Pan Marian i ja

24.07.09, 18:11
Pana Mariana napotkalem na klatce schodowej,mojej
wracajac z pracy czy idac do pracy, nie pamietam,
siedzial na pewno bo to rozsadnie, po co stac jak mozna
usiasc, raczej po poludniu to bylo bo dezodorant
dawal za wygrana, ja i Pan Marian.
    • kaa.lka Re: Pan Marian i ja 25.07.09, 10:06
      potkniety o Mariana
      uczul schodzac z rana,
      (w garniturze)
      ze wprost z wycieraczki
      nozny- odor chwacki
      (u nosa,na gorze)


      ale ze Marian-
      (roznosiciel mleka)
      wiec zsiadlszy nie doczekal...
      i od wczora smera
      De odorem sera
      • lo.lo to był Marian Kowalski :) 25.07.09, 16:55
        Lecz nagle Marian ze schodów spadł
        I całkiem mu się pozmieniał świat.
        Gdy Marian nagle ze schodów spadł,
        W jedną noc przeżył pięć lat...
        W jedną noc przeżył pięć lat...
    • the.judas.kiss Re: Pan Marian i ja 25.07.09, 18:14

      Dziś Pan Marian urzędował na mojej klatce. Schodowej. Ten sam albo
      taki sam.
      Stał oparty o ścianę. Było widno, wyglądał na oko o 10 lat młodziej
      niż o zmierzchu.
      Sponiewieranymi ustami puszczał czcigodnie kółeczka dymu.
      Poczęstował mnie skrętem.
      Uśmiał się szczerze czterema zębami na krzyż widząc jak się
      krztuszę, jak dymię bezładnie wszystkimi otworami czaszki usilnie
      powstrzymując kaszel.
      On swojego nie hamuje i nikt się z tego nie śmieje.
      Szczerze.
      • sirius_et_paper Re: Pan Marian i ja - jak to bylo nienaprawde 04.08.09, 00:47
        Pana Mariana napotkalem na klatce schodowej, mojej, wracajac z pracy
        po poludniu pamietam
        ze dezodorant zaczal przegrywac walke z potem, upalny wyjatkowo
        dzien byl.
        Nie przedstawil mi sie, po prostu powiedzialem "Dzien dobry panie
        Marianie", odpowiedzial jak nalezy,
        nie sprostowal, moze nie chcial wyprowadzac mnie z bledu, moze
        zawsze chcial byc Marianem a rodzice
        dali mu na imie Stefan albo Msciwoj - z zemsty jakiejs chorej... Jak
        wygladal? Sredni wiek wzost uzebienie
        zarost, Marianow jak on chodzi po ulicach tysiace ba, moze nawet
        setki tysiecy, biorac pod uwage prawdopodobienstwo
        tego ze planet zamieszkalych przez marianopodobnych jest co najmniej
        kiladziesiat...
        Prawdopodobnie , odezwal sie, to jest to co mowi polityk, mniej lub
        bardziej zblizone do prawdy, raczej mniej,
        a rachunek prawdopodobienstwa to zbior przedwyborczych obietnic. To
        mowiac siegnal do kieszeni brazowej
        kurteczki wyciagajac paczke Carmenow, nie wiem skad je wzial bo z
        tego co pamietam nie produkuja od dawna,
        paczka nie wygladala zmeczona czasem, zaczal szukac czegos i pyta:
        Zapalki masz, nie masz, zapomnialem
        ze nie palisz...zabrzeczala kieszen, zerknalem w dol wyjalem
        telefon, schowalem , ognik papierosa zrobil
        sie intensywny a pozniej przygasl ,po nim przyszedl klab dymu, z nim
        mysl o zapalkach, skad? Pozniej odpowiedz
        wlasna - musial znalezc... Goraco bylo, okno otwarte, Czemu pan tu
        siedzi panie Marianie? Winda nie dziala,
        odpowiedzial, czekam az zacznie. W gardle mi zaschlo z tego upalu,
        on wyciaga z reklamowki dwie butelki mineralnej,
        Nie bede sie juz niczemu dziwil, plyne z Marianem pomyslalem...
        gazowana, taka jaka lubie i ze zrodla mojej
        preferencji. Saczac mineralna przypomnialem sobie o rachunku za
        wode, na poczte wstapic bedzie trzeba,
        Skandal mowi, zeby za wode trzeba bylo placic, ja rozumiem gdyby z
        kranu leciala mineralna ale ta
        wodopodobna mieszanka? Przypuszczam ze kiedys bedziemy placic za
        powietrze, ja na to jak to, przeciez
        jak nie zaplacisz to powietrza ci nie odetna, nie, mowi, nie odetna,
        dodadza do niego troche smrodu, i tak
        nie wytrzymasz i zaplacisz...Uslyszalem stukot, to winda, Marian
        podniosl sie powoli, niedopalek schowal
        kulturalnie do kieszeni, powiedzial do widzenia i odjechal. Nie
        pamietam na ktore pietro.
Pełna wersja