Znajomość wirtualna, realna, znajomość niebanalna.

30.04.04, 23:50
Witajcie!

Do rozszerzenia mojego posta o jedno, choć znaczące słowo natchnął mnie
list od osoby, która opisała mi, jak jej szczęście zrodziło się na łonie
świata iluzji, natomiast w pełni rozkwitło na bezkresnych polach realnego
świata.
Chciałbym poniższe kilka słów dedykować tym wszystkim, którzy spędzają czas
w tym wirtualnym świecie poszukując recepty na własne szczęście, dla których
jest to coś więcej niż tylko „niegroźne urozmaicenie”, gdyż mąż lub żona nie
patrzy…

Gnając przez życie w zawrotnym tempie
przystań na chwilę i zamknij oczy
i gdzieś tam na horyzoncie
gdzie iluzja styka się z rzeczywistością
ujrzysz piękny kwiat
targany wichrem namiętności
wyciągnij ku niemu ręce
i pozwól niech jeden z płatków
osiądzie delikatnie na twej dłoni
i poczuj, że to nie dłoń
tylko serce zadrżało
gdy chwila stała się wiecznością.

Inveterate Dreamer

P.S.
Specjalną dedykację dołączam dla pewnej Kasi.
    • latarenka39 Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 03:01
      Tak rzeczywiscie znajomosc wirtualna potarfi przerodzic sie w niebanalana
      znajomosc realna.
      Zastanawiam sie czasami jak ludzie w poprzedniej erze ...erze bezkomputerowej
      dawali sobie rade ...mysle ze nie bylo to takie latwe jak dzis ...klik ...klik
      A swoja droga ciekawe jednak zjawisko ...nie widzac twarzy ...oczu ...kolorow
      wlosow ...usmiechu tego wszystkiego z czym matka natura stworzyla nas by wabic
      plec przeciwna ...potrafimy rozpoznac wsrod tlumu czatownikow , ta
      jedna ,jedyna osobe z ktora nawiazujemy iskrzacy sie kontakt.I czy tylko
      dlatego ze nas maz czy zona nie widza?
      Czy tylko dlatego staje sie to takie podniecajace? takie interesujace?

      Jak swiat stary zdrady istnialy i istniec beda , a to chociazby z jednego
      powodu ze czlowiek nie jest stworzony to tego by kochac tylko jedna osobe.
      Zgadzam sie sa tacy co nie zdradzaja i owszem ale mysle ze sa to osoby
      pozbawione tego nadmiaru uczuc , tego przerosnietego serca ...

      Poza tym jak sie glebiej zastanowic to czy szczesliwi ludzie szukaja tej swojej
      drugiej polowki jablka skoro jedna juz maja przy sobie ....
      A moze ta druga polowka juz jest nadgryziona przez kogos innego ...a moze
      skurczyla sie, skwasniala, wyslchla i nie pasuje do tej swiezutkiej ,pachnacej
      latem soczystej i tryskajacej sokami zycia pierwszej ????
      • ryszq Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 08:30
        latarenka39 napisała:
        > Zastanawiam sie czasami jak ludzie w poprzedniej erze ...erze bezkomputerowej
        > dawali sobie rade ...mysle ze nie bylo to takie latwe jak
        dzis ...klik ...klik

        Mogę odpowiedzieć jak - cytując list z mojej poczty :

        Do wszystkich Was, urodzonych przed Rokiem Panskim 1978
        Jesli jako dzieci albo mlodzi ludzie zyliscie w latach 50;60;70-tych XX wieku-
        nie mozecie dzis uwierzyc ze w ogole w ten czas przezyc mogliscie!
        Dlaczego? A dlatego, ze: -jako dzieci siedzielismy w samochodach bez pasow
        bezpieczenstwa i poduszek powietrznych -nasze lozeczka pomalowane byly farbami
        o krzykliwych kolorach, pelnymi kadmu i olowiu (o rozpuszczalnikach nie
        wspomne...) -buteleczki z lekarstwami i innymi (nie)bezpiecznymi chemikaliami
        z "Wyborowa" na czele daly sie przeciez bez trudu otworzyc a ciekawosc to
        przeciez cecha dzieci i mlodziezy, prawda? -drzwi i szafki w kuchni i lazience
        byly stalym niebezpieczenstwem dla kazdego z nas, zwlaszcza ze nikt nie slyszal
        o zamkach anty-dzeciecych... -do jazdy na rowerze nikt w zyciu nie ubral kasku
        ochronnego (podobnie na nartach albo wrotkach) -wode pilo sie z kranu a nie
        hermetycznych butelek i tym temu podobnych...-pierwsze samochody budowalismy z
        pudel albo skrzynek po kartoflach i podczas jazdy z gorki stwierdzalo sie, ze
        sie zapomnialo o hamulcach...
        -rano wychodzilismy z domu by pojsc sie pobawic, musielismy wrocic
        wtedy, kiedy zapalaly sie pierwsze latarnie -nikt nie wiedzial gdzie nas nosi,
        bo nikt nie mial przy sobie komorki a sprawne budki telefoniczne mozna bylo
        policzyc na palcach jednej reki (zreszta i tak nikt nie nosil grosza przy
        sobie...)
        -czlowiek sie kaleczyl,lamal kosci, wybijal zeby i nikt nikogo z tego powodu
        nie skarzyl do sadu; sami bylismy sobie winni...-jedlismy keksy,czekolade (tez
        czekoladopodobna),chleb grubo posmarowany maslem, kielbase, kartofle,skwarki i
        Bog wie jeszcze co-i co?-i nikt nie byl przesadnie gruby...
        -pilismy w grupie z jednej butelki i nikt od tego nie umarl...
        -nie mielismy: playstation, nintendo,x-box, gier video,60 programow w
        telewizji,kaset video, dvd, surround sound, wlasnego
        telewizora,komputera - mielismy swietnych kolegow i kolezanki!
        -po prostu wychodzilismy z domu i spotykalismy ich na ulicy, bez
        telefonowania i umawiania sie, bez wiedzy rodzicow (oni nie musieli nas
        przywozic i odwozic)-jak to bylo mozliwe?
        -wymyslalismy zabawy z kijem i kamieniem, jedlismy ziemie,
        dzdzownice i temu podobne-i co?-przepowiednie tez sie nie sprawdzily-robaki nie
        zyly w naszych zoladkach.
        -niektorzy z nas nie byli tak sprytni i przepadali na egzaminach albo
        powtarzali klase i nikt nie zwolywal z tego powodu kryzysowych nauczycielskich
        narad...-jezdzilo sie autostopem i nikomu nie przyszlo do glowy, ze cos takiego
        moze sie bardzo marnie skonczyc...
        Nasze pokolenia stworzyly tak wiele! moze wlasnie dlatego o czym
        pisze powyzej-bez obaw , z wolnoscia, sila , konsekwencja, sukcesem i kleska,
        gotowoscia na ryzyko i wiara w drugiego - to wlasnie zawdzieczamy naszym
        rodzicom i rodzicom naszych rodzicow-i czasom naszego dziecinstwa i mlodosci...





        ryszq
        • latarenka39 Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 16:14

          -Ryszq - dziekuje przeniosles mnie na moment do dawno zapomnianych czasow
          dziecinstwa ,przypomniales jak smakuje zerwane po kryjomu zielone jeszcze
          jablko od sasiada-


          Co do reszty ...och jaka ja bylam przeciwko zdradom ...z jakim wstetem
          patrzylam na ludzi ,ktorzy to robia ...mawialam jak mozna to okropne ...
          Dzis wiem tylko tyle ze sa wsrod nas ludzie nieszczesliwi , tacy co wybrali
          dobro dzieci i pozostali ze swoimi partnerami tylko dlatego zeby je wychowac .
          I tylko czasami w ich zyciu pelnym obowiazkow , pracy zatrzymuja sie na chwile
          by odpoczac ...rozejrzec sie wokol siebie ...i wtedy zauwazaja, ze jednak im
          czegos brak ...Zdrada to nie tylko nieodpowiedzialna zabawa z zapalkami, wagary
          z zycia ...mysle, ze niektorzy trakuja to jak zawor bezpieczenstwa.
          No i zawsze mozna uzyc tego zdania milosci sie nie dzieli ja sie tylko
          pomnaza...
          pozdrawiam wszystkich wiernych i nie ...

          latarenka
      • wojtek33 Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 08:43
        latarenka39 napisała:

        > Jak swiat stary zdrady istnialy i istniec beda , a to chociazby z jednego
        > powodu ze czlowiek nie jest stworzony to tego by kochac tylko jedna osobe.
        > Zgadzam sie sa tacy co nie zdradzaja i owszem ale mysle ze sa to osoby
        > pozbawione tego nadmiaru uczuc , tego przerosnietego serca ...

        Powyższe chciałbym zgłosić do konkursu loków a autorce doradzam wizytę u
        kardiologa - ten przerost serca jest bardzo niebezpieczny, a objawy
        niedokrwienia mózgu już bardzo wyraźne.
        • prawdziwy.krytyk Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 10:30
          No, ja bym jeszcze doradzała reedukację matematyczną ("czy szczesliwi ludzie
          szukaja tej swojej drugiej polowki jablka skoro jedna juz maja przy sobie").
          Znaczy co? Trzeciej połówki szukają? Bo nie wiem )-:.

          Poza tym trochę odkryć:
          "czlowiek nie jest stworzony to tego by kochac tylko jedna osobe"
          "Jak swiat stary zdrady istnialy i istniec beda"
          Ja na przykład zdradzam mojego męża chyba - bo oprócz niego kocham jeszcze moje
          (nasze!) dzieci też. A może to dzieci zdradzam? Hm..


          Tak wogle to pozdrawiam latarenkę.

          --
          Does she or doesn't she? Yes, she does!
      • dreamoholic Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 11:51
        latarenka39 napisała:

        > Tak rzeczywiscie znajomosc wirtualna potarfi przerodzic sie w niebanalana
        > znajomosc realna.
        > Zastanawiam sie czasami jak ludzie w poprzedniej erze ...erze bezkomputerowej
        > dawali sobie rade ...mysle ze nie bylo to takie latwe jak
        dzis ...klik ...klik
        > A swoja droga ciekawe jednak zjawisko ...nie widzac twarzy ...oczu ...kolorow
        > wlosow ...usmiechu tego wszystkiego z czym matka natura stworzyla nas by
        wabic
        > plec przeciwna ...potrafimy rozpoznac wsrod tlumu czatownikow , ta
        > jedna ,jedyna osobe z ktora nawiazujemy iskrzacy sie kontakt.I czy tylko
        > dlatego ze nas maz czy zona nie widza?
        > Czy tylko dlatego staje sie to takie podniecajace? takie interesujace?
        >
        > Jak swiat stary zdrady istnialy i istniec beda , a to chociazby z jednego
        > powodu ze czlowiek nie jest stworzony to tego by kochac tylko jedna osobe.
        > Zgadzam sie sa tacy co nie zdradzaja i owszem ale mysle ze sa to osoby
        > pozbawione tego nadmiaru uczuc , tego przerosnietego serca ...
        >
        > Poza tym jak sie glebiej zastanowic to czy szczesliwi ludzie szukaja tej
        swojej
        >
        > drugiej polowki jablka skoro jedna juz maja przy sobie ....
        > A moze ta druga polowka juz jest nadgryziona przez kogos innego ...a moze
        > skurczyla sie, skwasniala, wyslchla i nie pasuje do tej
        swiezutkiej ,pachnacej
        > latem soczystej i tryskajacej sokami zycia pierwszej ????
        >

        Bardzo ciekawie ujęta problematyka zdrady, ale spotkałem się z sytuacjami,
        gdy ktoś twierdził, że kocha conajmniej dwie osoby i nie był w stanie
        zdecydować się, którą bardziej. Trudno jednak nazwać coś Wielkim, skoro wiąże
        się to ze swoistym dualizmem... Kazdy ma własną receptę na szczęście,
        ale "przerost serca" w aspekcie metafizycznym może prowadzić wyłącznie do
        problemów i zazwyczaj cierpienia osób trzecich, tych których serce
        jest "standartowe".

        Pozdrawiam,
        Inveterate Dreamer
      • nonstop Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 18:45
        latarenka39 napisała:

        > Poza tym jak sie glebiej zastanowic to czy szczesliwi ludzie szukaja tej
        swojej
        >
        > drugiej polowki jablka skoro jedna juz maja przy sobie ....
        > A moze ta druga polowka juz jest nadgryziona przez kogos innego ...a moze
        > skurczyla sie, skwasniala, wyslchla i nie pasuje do tej
        swiezutkiej ,pachnacej
        > latem soczystej i tryskajacej sokami zycia pierwszej ????
        >

        Się czepiacie,
        a przecież to jest bardzo ładny i zwięzły opis tragedii...,
        w Przedsiębiorstwie Produkcji Soków Jabłkowyvh "Tymbark"
        (tyle jabłek się zmarnowało, no!)
        • flatbrain Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 19:49
          Wlasnie a propos jablek to ja wole jablecznik niz soki ....
      • toulaa Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 21:25
        latarenka39 napisała:

        > A swoja droga ciekawe jednak zjawisko ...nie widzac twarzy ...oczu ...kolorow
        > wlosow ...usmiechu tego wszystkiego z czym matka natura stworzyla nas by
        wabic
        > plec przeciwna

        Długo bym tu wymieniała walory tego wszystkiego, w co mnie matka natura
        wyposażyła, by wabić płeć przeciwną ( !!!???!!! ), ale przez wrodzoną skromność
        zmilczę. Tylko żałuję, że nie mam WIELU kolorów włosów ( heh, se baleyage
        zrobię, no ), to może wtedy będę mogła
        " rozpoznac wsrod tlumu czatownikow , ta
        > jedna ,jedyna osobe z ktora nawiazujemy iskrzacy sie kontakt. " Jak już
        rozpoznam, to chętnie zawołam niewidzącego męża/ żonę, by ich też trochę
        olśniło to iskrzenie.



        > Zgadzam sie sa tacy co nie zdradzaja i owszem ale mysle ze sa to osoby
        > pozbawione tego nadmiaru uczuc , tego przerosnietego serca ...


        Przerośnięcie serca, zwłaszcza jego lewej komory, jest bardzo poważnym objawem
        nieleczonego nadciśnienia tętniczego.
        Zalecenia: echo serca co pół roku; leki z grupy betablokerów, inhibitorów
        enzymu konwertazy, blokerów kanału wapniowego i/ lub moczopędnych.
        Na inne objawy, niestety, medycyna już nic poradzić nie jest w stanie.




        Pozdrawiam- " kwiat targany wichrami namiętności " ( no, mogę użyć jako nick,
        drogi dreamo, mogę ? )



        P. S. Specjalne pozdrowienia dla: pewnego Zenona, stryjenki z podlaskiego,
        kuzyna z Poronina i cioci z Ełku.
        • dreamoholic Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 21:41
          Tou możesz co Cię tylko zamarzy :)

          Pozdrowionka


          toulaa napisała:

          > latarenka39 napisała:
          >
          > > A swoja droga ciekawe jednak zjawisko ...nie widzac twarzy ...oczu ...kolo
          > row
          > > wlosow ...usmiechu tego wszystkiego z czym matka natura stworzyla nas by
          > wabic
          > > plec przeciwna
          >
          > Długo bym tu wymieniała walory tego wszystkiego, w co mnie matka natura
          > wyposażyła, by wabić płeć przeciwną ( !!!???!!! ), ale przez wrodzoną
          skromność
          >
          > zmilczę. Tylko żałuję, że nie mam WIELU kolorów włosów ( heh, se baleyage
          > zrobię, no ), to może wtedy będę mogła
          > " rozpoznac wsrod tlumu czatownikow , ta
          > > jedna ,jedyna osobe z ktora nawiazujemy iskrzacy sie kontakt. " Jak już
          > rozpoznam, to chętnie zawołam niewidzącego męża/ żonę, by ich też trochę
          > olśniło to iskrzenie.
          >
          >
          >
          > > Zgadzam sie sa tacy co nie zdradzaja i owszem ale mysle ze sa to osoby
          > > pozbawione tego nadmiaru uczuc , tego przerosnietego serca ...
          >
          >
          > Przerośnięcie serca, zwłaszcza jego lewej komory, jest bardzo poważnym
          objawem
          > nieleczonego nadciśnienia tętniczego.
          > Zalecenia: echo serca co pół roku; leki z grupy betablokerów, inhibitorów
          > enzymu konwertazy, blokerów kanału wapniowego i/ lub moczopędnych.
          > Na inne objawy, niestety, medycyna już nic poradzić nie jest w stanie.
          >
          >
          >
          >
          > Pozdrawiam- " kwiat targany wichrami namiętności " ( no, mogę użyć jako nick,
          > drogi dreamo, mogę ? )
          >
          >
          >
          > P. S. Specjalne pozdrowienia dla: pewnego Zenona, stryjenki z podlaskiego,
          > kuzyna z Poronina i cioci z Ełku.
          >
          >
          >
          >
    • bachantka Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 13:17
      Latarenko: Czy doprawdy zdrada wynika z "przerośnietego serca", czy może raczej
      z "małego serca"? Czy uważasz,że miłość trwa, a zmianiją się tylko jej obiekty?
      To pytania , bynajmniej nie retoryczne, do ciebie. A że ludzie szukają...cóż,
      szukają i się zazwyczaj nie odnajdują, więc szukają wciąż od nowa, czy nie jest
      właśnie trochę tak właśnie? Że się odnaleźc trudno,ale pokusa, aby próbować
      bywa ogromna? Pozdrawiam latarenkę serdecznie.
      ryszq: Bo to dobre roczniki były...kot i syrena pozdrawiają cię...nadal czekamy
      na dostawę ryb;
      Wojtuś: Jak zawsze bezlitosny....czy nie za bardzo jednak;)?
      She: Oj, te połówki...;) większe i mniejsze połówki, trzecie i czwarte..;) Moja
      znajoma (twoja rówieśniczka)zwykła mawiać: Dzieci to rodzina, męża można
      zmienić...więc nigdy dzieci nie zdradzaj;) .Ja nie wiem jak to jest...ale she
      jak zawsze pozdrawiam.:))
      Dreamoholic: :)))))))))))))))))))))))



      Magnolia;)
      • latarenka39 Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 21:25
        Kochana Magnolio nie wiem ...20 lat temu zlozylam przysiege ze bede kochac do
        grobowej deski ....i bede wierna....w zdrowiu i w nedzy w chorobie i w
        bogactwie .20 lat temu slowo zdrada nie przechodzilo mi przez gardlo bylo
        cierpkie jak taniej klasy wino, bylo jak przeklenswto ...
        Ale po 20 latach obudzilam sie i rozejrzalam wokol i jak nowo narodzone dziecko
        zaczelam uczyc sie wszystkiego od nowa.
        Nie ,nie zdradzilam ani nie mam takiego zamiaru ....nie to mam na mysli .
        Na mysli mam to ze wszyscy myslimy o zdradzie jak o wirusie ,o pladze.
        Boimy sie nawet te slowa wypowiadac.I od razu mamy odpowiedz dlaczego ?
        Majac 40 lat zauwazylam ze mam wiecej tolerancji do wszystkiego ...
        W tej chwili slowo zdrada dla mnie nie oznacza nic .Fakt ze zaniedbywalam
        siebie na rzecz rodziny i pracy i domu to tez zdrada?
        pewnie tak bo jak inaczej o tym pisac skoro nie dbalam o siebie a o innych ?
        Kochani bzdury typu "kocham dzieci czy w tym momencie zdradzam meza ..."
        wcale nie sa bzdurami ...wielu mezczyzn tak sie wlasnie do tego ustosunkowuje.
        • ryszq Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 22:30


          Powiedziałaś jasno - i kto chce to zrozumie. Obroniłaś swoją tezę.
          Metafora z sercem przerośniętym jest czytelna i oczywista.
          W końcu można powiedzieć ,że i wyczynowi sportowcy też mają powiększone
          i to znacznie serce. Mnie się podobało to co napisałaś.

          PS. Emil Zatopek ,,czeska lokomotywa" , przy swoim przerośniętym sercu
          miał tętno 49/min.




          ryszq
          • bachantka Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 02.05.04, 16:16
            Ja się podpisuję pod słowami ryszq.
            I dodać chcę tylko, że czepianie się słówek i insze nadinterpretacje doprawdy
            wymagają złej woli po prostu, i zwykle nie mają nic wspólnego z charakterem
            danego postu...Smutne to jest mimo wszystko.
            Ukłony dla latarenki, dzięki za odpowiedź, ciekawe to było.

            Magnolia
      • ryszq Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 02.05.04, 21:17



        W skrócie powiem: kota póki co nie oddam. No chyba ,że pod koniec maja.
        W tej chwili uczę go pływać. nawet nieżle mu to wychodzi - tylko ,że pływa
        fatalnym stylem dla kota: tzw.,,pieskiem."
        Jest nadzieja , że syrena go nauczy stylu odpowiedniego dla niego. W końcu
        oswoił się z wodą
        i to dzięki mojemu zangażowaniu w jego wyszkolenie. Jest trenowany
        umiarkowanie - przerost mięśnia sercowego mu nie grozi. Nie utyje - zadbam o
        to - dostaje tyle żarła co sam napłacze. Z dostawą ryb gorzej będzie. Nie mam
        ważnej karty wędkarskiej.
        --------------------------------------------------------------------------------
        Kropka to taka skromnisia.Udaje taką małą...:)))-------------------------------
        -----------

        rysz
        • pazlotko Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 03.05.04, 18:32
          hmmm

          ryszq wiesz... ale nie zameczaj kota...
          biedaczysko placze zeby jesc...
          no nie...

    • milusiaa Re: Znajomość wirtualna, realna, znajomość nieban 01.05.04, 22:47
      Bardzo mi sie podobała ta dyskusja-dziękuję Wam:)
      pozdrawiam,
      mili
    • dreamoholic Re: Znajomość wirtualna... rozwaga 02.05.04, 10:01
      Witam!

      Chciałbym jeszcze rozwinąc swój post o jeszcze jeden wątek, dość istony,
      mianowicie wszelkie zagrożenia dla ludzi o kruchej psychice, jakie czasami się
      z takimi znajomościami wiążą. Rozmawiałem wczoraj z dziewczyną, która poznała
      kogoś na czacie, po pół roku zdecydowali się spotkać. Było cudownie... ale...
      Po tym spotkaniu sympatia zniknęła bez słowa, zarówno i ze świata realnego jak
      i również wirtualnego. Co pozostało? Smutek, nieufność, nadwątlona wiara w
      drugiego człowieka... Przykre, smutne, ale niestety prawdziwe...

      Inveterate Dreamer
      • imbirowi_dam Re: Znajomość wirtualna... rozwaga 02.05.04, 11:22
        dreamoholic napisał:

        > Chciałbym jeszcze rozwinąc swój post o jeszcze jeden wątek,
        Gwoli ścisłości: wątek rozwijasz... o kolejny post ;-).

        > poznała kogoś na czacie, po pół roku zdecydowali się spotkać. Było
        > cudownie... ale...
        > Po tym spotkaniu sympatia zniknęła bez słowa
        Bo to raz?!!! To prawie reguła jest, że taki jest dalszy ciąg. Dlatego lepiej
        na pierwszy realny kontakt wybrać spotkanie w szerszym czatowym gronie, a
        nie "słodkie tete a tete".

