Dodaj do ulubionych

Prawodawcy i tłumacze

31.10.06, 17:20
Baumanem Zygim się nie zajmujemy, ale tytuł dobry. Czy ktoś zna jakieś
fajniejsze (od podanych poniżej) przypadki wypaczenia i barbaryzacji znaczeń
dzieł muzyki nurtu głównego :)?

40 Symfonia (g – moll, Molto Allegro) Mozarta – pisana pod wpływem śmierci
jego sześciomiesięcznej córki Teresy i krytycznej sytuacji materialnej
kompozytora. Uznawana za jedno z mroczniejszych dzieł Austriaka. Gwiazdy
PRL-owej sceny (jakaś Sośnicka czy inna stwora) przetłumaczyły plebejuszom owe
dzieło tekstem: „Była raz, była raz taka miłość...”. Romance song dla
gawiedzi. Przyjęło się...

V Symfonia Ludwiga (c – moll op.67, Allegro Con Brio). Wiadomo – dramatyczny
motyw „losu” (upierdliwego, bo powraca w różnych mistrzowskich wariacjach
kilka razy), walka z przeznaczeniem etc. Jak to zobrazowano głodnym wstrząsów
estetycznych? Kapitan Hook - w jakiejś durnej reklamie pędzi do wychodka w
przerwie na planie zdjęciowym. Udaje mu się. Wtem dzwonek, pora wracać. Jedną
ręką trzyma jednak drzwi, druga... zakończona jest hakiem. Chwyta owym
przyrządem toilet paper i wbija sobie go w du**. Wszystko to podczas crescendo
finału tejże części... Commoners rechoczą bezmyślnie przed TV.

„Lot Walkirii” z opery „Walkiria” - Rysia Wu afkoz. Piękne, dziewicze córy
Odyna, o włosach niczym łany zboża (i takie tam) widzimy jako dostojne
śmigłowce US Army w „Czasie Apokalipsy” F. F. Coppoli. Łopot skrzydeł ichnich
koni zastąpił łopot łopat. Wzniosłości tegoż momentu i waleczność dzielnych
napalmowych wojaków z pewnością zapewniła im miejsce u stołu Asów. Widownia z
rozdziawionymi japami (niczym na średniowiecznym jarmarku z teatrzykiem
kukiełkowym dla niepiśmiennych) podziwia dopasowanie obrazu do dźwięku.

--
"I know The Man Who Waits. Satan Is His Name"
Manowar "Bridge Of Death"
Obserwuj wątek
    • turms.niesmiertelny Re: Prawodawcy i tłumacze 31.10.06, 18:47
      sir_elmin napisał:

      > „Lot Walkirii” z opery „Walkiria” - Rysia Wu afkoz. Pi
      > ękne, dziewicze córy
      > Odyna, o włosach niczym łany zboża (i takie tam) widzimy jako dostojne
      > śmigłowce US Army w „Czasie Apokalipsy” F. F. Coppoli. Łopot skrzyd
      > eł ichnich
      > koni zastąpił łopot łopat. Wzniosłości tegoż momentu i waleczność dzielnych
      > napalmowych wojaków z pewnością zapewniła im miejsce u stołu Asów. Widownia z
      > rozdziawionymi japami (niczym na średniowiecznym jarmarku z teatrzykiem
      > kukiełkowym dla niepiśmiennych) podziwia dopasowanie obrazu do dźwięku.
      >
      > --
      > "I know The Man Who Waits. Satan Is His Name"
      > Manowar "Bridge Of Death"

      Pomijając nadrealność (ganja?) textu powyżej, wolę, jeśli chodzi o osiem sióstr
      Brunhildy, "cwał walkirii", a nie lot, ani pieśń.
      :)
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 31.10.06, 19:33
      To jeszcze mała podpowiedź:

      „Greensleeves” - ludowa melodia Wyspiarzy. Przetłumaczona dla reszty na
      "wspólny" przy pomocy Enyi, Blackmoore'a, Scorpions, Loreeny i pewnie masę
      innych "tłumaczy – fenomenów" (pewnie jakieś "Gregoriany" o to też zahaczyły) na
      popową/rockową balladkę. Ot do tańca – bujańca. Z hołubcami i pogo obowiązkowo.

      Sonata (b – moll op.35, Marche Funėbre. Lento) Fryderyka Chopina. "Keeping up
      appearances" i Emmet grający owa sławną część w stanie skrajnego załamania
      nerwowego na widok Pani Bucket. To, choć prostackie, śmieszy. Ale kontekst
      zaburzony, bo tamże i radość jest z obcowania z aniołkami różnistymi. Niech
      będzie. Zwyklaki kojarzą tylko jeden taki marsz na całe życie.

      --
      "Circles and rings, dragons and kings weaving a charm and a spell"
      Black Sabbath "Neon Knights"
    • lubie.pomponiki Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 08:51
      sir_elmin napisał:
      > Widownia z rozdziawionymi japami (niczym na średniowiecznym jarmarku z
      teatrzykiem kukiełkowym dla niepiśmiennych) podziwia dopasowanie obrazu do dźwięku.


      nie otwieraj japy zbyt szeroko, bo ci mucha wpadnie.
      • eirinn Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 11:01
        "Greensleeves" można jeszcze zrozumieć - toć to melodia ludowa, więc jako taka
        może chyba podlegać różnym interpretacjom i wykonaniom, choć zbytnie
        uwspółcześnienie, jak u Blackmore'a, raczej jej nie służy faktycznie. Ja tam
        mam swoje ulubione wykonanie - tylko we wspomnieniach niestety - które
        przypadkiem usłyszałam na dziedzińcu katedry w Salisbury: harfa plus głos
        chłopięcy. Plus promienie słońca, które wpadały przez arkady do podcieni.
          • eirinn Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 14:00
            A owszem, sir, też lubię ową interpretację, choć nie w każdym wykonaniu -
            słyszałam gitarowe, początek obiecujący, ino potem jakieś dziwne improwizacje
            popowe się zaczęły...
            • sir_elmin Re: Greensleeves 08.11.06, 19:16
              Dwa nietradycjonalne wykonania, które są niezwykłe i zupełnie nie zacierają
              treści estetycznej tej pięknej melodii:

              Stratovarius:
              świetna stylizacja, bardzo sugestywne preludium. Świetne. Pomimo trochę dziwnie
              zsynchronizowanych gitar prowadzących motyw przewodni. Jedyna strawna, dobrze
              zrobiona rockowa wersja.

              Wolfgang Amadeusz Mozart:
              (Piano Trio) to kolejny przykład na to, ze klasycyzmu muzycznego nie było, a
              jeden Haydn epoki nie czyni :). Doskonały przykład emotywizmu i niebanalne
              wykorzystanie potencjału melodycznego tego utworu w mistrzowskiej partyturze.
              Dla mnie najlepsza wersja nietradycyjna.



              --
              "Teacher caught me masturbating underneath the desk
              she looked at me and winked her eye said "see you after class""
              VENOM "Teachers Pet"
              • eirinn Re: Greensleeves 08.11.06, 19:21
                No proszę - czyli "Greensleeves" może znaleźć odbiorców u wielbicieli
                praktycznie każdego rodzaju muzyki. To się nazywa melodia prawdziwie
                uniwersalna :)
                • sir_elmin Re: Greensleeves i więcej :) 08.11.06, 23:36
                  Ano, to bardzo podobna sytuacja jak z wykorzystaniem kanonu Johanna Pachelbela
                  (Kanon und Gigue in D-Dur für drei Violinen und Basso Continuo). Facet uchwycił
                  w kilku akordach matematyczne piękno. Tłumaczyli go między innymi:

                  Z metalowszych -
                  Manowar "Courage"
                  Rhapsody "Emerald Sword"
                  Therion "Eye Of Shiva"
                  Hammerfall "Heed The Call"
                  Apocalyptic Riters "Metal Will Never Dies"

                  Z rockowych -
                  Oasis "Don't Look Back In Anger"
                  Green Day "Baskest Case"
                  Steppenwolf "Girl I Knew"
                  Aerosmith "Crying"
                  Kiss "God Gave R'N'R" (to oczywiście cover kogoś tam;) )

                  I sofciarze -
                  Pet Shop Boys, Beatles, Britney Spears (even!:) ) i innego cała masa tałatajstwa :).
                        • jarl_elmin Percepcja raczej ;) 10.11.06, 13:53
                          Lub/albo w mistrzowskich partyturach. "Greensleeves" Mozarta, "Kanon Pachelbela"
                          Bacha np.

                          Co do Allena w sygnaturce perlistej: to dobry przykład na wypaczenie recepcji
                          Wagnera. Taki jego wizerunek pokutuje potocznie. A Ryszard W. przeca ulotki
                          wspierające powstanie listopadowe roznosił. Duchowo wsparł powstańców Uwerturą
                          "Polonia" (gniot, bo gniot, ale liczą się intencje). Totalitarni to dopiero
                          Tłumaczami są - rażą na całe epoki :). Potem uczy sie dzieci, że Nietzsche to
                          faszysta, a Wagner to muzyka Nazi Rzeszy. O, Orff czy inny Heidegger to co
                          innego :).

                          --
                          "Chodzi bowiem w istocie o coś więcej: o wykazanie, że każda aktywność
                          artystyczna, odkrywająca i przymnażająca wartości, przy całej swej autonomii,
                          jest zarazem częścią organiczną wielkiego kompleksu kultury danej epoki, i że
                          prawdziwe wyjaśnienie musi ów kompleks uwzględnić."
                          Bohdan Pociej "Bach - Muzyka i Wielkość"
                          • laperla Re:act 10.11.06, 16:51
                            alez drogi elminie,

                            nie pusz sie tak prosze, bo jeszcze sie katedra - z ktorej to tak wdziecznie
                            politicalcorrectnessujesz - pod toba zapadnie i bedzie malutenki huk ;)

                            trudno mi jakos uwierzyc, ze jestes na tyle pozbawiony poczucia humoru, iz nie
                            dostrzegasz ironii muzyczono-ideologicznej w stwierdzeniu allena (z ktorym
                            notabene ku memu zdziwieniu sie nie spoufalasz, ale fakt łódzik allenik nie
                            brzmialoby ani cool ani trendy). mysle tez, ze allenowi nalezy sie wiekszy
                            kredyt zaufania odnosnie jego inteligencji, wiedzy, whatever.

                            no i wdzieczna bylabym, gdybys zaprzestal imputowac mi co tez naprawde chcialam
                            powiedziec. uzylam pojecia recepcji bowiem swiadomie, czyniac w tym calym
                            temacie krok dalej.
                            percepcja tematyzowana byla tu juz dosc czesto nieprawdaz? :)

                            co zas sie tyczy wagnera, to nie zaprzeczysz, ze historia
                            zinstytucjonalizowania bayreuther festspielhaus oraz kregu ludzi w nim
                            dzialajacego politycznie jest dosc kontrowersyjna. ale sluchajac muzyki wagnera
                            nie zastanawiam sie nad tym, czy ow byl antysemita czy nie, czy byl ubostwiany
                            przez hitlera i opiewany w mein kampf czy nie, albowiem boponiewaz mam zwyczaj
                            Odzdzielania dziela od autora.


                            pozdrawiam as usual
                            • sir_elmin Re:duction 10.11.06, 17:31
                              Woody - Doody, lol.

                              Jesteś przezabawna w wyczuwaniu momentów "przysysania" się mojej skromnej osoby
                              do Twojej :). Prosze o dalsze zabawianie zdgaduj - zgadulą :).
                              Jak już to chooky. Cool, trendy i edgy są już dawno passe.

                              Oddzielanie autora od dzieła? Toć to jakieś średniowieczne brednie z
                              kompozytorami - Anonimami. Taa... niezłe podejście, muzealne rzekłbym. Bardzo
                              się ubawiłem. Echh... Bywalcy Poczęstunkowych Wernisaży (vel "liźnięcie każdej
                              muzy po kolei - żadnej dogłębnie").

                              --
                              "[...] żeby starsi ludzie mogli przjeść. Nawet teraz dochodzi do mnie skargi,
                              postulaty, apelujo starsze ludzie w podeszłym wieku, że młodzież zaczepia"
                              Krzysztof Konowicz (pisownia oryginalna)
                              • laperla Re:duction 10.11.06, 17:45
                                elminie,

                                wiedzialam, ze powinnam byla sprecyzowac: otoz oddzielam w ten sposob, ze nie
                                identyfikuje dziela z autorem. mam swiadomosc kontextu i tego, ze dzielo nie
                                egzystuje samodzielnie. ale nie mowie, ze wagner jako osoba to to samo co
                                muzyka wagnerowska. to tyle.

                                do reszty sie nie odniose, bo nie mam zwyczaju dyskutowac w takim tonie, milej
                                zabawy jeszcze.

                                z mej strony eot

                                perla
                            • hania37 Re:act 10.11.06, 18:00
                              laperla napisała:

                              > alez drogi elminie,
                              >
                              > nie pusz sie tak prosze, bo jeszcze sie katedra - z ktorej to tak wdziecznie
                              > politicalcorrectnessujesz - pod toba zapadnie i bedzie malutenki huk ;)

                              Perło kochana,toż ona już dawno się zapadła.Tyle,że elmin tak się
                              samozachwycił, że jakoś mu to umknęło.






                              • jarl_elmin tiaa, mondre 10.11.06, 18:36
                                Nah.

                                Katedra stoi, nawet jest Instytutem i ma się dobrze :). Czyżby żal (peasantly
                                indeed) się ozwał, że się owe Szacowne Instytucje nie zawalają? rotfl

                                Do tego political coretness - haha. Potoczność już nawet nie skrzeczy...
                                Jasnowidze i Psychoanalitycy się ten wątek powinien nazywać :). Specjalnie dla
                                perły:

                                pl.wikipedia.org/wiki/Poprawno%C5%9B%C4%87_polityczna
                                Kobolds (two more) counted (as usual)

                                --
                                "Hey were called Katusyhas, but we called them Stalin's Organs
                                200 MM devastating fire" GWAR "Stalin's Organs"
                      • sir_elmin Kanon na odpier**l :) 05.01.07, 16:38
                        Yanni - żenujący pop star z wiąsikiem a la Małysz (no ok, gęstszym). Koleś było
                        odpowiednikiem naszego Możdżera/Rubika (i innego tego typu chłamu) mniej więcej.
                        Kanon w jego wykonaniu powala od pierwszego d. Jazzującą szmirą Master Yanni nie
                        potrafi ukryć tego, że nie potrafi wyciągnąć konsekwencji przyczynowych i nie
                        dysonuje kompozycji jak należy. Co robi tenże Wielki Musician? Gra szybkie
                        staccato naśladując instrument ludowej proweniencji swojego kraju.

                        Z Malmsteenem do jednego worka i w czeluści wrzut.
    • el_morfeusz Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 12:38
      Nie znam się na muzyce ale wyczytałem, że do reklamy jednego ze środków
      czyszczących wykorzystano jedną z najsłynniejszych habaner świata: taniec
      z „Carmen” Bizeta. Dla mnie ten casus nie tyle jest profanacją dzieła
      muzycznego, co pytaniem o granice inspiracji czy też nadużywanie uznanych
      wartości do realizacji własnych celów... I to ostatnie też bym napiętnował:)
      Z drugiej strony nie wyobrażam sobie filmu Kubricka „Odyseja kosmiczna 2001”
      bez muzyki Straussa... – czy to już podlega sentencji: de gustibus non est
      disputandum?;)

      ----
      Pozdrawiam. Morfi z widowni (rozdziawiona gęba i słuchawki od walkmana w
      uszach :)

      • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 14:08
        el_morfeusz napisał:
        > nadużywanie uznanych wartości do realizacji własnych celów

        Własnie o to mi chodzi - o przewartościowanie i zacieranie znaczeń :). Reklama
        (przez Ciebie wspomniana) pojawiła się w mej głowie niczym diabełek z pudełka.
        Dobry przykład. Myślę, że Bizet, pisząc libretto, nie widział wiejskiej dziewoi
        (w reklamie uwspółcześnionej) śpiewającej czymś w rodzaju altu, tańczącej coś w
        rodzaju tanga pewnie etc. Dobre :)).

        Kubrick i Ryszard Strauss - "Tako rzecze Zarathustra" (Poemat dzwiękowy na dużą
        orkiestrę op. 30) nie nawiązuje do jakiegoś konkretnego dzieła Nietzschego
        (wbrew pozorom). Jest po prostu przejawem kompozytorskiej fascynacji
        zagadnieniem ludzkiej genezy, rodzaju ludzkiego jako takiego - plus hołd
        Nietzschemu oczywiście. Tak mawiał Ryszard. Ergo: Kubrik wykorzystał raczej
        zamiar i zrobił to dobrze. Zły przykład ;)).
      • laperla Re: Prawodawcy i tłumacze 11.11.06, 00:31
        el_morfeusz napisał:

        > Nie znam się na muzyce ale wyczytałem, że do reklamy jednego ze środków
        > czyszczących wykorzystano jedną z najsłynniejszych habaner świata: taniec
        > z „Carmen” Bizeta. Dla mnie ten casus nie tyle jest profanacją dzie
        > ła
        > muzycznego, co pytaniem o granice inspiracji czy też nadużywanie uznanych
        > wartości do realizacji własnych celów... I to ostatnie też bym napiętnował:)
        > Z drugiej strony nie wyobrażam sobie filmu Kubricka „Odyseja kosmiczna 20
        > 01”
        > bez muzyki Straussa... – czy to już podlega sentencji: de gustibus non es
        > t
        > disputandum?;)

        morfeuszu,

        zdaje sie, ze etyka w biznesie reklamy juz dawno stala sie pojeciem
        bezwartosciowym, a moze nigdy nim nie byla... :) koncerny przescigaja sie
        przeciez w uplasowaniu swego produktu w ciekawym swietle za wszelka cene. nie
        powstrzymuja ich autorytety ani ewentualnosc trafienia do sadu. sztaby ludzi i
        ogromne sumy poswiecane sa temu, jak najciekawiej zaprezentowac produkt w
        najnowszej hollywoodzkiej szmirze. i niewazne jest, ze ryzykuja tym oskarzenie,
        bo taki proceder jest nielegalny. zyski jakie osiagna z reklamy auta w jamesie
        bondzie sa o wiele wieksze anizeli mozliwe koszta, jakie poniesliby zostajac
        oskarzonymi. tak wiec ciekawa jestem jak wygladala "bitwa koncernow" o dobre
        miejsce reklamowe w takim filmie jak np. the devil wears prada :)

        pozdrawiam

        perl
    • agni_me Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 14:40
      Co za niepretensjonalny i niewymuszony wątek! Prawdziwe forumowe self-fellatio.
      Nie lepiej poćwiczyć giętkość kręgosłupa, skoro pisanie wychodzi ci tak sobie?

      Muzyka Mozarta nie zawiera wątków autobiograficznych, a jej ogromna część była
      pisana na zamówienie albo z myślą o tym, żeby te zamówienia dostać. Pieniędzy
      brakowało Mozartowi zawsze. Mroczność 40 symfonii jest pozorna, co świetnie,
      już kilkadziesiąt lat temu, pokazał Toscanini w nagraniach z NBC Symphony
      Orchestra, a w latach siedemdziesiątych de Rios, Rioch, albo jakoś tak, nie
      chce mi się grzebać w googlach, w każdym razie jakiś Latynos, który zdobył
      listy przebojów Mozartem. Tą drogą trafiło przebojowe Molto Allegro do Polski.
      W końcu Mozart był dostarczycielem lekkich tanecznych kawałków na zamówienie
      różnej klienteli. To co cię tak bulwersuje, hę?

      Los w V symfonii jest tylko głupawą interpretacją staruszka Schindlera, której
      trzymają się nauczyciele muzyki z gimnazjów, równie dobrze może być odgłosami
      męczącej biegunki - zależy od słuchacza, jego wyobraźni - pięcionutowe motto
      może być pukaniem do drzwi kibelka. No rusz trochę skostniałą wyobraźnią. Ja
      oczywiście rozumiem, że nie robisz kupy i sikasz pachnącą wodą różaną, ale to
      nie jest norma.

      I tak dalej, i tak dalej. Neofici są okropnie nudni w tej nadętej pozie
      uczestnictwa w wielkiej tajemnicy słuchania Najświętszej i Niepokalanej
      Prawdziwej Muzyki. Naprawdę pora chyba wstać, otrzepać kolana i oglądać mniej
      reklam telewizyjnych. Od razu się poprawi.
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 01.11.06, 14:58
      Next two:

      Sonata fortepianowa (nr 14, cis – moll op.27 nr 2) Beethovena i Preludium Des -
      Dur (op. 28 nr 15) mistrza Chopina. Pierwsze zmasakrował jakiś nadgorliwy poeta
      (za Platonem – zbędni owi/owe Panowie/Panie), drugie wydawca. Co otrzymuje
      zasłuchany niesłyszący? "Sonatę Księżycową" (lol) oraz "Preludium Deszczowe"
      (rotfl). Piękne z pożytecznym – i jakie estetycznie poprawne wytłumaczenie
      zamiarów kompozytorskich. Zatem w nocy słuchamy Ludwiga i oglądamy pełnię Luny,
      a w deszczowe polskie dni włączamy sobie Preludium. I wszystko jasne. Mózg
      wyłączony.

      Scherzo (h-moll op.20), w którym Chopin zmyślnie umieszcza melodię kolendy
      "Lulajże Jezuniu". Tym razem za tłumaczenie wziął się człowiek ze "sfer" dla
      ludzi o "wysmakowanym podniebieniu estetycznym" (paw). Nazwał on ów piękny utwór
      znamiennym tytułem "Diabelski Bankiet"... Angielski muzykolog dla angielskich
      odbiorców (nazwisko pominę litościwie) – ci z "podniebieniami" też dają radę
      (wiadomo - odbiorcy).

      --
      " There will come a golden dawn
      At ends of nights for all yee on whom
      Upon the northstar always shines "
      BATHORY "Hammerheart"
    • oldpiernik Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 07:24
      Czując się dyżurnym plebejuszem tego foruma, zapytam naiwnie:
      a co mnie obchodzi czy cis, czy klon?
      Jak mi gra, to mi gra, a jak nie gra, to wyłączam.
      Rzeczone poszukiwania inspiracji w dziełach uznanych, (z braku odpowiedniego
      wykształcenia nie wiem, kto, komu, kiedy i co uznał), widzą mi się, jako
      zwyczajne przekuwanie miecza szeroko pojętej sztuki, na szeroki lemiesz
      wyorywania zysku. Czyli nic nowego.
      Co do "Odysei kosmicznej 2001", dyskwalifikacja tego przykładu to czysty
      manifest sobiepańskiego poczucia wyższości. Równie dobrze mógł był (uznany
      twórca) zapiąć tam "Bogurodzicę", gdyby znał, albo mantrę o korupcji... Byle
      głośno i z wyraźnym podbiciem kotłów.
      Bo to dudnieć miało, a nie skłaniać do rozmyślań. ;P

      OLDPARWENIUSZ :0)
      • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 09:56
        Drogi Oldzie. Odwieczne przekuwanie miecza na lemiesz - zgadza się :). Ja sobie
        jeno patrzę na zabawne pół produkty jakie z tego wychodzą.

        Muzyka z "Odysei" spełnia doskonale ilustracyjną rolę i nie wyłamuje się
        zasadniczo ze swojego pierwotnego znaczenia i ram nadanych przez kompozytora.
        Dlatego ją zdyskwalifikowałem, bo jej znaczenie nie ucierpiało - to raczej udana
        synteza obraz/dźwięk etc.

        oldpiernik napisał:
        > Bo to dudnieć miało, a nie skłaniać do rozmyślań. ;P

        Nietzsche tyż dudniał jak sobie Boga np. przewartościowywał... tubami
        wagnerowskimi ;).

        • oldpiernik Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 13:13
          Hmmm...
          Niestety, film doczekał się kontynuacji, w której ukryć się nie da, że "zdrowo
          rypło". Czyli z mojego punktu widzenia zakończenie 2001 miało zadudnieć. ;0)
          Podobnie, jak miało dudnieć w apokaliptycznej wizji, wspomnianej gdzies wyżej,
          wojny. No i dudni, nie ujmując niczego etosowi walkirii. Heh.

          Na marginesie tego wątku nasuwa mi się całkiem niezabawna refleksja.
          Zamiar Stworzyciela i człowiecza na temat wariacja...

          OLDTRANSCRYPTOR
          • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 15:45
            Co do Walkirii, to faktycznie dudni. Sprytne :). Przy czym jakoś nie przystaje
            mi Córa Odyna do Bella czy innego Sikorsky'ego :). Jakoś nie ta poetyka wojny,
            inne środki etc. Ale ok - wycofuję "Czas Apokalipsy". Faktycznie kwestia gustów
            się robi.

            Co do Stworzyciela i wariacji - jak w nazwie: ktoś prawo daje (np. temat do
            dyskusji na forum;) ), ktoś inny korzysta z niego w co najmniej dziwny sposób
            :). Czyżby Marks miał rację "jeżdżąc okrakiem" na Platonie? Who knows?

            --
            "Demon Lords. Shall not fell me from the saddle.
            Tiw and Mars mark this night, we blow the victory horn. Blow on."
            Manilla Road "Hour Of The Dragon"
            • oldpiernik Re: Prawodawcy i tłumacze 03.11.06, 08:15
              Gusta, gusty, guściki...
              Niech będzie, że nadążam. ;0)

              Poetyka wojny, nawet najpiękniej ilustrowana dźwiękowo, jest mirażem.
              Cóż poetyckiego w ludziach niosących innym ludziom śmierć?
              Że niby bardziej estetycznie?
              No tak, nie o to...

              Wracając do pierwotnego wątku, reklamy profanują nie tylko muzyczne ołtarze.
              Młode cywilizacje profanują prastare świątynie.
              Plebejusze profanują szlachetną czystość krwi.
              Coś odchodzi, coś przychodzi.
              Banały.
              Coś ginie, by coś rozkwitło.
              Dzięki temu, między innymi, klasyczna ramka durowo-molowych arcydzieł straciła
              swój usztywniający wpływ, co zaowocowało powrotem melodyki w innych skalach.
              Erudyci znajdą przykłady.
              Ja sobie posłucham czegoś niezobwiązująco.

              OLDRUMLA
              ;0)
              • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 03.11.06, 09:54
                Mówiąc "poetyka wojny" miałem na myśli zwykłą estetyzację właśnie. Podobnież
                "poetyka śmierci" etc. Z punktu widzenia estetyki to tylko kategorie - etyka czy
                aksjotyczny wymiar to trochu cuś innego i ważniejszego jakby ;).

                Melodyka wróciła w pierwotnych skalach, ale i stworzono nowe "języki" muzyczne -
                zupełnie nie przyswajalne dla obytego ze wspomnianą przez Ciebie ramką dur -
                moll. Zawsze to jakieś wyjście.

                To, że de- i inwaluacja znaczeń ma miejsce, to oczywiste i naturalne. A
                poprzyglądać się można, si? :). Niezobowiązujaco takoż :).

                --
                "Watching disciples of the satanic rule
                Pentagram of blood holds the jackal's truth"
                Slayer "The Antichrist"
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 10:54
      Last one or two:

      „Jupiter” G. Holsta (z cyklu „Planety” op.32). Black metalowy zespół Bathory
      robi z tego piosenkę o wypływającym na niedzielne harce wikingu - „Hammerheart”.
      W celach towarzysko – kulturalnych, rzecz jasna ;). Dzieło Holsta to muzyka
      ilustracyjna, a więc programowa. Ale żeby wiking... Hmm...

      „Smerfy” i wrzask podstarzałego czarnoksiężnika Gargamela („Jak ja nie
      cierpię...”) zagłuszany jest (albo na odwrót) ponurymi dźwiękami „Morze i Statek
      Sindbada” Rimski - Korsakowa („Szeherezada” op.35, część I). Potem dziwić się,
      że dzieciak dorasta, jakimś cudem trafia do filharmonii i wybucha śmiechem, bo
      „Smerfy” słyszy ;).
    • suspreena Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 20:10
      Z jednej strony ciężko się nie zgodzić z twierdzeniem, że masowa konsumpcja
      degraduje pewne dzieła - ale czy chodzi na pewno o "nurt główny"? Żyjemy w
      epoce, kiedy naród polski przypomina sobie Chopina z okazji zgarnięcia prawie
      wszystkich nagród przez Blechacza - więc może nurt podziemny? ;)
      Sam wątek bardzo ciekawy, chociaż Baumana wspominam z niechęcią za jego
      uogólnienia, jeszcze trochę a by się zbliżył do socjobiologii (to tylko moje
      przekonanie). Dlatego tę barbaryzację określiłabym dewaluacją, i już mi to brzmi
      bardziej swojsko od postmodernistycznego "dyskursu".
      Za to napiszę trochę przekornie - chociaż w większości zgadzam się z autorem
      wątku i zalewa mnie krew, gdy widzę, jak łączy się infantylne obrazy z podniosłą
      muzyką (jest to jeden z powodów, dla których nie mam telewizora), to z
      rozrzewnieniem wspominam bajki o kocie i myszy (Tom i Jerry). W tych starszych
      nie było dialogów, dominowała muzyka, np. w trakcie występu Tom gra wspólnie ze
      swym antagonistą (a czasami nim - dosłownie) Liszta Węgierską Rapsodię (nie
      wiem, jakie opus, mądrzejsi mnie uzupełnią). Do dzisiaj pamiętam i bajkę, i
      dzieło: wtedy to była po prostu "ładna" piosenka (gó..arzem będąc, nie znałam
      Ingardena i nie wiedziałam nic o przeżyciu estetycznym). Jakoś to dla mnie nie
      jest barbaryzacją...
      Na zakończenie mała uwaga dla tych, którzy wśród tylu informacji i materiału do
      przemyśleń potrafili wychwycić tylko "kolendę": wstydźcie się, doprawdy - jak to
      świadczy o Waszej inteligencji? Muzyczne cytaty dowodzą, że Sir woli muzykę
      bardziej wartościową niż bożonarodzeniowe zawodzenia (Black Sabbath, Manowar,
      Bathory - mniam!). Tym samym była to zapewne świadoma pułapka zastawiona na
      tych, którzy nie potrafili napisać nic sensownego: macie, niech będzie, że Sir
      walnął błąd ortograficzny, będziecie mieli o czym napisać... To było oczywiste.
      • she_5 dear sus 02.11.06, 20:30
        suspreena napisał:

        > Na zakończenie mała uwaga dla tych, którzy wśród tylu informacji i materiału do
        > przemyśleń potrafili wychwycić tylko "kolendę": wstydźcie się, doprawdy - jak t
        > o świadczy o Waszej inteligencji?

        1. liczba mnoga niczym nieuzasadniona
        2. myślę, że o MOJEJ inteligencji nie świadczy to (to, że ZWRÓCIŁAM UWAGĘ na
        'kolendę' - stwierdzenie, że 'POTRAFIŁAM WYCHWYCIĆ TYLKO' jest nadinterpretacją)
        NIJAK
        3. susprene pozdrawiam, tak :)
      • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 02.11.06, 20:34
        KolENdy Manowar („Hail Satan, Praise Lucifer” z Bridge Of Death ) :).

        Co do Toma & Jerrego – chodzi oczywiście o F. Liszta - Węgierską Rapsodię nr. 2
        d – moll. Była też wykorzystywana w produkcjach Disneya np. Miło nie miło, ale
        dewaluacja nastąpiła – ta przynajmniej nie razi jakoś znacznie :).

        Tak, moja "barbaryzacja" to duch baumanowski i za to przepraszam najserdeczniej.
        Poza tym Conana z Cimmerii obrażam... :).
    • aqoosia Wybaczcie -ja nie na temat... 02.11.06, 20:21
      Chciałam przekazac serdeczne pozdrowienia od Leny z Anglii dla wszystkich jej
      znajomych z czatu- oczywiscie :)) Elmin jest pierwszy na liscie...

      Ze wzgledu na ograniczony dostep do netu, Lenka mało sie odzywa,ale ma sie
      dobrze -nie daje sie "fajfoklokom" :))

      Natomiast ja mało bywam na czacie- dlatego pozwoliłam sobie zakłocic dyskusje
      na forum przekazujac wiesci.
      Mam nadzieje,ze gospodarz watku mi wybaczy...

      Pozdrawiam wszystkich- szczególnie najlepszy roczniki :)))))))))
      Aqoosia
        • sirius_et_paper Re: Wybaczcie 03.11.06, 12:52
          To jednak po-wazny watek, w audioarcheologi nie mam zamiaru
          dlubac, jednak cos mi w duszy zagralo jak bylo o tych ciezkich walkiriach
          z napalmem, jakze na miejscu to bylo, nie powiem, wow, Wow, dreszcze
          czuje stanowczo, Kubrick, zapewne poczulbym gdybym ogladal, to nie
          slychane i troche mi wstyd lecz zapisze w swoim wirtualnym kalendarzu
          "Rzeczy i filmow do uwislyszenia" Poskladac cos tak by nie bylo mezaliansu
          oczno-usznego to sie nie kazdemu udaje, coz, MTV robi to od lat z mniej
          lub wiekszym powodzeniem.
          • oldpiernik Re: Wybaczcie 03.11.06, 13:00
            Zupełnie mimym chodem przyszło mi do głowy pytanie:
            Na ile wybór ilustracji dźwiękowej powodowany jest względami komercyjnymi, a na
            ile "wizją artystyczną"?
            Może rzeczone walkirie były tańsze?
            Brrr...
            ;0)

            • sir_elmin Re: Wybaczcie 03.11.06, 13:13
              Może zwyczajnie łatwiej jest wziąć coś wymyślonego wcześniej oraz patetycznego i
              zrobić mały recycling. Potem odpady różne ciekawe wychodzą? :).

              W Hollywood "wizja" i "komercja" to jakby nieostre pojęcia i nieco synonimiczne
              w sumie.

