kochamwino
27.07.04, 08:45
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34209,2190103.html
Francuzi piją mniej wina, a winnice rodzą więcej, zbliża się winny kryzys
Francuscy producenci wina nie kryją niezadowolenia z powodu spadku cen
Choć za butelkę przedniego Chateau Haut-Brion z 1955 roku trzeba wciąż płacić
na aukcjach grubo ponad 2 tys. euro, na winnice i piwnice Bordeaux oraz cały
francuski świat winiarski padł blady strach: wina jest za dużo, więc staje
się zbyt tanie
"Francuski przemysł winiarski nabiera wody" - ogłosił w środę
dziennik "Liberation", zaczynając swój główny artykuł w numerze znamiennym
zdaniem "Dobre zbiory, zła nowina...". - To coś jakby ogólna panika - mówi
cytowany przez "Liberation" Michel Remondat z jednego ze stowarzyszeń
winiarskich. - Mamy kryzys, jakiego dotąd nie widziałem - obwieszcza
Christian Gely z winiarskiego departamentu wpływowych francuskich rolniczych
związków zawodowych FNSEA. Są tacy, którzy przekonują, że tak źle nie było
już od 150 lat.
W sezonie 2004 produkcja wina ma wzrosnąć o 19 proc., co gorsza, rośnie
kolejny rok z rzędu. Niestety, nie ma co liczyć na wzrost spożycia wina w
kraju czy też szybkie odbicie się eksportu ze względu na ostrą konkurencję
win z nowego świata: Australii, Chile, Argentyny, USA... - Produkujemy
więcej, niż jesteśmy w stanie sprzedać, w związku z tym ceny dramatycznie
spadły. Musimy ograniczyć dostawy i czekać na lepsze czasy - mówią w radzie
winiarskiej (CIVB) regionu Bordeaux (57 apelacji win, 9 tys. winnic)
produkującego najsłynniejsze wina Francji, w tym Chateau Latour czy Chateau
Margaux. Beczka z 900 litrami przeciętnego wina z Bordeaux kosztuje dziś 710-
760 euro, podczas gdy pod koniec lat 90. płacono za nią 1,5 tys. euro! Ci,
którzy naście lat temu zainwestowali w rozwój produkcji, dziś się nią duszą...
Pod koniec czerwca rada winiarska Bordeaux zdecydowała ograniczyć sprzedaż
win o na rynek o 15 proc. Reszta będzie przechowywana na lepsze czasy. Zrobią
to pewnie wkrótce inne regiony. Ministerstwo rolnictwa przygotowuje z
winiarzami nadzwyczajne środki ratunkowe.
Rynkowa interwencja nie zahamuje jednak zmian obyczajowych, wzrostu spożycia
soft drinków czy piwa. Konsumpcja wina spadła we Francji o połowę w ciągu
ostatniego ćwierćwiecza. Jeszcze w latach 80. Francuzi kupowali 43 mln
hektolitrów win, podczas gdy w 2003 r. już o 20 proc. mniej - tylko 34 mln.
Winiarze wściekają się, że w kraju, gdzie trudno sobie wyobrazić obiad bez
karafki wina, rząd forsuje politykę "zero alkoholu" za kierownicą.
Słabością francuskiego winiarstwa jest też to, co zawsze było jego siłą:
rozdrobnienie i tradycja. Tereny winiarskie we Francji są podzielone na tzw.
apelacje (jest ich ok. 470), wewnątrz których produkcja wina jest ściśle
nadzorowana i sprawdzana pod kątem spełniania szczegółowych norm - od
sadzenia krzewów winogronowych po butelkowanie i etykietowaniu. Współczesny
klient gubi się w gąszczu apelacji, ale jak na razie nikt we Francji ma
odwagi na radykalną reformę.