Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą.

    IP: *.home.aster.pl 11.09.10, 00:39
    Od dawna ten pomysł chodził po mojej głowie. Przecież to co się dzieje na rynku winiarskim jest po prostu chore. Sprzedawac wina wyceniane u producenta na 2-4 USD po 70-90 PLN na pewno jest świetnym interesem dla sklepu/winebaru, ale dla konsumenta nie, prawda? Jak to się stało, że my - konsumenci, pozwalamy robic z siebie idiotów i kupujemy w sklepach z winami "butikowymi", w sklepach specjalistycznych trunki, których cena tak naprawdę nie ma nic wspólnego z tych trunków jakością. Jak to się dzieje, że w każdym sklepie specjalistycznym bardzo przepłacamy. Ok, marżę w wysokości 20-40 procent jestem w stanie zrozumiec i wydaje się całkiem naturalna. Ale, 70-100%? A znam przypadki, że importerzy i 400 % dodają (lpdv, albo winezja.pl) i naprawdę bardzo przeciętne wina w kosmicznych cenach sprzedawac próbują. I to im się udaje. Dwa okragłe frazesy o wajnmajkerze, o terua, o nachyleniu zbocza i...zróbmy publiczną liste "nie do końca wiarygodnych firmach". Co Wy na to?
    Obserwuj wątek
      • Gość: Magda Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.09.10, 23:34
        W pełni się zgadzam! Też wściekam się, jak widzę jakie są ceny wina w Polsce:/ A wyjątków od tej reguły jest niewiele:/
        A i to prawda, że cena niejednokrotnie ma niewiele wspólnego z jakością:/
        Można kupić drogie wino, na które sprzedawca nałoży kilkaset procent marży, a które jakościowo jest do kitu! Ale wierzę, że jesli tylko klienci w Polsce zyskają trochę wiedzy i nauczą się odróżniać wina dobre od złych, to ten proceder sam się ukróci.
        Póki co przeciętny klient kieruje się zgrabnym opisem i ceną. To zupełnie nielogiczne, bo znam mnóstwo dobrych win poniżej 50PLN, ale po tak długiej propagandzie importerów, że dobre wino to tyle i tyle musi kosztować, nic mnie nie dziwi...
        • Gość: Magda Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.09.10, 23:39
          I jeszcze byłam świadkiem, jak kiedyś właściciel sklepu winiarskiego powiedział do handlowca:
          "Wie Pan, ja muszę tego wina najpierw spróbować, bo Pan mi tu oferuje wino za 20 zł, ale ja nie wiem czy będę je mógł sprzedać u siebie z 37zł"
          I jeszcze kiedyś znalazłam tu na forum wypowiedź importera, któremu zarzucano, że sprzedaje za ponad 35zł fragolino, które we Włoszech kosztuje ok. 1,5 euro. Tłumaczył się podatkami, akcyzą, koncesją i czymś tam jeszcze. W efekcie cena sześciokrotnie wyższa:/ to wszystko jest chore
          • Gość: A Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.warszawa.vectranet.pl 13.09.10, 19:33
            Niestety to nagminne przypadki, ale sądzę, że trochę sami jesteśmy sobie winni. Pracuję, w tej branży i wiem, jak często przychodzą do mnie ludzie i mówią - w tamtym sklepie to ja mam 50 % rabatu a pani mi oferuje 5%'? Wtedy mówię, że należy się zostawić ile ten pan, który daje 50% rabatu zarabia na tym winie, bo ja nie jestem w stanie zwiększyć rabatu.

            Zgadzam się też, że w cenie 30-40 zł można już kupić dobre wina. U mnie tak jest bo importujemy je do Polski. Jednak, gdy patrze jak nasi odbiorcy windują ceny to jestem zdumiona. U mnie Portugalia , 12 miesięcy beczki, bogactwo smaku, aromatu, u mnie wino kosztuje 38 zł, a w sklepach, które kupują je od nas- na półce widzę ponad 60 zł.

            I jeszcze jedna kwestia, sprzedawcy bazują na niewiedzy klienta. Często przychodzą do mnie ludzie, którym takich rzeczy nagadał sprzedawca, aby tylko wepchnąć drogie wino, które często okazuję się niedobre do klienta bo pan sprzedawca nawet nie wspomniał o dekantacji. A przecież należy dobrać wino do potrzeb klienta - droższe wina pijamy rzadko, na specjalne okazję,bo szkoda Barolo lub Chateauneuf du Pape otwierać do zwykłego schabowego.
            pozdrawiam
      • Gość: kati Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 14.09.10, 17:59
        Ja też z branży- ściągamy wina z Hiszpanii.
        No cóż- dopóki jest popyt- będzie podaż. Też się pieklę, kiedy widzę jaką marżę na nasze wina dorzucają sklepy, ale jeśli znajdują się ludzie, którzy są skłonni przepłacać, to właściwie nic mi do tego.
        Choć muszę przyznać, że strasznie mnie irytuje fakt, że skutkiem tego wina, które są w Hiszpanii uznawane za średniej klasy, u nas sprzedawane są w okolicach 100 zł.
        • leon-neon Do kati, A i innych dystrybutorów 15.09.10, 12:10
          Mam kilka pytań:
          - czy sprzedając wina do sklepów (nie do odbiorców indywidualnych) na pewno dajecie im upust na tyle duży, żeby cena wina na półce była jak najbardziej zbliżona do waszej ceny sprzedaży?
          - jaka jest wasza marża na butelce?
          - czy bierzecie pod uwagę fakt, że cena butelki na półce obciążona jest jeszcze 22% VAT-em (więc to nie tylko pazerność sprzedawcy)?

          Inna rzecz, że rynek wina w Polsce, aczkolwiek perspektywiczny, jest wciąż dosyć płytki i być może istnieje nadpodaż sklepów w stosunku do popytu. Z jednej strony może to sugerować konkurencję i walkę o klienta cenami, z drugiej strony sklepiki też mają koszty własne, na które muszą zarobić marżą (bez gastronomii). Taka dzienna marża to minimum 400 zł - ile (i po ile) butelek trzeba sprzedać, żeby taki wynik osiągnąć? 40 butelek dziennie z marżą 10 zł? Raczej ciężko. No więc sprzedawca 'bierze się na sposob' i próbuje sprzedać 20 butelek ze średnią marżą 20 zł. Też ciężko, bo marża 20 zł to butelka w ostatecznej cenie min. 40-50 zł. No i koło się zamyka. A może się mylę - jestem tylko skromnym obserwatorem, nie związanym z branżą, choć na pewne rzeczy zrwacam uwagę... Ciekawe będzie wysłuchanie w tym wątku również opinii detalistów.
          • Gość: Magda Re: Do kati, A i innych dystrybutorów IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.09.10, 13:57
            Leon, zgadzam się z Tobą. Mam wrażenie, że polski rynek winiarski wygląda tak, że albo ludzie się nadymają i urządzają bufonadę, typu: ile wydam na wino i jak to się dobrze znam, albo kupują popłuczyny, które udają wino.

            Od jakiegoś czasu uważnie obserwuję, chyba z wrodzonej przekory, branżę winiarską i widzę jakieś światełko w tunelu, ale nadal dzieje się źle, a może nawet bardzo źle.
            Zresztą większość sklepów ma ten sam asortyment, który różni się ceną (nawet do 60zł różnicy na butelce! Absurd!!!)
            Dlatego myślę, że przyszłością są niewielkie firmy importujące wino i prowadzące bezpośrednią sprzedaż w internecie, a nie ogromne korporacje.
            I co z tego, że te wielkie firmy mają wina z całego świata? Skoro muszą opłacić drogą promocję, być może pośredników (o zgrozo), ogromne magazyny, piękne "salony", wybitnych sommelierów i sprzedawców oraz masę innych rzeczy, które w efekcie przekładają się na cenę wina, a nie zapomnijmy o zarobku dla właściciela, bo przecież Polak musi zarobić milion tu i teraz - zero myślenia perspektywicznego, aby tylko więcej kasy wpłynęło na konto.

            Mam nieprzeparte wrażenie, że handel winem w Polsce przypomina dosłownie handel chińskimi majtkami na straganie. Gdzieś zatraca się to, co najważniejsze, czyli dawanie ludziom przyjemności z kupowania i picia wina, z poznawania go. Chodzi tylko o kasę, kasę i jeszcze raz kasę. Czy to już polska mentalność, czy co? Nie wiem.

            Wiem, że na palcach jednej ręki mogę policzyć sklepy, w których kupiłabym wino w Polsce (to a propos ich dużej ilości, co zauważył Leon). Oczywiście nie zdradzę, które to. Kto szuka - znajdzie.
            A wszystkim zainteresowanym polecam poszperanie w internecie i odnalezienie prawdziwych cen win, ot co, nic trudnego i porównanie ich z tymi, które są w Polsce.
            Oczywiście, że w cenę wina w Polsce musi być wliczony podatek, akcyza, zezwolenia, transport i zarobek, ale 200% marży to porażka, zarówno importera jak i klienta.

            I jeszcze jedno słowo w związku z "autorytetami" dzięki którym cena wina wzrasta (czasem nawet kilkakrotnie). Mam nadzieję, że w końcu ludzie nauczą się pić wino i nauczą się je odkrywać, a nie będą bazować na opiniach ludzi typu R.Parker, który autorytetem (przyjamniej dla mnie) z pewnością nie jest. A taki sprzedawca myśli: aha, jak on to poleca, to hulaj dusza z marżą. Smutne ale prawdziwe.
            Czy nie lepiej odkryć coś nowego? Ech...
            • jeepwdyzlu Re: Do kati, A i innych dystrybutorów 15.09.10, 16:30
              Zgadzam się z Magdą
              Kupuję i wypijam z przyjaciółmi rocznie około 200, 300 butelek
              W Polsce kupuję w sklepach 10% tej liczby - z reguły w czasie wizyty np u Mielżyńskiego
              Resztę kupuję za granicą - w czasie wakacji czy wyjazdów służbowych
              Ostatnio też w sieci - ale tylko to co już znam...
              Przyszłość branży - to albo winebary z degustacją i kuchnią - jak u Mielżyńskiego
              albo sieć..
              Innej drogi nie ma - za granicą rynek jest większy, vat mniejszy, marże chyba jedna niższe...
              jeep
              • Gość: Magda Re: Do kati, A i innych dystrybutorów IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.09.10, 20:01
                Ja kupuję powiedzmy 50% wina w Polsce i drugie tyle za granicą. Zwykle rocznie koło 150-200 butelek.
                Ale właśnie to, co kupuję w Polsce pochodzi z niewielkich firm, które importują wino bezpośrednio z winnicy (tu trzeba uważać, bo wielu chwali się własnym importem, który polega na tym, że kupują wino od wielkiego importera hihi).
                Moim zdaniem przyszłość to właśnie małe firmy, skupione na kliencie, a nie sobie, z małą marżą i misją (wiem, wiem, każdy gębę sobie wyciera tym sloganem, ale piszę o ludziach, którzy faktycznie ją czują), które działają w sieci, bo przy polskiej drożyźnie nie ma innej możliwości.
                Żadne tak winebary, w których przecież marża musi być, żadne eleganckie salony czy sklepy z winem. Owszem, dla "elity" może tak, ale zwykli ludzie mają się wyłącznie przekonać o tym, jak cudowne jest wino i że to przyjaźń do końca życia:) oni nie potrzebują zadzierania nosa, nabzdyczania się i wymyślnej kuchni, wolą miłe towarzystwo i dobre wino:)
                Za granicą to nawet w markecie można świetne wino kupić:) a u nas? Pojedyńcze sztuki (a być może czegoś jeszcze nie odkryłam:P)

                I ostatnio zdobyłam się na odwagę i przetestowałam kilka nowych miejsc w sieci. Powiem jedno, przekonuję się, że im mniejsza firma i młodsza, tym lepsza:) tak jak z kartą dań w restauracji, mniej=lepiej, bo i jakość lepsza, i obsługa:)
                • docg Re: Do kati, A i innych dystrybutorów 15.09.10, 23:53
                  Gość portalu: Magda napisał(a):

                  > Ale właśnie to, co kupuję w Polsce pochodzi z niewielkich firm, które importują
                  > wino bezpośrednio z winnicy (tu trzeba uważać, bo wielu chwali się własnym imp
                  > ortem, który polega na tym, że kupują wino od wielkiego importera hihi).

                  • Gość: Lanvin Re: Do kati, A i innych dystrybutorów IP: *.home.aster.pl 16.09.10, 00:37
                    Zupełna bzdura.
                    Jeśli jesteś importerem, a nie firemką, ktora importerem się mieni, zawsze, ale to zawsze lepiej jest kupic u producenta. Ale wtedy mówimy o ilościach, które wchodzą do kontenera - czyli ok. 15360 butelek. Mam na myśli wina z "nowego świata". Każdy sensowny francuski, hiszpański producent sprzeda Ci paletę jednego rodzaju wina. Czasami mniej.
                    Chyba, że importerami nazywasz też tych, którzy kilka lat temu w plecaku przenosili papierosy zza wschodniej granicy.
                    Albo mówimy o importerach, albo przestańmy żartowac ;-)


                    • docg Re: Do kati, A i innych dystrybutorów 16.09.10, 08:10
                      W przypadku dużych ilości - masz rację, ale są wina, które powstają w ilościach mniejszych, niż pojemność kontenera, albo takie, których polski rynek jest w stanie wchłonąć najwyżej kilka skrzynek. Dla mnie właśnie te wina stanowią o jakości rynku, a nie te, które sprowadzane są kontenerami zza oceanu. I te wina niejednokrotnie łatwiej i lepiej jest kupić u pośredników. Poza tym na pewno wiesz, że są wina, których producent w ogóle nie sprzedaje importerom, a jedynie pośrednikom (mówię np. o większości klasyfikowanych Bordeaux :-) ). Czy tego chcesz, czy nie, każda firma, która sprowadza wina zza granicy a później sprzedaje je tutaj, niezależnie od ilości, JEST importerem. To, czy ktoś kilka lat temu przenosił w plecaku papierosy przez wschodnią granicę czy Wietnamczyków przez zachodnią nie ma tu nic do rzeczy.
          • Gość: kati Leon- neon IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.09.10, 18:35
            Wiesz my w ogóle nie prowadzimy sprzedaży indywidualnej póki co. Jest to kolejny etap w rozwoju naszej firmy, który z pewnością kiedyś nastapi, ale na razie sprzedajemy wino tylko do specjalistycznych sklepów i restauracji.
            Tak oczywiście - zdaję sobie sprawę z wysokiego VATu, który zaraz wzrośnie jeszcze bardziej.
            I oczywiście wiem, że sklepy mają też swoje koszta.
            Marże mamy bardzo niewielkie, ale na wszelki wypadek nie zdradzę jakie:-)
            Właściwie nie powinno mnie to jakoś specjalnie obchodzić (ja wino dla siebie kupuję tanio:-) ale mamy taką niewielką misję- żeby nauczyć Polaków pić DOBRE wino. A przez te kolosalne marże, mało kogo stac na coś więcej niż wina z Biedronki (choć i to jest lepsze niż takie dajmy na to Fresco...).
            Cieszy mnie za to bardzo opinia kogoś poniżej, że przyszłość należy do niewielkich firm z minimalnymi kosztami stałymi. Ha! To właśnie my :-)
            • Gość: Lanvin Re: Leon- neon IP: *.home.aster.pl 16.09.10, 00:10
              Pracuję u dużego (jak na polskie warunki), niezależnego warszawskiego importera/dystrybutora. Widziałem cenniki win chilijskich. Były tam słynne nazwiska i znane marki. I powiem tak. Wszystko co jest na poziomie Frontery - tak zwane w Chile "varietal" jest do kupienia do 2 usd, wina z półki wyżej czyli "reserva" od 2.5 do 4 usd (tu już naprawdę dobre marki). Ja rozumiem, że transport, akcyza, koncesje....ale uważam, że każda, ale to każda chilijska "reserva" powyżej 45 PLN to już złodziejstwo. Wniosek - nigdy nie kupujcie żadnej reservy powyżej 45 ;-)
              I zupełnie nie mogę się zgodzic, że przyszłośc należy do małych importerów. To właśnie najwięcej z nich zbankrutuje w najbliższym czasie. Jestem o tym głęboko przekonany. A nawet jeśli niektórym się uda i odniosą sukces, bedą chcieli się rozwijac to w perspektywie przestaną byc małymi importerami;-) Przeżyje może jeden na 10. Tak bylo od zawsze na rynku winiarskim w Polsce i tak już pozostanie. Wystarczy spojrzec na masowo zamykające się sklepy z winami butikowymi i winebary w wawie, która stanowi przecież najpoważniejszy rynek w Polsce. Bez solidnego zaplecza finansowego nie macie praktycznie żadnych szans. Sami zobaczycie. Nie macie praktycznie żadnych szans na wejście w sensowną dystrybucje. W sklepach nie ma już wolnego miejsca na nowe wina, na nowych importerow. A jak sie znajdzie, to zażądają takich pieniedzy za wejście, za półkowe, że się nie pozbieracie.
              Albo znajdziecie jakąś niszę, albo szybko zamkniecie swoje interesy. Koncerny prędzej czy pozniej Was zjedzą. Bo koncerny sprzedają wino w Polsce od ładnych kilkunastu lat i to właśnie w ich posiadaniu są praktycznie wszystkie liczące się marki na świecie. Przeorały cały winiarski świat już w latach 90'. To właśnie one wysyłały swoich ludzi w dlugie podróże.
              Nie wierzycie? Wskażcie mi choc 3 importerów, którzy w ostatnich pięciu latach osiągnęli sukces finansowy. No dawajcie....
              Oczywiście możecie się podniecac początkami działalności, wspaniała perspektywą nowego życia...zderzenie z rzeczywistością będzie bolesne.
              Czytają ludzie fora, serwisy winiarskie i się egzaltują. Ten pisze, że kupuje 200 butelek rocznie, tamten, że 350...i taki człowiek sobie myśli: " Boże, ile Ci ludzie wina kupują. Może będziemy wina sprzedawac. Co Ty na to kochanie?" A takie ilości kupuje absolutny margines, ułamek promila tego społeczństwa. A z promila nikt, nigdy biznesu nie zrobi.
              Dwa lata temu bylo tak myslących sporo. I odpowiedzcie mi teraz, gdzie są teraz te wszystkie mocno naglośnione, marketingowo rozdmuchane warszawskie winebary/sklepy? No gdzie one są? Ja Wam powiem. One są teraz w sądach, bo mają niesplacone długi.
              • Gość: Magda Re: Leon- neon IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.09.10, 00:54
                Zgadzam się z tą częścią wypowiedzi, która dotyczy winebarów itp.
                Przecież to totalna porażka, a ceny w nich sięgają zenitu.

                Odnośnie do cen win też się zgadzam.
                Natomiast wg Twojego toku rozumowania większość małych winiarni w Europie powinna była już dawno zniknąć?
                Mam mnóstwo znajomych, którzy kupują jakość a nie ilość. Obserwując od jakiegoś czasu rynek winiarski dostrzegam, że powoli sytuacja zmienia się na normalną, czyli jakość w rozsądnej cenie. Powiedziałabym bardzo powoli, ale zawsze.
                Ludzie zyskują coraz więcej konsumenckiej świadomości (nie tylko w branży winiarskiej) i można wysnuć równoległą teorię, że w końcu te wielkie koncerny upadną na rzecz małych importerów. Wszystko okaże się z czasem. A może będzie wystarczająco dużo miejsca dla tych i dla tamtych? Tego sobie bym zyczyła, jako świadomy i wymagający klient:)

                A o półkowym i wchodzeniu do sklepów nie ma mowy, bo rozprawialiśmy tu o wyższości importerów, którzy sprzedają swoje wina wyłącznie w sieci.
                A propos półkowego - dziwi mnie to przez całe życie - świat i ludzie schodzą na psy!
                Jak już pisałam: wszędzie kasa, kasa, kasa, a do tego zazdrość i nieuczciwość:/
                Ach, to tak filozoficznie na koniec:P
                • Gość: Lanvin Re: Leon- neon IP: *.home.aster.pl 16.09.10, 01:22
                  Małe winiarnie nigdy nie znikną, ponieważ najczęściej zaopatrują rynek lokalny. A ich właściciele jeżdzą starymi renówkami. Poza tym dostają doplaty od Unii. Byłem, widziałem.
                  Gdzie są nasze małe, lokalne browary? W swoich regionach - tylko i wylącznie. Ewentualnie produkują coś niszowego, osobnego, unikalnego i zostały zauważone "wyżej".
                  Dlatego piszę o tym, żeby mali importerzy, a raczej "mrówki", przewożący swoje wina w małych samochodzikach (tira nigdy nie kupią) szukali swojej niszy. Ale oni już przecież swoją niszę znależli- małe sklepiki i winebary. Ale male sklepiki specjalistyczne i winebary w dużym procencie upadają. Wniosek - wraz z nimi upadną "mrówki". Bez sensownego rynku zbytu, dystrybycji tylko naprawdę nielicznym się uda. Wyłącznie tym, którzy znajdą swoją niszę. Zapamietaj moje słowa, proszę.
                  Duzi importerzy należący do jeszcze większych koncernów w swoim portfolio mają znakomite, przepyszne wina. Równie dobre, co mali importerzy. Ale w lepszych cenach.
                  I dlatego ci, ktorzy należą do producentow Dorato, albo producentów Nalewki Babuni Wiśniowej opanowali około 50% rynku restauracyjnego. To właśnie ci, ktorzy należą do producentow sovietskoje igristoje półslodkie, albo pysznego cin-cin bianco mają specjalistyczne sklepy winierskie w największych centrach handlowych w tym kraju. A musisz przyznac, że wybór w tych sklepach jest naprawdę sensowny.
                  Znajdż mi jedną przewagę "mrówek".
                  Znajdz mi trzy przykłady importerów, nazywam ich mrówkami, którzy odnieśli sukces w ostatnich pięciu latach.

                  • Gość: Magda Re: Leon- neon IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.09.10, 02:10
                    Widzisz, mamy zupełnie różny pogląd na pewne sprawy. Ja nadal będę trwać przy swojej opinii, że sukces tkwi w małych producentach i małych importerach.

                    A i ja byłam, i ja widziałam, jak żyją, mieszkają i czym jeżdżą mali producenci win - piekielnie zazdroszczę, bo nie było to stare renault:)

                    Jeśli chodzi o firmy, którym powiodło się na przełomie ost. 5 lat, nie jestem w stanie dać Ci odpowiedzi na to pytanie z dwóch powodów: 1. Nie jestem z branży, a rynek winiarski obserwuję zbyt krótko, żeby mieć taką wiedzę. 2. Jesli nawet upadli, to z konkretnych przyczyn - braku ludzkiej świadomości, ot co.

                    Widzę też, że ciągle mówimy o różnych gatunkach win. Ja piszę o winach jakościowych, a Ty o cin cinie:) chyba, że nie złapałam czegoś istotnego w Twoim poście, wybacz - już późno:)

                    A w kwestii cen. Zastanawiając się logicznie, ile może dać rabatu producent, który otrzyma zamówienie na ponad 16 tys. butelek wina? 50%?
                    Niech będzie. Przy 4e za butelkę, daje to 2 e upustu. Zatem przejdźmy na złotówki.
                    8 zł mniej na butelce, ok. Czyli cena wyjściowa to 8 zł. Doliczając jakieś tam koszty myślę, że ok. 15 złotych będzie z VATem.
                    I teraz logika:
                    - mały importer ma to wino, powiedzmy 25% taniej, czyli w cenie wyjściowej za 20zł, ale nie ma centrum logistycznego, nie musi płacić kierowcom, pracownikom, sommelierom, marketingowcom, etc, etc, etc.
                    - duży ma to wino za 15zł, ale musi opłacić wyżej wymienione stanowiska, plus z pewnością wiele, wiele więcej

                    Morał? I tak mały importer będzie miał lepsze i tańsze wino:) A z pewnością nie będzie handlował tzw. masówką, tylko fajnymi, lokalnymi, może jeszcze nieznanymi winami:) Same zalety.
                    Nawet gdybym miała tę złotówkę więcej zapłacić, myślę, że warto.
                    Zresztą, jak już pisałam, jest kilku importerów, którzy mają fajne wina w rozsądnej cenie i, chyba, mają się dobrze, więc widzę w nich wielką przyszłość.
                    I nie sądzę żeby rozrosły się do molochów, bo to zupełnie inna bajka:)
                    • Gość: Lanvin Re: Leon- neon IP: *.home.aster.pl 16.09.10, 02:24
                      A gdzie ta mała mrówka to wino sprzeda i w jakiej ilości?
                      Może jest pozno i dlatego nie załapalaś. Chyba dośc wyraznie napisalem, że do tych wielkich koncernów, ktore produkują cin-cin, czy nalewkę babuni, czy inne sovietskoje igristoje nalezą firmy, ktore parają się sprzedażą znakomitych win. Oczywiście działają pod innymi brendami, ale to wciąż producenci wyżej wymienionych "win" liczą zyski. Mają własne sklpey i winebary. Powstaje taka siec sklepow/winebarów, co się nazywa "Jak pragnę wina.." Nalezy do firmy, której wina można spotkac na dużej ilości stacjii benzynowych w tym kraju. Jarzysz o co mi chodzi?
                      • Gość: Magda Re: Leon- neon IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.09.10, 15:45
                        Lanvin, a więc mimo później pory wydaje mi się, że zrozumiałam dobrze:)
                        Ja piszę o firmach, które powstają hobbystycznie, przynoszą niewielkie zyski (rzędu max. kilku tys. miesięcznie), ale mają wyśmienite wina, w bardzo dobrych cenach, a przede wszystkim właściciele są nastawieni na satysfakcję, a nie na zyski.

                        Może Cię zdziwić takie podejście, ale gwarantuję, że tacy ludzie są, żyją, mają się dobrze:)
                        Nie zgodzę się też, że małe rodzinne winiarnie zaopatrują rynek lokalny, bo doskonale radzą sobie na rynku międzynarodowym i zdobywają duże uznanie. Szczególnie teraz w czasach slow food (które będą trwać mam nadzieję jak najdłużej) jest szczególny popyt na takie wina.
                        Jedno z moich ulubionych to wino, które jest produkowane w ilości ok. 7000sztuk a kosztuje w PL mniej niż 100zł. I o to w tym wszystkim chodzi.

                        Mam wrażenie, że piszemy o dwóch różnych sprawach.

                        W kwestii winebarów i tym podobnych miejsc. Fajnie, ale dla mnie to bufonada, drożyzna i chęć zbijania kasy na nieświadomych klientach. Pewnie, że jest mnóstwo ludzi, którzy tam zaglądają, kupują itp., ale wg mnie wynika to z nieświadomości polskiego konsumenta, któremu wydaje się, że dobre towary to tylko w specjalistycznych miejscach. Przepraszam jeśli kogoś urażę tym, co napisałam, ale takie mam zdanie.
                        Zresztą, jak już pisałam, żeby nie wiem jaką zniżkę otrzymał importer, to wino w eleganckim salonie czy winebarze będzie zawsze droższe niż w internecie.
                        Winebar musi dodatkowo zatrudniać więcej ludzi, płacić rachunki, opłatę za wynajem itp.

                        Zresztą w Europie też są winebary, ale duuużo tańsze i chyba bardziej przyjazne - takie swojskie. Bo tam z picia wina czerpie się przyjemność, a nie dokłada się jakiegoś dziwnego nadęcia.

                        Rozumiem też, że ceny w Polsce biorą się poniekąd też z wszechobecnej drożyzny, ale wydaje mi się, że dla człowieka, który czuje "misję" (popularne słowo, ale nie zawsze adekwatne do tego, co wyprawiają importerzy) najważniejsze jest znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli na jakiś tam zarobek, ale przy okazji na zminimalizowanie kosztu wina i skupieniu się na dawaniu ludziom radości, a nie zbijaniu kabzy.

                        Zresztą handel jakościowym winem (zaznaczam poprawny handel, bez przeogromnych marż) chyba jeszcze długo nie będzie dochodowym zajęciem, a jedynie hobbystycznym:)
              • Gość: kati Lanvin IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.09.10, 17:41
                Lansowana przez Ciebie perspektywa, w której przetrwaja tylko korporacje, jest dość przygnębiająca i mam nadzieję (nie tylko ze względu na siebie), że tak się nigdy nie stanie.
                Szczęściem już teraz widzę, że to słynnne 'półkowe' czy brak miejsca w restauracjach- to trochę mit. Zapewne ma to zastoswoanie wypadku koncernów, które faktycznie muszą licytować się między sobą- płacić za lepszą półkę, prześcigać się w kwestii rozmaitych gadżetów ofiarowywanych klientom ui tak dalej.
                Od nas nikt tego nie wymaga, bo wie, że nie jesteśmy w stanie konkurować pod tym względem. Naszą siłą jest cena, możliwa do uzyskania dzięki temu, że mamy batrdzo niskie koszta- niemal wszystko robimy same. Mamy już całkiem przyzwoitą sieć dystrybucji- a to chyba jest najcenniejsze.
                Wiesz, gdyby było tak jak się Tobie wydaje- świat byłby straszniue nudny i strtasznie komercyjny. Wolę swoją wizję, gdzie jest miejsce dla rozmaitych rozmiarów firm. Zresztą makroekonomia stoi za mną ;-)
      • vintrips Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. 16.09.10, 04:12
        Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Aspekt stanowiący skuteczną barierę do kupowania win dobrych i bardzo dobrych w Polsce (średnia i górna półka).

        Otóż wszystko wskazuje na to, iż importerzy kierują się następującymi dwoma zasadami:

        1. Niskie i bardzo niskie marże na wina typu chile supermarketowo-stacjowo benzynowe, bo to i tak się sprzeda w dużych ilościach, a liczy się obrót, więc mały zarobek na każdej butelce jest OK.

        2. Kosmiczne marże sięgające kilkuset procent na dobre i bardzo dobre wina (cena zakupu u producenta 25-40.- € / 1 btl), bo one sprzedają się rzadko. Jak już ktoś ma kasę albo jest snobem albo na specjalną okazję to i tak to kupi za każde pieniądze.

        O ile punkt 1. jest całkiem zrozumiały i to jest naturalne w każdym biznesie, to wydaje się, iż prowadzenie dalej polityki zgodnej z 2. jest podcinaniem gałęzi, na której siedzi każdy z importerów (czy to mały czy to duży). Prowadzi ona bowiem do szukania przez polskich konsumentów alternatywnych źródeł zaopatrzenia (nie-polskie sklepy internetowe, przywożenie win "w bagażniku", sprowadzanie win firmami kurierskimi itp)

        vintrips.blogspot

      • Gość: viniaq Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.centertel.pl 19.09.10, 11:33
        Znajomy ktory jest jeszcze w branzy podeslal mi linka do tej dyskusji. Bylem importerem przez 3 lata teraz szczesliwie pracuje w czyms zupelnie innym. Czesc z was tu piszac widac ze wie o co chodzi ale wiekszosc nie ma bladego pojecia o rynku i spekuluje piszac bzdury wyssane z palca.

        Zacznijmy od mitu jakie to kokosy mozna uzyskac handlowac winem. Mamy wino od producenta za 2 euro a u mnie bylo za 20 - skad to sie wzielo? Zrobicie wymiane kursu po 4 to daje 8 doliczcie teraz transport okolo 1 euro, 22% VAT, akcyze, koszt banderoli i banderolowania za granica - wyjdzie jakies 16 i do tego ja tez przeciez cos musze zarobic, bo musze zaplacic za sklep i pracownikom ktorzy w nim pracuja. Mozna powiedziec - obniz marze i sprzedaj wiecej, ale nikt z malych importerow nie sprzeda tyle wina aby zarobic na wlasne koszta przy niskiej marzy - kazdy kto tak zrobi bedzie na najkrotszej drodze do bankructwa. Ile ja musze takich butelek sprzedac zeby zaplacic za sklep i pracownikow? Nie ma jak zwiekszyc sprzedazy - bo nie istnieje nawet legalna reklama wina w Polsce!

        Dlaczego markety maja taniej? Bo przy sciaganiu kontenera ceny i koszta sa inne niz jednej palety na rok - takiego sprzedawce producent i firma transportowa ma gdzies. Mali importerzy nigdy nie beda mieli niskich cen bo nie utrzymaja sie. Dlaczego sie nie utrzymaja to bedzie wiadomo w nastepnym akapicie.

        Kolejny mit to polski rynek wina - on nie istnieje. Pod wzgledem ilosci wypijanego wina Polska to 1/4 rynku czeskiego, a pod wzgledem obrotu 1/10. Nie wspomne o takich krajach jak Niemcy gdzie to sa roznice z rzedu wartosci nie kilkunastu ale kilkudziesieciu wielkosci. Gdyby zagraniczni dystrybutorzy mieli dzialac na takim rynku to nie ruszyliby palcem w bucie tylko zwineli interes i przestawili sie na sprzedaz srubek. Wiekszymi i lepszymi rynkami sa nawet kraje muzulmanskie gdzie alkohol jest oblozony wysokimi podatkami jak Liban czy Turcja. Polska nie jest i nie bedzie krajem winiarskim nigdy - ani za 10 ani za 100 lat. Na dodatek ten mikrorynek jest opanowany w 90% przez wina owocowe, 9% wina gronowe stolowe. Nie ma na nim miejsca na wina jakosciowe - oparcie sie na nich to pierwszy i ostatni krok do bankructwa.

        Wina jakosciowe w Polsce nie maja sensu poniewaz ludzie zainteresowani tymi winami ich nie
        kupuja - kupia je zagranica bez wszystkich tych moich kosztow. Przecietny klient w Polsce ledwo odroznia Bordeaux od Burgundii. On chce miec winko ponizej 10 zlotych najlepiej czerwone polslodkie bulgarskie - to kupi je w biedronce a nie w sklepie. Wszystkie rozmowy na temat cen zreszta zaczynaja sie od tego jaki on dostanie rabat. Cena moze byc nawet ponizej 20 zlotych ale jak nie ma 50% rabatu to nie kupi. Bronilem sie przed tym 2 lata ale w koncu zrobilem eksperyment - wszystkim winom w moim sklepie podnioslem ceny o 100% i przy kasie dawalem rabat 50% - w ciagu miesiaca sprzedalem tyle wina co przez poprzednie pol roku. Tak glupi i pazerny wlasnie jest polski klient.

        No dobrze to klient detaliczny - a hurt czy gastronomia? Jeszcze gorzej - nikogo wina nie interesuja (tylko aby bylo 50% rabatu i cena ponizej 20 zlotych), chca miec lodowki, fartuszki, spluwaczki, korkociagi, koszulki, lampiony i cholera wie co jeszcze plus faktury na 120 dni z mozliwoscia zwrotu towaru. Do tego zenujaca sprzedaz i pretensje do importera ze wina sie nie sprzedaja - nic dziwnego jak kelner sie nie zna i nic nie potrafi zaproponowac klientom, na szkolenia przylaza po to aby sie nachlac za darmo, daja ceny 4 krotnie wyzsze od moich cen detalicznych to tylko psychopata by kupil i to w kraju gdzie nikt nie pije wina w restauracji! Dno i kilka metrow mulu.

        Po 3 latach bycia wyzywanym od zdziercow, zlodziei i lichwiarzy mialem dosc - nic nie zarobilem, narobilem dlugow, bylem klebkiem nerwow. Wyszedlem z tego polskiego bagna i pracuje wreszcie na normalnym rynku. Pamietajcie kryzys dopiero zbiera zniwo - do konca roku mali importerzy zdechna, zostana supermarkety. Teraz zostali juz tylko hobbysci i naiwniacy - hobbysci interesow nie zrobia i zbankrutuja a naiwni padna jeszcze przed nimi.
        • Gość: Lanvin Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.home.aster.pl 19.09.10, 17:35
          Trudno się nie zgodzic. I ciesze się, że ktoś będący kiedyś wewnątrz tego rynku w dużej mierze zgadza się ze mna.

          Wciaż nie rozumiem polemizujących tu ze mną dziewczyn (Magda, Kati) na podstawie jakich przesłanek wysnuły wniosek, że sukces tkwi w małych producentach i małych importerach. Na podstawie jakich danych? Wskażcie mi choc jedną branże na której dominują mali producenci i mali importerzy. Są to dla mnie zupełnie zdumiewające wnioski, a siedzę w tym biznesie od kilkunastu lat.

          Wysyp tych firemek nastąpił na początku tego wieku. Były ich dziesiatki; wiem, bo dziesiątki właścicieli było u nas na rozmowach (firma dystrybucyjna - niezalezna, nie bedaca w posiadaniu przez koncerny; spora, działająca głównie w wawie ale i kilku innych miastach). To przecież tylko oni mają najlepsze wina, to tylko oni mają superhiperextra kontakty z winnicami na zachodzie...i bylibyśmy idiotami, gdybyśmy tych win do dystrybucji nie wzieli. Tak mówili, tak zachęcali....Było ich kilkadziesiąt, a przetrwalo kilka. Takie kontakty mają teraz wszyscy;-) I wszyscy mają też dobre wina.
          I dlatego piszę, że przetrwa może jedna na dziesięc. Jestem o tym głeboko przekonany. Wiem o tym. Bo moja pewnośc wynika z kilkunastoletniej obserwacji tego rynku, a nie z pobożnych zyczeń, romantycznej wizji niesienia kaganka oświaty czy innej misji.

          Musicie sobie mocno, ba, z całą mocą uświadomic, że tylko jakaś nisza Was uratuje. Bo najlepsze kęski juz są podzielone. Dla Was zostały już tylko okruchy spadające ze stołu. Okruchy, po które dużym, a nawet średniej wielkości firmom po prostu nie chce się schylac.
          Albo wpadniecie na jakąs rewolucyjna koncepcję prowadzenia działalnosci, albo większośc z Was zniknie z rynku szybciej niż się spodziewacie i uwierzcie, nikt tego nawet nie zauważy. Bo takich firemek w tym kraju były setki.

          Większośc właścicieli nowych firm, nie ma bladego pojęcia, co sie w Polsce sprzedaje. Nie zrobili żadnych analiz, żadnego biznesplanu. 3-4 lata temu zauważyli, że w wawie powstało sporo sklepów specjalistycznych. Skoro powstają, to musi byc świetny biznes, nie? Powstalo mnostwo portali winom poświęconym, mnóstwo blogow. Cały kraj zyje winem!!! Naczytali się w sieci o tym, jakie to wina ludzie piją, ile na te wina wydają. I interesy pozakladali. A im się wydaje, że ludzie kupują na luzie do obiadu wina po 4-5 dych, oczywiście codziennie, i na podsatwie tej chorej perspektywy stworzyli portfolio. A tu się okazuje, że wino powyżej 50 dych jednak ciężko sprzedac. Powyżej 70 jeszcze trudniej, a powyżej 100 to ludzie zazwyczaj na prezent kupują.
          Nachodzili się na degustacje, promocje, wystawy, a tam pieknie, elegancko. Usmiechnięci własciciele firm winiarskich, piekne panie w pieknych sukniach, przystojni panowie ze znawstwem o winie mówiący. Ale rzeczywistośc jest taka, że te piekne panie i przystojni panowie przyszli sie napic za darmo i otrzec - w ich mniemaniu - o wielki swiat. A i tak nastepnego dnia wino kupią w supermarkecie, a Ci zamożniejsi w Bomi, Piotrze i Pawle, Supersamie, Hali Banacha, różnego rodzaju delikatesach czy innych warszawskich sklepach z dobrą oferta win. A tam już nie wejdziecie ze swoimi winami, bo półki są pełne.
          Bez rynku zbytu nie macie szans.


          • Gość: Magda Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.09.10, 18:21
            Ach, piękne przemówienia Panowie, jestem pod wrażeniem.

            Widzę, że nie dojdziemy do wspólnych wniosków. Co miałam do przekazania, napisałam.
            Takie jest moje zdanie i go nie zmienię.

            Viniaq zauważ, że zarówno ja, jak i Kati, pisałyśmy o firmach nie posiadających sklepów (czyli nazywanych przeze mnie "pięknymi salonami", za które trzeba płacić krocie) i działających wyłącznie w sieci.

            Oczywiście mogę zgodzić się z pewnymi fragmentami wypowiedzi obu Panów, ale nie podpisuję się pod ogólnym przesłaniem.
            • Gość: kati Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 20.09.10, 09:17
              Mogłabym złośliwie zapytać Panów winnych malkontentów, które z badań określały, co się stanie z rynkiem wina w Polsce za lat 10 i 100 ;-)
              Bo to co ja do tej pory znalazłam to informacje o tym, że to bardzo dynamicznie rozwijający się rynek. Ale myślę tak naprawdę, że Wam Panowie nie chodzi o badania czy dane dotyczące ekonomii. Nie przekonają Was biznes- plany ani dane dotyczące kryzysu, który według, któregoś z Was dopiero się rozszaleje. Wy już zdania tak czy siak nie zmienicie. Na czym zresztą mi jakoś szczególnie nie zależy.
              Już pisałam o tym, że korkociągów i lodówek wymaga się od korporacji właśnie, a nie od niewielkich firm. Jedny gadżet, który dostarczamy to karty win (to leży w naszym interesie:-). Nie wiem z czego wynikaja Wasze gorzkie doświadczenia, być może za dwa lata dołączę do chóru malkontentów utyskujących na rynek wina w Polsce.. oczywiście dopuszczam taką ewentualność. Ale w tym momencie zaróno nasze doświadczenia i bilans ekonomiczny są całkiem pozytwyne. Czego i Panom życzę!
              Pozdrawiam serdecznie
              Kati
              • leon-neon Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. 20.09.10, 14:23
                Dyskusja - jedna z najciekawszych na tym forum ever. Niezwykle interesujące posty Lanvina, Viniaqa i obu Pań, prezentujące punkty widzenia i duzych i małych, dające do myślenia dlaczego jest tak a nie inaczej. Czytało się z przyjemnością - choć trochę z goryczą, bo rzeczywiście, amatorzy wina, obracający się w swoim światku mają (mamy) wrażenie, że rynek wina w Polsce kwitnie i "kwiść" będzie, a tu okazuje się, że nie jest tak różowo. Statystyki mówią, że rośnie, ale może rzeczywiście chodzi tu o wzrost spożycia "win owocowych"? Gdzieś wyczytałem, że Polska znajduje się w spożyciu wina na poziomie Danii z roku 1952 - pytanie, czy i kiedy osiągniemy poziom Danii z roku np 1960 i co to będzie oznaczać?
                • Gość: lodium Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.153.76-86.rev.gaoland.net 20.09.10, 15:39
                  bedac na wakacjach w polsce zaprosilam paru znajomych do renomowanej restauracji. pomyslalam, ze zamowie dobre wino do posilku. niestety na karcie napojow byl taki napis:
                  wina francuskie, hiszpanskie ,wloskie 40 zl! nawet nie zapytalam co to za wina: pilismy piwo.
                  z kolei jak przywoze wina burgundzkie do polski wiekszosc obdarowanych kreci nosem, ze one sa za bardzo wytrawne! podejrzewam, ze prawdziwych amatorow wina w polsce mozna policzyc na palcach? ... i to pewnie tylko w warszawie?
                  • Gość: Lanvin Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.home.aster.pl 20.09.10, 22:15
                    Kati, naprawdę mogłabyś zlośliwie zapytac? Kobieta i złośliwie? Nie wierze;-)

                    I ja sobie wypraszam obelgi straszne, że jakimś malkontentem jestem;-) Bo nie jestem. Bardzo optymistycznie patrzę w przyszłośc, sprzedaż wina wzrasta, interes idzie dobrze. Ale firma istnieje już prawie kilkanaście. Miała czas się rozwinąc, zdobyc ileś tam procent warszawskiego rynku, nawiązac kontakty na kilku kontynentach i kupowac wino dobrej jakosci i w dobrej cenie. Sprzedajemy miesięcznie, średnio 23 tysiace butelek więcej niż w zeszłym roku, a więc wciąż do przodu i naprawdę o wyniki finansowe się nie martwię, ale dziękuję, że Ty się o nie martwisz i życzysz mi, abym się nie martwił. Jeszcze raz dziękuję.

                    Pisałem jedynie, że nowo powstałe firmy mają małe szanse na przeżycie. Nie wynika to z pogłebionych analiz, subtelnych rozważań teoretycznych, tworzenia skomplikowanych modeli ekonomicznych czy wrodzonego malkontenctwa. Ja to po prostu widziałem. Powstanie i upadek wielu firm. Upadek na najbardziej chłonnym, warszawskim rynku. Pojawiam sie i znikam i znikam ;-)
                    A i teraz słyszy się o kłopotach kilku importerów. Wcale nie takich małych.

                    Oczywiście życzę Ci jak najlepiej. Nie obsługujesz naszego kanału sprzedaży;-)
                    Ale niejako potwierdzasz moje spostrzeżenia. Pisałaś coś o kartach win...tylko w knajpach jesteś w stanie sprzedac swoje wina. A knajpy w wawie to niepewny biznes. Pierwszy rok przetrwa około 50%, po drugim zostanie około 20% (to statystyki, pewne)

                    Nowe firmy popełniają straszny błąd. Rzeczywistośc sieciową, wirtualna przenoszą na rzeczywistośc "rzeczywistą";-) i potem zaczynają się problemy.

                    Stałem dzisiaj w korku i próbowałem - w tle grała świetna muzyka - oszacowac liczbę osób w Polsce, ktore na winie się choc trochę znają i kupują je z pełną świadomościa. Dzieciaków nie liczymy; dla większości emerytów najlepszym winem na swiecie jest jakieś takie słodkie, do 13 złotych, wie Pani, najlepiej z Mołdawii albo Bułgarii. O !!! Fresco tez jest świetne. A nalewka babuni to już w ogóle szał. Z tego co słyszałem tzw. scianę wschodnią też możemy odjąc, bo jest tam ciężko coś dobrego sprzedac.
                    I jak nie liczyłem, to mi zawsze wychodziło, że to jest jakieś kilkadziesiąt tysięcy ludzi w tym kraju, może sto tysięcy. Tak sobie szacuję. Macie inne pomysły na oszacowanie tej liczby?

                    O tym jak małe jest tak naprawdę zainteresowanie winem w Polsce niech wystarczy to, że nawet jedyne w tym kraju pismo winu poświęcone zbankrutowało. Teraz sie odradza, ale nie jest już tak dobre jak kiedyś. A było świetne, dobrze redagowane, kolorowe. I nawet to jedno pismo nie dało rady. Jedno !!! O aparatach jest mnóstwo, o szminkach, autach, telewizorach, pieluszkach i o wszystkim innym dziesiątki. A o winie jedno nie mogło się utrzymac. Dziwne, nie?

                    Albo przychodzą przedstawiciele nowych firm i mówią: mamy bardzo ciekawe, przepyszne i do tego jako jako jedyni w Polsce włoskie/hiszpańskie/francuskie wina !!! Mamy je na wyłącznośc, bo byłem kiedys w winnicy i postanowiłem spróbowac sił w tym biznesie. I na pewno mi się uda, bo mam wina jedyne, wyjątkowe i unikalne. Skąd ta pewnośc o unikalności swoich win się bierze, to ja nie mam zielonego pojęcia. Co to znaczy, że ktoś ma ciekawe wina (każda nowa firma ma taki argument)? Każdy teraz ma ciekawe wina.

                    Czy naprawdę sądzicie, że ktokolwiek w tym kraju jest się jeszcze w stanie wyróżnic swoją ofertą? Jak, w jaki sposób zaprezentowac na rynku swoje nowe wina, np. kolejną hiszpańską rioję, skoro tych win na rynku jest już pewnie i ze trzy tysiące? Sam mam ich ze czterdzieści i po cholerę mi jeszcze jedna rioja? Po cholerę na rynku 2465 kolejna, oczywiście najlepsza bordówka, albo 1231 chianti. Oczywiście mogą byc, ale naprawdę nie wiem jak się w tym tłumie i chaosie wyróznic.

                    A teraz wezcie pod uwagę, że na rynku działa kilkuset importerów. Nie ma szans, żeby spora częśc nich nie padła. Nie będą w stanie się utrzymac. Częśc z nich zamyka już kosztowne sklepy i przenosi działalnośc do sieci. Już teraz pewnie tych sklepów jest ponad sto (ktoś może wie ile dokładnie?) Zaraz zrobi się ich kilkaset, a utrzymają się tylko Ci, których będzie stac na zapłacenie googlowi, aby ich strona w wynikach wyszukiwania była na pierwszej stronie, może drugiej. Zaraz zacznie się licytacja o pozycjonowanie...idę o zakład.








                    • Gość: Magda Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.09.10, 00:34
                      Oczy mi się same zamykają, ale po przeczytaniu Twojej wypowiedzi nie mogłam się oprzeć, żeby nie odpisać:)))

                      Po kolei:
                      Cieszę się, myślę, że Kati również, że firma, w której pracujesz odnosi tak znakomite wyniki:) Myślę, że mniejsi importerzy, o których pisałam, mają zamiar sprzedać te 20tys. butelek, ale rocznie i to przy pomyślnych prądach:) to jest właśnie sedno całej tej dyskusji, ciągle mówimy o zupełnie różnych gałęziach branży:)

                      Nie mogę odmówić Ci racji w kwestii powstania i upadku wielu firm winiarskich. Jednak wydaje mi się, że owe firmy stosowały złą politykę (mogę się mylić, to moja teoria). Politykę, którą ja nazywam krótkodystansową, czyli: dajmy dużą marżę na wino, otwórzmy piękny sklep, zróbmy dobrą reklamę i wzbogaćmy się w rok. Efekt, jaki jest, każdy widzi.
                      A ja lubię sklepy z polityką długodystansową (dlatego wcześniej napisałam, że prowadzą je ludzie, póki co, hobbystycznie, z niewielkim zyskiem), która zakłada, że ok. sprzedamy mało, specyficznym klientom, ale w ten sposób będziemy uczyć, dawać przyjemność i budować silną markę oraz świadomość.
                      Może to wydać się dziwne, ale to inna ścieżka biznesu, którą uważam za bardzo przyszłościową (ale o tym innym razem:P)

                      Pisałeś, że małe firmy nie mają szans, teraz piszesz, że małe, ale zawsze mają - sukces:)))

                      W kwestii oceniania grupy docelowej, myślę, że to trafna, aczkolwiek bardzo pesymistyczna ocena. Wydaje mi się, że coraz więcej ludzi docenia i kupuje wina. To obserwuję na "własnym podwórku". Nie będę podawać badań, analiz itp., bo chyba każdy wie, że to jedynie materiały pomocnicze, a rzeczywistość może być diametralnie różna od tego, co podają.

                      W kwestii pisma. Chyba fakt, że pismo się odradza i funkcjonuje, mimo, że jest gorsze, mówi sam za siebie:))) Kiedyś było tak, że importerzy przywozili wino do Polski i nakładali jeszcze większe marże niż dziś, stąd niechęć Polaków i brak większego zainteresowania. Moim zdaniem, za słabo rozwiniętą branżę winiarską w Polsce możemy podziękować właśnie im:(
                      Ściągali wina stołowe i wpychali biednym, nieświadomym Polakom za duże pieniądze, jako wyśmienite wina francuskie (przykład).

                      W kwestii ofert...a czy chcesz mi powiedzieć, że ktoś, kto przywozi do Polski wino, które jest zupełnie nieznane nie wyróżnia się swoją ofertą? Czy fakt, że po sukcesie tego wina inni importerzy też chcą mieć je w swojej ofercie nie świadczy o unikatowości tychże?
                      Jest jeszcze kilka takich "gwiazdek", ale nie będę rozmieniała się na drobne:)

                      W ostatnim akapicie masz odpowiedź na dzisiejsze problemy importerów - "kosztowne sklepy" i wszelkie inne "kosztowności" to ich główny, zaraz po nieopanowanej chęci zysku, grzech główny, który sprawia, że pogrążają się w kryzysie:)

                      A na koniec chciałabym dodać, że dawno, oj dawno nie było na forum tak interesującej, kulturalnej i wartościowej dyskusji:) zatem nie pozostaje mi nic innego jak podziękować interlokutorom i żywić nadzieję, że będzie ona trwać i podobne powstawać będą w tym samym tonie:)
                      Dobranoc
                      • Gość: Lanvin Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.home.aster.pl 21.09.10, 02:03
                        Też już padam, ale Magdzie muszę odpowiedziec. Mam słabośc do tego imienia, a to dobry powód;-)

                        No to po kolei lecimy.

                        Mówimy o tej samej gałęzi. O małych firmach. O małych firmach, które właśnie powstały, albo taki zamiar mają. Jestem jedynie dłużej na tym rynku i patrzę na niego z większej perspektywy, bo zaopatrujemy sporą ilośc różnego rodzaju odbiorców i wiem, co w trawie piszczy.
                        Mówimy zatem o firmach, które zbierają okruchy. Nie to, że sam zjadam pyszną polędwicę wołową z Argentyny, ale na ziemniaka i pomidora się załapię;-)

                        Dokładnie tak. Właśnie dlatego małe firmy upadły. Nawet rozdmuchanie balonika na stronach "stołecznych" wyborczej nic nie dało. Na początku oczywiście dało. Ale efekt nowości pryskał po mniej więcej 2-3 miesiącach. Bo ludzie się zorientowali, że to wciąż te same wina. Z trochę innymi etykietami, podobne w smaku do setek innych, ale dlaczego tak drogie? I nie wracali.

                        Nie pisałem, że małe firmy nie mają żadnych szans. Pisałem, że nie mają większych szans. Wynika to z moich obserwacji i zdanie podtrzymuję. Na każde 10 firm, 8 lub 9 upadnie. Jestem o tym przekonany. Więcej, wiem o rynku tyle, że nie odważyłbym się teraz zakładac firmy sprzedającej wino.

                        Grupa docelowa? Tak se strzeliłem spod małego palca;-) I chyba o wiele się nie pomyliłem. Pesymistycznie? Czy ja wiem? Na ile szacujesz grupę ludzi, którzy cos o winie wiedzą i zakupy w miarę świadomie robią?
                        Jasne, że rynek wzrasta, ale nie aż tak, żeby była potrzeba istnienia na rynku mrowia ludzi winem handlująca. Bo to handel jest. Nie misja. Nie dorabiajmy do wina dziwnych ideologii.

                        Pismo. Pismo się rzeczywiście odradza. Ale wciąż mówimy o tak naprawdę jedynym piśmie o winie w kraju zamieszkałym przez 36 milionów ludzi, a ten kraj leży w środku Europy. I odradza się jako kwartalnik, wcześniej to pismo było miesięcznikiem. Jak pisałem, o wszystkim innym jest pism mnóstwo. O winie jedno ledwie utrzymuje się na rynku. Takie pisma utrzymują się z reklamodawców, nie ze sprzedaży. Duże firmy przestały zamieszczac tam reklamy, bo te reklamy nie miały żadnego wpływu na sprzedaż win w tym piśmie reklamowanych. Absolutnie żadnego. To po cholerę za te reklamy placic? A male firmy nie miały kasy, żeby reklamy tam zamieszczac. I sie skonczyło. Teraz jest kwartalnik. Słabo jak na 36 milionów ludzi. A gdybyś znała jego naklad, to byś się mocno zdziwiła;-)
                        Z resztą tego akapitu w pełni się zgadzam. Typowo polskie cwaniactwo na krotka metę. Tanio kupic jakiś syf, drogo sprzedac jako wyrafinowane francuskie wino stołowe;-)

                        W kwestii ofert. Tak, dokładnie to chcę Ci powiedziec. Ktoś kto przywozi do Polski wino, którego tu wcześniej nie było, niczym się wyróżnia. Bo wszyscy w swoich ofertach tylko takie wina mają. Wymień mi 3 wina, które tak zawojowały rynek, odniosły taki SUKCES, że inni importerzy modlą się, aby miec je w swoim portfolio. Dobra, będę łaskawy - wymień mi jedno wino, które odniosło SUKCES, a ludzie chodzą po sklepach i właśnie tego wina szukają. Czy jest jakiś kraj, jakaś apelacja, jakiś szczep, jakiś region, rejon czy połwysep, czy są jakieś góry niższe, albo góry wyższe, które nie są tu reprezentowane? W Polsce jest niewiarygodnie duży wybór wina. I już naprawdę nikt, niczym, nikogo nie zaskoczy. Bo są trzy firmy. Jedna ma 40 win chilijskich, druga ma 40 win chilijskich, trzecia też ma 40 win chilijskich. I nagle powstaje czwarta. I tu zaskoczę - ona tez ma 40 win chilijskich. I jak się tu wyróżnic?
                        Gdybym tylko chciał, a mam przed sobą w firmie kilkadziesiąt ofert z całego świata, zupełnie zmienic portfolio win swojej firmy w ciągu miesiąca. Ale po co miałbym to robic? Naprawdę sądzisz, że klienci zauważą wymianę jednej riojy na drugą. Nie zauważą. Win jest po prostu niewiarygodnie duży wybór, a jednocześnie przy tych tysiącach oferowanych win praktycznie nikt nie zbudował marki jakiejkolwiek winnicy, jakiejkolwiek nazwy wina. Poza trzema przypadkami. Ludzie przychodzą do sklepu po: Carlo Rossi, Sutter Home i Liebfraumilch. Reszta nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, czy rioja jest od tego, czy od innego producenta. Uwierz mi.
                        Nie wyróżnisz się żadnym winem, bo win w Polsce są tysiące i nie ma osoby, która to ogarnie.
                        Są marki herbat, kaw, wódek, whisky, mydełek, szamponów, makaronów, komputerów, ale marki wina nie ma żadnej. I nie będzie.


                        Dawaj te inne "gwiazdki" ;-)

                        Z resztą w pełni się zgadzam.


                        • Gość: Magda Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.09.10, 10:16
                          Och, zamiast pracować to ja się tu w polemiki wdaję, ale nie sposób nie skomentować:)))

                          Jeśli chodzi o podział biznesu, to hmm, jakby Ci to nakreślić. O już wiem! Przed powstaniem hipermarketów wszyscy sklepikarze obawiali się, że znikną. Słusznie, bo część z nich faktycznie musiała pozamykać swoje sklepiki. Pozostały te, które przyciągnęły czymś klienta (niską ceną, miłą atmosferą, wygodą zakupów, sentymentem - może to infantylne, ale takimi czynnikami kierują się ludzie, robiąc zakupy).

                          I jeszcze raz podkreślam, że właśnie o takich dwóch gałęziach biznesu mówimy:) z jednej strony firma, która sprzedaje kilkaset tysięcy butelek, a z drugiej taka, która sprzedaje maksymalnie 20 tys. :) A z mojej strony, to Ci nawet polędwicy wołowej życzę:) tylko tej z Irlandii, a nie z Argentyny (wg mnie lepsza:P)

                          Tu się zgadzamy, więc fajnie:)

                          Dalej, w kwestii małych szans. Może i są małe, ale zawsze są. Widzisz, ja kupuję wyłącznie w takich małych firmach. Mnóstwo moich znajomych też. Wydaje mi się, że to się rozwija i będzie rozwijać. Ludzie coraz uważniej czytają etykiety (analogicznie do czytania etykiet każdego innego towaru), coraz świadomiej dokonują zakupów i stawiają na jakość.
                          To tak, jakbyś powiedział: ani ja, ani ludzie, których znam nie kupują organicznej żywności (przykład), więc to znaczy, że ten biznes umrze.
                          A figa! Organiczna żywność ma się świetnie i coraz lepiej! A w kwestii zarobkowej to jeden z lepszych interesów;)
                          Mimo, że to nie handel chlebem czy herbatą, które są produktami popularnymi:)

                          W kwestii grupy docelowej, wg mnie wielkim błędem jest zawężanie jej do pewnego grona osób. Wino to nie magazyn dla kobiet z dużych miast z przedziału wiekowego 25-34. Wystarczy spojrzeć na Europę, kto tam pije wina. I to powinniśmy krzewić na swoim podwórku, a nie bawić się w jakieś określanie, analizowanie i inne pierdoły:P
                          Zgadzam się jednak, że nawet rosnąca liczba osób zainteresowanych winem nie powinna być przyczyną do namnożenia się firm winiarskich w takim stopniu:/

                          Nie dorabiam także ideologii wielkiej do obrotu winem (celowo piszę obrotu, bo to o czym ja piszę z handlem jako takim ma niewiele wspólnego). Faktem jest, iż większość sklepów, o których piszę jest prowadzona hobbystycznie i nie przynosi większych zysków,póki co:)
                          I wydaje mi się, że tylko taka długodystansowa polityka prowadzi do czegoś. Bo w każdym innym przypadku, w wyniku podatków, głupiego prawa i wszechobecnej drożyzny w Polsce, żeby zarobić na winie trzeba nałożyć dużą marżę. Zatem niestety na taką działalność mogą pozwolić sobie na dziś dzień pozwolić jedynie hobbyści z poczuciem prawdziwej misji (a nie ci, którzy wycierają sobie takimi słowami gęby), i którzy pracują zawodowo, a działalność taka jest dla nich dodatkiem.
                          Myślę, że rozumiesz o co mi chodzi:) zresztą w Polsce rozpoczęcie podobnej działalności jest na tyle trudne, że tylko zapaleńcy byliby skłonni ją otwierać:D

                          Pismo. A jakież by nie było, to jednak jest:) wydaje mi się także, że takowe pisma są dwa:P
                          I powstaje coraz więcej blogów o winie, portali itp., co znaczy, że ludzie to czytają i chcą czytać. Ja nadal będę trzymać się wersji, że wszystko zmierza ku lepszemu i coś się zaczyna ruszać, coś dziać:) dziś jest to ileś tam osób, ale za rok, dwa, trzy, może być wiele więcej:)
                          dla przykładu, jak się ma 6 milionów Polaków na Facebooku do np. 20 milionów Niemców na FB? Nijak, ale w Polsce przybywa nowych kont w zastraszającym tempie:)
                          I ktoś mógłby powiedzieć, nie Facebook nie ma szans, przecież mamy NK.pl i FB przyjdzie na chwilę i zniknie. Otóż jak jest, każdy widzi:)

                          Marki wina właśnie, że są:) Widzę, że bardzo głęboko zakorzeniony jesteś w swojej branży (która, mimo tego samego produktu, różni się diametralnie od tej, o której piszę ja) i ciężko przestawić Ci się na inną rzeczywistość. Uwierz zatem na słowo, że coraz mniej ludzi kupuje wina w supermarketach, a coraz więcej zaczyna rozglądać się za dobrymi produktami.
                          Ach, zapomniałam wymienić choć jedną markę wina znaną w Polsce, to m.in. Planeta lub Vina Maipo (od importera, u którego nigdy i nic nie kupiłam i pewnie nie kupię, ale fakt pozostaje faktem).

                          W kwestii gwiazdek czy nazw win, nie chcę ich podawać, żeby nie nakierowywać Cię na żadną z firm, wystarczy, że podałam powyższe nazwy, ok?:) Pozostańmy niezależni choćby w tym temacie:) jeśli będziesz chciał pogadać o konkretach, to poza forum.
                          I w kwestii zawojowania rynku, powiedz, jaka jest możliwość sprzedaży 200 tys. butelek wina, które absolutnie nie jest masówką i w ciągu roku produkuję się wyłącznie 6000 butelek?

                          Zauważyłam jednak, że jeden szczep zyskuje popularność w Polsce za sprawą jednego importera. Bo fakt, iż jeszcze do niedawna taki gatunek był do kupienia wyłącznie u niego, a teraz w 6 sklepach chyba jest znaczący, czyż nie?:)
                          I mówię tu o bardzo popularnych szczepach w kraju pochodzenia;) tylko Polacy jeszcze ich nie znali. Może z tej właśnie przyczyny, że importerzy mają nieprzemyślaną politykę swoich firm? Może dlatego, że uważają, że skoro Rioja dobrze się sprzedaje, to oni wprowadzą na rynek 256 butelkę z jakiejś tam winnicy?
                          Błąd, ale o tym przekonają się boleśnie i to nie ma żadnych szans na powodzenie:)

                          Mam nadzieję, że nie zagmatwałam za bardzo, ale pisałam w czterech rundach:)

                          Pozdrawiam
                          • jeepwdyzlu zdanie laika - konsumenta 21.09.10, 16:12
                            Przy całym szacunku do punktu widzenia importera - trudno się nie zgodzić z wieloma tezami..
                            Muszę jednak zaznaczyć, że kilkanaście milionów ludzi mieszka blisko zachodniej granicy..
                            Milion ludzi rocznie spędza wakacje zimowe na nartach we Włoszech..
                            Ile milionów butelek wtedy przywożą?
                            Wrocław, Zielona Góra, Szczecin - ludzie mają stamtąd do Berlina rzut beretem. Znam ludzi (sam się do nich zaliczam) jeżdzących do Berlina do opery, muzeum, ciekawą wystawę..
                            ZAWSZE kupują kilka butelek..
                            I takich jak my są setki tysięcy..
                            Którzy za 5 , 10 czy 15 euro kupią wino wielokrotnie lepsze niż za adekwatne pieniądze w Polsce...
                            To samo dotyczy wypadów do Toskanii czy Chorwacji latem..
                            W bagażnikach wracają wina, oliwy, sery....
                            Tak więc rynek nie jest taki mały, naprawdę.
                            I będzie większy - bo wbrew opinii zbankrutowanego importera - spożycie wódki spada a wina rośnie..
                            Powtórzę - w Polsce ceny są za wysokie. W wielokrotnie zamożniejszych Niemczech ceny są znacznie niższe. Już nie mówiąc o szerokości oferty. Przypomnę, że Niemcy to kraj piwa. Niemniej - w ciągu lat - stał się to czwarty po włoskim, francuskim i brytyjskim rynek w Europie. Większy od hiszpańskiego...
                            Zaryzykuję więc - że Polska jest ciekawszym rynkiem niż czeski. Bo Czesi piją głównie własne wina. My - importowane...
                            jeep
                            • Gość: Magda Re: zdanie laika - konsumenta IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.09.10, 16:55
                              Zgadzam się w stu procentach:)))

                              I popieram tezę, że ceny są za wysokie!
                              Już pisałam, że na palcach jednej ręki mogę policzyć sklepy (ale wyłącznie internetowe), w których można kupić wino w sensownej cenie, ot co.

                              Ja rozumiem, że każdy musi zarobić, że koło musi się kręcić, bo to też nie do końca fajnie, że ludzie ot tak sobie wszystko przywożą, bo "dzięki" temu ten kraj jest i będzie taki biedny i zaściankowy. Ale i potrafię zrozumieć takiego człowieka, bo nawet mi nie uśmiecha się nabijać kabzę importerowi:/
                              Niech ma zysk, ale rozsądny, a nie zgodnie z zasadą "Polaka cwaniaka" patrzy tylko gdzie by tu najwięcej kasy skubnąć.
                              I jest jeszcze jedna, smutna, a zarazem śmieszna kwestia:)
                              Skąd u Polaków opinia, że dobre wino musi osiągać pewien pułap cenowy?
                              Ano z winy importerów, którzy nakładali niebotyczne marże i wina za 2 euro sprzedawali za 40zł (to chyba i tak optymistycznie policzyłam:D) i nieświadomości klientów, którzy nie są jeszcze "obyci" z winem.
                              Ale mam nadzieję, że będzie się to zmieniać i trzymam za to kciuki:)
                            • Gość: borowik Re: zdanie laika - konsumenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.10, 17:10
                              Jeep: "Przypomnę, że Niemcy to kraj piwa."

                              Jeśli swoje wnioski wyciągasz na podstawie tego niezbyt prawdziwego twierdzenia, to dochodzisz do fałszywych konkluzji. Niemcy są największym importerem wina na świecie. Importują więcej wina niż jakikolwiek kraj. Są czwartym największym producentem wina w Europie. W spożyciu (wina jako cały kraj) wyprzedzają je tylko Włochy, Francja i USA. Równocześnie są też importerem który sprowadza wino po najniższej średniej cenie za butelkę. Ceny są odzwierciedleniem skali i tak pozostanie zawsze. Jeśli na upartego można pisać że Czechy to "kraj piwa", to w wypadku Niemiec jest to twierdzenie ryzykowne. Na tej samej zasadzie można napisać że Australia, Irlandia, Austria czy Wielka Brytania to "kraje piwa". Spożycie podobne przecież, tyle że nie mają medialnego Oktoberfestu.

                              Polskie spożycie piwa jako cały kraj jest około 3 krotnie niższe niż niemieckie zaś w wypadku wina to ponad 30 razy mniejsza konsumpcja.
                              • jeepwdyzlu do borowika 21.09.10, 18:40
                                gdybyś dokładnie przeczytał moją wypowiedź, to zobaczyłbyś, że wiem o liczbach które podałeś...
                                Sam - będąc często w Niemczech - zauważam o. I tam robię większość swoich zakupów..
                                Niemniej - Niemcy to kraj piwa. Tysięcy browarów. Tysiąc lat tradycji. Ptrzyzwyczajeń konsumentów kupujących piwa skrzynkami...
                                Prawda - dziś to ogromny rynek wina. Ale samo się to nie zrobiło. To kwestia edukacji ludzi, lat inwestowania w wizerunek, promowania "śródziemnomorskiego" stylu życia.. Milinów odwiedzin we Włoszech czy Francji...
                                To chciałem podkreślić. Że Niemcy są winną potęgą, POMIMO swoich piwnych konotacji...
                                jeep
                                • Gość: borowik Re: do borowika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.10, 19:08
                                  Niemcy to w Europie kraj o jednej z najdłuższych tradycji produkcji wina wysokiej jakości. Nie ma mowy o żadnym "pomimo". Pisząc takie rzeczy pokazujesz swój brak wiedzy. Tam nic nie musiało się dziać "pomimo", bo od setek lat z terenu obecnych Niemiec pochodziło większość wina wysokiej jakości w Europie. Nawet obecnie tylko Francja i Włochy produkuje więcej wina. Nic tu nie mają do rzeczy "setki browarów", bo i tak producentów wina w Niemczech jest dziesiątki razy więcej niż browarów.
                                  • jeepwdyzlu Re: do borowika 22.09.10, 09:36
                                    borowik chcesz uważać że ty wiesz ja nie - twoja sprawa
                                    mieszkam pół godziny od niemieckiej granicy, spędzam tam wiele dni w roku, robię z Niemcami interesy, mam tam przyjaciół. Byłem wielokrotnie w niemieckich winnych regionach, znam i lubię niemieckie wina... Po niemiecku mówię lepiej niż po angielsku.. Co mi chcesz udowodnić? Że się mylę? Z tezą dotyczącą zbyt wysokich cen w Polsce?.. TEGO dotyczy dyskusja a nie piwnych tradycji Niemiec!
                                    Małostkowość z ciebie wyłazi i słoma z butów sterczy. Nie odpisuj
                                    jeep
                              • Gość: Józef Statystyki IP: *.adsl.inetia.pl 21.09.10, 20:43
                                Gwoli ścisłości, największym importerem wina na świecie wartościowo jest Wlk Brytania. Niemcy są na 3. miejscu.
                                Jeśli chodzi o konsumpcję to bardziej miarodajne jest chyba spożycie na głowę. Tu Niemcy się aż tak nie wyróżniają, wyższe spożycie jest m.in we Francji, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Szwajcarii, Danii, Belgii, Austrii i na Węgrzech.
                                Wg OIV spożycie wina w Niemczech na głowę mieszkańca w 2008 wyniosło ok. 24l, w Polsce wg ZUS wynosi ok. 3,5l (wg z pewnością błędnych danych OIV 1,56) więc w żadnym przypadku nie jest to stosunek 1:30 jak napisałeś.
                                • Gość: borowik Re: Statystyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.10, 22:08
                                  Gość portalu: Józef napisał(a):

                                  > Gwoli ścisłości, największym importerem wina na świecie wartościowo jest Wlk Br
                                  > ytania. Niemcy są na 3. miejscu.

                                  Gwoli ścisłości, Józusiu: pisałem że Niemcy NAJWIĘCEJ a nie "za największą kwotę". Kumasz Józiu?

                                  > w Polsce wg ZUS wynosi

                                  ZUS analizuje spożycie wina? Hurhurhur! Gratuluję Józefku. Z pewnością "błędny" jesteś Ty.

                                  W każdym przypadku jest to ponad 1:30, bo pisałem o spożyciu bynajmniej nie na głowę. No ale jak nawalony koleś się bierze za pouczanie innych, to trudno oczekiwać że zrozumie co napisano. Przeczytaj ponownie i znajdź błędy jakie popełniłeś z powodu niechlujnego czytania.


                                  • Gość: Józef Re: Statystyki IP: *.adsl.inetia.pl 22.09.10, 18:46
                                    Normalna wymiana zdań przekracza Twoje możliwości? Zaraz trzeba wymyślać od "nawalonych kolesi"?
                                    Podałem jedynie dane importu wina do Niemiec uzupełniające Twoje, które niuansowały Twoją ostrą tezę. Import wina zazwyczaj omawia się wartościowo, podobnie jak konsumpcję - per capita. Pisanie o konsumpcji globalnej ma ograniczoną przydatność, np. w Angoli jest wyższa niż w Finlandii. I co z tego wynika? Producenci wina nie wiedzieć czemu bardziej interesują się rynkiem fińskim.
                                    A co do ZUSu, po prostu się mylisz. Podaje on konsumpcję napojów alkoholowych w różnych swoich publikacjach. Np. "Produkcja i handel zagraniczny produktami rolnymi w 2008 r.", tabl. 13, wino i miody pitne 8,2l/głowę. Podaż win i miodów w 2008 r. - 314 mln l. Wg drugiego najważniejszego badania rynku wina w Polsce AC Nielsen konsumpcja już od paru lat przekroczyła 3l/głowę (nie mam w tej chwili pod ręką tej płatnej publikacji żeby dokładnie zacytować). Zważywszy że globalna konsumpcja wina w Niemczech w 2008 to 1989 mln l żadną miarą nie daje to stosunku 1:30. Nawet zakładając (co mało prawdopodobne) że miody stanowią 50% podaży stosunek ten wychodzi 1:15, tak jak napisałem.
                                    Chyba że wg Ciebie ZUS się nawalił - napisz szybko do prezesa w tej sprawie.
                                    • Gość: gp Re: Statystyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.10, 13:55
                                      "Podlinkowało" mnie tu z innego miejsca. Biorąc pod uwagę jakie szambo bzdur wybiło tutaj i raczej nie warto "nakręcać" różnych znawców znad zachodniej granicy, to miałem zamiar nie odzywać się. Do poniższego się odniosę, bo jeszcze ktoś pomyśli że jakieś ziarnko prawdy jest tutaj:

                                      Gość portalu: Józef napisał(a):

                                      > Import wina zazwyczaj omawia się wartościowo, podobnie j
                                      > ak konsumpcję - per capita.

                                      W statystyce to może i "zazwyczaj". Akurat w tej kwestii małe ma to znaczenie. Siłę rynku szacuje się na podstawie całej wartości i stopnia koncentracji dystrybucji. Watykan, który ma największą konsumpcję wina per capita na świecie posiada pomijalną siłę rynku i gdyby nawet jakiś dystrybutor idąc za poradą Józefa skupiłby się na tym "największym" światowym konsumencie wina (a nawet uzyskał wyłączność na ten kraj), to jego pozycja negocjacyjna i przychody stawiałyby go daleko za średnim/małym importerem niemieckim. Polska byłaby dla poszczególnych producentów wina bardzo łakomym kąskiem, gdyby przy tej konsumpcji dystrybucja była skupiona w dosłownie kilku firmach. Przy sporym rozdrobnieniu dystrybucji tylko wyraźny skok ilościowy konsumpcji mógłby to zmienić.

                                      > Pisanie o konsumpcji globalnej ma ograniczoną przyd
                                      > atność, np. w Angoli jest wyższa niż w Finlandii. I co z tego wynika? Producenc
                                      > i wina nie wiedzieć czemu bardziej interesują się rynkiem fińskim.

                                      Na taki argument anegdotyczny nie ma jak odpowiedzieć, bo niby jak to zweryfikować. Moje doświadczenia mówią dokładnie coś odwrotnego, mimo że na jednym z Vinitaly brałem udział we wszystkich rozmowach producentów z ówczesnym największym importerem win "premium" z Finlandii. Chętnie bym poznał producenta wina (produkującego więcej niż 200000-300000 butelek) który z innych powodów niż towarzyskie bardziej jest zainteresowany rynkiem fińskim niż brytyjskim i dowiedział się skąd taka decyzja.

                                      > A co do ZUSu, po prostu się mylisz. Podaje on konsumpcję napojów alkoholowych w
                                      > różnych swoich publikacjach. Np. "Produkcja i handel zagraniczny produktami ro
                                      > lnymi w 2008 r.", tabl. 13, wino i miody pitne 8,2l/głowę. Podaż win i miodów w
                                      > 2008 r. - 314 mln l.

                                      Sądzę że chodzi o GUS chyba i w tą kwotę wchodzą wszelkie nalewki babuni, komandosy i mityczne spermy szatana.

                                      > Wg drugiego najważniejszego badania rynku wina w Polsce A
                                      > C Nielsen konsumpcja już od paru lat przekroczyła 3l/głowę (nie mam w tej chwil
                                      > i pod ręką tej płatnej publikacji żeby dokładnie zacytować). Zważywszy że globa
                                      > lna konsumpcja wina w Niemczech w 2008 to 1989 mln l żadną miarą nie daje to st
                                      > osunku 1:30. Nawet zakładając (co mało prawdopodobne) że miody stanowią 50% pod
                                      > aży stosunek ten wychodzi 1:15, tak jak napisałem.

                                      W znanych mi badaniach Nielsena do jednego worka wrzucane były akurat także przeróżne inne twory winopodobne stanowiące większość w Polsce. Bardziej przydatne są do takich analiz dane dotyczące importu wina do danego kraju. Jako że to co powstaje w Polsce to albo "mózgojeby" rozlewane w PET oraz hobbystyczna produkcja z Vitis Vinifera, którą można całkowicie pominąć bo jest wartościowo nieistotna, to proporcja według różnych źródeł jest jak 1:25 do 1:35 w stosunku Polska:Niemcy.
                                      • jeepwdyzlu Re: Statystyki 30.09.10, 14:07
                                        proporcja według różnych źródeł jest jak 1:25 do 1:35 w stosunku Polska:Niemcy.

                                        No właśnie
                                        a powinno być jak 1/2
                                        czyli polski rynek ma potencjał do 10 krotnego wzrostu!!!
                                        Nad czym staram się prawie codziennie pracować (choć przyznaję, że część moje pracy idzie na konto Niemców :-)
                                        Zatem do roboty! A raczej do kieliszków!!
                                        jeep
                    • Gość: kati Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 21.09.10, 21:30
                      Rany, ale się dyskusja zrobiła :-)
                      Bardzo miło mi będzie się wtrącić ponownie.

                      Magda ma rację- my się nie nastawiamy na wielkie zyski. Nastawiamy się na kilkutysięczne penjse. Firma powstała dlatego, że chciałyśmy robić coś przyjemnego w życiu- wcześniej pracowałyśmy przez wiele lat w bezdusznych korporacjach analizując wirtualne problemy. Nasza firma to trzy wspólniczki z czego jedna na stałe rezydująca w Hiszpanii. WSZYSTKO robimy same. Pewnie trochę popartaczyłyśmy w wielu miejscach, ale za to świetnie się bawimy.

                      Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że część pijących wino, to starsze panie pijące słodkie Sofie i studenci, ktorzy kupują wino w workach- 3 litry za 12 zł (znam takich osobiście:-). Ale Ci studenci za 5 zaczną przyzwoicie zarabiać i lat staną się naszymi odbiorcami. Chodzi mi o to, że każdy kto pije wino może nauczyć się pić lepsze wino.

                      Mnie się wydaje, że rynek potzrebuje wielu różnych form działalności, że jest miejce i dla dużych sieciówek i dla niewielkich firm jak nasza. Zresztą sieciówki robia dla nas kupę dobrej robory krzewiąc kulturę picia wina na rozmaite sposoby (kampanie reklamowe, eksponowanie wina w sklepach i restauracjach, degustacje i inne eventy). My z tego korzystamy! A rynek jest naprawdę pojemny.
                      No a w najgorszym razie mam nadzieję, ze będę tą jedną na 10 firm, które wg Twojej Lanvin teorii przetrwa :-)
      • Gość: Mirek Re: Firmy, winiarnie, bary z najwyższą marżą. IP: *.gl.digi.pl 29.09.10, 15:13
        Jeżdżę po sklepach oferując wino bezpośrednio od producenta (Espiot) i szlag mnie trafia, bo z jednej strony chcieliby kupić za darmo a z drugiej (mamy naprawdę niskie ceny) uważają, że niedrogie wino nie może być dobre. Tymczasem, gdyby dolepić do naszej oferty nazwisko jakiegoś znanego aktora to moglibyśmy pomnożyć ceny przez 3 lub 4. Ludzie! Brakuje na rynku edukacji... Wysoka cena jako wyznacznik wysokiej jakości to bzdura! Popieram stworzenie listy firm "żyłujących" klientów, bo to bije zarówno w dostawców (problemy z dystrybucją) jak i odbiorców (zniechęcenie do wina na codzień)... A w restauracjach dobre wino do obiadu powinno być powszechne za cenę nie przekraczającą ceny piwa. To jest możliwe!
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka