Moja droga,

    • she_5 szszszum z muszszszli 24.07.04, 00:44
      [she, juz prawie w Sopot, do grau, gdzieś nad Wartą]

      Mój Drogi,

      wprawdzie miejsce nieco inne, ale morze zupelnie to samo, a nic nie brzmi
      równie snobistycznie, jak "w Sopot" właśnie.
      Pod moja nieobecność nie marnuj, proszę, czasu. Raczej skup się na pracy, bo
      ten matrix kiedyś Cię zgubi. W końcu to wynalazek tego rzędu, co komóra i na
      pewno stać Cię na zwykłą dlań pogardę.
      Możesz na przykład w czasie wolnym zająć się kynologią albo ziołolecznictwem.

      Pozdrawiam, she.
      • zabawa1 [...] 24.07.04, 02:27
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • binka cisza hal górskich 24.07.04, 18:22
          (binka do tej/tego/tych, której/ego/ych.... )

          :-)

          jednak mogę wyjechać
          cieszę się, choć jak zawsze niepokojem lekkim napawa mnie jazda w nieznane;
          będę za około 2 tygodnie
          krótka rozłąka pozwoli nam zatęsknić toszkę
          rozwiać niewyjaśnione żale (jeśli takowe były)
          i po ponownym spotkaniu przeżyć wzmożoną radość ze spotkania

          baw się dobrze tu, tam i owam
          pozdrawiam cię ciepło

          bin Ka
    • she_5 List w butelce 01.08.04, 09:46
      [september 2000, South Island]

      Dear Friend,

      my name is Chris and I was borned in Poland...




      [she do Krzysztofa, by sea]
      (butelka po "Kubusiu", ale papier listowy w dobrym gatunku)

      Mój Drogi,

      to ja znalazłam butelkę z jednym z Twoich listów. Wygrzebałam ją z piasku, na
      dzikiej nadbałtyckiej plaży w lipcu 2004. Morze musiało ją wyrzucić wcześniej -
      może w zimie, kiedy polskie wybrzeże jest puste.

      Ja także urodziłam się w Polsce, a na imię mam...


    • agni_me Re: Moja droga, 01.08.04, 18:44
      [agni do jenn, dworzec d’Orsay, rumunia]

      Droga jenn,

      Obawiałam się, że odwiedzi Cię w czasie wyjazdu pan H. To nieszkodliwy wariat,
      który chętnie wsadza damy w łódkę i wysyła je nocą cichą, na gładkie i czarne
      jezioro, by poznały smak prawdziwej samotności. Ta jego mania nie byłaby taka
      zła, gdyby nie to, że jest rozpaczliwie kiczowata. Symbolista od siedmiu
      boleści. Zabrałam mu w piątek wieczorem jedno wiosło i kiedy dziś otwierałam,
      byłam pewna, że to on, domagający się jego zwrotu. Ale to nie był on.

      Moje oczy trafiły na inne oczy, te, które zachwycają mnie od lat – smutne,
      zmęczone, głębokie i mądre, na zapadnięte policzki, które zmuszają dłonie do
      natychmiastowej wycieczki, by wypełnić zagłębienie i spokojne usta o lekko w
      dół wygiętych kącikach. ON.

      Robiąc herbatę przypominałam sobie nasze pierwsze spotkanie. Jego półnagość,
      silne ręce, mocne i męskie ramiona i plecy, na których rysowały się pod skórą
      mięśnie, oświetlone światłem słonecznym wpadającym przez balkonowe okno.

      Potem spotykaliśmy się wiele razy. Razem oglądaliśmy żaglówki i do tej pory
      pamiętam gołębie niebo nad zażółconymi żaglami. Podobał mi się u Cordier’a –
      tam był najbardziej u siebie, pełen dystansu i spokojnej elegancji, obserwujący
      tylko. Jak zawsze obserwujący i jak zawsze pełen dystansu. Zaczął mnie ten
      dystans i ta pieprzona elegancja denerwować. Miał w końcu szalenie
      interesujących przyjaciół, równie utalentowanych, a znacznie sławniejszych.
      Nawet, jeśli zauważył moją zdradę, nigdy tego nie okazał.

      Jego słynni przyjaciele szybko mnie znużyli. Powoli znowu zaczęłam zaglądać do
      Niego, by wyglądając przez okno patrzeć na ośnieżone dachy i zastanawiać się
      razem, czy do tego domu z okropnymi żaluzjami i trzema kominami sprowadzą się
      jacyś ludzie.

      Piłam herbatę i patrzyłam na Niego. Dziś już rozumiałam, że za tym spokojem i
      dystansem czai się napięcie, że mroczne oczy pełne są niepokoju i cierpienia. I
      rozumiałam, że jest mi cholernie w tym bliski. Czterdzieści cztery lata –
      mężczyzna w sile wieku, siwe, krótko obcięte włosy i ta twarz, którą kocham od
      lat. Szukam jej często na ulicy, w kawiarniach, wśród nowo poznanych.

      Nie wiedziałam, czy mam prawo mu powiedzieć, że zostało mu niecałe dwa lata
      życia. Nawet zaczęłam:
      - Gustaw...

      Myślę, że i tak wie.Zamknęłam album.

      Uważaj na pana H. i jego łódkę.
      agni
    • ewka5 moje Drogie 04.08.04, 05:45
      (ewka z drogi do Gieelek z miejsca zapomnianego, ale tylko przez bogow, bo
      aleludzi tu mnostwo)

      wiec droga, moje Drogie - bo jakze to cos inaczej nazwac niz droga ku - jest
      kociolbowa, uciazliwa, choc czasami zdaje sie byc plasko-gladka. Ale tylko
      zdaje sie - taki sobie maly, sredni i wiekszy pozor. Za staram na pozory, a
      szkoda, bo bardzo lubilabym sie bezkarnie zlapac na ten i ow.

      Bylam na babskim spotkaniu, zwanym przez tubylcow lanczem. Tenze lancz bardzo
      byl opasly w dania, i mial byc opasly w jakosc czynnika ludzkiego. Poniekad
      byl. Ale bardziej poniekad niz byl.
      Bylo milo, sympatycznie, elokwentnie, estetycznie, gwiazdorsko w pewnym
      stopniu, z patrzeniem na usta takze, ale. Ale, ale, ale, ale, ale, ale, ale...
      I z tym ale przychodzi mi sie mierzyc niemal kazdego dnia.
      Musze skonczyc teraz, albowiem dzwoni aleczlowiek.
      Serdecznosci. Bez ale.
      P.S. Ta droga to ku czemu?

      • hippy_pottamus Re: moje Drogie 05.08.04, 18:34
        hipek [z korytka niedaleko Azji (tej mniejszej)] do wewki [w miejscu aleludzkim]
        dzis probowalam ubrac cos w slowa; cos co jest droga, ktorej nikt z nas nie
        chcialby przekraczac; droga nad miare gladka choc nie plaska, bo polyka nas
        szybko, coraz szybciej; zanim zdazymy zauwazyc, ze nie zatrzymalismy sie przy
        tej przydroznej kapliczce, ktora machala do nas kolorowymi choragiewkami, nie
        wstapilismy do kosciolka pochylonego przy piaszczystym goscincu
        kiedyslemkowskim, nie posluchalismy grajka, ktory tak udatnie oddawal atmosfere
        letniego popoludnia; i patrzac w oczy mojej przyjaciolki bardzo chcialam zostac
        spiacym policjantem, chocby na ciut; a moglam tylko patrzec
        dlatego dobrze wiedziec, ze niektore drogi prowadza nie od nas a do nas, chocby
        i dlugo, i wyboiscie
        bezpozornie tak, wewku
        hipek
        • agni_me Re: moje Drogie 05.08.04, 19:38
          Można coś więcej niż się uśmiechnąć ciepło?

          Bo przecież jak powiem, że dobre to bardzo i prawdziwe bardzo, to nawet nie
          oddam połowy uśmiechu.
    • szept.em Re: Moj drogi, 05.08.04, 12:11
      [szept.em do serwera]

      Pamiętasz?
      Pierwszy przyszedł nieduży - 336B - Oczekiwany
      Następne nie przekraczały 1kB - Lubiane Malce
      Najmniejszy miał 51B – taki Zarazliwy.
      Potem był taki, wyraźnie odbiegał objętościa od innych, największy - 4,13kB –
      Popołudniowo-Łagodny (nazywam go: Ulubiony Gigant)
      Wszystkie usiane znakami zapytania. Bywa, że ich zagęszczenie tworzy łamigłówkę.
      Przystaję wtedy, dobieram wlaściwe slowo i czytam zdanie od początku.
      Kiedy wypelnię już wszystkie piegowate brzuszki, czytam całe zdanie jeszcze raz.
      Potem pospiesznie całość. Później jeszcze raz - teraz powoli, uwazniej.
      Tak, aby zrozumieć treść do konca.
      Czytam troskliwie.
      Może odnajdę tęsknotę.
    • she_5 does she or doesn't she? 13.08.04, 00:50
      [she, atopolskawłaśnie, do Mądrego Człowieka, doprawdy gdziekolwiek]


      Mój zapewne Drogi, choć wciąż Nieznajomy,

      tak bardzo pragnę wierzyć, że pomożesz mi znaleźć odpowiedzi na Trudne Pytania,
      których w ostatnim czasie jakoś więcej niż zazwyczaj się nagromadziło.

      Dlaczego nie jest ważne "co", tylko "kto"? I dlaczego "jak" ważne jest tylko do
      pewnego stopnia?
      Dlaczego uśmiech kota z Cheshire umieją dostrzec tylko Wybrani?
      Dlaczego czasem wolimy, aby było smutno, a nie "znowufajnie"?
      Dlaczego wszystko zrobiło się takie przewidywalne?
      Dlaczego ludzie opanowali trudną sztukę składania liter, aby psuć to, co do
      końca mogłoby pozostać tak piękne, jak pięknym powstało?
      Dlaczego wciąż WIEDZA jest tą, która oddaje największe usługi - nawet, gdy
      błądzi się nocą?
      Dlaczego niektórym Dorosłym nadal wydaje się, że jak zakryją oczy dłońmi, to
      ich nie widać?
      Dlaczego nic nie jest tak proste, abyśmy nie musieli w znakach zapytania
      doszukiwać się tęsknoty?
      I czemu, do licha ciężkiego, wciąż światy muszą być DWA, skoro w zupełności
      wystarczyłby JEDEN???!!!

      Doprawdy, niech się Panu nie wydaje, Mądry Człowieku, że to już wszystko, o co
      chciałabym spytać - to dalece maleńka cząstka tylko,

      she

      PS. Dlaczego mam tę znienawidzoną pewność, że moje pytania pozostaną bez
      odpowiedzi.. jak listy..?


      • maggy Re: does she or doesn't she? 13.08.04, 14:47
        a wysyłasz, szi? ;-) czy tylko w butelkę? ;-)
        m._co_pyta_i_błądzi
        • she_5 [she do Margit, krótko] 27.08.04, 03:48
          maggy napisała:

          > a wysyłasz, szi? ;-) czy tylko w butelkę? ;-)

          Zawsze wysyłam, Marg. I stanowczo zbyt często pozwalam się nabić w butelkę.
          Słyszałam, że życie to kompromisy, ale nikt mi nie powiedział, że wyłącznie.
      • pikus Re: does she or doesn't she? 18.08.04, 10:51
        she_5 napisała:

        > [she, atopolskawłaśnie, do Mądrego Człowieka, doprawdy gdziekolwiek]

        Nie jest duze prawdopodobienstwo, bym byl adresatem...ale publicznie napisane,
        kazdy wiec
        moze na te ciekawe pytania odpowiedziec ;)

        > Mój zapewne Drogi, choć wciąż Nieznajomy,
        >
        > tak bardzo pragnę wierzyć, że pomożesz mi znaleźć odpowiedzi na Trudne
        Pytania,
        >
        > których w ostatnim czasie jakoś więcej niż zazwyczaj się nagromadziło.
        >
        > Dlaczego nie jest ważne "co", tylko "kto"? I dlaczego "jak" ważne jest tylko
        do
        >
        > pewnego stopnia?

        Bo po "kims" wiesz mniej wiecej, "czego", a takze do pewnego stopnia "jak",
        mozesz
        sie spodziewac.

        > Dlaczego uśmiech kota z Cheshire umieją dostrzec tylko Wybrani?

        W tym celu powinni udac sie do Eurodisneylandu, choc tam smieje sie on troszke
        kretynsko, nie tak ladnie jak na ilustracji. Ciekawa historia z tym kotem:
        Usmiechniety
        Kot z Cheshire to w jezyku angielskim okreslenie czegos, czego nie ma (a wiec
        moze
        sie np. przysnic). Ostatnio jednak bardziej zastanawialem sie nad Czerwona
        Krolowa, z drugiej czesci ksiazki. Jak wiadomo, kazala ona bohaterce biec po to,
        by zostac w tym samym miejscu, nie biegnac cofalyby sie, a chcac podazac
        do przodu, musialyby biec co najmniej dwa razy szybciej. Przypomnialem o tym
        dziecku, gdy pokazywalo mi klasyfikacje medalowa Olimpiady: jednego dnia
        Polska z dwoma srebrnymi medalami byla na miejscu trzynastym, a nastepnego
        z tymi samymi dwoma medalami juz na miejscu siedemnastym, potem chyba jeszcze
        nizej.

        > Dlaczego czasem wolimy, aby było smutno, a nie "znowufajnie"?

        Ostatecznie smutek to norma, a znowufajnie to takie krotkie okresy pomiedzy
        kolejnymi smutkami.

        > Dlaczego wszystko zrobiło się takie przewidywalne?

        Wszystko juz bylo, tak naprawde.

        > Dlaczego ludzie opanowali trudną sztukę składania liter, aby psuć to, co do
        > końca mogłoby pozostać tak piękne, jak pięknym powstało?

        Ludzie to grafomani.

        > Dlaczego wciąż WIEDZA jest tą, która oddaje największe usługi - nawet, gdy
        > błądzi się nocą?

        A moze tylko nam sie wydaje, ze mamy do czynienia z najwiekszymi uslugami?

        > Dlaczego niektórym Dorosłym nadal wydaje się, że jak zakryją oczy dłońmi, to
        > ich nie widać?

        Na tej samej zasadzie szuka sie czegos pod latarnia nie dlatego ze sie tam to
        zgubilo, ale po prostu tam tylko jest widno.

        > Dlaczego nic nie jest tak proste, abyśmy nie musieli w znakach zapytania
        > doszukiwać się tęsknoty?

        W kazdym razie ten kto wymyslil zawiniety znak zapytania byl chyba
        genialny.

        > I czemu, do licha ciężkiego, wciąż światy muszą być DWA, skoro w zupełności
        > wystarczyłby JEDEN???!!!

        A tu sie nie zgodze. Jeden to za malo. Powinny byc dwa. A najlepiej trzy. Nie
        wiem
        dlaczego.

        > Doprawdy, niech się Panu nie wydaje, Mądry Człowieku, że to już wszystko, o co
        > chciałabym spytać - to dalece maleńka cząstka tylko,

        Nie wiem jak Madry Czlowiek, ale ja uwazam, ze tak jak dowolny wektor da sie
        przedstawic jako kombinacja liniowa wektorow bazowych, tak kazde inne
        pytanie mozna by poskladac z powyzszych. I odpowiedzi wtedy nalezy
        szukac w "przestrzeni odpowiedzi".

        Pozdrawiam,

        Pikus
        > she
        >
        > PS. Dlaczego mam tę znienawidzoną pewność, że moje pytania pozostaną bez
        > odpowiedzi.. jak listy..?
      • grau Re: does she or doesn't she? 20.08.04, 07:07
        [statystyk dla GUS]

        wnikliwe badania pozwoliły ustalic ponad wszelka watpliwosc, ze:

        1. W okresleniu: Madry Człowiek - 100% populacji czatowej odnajduje, bez trudu,
        siebie

        2. koci uśmiech dostrzega - jak wyżej (brak danych czy nie jest to kot sasiadow)

        3. dlaczego "c." "k." "j"? - 30% populacji nie rozumie pytania, 60% rozumie,
        lecz nie wie, 10% wie, ale do pewnego stopnia

        4. czy z powyzszymi danymi zgadza sie kol. ramon? Wyników brak; pozostajemy w
        napiętym oczekiwaniu
    • kanarek2 Re: Moja droga, 14.08.04, 02:01
      [kanarek do Issy, nocny spacer]

      Spuściwszy głowę
      Idę patrząc w płyty chodnika.
      Więc co tu robisz?
    • ewka5 Re: Moja droga, 25.08.04, 06:27
      eh.
    • rivers Re: Moja droga, 25.08.04, 11:00
      Do K., z podrozy

      Czytam Twoj list w hotelowym pokoju, noca. Za oknem swiatla obcego, choc
      dobrze znanego mi, miasta. Wokol luksus, ktory jedynie wzmaga uczucie
      samotnosci. Twoje slowa przywoluja inny swiat. Powoli wyzwalam sie z wiezow
      mojego zycia tutaj: oficjalnych spotkan, garniturow, krawatow, usciskow dloni i
      grzecznych usmiechow, przemyslanych wypowiedzi i demonstrowanej waznosci.
      Wracam do siebie. Wchlaniam stworzone przez Ciebie zmyslowe obrazy. Lapie sie
      na tym, ze na mojej twarzy pojawia sie usmiech, inny niz ten codzienny,
      bardziej pierwotny.

      Mysle o Tobie, kompensjac wyobraznia fizyczna oddalenie. Ale obrazy sa
      nieostre, ulotne. A mimo to odczucia i emocje sa rzeczywiste i wyrazne.
      Urzeka mnie zmyslowosc Twoich slow, subtelna a jednoczesnie tak sugestywna.
      Uczucie samotnosci niepostrzezenie zanika, jego miejsce zajmuje poczucie
      bliskosci. Nie jestem do konca swiadomy jakiego rodzaju jest to bliskosc:
      duchowa czy cielesna, ta druga obecna wbrew dzielacej nas odleglosci. Choc tak
      naprawde to nie ma miedzy nimi roznicy, jedna przywoluje druga. Za kilka dni
      bede sie pakowal, goraczkowa czynnosc, ktorej nie lubie. Lotnisko, samolot i
      powrot do Mojego Miasta, tylko nieco mniej obcego od tych, w ktorych bywam.
      Miasta, w ktorym jestes rowniez Ty. Zniknie bariera odleglosci. Co zostanie?

      Rivers
    • jenny_s Re: Mój drogi, 26.08.04, 10:10
      jenn do bigotta [Mezopotamia Całkowita]

      Mój drogi,

      Słyszałam Cię wczoraj wieczorem w radio. I nie mów, że to nie Ty, bo wiem. Ale
      aż się zasłuchałam.

      Wielkie uściski dla Wszyskich, ze szczególnym uwzględnieniem Wojtusia.

      j.
      • maggy Re: Moja droga, 26.08.04, 12:36
        hipek [z południową śliwką w ręce i na głowie] do jenn [pod miastem, którego z
        Wiadomego Powodu chwilowo nie ma]
        smutno nie mieć połączenia z Mezopotamią; jeszcze smutniej kiedy połączenie
        niby jest, ale po drugiej stronie kabla głucho; najsmutno kiedy już nie dzwoni
        nawet głuchy telefon;
        dobrze czasem poczytać chocby sprawozdania
        ech
        • bigott Re: Moja droga, 30.08.04, 08:41
          Droga megg,
          polaczenia z Mezopotamia sa, i to szalenie roznorodne w formie,
          trzeba tylko wyrwac sie z czato-centrycznego swiata.
          Mezopotamia jest miejscem, gdzie od takich tradycyjnych form
          przyjezdza sie odpoczywac, sieci tam jeszcze nie zarzucone
          i to nawet te zupelnie niematerialne (Jenn zaswiadczy).
          (Pogloski o tym, ze to soltys w ramach promocji agroturystyki
          i proekologicznych postaw zainstalowal urzadzenie odcinajace zasieg
          nie sa co prawda jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale starannie
          przez biuro PR przy soltysie podtrzymywane i upowszechniane).

          Zdajac sobie sprawe z sytuacji nie nalezy wiec zrazac sie
          drobnymi przeciez trudnosciami, pozostaja jeszcze golebie pocztowe,
          kolej panstwowa (o prywatnych przewoznikach nie wspomne)
          noi calkiem juz banalne tzw. wlasne srodki transportu.

          bigott I
          mezopotamski
          • paiha Moj Drogi, 30.08.04, 12:48
            ( Paiha, NZ, do M. , blisko plazy )

            (...) najlepiej latac w nocy
            za piec dwunasta
            przy swietle ksiezyca
            gdy ten w pelni

            doceni cien skrzydel
          • maggy Re: Moja droga, 31.08.04, 17:03
            margit (z Azji naj_Mniejszej)
            do
            Miłościwie Czatującego (Okazjonalnie) Bigotta I Mezopotamskiego (w miejscu
            wiadomym)
            Wielce miły sercu memu autokrato,
            posłaniec od Ciebie zastał mnie w-na_stroju minorowym niczym dumka pasterzy
            albańskich na przednówku. Jako chłop przywiązany do ziemi albo bezskrzydły
            sześcioodnóżowiec nie wyrwać mi się mimo chęci do krainy twej na dniach tych
            wrześniowych. Nie cieszże się jednak przedwcześnie. Albowiem wedle znaków
            wszelakich w rodzaju a to makiet czarniawo spływających, a to prefek wróżebnych
            pańszczyzna moja zakończy się przed babim [a czemuż to nie chłopim?] latem.
            Nastrajam zatem już się coby dziedzinę twą mezopotamską majorowo nawiedzić, a o
            jej przymiotach przekonać się naocznie, nausznie i najęzycznie. Zostań w
            zdrowiu i ćwicz organa wiadome cobyśmy zbyt wcześnie we sklepie twym nie
            polegli.
            Z wyrazem wiadomego szacunku dla Przezacnej Małżonki i buziakami dla dziatek
            niecierpliwie szykująca lejek - m.
      • bigott Re: Mój drogi, 30.08.04, 08:23
        droga Jenn,
        poznalas mnie, bo to co slyszalas
        to bylem ja, czy poznalas moj glos?

        b.

        ps.
        powyzsze oczywiscie nie oznacza,
        ze potwierdzam czy zaprzeczam.
        • jenny_s Re: Mój drogi, 30.08.04, 18:23
          Drogi Bigotcie,

          Przedstawiłeś się, że masz na imię Bigott i poznałam Twój głos. Jakże chciałbyś
          w takiej sytuacji wymagać ode mnie jeszcze, żebym wsłuchiwała się w sens słów?

          j.

          PS. Powyższe oczywiście nie oznacza.
    • agni_me Re: Moja droga, 30.08.04, 21:36
      [agni, (bo nie pamiętam, co miałam być) do SR, (bo nie śmiem rozwinąć
      wczorajszego żartu, podwęgierkowa rumunia, a orzech wciąż niedojrzały do]

      Mój drogi,

      Mam wino białe i sok z porzeczek czarnych, w winie wyraźnie czuć gorzką
      migdałową nutę, którą bezczelnie zabijam sokiem. Mam nadzieję, że ofiarodawca
      koszmarnie kosztownej butelki nie przeczyta tego listu, bo pewnie w spazmach by
      zszedł, wiedząc, że wino szukane miesiącami (miało być znakomite i migdałowe
      i ...) „uszlachetniłam” sokiem porzeczkowym Hortexu (Przysucha, najlepiej
      spożyć przed końcem 13/04/2005).

      Przez całą naszą „dzisiejszonocną” rozmowę o tym wątku starałam się znaleźć
      właściwą słów miarę i nie mogłam. Dziś wiem, że to, co mi się w nim podoba
      najbardziej to „sok porzeczkowy”. Tak, on najbardziej. Jeśli spojrzeć na ten
      wątek okiem lubiącym słowa, to dokładnie trzy listy są doskonałe – poruszają
      zmysły wszystkie i wszystkich. Trzy, jak trzy kieliszki znakomitego wina. Poza
      nimi jeden list jest „czerwonowinny”, jeden jest niestety „patykiempisany”.
      Listów jest dziewięćdziesiąt bodajże. Ta reszta to białe wytrawne wino z sokiem
      z porzeczek. Emocje, przemyślenia, smutki, żale, zawody, szczęścia, radości,
      podziękowania, wszystko mocne i prawdziwe, ale z dodanym sokiem, tak, by nie
      oszałamiać.

      Kolejny raz czytałam sobie Listy Haliny Poświatowskiej, a w nich jeden
      szczególny, ten o listach jej przyjaciela i do przyjaciela, Ireo Morawskiego:
      „ Zgódź się, żebym je pokazała ludziom (...) ale chcę, koniecznie chcę
      wiedzieć, że one będą wydrukowane. One są piękne, lepsze, mój drogi, od mojej
      książki i, daruj, ale lepsze od Twoich opowiadań, im nie wolno umrzeć.” To jak
      apel do tych, którzy wciąż nie chcą „wydrukować” tu listu, prawdziwego listu
      prawda?

      Twoja winna bez soku
      agni
      • funzzy ... 30.08.04, 21:53
        Nie znam sie na winach. Na slowie pisanym o tyle, ze znam alfabet. Ale
        poslugujac sie metaforyka zaproponowana przez Agni, zaryzykuje stwierdzenie, ze
        jest tu jeden list, ktory zasluguje na miano najszlachetniejszego trunku: ten o
        drodze.
        Hipku, klania sie Twoj funny fuzzy.
        • agni_me Re: ... 30.08.04, 21:58
          :-) to jeden z tych trzech, kolego, to jeden z tych trzech.
          • funzzy Re: ... 30.08.04, 22:01
            Pozwol, ze pozostane przy swoim zdaniu.
            I uwazaj z kim sie chcesz kolegowac;)
            • agni_me Re: ... 30.08.04, 22:06
              maciejko, napisz list, tu, do, albo nie do, ale napisz :)
    • viia mój drogi 31.08.04, 09:50
      miły
      wybacz milczenie, ale w natłoku przyziemnych, codziennych spraw niewiele czasu
      znajduję na spokojne przycupnięcie i napisanie tych paru słów.
      nie znaczy to przecież, że nie myślę o Tobie. jesteś. jestes w kałuzach
      przeskakiwanych, w chrupkach pogryzanych w tramwaju, wiesz, jak lubie sie
      dzielić i karmić ;-))
      wracam czasem nasszymi ściezkami z pracy, śródmiejskie kwartały poprzetykane
      nieudanymi plombami wciąz tak samo przyciągają mój wzrok. znowy znalazłam fajną
      mansardę, taka w sam raz na wypicie aksamitnej, ciężkiej rioji wieczorową porą.
      pewnie widać z niej nie tylko dominanty narożne sąsiednich kamienic, ale i
      światła całego miasta. fajne były te zabawy w odgadywanie kto żyje w takim
      punkcie świetlnym gdzieś kilometry stąd.
      bardzo lubię klimat północnej części śródmieścia naszego W.
      tu jest jeszcze tyle nieodkrytych klatek schodowych, detali, podwórek.

      bardzo mocno Cię ściskam
      via
    • pikus Re: Moja droga, 01.09.04, 14:53
      wciaz odwracalas wzrok. Po zdjeciu kapelusza rozsypaly sie Twoje lsniace,
      starannie
      ulozone blond loki. Wydawalo mi sie, ze Twoje wlosy byly dluzsze. Czy jak sie za
      te
      loki pociagnie, to zwisna bezwladnie, czy tez skreca sie z powrotem? A moze jest
      ich po prostu mniej...Za tydzien, za miesiac, Twoje wlosy nie beda juz mialy dla
      mnie zadnych tajemnic, co napawa mnie wielkim zadowoleniem.

      Twoj P.
      • kaa.lka Re: Moja droga, 28.05.07, 04:54
        Wszystkim Przyjaciolom
        Ktorzy odeszli i przyjda

        z wielka wdziecznoscia za
        wzruszenia

        Pi.kaa.d`or
        • kaa.lka Re: Moja droga- 22.03.08, 19:15
          A tak poswiecam
          Tym
          z zasniezonymi koszami
          z roznych stron mondu

          Moze ktos spomni.


          She w odpowiedzi na Twe zapytania sprzed lat wielu,
          jak uprzejmie doniesli z Raju,
          Wszechswiat jest Jeden,
          ale drog do niego wiele.

          o czym w Polsce chyba zapomniano..





          damka z kronostajem
          • paiha Moja droga 27.04.08, 23:18
            Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.
    • onda Messer, 02.09.04, 03:06
      ..."Może ja ..nieśmiało poprosiła Małgorzata...
      Woland spojrzał na nią uważnie i podsunął jej kolano.
      Gorąca jak lawa maź parzyła dłonie, ale Małgorzata nie krzywiąc się i starając
      się nie sprawić bólu wcierała ją w kolano.
      -Moi doradcy utrzymują, że to reumatyzm- nie spuszczając z niej oczu mówił
      Woland- podejrzewam jednak nie bez podstaw, że ten ból w kolanie to pamiątka po
      pewnej czarującej wiedźmie, z którą zawarłem bliższą znajomość w roku 1112 w
      Brokenhill, na Diabelskiej Katedrze.
      -Ach, czyż to możliwe! powiedziała Małgorzata.
      -Głupstwo!Za trzysta lat przejdzie!Zalecano mi całe mnóstwo lekarstw,ale ja po
      staroświecku stosuję babcine sposoby.Zdumiewajace zioła zostawiła mi w spadku
      ta jadowita staruszka, moja babka! A, skoro już o tym mowa, czy pani nic nie
      dolega? Może jest coś co panią dręczy, może jakiś smutek zatruwa pani serce?
      -Nie, messer, nie ma niczego takiego-odparła mądra Małgorzata-zaś teraz,kiedy
      jestem u pana, czuję się doskonale...."
      • sirius_et_paper Moja Droga 20.04.05, 13:43
        Benzyno, w niektorych krajach dalekich
        gazem zwana, z roku na rok robisz mi sie
        drozsza, nie umiem ogarnac wszystkich
        delikatnych mechanizmow stojacych za tym
        lecz zapach twoj w maszynie mojej powoduje
        zaplon niesamowity a jedna iskierka pozoge
        wywolac wystarczy. Badz mi droga lecz
        nie uwlaczaj rozumowi mojemu, kieszeni,
        prosze, nie drozej, o moja droga...
    • kriek Re: Moja droga, 02.09.04, 03:12
      kriek do Pani Z. [poste restante gdziekolwiek]

      maszynom do pisania w [...] brak polskich liter, zatem dzisiejszy list
      pozostanie tylko cieniem tego, w co jestem brzemienny na wspomnienie ostatnich
      dni razem w miasteczku o nazwie upstrzonej tymi znaczkami w tym samym stopniu,
      co wyrazy, jakie postuluje obecny stan mojego nienasycenia. Przez ten drobny
      techniczny ambaras spostrzegam, ile od niepozornego ogonka zawisa w naszej
      pisanej nie tylko atramentem komunii. Skoro nie mam w tej chwili do dyspozycji
      ani jednego bezokolicznika, milczenie pokryje na razie ekstatyczne wyliczenie
      odcieni dotyku zdobytych przez moje palce, jeszcze rozleniwione po
      niezmierzonej drodze przebytej po najdalszych rewirach twojego cielesnego
      jestestwa. Ogonkowa niemota nie pozwoli mi nawet na proste nazwanie tych
      miejsc, niby banalnych i oczywistych a jednak dla mnie nowych jak pierwsze
      stokrotki w marcu kupione w hali targowej na zachodnich peryferiach miasta. Czy
      taki stan leksykalnego postu uczyni nas pokornymi wobec polskiej, zgrzytliwej,
      nosowej mowy? O, nie! Jako sztandar naszego buntu piszmy na tej kartce proste,
      wolne od wszelkiego nalotu 'ty i ja'. A o tym jak kocham, opowiem ci za moment
      przez telefon, utoniemy w ogonkach, stracimy kierunek w splecionych parach
      liter z farfoclem, rozum nas odejdzie w mulistej toni diakrytyki.

      Pozdrawiam, czekaj przy aparacie,
      kr.
      • paiha 100 Krieka 02.09.04, 10:37
        Nie mozna bylo piekniej:)
        Pai
        • lampka_nie_winna Re: 100 Krieka 02.09.04, 10:44
          stanowczo nie mozna bylo
          • nonstop Re: 100 Krieka 02.09.04, 12:45
            stanowczo można było,
            mniej śmiesznie
            :)

        • rivers Re: 100 Krieka 02.09.04, 14:54
          Piekno to rzecz gustu. Do mnie, na przyklad, bardziej od barokowego zadecia
          przemawia surowa prostota gotyku.
          • paiha Re: 100 Krieka 02.09.04, 15:43
            A do mnie przemawiaja ogonki. Ale ja mam goraczke, wiec nie dziwota:)
            Pai
      • konstanncja Re: Moja droga, 02.09.04, 17:52
        Szanowny Panie Krieku,

        Nie sadze zeby istniala koniecznosc chwalenie sie
        wszem i wobec, ze ma Pan schadzke w Kedzierzynie Kozlu.
        To sie zdarza czesciej niz Pan przypuszcza.

        Pozostaje z szacunkiem :)

      • kmiotektaki Re: Moja droga, 03.09.04, 06:31
        a mje się podoba cep i kłonica, a kombajn mje się nie podoba
    • pazlotko dom 03.09.04, 03:49

      rozmijam.
      wubazam.
      maly i gorski.
      wspomnienie rozpuszczonego.
      • lampka_nie_winna Re: Moje drogie, 03.09.04, 17:24
        [lampa skina, do zycia]

        zdradzisz mi kiedys dlaczego jestes czasami takie krotkie? Dlaczego postanawia
        sie balwochwalczo Twoj byt, jeszcze tak lekki, taki z mlekiem pod nosem,
        przemoca zakonczyc? Dla tak perwersyjnego czynu nie ma wytlumaczenia, nie ma
        wyobrazenia.

        ku pamieci
        • kamila77 Re: Moje drogie, 03.09.04, 18:28
          .
          • feministka0.75 ale macie fajnie.... 03.09.04, 19:01
            Ze tyle czasu macie :))))
            • she_5 moj Madry Znajomy mowi, ze... 03.09.04, 19:06
              ... to jest to cos, co to sie ma, albo sie tego nie ma :(.
              • kamila77 Re: moj Madry Znajomy mowi, ze... 03.09.04, 19:10
                Dobrze jest odnajdywac w szufladce tę "swojość".
                • pikus J. Kaczmarski 03.09.04, 19:26
                  DZIECI HIOBA



                  Zyly przeciez dzieci Hioba bogobojnie
                  i dostatnio
                  Siedmiu synow jak te sosny siedem
                  corek jak te brzozy
                  Szanowaly swego ojca i kochaly swoja
                  matke
                  Zyly w zgodzie z kazdym przykazaniem
                  bozym
                  A tej nocy blysk i grom
                  Runal ich bezpieczny dom
                  I na glowy spadl lawina glazow grad
                  Dnia nie ujrzy wiecej juz
                  Siedem sosen siedem brzoz
                  Jednej nocy caly las utracil swiat

                  Za te ojcow nadgorliwosc
                  W wierze w wyzsza sprawiedliwosc
                  Ktora kaze ufac w dobra tryumf nad
                  zlem
                  Za lojalnosc i pokore:
                  I za lask miniona pore
                  Za niewiare w swiat za progiem ktory
                  jest
                  Za ten zaklad diabla z Bogiem
                  Czyj silniejszy bedzie ogien
                  Dzieci Hioba Dzieci Hioba
                  Idzie kres

                  Zyly przeciez dzieci Hioba na
                  nadzieje w przyszlosc rodu
                  Siedmiu synow jak te miecze siedem
                  corek jak te roze
                  Nie zaznaly w swoim zyciu smaku krwi
                  ni smaku glodu
                  I kto tylko zyl szczesliwy los im
                  wrozyl
                  A tej nocy grom i blysk
                  Spiacych pozamienial w nic
                  Bozy swit ogladal juz dymiacy gruz
                  Patrzyl nieomylny kat
                  Jak litoscia zdjety wiatr
                  Bogobojny lament Hioba w niebo niosl

                  Za ten zaklad Boga z biesem
                  W zgodzie z waszym interesem
                  Choc ostrzega was jak moze zmyslow
                  piec
                  Za ten zaklad Boga z czartem
                  O kolejna dziejow karte
                  I za kija konca oba za zwyklego zycia
                  chec
                  Za to czego nie ujrzycie
                  Bo sie wam odbierze zycie
                  Dzieci Hioba Dzieci Hioba
                  Idzie smierc
                  • lubie.pomponiki Re: J. Kaczmarski 04.09.04, 03:17
                    Kaczmarski zawsze.
                    Jeśli ktoś powie w tym miejscu, że nie należy uzywać słowa zawsze, to ma na
                    jot.
    • weber9 dam rade......... 06.09.04, 05:05
      ..........objecuje, ze kiedys ten post przeczytam, ale nie dzisiaj

      Weber
      • she_5 Re: dam rade......... 06.09.04, 07:35
        weber9 napisał:

        > kiedys ten post przeczytam, ale nie dzisiaj

        szkoda
        warto czasem przeczytac swoj post ZANIM kliknie sie w WYSLIJ
    • rivers Re: Moja droga, 09.09.04, 11:17
      Droga M,

      Przegladam Twoje listy. Dziesiatki listow. Listy pelne pieknych slow, slow,
      w ktore chcialem uwierzyc. A poniewaz chcialem, to zaczyalem ulegac ich
      zludnemu urokowi. Poczatkowo myslalem, ze piszesz opowiadanie, w ktorym ja
      jakims dziwnym trafem bylem glownym bohaterem. Smialas sie z tego.
      Przekonywalas mnie, ze jest inaczej. A ja dawalem sie przekonac. Zaczalem
      nadawac Twoim slowom znaczenie, ktore chcialem, a ktorego one nie mialy.
      Uleglem iluzji, bo tak pragnalem. Za Twoimi slowami nic sie bowiem nie krylo.
      Duzo mowilas o milosci i chyba nawet wierzylas, ze jestes zakochana. Ale to
      byla milosc narcystyczna, zapatrzona w siebie. Tak naprawde, to kochalas
      jedynie swoje wlasne uczucie. Zachwycalas sie obrazem, ktory tworzylas sama
      dla siebie. Choc mowilas "wszystko", to w istocie znaczylo to "nic". To
      wlasnie powiedzialas mi bez slow. Slowa byly Ci potrzebne by stworzyc fikcje,
      wzgardzials nimi kiedy chcialas powiedziec prawde. Zakonczylas opowiadanie
      urywajac je w polowie zdania, nie stawiaja kropki. Tak wlasnie chyba byc
      musialo. Potraktuj zatem ten list jako epilog.

      R, bohater jednego z Twoich opowiadan.



    • zlota.11 Re: Moja droga, 09.09.04, 14:22
      Drogi T. (któż to wie gdzie!?)

      Już 16 lat biję niebo tysiącem płomyków znad krągłości zniczy. Szesnaście razy
      Powązki zmieniały kolory swoich liści, dojrzewały kasztany.
      Aleja, ta Twoja wymarzona, poszerzyła swoje chodniki, skręcając, rozpychając
      się nowymi pomnikami zasłużonej pamięci.
      Zbliża się miesiąc Twoich urodzin. Miesiąc, bo dzień zgubił się gdzieś w
      rękawie wojennego urzędnika, niezważającego na pamięć matki. Tak, więc, jak co
      roku, toast dla Ciebie wzniosę trzy razy, przez trzy dni, czerwonym winem.
      Ty mnie zapytasz, co u mnie? Ja Ciebie, jak życ? Kilka łez żalu zmiesza się z
      winem w moim kieliszku. I znów zapewnię Ciebie, ze jestem silna, ze daje sobie
      radę. To czas największej i jedynej szczerości. Połączysz się w bólu ze mną, ze
      swoją małą dziewczynką.
      Niewyobrażalnie tęsknię za Tobą, Tato.

      M.

      PS. Kilka dni temu ktoś mi znajomy udał się w Twoim kierunku. Zaopiekuj się
      nim, proszę.
      • toulaa Droga Madame de Tourvel, 10.09.04, 10:32
        [wicehrabia d.V. do Mme; z gościńca między Auxerre a Dijon do przytułku
        magdalenek pod Paryżem]

        wszak nie śmiem napisać "moja", skoro nią być nie możesz, Pani, ani na tym, ani
        na onym świecie. Ta niemoc złości mnie straszliwie - azaliż nie wiesz, że
        przywykłem najpierw działać, a potem dopiero zważać na konsekwencje mych
        czynów; brać, gdy chęć tylko poczuję, ba! zwiastun chęci tylko, albo chętki
        nawet; nie pytać o zgodę, nie zważać na obiekcje; żądać, nie prosić, ani tym
        bardziej błagać, a od słabości odwracać się ze wzgardą.
        Tak było, odkąd przestałem być młodzieńcem i osiągnąłem wiek męski. Tak było
        wcześniej nawet. Matka, mamki i bony, rozczulone pacholęcym wdziękiem,
        spełniały każde me życzenie, zanim wargi zdążyły zakwilić. Kolejni guwernerzy,
        z zachwytu nad bystrością mego umysłu i obawy przed ciętością dowcipu, woleli
        pochlebstwami i obniżaniem wymagań zdobywać moje względy, niż prawdziwie
        przygotowywać do życia wśród mądrych, ale i głupich; pięknych, ale i brzydkich;
        silnych, ale i słabych.
        Pani, nie chcę przez to usprawiedliwiać się w Twych oczach, już nie. Nie ma
        takiej kary, która mogłaby zmazać moją winę, ani takiego bólu, którego poczucie
        mogłoby przeważyć krzywdy, które Tobie zadałem. Pocieszam się myślą, że skoro
        Niebiosa w swym miłosierdziu pozwoliły na przebudzenie w porę mojego sumienia,
        to może również ześlą Ci, Pani, spokój, którego tak potrzebuje Twoja umęczona
        dusza.
        O ukojenie dla siebie nie proszę - przestałem już wierzyć, że nadejdzie dzień,
        w którym ono przyjdzie i do potępionych.
        Konie niecierpliwią się, Pani, czas ruszać w dalszą drogę. Bądź zdrowa, ma
        Chere, nie myśl o mnie już nigdy, niegodzien jestem jednego Twego westchnienia.
        Majątek rozdysponowałem między synowców, jak Pani wiadomo, nie zdążyłem po
        sobie zostawić na tym padole nasienia. Nie zostawiam żadnego śladu, wicehrabia
        przestał istnieć.

        Poświęć czasem wdzięczną chwilę panu de T., niech dni Wam pozostałe będą
        błogosławione.

        (podpis nieczytelny)


        Znalezione w sakwie podróżnej porzuconej przy gościńcu, niedaleko zajazdu "Pod
        Szkarłatną Lilią".
        • rohasek Re: Droga Madame de Tourvel, 10.09.04, 11:47
          Droga Siostro,

          Chcę Ci wyznać, że wczoraj ręce mi opadły
          kiedy zobaczyłam , że do mojego łóżka wskoczył jakiś obcy,
          złachany pies. Nie wiem doprawdy skąd się wziął, którędy wszedł?
          Nie dosyć tego, że miał ubłocone łapy,
          to reprezentował nie lubiany przeze mnie gatunek 'szczekaczy'
          - wiesz moja Droga, tych, co to całymi dniami się nudzą
          i czekają kiedy pojawi się coś intrygującego na zakręcie.
          Wtedy biegną na oślep wzdłuż płotu i szczekają, szczekają,
          bezmyślnie szczekają.
          W pierwszej chwili, miałam ochotę wziąć ścierkę i przegonić kundla,
          jednak spojrzałam na mojego współspacza, który mrugnął porozumiewawczo.
          Zostawiliśmy łachudrę, niech śpi w nogach.
          Może nie ma swojej budy, albo jest mu w niej za zimno.
          Może jak ogrzeje się w cudzym cieple
          będzie mniej szczekał.
          Może po prostu zwierzęta nas lubią...

          Kto wie?

          Całuję Cię i do serca przytulam,
          Twoja M.
          • toulaa Re: Droga M. 13.09.04, 12:31
            [wycięte z "Kuryera Codziennego Ilustrowanego", nr z dnia 13 września 1904 roku]

            Jak donosi nasz wysłaniec, obywatelstwo dzielnicy centralnej grodu naszego
            postawione zostało w stan najwyższej ekscytacji następującą informacyją:
            W jednej z kamienic czynszowych, należących do hrabiego N., a administrowanej
            przez plenipotenta tegoż, pana S., doszło do gorszącej i krew w żyłach mrożącej
            sceny. Sąsiedzi, zaniepokojeni faktem, iż od dni wielu nie widziano oficera
            straży ogniowej F., zajmującego mieszkanie trzyizbowe w suterenie, ani jego
            małżonki, wezwali stróża, by otworzył drzwi zapasowym kluczem.
            Oczom zebranych ukazał się widok straszliwy, a obecna przypadkowo w westybulu
            pani C., modystka z ul. Niecałej, doznała silnych palpitacji i musiano podać
            jej sole. W łóżku leżały zwłoki małżonków F. w stanie znacznego nadgryzienia.
            Jak wykazało późniejsze śledztwo, prowadzone pod nadzorem komisarza naszego
            posterunku, i asesora W. przyczyną śmierci państwa F. było przecięcie ich
            tętnic szyjnych przez ich brytana Fikusia. Bestia ta, darzona szczególną
            atencją przez panią F., rozzuchwalona tym, że, jak zeznała najbliższa
            przyjaciółka pani F. rejentowa D., pozwalano jej spać w łóżku państwa, z
            niewyjaśnionych dotąd przyczyn pewnej nocy dokonała owego horrendum.
            W związku z powyższem redakcja pozwala sobie przypomnieć Szanownym czytelnikom,
            że badania prowadzone przez znanego fizjologa, doktora K., wykazały, o czem
            pisaliśmy onegdaj, że brytany chowane w warunkach nieodpowiednich i bez umiaru
            rozpieszczane mogą stać się nieobliczalnemi.
            • kaalka Re: Droga M. 14.09.04, 10:47
              ..alez to szczeki byly!!!!!
              Moj Boze..!!!!
            • nonstop Re: Droga M. 14.09.04, 15:04
              zauważam z lekka, że zaczęła pojawiać sie tu "twórczość ludowa"
              hyhy
    • ewka5 Re: Moja droga, 16.09.04, 05:23
      (ewka do Rumunii gesto zamieszkalej)

      ..................................................
      ..................................................
      .................................................. .
      • binka złota .. 16.09.04, 09:38
        piękne
        za wzruszenie dziękuję
      • hippy_pottamus Re: Moja droga, 17.09.04, 14:10
        ewka5 napisała:

        > (ewka do Rumunii gesto zamieszkalej)
        >
        > ..................................................
        > ..................................................
        > .................................................. .

        moje kropki dołączę
        ................................................................................
        ................................................................................
        ................................................................................
        heh
    • kanarek2 Re: Moja droga, 20.09.04, 15:53
      [kanarek do złotej, spacer]

      Wczoraj o zmierzchu
      (i ścieżki pachniały deszczem)
      potoczyłaś się kasztanem
      najgładszym.
      Teraz zabiorę cię ze sobą wszędzie
      w dłoni w kieszeni.
      Cudna ta jesień.
    • rivers Re: Moja droga, 21.09.04, 10:32
      Do M., ze srodka nocy

      Ból ucichł
      stał sie prawie nieodczuwalny.
      I nagle pojawił sie we snie,
      który ma Twoja twarz,
      Twoje ciało
      i Twoje ruchy.
      Budzę się i nie moge zasnać,
      leżę na plecach
      ogarnięty tesknotą bez nadziei
      i nierozumnym pragnieniem.
      • linka_ma Re: Mój drogi, 21.09.04, 11:02
        Do P. z tonacego w deszczu tarasu,

        Za Tobą iść w ciemną noc
        Stopą bosą
        Nie bać się ostrych kamieni,
        Zaczepnych krzaków ostrężyny
        Parzących pokrzyw
        Oblepiających pajęczyn
        Przyjmować życie każdym
        Pustym miejscem swojej duszy
        • lampka_nie_winna Re: Mój drogi, 21.09.04, 12:11
          [do kawalka Lasu, tego za Domem]

          Wspanialym uczuciem byla sama swiadomosc Twojego istnienia. Bez wyobrazanych
          krajobrazow, zapachow, po prostu to, ze jestes. Jak ciaza, ktorej to plci do
          ostatniej chwili nie chce sie poznac, piesci sie i nosi w sobie dokarmiajac
          soba, slowami i myslami.

          Sobotnie popoludnie obrodzilo w malowanie obrazow, wciaganie do nosa Twojego
          zapachu, poznawanie Twojego bicia serc w drzewach, wsluchiwanie sie w cisze
          wypelniona szumem wiatru w galeziach. A to wszystko na skraju Twojego brzozowo-
          sosnowego ciala, pod czystoniebieskim namiotem bezchmurnego nieba. Orgia
          zmyslow, u kazdej z Nas innych zmyslow. Palce oblepione zywica, oklejone
          skrawkami bialego "papieru", ktory zdaje sie byc wypelniony
          znaczkami, "podobnomorsem". Czy opowiada historie czasow kluczowych?
          Malenkie oczko wodne, mrugajace spod galezi rzesami zielonymi, to jak wstydliwe
          oko istoty dlugo w cieniu skrytej.

          To tyle, wiecej jest zbednym ciezarem dla cudzych checi pojecia.

          Jestes Nasz, jeszcze tylko Dzikie Gesi kluczem lecace musza ostatnie serca
          bramy do Ciebie otworzyc.
        • rivers Re: Mój drogi, 21.09.04, 12:56
          Mam nadzieje, ze to nie ten sam P., ktory wystepuje we przejmujacym wpisie
          niebezpiecznych.zwiazkow
    • pikus Moja droga K., 22.09.04, 11:37
      Pozwol, ze zajme Twoja uwage tym, co, miedzy innymi, od Ciebie otrzymalem niedawno,
      a mianowicie bajdurzeniem o Odyseuszu, ktory trafil do Lotofagow, to jest plemienia
      jedzacego wylacznie kwiaty (konkretnie: kwiaty lotosu). Odys i jego zaloga poszli
      na zwiedzanie wyspy, a goscinni tubylcy dali im skosztowac kwiatkow, co mialo
      fatalne skutki: zeglarze popadli w uzaleznienie i nie mozna im bylo wytlumaczyc,
      ze trzeba jechac do domu, do Penelopy. Dowodca musial ich sila sprowadzic na okret
      i przykuc lancuchami.

      Jest kompletnie niejasne, w jakim celu przytaczam te anegdote, jak rowniez, o co w niej
      tak naprawde chodzi.

      Sciskam serdecznie,

      Twoj P.
      • kamila77 Moj drogi P. 23.09.04, 08:24
        Jest to rzeczywiscie bardzo niejasne. Ale nie dlatego, ze zawieszone w prozni.
        Czy zastanawiales sie kiedys nad tym, ile kwiatow lotosu rosnie wokol nas? Ilu,
        zwiedzionych nowym smakiem i zapachem zapomina O Tym Co Wazne?
        A Penelopa.. Jak ja jej zazdroszcze pewnosci, ze warto czekac. I zastanawiam
        sie, czy naprawde ani przez moment nie zawahala sie, patrzac na swoich
        zalotnikow. Coz, wspolczesna Penelopa nie tka, nie pruje i szybko przestaje
        czekac. No, chyba ze nocami sie zajmuje produkcja takich cacuszek:
        sklep.gorseteria.pl/index.php?oper=63&id=1200
        Jest kompletnie niejasne, w jakim celu siedze teraz tutaj i pisze, zamiast
        zajac sie lewym okiem.

        Uklon nieodmiennie gleboki

        Twoja K.
        • toulaa Kochany M. 24.09.04, 13:13
          [ z Tu, gdzie nikt nie chce się znaleźć do Tam, gdzie wielu by chciało, a ja to
          na pewno]

          Już. I, jak zwykle, miałeś rację (nieee, kłamię, ogromnie często jej nie masz,
          wiesz Sam, ale tak się mówi, i ładnie brzmi). Ale wiesz też, że gadanie pomaga,
          to znaczy mnie pomaga. I cieszę się, że chociaż Ty nie uważasz, że szkoda, że
          przy okazji nie zajęli się też językiem. W ogóle to się cieszę, że teraz mi
          wszystko wolno. I, zapewniam, będę to wykorzystywać! Będę tak nieznośna,
          humorzasta, zmienna, niedobra, kapryśna, niezdecydowana i okropna, jak tylko
          umiem. A kto jak kto, ale Ty wiesz, że umiem. I kto jak kto, ale Ty umiesz
          Sobie (i mnie ) z tym radzić.
          Ale teraz powinieneś tylko zaciskać zęby, i powtarzać, że to minie, i poprawiać
          poduszki, i karmić bulionem na wzmocnienie, i czytać na głos lektury, byle
          niezbyt ekscytujące, i okrywać kocem, koniecznie troskliwie, bo tak przecież
          zazwyczaj okrywa się kocem - i wszystko to najlepiej na tarasie w jakimś Vevey,
          lub choć Nałęczowie. Rekonwalescencja brzmi prawie tak ładnie, nie!, ślicznie,
          więc brzmi prawie tak ślicznie, jak profiterolki, albo werbena, albo
          ineksprymable.

          Oczywiście, tak nie będzie. I penne ai funghi też juz nie będzie, zresztą, jak
          Ciebie znam, to Ty będziesz pilnował, by już nie było. Poza tym, zamknęli tę
          knajpę, pewnie żeby nie było nam żal. Ale sorbet truskawkowy może być znowu,
          prawda?

          Cieszę się, że noce nie są już po to, by bolało przy każdym ruchu. I każdym
          nieruchu też. Są znów po to, by patrzeć na te lampy z drugiej strony, co się
          odbijały w wodzie, i na księżyc ("Su le finestre mostra a tutti il mio cuore
          che hai accesso, chiudi dentro me la luce che hai incontrato per strada"). Albo
          żeby iść i oglądać, i chłonąć, i zachwycać się, ale tak, jak Ty poprowadzisz,
          wbrew "kierunkowi zwiedzania".

          W noc przed przeszłam chyba parę kilometrów - wiele razy trasę od podziemi do
          III piętra, i znowu. Po części dlatego, że nie mogłam spać (rozumiesz to,
          prawda, moja Sowo?), a po części na zapas, bo w noc po przecież nie mogłam.
          Ciągle wierzę, że można różnymi rzeczami nasycić się na zapas, i ciągle
          przekonuję, jak naiwna to wiara.
          Miałam na to kilka godzin zaledwie, bo prawie do północy dzwoniły Tabuny z
          Otuchą (Twoja Otucha była na deser). Idąc od dołu: kotłownia - nudy;
          trupiarnia - śliczna fioletowa poświata, ale zamknięte; w parku - na schodkach
          okazała zwinka (skąd jaszczurka w nocy???); na piętrze - odgłosy imienin u
          cioci zza drzwi pokoju socjalnego pielęgniarek. Trafnie ktoś nazwał ten pokój,
          bo służy rzeczywiście socjalizacji. W dyżurce lekarz, do mnie tyłem, przodem do
          komputera. Zaglądam przez Jego ramię - na monitorze czat, ale z tej odległości
          nie widzę - ten, czy jakiś inny? To śmieszne - tu dwa nicki, a tam lekarz i
          pacjentka, spotkały się na chwilę.
          Staruszkowi zaciął się automat do kawy, nie wydaje reszty; zgarbiona babcia w
          stilonowej podomce a la woźna w PRLu prosi mnie o coś, zwracając się do mnie
          per "dziewuszko". Jakie wszystko jest względne, w kraju ślepych jednooki jest
          królem, a na oddziale Chir.og.I blisko swych 34-ych urodzin awansowałam
          na "dziewuszkę"; mówią na ty, i znów jestem, jak w dzieciństwie, najmłodszą
          siostrą ( sakra, zawsze zapominam, czy była to Masza, Irina, czy moze Olga?).
          Mój znajomy student uczy się do egzaminu w sesji wrześniowej, ale czyni to z
          takim zapałem, że moje pojawienie się jest miłym pretekstem do ucięcia krótkiej
          pogawędki. Wymieniamy się walkmanami, w Jego słyszę "Niech cały świat wreszcie
          nam powie, jak mamy żyć", i żałuję, że nie dość dokładnie słuchałam Córki -
          pewnie teraz wiedziałabym, czy to Mezo, czy inny Tede. Oddaje mi moje słuchawki
          ze śmiechem (jakaż to typowa reakcja!), pyta, kto to śpiewa, i o czym.
          Odpowiadam, że nie chorwacki, nie, że Lucie Bila, i że "lasko, reknu, nech me
          byt, nesmim zustat, musim jit" znaczy, co znaczy. Rozmawiamy chwilę o polskich
          a zachodnich standardach leczenia bólu pooperacyjnego i jego rzekomej
          nieuchronności; uważa tak, jak ja, oby zostało Mu tak i po studiach.
          Pora wracać, co dalej - wiesz (co to była za piosenka? Chyba "Chłopcy z Placu
          Broni"? Mam zaćmienia, czy co?).
          Cieszę się, że zielony, butelkowozielony znaczy, służy już do tego, do czego
          powinien, to jest do miękkiego okalania, otulania i opatulania. I że już nie
          muszę być dzielna. I że jesteś, i byłeś.

          Całuję - Twoja M.
    • ewka5 swoja droga 28.09.04, 04:38
      (ewka zy do)

      tesknie.(kropka)
    • verbascum.nigrum Re: Moja droga, 28.09.04, 14:02
      Stąd (poczta Real) do Tamtąd (poczta Czat)

      Pobyt Tu trudno opisać krótko, a nie mam czasu na rozpisywanie się. W każdym
      razie najważniejsze Tu chyba jest to, że ludzie mają najzupełniej realny
      wymiar: w uśmiechu bierze udział mimika twarzy nawet jeśli jest to uśmiech
      szyderczy. Tam natomiast człowiek przybiera postać liter. Zauważyłem, iż Tam
      często zapomina się, że za tymi literami stoi ktoś konkretny. Bezlitośnie
      odrywa się słowo od człowieka. Tak przynajmniej deklarują niektórzy, biorąc pod
      ostrze noża każde niezręczne słowo i przyszpilając je zgrabnym zwrotem.
      Stawiają się tym samym w roli preparatorów i mumifikatorów słów. Dochodzi Tam
      też do absurdów, bowiem przyjęte jest cieszyć się z inwektyw pod swoim adresem,
      bo dowodzą one niższości oponenta. Podobno nawet powstają na ten temat zakłady.
      Nade wszystko jednak Tam razi swoim niezwykłym przegadaniem, stąd zaglądnąwszy
      Tam od czasu do czasu, wciąż pozostaję Tu i z uśmiechem wybieram realny brud
      okien i podłogi w łazience ponad brud słów.
      • parthenocissus.quinquefolia Moj Drogi, 28.09.04, 18:05
        Stad ( poczta Planch) do Tamtad ( poczta Krzyzowka)

        Wstyd mi Boze ogromnie
        ze jak grzesznik pisze
        ze z czasem zapomnialem
        Tomasza z Akwinu
        ze gdy w maju litania
        slowika wciaz slysze
        slawie dzikie wino
        obloki karpie w stawie
        zima kiepskie sanie
        kominek co mi do snu
        po lacinie gada
        i nagle mysl natretna
        z uczynkow
        to zbyt malo
        z ran mnie wyspowiadaj
Pełna wersja