazy sie tuz obok, na wyciagniecie reki... Niemen,
              Trafankowska i dzisiaj w nocy wiadomosc tragiczna - Kaczmarski... Czlowieczy
              los...??? Nasze male ziemskie sprawy, nasze wielkie - Wielkanocne -
              ucztowanie... Wielkie??? Wielkanocne??? Ech, zycie... Smierc spleciona z
              zyciem, zycie zbawione przez SMIERC... A gdzie w tym wszystkim...MY???

              PS. A jednak - WESOLYCH SWIAT... Dla jednych wesolych, bo wielkich wielka
              TAJEMNICA, dla innych - wesolych, bo wielkich bliskoscia z rodzina...

              Pozdrawiam serdecznie,
              wisia
              • binka Re: Święcone u księcia Radziwiłła " Sierotki " 12.04.04, 18:08
                ooooooo!

                życzę wisiu powrotu nastroju wyjątkowego (a wydaje mi się, że jest to bardziej
                możliwe niż nastrój bożonarodzeniowy z dzieciństwa)
Pełna wersja