              A tańsze to orleańskie chiba :)?
            • sirius_et_paper Re: Wybaczcie 03.11.06, 13:25
              oldpiernik napisał:

              > Zupełnie mimym chodem przyszło mi do głowy pytanie:
              > Na ile wybór ilustracji dźwiękowej powodowany jest względami komercyjnymi, a na
              >
              > ile "wizją artystyczną"?
              > Może rzeczone walkirie były tańsze?
              > Brrr...
              > ;0)
              >

              Dobre pytanie, nie wiem, a Mechaniczna pomarancza ? Sciezka z tego filmu
              jest nasaczona beethovenem, nieludzka przemoc polaczona powiedzmy z
              wagnerem to bardzo mocny koktajl musze przyznac, cos w tym jest.
              • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 03.11.06, 18:43
                Jest? Sądzę, że niewiele. Nie lepiej po prostu zatrudniać kolejne tabuny
                kompozytorów filmowych? Napiszą znacznie lepiej przystającą do obrazu muzykę.
                Przy tym nie narażają się na śmieszność wyciągając zabytki z ich znaczeniowych i
                historycznych kontekstów. Jasne, że łączenie czegoś z czymś jest w modzie (w
                końcu doba eklektyzmu), ale czy tworzy to nowe jakości? Wolę jednak słyszeć w
                „Batmanie” muzę Elfmana niż Sibeliusa. Bo ta partytura JEST w filmie i nie
                funkcjonowała poza nim. Łatwo sobie wyobrazić jak będzie wyglądał odpowiednik
                "Pikniku Pod Wiszącą Skałą" z muzyką Cannibal Corpse w jakimś nowym medium w
                przyszłości ;).

                --
                "Have a RagNaRok N Roll romance. Go on and find somebody and get them really bloody"
                GWAR "Rangarok"
                • el_morfeusz Re: Prawodawcy i tłumacze 04.11.06, 19:28
                  Muzyka filmowa to już coś co nie jest mi obce - przynajmniej emocjonalnie. Są
                  filmy w których ścieżka dźwiękowa wywarła na mnie większe wrażenie niż sam
                  obraz. Tak było w przypadku muzyki Petera Gabriela w filmie “The Last
                  Temptation Of Christ” w reż. Martina Scorsese. Osobiście uważam również, że
                  sukces filmów Petera Greenawaya to w dużej mierze zasługa Michaela Nymana.
                  Zastanawiam się jednak czy w przypadku soundtracków (parafrazując dialog
                  z „Rejsu”) nie jest tak, że: ta muzyka podoba mi się przez reminiscencję a nie
                  sama w sobie...
                  Co do profanacji, to myślę, że w obu przypadkach kontrowersje wokół obrazów
                  skutecznie zabezpieczyły muzykę przed popem... hyhyhy
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 03.11.06, 13:15
      Coby nie było, że tylko sztuka przez duże "Ku" - taki wyjątek:
      Swego czasu PRLowy „Ruch” wypuścił masowo pocztówki bożonarodzeniowe z (uwaga):
      kolendą... Black Sabbath „Changes” :). Piosnka Ozzy'ego o utracie ukochanej
      kobiety – z kiczowatą wiolą i (napisaną po pijanemu przez Iommiego) partią
      klawiszy. Tłumaczenie wykorzystujące zdolności językowe przeciętnego Polaka :).

      Oto kawałek owej kolendy:

      I feel unhappy, I feel so sad,
      I lost the best friend that I ever had,
      She was my woman, I loved her so,
      But it's too late now, I've let her go

      Amen(t) - lol
      • suspreena Re: Prawodawcy i tłumacze 04.11.06, 11:39
        Yeah! Jeśli już w ogóle słuchać tych nieszczęsnych "kolend", to tylko w takiej
        wersji! ;) A co sir powiesz o barbaryzacji (nie obrażając Conana Barbarzyńcy vel
        Bibliotekarza) muzyki metalowej - np. Alice Cooper "Poison" przerobione na
        nędzne techno - pop - dance "cóś"? Pozdrowienia i uważaj na koboldy - w dużych
        ilościach atakują!
        • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 04.11.06, 20:33
          Przykład Black Sabbath to jest właśnie wypaczenie (barbaryzacja;) ) muzyki
          metalowej. Pocztówki miały zapewne jakieś kiczowate osiołki, pasterzy i wiadomo
          co jeszcze, a to już dla mnie (w takich przypadkach) za wiele :).

          Co do Coopera w wersji techno (przykładów cała masa: Van Halen - Apollo 440,
          "Smoke On The Water" - Vanessa May etc.). Można mówić o interpretacji muzycznej,
          lub o coverze - wszytko ok. Tylko techno i inna koopa to już "music recycling",
          a nie muzyka sama ;). Co innego jak Andres Segovia bierze do ręki gitarę i gra
          Paganiniego (czyli różnica: gitara - skrzypce), a co innego jak DJ Jemioł wciska
          przycisk i scratchuje do wtóru całych jingli zgranych z Coopera. To pozamuzyczne
          odpady. Proponuję coś bardziej ars musica :).
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 04.11.06, 20:35

      A propos nieprzystawalności partytury do instrumentacji i muzycznego recyclingu:

      Vanessa May i jej kiczowata wersja „Toccata und fuge” d – moll (BWV 565) Bacha.
      Pominąwszy całą popową otoczkę, muzyka fatalnie zrobiona. Wyszczególniono jakieś
      najbardziej „hitowe” i co łatwiejsze fragmenty, coby uszko niewprawnych się
      zbytnio nie „zasapało” - wyrugowano np. całość kolejno prowadzonego motywu w
      różnych głosach. Daje to efekt rwany i nieorganiczny – zaprzeczenie fugi
      zupełne. Taki remizowy dance macabre. Dodać do tego tandetną aranżację, postać
      wielkiej inaczej skrzypaczki i kasa pięknie wpływa.
      • hania37 Re: Prawodawcy i tłumacze 04.11.06, 21:59
        Sir,generalnie masz rację.Wyrobione muzycznie ucho odpada ,zęby cierpną itd.
        Tyle,że znam co najmniej dwie osoby,które dzięki takiej (nie da się ukryć)
        profanacji i spartaczonej aranżacji odkryły,że da się słuchać Bacha, czy
        Mozarta,a teraz słuchają Rachmaninowa.Nie można z piedestału potępiać w czambuł
        wszystkiego (ach,ten smaczek górowania nad ciemnym plebsem).
        • eirinn Re: Prawodawcy i tłumacze 04.11.06, 23:27
          Właśnie obejrzałam po raz kolejny (prawie całą) Odyseję kosmiczną 2001 i
          stwierdziłam, że tak jak za pierwszym razem całe mnóstwo lat temu (niektórych z
          Was nie było jeszcze na świecie ;) ) największe wrażenie wywarło na mnie
          połączenie walca Straussa ('Fale Dunaju' czy coś podobnego - ucho mam
          niewprawne, więc proszę o wybaczenie...) z majestatycznym widokiem przestrzeni
          kosmicznej, wolno wirującymi statkami... coś pięknego...
        • laperla blask bozkow 05.11.06, 13:54
          alez haniu, no cos ty :) niektorzy wlasnie wola potepiac, epatowac kurczowo
          wiedza czy tez spoufalac sie z panem baumanem, tak jak gdyby bawili sie z nim w
          piaskownicy.
          sa tez tacy niestety, ktorzy kochaja zrzedzic, marudzic i wtracac sie
          niepotrzebnie jak np. ja ;) wiec moze lepiej znikam, bo na horyzoncie juz mi
          jakies labedzie wagnerowskie majaczyc zaczynaja...
          • sir_elmin Re: do Hani i Perły 05.11.06, 16:16
            laperla napisała:
            >epatowac kurczowo wiedza

            Hmm... niezłe :). Lepsze niż spazmatyczne wydalanie w przykurczu nawet.

            Co do trafiania do Bacha przez May - gratuluję samozaparcia w obieraniu drogi na
            około. Ja bym pewnie w jakieś błocko prędzej trafił niż do J. S. B. :). Wolę
            prościej i bezpośrednio :).

            Dziekuję za doskonałe przykłady - lepszych się nie spodziewałem.
            Howgh

            --
            "Cutting off the body's head drinking from its severed necks as I rip the corpse
            in half. Human sh*t for nurishment"
            Cannibal Corpse "Under The Rotted Flesh"
        • suspreena Re: Prawodawcy i tłumacze 06.11.06, 19:19
          Niby racja, ale to wina naszej edukacji. Do dziś nie zapomnę, jak na lekcjach
          plastyki kazano nam namalować ilustrację do muzyki - ufff. Do tego nawiedzone
          wielbicielki maestro, obojętnie którego, byleby miał utwory nie do zniesienia (z
          innej beczki - niegdyś spacerowała wśród reszty studentów pannica z
          Wittgensteinem z miną "to moja lektura do poduszki") - wtedy trzeba podniecać
          się czymś najbardziej kiepskim i obmierzłym - tak mi na długie lata zohydzono
          Chopina. Znałam go tylko od strony tych niby najbardziej "polskich" mazurków i
          polonezów; szkoła nie była miejscem, gdzie dało się usłyszeć coś innego, wg mnie
          bardziej interesującego chociażby pod najgłupszym względem - warsztatu.
          • eirinn Re: Prawodawcy i tłumacze 06.11.06, 19:36
            Zgadzam się jak najbardziej - i jako "ofiara" zohydzania sztuk wszelakich przez
            panie od "plastyki" i "muzyki" (niespełnione artystki zawyczaj), i jako
            wychowawca pokoleń dręczonych przez wybitnie sadystycznego profesora
            od "wychowania" muzycznego. Daję słowo - tak im zbrzydził Chopina, Mozarta,
            Bacha i innych, że z własnej woli ani do filharmonii nie pójdą, ani nie kupią
            sobie płyty, bo do końca życia będą kojarzyć tę muzykę z wyzwiskami i
            prymitywnym terrorem.
            • suspreena Re: Prawodawcy i tłumacze 06.11.06, 19:48
              Z sadyzmem się nie zetknęłam, ale głupota jest niestety baaaardzo często
              spotykana... Do tego prymitywizm - rzetelne podstawy powinna dać już szkoła
              podstawowa, ale tam w infantylny sposób uczy się nowych piosenek, a nie np. nut.
              • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 06.11.06, 21:37
                Ano. Co jak co, ale chyba właśnie muzyka jest najbardziej odstręczająco
                wykładana w szkołach podstawowych. Nie dajcie Bogowie korepetyora "czyniącego na
                swój obraz" uczni yego. Z drugiej strony nie ma sensu zwalać wszystkiego na
                oświatę.
                Większość dawnych słowian nie chciała przyjąć chrztu, co nie oznacza, że
                jesteśmy narodem niekatolickim. Trochę ognia, miecza i ogólnej wyżynki w imię
                Chrystusa nikomu nie zaszkodziło :). Może trza by się nieco pomęczyć (starać się
                zobiektywizować do przykrych doświadczeń), by cieszyć się pięknem muzyki ?
                W każdym razie uważam, że złe nauczanie, nie czyni jeszcze głuchym. Jest
                jeszcze dla nas nadzieja ;)).
                • eirinn Re: Prawodawcy i tłumacze 06.11.06, 21:45
                  Głuchym może nie czyni, ale może uczynić obojętnym. Rzecz jasna, taki młody
                  człowiek może któregoś dnia spotkać na swojej drodze osobę, dzięki której
                  się "nawróci" (pokojowo, żeby nie było, a nie ogniem i mieczem ;) ), więc
                  owszem, nadzieja jest :).
                  • sir_elmin Re: Prawodawcy i nowi tłumacze 06.11.06, 21:55
                    Tak sobie pomyślałem, na marginesie tego wątku, o "nowych tłumaczach" w oświacie
                    :). Czy Giertych dopuści programowo bełkot piłsudczyków i dmochowszczyznę ?
                    Wiecie, wątki w postaci "Chopin był prorokiem zwiastującym Józefa Marszałka" np.
                    :). Blechacz zostanie premierem. Mazury będą grywane na każdym apelu. Z programu
                    wypadnie Gesualdo da Venosa, Paganini i socrealizm muzyczny etc. A wy
                    narzekacie... echh :)).
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 05.11.06, 16:17
      Przykładzik na to, że Prawodawca też potrafi:

      „8’37” K. Pendereckiego. Majstersztyk polskiego sonoryzmu. Miał być jednym z
      manifestów młodego Krzysia. Kilka dni przed premierą nasz bohater dowiedział
      się, że w okolicy premiery tegoż utworu wypada rocznica zrzucenia bomby atomowej
      na Hiroszimę. Żeby medialne poprawniej i zasobniej w kasę premiera mogła wypaść,
      Krzyś zmienia tytuł na "Tren pamięci ofiar Hiroszimy". Fan „Warszawskiej
      Jesieni” nie zwraca już uwagi (tzn. nie tylko) na misterne, nieprogramowe
      klastery, a na jęki zabijanych i ogólny chaos po wybuchowy. „Love Me Pender” -
      jak napisał jeden młody muzykolog z Warszawy ;).
    • jarl_elmin Re: Prawodawcy w porządnym tłumaczeniu 11.11.06, 21:30
      "Litania do Szatana"
      Baudelaire Charles

      Ty nad wszystkie anioły mądry i wspaniały,
      Boże przez los zdradzony, pozbawiony chwały,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski
      Niepokonany nigdy i zawsze zwycięski,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Głuchych mroków podziemia wszechwiedzący królu,
      Lekarzu dobrotliwy ludzkich trwóg i bólu,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Któryś rzucił w pierś nawet najlichszych nędzarzy
      Skrę miłości, co Raju pragnieniem się żarzy,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który Śmierć zapłodniwszy, swą oblubienicę,
      Zrodziłeś z nią Nadzieję, szaloną wietrznicę,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który w oku skazańca zapalasz błysk dumy,
      Że patrzysz z szubienicy wzgardą w ludzkiej tłumy,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który znasz najtajniejsze ziemskich głębin cienie,
      Gdzie zazdrosny Bóg drogie pochował kamienie,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który wzrokiem swym jasnym przejrzałeś metale
      Od wieków śpiące w głuchym, mrocznym arsenale,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który chronisz od śmierci i zgubnego strachu
      Lunatyków błądzących po krawędziach dachu,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który starym pijaka kościom niepożytą
      Giętkość dajesz, gdy wpadnie pod końskie kopyto,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Któryś człeka słabego, by mu ulżyć męki,
      Nauczył proch wyrabiać i dał broń do ręki,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Któryś piętno wycisnął, co hańbą naznacza,
      Na czole bezwstydnego chciwca i bogacza,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Który sprawiasz, że kobiet upadłych wzrok pała
      Uwielbieniem łachmanów i chorego ciała,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Pochodnio myślicieli, kosturze wygnańców,
      Spowiedniku wisielców i biednych skazańców,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Ojcze przybranych dzieci, których Boga Ojca
      Gniew i mściwość wygnały z rajskiego Ogrojca,
      O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

      Modlitwa
      Chwała tobie, Szatanie, cześć na wysokościach
      Nieba, gdzie królowałeś, chwała w głębokościach
      Piekła, gdzie zwyciężony, trwasz w dumnym milczeniu!
      Uczyń, niechaj ma dusza spocznie z Tobą w cieniu
      Drzewa Wiedzy, gdy swoje konary rozwinie,
      Jak sklepienie kościoła, który nie przeminie!

      Taki mały wyjątek: literatura --> muzyka.
      Ów tekst doczekał się doskonałego tumaczenia/interpretacji w latach 80tych.
      Chodzi oczywiście o Diamandę Gallas (pierwsza płyta: "The Litanies Of Satan",
      1982). Cudowne (tutaj pojęcie względne akurat) recytatywy i dograne harmonie
      wokalne tworzą niezwykłą deformację, godną najlepszych sonorystów. Wszystko jest
      oczywiście programowe. Pełne dramatycznych podkreślników i elektronicznych
      efektów. Pewnie tak Charles B. widziałby deklamację owej litanii :).
    • oldpiernik jeden wyjątek na ten wątek 13.11.06, 07:55
      wyjątek od wycia
      otóż
      "Jej portret"
      linia melodyczna bez zmian
      tekst
      "Na dużym, żółtym liściu, w czasie dżdżu
      siedziała żaba..."

      no i dziura w pamięci
      zna ktoś całość tej profanacji?
      będę wdzięczny za przytoczenie
      choćby w tym wątku

      OLDWYJHĄTKOWY ;0)
      • jarl_elmin Re: jeden wyjątek na ten wątek 13.11.06, 11:48
        Na dużym żółtym liściu w czasie dżdżu
        Siedziała żabka czemu właśnie tu
        I nikt nie wiedział, żaby chyba też
        I nie wiedziała żując perz
        Kontemplowała deszcz przeziewając perz

        A nieopodal żaby kucnął jeż
        Dla towarzystwa żaby żuł coś też
        W jeżynach żaba rzekła mu:
        "Ja Cię żetę mój żużu
        Naprawdę żetę chcę Cię teraz tu".

        I żabka wzięła go w ramiona
        Kochanka żaba, żaba żona
        I z długich rzęs kapały szczęścia łzy
        Jak hełm tuli się do żołnierza
        I tłumiąc łzy śpiewała mu "Only Ty"

        Czy w szczęściu nie przeszkadza różna płeć
        Zażenowany jeż chciał żabie rzec
        Nie zdążył, bo żaba go znów żetę
        I pieścił dłonie moim snem

        I szepce mu "mój mały książę
        Jeżeli kiedyś zajdę w ciążę
        Potomstwo mieć to w zyciu najważniejsza rzecz
        Urodzę Tobie jeżo - żabki
        Tak trochę z ojca, trochę z matki
        Połowę ja, połowę Ty, pół na pół"

        Jak w życiu bywa, żabę kocha jeż
        I pomyslał ile szczęścia mógłbyś też
        Przy żabie znalazł gdybyś jeżem był
        WIęc proszę Cię z całych sił
        Mój drogi jeżu kochaj żabkę swą

        Powiem tak: to chyba jakiś badziew ogniskowo - remizowy a la "Oczy czarne" czy
        "Biały Miś". Czyli jakiś Anonim (jeśli chodzi o tekst;) ). Podobnie jak w
        przypadku utworu "Jej portret" Meca, można się zachwycić pięknem linii
        melodycznej "Oczów..." (ryczanej przez czysty sopran przy wtórze ork. symf.). W
        interpretacji ludowej działa to to raczej jak odruch wymiotny :).

        Pozdrawiam :).

        --
        "[...] you don't know what it's like, you don't have a clue if you did you'd
        find yourselves doing the same thing too.
        Breaking the law, breaking the law."
        Judas Priest "Breaking The Law"
          • sir_elmin Re: jeden wyjątek na ten wątek 13.11.06, 15:41
            Jeśli ten chory tekst (ten o deszczyku - znaczy) powstał z myślą o parodii
            oryginału Kofty, to wszystko w porządku :). To nie profanacja.
            Określona konwencja gatunkowa tedy. Ironia i cynizm są bardzo zdrowymi cechami
            homo sapiens sapiens ;).
            Przykład: „Trzy wiedźmy” Terry’ego Pratchetta – parodia fantasy xięgi znanej
            wszem, czyli „Makbeta” Trzęsącego Włócznią ;).

            Oburzać się? Nieee, musiałbym mieć inny nick ;)).
            --
            "Prosektorium... Oszalały pracowniku. Podnieca Cię ludzki rozkład. [...]
            Rozrywasz głowy, zżerasz mózgi. Obłakanie."
            Necrophil "Prosektorium"
            • eirinn Re: jeden wyjątek na ten wątek 13.11.06, 17:41
              Skoro już o parodiach/profanacjach/coverach - pamięta ktoś jeszcze "Marsz
              pogrzebowy" w grobowym iście wykonaniu Macieja Zembatego? "Na trumnę kapią
              krople dżdżu / kołyszą lekko mnie do snu / ubodzy krewni niosą mnie na swych
              ramionach / a za trumną idzie żona..." . I cóż ja biedna poradzę, że gdy słyszę
              go w podniosłych chwilach, ogarnia mnie nerwowy chichot...?
                • sir_elmin Re: jeden wyjątek na ten wątek 13.11.06, 21:47
                  Sto! :).

                  Oldzie - żaden relatywizm. Jest przecież różnica między parodią/satyrą pod
                  adresem utworu, a instrumentalnym jego traktowaniem (czyli profanacja i
                  akontekstowość). To pierwsze często robione jest z sympatii, nienawiści etc. Ma
                  z wymiar artystyczny jednak. Drugie z jakichś bliżej nie określonych mrzonek
                  (np. "Szeherezada" Rimski - Korsakowa u Almodovar ["Kobiety na skraju załamania
                  nerwowego"] - ni przypiął, ni przyłatał) lub po prostu dla kasy, bo przecież
                  łatwiej coś przetworzyć/wstawić (vide wspomniane wcześniej "Poison" Alicji
                  Cooper w wersji techno - dance).

                  Zresztą, trza by było sięgnąć po jakieś aktualne definicje "profanum" i
                  "parodii", a się mi nie chce i zostanę przy durkheimowskim ;). Hardkor normanie :).
                  • oldpiernik Re: jeden wyjątek na ten wątek 17.11.06, 10:10
                    "Ironia i cynizm są..."

                    Autoironia i pragmatyzm takoż są...

                    Skoro wiadomo, że "wszystko już było", a do tego "nic nowego pod słońcem", po
                    co się wysilać, bierzemy gotowce i klasówka z życia zerżnięta celująco.
                    "Cel uświęca środki."

                    OLDCYNIKIRONISTA ;0)
                  • suspreena Re: jeden wyjątek na ten wątek 21.11.06, 18:41
                    Dotyczy satyry: czy ktoś pamięta, jak został sparodiowany Ozzy Osbourn? W "South
                    Park" podczas koncertu wokalista odgryza głowę jakiemuś zwierzątku, w komedii
                    "Mały Nicky" w ten sam sposób rozprawia się z jednym z diabląt w postaci
                    nietoperza... Sympatyczne:)
                    • sir_elmin Re: Ozzy Bloody Ozzy 21.11.06, 21:26
                      Tak - satyra :) Tutaj kontekst jest nie tylko zachowany, ale i przeniesiony z
                      dbałością o najdrobniejsze szczegóły :)). Co prawda Ozzman się tłumaczył, że
                      myślał, iż to nietoperz sztuczny, gdy sobie go do gęby wkładał, ale ok ;). Na
                      obu obrazach robi to świadomie i z premedytacją :). Zwłaszcza w :Little Nicky" :).

                      --
                      "Your momma told you that you're not supposed to talk to strangers
                      Look in the mirror tell me do you think your life's in danger here, yeah"
                      Ozzy Osbourne "No More Tears"
    • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 23.11.06, 23:17
      Manowar i dwa utwory „William's Tale” oraz „Sting Of The Bumblebee”
      (odpowiednio: uwertura „Willhelm Tell” G. Pucciniego i „Lot Trzmiela” Rimski –
      Korsakowa). Przeniesienie utworów orkiestrowych na gitarę basową (w drugim
      przypadku dochodzi sekcja rytmiczna i gitara). Przeniesienie pierwotnego
      tworzywa dźwiękowego na instrumenty podejrzanej proweniencji owocuje niesmakiem
      wśród melomanów :). Celem basisty, Joey'a De Maio było udowodnienie krytykom, że
      grać potrafi różniste rzeczy na swoim 4-, 6- i 8 – mio strunowym basie. Udało
      się to bardzo znacznie dobrze, ale transgresja znaczeniowa także wyszła
      niekiepska. Chociaż, z drugiej strony... wolę brzęczenie przesterowanego,
      basowego trzmiela piccolo od pitolenia romantycznych smyczków ;).

      --
      „Patrz na mnie, kiedy gadam w ekstazie, do jasnej cholery!”
      Piper „Neverwinter Nights/Shadows Of Undrentide”
      • suspreena Re: Prawodawcy i tłumacze 24.11.06, 19:04
        De Maio lubi się popisywać. Wyszło w porządku, dźwięki bardzo selektywne przy
        ogromnej szybkości, ale nic poza tym.
        Kolejny przykład barbaryzacji: w "Dniu Świra" jako podkład muzyczny do wątku
        erotycznego leci jakaś sonata (autor wątku podpowie znowu, co to było takiego?).
        Szokujące zderzenie, ale podejrzewam, że Koterski celowo zestawił muzykę z takim
        właśnie obrazem.
        P.S. Oczywiście, że Dio rządzi :) Skąd taka moc w tak wątłym ciele?:) Też bym
        chciała tak na stare lata...
        • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 24.11.06, 20:11
          Sonata fortepianowa (nr 14, cis – moll op.27 nr 2) Beethovena. O niej już pisałem.
          Koterski - wiadomo, że to miała być skrajność ;). Wszak w sche*sse video z lat
          80 - tych pełno było tego typu wstawek ;). A może to hołd dla tych wiekopomnych
          dzieł srebrnego ekranu ? :)).
          • suspreena Re: Prawodawcy i tłumacze 25.11.06, 19:04
            Dziękuję za podpowiedź muzyczną. Mam trochę inny przykład: Poledouris i jego
            własne skopiowanie wielu tematów z Conana Barbarzyńcy na drugą część. Szkoda, że
            nie chciało mu się stworzyć czegoś nowego. Podobną sytuację odnajduję w
            niektórych grach komputerowych, gdzie uznany tytuł (Baldur's Gate, Icewind Dale,
            Gothic, Thief) pojawia się po pewnej przerwie z cyfrą II (lub dalszą) w tytule.
            Często kontynuacja jest równie dobra jak część pierwsza, ale utwory, mimo że
            niezłe, powtarzają motywy z "jedynki". Brak im czasu czy budżet się skończył?
        • sir_elmin Re: Prawodawcy i tłumacze 16.01.07, 13:55
          No było, było. Tylko nie widze tutaj zbytniej transgresji znaczeniowej.
          "Greensleeves" to wczesnorenesansowa (jeśli nie średniowieczna) melodia ludowa.
          Nie dziwi zatem, że ryczy to jakaś kuchareczka :). Jedynym zgrzytem (ale to na
          siłę czepianie się jest) jest fakt, że jest wyje ten utwór z tekstem, który jest
          przypisywany Henryczkowi VIII. Stanowi wzorzec tekstów o miłości dworskiej, a
          kuchareczka se mogła jeno pomarzyć zazwyczaj. No chyba, że żyłaby teraz i miała
          dostęp do czata np. :)).

          Oto tekst (wersja renesansowa):

          Alas my loue, ye do me wrong,
          to cast me off discurteously:
          And I haue loued you so long
          Delighting in your companie.

          Chorus:

          Greensleeues was all my ioy,
          Greensleeues was my delight:
          Greensleeues was my heart of gold,
          And who but Ladie Greensleeues.

          I haue been readie at your hand,
          to grant what euer you would craue.
          I haue both waged life and land,
          your loue and good will for to haue.

          (Chorus)

          I bought three kerchers to thy head,
          that were wrought fine and gallantly:
          I kept thee both boord and bed,
          Which cost my purse wel fauouredly.

          (Chorus)

          I bought thee peticotes of the best,
          the cloth so fine as might be:
          I gaue thee iewels for thy chest,
          and all this cost I spent on thee.

          (Chorus)

          Thy smock of silk, both faire and white,
          with gold embrodered gorgeously:
          Thy peticote of Sendall right:
          and thus I bought thee gladly.

          (Chorus)

          Thy smock of gold so crimson red,
          with pearles bedecked sumptuously:
          The like no other lasses had,
          and yet thou wouldst not loue me,

          (Chorus)

          Thy purse and eke thy gay guilt kniues,
          thy pincase gallant to the eie:
          No better wore the Burgesse wiues,
          and yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          Thy crimson stockings all of silk,
          with golde all wrought aboue the knee,
          Thy pumps as white as was the milk,
          and yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          Thy gown was of the grossie green,
          thy sleeues of Satten hanging by:
          Which made thee be our haruest Queen,
          and yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          Thy garters fringed with the golde,
          And siluer aglets hanging by,
          Which made thee blithe for to beholde,
          And yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          My gayest gelding I thee gaue,
          To ride where euer liked thee,
          No Ladie euer was so braue,
          And yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          My men were clothed all in green,
          And they did euer wait on thee:
          Al this was gallant to be seen,
          and yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          They set thee vp, they took thee downe,
          they serued thee with humilitie,
          Thy foote might not once touch the ground,
          and yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          For euerie morning when thou rose,
          I sent thee dainties orderly:
          To cheare thy stomack from all woes,
          and yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          Thou couldst desire no earthly thing.
          But stil thou hadst it readily:
          Thy musicke still to play and sing,
          And yet thou wouldst not loue me.

          (Chorus)

          And who did pay for all this geare,
          that thou didst spend when pleased thee?
          Euen I that am reiected here,
          and thou disdainst to loue me.

          (Chorus)

          Wel, I wil pray to God on hie,
          that thou my constancie maist see:
          And that yet once before I die,
          thou wilt vouchsafe to loue me.

          (Chorus)

          Greensleeues now farewel adue,
          God I pray to prosper thee:
          For I am stil thy louer true,
          come once againe and loue me.

          Chorus:

          Greensleeues was all my joy,
          Greensleeues was my delight:
          Greensleeues was my heart of gold,
          And who but Ladie Greensleeues.
    • sir_elmin Re: Muza w grach 27.11.06, 17:38
      Akurat w produkcjach "Black Isle" muza jest oryginalna. co najwyżej odwołuje się
      do dorobku muzycznego klasyków / kina. W "Baldur's Gate I/II" mamy ścisłe
      nawiązania do Poledourisa, ale materiał muzycznego witalizmu potraktowano w nich
      twórczo: są nowe tematy, nowa wyrazistość, inna rola chórów. "Icewind Dale II"
      to już lekki recycling. Z kolei cała muzyka Jeremy'ego Soula, to w koło jeden
      temat, jak u Kilara zresztą. Metoda wytnij/wklej i obracanie jednym akordem
      działa, działa :). Ten sposób komponowania widoczny jest w produkcjach 3DO -
      serie: "Might & Magic" oraz "Heroes Of Might & Magic". Kilka cudownych tematów
      jest, szkoda, że wciąż mało twórczo przetwarzanych - takie przelewanie z
      próżnego w próżne.

      Co do "Thiefa" to tam raczej ambient jest, więc ciężko mówić o jakichś
      nadużyciach i przetwarzaniu tematów. Dodam, że podoba mi się idea
      wykorzystywania "tematów - archetypów" w grach np. "Dies Irae" w "Vampire The
      Masquerade: The Redemption", "Greensleeves" w "Stronghold" i "Lords Of The
      Realms II" etc, etc.

      --
      "Aye, aye captain!"
      Elfi kapitan w "Warcraft"
    • sir_elmin Children Of The Revolution 05.01.07, 17:16
      Hymn glam rockerów miałem nieprzyjemność usłyszeć ostatnio w wykonaniu Zgono i
      U2. Ja rozumiem, że "Moulin Rouge" ma mielić (mleć? :) ) wszystko i na różne
      sposoby jak leci, ale bez przesady... Zresztą na tym soundtracku jest wersja
      Ozzyego i K. Minogue i jakoś zęby od niej nie bolą (no i Kiss obok Whitney
      Houston takoż). Za to Zgono... uuu, niefajnie.

      Ja wiem, że metroseksualne, pościelowe wokale są w modzie, że znaczki dolarów
      tym panom w oczkach zawsze stały (i chyba niewiele więcej), ale wystarczy
      dotrwać w ogromnej agonii do refrenu. Od razu rzuca się w oczy znaczny wpływ i
      fascynacja "rock'n'rollowców" z U2 dorobkiem Britney Spears i stękowo - jękową
      manierą Beyouncé. Nieśmiertelny riff grany przez ichniego guitarmena wygląda
      jakby był w jakimś ustronnym, wykafelkowanym i sterylnym miejscu czyniony - przy
      ostrej niemocy dotarcia do finału :). Pauzy nie budują tutaj ostrości motywu,
      przester jest "nachorusowany" i tandetny. Wszystko jest rozmyte, bez wyrazu -
      just pop. Just Five... eee... U2.
        • sir_elmin Re: Children Of The Revolution 05.01.07, 23:34
          Ano, nic a nic nie wyszedł :). Powiedziałbym, że każdy miewa chwile słabości,
          nawet Ja, ale jeśli owa słabość nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę
          genialności... Eee, nie piszę dalej. Jeszcze smukły sztylet w plecach poczuję -
          się mi nie opłaca w ogóle :)).

          No ok, "Unchained Melody" daje radę (to profilaktyczne uspokojenie burzy
          sztyletów ;) ).
    • sir_elmin Peter Pan 10.02.07, 01:40
      Tłumacz: Rubik Piotruś "Kompozytor". Może ktoś mi wytłumaczyć skąd wziął się
      jego fenomen? Od strony formalnej jego gnioty są muzycznym recyclingiem,
      pozbawionym nawet rzetelnego warsztatu kompozytorskiego jak u Pendereckiego. Jak
      u Kilara - obracanie jednym, dwoma akordami na krzyż. Płaskością formalną
      dorównuje muzyce filmowej z Hollywood i (jak wymieniony poprzednio "composer")
      stara się nobilitować gniotami "filharmonijnymi". Dodam do tego jego niemożebnie
      złożone, kunsztownie zaprojektowane (o złożonych, nowoczesnych środkach
      technicznych) i przemyślane muzyczki dla Edyty Górniak... "Supcio" po prostu :).
      I ten prostacki sentymentalizm. Dur - moll wiecznie żywy, jak "rymy
      częstochowskie, ale boskie"... Ja rozumiem, że plebs bywający w różnych
      samogrających miejscach może bezkrytycznie czynić consumption i się z tego
      cieszyć, ale czy w takim razie nie lepiej posłuchać Danny'ego Elfmana czy
      Poledourisa - przynajmniej szczere, z dobrym warsztatem i wyrazowością, robione
      po prostu dla kasy bez ubierania w szaty "narodowego kompozytorstwa" etc?

      Poza tym facet wygląda jak Owen Wilson - a takim z zasady się nie ufa ;). I
      gdzie te Rubinsteiny jeszczy się zapytuję?
    • sir_elmin Przełom poznawczy 18.04.07, 16:32
      Doskonały (ale jedyny tak udany) przykład dekonstrukcjonizmu formalno -
      znaczeniowego. Niezwykłe epatowanie erotyzmem (basista) i wrodzonym, pierwotnym
      magnetyzmem (wokalistka) członków grupy wzmaga wrażenie przełomowości i
      powstawania nowych jakości wartościowościopodobnych w estetyce ponowoczesnej.
      Zupełne novum w historiografii muzyki naszego kontynentu. Brak zaawansowanej
      chromatyki i figuracji tłumaczyć można jako przejaw agresywnego buntu przeciw
      zastałemu językowi muzyki Zachodu (od X w. do II moderny). Skrajny rewizjonizm
      ontologii muzyki. Miejmy nadzieję, że konstruktywny. Obok Rubika, Krzysztofa
      Krawczyka i Pendereckiego - absolutny "must have" w XXI wieku w fonotece każdego
      szanującego się melo(n)mana.

      tinyurl.com/2dwgbu

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka