laperla
25.04.07, 17:12
swietnie nadawalabym sie na walkirie albo inna werterowska dziewoje i tylko
zadarty czubek nosa przeszkodzilby mi w zagraniu glownej roli w kreacjach
filmowych leni riefenstahl. tak wiec duzo osob przekonanych, ze jestem
rodowita niemka robi wielkie oczy na wiesc, ze jestem polka. wowczas
usmiechaja sie. niektorzy zapewne dla ukrycia uprzedzen, inni z
zaciekawieniem oczekujac egoztycznych wyznan typu, ze ojciec spal na
zapiecku, matka kartofle zbierali a ja na osiolku, w czepcu haftowanym jak na
zuzie przystalo, przemierzalam rodzinne stepy wyglodnialymi oczyma jedzenia
poszukujac.
niedawno znalazlam sie jako swiadek (mimo woli;) na posterunku policji i
mialam okazje czytac moje zeznanie, pisane przez niemiecka policjantke.
zeznanie nie trzymalo sie kupy a i bledow ortograficznych bylo co niemiara.
dyplomatycznie wskazalam jej pare usterek, swiadoma, ze nie pierwszy i nie
ostatni raz owa dama stworzyla co stworzyla. ale fakt ten uswiadomil mi, ze
jednak zyje w tutejszych strukturach i znam jezyk na tyle, ze potrafie wyczuc
mnostwo niuansow zarowno pozytywnych jak i negatywnych, co wiecej, czynie to
lepiej od niektorych nativespeakerow.
a jednak. mimo, ze moglabym ubiegac sie o tutejsze obywatelstwo, to nie
jestem pewna, czy jest to dobrym pomyslem. obywatelstwo zapewniloby mi fakt,
ze moglabym poleciec na sniadanie do nowego jorku juz jutro /westch/,
natomiast wizja powrotu do blizniakolandii odwloklaby sie w nieczas, to
jednak nie do konca jestem przekonana, czy jest to wystarczajacy argument
za? ;)