laperla
06.11.07, 11:44
wczoraj. w rozmowach. anonimowe (a jakze) wizyty, pelne ukrytej
agresji i niemych wyrzutow. ze przeciez mam te 3 guziczki i ze to na
pewno ja pokusilam sie o to slawetne juz zbanowanie. pozniej wizyta
wrednej, ktora dotknieta calym zajsciem i postami na forum
postanowila rozbic cala zacisznosc tego miejsca w drobny mak.
kiedys naprawde przychodzilam dla tego miejsca z roznych powodow,
ale przede wszystkim dlatego, ze bylo tu roznorodnie i ciekawie, ze
wytwarzala sie jakas dynamika.
teraz mam wrazenie, ze to, ze ktos jest inny traktowane jest z
wrogoscia. przygladamy sie tej osobie jak by byl czlowiekiem guma,
kims, ktorego slowa nie sa w stanie wywolac w nas juz niczego innego
poza znudzeniem, rozczarowaniem, zazdroscia, pogarda. moze
poszanowanie tejze innosci kosztowaloby nas zbyt wiele wysilku. wiec
latwiej nabrac dystansu, skrytykowac.
kurcze czat to nie tylko ta strona techniczna, to przede wszystkim
my tworzymy te cholerna rzeczywistosc. i dlatego uciekamy przed soba
coraz bardziej? bo coraz mniej tu miejsca na marzenia i przemyslenia
a coraz wiecej na tepe riposty?
moze zatem te pelne arogancji i pychy wyznania na forum, ze ktos sie
juz wyzwolil, ze nie musi juz przychodzic na czat sa tego naturalnym
nastepstwem. najwidoczniej jednak nie wyzwolil sie na tyle, by tu
nie zagladac, by o tym nie pisac, tak jak gdyby chcial udowdnic
samemu sobie, ze przeciez naprawde to miejsce stalo mu sie obojetne.
i zdaje mi sie, ze uparcie do obojetnosci, jakiejkolwiek, zmierzamy.
ech, do diabla z tym wszystkim.