Dodaj do ulubionych

Ablacja - czy ktos ma ja za soba?

29.03.06, 12:55
Prosze o informacje gdzie i jak ja zniesliście oraz czy przyniosła efekt. Bo
mam juz dośc brania lekarstw.
Obserwuj wątek
    • elijana Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 06.04.06, 07:28
      Ja /na szczęście / nie miałam i nie mam potrzeby wykonywania ablacji ale gdzieś
      w internecie znalazłam jakiś portal kardilogiczny i tam na forum wypowiadalo
      się mnóstwo osób po ablacji i przed ,nie pamiętam strony ,postaram się znaleźć
      i wrzucę link
    • pingu68 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 01.05.06, 11:53
      Przykro mi ale szukam dokladnie tych samych odpowiedzi. Wszyscy medycy nakazuja
      mi poddac sie ablacji, a ja nie mam pewnosci czy to autentycznie przyniesie
      ten "ksiazkowy" rezultat i zapewni mi rewelacyjny powrot do normalosci.
      Kardiolog, ktory osobicie chce przeprowadzic ablacje powiedzial, ze w
      najgorszym wypadku gdy cos nie wyjdzie zalaza mi stymulator... wcale nie czuje
      sie zachecona...
    • kaczucha25 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 04.05.06, 13:45
      Żyję z napadowym częstoskurczem nadkomorowym od 11 roku życia (mam 25), ataki
      zdarzały się ok 2-3 razy do roku i trwały na ogół do 15 minut, dzięki Valsavie,
      więc lekarstwa nie były mi potrzebne.
      Niestety ostatnio przytrafiają mi się coraz częściej, proba przestała tak
      skutecznie pomagać, wobec czego trwają coraz dłużej. 4 dni temu trafiłam
      wreszcie (po raz pierwszy od 14 lat z tego powodu) do szpitala (po 4 godzinach
      samodzielnej walki), a po kolejnych 4 mnie "uleczono". Jednak po raz pierwszy
      ktoś mnie poinformował, że to da się "zrobić", a nawet należy, jeżeli mieć na
      uwadze moje i dziecka bezpieczeństwo przy ew porodzie w przyszłości.
      Dlatego również proszę o opinie na ten temat, ewentualnie nazwiska najbardziej
      doświadczonych lekarzy.
      Czy ktoś miał kontakt i może się wypowiedzieć na temat doktora Górnego z
      Olsztyna?

      Pozdrawiam serdecznie

      PS do DELIKAT4 :Jeśli przeszukasz posty z listopada 2005 znajdziesz min 2 osoby
      po ablacji, ze skutkiem pozytywnym :)
      • elijana Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 10.05.06, 11:50
        Ataki masz 2czy 3 razy do roku i chcesz sie poddać ablacji??? Trochę to
        dziwne ,bo jak wiadomo każdy zabieg a tym bardziej na sercu obarczony jest
        jakimś tam ryzykiem.Ablacji poddają się ludzie ,którzy maja ataki co najmniej
        raz w miesiącu i to dość dokuczliwe ,wydaje mi się ,ze wtenczas mozna rozważać
        taką możliwość.
        • kaczucha25 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 10.05.06, 13:18
          Dzięki elijana za troskę, widzę po postach, że masz duże doświadczenie i
          chętnie poznam wsz Twoje uwagi.
          Powiem Ci że nie jest tak że chcę, czy że już się zdecydowałam, bo jestem
          jeszcze przed wstępnymi konsultacjami, ale przyznaję że poważnie rozważam taką
          możliwość.

          Jest tak, że rzeczywiście nigdy nie było tych ataków dużo, ale na przestrzeni 2
          ostatnich lat nieco się nasiliły, są coraz trudniejsze dla mnie do opanowania,
          a wreszcie tez trafiłam do szpitala,po czym dopiero 2 rodzaj leku mi pomógł.
          Nigdy nie panikowałam z tego powodu i nie zamierzam, ale staram się myśleć
          odpowiedzialnie.
          Lekarz powiedział, że każdy kolejny atak osłabia serce i rozregulowuje je pod
          względem elektrycznym, a szczególnie takie 8 godzinne ataki mogą być groźne
          (oprocz tego szpitalnego, z długich, zdarzyły mi się jeszcze dwa po 3 i 6
          godzin w ciągu 2 ost lat). Twierdzi również że z wiekiem raczej nigdy się nie
          cofają, a nasilają i trudniej je przerwać. A zabieg w większości wypadków się
          udaje i eliminuje częstoskurcze na zawsze. Więc może lepiej zrobić taki zabieg
          póki ja i moje serducho jesteśmy silni i młodzi? Tymbardziej, że za jakieś 2-3
          lata góra przestanę być odpowiedzialna jedynie za siebie, a wolałabym
          minimalizować ewentualne zagrożenia w trakcie, po ciąży a przede wszystkim
          podczas porodu.

          Jak myślicie?
          • elijana Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 11.05.06, 08:30
            W sumie decyzja należy do Ciebie ,i lekarz najlepiej Ci doradzi :) Ja miałam
            takie szczęście ,że takie konkretne ataki przyszły po urodzeniu
            dzieci ,wcześniej miałam dwa króciutkie czyli prawie nic .Wydaje mi się ,że ten
            postęp z wiekiem nie dotyczy wszystkich częstoskurczów /w zależności od ich
            przyczyny/ Mnie jakoś częstotliwośc się nie zmienia a dokuczliwośc jest
            różna.Ostatni mój czestoskurcz był we wrześniu ubiegłego roku i mam
            nadzieję ,że następnego nie będzie w oogóle /pozytywne myślenie/ Mi
            sprzyja "zdrowe życie" dużo ruchu itp. Nie biorę żadnych leków.Wiem,że na pewno
            nie mogę pić alkoholu w dużych ilościach ,palić papierosów bo to osłabia
            znacznie serce i jakoś sobie z tym radzę :) pozdrawiam
            • izoldzik1 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 13.05.06, 10:51
              Ja jestem po ablacji. Miałam zabieg 10.05.2006 r. Powiem szczerze, iż bardzo
              się bałam i byłam najbardziej rozryczana osoba na oddziale. Ale gdy tylko się
              dowiedziałam, że częstoskurcz mozna wyleczyć to od razu zdecydowałam się na
              zabieg. W działaniu tym utwierdziła mnie mama która powiedziała, że jak coś mam
              zapisane tam na górze to i tak się wydarzy. Zabieg przeszłam. Nie powiem, że
              był przyjemny, ale juz jestem w domu i jak na razie jest dobrze. Mój przypadek
              był rzadki bo podczas zabiegu częstoskurcz oprócz wyzwalania przez lekarzy sam
              się co chwilę wyzwalał. Ale to już za mną i muszę patrzyć do przodu. Pozdrawiam
              wszystkich. Trzymajcie się.
              • kaczucha25 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 16.05.06, 10:17
                trzymam kciuki, żeby już wszystko z Twoim serduchem bylo dobrze :)
                rozumiem że często Ci się przytrafiały te częstoskurcze.. ?
                ja jestem po konsultacji i opinia pani kardiolog brzmiała - warto zrobić mimo,
                że występują rzadko, ponieważ mogą nasilać się w trakcie ciąży, którą plauję w
                ciągu 2-3 lat
                Wobec czego biorę skierowanie i lecę na konsultację do Anina, jak mnie
                zakwalifikują, to się tam przypalić ;)
                • izoldzik1 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 10.07.06, 20:16
                  Cześć Katarynko! Dawno tu nie zaglądałam więc to może już nie aktualne, ale
                  zabieg ablacji składa sie jakby z dwóch cześci. Pierwszy etap to wkładają ci w
                  żyłę w pachwinie i na szyji po dwa kabelki takie sondy. Tymi kabelkami dostają
                  sie do serca i tam szukają tej dodatkowej drogi przewodzenia. Wyzwalają
                  częstoskurcz impulsami elektrycznymi. I jak znajdą już to miejsce to w pachwinę
                  wprowadzają zdaje się że laser, którym wypalają ta drogę. Wypalanie trochę
                  piecze ale da się wytrzymać. Dla mnie to było przyjemniejsze niż wyżwalanie
                  tych skurczów. Potem leżysz 6 godzin bez ruchu, a na drugi dzień jeśli wszystko
                  jest w porządku to wychodzisz ze szpitala. Pozdrawiam cię serdecznie. Trzymaj
                  się
                  • katarynka1983 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 30.07.06, 22:35
                    pewnie że aktualne, dzięki wielkie za info!
                    czyli cały czas jestem przytomna, tak? a dostaję jakieś środki znieczulające?
                    albo uspokajające? jak długo trwa taki zabieg?
                    i najważniejsze, ryzyko powikłań... nie zawsze uda się tak, jakby się chciało,
                    słyszałam że można wypalić też tą "dobrą" drogę, tak? i co wtedy? bo ja
                    słyszałam o natychmiastowym wszczepianiu rozrusznika, czy to prawda?
                    no i takie przyziemne pytanie ;-) jak wyglądają formalności, czas oczekiwania?
                    pozdrawiam!
                    • izoldzik1 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 10.08.06, 20:51
                      Katarynko rzadko tu zaglądam ale już piszę. Przez cały zabieg jestes przytomna.
                      Ja dostałam jakąś tabletkę uspokajajaca ale na pewno nie był to "głupi jaś" po
                      którym nic nie pamietasz. Panie które były ze mna w pokoju i przeszły ten
                      zabieg podczas zabiegu wymiotowały i tez dostały cos pod język. Mój zabieg
                      trwał z tego co mówiły te panie ok 2 i pół godziny (łącznie z
                      przygotowywaniem). To wszystko zalezy jak długo będą szukali tej drogi. Aha i
                      jeszcze przed włożeniem kabelków w zyły dostajesz znieczulenie miejscowe. Przed
                      samą ablacją czyli tym wypalaniem wstrzykują ci w welfron (chyba tak to sie
                      nazywa - to co zakładaja ci na ręcę) cos przeciwbólwego aby to wypalanie nie
                      piekło tak bardzo. Jesli chodzi o powikłania to 99 zabiegów na 100 udaje sie i
                      jak mi powiedziała lekarka "dlaczego to akurat ma byc pani". Jesli chodzi o
                      rozrusznik to prawda jesli zabieg nie uda sie od razu go wszczepiaja.Ja
                      usłyszałam ze jestem wyleczona i nie ma takiej potrzeby. Mówia o tym od razu po
                      zabiegu. Co do formalności dostałam skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu.
                      Udało mi sie bo wczesniej specjalista od tych zabiegów we Wrocławiu przyjał
                      mnie i ustalił termin bo akurat miejsce sie zwolniło. Miałam wiec termin i
                      skierowanie a pobyt w szpitalu trwał 3 dni. Od pierwszego stwierdzenia
                      czestoskurczu a było to w marcu br do zabiegu w maju tyle czekałam, alemówie
                      ktos nade mna czuwał tam na górze, bo pogotowie w marcu zabrało mnie akurat do
                      tego szpitala gdzie pracuje doktor który leczy ten rodzaj wady.Pozdrawiam i
                      życze wszystkim odwagi, szczescia i aby nie poddawali sie
                      • delikat4 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 23.08.06, 12:57
                        Witam was bardzo serdecznie...jestem autorka tego temetu i całkowicie o tym
                        zapomniałam by tu zagladac...coż sprawy dnia codziennego powoduja ze zapomina
                        sie o chorobach...;-)
                        Ciesze się że aż tyle osób wypowiedziało się w tym temacie...
                        Otórz ja ablacje miałam ponad 3 lata temu oczywiście nie przyniosła zadnego
                        efektu...czestoskurcz pojawił sie juz 3 dnia po zabiegu gdy jeszcze leżałam w
                        szpitalu po tym zabiegu...
                        rzeczywiście zabieg nie jest przyjemny...czuje się pieczenie...ja byłam w
                        lekkim uspieniu podtrzymywana budziłam się co chwile..i znów odlatywałam...
                        Od razu byłam kierowana na kolejny zabieg ale niestety do dnia dziesiejszego
                        nie zdecydowałam się...gdyz boje sie stymulatora który niestety przy przecięciu
                        drogi prawidłowej przewodzenia nam grozi....
                        Przez ten czas ciągle byłam na Biosotalu, ktory zapobiegał arytmiom...ale
                        powiem Wam coś ze juz miałam dość tych lekarst i od kilku miesiecy odstawiłam
                        te wszystkie świństwa i nie wiem co sie dzieje ale czestoskurcze nie pojawiaja
                        sie...a przedtem tak srednio raz w tyg miałam napady...
                        • elijana Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 30.08.06, 08:10
                          Czyli jakby same Ci przeszły? W sumie to straszą ,że z wiekiem one sie nasilaja
                          i trwają coraz dłużej i trudniej je przerwać ,ale to jest właśnie siła sugestii
                          może nie w każdym przypadku tak jest tylko słysząc o nasilaniu sie objawów z
                          wiekiem od lekarzy sami sobie je wywwołujemy? Nie wiem chociaz chciałabym ,żeby
                          one ulegały osłabieniu a nie na odwrót a Twój przykład jest budujący :)
        • edytasakai Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 31.03.07, 15:24
          elijana napisała:

          > Ataki masz 2czy 3 razy do roku i chcesz sie poddać ablacji??? Trochę to
          > dziwne ,bo jak wiadomo każdy zabieg a tym bardziej na sercu obarczony jest
          > jakimś tam ryzykiem.Ablacji poddają się ludzie ,którzy maja ataki co najmniej
          > raz w miesiącu i to dość dokuczliwe ,wydaje mi się ,ze wtenczas mozna rozważać
          > taką możliwość.
          Oj widze, ze kolezanka ma nbardzo luzacki stosunek. Ale nie wierz kochana o
          tym,ze jak bedziesz w ciąży to bedzie za pozno na ablacje. A w ciąży
          częstoskurcze nie daja normalnie funkcjonowac i nie ustaja somoistnie niestety w
          wiekszosci pprzypadkow. Ja polecam przyszlym mama ablacje jak najszybciej. Ja
          dopiero w ciazy dowiedzialam sie,ze choruje na czestoskurcz. Prze ciaza miewalam
          takie napday ale trwaly pare minut i same mijaly, a teraz to doslownie
          meczarnia. Buzki pozdrawiam
          • delikat4 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 15.05.07, 11:31
            Witam po długiej przerwie...
            Niestety u mnie ataki powróciły i jak to w zyciu w namniej oczekiwanym
            momencie...musiałam wrócić do lekarstw...skoro nie chce poddac sie kolejnej
            ablacji...i tak narazie jakoś sobie radze choc to pewnie głupie ale nie mysle
            co bedzie gdy np.zajde w ciąże.......
    • noname22sty Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 06.08.06, 19:25
      Ja jestem po ablacji, ktorą mialam juz bardzo dawno temu.Jestem jedną z
      pierwszych osob, na ktorej dokonano tego rodzaju zabiegu. Wtedy tylko robiono go
      w W-wie. Dla mnie to byla jedyna mozliwosc na normalnosc. Dzis mam dzieci,
      ktorych nie moglabym miec z powodu czestych atakow, w ktorych serce nie biło,a
      drżało. Mialam napady do 300 uderzen na minute, ktore trwaly do godziny. Moglam
      miec tradycyjną operację, ale na moje szczescie zostalam zakwalifikowana do
      ablacji. Gdy sciągnięto aparaturę do Polski, zaraz wyrazilam zgode,dzieki temu
      nie mam blizny pooperacyjnej na mostku ;-)
      Jestem zadowolona,ze tak sie to zakonczyło, lekarze zrobili doktoraty na moim
      przypadku, ja miewam arytmie,ktora niekiedy mi dokucza,ale sa to juz tylko
      dodatkowe skurcze,a nie czestoskurcze. Zostalam uznana przez lekarzy za
      całkowicie wyleczoną.
      Jesli ktos mialby dodatkowe pytania proszę pisac na mail'a,gdyz sporadycznie tu
      zagladam (noname22sty@o2.pl)
      Serdecznie Was pozdrawiam :-)
    • master-of-reality Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 15.10.06, 05:59
      Ablacja to najlepsze co mnie spotkalo !!! Pisze to zeby pomoc innym bo wiem
      dokladnie jak mecza sie ludzie z arytmia.Witam wszystkich ! Jesli macie ochote
      przeczytac oto moja historia.Obecnie mam 35 lat.Nie wiem dokladnie kiedy
      zaczely sie moje problemy z arytmia bo bedac bardzo mlodym prawdopodobnie nie
      wiedzialem ze wystepujace anomalie nie sa normalne i nie powinny miec miejsca
      ale pierwszy dluzszy ,wyrazny i przestraszajacy epizod pamietam ze wydazyl sie
      kiedy mialem 18 lat i szedlem z dziewczyna na jej studniowke.Wiec wiem na pewno
      ze meczylem sie z tym co najmniej 17 lat.W ciagu tego czasu odwiedzilem setki
      roznych lekarzy.Od lekarzy rodzinnych przez neurologow,ortopedow(tak,tak bo
      sugerowano ze moze jakies tam dziwne skurcze i arytmie pochodza od
      kregoslupa},do psychiatrow.Traktowano mnie roznie.Najczesciej olewajaco-
      wysmiewajaco jako kretyna ktory wie lepiej od lekarzy ze cos mu dolega a on
      tymczasem jest najzupelniej zdrowy.Badalem sie na wszystkie mozliwe
      sposoby.Najczesciej za wlasne pieniadze bo panstwowi lekarze mnie olewali.Moje
      objawy byly bardzo podobne to tych o jakich tu czytam.Czestoskurcze nadkomorowe
      pojawialy sie bardzo nieregularnie .Raz 1 raz w roku innym 10 razy.Czasem po
      podskoku,innym po jedzeniu jeszcze innym podczas stosunku.Probowalem na wlasna
      reke wszystkiego.Sportu czyli chodzenia,bieganie silowni,roznych diet i
      rezygnacji z roznych produktow i nic.Czesto myslalem ze wreszcie znalazlem
      przyczyne ale niestety w niedlugim czasie przekonywalem sie w jakim bylem
      bledzie.Podczas czestoskurczu ogarniala mnie panika.Myslalem ze zaraz umre i
      bardzo sie balem.Poniewaz kiedys jakis lekarz wspomnial ze nigdy nie wiadomo
      jak taki incydent moze sie skonczyc zawsze staralem sie jekos dostac do
      szpitala.Nigdy nie zemdlalem i najczesciej kiedy dojezdzalem do pogotowia atak
      ustepowal a ja wracalem do domu.Wiedzialem ze po wszystkim kiedy serce wracalo
      do normy zostalbym znowu wysmiany przez lekarzy i potraktowany jak wariat.Tylko
      3 razy zdazylem pojechac na pogotowie ,zostac podlaczonym do EKG i zlapac to na
      papierze.Podczas tych atakow widzialem po minach lekarzy ze nie bardzo
      wiedzieli co ze mna robic.Kiedy po wszystkim wypisywali mnie do domu ja mialem
      nadzieje ze wreszcie teraz bede potraktowany powaznie.Ze w koncu ktos sprobuje
      mi pomoc bo wreszcie mam na papierze dowod ze cos sie dzieje.Nic z
      tego.Kardiolodzy mowili do mnie zebym sie do tego poprostu przyzwyczail bo
      wielu ludzi to ma.Inni lekarze sugerowali nerwice (to najczesciej) albo nawet
      chorobe psychiczna.Nie wiedzialem juz gdzie mam z tym pojsc a mialem tego
      serdecznie dosyc.Balem sie wyjezdzac ,jak juz gdzies jechalem to zawsze
      rozgladalem za szpitalem,nie udzielalem sie towarzysko i naprawde zaczalem
      myslec ze wariuje,Ze przeciez tylu lekarzy nie moze sie mylic i wiedza lepiej
      ze nic mi nie jest.Oprocz wyraznych serii czestoskurczow mialem cale spektrum
      innych "cudow" w okolicy serca ze kiedy o nich wspominalem lekarzom to juz
      zupelnie mieli mnie za idiote i mowili ze te rozne pukniecia i uklucia ktorych
      mialem setki codziennie napewno nie sa arytmia i powinienem leczyc
      glowe.Niektorzy zapisywali mi rozne antyarytmiczne tabletki jak np atenolol ale
      one nie bardzo dzialaly.Tzn czasem myslalem ze dzialaja ale innym razem napewno
      nie wiec sam juz nie wiem.W kazdym razie meczylem sie strasznie przede
      wszystkim psychicznie bedac zdanym tylko na siebie.Naprawde probowalem o tym
      nie myslec i sie do tego przyzwyczaic ale moje serce ciagle mi przypominalo ze
      sie tak nie da.7 lat temu wyjechalem do USA.w Polsce wykupilem ubezpieczenie
      (tak na wszelki wypadek) i po paru miesiacach pobytu stalo sie
      znowu .Wyladowalem na pogotowiu .Zlapano na EKG czestoskurcz i szczesliwy
      pomyslalem ze tu z tym sprzetem to wreszcie mi pomoga.Bardzo sie
      pomylilem.Znacznie milej niz w Polsce ale bardzo podobnie powiedziano mi ze oni
      widza ze cos sie tam dzieje ale mam sobie znalezc kardiologa i z nim rozmawiac
      o ew leczeniu.Ok pomyslalem i poszedlem do jednego i drugiego i
      trzeciego...Wszyscy pytali o ubezpieczenie amerykanskie ktorego ja biedny
      pracujacy na czarno polak oczywiscie nie mialem i nie moglem miec.Za wszystkie
      wizyty placilem z wlasnej kieszeni a oni wiedzac ile kosztuje ablacja nawet o
      niej nie wspominali.Kiedy ja probowalem sie dowiedziec czy bym sie kwalifikowal
      to zbywali mnie mowiac ze nie bo za malo objawow ,sprobojmy z tabletkami
      itp.Mowilem im ze z tabletkami to ja juz sie dosc naprobowalem a oni ze napewno
      maja lepsze itp.Wiec coz bylo robic zarlem je dalej (te same co wpolsce
      zreszta) i cierpialem .Czasem musialem zwalniac sie z pracy,czasem rezygnowac z
      roznych innych rzeczy bo ciagle cos sie dzialo.Po jakis 5 latach kiedy troche
      sie z tym wszystkim otrzaskalem znalazlem w internecie firme ktora ubezpieczala
      wszystkich bez wzgledu na status.Pomyslalem ze szczescie sie do mnie
      usmiechnelo.Ubezpieczylem sie zaczalem czytac warunki i pomyslalem ze bede
      ok.Po paru miesiacach zlapalo mnie znowu i pojechalem z zona sam na
      pogotowie.Zajeli sie mna szybko polozyli pod monitor, poczekali i po 40
      minutach wyslali do domu.Mialem ubezpieczenie ktore pokrywalo 70 procent
      wszystkiego wiec ile tam mogli by ode mnie chciec.Nie duzo bo za 40 minut tylko
      2.600 $.I to jest tylko moje 30 % bo reszte zaplacila ubezpieczalnia.Bylem
      jednak zdeterminowany i postanowilem walczyc do konca.Na internecie zaczalem
      szukac najlepszej kliniki elektrofizjologicznej w stanach.Wyszlo ze to
      Cleveland Clinic w Ohio.Napisalem do nich list i dolaczylem kopie wszystkich
      EKG ktore od lat zbieralem .Napisalem ze mam dosc i nie mam sily sie ztym
      dluzej meczyc i moze oni w koncu jako specjalisci potraktuja mnie powaznie.Po 2
      tygodniach zadzwonili i powiedzieli ze zapraszaja.Zapytalem czy zapoznali sie z
      moimi papierami ktore wyslalem i czy ubezpieczenie ktore mam pokryje ewentualne
      wizyty oni zapewnili ze wszystko juz jest zalatwione.Pomyslalem kurna ale
      szczescie i pojechalem z nadzieja do oddalonego ok 5000 km Ohio z Californii
      gdzie wtedy mieszkalem.Pytalem wyraznie czy ze wzgledu na odleglosc wszystkie
      badania i zabiegi beda wykonane w ciagu jednego pobytu i zapewniono mnie ze
      tak.Przyjechalem na miejsce odczekalem swoje 4 godziny w poczekalni i wszedlem
      do gabinetu.Czulem strach i jednoczesnie wielkie szczescie ze moze wreszcie po
      tylu latach jestem tam gdzie trzeba i zostane potraktowany tak jak trzeba.W
      pierwszym kontakcie z lekarzem ...nie wierze.Przedstawiam sie i czekam co mi
      powie.On pyta mnie o co chodzi.Nie wierze wlasnym uszom.Pytam czy przejrzal
      moje papiery a on mi mowi ze o niczym nie wie.W dodatku zachowuje sie jak burak
      i co chwile gdzies wychodzi.Myslalem ze sie rozplacze.Wyciagnalem wiec swoja
      teczke ktora przezornie ze soba zabralem , pokazuje gosciowi i opowiadam co
      jest grane.Pytam wiec czy moge miec te wszystkie badania o ktorych wyczytalem
      zeby wreszcie sie dowiedziec co to jest dokladnie i czym to wyleczyc.On mi na
      to ze widzi ze to chyba nadaje sie do ablacji i czy chce ja czy nie.Ja zielony
      z emocji mowie mu ze sam nie wiem czy warto i czysa jakies inne opcje i wogole
      jak niebezpieczne to jest itd itp.Gosc mowi ze tomoja decyzja i zaczyna
      bazgrolic rysunki jak to sie robi.Pytam czy sa jakies inne metody mniej
      inwazyjne bo sie boje i wogole co on by zrobil na moim miejscu.Gosc olewa .Mowi
      ze tabletki juz mialem i nic innego poza ablacja mi nie zostaje.Jak chce to mi
      wyznaczy termin (najblizszy za 2 mies) a jak nie to do widzenia.Mysle sobie ide
      na to bo co mi zostaje .Mam dosc.Pytam wiec czy zrobia mi jakies wstepne
      badania a on ...jakie badania? Mowie, chlopie to znaczy ze przebylem 5000km
      tylko po to co moglbym uslyszec przez telefon w 10 minut.On mi na to ze tak i
      do widzenia za dwa mies.Zalamany i z nadzieja jednoczesnie wrocilem i czekalem
      na swoja kolejke po smierc na stole operacyjn
    • florencja29 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 07.02.07, 00:56
      Mam do Was pytanie, czy jeśli nie mam częstoskurczu (chyba- przynajmniej holter
      nie wykazał) tylko dużo pojedynczych skurczów komorowych - 7900 na 48 h (4,26)
      to nadaję sie do ablacji? bo moja arytmia też mi nieźle daje w kość i zaczynam
      sie interesować, czy cos da się z tym zrobic oprócz leków.
      • green_land Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 10.02.07, 10:49
        Miałam 2 częstoskurcze (jeden trwał jakies 15' i przeszedł sam, drugi
        zarejestrowany na EKG, trwał godzinę)zanim trafiłam do Zabrza. Na podstwie
        kilku dodatkowych badań i właśnie tego ekg, zdecydowano o ablacji.
        Często czepiają się właśnie ekg z zarejestrowanym częstoskurczem - jeżeli jest
        to super, jak nie, to raczej w ogóle nie wierzą,że Ci coś jest :)

        Pozdrawiam serdecznie
        • florencja29 Re: Ablacja - czy ktos ma ja za soba? 10.02.07, 21:01
          No dobrze, ale ja czytałam na forum karilogia, że przy dod.skurczach komorowych
          (licznyh) tez wykonje się ablację. Częstoskurcze mają natomiast przeważnie
          osoby które maja dod. skurcze nadkomorowe.
          Zaznaczam,ze mogę się mylić, dlatego w powyższym poscie pytałam, może znalzłyby
          sie takie osoby, kt. mają miały podobną sytuację do mojej. Ja nawet nie wiem,
          czy to co kiedyś czuła to był częstoskurcz - mogę porównywać moje odczucia z
          opisami innych osób. Bo zapewniam takie dodatkowe skurcze też mogą skutecznie
          uprzykrzyć życie, szczególnie gdzy jest ich dużo.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka