purystka
10.09.08, 19:36
nie dalej jak wczoraj
w nasz skład galanteryj
przywędrował klijent
z służącym w liberii
ja za kontuarem
w wujaszkowym sklepie
na podłodze czuję
co mi bucik klepie
pan ów w tym momencie
krokodylej skóry
szuka wzrokiem butnym
od dołu do góry
pochylam się, klękam
sprzączkę wraz wyrwawszy
jak filip z konopii
a jegomość patrzy
wyjmuje mi z ręki
ten rzemyk skórzany
od ciżemki mojej
przeca wyszarpany
panięko, co stoi
łokieć tejże skórki?
do zegarka szukam
złotego dla córki
dać gotowiem nawet
czterysta talentów
byle moje dziecię
poniechało smętów
ale panie, ale...
frasując się jąkam
chcąc nie chcąc zawijam
w papier kraj buciątka
do lokaja puszczam
oczko se spode łba
bierz za skórkę drogo
jak to tylko się da
(z kajetu sklepowej.panięki)