        > zarówno i ze świata realnego
        ...tylko świata realnego TEJ koleżanki, spoko ;-).

        > jak i również wirtualnego.
        Etam, z literek łacińskego alfabetu da się ułożyć tyle różnych kombinacji
        ników ;-).

        > Co pozostało? Smutek, nieufność, nadwątlona wiara w
        > drugiego człowieka...
        A nie, nie tylko - pozostała jeszcze nauka na przyszłość. I miłe wspomnienia z
        czasów przed "atakiem na real".

        > Przykre, smutne, ale niestety prawdziwe...
        A powinno być tylko prawdziwe...

        Wasza Prowokacja
        • sabeth Re: Przebieraniec uwaga! 02.05.04, 16:11
          OJ, OJ, imbirowi_dam, nie ty jesteś imbirem prawdziwym, ja już imbirową
          namierzyłam, i to nie ty jesteś.... A zatem prowokacją nie jesteś, tylko
          prowokacji zazdrościsz i się podszywasz...

          pozdrawiam

          Ł.
      • toulaa Re: Znajomość wirtualna... rozwaga 02.05.04, 12:58
        dreamoholic napisał:

        > Rozmawiałem wczoraj z dziewczyną, która poznała
        > kogoś na czacie, po pół roku zdecydowali się spotkać. Było cudownie... ale...
        > Po tym spotkaniu sympatia zniknęła bez słowa, zarówno i ze świata realnego
        jak
        > i również wirtualnego. Co pozostało? Smutek, nieufność, nadwątlona wiara w
        > drugiego człowieka... Przykre, smutne, ale niestety prawdziwe...



        Drogi Nowy Psychologu i Psychoterapeuto Pań na Czacie!

        ( Twoją profesję rozpoznaję już po nicku, bez czytania postu nawet :)


        Bardzo się wzruszyłam tą straszną opowiedzianą przez Ciebie historią, więc może
        mógłbyś przekazać Swojej Znajomej kilka rad z dobroci serca płynących:

        1. Nie należy zapominać o fraszce " Myjcie się dziewczyny...", zwłaszcza, jeśli
        zna się dzień i godzinę.

        2. Odpowiedni makijaż działa cuda ( chyba, że wysłano zdjęcie młodszej siostry
        lub koleżanki, zamiast swojego, wtedy niewiele pomoże:)

        3. Należy zasięgnąć rady przed spotkaniem od Ekspertów od Udanego Skoku na
        Real, by był on ( ten skok ) równie olśniewający i dech w piersiach zapierający-
        ich życzliwość jest powszechnie znana, więc na pewno chętnie pomogą.

        4. Nie zniechęcać się i polować dalej na następne " interesujące i
        wartościowe " okazje.

        To tyle. Proszę nie dziękować.

        Rada gratis dla Ciebie, Uroczy dreamo, choć ogólnie jesteś na dobrej drodze, i
        wróżę Ci tu świetlaną przyszłość ( myślę, że masz szanse pokonać tutejszych
        tuzów psychoterapii:) : więcej ukłonów, pozdrowień i uśmiechów. No i mam
        nadzieję, że " żona Cię nie rozumie " ? ( jeśli jej nie masz, lub rozumie, to
        też lepiej, żeby nie rozumiała:)
        Aha, i uprzedzam, że " dziewczyna " to pojęcie tutaj hmmm....dość szerokie.
        Udanych łowów to both of you:)
        • dreamoholic Re: Znajomość wirtualna... rozwaga 02.05.04, 13:35
          Tou jak zwykle jesteś urocza :)))))))))

          Jeżeli chodzi o żonę, to takowej nie posiadam, choć było kilka chętnych ;)

          i z pewnością w przyszłości gdy będe miał zamiar coś napisać skonsultuje się z
          doświadczoną toulą ( no ew. pogwarzymy znów o medycynie ).

          Buziaki!
Pełna wersja