Dodaj do ulubionych

napadowy częstoskurcz nadkomorowy

28.12.04, 13:08
No i w końcu zdołąłam sobie zrobic zapis EKG podczas mojego napadu
czestoskurczu. W nocy przed świetami nagle złapało mnie serce zaczęło bić
180 /na min.Potem tak ze 140 .Przetrwałam do rana ,a potem na pogotowie i mam
pierwszy w życiu zapis EKG podczas ataku- częstoskurcz nadkomorowy bez
skutków hemodynamicznych. Zrobiono mi wyniki na poziom elektrolitów,były
idealne .Nie był to mój pierwszy taki atak ale ten trwał z 10 godzin ,więc
był najdłuższy .Umiarowono mnie werapamilem i tak nagle jak się zaczęło tak
się skończyło tylko noc nie przespana , no i strachu sie najadłam ,że hej.Na
pewno nie ostatni taki atak -taka moja uroda i już.To zdarza mi się średnio
raz do roku ale biorę propranoli przechodzi, wtym przypadku nie
chciało,ciekawe jaki będzie następny atak .No nic będę musiała po prostu
znowu udać się na pogotowie.Na szczęście nic mi się nie dzieje podczas
ataku ,nie jest mi specjalnie słabo,nie mam problemów z oddychaniem czy
zawrotami głowy,nie omdlewam (nigdy w życiu jeszcze nie zemdlałam).Może ktos
się odezwie z identyczną diagnozą i jak sobie z tym radzi?
Obserwuj wątek
    • kika294 Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 28.07.05, 20:54
      Ja mam napadowy czestoskurcz nadkomorowy. Lecze sie lekiem Betaloc (1 raz
      dziennie rano) i doraznie metocardem.
      Wkrotce czeka mnie zabieg, ktory spowoduje usuniecie ogniska tego
      czestoskurczu, bo prawdopodobnie mam takowe w lewym przedsionku.
      Ja mam napady czestoskurczu tak srednio 2m3 razy w miesiacu. Jezeli mialabym
      okreslic intensywnosc, to 1 jest przewaznie taki "mocniejszy", ze musze brac
      dodatkowy lek, a te 2 sa raczej spokojniejsze i wolniejsze, i przewazniem ijaja
      szybko same z siebie.
      Pozdrawiam
        • aga_zg74 Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 03.09.05, 16:30
          2-3 razy w miesiącu to według ciebie często?? ja mam praktycznie codziennie z
          tym ,że są to takie "załopotanie " serca po czym przechodzi ,zdaża mi się to
          gdy wezmę głęboli oddech. przewracam się na bok leżąc na kanapie, jak się
          zaśmieję , gwałownie się zegnę, gwałtownie wstanę itp. z tym że zdażają mi się
          też takie napady które trwają dłużej przeciętnie od kilku do kilkunastu
          minut ,najdłuższy miałam ponad 1,5 godz. tętno mam wtedy ok. 200 udeżeń na
          min. udało mi się zrobić jakieś 2-3 lata temu EKG podczas tego skurczu ale
          teraz gdzieś mi się zawieruszyło i go niestety nie mam a kardiolog chciałby to
          zobaczyć .i co mam zrobić ?? dodam ,że nie jestem na żadnych lekach i nigdy nie
          byłam ,ale chyba acznę sięjuż leczyć bo coraz bardziej mi to zaczyna
          przeszkadzać ja do niedawna zwalałam to na ucisk spowodowany
          najprawdopodobniej moja przepukliną rozworu przełyku( jeszcze tak do końca
          niezdiagnozowaną) ale znajomy lekarz stwierdził na podstawie mojej
          wypowiedzi ,że to jednak chyba częstoskurcz i jeśli się jego obawy potwierdzą
          to będę musiała mieć wykonaną Ablację ........a to już mnie przeraża.
          powiedzcie mi proszę czy jak was "nachodzi" ten częstoskurcz czy wtedy wzięcie
          leku od razu pomaga bo mówiąć szczerze próba Valsaby ( nie wiem czy dobrze
          napisałam) ostatnio nie przynosi u mnie efektów
          • elijana Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 13.09.05, 08:55
            Często bo mówię o konkretnym napadzie częstoskurczu a nie o skurczach
            dodatkowych - to zupełnie co innego ,to również miewam codziennie właśnie po
            zmianie pozycji ciała ,przekręcenie się boku na bok jakiś nagły ruch itp.
            chociać częstoskurcze które miewałam również były wywołane zmianami pozycji
            ciała /jestem szczupła w klatce piersiowej może to jest przyczyna ?/Mój
            najdłuższy częstoskurcz trwał z 9 godzin - także mówie o tych poważniejszych
            napadach a miewam takie średnio rak do roku .
            • olka9911 Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 28.09.05, 19:49
              Cześć Wam. Ja męczę się z częstoskurczem napadowym już 22 lata. Ujawnił się gdy
              byłam w ciąży.Na szczęście trafiałam na pogotowiu zawsze na bardzo rozsądnych i
              kompetentnych lekarzy, więc umiarawiali mnie bardzo szybko.Nikt mi też nigdy
              nie wmawiał nerwicy.Chociaż dodatkowe skurcze kiedyś miewałam ale to stara
              historia i wyleczona właśnie środkami uspakajającymi.Gdy byłam drugi raz w
              ciąży częstoskurcz trzymał mnie 11 godz. to był dopiero horror i nie tylko dla
              mnie ale też dla lekarzy.Nie wiedzieli jak go zatrzymać.Teraz nie pamiętam już
              jakie leki zażywałam przez te lata, ale od 10 lat biorę biosotal 80 mg. 2 razy
              dziennie (jak zapomnę to 1 raz).Z upływem lat jest coraz lepiej tzn.napady mam
              coraz rzadziej-raz na 3 mies. A jeżeli już to bardzo krótko i nauczyłam się
              przerywać atak.Po prostu gwałtownie zmieniam pozycję ciała bądż wstrzymuję
              oddech. To moja metoda, ale nie znaczy że wam pomoże.Miałam mieć ablację w
              Aninie ale stchórzyłam i nie zgłosiłam się.Mam dodatkowe drogi przewodzenia i
              to blisko węzła,więc boję się konsekwencji w postaci rozrusznika.
              Zawsze gdy atak trwał godzinę i nic nie wskazywało na to,że przejdzie-jechałam
              bezwzględnie na pogotowie na umiarowienie(dostawałam zawsze giluritmal dożylnie)
              i przechodziło błyskawicznie.Częstoskurcz trzeba koniecznie leczyć.Szkoda
              serca.Przyzwyczaiłam się do tej wady i nie myślę o niej wogóle. Żyję
              normalnie,pracuję,jeżdżę samochodem od 15 lat i mam wszystko w nosie.Właśnie
              jadę do Egiptu za 3 tygodnie. Dostałam kiedyś częstoskurczu w trakcie
              prowadzenia samochodu i niestety sama dojechałam do szpitala.W czasie ataku
              bardzo spada ciśnienie krwi,ciężko namierzyć puls, można dostać zapaści,także
              nie warto ryzykować.Faktycznie zmiana pozycji ciała potrafi wywołać
              częstoskurcz,ale potrafi mnie też dorwać w czasie snu gdy leżę spokojnie.Nie ma
              reguły.Generalnie w czasie napadu należy zachować spokój i nie denerwować się
              bo to jeszcze bardzej pogarsza sytuację.Pozdrawiam wszystkich częstoskurczowców.
              Nareszcie pokrewne dusze.Macie pytania?-odpowiem.
              • elijana Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 30.09.05, 10:50
                Witaj serdecznie !
                Jak to fajnie poznawać ludzi z podobnymi problemami ,choć niefajnie ,że je
                mamy :( Widzę,że jesteś odważną kobietą ,miewasz co 3 m-ce a spokojnie o tym
                mówisz, ja jestem w strachu jak mam co 9 m-cy -myslę,że jestem do niczego ,że
                zycie mi się kończy,jestem energiczną aktywną osobą a choroby serca kojarzą mi
                się z brakiem wysiłku ,zaprzestaniem łażenia po ukochanych górach-no
                tragedia ,zero sportu a ja sport uwielbiam ,nie daję się nie rezygnuję z tego
                bo np widzę,że umiarkowany wysiłek fizyczny bardzo mi pomaga .Próbuję również
                medytacji ,nawet gadam ze swoim sercem jak z kumplem :) żeby mi nie robiło
                takich psikusów , Równiez miałam okazję prowadzić samochód podczas
                częstoskurczu ,mój najdłuższy natomiast trwał 9 godzin i wtenczas wylądowałam
                po raz pierwszy na pogotowiu z tego tytułu i dobrze bo uchwycono go na
                ekg /narazie jako jedyny/ reszta trwała tak do 2 godzin i przechodziła po
                propronalolu - mimo ,że nie stosowałam naturalnych metod przerywania
                napadu.Teraz jednak znalazłam skuteczną naturalną metodę przerywania ataku i
                jestem dobraj myśli.
                • olka9911 Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 01.10.05, 10:09
                  Witaj elijana!Ja też się cieszę że wreszcie poznałam kogoś z takim samym
                  problemem.No cóż-taka nasza wada i mamy ją nie z naszej winy.Nie można się
                  załamywać.Wiem że jest ci ciężko.Ja też miałam takie odczucia i to nawet chyba
                  mocniejsze od ciebie.Paniczny strach który mnie ogarniał był nie do
                  przezwyciężenia.Łzy spływały po policzkach i pytania - dlaczego i jak z tym
                  dalej żyć?Przeszłam serię badań i byłam umówiona z doc. Walczakiem na ablację.W
                  dni zgłoszenia się do szpitala stchórzyłam - po prostu kategorycznie
                  odmówiłam.Strach przed operacją i ewentualnymi komplikacjami czy konsekwencjami
                  był silniejszy niż strach przed następnym częstoskurczem.Z tą wadą mogę
                  spokojnie żyć i nic mi nie grozi.Tak powiedział doc.Walczak.I to był chyba ten
                  moment kiedy zaczęłam inaczej postrzegać swoją wadę serca.Trudno,każdy ma coś a
                  ja mam właśnie TO.Nie wolno ci się załamywć alijano.Żyj normalnie,uprawiaj
                  sporty(no może nie wyczynowo)łaż po górach(ja w górach czuję się
                  świetnie).Wyobraż sobie że ja żyję z "przyjacielem" od 22 lat i odkąd go
                  polubiłam ataki są coraz rzadsze i dosłownie kilkusekundowe.W szpitalu nie
                  byłam chyba 1,5 roku(pewnie stęsknili się za mną).Od 17 lat jeżdżę do tego
                  samego szpitala.Mam kilka pytań:
                  -od jakiego czasu łapią cię napady?
                  -ile masz lat?
                  -czy miałaś jakieś badania mające na celu wyjaśnienie przyczyny?
                  -jaka to naturalna metoda przerywania ataku?
                  Jestem odważną kobietą i nie mam zamiaru się poddawać.Prowadzę własną firmę i
                  byle jaki częstoskurcz nie będzie mi podskakiwać.A tym bardzej nie będzie miał
                  wpływu na moje życiowe plany.Tak było kiedyś, a teraz jest dodatkiem koniecznym
                  jak pieprzyk na półdupku.Pozdrawiam cię bardzo gorąco i uśmiechnij się.Olka
                  P.S. Jak chcesz pogadać na żywo napisz maila, wymienimy się
                  telefonami.Pdtrzymam cię na duchu i wesprę.
                    • enjoy25 Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 13.10.05, 11:32
                      Witam!

                      Mam pytanie do wszystkich cierpiacych na ta przypadlosc. Niedawno urodzil nam
                      sie synek. Na drugi dzien po porodzie lekarz na obchodzie rano zauwazyl
                      nieregularna prace serca u dziecka. Zabrali syna na obserwacje i zauwazyli iz
                      wystapil u niego czestoskurcz (300 uderzen na minute) - jak to lekrz okreslil...
                      cieszmy sie, ze udalo sie uratowac dziecko bo bylo juz niebezpiecznie. Maluch
                      zaraz w ten sam dzien zostal przewieziony do Kliniki Kardiologii Dzieciecej w
                      Poznaniu, gdzie lezy do chwili obecnej. Po przewiezieniu u dziecka wystapil
                      jeszcze jeden atak. Pozniej dostal lek doustnie (na razie nie pamietam naz lekow
                      ale dowiem sie jakie dostawal i dostaje w chwili obecnej) i 5 dni bylo dobrze.
                      Po pieciu dniach znow czestoskurcz dal o sobie znac. Lekarze wiec przerwali
                      terapie i przeszli na inna grupe lekow. Postanowioni, ze przez tydzien bedzie
                      dostawal lek dozylnie (do pelnego nasycenia), a po tym czasie zaczna podawac mu
                      lek doustnie. Dzis wlasnie przerwali lecznie dozylne i u dziecka wystapil
                      czestoskurcz (samo przerwanie i wystapienie czestoskurczu to oczywiscie moze byc
                      zbieg okolicznosci). Z przeprowadzonej dzis rozmowy z lekarzem dowiedzialem sie,
                      ze bedzie dostawal teraz dwa rozne leki odustnie, jednak taka metoda leczenia
                      staje sie niebezpieczna poniewaz zwieksza sie ryzyko wystapienia skutkow
                      ubocznych danego leku u dziecka. Stwierdzono rowniez, ze zakladano iz nie bedzie
                      problemow z wyleczeniem czestoskurczu a okazuje sie ze moze on byc oporny na
                      lecznie. Po tej rozmowie stasznie sie z zona zalamalismy... Dlatego tez pisze
                      aby sie dowiedziec jak niebezpieczny jest czestoskurcz oraz czy jest wyleczalny
                      (czy moze byc leczony) u tak malego dziecka. Ogniskiem czestoskurczu ponoc jak
                      to jeden lekarz stwierdzil sa dodakowe komorki ktore utworzyly sie w
                      serduszku.... inny natomiast (juz w pozniejszym czasie) stwierdzil, ze wystapilo
                      dodatkowe poloczenie pobudzajace serce do pracy.

                      Pozdrawiam
                      ENJOY
    • joahna Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 30.11.05, 14:53
      A ja miałam ablację u Walczaka W 2000 roku. Tak naprawde to robił ją Koźluk -
      super lekarz - polecam - teraz przyjmuje na Banacha.
      Teraz jest lepiej choć strach pozostał i każde dodatkowe uderzenie to
      przerazenie ze znów sie zacznie _ A mam juz 30 lat, więc serce nie jest juz
      takie młode...
      Co wam mówili lekarze nt uderzeń dodatkowych - bo mi tylko tyle, żeby się nimi
      nie przejmować,,, niektóre są tak duże że czuje je w gardle...i weż się nie
      przejmuj!!!
      A na koniec cos optymistycznego - 11 m-cy temu naturalnie urodziłam dziecko, w
      czasie ciąży nie brałam żadnych leków.
      Pozdrowionka Joahna
      • joanna-z-buw Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 29.12.05, 20:01
        Witam serdecznie,

        Ablacja u prof. Walczaka - 2003 r.
        Gratuluję narodzin dzieciaczka :-)
        Mi tak samo jak Tobie mówili, żeby nie zwracać na nie uwagi, dlatego, że to
        jest jak syndrom amputowanej ręki. Nie masz jej, a czujesz ból. Tu jest tak
        samo. Organizm musi się przestawić i uspokoić.
        Moja ablacja została zrobiona głównie pod kątem migotań przedsionków. Wcześniej
        występowały, krótkie, co 2-3 dni, przy zmęczeniu codziennie, długie co kilka
        miesięcy. Do tego regularna tachykardia i bradykardia - które są nadal, ale też
        w mniejszym natężeniu. Od czasu ablacji (ponad 2 lata) migotania pojawiły się
        tylko kilka razy i to bardzo nagle i zupełnie niespodziewanie, za to niezwykle
        intensywnie i szybko ustępują. Ale nie martwię się. Na razie jest bardzo
        dobrze. Mogę robić 2-3 razy więcej rzeczy niż wcześniej, zdecydowanie lepiej
        oddycham (to uczucie nie do opisania - kto doznał ten wie), wolniej się męczę.
        Ale rzeczywiście jest takie uczucie lekkiej paniki, kiedy człowiek przypomni
        sobie jak było i że to może wrócić. Dlatego trzeba skrzyżować palce, nie
        zapeszać i wierzyć, że będzie O.K. Nie wiem jak było z Tobą, ale mi wystarczyła
        jedna ablacja. (robiona była na razie tylko jedna komora). To ogromne
        szczęście, bo poznałam w szpitalu chłopaka po kilku ablacjach, jedna po drugiej
        i wszystkie nieudane - częstoskurcze wracały jak bumerang.
        Mam teraz 26 lat, a ablacja to jedna z najlepszych rzeczy jaka przytafiła mi
        się w życiu. Piszę to dla tych osób, które któregoś dnia trafią na ten post. To
        nie jest prosty ani przyjemny zabieg (na "żywca"), czeka się na niego długo,
        jest objęty ryzykiem i nigdy nie woadomo ile będzie trwał, do tego trzeba się
        potem pomęczyć (ja 72 godziny w bezruchu) i jedzie się o nim na dodatkowych
        proszkach ale warto. Ja o niego błagałam, bo wszyscy mieli wątpliwości, czy na
        tak trudnym jak moje sercu się uda i czy ma sens mnie w ogóle ruszać. Ciągle
        odkładali na potem, bo przypadek trudny już na etapie planowania, a co dopiero
        wykonania. A były ciągle bieżace i łatwiejsze. Ale bardzo, bardzo się opłaciło
        wysiadywac pod gabinetami (polecam poduszkę pod tyłek i dobrą książkę) i ciągłe
        przypominanie się. Na prawdę odmienia jakość życia.

        Pozdrawiam ciepło i Dobrego Nowego Roku,

        (też) Joanna
    • mareklat23 Re: napadowy częstoskurcz nadkomorowy 13.12.05, 20:19
      A ja miewam napadowy częstoskurcz nadkomorowy prawie codziennie! "Choruje" juz 4 lata i są okresy kiedy nie mam "atakow" przez miesiąc, czy tydzien. jest roznie. Najdłuzszy okres kiedy mi to nie dokuczało to ok pół roku. Teraz tj lato-zima2005 mam skurcze dosyc czesto. Zauwazyłem ze objawy nasilaja sie po tym jak pije kawe lub alkohol. (kofeina i alkohol powoduja zaburzenia elektrolitow). Obecnie nie zazywam zadnych lekow, oprocz Asparginu doraźnie.(Aspargin jest bez recepty=magnez+potas) Na początku lekarz przepisał mi staveran, propanolol i concor. Nie pamietam w jakiej kolejnosci i co mi pomogło. Po tych kilku latach zdążyłem juz sie przyzwyczaic do tych dokuczliwych skurczow. Ale pamietam jak niejednokrotnie wstawałem w nocy spanikowany. Cały czas mam nadzieje, że ta dolegliwość całkowicie ustąpi, ale czytając te wszystkie otaczające informacje pozostała mi chyba tylko nadzieja:)
      Staram sie prowadzic zdrowy tryb zycia, bardzo zadko pijam kawe ale cholernie trudno mi jest czasem nie wypic wieczorkiem 1 piwka.:) Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka